Cenzura w Radiu Nowy Świat – dr Jolanta Hajdasz w Radiu Poznań

W środę 12 sierpnia Jolanta Hajdasz była gościem red. Łukasza Kaźmierczaka z Radia Poznań w porannej audycji pt. “Kluczowy temat” . Tematem rozmowy był kryzys wizerunkowy i tożsamościowy  internetowego Radia Nowy Świat, w którym usunięto założyciela i współwłaściciela stacji po tym jak nazwał  aresztowanego działacza LGBT Michała Sz. ” aktywistą” zamiast pisać o nim jak o kobiecie .  Publikujemy  tę rozmowę,  jej dźwiękowa wersja jest także dostępna na portalu radiopoznan.fm

 

cała audycja jest tu : https://www.radiopoznan.fm/informacje/kluczowy-temat/radio-nowy-swiat-ma-dzisiaj-ogromny-problem

 

Łukasz Kaźmierczak: Mam pewien problem. Jak dziennikarz powinien opisywać historię Michała Sz., który sam siebie opisuje jako Małgorzata Sz. lub „Margot”? Od paru dni toczy się o to spór w dziennikarskim światku.

 

Jolanta Hajdasz: Moim zdaniem jest absolutnie sztucznie wywołany spór. Ma podgrzewać emocje, które mają pojawiać się w mediach i zaciekawiać odbiorców, często wypaczając pewien obraz rzeczywistości, jaki przedstawiają. Dla mnie dylematu nie ma. Jeśli ktoś jest mężczyzną, jeśli ma w dokumentach wpisane męskie imię i płeć męską, jeśli nie występował o zmianę płci, jeśli nie przechodził terapii hormonalnej, czyli nie wykonał trwałych gestów dążących do zmiany płci, tylko oznajmił swoim najbliższym przyjaciołom, że czuje się teraz kobietą to trudno go traktować jak kobietę. Przecież to brzmi jak groteska.

 

Nie dla wszystkich.

 

Tak, ale jeśli pan mnie pyta o zdanie, to nie mam najmniejszych wątpliwości, że należy o tej osobie mówić Michał Sz.

 

W internetowym Radiu Nowy Świat nie podzielają tej narracji. Prezes radia Piotr Jedliński spotkał się z falą oskarżeń o transfobię, po tym, gdy użył określenia „aktywista” odnośnie Michała Sz., przypomnę to jest aktywista formacji Stop Bzdurą, oskarżoną między innymi o napaść na furgonetkę fundacji „Pro – Prawo do Życia”. Piotr Jedliński powiedział, że to jest jego wolność i ma prawo mówić tak jak czuje, ale udziałowcy Radia Nowy Świat odcięli się od swego prezesa i Jedliński nie jest już prezesem. Na końcu też zaczął używać żeńskich końcówek.

 

Ta sprawa ma szerszy wymiar, niż tylko do opowiadania w ramach takiej anegdoty zawodowej. Zobaczmy co wolno powiedzieć w liberalnym, nastawiającym się na swobodę głoszenia poglądów radiu. Nie można tego zostawić na boku. Radio Nowy Świat powstało niedawno, z grupy osób występujących przeciwko rzekomemu cenzurowaniu i zamordyzmowi w Programie Trzecim Polskiego Radia, czyli radiu publicznym, którzy odeszli w proteście. Cała historia jest dla słuchaczy interesujących się światem mediów znana, bo było to nagłaśniane maksymalnie jak tylko można było po słynnej piosence Kazika i historii z listą przebojów. Co mamy dzisiaj? Zamiast możliwości debaty i głoszenia wolnego słowa, po prostu przy pierwszym, najprostszym z możliwych sporów, jaki w każdej redakcji może się zdarzyć, bo zawsze dyskutuje się o tym w jaki sposób relacjonować to co się dzieje, to nie jest nic nowego, jak długo dziennikarstwo istnieje, takie spory będą; a tutaj doprowadzono do odejścia prezesa. Jeszcze chciałabym zwrócić uwagę na komunikaty sprzed dwóch dni, w których mówiono, że pan Jedliński posiadał prawie 30 procent udziałów, dziś już komunikat mówi o 10 procentach. Zobaczmy jak daleko idzie ingerencja. Jaki błąd popełnił ten człowiek? Powiedział aktywista o mężczyźnie, bo taki on ma status zgodnie z prawem obowiązującym w Polsce. Jeśli jest on aresztowany, musi trafić do męskiego więzienia.

 

Czy to jest ten moment, kiedy powinno się zareagować jeśli chodzi o wolność dziennikarską? Przypomina mi się historia komercyjnej stacji, która najpierw tytułowała aktywistę, jako „Michał Sz.”, a dwa dni później było już „Małgorzata Sz.”, coś zmieniło się przez dwa dni.

 

Najpierw jest zdrowy rozsądek. Zwykłe podejście normalnego dziennikarza, który po prostu analizuje fakty, chce je przedstawić, po czym się okazuje, że jednak nie może tego robić, bo jesteśmy nastawieni na konkretne ideologizowanie społeczeństwa i informowanie w określony sposób. Tutaj pokazano modelowy przykład w jaki sposób strona, która promuje ideologię LGBT i związane z nią problemy społeczne, wypacza rzeczywistości i próbuje zmienić nastawienie osób, które są odbiorcami tych informacji, które w dobrej wierze mogą utożsamiać się z kimś przedstawianym jako ofiara przez takie media. Powiedzą: co komu przeszkadza noszenie kolorowej flagi? Nie tędy droga. Nikomu nie przeszkadza noszenie flagi, tylko kiedy i gdzie, w jaki sposób jest to robione i jaki przekaz się z tym wiąże. Radio Nowy Świat ma dzisiaj ogromny problem.

 

To jest problem wizerunkowy, czy wiarygodności?

 

Absolutnie to jest problem wiarygodności. Wizerunek jest z punktu widzenia marketingowego bardzo ważny, ale sięgajmy głębiej, myślę, że Polacy potrafią sobie z tym poradzić, żeby nie analizować rzeczywistości tylko i wyłącznie na podstawie wizerunku, który jest im serwowany.

 

Porozmawiajmy o wizerunku, który jest serwowany Polakom. Mam na myśli okładkę tabloidu „Fakt”, który pokazuje na stronie tytułowej pokazuje dziewczynę, która jest przyginana przez policjantów do ziemi, jest podpis „brutalność policji: funkcjonariusz rzucił na ziemię protestującą Julię i zaczął ją dusić”, obok jest zdjęcie premiera Morawieckiego i ministra Ziobry oraz pytanie: „to wasza Polska marzeń?” Czy to też jest zgrzyt wizerunkowy, czy po prostu dzikie prawo prasy bulwarowej?

 

Po raz kolejny mamy problem z gazetą „Fakt”, która ma najwyższą sprzedaż egzemplarzową w Polsce – ponad 180 tysięcy, ale to nie tutaj jest problem, bo ten sposób manipulowania rzeczywistością, ja nie pierwszy raz wypowiadam się na ten temat, nie pierwszy raz wypowiada się środowisko dziennikarskie, przyznając w przeszłości redakcji „Faktu” Hienę roku, rodzaj antynagrody dziennikarskiej, za skandaliczne naruszenia etyki zawodowej. Tutaj mamy podobną sytuację, bo osoba, którą przedstawia się jako ofiarę, powiela zdjęcie w przestrzeni publicznej w ilościach gigantycznych, mamy do czynienia z manipulowaniem rzeczywistością, bo osoba aż tak niewinną ofiarą nie jest, jak pokazują filmy udostępniane w ślad za tą okładką, to mamy do czynienia z kimś kto w bardzo wulgarny sposób zaczepia uczestników i obserwatorów manifestacji, prowokuje policjantów, wchodzi na radiowozy i niszczy je swoimi skokami.

 

Może to jest zbójeckie prawo tabloidu? One zawsze w jakiś sposób podkręcają okładki i często atakują rządzących.

 

My się na to nie zgadzamy, nie chcemy liberalnego podejścia do mediów, które przez cały okres po transformacji w Polsce, było traktowane jako dogmat, że mediom prywatnym wolno wszystko. Jeżeli mamy analizować treści analizowane przez media, to możemy co najwyżej się odnosić do mediów publicznych, bo opłacane są one przez nasze podatki, ale jak ktoś ma prywatne media to jest wolność słowa, obowiązują konstytucyjne zapisy i nie będziemy się wtrącać. Od kiedy objęłam funkcję dyrektora Centrum Monitoringu Wolności Prasy, w każdym naszym oświadczeniu staram się uciekać od tego typu myślenia, bo wolność słowa nie jest wartością samą w sobie, kończy się tam, gdzie zaczyna się odpowiedzialność, dobro drugiego człowieka, gdzie zaczyna się zaprzeczanie faktom. Nigdy nie możemy wolnością słowa tłumaczyć tego, że prawda równa się fałszowi.

