Dziennikarz Paweł Mażejka skazany na 6 lat kolonii karnej za przekazanie informacji Biełsatowi

Grodzieński Sąd Miejski skazał dziennikarza Pawła Mażejkę i prawniczkę Julię Jurhilewicz na karę sześciu lat pozbawienia wolności. Mażejka ma trafić do kolonii karnej o zaostrzonym rygorze.

Jak informuje portal Belsat.eu, znany grodzieński dziennikarz i obrończyni więźniów politycznych przebywali w areszcie przez prawie rok. Przez ten czas powody ich aresztowania były nieznane – obrońcy zostali zmuszeni do podpisania zobowiązań o zachowaniu tajemnicy. Dopiero podczas pierwszego posiedzenia sądu okazało się, że reżim Łukaszenki oskarżył ich o przekazanie informacji Telewizji Biełsat, co zostało uznane za „sprzyjanie działalności ekstremistycznej”.

Z materiałów sprawy wynika, że Mażejka rzekomo „działał w zmowie z Julią Jurhilewicz i od lutego do marca 2022 roku przekazał nieokreślonym osobom, w celu umieszczenia na portalu organizacji Biełsat, otrzymane od Julii Jurhilewicz informacje dotyczące pozbawienia jej licencji adwokackiej, wykluczenia jej z Grodzieńskiego Kolegium Adwokackiego oraz dotyczące rozpatrzenia przez Miński Sąd Miejski sprawy karnej przeciwko Alesiowi Puszkinowi i ogłoszonego wyroku”.

Paweł Mażejka jest znanym grodzieńskim dziennikarzem niezależnych mediów, lokalnym działaczem społecznym, kulturalnym oraz propagatorem białoruskiej historii.

opr. jka, źródło: Belsat.eu

 

Serial dokumentalny „Reset” obejrzało średnio 1,5 mln widzów

Telewizja Polska, w poniedziałek, 24 lipca pokazała ostatni siódmy odcinek pierwszego sezonu serialu dokumentalnego „Reset”. Cykl emitowany w poniedziałki na antenach TVP Info i TVP1 obejrzało średnio ponad 1,5 mln widzów, co dało udział pasma na poziomie 15,1%.

„Reset” emitowany był od 12 czerwca, w poniedziałki o godz. 21.30. Autorzy serialu, dziennikarz Michał Rachoń i historyk Sławomir Cenckiewicz, pokazali w nim nieznane dotąd fakty na temat relacji polsko-rosyjskich oraz stosunków między Unią Europejską i Władimirem Putinem w latach 2007-2015. Siódmy odcinek cyklu podsumowywał dotychczasowe ustalenia prezentowane w poprzednich.

Jak poinformowała Telewizja Polska, serial spotkał się z dużym zainteresowaniem widzów. W TVP1 dotychczas wyemitowane odcinki obejrzało średnio 670 tys. widzów, a w TVP Info 880 tys. widzów. Średnia widownia „Resetu” łącznie na dwóch antenach wyniosła ponad 1,5 mln osób. Przełożyło się to na łączny udział obu anten na poziomie 15,1% . Najwięcej widzów na obu antenach miał drugi odcinek cyklu. Obejrzało go 1,7 mln osób.

Serial „Reset” dostępny jest również w internecie: na portalu tvp.info, na TVP VOD oraz w serwisie YouTube. Liczba odtworzeń serialu w sieci wynosi 187,2 tys., a liczba użytkowników odtwarzających to 58,7 tys. osób. Największą popularnością serial cieszył się w aplikacji TVP GO, w której widzowie odtwarzali go ponad 100 tys. razy.

Na profilu serialu na Twitterze, zapowiedziano, że „Reset” powróci po 15 sierpnia. Michał Rachoń i Sławomir Cenckiewicz w kolejnym sezonie zaprezentują nowo odkryte dokumenty.

opr. jka, źródło: TVP, dane: Nielsen Media, live+vosdal

 

 

 

Amerykański dziennikarz ranny w pobliżu Bachmutu

Amerykanin Dylan Collins, 35-letni dziennikarz wideo pracujący dla francuskiej agencji prasowej AFP został w poniedziałek ranny w wyniku ataku drona podczas relacjonowania działań ukraińskiej artylerii w pobliżu Bachmutu.

Informację przekazali jego koledzy z agencji. Collins miał odnieść liczne obrażenia odłamkami podczas ataku na zalesionym obszarze w pobliżu Bachmutu. Został ewakuowany do pobliskiego szpitala. Lekarze stwierdzili, że rany nie zagrażają jego życiu. Dziennikarz jest przytomny.

