CMWP SDP obejmuje monitoringiem rozprawę apelacyjną red. Piotra Filipczyka

CMWP SDP obejmuje monitoringiem rozprawę apelacyjną red. Piotra Filipczyka i apeluje o oddalenie zarzutów przeciwko niemu. Wg CMWP SDP są one bezzasadne, a dziennikarz działał w interesie społecznym .

We wtorek, 18 lipca w Sądzie Okręgowym w Gdańsku odbędzie się rozprawa apelacyjna od wyroku Sądu Rejonowego w Gdyni z 10.03.2023 w sprawie przeciwko redaktorowi Piotrowi Filipczykowi w związku z aktem oskarżenia z art. 212 kk  wniesionym przez oskarżyciela prywatnego Henryka Jezierskiego.  Sąd I instancji uniewinnił dziennikarza od stawianych mu zarzutów, ale od tego wyroku odwołał się pozywający go Henryk Jezierski. Przyczyną wniesienia aktu oskarżenia był tekst autorstwa Piotra Filipczyka, opublikowany na portalu wpolityce.pl pod tytułem: „Teczkowy skandal w Gdańsku? Sprawę zbada policja. Radni PiS dostali maile, że jeden z nich miał współpracować z SB”.  Stwierdzenia zawarte w powyższym materiale prasowym oskarżyciel prywatny uznał za zniesławiające.

CMWP SDP podtrzymuje swoją opinię amicus curie przedstawioną Sądowi na etapie I instancji.  W przypadku zniesławienia jedną z przesłanek sine qua non jest wina umyślna oskarżonego, bowiem przestępstwo to należy do kategorii przestępstw umyślnych tzn. jego sprawcą może być tylko ten, kto chce lub przynajmniej godzi się z tym, że druga strona zostanie zniesławiona. Przy czym winą umyślną (w zamiarze bezpośrednim lub ewentualnym) muszą być objęte wszystkie znamiona zniesławienia. Trudno uznać te przesłanki ze spełnione w niniejszej sprawie. Oskarżony dziennikarz napisał bowiem artykuł prasowy w związku z działaniem oskarżyciela, który pozostając w konflikcie z Waldemarem Jaroszewiczem, zagroził mu rozpowszechnieniem zarzutu współpracy z SB. W tym kontekście wagi nabiera fakt, że za te czyny oskarżyciel miał zostać prawomocnie skazany wyrokiem karnym (to kolejna kwestia wymagająca weryfikacji przez Sąd). W krajowym i europejskim orzecznictwie sądowym przyjmuje się, że na gruncie prawa do krytyki osoby publiczne mają tzw. „grubszą skórę”. Dotyczy to nie tylko polityków, ale również innych osób publicznych, w tym dziennikarzy. W kontekście takiej linii orzeczniczej, oczywistym jest, że analizowanie i wyrażanie ocen osób publicznych i ich działalności leży w interesie społecznym i jest ważnym zadaniem dziennikarzy. Jest także kluczowe dla istnienia wolnego społeczeństwa, gdyż bez możliwości formułowania takich ocen opinia publiczna byłaby zdeformowana i nie mogłaby prawidłowo funkcjonować. Mając to na względzie i rozważając niniejszą sprawę pod kątem wolności słowa, należy więc nade wszystko podkreślić, że oskarżyciel, jako osoba publiczna i dziennikarz, musiał liczyć się także z negatywnymi ocenami swojej osoby i działalności.

Elementem, wpływającym na specyficzny charakter postępowania, jest kwestia zarzutu współpracy z SB. W tym kontekście należy nadmienić, że dokumentacja pozostała po SB była przedmiotem badań naukowych również w związku z osobą oskarżyciela.
W szczególności, w tej materii wypowiadał się dr. hab. Daniel Wicenty z Oddziałowego Biura Badań Historycznych IPN w Gdańsku, na okoliczność treści zawartych w książce pt. „Weryfikacja Gdańskich dziennikarzy w stanie wojennym”:

https://ipn.gov.pl/pl/publikacje/ksiazki/13394,Weryfikacja-gdanskich-dziennikarzy-w-stanie-wojennym.html

Abstrahując od samej treści zarzutu (CMWP nie wypowiada się w tej kwestii, pozostawiając to Sądowi i specjalistom w dziedzinie), należy wskazać na doświadczenia wypływające z judykatury sądowej po 1989 r. Prowadzą one do wniosku, że niejednokrotnie osoby którym przypisywano (słusznie bądź niesłusznie) współpracę z SB, występowały do sądu motywowane nie tylko zamiarem obrony swojego interesu prawnego, ale ponadto uzyskania przy tej okazji swego rodzaju „sądowego certyfikatu niewinności” i zarazem uciszenia niewygodnej krytyki. Mechanizm ten był wykorzystywany szczególnie w sytuacji, gdy jednoznaczne rozstrzygnięcie wiązało się z przeprowadzeniem wielostronnej, a więc i długotrwałej kwerendy w archiwach.  Z taką praktyką nie można się zgodzić, bowiem czym innym jest obrona swojego imienia (do której każdy ma prawo), a czym innym – „kneblowanie” dziennikarzy. Oskarżyciel powinien liczyć się z krytyką społeczną, a nie ją tłumić za pomocą instrumentów prawnych. W tym kontekście wniesiony przeciwko red. P. Filipczykowi akt oskarżenia budzi poważne zastrzeżenia z punktu widzenia wolności słowa. Dlatego też CMWP zakwalifikował go jako tzw. SLAPP (strategic lawsuit against public participation), czyli strategiczny proces przeciwko partycypacji publicznej. Jest to narzędzie, które w istocie nie służy celom nakreślonym przez ustawodawcę, ale w swojej istocie służy tłumieniu publicznej debaty. W związku z tym ewentualne skazanie wyrokiem karnym dziennikarza, poruszającego tak istotną dla opinii publicznej kwestię, stanowiłoby naruszenie praw człowieka i spowodowałoby tzw. efekt mrożący (chilling effect), skutecznie odstraszając zarówno jego, jak i innych dziennikarzy do wyrażania opinii na temat osoby oskarżyciela i jego działań. Byłoby to nie do pogodzenia m. in. art. 10 ust. 1 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, który stanowi, że każdy ma prawo do wolności wyrażania opinii; z art. 19 Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka („Każdy człowiek ma prawo wolności opinii i wyrażania jej; prawo to obejmuje swobodę posiadania niezależnej opinii, poszukiwania, otrzymywania i rozpowszechniania informacji i poglądów wszelkimi środkami, bez względu na granice.”); z art. 19 ust. 2 Międzynarodowego Paktu Praw Obywatelskich i Politycznych („Każdy człowiek ma prawo do swobodnego wyrażania opinii; prawo to obejmuje swobodę poszukiwania, otrzymywania i rozpowszechniania wszelkich informacji i poglądów, bez względu na granice państwowe, ustnie, pismem lub drukiem, w postaci dzieła sztuki bądź w jakikolwiek inny sposób według własnego wyboru.”); a także z Konstytucją RP, która zapewnia wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji (art. 54) jak również wolność prasy i innych środków społecznego przekazu (art. 14). Powszechnie przyjmuje się, że wolna prasa jako obserwator życia publicznego („public watchdog”) jest jednym z fundamentów państwa prawa, o którym mowa w art. 2 Konstytucji RP.

Stanowisko CMWP SDP w niniejszej sprawie jako opinia amicus curiae zostało przesłane do Sądu Okręgowego w Gdańsku.

Protest CMWP SDP przeciwko represjom reżimu na Białorusi wobec Radiu Unet – Redakcji Radia WNET

                                                                                                                            Warszawa, 10 lipca 2023 r.

Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP stanowczo protestuje przeciwko uznaniu przez białoruski reżim Radia Unet – Redakcji Radia WNET dla Białorusi za medium ekstremistyczne i po raz kolejny w imieniu SDP, najstarszej i największej organizacji dziennikarskiej w Polsce, stanowczo potępia trwające na Białorusi represje, w tym  umotywowane politycznie działania administracyjne i procesy pokazowe stosowane także przeciwko mediom i współpracującym z nimi osobom.

