W lipcu „Wiadomości” TVP1 przed „Faktami” TVN

„Wiadomości” TVP1 były w lipcu najchętniej oglądanym telewizyjnym programem informacyjnym.

 

Serwis ten nadawany w TVP1 i TVP Info w lipcu 2020 roku gromadził przed telewizorami średnio 2,40 mln widzów. Było to o 6,19 proc. osób więcej niż w analogicznym miesiącu ubiegłego roku – wynika z danych Nielsen Audience Measurement. Taki wynik pozwolił „Wiadomościom” awansować na pozycję lidera.

Na drugie miejsce spadły „Fakty”, które w TVN i TVN24 BiS miały 2,29 mln widzów (spadek o 6,16 proc.).  Na trzeciej pozycji znalazł się „Teleexpress” z widownią w TVP1 i TVP Info na poziomie 2,16 mln osób, po wzroście o 3,52 proc.

 

Kolejne miejsca zajęły „Wydarzenia” Polsatu i Polsatu News z wynikiem 1,55 mln oglądających (spadek o 17,76 proc.)  i „Panorama” TVP2 i TVP Info. Ten ostatni program, po wzroście o 7,46 proc. miał w lipcu 1,26 mln widzów.

 

jka, źródło: Wirtualnemedia.pl

 

Wyższy abonament RTV od 2021 roku

Od stycznia 2021 roku będą obowiązywały wyższe stawki abonamentu za używanie odbiorników radiofonicznych i telewizyjnych  – zadecydowała Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji.

 

Zgodnie z rozporządzeniem KRRiT nowe stawki będą wynosiły: za używanie odbiornika radiofonicznego – 7,50 zł za miesiąc (dotychczas było 7 zł.), odbiornika telewizyjnego albo radiofonicznego i telewizyjnego – 24,50 zł za miesiąc (dotychczas 22,70 zł).

 

Utrzymane zostaną zniżki dla płacących abonament z góry za okres dłuższy niż miesiąc.

 

 

jka, źródło: KRRiT

Czabański: Kurski nie jest pełniącym obowiązki prezesa TVP

Przewodniczący Rady Mediów Narodowych napisał do zarządu TVP, że 24 lipca nie doszło do przekazania Jackowi Kurskiemu obowiązków prezesa spółki, lecz tylko do udzielenia mu pełnomocnictwa na czas nieobecności Macieja Łopińskiego.

 

„W związku z rozpoczynającym się w dniu 27.07.2020 r. urlopem p.o. prezesa Zarządu TVP Pana Macieja Łopińskiego oraz złożeniem przez niego rezygnacji z czasowego pełnienia obowiązków Prezesa Zarządu z dniem 07.08.2020 r., pełnienie obowiązków Prezesa Zarządu TVP zostało powierzone Panu Jackowi Kurskiemu” – poinformowała 24 lipca Telewizja Polska w oficjalnym komunikacie.

 

Tego to dnia Rada Mediów Narodowych zamierzała powołać nowego szefa TVP, lecz niespodziewanie wyłączono ten punkt z obrad, uzasadniając, że nie zgłoszono żadnego kandydata. Jak donosi portal Wirtualnemedia.pl jeszcze 24 lipca Krzysztof Czabański zażądał od szefostwa TVP wyjaśnienia informacji zawartej w komunikacie.

 

W odpowiedzi Jacek Kurski i drugi członek zarządu TVP, Mateusz Matyszkowicz, jako uzasadnienie komunikatu, przekazali przewodniczącemu RMN oświadczenia Macieja Łopińskiego o rezygnacji z pełnionej funkcji p.o. prezesa i przekazaniu jej Kurskiemu.

 

Czabański natomiast odpisał, że zgodnie z Kodeksem spółek handlowych „organem uprawnionym do delegowania swoich Członków do czasowego wykonywania czynności Członków Zarządu, którzy zostali odwołani, złożyli rezygnację albo z innych przyczyn nie mogą sprawować swoich czynności jest Rada Nadzorcza. Prezes Zarządu jest uprawniony jedynie do udzielenia pełnomocnictwa do jego zastępowania podczas nieobecności”.

 

Tak więc szef RMN uważa, że wbrew temu co głosił komunikat TVP, 24 lipca nie doszło do przekazania Kurskiemu obowiązków prezesa spółki, lecz tylko do udzielenia mu pełnomocnictwa na czas nieobecności Macieja Łopińskiego.

