Wsparcie CMWP SDP dla nowelizacji ustawy o radiofonii i telewizji

CMWP SDP popiera zmiany w ustawie z dnia 29 grudnia 1992 r. o radiofonii i telewizji, przewidziane w projekcie nowelizacji w/w ustawy, których celem jest doprecyzowanie regulacji umożliwiających przeciwdziałanie przejęciu kontroli nad nadawcami radiowymi i telewizyjnymi przez podmioty spoza Europejskiego Obszaru Gospodarczego (EOG).  Znowelizowane przepisy przewidują, iż koncesję na nadawanie na terenie Polski może uzyskać osoba zagraniczna, mająca siedzibę w jednym z państw Europejskiego Obszaru Gospodarczego pod warunkiem, że nie jest ona zależna od osoby zagranicznej, której siedziba znajduje się w państwie niebędącym państwem członkowskim EOG. Przyjęte  17 grudnia b.r. przez Sejm RP  regulacje mają wykluczyć możliwość zależności bezpośredniej lub pośredniej koncesjonariuszy od podmiotów zagranicznych, niebędących członkami EOG, przez co  w skuteczniejszy niż obecnie sposób będą chronić  strukturę rynku medialnego w Polsce. Zapewni to skuteczniejszą realizację celów ustawy, która w obecnym kształcie pozwala na obejście prawa, dopuszczając możliwość uzyskania koncesji przez podmioty zagraniczne spoza EOG, także te uważane za potencjalnie niebezpieczne dla interesu państwowego.

 

Obecnie obowiązujące uregulowania w/w ustawy (dalej: „Ustawa”) nie gwarantują transparentności własnościowej na rynku mediów elektronicznych oraz umożliwiają obchodzenie przepisów podczas zmian właścicielskich w spółkach medialnych, nadających programy na podstawie koncesji radiowych i telewizyjnych. Wynika to z faktu, iż normy prawne tej ustawy dotyczące udzielenia koncesji dla spółek z udziałem tzw. osób zagranicznych uwzględniają jedynie formalną, a nie rzeczywistą strukturę kapitałową tych podmiotów. Jako przykład wskazać można art. 35 ust. 2 pkt 1 ustawy, zgodnie z którym koncesja dla spółki z udziałem osób zagranicznych może być udzielona, jeżeli udział kapitałowy osób zagranicznych w spółce lub udział osób zagranicznych w kapitale zakładowym spółki nie przekracza 49%. CMWP SDP zwraca uwagę, iż przepis ograniczający wysokość kapitału zagranicznego w mediach, które działają na podstawie koncesji, istnieje od momentu wejścia Polski do Unii Europejskiej, ale jest on nieprecyzyjny i łatwy do obejścia, bowiem mimo pewnych obostrzeń w nim zawartych, daje jednak możliwość, aby osoby zagraniczne spoza EOG wywierały kluczowy wpływ na zarządzanie spółką – koncesjonariuszem. Wydaje się, że jest to sprzeczne z intencją ustawodawcy, według której koncesjonariusz nie tylko powinien być podmiotem zlokalizowanym w krajach EOG, ale przede wszystkim powinien być realnie zarządzany przez właściciela mającego siedzibę w EOG. Innymi słowy, obecnie przepisy ustawy są nieszczelne i przez to anachroniczne. Ocena struktury kapitałowej spółki powinna bowiem obejmować realny, a nie czysto formalny obszar jej zarządzania. Ograniczanie analizy sytuacji podmiotu do stanu formalnego, bez zrozumienia, kto jest jego realnym właścicielem (decydentem), prowadzi do wniosków sprzecznych z rzeczywistością rynkową.

 

Projektowana nowelizacja wychodzi naprzeciw temu problemowi. W ocenie CMWP SDP proponowane zmiany nie naruszają zasady wolności słowa, a ich celem jest jedynie ochrona rynku medialnego przed przejmowaniem kontroli nad nadawcami przez podmioty spoza EOG (w praktyce – spoza Unii Europejskiej), a więc również z państw mogących stanowić zagrożenie dla bezpieczeństwa Państwa Polskiego.  CMWP SDP wielokrotnie wskazywało na zagrożenia związane z niekontrolowaną obecnością kapitału zagranicznego na polskim rynku medialnym, dlatego też projektowaną nowelizację ustawy o radiofonii i telewizji postrzega jako szansę na poprawę tej sytuacji.

 

CMWP SDP obejmuje monitoringiem sprawę red. Tomasza Sakiewicza z powództwa Tomasza Grodzkiego

W związku z pozwem wniesionym przez  Tomasza Grodzkiego reprezentowanego przez adwokata Jacka Dubois przeciwko redaktorowi Tomaszowi Sakiewiczowi  o przestępstwo określone w artykule 212 & 1 k.k. w związku z art. 212 & 2 k.k.  Centrum Monitoringu Wolności Prasy Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich objęło tę sprawę  monitoringiem pod kątem przestrzegania praw człowieka i obywatela, szczególnie w zakresie wolności słowa i prasy.Według oceny CMWP, w niniejszej sprawie zachodzi zagrożenie naruszenia praw red. Tomasza Sakiewicza.  Pierwsza rozprawa w tej sprawie zaplanowana jest na 21 grudnia br.

 

W związku z powyższym CMWP rozważa przedstawienie opinii w charakterze amicus curiae, która stanowi formułę wyrażenia przez organizację pozarządową opinii jako tzw. „opinii przyjaciela sądu”, gdy jest to uzasadnione celami tej organizacji oraz potrzebą ochrony istotnych dóbr chronionych prawem, w tym konstytucyjnych praw i wolności. W przypadku wydania opinii zostanie ona niezwłocznie przekazana tut. Sądowi. Na obecnym etapie CMWP prowadzi monitoring sprawy, zgodnie z przepisami prawa oraz ze wskazanymi wyżej celami i kryteriami.

 

Redaktor Tomasz Sakiewicz został oskarżony przez  Marszałka Senatu Tomasza Grodzkiego o to, iż  6 stycznia 2020 r. za pośrednictwem portalu społecznościowego Twitter miał go pomówić  o postępowanie i właściwości, które mogły go poniżyć w opinii publicznej i narazić na utratę zaufania niezbędnego dla Marszałka Senatu RP. Chodzi o wpis: Platforma już głupiej nie potrafi bronić Grodzkiego niż twierdzić, iż ktoś przekupuje świadków. Są ich dziesiątki, o łapówkach wiedziały setki osób. A Grodzki jeszcze będzie miał sprawę o fałszywe zawiadomienie. Druga wypowiedź, która stała się przyczyną niniejszego pozwu to  wypowiedź red. Tomasza Sakiewicza w programie TV Republika 10 stycznia 2020 r.:  Kiedy ktoś, kto jest po prostu zwykłym łapówkarzem porównuje siebie, a ponosi konsekwencje ohydnej, po prostu ohydnej działalności, no to tylko poziom tej ohydy rośnie. Nic więcej nie da się w tej sprawie powiedzieć, to po prostu obrzydliwy facet. 

 

22 marca 2021 r. do Senatu trafił  wniosek  Prokuratury Regionalnej w Szczecinie o uchylenie immunitetu Marszałka Grodzkiego. Wg  prokuratury Tomasz Grodzki w latach 2006-12 jako ordynator i dyrektor Oddziału Klinicznego Chirurgii Klatki Piersiowej szpitala w Szczecinie-Zdunowie brał pieniądze od pacjentów, których miał operować. Sprawa zaczęła się od wpisu prof. Agnieszki Popieli, pracownika naukowego Uniwersytetu Szczecińskiego , która w listopadzie 2019 r. napisała na swoim profilu na Facebooku: „Masakra. Pan profesor Grodzki kandydatem na Marszałka Senatu. Jak moja Mama umierała, to trzeba było dać 500 dolarów za operację. Podobno na czasopisma medyczne. Faktury ani rachunku nie dostałam. Nigdy tego nie zapomnę”. Sprawę opisały media , m.in. Radio Szczecin i  tygodnik „Gazeta Polska”.

