Apelacja w sprawie przeciwko dziennikarce i dyrektor TVP3 Gdańsk

20 grudnia odbyła się pierwsza rozprawa apelacyjna w sprawie z powództwa Henryka Jezierskiego przeciwko Joannie Strzemiecznej -Rozen, dyrektor TVP3 Gdańsk i dziennikarce tej stacji, red. Agacie Mielczarek. Pierwsza rozprawa w drugiej instancji, a więc w I Wydziale Cywilnym SA w Gdańsku odbyła się  w formie zdalnej. Sprawa jest objęta monitoringiem CMWP SDP, na rozprawach reprezentuje Centrum red. Maria Giedz. 

 

Apelację od  wyroku wydanego przez sąd pierwszej instancji, czyli Sąd Okręgowy w Gdańsku złożył Henryk Jezierski, właściciel internetowych wydawnictw motoryzacyjnych, który w 2017 r. miał wejść w skład Rady Programowej TVP3 Gdańsk. Nie wszedł, a dokładnie został odwołany z powodu materiału informacyjnego wyemitowanego w TVP 3 Gdańsk, w którym, jak twierdzi zainteresowany, bezpodstawnie przypisano mu współpracę ze Służbami Bezpieczeństwa z czasów PRL. Złożył więc apelację do Sądu Apelacyjnego w Gdańsku o nakaz i zapłatę, pozywając Joannę Strzemieczną- Rozen, dyrektor TVP3 Gdańsk i dziennikarkę tejże stacji telewizyjnej Agatę Mielczarek.

 

20 grudnia w  rozprawie wzięli udział: powód, czyli Henryk Jezierski oraz jego pełnomocnik mec. Małgorzata Jezierska-Wojdak, pozwana Agata Mielczarek wraz z pełnomocnikiem Tomaszem Plaszczykiem, a także mec. Wenanty Plichta, pełnomocnik Joanny Strzemiecznej-Rozen, która osobiście w posiedzeniu nie mogła uczestniczyć. Sprawę prowadziła Sędzia Sądu Apelacyjnego Dorota Majerska-Janowska. Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP objęło tę sprawę   monitoringiem pod kątem przestrzegania praw człowieka i obywatela w zakresie wolności słowa. Z ramienia CMWP proces sądowy obserwowała Maria Giedz.

 

Przypomnijmy: Przedmiotem sporu był wyemitowany w dniu 27 stycznia 2017 r. w TVP3 Gdańsk materiał informacyjny dotyczący wyboru członków do Rady Programowej w tejże stacji oraz w Radiu Gdańsk. Powód, który wszedł w skład Rady Programowej TVP3 Gdańsk, po czym został odwołany, zarzucił pozwanym bezpodstawne przypisanie mu współpracy z peerelowską SB. Zarzucił im też brak rzetelności dziennikarskiej, mimo że materiał został opublikowany w oparciu o dokumenty z IPN oraz opracowanie Daniela Wicentego, „Weryfikacja Gdańskich Dziennikarzy w Stanie Wojennym”, wydane przez IPN w 2015 r., co widać na nagraniu.

 

Z wyroku Sądu Okręgowego w Gdańsku dowiadujemy się, że Sąd nakazał pozwanym Joannie Strzemiecznej-Rozen oraz Agacie Mielczarek wyemitowanie, na własny koszt, w głównym, piątkowym wydaniu „Panoramy” oraz opublikowanie na portalu internetowym TVP 3 -http://www.gdansk.tvp.pl w najbliższym terminie po upływie 14 dni od uprawomocnienia się wyroku, oświadczenia o następującej treści: „Przepraszam Szanownego Pana Redaktora Henryka Jezierskiego za opublikowanie bezpodstawnej informacji o współpracy powoda Henryka Jezierskiego ze służbami specjalnymi PRL. Jest mi niezmiernie przykro, że informacja ta, wyemitowana w gdańskiej „Panoramie” z dnia 27 stycznia 2017 roku naruszyły Jego dobre imię i cześć”. Pozwane miały się podpisać pod owym oświadczeniem.

 

Sąd nakazał także obu pozwanym uiszczenia kwoty po 600 zł na rzecz powoda Henryka Jezierskiego. Są to koszty, które powód poniósł jako wpis, wnosząc pozew. Pozostałe żądania powoda Sąd oddalił.

 

Henryk Jezierski domaga się jednak nieco innej treści przeprosin i to publikowanych na jego prywatnym portalu, najpierw przez miesiąc w części głównej portalu, gdzie, jak podała córka powoda mec. Jezierska-Wojdak podczas poniedziałkowej rozprawy, takie ogłoszenie kosztuje 200 zł netto za dobę, a następnie przez 12 miesięcy w dziale Publicystyka. Ponoć tam ogłoszenia są darmowe.  Niemniej obie panie miałyby zapłacić razem netto 12 tys. zł. [Mec. Tomasz Plaszczyk podał dla porównania, że miesięczna opłata za ogłoszenie na dużym bilbordzie wynosi od 750 do 900 zł miesięcznie]. Jezierski chciał też, aby każda z pozwanych uiściła po 20 tys. zł na cel społeczny, a także taką samą kwotę, czyli po kolejne 20 tys. zł na rzecz powoda tytułem zadośćuczynienia. Ponieważ rozprawa sądowa toczyła się zdalnie, to treść apelacji złożonej przez Jezierskiego, a odczytanej przez Sędzię Dorotę Majerską-Janowską była w większości niezrozumiała. Niemniej wyraźnie były wyartykułowane roszczenia finansowe Powoda.

 

Do apelacji odniósł się mec. Wenanty Plichta, który wniósł o oddalenie roszczeń powoda. „Powód w 2017 r. był osobą publiczną. Wchodził w skład organu ustawowego, czyli Rady Programowej TVP. Musiał się więc liczyć z zainteresowaniem społeczeństwa jego osobą… Działanie Agaty Mielczarek (autorki wyemitowanego materiału informacyjnego) było w interesie publicznym. Nie wchodziła ona w sprawy prywatne Powoda. Media mają prawo interesować się różnymi aspektami działalności osób publicznych. Mają też prawo do ich oceny, również krytycznej.”

 

Mec. Plichta podkreślił, że Mielczarek opierała się na dokumentach. Mówił, że „nie może być tak, iż prawo do ochrony dobrego imienia jest większe od prawa do swobody wypowiedzi”. Sąd pierwszej instancji stwierdził, że zostało naruszone prawo do swobody wypowiedzi. Powód wypowiadał się wówczas lakonicznie o 2-3 kontaktach z SB, a potem, w innym procesie, jak przedstawiał Plichta, przyznał się, że było ich więcej, co zostało zapisane w uzasadnieniu wyroku karnego (Sądu Rejonowego Gdańsk-Południe Wydziału II Karnego) skazującego Powoda w innym procesie, toczącym się również w Gdańsku z Ewą Leśniewską-Jagaciak (byłą dziennikarką trójmiejską). Powód przemilczał te fakty w Sądzie Okręgowym. Zdaniem Plichty w wyemitowanym materiale 27 stycznia 2017 r. nie doszło do naruszenia dóbr Powoda. Mec. Plichta wniósł, aby akta procesu karnego i wyrok skazujący Jezierskiego z 17 listopada 2021 r. dołączyć do akt sprawy.

 

Mimo to Henryk Jezierski domaga się, aby przeprosiny zostały zamieszczone na jego portalu, a jak wykazywali mecenasi pozwanych, na portalach motoryzacyjnych, których Powód jest i redaktorem naczelnym i wydawcą nie doszło do żadnych naruszeń dóbr prywatnych Powoda.

 

Mec. Tomasz Plaszczyk wyraźnie wyartykułował, że w przypadku tego procesu nie chodzi o sprawę lustracyjną tylko o niedopuszczenie dziennikarzy do swobody wypowiedzi. W materiale nie doszło do naruszenia dóbr osobistych, bo każda ze stron mogła się wypowiedzieć. Jezierskiemu dano tę możliwość dwukrotnie. „Wyrok Sądu Okręgowego był wręcz salomonowym. Domaganie się zamieszczenia przeprosin w formie płatnego ogłoszenia na prywatnym portalu Powoda jest sposobem na uczynienie z tego źródła dodatkowego dochodu”. Na dodatek Powód domaga się przeprosin na portalu, na którym dochodzi do naruszeń praw osobistych wielu innych osób.

