Łączę warsztaty dziennikarza i historyka – rozmowa z TERESĄ KACZOROWSKĄ, autorką książki „Było ich 27”

Wydana w 75.rocznicę Obławy Augustowskiej, książka poszerza wiedzę o tej największej „w wyzwolonej Polsce” zbrodni komunistycznej poprzez losy wszystkich zamordowanvch w niej 27 młodych kobiet – mówi Teresa Kaczorowska, dziennikarka, pisarka, autorka książki „Było ich 27”, która ukazała się 10 lipca 2020 r roku, w rozmowie z Andrzejem Klimczakiem.

 

Zajmując się wciąż niewyjaśnioną historią komunistycznych zbrodni, czuje się Pani bardziej dziennikarką śledczą czy też historykiem?

 

Po trosze i tym i tym. Kiedy jeżdżę po kraju, a często i po świecie, szukając śladów interesujących mnie świadków historii, to czuję się jak typowy dziennikarz śledczy. Ale gdy sprawdzam fakty w źródłach historycznych, czy w dokumentach IPN-u, pracuję jako historyk. Natomiast kiedy później o tym piszę, łączę dwa warsztaty i dziennikarza i historyka.

 

Wiele lat swojej działalności dziennikarskiej i pisarskiej poświęciła Pani sprawom Katynia. Od siedmiu lat bada Pani kolejną tajemnicę komunistów i zbrodnię popełnioną przez nich w czasie tzw. obławy augustowskiej. Trzecia już książka, opisująca losy ofiar tej obławy, opowiada o losach 27 kobiet. Dlaczego właśnie te osoby stały się bohaterkami książki?

 

W pierwszej książce „Obława Augustowska” (2015), przybliżyłam tę zbrodnię poprzez losy siedmiorga świadków historii, w tym żyjącego jeszcze wówczas żołnierza AK Mariana Tananisa. Książka ta zwiera podstawowe kompedium wiedzy na temat tragedii. W drugiej, „Dziewczyny Obławy Augustowskiej” uczyniłam to poprzez losy 15 dziewczyn, ofiar Obławy. Na liście zaginionych w Obławie Augustowskiej znalazłam bowiem 27 nazwisk młodych kobiet. Zaciekawiło mnie kim one były i dlaczego zaangażowały się w polski ruch oporu. Ich niezwykłe losy, niedługie, bo żyły po 17-30 lat, tak mnie zaintrygowały, że szukałam ich śladów jeżdżąc po wioskach i miasteczkach dawnej Jaćwieży. Odkrywałam życiorysy moich bohaterek, układając je niczym puzzle ze wspomnień ich rodzin, sąsiadów i znajomych, szperając w archiwaliach i sprawdzając w źródłach historycznych. Poznawanie tych dziewczyn po latach okazało się trudne, bo ginąc młodo nie posiadały jeszcze dzieci, tym samym nie mogło być następnych pokoleń. Ponadto w rodzinach nie przekazywano młodszym prawdy o podziemiu niepodległościowym, chcąc chronić od ubeckich prześladowań i piętnem „rodzin bandyckich”.

Już po jej ukazaniu się otrzymałam wreszcie zgodę na dostęp do akt śledczych Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciw Narodowi Polskiemu IPN w Białymstoku. Kiedy wykonałam tam kwerendę, postanowiłam więc książkę uzupełnić o te ważne dokumenty, a przy okazji opisać losy pozostałych 12 kobiet zamordowanych w lipcu 1945 r. I ponownie zaczęłam szukać ich śladów, nie tylko na Suwalszczyźnie, ale i w różnych miejscach Polski, np. we Wrocławiu udało mi się znaleźć córkę, a w Gdańsku syna kobiet zamordowanych w Obławie. W ten sposób powstała teraz trzecia, wydana w 75.rocznicę Obławy, książka „Było ich 27”. Poszerza ona wiedzę o tej największej „w wyzwolonej Polsce” zbrodni komunistycznej poprzez losy wszystkich (z listy IPN) zamordowanvch w niej 27 młodych kobiet – dzięki wspomnieniom kolejnych świadków historii, nieznanym do tej pory fotografiom oraz dokumentom IPN. Można ją traktować jako drugie, uzupełnione, poszerzone przynajmniej o jedną trzecią, wydanie książkiDziewczyny Obławy Augustowskiej”. Obydwie publikacje potwierdzają, że w tragedii tej zginęli nie tylko mężczyźni, ale także kobiety. I to piękne, młode, bohaterskie.

 

Obława Augustowska jest mniej udokumentowana niż zbrodnia katyńska. Badania historyczne dzisiaj napotykają nadal na przeszkody. Komu i dlaczego zależy na tym, aby ta  masakra nie została wyjaśniona?

 

Przede wszystkim nie zależy Rosji, która czuje się spadkobiercą komunistów i nie udostępnia swoich archiwów w Moskwie. W ujawnieniu prawdy o tej największej powojennej zbrodni komunistycznej z lipca 1945 r. nie pomaga też Białoruś, która nie zgadza się na ekshumacje w rejonie Kalet na Grodzieńszczyźnie, gdzie prawdopodobnie pogrzebano ciała ofiar Obławy. Nie bez winy jest też państwo polskie. Władze PRL nigdy oficjalnie nie potwierdziły faktu Obławy Augustowskiej, rzecznik rządu Jerzy Urban wręcz negował fakt zaginięcia w lipcu 1945 r. obywateli polskich. Ale po 1989 r. też nie było lepiej. Polska nie wykorzystała w latach 90. minionego wieku czasu „odwilży” związanej z rządami Borysa Jelcyna. Był to okres najbardziej sprzyjający do korzystania z archiwów rosyjskich, a nawet negocjacji z Rosjanami na temat zwrotu dokumentów. Niestety polskie władze zaniedbały wówczas ten temat.

 

Jak obecnie wygląda dostęp do materiałów zawierających opisy zbrodni komunistycznych w archiwach polskich i rosyjskich?

 

Obecnie dostęp do archiwów moskiewskich  jest ograniczony, mogą z niego korzystać tylko wybrani, resortowi, postsowieccy historycy. Dotyczy to również archiwaliów z 1945 r. o Obławie Augustowskiej. Rosja nie zgadza się również na pomoc prawną w śledztwie, które od 12 października 2001 r. prowadzi Oddziałowa Komisja Ścigania Zbrodni przeciw Narodowi Polskiemu IPN w Białymstoku.

 

Eksterminację prowadzoną na Suwalszczyźnie przez NKWD wspomagali polscy komuniści z UB i MO. Czy nazwiska tych zbrodniarzy są znane i czy ponieśli oni jakąkolwiek karę?

 

Obławę w lipcu 1945 r. wspierało także wojsko z 1. Praskiego Pułku Piechoty oraz miejscowi konfidenci. Niektóre nazwiska tych ludzi są znane, ale nikt z nich do dziś nie poniósł żadnych konsekwencji za zdradę swego narodu i zbrodniczą działalność. Co prawda Mirosław Milewski (1928-2008), pochodzący z Lipska nad Biebrzą, już w młodości członek NKWD i UB, późniejszy generał i minister MSW, który wydawał nawet swoich najbliższych, miał wytoczony proces, ale zmarł w jego trakcie. A np. Jan Szostak (1917-1986), najpierw żołnierz AK ps. „Kruk”, potem członek NKWD i UB, znany z wyjątkowego okrucieństwa, nazywany do dziś „katem Augustowa”, nie miał nawet rozprawy sądowej. Zmarł w mieście nad Nettą jako znany rzeźbiarz ludowy. Ale jego grób był kilkakrotnie dewastowany, bo ludzie uważali, że takiego zbrodniarza ziemia polska przyjąć nie może.