 

„Udzielenie pełnomocnictwa na czas nieobecności było działaniem prawidłowym, które zabezpieczało interes Spółki – dodał Czabański w piśmie do zarządu TVP, jednocześnie upomniał spółkę, aby w przyszłości staranniej przygotowywała komunikaty, tak aby nie wprowadzały w błąd.

 

Jak pisze portal Wirtualnemedia.pl, jeżeli do poniedziałku RMN nie powoła prezesa Telewizji Polskiej, a rada nadzorcza nie deleguje nikogo do tej funkcji ze swojego składu, to spółką będzie kierowało dwóch członków zarządu: Jacek Kurski i Mateusz Matyszkowicz.

 

jka, źródło: Wirtualnemedia.pl, fot. Wikipedia

 

 

 

Maciej Orłoś dołączył do zespołu Radia Nowy Świat

Dziennikarz Maciej Orłoś jest jednym z gospodarzy programu „Nowy Świt” w internetowym Radiu Nowy Świat.

 

Orłoś w piątek, 31 lipca poprowadził w tej rozgłośni audycję w ramach cyklu „Próbny lot”, w której stacja testuje nowych prowadzących. Jak informuje portal Wirtualnemedia.pl, po tym zdecydowano się na stałą współpracę z dziennikarzem. Jest on jednym z gospodarzy audycji „Nowy Świt”.

 

Orłoś poranki w Radiu Nowy Świat, będzie prowadził w poniedziałki i środy między godziną 6.00 a 10.00, zastąpi Beatę Grabarczyk, która zachowa swoją sobotnią audycję „Deliberatorium”.

 

Maciej Orłoś przez wiele lat prowadził „Teleexpress” w TVP1. Był gospodarzem tego programu od 1991 do 2016 roku.

 

Radio Nowy Świat uruchomione zostało ze składek słuchaczy zbieranych za pośrednictwem serwisu Patronite.pl, którzy wpłacili na ten cel 2,5 mln zł.

 

jka, źródło: Wirtualnemedia.pl, fot. Wikipedia

 

Nowe sierpniowe programy  w TVP Historia

Na premierowe odcinku dwóch nowych programów zaprasza w poniedziałek, 3 sierpnia TVP Historia. „1920. Wojna o wszystko” oraz „Twarze Solidarności” będą emitowane na antenie tej stacji  od poniedziałku do piątku przez cały sierpień.

 

„1920. Wojna o wszystko” to program publicystyczny, w którym Piotr Gursztyn i jego goście przybliżą wydarzenia i procesy, które w 1920 roku doprowadziły do starcia między Polską a bolszewicką Rosją. Nieznane fakty i materiały archiwalne pozwolą widzom nie tylko przypomnieć sobie najważniejsze wydarzenia z historii, ale także poznać polityczne kulisy międzynarodowych rozgrywek, nastroje Polaków i klimat tamtych czasów. Program realizowany jest w wirtualnym studiu. Wokół rozmówców, na ścianach studia, rozgrywać się będą sceny batalistyczne zarejestrowane na archiwalnych filmach sprzed 100 lat. W trakcie rozmowy, w studiu pojawią się holograficzne postaci bohaterów wydarzeń sprzed wieku, zarówno ze strony polskiej, jak i sowieckiej.

 

Premiera w poniedziałek, 3 sierpnia o godz. 18:50, kolejne odcinki  od poniedziałku do piątku o godz. 18:45.

 

„Twarze Solidarności” to cykliczny program historyczny Tadeusza Płużańskiego (m.in. publicysty portalu sdp.p), poświęcony przypadającej w tym roku 40. rocznicy powstania wielkiego, niemal 10 milionowego ruchu społecznego: NSZZ Solidarność. Przybliża przede wszystkim tematykę strajków przełomu lipca i sierpnia 1980 roku, które doprowadziły do podpisania umów między protestującymi a komunistyczną władzą. 40 odcinków i 40 portretów, często zapomnianych już bohaterów sprzed 40 lat, współtwórców naszej wolności. Tytułowe Twarze Solidarności to nie tylko znane postaci z Gdańska i Szczecina, ale także reprezentanci innych miejsc protestu jaki latem 1980 roku ogarnął cały kraj. Cykl jest obrazem wspólnotowego charakteru „Solidarności” – ruchu, który wpłynął na losy świata.

 

Premiera w poniedziałek, 3 sierpnia o godz. 17:35, kolejne odcinki poniedziałek –  piątek, godz. 17:45.