 

Mec. Jezierska-Wojdak podtrzymała twierdzenie swojego ojca, że jego kontakty z SB nie miały miejsca, że „nie jest to proces lustracyjny, że w IPN nie ma żadnego dokumentu (mówiącego) o współpracy Jezierskiego z SB i że dopuszczenie do sprawy kolejnych wniosków dowodowych jest bezpodstawne, bo istotą jest to, co znajduje się w dokumentach IPN”. Po za tym „w latach 80. XX w. Powód nie było osobą publiczną, nie sprawował żadnych funkcji publicznych”. (Był dziennikarzem, sekretarzem redakcji.) Inna sytuacja była w 2017 r. Dowodów na to, że jej Ojciec był tajnym współpracownikiem nie ma i nie będzie. Stwierdzenie, że do naruszenia dóbr osobistych Powoda doszło jedynie w „Panoramie” TVP 3 Gdańsk i tylko tam powinny ukazać się przeprosiny nie jest słuszne, bo to dotknęło najbardziej czytelników portalu motoryzacyjnego.

 

Sam Jezierski jeszcze raz pokreślił, że autorka materiału informacyjnego nie sięgnęła do dokumentów IPN, nie sięgnęła do źródeł, naciągnęła fakty, sekretarz redakcji nie jest osobą publiczną, a cennik ogłoszeń na portalu motoryzacyjnym jest bardzo niski. Dodał też, że skoro w IPN nie ma dokumentacji, to nie było współpracy, a jego portal jest bardzo poczytnym portalem. Niestety nie wie, jaka jest ilość odsłon, ale to można sprawdzić. Mec. Plichta przypomniał Henrykowi Jezierskiemu, że rzeczywiście w IPN nie ma dokumentów wyraźnie mówiących o jego współpracy z SB, gdyż wszystkie dokumenty, łącznie z mikrofilmami zostały zniszczone w 2010 r. Dodał też, że „Powód znany jest z bezpardonowych ataków na inne osoby, a oczekuje ochrony własnego imienia. Został już skazany prawomocnym wyrokiem (wyrok z września 2021 r.) za stosowanie groźby wobec Waldemara Jaroszewicza. Bez żadnych skrupułów atakował też inne osoby”.

 

***

 

Henryk Jezierski złożył pozwy wobec trzech innych trójmiejskich dziennikarzy (Hannie Kordalskiej-Rosiek, Januszowi Wikowskiemu i Krzysztofowi Załuskiemu), również w kwestii przypisania mu współpracy z SB. Wszystkie materiały dziennikarskie zostały opublikowane w oparciu o opracowanie Daniela Wicentego, Weryfikacja Gdańskich Dziennikarzy w Stanie Wojennym, wydanym przez IPN w 2015 r. Na stronie 77 tego opracowania czytamy: „Henryk Jezierski – pracownik sekretariatu redakcji. Proponuje się pozostawić w zespole”. Do tego jest przypis nr 17: [Jezierski] „Zarejestrowany jako KTW (prawdopodobnie 27 IV 1988 r.), a następnie jako TW ps. „Jurek” przez Wydział III WUSW w Gdańsku (nr rej. 57968, nr arch. I-26134), wyrejestrowany 3 VII 1989 r. ze względu na „odmowę współpracy” (na podstawie wypisu z dziennika rejestracyjnego b. WUSW w Gdańsku; materiały nie zachowały się)”.

 

Henryk Jezierski został skazany prawomocnym wyrokiem Sądu Rejonowego Gdańsk-Południe X Wydziału Karnego na 4-miesięczne pozbawienie wolności warunkowo zawieszone na okres 2 lata tytułem próby. Powodem jest publikacja autorstwa Jezierskiego, zamieszczona na portalu, którego jest wydawcą i redaktorem naczelnym, upokarzająca Waldemara Jaroszewicza radnego gdańskiego z klubu PiS oraz przewodniczącego Zarządu Oddziału Okręgowego Katolickiego Stowarzyszenia „Civitas Christiana”. Ponadto Jezierski dopuścił się publicznego szantażu Jaroszewicza, nadużywając pozycji jako dziennikarza.

 

Ponadto Sąd Rejonowy Gdańsk-Południe II Wydział Karny wydał kolejny wyrok, ale jeszcze nieprawomocny, skazujący Henryka Jezierskiego na łączną karę 8 miesięcy ograniczenia wolności polegającą na wykonywaniu nieodpłatnej kontrolowanej pracy na cele społeczne w wymiarze 20 godzin w stosunku miesięcznym. Wyrok ten został wydany za publiczne znieważanie m.in. takimi zwrotami, jak: „osoba kwalifikująca się do miana swołoczy sowieckiej o rusko-pruskich metodach postępowania”, które odnosiły się do Ewy Leśniewskiej-Jagaciak, byłej trójmiejskiej dziennikarki.

 

***

 

Sąd postanowił: zwrócić się do Sądu Rejonowego w Gdańsku o nadesłanie tych wyroków wraz z uzasadnieniem, a także z protokołami przesłuchania Powoda. Chce też uzyskać akta z IPN. Odroczył więc rozprawę do dnia 17 stycznia 2021 r. Rozprawa odbędzie się zdalnie.

Opracowanie: Maria Giedz

Zdjęcia: Maria Giedz

 

Dziennikarze na granicy polsko-białoruskiej. Relacja CMWP SDP

Ponad 100 dziennikarzy  uczestniczyło do tej pory w wyjazdach z funkcjonariuszami Straży Granicznej w strefę pasa przygranicznego Polski i Białorusi, a Kancelaria Prezesa Rady Ministrów wydała ponad 140 dziennikarskich akredytacji.  Informacje te CMWP SDP uzyskało od Straży Granicznej i  z Biura Prasowego KPRM po skierowaniu pytań do tych instytucji  po dwóch tygodniach  obowiązywania znowelizowanej ustawy o ochronie granicy. Ze względów bezpieczeństwa dziennikarze nadal nie mogą swobodnie pracować na tym terenie,  warunki pracy, jakie dla nich przygotowano  umożliwiają  jednak przygotowanie prostych materiałów informacyjnych i reporterskich. Jolanta Hajdasz, dyrektor CMWP SDP uczestniczyła w wyjeździe akredytowanych dziennikarzy  na granicę z Białorusią 16 grudnia.

  

CMWP SDP na akredytację czekało około tydzień, podobnie jak  inni uczestnicy wyjazdu tego dnia –  red. Agnieszka Jędrzejczak  z TVP 3 Łódź , która wraz z operatorem Stanisławem Ścieszką przygotowywała relacje dla TVP Info oraz red. Michał Bruszewski z Tygodnika „Solidarność” . Jedynie red. Martyna Bielska  z  Onetu na wyjazd na granicę czekała ponad 2 tygodnie, pierwsze wnioski o akredytację wysłała zaraz po 1 grudnia.  Kapitan Krystyna Jakimik Jarosz  z  referatu prasowego Podlaskiego  Oddziału  Straży Granicznej, która towarzyszyła dziennikarzom podczas tego wyjazdu wyjaśniała tę sytuację  liczbą napływających  do SG zgłoszeń , codziennie jest ich kilka, kilkanaście , a Straż Graniczna stara się organizować te wyjazdy ze względów logistycznych dla około 7 osób dziennie . Najczęściej są to grupy łączone dla dziennikarzy różnych mediów – prasy, radia, telewizji czy internetu. W dniu, w którym CMWP SDP uczestniczyło w takim wyjeździe , dziennikarze byli na placówce  SG w Szudziałowie, Czeremsze, Krynkach, Jurowlanach, Minkowcach i Usnarzu Górnym.

 

Scenariusze każdego takiego dziennikarskiego wyjazdu są podobne: dziennikarze oglądają wskazany przez SG  posterunek żołnierzy w odległości 15 m od ogrodzenia z koncertiny, rozmawiają z wybranym patrolem strażników granicznych, starają się rozmawiać z mieszkańcami przygranicznych wsi, choć z oczywistych względów nie jest to proste, odbywa się przecież pod okiem strażników i żołnierzy.  16 grudnia dziennikarze zostali także przewiezieni na miejsce byłego obozowiska migrantów w Usnarzu Górnym, pokazano im także miejsca forsowania granicy i sposoby jej patrolowania.

 

Do tej pory w takich wyjazdach nie uczestniczyli dziennikarze mediów zagranicznych ze względu na to, iż podlegają oni bardziej szczegółowej i wnikliwej weryfikacji niż dziennikarze z Polski. Jak poinformował przedstawiciel biura prasowego KPRM wpłynęły już wnioski o akredytację  dziennikarzy  m.in. z AP i  ZDF oraz z mediów m.in.  Danii i Finlandii,  one mają być udzielone w pierwszej kolejności.

 

Reportaż Martyny Bielskiej z Onetu z w/opisywanego wyjazdu jest TUTAJ.