– Badamy wszystkie okoliczności tego zdarzenia. Nasze myśli są z Dylanem i jego bliskimi – przekazała w oświadczeniu dyrektor AFP Europe Christine Buhagiar.

Dylan Collins z agencją AFP związany jest od 2018 r., od początku rosyjskiej inwazji na Ukrainę prowadzi korespondencję z tego kraju. Dziennikarz ma bogate doświadczenie w pracy w strefach konfliktów na Bliskim Wschodzie. Dla AFP relacjonował m.in. wojnę w Górskim Karabachu w 2020 roku.

opr. jka, źródła Twitter, PAP

Strzały pod siedzibą Telewizji Republika. Policja ustaliła sprawcę

W poniedziałek, 24 lipca w kierunku jednej z pracownic Telewizji Republika oddano strzały z broni pneumatycznej. W związku z tą sprawą policja najpierw zatrzymała 35-letniego mężczyznę, którego zwolniła po przesłuchaniu. Później funkcjonariusze dotarli do 15-latka, został on przesłuchany w charakterze sprawcy. Sprawą zajmie się sąd rodzinny.

Do zdarzenia doszło w poniedziałek, ok godz. 13 w okolicy siedziby Telewizji Republika w Warszawie. Z broni pneumatycznej ktoś oddał sześć strzałów w kierunku pracownicy administracyjnej stacji. Na szczęście kobiecie nic się nie stało, a służby od razu zajęły się ustalaniem sprawcy.

Jeszcze tego samego dnia policja zatrzymała 35-letniego mężczyznę. Jak podał portal Niezależna.pl, powołując się na informacje uzyskane od nadkom. Marty Sulowskiej z komendy policji na Woli, został on przesłuchany w charakterze świadka i zwolniony. Nie przedstawiono mu zarzutu karnego. W wyniku dalszych czynności policjanci dotarli do 15-latka, który został przesłuchany w charakterze sprawcy czynu karalnego – narażenia na bezpośrednie niebezpieczeństwo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Sprawa ma być przekazana do sądu rodzinnego i nieletnich.

opr. jka, źródło: Niezależna.pl

Koniec niebieskiego ptaszka. Twitter zmienia logo

Popularny serwis społecznościowy Twitter ma nowe logo. Kultowego niebieskiego ptaszka zastąpiła stylizowana litera X.

Zmianę zapowiedział Elon Musk właściciel platformy w niedzielę w serii tweetów.

„Wkrótce pożegnamy się z marką Twitter i stopniowo wszystkimi ptakami” – zapowiedział. Później zamieścił krótki filmik z nowym logo – stylizowaną literą X, poinformował, że adres x.com będzie odsyłał do Twittera  oraz opublikował zdjęcie siedziby firmy z wyświetlonym na fasadzie nowym logo.

W poniedziałek z serwisu społecznościowego zniknął już niebieski ptaszek.

Z wpisu dyrektor generalnej Twittera Lindy Yaccarino, wynika, że nowy znaczek graficzny to początek zmian na platformie.

„X to przyszły stan nieograniczonej interaktywności – skoncentrowany na audio, wideo, przesyłaniu wiadomości, płatnościach/bankowości – tworzący globalny rynek pomysłów, towarów, usług i możliwości. Obsługiwany przez sztuczną inteligencję X połączy nas wszystkich w sposób, który dopiero zaczynamy sobie wyobrażać” – napisała Yaccarino.

opr. jka, źródło: Twitter

Druga pielgrzymka dziennikarzy do Gietrzwałdu

Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich zaprasza na II pielgrzymkę z Warszawy do Sanktuarium Maryjnego w Gietrzwałdzie, która odbędzie się w dniach 15 – 17 września 2023 roku.   

Gietrzwałd to piękna miejscowość na Warmii, gdzie w 1877 roku, na przykościelnym klonie dwóm dziewczynkom objawiła się Matka Boża. Jest to jedyne w Polsce objawienie maryjne uznane przez Kościół.

Program wyjazdu i szczegóły dotyczące zapisów dostępne są TUTAJ.

Relację z pierwszej pielgrzymki dziennikarzy do Gietrzwałdu, która odbyła się w ubiegłym roku, można przeczytać TUTAJ.