 

Prokuratura zamierza postawić „Tomaszowi Grodzkiemu” cztery zarzuty przyjęcia korzyści majątkowych  – w latach 2006, 2009 i 2012 roku. Jak wynika z ustaleń śledztwa, korzyści majątkowe w postaci pieniędzy w złotówkach i dolarach – w wysokości od 1500 do 7000 zł – lekarz przyjmował w kopertach. W zamian zobowiązywał się do osobistego przeprowadzenia operacji lub ich szybkiego wykonania, a także do zapewnienia dobrej opieki lekarskiej.

 

W toku postępowania przygotowawczego ustalono, że w marcu 2012 r. Tomasz Grodzki przyjął 7 000 zł od żony starszego mężczyzny chorującego na nowotwór za osobiste przeprowadzenie operacji. We wrześniu 2009 r. Tomasz Grodzki zażądał od pacjenta za przyspieszenie operacji kwoty 10 000 zł. Pacjent przed operacją przekazał lekarzowi 3 000 złotych i 500 dolarów. Do zapłaty pozostałej części nie doszło, ponieważ po operacji u pacjenta wystąpiły komplikacje zdrowotne i lekarz nie upomniał się o drugą transzę pieniędzy. Z materiału dowodowego wynika również, że w marcu 2009 r. Tomasz Grodzki przyjmując innego pacjenta w prywatnym gabinecie miał poinformować go, że może osobiście operować w publicznym szpitalu w zamian za korzyść majątkową. Podczas kolejnej wizyty pacjent przekazał lekarzowi kopertę z 2000 zł w zamian za osobiste przeprowadzenie zabiegu operacyjnego przez Tomasza Grodzkiego. Miał on też przyjąć w maju 2006 roku korzyść majątkową w wysokości 1500 zł od syna jednego z pacjentów w zamian za zapewnienie mu dobrej opieki.

 

Z zeznań świadków wynika, że na oddziale szpitalnym wiedza o tym, że doktor Grodzki przyjmuje łapówki była powszechna. Panowało również przekonanie, że uiszczenie łapówki jest konieczne, aby pacjent był dobrze leczony. W toku postępowania prokuratura przesłuchała 15 świadków spośród pacjentów hospitalizowanych na oddziale kierowanym przez Tomasza Grodzkiego oraz członków ich rodzin, według których lekarz przyjmował od nich korzyści majątkowe także przed 2006 rokiem. Przestępstwa te uległy przedawnieniu, ale zeznania są ważnym dowodem dla oceny wiarygodności świadków, którzy zeznawali na okoliczność zdarzeń objętych zarzutami.

 

Komunikat Prokuratury: TUTAJ.

 

Senat RP do tej pory nie zajął się sprawą uchylenia immunitetu Marszałka Tomasza Grodzkiego.

 

Akredytacje są konieczne – CMWP SDP w mediach o sytuacji dziennikarzy w pasie przygranicznym z Białorusią

Akredytacje dla dziennikarzy to krok w dobrą stronę, obserwujemy sytuację i jeśli będzie taka konieczność, będziemy domagać się rozszerzania możliwości pracy dziennikarzy w rejonie konfliktu – mówiła w Polskim Radiu 24 Jolanta Hajdasz, dyrektor Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP w rozmowie z red. Antonim Trzmielem 7 grudnia 2021. Potwierdziła to także w czwartek,  9 grudnia na antenie Radia Poznań, gdzie była gościem red. Romana Wawrzyniaka w „Porannej Rozmowie”  Radia Poznań. 

 

Od 1 grudnia do 1 marca na mocy rozporządzenia ministra spraw wewnętrznych i administracji Mariusza Kamińskiego na terenie przy granicy z Białorusią obowiązuje zakaz przebywania. Obejmuje on 115 miejscowości województwa podlaskiego i 68 miejscowości województwa lubelskiego. Zakaz nie obejmuje między innymi mieszkańców terenu objętego ograniczeniami, funkcjonariuszy i pracowników służb państwowych oraz żołnierzy. Rozporządzenie mówi, iż w uzasadnionych przypadkach z zakazu przebywania będą mogły zostać zwolnione inne osoby, w szczególności dziennikarze. W wypowiedzi dla Polskiego  Radia 24 Jolanta Hajdasz oceniła, że dostęp mediów do terenów przygranicznych jest krokiem w dobrą stronę. – Z różnych względów ta obecność jest potrzebna i wskazana. Należę do publicystów, którzy od początku opowiadali się za tym, by dziennikarze mogli pracować na granicy, ale tylko ci, którzy uzyskali akredytację. Cieszę się, że weszła w życie nowelizacja ustawy o ochronie granicy państwowej, która takie akredytacje przyznaje to ważna rzecz, myślę, że to pozwoli nam z innej perspektywy poznać ten konflikt – zaznaczyła. Według niej w sytuacji wojny hybrydowej, z jaką mamy do czynienia, akredytacje są konieczne. Od początku Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich apelowało o te akredytacje. Pierwsze formalne stanowisko w tej sprawie było 4 listopada,  od 1 grudnia znamy te zasady. Wydawane są te akredytacje, trzeba się o nie ubiegać. Wtedy można – jak to mówią bardzo złośliwi dziennikarze mediów opozycyjnych, wybrać się na safari, czyli odwiedzić granicę pod kuratelą Straży Granicznej – mówiła dyrektor Centrum Monitoringu Wolności Prasy na antenie Radia Poznań.  Jolanta Hajdasz potwierdziła, że także złożyła wniosek o akredytację i czeka na nią, by na miejscu sprawdzić warunki pracy dla dziennikarzy.

 

„Poranna rozmowa” z 9 grudnia w Radiu Poznań jest TUTAJ.

 

Rozmowa w Polskim Radiu24 z 7 grudnia TUTAJ.

 

Sąd w Gliwicach skazał red. Tomasza Sakiewicza za okładkę w „Gazecie Polskiej”

We wtorek 30 listopada br. ogłoszono wyrok w sprawie cywilnej o naruszenie dóbr osobistych z powództwa posła Borysa Budki przeciwko red. Tomaszowi Sakiewiczowi oraz spółce Niezależne Wydawnictwo Polskie. Sąd nakazał zamieszczenie przeprosin na łamach „Gazety Polskiej” oraz wpłatę 10 tysięcy złotych  na rzecz fundacji WOŚP. Red. Tomasz Sakiewicz zapowiada apelację. CMWP SDP wspiera dziennikarza w tym procesie. 

 

Przyczyną pozwu stała się  okładka „Gazety Polskiej” z 10 listopada 2020 r., ukazująca wizerunek polityka oraz innych osób publicznych na tle logotypów niektórych mediów i ugrupowań. Grafika została opatrzona podpisem: oni roznieśli zarazę i śmierć. Okładka nawiązuje do działań związków i osób będących twarzą demonstracji tzw. „strajku kobiet” przeciw wyrokowi Trybunału Konstytucyjnego z października 2020 r. TK orzekł wówczas, że tzw. przesłanka eugeniczna nie stanowi powodu do wykonania „zabiegu przerwania ciąży, a tym samym – zabójstwa nienarodzonego dziecka. Proces objęty był monitoringiem CMWP SDP , które relacjonowało jego przebieg i które w ramach instytucji  „amicus curiae” (czytaj TUTAJ).

 

W uzasadnieniu wyroku Sąd przyznał, iż tytułowy artykuł posiadał wyważoną treść i nie spotkał się z krytyką wymiaru sprawiedliwości; nawoływanie do demonstracji zaś mogło przyczynić się do zwiększenia ilości zakażeń wirusem SARS-CoV-2. Ostatecznie jednak grafika na okładce – zdaniem sędzi – nie zawierała dostatecznego i jednoznacznego odniesienia do treści artykułu ani też do demonstracji, do których na jesieni 2020 r. zachęcał ówczesny lider Platformy Obywatelskiej. Tym samym nie stanowiła wystarczającego uzasadnienia przedstawionej tezy, jaką zapewne miała być przestroga przed ryzykiem związanym z udziałem w demonstracjach. Dlatego też w opinii gliwickiego sądu forma i treść zarzutu na okładce nie jest adekwatna do zachowania powoda.