 

Przygotowane dla dziennikarzy i działające od 3 grudnia Centrum  Prasowe zlokalizowane jest w Popławcach, w miejscowości leżącej między Kuźnicą, a Sokółką. Centrum jest przygotowane do prowadzenia konferencji prasowych , wyposażone jest w sprzęt do streamingu i  wi-fi oraz podstawowe zaplecze socjalne (kuchenka, toaleta).  Z Centrum może korzystać każdy dziennikarz, który ma akredytację KPRM, można ją uzyskać pisząc na adres [email protected] . Zgłoszenia dziennikarzy polskich rozpatrywane są w ciągu doby.  Akredytacja KPRM nie upoważnia jednak do wyjazdu na granicę z funkcjonariuszami  Straży Granicznej, tę trzeba uzyskać poprzez zgłoszenie mailem na adres: [email protected] .

 

Na mocy  znowelizowanej  ustawy o ochronie granicy od 1 grudnia 2021 r. do 1 marca 2022 r. obowiązuje zakaz przebywania w 183  miejscowościach i w pasie przygranicznym z Białorusią. Zakaz ten obejmuje 115 miejscowości w województwie podlaskim i 68 w lubelskim.  Dziennikarze  mogą tam pracować na podstawie akredytacji,  za organizację wizyt mediów na granicy z Białorusią (dalej zwanej „wizytą”) odpowiada Straż Graniczna.

 

Wyjazd CMWP SDP na granicę z Białorusią w ramach dziennikarskiej akredytacji jest wstępem do opracowania przez Centrum Raportu na temat pracy dziennikarzy  w czasie trwania wojny hybrydowej na wschodniej granicy naszego kraju.

 

Fotorelację w wyjazdu można obejrzeć TUTAJ.

Wsparcie CMWP SDP dla nowelizacji ustawy o radiofonii i telewizji

CMWP SDP popiera zmiany w ustawie z dnia 29 grudnia 1992 r. o radiofonii i telewizji, przewidziane w projekcie nowelizacji w/w ustawy, których celem jest doprecyzowanie regulacji umożliwiających przeciwdziałanie przejęciu kontroli nad nadawcami radiowymi i telewizyjnymi przez podmioty spoza Europejskiego Obszaru Gospodarczego (EOG).  Znowelizowane przepisy przewidują, iż koncesję na nadawanie na terenie Polski może uzyskać osoba zagraniczna, mająca siedzibę w jednym z państw Europejskiego Obszaru Gospodarczego pod warunkiem, że nie jest ona zależna od osoby zagranicznej, której siedziba znajduje się w państwie niebędącym państwem członkowskim EOG. Przyjęte  17 grudnia b.r. przez Sejm RP  regulacje mają wykluczyć możliwość zależności bezpośredniej lub pośredniej koncesjonariuszy od podmiotów zagranicznych, niebędących członkami EOG, przez co  w skuteczniejszy niż obecnie sposób będą chronić  strukturę rynku medialnego w Polsce. Zapewni to skuteczniejszą realizację celów ustawy, która w obecnym kształcie pozwala na obejście prawa, dopuszczając możliwość uzyskania koncesji przez podmioty zagraniczne spoza EOG, także te uważane za potencjalnie niebezpieczne dla interesu państwowego.

 

Obecnie obowiązujące uregulowania w/w ustawy (dalej: „Ustawa”) nie gwarantują transparentności własnościowej na rynku mediów elektronicznych oraz umożliwiają obchodzenie przepisów podczas zmian właścicielskich w spółkach medialnych, nadających programy na podstawie koncesji radiowych i telewizyjnych. Wynika to z faktu, iż normy prawne tej ustawy dotyczące udzielenia koncesji dla spółek z udziałem tzw. osób zagranicznych uwzględniają jedynie formalną, a nie rzeczywistą strukturę kapitałową tych podmiotów. Jako przykład wskazać można art. 35 ust. 2 pkt 1 ustawy, zgodnie z którym koncesja dla spółki z udziałem osób zagranicznych może być udzielona, jeżeli udział kapitałowy osób zagranicznych w spółce lub udział osób zagranicznych w kapitale zakładowym spółki nie przekracza 49%. CMWP SDP zwraca uwagę, iż przepis ograniczający wysokość kapitału zagranicznego w mediach, które działają na podstawie koncesji, istnieje od momentu wejścia Polski do Unii Europejskiej, ale jest on nieprecyzyjny i łatwy do obejścia, bowiem mimo pewnych obostrzeń w nim zawartych, daje jednak możliwość, aby osoby zagraniczne spoza EOG wywierały kluczowy wpływ na zarządzanie spółką – koncesjonariuszem. Wydaje się, że jest to sprzeczne z intencją ustawodawcy, według której koncesjonariusz nie tylko powinien być podmiotem zlokalizowanym w krajach EOG, ale przede wszystkim powinien być realnie zarządzany przez właściciela mającego siedzibę w EOG. Innymi słowy, obecnie przepisy ustawy są nieszczelne i przez to anachroniczne. Ocena struktury kapitałowej spółki powinna bowiem obejmować realny, a nie czysto formalny obszar jej zarządzania. Ograniczanie analizy sytuacji podmiotu do stanu formalnego, bez zrozumienia, kto jest jego realnym właścicielem (decydentem), prowadzi do wniosków sprzecznych z rzeczywistością rynkową.

 

Projektowana nowelizacja wychodzi naprzeciw temu problemowi. W ocenie CMWP SDP proponowane zmiany nie naruszają zasady wolności słowa, a ich celem jest jedynie ochrona rynku medialnego przed przejmowaniem kontroli nad nadawcami przez podmioty spoza EOG (w praktyce – spoza Unii Europejskiej), a więc również z państw mogących stanowić zagrożenie dla bezpieczeństwa Państwa Polskiego.  CMWP SDP wielokrotnie wskazywało na zagrożenia związane z niekontrolowaną obecnością kapitału zagranicznego na polskim rynku medialnym, dlatego też projektowaną nowelizację ustawy o radiofonii i telewizji postrzega jako szansę na poprawę tej sytuacji.

 

CMWP SDP obejmuje monitoringiem sprawę red. Tomasza Sakiewicza z powództwa Tomasza Grodzkiego

W związku z pozwem wniesionym przez  Tomasza Grodzkiego reprezentowanego przez adwokata Jacka Dubois przeciwko redaktorowi Tomaszowi Sakiewiczowi  o przestępstwo określone w artykule 212 & 1 k.k. w związku z art. 212 & 2 k.k.  Centrum Monitoringu Wolności Prasy Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich objęło tę sprawę  monitoringiem pod kątem przestrzegania praw człowieka i obywatela, szczególnie w zakresie wolności słowa i prasy.Według oceny CMWP, w niniejszej sprawie zachodzi zagrożenie naruszenia praw red. Tomasza Sakiewicza.  Pierwsza rozprawa w tej sprawie zaplanowana jest na 21 grudnia br.

 

W związku z powyższym CMWP rozważa przedstawienie opinii w charakterze amicus curiae, która stanowi formułę wyrażenia przez organizację pozarządową opinii jako tzw. „opinii przyjaciela sądu”, gdy jest to uzasadnione celami tej organizacji oraz potrzebą ochrony istotnych dóbr chronionych prawem, w tym konstytucyjnych praw i wolności. W przypadku wydania opinii zostanie ona niezwłocznie przekazana tut. Sądowi. Na obecnym etapie CMWP prowadzi monitoring sprawy, zgodnie z przepisami prawa oraz ze wskazanymi wyżej celami i kryteriami.

 

Redaktor Tomasz Sakiewicz został oskarżony przez  Marszałka Senatu Tomasza Grodzkiego o to, iż  6 stycznia 2020 r. za pośrednictwem portalu społecznościowego Twitter miał go pomówić  o postępowanie i właściwości, które mogły go poniżyć w opinii publicznej i narazić na utratę zaufania niezbędnego dla Marszałka Senatu RP. Chodzi o wpis: Platforma już głupiej nie potrafi bronić Grodzkiego niż twierdzić, iż ktoś przekupuje świadków. Są ich dziesiątki, o łapówkach wiedziały setki osób. A Grodzki jeszcze będzie miał sprawę o fałszywe zawiadomienie. Druga wypowiedź, która stała się przyczyną niniejszego pozwu to  wypowiedź red. Tomasza Sakiewicza w programie TV Republika 10 stycznia 2020 r.:  Kiedy ktoś, kto jest po prostu zwykłym łapówkarzem porównuje siebie, a ponosi konsekwencje ohydnej, po prostu ohydnej działalności, no to tylko poziom tej ohydy rośnie. Nic więcej nie da się w tej sprawie powiedzieć, to po prostu obrzydliwy facet. 

