Kiedy Putin kłamie, trzeba uważać

Niestety we współczesnej polityce trudno zaskoczyć kogoś kłamstwem. Różni politycy są przyłapywani na kłamstwie, i ma to dla nich różne konsekwencje. Jednak kłamstwo przywódcy państwa atomowego ma szczególne znaczenie.

 

Władimir Putin rządzi Rosją od ponad 20 lat, a zatem w tym czasie wygłaszał dużo głośnych wypowiedzi. Nowoczesne środki komunikacji pozwalają nie tylko je relacjonować, ale także szybko je odnajdywać. Na przykład w lipcu 2005 roku Putin głośno stwierdził, że Ukraina kradnie gaz. Nie dostarczył żadnego potwierdzenia swoich słów, w rzeczywistości Rosja na to liczyła: jej celem było przygotowanie się do pierwszej wojny gazowej z Ukrainą i uzyskania dostępu do strategicznego obiektu – dyspozytorni Ukrtransgazu. Po Pomarańczowej rewolucji Kreml szukał dźwigni ekonomicznej presji na Ukrainę, gdyż porażka Wiktora Janukowycza zupełnie nie odpowiadała jego interesom. Ćwiczenia retoryczne Putina były skierowane w stronę zachodnich odbiorców rosyjskiego gazu i z czasem znalazły kontynuację w budownictwie gazociągów, które miały na celu wykluczenie Ukrainy z systemu tranzytowego rosyjskiego gazu.

 

Należy zauważyć, że ton wypowiedzi Putina na temat Ukrainy zmienił się w latach 2009-2010, kiedy wraz z premierem Ukrainy Julią Tymoszenko pobłogosławił podpisanie nowego kontraktu gazowego, który m.in. przewidywał pozbawienie statusu mediatora założonej w 2006 roku przez Kreml kompanii RosUkrEnergo. Jednak ten krok nie był dla Ukrainy sukcesem: warunki gazowe były niewolą, co z kolei potwierdziły decyzje sądu arbitrażowego w Sztokholmie zarówno w sprawie zasady «bierz lub płać», jak również w kwestii kontraktu tranzytowego. Ale nawet tutaj też nie obyło się bez manipulacji ze strony Federacji Rosyjskiej: Gazprom zapłacił 2,9 miliardów dolarów według decyzji sądu arbitrażowego dopiero w grudniu 2019 roku, po podpisaniu kontraktu tranzytowego na 5 lat i odmowie «Naftogazu Ukrainy» z pakietu roszczeń do rosyjskiego monopolu energetycznego.

 

W przyszłości sprawa energetyczna nie wypadła jednak z pola widzenia Putina. W październiku 2021 roku on kilkakrotnie powtórzył, że ukraiński GTS «pęknie», jeżeli powiększy objętość dostarczania gazu. Gospodarz Kremla w ten sposób promował NordStream2, podkreślając konieczność jak najszybszej certyfikacji i uruchomienia tego rosyjsko-niemieckiego projektu. Oczywiście prezydent Rosji nie przytaczał żadnych faktów ani ekspertyz potwierdzających swoje stanowisko – to nie jest sprawa królewska.

 

Biorąc pod uwagę, że wojna Rosji z Ukrainą trwa już osiem lat, wypadałoby tu przytoczyć słowa Putina, które wygłosił jesienią 2008 roku, po wojnie rosyjsko-gruzińskiej. Odpowiadając na pytania dziennikarza zaznaczył, że Krym nie jest terytorium spornym, ponieważ Rosja od dawna (w 1997 roku) uznała swoje granice z Ukrainą. Odrębną kwestią jest sabotaż Rosji w zakresie demarkacji i delimitacji granic. Jak również odpowiedź «Ich tam nie ma» na pytanie o obecność wojsk rosyjskich w Donbasie.