 

W tym miejscu sędzia odwołała się do przytaczanej podczas rozprawy wypowiedzi Borysa Budki, który 30 marca 2020 r. na antenie programu „Onet rano” mówił, że każdy, kto chce robić wybory 10 maja, po prostu będzie miał krew na rękach. Były szef PO odniósł się w ten sposób do pomysłu przeprowadzenia wyborów prezydenckich w formie korespondencyjnej. Zdaniem sędzi słowa te – choć drastyczne – miały znaczenie metaforyczne i w przeciwieństwie do słów na okładce GP nie stanowiły wypowiedzi spersonalizowanej.

 

Chęć zdalnego udziału w posiedzeniu wyrazili dziennikarze Telewizji Republika oraz portalu Niezalezna.pl. Gliwicki sąd – pomimo pierwotnej zgody – ostatecznie nie zezwolił jednak przedstawicielom tych mediów na uczestnictwo w ogłoszeniu wyroku i nie wpuścił ich na platformę internetową.

 

Sąd nie zgodził się również na udostępnienie zapisu ze spotkania osobom nie będącym Stroną w sprawie.

 

CMWP SDP  przesłało w tej sprawie do Sądu Okręgowego w Gliwicach opinię amicus curiae . Czytamy w nim m.in. Okładka, która stała się przyczyną pozwu i sprawy sądowej, jest jedynie graficzną ilustracją opisu sytuacji, w której sam się ustawił poseł Borys Budka poprzez swoje co najmniej kontrowersyjne zachowanie. Samo pozwanie red. Tomasza Sakiewicza z powodu jej publikacji budzi zastrzeżenia, jego ukaranie będzie naruszeniem zasady wolności słowa (czytaj TUTAJ).

 

Zgodnie z decyzją Sądu redaktor naczelny GP został wezwany do zapłaty 10 tys. zł zadośćuczynienia na rzecz Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, a także publikacji przeprosin posła Budki w papierowym wydaniu „Gazety Polskiej” oraz na stronie internetowej tygodnika. Należy przy tym podkreślić, iż  sędzia nie przyjęła materiału dowodowego od pozwanych. Redaktor Tomasz Sakiewicz zapowiedział, iż złoży apelację od tego orzeczenia Sądu.

 

Tekst i zdjęcie: Anna Maria Szczepaniak

 

 

Stanowisko CMWP SDP w sprawie z powództwa posła Borysa Budki przeciwko red. Tomaszowi Sakiewiczowi

Okładka, która stała się przyczyną pozwu i sprawy sądowej jest jedynie graficzną ilustracją opisu sytuacji, w której sam się ustawił poseł Borys Budka poprzez swoje co najmniej kontrowersyjne zachowanie. Samo pozwanie red. Tomasza Sakiewicza z powodu jej publikacji budzi zastrzeżenia, jego ukaranie będzie naruszeniem zasady wolności słowa – czytamy w stanowisku  CMWP SDP przesłanym do Sądu Okręgowego w Gliwicach, gdzie toczy się rozprawa przeciwko redaktorowi naczelnemu „Gazety Polskiej” z powództwa posła  PO Borysa Budki. Wyrok w tej sprawie ma być ogłoszony 30 listopada br.

 

Poseł Platformy Obywatelskiej Borys Budka zarzuca redaktorowi Tomaszowi Sakiewiczowi oraz spółce Niezależne Wydawnictwo Polskie, wydawcy tygodnika „Gazeta Polska” naruszenie dóbr osobistych poprzez publikację okładki tygodnika „Gazeta Polska” z dnia 10 listopada 2020 roku z jego wizerunkiem. Na okładce tygodnika polityk – w towarzystwie innych osób oraz na tle logotypów niektórych mediów i ugrupowań – został opatrzony podpisem „oni roznieśli zarazę i śmierć”.  Okładka odnosi się wprost do ugrupowań oraz osób będących twarzą demonstracji przeciwko wyrokowi Trybunału Konstytucyjnego z października 2020 r. na podstawie którego usunięta została tzw. przesłanka eugeniczna jako powód do wykonania aborcji czyli zabójstwa nienarodzonego dziecka.

 

Relacja CMWP SDP z ostatniej rozprawy  w sprawie Borys Budka przeciwko Red. Tomaszowi Sakiewiczowi jest TUTAJ.

 

W stanowisko przesłanym do Sądu Okręgowego w Gliwicach czytamy, iż w ocenie  CMWP SDP już samo pozwanie red. Tomasza Sakiewicza musi – z uwagi na specyficzne okoliczności sprawy – budzić zastrzeżenia. Natomiast orzeczenie kary w stosunku doi niego (gdyby do tego doszło) będzie uzasadniać tezę, iż w niniejszym postępowaniu cywilnym miało miejsce poważne naruszenie praw obywatelskich red. Tomasza Sakiewicza w zakresie wolności słowa.

 

Działania tzw. ruchów feministycznych mają charakter publiczny i budzą ogromne kontrowersje społeczne. Marsze i happeningi feministek wiążą się (poza propagowaniem różnego rodzaju postulatów) także m. in. z promowaniem aborcji, seksualnej anarchii, brakiem poszanowania dla wartości religijnych i kulturowych, a często – z epatowaniem wulgarnością. Jak wiadomo, oceny działań tych środowisk mogą być rozmaite, zależnie od poglądów społecznych czy politycznych. Nie można jednak zaprzeczyć, że z samego założenia działania te mają prawo budzić kontrowersje, których zresztą środowiska te nie unikają, ale wręcz świadomie je wywołują. Tak samo, przeciętnie rozgarnięty obywatel udający się na tego rodzaju wydarzenie powinien mieć świadomość, że może zetknąć się ze skrajnie różnymi ocenami tegoż wydarzenia, jako kontrowersyjnego i budzącego wątpliwości opinii społecznej – a zwłaszcza z ocenami dziennikarzy, którzy są wyrazicielami tejże opinii. W takich przypadkach należy liczyć się z krytyką społeczną, w tym także medialną. Nie da się ukryć tego, iż w czasie gdy miały miejsce demonstracje, w których uczestniczył i do uczestnictwa w których zachęcał powód Borys Budka, obowiązywały rygorystyczne przepisy tzw. antycovidowe, mające na celu zahamowanie rosnącej liczby zachorowań na Covid 19, chorobę powodującą ogromna liczbę zgonów nie tylko na całym świecie, ale także w naszym kraju. Nieprzestrzeganie tych przepisów było szczególnie nieodpowiedzialnym zachowaniem przedstawiciela władzy ustawodawczej, jakim jest każdy poseł. Okładka, która stała się przyczyną pozwu i sprawy sądowej jest jedynie graficzną ilustracją opisu sytuacji, w której sam się ustawił poseł Borys Budka poprzez swoje co najmniej kontrowersyjne zachowanie (…)

 

Niezależnie od powyższego CMWP pragnie zwrócić uwagę, że swoista wypowiedź prasowa, jaką jest okładka tygodnika stanowiąca przyczynę wniesienia pozwu, miała co najwyżej charakter opinii. Powszechnie wiadomo, że wypowiedzi ocenne nie poddają się tożsamym rygorom weryfikacji, jak fakty. Jak podkreślił SN w wyroku z dnia 15 września 2016 r. (II KK 95/16 – LEX nr 2112309): „co do zasady, prawo do krytyki uprawnia przede wszystkim do wyrażania ocen, a więc twierdzeń uchylających od sprawdzenia przy pomocy kryterium prawdy i fałszu”.

