Jak przeciwdziałać koncentracji kapitałowej i chronić pluralizm mediów?

4 stycznia br. Instytut Ordo Iuris opublikował monografię, która przedstawia regulacje prawne odnoszące się do przeciwdziałania koncentracji kapitału i ochrony pluralizmu mediów w wybranych państwach Unii Europejskiej.  Zdaniem autorów publikacji przeciwdziałanie nadmiernej koncentracji kapitałowej w mediach ma istotne znaczenie z punktu widzenia obronności kraju, suwerenności polityki wewnętrznej oraz  ochrony praw podstawowych. Publikacji monografii towarzyszyła debata ekspertów, wśród których była także dr Jolanta Hajdasz, dyr. CMWP SDP.  W debacie  Ordo Iuris wzięli także udział: przewodniczący Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji Witold Kołodziejski,  publicysta Łukasz Warzecha i analityk Ordo Iuris apl. radc. Anna Wawrzyniak. Debatę transmitowaną na żywo w internecie prowadził Filip Bator z Ordo Iuris.

 

Funkcjonowanie rynku medialnego w Polsce, szczególnie w obszarze przeciwdziałania koncentracji kapitału i ochrony pluralizmu mediów, to strategicznie ważny obszar działania demokratycznego państwa. Ufamy, że dzisiejsza debata, a także prezentacja monografii na ten temat, przyczynią się do podjęcia w przestrzeni publicznej rzetelnej dyskusji nad kierunkiem zmian prawa w Polsce” – zaznaczył Łukasz Bernaciński, członek Zarządu Instytutu Ordo Iuris, współautor monografii. Autorzy monografii podkreślili , że rozwiązania antykoncentracyjne są integralnym elementem demokratycznego państwa prawnego, stosowanym w wielu krajach. W udostępnionej w sieci nieodpłatnie publikacji omówiono szczegółowo zasady  rynku medialnego w Polsce w zestawieniu z regulacjami funkcjonującymi m.in. w Wielkiej Brytanii, w Niemczech,  we Francji oraz w Czechach, Chorwacji i na Wegrzech.

 

Monografia : Funkcjonowanie rynku medialnego w Polsce i innych wybranych państwach europejskich Przeciwdziałanie koncentracji kapitału i ochrona pluralizmu mediów, autorzy :Bernard Bałazy , Łukasz Bernaciński, wydawnictwo : Fundacja Instytut na rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris, Warszawa 2021 , liczba stron – 107 .

 

Raport_o_dekoncentracji

 

W prezentowanej monografii czytamy, iż koncentracja mediów polega na występowaniu niewielkiej liczby podmiotów medialnych, które dominują proces kształtowania opinii publicznej. Skutkuje to reglamentacją prawa do informacji oraz ograniczeniu swobody wymiany poglądów, co prowadzi do destrukcji debaty publicznej. Zdaniem autorów publikacji przejawem nieprawidłowości na polskim rynku medialnym jest niski stopień pluralizmu rozpowszechnianych opinii oraz wysoki wskaźnik koncentracji kapitału w obszarze środków masowego przekazu. Podobne problemy występują również w innych krajach. Wprowadzono tam zatem konkretne rozwiązania antykoncentracyjne, które przedstawiono w monografii.  Prawnicy z Ordo Iuris zaproponowali również regulacje mogące przeciwdziałać koncentracji kapitałowej. Autorzy publikacji proponują m.in., aby maksymalny udział kapitału lub prawa głosu w podmiocie posiadającym koncesję nie mógł przekraczać 1/3. Z kolei nabycie powyżej 10 proc. udziałów w podmiocie medialnym przez podmiot spoza Europejskiego Obszaru Gospodarczego byłoby uzależnione od zgody właściwych władz państwowych. Zdaniem prawników, możliwości ubiegania się o koncesję nie powinny mieć podmioty z kapitałem zagranicznym powyżej 20 proc.

 

Uczestnicy dyskusji pytani byli o zasadność wprowadzania przepisów antykoncentracyjnych w mediach oraz o nowelizację ustawy o radiofonii i telewizji określaną jako „Lex TVN”. Witold Kołodziejski, Anna Wawrzyniak oraz Jolanta Hajdasz opowiedzieli się za wprowadzeniem takich przepisów, przeciwko nim opowiedział się red. Łukasz Warzecha. „Bez zdecydowanej ingerencji ustawowej ciężko będzie dalej z tym  (tzn. koncentracją w mediach – przyp. red. ) walczyć. Powołujemy się również na pewne na umowy międzynarodowe, inne kraje europejskie też są poddane rygorom wspólnego rynku i jakoś ich regulacje są bardziej szczegółowe od naszych” – podkreślił Witold Kołodziejski, komentując nowelizację ustawy medialnej. Do tego zagadnienia odniosła się także dr  Jolanta Hajdasz. „Skoro sama Discovery uznała, że trzeba zarejestrować w Holandii taką specjalną spółkę po to, by to prawo obejść, to widać,  że było to dla nich czytelne, co jest w tej ustawie, jakie przepisy ich obowiązują. Szkoda, że zabrakło woli lub narzędzi, by państwo polskie mogło je wyegzekwować, gdy ten medialny gigant kupował TVN w 2015 roku. Widzimy nieskuteczność tych obecnych zapisów i to, że państwo polskie zupełnie z nich nie rezygnujemy to dobrze, bo swój rynek medialny państwo choćby w jakiejś części  powinno chronić” – podkreśliła Jolanta Hajdasz. Krytycznie regulacje zmierzające do dekoncentracji kapitałowej ocenił za to Łukasz Warzecha.

 

„Jeżeli byśmy mieli jakieś uwagi do zagranicznych mediów w Polsce, to powinniśmy mieć je w ogóle, bez względu na to, czy ich właściciele  pochodzą z Niemiec, Argentyny, Stanów Zjednoczonych czy Tajwanu. To Unia Europejska nakłada na nas określone obowiązki i nie możemy blokować wolności  przepływu kapitału, ale ta swoboda powinna dotyczyć wszystkich podmiotów,  nie tylko tych z Europejskiego Obszaru Gospodarczego   – zaznaczył publicysta. O skutkach prawnych ewentualnego wprowadzenia nowelizacji ustawy o radiofonii i telewizji mówiła natomiast mec. Anna Wawrzyniak. „Ustawa, która ostatecznie nie została wprowadzona do porządku prawnego przewidywała pewne instrumenty, które pozwoliłyby uszczelnić aktualnie obowiązujące regulacje. Przede wszystkim miało to doprowadzić do tego, że obecność podmiotów zagranicznych na polskim rynku medialnym nie byłaby możliwa poprzez wykorzystanie  furtki prawnej, co niestety ma miejsce ” – powiedziała przedstawicielka Ordo Iuris.

 

Cała dyskusja jest TUTAJ.

 

Apelacja w sprawie przeciwko dziennikarce i dyrektor TVP3 Gdańsk

20 grudnia odbyła się pierwsza rozprawa apelacyjna w sprawie z powództwa Henryka Jezierskiego przeciwko Joannie Strzemiecznej -Rozen, dyrektor TVP3 Gdańsk i dziennikarce tej stacji, red. Agacie Mielczarek. Pierwsza rozprawa w drugiej instancji, a więc w I Wydziale Cywilnym SA w Gdańsku odbyła się  w formie zdalnej. Sprawa jest objęta monitoringiem CMWP SDP, na rozprawach reprezentuje Centrum red. Maria Giedz. 

 

Apelację od  wyroku wydanego przez sąd pierwszej instancji, czyli Sąd Okręgowy w Gdańsku złożył Henryk Jezierski, właściciel internetowych wydawnictw motoryzacyjnych, który w 2017 r. miał wejść w skład Rady Programowej TVP3 Gdańsk. Nie wszedł, a dokładnie został odwołany z powodu materiału informacyjnego wyemitowanego w TVP 3 Gdańsk, w którym, jak twierdzi zainteresowany, bezpodstawnie przypisano mu współpracę ze Służbami Bezpieczeństwa z czasów PRL. Złożył więc apelację do Sądu Apelacyjnego w Gdańsku o nakaz i zapłatę, pozywając Joannę Strzemieczną- Rozen, dyrektor TVP3 Gdańsk i dziennikarkę tejże stacji telewizyjnej Agatę Mielczarek.

 

20 grudnia w  rozprawie wzięli udział: powód, czyli Henryk Jezierski oraz jego pełnomocnik mec. Małgorzata Jezierska-Wojdak, pozwana Agata Mielczarek wraz z pełnomocnikiem Tomaszem Plaszczykiem, a także mec. Wenanty Plichta, pełnomocnik Joanny Strzemiecznej-Rozen, która osobiście w posiedzeniu nie mogła uczestniczyć. Sprawę prowadziła Sędzia Sądu Apelacyjnego Dorota Majerska-Janowska. Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP objęło tę sprawę   monitoringiem pod kątem przestrzegania praw człowieka i obywatela w zakresie wolności słowa. Z ramienia CMWP proces sądowy obserwowała Maria Giedz.

 

Przypomnijmy: Przedmiotem sporu był wyemitowany w dniu 27 stycznia 2017 r. w TVP3 Gdańsk materiał informacyjny dotyczący wyboru członków do Rady Programowej w tejże stacji oraz w Radiu Gdańsk. Powód, który wszedł w skład Rady Programowej TVP3 Gdańsk, po czym został odwołany, zarzucił pozwanym bezpodstawne przypisanie mu współpracy z peerelowską SB. Zarzucił im też brak rzetelności dziennikarskiej, mimo że materiał został opublikowany w oparciu o dokumenty z IPN oraz opracowanie Daniela Wicentego, „Weryfikacja Gdańskich Dziennikarzy w Stanie Wojennym”, wydane przez IPN w 2015 r., co widać na nagraniu.