 

opr. jka, źródło: Telewizja Polska

„Trzy kwadranse jazzu” Jana Ptaszyna Wróblewskiego znów w Trójce

Po kilku miesiącach przerwy spowodowanej problemami zdrowotnymi prowadzącego oraz pandemią, w sobotę 1 sierpnia wraca na antenę Programu 3 Polskiego Radia audycja Jana Ptaszyna Wróblewskiego „Trzy kwadranse jazzu”.

 

Emisja audycji, która w tym roku świętuje 50-lecie istnienia, będzie się rozpoczynać w soboty o godz. 23.05.

 

– A zatem wracam na antenę po raz drugi w stosunkowo niedługim czasie. Najpierw były problemy zdrowotne, a potem ten przeklęty wirus, który zdezorganizował nam całe jazzowe życie. Prawdą a Bogiem jeszcze ciągle, po dzień dzisiejszy. I choć jeszcze nie mogę wrócić do grania, to mogę wrócić na antenę i to znakomity powód, żeby się wreszcie troszeczkę ucieszyć. Gdy nastąpiło tak zwane poluzowanie i mógłbym już wrócić, moje kochane serduszko dało mi wypowiedzenie i lekarze musieli mnie ciągnąć za uszy. I udało się im to znakomicie – mówi Jan Ptaszyn Wróblewski.

 

Artysta przyznaje, że po powrocie do Trójki nie ma żadnych planów związanych ze swoją autorską audycją muzyczną. – Ale w tym okresie, kiedy człowiek nudził się w domu do ostatka, nasłuchałem się sporo płyt, o których już dawno zapomniałem. W ogóle odkrywałem to wszystko, jakby po raz drugi na nowo. I przypuszczam, że nie ja jeden. Więc sądzę, że w najbliższym czasie będę państwu przypominał właśnie to wszystko, co udało mi się odgrzać i co w jakikolwiek sposób mnie zaciekawiło, a czego przez te długie miesiące brakowało mi piekielnie – dodaje nestor polskiej sceny jazzowej.

 

Jan Ptaszyn Wróblewski (rocznik 1936) gra na saksofonie tenorowym i barytonowym. Zadebiutował w 1956 roku w formacji Krzysztofa Komedy. W latach 1968-78 kierował Studiem Jazzowym Polskiego Radia. Współpraca z Willisem Conoverem (popularyzatorem Jazzu w Radio Music USA) zaowocowała powstaniem audycji „Trzy kwadranse jazzu”, którą prowadzi od 1970 roku. To najprawdopodobniej najstarsza na świecie audycja radiowa poświęcona temu gatunkowi muzyki.

 

opr. jka, źródło: Polskie Radio

Resort finansów chce mniejszego VAT-u na gazety i czasopisma

Ministerstwo Finansów zamierza uzyskać od Komisji Europejskiej zgodę na obniżenie stawki VAT na gazety, czasopisma i książki.

 

O tym, że resort finansów pracuje na wnioskiem derogacyjnym do Komisji Europejskiej o zgodę na obniżenie VAT m.in. na gazety, czasopisma i książki poinformował niedawno „Dziennik Gazeta Prawna”.

 

O obniżenie do zera podatku VAT na czasopisma, gazety i książki wnioskowały Izba Wydawców Prasy i Polska Izba Książki. Zdaniem tych organizacji byłaby to wsparciem dla rynku wydawniczego, który ucierpiał przez koronakryzys, oraz przyczyniłoby się do rozwoju czytelnictwa.

 

Gazety i czasopisma (wydania drukowane i cyfrowe) objęte są teraz 8 proc. stawką VAT (czasopisma lokalne i regionalne 5 proc), a książki – stawką 5 proc.

 

jka, źródło: Izba Wydawców Prasy

 

Stracona szansa – refleksje WOJCIECHA STARZYŃSKIEGO

Uczestniczyłem ostatnio w dwóch wydarzeniach: pierwszym był wieczór wyborczy Andrzeja Dudy, drugim ślub córki moich znajomych, ludzi pochodzących ze środowiska ziemiańskiego z bardzo piękną kartą polskiej inteligencji.

 

Przyglądając się gościom zgromadzonym przed zamkiem w Pułtusku i w warszawskim kościele dostrzegłem pewną zasadniczą różnicę w ich wyglądzie, wyrazie twarzy, zachowaniu. Na spotkaniu pułtuskim większość stanowili ludzie ubrani skromnie, często mało elegancko o twarzach zmęczonych. W kościele widziałem wytworne panie i eleganckich panów o twarzach znamionujących to, co kiedyś nazywano „klasą”.

