CMWP obejmuje monitoringiem sprawę z powództwa Borysa Budki przeciwko red. Tomaszowi Sakiewiczowi

W związku z pozwem wniesionym przez Pana Borysa Budkę przeciwko Redaktorowi Tomaszowi Sakiewiczowi  redaktorowi naczelnemu „Gazety Polskiej” i „Gazety Polskiej Codziennie” Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP zawiadamia o objęciu niniejszej sprawy monitoringiem pod kątem przestrzegania praw człowieka i obywatela, szczególnie w zakresie wolności słowa i prasy.

 

Ówczesny przewodniczący Platformy Obywatelskiej Borys Budka zarzuca redaktorowi Tomaszowi Sakiewiczowi naruszenie dóbr osobistych poprzez publikację okładki tygodnika „Gazeta Polska” z dnia 10 listopada 2020 roku z jego wizerunkiem. „Oni roznieśli zarazę i śmierć” –  głosi tytuł na tej okładce, ilustrowanej zdjęciami szefa PO, a także m.in. prezydenta Warszawy Rafała Trzaskowskiego i jednej z liderek Ogólnopolskiego Strajku Kobiet Marty Lempart. „Po wielkich protestach zwolenników aborcji na życzenie drastycznie wzrosła liczba zarażonych korona wirusem” – wyjaśnia redakcja kontekst okładki wewnątrz numeru tygodnika.  Borys Budka domaga się przeprosin na okładce „Gazety Polskiej”, jak również na stronie internetowej tej gazety, oraz  zapłaty 10 tys. zł na Fundacji Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Pozwanym jest  zarówno redaktor naczelny „Gazety Polskiej”  Tomasz Sakiewicz, jak i spółka Niezależne Wydawnictwo Polskie.

 

W związku z powyższym CMWP zamierza przedstawić opinię w charakterze amicus curiae (tzw. „opinii przyjaciela sądu”), jako że jest to uzasadnione celami naszej organizacji oraz potrzebą ochrony istotnych dóbr chronionych prawem, w tym konstytucyjnych praw i wolności. W przypadku wydania opinii zostanie ona niezwłocznie przekazana Sądowi. Na obecnym etapie CMWP prowadzi monitoring sprawy, zgodnie z przepisami prawa oraz wskazanymi wyżej celami i kryteriami.

 

Zdjęcie :  pierwsza rozprawa w procesie wytoczonym przez  Borysa Budkę redaktorowi naczelnemu „Gazety Polskiej” i „Gazety Polskiej Codziennie” Tomaszowi Sakiewiczowi oraz spółce Niezależne Wydawnictwo Polskie Sp. z o.o., 28 czerwca 2021, I Wydział Cywilny Sądu Okręgowego w Gliwicach, rozprawa odbyła się w trybie zdalnym; zrzut ekranu ze strony niezależna.pl (https://niezalezna.pl/401019-budka-pozwal-sakiewicza-za-okladke-gazety-polskiej-dzis-ruszyl-proces?msnc)

 

Sporna okładka „Gazety Polskiej” z 10.listopada 2020 r.

 

 

 

Mowy końcowe w sprawie z art. 212 kk przeciwko redaktorowi Pawłowi Gąsiorskiemu z powództwa Gminy Rędziny

9 listopada br. w Sądzie Rejonowym (XVI Wydział Karny) w Częstochowie odbyła się już piąta rozprawa przeciwko red. Pawłowi Gąsiorskiemu z oskarżenia gminy Rędziny. Rozprawę prowadził SSR Marek Garlik. Red. Paweł Gąsiorski jest oskarżony z art. 212 kk za udostępnienie informacji publicznej w sprawie wydatków i dochodów z odbioru, gospodarowania i transportu odpadów od mieszkańców gminy Rędziny za lata 2017-2018. Zdaniem oskarżyciela informacje opublikowane na portalu gminaredziny.pl są nieprawdziwe. Według aktu oskarżenia gmina Rędziny została zniesławiona oraz utraciła zaufanie jej mieszkańców.

 

Centrum Monitoringu Wolności Prasy Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich objęło tę sprawę monitoringiem pod kątem przestrzegania praw człowieka i obywatela a w szczególności w zakresie wolności słowa i prasy. Sprawę obserwowały red. Halina Żwirska z CMWP SDP i mec. Weronika Bilińska z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. Na rozprawę stawili się: oskarżony red. Paweł Gąsiorski wraz z pełnomocnikiem Tomaszem Bieda oraz wójt gminy Rędziny Paweł Militowski  z pełnomocnikiem Hubertem Giłką.

 

Sędzia poinformował, że pełnomocnik oskarżyciela, który nie stawił się na tę rozprawę, dostarczył opinię prawną do akt sprawy, z którą każdy może się zapoznać. Pełnomocnicy oskarżyciela i oskarżonego wygłosili swoje mowy. Również oskarżony Paweł Gąsiorski uzasadnił swoje działania i prosił Sąd o uniewinnienie.

 

Sędzia poinformował, że na następnej rozprawie będzie ogłoszony wyrok oraz jego uzasadnienie.

 

Sprawa toczy się w trybie niejawnym. Sąd nie uwzględnił wniosku red. Pawła Gąsiorskiego popartego przez CMWP SDP o odtajnienie tej sprawy.

 

Termin kolejnej rozprawy: 23 listopada 2021 r., godzina 11:15, sala nr 13.

 

Poprzednie informacje TUTAJ.

 

Interwencja poselska w sprawie byłego operatora TVN . Sprawa objęta monitoringiem CMWP SDP

Poseł Piotr Sak wystąpił z interwencją do Zakładu Ubezpieczeń Społecznych i Państwowej Inspekcji Pracy w związku z postępowaniem dotyczącym p. Kamila Różalskiego, byłego operatora telewizji TVN i innych znajdujących się w podobnej sytuacji osób. Grupa ta złożyła skargę na pracodawcę TVN S.A. w wyniku czego Zakład Ubezpieczeń Społecznych rozpoczął z urzędu postępowanie. Jest ono objęte monitoringiem CMWP SDP.

