„Dlaczego milczycie, kiedy nas zabijają?”- pyta biskup ze Lwowa biskupów niemieckich. KOMENTARZ JOLANTY HAJDASZ

Swój komentarz rozpoczynam od wstrząsającego listu biskupa pomocniczego w Archidiecezji Lwowskiej Edwarda Kawy. List ten opublikował w swoim najnowszym numerze Kurier Galicyjski, niezależna gazeta Polaków na Ukrainie. List ten skierowany jest do biskupów i katolików z Rosji Białorusi i Niemiec.

Dlaczego milczycie, kiedy nas zabijają? – pyta biskup Edward Kawa i zwraca się bezpośrednio do swoich „braci w pełni chrystusowego kapłaństwa” czyli do biskupów Niemiec, którzy walczą o prawa mniejszości i upominają się o zmiany klimatyczne, zwraca się do milczących biskupów Rosji i Białorusi oraz do wszystkich katolików z tych krajów i pyta wprost – gdzie jest wasz głos solidarności z ofiarami putinowskiej Rosji, gdzie wasze akty miłości bez których nasza wiara chrześcijańska jest martwa. Niektórzy przywódcy waszych krajów popierają agresję, inni są jej źródłem, a wy milczycie. Czy to jest wasza wersja chrześcijaństwa? – pyta biskup.

Biskup, który napisał te słowa, posługuje we Lwowie, usłyszałam o jego liście w Radiu Wnet w środę 2 marca rano. W relacji ze Lwowa w Radiu Wnet znający bp Kawę dziennikarz opisał jak on teraz sam jeździ swoim samochodem i rozwozi potrzebne rzeczy ludziom, pomaga cały czas. Dziennikarz podkreślił, że biskup już cztery razy „leżał na ziemi”, bo także jego samochód kontrolowały ukraińskie chłopaki, którzy, zachowując czujność przed dywersantami sprawdzają wszystkich po kolei. Jak się wyraził dziennikarz, „szczęka im opadła” gdy dowiedzieli się, kogo potraktowali w taki   sposób. Piszę o tym, dlatego, by pokazać jego jednoznaczną postawę, która dzisiaj daje biskupowi moralne prawo do surowej oceny innych i formułowania prostych sądów na temat dobra i zła. To jest wojna, a w niej trzeba słowem i czynem pokazać, po której się jest stronie.

24 lutego 2022 roku Rosja rozpoczęła zbrojną agresję przeciwko Ukrainie. Jak napisaliśmy w naszym oświadczeniu ZG SDP z 25 lutego, wojska rosyjskie naruszyły integralność i suwerenność państwa sąsiadującego z Polską, zagrażając bezpieczeństwu wszystkich narodów mieszkających w naszej części Europy. Wojna oznacza śmierć i tragedie bezbronnych ludzi, paraliż gospodarki, chaos i zniszczenia w stopniu niewyobrażalnym dla nas wszystkich. Myślę, że wszyscy jesteśmy dumni z naszego kraju, który tak dzielnie pomaga Ukrainie, z ogromnym entuzjazmem i zaangażowaniem wspiera ukraińskich uchodźców.  Prawdziwych, a nie takich podstawionych, z jakimi mieliśmy do czynienia jeszcze kilka tygodni temu na granicy polsko białoruskiej. Granicy, którą szczególnie jesienią atakowała rzesza młodych mężczyzn, dziś na granicy z Ukrainą widzimy kobiety i dzieci, mężczyźni nawet jeśli je przywożą, to zaraz wracają bronić swego kraju. Polska jest państwem który już teraz przyjął najwięcej ukraińskich uchodźców, bo przecież wszyscy widzimy ich sytuację i to, że naprawdę potrzebują pomocy. Na szczęście zamilkli ci, którzy tak teatralnie upominali się o otwieranie granic dla pseudo uchodźców i podstawionych emigrantów, oni dziś milczą i nie mają nic do powiedzenia, nie przeproszą nikogo za swoje słowa i obrażanie nas wszystkich epitetami o rasizmie i ksenofobii. To już przeszłość.