 

Z wyroku Sądu Okręgowego w Gdańsku dowiadujemy się, że Sąd nakazał pozwanym Joannie Strzemiecznej-Rozen oraz Agacie Mielczarek wyemitowanie, na własny koszt, w głównym, piątkowym wydaniu „Panoramy” oraz opublikowanie na portalu internetowym TVP 3 -http://www.gdansk.tvp.pl w najbliższym terminie po upływie 14 dni od uprawomocnienia się wyroku, oświadczenia o następującej treści: „Przepraszam Szanownego Pana Redaktora Henryka Jezierskiego za opublikowanie bezpodstawnej informacji o współpracy powoda Henryka Jezierskiego ze służbami specjalnymi PRL. Jest mi niezmiernie przykro, że informacja ta, wyemitowana w gdańskiej „Panoramie” z dnia 27 stycznia 2017 roku naruszyły Jego dobre imię i cześć”. Pozwane miały się podpisać pod owym oświadczeniem.

 

Sąd nakazał także obu pozwanym uiszczenia kwoty po 600 zł na rzecz powoda Henryka Jezierskiego. Są to koszty, które powód poniósł jako wpis, wnosząc pozew. Pozostałe żądania powoda Sąd oddalił.

 

Henryk Jezierski domaga się jednak nieco innej treści przeprosin i to publikowanych na jego prywatnym portalu, najpierw przez miesiąc w części głównej portalu, gdzie, jak podała córka powoda mec. Jezierska-Wojdak podczas poniedziałkowej rozprawy, takie ogłoszenie kosztuje 200 zł netto za dobę, a następnie przez 12 miesięcy w dziale Publicystyka. Ponoć tam ogłoszenia są darmowe.  Niemniej obie panie miałyby zapłacić razem netto 12 tys. zł. [Mec. Tomasz Plaszczyk podał dla porównania, że miesięczna opłata za ogłoszenie na dużym bilbordzie wynosi od 750 do 900 zł miesięcznie]. Jezierski chciał też, aby każda z pozwanych uiściła po 20 tys. zł na cel społeczny, a także taką samą kwotę, czyli po kolejne 20 tys. zł na rzecz powoda tytułem zadośćuczynienia. Ponieważ rozprawa sądowa toczyła się zdalnie, to treść apelacji złożonej przez Jezierskiego, a odczytanej przez Sędzię Dorotę Majerską-Janowską była w większości niezrozumiała. Niemniej wyraźnie były wyartykułowane roszczenia finansowe Powoda.

 

Do apelacji odniósł się mec. Wenanty Plichta, który wniósł o oddalenie roszczeń powoda. „Powód w 2017 r. był osobą publiczną. Wchodził w skład organu ustawowego, czyli Rady Programowej TVP. Musiał się więc liczyć z zainteresowaniem społeczeństwa jego osobą… Działanie Agaty Mielczarek (autorki wyemitowanego materiału informacyjnego) było w interesie publicznym. Nie wchodziła ona w sprawy prywatne Powoda. Media mają prawo interesować się różnymi aspektami działalności osób publicznych. Mają też prawo do ich oceny, również krytycznej.”

 

Mec. Plichta podkreślił, że Mielczarek opierała się na dokumentach. Mówił, że „nie może być tak, iż prawo do ochrony dobrego imienia jest większe od prawa do swobody wypowiedzi”. Sąd pierwszej instancji stwierdził, że zostało naruszone prawo do swobody wypowiedzi. Powód wypowiadał się wówczas lakonicznie o 2-3 kontaktach z SB, a potem, w innym procesie, jak przedstawiał Plichta, przyznał się, że było ich więcej, co zostało zapisane w uzasadnieniu wyroku karnego (Sądu Rejonowego Gdańsk-Południe Wydziału II Karnego) skazującego Powoda w innym procesie, toczącym się również w Gdańsku z Ewą Leśniewską-Jagaciak (byłą dziennikarką trójmiejską). Powód przemilczał te fakty w Sądzie Okręgowym. Zdaniem Plichty w wyemitowanym materiale 27 stycznia 2017 r. nie doszło do naruszenia dóbr Powoda. Mec. Plichta wniósł, aby akta procesu karnego i wyrok skazujący Jezierskiego z 17 listopada 2021 r. dołączyć do akt sprawy.

 

Mimo to Henryk Jezierski domaga się, aby przeprosiny zostały zamieszczone na jego portalu, a jak wykazywali mecenasi pozwanych, na portalach motoryzacyjnych, których Powód jest i redaktorem naczelnym i wydawcą nie doszło do żadnych naruszeń dóbr prywatnych Powoda.

 

Mec. Tomasz Plaszczyk wyraźnie wyartykułował, że w przypadku tego procesu nie chodzi o sprawę lustracyjną tylko o niedopuszczenie dziennikarzy do swobody wypowiedzi. W materiale nie doszło do naruszenia dóbr osobistych, bo każda ze stron mogła się wypowiedzieć. Jezierskiemu dano tę możliwość dwukrotnie. „Wyrok Sądu Okręgowego był wręcz salomonowym. Domaganie się zamieszczenia przeprosin w formie płatnego ogłoszenia na prywatnym portalu Powoda jest sposobem na uczynienie z tego źródła dodatkowego dochodu”. Na dodatek Powód domaga się przeprosin na portalu, na którym dochodzi do naruszeń praw osobistych wielu innych osób.

 

Mec. Jezierska-Wojdak podtrzymała twierdzenie swojego ojca, że jego kontakty z SB nie miały miejsca, że „nie jest to proces lustracyjny, że w IPN nie ma żadnego dokumentu (mówiącego) o współpracy Jezierskiego z SB i że dopuszczenie do sprawy kolejnych wniosków dowodowych jest bezpodstawne, bo istotą jest to, co znajduje się w dokumentach IPN”. Po za tym „w latach 80. XX w. Powód nie było osobą publiczną, nie sprawował żadnych funkcji publicznych”. (Był dziennikarzem, sekretarzem redakcji.) Inna sytuacja była w 2017 r. Dowodów na to, że jej Ojciec był tajnym współpracownikiem nie ma i nie będzie. Stwierdzenie, że do naruszenia dóbr osobistych Powoda doszło jedynie w „Panoramie” TVP 3 Gdańsk i tylko tam powinny ukazać się przeprosiny nie jest słuszne, bo to dotknęło najbardziej czytelników portalu motoryzacyjnego.

 

Sam Jezierski jeszcze raz pokreślił, że autorka materiału informacyjnego nie sięgnęła do dokumentów IPN, nie sięgnęła do źródeł, naciągnęła fakty, sekretarz redakcji nie jest osobą publiczną, a cennik ogłoszeń na portalu motoryzacyjnym jest bardzo niski. Dodał też, że skoro w IPN nie ma dokumentacji, to nie było współpracy, a jego portal jest bardzo poczytnym portalem. Niestety nie wie, jaka jest ilość odsłon, ale to można sprawdzić. Mec. Plichta przypomniał Henrykowi Jezierskiemu, że rzeczywiście w IPN nie ma dokumentów wyraźnie mówiących o jego współpracy z SB, gdyż wszystkie dokumenty, łącznie z mikrofilmami zostały zniszczone w 2010 r. Dodał też, że „Powód znany jest z bezpardonowych ataków na inne osoby, a oczekuje ochrony własnego imienia. Został już skazany prawomocnym wyrokiem (wyrok z września 2021 r.) za stosowanie groźby wobec Waldemara Jaroszewicza. Bez żadnych skrupułów atakował też inne osoby”.

 

***

 

Henryk Jezierski złożył pozwy wobec trzech innych trójmiejskich dziennikarzy (Hannie Kordalskiej-Rosiek, Januszowi Wikowskiemu i Krzysztofowi Załuskiemu), również w kwestii przypisania mu współpracy z SB. Wszystkie materiały dziennikarskie zostały opublikowane w oparciu o opracowanie Daniela Wicentego, Weryfikacja Gdańskich Dziennikarzy w Stanie Wojennym, wydanym przez IPN w 2015 r. Na stronie 77 tego opracowania czytamy: „Henryk Jezierski – pracownik sekretariatu redakcji. Proponuje się pozostawić w zespole”. Do tego jest przypis nr 17: [Jezierski] „Zarejestrowany jako KTW (prawdopodobnie 27 IV 1988 r.), a następnie jako TW ps. „Jurek” przez Wydział III WUSW w Gdańsku (nr rej. 57968, nr arch. I-26134), wyrejestrowany 3 VII 1989 r. ze względu na „odmowę współpracy” (na podstawie wypisu z dziennika rejestracyjnego b. WUSW w Gdańsku; materiały nie zachowały się)”.

 

Henryk Jezierski został skazany prawomocnym wyrokiem Sądu Rejonowego Gdańsk-Południe X Wydziału Karnego na 4-miesięczne pozbawienie wolności warunkowo zawieszone na okres 2 lata tytułem próby. Powodem jest publikacja autorstwa Jezierskiego, zamieszczona na portalu, którego jest wydawcą i redaktorem naczelnym, upokarzająca Waldemara Jaroszewicza radnego gdańskiego z klubu PiS oraz przewodniczącego Zarządu Oddziału Okręgowego Katolickiego Stowarzyszenia „Civitas Christiana”. Ponadto Jezierski dopuścił się publicznego szantażu Jaroszewicza, nadużywając pozycji jako dziennikarza.

 

Ponadto Sąd Rejonowy Gdańsk-Południe II Wydział Karny wydał kolejny wyrok, ale jeszcze nieprawomocny, skazujący Henryka Jezierskiego na łączną karę 8 miesięcy ograniczenia wolności polegającą na wykonywaniu nieodpłatnej kontrolowanej pracy na cele społeczne w wymiarze 20 godzin w stosunku miesięcznym. Wyrok ten został wydany za publiczne znieważanie m.in. takimi zwrotami, jak: „osoba kwalifikująca się do miana swołoczy sowieckiej o rusko-pruskich metodach postępowania”, które odnosiły się do Ewy Leśniewskiej-Jagaciak, byłej trójmiejskiej dziennikarki.

 

***

 

Sąd postanowił: zwrócić się do Sądu Rejonowego w Gdańsku o nadesłanie tych wyroków wraz z uzasadnieniem, a także z protokołami przesłuchania Powoda. Chce też uzyskać akta z IPN. Odroczył więc rozprawę do dnia 17 stycznia 2021 r. Rozprawa odbędzie się zdalnie.