 

Czy „Fakt” coś sugeruje? Kojarzy mi się to z sytuacją w Stanach Zjednoczonych i akcji policji wobec George’a Floyda.

 

Można to tak kojarzyć. Ale nadużyciem jest, żeby stawiać znak równości między brutalnością policji w Polsce a tym co się dzieje dzisiaj na Białorusi. Bo pojawiają się takie kalki schematyczne przedstawiające obie rzeczy jako takie same. To nie jest to samo. Dziennikarstwo to sztuka poszukiwania kontekstu. Nie jesteśmy w stanie opisywać świata jeden do jednego. Jeżeli coś trwa dwie godziny, a my mamy to zmieścić w dwuminutowej relacji, to zawsze dziennikarza obowiązkiem jest streścić, opisać, użyć kilku słów zamiast kilkudziesięciu.

 

W tej sytuacji pojawia się wiele głosów na temat potrzeby ustawy o dekoncentracji polskich mediów i uporządkowaniu rynku medialnego.

 

Bardzo się z tego cieszę, że pojawiają się takie głosy i że wróciło to debaty publicznej; w czyich rękach są media w Polsce, kto i w jaki sposób opisuje nam świat, jak można temu przeciwdziałać. Żeby to było zgodne z zasadą wolności słowa. Jeżeli mówimy o gazecie „Fakt” i o blisko 200 tysiącach egzemplarzy, to jest nic, pamiętajmy, że ta redakcja ma blisko 10 milionów użytkowników w miesiącu swojego portalu i około 100 milionów unikatowych wejść co miesiąc. To ogromny zasięg.

 

Co można zrobić w sensie legislacyjnym, patrząc na wzory innych państw, na przykład z koncernem Axel-Springer, który stoi za „Faktem”?

 

Nie chcę mówić że to samo co w Niemczech, czyli uznać media za sektor strategiczny dla gospodarki i pozwolić tylko na 10 procent udziałów koncernom zagranicznym. Ale są też inne rozwiązania. Jeżeli mówimy, że jest się numerem jeden w prasie drukowanej i zaraz będzie się numerem jeden w internecie, ma się też główną rozgłośnię radiową, jaką mają niemieckie koncerny i jaką jest RMF FM, to mamy troszkę problem. Możemy oczywiście radia internetowe i się zajmować Radiem Nowy Świat, bo przez chwilę jest na topie, i tak mocno jest pompowane, wszyscy wiemy, że takie radio istnieje, kto w nim pracuje, jak dużo zostało zebranych pieniędzy w pierwszej zbiórce, ale to jest tylko radio internetowe, podejrzewam, że za chwilę będzie miało kłopoty, żeby się utrzymać. Nie tu leży problem.

Wpływanie mediów na wybory – dr Jolanta Hajdasz w TVP 3 Poznań

W jaki sposób media próbowały wpłynąć na wynik wyborów prezydenckich w Polsce – Jolanta Hajdasz gościem programu “Temat dnia ” w TVP 3 Poznań

Media w demokracji zawsze odgrywają bardzo ważną rolę, ale w tej kampanii prezydenckiej była ona wyjątkowa. Kampania była brutalna, a media miały decydujący wpływ na decyzje wyborcze zarówno w pierwszej jak i w drugiej turze – powiedziała dr Jolanta Hajdasz, dyr. CMWP SDP w rozmowie z red. Łukaszem Maciejewskim w audycji “Temat dnia” emitowanej w TVP 3 Poznań 20 lipca b.r. Na finiszu kampanii tabloid „Fakt” mocno uderzył w prezydenta Andrzeja Dudę, sugerując na okładce nie tylko wypuszczenie z więzienia pedofila, ale wręcz sprzyjanie tym przestępcom, a taki artykuł mógł wpłynąć na wynik wyborów i decyzję osób niezdecydowanych, a chcących głosować. W mojej ocenie był to zaplanowany atak na ubiegającego się o reelekcję prezydenta w stylu: nieważne, czy on ukradł, czy jemu ukradli, ludzie mają zapamiętać, że jest zamieszany w kradzież.

cała audycja : https://poznan.tvp.pl/49049152/20072020

Media mają narodowość – wywiad dr Jolanty Hajdasz, dyr. CMWP SDP w tygodniku „Gazeta Polska”

Media dzisiaj to nie jest czwarta władza obok ustawodawczej, wykonawczej i sądowniczej. Media dziś to pierwsza, a czasem i jedyna władza, bo tak wiele w sferze publicznej od nich zależy. Nie bądźmy naiwni – mówi dr Jolanta Hajdasz, dyr. CMWP SDP  w wywiadzie dla red. Grzegorza Wszołka w najnowszym numerze  tygodnika “Gazeta Polska” . Tygodnik opublikował oświadczenie CMWP SDP na temat prowokacji “Faktu” w II turze kampanii prezydenckiej. Publikujemy fragmenty wywiadu i zachęcamy do lektury  “Gazety Polskiej” . 

 

Na finiszu kampanii tabloid „Fakt” mocno uderzył w prezydenta Andrzeja Dudę, sugerując na okładce nie tylko wypuszczenie z więzienia pedofila, lecz wręcz sprzyjanie podobnym mu przestępcom. Czy taki artykuł miał wpłynąć na wynik wyborów i decyzję niezdecydowanych głosujących?

 

Absolutnie tak. Warto przypomnieć, że ten tabloid, wydawany przez niemiecko -szwajcarski koncern Ringier Axel Springer Polska, to gazeta, która w Polsce sprzedaje się w największym nakładzie. Do czytelników codziennie trafia powyżej 200 tysięcy egzemplarzy. A treści z „Faktu” powielają i jego strona internetowa, i powiązane z nim biznesowo portale oraz konta w mediach społecznościowych. Siła rażenia takiego zmasowanego ataku medialnego jest ogromna. Manipulacja była tak czytelna, że trudno zakładać, iż profesjonaliści popełnili tak rażące błędy dziennikarskie w sposób nie – świadomy. W mojej ocenie był to zaplanowany atak na ubiegającego się o reelekcję prezydenta w stylu: nieważne, czy on ukradł, czy jemu ukradli, ludzie mają zapamiętać, że jest zamieszany w kradzież. Manipulacja najniższych lotów.

 

Z czego wynika Pani zdaniem atak na głowę państwa? Czy – jak sugerują niektórzy komentatorzy i politycy prawicy – chodzi o aspirację koncernu Ringier Axel Springer, by wybrać „swojego” kandydata na prezydenta, czy może o poglądy polityczne dziennikarzy, części redakcji?

 

O zamiarach RASP świadczą inne publikacje, na przykład niemieckich gazet, które ukazały się w Niemczech tuż przed drugą turą wyborów. Redaktor naczelny należącego do tej samej grupy kapitałowej co „Fakt” – niemieckiego tygodnika „Die Welt” – na – pisał artykuł, który zatytułował „Musimy porozmawiać, Panie Duda” (Wir műssen reden, Herr Duda!) – w nim oskarżał Polaków o negatywne nastawienie do niemieckich dziennikarzy. Ale już to samo „Die Welt” wychwalało Rafała Trzaskowskiego w kampanii za to, że nie jest zwolennikiem żądania odszkodowań od Niemiec za zbrodnie wojenne w Polsce. W podobnym tonie pisał też „Der Spiegel”. Trudno zatem nie dostrzegać koincydencji tych wszystkich faktów.

 

Jakie kroki podjęło Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich w sprawie okładki „Faktu”?