Dziś wszyscy mamy do czynienia z bezprzykładnym aktem międzynarodowego bandytyzmu i zbrodni wojennych. Tragedia niewinnych ludzi, jakiej doświadczają dziś Ukraińcy, wymaga od nas, od dziennikarzy, przestrzegania najwyższych standardów etycznych i zawodowych. Ich podstawą jest jednak odróżnienie agresorów od ofiar, tych, którzy napadają, od tych którzy się bronią. Dlatego tak ważne są dziś sankcje i ich bezwzględność, tylko w ten sposób możemy wyrazić naszą solidarność z broniącą swej niepodległości i suwerenności Ukrainą i wyrazić nasz sprzeciw wobec pogwałcenia wszelkich norm prawa międzynarodowego przez reżim Władimira Putina.

W dzisiejszym świecie nie jest to takie proste, mamy przykład z tzw. naszego podwórka, czyli świata mediów. Pisaliśmy już o tym na portalu sdp.pl, ale przypomnę podstawowe fakty.

W odpowiedzi na barbarzyńską agresją Rosji na Ukrainę Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich zażądało natychmiastowego usunięcia rosyjskich organizacji ze struktur międzynarodowych organizacji dziennikarskich (IFJ, EFJ). W odpowiedzi na ten apel sekretarz generalny Europejskiej Federacji Dziennikarzy, największej na świecie organizacji dziennikarskiej nazwał to żądanie dosłownie „głupim”, bo przecież są także „dobrzy” Rosjanie, którzy wspierają Ukraińców i starają się im pomagać, na przykład organizują w Moskwie protesty przeciwko wojnie. Tylko, że czas na taki relatywizm już się skończył, obecnie nie ma „dobrych” ani „złych” Rosjan. Są Rosjanie i Rosja, która jest agresorem w barbarzyńskiej wojnie z Ukrainą.

Na Ukrainie codziennie umierają niewinni ludzie. Dlatego sankcje muszą dotyczyć WSZYSTKICH rosyjskich organizacji, biznesu, sportu i każdej innej działalności. Gdy wojna się skończy, skończą się sankcje, ale teraz nie ma miejsca na subtelne oceny, co oznacza plakat w ręce Rosjanina „Stop wojnie”. Oczekujemy teraz sankcji wobec wszystkich rosyjskich banków, wszystkich rosyjskich firm, rosyjskich sportowców czy ludzi kultury.  Tylko w ten sposób można powstrzymać agresora.

Zakończę cytując list biskupa Edwarda Kawy ze Lwowa: Niepodległy demokratyczny kraj w samym centrum Europy „jest zmuszany” do pokoju za pomocą czołgów, rakiet i broni automatycznej na cywilów przez kraj, który odebrał im pokój w 2014 r. Armia Rosyjska przyszła do nich w Donbasie i na Krymie przynosząc śmierć i zniszczenie, represje polityczne i strach. Ale oni starali się ze wszystkich sił zachować spokój. Ukraina nikogo nie zaatakowała. Strzelają do nas na waszych oczach, a wy bracia chrześcijanie co robicie w tym czasie? – pyta biskup.

To pytanie było skierowane do Niemców, Rosjan i Białorusinów. Ale odnoszę je do nas wszystkich. Postępujmy dziś tak, byśmy mogli za kilka dni, czy najwyżej tygodni spojrzeć biskupowi prosto w oczy i odpowiedzieć, w jaki sposób pomogliśmy walczącej bohatersko Ukrainie.

Jarosław Marek Rymkiewicz – Poeta, który kochał Polskę

Na cmentarzu w Milanówku odbył się pogrzeb Jarosława Marka Rymkiewicza, wybitnego poety, przez wielu uważanego za jednego z największych polskich współczesnych mistrzów pióra. Rodzina prosiła o uszanowanie prywatnego charakteru uroczystości, dlatego w mediach zapewne nie będzie relacji. Ale pamiętać o Poecie powinni nie tylko miłośnicy jego wierszy.

Jarosław Rymkiewicz to oczywiście nie tylko poeta, to także znawca twórczości Adama Mickiewicza i Juliusza Słowackiego, znawca polskiej literatury, profesor nauk humanistycznych, dramaturg, pisarz, krytyk literacki, eseista, który kochał Polskę i jak dziś czytamy we wspomnieniach o nim – który ukształtował myślenie wielu z Polaków.

Ja chciałabym dodać do tej listy jeszcze jego zasługi w walce o wolność słowa w naszym kraju. Jego jednoznaczna patriotyczna postawa i procesy, jakie w związku z jego wypowiedziami wytoczyła mu Gazeta Wyborcza oraz jego sprzeciw wobec skazujących go na grzywny sądów wzbudzały i budzą szacunek.

Proces, jaki za wypowiedziane słowa wytoczyła mu Gazeta Wyborcza w 2011 r. był dla wielu szokiem – przecież kilka lat wcześniej sama nagrodziła go nagrodą za tom wierszy „Zachód słońca w Milanówku”.  Ale poeta dla tego środowiska był wielkim tylko wtedy, gdy pisał o przyrodzie i domowych zwierzętach i urokach przydomowego ogródka, lub podobnych „neutralnych” tematach.

Przyczyną procesu, jaki wytoczyła mu Gazeta Wyborcza była wypowiedź 77-  letniego wówczas Jarosława Rymkiewicza dla Gazety Polskiej z 2010 r. Bronił wówczas ustawionego na Krakowskim Przedmieściu krzyża i jego strażników, pisał, iż Polacy, stając przy nim, mówią, że chcą pozostać Polakami. Poeta argumentował wtedy: To właśnie budzi teraz taką wściekłość, taki gniew, taką nienawiść – na przykład w redaktorach „Gazety Wyborczej”, którzy pragną, żeby Polacy wreszcie przestali być Polakami i dodał, że redaktorzy Gazety Wyborczej są duchowymi spadkobiercami Komunistycznej Partii Polski.  Według niego rodzice czy dziadkowie wielu z nich byli członkami tej organizacji, która była skażona duchem „luksemburgizmu”, a więc ufundowana na nienawiści do Polski i Polaków. Tych redaktorów wychowano tak, że muszą żyć w nienawiści do polskiego krzyża. Uważam, że ludzie ci są godni współczucia – polscy katolicy powinni się za nich modlić – napisał poeta.

Gazeta Wyborcza nie chciała mu darować słów „spadkobiercy Komunistycznej Partii Polski – od starszego pana, poety, który w gazecie napisał tylko to, co myśli, zażądała przeprosin i 5 tysięcy złotych odszkodowania za naruszenie tzw. dóbr osobistych.  A wolne polskie sądy zajęły się ustalaniem, co to znaczy, że wg kogoś ktoś jest czyimś „duchowym spadkobiercą”. Kolejne instancje skazywały poetę przyznając tym samym, że musi zapłacić to odszkodowanie, a za swoje słowa przeprosić Wyborczą  – a on na to nie chciał się zgodzić. Wspierały go setki osób, które przychodziły do sądu na rozprawy, choć sale sądowe nie mogły ich pomieścić. Po kolejnym skazującym wyroku Jarosław Marek Rymkiewicz wygłosił apel, który dziś można znaleźć w sieci dzięki filmowi Grzegorza Brauna „Poeta pozwany” , apel warto przypomnieć dosłownie, Jarosław Rymkiewicz powiedział wtedy: Wolność słowa będzie teraz w Polsce ograniczana, ale wy moi drodzy nie zważajcie na to, mówcie dalej co chcecie pamiętajcie że jesteście wolnymi Polakami Gazeta Wyborcza nie będzie nami rządzić.  Zarządowi spółki Agora i redaktorom Gazety Wyborczej chce przypomnieć stare polskie przysłowie – musi to na Rusi, a w Polsce jak kto chce .Nie zmusicie nas do milczenia. Rusi tu nie będzie.

Proces ten wśród wielu Polaków budził prawdziwe zdumienie, nie można było zrozumieć, dlaczego wielki giełdowy koncern medialny walczy z kilkoma słowami wypowiedzianymi przez poetę w jednej z gazet, dlaczego z takim uporem dąży do jego skazania, dlaczego sądy tak ochoczo się tym zajmują, zamiast oddalić pozew. Przecież pan Rymkiewicz miał prawo myśleć co myślał i pisać to co myśli.

Warto więc pamiętać, że Jarosław Marek Rymkiewicz był jednym z tych , który miał odwagę poruszać w swojej twórczości poetyckiej najbardziej palące problemy naszej współczesności, np. jeden z najbardziej znanych swoich wierszy  napisał  19 kwietnia 2010 roku,  9 dni po katastrofie smoleńskiej, pisał  o „krwi na fotelach tupolewa zmywanej szlauchem o świtaniu”  i o tym, że to co nas podzieliło – to się już nie sklei, Nie można oddać Polski w ręce jej złodziei, którzy chcą ją nam ukraść i odsprzedać światu (…) Jarosław Marek Rymkiewicz mówił jeszcze, iż literatura nikomu i niczemu nie służy, służyć nie powinna i służyć nie może – ani państwu, ani społeczeństwu, ani politykom, ani gazetom, ani żadnej władzy. Nic ją nie obchodzi, co sądzi o niej społeczeństwo, co sądzi państwo, co sądzi telewizja, co sądzą politycy i partie. Literatura nie jest żebrakiem – mówił poeta – O nic nie prosi i nie czeka na wsparcie. Potrzebuje tylko czytelników, istnieje dlatego, że oni istnieją. I dziękował czytelnikom za to, że czytają jego książki.

My dziś możemy dziękować za dziedzictwo, które Jarosław Marek Rymkiewicz, także nam dziennikarzom, zostawia.  Warto byśmy o nim pamiętali.

Nowe media i stare problemy – JOLANTA HAJDASZ o wolność słowa w krajach Trójmorza

Przygotowany przez Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich „Raport o wolności mediów w krajach Inicjatywy Trójmorza”  jest gotowy. Jego wyniki są zaskakujące – ujawniają wykluczanie z debaty publicznej dziennikarzy o konserwatywnych, prawicowych poglądach i pokazują, jak mocno w mediach tych krajów trzyma się postkomunizm.  

 

Nie mamy mediów, które mówią głosem naszego narodu (Chorwacja) nasze media są prozachodnie, czyli identyfikują się z wartościami LGBT i robią kopiuj – wklej z maszynerii liberalnej Zachodu (Rumunia),  znów mamy nowomowę, która jest narzędziem władzy , słowa homofobia, islamofobia, mowa nienawiści  to jej przykłady (Słowenia), w mediach nie można mówić o chrześcijańskich korzeniach Europy (Chorwacja) – to zdania, które mnie zaskoczyły najbardziej wśród setek zdań zawartych w ankietach, stenogramach z konferencji i opracowaniach zebranych w czasie pracy nad „Raportem o wolności mediów w krajach Inicjatywy Trójmorza”, jaki w ramach projektu „Debata Dziennikarzy II” został przygotowany w Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP. Podsumowując kilkumiesięczną pracę całego zespołu nad „Raportem” pragnę na koniec przedstawić kilka swoich refleksji.

 

Daleko od mainstreamu

 

Na początek zastrzeżenie. Nasz „Raport” nie jest całościowym opracowaniem naukowym, ponieważ  w stosunkowo krótkim czasie jego tworzenia nie sposób opracować tego tak obszernego zagadnienia w sposób całościowy i potwierdzony kwerendą np. w krajowych archiwach. Jego wartość jest jednak niepodważalna. Po raz pierwszy bowiem udało się zebrać w formie opracowania o charakterze materiału źródłowego ulotne i niedostrzegane często opinie i doświadczenia dziennikarzy nie reprezentujących jedynie tzw. media mainstreamowe, czyli te o największym audytorium (najwyższa sprzedaż w sektorze prasy drukowanej, najwyższa słuchalność w radiu, największa oglądalność wśród nadawców telewizyjnych, czy najwyższa tzw. klikalność w internecie) w danym kraju. Wśród krajów Inicjatywy Trójmorza (poza Austrią), wszystkie mają za sobą doświadczenie ustroju komunistycznego, co w znaczący sposób determinuje  do dziś wszystkie etapy przekazywania każdego komunikatu „od nadawcy do odbiorcy”, od decyzji, które z wydarzeń dnia codziennego trafią do mediów, jaki to będzie przekaz, który z bohaterów tego przekazu będzie pozytywnym, a który negatywnym i jakie emocje całe zdarzenie powinno wywołać wśród odbiorców. Wbrew pozorom swobodne dziennikarskie wypowiedzi i opinie zebrane w „Raporcie” mają w mojej ocenie ogromne znaczenie. Pokazują bowiem świat osób wykluczanych z debaty publicznej w sposób wręcz systemowy, nie można bowiem uznać za przypadkowe to, iż powtarzają się w rozmowach i w wypowiedziach dziennikarzy te same tematy, te same nierozwiązywalne na poziomie krajowym problemy.  Nie powinniśmy tych opinii lekceważyć, bo wiele wskazuje na to, że właśnie ci pomijani w głównych mediach dziennikarze są blisko obywateli swoich państw, znają ich problemy i … nie mają tylko gdzie ich prezentować . Mimo mnogości mediów, setek tytułów prasowych, portali internetowych i fortun ich właścicieli. Przytoczone na wstępie opinie nie mamy mediów, które mówią głosem naszego narodu (Chorwacja), nasze media są prozachodnie, czyli identyfikują się z wartościami LGBT i robią kopiuj – wklej z maszynerii liberalnej Zachodu (Rumunia), czy  znów mamy nowomowę, która jest narzędziem władzy , słowa homofobia, islamofobia, mowa nienawiści  to jej przykłady (Słowenia), w mediach nie można mówić o chrześcijańskich korzeniach Europy (Chorwacja) powinny być jak alarm, sygnalizujący, iż daleko jeszcze do wolności mediów, wolności słowa, w krajach, gdzie można sformułować i usłyszeć takie zdania. W sytuacji, w której los, a przede wszystkim zatrudnienie  wypowiadającego ten osąd dziennikarza jest niepewny, trudno opublikować tzw.  twarde dowody na poparcie tych opinii, ale za ich wiarygodność w naszym opracowaniu odpowiadają doświadczeni dziennikarze z Polski, którzy mają bogaty i udokumentowany dorobek zawodowy. Warto ich relacje potraktować bardzo poważnie, bo rzadko ten głos ma szanse znaleźć się w przestrzeni publicznej i to poza własnym krajem. Liczba zatrudnionych dziennikarzy i zagranicznych korespondentów, długi okres funkcjonowania na rynku prasy, wielkość kapitału, jakim się dysponuje oraz odpowiednie pozycjonowanie w wyszukiwarkach w sieci sprawiają, iż jedynym źródłem wiedzy o problemach mediów danego kraju są media mainstreamowe, największe, w których interesie nie jest dopuszczanie do głosu oponentów. Dla porównania to tak  jakby rynek i system polskich mediów opisywać jedynie na podstawie informacji Gazety Wyborczej, bardzo jednoznacznie sprofilowanej pod względem światopoglądu, więc jednoznacznie oceniającej zjawiska życia publicznego w sposób zgodny z własnym systemem wartości, z którego istnienia odbiorca, szczególnie zagraniczny może w ogóle nie zdawać sobie sprawy. Dlatego w Stowarzyszeniu Dziennikarzy Polskich postanowiliśmy opracować „Raport o wolności mediów krajów Inicjatywy Trójmorza” kontaktując się bezpośrednio z dziennikarzami, pracownikami i współpracownikami mediów, koncentrując się na próbie dotarcia także do rozmówców poza mediami mainstreamowymi i najpopularniejszymi wyszukiwarkami internetowymi.

 

Kto, co kiedy i jak?

 

Trójmorze to międzynarodowa inicjatywa gospodarczo-polityczna skupiająca 12 państw Europy położonych w pobliżu mórz Bałtyckiego, Czarnego i Adriatyckiego,  w skład której wchodzą: Austria, Bułgaria, Chorwacja, Czechy, Estonia, Litwa, Łotwa, Polska, Rumunia, Słowacja, Słowenia i Węgry. Wszystkie te kraje, poza Austrią łączy doświadczenie funkcjonowania w ustroju komunistycznym, dlatego postanowiliśmy wyłączyć z tego opracowania Austrię, jedyny kraj, którego społeczeństwo, a co za tym idzie także środki masowego komunikowania, nie mają za sobą doświadczeń komunizmu i postkomunizmu.  Nawiązaliśmy kontakty z dziennikarzami z 11  krajów, odbyliśmy 11 podróży, by się z nimi spotkać. Podstawą przygotowania Raportu końcowego są ankiety dla dziennikarzy – uczestników spotkań i dyskusji panelowych w krajach uczestniczących w projekcie  oraz raporty tzw. koordynatorów, osób z Polski odpowiedzialnych za przygotowanie opracowania w poszczególnych krajach. To znani i doświadczeni dziennikarze, m.in. Grzegorz Górny, Wiktor Świetlik, Wojciech Mucha, Jadwiga Chmielowska, Wojciech Pokora, Iwona Sznajderska, Piotr Hlebowicz, Andrzej Klimczak, czy Monika Pietraszkiewicz. Łącznie w okresie  listopad 2018 – marzec 2019 odbyło się 11 podróży studyjnych do Budapesztu, Bukaresztu, Wiednia, Rygi, Tallina, Zagrzebia, Lubljany, Pragi, Bratysławy, Sofii i Wilna. Koordynatorzy i członkowie SDP uczestniczący w spotkaniach z miejscowymi dziennikarzami zebrali łącznie 43 ankiety od czynnych zawodowo dziennikarzy oraz opracowali 11 raportów na temat wolności mediów w poszczególnych krajach. W opracowaniu przeanalizowano także  blisko 11 godzin zapisu audio-video z Międzynarodowej Konferencji „Wolność ( słowa) kocham i rozumiem”, jaka odbyła się  w Warszawie w Domu Dziennikarza w siedzibie Stowarzyszenia Dziennikarzy  Polskich w dniach 28 luty – 1 marca 2019 r. Materiały te zostały poddane analizie jakościowej i ilościowej, przy czym koniecznie należy zaznaczyć, iż  analiza ilościowa nie jest przeprowadzona na reprezentatywnej próbie, więc jej wyniki są jedynie uzupełnieniem analizy jakościowej. Warto jednak zauważyć, iż dziennikarze w każdym kraju to bardzo specyficzna i mimo pozorów otwartości, hermetyczna grupa zawodowa, nie tak liczna, możliwość poznania jej poglądów i ocen wygłaszanych w swobodnej atmosferze zawodowego spotkania „kolegów po fachu”  jest więc bardzo cenna.  Staraliśmy się dotrzeć do dziennikarzy także z mediów niszowych, prezentujących konserwatywne wartości i prawicowe poglądy. Wszyscy ankietowani są czynnymi zawodowo dziennikarzami wszystkich rodzajów środków masowego komunikowania, zdecydowana większość z nich – 24 osoby pracują w swoim zawodzie ponad 10 lat.  Na 43 osoby, które zdecydowały się wypełnić ankiety 13 osób to dziennikarze ze stażem pracy między 10, a 20 lat pracy w mediach, a 11 osób pracuje ponad 20 lat, co oznacza, iż większość ankietowanych pracuje w zawodzie dziennikarskim na tyle długo, by znać wiele jego aspektów z perspektywy praktyka, osoby czynnej zawodowo w dłuższym czasie.   14 dziennikarzy ma staż pracy krótszy niż 10 lat. Pozostali – 5 osób – to ci, którzy nie podali informacji o tym, jak długo pracują w swoich zawodach. Najstarszy z ankietowanych pochodzi z Węgier i w zawodzie pracuje od 1978 r. , najmłodszy ze Słowacji, pracuje ok. 1 roku. Ponad połowa z nich poinformowała o tym, iż co najmniej dwu –trzykrotnie zmieniali pracę, nierzadko tracąc ją wbrew swojej woli, w zawodzie jestem od 1991 r. przeszedłem drogę od reportera do redaktora naczelnego i z powrotem napisał obrazowo jeden z ankietowanych. Ankiety były anonimowe, ale każdy z uczestników spotkań, który zdecydował się ją wypełnić opisywał swoje doświadczenia zawodowe.

 

Co z tego wynika?

 

Z naszego opracowania wynika jednoznacznie, iż pomimo geograficznej bliskości, dziennikarze z  krajów Inicjatywy Trójmorza mają niewielką (lub zgoła żadną) wiedzę na temat realizacji zasady wolności słowa w innych niż własny krajach, brakuje  bowiem usystematyzowanych opracowań na ten temat. Potwierdziło się także, iż stałą praktyką w naszych krajach stało się czerpanie wiedzy o stanie wolności mediów nawet u bliskich sąsiadów z raportów międzynarodowych organizacji takich jak Freedom House czy Reporterzy Bez Granic, których ustalenia np. na temat stanu wolności mediów w Polsce są w ocenie SDP niezgodne ze stanem faktycznym, a przy tym oparte są na niejasnych kryteriach oraz subiektywnych ocenach osób przygotowujących opracowania dla tych organizacji. Przykładowo  organizacja Freedom House informuje, że media  w Polsce, na Węgrzech, w Rumunii, Bułgarii i Chorwacji są tylko „częściowo wolne” (partly free), a organizacja  Reporterzy Bez Granic w 2018 roku po raz kolejny obniżyła notowania Polski – w rankingu wolności słowa za rok 2018 Polska była dopiero na 58 miejscu ze 180 krajów, a rok później, czyli w 2019 jest sklasyfikowana na 59 miejscu, co oznacza spadek o 41 miejsc w porównaniu do roku 2015. W rzeczywistości nie ma jednak powodów, które racjonalnie mogłyby uzasadnić tak drastyczny spadek. W innych krajach jest  jeszcze gorzej –  w rankingu Reporterów Bez Granic w 2018 Węgry zajmowały miejsce 73, Chorwacja 69, a Bułgaria 111. Jeśli opis sytuacji w tych krajach jest tak „rzetelny” jak ten dotyczący Polski, to jest to sytuacja w najwyższym stopniu niepokojąca. Oznacza bowiem, że niewiele o sobie nawzajem wiemy, a przez to trudniej może się nam współpracować i przeciwdziałać zagrożeniom.

 

Wnioski płynące z opracowania „Raportu” są następujące :

 