 

Drugiego sierpnia 1987 roku, powstał Obywatelski Komitet Poszukiwań Mieszkańców Suwalszczyzny Zaginionych w Lipcu 1945 roku. Na ile działania tej organizacji okazały się skuteczne i na ile pomogły Pani w zbieraniu materiałów?

 

Impulsem do powstania w Suwałkach Obywatelskiego Komitetu Poszukiwań Mieszkańców Suwalszczyzny Zaginionych w Lipcu 1945 roku było odkrycie pod koniec czerwca 1987 r., przez Stefana Myszczyńskiego ze wsi Dworczysko (wśród zaginionych było jego trzech braci i ojczym), szczątków ciał przy drodze Rygol-Giby. Istniało podejrzenie, że są to kości ofiar Obławy. Jednak po ekshumacjach przeprowadzonych w latach 1987 i 1989 na leśnym uroczysku Wielki Bór koło Gib, okazało się, że były to zwłoki żołnierzy niemieckich. Członkowie Komitetu odwiedzili sto kilkadziesiąt miejscowości, przeprowadzili tysiące rozmów, sporządzili kilkaset kwestionariuszy osób zaginionych, zebrali dokumentację w postaci różnych pism, zaświadczeń i fotografii. Dzięki Komitetowi powstały audycje radiowe, artykuły prasowe, poświęcony Obławie film dokumentalny Jacka Petryckiego „A może tego nie wolno mówić” (1988). W 1991 r. postawiono w Gibach, na symbolicznej mogile zaginionych, Krzyż otoczony wielkimi głazami – pomnik projektu prof. Andrzeja Strumiłły z nazwiskami ofiar. Corocznie, w trzecią niedzielę lipca, odbywają się tam uroczyste obchody rocznicy Obławy.

Jednak prace Komitetu, trwające do 1995 r., nie okazały się skuteczne w ujawnieniu prawdy o Obławie Augustowskiej, niewiele również przydatne w moich dociekaniach. Zebrane materiały przekazano w 1992 r. Prokuraturze Wojewódzkiej w Suwałkach, która korzystała z nich podczas śledztwa, jakie podjęła 27 lutego 1992 r. Aby wyjaśnić okoliczności oraz losy ofiar tej zbrodni suwalska prokuratura przesłuchała wielu świadków, zabezpieczyła sporo dokumentów, ale wobec braku odpowiedzi władz Rosji i Białorusi o pomoc prawną, zawiesiła śledztwo już 5 listopada 1992 r. (czyli po 8 miesiącach). Materiały te są dziś w białostockim IPN, ale są enigmatyczne i wnoszą niewiele nowego. Trzeba jednak przyznać, że były pierwsze, stąd należy docenić pracę członków Komitetu.

  

Czy może nam Pani zdradzić, co będzie tematem kolejnej książki i kiedy się jej można spodziewać?

 

Na razie o tym nie myślę, muszę nieco odpocząć od tragicznych tematów. Ale na pewno powrócę do Obławy Augustowskiej, gdy zostaną odkryte miejsca, gdzie zakopano ofiary z lipca 1945 r.

 


 

Biblioteka Publiczna w Sejnach, Starostwo Powiatowe oraz Fundacja Historia i Kultura zapraszają na promocję książki dr Teresy Kaczorowskiej „było ich 27”.

Promocja odbędzie się 17 lipca (piątek) o godzinie 17.00 w ogrodach im. Chiune Sugihary przy ZSO w Sejnach.

Spotkanie z autorką uświetni swoimi pieśniami bard obławy augustowskiej, Grzegorz Kucharzewski.

 

  


 

Teresa Kaczorowska

Dziennikarka, prezes Klubu Publicystyki Kulturalnej Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, prozaik i poetka, dr nauk humanistycznych, badacz polskiego dziedzictwa kultury, animatorka kultury. Autorka wielu artykułów prasowych i naukowych w Polsce i zagranicą, aktualnie jest redaktorką naczelną rocznika „Ciechanowskie Zeszyty Literackie” Współpracuje z „Rzeczpospolitą” (magazynem „Plus Minus”) i „Forum Dziennikarzy”. Napisała kilkanaście książek, w tym poświęconych m.in. zbrodni katyńskiej, Obławie Augustowskiej,  emigracji polskiej oraz znanym Polkom XX wieku.  Uhonorowana licznymi nagrodami i odznaczeniami, m.in. Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski „Polonia Restituta” oraz  Brązowym Medalem „Zasłużony Kulturze „Gloria Artis”.

 

 

 

 

 

Nie żyje Mirosław Rowicki

Odszedł twórca i redaktor naczelny „Kuriera Galicyjskiego” we Lwowie, wieloletni członek Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, założyciel koła SDP we Lwowie, inicjator wielu inicjatyw medialnych, naukowych i międzynarodowych.

 

Nie mogę uwierzyć, że nie spotkam się już z Mirkiem, z którym jeszcze w ubiegłym tygodniu, telefonicznie planowaliśmy najbliższą przyszłość wydawniczą i spotkania polsko-ukraińskie, które były tak ważne dla wzajemnych relacji. Mówił mi wtedy słabym już głosem, że źle się czuje, ale nie podejrzewałem, że tym razem przegra prowadzoną dzielnie od lat walkę. Przeczył temu zapał i wypowiadane pomysły na przyszłość.

 

Nie mogę uwierzyć, że nie zobaczymy już Jego zawsze uśmiechniętej twarzy, otwartych w powitaniu ramion i nie usłyszymy pełnych sympatii słów, którymi obdarowywał wszystkich.

 

Nie wiem dlaczego, ale nagle przypomniałem sobie okładkę słoweńskiej gazety, którą kupiłem jadąc na pogrzeb Jana Pawła II – Czarna pierwsza strona z prostym, białym napisem: AMEN. To „Amen” znaczyło koniec ziemskiego życia, ale jak się później okazało, ciąg dalszy rozpoczętego dzieła.  Chciałbym wierzyć, że tak samo będzie z kontynuacją wielkich i małych pomysłów Mirka. Większość z nas, skupionych wokół Jego osoby, od wielu lat uczestniczyła w nich, wspomagała i ubogacała.

 

Dzisiaj zwracam się z prośbą do Was wszystkich, abyście nie ustawali w kontynuacji tego co rozpoczął Mirek. Niech to będzie nasze podziękowanie za lata wspaniałej współpracy, za możliwość zachwytów „Zieloną Ukrainą”, za polskiego ducha, który otaczał redakcję „Kuriera”, za wiele tak szczerych przyjaźni polsko – ukraińskich jakie rodziły się za przyczyną Mirka.