4 lipca białoruski sąd uznał białoruską Redakcję Radia Wnet i portal Radio Unet.fm (Радыё Ўнет) za organizację ekstremistyczną. Poinformowało o tym 7 lipca b.r. Radio Wnet. Za przynależność do takiej organizacji na Białorusi grozi nawet 8 lat pozbawienia wolności. Status „organizacji ekstremistycznej” oznacza, iż za publikowanie przez ten podmiot materiałów dziennikarskich grozi odpowiedzialność administracyjna i/lub karna. W praktyce konsekwencją dla dziennikarza może być wysoka grzywna lub kara aresztu, a potem skazanie w procesie karnym na pobyt w więzieniu, czy nawet w kolonii karnej o zaostrzonym rygorze. Represjonowani mogą być także odbiorcy takiego medium. Wg informacji dziennikarzy Radia Wnet za lajkowanie i podawanie dalej np. w mediach społecznościowych materiałów takiej organizacji uznanej na Białorusi za „ekstremistyczną” użytkownik może być ukarany grzywną w wysokości od 500 do 800 zł ( w przeliczeniu na polskie złotówki) lub 15-dniowym aresztem oraz konfiskatą „narzędzia przestępstwa”, czyli telefonu lub komputera. Za jakąkolwiek formę współpracy z takim medium grozi nawet 7 lat pozbawienia wolności, a za administrowanie „ekstremistycznych” kanałów i tworzenie materiałów grozi do 10 lat więzienia. Oczywistym jest, że perspektywa takiego wyroku powstrzymuje odbiorców  od sięgania do treści z niezależnych źródeł, także takich jak Radio Unet.

Radio Unet rozpoczęło swoją działalność 11 listopada 2020 roku i zostało utworzone przez dziennikarzy zmuszonych do opuszczenia Białorusi w wyniku represji. Białoruskie wydanie Radia Wnet jest częścią Polskiego Radia Wnet i jest nadawane codziennie rano i wieczorem. Jak czytamy na portalu wnet.fm Radio Unet powstało po to, aby Białorusini, którzy opuścili ojczyznę, mogli zabrać głos za granicą i wiedzieć, co dzieje się ze społeczeństwem białoruskim w różnych częściach świata. Audycje Radia Unet tworzą białoruscy redaktorzy we współpracy z polskimi studiami Radia Wnet w Warszawie, Kijowie, Wilnie i Lwowie oraz korespondentami Radia Wnet działającymi w Polsce, Ukrainie, Litwie i Szwajcarii.

Nie są to pierwsze wyroki sądów dotyczące mediów „ekstremistycznych”. W listopadzie 2021 r. MSW Białorusi uznało osoby „zrzeszone poprzez zasoby internetowe telewizji Biełsat” za formację ekstremistyczną, a w grudniu 2021 r. za taką organizację uznano Radio Swoboda i Radio Wolna Europa. Dziennikarze nadal są najczęstszym celem ataków białoruskiego reżimu, a obecnie co najmniej 29 niezależnych mediów zostało uznanych za „ekstremistyczne”,  zostały przez to zablokowane przez władze (dane z Rezolucji Parlamentu Europejskiego z  15 marca 2023 r.).  Według Białoruskiego Stowarzyszenia Dziennikarzy debatę publiczną na Białorusi niemal całkowicie stłumiono. Należy przy tym podkreślić, iż od 2020 r. białoruskie sądy wydały setki niesprawiedliwych i arbitralnych wyroków w umotywowanych politycznie procesach, w których przesłuchania często odbywały się za zamkniętymi drzwiami, bez należytego procesu sądowego i bez umożliwienia ich obserwowania przez osoby z zewnątrz, np. dziennikarzy innych mediówJaskrawym przykładem takiej praktyki jest uwięzienie i skazanie Andrzeja Poczobuta, dziennikarza i działacza mniejszości polskiej na Białorusi, który został wpisany na „listę terrorystów”. Ponadto reżim Łukaszenki wciąż stosuje tortury, a więźniowie polityczni nadal informują o pogarszającym się stanie zdrowia, poniżaniu oraz nieludzkim i okrutnym traktowaniu więźniów politycznych na Białorusi. Dziennikarze pozostają jedną z grup najbardziej represjonowanych przez reżim, czego kolejnym jaskrawym przykładem jest uwięzienie i skazanie młodej współpracownicy Telewizji Biełsat Kaciaryny Andrejewej. 

Dlatego CMWP SDP po raz kolejny podkreśla kluczową rolę, jaką niezależne media odgrywają w głoszeniu i wspieraniu demokratycznych aspiracji narodu białoruskiego oraz  zwraca się z gorącym apelem  do międzynarodowych organizacji dziennikarskich, aby zwiększyły wsparcie na rzecz budowania zdolności białoruskiego społeczeństwa  do tworzenia wolnych i niezależnych mediów zarówno na Białorusi, jak i poza jej granicami.

 

dr Jolanta Hajdasz, dyrektor CMWP SDP

 

 

Materiały źródłowe:

https://www.europarl.europa.eu/doceo/document/TA-9-2023-0075_PL.html

https://www.europarl.europa.eu/doceo/document/TA-9-2022-0418_PL.html

https://wnet.fm/2023/07/07/radio-unet-zostalo-uznane-przez-bialoruski-rezim-za-ekstremistyczne/

Zmarła redaktor Hanna Szumińska z Wielkopolskiego Oddziału SDP. W obronie dziennikarki występowało CMWP SDP

Była odważną i waleczną dziennikarką, zaangażowaną w wiele inicjatyw społecznych, członkiem Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. Zmarła po ciężkiej chorobie.  O śmierci Hanny Szumińskiej poinformował na swoim profilu na FB jej mąż Andrzej Radke, wielkopolski opozycjonista z czasów PRL-u. W obronie dziennikarki występowało w latach 2018 -2021  CMWP SDP.

Red. Hanna Szumińska prowadziła niezależne  media obywatelskie – nieistniejący już portal internetowy działający głównie w gminie Duszniki  w Wielkopolsce – wikiduszniki.pl. oraz  portal informacyjny o zasięgu powiatowym „Forum Plus” – informacje z powiatu szamotulskiego.  Urodziła się w listopadzie 1962 roku w Złotowie. Po upadku komunizmu w latach 90-tych była dziennikarką kilku ogólnopolskich gazet i tygodników. m.in. „Wprost” i „Gazety Wyborczej”. Przez lata współpracowała z dużymi agencjami reklamowymi. Wraz z mężem – znanym w Poznaniu opozycjonistą z czasów PRL Andrzejem Radke – współtworzyła oraz prowadziła w stolicy Wielkopolski wydawnictwo i drukarnię. Od 2012 roku zaangażowała się w ogólnopolski ruch sprzeciwiający się patologiom związanym z budową farm wiatrowych. Współpracowała z poseł Anną Zalewską, co w 2016 roku doprowadziło do opracowania i uchwalenia przez Sejm RP tzw. „ustawy odległościowej”, która zaowocowała uregulowaniem przepisów ograniczających budowę wiatraków w pobliżu nieruchomości zamieszkałych. Artykuły na ten temat publikowała m.in. w Wielkopolskim Kurierze Wnet. Zapamiętamy ją jako niezwykle barwną i kolorową postać lokalnego świata mediów – napisał o niej red. Maciej Lesicki z portalu internetowy szmo.info.pl .

https://szamo.info.pl/nie-zyje-redaktor-hanna-szuminska/

O śmierci Hanny Szumińskiej poinformował na swoim profilu FB jej mąż Andrzej Radke. Hania zmarła po ciężkiej chorobie, przeżyła 60 lat. Pogrzeb odbędzie się w Złotowie.