Opracowanie: Maria Giedz

Zdjęcia: Maria Giedz

 

Dziennikarze na granicy polsko-białoruskiej. Relacja CMWP SDP

Ponad 100 dziennikarzy  uczestniczyło do tej pory w wyjazdach z funkcjonariuszami Straży Granicznej w strefę pasa przygranicznego Polski i Białorusi, a Kancelaria Prezesa Rady Ministrów wydała ponad 140 dziennikarskich akredytacji.  Informacje te CMWP SDP uzyskało od Straży Granicznej i  z Biura Prasowego KPRM po skierowaniu pytań do tych instytucji  po dwóch tygodniach  obowiązywania znowelizowanej ustawy o ochronie granicy. Ze względów bezpieczeństwa dziennikarze nadal nie mogą swobodnie pracować na tym terenie,  warunki pracy, jakie dla nich przygotowano  umożliwiają  jednak przygotowanie prostych materiałów informacyjnych i reporterskich. Jolanta Hajdasz, dyrektor CMWP SDP uczestniczyła w wyjeździe akredytowanych dziennikarzy  na granicę z Białorusią 16 grudnia.

  

CMWP SDP na akredytację czekało około tydzień, podobnie jak  inni uczestnicy wyjazdu tego dnia –  red. Agnieszka Jędrzejczak  z TVP 3 Łódź , która wraz z operatorem Stanisławem Ścieszką przygotowywała relacje dla TVP Info oraz red. Michał Bruszewski z Tygodnika „Solidarność” . Jedynie red. Martyna Bielska  z  Onetu na wyjazd na granicę czekała ponad 2 tygodnie, pierwsze wnioski o akredytację wysłała zaraz po 1 grudnia.  Kapitan Krystyna Jakimik Jarosz  z  referatu prasowego Podlaskiego  Oddziału  Straży Granicznej, która towarzyszyła dziennikarzom podczas tego wyjazdu wyjaśniała tę sytuację  liczbą napływających  do SG zgłoszeń , codziennie jest ich kilka, kilkanaście , a Straż Graniczna stara się organizować te wyjazdy ze względów logistycznych dla około 7 osób dziennie . Najczęściej są to grupy łączone dla dziennikarzy różnych mediów – prasy, radia, telewizji czy internetu. W dniu, w którym CMWP SDP uczestniczyło w takim wyjeździe , dziennikarze byli na placówce  SG w Szudziałowie, Czeremsze, Krynkach, Jurowlanach, Minkowcach i Usnarzu Górnym.

 

Scenariusze każdego takiego dziennikarskiego wyjazdu są podobne: dziennikarze oglądają wskazany przez SG  posterunek żołnierzy w odległości 15 m od ogrodzenia z koncertiny, rozmawiają z wybranym patrolem strażników granicznych, starają się rozmawiać z mieszkańcami przygranicznych wsi, choć z oczywistych względów nie jest to proste, odbywa się przecież pod okiem strażników i żołnierzy.  16 grudnia dziennikarze zostali także przewiezieni na miejsce byłego obozowiska migrantów w Usnarzu Górnym, pokazano im także miejsca forsowania granicy i sposoby jej patrolowania.

 

Do tej pory w takich wyjazdach nie uczestniczyli dziennikarze mediów zagranicznych ze względu na to, iż podlegają oni bardziej szczegółowej i wnikliwej weryfikacji niż dziennikarze z Polski. Jak poinformował przedstawiciel biura prasowego KPRM wpłynęły już wnioski o akredytację  dziennikarzy  m.in. z AP i  ZDF oraz z mediów m.in.  Danii i Finlandii,  one mają być udzielone w pierwszej kolejności.

 

Reportaż Martyny Bielskiej z Onetu z w/opisywanego wyjazdu jest TUTAJ.

 

Przygotowane dla dziennikarzy i działające od 3 grudnia Centrum  Prasowe zlokalizowane jest w Popławcach, w miejscowości leżącej między Kuźnicą, a Sokółką. Centrum jest przygotowane do prowadzenia konferencji prasowych , wyposażone jest w sprzęt do streamingu i  wi-fi oraz podstawowe zaplecze socjalne (kuchenka, toaleta).  Z Centrum może korzystać każdy dziennikarz, który ma akredytację KPRM, można ją uzyskać pisząc na adres [email protected] . Zgłoszenia dziennikarzy polskich rozpatrywane są w ciągu doby.  Akredytacja KPRM nie upoważnia jednak do wyjazdu na granicę z funkcjonariuszami  Straży Granicznej, tę trzeba uzyskać poprzez zgłoszenie mailem na adres: [email protected] .

 

Na mocy  znowelizowanej  ustawy o ochronie granicy od 1 grudnia 2021 r. do 1 marca 2022 r. obowiązuje zakaz przebywania w 183  miejscowościach i w pasie przygranicznym z Białorusią. Zakaz ten obejmuje 115 miejscowości w województwie podlaskim i 68 w lubelskim.  Dziennikarze  mogą tam pracować na podstawie akredytacji,  za organizację wizyt mediów na granicy z Białorusią (dalej zwanej „wizytą”) odpowiada Straż Graniczna.

 

Wyjazd CMWP SDP na granicę z Białorusią w ramach dziennikarskiej akredytacji jest wstępem do opracowania przez Centrum Raportu na temat pracy dziennikarzy  w czasie trwania wojny hybrydowej na wschodniej granicy naszego kraju.

 

Fotorelację w wyjazdu można obejrzeć TUTAJ.

Wsparcie CMWP SDP dla nowelizacji ustawy o radiofonii i telewizji

CMWP SDP popiera zmiany w ustawie z dnia 29 grudnia 1992 r. o radiofonii i telewizji, przewidziane w projekcie nowelizacji w/w ustawy, których celem jest doprecyzowanie regulacji umożliwiających przeciwdziałanie przejęciu kontroli nad nadawcami radiowymi i telewizyjnymi przez podmioty spoza Europejskiego Obszaru Gospodarczego (EOG).  Znowelizowane przepisy przewidują, iż koncesję na nadawanie na terenie Polski może uzyskać osoba zagraniczna, mająca siedzibę w jednym z państw Europejskiego Obszaru Gospodarczego pod warunkiem, że nie jest ona zależna od osoby zagranicznej, której siedziba znajduje się w państwie niebędącym państwem członkowskim EOG. Przyjęte  17 grudnia b.r. przez Sejm RP  regulacje mają wykluczyć możliwość zależności bezpośredniej lub pośredniej koncesjonariuszy od podmiotów zagranicznych, niebędących członkami EOG, przez co  w skuteczniejszy niż obecnie sposób będą chronić  strukturę rynku medialnego w Polsce. Zapewni to skuteczniejszą realizację celów ustawy, która w obecnym kształcie pozwala na obejście prawa, dopuszczając możliwość uzyskania koncesji przez podmioty zagraniczne spoza EOG, także te uważane za potencjalnie niebezpieczne dla interesu państwowego.

 

Obecnie obowiązujące uregulowania w/w ustawy (dalej: „Ustawa”) nie gwarantują transparentności własnościowej na rynku mediów elektronicznych oraz umożliwiają obchodzenie przepisów podczas zmian właścicielskich w spółkach medialnych, nadających programy na podstawie koncesji radiowych i telewizyjnych. Wynika to z faktu, iż normy prawne tej ustawy dotyczące udzielenia koncesji dla spółek z udziałem tzw. osób zagranicznych uwzględniają jedynie formalną, a nie rzeczywistą strukturę kapitałową tych podmiotów. Jako przykład wskazać można art. 35 ust. 2 pkt 1 ustawy, zgodnie z którym koncesja dla spółki z udziałem osób zagranicznych może być udzielona, jeżeli udział kapitałowy osób zagranicznych w spółce lub udział osób zagranicznych w kapitale zakładowym spółki nie przekracza 49%. CMWP SDP zwraca uwagę, iż przepis ograniczający wysokość kapitału zagranicznego w mediach, które działają na podstawie koncesji, istnieje od momentu wejścia Polski do Unii Europejskiej, ale jest on nieprecyzyjny i łatwy do obejścia, bowiem mimo pewnych obostrzeń w nim zawartych, daje jednak możliwość, aby osoby zagraniczne spoza EOG wywierały kluczowy wpływ na zarządzanie spółką – koncesjonariuszem. Wydaje się, że jest to sprzeczne z intencją ustawodawcy, według której koncesjonariusz nie tylko powinien być podmiotem zlokalizowanym w krajach EOG, ale przede wszystkim powinien być realnie zarządzany przez właściciela mającego siedzibę w EOG. Innymi słowy, obecnie przepisy ustawy są nieszczelne i przez to anachroniczne. Ocena struktury kapitałowej spółki powinna bowiem obejmować realny, a nie czysto formalny obszar jej zarządzania. Ograniczanie analizy sytuacji podmiotu do stanu formalnego, bez zrozumienia, kto jest jego realnym właścicielem (decydentem), prowadzi do wniosków sprzecznych z rzeczywistością rynkową.

 

Projektowana nowelizacja wychodzi naprzeciw temu problemowi. W ocenie CMWP SDP proponowane zmiany nie naruszają zasady wolności słowa, a ich celem jest jedynie ochrona rynku medialnego przed przejmowaniem kontroli nad nadawcami przez podmioty spoza EOG (w praktyce – spoza Unii Europejskiej), a więc również z państw mogących stanowić zagrożenie dla bezpieczeństwa Państwa Polskiego.  CMWP SDP wielokrotnie wskazywało na zagrożenia związane z niekontrolowaną obecnością kapitału zagranicznego na polskim rynku medialnym, dlatego też projektowaną nowelizację ustawy o radiofonii i telewizji postrzega jako szansę na poprawę tej sytuacji.