 

8 października b.r. poseł Piotr Sak, przewodniczący Nadzwyczajnej Komisji Sejmowej ds. zmian w kodyfikacjach, zwrócił się do ZUS-u i do PIP z prośbą o zbadanie sprawy p. Kamila Różalskiego w kontekście „wielozakresowego ujawnienia prawdy materialnej i weryfikacji zarzutów interesariusza” w toku działań kontrolnych podjętych przez oddział ZUS w Warszawie. Poseł zwrócił się z prośbą o dogłębną analizę faktów oraz podjęcie działań ukierunkowanych na realizację praw pracowniczych, w tym rozważenie „zasadności i legalności prawnie relewantnych działań pracodawcy w związku z suponowaną praktyką formalizowania stosunku pracy w ramach umów cywilnoprawnych z intencją radykalnego uszczuplenia wpływu składek na ubezpieczenie społeczne kosztem transferu środków na rzecz inwestora zagranicznego – w sytuacji spełnienia stosownych przesłanek natury merytorycznej i formalnej”.

 

Kamil Różalski był zatrudniony w latach 1998 – 2012 na podstawie umowy o pracę w TVN S.A. na stanowisku operatora kamery. Wówczas odprowadzane były za niego składki na ubezpieczenie emerytalne i społeczne. Wskutek presji pracodawcy miał być zmuszony do rozwiązania umowy o pracę za porozumieniem stron i przejścia na pracę w ramach umowy o dzieło lub umowy w ramach działalności gospodarczej. W konsekwencji p. Różalski świadczył pracę w taki sposób, jak wykonuje się ją na podstawie umowy o pracę, zamiast której mógł podpisać jedynie umowę o dzieło, lub prowadzić jednoosobową działalność gospodarczą.

 

Jak wyjaśnia p. Kamil Różalski w piśmie przesłanym do wiadomości CMWP SDP: od początku 2013 roku, gdy zwracałem przełożonym uwagę na niezgodną z prawem formę zatrudnienia oraz na zmuszanie mnie do pracy po kilkanaście godzin dziennie oraz inne patologie, konsekwentnie stawałem się ofiarą mobbingu oraz wykluczenia zawodowego w konsekwencji czego ograniczano mi pracę. (…) Z roku na rok w wyniku działań pracodawcy otrzymywałem coraz mniej pracy mimo posiadania przeze mnie bardzo wysokich kwalifikacji. I tak z operatora pracującego przy najważniejszych programach typu „Mam Talent”,”You Can Dance-Po Prostu Tańcz” czy serialu „Na Wspólnej” zostałem zdegradowany do studia DD TVN  2-3 razy w tygodniu . (…) Stan ten trwał ponad 7 lat: od dnia 1 stycznia 2013 roku do kwietnia, a właściwie września 2020 roku, gdy bez podania przyczyn straż TVN otrzymała polecenie, by nie wpuszczać mnie do siedziby firmy. Chciałbym jeszcze raz podkreślić, że zarówno ja, jak i inne osoby, które rozwiązały swoje umowy o pracę za porozumieniem stron, zostały do tego zmuszone szantażem (…).  Szantaż polegał na tym, że … (imię i nazwisko do wiadomości CMWP SDP) informował osobiście podczas rozmowy, że osoba, która nie rozwiąże swojej umowy za porozumieniem stron, nigdzie nie znajdzie pracy.

 

Grupa byłych pracowników stacji TVN złożyła w ZUS zgłoszenie sygnalizujące poważne nieprawidłowości w relacjach z pracodawcą 7 października 2019 roku, jednak realne działania w tym zakresie podjęto dopiero wiosną 2021 r. Jak czytamy w piśmie skierowanym przez posła Piotra Saka do ZUS-u, według uzyskanych relacji w tym czasie „przesłuchano zaledwie kilka osób, tym samym można dostrzec pewną opieszałość w działaniach organu, do którego zwrócił się z wnioskiem o wsparcie i ochronę należnych mu praw” Kamil Różalski. Dlatego poseł Piotr Sak zwrócił się z prośbą o dogłębną analizę faktów podnoszonych w przedmiotowej interwencji oraz o podjęcie działań ukierunkowanych na realizację praw pracowniczych, w tym rozważenia zasadności legalności działań pracodawcy. Wg informacji osób, które wystąpiły z wnioskiem o kontrolę  ZUS – u  w spółce TVN S.A.,  w podobnej, jak opisana przez nich sytuacji, jest blisko 1800 współpracowników tej telewizji.

 

CMWP SDP przypomina, iż w związku z zawiadomieniem o wszczęciu postępowania z urzędu w sprawie podlegania  Kamila Różalskiego, byłego operatora Telewizji TVN,  ubezpieczeniom społecznym u płatnika składek TVN S.A., Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP objęło tę sprawę monitoringiem pod kątem przestrzegania praw osób ubezpieczonych zatrudnionych u wskazanego wyżej płatnika składek. Mając na uwadze, że działania płatnika składek, jak również opóźnienie czynności ZUS w niniejszej sprawie mogą stwarzać zagrożenie dla konstytucyjnych praw p. Kamila Różalskiego oraz innych osób w zakresie zabezpieczenia społecznego (art. 67 Konstytucji RP), podjęcie monitoringu niniejszej sprawy jest uzasadnione i konieczne, gdyż mogło mieć wpływ na realizację zasady wolności słowa, biorąc pod uwagę zatrudnienie powoda w spółce medialnej.

 

W związku z wszczęciem monitoringu w sprawie zostało skierowane pismo do ZUS z  prośbą o wyjaśnienie, czy  postępowanie w sprawie objęcia ubezpieczeniami społecznymi dotyczy wyłącznie p. Kamila Różalskiego, czy także innych osób, a jeżeli tak, to ilu. Poprosiliśmy także o dodatkowe informacje:  jakiego okresu czasu dotyczy postępowanie (lub postępowania), z jakiej przyczyny tut. Oddział ZUS nie podjął działań wcześniej, zważywszy, że wg posiadanych informacji p. Kamil Różalski wraz z grupą osób wniósł skargę w 2019 r.  oraz czy ZUS przeprowadził w tej sprawie kontrolę u płatnika składek i czy taka kontrola jest lub będzie prowadzona. Pismo w tej sprawie zostało wysłane do ZUS (III Oddział w Warszawie) 17 maja b.r.  W piśmie do CMWP SDP z 21 czerwca b.r.  ZUS potwierdził prowadzenia kontroli u płatnika składek czyli w firmie TVN S.A.