W 2018 r. Red. Hanna Szumińska została oskarżona o przestępstwo z art. 212 § 2 k.k., które miało polegać na pomówieniu dwóch osób: lokalnego radnego oraz funkcjonariusza policji.  Na portalu internetowym wikiduszniki.pl oraz  w gazecie „Forum+ Miesięcznika Ziemi Szamotulskiej”  w styczniu 2018 r.  Hanna Szumińska opublikowała felietony, w których stawiała pytania, czy radny „załatwił” policjantowi darmowy wyjazd zagraniczny do Estonii, w zamian za odstąpienie od czynności służbowych (nieodebranie prawa jazdy).  Publikacje te  stały się przyczyną wniesienia aktu oskarżenia przez radnego i przez policjanta oraz wydania przez Sąd Rejonowy w Poznaniu  wyroku skazującego dziennikarkę.  Od tego orzeczenia pełnomocnik Hanny Szumińskiej wniósł apelację. Centrum Monitoringu Wolności Prasy  SDP objęło tę sprawę monitoringiem, obserwatorem procesu była red. Aleksandra Tabaczyńska. Skazanie Hanny Szumińskiej za te artykuły było rażącym naruszeniem zasady wolności słowa demokratycznego państwa. Sąd Rejonowy uznał przy tym, iż dziennikarka dopuściła się dwóch odrębnych czynów i wymierzył jej dwie kary (i przez to dwie tzw. nawiązki finansowe na cele społeczne).  Oznaczało to dwukrotne skazanie za jeden czyn, wbrew przepisom prawa karnego materialnego oraz poglądom judykatury w tej materii. Tymczasem dziennikarka działała w interesie społecznym i w ogóle nie powinna być skazana za ten artykuł. Takie stanowisko CMWP SDP przesłało do Sądu Okręgowego w Poznaniu  (jako opinię amicus curiae), a sąd w rozprawie apelacyjnej uniewinnił dziennikarkę. Od tego wyroku kasację wnieśli obaj oskarżyciele prywatni (radny i policjant) zarzucając zaskarżonemu wyrokowi „rażące naruszenie prawa procesowego i materialnego”.  Odpowiedź na kasację złożyła red. Hanna Szumińska, która wniosła o jej oddalenie w całości. Wspierało ją CMWP SDP.

Sąd Najwyższy na posiedzeniu 14 lipca b.r. stwierdził , iż kasacja wniesiona przez pełnomocnika oskarżycieli prywatnych okazała się „bezzasadna w stopniu oczywistym uzasadniającym jej oddalenie”. Sąd Najwyższy uznał, iż „oskarżona podjęła adekwatne środki do zweryfikowania informacji mających być przedmiotem materiału prasowego”, a brak odpowiedzi i niemożność zweryfikowania swoich hipotez dziennikarka wskazała wprost w swoich tekstach. W uzasadnieniu Sąd Najwyższy podkreślił, iż oskarżona dziennikarka „posługiwała się hipotezami, stawiała pytania, wskazywała na próbę pozyskiwania szczegółowych informacji i brak odpowiedzi zwrotnych” oraz „posługiwała się wyłącznie inicjałami oskarżycieli prywatnych”.  W obu swoich tekstach red. Hanna Szumińska podała jedynie „okoliczności bezsporne”, m.in. sam fakt wyjazdu do Estonii funkcjonariusza policji oraz przyjęcia go na członka OSP Podrzewie oraz fakt prowadzenia w tej sprawie  postępowania wyjaśniającego przez Biuro Spraw Wewnętrznych Policji, w konsekwencji czego decyzją SN „kasację należało oddalić jako oczywiście bezzasadną”.

Pisaliśmy o tym TUTAJ.

Moje działania są zgodne z prawem. Przewodniczący KRRiT na posiedzeniu Komisji Kultury i Środków Przekazu o karze dla Radia TOK FM

Żadnych naruszeń władzy nie popełniłem,  Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji nie nadużywa swoich uprawnień, a wszystkie moje działania są zgodne z prawem. Nie ma  okoliczności , które uzasadniałyby specjalny tryb dzisiejszego spotkania  – powiedział przewodniczący KRRiT Maciej Świrski  na początku posiedzenia sejmowej Komisji Kultury i Środków Przekazu,  przed którą został wezwany  by przedstawić informację  na temat „nadużywania ustawowych uprawnień przez Przewodniczącego KRRiT w kontekście wolności mediów.”  Na posiedzenie Komisji  w charakterze obserwatora została także zaproszona dr Jolanta Hajdasz, dyr. CMWP SDP.

Wniosek o przedstawienie informacji przez przewodniczącego Macieja Świrskiego złożyła grupa posłów opozycji.  Temat posiedzenia  i formę zaproszenia na nie  przewodniczący Maciej Świrski nazwał  niedopuszczalną manipulacją, bezpodstawną insynuacją i dezinformacją, która wprowadza opinię publiczną w błąd. Miałem obowiązek wszczęcia postępowania po tym , jak wpłynęły skargi na nadawcę  po emisji audycji 7 czerwca 2022 r. – powiedział podczas posiedzenia Komisji Maciej Świrski.  Przypomnijmy, iż prowadzący audycję w Radiu Tok FM Piotr Maślak, wypowiadał  się m.in. na temat  podręcznika do przedmiotu „Historia i Teraźniejszość” napisanego przez prof. Wojciecha Roszkowskiego i na antenie powiedział , iż  „czyta się to jak podręcznik – przepraszam za to porównanie – dla Hitlerjugend „. Skargę w tej sprawie złożył m.in. wydawca podręcznika.

W toku postępowania ustalono, że w audycji poniżono i naruszono godność ofiar  II wojny światowej, w tym Żydów. Pojawiły się w niej treści dyskryminujące i nawołujące do nienawiści z uwagi na poglądy polityczne. Użyto obraźliwych, stygmatyzujących określeń wobec prof. Wojciecha Roszkowskiego, przez co naruszono jego godność zagwarantowaną konstytucyjnie Audycja została przygotowana nierzetelnie. Ograniczała się do cytowania wyrywkowych fragmentów książki, udostępnionych na stronie internetowej wydawnictwa przed publikacją podręcznika, a nie na wszechstronnej analizie całego utworu – podano w komunikacie KRRiT  z 28 kwietnia 2023 r. Poinformowano w nim, iż przewodniczący KRRiT podjął decyzję o nałożeniu kary 80 tys. zł. na nadawcę programu TOK FM, co bardzo zbulwersowało posłów.   Decyzja jest wynikiem postępowania, w którym stwierdzono naruszenie przez Spółkę Inforadio sp. z o.o. art. 18 ust. 1 ustawy o radiofonii i telewizji poprzez rozpowszechnienie w programie TOK FM – Pierwsze Radio Informacyjne, audycji (…) propagującej działania sprzeczne z prawem, poglądy i postawy sprzeczne z moralnością i dobrem społecznym oraz zawierającej treści nawołujące do nienawiści i treści dyskryminujące.

Podczas posiedzenia przewodniczący bronił swoich decyzji . Trudno się zgodzić z oceną, że kar za mojej kadencji jest więcej. W tej chwili prowadzę 11 postępowań, co nie oznacza, że każde z nich zakończy się nałożeniem kary. Bez wszczęcia postępowania nie byłoby jednak możliwe wystąpienie z wnioskami o ekspertyzy, ale wszczęcie postępowania nie jest równoważne z nałożeniem na nadawcę kary – powiedział Maciej Świrski.  Dyskusja  posłów dotyczyła także  procesu rekoncesyjngo  dla  Radia TOK FM. – Spodziewam się, że do 3 listopada br., kiedy koncesja TOK FM wygasa, zostanie ona przedłużona, bo nie widzę na razie przesłanek do odbierania koncesji TOK FM-owi – powiedział dziennikarzom jeszcze przed posiedzeniem komisji  przewodniczący KRRiT.

W posiedzeniu uczestniczyli także  przedstawiciele radia TOK FM, m.in. Kamila Ceran redaktor naczelna rozgłośni.
Zgodnie z art. 53 ust. 1 urt, jeżeli nadawca narusza obowiązek wynikający z przepisu art. 18 ust. 1 urt, Przewodniczący KRRiT  wydaje decyzję nakładającą na nadawcę karę pieniężną w wysokości do 50% rocznej opłaty za prawo do dysponowania częstotliwością przeznaczoną do nadawania programu uwzględniając zakres i stopień szkodliwości naruszenia, dotychczasową działalność nadawcy oraz jego możliwości finansowe.