 

Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP opublikowało protest przeciwko manipulacjom tabloidu „Fakt” na temat ułaskawienia przez prezydenta mężczyzny, który odsiedział wyrok za pedofilię. Stanowczo skrytykowaliśmy sposób opisania przez brukowiec tej historii, bo był on elementem nieuczciwej gry politycznej na finiszu kampanii prezydenckiej w Polsce. W artykule manipulowano informacjami na temat ubiegającego się o reelekcję Andrzeja Dudy. „Trzymał córkę, bił po twarzy i wkładał jej rękę w krocze” – takiej treści tytuł uderzał z okładki „Faktu”. Niżej, mniejszą czcionką, napisano: „Panie prezydencie, jak Pan mógł ułaskawić kogoś takiego?”, ale całość zilustrowano dużym zdjęciem głowy państwa, która patrzy w dół, a nie prosto w oczy czytelnika. To oczywista dla każdego medioznawcy manipulacja przekazem – prezydent miał być łączony z molestowaniem dziecka bez względu na rzeczywiste okoliczności jego związku z opisywanym zdarzeniem. (…)

 

Cały wywiad w „Gazecie Polskiej” nr 29 z 15.07.2020, dostęp : https://prenumerata.swsmedia.pl/

Czy będzie repolonizacja mediów? Audycja w telewizji wPolsce.pl z udziałem CMWP SDP

Czy będzie repolonizacja mediów?  Czym rożni się ona od dekoncentracji i jak w w praktyce wygląda ochrona  interesów mediów własnego państwa na przykładzie Niemiec  –  o tym  był program “Gorące pytania” w telewizji wpolsce.pl  emitowany na żywo 15 lipca b.r. Gośćmi red. Aleksandry Jakubowskiej byli  dr Jolanta Hajdasz, Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP i Cezary Gmyz, korespondent TVP w Berlinie.

 

Cały program jest tu:  http://wpolsce.pl/magazyn/11862-czy-bedzie-repolonizacja-mediow

Eksperci OBWE o wyborach w Polsce. Będzie stanowisko CMWP SDP

Kampania wyborcza nastawiona była na konfrontację i było w niej wiele wzajemnego szkalowania się kandydatów na urząd Prezydenta RP – powiedział Thomas Boserup, przewodniczący Specjalnej Misji Oceniającej Wybory Biura Instytucji Demokratycznych i Praw Człowieka OBWE (ODIHR) podczas konferencji prasowej 13 lipca b.r. Towarzyszyła mu Martina Barker-Ciganikova, wiceprzewodnicząca tej Specjalnej Misji Oceniającej Wybory. Nadzorowany przez nich zespół śledzi kampanię prezydencką w Polsce od 16 czerwca br. Podczas transmitowanej na żywo konferencji potwierdzili oni, iż pełny raport na temat przebiegu wyborów prezydenckich w Polsce w 2020 r. będzie gotowy za około 8 tygodni. Stanowisko Specjalnej Misji Oceniającej Wybory Biura Instytucji Demokratycznych i Praw Człowieka OBWE (ODIHR) jest obecnie przedmiotem analizy CMWP SDP ze względu na to, iż media, w tym przede wszystkim media publiczne są szczególnym  obiektem zainteresowania ekspertów OBWE.  Nasza odpowiedź zostanie przekazana do ODHIR. 

 

Publikujemy poniżej pełny komunikat MISJI SPECJALNEJ OCENY WYBORÓW ODIHR  Rzeczpospolita Polska – Wybory prezydenckie, druga tura, 12 lipca 2020 r

 

Wersja elektroniczna jest tu: cmwp.sdp.pl/…/Stanowisko-misji-ODIHR-na-temat-wyborów-w-Polsce-po-polsku.pdf

 

MISJA SPECJALNA OCENY WYBORÓW ODIHR  Rzeczpospolita Polska – Wybory prezydenckie, druga tura, 12 lipca 2020 r.

 

STANOWISKO W SPRAWIE WSTĘPNYCH WNIOSKÓW I USTALEŃ

 

Druga tura wyborów prezydenckich w Polsce została przeprowadzona prawidłowo pomimo luk regulujących wiele istotnych kwestii. Kandydaci byli w stanie swobodnie prowadzić swoje kampanie wyborcze w konkurencyjnej drugiej turze wyborów, jednakże ogólna wrogość, groźby wobec mediów, retoryka nietolerancji oraz przypadki nadużyć zasobów państwowych umniejszyły całości procesu. Spolaryzowane środowisko medialne, a zwłaszcza stronnicze relacje ze strony nadawcy publicznego, pozostały istotną obawą. Odmowa przez obu kandydatów spotkania się we wspólnej debacie pozbawiła wyborców możliwości porównania ich postulatów. Niedostosowane ramy czasowe rozpatrywania skarg i odwołań zakłóciły możliwość dochodzenia roszczeń prawnych pomiędzy dwiema turami.

 

30 czerwca Państwowa Komisja Wyborcza (PKW) ogłosiła wyniki pierwszej tury wyborów prezydenckich w Polsce, która odbyła się 28 czerwca. Frekwencja w pierwszej turze wyniosła 64,5 procent. Prezydent Andrzej Duda ubiegający się o reelekcję (wspierany przez Prawo i Sprawiedliwość, PiS) otrzymał 43,5 procent głosów, natomiast Rafał Trzaskowski, Prezydent m st. Warszawy, (wspierany przez Platformę Obywatelską, PO) otrzymał 30,4 procent, a zatem obaj kandydaci zakwalifikowali się do drugiej tury. Trzaskowski otrzymał poparcie w drugiej turze wyborów od niezależnego kandydata Szymona Hołowni, który uplasował się na trzeciej pozycji z 13,8 procent głosów. Wszyscy kandydaci wyrazili ogólne zaufanie co do przeprowadzenia wyborów w pierwszej turze. Pomimo trudności wynikających z pandemii COVID-19 kandydaci i władze zachęcały wyborców do wzięcia aktywnego udziału w głosowaniu w drugiej turze.

 

Klarowność, skądinąd stosownego, ustawodawstwa wyborczego została podważona ustawą z 2 czerwca o specjalnych przepisach dotyczących wyborów powszechnych na Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej zarządzonych w 2020 r. z możliwością głosowania drogą korespondencyjną. Ponadto kodeks wyborczy nie odnosi się do niektórych aspektów przeprowadzenia drugiej tury. Większość przepisów ma ogólne zastosowanie w przypadku obu tur, nie ma jednak wystarczająco klarownych przepisów dotyczących drugiej tury, takich jak ramy czasowe oficjalnego okresu kampanii prowadzonej w drugiej turze czy limitów wydatków na kampanię. Ustawodawstwo nie jest również jasne w przypadku skarg i odwołań po ogłoszeniu wyników pierwszej rundy, co podważa skuteczność dochodzenia roszczeń. PKW nie wydała żadnych szczegółowych przepisów odnoszących się do drugiej tury ponieważ, mimo wskazanych powyżej braków, PKW uważa ramy prawne za wystarczające i interpretuje prawo regulujące obie tury jako jedne wybory.

 

Po pierwszej turze, administracja wyborcza na wszystkich szczeblach kontynuowała prace w sposób profesjonalny, wciąż posiadając zaufanie interesariuszy. Szczegółowe wyniki pierwszej tury wyborów na poziomie obwodowych komisji wyborczych były opublikowane na stronie internetowej PKW 30 czerwca. Intuicyjna baza danych została wzbogacona publikacjami zeskanowanych protokołów wyników ze wszystkich lokali wyborczych, co przyczyniło się do ogólnego poziomu transparentności wyborów.

 

Administracja wyborcza dotrzymała wszystkich terminów prawnych związanych z przygotowaniem drugiej tury. Nie wprowadzono żadnych istotnych zmian na liście lokali wyborczych ani w składach obwodowych komisji wyborczych między turami; niewielkie zmiany odpowiadały potrzebom operacyjnym. Skład okręgowych komisji wyborczych pozostał praktycznie niezmieniony. Dodatkowe szkolenia zostały zorganizowane głównie dla nowych członków obwodowych komisji wyborczych. Wszystkie zadania organizacyjne i logistyczne, w tym tworzenie i szkolenie obwodowych komisji wyborczych były realizowane w sposób zdecentralizowany przez 49 okręgowych komisji wyborczych w ścisłej współpracy z 49 delegaturami Państwowego Biura Wyborczego (PBW). Zastosowano podobne środki sanitarne i ochronne jak w przypadku pierwszej tury.