 

Interwencja posła Piotra Saka pismo do ZUS    Różalski – interwencja ZUS

 

Interwencja posła Piotra Saka pismo do PIP  Różalski – interwencja PIP  

 

Na zdjęciu : Kamil Różalski podczas konferencji pt. “W obronie dziennikarzy”  organizowanej przez CMWP SDP, 14 września 2021 r. foto: archiwum CMWP SDP

 

Wcześniejsze informacje na ten temat: TUTAJ.

 

Zabójstwo Jarosława Ziętary – podsumowanie rozpraw w październiku

13 i 20 października 2021, w Sądzie Okręgowym w Poznaniu odbyły się dwie rozprawy w trwającym od 2019 roku tzw. „procesie ochroniarzy”. Zeznawać miało dziewięciu świadków, jednak do sądu stawiło się pięciu. Proces, w którym oskarża się dwóch byłych ochroniarzy Mirosława R. pseudonim Ryba oraz Dariusza L. pseudonim Lala, byłego holdingu Elektromis obserwuje od początku Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP. Obaj mężczyźni w ocenie krakowskiej prokuratury porwali poznańskiego dziennikarza Jarosława Ziętarę i przekazali nieustalonym zabójcom.

 

Relacja z rozprawy z 13 października 2021 r.

 

Pierwszy na sali sądowej zeznawał Aleksander Gawronik, który w tym samym sądzie ma swój własny proces w tej samej sprawie. Byłego senatora oskarża się o podżeganie i pomocnictwo w zabójstwie dziennikarza. Oskarżony nie przyznaje się do winy. Jego proces również obserwuje CMWP SDP. Jednak tym razem przed sądem stawił się jako świadek. 73 letniemu, z zawodu prawnikowi, przysługiwała odmowa zeznań, ale zgodził się je składać dodając, że nie ma nic do ukrycia. Oskarżonych ochroniarzy nie zna, widział ich tylko na swojej rozprawie, gdyż zeznawali jako świadkowie. Pytany o związki z Mariuszem Ś., twórcą Elektromisu, odpowiedział, że wszystko co wie powiedział już w swojej sprawie i jest to w protokołach. W dalszej części sędzia sprawozdawca odczytywał kolejne protokoły, które świadek złożył zarówno w charakterze podejrzanego jak i później oskarżonego. Wynika z nich, że Aleksander Gawronik nie znał Jarosława Ziętary, a o podejrzeniach skierowanych pod adresem swojej osoby dowiedział się od dziennikarzy w 2014 roku. Nie zna również Macieja B. pseudonim Baryła, świadka oskarżenia w obu procesach. Mariusza Ś. poznał dopiero w 1997 roku, gdy wydzierżawił na kilka miesięcy tygodnik Poznaniak. Z zeznań byłego senatora wybrzmiewa również zaprzeczenie informacjom, że w jego ochronie na początku lat 90. pracowali obywatele dawnego ZSRR. Według relacji innych świadków, to właśnie Rosjanie, których widziano z  A. Gawronikiem, mieliby zabić Ziętarę. Gawronik stwierdził w sądzie, że w jego otoczeniu nikogo takiego nie było, choćby dlatego, że w takim wypadku straciłby koncesję na prowadzenie prywatnych kantorów. Oświadczył ponadto, że w jego opinii „legenda Jarosława Ziętary rośnie z roku na rok. W prasie pojawia się coraz więcej szczegółów, a gdy się je zaczyna sprawdzać, to one upadają.” Swoje zeznania zakończył stwierdzeniem, że „kryminalistyka zna takie przypadki, że po 30 latach znajdują się ludzie, którzy z różnych względów nie chcą mieć kontaktów z innymi. Ludzie się zawieruszają, ale się także znajdują pod zmienionym nazwiskiem.”

 

Jako drugi, tego dnia zeznawał Zbigniew B. pseudonim Makowiec, cinkciarz w czasach PRL, a także znajomy Aleksandra Gawronika, który również w tych czasach handlował walutą na ulicach Poznania. Na początku lat 90., “Makowiec” trudnił się działalnością przestępczą i miał napaść na konkurencyjny gang. Ówczesny senator pomógł B. zapewniając mu alibi. To znaczy oświadczył, że gangster nie mógł niszczyć samochodów na poznańskich Ratajach, bo w chwili popełnienia zarzucanego mu czynu przebywał u niego w biurze.

 

69 letni Zbigniew B., został na salę sądową doprowadzony w kajdankach przez funkcjonariuszy policji, gdyż odsiaduje wyrok. Na wstępie zeznał, że nic nie wie o sprawie Jarosława Ziętary i sądzi, że wezwano go ze względu na znajomość z  A. Gawronikiem. Jednak nie chciał nic więcej mówić, twierdząc, że wszystko co wie powiedział i jest już to zaprotokołowane. Sędzia Sławomir Szymański odczytał kolejne protokoły z prokuratury i z sądu. Wynika z nich, że świadek z Mariuszem Ś. współpracował w taki sposób, że „ jego ludzie przychodzili do mojego kantoru i kupowali walutę. To było przed rokiem 90. (…) Ja nigdy z nim nie współpracowałem tylko w zakresie waluty, gdy potrzebował  dużych ilości to wysyłał ochroniarzy.” Świadek przyznał również, że bywał w lokalu „Sami Swoi” należącym do Elektromisu. Zapytany o Macieja B. stwierdził, że Baryła był w Piątkowskiej grupie przestępczej, z którą grupa Makowca się zwalczała. „To był mój wróg nr 1. W więzieniu byliśmy razem w jednej celi i na oddziale N. i się dogadaliśmy. To było w 2005 roku.” Dodał również, że Maciej B. bardzo dużo mówił i „tyle trupów mi wymienił, że głowa mi pęka.” Zeznania zakończyła odpowiedź na pytanie o ewentualne interesy Aleksandra Gawronika i Mariusza Ś. „Dla mnie Gawronik to był bajkopisarz i idiota. Przyklejał się do różnych ludzi, mógł się także przykleić do Mariusza Ś. z Elektromisu, ale o ich wspólnych interesach niczego nie wiem.” Stwierdził także, że Gawronik nie proponował mu żadnych działań niezgodnych z prawem.Trzecim i ostatnim świadkiem, który stawił się podczas rozprawy był Piotr Sz., dawny wychowanek domu dziecka w Szamotułach, gdzie poznał Mariusza Ś., późniejszego twórcę holdingu Elektromis. Świadek niewiele zeznał, gdyż źle słyszał oraz przeszedł dwa udary. Nie umiał powiedzieć co wie, a co przeczytał w prasie. Nazwisko Ziętara nic mu nie mówiło.