 

Nie można także  pominąć kontekstu społecznego tej  sprawy. Nie można bowiem abstrahować od faktu, że w Polsce występuje silna (i wzmacniająca się) polaryzacja poglądów na tematy istotne dla życia publicznego, takie jak np.: aborcja, edukacja seksualna, ruchy LGBT, demokracja, itp. Specjaliści z dziedziny mówią wręcz o wojnie kulturowej. Różne strony sporów politycznych i społecznych manifestują przy tym swój światopogląd, częstokroć nie unikając radykalnych lub bulwersujących haseł. Powszechne są przy tym oskarżenia o nazizm, faszyzm, autorytaryzm, mowę nienawiści, niszczenie demokracji, ale także (z drugiej strony) o zdradę narodową, zaprzedanie obcym interesom, komunizm, bolszewizm, propagowanie dewiacji, itp. Trudno nie zauważyć, że wiele z tak mocno akcentowanych poglądów odnosi się do zjawisk, ideologii lub całych grup społecznych. W konsekwencji zarówno uczestnicy manifestacji ulicznych, jak i media wyrażają ostre i kontrowersyjne opinie. W takiej atmosferze kontrowersyjne postulaty forsowane przez niektóre grupy społeczne, w tym feministki (np. żądanie swobodnej dopuszczalności aborcji na żądanie do 9 miesiąca życia nienarodzonego dziecka, pozbawienie mężczyzn prawa głosowania, wprowadzenia „seksedukatorów” do szkół, itp.) spotykają się z równie ostrymi ocenami. Dotyczy to także pandemii i wszelkich jej aspektów. Oczekiwanie, by postulaty kwestionujące istniejący ład społeczno – prawny miały przejść bez echa, bez dyskusji i sprzecznych, nierzadko ostrych ocen, jest oderwane od rzeczywistości. Trzeba z całą mocą podkreślić, że w prawidłowo funkcjonującej demokracji spory i polaryzacja stanowisk są zjawiskiem normalnym. Bez sporów demokracja nie istnieje.

 

CMWP stoi ponadto na stanowisku, że wniesiony w niniejszej sprawie pozew należy ocenić jako tzw. SLAPP (strategic lawsuit against public participation), tzn. akcję procesową nakierowaną na faktyczne ograniczenie prawa red. Tomasza Sakiewicza jako redaktora naczelnego „Gazety Polskiej” do wolnej wypowiedzi dziennikarskiej, poprzez zniechęcanie go do podejmowania ważnych społecznie tematów. W tym kontekście orzeczenie o winie pozwanego stanowić będzie naruszenie praw człowieka i obywatela i powoduje tzw. efekt mrożący, skutecznie odstraszający innych do wyrażania opinii na kontrowersyjne tematy, na przykład działalności środowisk feministycznych, czy łamania przepisów dotyczących bezpieczeństwa obywateli w czasie pandemii. To jest nie do pogodzenia ze społeczną funkcją wolnych mediów, które są obserwatorem życia publicznego i maja stać na straży państwa prawa (art. 2 Konstytucji RP).

 

W związku z powyższym, kierując się koniecznością ochrony praw człowieka i obywatela, CMWP SDP przesłało opinię amicus curiae w powyższej sprawie do Sądu Okręgowego w Gliwicach.

 

Niekorzystny dla dziennikarza wyrok Sądu Rejonowego w Częstochowie. Będzie apelacja

Red. Paweł Gąsiorski został uznany winnym zniesławienia gminy Rędziny, ale sąd  warunkowo umorzył postępowanie. Zasądził także grzywnę  w wysokości 500 zł na rzecz gminy,  zapłacenie przez dziennikarza kosztów sądowych  i adwokackich oraz przeprosiny. Red. Paweł Gąsiorski zapowiedział apelację. CMWP SDP wspiera dziennikarza w tym procesie. 

 

23 listopada 2021 w Sądzie Rejonowym w XVI Wydziale Karnym w Częstochowie odbyła się już szósta rozprawa  przeciwko dziennikarzowi Pawłowi Gąsiorskiemu. Rozprawę prowadził SSR Marek Garlik. Paweł Gąsiorski został oskarżony za udostępnienie informacji publicznej w sprawie wydatków i dochodów z odbioru, gospodarowania i transportu odpadów od mieszkańców gminy Rędziny za  lata 2017-2018. Według aktu oskarżenia  gmina Rędziny została zniesławiona oraz  utraciła zaufanie jej mieszkańców. Sprawa jest objęta monitoringiem CMWP SDP, jej obserwatorem jest red. Halina Żwirska.

 

Na rozprawę stawili się: oskarżony red. Gąsiorski Paweł wraz z pełnomocnikiem mec.  Tomaszem Bieda oraz pełnomocnik oskarżyciela mec. Hubert Giłka. Wójt Gminy Rędziny Paweł Militowski  nie stawił się na rozprawę.

 

Oskarżony redaktor Paweł Gąsiorski został uznany winnym zarzuconego mu czynu z warunkowym umorzeniem na okres 2 lat., to jest zniesławienia i utratę zaufania mieszkańców do gminy Rędziny. Sąd zasądził :  nawiązkę dla gminy Rędziny – 500 zł,  zamieścić na stronie www i FB przez 30 dni przeprosiny Gminy, zwrot kosztów adwokackich -1496 zł oraz zwrot kosztów sądowych – 300 zł .

 

Uzasadnienie wyroku jest mało zrozumiałe i zagmatwane. W uzasadnieniu Sędzia stwierdził, że jeden artykuł  prasowy autorstwa red. Pawła Gąsiorskiego zniesławia gminę,  a drugi nie i gdyby  „odwrócić numerację artykułów ” wszystko byłoby w porządku, tzn nie doszłoby w ogóle do zniesławienia. Poza tym Sędzia mówił, że oskarżony nie powinien udowadniać w czasie rozprawy swoich racji ,tylko powinien wcześniej umieścić je w artykułach. A więc z tego wynika, że nie powinien się bronić na rozprawie, co w sytuacji prowadzonego przewodu sądowego jest twierdzeniem budzącym co najmniej zdziwienie.  CMWP SDP publikuje nagranie uzasadnienia tego wyroku.

 

Red. Paweł Gąsiorski został oskarżony o zniesławienie gminy Rędziny poprzez  opublikowanie w 2019 r. na prowadzonym przez siebie  portalu www.gminaredziny.pl dwóch artykułów na temat wydatków i dochodów związanych z odbiorem, gospodarowaniem i transportem śmieci w Gminie Rędziny. Teksty te zostały także opublikowane na profilu gminy na portalu Facebook.  Według aktu oskarżenia, gmina została zniesławiona  m.in. sformułowaniem “gmina nieźle zarabia na Waszych odpadach”,  “mieszkańcy za dużo płacą za śmieci”, co  rzekomo spowodowało utratę zaufania do gminy Rędziny przez mieszkańców. Gmina nie zwróciła się do portalu o sprostowanie treści artykułu ani w części, ani w całości.

 

CMWP SDP w obronie dziennikarza przesłało do Sądu opinię „amicus curiae” (więcej TUTAJ).

 

 

Opinia amicus curiae CMWP SDP w sprawie red. Pawła Gąsiorskiego pozwanego z art. 212 kk za zniesławienie gminy Rędziny

Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP działające jako amicus curiae w sprawie red. Pawła Gąsiorskiego przesłało do Sądu Rejonowego w Częstochowie opinię amicus curiae (“przyjaciela sądu”)  w związku z postępowaniem z art. 212  k.k. z oskarżenia Gminy Rędziny przeciwko red. Pawłowi Gąsiorskiemu . Wyrok w tej sprawie ma być ogłoszony 23 listopada.

 

Red. Paweł Gąsiorski został oskarżony o opublikowanie w 2019 r. na prowadzonym przez siebie  portalu www.gminaredziny.pl dwóch artykułów na temat wydatków i dochodów związanych z odbiorem, gospodarowaniem i transportem śmieci w Gminie Rędziny. Teksty te zostały także opublikowane na profilu gminy na portalu Facebook.  Według aktu oskarżenia, gmina została zniesławiona  m.in. sformułowaniem “gmina nieźle zarabia na Waszych odpadach”,  “mieszkańcy za dużo płacą za śmieci”, co  rzekomo spowodowało utratę zaufania do gminy Rędziny przez mieszkańców. Gmina nie zwróciła się do portalu o sprostowanie treści artykułu ani w części, ani w całości.  W toku postępowania sądowego Paweł Gąsiorski nie przyznał się do zarzucanego mu czynu i w tym zakresie złożył wyjaśnienia. Zgodnie z jego linią obrony, nie uchybił on wymogom art. 12 ust. 1 ustawy – Prawo prasowe, dochowując wskazanej przez ustawodawcę staranności i rzetelności. Podniósł również, że gmina nie może oskarżycielem prywatnym w niniejszej sprawie.