Ks. Paweł Rytel-Andrianik nowym szefem Sekcji Polskiej Radia Watykańskiego

Ks. Paweł Rytel-Andrianik został szefem Sekcji Polskiej Radia Watykańskiego i portalu Vatican News. Ostatnio był on dyrektorem Biura ds. Komunikacji Zagranicznej Sekretariatu Konferencji Episkopatu Polski, a wcześniej rzecznikiem KEP. W Radiu Watykańskim zastąpi jezuitę o. Krzysztofa Ołdakowskiego.

Ks. Paweł Rytel-Andrianik jest księdzem diecezji drohiczyńskiej. Studiował m.in. na Uniwersytecie Świętego Krzyża w Rzymie, w Studium Biblicum Franciscanum w Jerozolimie oraz na Uniwersytecie w Oksfordzie. W latach 2013 – 2015 był zastępcą redaktora naczelnego tygodnika katolickiego „Niedziela”, a następnie, do 2020 roku pełnił funkcję rzecznika prasowego Konferencji Episkopatu Polski.

Radio Watykańskie funkcjonuje od 1931 r., a jego sekcja polska od 1938 r. Vatican News to oficjalny portal informacyjny Stolicy Apostolskiej. Ma cztery główne obszary tematyczne, które dotyczą działalności papieża, Stolicy Apostolskiej, lokalnych Kościołów, a także informacji ze świata.

opr. jka, źródło: vaticannews.va

Nie żyje Lech Jęczmyk, publicysta, tłumacz, znawca literatury science fiction

W wieku 87 lat, 17 lipca zmarł Lech Jęczmyk, redaktor, publicysta, tłumacz, wydawca, popularyzator literatury science fiction. Wyróżniony Laurem Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.

Lech Jęczmyk urodził się 10 stycznia 1936 roku. W swojej karierze zawodowej był m.in. kierownikiem redakcji w Wydawnictwie „Iskry” i szefem działu literatury anglojęzycznej w Spółdzielni Wydawniczej „Czytelnik”. W stanie wojennym był autorem, redaktorem i kolporterem podziemnych czasopism. W latach 1990 – 1992 pełnił funkcję redaktora naczelnego czasopisma „Fantastyka”, był też kierownikiem działu publicystyki TVP1 oraz zastępcą redaktora naczelnego tygodnika „Spotkania”.

Tłumaczył książki m.in.  Thomasa Bergera, Philipa K. Dicka, Josepha Hellera, Kurta Vonneguta, JG Ballarda.

Był współpracownikiem Radia Wnet, współtwórcą Akademii Radia Wnet. Jego teksty z przemyśleniami dotyczącymi spraw społecznych, kulturowych i historycznych były publikowane na łamach Kuriera WNET.

W 2011 roku został uhonorowany Laurem Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.

„Dla mojego środowiska i pokolenia Lech Jęczmyk był jednak i zawsze będzie kimś więcej, niż świetnym wydawcą i tłumaczem. Był przede wszystkim autorytetem” – powiedział wówczas w laudacji Rafał Ziemkiewicz.

Msza święta żałobna za duszę śp. Lecha Jęczmyka zostanie odprawiona we wtorek, 25 lipca o godz. 14, w kościele Matki Bożej Królowej Polski przy ul. Gdańskiej na warszawskim Żoliborzu.

opr. jka, źródła: pap.pl, wnet.fm

 

Rada Mediów Narodowych odwołała prezesa Radia Wrocław

Podczas piątkowego posiedzenia Rada Mediów Narodowych odwołała Marcina Rosińskiego z funkcji prezesa Radia Wrocław. Na jego miejsce powołano Anitę Białek.

Marcin Rosiński prezesem Radia Wrocław był od 2019 roku, nie podano przyczyn jego odwołania.

Anita Białek, która teraz obejmie stanowisko prezesa Radia Wrocław, jest wykładowcą na Wrocławskiej Akademii Biznesu, w latach 2010 – 2012 była dyrektorem generalnym i redaktorem naczelnym TVP Wrocław.

opr. jka, źródło: pap.pl

 

Rozmowa z GRAŻYNĄ WROŃSKĄ-WALCZAK: Ludzie wciąż zadają mi pytania

Z red. Grażyną Wrońską-Walczak z Radia Poznań uhonorowaną tegorocznym Laurem Wielkopolskiego Oddziału Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich rozmawia Łukasz Kaźmierczak.

Podobno Grażyna Wrońska zna w Poznaniu wszystkich, których warto znać?