 

Relacja z rozprawy z 20. października 2021 r.

 

Na ten dzień sąd wezwał sześciu świadków, a stawiło się jedynie trzech. Na rozprawę nie dotarli: Paweł D., Piotr G. i Marian K. Jako pierwszy zeznawał Jarosław. S. pseudonim Masa, który nie pojawił się na sali sądowej, tylko zeznawał za pośrednictwem połączenia internetowego. Świadek zwrócił się z wnioskiem do sądu o wyłączenie jawności, ochronę wizerunku, danych osobowych oraz głosu, gdyż jest świadkiem koronnym i obawia się o swoje bezpieczeństwo. Sąd nie uwzględnił wniosku Masy wyjaśniając, że nie posiada on statusu świadka koronnego w tej konkretnej sprawie. 59 letni z zawodu mechanik, nie był karany za składanie fałszywych zeznań i oświadczył, że wcześniej składał już zeznania w sprawie A. Gawronika. Sędzia odczytał protokoły zeznań, które Masa potwierdził.

 

Aleksandra Gawronika znał. Nie podobało mu się, że się otacza „ruskimi”, o czym mówiła wiedza grupowa. Tu warto dopowiedzieć, że Masa wyjaśnił ,iż wiedza grupowa „to nie są plotki, proszę tego nie lekceważyć, to jest wiedza, którą przekazują sobie przestępcy.” W swoim domu, świadek skarżył się, że ma kłopoty z dziennikarzami, bo się nim interesują. Gawronik miał powiedzieć, że ma doświadczenie w uciszaniu dziennikarzy i Masa ma mu tylko dać znać. Pierwsze spotkanie obu mężczyzn było w 1998 roku, a w 1999 spotykali się cyklicznie aż do aresztowania S. w 2000 roku. Gawronika nazwał mitomanem. „ on próbował się chwalić, uwiarygodnić w naszych oczach, a my byliśmy przestępcami.” W tym czasie przestępstwo to było intratne zajęcie, a za kontrabandę w Poznaniu odpowiadały trzy osoby: Mariusz Ś. Wiesław P. i Aleksander Gawronik. Dodał że kontakt z grupą Masy zapewniał im bezpieczne przewożenie przemycanego spirytusu. „Gdyby z nami w tym zakresie się nie dogadali, to napadalibyśmy również na ich transporty.”

 

Pytany o zabójstwo Jarosława Ziętary S. zeznał:

 

– W latach 90 ludzie ginęli na ulicach i zabicie dziennikarza to nie było nic specjalnego. Nie mam wiedzy na ten temat. Dopiero teraz, jak się patrzy na to z perspektywy czasu jest to bulwersująca sprawa.

 

Następnie przed sądem zeznania składał Piotr Najsztub, który wraz z Maciejem Gorzelińskim opublikowali na łamach Gazety Wyborczej artykuł pt. Państwo Elektromis. Materiał poświęcony Elektromisowi odsłaniał mechanizmy działalności holdingu. Dziennikarz przybył do Poznania w  1993 roku i nie ma wiedzy na temat śmierci Jarosława Ziętary. Przygotowując materiał o Elektromisie autorzy otrzymali ostrzeżenie, że jest na nich „zlecenie”.  Gazeta poinformowała MSW o zainteresowaniu tematem Elektromisu co miało chronić dziennikarzy. Dodatkowo pilnowali ich pracownicy Wyborczej. Podczas swojego dziennikarskiego śledztwa, Piotr Najsztub nie natrafił na żadne „konkrety typu wspólny biznes Mariusza Ś. i Aleksandra Gawronika. W latach 90. było dużo podłożeń bomb, zabójstw i to się wpisywało w poetykę tamtych lat, jednak dziennikarze masowo nie ginęli.”  Mariusz Ś. ostrzegał kilkakrotnie świadka, żeby nie pisali o jego firmie, bo to się może źle skończyć. Jednak nie precyzował dla kogo. Po opublikowanie artykułu Najsztub nie miał więcej problemów i nie spotkał się już z Mariuszem Ś.  Odczytane na sali sądowej wcześniejsze zeznania, dziennikarz w całości potwierdził.

 

Ostatnim świadkiem był Mariusz M., doprowadzony przed sąd z więzienia. Świadek dzielił celę między innymi z Przemysławem C., pseudonim Granat. To gangster, który zginął w wypadku motocyklowym i przechwalał się, że swoimi wyczynami. Straszył współwięźniów, że zrobi im to, co poznańskiemu dziennikarzowi. Świadek  oraz Przemysław C. siedzieli razem w więzieniu w latach 2005 – 2006, później Granat przyjeżdżał do Mariusza M. na widzenia. Rozmowy nie dotyczyły jednak Jarosława Ziętary, tylko głównie mówił o Mariuszu Ś. i że się obawia jego ludzi w związku z tym co dla nich wykonał. O ‘czarnej robocie” nie rozmawiali. W tym czasie świadek należał do podkultury więziennej i do Przemysława C. były wtedy pretensje, że ujawniał wiedzę, której nie powinien ujawniać. „Z 5 osób, które były wtedy najbliżej Przemka, 3 nie żyją, jedna odsiaduje dożywocie (Maciej B. ps. Baryła), a jedna się ukrywa (Bolesław J. ps. Bolek). Bolesława J. dwukrotnie próbowano porwać sprzed więzienia, ale jakoś udało mu się uciec. Gdy C. wyszedł z więzienia to też za dużo gadał. „ jak się mówiło o różnych grupach przestępczych w Poznaniu, to często z przymrużeniem oka, ale kiedy zaczynał się temat Orzecha czy Elektromisu, to zawsze na poważnie i każdy starał się unikać tego tematu.”

 

Świadek stwierdził, że jego jedyne źródło wiedzy o sprawie Ziętary to rozmowy w celi z C. oraz Bolesławem J.

 

Kolejne dwie rozprawy sąd zapowiedział na 4 i 10 listopada br.