 

W swojej opinii CMWP SDP podkreśla, iż zastrzeżenia oskarżonego dziennikarza dotyczące braku legitymacji procesowej (formalnej) po stronie gminy są słuszne.  Gminny samorząd terytorialny jest upoważniony do załatwiania lokalnych spraw publicznych, które zostały ustawowo włączone do zakresu jego działania. Art. 6 ust. 1 ustawy z dnia 8 marca 1990 r. o samorządzie terytorialnym stanowi, że do zakresu działania gminy należą wszystkie sprawy publiczne o znaczeniu lokalnym, niezastrzeżone ustawami na rzecz innych podmiotów. Z art. 7 ust. 1 w/w ustawy wynika, że do zadań własnych gminy należy zaspokajanie potrzeb zbiorowych wspólnoty. Ustawa nakłada więc na gminę obowiązek podejmowania takich działań na rzecz wspólnoty lokalnej, które mieszczą się w zakresie działania gminy i służą realizacji ogólnych, wspólnych kategorii interesów tej społeczności. Ponadto, nie wszystkie działania podejmowane przez jednostki gminnego samorządu terytorialnego mogą zostać uznane za spełniające przesłanki publicznego charakteru oraz lokalnego znaczenia (w rozumieniu ustawy o samorządzie gminnym), jeżeli nie zostały tak wyraźnie zakwalifikowane w przepisach. Wniesienie przez wójta w imieniu gminy prywatnego aktu oskarżenia nie spełnia przesłanki zaspokajania zbiorowych potrzeb wspólnoty lokalnej i wykracza poza ustawowe kompetencje gminy. Legitymowanym formalnie do wniesienia aktu oskarżenia mógłby być hipotetycznie wójt gminy jako osoba fizyczna i to jedynie w przypadku, gdyby jego osobiście dotyczyły zarzuty mogące wyczerpywać przesłanki zniesławienia. W wyroku z 10 sierpnia 2004 r., sygn. akt III SA/Lu 370/04 Wojewódzki Sąd Administracyjny w Lublinie wskazał, że uprawnionymi do wniesienia aktu oskarżenia o zniesławienie z art. 212 § 1 k.k. mogą być radni rady gminy oraz wójt gminy jako osoby fizyczne (lub grupa osób), a nie jako organy gminy.

 

Niezależnie od powyższego,  CMWP SDP zwróciło uwagę, że opinie formułowane przez Pawła Gąsiorskiego w inkryminowanych artykułach należy rozumieć jako działanie nakierowane na wyjaśnienie sprawy oraz zwrócenie na nią uwagi opinii publicznej. Zgodnie z art. 10 ust. 1 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, każdy ma prawo do wolności wyrażania opinii. Prawo to obejmuje wolność posiadania poglądów oraz otrzymywania i przekazywania informacji i idei bez ingerencji władz publicznych i bez względu na granice państwowe. Artykuł 19 Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka stanowi, że „Każdy człowiek ma prawo wolności opinii i wyrażania jej; prawo to obejmuje swobodę posiadania niezależnej opinii, poszukiwania, otrzymywania i rozpowszechniania informacji i poglądów wszelkimi środkami, bez względu na granice.” Natomiast w myśl artykułu 19 ust. 2 Międzynarodowego Paktu Praw Obywatelskich i Politycznych: „Każdy człowiek ma prawo do swobodnego wyrażania opinii; prawo to obejmuje swobodę poszukiwania, otrzymywania i rozpowszechniania wszelkich informacji i poglądów, bez względu na granice państwowe, ustnie, pismem lub drukiem, w postaci dzieła sztuki bądź w jakikolwiek inny sposób według własnego wyboru.” Wreszcie, zgodnie z art. 54 ust. 1 Konstytucji RP, każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji.

 

W ocenie CMWP SDP  samo oskarżenie red. Pawła Gąsiorskiego stanowi poważne naruszenie jego praw obywatelskich w zakresie wolności słowa. Należy podkreślić, że gmina nie skorzystała z możliwości złożenia wniosku o sprostowanie zawartych w artykułach prasowych treści, które uważa za nieprawdziwe lub nieścisłe. W tym kontekście argumentacja zawarta w akcie oskarżenia budzi poważne wątpliwości, bowiem kluczowym elementem sprawy wydaje się raczej chęć ukarania „nieprawomyślnego” dziennikarza za publikację niż rzeczywiste dążenie do wyjaśnienia stanu faktycznego i obrony dobrego imienia samorządu.

 

CMWP stoi w związku z tym na stanowisku, że wniesiony w niniejszej sprawie akt oskarżenia stanowi tzw. SLAPP (strategic lawsuit against public participation), tzn. akcję procesową nakierowaną na faktyczne ograniczenie praw obywatelskich w zakresie wolności słowa, poprzez zniechęcenie red. Pawła Gąsiorskiego do podejmowania tematyki gospodarki finansowej gminy Rędziny.  Akcja ta nie służy więc założonym przez ustawodawcę celom, lecz w istocie tłumieniu krytyki, która stanowi przecież niezbędny element społeczeństwa obywatelskiego. Przyczynia się do niszczenia wolnej debaty, godząc w jeden z fundamentów porządku prawnego Rzeczypospolitej Polskiej, jakim jest wolność słowa. W konsekwencji, ewentualne skazanie dziennikarza spowodowałoby tzw. efekt mrożący i byłoby nie do pogodzenia z aktywizmem społecznym obywateli, którzy w interesie publicznym mają prawo żądać wyjaśnień, wyświetlać kontrowersyjne sprawy, krytykować i bronić w ten sposób państwa prawa (art. 2 Konstytucji RP).

 

Wypada dodać, że na Zachodzie Europy byłoby nieprawdopodobne, aby dziennikarz został skazany wyrokiem karnym za krytykę działań gminnej jednostki samorządu terytorialnego, a w każdym razie musiałaby to być sytuacja zupełnie wyjątkowa. Wynika to z faktu, iż skazywanie za krytykę organów publicznych nie mieści się w europejskich standardach wolności słowa. Skazania w takich sprawach wciąż jednak zdarzają się w krajach, które dawniej znajdowały się za żelazną kurtyną i stanowi to w dużej mierze pozostałość minionej epoki historycznej. Obecnie, praktyka orzecznicza polskich sądów szeroko nawiązuje do dorobku doktryny i orzecznictwa z zakresu wolności słowa, wypracowanego w tym zakresie w krajach Unii (a poprzednio Wspólnoty) Europejskiej. Powyższe należy również uwzględnić w niniejszej sprawie, biorąc pod uwagę orzecznictwo krajowe i zagraniczne odnoszące się do tej materii. Z orzecznictwa ETPCz wynika bowiem, że zakres dopuszczalnej krytyki organów publicznych jest znacznie szerszy. „Najwyższy poziom ochrony przysługuje wypowiedziom dotyczącym polityków i urzędników wysokiego szczebla, przy czym krytyka może być skierowana przeciwko państwu, rządowi i innym instytucjom państwowym” (Akta praw człowieka nr 18, Wolność wypowiedzi w Europie – orzecznictwo dotyczące artykułu 10 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka – cyt. za: D. Bychawska – Siniarska, „Ochrona Prawa do wolności wyrażania opinii na mocy Europejskiej Konwencji Praw Człowieka”, wyd. Rady Europy).

 

Mając powyższe na względzie, kierując się celem ochrony praw człowieka i obywatela, CMWP przedstawia niniejszą opinię.

 

 

dr Jolanta Hajdasz, dyrektor CMWP SDP

 

 Michał Jaszewski, doradca ds. prawnych SDP

 

Warszawa, 19 listopada 2021 r.

 

SPRAWA JAROSŁAWA ZIĘTARY. Zeznania Zdzisława K., świadka w tzw. procesie ochroniarzy

Zdzisław K. to świadek, który po 28 latach od zabójstwa red. Jarosława Ziętary sam się zgłosił do sądu. Swoje zeznania składał podczas rozprawy w tzw. „procesie ochroniarzy”. 