 

Pytanie «Czy można wierzyć Putinowi?» w rzeczywistości pozostaje retorycznym, ponieważ dla niego nic nie kosztuje kłamać na temat możliwej inwazji wojsk ukraińskich w Donbasie lub porównywać ówczesną sytuację z Bałkanami w kontekście rzezi w bośniackiej Srebrenicy (Putin wielokrotnie próbował tego dokonać na ukraińskich władzach). Szczególne niebezpieczeństwo jego fałszywych oświadczeń polega na tym, że zostały zreplikowane przez rosyjską machinę propagandową. Dlatego teraz, gdy dziesiątki tysięcy rosyjskich żołnierzy są skoncentrowane w pobliżu granic Ukrainy, warto zastanowić się trzy razy, zanim uwierzy się w którekolwiek z oświadczeń Putina. Jest on zbyt przyzwyczajony do publicznego kłamania.

 

Jewhen Mahda

 

Kuźnica to nie My Lai

Białoruski przekaz propagandowy wobec kryzysu na granicy białorusko-polskiej, a szerzej wobec Polski (i jeszcze szerzej – wobec Zachodu), wspierany w zakresie metodologii i zasobów przez Rosję, jest intensywny, spójny i skoordynowany. Jego skuteczność oczywiście pozostaje kwestią dyskusyjną. Nie zmienia to faktu, że jednym z kluczowych działań, które winna podjąć strona polska, jest dopuszczenie (akredytowanie) do pracy w rejonie przygranicznym dziennikarzy.

 

Teza, że sprowadzi to na nas klęskę jak na Amerykanów, którzy pozwolili dziennikarzom na swobodne relacjonowane wojny w Wietnamie, jest co najmniej uproszczeniem – a ponadto odnosi się do zasadniczo innej sytuacji. Podobne do wojny wietnamskiej asymetryczne konflikty w Afganistanie przegrali zarówno Rosjanie, jak i Amerykanie – i nie z powodu dziennikarzy. A wojna w Wietnamie, choć powszechnie uznawana za „pierwszą wojnę medialną”, nie była bynajmniej pierwszym konfliktem, relacjonowanym przez dziennikarzy i (foto)reporterów. Pierwszym była wojna krymska, niemal 170 lat temu. Potem była wojna secesyjna, wojny burskie, rewolucje wszelakie i oczywiście obie wojny światowe. Rzeczywiście jednak przekaz „medialny” był zwykle w mniejszy lub większy sposób ograniczany (co jednak wynikało też ze specyfiki ówczesnych mediów). Ale to dopiero po Wietnamie amerykańscy politycy doszli do wniosku, że informacja winna być w pełni kontrolowana. Niemniej na dłuższą metę ta kontrola okazała się całkowicie przeciwskuteczna – w wymiarze propagandowym, politycznym i wizerunkowym. Strategia kontrolowania informacji i manipulowania przekazem dotyczącym konfliktów od Granady przez Serbię po Irak i Libię wyrządziła Stanom Zjednoczonym ogromne straty polityczne. W dłuższej perspektywie dała oponentom Ameryki twardy i chętnie stosowany do dziś argument: jakie macie prawo pouczać nas w sprawie Czeczenii, Gruzji, Krymu czy Tybetu, skoro sami, pod fałszywym pretekstem, dokonaliście inwazji na Irak i zrzucaliście bomby na Belgrad?

 

Skoro mowa o Bałkanach – obraz konfliktów w byłej Jugosławii został zdominowany przez jednostronną narrację. To niemal wyłącznie Serbowie byli odpowiedzialni za całe zło: czystki etniczne, zbrodnie wojenne itp. I po dziś dzień taki obraz pokutuje w powszechnej świadomości, nie tylko na Zachodzie – choć nie jest to obraz prawdziwy. Ale Serbowie nie zadbali o kluczową rzecz: public relations. Skrupulatnie zadbali o to natomiast Brytyjczycy podczas wojny na Falklandach – i bardzo dobrze na tym wyszli. Był to jednak konflikt dość specyficzny, bo niebudzący specjalnych kontrowersji z moralnego punktu widzenia.