 

W drugiej turze listy wyborców zostały zaktualizowane w celu odzwierciedlenia zmian w krajowej ewidencji ludności, w tym w odniesieniu do niedawno zmarłych wyborców, osób, które ukończyły 18 lat, oraz obywateli, którzy zmienili miejsce zamieszkania pomiędzy turami wyborczymi. Wyborcy czasowo przebywający poza miejscem stałego zamieszkania mogli zostać umieszczeni na ich wniosek w spisie wyborców w innym miejscu. Wszystkie zmiany wprowadzone w spisie wyborców przed pierwszą turą, w tym wnioski o głosowanie drogą korespondencyjną, zostały automatycznie zastosowane w przypadku drugiej tury. Spowodowało to zamieszanie wśród niektórych wyborców, którzy aplikowali o czasowe włączenie do spisu wyborców poza miejscem ich stałego zamieszkania przed pierwszą turą i byli zobowiązani do głosowania w tym samym miejscu w drugiej turze 1 .

 

W wyniku ustawy z 2 czerwca terminy składania wniosków o głosowanie drogą korespondencyjną w drugiej turze były bardzo krótkie. W przypadku wyborców głosujących za granicą termin upłynął 29 czerwca, dzień po pierwszej turze. Termin dla wyborców głosujących w kraju upłynął 30 czerwca. Pomimo krótkich ram czasowych, około 140 000 osób głosujących poza granicami kraju zarejestrowało się między turami, dzięki czemu łączna liczba wyborców głosujących poza krajem osiągnęła rekordowy poziom 519 431, z których 479 584 aplikowało o głosowanie drogą korespondencyjną. Ostateczny spis wyborców zawierał łącznie 30 309 485 głosujących, z których 223 010 zarejestrowanych w kraju wnioskowało o głosowanie drogą korespondencyjną. Podczas pierwszej tury, zgłoszono kilka problemów z dostarczeniem oraz następnie z odesłaniem pakietów wyborczych poza granicami kraju. Wyniki pierwszej tury pokazują, iż procent zwrotów głosów oddanych drogą korespondencyjną wynosił 96 procent w kraju i 87 procent za granicą. Zgodnie z uchwałą podjętą przez PKW przed pierwszą turą, dwie gminy (Baranów i Markłowice) przeprowadziły głosowanie wyłącznie drogą korespondencyjną ze względu na rozprzestrzenianie się pandemii.

 

Ramy prawne nie regulują ram czasowych oficjalnego okresu kampanii drugiej tury. Wobec braku wyraźnych prawnie regulowanych okresów kampanii, obaj kandydaci wznowili swoje kampanie 28 czerwca, natychmiast po ogłoszeniu wyników sondaży, podczas gdy okres ciszy wyborczej pierwszej tury wciąż trwał.

 

Kampania stała się bardziej intensywna, kiedy obaj kandydaci zaczęli odbywać dużą liczbę bezpośrednich spotkań z wyborcami, ze szczególnym uwzględnieniem miast średniej wielkości. Wiece przyciągały tłumy, a ograniczenia związane z wirusem COVID-19 nie były przestrzegane; policja oraz Państwowa Inspekcja Sanitarna (SANEPID), główna komórka państwowa zajmująca się kwestiami związanymi z wirusem COVID-19, nie wydawały się regularnie egzekwować restrykcji 2 .

 

Kandydaci mogli swobodnie prowadzić swoje kampanie. Jednak kampania podczas drugiej tury miała charakter jeszcze bardziej konfrontacyjny niż przed pierwszą turą. Kilka kontrdemonstracji spowodowało zakłócenie oficjalnych wieców wyborczych z przypadkami werbalnych (a czasem fizycznych) starć między zwolennikami obu kandydatów. Niektórzy wybrani przedstawiciele naszczeblu lokalnym i krajowym reprezentujący oba obozy polityczne poinformowali Specjalną Misję Oceny Wyborów ODIHR o otrzymaniu gróźb śmierci. Pojawiły się również doniesienia o niszczeniu materiałów kampanijnych. Działania kampanijne na terenach kościołów, w tym umieszczanie banerów obecnego prezydenta, były również nierzadkim zjawiskiem. Kampania naznaczona była negatywną retoryką, ostrymi wzajemnymi oskarżeniami i oczernianiem przeciwników, co przyczyniło się do postrzegania wyborów w sposób zerojedynkowy. Misja ODIHR odnotowała przypadki retoryki nietolerancji o charakterze ksenofobicznym, homofobicznym i antysemickim, szczególnie w kampanii obecnego Prezydenta oraz u publicznego nadawcy. Przedstawienie obecnego Prezydenta oraz jego osiągnięć silnie kontrastowało ze sposobem, w jaki przedstawił je Rafał Trzaskowski, który podkreślał niespełnione przez Prezydenta obietnice. Aspekty związane z ochroną środowiska zyskały na znaczeniu w drugiej turze, obok podatków, świadczeń społecznych i kwestii emerytalnych, co było istotne w turze pierwszej. Kwestie LGBT nadal stanowiły ważny temat kampanii dla Prezydenta ubiegającego się o reelekcję, który zaproponował poprawkę do konstytucji uniemożliwiającą adopcję dzieci przez pary osób tej samej płci.

 

Jak wcześniej zauważyło ODIHR, nie istnieją ramy prawne dotyczące aktywności kampanijnej prowadzonej przez urzędników administracji publicznej. Premier Morawiecki w ramach pełnienia swojej oficjalnej funkcji odwiedził ponad 80 miast w kraju, składając obietnice rozdzielenia funduszy publicznych, rozdając uroczyste symboliczne kartonowe czeki 3 . Wszystkie te wydarzenia zostały udokumentowane na oficjalnym profilu na Facebooku premiera. Spowodowało to zatarcie granic pomiędzy państwem a partią i stworzyło nieuzasadnioną przewagę dla Prezydenta ubiegającego się o reelekcję, co jest sprzeczne z pkt 5.4 Dokumentu Kopenhaskiego OBWE z 1990 r. Biorąc pod uwagę ograniczoną obecność Misji ODIHR w terenie, nie było możliwe zweryfikowanie, czy podobne przypadki miały miejsce na niższych szczeblach administracji publicznej.

 

Duża liczba osób zajmujących stanowiska publiczne, zarówno na szczeblu lokalnym, jak i krajowym, w tym burmistrzowie i prezydenci miast, a także marszałkowie Sejmu i Senatu, aktywnie promowali swoich kandydatów, uczestnicząc w wiecach lub będąc aktywnymi w mediach społecznościowych. Rządząca partia PiS złożyła oficjalną skargę do PKW oraz prokuratora w sprawie domniemanej kampanii na rzecz Rafała Trzaskowskiego prowadzonej na oficjalnej stronie internetowej i profilach społecznościowych Urzędu Miasta Łodzi, za pomocą banera informującego o zbliżającym się wydarzeniu kampanijnym.

 

W porównaniu do spotkań na forum publicznym, ton kampanii na oficjalnych kontach na Facebooku obu kandydatów był bardziej umiarkowany. Kandydaci używali oficjalnych kont na Facebooku głównie do mobilizowania wyborców, w tym poprzez ogłaszanie informacji o wiecach, a także zamieszczanie sprawozdań, materiałów wideo oraz linków do swoich przemówień. Niemniej jednak negatywna kampania w mediach społecznościowych, przede wszystkim przeciwko Rafałowi Trzaskowskiemu, zintensyfikowała się przed drugą turą. Dezinformacja krążyła także na różnych platformach społecznościowych.

Ramy finansowania kampanii mają wiele niedociągnięć prawnych i instytucjonalnych. Pomimo wcześniejszej rekomendacji Misji ODIHR, kwestia prowadzenia kampanii przez strony trzecie pozostaje nieuregulowana. Przepis dotyczący sankcji za prowadzenie kampanii przez osobę nieposiadającą pisemnej zgody komitetu został uchylony w 2018 r., co samo w sobie jest pozytywne, jednak pozostawia niepewność prawną co do prowadzenia kampanii przez osoby trzecie. Brak jasno zdefiniowanych procedur dotyczących skarg związanych z kampanią podważa skuteczność prawnych środków odwoławczych. Do PKW wpłynęło ponad 20 skarg związanych z finansowaniem kampanii, z których większość dotyczyła kampanii stron trzecich przed i po pierwszej turze. Skargi te zostały przekazane policji lub prokuraturze ze względu na brak uprawnień komisji do rozpatrzenia takich skarg przed wyborami. PKW poinformowała Misję ODIHR, iż skargi zostaną rozpatrzone dopiero po złożeniu końcowych sprawozdań finansowych przez komitety trzy miesiące po wyborach. Żadna instytucja nie jest prawnie upoważniona do prowadzenia skutecznego nadzoru nad finansowaniem kampanii podczas wyborów.