 

10 listopada odbyła się ostatnia rozprawa zaplanowana na rok 2021 w tzw. „procesie ochroniarzy”. Tego dnia Sąd Okręgowy w Poznaniu kontynuował sprawę dwóch byłych ochroniarzy  byłego holdingu Elektromis – Mirosława R. pseudonim Ryba oraz Dariusza L. pseudonim Lala.  Mężczyzn oskarża się o uprowadzenie, pozbawienie wolności i pomocnictwo w zabójstwie dziennikarza Jarosława Ziętary.  Według ustaleń krakowskiej prokuratury, oskarżeni podając się za policjantów, zmusili Jarosława Ziętarę do wejścia do samochodu przypominającego radiowóz i przekazali osobom, które zamordowały dziennikarza. Osoby te, oprócz zabójstwa, miały też zniszczyć zwłoki i ukryć szczątki reportera. Śledczy ustalili również, że oskarżonym pomagał trzeci ochroniarz, który zginął w dziwnych okolicznościach w 1993 roku. Proces od 2019 roku obserwuje Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP, które na sali sądowej reprezentuje red. Aleksandra Tabaczyńska.

 

Do sądu stawiło się troje świadków. Jako pierwsza zeznawała 50 letnia Sylwia P.,  z zawodu położna. Była ona, w latach 90 -tych bliską znajomą Przemysława C. pseudonim Granat. To nieżyjący gangster, który miał się przechwalać, że ma wiedzę na temat śmierci Jarosława Ziętary. Sylwia P. zaprzeczyła, by kiedykolwiek rozmawiała z C. o losach dziennikarza i nie ma nic do powiedzenia w tej sprawie. Sędzia sprawozdawca przeczytał protokoły z wcześniejszych zeznań świadka, które Sylwia P. potwierdziła.

 

Jako drugi zeznawał Paweł D., lat 52, z zawodu elektromechanik samochodowy. To współpracownik Jerzego U. Jerzy U to jeden z głównych świadków oskarżenia, którego zeznania w 2019 roku zostały utajnione i dziennikarze nie mogli uczestniczyć w rozprawie. U. miał na niej zeznać, że widział moment porwania dziennikarza sprzed jego domu, gdyż śledził go na zlecenie holdingu. Podobno siedział w samochodzie ze swoim współpracownikiem. Czy tak zeznał, tego dziennikarze nie usłyszeli.

 

Paweł D. poznał U. na początku lat 90. Miał jakąś sprawę, a U. wykonywał usługi detektywistyczne. Na początku luźno współpracowali, a w latach 92 może 1993 rozpoczął pracę w firmie ochroniarskiej należącej do U. Wspólnie jeździli do dłużników, śledził niewiernych małżonków itp. Praca nie była przez świadka dokumentowana w formie notatek, gdyż zgromadzone informacje przekazywał ustnie Jerzemu U. Jedynymi dowodami były zdjęcia i materiały wykonane kamerą vhs. Współpracę zakończyli prawdopodobnie w 2005 roku może później.

 

Zeznania Pawła D:

 

nie przypominam sobie, żebyśmy razem z U. śledzili kogoś na ulicy Kolejowej. – Chodzi o ulicę przy której mieszkał Jarosław Ziętara oraz miejsce uprowadzenia dziennikarza. Dopytany przez sędziego czy wie, gdzie jest ta ulica, D. potwierdził, że na Łazarzu i dodał – Jak ja jeździłem z U., to na pewno nie śledziliśmy żadnego dziennikarza. Nic mi też nie wiadomo, żeby któraś z osób śledzonych przez nas była dziennikarzem. U. mówił, gdzie dana osoba mieszka, gdzie mamy ustawić się samochodem, czasem pokazywał zdjęcia lub mówił, że mamy je zrobić (…) Nie pamiętam, żebym widział, że osoba przeze mnie obserwowana była zatrzymywana przez policję. Na pewno nie widziałem czegoś takiego.

 

Odnośnie Jarosława Ziętary, to świadek przyznał, że widział wizerunek dziennikarza w mediach i stanowczo wykluczył, że kiedykolwiek miał go obserwować. Dopytywany o zeznania w sprawie Ziętary, stwierdzi, że jeden raz Jerzy U. zabrał go na przesłuchanie.

 

– Nie wiedziałem gdzie i po co jadę. W czasie drogi U. coś tam mi nadmieniał. Byliśmy w hotelu pod Wrześnią. Przyjechał prokurator, policjant Bogdan i ktoś trzeci. Chyba protokolant. Przesłuchanie odbywało się w samochodzie. Najpierw U., a potem mnie zawołał. Przesłuchanie było w samochodzie prokuratora, obecny był tez protokolant.

 

W czasie zeznań Pawła D., U z policjantem Bogdanem palili, w popielnicy jakieś dokumenty. Jakie? D. nie wiedział. Świadek zeznał również, że Jerzy U. mówił mu później, że „tego nie widział”. „Tego” czyli uprowadzenia Jarosława Ziętary. U stwierdził, że ze względu na konflikt w firmie Jumbo (ochrona marketu), w której stracił pracę przez oskarżonych, potraktował swoje zeznania jako rodzaj kary.

 

Ostatnim przesłuchanym świadkiem tego dnia był Zdzisław K. Z jego zeznaniami dziennikarze mogli się już zapoznać w innym procesie dotyczącym tej samej sprawy, w którym oskarża się Aleksandra Gawronika o podżeganie do zabójstwa Jarosława Ziętary. 59 letni K. do sądu zgłosił się sam, uprzednio kontaktując się z redakcją Głosu Wielkopolskiego. Milczał 28 lat, a teraz postanowił opowiedzieć co wie o tej sprawie. K. to wychowanek tego samego Domu Dziecka w Szamotułach co twórca Elektromisu Mariusz Ś. Tam też się poznali, razem także przebywali w Zakładzie Karnym w Sieradzu. Świadek przyznał, że leczył się psychiatrycznie, miał ze sobą dokumenty, które chciał okazać jednak sąd nie był zainteresowany. Z Mariuszem Ś., K. rozpoczął współpracę od 1989 roku, sprzedając towary sprowadzane przez Elektromis na ul. Bema w Poznaniu. W 1991 roku Ś. zaproponował wspólny interes przejęcia spółki Strefa Wolnocłowa. K. miał już wcześniej orzeczoną niepoczytalność, w związku z inną sprawą, którą z tego powodu umorzono. Pieniądze na Strefę Wolnocłową według świadka wyłożył Mariusz Ś., a udziałowcami były: Targi Poznańskie i Miasto Poznań.

 

W ramach tej spółki sprowadziliśmy 54 tiry papierosów o wartości 7 800 000 $. Chodziło o to, żeby sprowadzić te papierosy przed zmianą przepisów celnych. (…) Miałem wytrzymać żeby nie płacić ileś dni. A potem miałem udawać głupa. Przeciągnęło się to do września, nie zdążyli sprzedać papierosów, a urząd celny zabezpieczył towar. Wtedy poszedłem do szpitala psychiatrycznego w Kościanie. Było to od września 1991 do czerwca 1992 roku.

 

Następnie świadek opowiedział, jak inny ochroniarz Elektromisu Marek Z., który był łącznikiem między świadkiem a Mariuszem Ś., ostrzegał go przed dziennikarzami. Szczególnie jednym z Gazety Poznańskiej, zgadaliśmy się, że jakiś młody dziennikarzyna był w Kościanie na terenie szpitala. Początkowo myślałem, że jest to pacjent – zeznał świadek.

 

W grudniu 1991 roku, podczas przepustki świadek spotkał się z Mariuszem Ś. Wtedy miał się dowiedzieć, że już dwóch dziennikarzy zostało przyłapanych na obserwowaniu działalności Ś. „dostali po zębach i mieli zabrane aparaty”.  W kolejnych wyjaśnieniach doprecyzował, że ten drugi dziennikarz „miał być kupiony”. Jednocześnie K. stwierdził, że pierwszy raz nazwisko Ziętara padło w jego obecności w 1993 roku w związku ze śmiercią Kapeli. Marek Z. powątpiewał w rozmowie ze Zdzisławem K., w samobójstwo ochroniarza. Twierdził, że nie wytrzymał on psychicznie po tym co zrobiono dziennikarzowi i „zaczął się rozklejać”. W kolejnej wypowiedzi, Zdzisław K. oświadczył, że Jarosław Ziętara nie miał być zabity, tylko mieli wybić mu z głowy zainteresowanie Elektromisem. Zginął przypadkowo, bo wydarzył się „wypadek przy pracy”. Dopytany co rozumie przez to określenie, wytłumaczył „od początku nie było założone, że człowiek ma zginąć, ale miał zostać tak zmaltretowany fizycznie i psychicznie, żeby mu się odechciało”.