 

Zwracam się też z prośbą o dalsze wsparcie do wszystkich, którzy instytucjonalnie wspierali projekty Mirka, szczególnie sprawę „Kuriera Galicyjskiego”, wieloletnią już konferencję w Jaremczu, uświetnioną odbudową dawnego obserwatorium na Popie Iwanie i  budową ośrodka wymiany studentów w Mikuliczynie.

 

Niech nasze środowisko, skupione wokół Mirka Rowickiego i „Kuriera Galicyjskiego” nadal podtrzymuje to dobro jakim ON wszystkich obdarował.

 

Niech dobry Bóg pozwoli aby Jego duch był zawsze pośród nas.

 

Andrzej Klimczak

Redaktor Naczelny

„Forum Dziennikarzy”

 

2(136)/2020

Forum Dziennikarzy nr 2 (136) dostępne jest online. Nasze czasopismo, tym razem pojawiło się tylko w wersji elektronicznej, podobnie jak część mediów wydawanych dotychczas tradycyjnie, w czasach pandemii zmuszonych zrezygnować z wydania papierowego ze względu m.in na kłopoty z dystrybucją oraz ze względów bezpieczeństwa.

 

Zawartość pisma i jego grafika nadal będą jednak cieszyć oko naszych odbiorców. Co prawda temat przewodni, którym miało być często kontrowersyjne funkcjonowanie mediów samorządowych, został zepchnięty na drugi plan przez niespodziewaną epidemię, która terroryzuje cały świat.

 

Pandemia stała się bardzo groźna nie tylko w wymiarze zagrożenia chorobowego, ale również spowodowała załamanie rynku pracy dla wielu branż – również dla dziennikarstwa, o czym w tekście „Dziennikarze i epidemia” pisze Piotr Kościński.

 

O tym jak wspaniale potrafią sobie radzić ludzie kultury w tych trudnych czasach pisze Alina Bosak w tekście „Kultura w czasach zarazy.

 

Fotoreportaż „Życie w czasach zarazy” pokazuje codzienność w kraju ogarniętym epidemią.

 

Jak trwoga, to do Boga – mówi stare porzekadło i w myśl niego proponujemy tekst „Patronka na czas zarazy”, opowiadający o niezwykłej siostrze zakonnej, która w czasach epidemii tyfusu poświęciła swoje życie ratując ojca kilkuletniego chłopczyka.

 

„Pomiędzy koniecznością a propagandą”, to tekst Jaromira Kwiatkowskiego ukazujący prawdziwe oblicza mediów samorządowych, częste wykorzystywanie publicznych pieniędzy na promowanie samorządowców czy też problem blokowania wolności słowa.

 

O „Nieznośnej wolności słowa” pisze Andrzej Tadeusz Kijowski, przedstawiając ewolucję tego podstawowego prawa od czasów rewolucji francuskiej.

 

„Remedium na zło świata” odkrywa Jacek Wegner wspominając w tekście osobę i działalność Romualda Lazarowicza, dziennikarza, wydawcę i antykomunistycznego patriotę, który wiedział, że śmiech jest najlepszym remedium na zło i głupotę.

 

W „Ubłoceniu kultury” Stach Ostróżko opisuje jak polska kultura parlamentarna została wrzucona do ścieku.

 

– Czy można hucpą, bezczelnością i tupetem niszczyć pamięć o ludziach świętych dla naszej historii? – to pytanie zadaje Stefan Truszczyński w tekście „Chwała i chała”.

 

O mrocznej historii warszawskiej kamienicy, w której NKWD mordowało polskich patriotów, pisze Teresa Kaczorowska w materiale „Przy Strzeleckiej 8”

 

Film „Dachau. Cywilizacja śmierci” stał się pretekstem do napisania przez Jacka Karolonka tekstu „Dachau, miejsce bez Boga”, opisującego zarówno historię powstawania filmu, jak i losy więźniów tego pierwszego, niemieckiego obozu koncentracyjnego.

 

Brak możliwości podróżowania rekompensuje nam w swoim tekście Marek Jakubowicz, opisując polskie ślady na Maderze, wyspie odwiedzanej kiedyś przez króla Władysława III Warneńczyka, marszałka Józefa Piłsudskiego oraz Jana Pawła II. Fotografie bajecznych miejsc uzupełniają doskonale podróżniczy tekst.

 

Co by się wydarzyło, gdyby nie było Papieża Polaka oraz Solidarności? Tego się dowiemy z rozmowy z Marcinem Wolskim, autorem książki „Powtórka z rozgrywki”.

 

„Trzymaj się zasad” to bardzo ważny dla środowiska dziennikarskiego tekst Wojciecha Pokory, który pokazuje negatywne działania niektórych redakcji i dziennikarzy oraz przypomina o zawodowym „Dekalogu”, który każdy człowiek mediów powinien przestrzegać.

 

W „Forum Dziennikarzy” znajdziecie Państwo jeszcze inne ciekawe teksty, których treści nie będę zdradzał.

 

Życzę przyjemnej lektury, dużo zdrowia. Do zobaczenia w lepszych czasach.

 

Andrzej Klimczak

 

Redaktor Naczelny

 

Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury

 

 

 

Zawsze czuwał nad dziennikarzami – ANDRZEJ KLIMCZAK wspomina pogrzeb Jana Pawła II

Wielu z nas pamięta tamte kwietniowe dni sprzed piętnastu lat. Pełne kościoły, grupy ludzi gromadzące się pod przydrożnymi kapliczkami – wszyscy modlili się w intencji Jana Pawła II, który umierał w Watykanie otoczony najbliższymi współpracownikami. Ta nadchodząca śmierć jednoczyła w modlitwie miliony ludzi na całym świecie. W oknach domów wieczorem paliły się  świece. Niezwykły klimat tamtych dni powstał dzięki człowiekowi, który stworzył pokolenie JP II. Przez całe swoje życie uczył nas jak żyć, ale też przez kilka ostatnich dni marca i początek kwietnia 2005 roku, cierpiąc uczył w milczeniu jak pogodzić się ze śmiercią, jak zaufać do końca.

 

Miałem szczęście być w tej grupie dziennikarzy, którzy towarzyszyli Ojcu Świętemu w większości jego pielgrzymek w kraju i w kilku zagranicznych. Kiedy umarł Ojciec Święty, wydawało się, że nie uda się mojej grupie, zazwyczaj obsługującej medialnie pielgrzymki papieskie, uczestniczyć w tym ostatnim spotkaniu z Janem Pawłem II. Przyczyna była prozaiczna – brak pieniędzy (wypłata miała wpłynąć na bankowe konto dopiero 15 kwietnia) i zepsuty samochód w naprawie u mechanika.

 

Byliśmy zrezygnowani. Na dwa dni przed piątkowym pogrzebem Ojca Świętego, o siódmej rano, zadzwonił telefon. Redakcyjny kolega stwierdził, że jeśli załatwię jakiś samochód to on znajdzie pieniądze na paliwo. W chwilę później w watykańskim biurze prasowym telefonicznie rezerwowałem dla nas akredytacje dziennikarskie. W południe byliśmy już w drodze busem pożyczonym w miejscowym radiu. Użyczono go nam w zamian za relacje, które mieliśmy przekazać z Watykanu. Dostaliśmy też wyliczone co do grosza pieniądza na paliwo.