 

22 marca 2021 r. do Senatu trafił  wniosek  Prokuratury Regionalnej w Szczecinie o uchylenie immunitetu Marszałka Grodzkiego. Wg  prokuratury Tomasz Grodzki w latach 2006-12 jako ordynator i dyrektor Oddziału Klinicznego Chirurgii Klatki Piersiowej szpitala w Szczecinie-Zdunowie brał pieniądze od pacjentów, których miał operować. Sprawa zaczęła się od wpisu prof. Agnieszki Popieli, pracownika naukowego Uniwersytetu Szczecińskiego , która w listopadzie 2019 r. napisała na swoim profilu na Facebooku: „Masakra. Pan profesor Grodzki kandydatem na Marszałka Senatu. Jak moja Mama umierała, to trzeba było dać 500 dolarów za operację. Podobno na czasopisma medyczne. Faktury ani rachunku nie dostałam. Nigdy tego nie zapomnę”. Sprawę opisały media , m.in. Radio Szczecin i  tygodnik „Gazeta Polska”.

 

Prokuratura zamierza postawić „Tomaszowi Grodzkiemu” cztery zarzuty przyjęcia korzyści majątkowych  – w latach 2006, 2009 i 2012 roku. Jak wynika z ustaleń śledztwa, korzyści majątkowe w postaci pieniędzy w złotówkach i dolarach – w wysokości od 1500 do 7000 zł – lekarz przyjmował w kopertach. W zamian zobowiązywał się do osobistego przeprowadzenia operacji lub ich szybkiego wykonania, a także do zapewnienia dobrej opieki lekarskiej.

 

W toku postępowania przygotowawczego ustalono, że w marcu 2012 r. Tomasz Grodzki przyjął 7 000 zł od żony starszego mężczyzny chorującego na nowotwór za osobiste przeprowadzenie operacji. We wrześniu 2009 r. Tomasz Grodzki zażądał od pacjenta za przyspieszenie operacji kwoty 10 000 zł. Pacjent przed operacją przekazał lekarzowi 3 000 złotych i 500 dolarów. Do zapłaty pozostałej części nie doszło, ponieważ po operacji u pacjenta wystąpiły komplikacje zdrowotne i lekarz nie upomniał się o drugą transzę pieniędzy. Z materiału dowodowego wynika również, że w marcu 2009 r. Tomasz Grodzki przyjmując innego pacjenta w prywatnym gabinecie miał poinformować go, że może osobiście operować w publicznym szpitalu w zamian za korzyść majątkową. Podczas kolejnej wizyty pacjent przekazał lekarzowi kopertę z 2000 zł w zamian za osobiste przeprowadzenie zabiegu operacyjnego przez Tomasza Grodzkiego. Miał on też przyjąć w maju 2006 roku korzyść majątkową w wysokości 1500 zł od syna jednego z pacjentów w zamian za zapewnienie mu dobrej opieki.

 

Z zeznań świadków wynika, że na oddziale szpitalnym wiedza o tym, że doktor Grodzki przyjmuje łapówki była powszechna. Panowało również przekonanie, że uiszczenie łapówki jest konieczne, aby pacjent był dobrze leczony. W toku postępowania prokuratura przesłuchała 15 świadków spośród pacjentów hospitalizowanych na oddziale kierowanym przez Tomasza Grodzkiego oraz członków ich rodzin, według których lekarz przyjmował od nich korzyści majątkowe także przed 2006 rokiem. Przestępstwa te uległy przedawnieniu, ale zeznania są ważnym dowodem dla oceny wiarygodności świadków, którzy zeznawali na okoliczność zdarzeń objętych zarzutami.

 

Komunikat Prokuratury: TUTAJ.

 

Senat RP do tej pory nie zajął się sprawą uchylenia immunitetu Marszałka Tomasza Grodzkiego.

 

Akredytacje są konieczne – CMWP SDP w mediach o sytuacji dziennikarzy w pasie przygranicznym z Białorusią

Akredytacje dla dziennikarzy to krok w dobrą stronę, obserwujemy sytuację i jeśli będzie taka konieczność, będziemy domagać się rozszerzania możliwości pracy dziennikarzy w rejonie konfliktu – mówiła w Polskim Radiu 24 Jolanta Hajdasz, dyrektor Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP w rozmowie z red. Antonim Trzmielem 7 grudnia 2021. Potwierdziła to także w czwartek,  9 grudnia na antenie Radia Poznań, gdzie była gościem red. Romana Wawrzyniaka w „Porannej Rozmowie”  Radia Poznań. 

 

Od 1 grudnia do 1 marca na mocy rozporządzenia ministra spraw wewnętrznych i administracji Mariusza Kamińskiego na terenie przy granicy z Białorusią obowiązuje zakaz przebywania. Obejmuje on 115 miejscowości województwa podlaskiego i 68 miejscowości województwa lubelskiego. Zakaz nie obejmuje między innymi mieszkańców terenu objętego ograniczeniami, funkcjonariuszy i pracowników służb państwowych oraz żołnierzy. Rozporządzenie mówi, iż w uzasadnionych przypadkach z zakazu przebywania będą mogły zostać zwolnione inne osoby, w szczególności dziennikarze. W wypowiedzi dla Polskiego  Radia 24 Jolanta Hajdasz oceniła, że dostęp mediów do terenów przygranicznych jest krokiem w dobrą stronę. – Z różnych względów ta obecność jest potrzebna i wskazana. Należę do publicystów, którzy od początku opowiadali się za tym, by dziennikarze mogli pracować na granicy, ale tylko ci, którzy uzyskali akredytację. Cieszę się, że weszła w życie nowelizacja ustawy o ochronie granicy państwowej, która takie akredytacje przyznaje to ważna rzecz, myślę, że to pozwoli nam z innej perspektywy poznać ten konflikt – zaznaczyła. Według niej w sytuacji wojny hybrydowej, z jaką mamy do czynienia, akredytacje są konieczne. Od początku Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich apelowało o te akredytacje. Pierwsze formalne stanowisko w tej sprawie było 4 listopada,  od 1 grudnia znamy te zasady. Wydawane są te akredytacje, trzeba się o nie ubiegać. Wtedy można – jak to mówią bardzo złośliwi dziennikarze mediów opozycyjnych, wybrać się na safari, czyli odwiedzić granicę pod kuratelą Straży Granicznej – mówiła dyrektor Centrum Monitoringu Wolności Prasy na antenie Radia Poznań.  Jolanta Hajdasz potwierdziła, że także złożyła wniosek o akredytację i czeka na nią, by na miejscu sprawdzić warunki pracy dla dziennikarzy.

 

„Poranna rozmowa” z 9 grudnia w Radiu Poznań jest TUTAJ.

 

Rozmowa w Polskim Radiu24 z 7 grudnia TUTAJ.

 

Sąd w Gliwicach skazał red. Tomasza Sakiewicza za okładkę w „Gazecie Polskiej”

We wtorek 30 listopada br. ogłoszono wyrok w sprawie cywilnej o naruszenie dóbr osobistych z powództwa posła Borysa Budki przeciwko red. Tomaszowi Sakiewiczowi oraz spółce Niezależne Wydawnictwo Polskie. Sąd nakazał zamieszczenie przeprosin na łamach „Gazety Polskiej” oraz wpłatę 10 tysięcy złotych  na rzecz fundacji WOŚP. Red. Tomasz Sakiewicz zapowiada apelację. CMWP SDP wspiera dziennikarza w tym procesie. 

 

Przyczyną pozwu stała się  okładka „Gazety Polskiej” z 10 listopada 2020 r., ukazująca wizerunek polityka oraz innych osób publicznych na tle logotypów niektórych mediów i ugrupowań. Grafika została opatrzona podpisem: oni roznieśli zarazę i śmierć. Okładka nawiązuje do działań związków i osób będących twarzą demonstracji tzw. „strajku kobiet” przeciw wyrokowi Trybunału Konstytucyjnego z października 2020 r. TK orzekł wówczas, że tzw. przesłanka eugeniczna nie stanowi powodu do wykonania „zabiegu przerwania ciąży, a tym samym – zabójstwa nienarodzonego dziecka. Proces objęty był monitoringiem CMWP SDP , które relacjonowało jego przebieg i które w ramach instytucji  „amicus curiae” (czytaj TUTAJ).