 


 

„Proces ochroniarzy” to potoczne sformułowanie odnoszące się do toczącej się przed Sądem Okręgowym w Poznaniu sprawy, w której oskarżonymi są dwaj byli ochroniarze nieistniejącego obecnie poznańskiego holdingu Elektromis. Mirosława R., pseudonim “Ryba”, i Dariusza L., pseudonim “Lala” obwinia się o uprowadzenie, pozbawienie wolności i pomocnictwo w zabójstwie poznańskiego dziennikarza Jarosława Ziętary. Obaj oskarżeni nie przyznają się do winy. Rozprawy trwają od stycznia 2019 roku. Od 2016 roku trwa też drugi proces w poznańskim Sądzie Okręgowym, a obserwowany od czerwca 2019 przez CMWP SDP. Na ławie oskarżonych zasiada Aleksander Gawronik. Byłemu senatorowi, twórcy pierwszych kantorów oraz funkcjonariuszowi służb PRL, prokuratura postawiła zarzuty podżegania i pomocnictwa w zabójstwie dziennikarza. Aleksander Gawronik nie przyznaje się do winy.

 


 

Jarosław Ziętara

Ponad 29 lat temu, przed dziewiątą rano, 1 września 1992 roku, wyszedł ze swojego mieszkania na ulicy Kolejowej 49, na poznańskim Łazarzu 24. letni, dziennikarz Jarosław Ziętara. Wyszedł do pracy, do redakcji w ówczesnej Gazecie Poznańskiej. Dystans niecałych 2 km miał pokonać pieszo. Tego dnia jednak nie dotarł do pracy. Do dziś nie odnaleziono ciała mężczyzny. W roku 1999 został sądownie uznany za zmarłego. Jego symboliczny grób znajduje się w Bydgoszczy. Rodzice Jarka, pomimo ogromnego zaangażowania przede wszystkim jego ojca, zmarli, nie doczekawszy się informacji o synu. Jest to jedyne morderstwo dziennikarza w Polsce po 1989 roku. Śmierć Ziętary miała związek z jego pracą dziennikarską, pomimo młodego wieku i kilkuletniego dopiero stażu w zawodzie.

 

Tekst i zdjęcia: Aleksandra Tabaczyńska, obserwator procesu w imieniu CMWP SDP

 

Bloger z Pruszcza Gdańskiego uniewinniony w II instancji z oskarżenia z art. 212 kk. Decyzja Sądu zbieżna ze stanowiskiem CMWP SDP

Sąd Okręgowy w Katowicach (Wydział Karny Odwoławczy) na rozprawie 22 października br. uniewinnił blogera  z Pruszcza Gdańskiego oskarżonego z art. 212 kk  o zniesławienie spółki Lyoness Polland sp.z.o.o oraz postanowił obciążyć wszystkimi kosztami procesu oskarżyciela prywatnego, czyli  firmę Lyoness Poland. Sprawa dotyczyła wpisów na blogu z 2013 r.  i była objęta monitoringiem CMWP SDP. Obrońcą blogera, który nie chce, by ujawniać jego nazwisko, był mec. Paweł Matyja z Katowic. 

 

Spółka zarzuciła dwóm blogerom , że działając wspólnie i w porozumieniu, “tworząc i prowadząc przy użyciu sieci internet, w serwisie internetowym „Blox.pl” blog, który z samego założenia (intencjonalnie) poprzez stworzenie nazwy „antylyoness” nakierowany miał być  na naruszanie dobrego imienia pokrzywdzonej spółki  opublikowali  nieprawdziwe wypowiedzi  na jej temat. W zakresie wszystkich zarzutów poza jednym w pierwszej instancji postępowanie umorzono. Spółka nawet się nie odwoływała.

 

Co do jednego czynu, (wpis sprzed 8 lat!) postępowanie warunkowo umorzono, to znaczy że stwierdzono winę oskarżonego, ale nie wymierzono mu kary, uznając, że czyn nie ma wielkiej szkodliwości społecznej. Wówczas sprawa została objęta monitoringiem CMWP SDP, które przesłało w tej sprawie swoje stanowisko do Sądu odwoławczego.  Kara, jaką wymierzył sąd I instancji w ocenie CMWP SDP była nieuzasadniona, ponieważ w tym wypadku  wpis na blogu,  którego dotyczyło postępowanie karne z art. 212 kk,  był wypowiedzią anonimowej osoby, posługującej się jedynie pseudonimem, nie jest nawet wiadome czy oskarżonego, ten bowiem konsekwentnie nie przyznawał się do winy. Wymowne jest także to, że druga oskarżona w tej sprawie blogerka, która stała pod takim samym zarzutem, została uniewinniona.

 

Podkreślić należy, że cała kwestionowana wypowiedź z 2013 r. o treści „Aktualnie przed Prezesem Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów prowadzone jest postępowanie w sprawie stosowania przez spółkę Lyoness Poland Sp. z o.o. praktyki naruszającej zbiorowe interesy konsumentów” była wiernym cytatem wypowiedzi Ministra Finansów, w dodatku nie wypowiedzianej pochopnie, a wyartykułowanej na piśmie do ówczesnego Marszałka Senatu RP. Pismo było publicznie dostępne w Internecie na oficjalnych stronach internetowych tychże urzędów. Nie było jakichkolwiek podstaw, by kwestionować ich treść.

 

CMWP SDP w swoim stanowisku przypomniało, że wypowiedzi takich osób – w tym pochodzące z urzędowych dokumentów, cytowane są w mediach każdego dnia i jako nie podlegające autoryzacji, nie są sprawdzane przez dziennikarzy pod kątem wiarygodności. Z oczywistych względów dotyczy to również osób prywatnych, które mają prawo powoływać się na wypowiedzi osób publicznych w sprawach publicznych i włączać się do debaty publicznej realizując tym samym zasady funkcjonowania społeczeństwa obywatelskiego. Kwestia odpowiedzialności karnej za cytowanie tego rodzaju wypowiedzi została jednoznacznie rozstrzygnięta przez Sąd Najwyższy, które to stanowisko Centrum Monitoringu Wolności Prasy popiera i wskazuje na jego aktualność.