 

Oprócz standardowego wyposażenia dziennikarskiego zabraliśmy sporo suchego prowiantu oraz wody mineralnej – to był nasz wyszynk na całą podróż. Nie stać nas było na restauracje czy chociażby zakupy we włoskich sklepach.

 

Dość późno wjechaliśmy do Loretto aleją ciągnącą się wzdłuż morskiego wybrzeża. Termometry wskazywały temperaturę wody w morzu – 21 stopni!  Nie namyślając się długo skorzystaliśmy z orzeźwiającej kąpieli. W chwilę potem na plaży pojawili się Włosi okutani w ciepłe, pikowane kurtki… wszak dla nich, południowców, trwała jeszcze zima.

 

Dostaliśmy reprymendę, że chyba chcemy dostać zapalenia płuc, że przecież zimno! Włosi pukali się znacząco w czoło wyraźnie diagnozując stan naszego umysłu. Nie pomogły tłumaczenia, że w naszym Bałtyku woda ma maksymalnie 21 stopni w upalne lato. W chwilę później, włoska troska o nieznajomych przerodziła się w dyskusję, gdzie i po co jedziemy. Gdy tylko dowiedzieli się o celu naszej wyprawy, w chwilę później korzystaliśmy z darmowej gościny i włoskiej kolacji na koszt gospodarzy. Jak zwykle Ojciec Święty czuwał nad nami. Rano u pracujących tutaj polskich zakonników spowiedź przed kaplicą Czarnej Madonny z Loretto i przejazd przez wysokie, pozbawione roślinności, skaliste szczyty i długie tunele do Rzymu.

 

Jeszcze przed wyjazdem w Polsce otrzymywaliśmy informacje, że Rzym na czas pogrzebu Jana Pawła II będzie miastem zamkniętym dla samochodów. Na szczęście dla nas informacja ta okazała się nie do końca prawdziwa. Co prawda w korkach, ale mogliśmy wjechać w pobliże Watykanu. Chcieliśmy znaleźć jakieś miejsce do zaparkowania radiowego busa, który miał być naszym wozem transmisyjnym, hotelem i jadłodajnią przez najbliższe dwa dni.

 

W Rzymie, stojąc na czerwonym świetle, na jakimś skrzyżowaniu zauważyliśmy w kabriolecie obok nas dwie, niespełna trzydziestoletnie dziewczyny. Chwilę się nam przyglądały, a potem padło pytanie po polsku: Jedziecie na pogrzeb Papieża? Macie gdzie nocować? Nie… to jedźcie za nami. Zaskoczeni pojechaliśmy za lśniącym kabrioletem, aby po kilkunastu minutach przeżyć kolejne zaskoczenie. Wjechaliśmy przez strzeżoną bramę na osiedle pracowników watykańskich. Okazało się, że nasze przewodniczki są żonami rodaków pracujących w Watykanie. Dostaliśmy ogromne pokoje gościnne, kawę i domowej roboty tiramisu.

 

Fot. Tadeusz Poźniak

 

W godzinę później wyruszyliśmy na piechotę w stronę biura prasowego, aby odebrać nasze akredytacje na jutrzejszą mszę pogrzebową Jana Pawła II. Im bliżej byliśmy murów watykańskich, tym bardziej gęstniał międzynarodowy tłum. Mieszały się kolory flag, odcienie skóry i słychać było wszystkie języki świata. Wydawało się, że dominują jednak Polacy. Droga do biura prasowego była nie do pokonania ze względu na tłum pielgrzymów. Próbowaliśmy podejść z kilku stron. Bezskutecznie. Ściana ludzkich tłumów była nie do przebycia. Zmartwieni wracaliśmy już późnym wieczorem do gościnnej kwatery w przekonaniu, że jutro nie przedostaniemy się na plac koncelebry i przyjdzie nam towarzyszyć w ostatniej drodze Ojca Świętego pod jakimś telebimem ustawionym gdzieś nad Tybrem.

 

W pochmurny poranek wyruszyliśmy pod zamek Anioła, gdzie poprzedniego dnia widzieliśmy parking dla wozów transmisyjnych różnych telewizji. Tutaj rozdzieliliśmy się licząc, że któryś z nas znajdzie może jakiś wyłom w strzeżonym przez kilka kordonów ochrony plac koncelebry.

 

Nie wiem jak znalazłem się pomiędzy dwoma punktami kontroli. Zobaczyłem idących gęsio czterech watykańskich pracowników technicznych, którzy machnąwszy jakimiś legitymacjami przed oczami karabinierów, przeszli nie zatrzymywani. Na ramionach nieśli torby z narzędziami nieco podobne do mojej. Nie czekałem długo. Wyjąłem legitymację prasową i dołączyłem do Włochów idących w pożądanym przeze mnie kierunku, na Plac Świętego Piotra. Przez kolejne punkty kontroli przechodziliśmy wspólnie nie zatrzymując się, machając jedynie przed oczami ochrony naszymi legitymacjami. Zdumiony odkryłem wreszcie, że dotarłem do sektora purpuratów, tuż przed katafalkiem na którym spoczywała trumna Jana Pawła II. Bez wsparcia Ojca Świętego pewnie nie dotarłbym tutaj – pomyślałem. Jak się później dowiedziałem z trudem przedostawali się do tego sektora nawet niektórzy dostojnicy świeccy i duchowni mający odpowiednie przepustki.

 

Fot. Tadeusz Poźniak

 

Wreszcie można się było skupić na Mszy Świętej, w swojej formie bardzo skromnej i monumentalnej zarazem. Pamiętam do dziś prawie każdy jej moment, a szczególnie chwilę, gdy niebo nad Placem Św. Piotra pociemniało i zerwał się porywisty wiatr, który zamknął okładkę Pisma Świętego leżącego na wieku trumny. Pociemniałe niebo i nagły, porywisty wiatr przywołał porównanie do ostatniej sceny z Golgoty. I to klaśnięcie okładki pisma na wieku trumny, które było jak symboliczne „Amen” kończące modlitwę.

 

Zaraz po mszy wsiedliśmy do radiowego busa przezornie ustawionego jeszcze o świcie w strategicznym miejscu mającym ułatwić wyjazd. Lunął rzęsisty deszcz, który zatrzymał większość kierowców na parkingach. Pewnie tylko dlatego udało się nam wyjechać bez przeszkód z Rzymu na autostradę wiodącą w kierunku Słowenii.

 

Długo jechaliśmy w milczeniu. Wreszcie ktoś zaczął opowiadać, że udało się mu pokonać bez akredytacji punkty kontrolne i dostał się na plac koncelebry. Reszta również miała szczęście. Papież czuwa nad dziennikarzami, stwierdził mój redakcyjny kolega Marek Jakubowicz, a reszta z nas przyznała mu rację.

 

Fot. Tadeusz Poźniak

 

Ostatnie kanapki, zabrane z Polski, zjedliśmy na śniadanie przed mszą. Mijając granicę słoweńsko-węgierską burczało nam już mocno w brzuchach. Do Polski pozostało nam ponad 10 godzin jazdy, a głód doskwierał coraz mocniej. Świt witaliśmy gdzieś na Węgrzech odpoczywając na przydrożnym parkingu. Przeszukaliśmy wszystkie bagaże w nadziei, że gdzieś zapodziała się jakaś kanapka lub batonik – bez skutku.