 

CMWP SDP obejmuje monitoringiem sprawę red. Tomasza Sakiewicza z powództwa Tomasza Grodzkiego

W związku z pozwem wniesionym przez  Tomasza Grodzkiego reprezentowanego przez adwokata Jacka Dubois przeciwko redaktorowi Tomaszowi Sakiewiczowi  o przestępstwo określone w artykule 212 & 1 k.k. w związku z art. 212 & 2 k.k.  Centrum Monitoringu Wolności Prasy Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich objęło tę sprawę  monitoringiem pod kątem przestrzegania praw człowieka i obywatela, szczególnie w zakresie wolności słowa i prasy.Według oceny CMWP, w niniejszej sprawie zachodzi zagrożenie naruszenia praw red. Tomasza Sakiewicza.  Pierwsza rozprawa w tej sprawie zaplanowana jest na 21 grudnia br.

 

W związku z powyższym CMWP rozważa przedstawienie opinii w charakterze amicus curiae, która stanowi formułę wyrażenia przez organizację pozarządową opinii jako tzw. „opinii przyjaciela sądu”, gdy jest to uzasadnione celami tej organizacji oraz potrzebą ochrony istotnych dóbr chronionych prawem, w tym konstytucyjnych praw i wolności. W przypadku wydania opinii zostanie ona niezwłocznie przekazana tut. Sądowi. Na obecnym etapie CMWP prowadzi monitoring sprawy, zgodnie z przepisami prawa oraz ze wskazanymi wyżej celami i kryteriami.

 

Redaktor Tomasz Sakiewicz został oskarżony przez  Marszałka Senatu Tomasza Grodzkiego o to, iż  6 stycznia 2020 r. za pośrednictwem portalu społecznościowego Twitter miał go pomówić  o postępowanie i właściwości, które mogły go poniżyć w opinii publicznej i narazić na utratę zaufania niezbędnego dla Marszałka Senatu RP. Chodzi o wpis: Platforma już głupiej nie potrafi bronić Grodzkiego niż twierdzić, iż ktoś przekupuje świadków. Są ich dziesiątki, o łapówkach wiedziały setki osób. A Grodzki jeszcze będzie miał sprawę o fałszywe zawiadomienie. Druga wypowiedź, która stała się przyczyną niniejszego pozwu to  wypowiedź red. Tomasza Sakiewicza w programie TV Republika 10 stycznia 2020 r.:  Kiedy ktoś, kto jest po prostu zwykłym łapówkarzem porównuje siebie, a ponosi konsekwencje ohydnej, po prostu ohydnej działalności, no to tylko poziom tej ohydy rośnie. Nic więcej nie da się w tej sprawie powiedzieć, to po prostu obrzydliwy facet. 

 

22 marca 2021 r. do Senatu trafił  wniosek  Prokuratury Regionalnej w Szczecinie o uchylenie immunitetu Marszałka Grodzkiego. Wg  prokuratury Tomasz Grodzki w latach 2006-12 jako ordynator i dyrektor Oddziału Klinicznego Chirurgii Klatki Piersiowej szpitala w Szczecinie-Zdunowie brał pieniądze od pacjentów, których miał operować. Sprawa zaczęła się od wpisu prof. Agnieszki Popieli, pracownika naukowego Uniwersytetu Szczecińskiego , która w listopadzie 2019 r. napisała na swoim profilu na Facebooku: „Masakra. Pan profesor Grodzki kandydatem na Marszałka Senatu. Jak moja Mama umierała, to trzeba było dać 500 dolarów za operację. Podobno na czasopisma medyczne. Faktury ani rachunku nie dostałam. Nigdy tego nie zapomnę”. Sprawę opisały media , m.in. Radio Szczecin i  tygodnik „Gazeta Polska”.

 

Prokuratura zamierza postawić „Tomaszowi Grodzkiemu” cztery zarzuty przyjęcia korzyści majątkowych  – w latach 2006, 2009 i 2012 roku. Jak wynika z ustaleń śledztwa, korzyści majątkowe w postaci pieniędzy w złotówkach i dolarach – w wysokości od 1500 do 7000 zł – lekarz przyjmował w kopertach. W zamian zobowiązywał się do osobistego przeprowadzenia operacji lub ich szybkiego wykonania, a także do zapewnienia dobrej opieki lekarskiej.

 

W toku postępowania przygotowawczego ustalono, że w marcu 2012 r. Tomasz Grodzki przyjął 7 000 zł od żony starszego mężczyzny chorującego na nowotwór za osobiste przeprowadzenie operacji. We wrześniu 2009 r. Tomasz Grodzki zażądał od pacjenta za przyspieszenie operacji kwoty 10 000 zł. Pacjent przed operacją przekazał lekarzowi 3 000 złotych i 500 dolarów. Do zapłaty pozostałej części nie doszło, ponieważ po operacji u pacjenta wystąpiły komplikacje zdrowotne i lekarz nie upomniał się o drugą transzę pieniędzy. Z materiału dowodowego wynika również, że w marcu 2009 r. Tomasz Grodzki przyjmując innego pacjenta w prywatnym gabinecie miał poinformować go, że może osobiście operować w publicznym szpitalu w zamian za korzyść majątkową. Podczas kolejnej wizyty pacjent przekazał lekarzowi kopertę z 2000 zł w zamian za osobiste przeprowadzenie zabiegu operacyjnego przez Tomasza Grodzkiego. Miał on też przyjąć w maju 2006 roku korzyść majątkową w wysokości 1500 zł od syna jednego z pacjentów w zamian za zapewnienie mu dobrej opieki.

 

Z zeznań świadków wynika, że na oddziale szpitalnym wiedza o tym, że doktor Grodzki przyjmuje łapówki była powszechna. Panowało również przekonanie, że uiszczenie łapówki jest konieczne, aby pacjent był dobrze leczony. W toku postępowania prokuratura przesłuchała 15 świadków spośród pacjentów hospitalizowanych na oddziale kierowanym przez Tomasza Grodzkiego oraz członków ich rodzin, według których lekarz przyjmował od nich korzyści majątkowe także przed 2006 rokiem. Przestępstwa te uległy przedawnieniu, ale zeznania są ważnym dowodem dla oceny wiarygodności świadków, którzy zeznawali na okoliczność zdarzeń objętych zarzutami.

 

Komunikat Prokuratury: TUTAJ.

 

Senat RP do tej pory nie zajął się sprawą uchylenia immunitetu Marszałka Tomasza Grodzkiego.

 

Akredytacje są konieczne – CMWP SDP w mediach o sytuacji dziennikarzy w pasie przygranicznym z Białorusią

Akredytacje dla dziennikarzy to krok w dobrą stronę, obserwujemy sytuację i jeśli będzie taka konieczność, będziemy domagać się rozszerzania możliwości pracy dziennikarzy w rejonie konfliktu – mówiła w Polskim Radiu 24 Jolanta Hajdasz, dyrektor Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP w rozmowie z red. Antonim Trzmielem 7 grudnia 2021. Potwierdziła to także w czwartek,  9 grudnia na antenie Radia Poznań, gdzie była gościem red. Romana Wawrzyniaka w „Porannej Rozmowie”  Radia Poznań. 

 

Od 1 grudnia do 1 marca na mocy rozporządzenia ministra spraw wewnętrznych i administracji Mariusza Kamińskiego na terenie przy granicy z Białorusią obowiązuje zakaz przebywania. Obejmuje on 115 miejscowości województwa podlaskiego i 68 miejscowości województwa lubelskiego. Zakaz nie obejmuje między innymi mieszkańców terenu objętego ograniczeniami, funkcjonariuszy i pracowników służb państwowych oraz żołnierzy. Rozporządzenie mówi, iż w uzasadnionych przypadkach z zakazu przebywania będą mogły zostać zwolnione inne osoby, w szczególności dziennikarze. W wypowiedzi dla Polskiego  Radia 24 Jolanta Hajdasz oceniła, że dostęp mediów do terenów przygranicznych jest krokiem w dobrą stronę. – Z różnych względów ta obecność jest potrzebna i wskazana. Należę do publicystów, którzy od początku opowiadali się za tym, by dziennikarze mogli pracować na granicy, ale tylko ci, którzy uzyskali akredytację. Cieszę się, że weszła w życie nowelizacja ustawy o ochronie granicy państwowej, która takie akredytacje przyznaje to ważna rzecz, myślę, że to pozwoli nam z innej perspektywy poznać ten konflikt – zaznaczyła. Według niej w sytuacji wojny hybrydowej, z jaką mamy do czynienia, akredytacje są konieczne. Od początku Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich apelowało o te akredytacje. Pierwsze formalne stanowisko w tej sprawie było 4 listopada,  od 1 grudnia znamy te zasady. Wydawane są te akredytacje, trzeba się o nie ubiegać. Wtedy można – jak to mówią bardzo złośliwi dziennikarze mediów opozycyjnych, wybrać się na safari, czyli odwiedzić granicę pod kuratelą Straży Granicznej – mówiła dyrektor Centrum Monitoringu Wolności Prasy na antenie Radia Poznań.  Jolanta Hajdasz potwierdziła, że także złożyła wniosek o akredytację i czeka na nią, by na miejscu sprawdzić warunki pracy dla dziennikarzy.

 

„Poranna rozmowa” z 9 grudnia w Radiu Poznań jest TUTAJ.

 

Rozmowa w Polskim Radiu24 z 7 grudnia TUTAJ.

 

Sąd w Gliwicach skazał red. Tomasza Sakiewicza za okładkę w „Gazecie Polskiej”

We wtorek 30 listopada br. ogłoszono wyrok w sprawie cywilnej o naruszenie dóbr osobistych z powództwa posła Borysa Budki przeciwko red. Tomaszowi Sakiewiczowi oraz spółce Niezależne Wydawnictwo Polskie. Sąd nakazał zamieszczenie przeprosin na łamach „Gazety Polskiej” oraz wpłatę 10 tysięcy złotych  na rzecz fundacji WOŚP. Red. Tomasz Sakiewicz zapowiada apelację. CMWP SDP wspiera dziennikarza w tym procesie. 