 

Nie zmienia to faktu, że przekaz jednostronny i kontrolowany prędzej czy później obróci się przeciw nam. Nie jest przypadkiem, że wojna, która była niemal transmitowana „na żywo”, tj. pierwsza wojna w Zatoce  Perskiej w 1991 roku, także w zasadzie nie budzi kontrowersji i nie prowokuje zarzutów o imperializm i powstawania teorii spiskowych – nawet wśród wrogów USA i Zachodu.

 

Weźmy też wreszcie pod uwagę, że obecne działania Alaksandra Łukaszenki, mimo, nomen omen, medialnych enuncjacji o „wojnie hybrydowej” – to jednak nie wojna. Tym bardziej nie ma powodu, by blokować dostęp do informacji na ich temat. Zwłaszcza, że dziś to w zasadzie niewykonalne. W erze „Internetu 2.0”, w której każdy może być tak odbiorcą, jak i nadawcą, jakiekolwiek próby kontrolowania informacji nie tylko są bezcelowe, ale też w sposób oczywisty prowokują oskarżenia o złe intencje.

 

Polska winna zademonstrować, że nie ma nic do ukrycia. Jest to ważne nie tylko z punktu widzenia międzynarodowego wizerunku Polski, ale i w kontekście pogłębiającej się polaryzacji wewnętrznej polskiego społeczeństwa – a sytuacja wokół kryzysu na granicy jest jednym z katalizatorów tego procesu. Warto też zadać sobie pytanie: jak potoczyłby się konflikt na wschodzie Ukrainy, jaka w jego sprawie narracja dominowałaby, gdyby Ukraina nie dopuściła, nawet wprost na linię frontu, dziennikarzy?

 

dr Jakub Olchowski

 

Zdjęcie ilustracyjne. Źródło: Pixabay

 

IV ogólnopolski konkurs na rysunek prasowy

Warmińsko-Mazurski Oddział Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich w Olsztynie zaprasza do udziału w IV edycji ogólnopolskiego konkursu na rysunek prasowy im. Aleksandra Wołosa.

 

Celem Ogólnopolskiego konkursu na rysunek prasowy im. Aleksandra Wołosa jest nagrodzenie autorów najlepszych prac opublikowanych w 2021 roku i zwrócenie uwagi na znaczenie rysunku prasowego, który może być komentarzem politycznym, społecznym bądź sportowym,  tworzyć opowieść w postaci krótkiego komiksu czy być rysunkiem-ilustracją artykułu prasowego.

 

Organizatorem konkursu jest Warmińsko-Mazurski Oddział Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich w Olsztynie. Patronat honorowy nad konkursem objęło Muzeum Karykatury im. Eryka Lipińskiego.

 

Regulamin konkursu dostępny jest TUTAJ.

 

Patron konkursu

 

Aleksander Wołos (1934-2014); doktor habilitowany z zakresu nauk przyrodniczych,  olsztyński karykaturzysta, rysownik, pastelista,  malarz.

 

Od 1955 r. publikował w prasie regionalnej (Gazeta Olsztyńska, Nasza Wieś, Panorama Północy, Posłaniec Warmiński, Warmia i Mazury), w tygodnikach ogólnopolskich Karuzela, Polityka, Szpilki, Wprost, a także w prasie niemieckiej (Kontraste, Eulenspiegel, Pardon) i jugosłowiańskiej (Osten) oraz wielu wydawnictwach książkowych. Był autorem ponad 100 projektów okładek do książek. Opublikował cztery zbiorki rysunków satyrycznych oraz trzy albumy malarstwa pastelowego: Pastelowy humor (2002), Głowy i główki (2004), Akweny (2006). Miał na swym koncie ponad 60 wystaw indywidualnych oraz udział w kilkuset wystawach zbiorowych. Laureat wielu nagród krajowych i zagranicznych. Otrzymał m.in. Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski,  Medal Zasłużony dla Kultury Polskiej, Odznakę „Zasłużony dla Warmii i Mazur”.