 

Sądzę, że nie zrobię większego błędu stawiając tezę, iż uczestnicy tego drugiego spotkania w znakomitej większości w ostatnich wyborach wspierali – w przeciwieństwie do gości wieczoru wyborczego w Pułtusku – Rafała Trzaskowskiego i obóz liberalno-lewicowy.  Mimo, że sam oddałem głos na Prezydenta Andrzeja Dudę nie widzę nic złego w poparciu Jego Konkurenta, wręcz przeciwnie, uważam to za rzecz naturalną i szanuję decyzje Jego wyborców.

 

Trzeba jednak, wracając pamięcią do obu opisanych powyżej wydarzeń i obserwując występujące w społeczeństwie bardzo ostre, często przekraczające granice troski o dobro wspólne, podziały, zadać pytanie: kto jest temu winien, kto za to odpowiada? Z przykrością  stwierdzam, że uderzyć się w piersi powinno środowisko (do którego zresztą sam się w wielu aspektach zaliczam) w znacznej mierze uosabiane przez gości zgromadzonych  na ślubie.

 

Byłem wychowany w duchu zasady, że  inteligencja, ludzie z korzeniami szlacheckimi jako elita kraju, mają obowiązek bycia z ludźmi prostymi, z tą częścią społeczeństwa, którą kiedyś nazywano „ludem”. Temu obowiązkowi, wg mnie, część ludzi wykształconych, aspirujących do nazwy „elita”, nie sprostała. Może warto więc swoje postawy przemyśleć, zweryfikować i zmienić? view it

 

Wojciech Starzyński

Być może służby zapewniły Jarosława Ziętarę, że będzie chroniony – rozmowa z ALEKSANDRĄ TABACZYŃSKĄ

Być może ktoś zapewnił młodego reportera, że zajmując się niebezpiecznymi tematami będzie chroniony. Być może powiedziano mu: pomożemy Ci, jeżeli coś będzie się działo, jesteśmy tuż obok Ciebie…Być może Ziętara uwierzył – mówi Aleksandra Tabaczyńska, która otrzymała Nagrodę Specjalną Fundacji Solidarności Dziennikarskiej za publikacje „Bliżej prawdy o śmierci za prawdę”, „Zabójstwo Jarosława Ziętary – procesu ciąg dalszy” oraz „Proces ochroniarzy – podsumowanie roku 2019” ukazujace się w „Wielkopolskim Kurierze Wnet”.

 

Otrzymała pani Nagrodę Specjalną Fundacji Solidarności Dziennikarskiej za publikacje „Bliżej prawdy o śmierci za prawdę”, „Zabójstwo Jarosława Ziętary – procesu ciąg dalszy” oraz „Proces ochroniarzy – podsumowanie roku 2019”, które ukazały się w „Wielkopolskim Kurierze Wnet”. Podobno Aleksander G. zwrócił pani w sądzie uwagę, że w jednym z tekstów o Jarosławie Ziętarze pojawiła się literówka?

 

Mam okazję zamienić kilka słów z odpowiadającym z wolnej stopy oskarżonym właściwie za każdym razem, gdy jest rozprawa. Aleksander G. chętnie przyznaje, że czyta medialne relacje z procesu. I rzeczywiście tak musi być, skoro znalazł błąd i mnie o nim poinformował. Tego dnia podszedł do mnie na korytarzu w czasie przerwy i powiedział o literówce. Stara się robić dobre wrażenie. Chętnie rozmawia z dziennikarzami, sam je inicjując i bardzo otwarcie wyraża swoje uznanie dla naszej pracy. Przyjęłam jednak zasadę, że nie zbieram komentarzy ani od żadnej ze stron ani świadków, tylko skupiam się na tym, co wybrzmiewa na sali sądowej.

 

Przypomnijmy, że toczą się dwa procesy dotyczące dziennikarza „Gazety Poznańskiej” Jarosława Ziętary, który we wrześniu 1992 r. został porwany i prawdopodobnie zamordowany. Pierwszy ma odpowiedzieć na pytanie czy były senator Aleksander G. podżegał do zamordowania i pomocnictwa w sprawie zabójstwa Jarosława Ziętary. Drugi proces ma wskazać, czy ochroniarze zatrudnieni w holdingu Elektromis „Lala” i „Ryba” brali udział w uprowadzeniu Ziętary i przekazali go zabójcom. Jak wyglądają te procesy?