 

Przyczyną pozwu stała się  okładka „Gazety Polskiej” z 10 listopada 2020 r., ukazująca wizerunek polityka oraz innych osób publicznych na tle logotypów niektórych mediów i ugrupowań. Grafika została opatrzona podpisem: oni roznieśli zarazę i śmierć. Okładka nawiązuje do działań związków i osób będących twarzą demonstracji tzw. „strajku kobiet” przeciw wyrokowi Trybunału Konstytucyjnego z października 2020 r. TK orzekł wówczas, że tzw. przesłanka eugeniczna nie stanowi powodu do wykonania „zabiegu przerwania ciąży, a tym samym – zabójstwa nienarodzonego dziecka. Proces objęty był monitoringiem CMWP SDP , które relacjonowało jego przebieg i które w ramach instytucji  „amicus curiae” (czytaj TUTAJ).

 

W uzasadnieniu wyroku Sąd przyznał, iż tytułowy artykuł posiadał wyważoną treść i nie spotkał się z krytyką wymiaru sprawiedliwości; nawoływanie do demonstracji zaś mogło przyczynić się do zwiększenia ilości zakażeń wirusem SARS-CoV-2. Ostatecznie jednak grafika na okładce – zdaniem sędzi – nie zawierała dostatecznego i jednoznacznego odniesienia do treści artykułu ani też do demonstracji, do których na jesieni 2020 r. zachęcał ówczesny lider Platformy Obywatelskiej. Tym samym nie stanowiła wystarczającego uzasadnienia przedstawionej tezy, jaką zapewne miała być przestroga przed ryzykiem związanym z udziałem w demonstracjach. Dlatego też w opinii gliwickiego sądu forma i treść zarzutu na okładce nie jest adekwatna do zachowania powoda.

 

W tym miejscu sędzia odwołała się do przytaczanej podczas rozprawy wypowiedzi Borysa Budki, który 30 marca 2020 r. na antenie programu „Onet rano” mówił, że każdy, kto chce robić wybory 10 maja, po prostu będzie miał krew na rękach. Były szef PO odniósł się w ten sposób do pomysłu przeprowadzenia wyborów prezydenckich w formie korespondencyjnej. Zdaniem sędzi słowa te – choć drastyczne – miały znaczenie metaforyczne i w przeciwieństwie do słów na okładce GP nie stanowiły wypowiedzi spersonalizowanej.

 

Chęć zdalnego udziału w posiedzeniu wyrazili dziennikarze Telewizji Republika oraz portalu Niezalezna.pl. Gliwicki sąd – pomimo pierwotnej zgody – ostatecznie nie zezwolił jednak przedstawicielom tych mediów na uczestnictwo w ogłoszeniu wyroku i nie wpuścił ich na platformę internetową.

 

Sąd nie zgodził się również na udostępnienie zapisu ze spotkania osobom nie będącym Stroną w sprawie.

 

CMWP SDP  przesłało w tej sprawie do Sądu Okręgowego w Gliwicach opinię amicus curiae . Czytamy w nim m.in. Okładka, która stała się przyczyną pozwu i sprawy sądowej, jest jedynie graficzną ilustracją opisu sytuacji, w której sam się ustawił poseł Borys Budka poprzez swoje co najmniej kontrowersyjne zachowanie. Samo pozwanie red. Tomasza Sakiewicza z powodu jej publikacji budzi zastrzeżenia, jego ukaranie będzie naruszeniem zasady wolności słowa (czytaj TUTAJ).

 

Zgodnie z decyzją Sądu redaktor naczelny GP został wezwany do zapłaty 10 tys. zł zadośćuczynienia na rzecz Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, a także publikacji przeprosin posła Budki w papierowym wydaniu „Gazety Polskiej” oraz na stronie internetowej tygodnika. Należy przy tym podkreślić, iż  sędzia nie przyjęła materiału dowodowego od pozwanych. Redaktor Tomasz Sakiewicz zapowiedział, iż złoży apelację od tego orzeczenia Sądu.

 

Tekst i zdjęcie: Anna Maria Szczepaniak

 

 

Stanowisko CMWP SDP w sprawie z powództwa posła Borysa Budki przeciwko red. Tomaszowi Sakiewiczowi

Okładka, która stała się przyczyną pozwu i sprawy sądowej jest jedynie graficzną ilustracją opisu sytuacji, w której sam się ustawił poseł Borys Budka poprzez swoje co najmniej kontrowersyjne zachowanie. Samo pozwanie red. Tomasza Sakiewicza z powodu jej publikacji budzi zastrzeżenia, jego ukaranie będzie naruszeniem zasady wolności słowa – czytamy w stanowisku  CMWP SDP przesłanym do Sądu Okręgowego w Gliwicach, gdzie toczy się rozprawa przeciwko redaktorowi naczelnemu „Gazety Polskiej” z powództwa posła  PO Borysa Budki. Wyrok w tej sprawie ma być ogłoszony 30 listopada br.

 

Poseł Platformy Obywatelskiej Borys Budka zarzuca redaktorowi Tomaszowi Sakiewiczowi oraz spółce Niezależne Wydawnictwo Polskie, wydawcy tygodnika „Gazeta Polska” naruszenie dóbr osobistych poprzez publikację okładki tygodnika „Gazeta Polska” z dnia 10 listopada 2020 roku z jego wizerunkiem. Na okładce tygodnika polityk – w towarzystwie innych osób oraz na tle logotypów niektórych mediów i ugrupowań – został opatrzony podpisem „oni roznieśli zarazę i śmierć”.  Okładka odnosi się wprost do ugrupowań oraz osób będących twarzą demonstracji przeciwko wyrokowi Trybunału Konstytucyjnego z października 2020 r. na podstawie którego usunięta została tzw. przesłanka eugeniczna jako powód do wykonania aborcji czyli zabójstwa nienarodzonego dziecka.

 

Relacja CMWP SDP z ostatniej rozprawy  w sprawie Borys Budka przeciwko Red. Tomaszowi Sakiewiczowi jest TUTAJ.

 

W stanowisko przesłanym do Sądu Okręgowego w Gliwicach czytamy, iż w ocenie  CMWP SDP już samo pozwanie red. Tomasza Sakiewicza musi – z uwagi na specyficzne okoliczności sprawy – budzić zastrzeżenia. Natomiast orzeczenie kary w stosunku doi niego (gdyby do tego doszło) będzie uzasadniać tezę, iż w niniejszym postępowaniu cywilnym miało miejsce poważne naruszenie praw obywatelskich red. Tomasza Sakiewicza w zakresie wolności słowa.

 

Działania tzw. ruchów feministycznych mają charakter publiczny i budzą ogromne kontrowersje społeczne. Marsze i happeningi feministek wiążą się (poza propagowaniem różnego rodzaju postulatów) także m. in. z promowaniem aborcji, seksualnej anarchii, brakiem poszanowania dla wartości religijnych i kulturowych, a często – z epatowaniem wulgarnością. Jak wiadomo, oceny działań tych środowisk mogą być rozmaite, zależnie od poglądów społecznych czy politycznych. Nie można jednak zaprzeczyć, że z samego założenia działania te mają prawo budzić kontrowersje, których zresztą środowiska te nie unikają, ale wręcz świadomie je wywołują. Tak samo, przeciętnie rozgarnięty obywatel udający się na tego rodzaju wydarzenie powinien mieć świadomość, że może zetknąć się ze skrajnie różnymi ocenami tegoż wydarzenia, jako kontrowersyjnego i budzącego wątpliwości opinii społecznej – a zwłaszcza z ocenami dziennikarzy, którzy są wyrazicielami tejże opinii. W takich przypadkach należy liczyć się z krytyką społeczną, w tym także medialną. Nie da się ukryć tego, iż w czasie gdy miały miejsce demonstracje, w których uczestniczył i do uczestnictwa w których zachęcał powód Borys Budka, obowiązywały rygorystyczne przepisy tzw. antycovidowe, mające na celu zahamowanie rosnącej liczby zachorowań na Covid 19, chorobę powodującą ogromna liczbę zgonów nie tylko na całym świecie, ale także w naszym kraju. Nieprzestrzeganie tych przepisów było szczególnie nieodpowiedzialnym zachowaniem przedstawiciela władzy ustawodawczej, jakim jest każdy poseł. Okładka, która stała się przyczyną pozwu i sprawy sądowej jest jedynie graficzną ilustracją opisu sytuacji, w której sam się ustawił poseł Borys Budka poprzez swoje co najmniej kontrowersyjne zachowanie (…)

 

Niezależnie od powyższego CMWP pragnie zwrócić uwagę, że swoista wypowiedź prasowa, jaką jest okładka tygodnika stanowiąca przyczynę wniesienia pozwu, miała co najwyżej charakter opinii. Powszechnie wiadomo, że wypowiedzi ocenne nie poddają się tożsamym rygorom weryfikacji, jak fakty. Jak podkreślił SN w wyroku z dnia 15 września 2016 r. (II KK 95/16 – LEX nr 2112309): „co do zasady, prawo do krytyki uprawnia przede wszystkim do wyrażania ocen, a więc twierdzeń uchylających od sprawdzenia przy pomocy kryterium prawdy i fałszu”.