 

W uzasadnieniu wyroku Sąd przyznał, iż tytułowy artykuł posiadał wyważoną treść i nie spotkał się z krytyką wymiaru sprawiedliwości; nawoływanie do demonstracji zaś mogło przyczynić się do zwiększenia ilości zakażeń wirusem SARS-CoV-2. Ostatecznie jednak grafika na okładce – zdaniem sędzi – nie zawierała dostatecznego i jednoznacznego odniesienia do treści artykułu ani też do demonstracji, do których na jesieni 2020 r. zachęcał ówczesny lider Platformy Obywatelskiej. Tym samym nie stanowiła wystarczającego uzasadnienia przedstawionej tezy, jaką zapewne miała być przestroga przed ryzykiem związanym z udziałem w demonstracjach. Dlatego też w opinii gliwickiego sądu forma i treść zarzutu na okładce nie jest adekwatna do zachowania powoda.

 

W tym miejscu sędzia odwołała się do przytaczanej podczas rozprawy wypowiedzi Borysa Budki, który 30 marca 2020 r. na antenie programu „Onet rano” mówił, że każdy, kto chce robić wybory 10 maja, po prostu będzie miał krew na rękach. Były szef PO odniósł się w ten sposób do pomysłu przeprowadzenia wyborów prezydenckich w formie korespondencyjnej. Zdaniem sędzi słowa te – choć drastyczne – miały znaczenie metaforyczne i w przeciwieństwie do słów na okładce GP nie stanowiły wypowiedzi spersonalizowanej.

 

Chęć zdalnego udziału w posiedzeniu wyrazili dziennikarze Telewizji Republika oraz portalu Niezalezna.pl. Gliwicki sąd – pomimo pierwotnej zgody – ostatecznie nie zezwolił jednak przedstawicielom tych mediów na uczestnictwo w ogłoszeniu wyroku i nie wpuścił ich na platformę internetową.

 

Sąd nie zgodził się również na udostępnienie zapisu ze spotkania osobom nie będącym Stroną w sprawie.

 

CMWP SDP  przesłało w tej sprawie do Sądu Okręgowego w Gliwicach opinię amicus curiae . Czytamy w nim m.in. Okładka, która stała się przyczyną pozwu i sprawy sądowej, jest jedynie graficzną ilustracją opisu sytuacji, w której sam się ustawił poseł Borys Budka poprzez swoje co najmniej kontrowersyjne zachowanie. Samo pozwanie red. Tomasza Sakiewicza z powodu jej publikacji budzi zastrzeżenia, jego ukaranie będzie naruszeniem zasady wolności słowa (czytaj TUTAJ).

 

Zgodnie z decyzją Sądu redaktor naczelny GP został wezwany do zapłaty 10 tys. zł zadośćuczynienia na rzecz Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, a także publikacji przeprosin posła Budki w papierowym wydaniu „Gazety Polskiej” oraz na stronie internetowej tygodnika. Należy przy tym podkreślić, iż  sędzia nie przyjęła materiału dowodowego od pozwanych. Redaktor Tomasz Sakiewicz zapowiedział, iż złoży apelację od tego orzeczenia Sądu.

 

Tekst i zdjęcie: Anna Maria Szczepaniak

 

 

Stanowisko CMWP SDP w sprawie z powództwa posła Borysa Budki przeciwko red. Tomaszowi Sakiewiczowi

Okładka, która stała się przyczyną pozwu i sprawy sądowej jest jedynie graficzną ilustracją opisu sytuacji, w której sam się ustawił poseł Borys Budka poprzez swoje co najmniej kontrowersyjne zachowanie. Samo pozwanie red. Tomasza Sakiewicza z powodu jej publikacji budzi zastrzeżenia, jego ukaranie będzie naruszeniem zasady wolności słowa – czytamy w stanowisku  CMWP SDP przesłanym do Sądu Okręgowego w Gliwicach, gdzie toczy się rozprawa przeciwko redaktorowi naczelnemu „Gazety Polskiej” z powództwa posła  PO Borysa Budki. Wyrok w tej sprawie ma być ogłoszony 30 listopada br.

 

Poseł Platformy Obywatelskiej Borys Budka zarzuca redaktorowi Tomaszowi Sakiewiczowi oraz spółce Niezależne Wydawnictwo Polskie, wydawcy tygodnika „Gazeta Polska” naruszenie dóbr osobistych poprzez publikację okładki tygodnika „Gazeta Polska” z dnia 10 listopada 2020 roku z jego wizerunkiem. Na okładce tygodnika polityk – w towarzystwie innych osób oraz na tle logotypów niektórych mediów i ugrupowań – został opatrzony podpisem „oni roznieśli zarazę i śmierć”.  Okładka odnosi się wprost do ugrupowań oraz osób będących twarzą demonstracji przeciwko wyrokowi Trybunału Konstytucyjnego z października 2020 r. na podstawie którego usunięta została tzw. przesłanka eugeniczna jako powód do wykonania aborcji czyli zabójstwa nienarodzonego dziecka.

 

Relacja CMWP SDP z ostatniej rozprawy  w sprawie Borys Budka przeciwko Red. Tomaszowi Sakiewiczowi jest TUTAJ.

 

W stanowisko przesłanym do Sądu Okręgowego w Gliwicach czytamy, iż w ocenie  CMWP SDP już samo pozwanie red. Tomasza Sakiewicza musi – z uwagi na specyficzne okoliczności sprawy – budzić zastrzeżenia. Natomiast orzeczenie kary w stosunku doi niego (gdyby do tego doszło) będzie uzasadniać tezę, iż w niniejszym postępowaniu cywilnym miało miejsce poważne naruszenie praw obywatelskich red. Tomasza Sakiewicza w zakresie wolności słowa.

 

Działania tzw. ruchów feministycznych mają charakter publiczny i budzą ogromne kontrowersje społeczne. Marsze i happeningi feministek wiążą się (poza propagowaniem różnego rodzaju postulatów) także m. in. z promowaniem aborcji, seksualnej anarchii, brakiem poszanowania dla wartości religijnych i kulturowych, a często – z epatowaniem wulgarnością. Jak wiadomo, oceny działań tych środowisk mogą być rozmaite, zależnie od poglądów społecznych czy politycznych. Nie można jednak zaprzeczyć, że z samego założenia działania te mają prawo budzić kontrowersje, których zresztą środowiska te nie unikają, ale wręcz świadomie je wywołują. Tak samo, przeciętnie rozgarnięty obywatel udający się na tego rodzaju wydarzenie powinien mieć świadomość, że może zetknąć się ze skrajnie różnymi ocenami tegoż wydarzenia, jako kontrowersyjnego i budzącego wątpliwości opinii społecznej – a zwłaszcza z ocenami dziennikarzy, którzy są wyrazicielami tejże opinii. W takich przypadkach należy liczyć się z krytyką społeczną, w tym także medialną. Nie da się ukryć tego, iż w czasie gdy miały miejsce demonstracje, w których uczestniczył i do uczestnictwa w których zachęcał powód Borys Budka, obowiązywały rygorystyczne przepisy tzw. antycovidowe, mające na celu zahamowanie rosnącej liczby zachorowań na Covid 19, chorobę powodującą ogromna liczbę zgonów nie tylko na całym świecie, ale także w naszym kraju. Nieprzestrzeganie tych przepisów było szczególnie nieodpowiedzialnym zachowaniem przedstawiciela władzy ustawodawczej, jakim jest każdy poseł. Okładka, która stała się przyczyną pozwu i sprawy sądowej jest jedynie graficzną ilustracją opisu sytuacji, w której sam się ustawił poseł Borys Budka poprzez swoje co najmniej kontrowersyjne zachowanie (…)

 

Niezależnie od powyższego CMWP pragnie zwrócić uwagę, że swoista wypowiedź prasowa, jaką jest okładka tygodnika stanowiąca przyczynę wniesienia pozwu, miała co najwyżej charakter opinii. Powszechnie wiadomo, że wypowiedzi ocenne nie poddają się tożsamym rygorom weryfikacji, jak fakty. Jak podkreślił SN w wyroku z dnia 15 września 2016 r. (II KK 95/16 – LEX nr 2112309): „co do zasady, prawo do krytyki uprawnia przede wszystkim do wyrażania ocen, a więc twierdzeń uchylających od sprawdzenia przy pomocy kryterium prawdy i fałszu”.