Stanowcze wsparcie CMWP SDP dla twórców serialu dokumentalnego „Reset” w TVP

Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP stanowczo wspiera twórców serialu dokumentalnego p.t. „Reset” dziennikarza Michała Rachonia i historyka dr hab. Sławomira Cenckiewicza w obronie ich prawa do publikowania własnej wizji problematyki  relacji między Rosją a państwami Zachodnimi, w tym Polski, jaka została przedstawiona w serialu dokumentalnym p.t. „Reset” emitowanym w TVP . Postulaty usunięcia z zrealizowanego filmu swoich wypowiedzi oraz żądania usunięcia archiwalnych nagrań  z Internetu mają charakter cenzury i są sprzeczne z realizacją zasady wolności słowa w demokratycznym państwie. CMWP SDP przypomina, iż zdobywanie informacji oraz przekazywanie jej odbiorcom należy do podstawowych zadań dziennikarzy, dlatego zarówno przepisy powszechnie obowiązującego prawa, jak i praktyka funkcjonowania środków masowego komunikowania muszą gwarantować legalną przestrzeń dla działania dziennikarzy i mediów. 

W poniedziałek, 12 czerwca, o godz. 21.30 na antenie TVP Info i TVP1, został wyemitowany pierwszy odcinek serialu dokumentalnego „Reset”. Nad serialem od ponad roku pracowali: dziennikarz Michał Rachoń i historyk Sławomir Cenckiewicz. W serialu ujawnili nieznane dokumenty i  fakty na temat tzw. polsko-rosyjskiego resetu lat 2007–2014. Dwóch rozmówców Michała Rachonia i Sławomira Cenckiewicza, amerykański finansista Bill Browder oraz brytyjski dziennikarz Edward Lucas, którzy wystąpili w pierwszym odcinku „Resetu” następnego dnia po emisji na swoich profilach w mediach społecznościowych,  wyraziło negatywną ocenę  filmu, a jeden z nich zażądał usunięcia swoich wypowiedzi z serialu. W odpowiedzi Michał Rachoń, współtwórca filmu wraz z prof. Sławomirem Cenckiewiczem, opublikowali oświadczenie protestując przeciwko próbom cenzurowania swojego filmu i podtrzymując zawarte w nim twierdzenia. Twórcy filmu zapewniają, iż są gotowi opublikować całą nagraną rozmowę oraz poprzedzającą ją korespondencję, z której wynika że żądający usunięcia swoich wypowiedzi z filmu,  wiedzieli  co jest przedmiotem zainteresowania autorów filmu i jaka jest jego tematyka.

CMWP SDP zapewnia o swoim wsparciu dla Autorów serialu dokumentalnego „Reset”  i broni ich prawa do przedstawiania autorskiej wersji przedstawianych zdarzeń.  Autorzy filmu z całą pewnością  działali w obronie społecznie uzasadnionego interesu oraz wypełnili obowiązek zachowania szczególnej staranności i rzetelności przy zbieraniu i wykorzystywaniu materiałów prasowych. Ta staranność  i rzetelność przejawia się w prawidłowej weryfikacji materiału, który został opublikowany. Dlatego CMWP SDP zapowiada wsparcie dziennikarzy  i udzielenie im nieodpłatnej pomocy prawnej, jeśli tylko zaistnieje taka potrzeba.

CMWP SDP przypomina, iż zgodnie z art. 10 ust. 1 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, każdy ma prawo do wolności wyrażania opinii. Prawo to obejmuje wolność posiadania poglądów oraz otrzymywania i przekazywania informacji i idei bez ingerencji władz publicznych i bez względu na granice państwowe. Artykuł 19 Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka stanowi, iż Każdy człowiek ma prawo wolności opinii i wyrażania jej; prawo to obejmuje swobodę posiadania niezależnej opinii, poszukiwania, otrzymywania i rozpowszechniania informacji i poglądów wszelkimi środkami, bez względu na granice. Natomiast w myśl artykułu 19 ust. 2 Międzynarodowego Paktu Praw Obywatelskich i Politycznych: Każdy człowiek ma prawo do swobodnego wyrażania opinii; prawo to obejmuje swobodę poszukiwania, otrzymywania i rozpowszechniania wszelkich informacji i poglądów, bez względu na granice państwowe, ustnie, pismem lub drukiem, w postaci dzieła sztuki bądź w jakikolwiek inny sposób według własnego wyboru.

Oświadczenie red. Michała Rachonia i dr hab. Sławomira Cenckiewicza

Szanowny Panie @edwardlucas razem z @Cenckiewicz jako autorzy filmu jesteśmy zszokowani tym, że dziennikarz i autor z tak wielkim doświadczeniem domaga się, aby inny autor i dziennikarz ocenzurowali film dokumentalny tylko dlatego, że wydaje się Panu, że Pański pogląd na działalność polityka, który jest Pańskim przyjacielem różni się od naszego.- Oczywiście nie zgodzimy się na cenzurę filmu. Nie zgodzimy się na pozbawienie naszych widzów prawa do samodzielnej oceny fundamentalnych spraw, o których dyskutowaliśmy. Czyli resetu relacji pomiędzy Rosją a Zachodem. Nie wycofamy się, niezależnie od tego czy presję wywierać będą byli oficjele polskiego rządu, poseł do Parlamentu Europejskiego, wysoki przedstawiciel rządzącej Unią Europejską partii, czy dziennikarz i badacz którego pracę ceniliśmy do tego dnia.  Szanowny Panie, jestem gotów opublikować całą naszą rozmowę oraz poprzedzającą ją korespondencję, z której jasno wynika że widział Pan co jest przedmiotem naszego zainteresowania, o czym jest film i czego będą dotyczyć pytania jakie Panu zadawałem. – Wierzę, że w tej sytuacji opinia publiczna ma prawo ocenić kto zachowuje rzetelność dziennikarską a kto ulega histerii atakując film, którego nie oglądał i kieruje się presją osób żywo zainteresowanych tłumieniem wszelkich prób oceny wprowadzonej przez w nich w życie “filozofii relacji z Rosją” taką jaką ona jest.

Oświadczenie Autorów filmu jest TUTAJ.

W PAP prezentacja raportu „Wojna informacyjna 2022-2023. Przebieg i wnioski”

1 czerwca br. na  konferencji „Dezinformacja jutra. Przyszłość wojny informacyjnej” w siedzibie Polskiej Agencji Prasowej  został zaprezentowany raport  „Wojna informacyjna 2022-2023: przebieg i wnioski” autorstwa analityków serwisu fact-checkingowego PAP #FakeHunter oraz ekspertów NASK.  W dyskusji panelowej w pierwszej części konferencji wzięli udział : Paweł Jabłoński – wiceminister spraw zagranicznych, Stanisław Żaryn – pełnomocnik rządu ds. bezpieczeństwa przestrzeni informacyjnej RP, Marcin Przydacz – sekretarz stanu – szef biura polityki międzynarodowej Kancelarii Prezydenta RP, Łukasz Kamiński – dyrektor Ossolineum i Wojciech Surmacz – prezes Polskiej Agencji Prasowej . Na zaproszenie organizatorów w  konferencji uczestniczyła dr Jolanta Hajdasz, dyr. CMWP SDP. 