 

Nie można także  pominąć kontekstu społecznego tej  sprawy. Nie można bowiem abstrahować od faktu, że w Polsce występuje silna (i wzmacniająca się) polaryzacja poglądów na tematy istotne dla życia publicznego, takie jak np.: aborcja, edukacja seksualna, ruchy LGBT, demokracja, itp. Specjaliści z dziedziny mówią wręcz o wojnie kulturowej. Różne strony sporów politycznych i społecznych manifestują przy tym swój światopogląd, częstokroć nie unikając radykalnych lub bulwersujących haseł. Powszechne są przy tym oskarżenia o nazizm, faszyzm, autorytaryzm, mowę nienawiści, niszczenie demokracji, ale także (z drugiej strony) o zdradę narodową, zaprzedanie obcym interesom, komunizm, bolszewizm, propagowanie dewiacji, itp. Trudno nie zauważyć, że wiele z tak mocno akcentowanych poglądów odnosi się do zjawisk, ideologii lub całych grup społecznych. W konsekwencji zarówno uczestnicy manifestacji ulicznych, jak i media wyrażają ostre i kontrowersyjne opinie. W takiej atmosferze kontrowersyjne postulaty forsowane przez niektóre grupy społeczne, w tym feministki (np. żądanie swobodnej dopuszczalności aborcji na żądanie do 9 miesiąca życia nienarodzonego dziecka, pozbawienie mężczyzn prawa głosowania, wprowadzenia „seksedukatorów” do szkół, itp.) spotykają się z równie ostrymi ocenami. Dotyczy to także pandemii i wszelkich jej aspektów. Oczekiwanie, by postulaty kwestionujące istniejący ład społeczno – prawny miały przejść bez echa, bez dyskusji i sprzecznych, nierzadko ostrych ocen, jest oderwane od rzeczywistości. Trzeba z całą mocą podkreślić, że w prawidłowo funkcjonującej demokracji spory i polaryzacja stanowisk są zjawiskiem normalnym. Bez sporów demokracja nie istnieje.

 

CMWP stoi ponadto na stanowisku, że wniesiony w niniejszej sprawie pozew należy ocenić jako tzw. SLAPP (strategic lawsuit against public participation), tzn. akcję procesową nakierowaną na faktyczne ograniczenie prawa red. Tomasza Sakiewicza jako redaktora naczelnego „Gazety Polskiej” do wolnej wypowiedzi dziennikarskiej, poprzez zniechęcanie go do podejmowania ważnych społecznie tematów. W tym kontekście orzeczenie o winie pozwanego stanowić będzie naruszenie praw człowieka i obywatela i powoduje tzw. efekt mrożący, skutecznie odstraszający innych do wyrażania opinii na kontrowersyjne tematy, na przykład działalności środowisk feministycznych, czy łamania przepisów dotyczących bezpieczeństwa obywateli w czasie pandemii. To jest nie do pogodzenia ze społeczną funkcją wolnych mediów, które są obserwatorem życia publicznego i maja stać na straży państwa prawa (art. 2 Konstytucji RP).

 

W związku z powyższym, kierując się koniecznością ochrony praw człowieka i obywatela, CMWP SDP przesłało opinię amicus curiae w powyższej sprawie do Sądu Okręgowego w Gliwicach.

 

Opinia amicus curiae CMWP SDP w sprawie red. Pawła Gąsiorskiego pozwanego z art. 212 kk za zniesławienie gminy Rędziny

Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP działające jako amicus curiae w sprawie red. Pawła Gąsiorskiego przesłało do Sądu Rejonowego w Częstochowie opinię amicus curiae (“przyjaciela sądu”)  w związku z postępowaniem z art. 212  k.k. z oskarżenia Gminy Rędziny przeciwko red. Pawłowi Gąsiorskiemu . Wyrok w tej sprawie ma być ogłoszony 23 listopada.

 

Red. Paweł Gąsiorski został oskarżony o opublikowanie w 2019 r. na prowadzonym przez siebie  portalu www.gminaredziny.pl dwóch artykułów na temat wydatków i dochodów związanych z odbiorem, gospodarowaniem i transportem śmieci w Gminie Rędziny. Teksty te zostały także opublikowane na profilu gminy na portalu Facebook.  Według aktu oskarżenia, gmina została zniesławiona  m.in. sformułowaniem “gmina nieźle zarabia na Waszych odpadach”,  “mieszkańcy za dużo płacą za śmieci”, co  rzekomo spowodowało utratę zaufania do gminy Rędziny przez mieszkańców. Gmina nie zwróciła się do portalu o sprostowanie treści artykułu ani w części, ani w całości.  W toku postępowania sądowego Paweł Gąsiorski nie przyznał się do zarzucanego mu czynu i w tym zakresie złożył wyjaśnienia. Zgodnie z jego linią obrony, nie uchybił on wymogom art. 12 ust. 1 ustawy – Prawo prasowe, dochowując wskazanej przez ustawodawcę staranności i rzetelności. Podniósł również, że gmina nie może oskarżycielem prywatnym w niniejszej sprawie.

 

W swojej opinii CMWP SDP podkreśla, iż zastrzeżenia oskarżonego dziennikarza dotyczące braku legitymacji procesowej (formalnej) po stronie gminy są słuszne.  Gminny samorząd terytorialny jest upoważniony do załatwiania lokalnych spraw publicznych, które zostały ustawowo włączone do zakresu jego działania. Art. 6 ust. 1 ustawy z dnia 8 marca 1990 r. o samorządzie terytorialnym stanowi, że do zakresu działania gminy należą wszystkie sprawy publiczne o znaczeniu lokalnym, niezastrzeżone ustawami na rzecz innych podmiotów. Z art. 7 ust. 1 w/w ustawy wynika, że do zadań własnych gminy należy zaspokajanie potrzeb zbiorowych wspólnoty. Ustawa nakłada więc na gminę obowiązek podejmowania takich działań na rzecz wspólnoty lokalnej, które mieszczą się w zakresie działania gminy i służą realizacji ogólnych, wspólnych kategorii interesów tej społeczności. Ponadto, nie wszystkie działania podejmowane przez jednostki gminnego samorządu terytorialnego mogą zostać uznane za spełniające przesłanki publicznego charakteru oraz lokalnego znaczenia (w rozumieniu ustawy o samorządzie gminnym), jeżeli nie zostały tak wyraźnie zakwalifikowane w przepisach. Wniesienie przez wójta w imieniu gminy prywatnego aktu oskarżenia nie spełnia przesłanki zaspokajania zbiorowych potrzeb wspólnoty lokalnej i wykracza poza ustawowe kompetencje gminy. Legitymowanym formalnie do wniesienia aktu oskarżenia mógłby być hipotetycznie wójt gminy jako osoba fizyczna i to jedynie w przypadku, gdyby jego osobiście dotyczyły zarzuty mogące wyczerpywać przesłanki zniesławienia. W wyroku z 10 sierpnia 2004 r., sygn. akt III SA/Lu 370/04 Wojewódzki Sąd Administracyjny w Lublinie wskazał, że uprawnionymi do wniesienia aktu oskarżenia o zniesławienie z art. 212 § 1 k.k. mogą być radni rady gminy oraz wójt gminy jako osoby fizyczne (lub grupa osób), a nie jako organy gminy.

 

Niezależnie od powyższego,  CMWP SDP zwróciło uwagę, że opinie formułowane przez Pawła Gąsiorskiego w inkryminowanych artykułach należy rozumieć jako działanie nakierowane na wyjaśnienie sprawy oraz zwrócenie na nią uwagi opinii publicznej. Zgodnie z art. 10 ust. 1 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, każdy ma prawo do wolności wyrażania opinii. Prawo to obejmuje wolność posiadania poglądów oraz otrzymywania i przekazywania informacji i idei bez ingerencji władz publicznych i bez względu na granice państwowe. Artykuł 19 Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka stanowi, że „Każdy człowiek ma prawo wolności opinii i wyrażania jej; prawo to obejmuje swobodę posiadania niezależnej opinii, poszukiwania, otrzymywania i rozpowszechniania informacji i poglądów wszelkimi środkami, bez względu na granice.” Natomiast w myśl artykułu 19 ust. 2 Międzynarodowego Paktu Praw Obywatelskich i Politycznych: „Każdy człowiek ma prawo do swobodnego wyrażania opinii; prawo to obejmuje swobodę poszukiwania, otrzymywania i rozpowszechniania wszelkich informacji i poglądów, bez względu na granice państwowe, ustnie, pismem lub drukiem, w postaci dzieła sztuki bądź w jakikolwiek inny sposób według własnego wyboru.” Wreszcie, zgodnie z art. 54 ust. 1 Konstytucji RP, każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji.

 

W ocenie CMWP SDP  samo oskarżenie red. Pawła Gąsiorskiego stanowi poważne naruszenie jego praw obywatelskich w zakresie wolności słowa. Należy podkreślić, że gmina nie skorzystała z możliwości złożenia wniosku o sprostowanie zawartych w artykułach prasowych treści, które uważa za nieprawdziwe lub nieścisłe. W tym kontekście argumentacja zawarta w akcie oskarżenia budzi poważne wątpliwości, bowiem kluczowym elementem sprawy wydaje się raczej chęć ukarania „nieprawomyślnego” dziennikarza za publikację niż rzeczywiste dążenie do wyjaśnienia stanu faktycznego i obrony dobrego imienia samorządu.

 

CMWP stoi w związku z tym na stanowisku, że wniesiony w niniejszej sprawie akt oskarżenia stanowi tzw. SLAPP (strategic lawsuit against public participation), tzn. akcję procesową nakierowaną na faktyczne ograniczenie praw obywatelskich w zakresie wolności słowa, poprzez zniechęcenie red. Pawła Gąsiorskiego do podejmowania tematyki gospodarki finansowej gminy Rędziny.  Akcja ta nie służy więc założonym przez ustawodawcę celom, lecz w istocie tłumieniu krytyki, która stanowi przecież niezbędny element społeczeństwa obywatelskiego. Przyczynia się do niszczenia wolnej debaty, godząc w jeden z fundamentów porządku prawnego Rzeczypospolitej Polskiej, jakim jest wolność słowa. W konsekwencji, ewentualne skazanie dziennikarza spowodowałoby tzw. efekt mrożący i byłoby nie do pogodzenia z aktywizmem społecznym obywateli, którzy w interesie publicznym mają prawo żądać wyjaśnień, wyświetlać kontrowersyjne sprawy, krytykować i bronić w ten sposób państwa prawa (art. 2 Konstytucji RP).