 

Kodeks wyborczy określa limit wydatków na kampanię, nie precyzuje jednak, czy dotyczy jednej, czy obu tur wyborczych. Zgodnie z interpretacją prawa przez PKW limit wydatków w wysokości 0,64 zł na zarejestrowanego wyborcę dotyczył obu tur łącznie: 28 mln zł dla prezydenta Dudy i około 9,5 mln zł dla Rafała Trzaskowskiego 6 . Co istotne, wymóg PKW, aby 9 komitetów, które zakończyły swoje kampanie niepowodzeniem w pierwszej turze, przedłożyły swoje ostateczne sprawozdania finansowe z kampanii do 28 września, w porównaniu z terminem 12 października dla uczestników drugiej tury, wydaje się niespójny z interpretacją, że prawo traktuje obie tury jako odrębne wybory. Aktywny udział stron trzecich w kampaniach, w połączeniu z brakiem sprecyzowanych przepisów dotyczących sprawozdawczości pomiędzyokresowej, niewystarczającymi informacjami publikowanymi przez uczestników, brakiem nadzoru i brakiem środków do prawnego zadośćuczynienia w spawie skarg dotyczących niewłaściwego wykorzystania zasobów państwowych do czasu wyborów, podważają transparentność finansowania kampanii. Pozytywnym jest fakt, iż mimo braku oficjalnych wymagań prawnych, obaj wiodący kandydaci opublikowali oświadczenia o dochodach i majątku przed pierwszą rundą.

 

Odzwierciedleniem wyraźnie spolaryzowanego krajobrazu medialnego jest fakt, że kandydaci wystrzegali się wspólnej debaty, decydując się na pojawienie się osobno w prawie jednocześnie nadawanych programach na dwóch różnych kanałach telewizyjnych. Prezydent wystąpił w publicznej stacji telewizyjnej Telewizji Polskiej (TVP), podczas gdy Rafał Trzaskowski obecny był w prywatnej TVN24 oraz z retransmisją w Polsacie. Brak autentycznej debaty pozbawił wyborców możliwości oceny kandydatów na zasadzie konkurencyjności, ponieważ kandydaci unikali mediów, które uważali za wrogo do nich nastawione. TVP, które jest zobowiązane prawem do przeprowadzenia debaty, zaproponowało kandydatom telewizyjną dyskusję w formacie town hall, w której Rafał Trzaskowski odmówił udziału, twierdząc, że publiczny nadawca jest stronniczy. Powtórzył także zamiar likwidacji kanału informacyjnego TVP Info po ewentualnym wyborze. Sprawujący urząd prezydent odrzucił zaproszenie do udziału w debacie organizowanej przez TVN i portal informacyjny Onet.pl, uzasadniając swoją decyzję tym, że są one własnością koncernów zagranicznych. Urzędujący prezydent po publikacji krytycznych dla niego artykułów oskarżył także kilka mediów z kapitałem zagranicznym o ingerencję w kampanię i promowanie „niemieckich interesów”. Tabloid Fakt, który został wymieniony z nazwy przez Prezydenta, poinformował policję o wzroście liczby nienawistnej korespondencji i gróźb wobec dziennikarzy w sieciach społecznościowych .

 

TVP i publiczne Polskie Radio wywiązały się z prawnych zobowiązań co do zaoferowania obu kandydatom bezpłatnego czasu antenowego na równych zasadach. Mimo posiadania mandatu prawnego do zapewnienia otwartych i pluralistycznych radia i telewizji, Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji (KRRiT) nie monitorowała przed drugą turą sprawozdań medialnych poświęconych kampanii. Ustalenia kilku grup społeczeństwa obywatelskiego, które monitorowały media podczas kampanii, są zgodne z oceną Misji ODIHR z pierwszej rundy, zgodnie z którą telewizja publiczna nie wywiązała się z prawnego obowiązku bycia bezstronną, a relacje TVP zdecydowanie sprzyjały urzędującemu Prezydentowi. Według danych przekazanych Misji ODIHR przez KRRiT, publiczne telewizja i radio poświęciły znacznie więcej czasu antenowego partii rządzącej jeszcze przed rozpoczęciem kampanii prezydenckiej 8 . Od początku kampanii do KRRiT wpłynęły 94 skargi, z czego 90 jest nadal rozpatrywanych 9 . W czasie między dwiema turami policja wniosła trzy sprawy z kodeksu karnego o znieważenie prezydenta; dwa w odniesieniu do zniszczenia plakatów kampanii urzędującego prezydenta i jeden dotyczący werbalnej zniewagi przez protestującą podczas wiecu wyborczego. Potwierdziło to obawy związane z naruszaniem wolności wypowiedzi.

 

Sąd Najwyższy jest odpowiedzialny za rozpatrywanie skarg dotyczących ważności wyborów. Sąd Najwyższy otrzymał sześć skarg dotyczących wyników pierwszej tury; decyzje we wszystkich przypadkach są w toku. Sąd Najwyższy poinformował Misję ODIHR, iż skargi można składać dopiero po ogłoszeniu ostatecznych wyników wyborów. Skargi dotyczące wyników pierwszej tury są zatem uważane za „przedwczesne” i uznawane za niedopuszczalne ze względów formalnych. W związku z tym nie ma skutecznych środków prawnego zadośćuczynienia za czyny związane z wyborami, które mogłyby mieć wpływ na przebieg głosowania i ustalenie wyników głosowania w pierwszej turze wyborów prezydenckich, w przeciwieństwie do zapisu określonego przez pkt 5.10 Dokumentu Kopenhaskiego OBWE z 1990 r.

 

Jak dotąd nie wniesiono do Sądu Najwyższego żadnych odwołań od uchwał PKW regulujących przebieg tych wyborów. PKW nie otrzymała żadnych oficjalnych skarg dotyczących działań okręgowych i obwodowych komisji wyborczych w pierwszej turze. PKW poinformowała Misję ODIHR o dużej liczbie nieformalnych zapytań otrzymanych od wyborców dotyczących kwestii, do których rozstrzygania PKW nie jest upoważniona, takich jak domniemane naruszenie przepisów dotyczących kampanii. Biuro Rzecznika Praw Obywatelskich otrzymało szereg skarg dotyczących głosowania drogą korespondencyjną za granicą, w szczególności w odniesieniu do krótkich terminów, braku odpowiednich informacji i późnego doręczenia pakietów wyborczych. Niektórzy rozmówcy Misji ODIHR zauważyli, że wyniki drugiej tury mogą zostać zakwestionowane na drodze sądowej, dodatkowo wyrażając obawy, iż rządząca partia PiS po przejęciu władzy w 2015 r. wprowadziła istotne zmiany w przepisach regulujących sądownictwo, które ich zdaniem podważają ich niezależność. Skargi kwestionujące wyniki wyborów należy składać w Sądzie Najwyższym w ciągu 3 dni, a na podstawie ustawy z 2 czerwca sąd musi rozstrzygnąć o ważności wyników wyborów w ciągu 21 dni zamiast odpowiednich terminów 14 i 30 dni, jak przewidziano w kodeksie wyborczym.

 

Misja ODIHR nie podjęła systematycznych i kompleksowych obserwacji postępowania w dniu wyborów. W ograniczonej liczbie odwiedzonych lokali proces głosowania i liczenia przebiegał sprawnie i był zorganizowany w sposób poprawny, a środki sanitarne i ochronne wymagane ze względu na pandemię COVID-19 były ściśle egzekwowane. Niekiedy wyborcy nie korzystali z dostępnych ścianek zapewniających prywatność i odznaczali swoje karty do głosowania w sposób widoczny; karty do głosowania często nie były składane. PKW zgłosiła szereg drobnych incydentów, z których większość dotyczyła niszczenia materiałów kampanijnych oraz naruszania ciszy wyborczej. Wysoka frekwencja (szacowana na 67,7 procent) spowodowała długie kolejki. Oczekujący w kolejce w momencie zamykania lokali wyborczych mieli wciąż możliwość zagłosowania.

 

Angielska wersja tego raportu jest jedynym oficjalnym dokumentem. Tłumaczenie w języku polskim ma charakter nieoficjalny .