Wszystkich nie, ale na pewno bardzo wiele osób. I to, że działam już tyle lat w dziennikarstwie, ułatwia mi zadanie. A poza tym mam chyba umiejętność zdobywania kolejnych rozmówców, poprzez poprzednich rozmówców. To jest taki łańcuszek.

Albo rodzaj referencji: „To jest dobry dziennikarz”…

Nie wiem czy dobry dziennikarz. Może to, że się z nim miło rozmawia – bo często ludzie mówią mi, że jakoś tak potrafię ich ośmielić. Jakkolwiek niektórzy są speszeni. Zdarzało się, że przerywałam niektórym profesorom, którzy mieli mówić np. o sprawach rolniczych i zamieniali się w wykładowców. I prosiłam: panie profesorze, niech pan po prostu patrzy mi w oczy i mówi tak, jakbym niczego nie wiedziała. I to pomagało.

I dlatego tak często rozmawia Pani właśnie z ludźmi nauki i kultury?

Tak, jakoś udawało mi się tę barierę przekroczyć. Zawsze mówiłam moim rozmówcom, że Słuchacze mogą usłyszeć ich tylko raz i w związku z tym muszą dowiedzieć się tego, co najważniejsze.Rzeczywiście, tych wywiadów z ludźmi nauki było bardzo dużo. Uwielbiałam i miałam bardzo dobre kontakty z prof. Wiktorem Degą, do tego stopnia, że mogłam się bardzo często u niego zjawiać. Natomiast on  – i to jest dla mnie coś zupełnie niezwykłego – dzwonił do mnie i mówił, że bardzo ładnie wypadła rozmowa. Te dobre relacje są ważne. Skoro  raz z kimś się umówiłam, to się potem mogłam powołać na tego kogoś i on mi ułatwiał dalsze kontakty.

Wśród atrybutów dziennikarskich wymienia się najczęściej ostrość, wyrazistość, a Pani mówi…

…łagodnie.

I to jest Pani sposób na dziennikarstwo?

Chyba tak. Nie miałam nigdy takich bardzo ostrych sytuacji. Zawsze w dziedzinie kultury spotykałam się z ludźmi, którzy robili coś ważnego, ale nigdy nie były to rozmowy na ostrzu noża. Można było o wielu sprawach porozmawiać, wielu rzeczy się dowiedzieć i myślę, że to jest dla mnie najważniejsze, że ja chcę się dowiedzieć. Ale i druga rzecz – chcę żeby o tych rzeczach, o tych ludziach wiedzieli też inni. I dlatego tak długo pracuję w dziennikarstwie, ponieważ jest jeszcze tyle innych pól i tyle innych zagadnień, o których nie wiem ani ja, ani moi Słuchacze. A zależy mi na tym, żeby wiedzieli więcej np. o Poznaniu i o Wielkopolsce.

Czyli wchodzimy na Pani „konika”…

Rzeczywiście, to jest właściwie mój główny temat, na tym się skupiam. Uważam zresztą, że to co się ukazuje w Kronice Miasta Poznania, powinno być lekturą podstawową tych poznaniaków, którzy chcą się czegoś dowiedzieć o swoim mieście. Są to artykuły pisane przez specjalistów, ale dobrym językiem, zrozumiałym. I taki sam cel przyświeca mi przez całe zawodowe życie.

W którym od początku najważniejsze było radio.

Tak, zawsze chciałam pracować w radiu, od najmłodszych lat. I to się spełniło. W tym studiu (przypis: rozmawiamy w Studiu im. Krzysztofa Komedy w poznańskiej rozgłośni Polskiego Radia) po raz pierwszy pojawiłam się jeszcze jako licealistka, uczestnicząca w konkursach recytatorskich. Pani Jadwiga Jasiewicz zwróciła mi wtedy uwagę żebym nie akcentowała końcówek -się. I to pamiętam do dziś. A potem, kiedy ją spotkałam tutaj w radiu, przypomniałam się jej i powiedziałam, że bardzo dziękuję za tamte wskazówki. Zresztą moja mama zwracała zawsze bardzo wielką uwagę na nasz sposób mówienia.

I to zapewne pomogło też Pani dostać wymarzoną pracę. To był rok 1965.

Ja po prostu miałam szczęście. Spotkałam ludzi, którzy byli mi przychylni i tak się zaczęło. A zaczynałam od redakcji wiejskiej.

Naprawdę?