 

Mając na uwadze powyższe orzeczenie – czytamy w stanowisku CMWP SDP przesłanym do Sądu –  należy kategorycznie stwierdzić, że osoba, która wiernie zacytowała wypowiedź Ministra Finansów zawartą w urzędowym dokumencie, a przy tym zaznaczyła, że dany fragment wypowiedzi jest wiernym cytatem, a nawet wskazała jego dokładne źródło, a przy tym była to wypowiedź dotycząca spraw publicznych, nie powinna ponosić odpowiedzialności karnej w sprawie. Gdyby przyjąć bowiem odmienną optykę i zaaprobować pogląd Sądu Rejonowego Katowice – Zachód w Katowicach, doszłoby do absurdalnej sytuacji, w której dziennikarze, ale też wszystkie osoby włączające się do debaty na temat spraw publicznych, co jest przecież zjawiskiem pożądanym, byłyby zmuszone do weryfikacji pod kątem prawdziwości niepodlegających przecież autoryzacji wypowiedzi osób pełniących funkcje publiczne, co de facto czyniłoby niemożliwym wykonywanie zawodu dziennikarza czy wręcz dyskutowanie o sprawach publicznych, ze strachu że być może dyskutuje się na temat nieprawdziwych twierdzeń. Trudno również zgodzić się na to, aby dziennikarz, bloger, czy użytkownik Internetu miał ponosić odpowiedzialność karną za cudzą wypowiedź, w sytuacji gdy kontestujący jej treść, nigdy nie zarzucił jej nieprawdziwości rzeczywistemu autorowi wypowiedzi.

 

Bloger prosił, by  nie podawać do publicznej wiadomości jego danych personalnych.

 

CMWP SDP w liczbach i w mediach. Sprawozdanie z działalności za okres 2018-2021

Centrum Monitoringu Wolności Prasy  SDP wpisało się znacząco i na trwale w polski system medialny – wynika z danych Agencji Informacyjnej Press Serwis Monitoring Mediów opracowanych  dla CMWP SDP za lata 2018-2021 w związku z rozpoczynającym się w sobotę 16 października Walnym Zjazdem Delegatów SDP w Kazimierzu Dolnym . W ostatnich blisko 4 latach w prasie, radiu i telewizji oraz Internecie ukazało się ponad 9  tysięcy wzmianek medialnych z nazwą Centrum Monitoringu Wolności Prasy  SDP, a po wpisaniu nazwy  Centrum Monitoringu Wolności Prasy  SDP w wyszukiwarkę Google w październiku 2021 r. pojawiało się 270 tysięcy tzw. rekordów w 0,46 s  i  590 tysięcy w 0,51 s. 

 

W tym czasie CMWP SDP opublikowało 136 stanowisk i oświadczeń dotyczących realizacji zasady wolności słowa i niezależności mediów oraz objęło ponad 100 dziennikarzy nieodpłatną pomocą prawną i procesową. Linki z cytatów i wypowiedzi medialnych CMWP SDP zamieszczane są w comiesięcznych sprawozdaniach CMWP SDP przesyłanych do członków SDP i publikowanych na stronie cmwp.sdp.pl w zakładce „sprawozdania”. Ich zbiorcze zestawienie (samych linków) za okres 1.01.2018 – 30.09.2021 liczy około 45 stron formatu A4. Wg opracowania Agencji Informacyjnej Press Serwis Monitoring Mediów (niezależna agencja monitorująca tzw. wzmianki prasowe) od lipca 2017 do lipca 2021 ukazało się  9371 wzmianek i notatek w prasie, radiu, telewizji i w Internecie z nazwą Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP oraz 3991 z nazwiskiem dyr. Jolanty Hajdasz.  Dane te uzupełniają Sprawozdanie CMWP SDP 2018 -2021, które w wersji papierowej otrzymają delegaci na Walny Zjazd Delegatów SDP w dniu jego rozpoczęcia.

 

Sprawozdanie będzie dostępne na stronie cmwp.sdp.pl po zakończeniu Zjazdu.

Sąd Najwyższy uniewinnił red. Marcina Rolę pozwanego z art. 212 kk. CMWP SDP broniło dziennikarza

13 października br. Sąd Najwyższy uniewinnił red. Marcina Rolę, red. nacz.  telewizji internetowej wRealu24 .pl od zarzutu zniesławienia jednej z uczestniczek tzw. „czarnego piątku”  w 2018 r. Sprawa była objęta monitoringiem CMWP SDP, które na etapie rozprawy apelacyjnej przedstawiło w Sądzie swoje stanowisko w obronie dziennikarza. 

 

Red. Marcin Rola został oskarżony o przestępstwo z art. 216 § 2 k.k., które miało polegać na użyciu w mediach słów powszechnie uznanych za obelżywe wobec uczestniczki protestów w ramach tzw. „czarnego piątku”, czyli pikiety środowisk feministycznych popierających aborcję. Protest był odpowiedzią na obywatelski projekt ustawy „Zatrzymaj aborcję”, zmieniający prawo pod kątem zwiększenia ochrony życia chorych dzieci. Akt oskarżenia wniosła osoba prywatna. Wyrokiem Sądu Rejonowego w Toruniu – II Wydział karny,  red. Marcin Rola został skazany z art. 212 § 1 i 2 k.k. za przestępstwo pomówienia (sąd w ten sposób zmienił kwalifikację prawną zarzutu oskarżenia). Wymierzono mu karę 3 miesięcy ograniczenia wolności z obowiązkiem wykonywania pracy na cele społeczne, zobowiązując do zapłaty nawiązki 10 tys. zł na PCK, zadośćuczynienia za doznaną krzywdę, zwrotu kosztów oraz przeproszenia. Od powyższego wyroku pełnomocnicy procesowi M. Roli wnieśli apelację.

 

Wtedy Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP objęło niniejszą sprawę monitoringiem pod kątem przestrzegania praw człowieka i obywatela, w szczególności  w zakresie wolności słowa.  CMWP SDP stało na stanowisku, iż  wyrok Sądu I Instancji nie powinien się ostać w obrocie prawnym, gdyż przyczyniałby się do niszczenia wolnej debaty i  godził w jeden z fundamentów porządku prawnego Rzeczypospolitej Polskiej, którym jest wolność słowa i mediów. Dlatego CMWP SDP przekazało do Sądu  odwoławczego  (Sąd Okręgowy w Toruniu) opinię w obronie oskarżonego dziennikarza, a potem do Sądu Najwyższego.

 

Sąd Najwyższy uwzględnił w całości skargę i uchylił skazujący wyrok. Jak większość spraw  z art. 212 kk ,  proces red. Marcina Roli odbywał się w trybie niejawnym.

 

W Sądzie Rejonowym  w Toruniu red. Marcina Rolę skazał sędzia Jędrzej Czerwiński, który był w tym samym czasie rzecznikiem toruńsko-włocławskiego stowarzyszenia Iustitia.

 

W opisanych rozprawach dziennikarza reprezentowali: mec. Monika Brzozowska-Pasieka oraz mec. Jarosław Litwin.