 

Nie można także  pominąć kontekstu społecznego tej  sprawy. Nie można bowiem abstrahować od faktu, że w Polsce występuje silna (i wzmacniająca się) polaryzacja poglądów na tematy istotne dla życia publicznego, takie jak np.: aborcja, edukacja seksualna, ruchy LGBT, demokracja, itp. Specjaliści z dziedziny mówią wręcz o wojnie kulturowej. Różne strony sporów politycznych i społecznych manifestują przy tym swój światopogląd, częstokroć nie unikając radykalnych lub bulwersujących haseł. Powszechne są przy tym oskarżenia o nazizm, faszyzm, autorytaryzm, mowę nienawiści, niszczenie demokracji, ale także (z drugiej strony) o zdradę narodową, zaprzedanie obcym interesom, komunizm, bolszewizm, propagowanie dewiacji, itp. Trudno nie zauważyć, że wiele z tak mocno akcentowanych poglądów odnosi się do zjawisk, ideologii lub całych grup społecznych. W konsekwencji zarówno uczestnicy manifestacji ulicznych, jak i media wyrażają ostre i kontrowersyjne opinie. W takiej atmosferze kontrowersyjne postulaty forsowane przez niektóre grupy społeczne, w tym feministki (np. żądanie swobodnej dopuszczalności aborcji na żądanie do 9 miesiąca życia nienarodzonego dziecka, pozbawienie mężczyzn prawa głosowania, wprowadzenia „seksedukatorów” do szkół, itp.) spotykają się z równie ostrymi ocenami. Dotyczy to także pandemii i wszelkich jej aspektów. Oczekiwanie, by postulaty kwestionujące istniejący ład społeczno – prawny miały przejść bez echa, bez dyskusji i sprzecznych, nierzadko ostrych ocen, jest oderwane od rzeczywistości. Trzeba z całą mocą podkreślić, że w prawidłowo funkcjonującej demokracji spory i polaryzacja stanowisk są zjawiskiem normalnym. Bez sporów demokracja nie istnieje.

 

CMWP stoi ponadto na stanowisku, że wniesiony w niniejszej sprawie pozew należy ocenić jako tzw. SLAPP (strategic lawsuit against public participation), tzn. akcję procesową nakierowaną na faktyczne ograniczenie prawa red. Tomasza Sakiewicza jako redaktora naczelnego „Gazety Polskiej” do wolnej wypowiedzi dziennikarskiej, poprzez zniechęcanie go do podejmowania ważnych społecznie tematów. W tym kontekście orzeczenie o winie pozwanego stanowić będzie naruszenie praw człowieka i obywatela i powoduje tzw. efekt mrożący, skutecznie odstraszający innych do wyrażania opinii na kontrowersyjne tematy, na przykład działalności środowisk feministycznych, czy łamania przepisów dotyczących bezpieczeństwa obywateli w czasie pandemii. To jest nie do pogodzenia ze społeczną funkcją wolnych mediów, które są obserwatorem życia publicznego i maja stać na straży państwa prawa (art. 2 Konstytucji RP).

 

W związku z powyższym, kierując się koniecznością ochrony praw człowieka i obywatela, CMWP SDP przesłało opinię amicus curiae w powyższej sprawie do Sądu Okręgowego w Gliwicach.

 

Niekorzystny dla dziennikarza wyrok Sądu Rejonowego w Częstochowie. Będzie apelacja

Red. Paweł Gąsiorski został uznany winnym zniesławienia gminy Rędziny, ale sąd  warunkowo umorzył postępowanie. Zasądził także grzywnę  w wysokości 500 zł na rzecz gminy,  zapłacenie przez dziennikarza kosztów sądowych  i adwokackich oraz przeprosiny. Red. Paweł Gąsiorski zapowiedział apelację. CMWP SDP wspiera dziennikarza w tym procesie. 

 

23 listopada 2021 w Sądzie Rejonowym w XVI Wydziale Karnym w Częstochowie odbyła się już szósta rozprawa  przeciwko dziennikarzowi Pawłowi Gąsiorskiemu. Rozprawę prowadził SSR Marek Garlik. Paweł Gąsiorski został oskarżony za udostępnienie informacji publicznej w sprawie wydatków i dochodów z odbioru, gospodarowania i transportu odpadów od mieszkańców gminy Rędziny za  lata 2017-2018. Według aktu oskarżenia  gmina Rędziny została zniesławiona oraz  utraciła zaufanie jej mieszkańców. Sprawa jest objęta monitoringiem CMWP SDP, jej obserwatorem jest red. Halina Żwirska.

 

Na rozprawę stawili się: oskarżony red. Gąsiorski Paweł wraz z pełnomocnikiem mec.  Tomaszem Bieda oraz pełnomocnik oskarżyciela mec. Hubert Giłka. Wójt Gminy Rędziny Paweł Militowski  nie stawił się na rozprawę.

 

Oskarżony redaktor Paweł Gąsiorski został uznany winnym zarzuconego mu czynu z warunkowym umorzeniem na okres 2 lat., to jest zniesławienia i utratę zaufania mieszkańców do gminy Rędziny. Sąd zasądził :  nawiązkę dla gminy Rędziny – 500 zł,  zamieścić na stronie www i FB przez 30 dni przeprosiny Gminy, zwrot kosztów adwokackich -1496 zł oraz zwrot kosztów sądowych – 300 zł .

 

Uzasadnienie wyroku jest mało zrozumiałe i zagmatwane. W uzasadnieniu Sędzia stwierdził, że jeden artykuł  prasowy autorstwa red. Pawła Gąsiorskiego zniesławia gminę,  a drugi nie i gdyby  „odwrócić numerację artykułów ” wszystko byłoby w porządku, tzn nie doszłoby w ogóle do zniesławienia. Poza tym Sędzia mówił, że oskarżony nie powinien udowadniać w czasie rozprawy swoich racji ,tylko powinien wcześniej umieścić je w artykułach. A więc z tego wynika, że nie powinien się bronić na rozprawie, co w sytuacji prowadzonego przewodu sądowego jest twierdzeniem budzącym co najmniej zdziwienie.  CMWP SDP publikuje nagranie uzasadnienia tego wyroku.

 

Red. Paweł Gąsiorski został oskarżony o zniesławienie gminy Rędziny poprzez  opublikowanie w 2019 r. na prowadzonym przez siebie  portalu www.gminaredziny.pl dwóch artykułów na temat wydatków i dochodów związanych z odbiorem, gospodarowaniem i transportem śmieci w Gminie Rędziny. Teksty te zostały także opublikowane na profilu gminy na portalu Facebook.  Według aktu oskarżenia, gmina została zniesławiona  m.in. sformułowaniem “gmina nieźle zarabia na Waszych odpadach”,  “mieszkańcy za dużo płacą za śmieci”, co  rzekomo spowodowało utratę zaufania do gminy Rędziny przez mieszkańców. Gmina nie zwróciła się do portalu o sprostowanie treści artykułu ani w części, ani w całości.

 

CMWP SDP w obronie dziennikarza przesłało do Sądu opinię „amicus curiae” (więcej TUTAJ).

 

 

Opinia amicus curiae CMWP SDP w sprawie red. Pawła Gąsiorskiego pozwanego z art. 212 kk za zniesławienie gminy Rędziny

Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP działające jako amicus curiae w sprawie red. Pawła Gąsiorskiego przesłało do Sądu Rejonowego w Częstochowie opinię amicus curiae (“przyjaciela sądu”)  w związku z postępowaniem z art. 212  k.k. z oskarżenia Gminy Rędziny przeciwko red. Pawłowi Gąsiorskiemu . Wyrok w tej sprawie ma być ogłoszony 23 listopada.

 

Red. Paweł Gąsiorski został oskarżony o opublikowanie w 2019 r. na prowadzonym przez siebie  portalu www.gminaredziny.pl dwóch artykułów na temat wydatków i dochodów związanych z odbiorem, gospodarowaniem i transportem śmieci w Gminie Rędziny. Teksty te zostały także opublikowane na profilu gminy na portalu Facebook.  Według aktu oskarżenia, gmina została zniesławiona  m.in. sformułowaniem “gmina nieźle zarabia na Waszych odpadach”,  “mieszkańcy za dużo płacą za śmieci”, co  rzekomo spowodowało utratę zaufania do gminy Rędziny przez mieszkańców. Gmina nie zwróciła się do portalu o sprostowanie treści artykułu ani w części, ani w całości.  W toku postępowania sądowego Paweł Gąsiorski nie przyznał się do zarzucanego mu czynu i w tym zakresie złożył wyjaśnienia. Zgodnie z jego linią obrony, nie uchybił on wymogom art. 12 ust. 1 ustawy – Prawo prasowe, dochowując wskazanej przez ustawodawcę staranności i rzetelności. Podniósł również, że gmina nie może oskarżycielem prywatnym w niniejszej sprawie.