Jolanta Hajdasz, dyr. CMWP SDP w tygodniku „Sieci” o roli mediów w kampanii prezydenckiej

Media w demokracji zawsze odgrywają bardzo ważną rolę, ale w tej kampanii prezydenckiej była ona wyjątkowa. Miały decydujący wpływ na decyzje wyborcze zarówno w pierwszej jak i w drugiej turze – mówi dr Jolanta Hajdasz, dyr. CMWP SDP  w rozmowie z red. Aleksandrą Jakubowską dla tygodnika “Sieci” . Wywiad ukazał się w wydaniu papierowym 13 lipca b.r. Poniżej publikujemy jego fragmenty: 

 

(…) Aleksandra Jakubowska : Czy wolność słowa jest wartością tak nadrzędną, że nie ma żadnych granic, a jeżeli ma, czy w tej kampanii jakieś zostały przekroczone?

 

Jolanta Hajdasz : Wolność słowa nie jest wartością samą w sobie. Granicą jest odpowiedzialność, dobro drugiego człowieka. Nigdy nie można tłumaczyć wolnością słowa brutalnego naruszania dóbr osobistych drugiej osoby, szczególnie jeżeli nie jest ona osobą publiczną. Granica w tej kampanii została przekroczona na pewno przez tabloid „Fakt”. Z aktu łaski prezydenta z marca bieżącego roku wobec osoby skazanej za przestępstwo pedofilii, która odsiedziała swój wyrok, „Fakt” zrobił podstawowy oręż w walce przeciwko ubiegającemu się reelekcję Andrzejowi Dudzie, choć on tylko uchylił zakaz zbliżania się, na prośbę skrzywdzonej rodziny.

 

Opozycja wykorzystała to jako główny oręż w walce z prezydentem tuż przed drugą turą.

 

Właśnie, zrobiono to w końcówce kampanii, kiedy było wiadomo, że będzie bardzo trudno wszystkim wyborcom zweryfikować, co jest prawdą w tej historii, a co fałszem. Okładka, na której wielki tytuł krzyczał „Trzymał córkę, bił po twarzy i wkładał jej rękę w krocze” ze ogromnym zdjęciem prezydenta Andrzeja Dudy to wręcz symbol manipulacji , chociaż na dole małymi literami dopisano, że chodzi o osobę ułaskawioną przez głowę państwa. A wyglądało to tak, jakby tytuł dotyczył prezydenta. „Fakt” nie zrobił tego przez przypadek, bo kolejne publikacje zamieszczane przez kilka dni, łącznie z kuriozalnym listem otwartym redaktor naczelnej do prezydenta, pokazały tylko, że było to prowokacja szykowana na finisz tej kampanii.

 

Spełniła swoją rolę?

 

Autorzy takich prowokacji wyznają zasadę, że tuż przed wyborami trzeba maksymalnie rozhuśtać emocje. Nie ma potem znaczenia, czy ty ukradłeś, czy tobie ukradziono, jesteś zamieszany w kradzież i tak cię ludzie mają postrzegać. To jest bardzo niebezpieczne, sprawia, że tak naprawdę to media wybierają polityków, wybierają prezydenta, a przeciętny wyborca nie zawsze zdaje sobie sprawę z tego, że podejmuje decyzje wyborczą pod wpływem tego, co ogląda, słucha, czyta.

 

W dzisiejszych czasach obraz do nas bardziej przemawia niż słowa. Żyjemy w takich bańkach medialnych, jedni tylko oglądają TVN, inni – TVP i to są trochę wykrzywione obrazy rzeczywistości. Trudno ogarnąć całość i wyrobić samodzielną opinię.

 

Nawet osoby, którym wydaje się, że są odporne na jakąkolwiek perswazję medialną, bo wola posłuchać trochę jednych, trochę drugich i są przekonane, że same wyciągają wnioski, często nie są świadome tego, że dzisiaj informacja przekazywana jest bardzo podobnie jak reklama, czyli działa na podświadomość.

 

Nie jest pani zbyt krytyczna wobec widzów i czytelników?

 

Lepiej wierzyć w siłę mediów, łatwiej się potem przed nią obronić (…)

 

Cały wywiad do przeczytania w tygodniku “Sieci”  – https://siec.wpolityce.pl/

Protest CMWP SDP przeciwko manipulacjom tabloidu „Fakt”

CMWP SDP   stanowczo potępia sposób opisywania przez tabloid „Fakt” historii ułaskawienia przez Prezydenta mężczyzny, który odsiedział wyrok za pedofilię i apeluje do mediów i dziennikarzy o uszanowanie prywatności ułaskawionego i jego rodziny. Publikacja ta staje się  także elementem nieuczciwej gry politycznej na finiszu kampanii prezydenckiej w Polsce, dlatego CMWP SDP apeluje do mediów i dziennikarzy o szczególną rzetelność przy opisywaniu tego tematu.

 

3 lipca b.r. na okładce tabloidu „Fakt” ukazał się artykuł opisujący niektóre okoliczności zastosowania prawa łaski przez Prezydenta RP wobec osoby, która była skazana i która odbyła karę za przestępstwo pedofilii. Prezydent RP zastosował prawo łaski 14 marca 2020 r. Gazeta opisuje intymne szczegóły z akt tej sprawy. Robi to w sposób, który jest skandalicznym naruszeniem prywatności ofiary pedofilii oraz jej najbliższych osób oraz jest jednoznacznym zlekceważeniem przez Redakcję zasad etyki dziennikarskiej, w szczególności zasady szacunku i tolerancji rozumianej jako poszanowanie ludzkiej godności, praw dóbr osobistych, a przede wszystkim prawa do prywatności i intymności. Skandaliczne jest to, że w swoich publikacjach gazeta pomija lub przeinacza istotne fakty na temat okoliczności ułaskawienia np. to, iż akt łaski dotyczył jedynie skrócenia czasu wykonywania środka karnego w postaci zakazu kontaktowania się i zbliżania do osób pokrzywdzonych, o co wnosiły same pokrzywdzone – osoby pełnoletnie.

 

Szczególnie bulwersujące jest także to, że ze względu na czas, w jakim ukazują się publikacje „Faktu” na ten temat – ostatnie dni prezydenckiej kampanii wyborczej – gazeta włączyła się czynnie do walki politycznej manipulując informacjami na temat ubiegającego się o reelekcję Prezydenta RP. Trzymał córkę, bił po twarzy i wkładał jej rękę w krocze” – takiej treści tytuł uderza z okładki „Faktu”. Niżej, mniejszą czcionką, napisano: „Panie prezydencie, jak Pan mógł ułaskawić kogoś takiego?”, a całość zilustrowano dużym zdjęciem Prezydenta Andrzeja Dudy. To oczywista  manipulacja przekazem, w którym prezydent ma być łączony z molestowaniem dziecka bez względu na rzeczywiste okoliczności jego związku z opisywanym zdarzeniem, co ma zniechęcić jego potencjalnych wyborców do oddania na niego głosu. Właścicielem tabloidu jest niemiecko- szwajcarski koncern Ringer Axel Springer, który swoimi publikacjami w sposób będący zaprzeczeniem zasad etycznego dziennikarstwa po raz kolejny usiłuje ingerować w bieżącą politykę w Polsce.

 

CMWP SDP przypomina, iż wolność mediów w każdym przypadku nakłada na dziennikarzy i wydawców odpowiedzialność za treść przekazu oraz wynikające z nich konsekwencje i apeluje do mediów i dziennikarzy o rzetelność przy opisywaniu tego tematu. CMWP SDP przypomina także, iż tendencyjne przedstawianie trudnych i złożonych problemów społecznych jest manipulacją, która wprowadza w błąd odbiorców mediów.Takie działanie zagraża wolności słowa i psuje debatę publiczną. W demokratycznym kraju nigdy nie powinno mieć miejsca.

 

dr Jolanta Hajdasz, dyr. CMWP SDP

 

Warszawa, 3 lipca 2020 r.

 

Znamy wyniki badania PAP na temat zmian w pracy dziennikarzy w czasie pandemii koronawirusa

W dobie pandemii koronawirusa Polska Agencja Prasowa (PAP) zapytała dziennikarzy o to jak odnajdują się w nowej rzeczywistości i jak wpłynęła ona na ich codzienną pracę. W badaniu „Praca dziennikarza w dobie koronawirusa i lockdown” przeprowadzonym we współpracy z Instytutem Rozwoju Społeczeństwa Informacyjnego (IRSI), uzyskano odpowiedzi 316 dziennikarzy, dotyczących ich sytuacji zawodowej i wykonywanej przez nich pracy od początku pandemii w Polsce, przez prawie trzy miesiące jej trwania.  CMWP SDP wspierało PAP w tym projekcie poprzez rozesłanie ankiet do dziennikarzy znajdujących się w bazie danych SDP.  Wyniki badania opracowano w postaci powszechnie dostępnego raportu. 