 

Więcej na ten temat TUTAJ.

 

Red. Michał Adamczyk nie musi usuwać wpisu na Twitterze nt. Romana Giertycha

Sąd Okręgowy Warszawa Praga uchylił nakaz usunięcia wpisu red. Michała Adamczyka  na Twitterze  na temat Romana Giertycha. Stało się to na skutek zażalenia Prokuratury Regionalnej w Warszawie. Sprawa toczy się dalej, objęta jest monitoringiem CMWP SDP, które zajmowało publiczne stanowisko w tej sprawie w sierpniu br.

 

4 maja br. w związku z pozwem wniesionym przez Pana Romana Giertycha przeciwko dziennikarzowi TVP Michałowi Adamczykowi  Sąd Okręgowy Warszawa – Praga w Warszawie nakazał dziennikarzowi usunąć wpis na Twitterze oraz zakazał mu  na okres 1 roku publikacji na ten temat  ewentualnych defraudacji środków pieniężnych  i przyjęcia  wielomilionowych korzyści finansowych przez Romana Giertycha. 24 sierpnia b.r. Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP zawiadomiło Sąd o objęciu niniejszej sprawy monitoringiem pod kątem przestrzegania praw człowieka i obywatela, szczególnie w zakresie wolności słowa i prasy oraz stosowania niedopuszczalnej cenzury prewencyjnej, ponieważ Sąd nakazał nie tylko usunięcie opublikowanej wcześniej opinii, ale także objął zakazem wszystkie potencjalne materiały dziennikarskie, jakie na ten temat chciałby opublikować red. Michał Adamczyk.

 

Sąd Okręgowy Warszawa – Praga na żądanie Pana Romana Giertycha bez wyroku, na niejawnej rozprawie udzielił zabezpieczenia w ten sposób, że nakazał dziennikarzowi natychmiastowo usunąć z jego profilu w portalu społecznościowym Twitter wpis dotyczący postępowania prowadzonego w sprawie Romana Giertycha oraz jednocześnie zakazał dziennikarzowi publikowania informacji o jakiejkolwiek defraudacji środków pieniężnych przez Romana Giertycha . Przyczyną pozwu jest to, iż dziennikarz w jednozdaniowym wpisie odnosił się do szeroko komentowanej sprawy wyprowadzenia i przywłaszczenia ze spółki deweloperskiej ok. 92 mln zł. Nie przesądzał o winie Romana Giertycha, a mimo to Sąd nakazał dziennikarzowi usunięcie wpisu. Decyzja Sądu ma charakter cenzury prewencyjnej, ponieważ Sąd zakazuje publikacji materiałów dziennikarskich na konkretny temat przed ich powstaniem, przed ich redakcją i przed ich ewentualną publikacją. Narusza to podstawowe zasady zagwarantowane w Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej, m. in. zasadę wolności prasy i innych środków przekazu, wolności wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji. Zgodnie z art. 54 ust. 2 Konstytucji, cenzura prewencyjna środków społecznego przekazu jest zakazana. Warto przy tym zauważyć, że specyfika medium społecznościowego, jakim jest Twitter sprawia, iż nie istnieje techniczna możliwość późniejszego przywrócenia usuniętego wpisu po zakończeniu postępowania. Z kolei zakaz publikacji to najbardziej drastyczny wobec dziennikarza środek, jaki może zostać zastosowany przez Sąd, zaprzeczający zasadom wolności słowa i podważający funkcje wolnej prasy w społeczeństwie.

 

W związku z powyższym CMWP przedstawi swoją opinię w tej sprawie w charakterze amicus curiae (tzw. „opinii przyjaciela sądu”), jako że jest to uzasadnione celami  naszej organizacji oraz potrzebą ochrony istotnych dóbr chronionych prawem, w tym konstytucyjnych praw i wolności.  Na obecnym etapie CMWP prowadzi monitoring sprawy, zgodnie z przepisami prawa oraz wskazanymi wyżej celami i kryteriami.

 

Protest CMWP SDP przeciwko zatrzymaniu red. Rafała Ziemkiewicza na lotnisku w Londynie

CMWP SDP stanowczo protestuje przeciwko bezpodstawnemu i skandalicznemu zatrzymaniu polskiego dziennikarza i publicysty Rafała Ziemkiewicza przez służbę graniczną na lotnisku Heathrow w Wielkiej Brytanii i apeluje do władz państwowych, w tym do Ministerstwa Spraw Zagranicznych, o jak najszybsze i szczegółowe wyjaśnienie wszelkich okoliczności tej sprawy. Zatrzymanie i niewpuszczenie dziennikarza na teren Wielkiej Brytanii z powodu głoszonych przez niego poglądów jest szczególnie bulwersującym przejawem eliminowania z przestrzeni publicznej  dziennikarzy  utożsamiających się z konserwatywnymi i prawicowymi poglądami.  

 

2 października b.r. publicysta jednego z najbardziej opiniotwórczych w Polsce tygodnika “Do Rzeczy” przyleciał do Wielkiej Brytanii z żoną i córką, która miała rozpocząć naukę w Oxfordzie. Brytyjskie służby przepuściły żonę i córkę redaktora Rafała Ziemkiewicza, ale jego samego zatrzymały. Publicyście odebrano m.in. leki, dokumenty i telefon. Po kilku godzinach red. Rafał Ziemkiewicz został zwolniony z aresztu, ale jednocześnie został zmuszony do natychmiastowego powrotu do Polski. Brytyjski Urząd do Spraw Cudzoziemców w wydanym przez siebie dokumencie stwierdził, iż red. Rafał  Ziemkiewicz został zatrzymany z powodu głoszonych poglądów politycznych. Czytamy w nim: „Wnioskował pan o pozwolenie na wjazd do Wielkiej Brytanii jako gość na dwa dni. Jednakże uważam, że wykluczenie pana ze Zjednoczonego Królestwa sprzyja interesowi publicznemu. Wynika to z pańskiego zachowania oraz głoszonych poglądów, które są sprzeczne z brytyjskimi wartościami i mogą być obraźliwe dla innych, a tym samym sprawiają, że uzyskanie możliwości wjazdu [na teren Wielkiej Brytanii – red.] jest niepożądane” – napisano w oficjalnym dokumencie brytyjskich służb opublikowanym na portalu dorzeczy.pl (ang. You have sought permission to enter the UK as a visitor for two days. However I consider your conclusion from the UK is conductive to the public good. This is due to your conduct and views which are at odds with British values and likely to cause offence and therefore make it undesirable for you to be granted entry).