 

Na półeczce w samochodzie leżała reszta pieniędzy po ostatnim tankowaniu. Było tego 1 euro 20 centów w drobnych monetach.

 

Ruszając w drogę obiecałem wszystkim, że zatrzymamy się gdzieś po drodze koło jakiegoś sklepu i spróbuję kupić chociaż suche bułki. W chwilę później zobaczyliśmy wiejski sklepik połączony z kawiarenką. Drzwi do niego rozbrajała z olbrzymich kłódek jakaś kobieta, która okazała się być właścicielką tego przybytku. Wszyscy w samochodzie zaczęli się śmiać, wyobrażając sobie jak się dogadam z nią po węgiersku. Wysiadałem z samochodu z postanowieniem, że najpierw zapytam ją czy mówi po niemiecku. Nagle kobieta odwróciła się do mnie i pierwsza zagadnęła –Moin. Sprechen sie deutsch? – Stojąc Jak wryty kiwnąłem tylko głową, że tak…

 

– Polacy? – dopytywała właścicielka kawiarnio-sklepu – Wracacie z pogrzebu Ojca Świętego? – Kolejny raz potwierdziłem skinieniem głowy.

 

– Zapraszam was na śniadanie na mój koszt – nielicho głodnym i zmęczonym ta propozycja wydała się kolejnym cudem jakiego doznaliśmy podczas tej wyprawy na ostatnie spotkanie z Papieżem. Serdecznie podziękowaliśmy naszej wybawczyni i na pożegnanie obiecaliśmy o niej pamiętać.

 

Najedzeni i w stanie niewytłumaczalnej euforii dojechaliśmy na oparach paliwa do domu. I jak tu nie wierzyć, że Święty Jan Paweł II czuwa nad dziennikarzami…?

 

Andrzej Klimczak

 

Fot. Tadeusz Poźniak

1 (135)/2020

Pierwsze „Forum Dziennikarzy”, otwierające cykl wydawniczy roku 2020,  jest już dostępne w siedzibach Zarządu Głównego SDP i oddziałów regionalnych. Jak zwykle oferujemy czytelnikom niezwykle ciekawe materiały przedstawiające problemy środowiska dziennikarzy, ich pasje, przygody, dokonania i poglądy.

 

W najnowszym numerze zapowiadamy jedno z najbardziej prestiżowych wydarzeń SDP na Foksal – wręczenie nagród Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich dla autorów najlepszych materiałów, jakie były publikowane i emitowane w roku 2019. Laureatów poznamy już w marcu.

 

Relacja z balu dziennikarzy, opatrzona ciekawymi fotografiami, oddaje niepowtarzalny nastrój corocznej zabawy, która ma swój charytatywny cel.

 

O reaktywowanym Forum Dziennikarzy Polsko-Ukraińskich w Kazimierzu Dolnym nad Wisłą piszą: Jacek Karolonek, w tekście: „Wspólne rany, wspólne problemy”, oraz Jacek Borzęcki w materiale: „Słowo jak broń”.

 

O zasadach jakie powinny rządzić telewizją publiczną i współczesnych jej realiach pisze Jacek Wegner w tekście „Czas na dobrą zmianę w TVP”.

 

Jak daleko Europa odeszła od zasad jakie określili założyciele Unii Europejskiej, możemy przeczytać w materiale Elżbiety Królikowskiej Avis  – „Dylematy Europy”.

 

Media katolickie, to potężne narzędzie przekazu informacji i edukacji. Jaromir Kwiatkowski wyraża swoje oczekiwania wobec katolickich wydawców i dziennikarzy w tekście „Czego oczekuję od mediów katolickich”.

 

Stefan Truszczyński podsumowuje ćwierć wieku swoich obserwacji środowiska dziennikarskiego, pokazując wspaniałe postawy jednych i naganne innych żurnalistów w materiale: „Zawodowe Dylematy”.

 

Co ma przyroda i zwierzęta do prawa prasowego…? – wyjaśnia Maria Giedz

 

Polskimi śladami po Argentynie poprowadzi nas Jolanta Danak Gajda – „Nasza mała Polska”

 

O wyzwalaniu się z niewoli komunistycznej i czasach współczesnych jednego z bałtyckich krajów pisze Robert Błaszak w tekście „Łotewskie chwile”

 

O tym co łączy Polaków i Ukraińców i jakie jest środowisko polskie za wschodnią granicą, przeczytamy w wywiadzie Aliny Bosak z Mirosławem Rowickim, założycielem i redaktorem naczelnym największej gazety polskiej na Ukrainie – „Kurier, który łączy”.

 

Karolina Baca-Pogorzelska pokazuje mechanizmy dziennikarstwa śledczego w Niderlandach w tekście: „Jak się to robi w Holandii”.

 

„Od Solidarności do Wolności”, to tekst Teresy Kaczorowskiej opowiadający o dziejach naszych rodaków poza granicami oraz o polonijnym festiwalu: „Losy Polaków”.

 

Do lektury tych, oraz pozostałych, nie wymienionych tutaj tekstów, zapraszają serdecznie ich autorzy oraz redaktor naczelny

 

Andrzej Klimczak

 

Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury

 

 

Nagroda im. kard. S. Wyszyńskiego dla abp. Jędraszewskiego i ks. Cisło

Arcybiskup Marek Jędraszewski, Metropolita Krakowski, za odwagę jaką okazuje w obronie wiary i Polski odebrał w sobotę nagrodę im. Stefana  Kardynała Wyszyńskiego. Drugim z laureatów był ksiądz Waldemar Cisło, kierownik Katedry Dialogu Międzyreligijnego i Pomocy Humanitarnej, dyrektor sekcji krajowej Pomocy Kościołowi w Potrzebie, został uhonorowany prestiżową nagrodą za pomoc niesioną potrzebującym.

 

 

Jego Ekscelencja, Arcybiskup Marek Jędraszewski, Metropolita Krakowski jest w ostatnim czasie bodajże najczęściej wymienianą osobą w lewicowych mediach, które przedstawiają go jako skompromitowanego, jakoby dyskryminującego przedstawicieli środowisk homoseksualnych i mówiącej o „tęczowej zarazie”. Tymczasem on jako pierwszy wśród hierarchów Kościoła Katolickiego w Polsce zdefiniował i publicznie przedstawił zagrożenia społeczne, związane z ideologiami jakie stara się w naszym kraju lansować lewicowa mniejszość.

 

– Podobnie jak w PRL znajdujemy się pod ogromną presją antykultury, która uderza w człowieka stworzonego na obraz i podobieństwo Boże – mówił Metropolita Marek Jędraszewski w Colegium Jana Pawła II Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. – W tej sytuacji nie wolno nam zapomnieć o sile Bożej Prawdy, ani też o świadectwie tej siły, jakie 17 kwietnia 1966 roku dal w Poznaniu Kardynał Stefan Wyszyński, Prymas Tysiąclecia: „Wszystko co się narodziło z Boga, zwycięża świat. A zwycięstwem jakie odnosimy nad światem, jest wiara nasza. (…) Wierząc do końca w Jezusa, Syna Bożego, także dzisiaj możemy – jako potomkowie Mieszka, Chrobrego i Polan sprzed 1000 lat – okazać się godnymi spadkobiercami naszych praojców w wierze Chrystusowej i w polskości.