Dezinformacja rozprzestrzenia się czasem jak pożar w zbożu, w bardzo szybkim tempie, licząc też na brak ewentualnej reakcji – powiedział w  panelu dyskusyjnym  „Jak działać? Rola państwa w czasach wojny informacyjnej” Marcin Przydacz. Dodał, że kancelaria Prezydenta, rząd, MSZ czy placówki konsularne reagują na pojawiające się fałszywe informacje jak najszybciej, bo  dezinformacja żywi się przede wszystkim brakiem wiedzy i bazuje na półprawdach . Z kolei Paweł Jabłoński zaznaczył, że dezinformacja, to nie tylko przeinaczenia, fałsz, ale narzędzie wojny hybrydowej stosowanej obecnie nie tylko przez Rosję, ale przez nią, na największą skalę i z największą intensywnością. Jak tłumaczył, to narzędzie dezinformacyjne jest dostosowane do odbiorcy różnych krajów; ten sam przekaz nie jest stosowany w różnych częściach Europy, np. na Bałkanach, w Afryce czy Azji. Bałkany, Bliski Wschód – w każdym z tych regionów staramy się reagować tak, by ten komunikat antydezinformacyjny był skuteczny – podkreślił. Paweł Jabłoński zaznaczył, że w Afryce poprzez sieć ambasad, poprzez naszych sojuszników, poprzez ludzi, którzy mają związki z Polską, rząd stara się z tymi informacjami docierać do miejscowych mediów,  mediów społecznościowych. Zauważył jednak, że Rosja ma tam znacznie większe możliwości i powiązania. – I ten problem realnie istnieje – dodał. – Musimy być we wszystkich miejscach na świecie, nawet w państwach, które są od nas odległe, ponieważ ta wojna informacyjna toczy się dziś globalnie. Jeśli my tam nie będziemy, będą tam inni. I nie będą to ludzie, którzy nam sprzyjają – stwierdził wiceminister.

Temat dezinformacji jest bieżący i wciąż aktualny. W zasadzie codziennie mamy do czynienia z nowymi środkami aktywnie wprowadzającymi nie tylko w Polsce, ale i na całym świecie rosyjską dezinformację – powiedział prezes PAP Wojciech Surmacz. Przypomniał także, że „niedawno minęło sto lat od momentu, kiedy rosyjska dezinformacja zaczęła działać instytucjonalnie, jako specjalnie powołany do tego urząd”. „To wydarzyło się w styczniu 1923 roku na polecanie Feliksa Dzierżyńskiego” – powiedział. Od stu lat, bez przerwy, jest niezwykle profesjonalnie i skutecznie prowadzona. My, Polacy, to rozumiemy, ale świat tego kompletnie nie rozumie – podkreślił. Z kolei dyrektor Zakładu Narodowego im. Ossolińskich dr Łukasz Kamiński podkreślił, że dezinformacja nie jest tym samym co fake news. „Najlepsza dezinformacja opiera się na informacjach prawdziwych” – przypomniał. Zaznaczył także, że bardzo łatwo jest manipulować historią. Historia mierzy się z różnicą poglądów, sprzecznością interpretacji i chociażby granica między tym, co jest debatą a świadomą dezinformacją jest nieczytelna, także z punktu widzenia odbiorców – dodał. Zwrócił także uwagę, że historia jest bardzo niebezpiecznym narzędziem, ponieważ o pamięć i przeszłość jest oparta ludzka tożsamość każdej wspólnoty. Uderzanie w pamięć historyczną jest elementem bardzo skutecznym i potencjalnej destabilizacji – powiedział Kamiński.

Zaprezentowany Raport mówi  o sprawach, które przez lata były bagatelizowane, podobnie jak bagatelizowano rosyjskie zagrożenie po upadku ZSRR – czytamy we wstępie do Raportu. O sowieckiej i rosyjskiej dezinformacji sporo pisano przede wszystkim w kontekście historycznym, ale świadomość jej rangi nie docierała do sporej części społeczeństw i do wielu politycznych decydentów na Zachodzie. Rosja, ze swoją agresywną retoryką, arsenałem manipulacji i potencjałem jądrowym, była zagrożeniem tak permanentnym, że się z nim oswojono. Kolejne wojny i zbrodnicze akty, akcje zaczepne, które Władimir Putin podejmował w stosunku do kolejnych państw, odbywały się z daleka od zachodnich ośrodków decyzyjnych. W efekcie stosowano metodę strusia chowającego głowę w piasek i udającego, że zagrożenia nie ma. Ewentualne reakcje były rachityczne, słabe i wręcz zachęcały Rosję do kolejnych „operacji specjalnych”. W kontekście niniejszego raportu warto wymienić jedną z nich, chyba najmniej pamiętaną. Oprócz militarnego zaangażowania czy agresji Rosji na terytoria i państwa, takie jak Czeczenia, Gruzja, Syria, Ukraina, Rosja w 2007 roku przeprowadziła atak cybernetyczny na Estonię, paraliżując całkowicie na kilka dni działanie państwa z transportem i służbą zdrowia włącznie – piszą autorzy Raportu. Nadzór merytoryczny nad nim sprawował red. Wiktor Świetlik, a za jego redakcję odpowiadała  red. Olga Doleśniak – Harczuk.

Raport jest dostępny na stronach  serwisu Fake Hunter TUTAJ.

info na podst. PAP, PR24, inf. wł, oprac. jh

Konsultacje OBWE przed wyborami w Polsce z udziałem CMWP SDP

Trwają konsultacje Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie  na temat  nadchodzących wyborów parlamentarnych w Polsce, aktualnie dyskutowana jest przede wszystkim  kwestia, czy  na te wybory OBWE powinna wysłać swoich obserwatorów.  29 maja b.r. przedstawiciele Biura Instytucji Demokratycznych i Praw Człowieka OBWE spotkali się z Jolantą Hajdasz, dyr. CMWP SDP w celu poznania opinii SDP i CMWP SDP na ten temat.  OBWE reprezentowali doradcy wyborczy OBWE Hamadziripi Munyikwa oraz Vladimir Misev. Spotkanie odbyło się w trybie online. 

W  rozmowie z przedstawicielami OBWE Jolanta Hajdasz zapewniła, iż Centrum Monitoringu Wolności Prasy Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich będzie monitorować przebieg wyborów do parlamentu w Polsce w 2023 r., tak jak robiło to do tej pory, reagując publicznie na nieprawidłowości w działaniach mediów, czy z udziałem mediów, które zostaną przez CMWP SDP zauważone i które mogą mieć negatywny przebieg na proces wyborczy.  W ocenie CMWP SDP nie jest zagrożony przebieg wyborów w naszym kraju,  ale Centrum nie  widzi przeszkód, by były one nadzorowane przez obserwatorów OBWE, jeśli jest taka wola tej organizacji. Ze swej strony zapewniamy, iż jesteśmy gotowi do współpracy z przedstawicielami OBWE i udzielimy im pomocy i wsparcia, jeśli będzie taka potrzeba – powiedziała Jolanta Hajdasz.

W ocenie CMWP SDP kampania wyborcza w Polsce już trwa i będzie ostra, mocno konfrontacyjna z powodu silnej polaryzacji politycznej. Będzie to miało swoje odzwierciedlenie w mediach. Widać to  już teraz po materiałach publikowanych w mediach, szczególnie w telewizji i oczywiście w mediach społecznościowych. Media prywatne , szczególnie te z kapitałem zagranicznym, ale nie tylko,  popierają przeważnie opozycję. One mają zdecydowanie największe audytorium, największe nakłady prasy drukowanej i zasięgi w internecie . Porównywalne liczby odbiorców mają tylko media publiczne, dlatego dobrze jest, że prezentują one także oficjalne stanowisko rządu i rządzącej partii, którego nie ma w mediach prywatnych. Opozycja w mojej ocenie już teraz  przygotowuje opinię publiczną na swoją ewentualną przegraną – publikując np. materiały prasowe o realnej możliwości sfałszowania wyborów przez rządzącą partię, ale  nie są to materiały wiarygodne, ani rzetelne – powiedziała Jolanta Hajdasz. Dyrektor CMWP SDP była pytana także o procesy typu SLAPP prowadzone przeciwko dziennikarzom, w tym także  o procesy kierowane przeciwko dziennikarzom mediów publicznych.

Decyzja OBWE na temat wyborów w Polsce ma być podjęta  w ciągu najbliższego miesiąca.