 

Zatrzymanie redaktora Rafała Ziemkiewicza i niewpuszczenie go do wjazdu na teren Wielkiej Brytanii to skandaliczne i niedopuszczalne naruszenie zasady wolności słowa fundamentalnej dla każdego demokratycznego państwa. Zgodnie z art. 10 ust. 1 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, każdy ma prawo do wolności wyrażania opinii. Prawo to obejmuje wolność posiadania poglądów oraz otrzymywania i przekazywania informacji i idei bez ingerencji władz publicznych i bez względu na granice państwowe. Artykuł 19 Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka stanowi, że Każdy człowiek ma prawo wolności opinii i wyrażania jej; prawo to obejmuje swobodę posiadania niezależnej opinii, poszukiwania, otrzymywania i rozpowszechniania informacji i poglądów wszelkimi środkami, bez względu na granice. Natomiast w myśl artykułu 19 ust. 2 Międzynarodowego Paktu Praw Obywatelskich i Politycznych: Każdy człowiek ma prawo do swobodnego wyrażania opinii; prawo to obejmuje swobodę poszukiwania, otrzymywania i rozpowszechniania wszelkich informacji i poglądów, bez względu na granice państwowe, ustnie, pismem lub drukiem, w postaci dzieła sztuki bądź w jakikolwiek inny sposób według własnego wyboru. Zgodnie z orzecznictwem Europejskiego Trybunału Praw Człowieka (ETPCz), wolność słowa dotyczy nie tylko prawa do informacji lub opinii nieobraźliwych lub neutralnych, ale nawet tych, które są obraźliwe, szokujące lub niepokojące (sprawa Prager i Oberschlick przeciwko Austrii, skarga nr 11662/85).

 

Red. Rafał Ziemkiewicz to znany i ceniony polski dziennikarz, publicysta o konserwatywnych i prawicowych poglądach, komentator polityczny i ekonomiczny, a także pisarz specjalizujący się w literaturze fantastycznonaukowej i społeczno-obyczajowej, autor kilkudziesięciu powieści, zbiorów opowiadań oraz książek publicystycznych.

 

W związku z zaistniałą i opisaną powyżej sytuacją CMWP SDP apeluje do władz państwowych, w tym do Ministerstwa Spraw Zagranicznych, o jak najszybsze i szczegółowe wyjaśnienie wszelkich okoliczności tej sprawy.

 

dr Jolanta Hajdasz, dyr. CMWP SDP

Warszawa, 3. października 2021  r.

Oświadczenie red. Krzysztofa Kaźmierczaka w sprawie pomówień w książce „Dziennikarz, który wiedział za dużo…”

18 września br. CMWP SDP otrzymało oświadczenie  red. Krzysztofa Kaźmierczaka  w związku z publikacją książki “Dziennikarz, który wiedział za dużo. Dlaczego Jarosław Ziętara musiał zginąć?”. Publikujemy je w całości:

 

Oświadczenie w sprawie pomówień w książce „Dziennikarz, który wiedział za dużo. Dlaczego Jarosław Ziętara musiał zginąć?”

 

Pracuję zawodowo jako dziennikarz 30 lat, z czego 29 lat zajmuję się sprawą porwania i zabójstwa w 1992 roku mojego kolegi redakcyjnego, Jarka Ziętary. Jestem nie tylko autorem lub współautorem bardzo licznych (publikowanych w latach 1992-2021) artykułów na ten temat, ale przede wszystkim byłem inicjatorem i aktywnym uczestnikiem działań, które po 19 latach doprowadziły do przełomu w sprawie – podjęcia pierwszego rzetelnego śledztwa, a w jego efekcie skierowania do sądów aktów oskarżenia w sprawie Ziętary. Jestem uczestnikiem zdarzeń związanych ze sprawą, świadkiem w trwających procesach o zabójstwo dziennikarza. Jestem przy tym pomysłodawcą i przedstawicielem działających od 2010 roku Komitetów Społecznych, które prowadziły i prowadzą nadal działania na rzecz pociągnięcia do odpowiedzialności winnych zabójstwa Jarka Ziętary, szerzenia wiedzy o tej sprawie oraz upamiętnienia zamordowanego dziennikarza.

 

Moja rola w sprawie Ziętary odnotowana jest w aktach oskarżenia w sprawie zabójstwa Jarosława Ziętary, zgromadzonym materiale dowodowym, ma odzwierciedlenie w trwających procesach. Jest wskazywana w publikacjach wielu autorów, które ukazały się w ciągu ostatniego dziesięciolecia. Jej potwierdzeniem są także przyznane nagrody dziennikarskie za zaangażowanie i publikacje w sprawie Ziętary.

 

Niestety, w książce „Dziennikarz, który wiedział za dużo. Dlaczego Jarosław Ziętara musiał zginąć?” zamieszczono na mój temat treści niezgodne z prawdą, marginalizujące, deprecjonujące moją rolę w sprawie Ziętary, naruszające moje dobra osobiste, pomawiające, podważające kompetencje zawodowe i ośmieszające mnie. To mieszanina zbioru plotek, złośliwych interpretacji i nieprawdziwych informacji. Znaczna ich część w ogóle nie dotyczy sprawy Ziętary, nie ma racjonalnego uzasadnienia ich zamieszczanie w książce na ten temat. Do tego te krzywdzące mnie treści zostały opublikowane bez umożliwienia mi ustosunkowania się do nich. Mimo iż książka ma charakter dziennikarski, a zatem obejmują ją zasady, do których należy zapewnienie możliwości odniesienia się do zarzutów.

 

Nie budzi moich wątpliwości, że w książce „Dziennikarz, który wiedział za dużo. Dlaczego Jarosław Ziętara musiał zginąć?” świadomie, celowo przedstawiono mnie w złym świetle w sprawie Ziętary, której poświęciłem znaczną część mojego życia.

 

Rozważam podjęcie kroków prawnych w obronie mojego dobrego imienia.

 

Krzysztof M. Kaźmierczak

 

Na zdjęciu : Krzysztof M. Kaźmierczak przy tablicy upamiętniającej śmierć red. Jarosława Ziętary odsłoniętej staraniem Społecznego Komitetu, który zorganizował i którego pracami kierował (arch. CMWP SDP)