 

Świadkowie powołani na dany dzień rozprawy stawiają się lub nie, bo nieobecności oczywiście też się zdarzają. Są to osoby niekarane lub byli przestępcy czasem też w trakcie odbywania kary więzienia. Ci ostatni przywożeni są w asyście policji, w kajdankach. Od wielu świadków, na wniosek którejś ze stron sąd odbiera przyrzeczenie prawdomówności, a czasem wystarcza tylko pouczenie. Zeznania są ustne, zaczynają się od odpowiedzi na pytania o imię, nazwisko, wiek, zawód oraz z jakiego źródła i co jest wiadome świadkowi w przedmiocie sprawy. W związku z tym, że wyjaśnienie dramatycznych losów Jarosława Ziętary trwa 28 lat to praktycznie wszyscy świadkowie już wcześniej składali wyjaśnienia na policji lub w prokuraturze. Sędzia odczytuje protokoły zeznań i świadek bądź je potwierdza bądź dopowiada, albo w części odwołuje. Wyjaśnia wtedy powody zaistniałej sytuacji. Kolejnym punktem są odpowiedzi na pytania sądu i stron: prokuratora, oskarżyciela posiłkowego Jacka Ziętary, brata Jarka i obrońców oskarżonych.

 

Emocje na sali sądowej są duże?

 

Na sali sądowej jest powaga i pełna skupienia atmosfera. Przynajmniej na tych rozprawach, w których uczestniczyłam. A uczestniczyłam we wszystkich sprawach w procesie ochroniarzy. Jeśli chodzi o sprawę Aleksandra G. to relacjonowałam te, które odbyły się w 2019 roku, a proces trwa od 2016 roku. Jednak nie da się nie przeżywać tych rozpraw. W straszny sposób zamordowano dziennikarza, a na sali bardzo często obecny jest brat Jarka. Szczególnie makabryczne, a jednocześnie dramatyczne są zeznania odsiadującego dożywocie Macieja B. pseudonim Baryła. Na jednej z rozpraw sala, w której odbywał się proces Aleksandra G. była bardzo mała. Tuż przy drzwiach stały ławki wypełnione publicznością, a wśród nich dziennikarze i studenci. Naprzeciw zasiadał skład sędziowski, a wzdłuż bocznych ścian ulokowano z jednej strony prokuratora i oskarżyciela, a z drugiej obrońcę wraz z oskarżonym. Wprowadzono Macieja B. w asyście uzbrojonych po zęby i zamaskowanych policjantów. Sam Baryła miał skute ręce i nogi. Drobił drobnymi kroczkami na przeznaczone mu miejsce. Musiał przejść w odległości może pół metra od odpowiadającego z wolnej stopy, siedzącego swobodnie Aleksandra G. Ze względów technicznych wyprowadzono Macieja B., potem znów go wprowadzono i takich „spacerów” tego dnia odbyło się kilka. Mogę sobie tylko wyobrazić ile emocji kosztują takie rozprawy ludzi, których one bezpośrednio dotyczą. Czułam też rodzaj współczucia patrząc na tych, którzy lwią część swojego życia tak strasznie zmarnowali innym i sobie. Baryła twierdzi, że boi się o bliskich i prosił o wyłączenie jawności sprawy. Sprawa jednak została jawna. Maciej B. miał także pretensje do dziennikarzy relacjonujących proces, którzy pisali, że Baryła może odwołać zeznania – co już raz zrobił – z obawy o życie. Maciej B. przekonywał, że on się nie boi o siebie tylko o rodzinę. Podkreślał to nie raz.

 

I prawdopodobnie dlatego wycofywał zeznania.

 

To bardziej skomplikowane. Maciej B. twierdzi, że zawiódł go prokurator, który obiecał mu akt łaski. Zeznania odwołał kiedy zorientował się, że z obietnic nic nie wyjdzie. Jednak nie mógł się pogodzić z medialną narracją mówiącą, że się boi o życie. Trzeba też przyznać, że chociaż od wielu lat siedzi w więzieniu, wygląda na bardzo silnego i sprawnego fizycznie mężczyznę. Zapewne też ma wysoką, stabilną pozycję w więzieniu. Zelektryzowała mnie też inna jego odezwa do dziennikarzy. Zacytuję: Ja nie pogrążyłem żadnego bandziora czy gangstera tylko klawisza i ubeka. Bił ludzi. Był dobry w biciu ludzi gdy był klawiszem. Ciągle piszecie najbogatszy, senator, a to klawisz i ubek. Jego pogrążyłem.