OBWE powstała 1 stycznia 1995 w wyniku przekształcenia Konferencji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie w organizację. Biuro Instytucji Demokratycznych i Praw Człowieka (d. Biuro Wolnych Wyborów; ODIHR) to  instytucja odpowiedzialna za działania w zakresie wymiaru ludzkiego OBWE (prawa człowieka, praworządność, demokratyzacja, obserwacja wyborów, tolerancja i nie-dyskryminacja). Siedzibą Biura jest Warszawa. Biuro odpowiada za kontakt m.in. z Radą Europy i organizacjami pozarządowymi.

 

Sprawa zniesławienia prezydenta umorzona przez Sąd Najwyższy . JOLANTA HAJDASZ w PR 24: w ten sposób psujemy debatę publiczną

Sąd Najwyższy utrzymał we wtorek, 23 maja br.  kontrowersyjny wyrok, w którym umorzono sprawę pisarza Jakuba Żulczyka oskarżonego o znieważenie prezydenta Andrzeja Dudy na Facebooku. To ostatecznie kończy sprawę wpisu, w którym – w kontekście wyborów prezydenckich w USA – Żulczyk nazwał prezydenta „debilem”. Portal PolskieRadio24.pl zwrócił się do SN z prośbą o uzasadnienie wyroku, ale jak poinformowano redakcję –  nie zostanie ono przygotowane. – To nie jest decyzja, która będzie dotyczyć  tylko tej jednostkowej sprawy – powiedziała dr Jolanta Hajdasz, dyrektor Centrum Monitoringu Wolności Prasy Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich w komentarzu dla Polskiego Radia.  Inni będą się na tę decyzję  powoływać.  W ten sposób psuje się debatę publiczną – powiedziała Jolanta Hajdasz. 

Oddalając we wtorek kasację prokuratury, w której śledczy chcieli uchylenia wyroku i ponownego rozpoznania sprawy, SN podkreślił, że Sąd Apelacyjny – wbrew twierdzeniom prokuratury – odniósł się do wszystkich zarzutów apelacji i prawidłowo przeprowadził kontrolę wcześniejszego orzeczenia. – Tylko nie tak, jak chciał tego prokurator – podkreślił sędzia Kazimierz Klugiewicz w apelacji. – Skoro można było nazwać  publicznie prezydenta jednym dosadnym słowem, to dlaczego nie mogą tego robić wobec siebie inni ? – pytała retorycznie w rozmowie z Przemysławem Goławskim dr Jolanta Hajdasz, dyrektor Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP. SN zaznaczył, że sądy uznają generalnie znieważające znaczenie słowa „debil”. – Jednocześnie sądy przyjęły, że w tych konkretnych okolicznościach, w tej konkretnej sprawie społeczna szkodliwość tego zachowania jest znikoma – uzasadnił sędzia Klugiewicz. Jak dodał, ta ocena jest według SN słuszna.

To bardzo ważne i precedensowe postanowienie sądu. Oznacza ono, iż można publicznie obrazić prezydenta państwa i nikomu za to nie spada włos z głowy – skomentowała wyrok dr Jolanta Hajdasz. – Pokazuje to jak bardzo przesuwają nam się granice krytyki. Psujemy sobie debatę publiczną. Jeżeli w ten sposób nie obrażamy głowy państwa, to gdzie jest ta granica i co podlega ochronie? – dodała. Sąd Najwyższy podzielił też pogląd, że na ocenę tej sprawy wpływa kontekst wypowiedzi Jakuba Żulczyka. – Sądy miały prawo tak orzec, chociaż gdyby SN orzekał jako sąd pierwszej instancji, być może rozstrzygnąłby inaczej. Sądy nie naruszyły przy orzekaniu ani prawa materialnego, ani podmiotowego – podkreślił sędzia.

Portal PolskieRadio24.pl zwrócił się z prośbą o uzasadnienie wyroku. „W odpowiedzi na Pana wniosek z dnia 24 maja 2023 r. uprzejmie informuję, że uzasadnienie postanowienia Sądu Najwyższego z dnia 23 maja 2023 r. w sprawie o sygn. akt II KK 60/23 nie zostanie sporządzone” – czytamy. – W momencie, kiedy w ten sposób będziemy interpretować wszystko, to mamy chaos, deprecjonowanie języka i myślę, że to będzie ze szkodą dla debaty publicznej. Warto przynajmniej poznać uzasadnienie dla takiej decyzji, żeby sędziowie zwrócili dziennikarzom, czy osobom wypowiadającym się  publicznie, uwagę na coś, co być może im umyka – powiedziała dr Hajdasz.

W ubiegłym roku Sąd Okręgowy w Warszawie umorzył sprawę Żulczyka oskarżonego o znieważenie prezydenta Andrzeja Dudy. Chodzi o wpis zamieszczony na Facebooku w listopadzie 2020 r., w którym – w kontekście wyborów prezydenckich w USA – Żulczyk nazwał prezydenta „debilem”.  Prokuratura domagała się dla pisarza pięciu miesięcy ograniczenia wolności w postaci prac społecznych oraz przeprosin na Facebooku. Po wyborach prezydenckich w USA w 2020 r. prezydent Andrzej Duda napisał na Twitterze: „Gratulacje dla Joe Bidena za udaną kampanię prezydencką; w oczekiwaniu na nominację Kolegium Elektorów Polska jest zdeterminowana, by utrzymać wysoki poziom i jakość partnerstwa strategicznego z USA”. Wpis ten skomentował pisarz Jakub Żulczyk:  Nigdy nie słyszałem, aby w amerykańskim procesie wyborczym było coś takiego, jak »nominacja przez Kolegium Elektorskie«. Biden wygrał wybory. Zdobył 290 pewnych głosów elektorskich, ostatecznie, po ponownym przeliczeniu głosów w Georgii, zdobędzie ich zapewne 306, by wygrać, potrzebował 270. Prezydenta-elekta w USA »obwieszczają« agencje prasowe, nie ma żadnego federalnego, centralnego ciała ani urzędu, w którego gestii leży owo obwieszczenie. Wszystko co następuje od dzisiaj – doliczenie reszty głosów, głosowania elektorskie – to czysta formalność. Joe Biden jest 46 prezydentem USA. Andrzej Duda jest debilem – napisał na Facebooku Żulczyk.

Cała rozmowa red. Przemysława Goławskiego z Jolantą Hajdasz TUTAJ.

CMWP SDP w Budapeszcie na warsztatach o samoregulacji mediów

Wzmocnienie samoregulacji mediów w Europie Środkowej i Południowo-Wschodniej jest głównym tematem spotkania przedstawicieli organizacji dziennikarskich, jakie odbywa się w Budapeszcie 25 i 26. maja b.r. Biorą w nim udział przedstawiciele organizacji dziennikarskich z 11 krajów  m.in. Austrii, Belgii, Chorwacji, Czech, Węgier, Kosowa, Czarnogóry, Słowenii  i z Polski. Do udziału w spotkaniu zostało zaproszone CMWP SDP.  Reprezentuje je Michał Jaszewski, doradca prawny SDP.

Celem warsztatów  jest wymiana informacji i doświadczeń na temat samoregulacji mediów.  Uczestnicy dyskutują m.in. o głównych wyzwaniach związanych z zapewnieniem etycznego dziennikarstwa w swoich regionach i wymieniają informacje o doświadczeniach z już działającymi medialnymi organami samoregulacyjnymi w postaci np.rad prasowych . Podczas spotkania dyskutowano także w grupach tematycznych  także o możliwościach powstania nowych organizacji dot. regulacji w mediach w krajach, w których  one dzisiaj nie funkcjonują.  Organizatorem spotkania jest  Narodowe Stowarzyszenie Dziennikarzy Węgierskich (MÚOSZ).