 

W swojej opinii CMWP SDP podkreśla, iż zastrzeżenia oskarżonego dziennikarza dotyczące braku legitymacji procesowej (formalnej) po stronie gminy są słuszne.  Gminny samorząd terytorialny jest upoważniony do załatwiania lokalnych spraw publicznych, które zostały ustawowo włączone do zakresu jego działania. Art. 6 ust. 1 ustawy z dnia 8 marca 1990 r. o samorządzie terytorialnym stanowi, że do zakresu działania gminy należą wszystkie sprawy publiczne o znaczeniu lokalnym, niezastrzeżone ustawami na rzecz innych podmiotów. Z art. 7 ust. 1 w/w ustawy wynika, że do zadań własnych gminy należy zaspokajanie potrzeb zbiorowych wspólnoty. Ustawa nakłada więc na gminę obowiązek podejmowania takich działań na rzecz wspólnoty lokalnej, które mieszczą się w zakresie działania gminy i służą realizacji ogólnych, wspólnych kategorii interesów tej społeczności. Ponadto, nie wszystkie działania podejmowane przez jednostki gminnego samorządu terytorialnego mogą zostać uznane za spełniające przesłanki publicznego charakteru oraz lokalnego znaczenia (w rozumieniu ustawy o samorządzie gminnym), jeżeli nie zostały tak wyraźnie zakwalifikowane w przepisach. Wniesienie przez wójta w imieniu gminy prywatnego aktu oskarżenia nie spełnia przesłanki zaspokajania zbiorowych potrzeb wspólnoty lokalnej i wykracza poza ustawowe kompetencje gminy. Legitymowanym formalnie do wniesienia aktu oskarżenia mógłby być hipotetycznie wójt gminy jako osoba fizyczna i to jedynie w przypadku, gdyby jego osobiście dotyczyły zarzuty mogące wyczerpywać przesłanki zniesławienia. W wyroku z 10 sierpnia 2004 r., sygn. akt III SA/Lu 370/04 Wojewódzki Sąd Administracyjny w Lublinie wskazał, że uprawnionymi do wniesienia aktu oskarżenia o zniesławienie z art. 212 § 1 k.k. mogą być radni rady gminy oraz wójt gminy jako osoby fizyczne (lub grupa osób), a nie jako organy gminy.

 

Niezależnie od powyższego,  CMWP SDP zwróciło uwagę, że opinie formułowane przez Pawła Gąsiorskiego w inkryminowanych artykułach należy rozumieć jako działanie nakierowane na wyjaśnienie sprawy oraz zwrócenie na nią uwagi opinii publicznej. Zgodnie z art. 10 ust. 1 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, każdy ma prawo do wolności wyrażania opinii. Prawo to obejmuje wolność posiadania poglądów oraz otrzymywania i przekazywania informacji i idei bez ingerencji władz publicznych i bez względu na granice państwowe. Artykuł 19 Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka stanowi, że „Każdy człowiek ma prawo wolności opinii i wyrażania jej; prawo to obejmuje swobodę posiadania niezależnej opinii, poszukiwania, otrzymywania i rozpowszechniania informacji i poglądów wszelkimi środkami, bez względu na granice.” Natomiast w myśl artykułu 19 ust. 2 Międzynarodowego Paktu Praw Obywatelskich i Politycznych: „Każdy człowiek ma prawo do swobodnego wyrażania opinii; prawo to obejmuje swobodę poszukiwania, otrzymywania i rozpowszechniania wszelkich informacji i poglądów, bez względu na granice państwowe, ustnie, pismem lub drukiem, w postaci dzieła sztuki bądź w jakikolwiek inny sposób według własnego wyboru.” Wreszcie, zgodnie z art. 54 ust. 1 Konstytucji RP, każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji.

 

W ocenie CMWP SDP  samo oskarżenie red. Pawła Gąsiorskiego stanowi poważne naruszenie jego praw obywatelskich w zakresie wolności słowa. Należy podkreślić, że gmina nie skorzystała z możliwości złożenia wniosku o sprostowanie zawartych w artykułach prasowych treści, które uważa za nieprawdziwe lub nieścisłe. W tym kontekście argumentacja zawarta w akcie oskarżenia budzi poważne wątpliwości, bowiem kluczowym elementem sprawy wydaje się raczej chęć ukarania „nieprawomyślnego” dziennikarza za publikację niż rzeczywiste dążenie do wyjaśnienia stanu faktycznego i obrony dobrego imienia samorządu.

 

CMWP stoi w związku z tym na stanowisku, że wniesiony w niniejszej sprawie akt oskarżenia stanowi tzw. SLAPP (strategic lawsuit against public participation), tzn. akcję procesową nakierowaną na faktyczne ograniczenie praw obywatelskich w zakresie wolności słowa, poprzez zniechęcenie red. Pawła Gąsiorskiego do podejmowania tematyki gospodarki finansowej gminy Rędziny.  Akcja ta nie służy więc założonym przez ustawodawcę celom, lecz w istocie tłumieniu krytyki, która stanowi przecież niezbędny element społeczeństwa obywatelskiego. Przyczynia się do niszczenia wolnej debaty, godząc w jeden z fundamentów porządku prawnego Rzeczypospolitej Polskiej, jakim jest wolność słowa. W konsekwencji, ewentualne skazanie dziennikarza spowodowałoby tzw. efekt mrożący i byłoby nie do pogodzenia z aktywizmem społecznym obywateli, którzy w interesie publicznym mają prawo żądać wyjaśnień, wyświetlać kontrowersyjne sprawy, krytykować i bronić w ten sposób państwa prawa (art. 2 Konstytucji RP).

 

Wypada dodać, że na Zachodzie Europy byłoby nieprawdopodobne, aby dziennikarz został skazany wyrokiem karnym za krytykę działań gminnej jednostki samorządu terytorialnego, a w każdym razie musiałaby to być sytuacja zupełnie wyjątkowa. Wynika to z faktu, iż skazywanie za krytykę organów publicznych nie mieści się w europejskich standardach wolności słowa. Skazania w takich sprawach wciąż jednak zdarzają się w krajach, które dawniej znajdowały się za żelazną kurtyną i stanowi to w dużej mierze pozostałość minionej epoki historycznej. Obecnie, praktyka orzecznicza polskich sądów szeroko nawiązuje do dorobku doktryny i orzecznictwa z zakresu wolności słowa, wypracowanego w tym zakresie w krajach Unii (a poprzednio Wspólnoty) Europejskiej. Powyższe należy również uwzględnić w niniejszej sprawie, biorąc pod uwagę orzecznictwo krajowe i zagraniczne odnoszące się do tej materii. Z orzecznictwa ETPCz wynika bowiem, że zakres dopuszczalnej krytyki organów publicznych jest znacznie szerszy. „Najwyższy poziom ochrony przysługuje wypowiedziom dotyczącym polityków i urzędników wysokiego szczebla, przy czym krytyka może być skierowana przeciwko państwu, rządowi i innym instytucjom państwowym” (Akta praw człowieka nr 18, Wolność wypowiedzi w Europie – orzecznictwo dotyczące artykułu 10 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka – cyt. za: D. Bychawska – Siniarska, „Ochrona Prawa do wolności wyrażania opinii na mocy Europejskiej Konwencji Praw Człowieka”, wyd. Rady Europy).

 

Mając powyższe na względzie, kierując się celem ochrony praw człowieka i obywatela, CMWP przedstawia niniejszą opinię.

 

 

dr Jolanta Hajdasz, dyrektor CMWP SDP

 

 Michał Jaszewski, doradca ds. prawnych SDP

 

Warszawa, 19 listopada 2021 r.

 

SPRAWA JAROSŁAWA ZIĘTARY. Zeznania Zdzisława K., świadka w tzw. procesie ochroniarzy

Zdzisław K. to świadek, który po 28 latach od zabójstwa red. Jarosława Ziętary sam się zgłosił do sądu. Swoje zeznania składał podczas rozprawy w tzw. „procesie ochroniarzy”. 

 

10 listopada odbyła się ostatnia rozprawa zaplanowana na rok 2021 w tzw. „procesie ochroniarzy”. Tego dnia Sąd Okręgowy w Poznaniu kontynuował sprawę dwóch byłych ochroniarzy  byłego holdingu Elektromis – Mirosława R. pseudonim Ryba oraz Dariusza L. pseudonim Lala.  Mężczyzn oskarża się o uprowadzenie, pozbawienie wolności i pomocnictwo w zabójstwie dziennikarza Jarosława Ziętary.  Według ustaleń krakowskiej prokuratury, oskarżeni podając się za policjantów, zmusili Jarosława Ziętarę do wejścia do samochodu przypominającego radiowóz i przekazali osobom, które zamordowały dziennikarza. Osoby te, oprócz zabójstwa, miały też zniszczyć zwłoki i ukryć szczątki reportera. Śledczy ustalili również, że oskarżonym pomagał trzeci ochroniarz, który zginął w dziwnych okolicznościach w 1993 roku. Proces od 2019 roku obserwuje Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP, które na sali sądowej reprezentuje red. Aleksandra Tabaczyńska.