 

Śmierć zaskoczyła Aleksandra Wołosa w dniu, gdy na Zamku Olsztyńskim miał odebrać z rąk Prezydenta Olsztyna nagrodę im. Hieronima Skurpskiego, przyznawaną przez Kapitułę najbardziej uznanych artystów olsztyńskich.

 

Zapiski ze stanu wojennego – premiera książki Zenona Złakowskiego

 W Olsztynie ukazała się najnowsza książka Zenona Złakowskiego „Mój stan wojenny”. Publikacja zawiera osobiste wspomnienia dziennikarza i pisarza z lat 80. ubiegłego wieku, rysunki olsztyńskiego karykaturzysty Aleksandra Wołosa, a także dowcipy z tego okresu.

 

Zenon Złakowski w grudniu 1974 roku został zatrudniony w olsztyńskiej Rozgłośni Polskiego Radia i przez lata pracował jako dziennikarz w redakcji informacyjno-publicystycznej.

– W tym burzliwym czasie zacząłem na użytek własny notować pewne fakty, spisywać obserwacje dotyczące najbliższego środowiska oraz komentować pewne wydarzenia w województwie i kraju. Te zapiski prowadziłem również w stanie wojennym i dalej do roku 1989 – wspomina we wstępie do książki autor. – Chcę podkreślić, że chociaż w poglądach jak i w swej postawie byłem zdecydowanym opozycjonistą wobec ówczesnej władzy, to jednak nie należałem do czołowych działaczy olsztyńskiego podziemia. Zdecydowałem się opublikować w formie książkowej poczynione wówczas zapiski, sądząc, że mogą one w jakimś stopniu poszerzyć wiedze o tym przełomowym okresie w naszych najnowszych dziejach oraz pozwolić, przynajmniej w części, poznać klimat tych trudnych czasów.

 

Zenon Złakowski po upadku PRL-u był posłem na Sejm. Podczas spotkania autorskiego wręczono mu medal 40-lecia Solidarności. Wydarzenie poprowadził dziennikarz Radia Olsztyn Marek Lewiński.

 

Fot. Mateusz Kossakowski

 

Więcej zdjęć z premiery na stronie Oddziału Warmińsko-Mazurskiego SDP TUTAJ.

 

Zenon Złakowski był gościem naszego cyklu „SDP Cafe – podaj dalej…”. Rozmowę można obejrzeć TUTAJ.

 

 

Nie żyje Włodzimierz Pac, korespondent Polskiego Radia

W wieku 54 lat zmarł w Mińsku Włodzimierz Pac, wieloletni korespondent Polskiego Radia na Białorusi i w Rosji. 

 

Pracę w Polskim Radiu Włodzimierz Pec rozpoczął na początku lat 90. ubiegłego wieku. Jak napisano na stronie internetowej publicznej rozgłośni „z zaangażowaniem wypełniał misję dziennikarza i korespondenta. Utrzymywał kontakty z białoruską opozycją i z Polakami na Białorusi, uczestnicząc z mikrofonem Polskiego Radia w organizowanych przez nich inicjatywach. Relacjonował obchody podtrzymujące polskość i uroczystości upamiętniające Polaków i Białorusinów prześladowanych przez reżim komunistyczny”.

 

opr. jka, źródło: Polskie Radio

Zmarł dziennikarz śledczy Janusz Szostak

Nie żyje Janusz Szostak, znany dziennikarz śledczy, prezes Fundacji Na Tropie, wydawca gazet lokalnych. Miał 64 lata.

 

Wiadomość o śmierci Szostaka pojawiła się w mediach w piątek przed południem. Jak napisał portal Głos24.pl, informację tę potwierdził brat dziennikarza. Kilkanaście godzin wcześniej Janusz Szostak zamieścił na Facebooku wpis, z którego wynikało, że jest zakażony koronawirusem.

 

„Covid nie odpuścił także mnie. Bardzo miła Ratowniczka z Błonia nie pozostawiła co do tego złudzeń”  – napisał.