 

Gratulując Arcybiskupowi odwagi w konfrontacji z lewicowymi mediami, jezuita prof. dr Dariusz Kowalczyk, były dziekan Papieskiego Uniwersytetu Gregoriańskiego w Rzymie, tłumaczył, że współczesne ideologie, jak gender, LBGT, skrajny feminizm, aborcjonizm, antyludzki ekologizm głoszą, że nie są żadnymi ideologiami, a jedynie domaganiem się poszanowania praw człowieka, praw zwierząt itd.

 

– To trochę tak, jakby Lenin i Stalin przekonywali, że nie szerzą żadnej ideologii, a jedynie domagają się poprawy losu uciemiężonych chłopów i robotników – dodał ojciec Kowalczyk.

 

Zdaniem ojca Dariusza, Arcybiskup jest człowiekiem spotkania, rozmowy, dialogu, ale wie także, że dialog staje się własna karykaturą, kiedy oznacza jedynie salonowe poklepywanie się po plecach i – co gorsza – brak odpowiedzialności za to co ważne, w tym za prawdę.

 

– Stąd niekiedy, w imię etyki odpowiedzialności, w imię dobra i prawdy, trzeba porzucić dialogowanie, które prowadzi jedynie do zakłamywania rzeczywistości – podkreślał ojciec Kowalczyk.

 

Drugim z „ulubieńców” lewicowych mediów i laureatem nagrody im. Stefana  Kardynała Wyszyńskiego jest  ksiądz profesor Waldemar Cisło, który wbrew unijnej poprawności politycznej zwrócił uwagę, że pomoc potrzebującym należy nieść przede wszystkim w krajach ich zamieszkania. Od lat konsekwentnie realizuje tę pomoc, często z narażeniem zdrowia i życia, wędrując z konwojami pomocowymi po krajach, w których trwają wojenne zmagania.

 

– Kościół Katolicki nie jest obojętny na problemy ludzkości. Jednym z najbardziej palących jest głód – mówił ks. Cisło podczas swojego wystąpienia w Colegium Jana Pawła II na KUL – Samo pojęcie głodu, mimo oczywistego odniesienia do zjawiska fizjologicznego, jest wzmacniane przez rozumienie teologiczne, które jeszcze mocniej zobowiązuje do walki z głodem. Chodzi o przykazanie miłości bliźniego (…).

 

Laureat nagrody im. Kardynała Wyszyńskiego przestrzegał też, że coraz częściej żywność jest wykorzystywana jako broń. Jej brak powoduje szybkie wyludnienie obszarów, na których toczą się konflikty.

 

– Jako przykład takich działań „Financial Times” przedstawia zaprezentowaną przez Moskwę chęć utworzenia przedsiębiorstwa, które w imieniu Kremla miałoby kontrolować ponad połowę eksportu zboża co rodzi obawy, że jest to chęć stworzenia mechanizmu, pozwalającego używać żywność jako „broń dyplomatyczną”. – mówił ks. Cisło – Zapowiedź prezydenta Rosji o zorganizowaniu w Moskwie „szczytu zbożowego” w celu „omówienia polityki cenowej i przyjęcia środków stabilizujących rynek”, jedynie umacnia te obawy. Tak jak Gazprom manipuluje cenami i dostawami ropy w celach politycznych, tak nowa firma może używać do tego celu zboża.

 

W laudacji poprzedzającej wręczenie nagrody ks. Waldemarowi, sędzia Trybunału Konstytucyjnego, dr hab. Zbigniew Cieślak, kierownik Katedry Nauki Administracji i Ochrony Środowiska na wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego zwrócił uwagę zebranych na zaangażowanie ks. Waldemara Cisło w kierowanie stowarzyszeniem Pomoc Kościołowi w Potrzebie, aktywność na rzecz pomocy uchodźcom, zwłaszcza poza granicami kraju, czy organizowanie koncertów charytatywnych. Tę działalność docenił Prezydent RP Andrzej Duda, honorując księdza Waldemara Medalem Stulecia Odzyskania Niepodległości oraz Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski.

 

– Ksiądz profesor Cisło jest pracowity, słowny, świetny organizator, kreatywny, świetnie konstruujący kazania i wystąpienia publiczne, dowcipny, z niepowtarzalna u innych nutą autoironii i życzliwą, niegroźną dla słuchaczy, finezyjną ironią, z bardzo dużym dorobkiem naukowym i dokonaniami w sferze publicznej – Zbigniew Cieślak wymieniał najważniejsze cechy laureata nagrody im. Stefana Kardynała Wyszyńskiego, które jego zdaniem decydują o sukcesach kapłana.

 

Podczas wręczania nagród tegorocznym laureatom zabrakło tych mediów, które bezpardonowo atakowały Arcybiskupa Jędraszewskiego a wcześniej krytykowały księdza Waldemara Cisło. Wszak tak trudno pokazywać to co dobre i prawdziwe. Uspokoję jednak moich czytelników…zapewne to nie koniec „medialnej kariery” tych wielkich księży i Polaków.

 

Nagroda im. Stefana Kardynała Wyszyńskiego Prymasa Tysiąclecia przyznawana jest przez Stowarzyszenie Absolwentów i Przyjaciół Wydziału Prawa KUL. Jego przewodniczący ks. profesor Mirosław Sitarz zaznaczył, że wyróżnienie jest wyrazem uznania dla wybitnych osiągnięć naukowych, dydaktycznych, organizacyjnych i zawodowych.

 

Tekst i fotografie Andrzej Klimczak

 

 

Dziennikarskim tropem tajemnic – o książce „Sekrety Rzeszowa”

Jakże mało wiemy o własnej okolicy. Jak rzadko mamy okazję w naszej dziennikarskiej codzienności poświęcić czas na odkrywanie tajemnic najbliższego otoczenia. Jednak kiedy już znajdziemy chwilę na dziennikarska wyprawę tropem historii, to spełniamy jedno z podstawowych założeń naszego zawodu. Ratujemy od zapomnienia ludzi i miejsca. To jeden z dowodów, że nasza działalność ma sens.

 

Dziennikarstwo można z powodzeniem uprawiać nie tylko w gazecie, radiu czy telewizji. Dobre dziennikarstwo zamknięte w książce, to nie byle co.

 

Cieszy gdy widzimy jak młode pokolenie sięga po takie rozwiązania, które nie należą do najprostszych. Wymagają bowiem przyzwoitego warsztatu, czasu – którego najczęściej brak – oraz…pieniędzy na wydanie książki.

 

Można sobie z tym radzić na różne sposoby. Autorki „Sekretów Rzeszowa” znalazły wydawcę, który wziął na siebie ciężar finansowy a czas potrzebny na zbieranie materiałów i redakcję podzieliły między siebie.

 

Katarzyna GrzebykAlina Bosak na co dzień pracują w redakcji czasopism. Nikomu, kto ma do czynienia z mediami papierowymi i wydaniami internetowymi zarazem, nie trzeba tłumaczyć jak niewiele czasu pozostaje na czynności pozazawodowe, określone umową o pracę.