 

Do sądu stawiło się troje świadków. Jako pierwsza zeznawała 50 letnia Sylwia P.,  z zawodu położna. Była ona, w latach 90 -tych bliską znajomą Przemysława C. pseudonim Granat. To nieżyjący gangster, który miał się przechwalać, że ma wiedzę na temat śmierci Jarosława Ziętary. Sylwia P. zaprzeczyła, by kiedykolwiek rozmawiała z C. o losach dziennikarza i nie ma nic do powiedzenia w tej sprawie. Sędzia sprawozdawca przeczytał protokoły z wcześniejszych zeznań świadka, które Sylwia P. potwierdziła.

 

Jako drugi zeznawał Paweł D., lat 52, z zawodu elektromechanik samochodowy. To współpracownik Jerzego U. Jerzy U to jeden z głównych świadków oskarżenia, którego zeznania w 2019 roku zostały utajnione i dziennikarze nie mogli uczestniczyć w rozprawie. U. miał na niej zeznać, że widział moment porwania dziennikarza sprzed jego domu, gdyż śledził go na zlecenie holdingu. Podobno siedział w samochodzie ze swoim współpracownikiem. Czy tak zeznał, tego dziennikarze nie usłyszeli.

 

Paweł D. poznał U. na początku lat 90. Miał jakąś sprawę, a U. wykonywał usługi detektywistyczne. Na początku luźno współpracowali, a w latach 92 może 1993 rozpoczął pracę w firmie ochroniarskiej należącej do U. Wspólnie jeździli do dłużników, śledził niewiernych małżonków itp. Praca nie była przez świadka dokumentowana w formie notatek, gdyż zgromadzone informacje przekazywał ustnie Jerzemu U. Jedynymi dowodami były zdjęcia i materiały wykonane kamerą vhs. Współpracę zakończyli prawdopodobnie w 2005 roku może później.

 

Zeznania Pawła D:

 

nie przypominam sobie, żebyśmy razem z U. śledzili kogoś na ulicy Kolejowej. – Chodzi o ulicę przy której mieszkał Jarosław Ziętara oraz miejsce uprowadzenia dziennikarza. Dopytany przez sędziego czy wie, gdzie jest ta ulica, D. potwierdził, że na Łazarzu i dodał – Jak ja jeździłem z U., to na pewno nie śledziliśmy żadnego dziennikarza. Nic mi też nie wiadomo, żeby któraś z osób śledzonych przez nas była dziennikarzem. U. mówił, gdzie dana osoba mieszka, gdzie mamy ustawić się samochodem, czasem pokazywał zdjęcia lub mówił, że mamy je zrobić (…) Nie pamiętam, żebym widział, że osoba przeze mnie obserwowana była zatrzymywana przez policję. Na pewno nie widziałem czegoś takiego.

 

Odnośnie Jarosława Ziętary, to świadek przyznał, że widział wizerunek dziennikarza w mediach i stanowczo wykluczył, że kiedykolwiek miał go obserwować. Dopytywany o zeznania w sprawie Ziętary, stwierdzi, że jeden raz Jerzy U. zabrał go na przesłuchanie.

 

– Nie wiedziałem gdzie i po co jadę. W czasie drogi U. coś tam mi nadmieniał. Byliśmy w hotelu pod Wrześnią. Przyjechał prokurator, policjant Bogdan i ktoś trzeci. Chyba protokolant. Przesłuchanie odbywało się w samochodzie. Najpierw U., a potem mnie zawołał. Przesłuchanie było w samochodzie prokuratora, obecny był tez protokolant.

 

W czasie zeznań Pawła D., U z policjantem Bogdanem palili, w popielnicy jakieś dokumenty. Jakie? D. nie wiedział. Świadek zeznał również, że Jerzy U. mówił mu później, że „tego nie widział”. „Tego” czyli uprowadzenia Jarosława Ziętary. U stwierdził, że ze względu na konflikt w firmie Jumbo (ochrona marketu), w której stracił pracę przez oskarżonych, potraktował swoje zeznania jako rodzaj kary.

 

Ostatnim przesłuchanym świadkiem tego dnia był Zdzisław K. Z jego zeznaniami dziennikarze mogli się już zapoznać w innym procesie dotyczącym tej samej sprawy, w którym oskarża się Aleksandra Gawronika o podżeganie do zabójstwa Jarosława Ziętary. 59 letni K. do sądu zgłosił się sam, uprzednio kontaktując się z redakcją Głosu Wielkopolskiego. Milczał 28 lat, a teraz postanowił opowiedzieć co wie o tej sprawie. K. to wychowanek tego samego Domu Dziecka w Szamotułach co twórca Elektromisu Mariusz Ś. Tam też się poznali, razem także przebywali w Zakładzie Karnym w Sieradzu. Świadek przyznał, że leczył się psychiatrycznie, miał ze sobą dokumenty, które chciał okazać jednak sąd nie był zainteresowany. Z Mariuszem Ś., K. rozpoczął współpracę od 1989 roku, sprzedając towary sprowadzane przez Elektromis na ul. Bema w Poznaniu. W 1991 roku Ś. zaproponował wspólny interes przejęcia spółki Strefa Wolnocłowa. K. miał już wcześniej orzeczoną niepoczytalność, w związku z inną sprawą, którą z tego powodu umorzono. Pieniądze na Strefę Wolnocłową według świadka wyłożył Mariusz Ś., a udziałowcami były: Targi Poznańskie i Miasto Poznań.

 

W ramach tej spółki sprowadziliśmy 54 tiry papierosów o wartości 7 800 000 $. Chodziło o to, żeby sprowadzić te papierosy przed zmianą przepisów celnych. (…) Miałem wytrzymać żeby nie płacić ileś dni. A potem miałem udawać głupa. Przeciągnęło się to do września, nie zdążyli sprzedać papierosów, a urząd celny zabezpieczył towar. Wtedy poszedłem do szpitala psychiatrycznego w Kościanie. Było to od września 1991 do czerwca 1992 roku.

 

Następnie świadek opowiedział, jak inny ochroniarz Elektromisu Marek Z., który był łącznikiem między świadkiem a Mariuszem Ś., ostrzegał go przed dziennikarzami. Szczególnie jednym z Gazety Poznańskiej, zgadaliśmy się, że jakiś młody dziennikarzyna był w Kościanie na terenie szpitala. Początkowo myślałem, że jest to pacjent – zeznał świadek.

 

W grudniu 1991 roku, podczas przepustki świadek spotkał się z Mariuszem Ś. Wtedy miał się dowiedzieć, że już dwóch dziennikarzy zostało przyłapanych na obserwowaniu działalności Ś. „dostali po zębach i mieli zabrane aparaty”.  W kolejnych wyjaśnieniach doprecyzował, że ten drugi dziennikarz „miał być kupiony”. Jednocześnie K. stwierdził, że pierwszy raz nazwisko Ziętara padło w jego obecności w 1993 roku w związku ze śmiercią Kapeli. Marek Z. powątpiewał w rozmowie ze Zdzisławem K., w samobójstwo ochroniarza. Twierdził, że nie wytrzymał on psychicznie po tym co zrobiono dziennikarzowi i „zaczął się rozklejać”. W kolejnej wypowiedzi, Zdzisław K. oświadczył, że Jarosław Ziętara nie miał być zabity, tylko mieli wybić mu z głowy zainteresowanie Elektromisem. Zginął przypadkowo, bo wydarzył się „wypadek przy pracy”. Dopytany co rozumie przez to określenie, wytłumaczył „od początku nie było założone, że człowiek ma zginąć, ale miał zostać tak zmaltretowany fizycznie i psychicznie, żeby mu się odechciało”.

 

Święta trójca – tak nazwał świadek trzech ochroniarzy odpowiedzialnych za uprowadzenie Ziętary i wymienił oskarżonych Lalę i Rybę oraz nieżyjącego Kapelę. Wiedzę tę pozyskał od Marka Z. Sprawcą morderstwa miał być według Zdzisława K. rosyjskojęzyczny gangster o pseudonimie Malowany, który „przypadkowo” zastrzelił Jarosława Ziętarę z pistoletu.

 

Kolejne rozprawy już w 2022 roku.

 

Tekst i zdjęcia: Aleksandra Tabaczyńska