 

Wypada dodać, że na Zachodzie Europy byłoby nieprawdopodobne, aby dziennikarz został skazany wyrokiem karnym za krytykę działań gminnej jednostki samorządu terytorialnego, a w każdym razie musiałaby to być sytuacja zupełnie wyjątkowa. Wynika to z faktu, iż skazywanie za krytykę organów publicznych nie mieści się w europejskich standardach wolności słowa. Skazania w takich sprawach wciąż jednak zdarzają się w krajach, które dawniej znajdowały się za żelazną kurtyną i stanowi to w dużej mierze pozostałość minionej epoki historycznej. Obecnie, praktyka orzecznicza polskich sądów szeroko nawiązuje do dorobku doktryny i orzecznictwa z zakresu wolności słowa, wypracowanego w tym zakresie w krajach Unii (a poprzednio Wspólnoty) Europejskiej. Powyższe należy również uwzględnić w niniejszej sprawie, biorąc pod uwagę orzecznictwo krajowe i zagraniczne odnoszące się do tej materii. Z orzecznictwa ETPCz wynika bowiem, że zakres dopuszczalnej krytyki organów publicznych jest znacznie szerszy. „Najwyższy poziom ochrony przysługuje wypowiedziom dotyczącym polityków i urzędników wysokiego szczebla, przy czym krytyka może być skierowana przeciwko państwu, rządowi i innym instytucjom państwowym” (Akta praw człowieka nr 18, Wolność wypowiedzi w Europie – orzecznictwo dotyczące artykułu 10 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka – cyt. za: D. Bychawska – Siniarska, „Ochrona Prawa do wolności wyrażania opinii na mocy Europejskiej Konwencji Praw Człowieka”, wyd. Rady Europy).

 

Mając powyższe na względzie, kierując się celem ochrony praw człowieka i obywatela, CMWP przedstawia niniejszą opinię.

 

 

dr Jolanta Hajdasz, dyrektor CMWP SDP

 

 Michał Jaszewski, doradca ds. prawnych SDP

 

Warszawa, 19 listopada 2021 r.

 

Poseł Borys Budka przeciwko red. Tomaszowi Sakiewiczowi. Sprawa objęta monitoringiem CMWP SDP

16 listopada br. w Sądzie Okręgowym w Gliwicach odbyła się kolejna rozprawa cywilna z powództwa Borysa Budki przeciwko Tomaszowi Sakiewiczowi i spółce Niezależne Wydawnictwo Polskie. Poseł Platformy Obywatelskiej zarzuca redaktorowi naczelnemu Gazety Polskiej, że poprzez publikację okładki swojego tygodnika naruszył jego dobra osobiste. Chodzi o wydanie z 10 listopada 2020 r., na którym polityk – w towarzystwie innych osób oraz na tle logotypów niektórych mediów i ugrupowań – został opatrzony podpisem „oni roznieśli zarazę i śmierć”. Okładka odnosi się wprost do ugrupowań oraz osób będących twarzą demonstracji przeciwko wyrokowi Trybunału Konstytucyjnego z października ub.r.

 

Sprawa jest objęta monitoringiem CMWP SDP. Rozprawa odbyła się w formie online i trwała 1,5 godziny. W złożonym pozwie Borys Budka domaga się zapłaty 10 tys. zł zadośćuczynienia na rzecz Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy oraz publikacji przeprosin na okładce Gazety Polskiej zarówno w formie papierowej jak i elektronicznej.

 

Zeznania Borysa Budki

 

Budka, zeznając jako pierwszy, mówił: To nie jest pismo satyryczne, to nie jest karykaturalny rysunek. To jest okładka, która jest umieszczona w periodyku – nie mnie oceniać jakość – który istnieje w wielu witrynach kiosków i na niektórych stacjach benzynowych. Każdy, kto zetknie się z tego typu okładką i z tak kategorycznym stwierdzeniem może w sposób absolutnie nieuprawniony i niezgodny z faktami dojść do wniosku, że jestem jedną z osób, które zawiniły jakiejś nieokreślonej zarazie czy śmierci. Ówczesny szef PO twierdził, że po publikacji zaczęły zgłaszać się do niego anonimowe osoby, oskarżając go o śmierć ludzi, którzy nie mieli nic wspólnego z propagowanymi przez niego demonstracjami. To bardzo mocno odbiło się na mojej psychice – wspominał polityk.

 

Budka twierdził, że jego udział w maseczce na demonstracji nie miał najmniejszego związku ze wzrostem zachorowań na COVID-19. Gdyby tak było, to nie przypuszczam, by pozwany [red. Sakiewicz – przyp. red.] 2 tygodnie temu wzywał do udziału w tzw. Marszu Niepodległości w Warszawie. Nie ma gorszego oskarżenia osoby publicznej – apelował – aniżeli oskarżenie o przyczynienie się do śmierci. Można nie zgadzać się publicznie, ale są jakieś granice.

 

Zdaniem Borysa Budki publikowane przez niego treści w Internecie, dotyczące protestów przeciwko wyrokowi TK, miały wyłącznie charakter informacyjny; nie zaś zachęcający do udziału w manifestacji. Na pytanie red. Tomasza Sakiewicza o to, czy był świadom obowiązującego wówczas zakazu masowych zgromadzeń, były lider PO stwierdził, że nie było podstawy prawnej do wydania określonych obostrzeń. Nie uznawałem ministra zdrowia [min. Szumowskiego – przyp. red.] za jakiś wielki autorytet w tej sprawie chociażby po aferze respiratorowej” – przyznał otwarcie poseł – Jestem prawnikiem, a nie lekarzem. Nie zajmuję się śledzeniem tego typu informacji – oświadczył Borys Budka. Czyli prawo Pana nie dotyczy, a o ostrzeżeniach lekarzy Pan nie słyszał? – odpowiedział T. Sakiewicz.

 

Przesłuchanie red. Tomasza Sakiewicza

 

Redaktor naczelny Gazety Polskiej rozpoczął swoje zeznania od stwierdzenia, iż od samego początku trwania epidemii przyłożył wielką wagę do walki z COVID-19 i spraw związanych z bezpieczeństwem, powiedział wprost : bardzo ostro krytykowaliśmy polityków ze wszystkich stron, w tym również ze strony prawej, którzy nawoływali do łamania obostrzeń. Red. Tomasz Sakiewicz powoływał się na liczne wypowiedzi lekarzy i innych specjalistów, którzy apelowali, by nie organizować zgromadzeń publicznych, jako źródeł masowych zakażeń i śmierci. W tym czasie grupa polityków i osób publicznych podjęła decyzję odwrotną do obowiązującego prawa, zaleceń lekarzy i powszechnej wiedzy medycznej, nakłaniając i zachęcając ludzi do uczestnictwa w masowych demonstracjach tylko po to, żeby uzyskać dodatkowe poparcie polityczne. Nie było w tym żadnego istotnego celu społecznego. Faktycznie to poparcie uzyskali – wbrew temu, co mówi Pan Borys Budka. Rzeczywiście: chwilowe poparcie kosztowało śmierć bardzo wielu ludzi. Redaktor naczelny  Gazety Polskiej zaznaczył, że od samego początku trwania epidemii konsekwentnie podchodzi do kwestii związanej z bezpieczeństwem: Doprowadziłem do ukarania osób funkcyjnych w moich mediach, które nie przestrzegały obostrzeń epidemiologicznych. Tym bardziej uważałem, że należy napiętnować osoby publiczne, które zachowują się nieodpowiedzialnie. A zachowanie Pana Borysa Budki było przykładem skrajnej nieodpowiedzialności i egoizmu politycznego, w którym kosztem ofiar dąży się do uzyskania kilku procent poparcia. Tomasz Sakiewicz zwrócił uwagę, że obecna sytuacja diametralnie różni się od tej sprzed roku: Różnica pomiędzy obecnym Marszem Niepodległości czy jakąkolwiek dzisiaj demonstracją a tamtymi wydarzeniami jest taka, że każdy, kto chce, może się zaszczepić.

 

Na pytanie Sądu o napis umieszczony na okładce tygodnika naczelny Gazety Polskiej stwierdził, iż roznoszenie zarazy i śmierci odwołuje się do tego, że masowe demonstracje – do których nawoływały te osoby publiczne – prowadziły do roznoszenia zarazy i śmierci”. Zdaniem red. T. Sakiewicza nawoływanie do uczestnictwa w demonstracjach jest bardziej niebezpieczne niż zarażenie się samemu. Jeśli poprzez publikację okładki Gazety Polskiej – przez którą stoję dziś przed sądem – udało mi się ocalić choćby 1 ludzkie życie, to jestem gotów ponieść 10 takich kar, jakie chce nałożyć na mnie cenzura z Platformy Obywatelskiej – podsumował sprawę red. Tomasz Sakiewicz.

 

Ogłoszenie wyroku  w tej sprawie ma nastąpić 30 listopada br.

 

Sprawa jest objęta monitoringiem CMWP SDP (czytaj TUTAJ).

 

Tekst i zdjęcia : Anna Maria Szczepaniak

 

GIP potwierdza zarzuty operatora Kamila Różalskiego w stosunku do TVN. Sprawę monitoruje CMWP SDP

Główna  Inspekcja Pracy potwierdza, iż warunki, w  jakich Kamil Różalski, były operator telewizji TVN „wykonywał czynności na podstawie umowy cywilnoprawnej”  są charakterystyczne dla stosunku pracy i w związku z tym  GIP skierowała do jego pracodawcy czyli telewizji TVN wniosek o przekształcenie tzw. umów śmieciowych, jakie zmuszony był on podpisać, w  umowy o pracę. Główna Inspekcja Pracy przesłała  Kamilowi Różalskiemu tę ocenę pismem  z 5 listopada 2021 r.  Kontrolujący potwierdzili także, że na podstawie takich  kontrowersyjnych umów  w TVN SA na dzień 24 lutego 2021 r. pracowały 1863 osoby. Sprawa jest objęta monitoringiem CMWP SDP.  

 

Sekcja Kontroli Wewnętrznej Głównej Inspekcji Pracy prowadziła w tej sprawie czynności kontrolne  w okresie 27 maja – 22 października 2021 r.  Wg szacunkowych wyliczeń grupy byłych pracowników TVN wspierających p. Kamila Różalskiego , pozbawiając tych pracowników umów o pracę,  TVN S.A. nie odprowadziła do ZUS -u  ponad 450 mln. zł należnych składek i jednocześnie pozbawiła tym samym ponad 1800 osób prawa do urlopu, opieki medycznej, a w przyszłości zapewne i emerytury.