 

Raport z badania “Praca dziennikarza w dobie koronawirusa i lockdown”  jest tu : https://centrumprasowe.pap.pl/raporty/#

 

Pandemia koronawirusa ma bardzo duży wpływ na sposób pracy większości redakcji w Polsce. Celem badania było stwierdzenie, jak zmieniają się sposoby pozyskiwania i weryfikacji informacji przez dziennikarzy, zwłaszcza wobec powszechności fake newsów . Pytaliśmy również o relacje dziennikarzy i przedstawicieli branży PR – powiedział Łukasz Świerżewski, członek zarządu PAP w komunikacie prasowym podsumowującym prace nad raportem. Badanie zostało zrealizowane przez Polską Agencją Prasową oraz zespół analityków Instytutu Rozwoju Społeczeństwa Informacyjnego, zostało ono zrealizowane w maju 2020 roku wśród 4500 dziennikarzy znajdujących się w zasobach baz Polskiej Agencji Prasowej i współpracujących z nią instytucji. Wynikiem przeprowadzonego badania jest 316 zrealizowanych ankiet. Autorzy raportu twierdzą, iż przy założeniu 95% poziomu ufności, oszacowany błąd maksymalny wyniósł 5,3%.

 

Koronakryzys i jego wpływ na pracę dziennikarzy 

 

Z badania wynika, że branża dziennikarska dobrze radzi sobie w sytuacji pandemii, a nagła konieczność przestawienia się na pracę zdalną i korzystania jedynie z telefonu i narzędzi dostępnych on-line, nie wpłynęła na jakość pracy dziennikarzy. Niemal trzy czwarte ankietowanych (74%) stwierdziło, że ich branża dobrze dostosowała się do sytuacji pandemii, przeciwnego zdania było 12% badanych. Niemniej, prawie połowa respondentów uznała, że sytuacja związana z COVID-19 niesie za sobą zagrożenie dla funkcjonowania dziedzin/branż, którymi zajmują się na co dzień, a 35% z nich zostało zmuszonych do opisywania tych zagadnień, w których wcześniej się nie specjalizowali. Badani wskazują też na to, że w czasie pandemii – pomimo ograniczenia mobilności oraz pracy zdalnej – pracują więcej. Na uwagę zasługują również opinie dotyczące współpracy dziennikarzy i ekspertów, także PR-owców. Dla większości ankietowanych dostęp do specjalistów jest teraz lepszy – w głównej mierze dzięki coraz powszechniejszemu korzystaniu z narzędzi online, przede wszystkim organizowanych w ten sposób konferencji i webinariów.

 

Walka z wirusem… i plagą fake newsów

 

Niemal całkowite przeniesienie pracy do świata wirtualnego niesie za sobą pewne wyzwania. Według ankietowanych sytuacja kryzysowa sprzyja powstawaniu i rozpowszechnianiu się tzw. fake newsów. Prawie połowa pytanych (45%) uważa, że możemy wręcz mówić o pladze fake newsów, na które także często powołują się w swoich informacjach prasowych firmy. W związku z tym aż 80% badanych stwierdziło, że w dobie pandemii większą uwagę zwraca na weryfikację wykorzystywanych w swoich materiałach informacji, przy czym rzadko korzystają oni w takiej sytuacji ze stron fact-checkingowych – aż 35% zapytanych nie robi tego nigdy.

 

Prawie połowa zapytanych zauważyła także wzrost ilości przesyłanych do nich informacji prasowych, dla 60% badanych nie oznacza to jednak konieczności częstszego kontaktowania się z ich autorami.  Pandemia spowodowała szereg zmian w funkcjonowaniu wielu branż. Wymusiła konieczność natychmiastowego przystosowania się do nowych realiów. Zmieniła także dziennikarstwo. Skłoniła dziennikarzy do aktywności w poszukiwaniu i rozwijaniu form zdalnego kontaktu. Wpłynęła także na przemiany w relacjach jakie zachodzą pomiędzy dziennikarzami, a specjalistami public relations. Badania dowodzą, że w wielu obszarach narzędziowych będą to zmiany trwałe. – podsumowuje dr hab. prof. UW, Dariusz Tworzydło z Uniwersytetu Warszawskiego.Przeszło siedmiu na dziesięciu ankietowanych (71%) było zdania, że trwałym skutkiem pandemii w komunikacji pomiędzy dziennikarzami a PR-owcami będzie zwiększona częstotliwość korzystania z konferencji prasowych odbywających się w Internecie. Przeszło połowa badanych uznała również, że zwiększeniu ulegnie częstotliwość korzystania z webinariów i podcastów (64%), wideo rozmów (55%) oraz komunikatorów internetowych (53%).Odmiennie zdaniem badanych dziennikarzy powinna natomiast wyglądać sytuacja z tradycyjnymi konferencjami prasowymi oraz bezpośrednim kontaktem w formie spotkania, których zmniejszoną częstotliwość korzystania prognozuje odpowiednio 52% oraz 58% respondentów. Ponadto, bez większych zmian powinno pozostać wykorzystanie tekstowych informacji prasowych – 75% wskazań. A co z zaufaniem publicznym? 31% respondentów uznało, że w dobie pandemii koronawirusa zaufanie społeczne do dziennikarzy wzrasta, gdy tymczasem to do PR-owców i rzeczników utrzymuje się na tym samym poziomie – wzrost takiego zaufania przyznało zaledwie 4% badanych.

 

Raport dotyczący stanu branży dziennikarskiej w czasie pandemii to podsumowanie pierwszego z cyklu badań branżowych planowanych  przez PAP. Kolejne mają pojawiać się  cyklicznie.

 

Więcej informacji :
Renata Paczkowska – Kostrzewska
Tel. 515 729 365
e-mail [email protected].

CMWP SDP: wstępna ocena OBWE nie odzwierciedla rzeczywistego przebiegu kampanii prezydenckiej

CMWP SDP z niepokojem przyjmuje wstępną ocenę OBWE kampanii prezydenckiej z Polsce , w której stwierdzono, iż cechowała ją retoryka nietolerancji, nadawca publiczny nie wywiązał się ze swojego obowiązku zapewnienia zrównoważonego i niestronniczego przekazu medialnego, a w jego programach obecne były materiały homofobiczne i ksenofobiczne. W ocenie CMWP SDP tak negatywna ocena nie odzwierciedla rzeczywistego przebiegu wolnych i demokratycznych wyborów prezydenckich w Polsce i jego medialnego obrazu. Dlatego CMWP SDP apeluje do obserwatorów z Biura Instytucji Demokratycznych i Praw Człowieka OBWE (ODIHR) o rzetelność i obiektywizm podczas oceny przebiegu kampanii prezydenckiej w naszym kraju.

 

29 czerwca 2020 r. Obserwatorzy z Biura Instytucji Demokratycznych i Praw Człowieka OBWE (OSCE ODIHR) przedstawili na konferencji prasowej wstępną ocenę wyborów prezydenckich w Polsce. W imieniu zespołu przedstawili je Thomas Boserup, przewodniczący Specjalnej Misji Oceniającej Wybory Biura Instytucji Demokratycznych i Praw Człowieka OBWE oraz Martina Barker-Ciganikova, wiceprzewodnicząca Specjalnej Misji Oceniającej Wybory Biura Instytucji Demokratycznych i Praw Człowieka OBWE. Nadzorowany przez nich zespół śledzi kampanię prezydencką w Polsce od 16 czerwca br. i będzie to kontynuować do końca II tury wyborów prezydenckich czyli do 12 lipca. Thomas Boserup przedstawił stanowisko OBWE z którego wynika, iż mimo pandemii COVID-19 wybory prezydenckie w Polsce były przeprowadzone w sposób profesjonalny. Stwierdzono jednak, że „kampania cechowała się retoryką nietolerancji, a nadawca publiczny nie wywiązał się ze swojego obowiązku zapewnienia zrównoważonego i niestronniczego przekazu medialnego”. Chociaż nadawca publiczny zapewnił wszystkim kandydatom prawnie ustanowiony bezpłatny czas antenowy i zorganizował jedyną wspólną debatę telewizyjną przeprowadzoną podczas kampanii, to nie pozwoliło to na żadną poważną dyskusję, która pomogłaby wyborcom w dokonaniu świadomego osądu. W okresie poprzedzającym wybory publiczny nadawca stał się narzędziem kampanii dla prezydenta ubiegającego się o reelekcję, a niektóre doniesienia miały wyraźny ksenofobiczny i antysemicki charakter – oświadczył Thomas Boserup.