 

Święta trójca – tak nazwał świadek trzech ochroniarzy odpowiedzialnych za uprowadzenie Ziętary i wymienił oskarżonych Lalę i Rybę oraz nieżyjącego Kapelę. Wiedzę tę pozyskał od Marka Z. Sprawcą morderstwa miał być według Zdzisława K. rosyjskojęzyczny gangster o pseudonimie Malowany, który „przypadkowo” zastrzelił Jarosława Ziętarę z pistoletu.

 

Kolejne rozprawy już w 2022 roku.

 

Tekst i zdjęcia: Aleksandra Tabaczyńska

 

Poseł Borys Budka przeciwko red. Tomaszowi Sakiewiczowi. Sprawa objęta monitoringiem CMWP SDP

16 listopada br. w Sądzie Okręgowym w Gliwicach odbyła się kolejna rozprawa cywilna z powództwa Borysa Budki przeciwko Tomaszowi Sakiewiczowi i spółce Niezależne Wydawnictwo Polskie. Poseł Platformy Obywatelskiej zarzuca redaktorowi naczelnemu Gazety Polskiej, że poprzez publikację okładki swojego tygodnika naruszył jego dobra osobiste. Chodzi o wydanie z 10 listopada 2020 r., na którym polityk – w towarzystwie innych osób oraz na tle logotypów niektórych mediów i ugrupowań – został opatrzony podpisem „oni roznieśli zarazę i śmierć”. Okładka odnosi się wprost do ugrupowań oraz osób będących twarzą demonstracji przeciwko wyrokowi Trybunału Konstytucyjnego z października ub.r.

 

Sprawa jest objęta monitoringiem CMWP SDP. Rozprawa odbyła się w formie online i trwała 1,5 godziny. W złożonym pozwie Borys Budka domaga się zapłaty 10 tys. zł zadośćuczynienia na rzecz Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy oraz publikacji przeprosin na okładce Gazety Polskiej zarówno w formie papierowej jak i elektronicznej.

 

Zeznania Borysa Budki

 

Budka, zeznając jako pierwszy, mówił: To nie jest pismo satyryczne, to nie jest karykaturalny rysunek. To jest okładka, która jest umieszczona w periodyku – nie mnie oceniać jakość – który istnieje w wielu witrynach kiosków i na niektórych stacjach benzynowych. Każdy, kto zetknie się z tego typu okładką i z tak kategorycznym stwierdzeniem może w sposób absolutnie nieuprawniony i niezgodny z faktami dojść do wniosku, że jestem jedną z osób, które zawiniły jakiejś nieokreślonej zarazie czy śmierci. Ówczesny szef PO twierdził, że po publikacji zaczęły zgłaszać się do niego anonimowe osoby, oskarżając go o śmierć ludzi, którzy nie mieli nic wspólnego z propagowanymi przez niego demonstracjami. To bardzo mocno odbiło się na mojej psychice – wspominał polityk.

 

Budka twierdził, że jego udział w maseczce na demonstracji nie miał najmniejszego związku ze wzrostem zachorowań na COVID-19. Gdyby tak było, to nie przypuszczam, by pozwany [red. Sakiewicz – przyp. red.] 2 tygodnie temu wzywał do udziału w tzw. Marszu Niepodległości w Warszawie. Nie ma gorszego oskarżenia osoby publicznej – apelował – aniżeli oskarżenie o przyczynienie się do śmierci. Można nie zgadzać się publicznie, ale są jakieś granice.

 

Zdaniem Borysa Budki publikowane przez niego treści w Internecie, dotyczące protestów przeciwko wyrokowi TK, miały wyłącznie charakter informacyjny; nie zaś zachęcający do udziału w manifestacji. Na pytanie red. Tomasza Sakiewicza o to, czy był świadom obowiązującego wówczas zakazu masowych zgromadzeń, były lider PO stwierdził, że nie było podstawy prawnej do wydania określonych obostrzeń. Nie uznawałem ministra zdrowia [min. Szumowskiego – przyp. red.] za jakiś wielki autorytet w tej sprawie chociażby po aferze respiratorowej” – przyznał otwarcie poseł – Jestem prawnikiem, a nie lekarzem. Nie zajmuję się śledzeniem tego typu informacji – oświadczył Borys Budka. Czyli prawo Pana nie dotyczy, a o ostrzeżeniach lekarzy Pan nie słyszał? – odpowiedział T. Sakiewicz.

 

Przesłuchanie red. Tomasza Sakiewicza

 

Redaktor naczelny Gazety Polskiej rozpoczął swoje zeznania od stwierdzenia, iż od samego początku trwania epidemii przyłożył wielką wagę do walki z COVID-19 i spraw związanych z bezpieczeństwem, powiedział wprost : bardzo ostro krytykowaliśmy polityków ze wszystkich stron, w tym również ze strony prawej, którzy nawoływali do łamania obostrzeń. Red. Tomasz Sakiewicz powoływał się na liczne wypowiedzi lekarzy i innych specjalistów, którzy apelowali, by nie organizować zgromadzeń publicznych, jako źródeł masowych zakażeń i śmierci. W tym czasie grupa polityków i osób publicznych podjęła decyzję odwrotną do obowiązującego prawa, zaleceń lekarzy i powszechnej wiedzy medycznej, nakłaniając i zachęcając ludzi do uczestnictwa w masowych demonstracjach tylko po to, żeby uzyskać dodatkowe poparcie polityczne. Nie było w tym żadnego istotnego celu społecznego. Faktycznie to poparcie uzyskali – wbrew temu, co mówi Pan Borys Budka. Rzeczywiście: chwilowe poparcie kosztowało śmierć bardzo wielu ludzi. Redaktor naczelny  Gazety Polskiej zaznaczył, że od samego początku trwania epidemii konsekwentnie podchodzi do kwestii związanej z bezpieczeństwem: Doprowadziłem do ukarania osób funkcyjnych w moich mediach, które nie przestrzegały obostrzeń epidemiologicznych. Tym bardziej uważałem, że należy napiętnować osoby publiczne, które zachowują się nieodpowiedzialnie. A zachowanie Pana Borysa Budki było przykładem skrajnej nieodpowiedzialności i egoizmu politycznego, w którym kosztem ofiar dąży się do uzyskania kilku procent poparcia. Tomasz Sakiewicz zwrócił uwagę, że obecna sytuacja diametralnie różni się od tej sprzed roku: Różnica pomiędzy obecnym Marszem Niepodległości czy jakąkolwiek dzisiaj demonstracją a tamtymi wydarzeniami jest taka, że każdy, kto chce, może się zaszczepić.

 

Na pytanie Sądu o napis umieszczony na okładce tygodnika naczelny Gazety Polskiej stwierdził, iż roznoszenie zarazy i śmierci odwołuje się do tego, że masowe demonstracje – do których nawoływały te osoby publiczne – prowadziły do roznoszenia zarazy i śmierci”. Zdaniem red. T. Sakiewicza nawoływanie do uczestnictwa w demonstracjach jest bardziej niebezpieczne niż zarażenie się samemu. Jeśli poprzez publikację okładki Gazety Polskiej – przez którą stoję dziś przed sądem – udało mi się ocalić choćby 1 ludzkie życie, to jestem gotów ponieść 10 takich kar, jakie chce nałożyć na mnie cenzura z Platformy Obywatelskiej – podsumował sprawę red. Tomasz Sakiewicz.

 

Ogłoszenie wyroku  w tej sprawie ma nastąpić 30 listopada br.

 

Sprawa jest objęta monitoringiem CMWP SDP (czytaj TUTAJ).