 

Zgadza się pani z jego opinią?

 

Coś w tym jest. Senat i kantory to tylko wycinek z życia Aleksandra G. Był przecież również aktywistą PZPR, etatowym pracownikiem SB, a także absolwentem Uniwersytetu Marksizmu i Leninizmu.

 

Jest znany termin kolejnej rozprawy? Czy ze względu na epidemię koronawirusa dziennikarze będą mogli się na niej pojawić?

 

Rozprawy w obu procesach zaplanowane są na wrzesień. Jednak w dalszym ciągu obowiązują obostrzenia związane z covid-19, a więc ograniczenia również co do obecności dziennikarzy na rozprawach. Jednak do września jest jeszcze trochę czasu i być może zostaną uchylone obowiązujące na dziś zarządzenia. Wiem, że Centrum Monitoringu Wolności Prasy zwróci się do sądu z prośbą o zgodę na obecność obserwatora w mojej osobie.

 

Obrońca oskarżonych ochroniarzy „Ryby” i „Lali” dwukrotnie albo trzykrotnie składał do sądu wniosek, żeby rozprawy odbywały się z wyłączeniem jawności, przez co dziennikarze nie mogliby obserwować i relacjonować wydarzeń z sali sądowej.

 

Zarówno prokurator jak i brat dziennikarza Jacek Ziętara za każdym razem protestują przeciw wnioskom o wyłączenie jawności. Sąd, na szczęście, nie przychyla się do wniosków oskarżonych. Rozmawiałam, nieoficjalnie, z obrońcą ochroniarzy, który ubolewał nad złą pracą dziennikarzy relacjonujących proces. Oceniał, że informacje prasowe na temat procesu są opatrzone komentarzami, a świadkowie mają wiedzę o sprawie wyłącznie z mediów. Aleksander G. też w rozmowach z dziennikarzami narzeka, że nie mają oni dostępu do akt sprawy, bo gdyby mieli to być może „rozumieliby” więcej.

 

Czego się pani z tej sprawy dowiaduje o Polsce? Czy na jej podstawie można wysnuć wnioski na temat tego, co działo się w Polsce na początku lat 90., czyli m. in. na temat złodziejskiej prywatyzacji i rozwoju przestępczości zorganizowanej?

 

Tak, ponieważ sprawa pokazuje, jak rozwijał się wielki polski biznes w latach 90., jak właściciele warsztatów samochodowych czy osoby trenujące sporty walki w milicyjnym klubie Olimpia Poznań, z dnia na dzień, czasem w tajemniczych okolicznościach stawali się poważnymi biznesmenami, albo przynajmniej ludźmi majętnymi.

 

Świadkowie zeznając przed sądem twierdzą, że nie wiedzieli o uprowadzeniu i zabójstwie Jarosława Ziętary. Niektórzy twierdzą nawet, że nigdy nie słyszeli o Ziętarze. Ciekawe…

 

Większość świadków poza Baryłą i byłym funkcjonariuszem Urzędu Ochrony Państwa Jerzym U., który według poznańskich mediów był naocznym świadkiem porwania, twierdzą, że nie mają żadnej wiedzy o sprawie. Niektórzy świadkowie, poza zeznającymi policjantami,  twierdzili, że dopiero niedawno dowiedzieli się o sprawie Ziętary, ale powołują się na media. Jedynie 78 letni Walerian P., który do dziś związany jest z krajową branżą tekstylną, pomimo, że wyjechał z Polski już w 1963 roku, nic nigdy o Ziętarze nie słyszał. Walerian P. mieszka w Niemczech, a do Polski przyjeżdża głównie w interesach. Był związany z polskimi firmami odzieżowymi, z których większość już nie istnieje. O sprawie Jarosława Ziętary nic nie wie nawet z prasy. Tu jednak warto dopowiedzieć, że według poznańskich mediów, Walerian P. był bohaterem artykułu autorstwa zamordowanego dziennikarza, który ukazał się na łamach „Wprostu” na początku lat 90. Chodziło o tekst dotyczący „wspólnika in blanco” oraz tzw. „białego Żyda”. Pytany o te epitety przez prokuratora Walerian P. oświadczył, że nie słyszał by tak go nazywano oraz zaprzeczył, by to mogło chodzić o jego osobę. Wspomniany tekst, jak donoszą poznańskie media, zahaczał o interesy służb specjalnych i świadek miał zabiegać o jego sprostowanie. Ostatecznie takie ukazało się we Wproście, zredagowane pod nieobecność Ziętary i bez jego wiedzy. Jarosław Ziętara odszedł z tygodnika.