 

Dziennikarki podjęły jednak wyzwanie, którego efektem jest książka „Sekrety Rzeszowa”. Poszukiwania materiałów zawiodły autorki do tematów, które pozornie regionalne ocierają się czasem o wielki świat. Ludzie i wydarzenia w „Sekretach Rzeszowa” są nietuzinkowe. Zbiór kilkunastu tekstów, tchnie nie tylko zapomnianą historią. Nie brak tam wątków wręcz sensacyjnych, przeplatanych barwnymi, humorystycznymi opisami.

 

Jestem przekonany, że warto pokazywać takie prace, aby zachęcać innych, szczególnie młodych adeptów naszego zawodu, aby stawali się dokumentalistami  swojej małej ojczyzny.

 

Andrzej Klimczak

 

Alina Bosak i Katarzyna Grzebyk, fot. Tadeusz Poźniak/VIP Biznes&Styl

 

 

5 – 6 (133 – 134)/2019

Koniec roku 2019 zamykamy i otwieramy początek 2020  wydaniem „Forum Dziennikarzy”, w którym znajdziecie Państwo jak zwykle wiele ciekawych materiałów poświęconych zarówno sprawom naszego środowiska jak wielu innym tematom istotnym dla Polski i współczesnego świata.

 

Nowe wydanie rozpoczyna relacja Jacka Karolonka z konferencji Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, poświęconej przyszłości naszej organizacji – „SDP oddziałami silne”.

 

W tym samym czasie odbyło się w Warszawie przy ul Foksal, spotkanie z  Romanem Suszczenko, ukraińskim dziennikarzem uwolnionym z rosyjskiej niewoli, również dzięki kilkuletnim działaniom podejmowanym przez SDP i nasze Centrum Monitoringu i Wolności Prasy.

 

Filmowy Festiwal OKNO od kilku lat gromadzi zarówno debiutantów jak i doświadczonych reżyserów oraz publiczność doceniającą zalety niezależnego filmu dokumentalnego.  Relację z tego wydarzenia przygotował Piotr Zarębski.

 

O lewicowych trendach, które starają się wywrzeć negatywny wpływ na społeczeństwo polskie pisze Jacek Wegner w materiale „Przekleństwo lewicy”.

 

Wspominamy też w nowym „Forum Dziennikarzy” ludzi, którzy odeszli lecz pozostawili po sobie niezwykłe dzieła. Jedną z takich osób był zmarły w ubiegłym roku dziennikarz Romuald Lazarowicz, o którym pisze Zbigniew Makarewicz w materiale „O wolność dla prawdy”. Postać Konrada Sutarskiego, ambasadora kultury polskiej, eseistę, tlumacza, działacza polonijnego na Węgrzech, przypomina Teresa Kaczorowska.

 

Alina Bosak pisze o dziwnym zbiegu okoliczności i odnalezieniu podczas corocznej akcji SDP w podlwowskich Winnikach grobu policjanta, który w roku 1934 został zamordowany przez terrorystów powiązanych z grupą, jaka pozbawiła życia ministra Bronisława Pierackiego, który w dniu zamachu gościł w dzisiejszej siedzibie SDP przy ulicy Foksal.

 

Od szarej rzeczywistości zabiera nas na niebezpieczny dzisiaj Bliski Wschód Maria Giedz w tekście „Niewolnicy Erdogana”.

 

Bajkowy świat  Wysp Zielonego Przylądka to jeden z ulubionych zakątków Świata Elżbiety Królikowskiej Avis. Nie tylko ze względu na rajskie krajobrazy ale też muzykę Cezarii Evory. Właśnie tam zaprasza nas autorka tekstu „Wyspy Zielonego Przylądka”.

 

Aby się zachwycić, zapomnieć i zagubić nie trzeba tysięcy kilometrów. Niedaleko, za polską, wschodnią granicą, leży karpackie pasmo Gorganów. Gór nieodkrytych – jak pisze Jolanta Danak Gajda.

 

Pisać o rzeczach dobrych nie tylko można ale należy! – konstatowali tę oczywistość ludzie mediów podczas kolejnego Forum Dziennikarzy Polska-Białoruś-Ukraina, które tym razem odbywało się w Łucku na Ukrainie.

 

O konieczności dotrzymywania zobowiązań wyborczych, szczególnie jeśli chodzi o media przypomina w Małgorzata Tood w swoim felietonie „Repolonizacja”.

 

Zapraszam do lektury tych oraz wielu innych materiałów w nowym „Forum Dziennikarzy”

 

Andrzej Klimczak

Redaktor Naczelny

 

Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury

 

 

Uratować od zniszczenia i zapomnienia

Po raz dziesiąty, członkowie Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, historycy Instytutu Pamięci Narodowej, przy udziale bibliotekarzy, zadbali o groby przedwojennych żurnalistów, literatów i wydawców pochowanych na cmentarzach za wschodnią granicą kraju.

 

Inicjatywa poszukiwań grobów dziennikarzy powstała przed dziesięciu laty. Zaczęli ją realizować dziennikarze Polskiego Radia Rzeszów – Jolanta Gajda- Danak oraz Jacek Borzęcki.

 

– Jeździliśmy na początku prywatnym samochodem w kilka zaledwie osób – wspomina Jolanta Gajda-Danak. – Z upływem lat dołączało do nas coraz więcej chętnych do pomocy, dziennikarze z SDP, ci jeszcze nie zorganizowani oraz historycy IPN i przedstawiciele Stowarzyszenia Bibliotekarzy Polskich.

 

Akcja poszukiwania grobów przedwojennych dziennikarzy zatacza coraz szersze kręgi. Przed dziesięciu laty obiektem poszukiwań był tylko cmentarz łyczakowski. Osiem lat temu do poszukiwań dołączył oddział rzeszowski Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich przy wsparciu Zarządu Głównego SDP. Od tego czasu poszukiwania objęły również cmentarz janowski największy we Lwowie. Oraz cmentarz w położonych nieopodal Lwowa Winnikach.

 

Tylko na trzech cmentarzach odnaleziono już ponad siedemdziesiąt grobów naszych przedwojennych kolegów. Przy okazji dokonywane są dodatkowe „pozadziennikarskie” odkrycia, tak jak w przypadku odnalezienia zapomnianego i uszkodzonego pomnika Orląt Lwowskich w Winnikach, czy grobu przedwojennego policjanta Alfreda Kojata. Zginął on z rąk zamachowców należących najprawdopodobniej do tej samej grupy terrorystycznej, która była odpowiedzialna za śmierć ministra Bronisława Pierackiego w 1934 roku, wielkiego orędownika pojednania polsko-ukraińskiego. Co ciekawe minister Pieracki został zastrzelony przez ukraińskiego zamachowca Hrihorija Maciejko, w Klubie Towarzyskim przy ulicy Foksal 3 w Warszawie, w którym przed wojną często spotykali się politycy i wojskowi, a dziś w tym miejscu mieści się siedziba SDP.

Dzięki materiałom prasowym jakie ukazały się po ubiegłorocznej akcji SDP, do Winnik dotarli policjanci, którzy odnowili grób swojego przedwojennego kolegi. To kolejny sukces naszych wypraw, podczas których apelujemy do rodaków, aby zajęli się grobami swoich branżowych, przedwojennych kolegów.