 

Tekst i zdjęcia : Anna Maria Szczepaniak

 

GIP potwierdza zarzuty operatora Kamila Różalskiego w stosunku do TVN. Sprawę monitoruje CMWP SDP

Główna  Inspekcja Pracy potwierdza, iż warunki, w  jakich Kamil Różalski, były operator telewizji TVN „wykonywał czynności na podstawie umowy cywilnoprawnej”  są charakterystyczne dla stosunku pracy i w związku z tym  GIP skierowała do jego pracodawcy czyli telewizji TVN wniosek o przekształcenie tzw. umów śmieciowych, jakie zmuszony był on podpisać, w  umowy o pracę. Główna Inspekcja Pracy przesłała  Kamilowi Różalskiemu tę ocenę pismem  z 5 listopada 2021 r.  Kontrolujący potwierdzili także, że na podstawie takich  kontrowersyjnych umów  w TVN SA na dzień 24 lutego 2021 r. pracowały 1863 osoby. Sprawa jest objęta monitoringiem CMWP SDP.  

 

Sekcja Kontroli Wewnętrznej Głównej Inspekcji Pracy prowadziła w tej sprawie czynności kontrolne  w okresie 27 maja – 22 października 2021 r.  Wg szacunkowych wyliczeń grupy byłych pracowników TVN wspierających p. Kamila Różalskiego , pozbawiając tych pracowników umów o pracę,  TVN S.A. nie odprowadziła do ZUS -u  ponad 450 mln. zł należnych składek i jednocześnie pozbawiła tym samym ponad 1800 osób prawa do urlopu, opieki medycznej, a w przyszłości zapewne i emerytury.

 

O decyzji GIP  poinformował  na swoim profilu na Facebooku Kamil Różalski. Przypomniał m.in. iż ma ona swój początek w sierpniu 2019 , gdy pozbawieni etatów pracownicy rozpoczęli batalię o swoje prawa zwracając się bezpośrednio do zarządu Discovery Inc.  To kompletnie kompromituje TVN S.A. oraz amerykańskiego właściciela – Discovery, Inc. pozbawiając ich prawa do powoływania się na etykę” –  napisał Kamil Różalski .Amerykanie woleli jednak złamać prawo oraz własny Kodeks Etyki (naruszenie anonimowości sygnalistów) oraz zastosować w stosunku do nas odwet. Woleli to, niż naprawić bagno w TVN, bo dzięki temu więcej pieniędzy można było wywieźć z Polski.W kontekście wyników kontroli dotychczasowe oświadczenia prasowe TVN S.A., że firma nie łamie prawa w obszarze zatrudnienia, okazują się cynicznym kłamstwem.

 

Wpis  Kamila Różalskiego jest TUTAJ.

 

GIP w swoim piśmie zaznaczył także, iż pracodawca, czyli TVN SA „przedstawił odmienne stanowisko od prezentowanego przez inspektora pracy”  i twierdzi, że sposób wykonywania pracy przez Kamila Różalskiego „nie uzasadnia twierdzenia, aby była to współpraca w warunkach charakterystycznych dla umowy o pracę” .  Oznacza to, iż osoba zainteresowana uzyskaniem statusu pracownika będzie zmuszona wystąpić do sądu pracy z powództwem przeciwko pracodawcy o ustalenie istnienia stosunku pracy.

 

Kamil Różalski był zatrudniony w latach 1998 – 2012 na podstawie umowy o pracę w TVN S.A. na stanowisku operatora kamery. Wówczas odprowadzane były za niego składki na ubezpieczenie emerytalne i społeczne. Wskutek presji pracodawcy miał być zmuszony do rozwiązania umowy o pracę za porozumieniem stron i przejścia na pracę w ramach umowy o dzieło lub umowy w ramach działalności gospodarczej. W konsekwencji p. Różalski świadczył pracę w taki sposób, jak wykonuje się ją na podstawie umowy o pracę, zamiast której mógł podpisać jedynie umowę o dzieło, lub prowadzić jednoosobową działalność gospodarczą. Jak wyjaśnia p. Kamil Różalski w piśmie przesłanym do wiadomości CMWP SDP: od początku 2013 roku, gdy zwracałem przełożonym uwagę na niezgodną z prawem formę zatrudnienia oraz na zmuszanie mnie do pracy po kilkanaście godzin dziennie oraz inne patologie, konsekwentnie stawałem się ofiarą mobbingu oraz wykluczenia zawodowego w konsekwencji czego ograniczano mi pracę. (…) Z roku na rok w wyniku działań pracodawcy otrzymywałem coraz mniej pracy mimo posiadania przeze mnie bardzo wysokich kwalifikacji. I tak z operatora pracującego przy najważniejszych programach typu „Mam Talent”,”You Can Dance-Po Prostu Tańcz” czy serialu „Na Wspólnej” zostałem zdegradowany do studia DD TVN  2-3 razy w tygodniu . (…) Stan ten trwał ponad 7 lat: od dnia 1 stycznia 2013 roku do kwietnia, a właściwie września 2020 roku, gdy bez podania przyczyn straż TVN otrzymała polecenie, by nie wpuszczać mnie do siedziby firmy. Chciałbym jeszcze raz podkreślić, że zarówno ja, jak i inne osoby, które rozwiązały swoje umowy o pracę za porozumieniem stron, zostały do tego zmuszone szantażem (…).  Szantaż polegał na tym, że … (imię i nazwisko do wiadomości CMWP SDP) informował osobiście podczas rozmowy, że osoba, która nie rozwiąże swojej umowy za porozumieniem stron, nigdzie nie znajdzie pracy.

 

Grupa byłych pracowników stacji TVN złożyła w ZUS zgłoszenie sygnalizujące poważne nieprawidłowości w relacjach z pracodawcą 7 października 2019 roku, jednak realne działania w tym zakresie podjęto dopiero wiosną 2021 r.  Wg informacji osób, które wystąpiły z wnioskiem o kontrolę  ZUS – u  w spółce TVN S.A.,  w podobnej, jak opisana przez nich sytuacji, jest blisko 1800 współpracowników tej telewizji.  Dlatego poseł Piotr Sak zwrócił się  w tej sprawie z interwencja poselską do ZUS-u oraz do Głównej Inspekcji Pracy (czytaj TUTAJ).

 

W związku z zawiadomieniem o wszczęciu postępowania z urzędu w sprawie podlegania  Kamila Różalskiego, byłego operatora Telewizji TVN,  ubezpieczeniom społecznym u płatnika składek TVN S.A., Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP objęło tę sprawę monitoringiem pod kątem przestrzegania praw osób ubezpieczonych zatrudnionych u wskazanego wyżej płatnika składek. Mając na uwadze, że działania płatnika składek, jak również opóźnienie czynności ZUS w niniejszej sprawie mogą stwarzać zagrożenie dla konstytucyjnych praw p. Kamila Różalskiego oraz innych osób w zakresie zabezpieczenia społecznego (art. 67 Konstytucji RP), podjęcie monitoringu niniejszej sprawy jest uzasadnione i konieczne, gdyż mogło mieć wpływ na realizację zasady wolności słowa, biorąc pod uwagę zatrudnienie Kamila Różalskiego i innych osób  w spółce medialnej (czytaj TUTAJ).

 

W związku z wszczęciem monitoringu w sprawie zostało skierowane pismo do ZUS z  prośbą o wyjaśnienie, czy  postępowanie w sprawie objęcia ubezpieczeniami społecznymi dotyczy wyłącznie p. Kamila Różalskiego, czy także innych osób, a jeżeli tak, to ilu. Poprosiliśmy także o dodatkowe informacje:  jakiego okresu czasu dotyczy postępowanie (lub postępowania), z jakiej przyczyny tut. Oddział ZUS nie podjął działań wcześniej, zważywszy, że wg posiadanych informacji p. Kamil Różalski wraz z grupą osób wniósł skargę w 2019 r.  oraz czy ZUS przeprowadził w tej sprawie kontrolę u płatnika składek i czy taka kontrola jest lub będzie prowadzona. Pismo w tej sprawie zostało wysłane do ZUS (III Oddział w Warszawie) 17 maja b.r.  W piśmie do CMWP SDP z 21 czerwca b.r.  ZUS potwierdził prowadzenia kontroli u płatnika składek czyli w firmie TVN S.A.  Kolejne pismo z prośbą o informacje o wyniku kontroli zostało wysłane z CMWP SDP do ZUS-u 3 listopada 2021 r. Na to pismo  CMWP SDP jeszcze nie otrzymało odpowiedzi.