 

A czego pani nie dowiedziała się na sali sądowej?

 

Nie wybrzmiewa udział służb specjalnych w sprawie. Próbował na to zwrócić uwagę podczas przesłuchania redaktor Sylwester Latkowski. Być może coś więcej zawierają zeznania byłego funkcjonariusza UOP Jerzego U. ale te zostały utajnione. Trudno dziś przesądzić czy wątek zostanie jeszcze podjęty. Nikt z głównych aktorów procesów, czyli świadkowie i oskarżeni nie są zainteresowani, żeby dywagować na temat udziału tajnych służb w sprawie.

 

Co przemawia za udziałem w sprawie Ziętary służb specjalnych? Jaki mógł być ten ewentualny udział?

 

Jarosław Ziętara był młodym, 26-letnim chłopakiem. Lata 90. to czas, gdy służby przekształcały się i tworzyły. A młodość ma to do siebie, że brak jej doświadczenia oraz bywa idealistyczna i często też zwyczajnie naiwna. Być może ktoś zapewnił młodego reportera, że zajmując się niebezpiecznymi tematami będzie chroniony. Być może powiedziano mu: pomożemy Ci, jeżeli coś będzie się działo, jesteśmy tuż obok Ciebie…Być może Ziętara uwierzył. Dziennikarze z jego otoczenia mówili, że zawsze miał bardzo dobre informacje. Oczywiście to mogą być tylko moje domysły, ale nie sposób zignorować tego wątku.

 

Może dlatego utajniono zeznania byłego funkcjonariusza UOP Jerzego U.?

 

Myślę, że z obawy o bezpieczeństwo świadka i jego bliskich. Prawdopodobnie wniosek o wyłączenie jawności złożył prokurator. Ile Jerzy U. wie, a ile powiedział i co powiedział może kiedyś się dowiemy. Dziś to tylko spekulacje. Oczywiście, wielu świadków, którzy znali lub współpracowali z Jerzym U. dyskredytują jego osobę. Można zaobserwować również próbę podważenia słów Baryły. Nie będzie łatwo sądowi ocenić wiarygodność składanych zeznań. To jest bardzo trudny proces.

 

„Baryła” nie był świadkiem zabójstwa Jarosława Ziętary, ale poznał przebieg sprawy od swojego przyjaciela Dariusza L. „Lewego”.

 

Znał tę historię z drugiej ręki. Baryła twierdzi, że Lewy uratował mu życie. Kiedy Baryła pojawił się przed domem w miejscowości Chyby pod Poznaniem, gdzie według niego niszczono szczątki Ziętary, Lewy kazał mu szybko uciekać. Dariusz L. zginął w wypadku samochodowym, krótko po zniknięciu dziennikarza, bo w listopadzie 1992 roku. Środowisko Elektromisu przekonuje, że to zdarzenie, podobnie jak inne zgony ochroniarzy, było nieszczęśliwym wypadkiem. Ale nie brak też głosów, że Lewy był pierwszą osobą z holdingu „uciszoną” za sprawę Jarka.

 

Prawdopodobnie to był zainscenizowany wypadek samochodowy. Ale zmienię wątek rozmowy, dlaczego biznesmen Mariusz Ś. nie zgodził się na badanie wariografem? Czy ma powody, żeby czegoś się obawiać?

 

Nie chciałabym odpowiadać za kogoś, ale na jego miejscu pewnie też bym się nie zdecydowała na badanie wariografem. On nie jest oskarżonym, ale świadkiem. A np. Maciej B., ps. Baryła co jakiś czas mówi, że może się poddać badaniu, wręcz doprasza się wariografu. Wszystko zależy od tego, co kto ma do powiedzenia, albo czego nie chce powiedzieć.

 

Jak się pani przygotowywała do opisania tej sprawy?