Protest CMWP SDP przeciwko skazaniu red. Magdaleny Ogórek i red. Rafała Ziemkiewicza

Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP stanowczo protestuje przeciwko skazaniu przez Sąd Okręgowy w Warszawie redaktor Magdaleny Ogórek i redaktora Rafała Ziemkiewicza za słowa użyte w 2019 r. w telewizyjnej audycji satyrycznej „W tyle wizji” emitowanej w TVP Info. Dziennikarze zostali skazani z art. 212 kk. i zgodnie z wyrokiem sądu mają zapłacić po dziesięć tysięcy złotych grzywny za rzekome zniesławienie psychoterapeutki i aktywistki Elżbiety Podleśnej. Wyrok jest prawomocny. CMWP SDP zapowiada wsparcie dziennikarzy, jeśli zdecydują się złożyć wniosek o kasację wyroku do Sądu Najwyższego.

Sąd Okręgowy w Warszawie 24 maja br. uznał red. Magdalenę Ogórek i red. Rafała Ziemkiewicza za winnych rzekomego pomówienia psychoterapeutki i aktywistki społecznej Elżbiety Podleśnej. Była ona jedną z osób, które zaatakowały publicystkę TVP Info red. Magdalenę Ogórek podczas wyjścia z siedziby stacji przy Placu Powstańców Warszawy 2 lutego 2019 r. po zakończonym programie „Minęła 20” w TVP Info. Red. M. Ogórek była jego współautorką i współprowadzącą. Napastnicy ubliżali dziennikarce TVP i usiłowali uniemożliwić jej odjazd sprzed biurowca kładąc się jezdni i blokując przejazd jej samochodu. Dziennikarze omawiając ten incydent kolejnego dnia w emitowanym na żywo satyrycznym programie „W tyle wizji” skrytykowali m.in. zachowanie psychoterapeutki, która brała udział w tym zdarzeniu. Sąd drugiej instancji (SO w Warszawie) utrzymał w mocy wyrok Sądu Rejonowego dla Warszawy-Śródmieścia z grudnia ub. roku skazujący dziennikarzy. Sąd stwierdził w nim, iż red. Magdalena Ogórek i red. Rafał Ziemkiewicz przekroczyli granice dozwolonej krytyki, a ich zamiarem było ośmieszenie psychoterapeutki Elżbiety Podleśnej i innych osób biorących udział w protestach antyrządowych.

W ocenie CMWP SDP wyrok ten narusza zasadę wolności słowa demokratycznego państwa, której podstawą jest swoboda wypowiedzi dziennikarza. Wymiar sprawiedliwości zignorował bowiem istotne aspekty sprawy mające wpływ na jej rozstrzygnięcie. Przede wszystkim Sąd nie wziął pod uwagę charakteru programu, w jakim doszło do rzekomego zniesławienia aktywistki i psychoterapeutki. To audycja satyryczna, emitowana na żywo, w której dziennikarze komentują spontanicznie najnowsze i najbardziej interesujące z ich punktu widzenia zdarzenia, a ich wypowiedzi ze względu na charakter programu są utrzymane w lekkim tonie i wyrażają ich subiektywny punkt widzenia często wykorzystując przy tym elementy ironii. W ocenie CMWP SDP inkryminowane wypowiedzi red. Ogórek i red. Ziemkiewicza spełniały to kryterium gatunkowe satyrycznej audycji telewizyjnej emitowanej na żywo. Warto przy tym zauważyć, iż poddane krytyce publiczne zachowanie aktywistki społecznej i psychoterapeutki w ocenie wielu osób jest kontrowersyjne, a nawet niezgodne z zasadami współżycia społecznego. Oczywistym jest, że ocena działań Elżbiety Podleśnej nie należy do Sądów rozpatrujących tę sprawę, ale karanie dziennikarzy za satyryczną krytykę prasową tejże publicznej działalności budzi zdecydowany sprzeciw. Jest rzeczą zdumiewającą i wyjątkowo bulwersującą, gdy w państwie prawa dziennikarz zostaje karnie skazany za ironiczne opinie, które głosi zgodnie z zasadami profesjonalizmu dziennikarskiego. Z racji wykonywanego zawodu ma on prawo do oceny i krytyki w mediach osób działających publicznie, a taką osobą staje się przecież także psychoterapeutka, która w czynny sposób bierze udział w publicznych protestach.

Skazanie dziennikarzy w procesie karnym skutkuje także niszczeniem wolnej debaty i godzi w jeden z fundamentów porządku prawnego Rzeczypospolitej Polskiej, jakim jest wolność słowa. CMWP SDP przypomina, iż zgodnie z art. 10 ust. 1 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, każdy ma prawo do wolności wyrażania opinii. Prawo to obejmuje wolność posiadania poglądów oraz otrzymywania i przekazywania informacji i idei bez ingerencji władz publicznych i bez względu na granice państwowe. Artykuł 19 Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka stanowi, iż Każdy człowiek ma prawo wolności opinii i wyrażania jej; prawo to obejmuje swobodę posiadania niezależnej opinii, poszukiwania, otrzymywania i rozpowszechniania informacji i poglądów wszelkimi środkami, bez względu na granice. Natomiast w myśl artykułu 19 ust. 2 Międzynarodowego Paktu Praw Obywatelskich i Politycznych: Każdy człowiek ma prawo do swobodnego wyrażania opinii; prawo to obejmuje swobodę poszukiwania, otrzymywania i rozpowszechniania wszelkich informacji i poglądów, bez względu na granice państwowe, ustnie, pismem lub drukiem, w postaci dzieła sztuki bądź w jakikolwiek inny sposób według własnego wyboru. Ponadto zgodnie z orzecznictwem Europejskiego Trybunału Praw Człowieka (ETPCz), wolność słowa dotyczy nie tylko prawa do informacji lub opinii nieobraźliwych lub neutralnych, ale nawet tych, które są obraźliwe, szokujące lub niepokojące.

CMWP SDP stoi ponadto na stanowisku, iż orzeczona w tym wypadku dla redaktor Magdaleny Ogórek i redaktora Rafała Ziemkiewicza kara pieniężna to tzw. SLAPP (strategic lawsuit against public participation), tzn. akcja procesowa nakierowana na faktyczne ograniczenie praw obywatelskich w zakresie wolności słowa, poprzez zniechęcenie zarówno redaktorów M.Ogórek i R. Ziemkiewicza, jak i innych dziennikarzy, do podejmowania w mediach istotnej oraz wywołującej społeczne emocje tematyki politycznych konfliktów, ich przyczyn i przebiegu. Skazanie dziennikarzy powoduje bowiem tzw. efekt mrożący (tzw. chilling effect) dla całego dziennikarskiego środowiska, wielokrotnie negatywnie opisywany na gruncie prawa polskiego, jak i międzynarodowego. Jest to nie do pogodzenia z opartą na dążeniu do prawdy i prezentacji różnych punktów widzenia pracą publicysty, której istotą jest m.in. odwaga w poruszaniu trudnych, a nawet kontrowersyjnych tematów oraz ocena faktów, osób i ich działalności. Warto przy tym podkreślić, iż jest rzeczą powszechnie znaną, iż metody działań aktywistów społecznych takich jak Elżbieta Podleśna wywołują społeczne emocje, więc tym bardziej działając w interesie społecznym dziennikarze mają prawo wyrażać publicznie różne poglądy i opinie na ich temat, także w satyryczny i ironiczny sposób.

dr Jolanta Hajdasz, dyr. CMWP SDP

Warszawa 25 maja 2023

Donaldowi Tuskowi myli się polityka z dziennikarstwem. CMWP SDP komentuje dla PAP wypowiedzi szefa PO o mediach

Poglądy Donalda Tuska to filozofia funkcjonowania mediów III RP. Liderowi PO myli się polityka z dziennikarstwem i całkiem się gubi w rozróżnianiu tych dwóch dziedzin życia publicznego – powiedziała dla PAP dyrektor Centrum Monitoringu Wolności Prasy  SDP Jolanta Hajdasz.

22 maja 2023  Polska Agencja Prasowa zwróciła się do CMWP SDP z prośbą o komentarz do wywiadu Donalda Tuska dla portalu „Zawsze Pomorze”.  Publikujemy tę depeszę PAP. 