 

Podczas prezentacji stanowiska przedstawiono zastrzeżenia jedynie w odniesieniu do publicznego nadawcy, nie omawiając żadnych informacji ani nie przedstawiając oceny działań prywatnych instytucji medialnych w Polsce relacjonujących kampanię prezydencką.

 

Eksperci OBWE ocenili także, że media publiczne „nie zapewniły zrównoważonego przekazu i służyły jako narzędzie do promowania urzędującego prezydenta” . Skrytykowali także brak monitoringu kampanii prezydenckiej prowadzonej przez Krajową Radę Radiofonii i Telewizji (która zapowiedziała, że nie będzie monitorować kampanii prezydenckiej, ponieważ jest to zbyt drogie przedsięwzięcie). ODiHR przyznało, iż KRRiT nie ma obowiązku prowadzenia takiego monitoringu , ale w ich ocenie to bierne zachowanie jest postawą „zbyt pasywną”.

 

CMWP SDP zwraca uwagę, iż tak negatywna ocena nie odzwierciedla rzeczywistego przebiegu wolnych i demokratycznych wyborów prezydenckich w Polsce ponieważ pomija rzeczywisty obraz działań wszystkich mediów publicznych ( TVP, PR i PAP) oraz pomija istotną rolę i wpływ mediów prywatnych na decyzje wyborcze Polaków. Tymczasem jest to bardzo ważny aspekt oceny przebiegu kampanii prezydenckiej w mediach w naszym kraju ponieważ na rynku mediów we wszystkich ich sektorach w Polsce dominują media prywatne, w tym media o zagranicznej rezydencji podatkowej, więc ich działania mają ogromny wpływ na decyzje wyborcze Polaków. Sprowadzając ocenę kampanii prezydenckiej w mediach jedynie do powierzchownej oceny działań jednego z nadawców publicznych jakim jest publiczna telewizja TVP wypacza się rzeczywisty przebieg kampanii prezydenckiej. CMWP SDP zwraca uwagę, iż prowadzić to może do nieobiektywnej i w konsekwencji błędnej oceny przebiegu wyborów w Polsce, także na arenie międzynarodowej. Dlatego CMWP SDP apeluje do obserwatorów z Biura Instytucji Demokratycznych i Praw Człowieka OBWE (ODIHR) o rzetelność i obiektywizm podczas oceny przebiegu kampanii prezydenckiej z Polsce.

 

Na konferencji prasowej poinformowano także, iż choć Biuro Instytucji Demokratycznych i Praw Człowieka OBWE (ODIHR) rekomendowało po wyborach parlamentarnych w 2019 r. m.in. zniesienie odpowiedzialności karnej za zniesławienie (art.212 kk), bardziej obiektywne przedstawienie wszystkich kandydatów w mediach czy wyjaśnienie kwestii kar za mowę nienawiści, to nadal brak jest reakcji na te rekomendacje. Kolejna konferencja OBWE na temat wniosków z obserwacji wyborów prezydenckich w Polsce i ewentualnych nieprawidłowości jest planowana za dwa tygodnie (po zakończeniu II tury wyborów). Zapowiedziano także, że pełen raport na temat przebiegu wyborów prezydenckich w Polsce opublikowany będzie 2 miesiące po wyborach. ODIHR to instytucja OBWE, powołana w 1990 r. Organizuje misje obserwacyjne, a także szkolenia z zakresu praw człowieka i współpracy ze społeczeństwem obywatelskim. Siedzibą Biura jest Warszawa.

 

dr Jolanta Hajdasz, dyr. CMWP SDP

 

Warszawa , 30 czerwca 2020 r.

Warunkowe umorzenie postępowania z 212 kk przeciwko dziennikarzowi z portalu www.nizanskie.info.pl

W trybie niejawnym, bez udziału publiczności, 26 czerwca br. w Sądzie Okręgowym w Tarnobrzegu odbyła się rozprawa apelacyjna sprawy karnej z oskarżenia prywatnego Piotra Nawrockiego i Grzegorza Nawrockiego przeciwko dziennikarzowi Piotrowi Kani z portalu www.nizanskie.info.pl. Redaktor Piotr Kania oskarżony jest z art.212 paragraf 2 kk.

 

Redaktor Kania w tej sprawie oskarżany był również przez Janusza Nawrockiego, ale wobec jego absencji i jego pełnomocnika na rozprawie głównej, z mocy prawa, odstąpiono w tej części od oskarżenia i zastosowano umorzenie, jeszcze na rozprawie przed Sądem Rejonowym w Nisku 9 października 2019 r.

 

Oskarżenie dotyczyło artykułu jaki redaktor Piotr Kania opublikował w dniu 12 grudnia 2016 r. na portalu internetowym www.nizanskie.info.pl pod tytułem „Afera korupcyjna w niżańskim ARiMR?”, pod dziennikarskim pseudonimem Tomasz Przesyt. Podjął się w nim ważnego społecznie tematu, jakim jest wyłudzanie środków pieniężnych z budżetu państwa i funduszy europejskich. Powołując się na anonimowego informatora podał przykład „papierowego rolnika”, jakim miał być syn byłego kierownika niżańskiej ARiMR, obecnie wiceprzewodniczącego Rady Powiatu Niżańskiego. Podał również dane osobowe pięciu innych beneficjentów z tej rodziny i kwoty dopłat. Artykuł zawierał także treść pisma Prokuratury Krajowej o toczącym się śledztwie w sprawie wyłudzeń w Nisku i innych miejscowościach na Podkarpaciu.n Takie zestawienie informacji, a także zdanie zawarte w artykule: „Czy tata pilnował, żeby wszystko było w porządku?”, zdaniem oskarżycieli: Janusza Nawrockiego, Piotra Nawrockiego i Grzegorza Nawrockiego sugerowało, że pobrali oni dopłaty niezasadnie i wytoczyli dziennikarzowi sprawy, cywilną i karną z powództwa prywatnego o zniesławienie.

 

Sąd Rejonowy w Nisku sprawę umorzył, dlatego oskarżyciele odwołali się. Sprawa ponownie trafiła do Sądu Rejonowego w Nisku, gdzie rozpatrywana była na rozprawach w dniach 25 września i 9 października 2019 r. przez sędzię Grażynę Pizoń. Sąd uznał, że red. Piotr Kania popełnił przestępstwo z art. 212, ale postępowanie karne przeciwko niemu umorzył warunkowo na okres 2 lat. Ponadto Sąd orzekł wobec niego środek karny w postaci świadczenia pieniężnego w wysokości tysiąca zł na rzecz Funduszu Pokrzywdzonym oraz Pomocy Penitencjarnej. Sąd zarządził także na rzecz oskarżycieli Piotra Nawrockiego i Grzegorza Nawrockiego po 840 zł tytułem zwrotu kosztów zastępstwa adwokackiego. Sąd zwolnił Piotra Kanię w całości od zapłaty na rzecz Skarbu Państwa kosztów sądowych.

 

Od tego wyroku wniósł apelację red. Piotr Kania. Jednak Sąd Okręgowy w Tarnobrzegu apelację odrzucił i podtrzymał wcześniejszy wyrok w mocy. Pozostawił również warunkowe umorzenie i opłaty m.in. tytułem zwrotu kosztów zastępstwa adwokackiego. Sprawę rozpatrywał sędzia Tomasz Turbak. Sąd zwrócił uwagę na to, że dziennikarz podejmując ważne społecznie tematy powinien także brać pod uwagę dobro jednostek. W tej konkretnej sprawie, także w śledztwie prowadzonym przez prokuraturę, nikomu nie postawiono zarzutów zatem sugerowanie komuś nieprawidłowości nie powinno mieć miejsca.

 

Red. Piotr Kania próbował dojść do porozumienia z oskarżycielami proponując im publikację sprostowania na portalu www.nizanskie.info.pl. Oskarżycieli jednak nie interesowała żadna forma ugody. Piotr Kania jest obecnie osobą bezrobotną, a czeka go jeszcze rozstrzygnięcie sprawy cywilnej, w której oskarżyciele żądają od niego zadośćuczynienia finansowego.

 

CMWP SDP jest obserwatorem tych procesów, wspiera i będzie wspierać dziennikarza w tych sprawach.