 

Akt nie czytałam, ponieważ nie mam do nich dostępu. Przeczytałam książkę Krzysztofa M. Kaźmierczaka i Piotra Talagi „Sprawa Jarosława Ziętary. Zbrodnia i klęska państwa”. Na sprawie pojawiłam się z ramienia Centrum Monitoringu Wolności Prasy Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich na prośbę dyrektor Jolanty Hajdasz. Poza tym, pochodzę z Poznania i dobrze pamiętam tę historię.

 

Znała pani Jarosława Ziętarę?

 

Studiowaliśmy na różnych uczelniach, ale w tych samych latach i w tym samym mieście. Jednak nie miałam okazji poznać Jarka osobiście. O jego istnieniu dowiedziałam się we wrześniu 1992, z gazet i telewizji. Tuż po tym jak go uprowadzono.

 

Rozmawiał TOP

 

Łopiński zrezygnował, wraca Kurski

Centrum Informacji TVP podało, że Maciej Łopiński, p.o. prezesa TVP, złożył rezygnację. Na stanowisko p.o. prezesa zarządu Telewizji Polskiej wróci Jacek Kurski.

 

„W związku z rozpoczynającym się w dniu 27.07.2020 r. urlopem p.o. prezesa Zarządu TVP Pana Macieja Łopińskiego oraz złożeniem przez niego rezygnacji z czasowego pełnienia obowiązków Prezesa Zarządu z dniem 07.08.2020 r., pełnienie obowiązków Prezesa Zarządu TVP zostało powierzone Panu Jackowi Kurskiemu” – napisano w komunikacie Centrum Informacji TVP. In addition to providing access to many casino games http://www.gryautomaty.net/ provide you with latest information about best online casinos in Poland.

 

Red., tvp

Jak walczyć z dezinformacją. Kampania „Rzeczpospolitej”

„Rzeczpospolita” (Gremi Media) tworzy „Dekalog walki z dezinformacją”. W ramach drugiej odsłony kampanii „Odporni na dezinformację” opracowano 10 reguł ułatwiających rozpoznanie fałszywych, zmanipulowanych treści. Od dzisiaj w „Rzeczpospolitej” i na rp.pl będą się ukazywać wywiady rozwijające każdy z punktów dekalogu. Wśród rozmówców znaleźli się m. in.  Jakub Bierzyński, prof. Jerzy Bralczyk, Dorota Gawryluk i Edwin Bendyk.

 

Druga odsłona kampanii „Odporni na dezinformację” ma wymiar edukacyjny. Jej centralnym punktem jest „Dekalog walki z dezinformacją”, czyli 10 reguł, którymi powinni kierować się odbiorcy, aby świadomie korzystać z informacji. Każda z zasad została opracowana w formie wywiadu z wybitnym ekspertem z zakresu miedioznawstwa, dziennikarstwa, językoznawstwa czy filozofii. Z Dorotą Gawryluk zostanie poruszony temat weryfikowania informacji, a Jerzy Bralczyk przypomni wszystkim jak ważne jest myślenie o tym, co chcemy powiedzieć.

 

Co tydzień w „Rzeczpospolitej” i na rp.pl będzie publikowana nowa rozmowa rozwijająca kolejne punkty z dekalogu. Każdy z wywiadów to dogłębna analiza niebezpiecznego zjawiska, jakim są fake newsy oraz zbiór porad uczulających czytelnika na fałszywe informacje.  „Z rozmów jasno wynika, że fake newsy są, istnieją i przybierają na sile, dlatego odbiorcy powinni być coraz ostrożniejsi. „Rzeczpospolita” jako lider wiarygodności czuje się w obowiązku demaskować źródła, które tworzą fałszywe, zmanipulowane informacje” – mówi Bogusław Chrabota, redaktor naczelny „Rzeczpospolitej”.

 

Kampania „Odporni na dezinformację” wystartowała w maju br. Jest odpowiedzią „Rzeczpospolitej” na problem fake newsów, których ilość drastycznie wzrosła w szczytowym okresie pandemii koronawirusa. „Celem kampanii jest zwiększenie świadomości społecznej w zakresie niebezpieczeństw, jakie wiążą się z udostępnianiem tego typu informacji” – mówi Cezary Piernikowski, dyrektor marketingu Gremi Media. Pierwszy, wizerunkowy etap działań  opierał się na trzech hasłach odwołujących się do najbardziej powszechnych źródeł i przyczyn powstawania fake news’ów: Komentarze z forum czy komentarze ekspertów?, Znajomość fejków czy znajomość faktów?, Opinie szerowane czy opinie szanowane?

Red.