 

To tylko część sukcesów jakie są udziałem uczestników corocznej akcji poszukiwania przedwojennych grobów dziennikarskich. Oprócz inwentaryzowania grobów, dbania o przywrócenie im dawnej świetności, akcja dziennikarzy, historyków IPN i bibliotekarzy pozwala uchronić groby, o których często nikt już nie pamięta, przed zniszczeniem, a ludzi ważnych dla światowej kultury i nauki przed zapomnieniem. Mas tome cuidado, pois para lidar com binárias, habilidades de trading e conhecimentos técnicos específicos ainda são importantes. Acima de tudo, é essencial a adoção de estratégias de opções binárias consistentes e inteligentes para negociar no mercado binário. Não é possível se dar ao luxo de errar muito, pois é seu dinheiro que está para jogo. Neste artigo, aprofundamos a discussão sobre quais estratégias podem ser usadas pelos traders para conseguir lucros significativos.

 

Tegoroczny, jubileuszowy – dziesiąty już wyjazd zorganizowany przez oddziały rzeszowskie SDP i IPN – rozpoczęliśmy na cmentarzu łyczakowskim od zapalenia zniczy na grobie ukraińskiego dziennikarza Oleksandra  Krywenki, byłego redaktora naczelnego współczesnego pisma Polityka i Kultura wydawanego krótko po odzyskaniu przez Ukrainę niepodległości w 1991 roku.

 

Jak co roku grupa wolontariuszy ruszyła, aby prowadzić prace porządkowe na łyczakowskiej nekropolii. I jak co roku znaleziono kolejny, nieznany nam dotychczas grób dziennikarza.

Rankiem, następnego dnia ruszyliśmy do Kołomyi, gdzie zachował się w dość dobrym stanie polski, przedwojenny cmentarz. Chociaż słowo „dość dobrym” jest nie do końca na miejscu, bowiem w wielu otwartych komorach grobowych piętrzą się worki ze śmieciami. Wiele pomników jest mocno uszkodzonych, a upamiętnienia legionistów II Żelaznej Kompanii Gen Hallera, zamienione – nie wiedzieć dlaczego – na upamiętnienia Strzelców Siczowych. Ale i tutaj w miarę naszych możliwości prowadzone były prace porządkowe.

Po drodze do Kołomyi zatrzymaliśmy się w Winnikach, przyjęci gościnnie przez proboszcza ks. Leona Salomona, który oprowadził nas po miejscowym cmentarzu i pokazał pomnik Jana Pawła II, którego odsłonięcia miał dokonać nazajutrz Arcybiskup Mieczysław Mokrzycki, Metropolita Lwowski.

Następnego dnia, po raz pierwszy, weszliśmy na mocno zarośnięty cmentarz w Bohorodczanach, niegdyś powiatowym miasteczku oddalonym o 20 kilometrów od Stanisławowa. Kilka uporządkowanych grobów – w tym legionowy – to zasługa proboszcza ze Stanisławowa, który z przyjaciółmi z Polski tydzień wcześniej porządkował zapomniane mogiły.

 

W dniu powrotu do Polski, przed południem, zapaliliśmy znicze w centralnym parku Stanisławowa (Iwanofrankiwska), gdzie do lat sześćdziesiątych ubiegłego stulecia istniał polski cmentarz. Za czasów Związku Radzieckiego, Sowieci spychaczami usunęli wszelkie pomniki nagrobne, pozostawiając jedynie kilka, stanowiących dzisiaj elementy architektury parkowej. Nadal jednak w tym miejscu spoczywają nasi rodacy, których w większości nie ekshumowano.

 

Ci, którzy uczestniczyli w naszej wyprawie po raz pierwszy zastanawiali się, dlaczego dla Sowietów tak ważnym zadaniem było niszczenie polskich grobów. To była nieudolna próba wymazania z historii Europy naszego narodu. Dzisiaj stare cmentarze nadal niszczeją, a zabytkowe groby, często zwieńczone  wspaniałymi pomnikami – dziełami sztuki są dewastowane. To dziwi, jeśli wziąć po uwagę, że dzieje się to w kraju aspirującym do wspólnoty europejskiej, w kraju, który chce zerwać z obyczajami wprowadzanymi niegdyś siłą przez Związek Socjalistycznych Republik Radzieckich. W kraju, w którym szacunek dla zmarłych był zawsze wielki.

 

Andrzej Klimczak

Ocalmy od zapomnienia groby dziennikarzy na Wschodzie

Jak zwykle w ostatni tydzień października ruszamy za wschodnią granicę na poszukiwania i porządkowanie grobów przedwojennych dziennikarzy, pisarzy, wydawców. Tym razem trasa będzie wiodła przez Lwów i Stanisławów do Kołomyi.

 

Po pracach na cmentarzu łyczakowskim, pierwszy nocleg wypadnie nam we Lwowie. Rano ruszymy do Kołomyi, gdzie będziemy porządkować polski cmentarz i szczególną opieką otoczymy groby naszych przedwojennych kolegów po fachu.

 

Drugi nocleg przewidywany jest w Stanisławowie, gdzie w niedzielę zapalimy znicze na zniszczonym przez Sowietów polskim cmentarzu, na którym byli pochowani również miejscowi dziennikarze. Po śniadaniu i Mszy Św. (dla chętnych)przewidywany jest czas wolny.

 

Wyjazd z Rzeszowa z parkingu Urzędu Marszałkowskiego 25.10.2019 o godzinie 6.30 Przewidywany powrót do Rzeszowa w niedzielę 27.10.2019 na godzinę 18.00 (w zależności od sytuacji na granicy).

 

Koszt wyprawy na jedną osobę to 250 złotych. Pieniądze prosimy przekazać już w autokarze osobie wyznaczonej do zbiórki (przejazd oraz dwa noclegi ze śniadaniem oraz zakup zniczy).

 

Wszystkie dodatkowe atrakcje uczestnicy pokrywają osobiście. Możliwość występów (w piątek 25.10)znakomitego, lwowskiego kabaretu „Czwarta rano”- tylko dla nas. Koszt 30 zł od osoby.

 

Zgłoszenia udziału w wyjeździe proszę przesyłać do koleżanki Jolanty Danak Gajda na adres; [email protected]ów.pl

 

Zgłoszenia przyjmujemy do 20 października. Liczba miejsc ograniczona, więc liczyć się będzie kolejność zgłoszeń. Proszę zabrać ze sobą szczotki, szpachelki, worki na śmieci, sekatory i jakąś odzież ochronną do prac porządkowych.

 

Zapraszam. Pomóżcie ocalić od zapomnienia swoich kolegów dziennikarzy.

 

Andrzej Klimczak

Prezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich

oddział w Rzeszowie

 

4 (132)/2019

W czwartym w 2019 r. numerze „Forum Dziennikarzy” warto przeczytać:

 

  • STEFAN TRUSZCZYŃSKI –  Studio Solidarność walczyło o prawdziwą Polskę przed trzydziestu laty
  • JACEK WEGNER –  Olimpio, czyli życie Henryka Sucharskiego
  • WOJCIECH POKORA – Stop Fake. Czyli jak się zwalcza rosyjską propagandę
  • KONSTANTY CZAWAGA –  „Kurier Galicyjski” – szczęśliwa gazeta

 

Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury