Demonstracje przeciwników lex TVN

W ponad stu miastach w Polsce w niedzielę odbyły się demonstracje przeciwników przyjętej w piątek przez Sejm nowelizacji ustawy o radiofonii i telewizji, zwanej lex TVN.

 

W Warszawie liczna manifestacja odbyła się w niedzielę wieczorem pod Pałacem Prezydenckim, przemawiali na niej m.in. przedstawiciele partii opozycyjnych. Oprócz stolicy demonstracje odbyły się także m.in. w Krakowie, Wrocławiu, Łodzi, Białymstoku, Toruniu, Rzeszowie i Zakopanym.

 

Wzbudzającą kontrowersję nowelizację ustawy o radiofonii i telewizji Sejm przyjął w piątek, odrzucając wcześniejsze weto Senatu (pisaliśmy o tym TUTAJ). Zdaniem pomysłodawców, ma ona na celu uszczelnienie i uściślenie obowiązujących od 2004 r. przepisów, które mówią o tym, że właścicielem telewizji czy radia działających na podstawie polskich koncesji mogą być podmioty z udziałem zagranicznym, pozaeuropejskim nieprzekraczającym 49 proc. Nowelizacja krytykowana jest za to, że uderza ona głownie w TVN, którego właścicielem jest amerykański koncern Discovery. Stacja ta zainicjowała akcję zbierania podpisów pod apelem do prezydenta o zawetowanie ustawy medialnej.

 

Swoje stanowisko w sprawie nowelizacji ustawy o radiofonii i telewizji opublikowało Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP. Zdaniem Centrum „proponowane zmiany nie naruszają zasady wolności słowa, a ich celem jest jedynie ochrona rynku medialnego przed przejmowaniem kontroli nad nadawcami przez podmioty spoza EOG (w praktyce – spoza Unii Europejskiej), a więc również z państw mogących stanowić zagrożenie dla bezpieczeństwa Państwa Polskiego” (cały tekst TUTAJ).

 

opr. jka, źródła: Polsatnews.pl, PAP

 

Czy Polska jest republiką bananową? – opinie o „lex TVN”

Sejm RP w piątek przegłosował nowelizację ustawy o radiofonii i telewizji. Zmiany w prawie potocznie nazywane są „lex TVN”. Nowe przepisy teraz czekają na podpis Prezydenta Andrzeja Dudy.

 

Teresa Bochwic, wiceprzewodnicząca KRRiT

 

Jeżeli przepisy tzw. lex TVN wejdą w życie, to uporządkują wątpliwości i system własnościowy zawarty w istniejącej ustawie, ale zburzony przez dodatkowy przepis, który pojawił się w 2004 r. Wolałabym, żeby program TVN nieco się zmienił, ale nikt spółce nie przeszkadza, aby tak ułożyć sprawy własnościowe, że program pozostanie zgodny z planami spółki. Chodzi jedynie o przeniesienie własności do Europejskiego Obszaru Gospodarczego.

Nie widzę podstaw do obaw, że po wejściu w życie nowych przepisów stacja TVN zostanie zlikwidowana. Nie wyobrażam sobie w jakim trybie mogłoby do tego dojść. Chyba, że w trybie rozmaitych kar, wezwań i odebrania koncesji. A na to się nie zanosi. Jeżeli chodzi o koncesję stacji TVN7, która wygasa w lutym, to jeżeli ustawa wejdzie w życie, zostanie ona automatycznie, zależnie od sytuacji, przedłużona o 6 czy 7 miesięcy. Po uporządkowaniu stanu własnościowego stacji zostanie udzielona nowa koncesja.

 

 

Marcin Wolski, publicysta, pisarz

 

Okaże się czy tzw. lex TVN wejdą w życie. Wszystko zależy od podpisu prezydenta. Dużo również zależy od działań TVN. Wystarczy sprzedać kilka akcji i zastosować sprawę deregulacji. To jest najprostsze rozwiązanie. Do zamknięcia stacji droga jest bardzo daleka.

Dla mnie sprawa Lex TVN jest drugorzędna. Ważniejszy jest cały pakiet spraw, które chce wprowadzić rząd, włącznie z reformą wymiaru sprawiedliwości. Wprowadzenie tych wszystkich rozwiązań jest uzależnione od determinacji rządu. Zobaczymy na ile zapowiedzi wprowadzenia tych rozwiązań to prężenie muskułów, a na ile chęć przeprowadzenia swoich zamiarów.

Lex TVN w żaden sposób nie zagraża wolności słowa. Nie chodzi o niszczenie wolnych mediów, o czym głośno krzyczą niektóre portale publikujące teksty w żałobnych ramkach. Przecież nic nie grozi telewizji Polsat. Jeżeli są nawet pewne zagrożenia, nic nie stoi na przeszkodzie, aby TVN częściowo zmienił status właścicielski. Przecież w przepisach jest wyraźnie powiedziane, że nie ma mowy o tym, żeby np. Orlen kupił TVN.

Bardziej boję się zagrożenia wolności słowa ze strony wielkich portali, które są w stanie zablokować konto prezydenta Stanów Zjednoczonych.

Nie wszystko mi się podoba w aktualnej polityce informacyjnej, ale zgadzam się ze słowami jednego z braci Karnowskich, który powiedział, że jeżeli strona przeciwna narzuciła stan wojny, trudno się dziwić, że po stronie propaństwowej widać pewne zwarcie szeregów.

 

 

Jan Ordyński, wiceprezes Towarzystwa Dziennikarskiego

 

Konsekwencje wejścia w życie Lex TVN są negatywne. To przede wszystkim zamknięcie ostatniej stacji telewizyjnej niezależnej od władzy i przekazującej obywatelom prawdziwe informacje.

Władzy zależy na polsatyzacji TVN. Polsat jest obecnie bardzo ugrzeczniony w stosunku do władzy. Kaczyńskiemu zależy, żeby przynajmniej to samo osiągnąć z TVN. Chodzi o to, żeby nie było żadnej krytyki, żeby nie docierały do społeczeństwa informacje niewygodne dla władzy.

Dodałbym do tego jeszcze konsekwencje międzynarodowe. Jesteśmy już skonfliktowani z UE, Czechami, Białorusią, Rosją, ze wszystkimi, którzy nas otaczają. Teraz kropka nad i zostanie postawiona w stosunkach z obecną administracją Stanów Zjednoczonych. Nieodpowiedzialne działania Kaczyńskiego źle wróżą nie tylko stacji TVN, ale przede wszystkim Polsce.

 

 

Krzysztof M. Kaźmierczak, dziennikarz TVP

 

Powinny istnieć regulacje dotyczące wpływów zagranicznego kapitału na media krajowe. Takie rozwiązania prawne istnieją w wielu krajach zachodnich. Nie dziwi mnie, że podjęto taką próbę również w Polsce. Jeszcze nie wiemy co ostatecznie stanie się z tą ustawą. Prezydent nie wyraża jasnego stanowiska wobec przepisów.

Nie traktowałbym tego rozwiązania jako zamachu na jakiekolwiek media, ale próbę regulacji czegoś, co dawno powinno zostać uregulowane.

 

 

Sławomir Jastrzębowski, redaktor naczelny portalu Salon24

 

Czyli ta awantura jest o to, że w Polsce ma być takie prawo właścicielskie w mediach jakie od dawna obowiązuje w Europie? Nie no, hańba! Tym Polakom to się w głowach miesza! Na to zgody nie ma i nie będzie!

Źródło: Twitter

 

 

 

 

 

Jacek Liziniewicz, dziennikarz tygodnika „Gazeta Polska”

 

Dobrze, że TVN24 zajęty jest sam sobą, bo inaczej podawałby za białoruskimi mediami informacje o tym, że żołnierze zakopują masowo migrantów.

Źródło: Twitter.

 

 

 

 

 

 

Grzegorz Kuczyński

 

Czyli jak zamkną TVN, to Biden wywali Polskę z NATO?

Źródło: Twitter

 

 

Joanna Lichocka, posłanka PiS, członkini Komisji Kultury i Środków Przekazu, była dziennikarka

 

Bezprecedensowy atak na polskie państwo i niedopuszczalne groźby wobec polskiego prezydenta. Ten biznes zdaje się sądzić, że Polska to jakaś republika bananowa. Nie, to jest państwo,w którym prawa trzeba przestrzegać a nie omijać. Praworządność – to sobie Panie i Panowie powtarzajcie.

Źródło: Twitter

 

 

 

Rafał A. Ziemkiewicz, publicysta tygodnika „Do Rzeczy”

 

Można ostrożnie powiedzieć, że tak jeszcze niedawno głoszona narracja opozycji „PiS stracił większość parlamentarną” nie znalazła dziś potwierdzenia. (…) Jakby tak Poloczkom pozwolić, to jeszcze będą chcieli, żeby sędziów im jak na Zachodzie wybierali politycy, zamiast sami sędziowie się nawzajem w ramach wsobnej kasty!

Źródło: Twitter

 

 

 

Katarzyna Kolenda-Zaleska, dziennikarka TVN

 

Jeśli nie będzie TVN to już o niczym Pan się nie dowie. Ale oczywiście w rządowej telewizji pełne spectrum tematów prawda? Słyszę, że sporo o podwyżkach gazu, inflacji i drożyźnie. Powodzenia.

Źródło: Twitter

 

 

 

 

Dawid Wildstein, dziennikarz TVP i tygodnika „Gazeta Polska”

 

Czytam reakcje na lexTVN i jestem trochę zdziwiony. Oni wprost mówią, że są własnością USA, że w ten sposób odbieramy możliwości wpływu im na naszą politykę. Że są narzędziem Stanów, więc nie wolno podskakiwać, bo się Waszyngton obrazi. Dość specyficzna i lokajska ta retoryka

W ten straszny dzień, w którym demokracja upadła 43256 raz. Chcę wszystkim przypomnieć słowa Mędrca, samego Węglarczyka. Polacy! Opamiętajcie się! Może są w UE państwa, które mają tego typu regulacje. Ale tam jest inny klimat i kulturę szanują. Trzeba znać swoje miejsce. Pojęli?

Źródło: Twitter

 

 

opr. Tomasz Plaskota

 

Nowelizacja ustawy o radiofonii i telewizji przyjęta przez Sejm

Posłowie odrzucili veto Senatu w sprawie nowelizacji ustawy o radiofonii i telewizji. Teraz dokument czeka na podpis prezydenta Andrzeja Dudy. Przeciwko decyzji Sejmu protestuje TVN Grupa Discovery.

 

Za odrzuceniem sprzeciwu Senatu wobec nowelizacji ustawy radiofonii i telewizji  głosowało 225 posłów Prawa i Sprawiedliwości, trzech Kukiz’15 i jeden niezrzeszony – Łukasz Mejza. Przeciwko było 212 posłów: Koalicji Obywatelskiej, Lewicy, Koalicji Polskiej-PSL, Polski 2050, Porozumienia i kół poselskich. Od głosu wstrzymali się przedstawiciele Konfederacji.

 

Sejmowa Komisja Kultury i Środków Przekazu, w piątek po godz. 13 negatywnie zaopiniowała uchwałę Senatu i zarekomendowała Sejmowi jej odrzucenie. Wcześniej wniosek o zamknięcie obrad komisji złożyła posłanka Lewicy Joanna Scheuring-Wielgus. Twierdziła, że posiedzenie zostało zwołane w zbyt krótkim terminie. Jej wniosek został odrzucony.

 

W trakcie obrad komisji posłowie opozycji, podnosili, że została ona zwołana wbrew regulaminowi Sejmu. Cześć z nich w trakcie głosowania opuściła salę obrad i zapowiedziała złożenie zawiadomienia do prokuratury.

 

Nowelizacja ustawy o radiofonii i telewizji ma na celu uszczelnienie i uściślenie obowiązujących od 2004 r. przepisów, które mówią o tym, że właścicielem telewizji czy radia działających na podstawie polskich koncesji mogą być podmioty z udziałem zagranicznym, pozaeuropejskim nieprzekraczającym 49 proc. Po przyjęciu nowelizacji przez Sejm, krytykowano że uderza ona w stację TVN, której właścicielem jest amerykański koncern Discovery. 9 września odrzucił ją Senat.

 

Na piątkową decyzję Sejmu natychmiast zareagował koncern TVN Grupa Discovery, który w komunikacie nazwał przyjęcie nowelizacji zamachem na wolne media i działaniem wymierzonym  „w największego i najważniejszego polskiego sojusznika, bo to na Stanach Zjednoczonych opiera się polskie bezpieczeństwo i duża część polskiej gospodarki.”

 

Podkreślono, że „TVN Grupa Discovery i Discovery Inc. są zdeterminowane do obrony swoich inwestycji w Polsce i użyją wszystkich środków prawnych, by misja naszych mediów w Polsce była kontynuowana.” Wyrażono też nadzieję, że nowe przepisy zawetuje prezydent Andrzej Duda.

 

opr. jka, źródła: PAP, polskieradio.pl, TVN24, fot. Wikipedia

 

Portal WP.pl najczęściej cytowanym medium w listopadzie

Portal WP.pl kolejny miesiąc z rzędu zajął najwyższą pozycję w  rankingu IMM „Najbardziej opiniotwórcze media w Polsce”.

 

Na informacje z WP.pl inne media powoływały się w listopadzie 4648 razy. Tak dobry wynik portal ten zawdzięcza głównie dzięki głośniej publikacji na temat wiceministra sportu i turystyki Łukasza Mejzy. Na drugim miejscu znalazło się radio RMF FM z wynikiem 3771 wzmianek, a na trzecim Onet.pl, który może się pochwalić liczbą 2740 odniesień.

 

Wśród tytułów prasowych zwyciężyła „Rzeczpospolita” (1551 cytowań), która wyprzedziła „Fakt” (1319 wzmianek) oraz „Gazetę Wyborczą” (1152 cytowania).

 

Najczęściej cytowaną stacją telewizyjną był TVN24 (2563 odniesień), na drugim miejscu znalazł się Polsat News (1821 wzmianek), a na trzecim TVN (1101 cytowań).

 

W kategorii stacji radiowych w pierwszej trójce, poza RMF FM, mamy jeszcze: Radio ZET (1932 cytowania) oraz Polskie Radio24 (1482 odniesienia).

 

Podium wśród najbardziej opiniotwórczych portali zamyka Interia.pl z wynikiem 1866 wzmianek.

 

opr. jka, źródło: IMM

 

Spółka KCI sprzedała część udziałów wydawcy „Rzeczpospolitej”

Holenderska spółka Pluralis za 96,78 mln zł kupiła od kontrolowanego przez Grzegorza Hajdarowicza KCI 40 proc. akcji Gremi Media, wydawcy m.in. „Rzeczpospolitej” i „Parkietu”.

 

O podpisaniu umowy sprzedaży spółka KCI poinformowała w komunikacie giełdowym. Pluralis kupił łącznie 691 299 akcji Gremi Media S.A., stanowiących 40 proc. kapitału spółki i uprawniających do 37,60 proc.  głosów na walnym zgromadzeniu. Jedna akcja została wyceniona na 140 zł. Transakcja zrealizowana będzie w dwóch etapach, w pierwszym właściciela zmieni 346 612 akcji Gremi Media, a w drugiej – 344 687.

 

„Umowa reguluje również zasady ładu korporacyjnego w Gremi Media, a także postanowienia dotyczące prawa pierwokupu, prawa pociągnięcia („drag-along right”) oraz przyłączenia („tag-along right”)” – napisano w komunikacie KCI.

 

Mająca siedzibę w Amsterdamie spółka Pluralis należy do funduszu Media Development Investment Fund (MDIF), belgijskiej firmy medialnej Mediahuis i King Baudouin Foundation. MDIF jest wspierany finansowo przez miliardera George’a Sorosa.

 

Niewiążące porozumienie o sprzedaży 40 proc. akcji Gremi Media spółki KCI i Pluralis podpisały pod koniec listopada (pisaliśmy o tym TUTAJ).

 

opr. jka, źródła: KCI, Wirtualnemedia.pl, fot. Wikipedia

 

Radosław Gruca dziennikarzem śledczym portalu Radiozet.pl

Radosław Gruca dołączył do redakcji portalu Radiozet.pl. Będzie tam dziennikarzem śledczym.

 

W ramach współpracy Gruca ma prowadzić własne śledztwa dziennikarskie, ujawniające nieprawidłowości i nadużycia w kręgach władzy. Będzie również autorem kolejnego podcastu Radiozet.pl, w którym odsłoni kulisy polskiej polityki.

 

Radosław Gruca do lipca 2021 roku był dziennikarzem OKO.Press. Wcześniej pracował w „Fakcie”. W swojej karierze publikował również w „Dzienniku”, „Gazecie Wyborczej” i „Super Expressie”. Jest autorem książek „Hipokryzja. Pedofilia wśród księży i układ, który ją kryje” oraz „Osadzony”.

 

opr. jka, źródło: Eurozet, fot. YouTube

 

W TVN powstał związek zawodowy

W TVN powstał pierwszy związek zawodowy, który założyli przedstawiciele Związkowej Alternatywy. Na razie zrzesza kilkadziesiąt osób.

 

Organizację związkową w TVN udało się stworzyć po kilku miesiącach starań, na jej czele stanął montażysta Tomasz Ozimkiewicz.

 

Jak informuje szef Związkowej Alternatywy Piotr Szumlewicz, w rozmowie z portalem Wirtualnemedia.pl, związkowcy będą walczyć m.in. o poprawę komunikacji zarządu firmy z pracownikami.  – Oczywiście nie tracimy też z pola widzenia innych bardzo ważnych problemów, jak zarobki czy zwiększanie liczby etatów  – tłumaczy Szumlewicz.

 

Związkowa Alternatywa chce również utworzyć oddziały swojej organizacji w Polsacie i Telewizji Polskiej.

 

opr. jka, źródło:Wirtualnemedia.pl, fot. Wikipedia

 

Światowa lekkoatletyka tylko w TVP

Telewizja Polska nabyła prawa do najważniejszych imprez World Athletics – Światowej Federacji Lekkiej Atletyki na lata 2024-29. Nowa licencja zapewnia publicznemu nadawcy wyłączność na terenie Polski.

 

Pakiet zawiera 21 imprez przez sześć lat trwania kontraktu. Najważniejsze to mistrzostwa świata (w hali i na otwartym stadionie), a także mistrzostwa świata w sztafetach. Wszystkie imprezy będzie można oglądać w kanałach TVP (przede wszystkim w TVP Sport, lecz także w TVP1 i TVP2) oraz na stronie internetowej tvpsport.pl i w aplikacji mobilnej TVP Sport.

 

opr. jka, źródło: TVP Sport

Znów niski wynik Trójki. Krytyka badań radiowych

W okresie od września do listopada br. udział Programu 3 Polskiego Radia w słuchalności spadł już do 1,6 proc. Tymczasem badania Radio Track Kantar Polska spotykają się z krytyką, członkini Rady Mediów Narodowych, posłanka Joanna Lichocka skierowała do UOKiK wniosek o ich kontrolę.

 

Według najnowszej fali badania Radio Track Kantar Polska, za okres od września do listopada 2021 roku podanej przez portal Wirtualnemedia.pl, liderem rynku radiowego w Polsce pozostaje RMF FM  z udziałem w słuchaniu na poziomie 30,6 proc. W porównaniu do tego samego okresu rok wcześniej udział tej stacji zwiększył się o 1,5 pkt. proc.

 

Drugie miejsce zajęło Radio ZET z wynikiem na poziomie 13,8 proc. (wzrost o 1,8 pkt. proc.), a trzecie sieć Eska z udziałem 7,9 proc. (wzrost o 0,3 pkt. proc.). Dopiero na dwunastym miejscu znalazła się radiowa Trójka, której wynik zmniejszył się o 1 pkt. proc. do 1,6 proc.

 

Tymczasem, posłanka PiS i członkini Rady Mediów Narodowych Joanna Lichocka, złożyła wniosek do prezesa Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów o kontrolę badania słuchalności. Wcześniej krytykowała je, przypominając, że udziałowcami odpowiadającego za badanie Radio Track Komitetu Badań Radiowych są czterej prywatni nadawcy: Eurozet, Grupa RMF, Grupa Radiowa Agory i Grupa Radiowa Time. W jej opinii w Polsce nie ma rzeczywistego badania słuchalności, a jedynie „coś w rodzaju sondażu rozpoznawania marki”.

 

opr. jka, źródło: Wirtualnemedia.pl, fot. Pixabay

 

Fake, który żyje przez dziesięciolecia

Napięta sytuacja wokół Ukrainy przyciąga uwagę cywilizowanego świata. Ostatnio stało się jasne, czego dokładnie chce Władimir Putin. Jednak jego pozycja opiera się na fałszywej informacji.

 

Kwestia ustnych gwarancji wobec nierozszerzenia NATO, które rzekomo dali Michajłowi Gorbaczowowi zachodni liderzy, kolejny raz jest omawiane w Rosji. Chodzi o to, że od czasu do czasu ten temat musi przypominać obywatelom Rosji o destrukcyjnej roli Gorbaczowa dla Związku Sowieckiego (przypominam, że Putin uważa upadek ZSRS za największą katastrofę geopolityczną XX wieku) oraz podkreślać niezdolność Zachodu do utrzymania własnego słowa. Podane wypowiedzi niejednokrotnie wypowiadali Władimir Putin, Sergiej Ławrow i inni politycy rosyjscy. W ten sposób Kreml tworzy iluzję własnej słuszności moralnej, którą stara się promować w przestrzeni informacyjnej. Biorąc pod uwagę wielokrotny powrót do tego tematu – całkiem udanie.

 

Trzeba przypomnieć nie tylko idyllę, która przez krótki czas panowała na świecie po zakończeniu zimnej wojny. Przekształcenie świata w jednobiegunowy to nie tylko ocieplenie relacji między wczorajszymi wrogami, ale także pomoc Rosji finansami i żywnością ze strony Zachodu, co z kolei pomogło jej uniknąć upadku. Gorzej było z trzema postsowieckimi republikami – Ukrainą, Białorusią, Kazachstanem – ponieważ to one musiały dokonać rozbrojenia jądrowego w zamian za uznanie ze strony społeczności światowej. Przypominam, że broń jądrowa była eksportowana na terytorium Rosji, środki jej dostarczania zazwyczaj były niszczone na miejscu, podobnie jak infrastruktura ewentualnego uderzenia nuklearnego.

 

Czy zachodni liderzy mówili Michaiłowi Gorbaczowowi i prezydentowi Rosji Borysowi Jelcynowi o celowości przekształcenia NATO? Oczywiście tak. Czy dawali odpowiednie gwarancje w postaci umów międzynarodowych? Nie, inaczej Putin nie mówiłby dzisiaj, że ustne gwarancje  o nierozszerzeniu Sojuszu nie działają. Jest jeszcze jeden bardzo ważny fakt: na przełomie XX – XXI wieku grupa krajów bałtyckich i Europy Środkowej dokonały integracji euroatlantyckiej i europejskiej, pokazując, które związki dają dziś państwom gwarancje bezpieczeństwa i rozwoju. Udało im się wykorzystać słabość Rosji i demokratyczne poglądy Jelcyna.

 

Przypominam, że prezydent Rosji Putin zaczął głośno domagać się gwarancji nierozszerzenia NATO w warunkach, gdy dziesiątki tysięcy rosyjskich żołnierzy skoncentrowani są w pobliżu granic Ukrainy i zachowują się tak, jakby przygotowywali inwazję. Chodzi o negocjacje  polityczne: Władimir Putin żąda od Zachodu (czytaj: Joseph Biden) gwarancji tego, że Ukraina nie zostanie członkiem Sojuszu. Jednak już dzisiaj warto przypomnieć, że zajęcie przez Rosję Krymu i wybuch wojny hybrydowej w Donbasie przywróciły sens istnienia NATO i dały mu impuls do przywrócenia własnego wpływu. Ukraina w 2014 roku była państwem bezaliansowym, a oficjalny Kijów skonsolidował swoje aspiracje do członkostwa w NATO i UE na początku 2019 roku. Odpowiednie przepisy Konstytucji Ukrainy powinny wpłynąć na poglądy Josepha Bidena wraz z pozycją sekretarza generalnego Sojuszu Jensa Soltenberga, który podkreślił niedopuszczalność żądań Rosji o stworzenie nowych stref wpływu. Już w przededniu rozmowy z Putinem Biden stwierdził, że nie akceptuje „czerwonych linii” i zapowiedział zestaw środków, które pomogą uniknąć rosyjskiej agresji.

 

Jewhen Mahda

 

fot. Flickr;UD/Frode Overland Andersen

 

Ludzki taran: lekcje z kryzysu na granicy

Cierpienie tysięcy ludzi jest tradycyjnie przedmiotem dużej uwagi ze strony mediów. Po co przyjechali dokładnie na Białoruś? Jakie powinny być działania sąsiadów Białorusi? Spróbujmy dać odpowiedź na te pytania w świetle wydarzeń kilku ostatnich tygodni na granicy Białorusi i jej zachodnich sąsiadów.

 

Przede wszystkim mamy do czynienia z odruchowym zarządzaniem przez Kreml, gdy Rosja umiejętnie przeliczyła działania podjęte przez Polskę i Litwę. Jeżeli przeanalizujemy kryzys migracyjny to zobaczymy, że miał on kilka etapów. Rozgrzewka – stopniowe zapełnianie obozów dla migrantów poszukujących azylu na Litwie. Koncentracja – przemieszczenie tysięcy migrantów na terytorium Białorusi z wyraźną demonstracją gotowości do ułatwienia tranzytu do Niemiec. Szturm – listopadowa kulminacja w pobliżu przejścia granicznego Bruzgi – Kuźnicą, które stało się prawdziwym wybuchem informacyjnym. Obserwowany dziś częściowy powrót migrantów do ojczyzny nie powinien wprowadzać w błąd, ponieważ Łukaszenka w końcu listopada w Bruzgach podkreślił, że on i jego rząd zrobią wszystko w interesie migrantów.

 

Zanim powrócę do informacyjnego komponentu kryzysu zaznaczę kilka ważnych niuansów. Wiadomo, że Polska, Węgry i Czechy odmówiły przyjęcia uchodźców podczas kryzysu migracyjnego w 2015 roku, kiedy milion mieszkańców Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej uciekło do Europy w celach poszukiwania azylu. Tym razem chodzi nie o uchodźców, lecz o ludzi, z których każdy wydał kilka tysięcy dolarów, aby dostać się do granicy z krajami Unii Europejskiej. Jednak wspomnienia o wydarzeniach sprzed sześciu lat są wciąż świeże i tworzą matrycę postrzegania sytuacji przez obywateli UE.

 

A więc, stworzenie przez Polskę i Litwę stanu wyjątkowego na pasie granicznym, gdzie został zakazany pobyt obcych osób, Białoruś z kolei wykorzystała we własnym interesie. Białoruscy i rosyjscy propagandziści aktywnie relacjonowali swoją wersję sytuacji z migrantami na Białorusi, aktywnie wykorzystując postprawdę i tworząc emocjonalny obraz telewizyjny. Przesłanie  to, które było nadawane z dużą siłą można nazwać „Cierpienie uchodźców na granicy Unii Europejskiej”.

 

Kolejny ciekawy niuans: rozmowy telefoniczne w trójkącie Putin – Łukaszenko – Merkel, które miały zakończyć kryzys migracyjny. Warto jednak przypomnieć, że w ubiegłym roku, podczas apogeum protestów Białorusinów przeciwko sfałszowanym wynikom wyborów prezydenckich, Łukaszenka nie odbierał, gdy dzwoniła do niego Merkel. Tym razem w krótkim czasie odbyły się z kolei dwie takie rozmowy, które kanclerz Niemiec wcześniej uzgodniła z prezydentem Rosji. I dopiero po rozmowie z Łukaszenką Merkel zadzwoniła do polskiego premiera Mateusza Morawieckiego.

 

Aby lepiej zrozumieć charakter kryzysu migracyjnego, należy przytoczyć tu słowa Putina „Granice Rosji nigdzie się nie kończą”. Sakralny charakter granicy państwowej dla prezydenta największego, według powierzchni, państwa na świecie stał się motywacją do powstania kryzysu na granicach Unii Europejskiej, którym od ponad roku potrząsa Władimir Putin. W celu osiągnięcia swojego celu Kreml w samą porę przypomniał przeszłość Łukaszenki, który pełnił służbę w sowieckim oddziale granicznym i wywołał emocjonalną reakcję europejskich obrońców praw człowieka na cierpienie tysięcy ludzi. Wielu z liderów UE nie odważy się wskazać Putina jako inicjatora kryzysu migracyjnego, który ma na celu wstrząsnąć Unię Europejską, jako jedyni dokonali tego przedstawiciele polskiego przywództwa politycznego. Udało im się wstrzymać ten ludzki taran, lecz Kreml na tym się nie uspokoi.

 

Jewhen Mahda

 

Fot. KPRM