 

O decyzji GIP  poinformował  na swoim profilu na Facebooku Kamil Różalski. Przypomniał m.in. iż ma ona swój początek w sierpniu 2019 , gdy pozbawieni etatów pracownicy rozpoczęli batalię o swoje prawa zwracając się bezpośrednio do zarządu Discovery Inc.  To kompletnie kompromituje TVN S.A. oraz amerykańskiego właściciela – Discovery, Inc. pozbawiając ich prawa do powoływania się na etykę” –  napisał Kamil Różalski .Amerykanie woleli jednak złamać prawo oraz własny Kodeks Etyki (naruszenie anonimowości sygnalistów) oraz zastosować w stosunku do nas odwet. Woleli to, niż naprawić bagno w TVN, bo dzięki temu więcej pieniędzy można było wywieźć z Polski.W kontekście wyników kontroli dotychczasowe oświadczenia prasowe TVN S.A., że firma nie łamie prawa w obszarze zatrudnienia, okazują się cynicznym kłamstwem.

 

Wpis  Kamila Różalskiego jest TUTAJ.

 

GIP w swoim piśmie zaznaczył także, iż pracodawca, czyli TVN SA „przedstawił odmienne stanowisko od prezentowanego przez inspektora pracy”  i twierdzi, że sposób wykonywania pracy przez Kamila Różalskiego „nie uzasadnia twierdzenia, aby była to współpraca w warunkach charakterystycznych dla umowy o pracę” .  Oznacza to, iż osoba zainteresowana uzyskaniem statusu pracownika będzie zmuszona wystąpić do sądu pracy z powództwem przeciwko pracodawcy o ustalenie istnienia stosunku pracy.

 

Kamil Różalski był zatrudniony w latach 1998 – 2012 na podstawie umowy o pracę w TVN S.A. na stanowisku operatora kamery. Wówczas odprowadzane były za niego składki na ubezpieczenie emerytalne i społeczne. Wskutek presji pracodawcy miał być zmuszony do rozwiązania umowy o pracę za porozumieniem stron i przejścia na pracę w ramach umowy o dzieło lub umowy w ramach działalności gospodarczej. W konsekwencji p. Różalski świadczył pracę w taki sposób, jak wykonuje się ją na podstawie umowy o pracę, zamiast której mógł podpisać jedynie umowę o dzieło, lub prowadzić jednoosobową działalność gospodarczą. Jak wyjaśnia p. Kamil Różalski w piśmie przesłanym do wiadomości CMWP SDP: od początku 2013 roku, gdy zwracałem przełożonym uwagę na niezgodną z prawem formę zatrudnienia oraz na zmuszanie mnie do pracy po kilkanaście godzin dziennie oraz inne patologie, konsekwentnie stawałem się ofiarą mobbingu oraz wykluczenia zawodowego w konsekwencji czego ograniczano mi pracę. (…) Z roku na rok w wyniku działań pracodawcy otrzymywałem coraz mniej pracy mimo posiadania przeze mnie bardzo wysokich kwalifikacji. I tak z operatora pracującego przy najważniejszych programach typu „Mam Talent”,”You Can Dance-Po Prostu Tańcz” czy serialu „Na Wspólnej” zostałem zdegradowany do studia DD TVN  2-3 razy w tygodniu . (…) Stan ten trwał ponad 7 lat: od dnia 1 stycznia 2013 roku do kwietnia, a właściwie września 2020 roku, gdy bez podania przyczyn straż TVN otrzymała polecenie, by nie wpuszczać mnie do siedziby firmy. Chciałbym jeszcze raz podkreślić, że zarówno ja, jak i inne osoby, które rozwiązały swoje umowy o pracę za porozumieniem stron, zostały do tego zmuszone szantażem (…).  Szantaż polegał na tym, że … (imię i nazwisko do wiadomości CMWP SDP) informował osobiście podczas rozmowy, że osoba, która nie rozwiąże swojej umowy za porozumieniem stron, nigdzie nie znajdzie pracy.

 

Grupa byłych pracowników stacji TVN złożyła w ZUS zgłoszenie sygnalizujące poważne nieprawidłowości w relacjach z pracodawcą 7 października 2019 roku, jednak realne działania w tym zakresie podjęto dopiero wiosną 2021 r.  Wg informacji osób, które wystąpiły z wnioskiem o kontrolę  ZUS – u  w spółce TVN S.A.,  w podobnej, jak opisana przez nich sytuacji, jest blisko 1800 współpracowników tej telewizji.  Dlatego poseł Piotr Sak zwrócił się  w tej sprawie z interwencja poselską do ZUS-u oraz do Głównej Inspekcji Pracy (czytaj TUTAJ).

 

W związku z zawiadomieniem o wszczęciu postępowania z urzędu w sprawie podlegania  Kamila Różalskiego, byłego operatora Telewizji TVN,  ubezpieczeniom społecznym u płatnika składek TVN S.A., Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP objęło tę sprawę monitoringiem pod kątem przestrzegania praw osób ubezpieczonych zatrudnionych u wskazanego wyżej płatnika składek. Mając na uwadze, że działania płatnika składek, jak również opóźnienie czynności ZUS w niniejszej sprawie mogą stwarzać zagrożenie dla konstytucyjnych praw p. Kamila Różalskiego oraz innych osób w zakresie zabezpieczenia społecznego (art. 67 Konstytucji RP), podjęcie monitoringu niniejszej sprawy jest uzasadnione i konieczne, gdyż mogło mieć wpływ na realizację zasady wolności słowa, biorąc pod uwagę zatrudnienie Kamila Różalskiego i innych osób  w spółce medialnej (czytaj TUTAJ).

 

W związku z wszczęciem monitoringu w sprawie zostało skierowane pismo do ZUS z  prośbą o wyjaśnienie, czy  postępowanie w sprawie objęcia ubezpieczeniami społecznymi dotyczy wyłącznie p. Kamila Różalskiego, czy także innych osób, a jeżeli tak, to ilu. Poprosiliśmy także o dodatkowe informacje:  jakiego okresu czasu dotyczy postępowanie (lub postępowania), z jakiej przyczyny tut. Oddział ZUS nie podjął działań wcześniej, zważywszy, że wg posiadanych informacji p. Kamil Różalski wraz z grupą osób wniósł skargę w 2019 r.  oraz czy ZUS przeprowadził w tej sprawie kontrolę u płatnika składek i czy taka kontrola jest lub będzie prowadzona. Pismo w tej sprawie zostało wysłane do ZUS (III Oddział w Warszawie) 17 maja b.r.  W piśmie do CMWP SDP z 21 czerwca b.r.  ZUS potwierdził prowadzenia kontroli u płatnika składek czyli w firmie TVN S.A.  Kolejne pismo z prośbą o informacje o wyniku kontroli zostało wysłane z CMWP SDP do ZUS-u 3 listopada 2021 r. Na to pismo  CMWP SDP jeszcze nie otrzymało odpowiedzi.

 

CMWP obejmuje monitoringiem sprawę z powództwa Borysa Budki przeciwko red. Tomaszowi Sakiewiczowi

W związku z pozwem wniesionym przez Pana Borysa Budkę przeciwko Redaktorowi Tomaszowi Sakiewiczowi  redaktorowi naczelnemu „Gazety Polskiej” i „Gazety Polskiej Codziennie” Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP zawiadamia o objęciu niniejszej sprawy monitoringiem pod kątem przestrzegania praw człowieka i obywatela, szczególnie w zakresie wolności słowa i prasy.

 

Ówczesny przewodniczący Platformy Obywatelskiej Borys Budka zarzuca redaktorowi Tomaszowi Sakiewiczowi naruszenie dóbr osobistych poprzez publikację okładki tygodnika „Gazeta Polska” z dnia 10 listopada 2020 roku z jego wizerunkiem. „Oni roznieśli zarazę i śmierć” –  głosi tytuł na tej okładce, ilustrowanej zdjęciami szefa PO, a także m.in. prezydenta Warszawy Rafała Trzaskowskiego i jednej z liderek Ogólnopolskiego Strajku Kobiet Marty Lempart. „Po wielkich protestach zwolenników aborcji na życzenie drastycznie wzrosła liczba zarażonych korona wirusem” – wyjaśnia redakcja kontekst okładki wewnątrz numeru tygodnika.  Borys Budka domaga się przeprosin na okładce „Gazety Polskiej”, jak również na stronie internetowej tej gazety, oraz  zapłaty 10 tys. zł na Fundacji Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Pozwanym jest  zarówno redaktor naczelny „Gazety Polskiej”  Tomasz Sakiewicz, jak i spółka Niezależne Wydawnictwo Polskie.

 

W związku z powyższym CMWP zamierza przedstawić opinię w charakterze amicus curiae (tzw. „opinii przyjaciela sądu”), jako że jest to uzasadnione celami naszej organizacji oraz potrzebą ochrony istotnych dóbr chronionych prawem, w tym konstytucyjnych praw i wolności. W przypadku wydania opinii zostanie ona niezwłocznie przekazana Sądowi. Na obecnym etapie CMWP prowadzi monitoring sprawy, zgodnie z przepisami prawa oraz wskazanymi wyżej celami i kryteriami.

 

Zdjęcie :  pierwsza rozprawa w procesie wytoczonym przez  Borysa Budkę redaktorowi naczelnemu „Gazety Polskiej” i „Gazety Polskiej Codziennie” Tomaszowi Sakiewiczowi oraz spółce Niezależne Wydawnictwo Polskie Sp. z o.o., 28 czerwca 2021, I Wydział Cywilny Sądu Okręgowego w Gliwicach, rozprawa odbyła się w trybie zdalnym; zrzut ekranu ze strony niezależna.pl (https://niezalezna.pl/401019-budka-pozwal-sakiewicza-za-okladke-gazety-polskiej-dzis-ruszyl-proces?msnc)

 

Sporna okładka „Gazety Polskiej” z 10.listopada 2020 r.