 

Janusz Szostak, rocznik 1957,  był dziennikarzem, reporterem śledczym, wydawcą prasy lokalnej oraz magazynu kryminalnego „Reporter”. Współpracował też z różnymi redakcjami. Napisał lub był współautorem wielu książek, m. in.: „Masa. Od pakera do gangstera”, „Bandyci i celebryci”, „Byłam dziewczyną mafii”, „Komando śmierci”, „Gangsterskie egzekucje” i „Urwane ślady” „Więzienny świat. Korupcja, przemoc, seks”. Założył i kierował Fundacją „Na Tropie” zajmującą się poszukiwaniem osób zaginionych oraz pomocą ofiarom przestępstw. Zaangażował się w wyjaśnienie zagadki śmierci Iwony Wieczorek, poświęcił tej sprawie dwie książki.

 

Był wydawcą i reaktorem naczelnym tygodnika „Express Sochaczewski”, który w 2017 roku został wyróżniony Nagrodą SDP.

 

opr. jka, źródło: Głos24.pl, fot. YouTube/NaTropie

 

Wojciech Bartkowiak ma zostać członkiem zarządu Agory

Wojciech Bartkowiak, dziennikarz, redaktor i menedżer ma reprezentować „Gazetę Wyborczą” w zarządzie Agory. Obejmie też funkcję dyrektora wydawniczego tego dziennika.

 

O zamiarze zgłoszenia Bartkowiaka na członka zarządu Agory spółka poinformowała w komunikacie giełdowym. Prawo do zgłaszania kandydatów do zarządu Agory ma Agora-Holding sp. z o.o., akcjonariusz posiadający 100 proc.  uprzywilejowanych akcji serii A. Jej wspólnikami są: Wanda Rapaczynski, Helena Łuczywo, Barbara Piegdoń-Adamczyk, Seweryn Blumsztajn oraz Bartosz Hojka.

 

Wojciech Bartkowiak od 30 lat związany jest z „Gazetą Wyborczą”, ostatnio pełnił funkcję dyrektora operacyjnego i zastępcy dyrektora wydawniczego „Gazety Wyborczej”, odpowiadał za procesy biznesowe segmentu Prasa oraz działalność dawnego pionu Druk. Pracę w Agorze zaczął w 1991 roku w jako dziennikarz w poznańskiej redakcji „Wyborczej”. Cztery lata później został redaktorem naczelnym i dyrektorem oddziału „Gazety Wyborczej” w Poznaniu. W latach 2006-2016 był szefem wszystkich redakcji lokalnych „Gazety Wyborczej”.

 

Jak poinformował portal Wirtualnemedia.pl,  Bartkowiak obejmie także funkcję dyrektora wydawniczego „Gazety Wyborczej” po zwolnionym Jerzym Wójciku.

 

opr. jka, źródła: Agora, Wirtualnemedia.pl, fot. fot. Michał Mutor/Gazeta Wyborcza

Fundacja Reporterów uruchomiła serwis FRONTSTORY.PL

Promowanie wiarygodnego i jakościowego dziennikarstwa, odzyskanie zaufania społecznego dla zawodu dziennikarza oraz ujawnianie nepotyzmu, korupcji, prania pieniędzy i dezinformacji – takie cele stawia sobie m.in. zespół portalu FRONTSTORY.PL, który powstał z inicjatywy Fundacji Reporterów.

 

Serwis ma być miejscem poświęcony reportażom śledczym z użyciem nowoczesnych technik dziennikarstwa. Śledztwa mają być prowadzone przez  multidyscyplinarne zespoły, w skład których oprócz dziennikarzy wchodzą researcherzy OSINT (biały wywiad) i analitycy danych. Jak tłumaczy szef projektu, założyciel Fundacji Reporterów, Wojciech Cieśla komercyjnych redakcji nie stać dziś na wielomiesięczne, międzynarodowe śledztwa i FRONTSTORY.PL chce wypełnić tę lukę.