  • We wszystkich krajach Inicjatywy Trójmorza transformacja środków masowego komunikowania przebiegła inaczej i doprowadziła do powstania odmiennych systemów prasowych mimo pozorów ich podobieństwa. Stowarzyszenia dziennikarskie, redakcje, medialne instytucje nie mają swoich odpowiedników w poszczególnych krajach, a nawet pozornie podobne organizacje mogą różnić się genezą i wartościami, które reprezentują . Powszechna jest niewiedza,  kto de facto reprezentuje czyje interesy.
  • brak aktualnych , wiarygodnych analiz ekonomicznych dotyczących szeroko rozumianego świata mediów.  Nawet doświadczeni, od lata związani z profesjonalnymi mediami dziennikarze nie wiedzą kto i w jaki sposób finansuje ich miejsca pracy i zarobkowania. Niewielka jest wiedza o  mechanizmach powstawania nawet najbardziej znanych mediów w poszczególnych krajach Inicjatywy Trójmorza  i przyczyn upadku innych. Nie ma powszechnej wiedzy , gdzie takie informacje można znaleźć. Praktycznie nikt nie zna właścicieli mediów, nawet ci dziennikarze, którzy  potrafią wskazać (rzadko) kraj, z którego wg nich pochodzą właściciele mediów, w których pracują , rzadko potrafią  wskazać nazwy konkretnych firm, korporacji, spółek, czy nazwisko rodziny właścicieli
  • Ciągle jeszcze występuje bariera językowa. Mimo składanych powszechnie deklaracji o znajomości języka angielskiego, w praktyce sprowadza się ona do poziomu komunikatywności.  W każdym przypadku,  gdy była możliwość posługiwania się w rozmowach tłumaczem z języka miejscowego, zmieniała się w sposób lawinowy liczba przekazywanych przez dziennikarzy informacji . Mają oni ogromną wiedzę o współczesności swoich krajów, o współczesnych mediach i dzielą się nią mimo realnego dla wielu ryzyka utraty pracy lub dochodów w sytuacji, gdy dadzą się poznać jako reprezentanci „niewłaściwych”, czy „politycznie niepoprawnych” poglądów
  • Wskazane byłoby opracowanie metodologii dla tworzenia własnego dla krajów Inicjatywy Trójmorza  raportu na temat realizacji zasady wolności słowa . Raportu tworzonego  wg jednolitych kryteriów dla wszystkich krajów, np. na wzór Raportu „Reporterów bez granic”, ale z własnymi niezależnymi od istniejących organizacji dziennikarskich  metodami analizy i przede wszystkim niezależnymi źródłami informacji.  Powstające dotychczasowe raporty Freedom Hause i „Reporterów bez granic”są podporządkowane tezom ideologicznym, potwierdzają to dziennikarze z wielu krajów (nie wszyscy).  Pragnę także zaznaczyć, że  nie oznacza to odrzucenia raportu „Reporterów bez granic”, ani opinii, iż organizacja ta   świadomie wypacza obraz wolności mediów oceniając poziom wolności słowa w krajach naszego regionu, ale wiele wskazuje na to, iż w okresie ostatnich 30 lat wytworzyła ona stałe mechanizmy pozyskiwania informacji z  danego kraju i nie uwzględnia ona alternatywnych do mainstreamowych źródeł informacji. Protesty przeciwko nieuzasadnionemu obniżaniu miejsc w rankingach wolności słowa (płynące np. z Polski , czy Węgier) są zupełnie nieskuteczne, widoczna jest więc potrzeba stworzenia alternatywnego narzędzia do opisu sytuacji w mediach
  • W żadnym kraju nie występują  problemy techniczne z dostępem do infrastruktury. W tej dziedzinie dotyczącej świata mediów  z pewnością udało się krajom postkomunistycznym , jakim są kraje Inicjatywy Trójmorza, dogonić Zachód, co tak głośno i powszechnie postulowano w latach 90-tych i późniejszych. Nie ma generalnie żadnych problemów z dostępem do gazet papierowych,  szerokopasmowego internetu, naziemnej telewizji cyfrowej. Warto jednak przypomnieć, że media to nie tylko nowoczesna technika, ale także, a raczej przede wszystkim treść przekazu. Warto ponownie zacząć walczyć o jego jakość i prawdziwość.

 

W mojej ocenie wszystkie wskazane powyżej zagadnienie wymagałyby przeprowadzenia  pogłębionych interdyscyplinarnych badań empirycznych w przyszłości . Konieczne byłyby także opracowania historyczne, ponieważ tylko analiza faktów z przeszłości mogłaby dać nam prawdziwy obraz obecnych mediów. Wyrażam nadzieję, iż SDP będzie zajmowało się nadal tą problematyką i za rok powstanie Raport nr 2 na temat wolności słowa w krajach Inicjatywy Trójmorza. Ufam, że będzie bardziej optymistyczny

 

dr Jolanta Hajdasz, prof. Wyższej Szkoły Umiejętności Społecznych w Poznaniu, dyr. CMWP SDP

 

POBIERZ RAPORT o wolności mediów w krajach Inicjatywy Trójmorza_13062019