Polska Agencja Prasowa: Donald Tusk w opublikowanym 19 maja wywiadzie dla niezależnego portalu regionalnego „Zawsze Pomorze” powiedział: „oczekuję od mediów też krytycznego podejścia do rządzących, a nie do opozycji”. „Demokracja w Polsce jest zagrożona m.in. dlatego, że także niezależne media uważają, że dużo łatwiej skakać po opozycji niż po władzy” – ocenił, przypominając, że „jest dziennikarzem z zawodu”. „Nigdy nie zrezygnuję z tej filozofii, że wolne dziennikarstwo i wolne media są nie od tego, żeby polować na opozycję razem z władzą, tylko żeby razem z opozycją patrzeć władzy na ręce” – wyjaśnił i podkreślił, że „niezależnie od tego, kto rządzi, media są od tego, żeby kontrolować władzę, a nie opozycję”. Co Pani sądzi o tych opiniach?

Jolanta Hajdasz: W mojej ocenie Donaldowi Tuskowi myli się polityka z dziennikarstwem i całkiem się gubi w rozróżnianiu tych dwóch dziedzin życia publicznego. Przypomnę więc, że najważniejszym zadaniem mediów jest przekazywać prawdę o otaczającym nas świecie, a więc działać nie w interesie władzy, czy opozycji, ale społeczeństwa, wszystkich odbiorców mediów, których dobro powinno być zawsze na pierwszym miejscu w pracy dziennikarzy. Twierdzenie Donalda Tuska, że – cytuję – „wolne media są nie od tego, żeby polować na opozycję razem z władzą, tylko żeby razem z opozycją patrzeć władzy na ręce” – to dawno już skompromitowany pogląd, bo media nie są od polowania na kogokolwiek, bez względu na to, czy jest z opozycji, czy reprezentuje władzę. Media powinny przede wszystkim uczciwie i rzetelnie informować o wszystkim, co dzieje się wokół nas, a więc krytykować tych, którzy na to w ich ocenie zasługują i czasem pochwalić tych, którzy w ocenie danych mediów postępują prawidłowo. Nie ma znaczenia, czy są z opozycji, czy też nie. Pogląd Donalda Tuska to filozofia funkcjonowania mediów III RP, gdy w okresie transformacji ustrojowej i jeszcze w latach dwutysięcznych wmawiano nam, że „wolne” media muszą krytykować władzę, co wyjątkowo ochoczo realizowano, gdy władzę sprawowali politycy głoszący inne poglądy niż tzw. media mainstreamowe, np. za czasów prezydentury Lecha Kaczyńskiego, gdy w przekazach ówczesnych mainstreamowych mediów trudno było znaleźć rzetelną relację z jego konferencji prasowych, wystąpień, czy inicjatyw. Poza tym Donald Tusk chyba zapomniał, iż jego ugrupowanie sprawuje władzę w wielu miastach, województwach oraz samorządach powiatowych i gminnych. Wątpię bowiem, by Donald Tusk postulował „polowanie na władzę” wraz z „wolnymi mediami” także w tych miejscach, gdzie aktualnie rządzi jego partia.

PAP: W tym samym wywiadzie przewodniczący PO zarzucił niezależnym mediom, że „za tak długie rządy PiS” ponoszą „współodpowiedzialność”. „Jeśli pytacie, dlaczego PiS tak długo rządzi, to jest też współodpowiedzialność mediów za to” – mówił. „Media pod kontrolą PiS-u robią to na zamówienie, a ostatki mediów, które są niezależne uważają, że to jest fajny sposób na symetryzowanie. Nie przyjmuję tego zarzutu, że PO licytuje się na socjal z PiS-em, bo staram się w tych bardzo trudnych okolicznościach szukać możliwie racjonalnych rozwiązań” – wyjaśnił, odnosząc się do części opinii w mediach, które odniosły się krytycznie do jego propozycji, by wprowadzić 800 plus szybciej niż chce to uczynić PiS. Czy pani zdaniem wolne media nie powinny symetrycznie traktować wszystkich ruchów i partii politycznych?

J.H.: Wolne i niezależne media powinny równo traktować wszystkich uczestników życia publicznego, w tym życia politycznego. Stawianie komuś zarzutu z tego, że samemu nie potrafi się wygrać wyborów, przez co inna parta rządzi za długo, jak to zrobił w w/w wywiadzie Donald Tusk, jest rozpaczliwym wręcz przyznaniem się do braku dobrych rozwiązań aktualnych problemów Polaków i dlatego trzeba szukać winnych wśród dziennikarzy i mediów. Formułowany pod adresem mediów zarzut, że to one odpowiadają za „tak długie rządy PiS” – to absolutnie błędny pogląd, bo to nie media wygrywają bądź przegrywają wybory. Tego np. uczy nas historia Polski, można mieć przecież wszystkie media po swojej stronie, jak PZPR w 1989 r. czy PO w 2015 r. i przegrać wybory. Wyborcy naprawdę potrafią myśleć samodzielnie i warto traktować ich poważnie, a nie jak bezwolne narzędzia w rękach mediów czy specjalistów od politycznego marketingu.(PAP)

autor: Grzegorz Janikowski

Dziennikarstwo i sztuczna inteligencja. CMWP SDP na XVII konferencji „Etyka mediów” w Krakowie

Czy sztuczna inteligencja jest zagrożeniem dla dziennikarstwa, jaka jest jej definicja , czy  „utwory” AI mogą być objęte prawami autorskimi i jak na nasze  dziennikarstwo wpływa pojawienie się chatu GPT w języku polskim  – to pytanie , na jakie szukali odpowiedzi uczestnicy sesji pod patronatem Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP podczas pierwszego dnia ogólnopolskiej konferencji „Etyka mediów ” na  Uniwersytecie Papieskim Jana Pawła II w Krakowie.  Sesji przewodniczyła dr Jolanta Hajdasz, dyrektor CMWP SDP.  Sesja zgromadziła ekspertów, którzy omawiali aspekty etyczne, kwestie praw autorskich, jakość informacji oraz wpływ sztucznej inteligencji na dziennikarstwo, ze szczególnym uwzględnieniem polskiego krajobrazu medialnego.

Przyjęcie szacunku dla godności osoby jako podstawowej zasady etycznej oraz poszanowanie godności każdego człowieka jako podstawowej zasady życia społecznego stanowią podstawowy i czytelny wyznacznik jakości dziennikarstwa oraz jakości życia społecznego. Respektowanie i realizowanie tych zasad jest nie tylko postulatem odpowiedzialnej pragmatyki życia społecznego, ale celem rzetelnej wiedzy służącej dobru człowieka i społeczności. We współczesnej przestrzeni medialnej obserwujemy z niepokojem wiele negatywnych zjawisk naruszenia godności człowieka poprzez kłamstwa, naruszanie dóbr osobistych, bezpodstawne oskarżanie, poprzez słowa i język niegodne człowieka, manipulację i nieuczciwość ocen i komentarzy – to przesłanie konferencji, których pomysłodawcą i głównym organizatorem jest ks. prof. dr hab. Michał Drożdż z UP JPII, a który w tym roku już po raz XVII przewodniczył tej konferencji.  Konferencja jest objęta patronatem honorowym Rektora Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II w Krakowie,  ks. dr hab. Roberta Tyrały, a patronat naukowy nad nią sprawuje Polskie Towarzystwo Komunikacji Społecznej.

W sesji pod patronatem CMWP SDP z referatami  wystąpili m.in. : prof. dr hab. Jerzy Gołuchowski, dr hab. Anna Musialik-Chmiel z Uniwersytetu Ekonomicznego w Katowicach, dr hab. Anna Prusak  z Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie, dr hab. Paweł Kuca z Uniwersytetu Rzeszowskiego,  ks. dr Dariusz Raś  i dr Olimpia Górska z Uniwersytetu Papieskiego  Jana Pawła II w Krakowie oraz  dr Jacek Żurawski  z Telewizji Polskiej S.A. i Społecznej  Akademii Nauk w Warszawie.

Relacja na stronie głównej konferencji TUTAJ

oraz w mediach społecznościowych m.in na FB TUTAJ.