 

Zespół serwisu, poza Cieślą, dziennikarzem śledczym, który pracował m.in. w „Gazecie Wyborczej”, „Rzeczpospolitej” i „Newsweek Polska”, tworzą jeszcze: Anna Gielewska, Urszula Kifer, Konrad Szczygieł, Julia Dauksza, Mariusz Sepioło, Anastasiia Morozova. Stałymi współpracownikami są Paweł Reszka i Michał Woźniak.

 

Fundacja Reporterów założona została w 2010 roku, jest organizacją non-profit zajmująca się dziennikarstwem śledczym w Polsce i Europie Środkowej. Prowadzi działalność dzięki środkom z grantów.

 

opr. jka, źródła: FRONTSTORY.PL, Wirtualnemedia.pl

 

PAP: 52 błędy w tekście „Press”

Polska Agencja Prasowa pozwała magazyn „Press” w związku z artykułem, w którym zarzucono agencji uzależnienie od władzy i tworzenie propagandy. W pozwie wyliczono, że autor popełnił w tekście 52 błędy.

 

Chodzi o artykuł Krzysztofa Boczka „Polska Agencja Pisowa”, który ukazał się w „Pressie” 2 listopada 2021 roku. O tym, że agencja pozwała magazyn i autora tekstu napisał portal Salon24.pl. Boczek określił PAP jako  „patologiczne skrzyżowanie informacji rządu z tłumaczeniami z zagranicy”. Zarzucał uzależnienie od władzy, cenzurę, działalność propagandową i mobbing pracowników.

 

PAP twierdzi, że w artykule znalazły się nieprawdziwe informacje, dlatego agencja zdecydowała się na pozew. Wyliczyła, że w tekście popełniono aż 52 błędy, m.in. zmieniono wypowiedzi prezesa PAP Wojciecha Surmacza, pomylono byłego szefa Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji Juliusza Brauna z posłem Grzegorzem Braunem, powoływano się na osoby, które nigdy nie były związane z agencją.

 

W pozwach przeciwko magazynowi „Press” i Krzysztofowi Boczkowi PAP żąda opublikowania przeprosin i oświadczenia oraz wpłaty 100 tys. zł na cel społeczny – Caritas Archidiecezji Warszawskiej.

 

opr. jka, źródło: Salon24.pl, fot. Linkedin

 

Nie żyje Antoni Gucwiński, autor programu „Z kamerą wśród zwierząt”

W wieku 89 lat zmarł Antoni Gucwiński, autor popularnego programu Telewizji Polskiej „Z Kamerą wśród zwierząt.”

 

Antoni Gucwiński był wieloletnim dyrektorem Ogrodu Zoologicznego we Wrocławiu. O jego śmierci poinformował w mediach społecznościowych prezydent tego miasta Jacek Sutryk.

 

„Zmarł Antoni Gucwiński – wieloletni legendarny dyrektor @zoowroclaw. Przez lata program „Z kamerą wśród zwierząt”, który prowadził wraz żoną uczył nas wrażliwości wobec naszych „braci mniejszych”. Będzie nam go ogromnie brakować” – napisał na Twitterze.

 

„Z kamerą wśród zwierząt” to jeden z najpopularniejszych polskich programów przyrodniczych. Telewizja Polska pokazywał go od 1971 do 2002 roku. W sumie powstało 750 odcinków.

 

opr. jka, źródło: Twitter, fot. Wikipedia

 

Radio ZET będzie miało nowego sekretarza anteny

Kuba Olszewski od 1 stycznia przejmie obowiązki sekretarza anteny Radia ZET.

 

Olszewski to prezenter i sekretarz anteny Antyradia. Współprowadzi też popołudniowy program „Odjechani”. Ze stacją, do której dołączył w 2016 roku, pożegna się 31 grudnia br., a od nowego roku zostanie sekretarzem Radia ZET. W swojej karierze pracował m.in.. w Rock Radiu i Telewizji Polskiej. Jest również lektorem.

 

Obecnie Antyradio prowadzi rekrutację na nowego sekretarza anteny.

 

opr. jka, źródło: Eurozet