Tak, przeszłam chyba przez wszystkie radiowe redakcje. Najpierw wiejską, potem były dzienniki, kultura. W dziennikach takim moim bardzo dobrym mistrzem- kolegą był Andrzej Napierała. On potrafił świetnie konstruować drobne dźwięki czy relacje. Był w tym i sprawny i bardzo merytoryczny. Miał dobry sposób przekazywania informacji. Taki radiowy reporter w każdym calu.

Kto Pani najbardziej pomógł w Radiu?

Miałam bardzo wiele takich osób np. współpracowałam i współpracuję nadal z Alą Kurczewską, był Piotr Frydryszek, z którym razem pracowałam, a potem stał się moim szefem, Robert Mirzyński, Basia Miczko. To wszystko byli ludzie, którym nieraz zazdrościłam, ale w takim dobrym tego słowa znaczeniu, dotarcia do pewnych osób i zbudowania jakiejś formy radiowej.

Wywiad to od początku był ta forma, w której czuła się Pani najlepiej?

Tak, odpowiadała mi. Przez rozmowę, przez taki przekaz nieoficjalny – bo w rozmowie nie używa się wielkich słów, tylko tak zwyczajnie, żeby dotrzeć do Słuchacza – uważam, że właśnie to jest najistotniejsze.

Lubi Pani rozmawiać…

Bardzo! Dzięki temu poznałam bardzo wiele osób niesłychanie ważnych i takich, które do dzisiaj wspominam z ogromną sympatią np. Pan Stefan Skorupiński z Włoszakowic, który potrafił zauroczyć przez ileś nawet godzin, bo tak pięknie opowiadał.  Poznałam bardzo wiele osób z kręgu kultury ludowej i nawet się zaprzyjaźniłam z panem Janem Bzdęgą z Domachowa, który był z Biskupizny, z okolic Krobi. Tam też dzięki niemu poznałam wielu innych ludzi, a on regularnie tutaj się u mnie zjawiał i relacjonował, co tam słychać na Biskupiźnie. I okazało się, że były tam ciekawe rzeczy. I do dzisiaj chyba są.

To nie zawsze byli oczywiści rozmówcy?

Nie zawsze. W roku 80. robiliśmy audycje solidarnościowe, ale przedtem zdarzało mi się rozmawiać nawet z przodownikami pracy. Jeden z nich nazywał się Marceli Tritt, pracował bodajże w poznańskich Zakładach Naprawczych Taboru Kolejowego i  on mi opowiadał takie naprawdę bardzo piękne rzeczy o swojej pracy. Tak zwyczajnie o tym mówił, a potem sprezentował mi taki zgniatacz do orzechów, ręcznie wykonany.

Grażyna Wrońska-Walczak – dziennikarka Radia Poznań która otrzymała Laur Wielkopolskiego Oddziału SDP

Robi też Pani sporo krótkich form radiowych. To Pani specjalność?

Tak, oczywiście. Choć bardzo możliwe, że takie były wtedy możliwości. I że krótkie formy były, powiedziałabym, oczekiwane. Ale robiłam też większe formy, wiele reportaży, dłuższych audycji np. cykl Wydarzyło się w Wielkopolsce, za który dostaliśmy Nagrodę im. Józefa Łukaszewicza, przyznawaną dla najciekawszych i najpiękniejszych wydawnictw  o Poznaniu. Były także Wieczory Muzyki i Myśli, mnóstwo programów związanych chociażby z Powstaniem Wielkopolskim. Udało mi się także spróbować swoich sił w telewizji, gdzie wspólnie z  Piotrem Libickim zrobiliśmy program Poza Horyzontem – także nagradzany cykl filmów o Wielkopolsce.

To nie był koniec przygody z telewizją?

Nie, potem był cykl Kobiety Powstania Wielkopolskiego – to z kolei ze Zbysławem Kaczmarkiem. To był ładny projekt, ponieważ odkrywaliśmy mało znane postaci i docieraliśmy do różnych ludzi. Jest jeszcze rzecz, która nadal ciąży mi na sercu – zrobiłam dwa programy o zasłużonej poznańskiej Księgarni św. Wojciecha, ale pozostały dwa odcinki, które zalegają i powinnam je dokończyć.

O czym byśmy nie mówili i tak koniec końców wracamy do tematów związanych z Wielkopolską.

Bo to jest niewyczerpywalna tematyka, przez wiele lat zaniedbywana. Dlatego razem z Małgosią Jańczak przygotowywałyśmy takie wędrówki po Wielkopolsce, w czasie których odkrywałyśmy ludzi, którzy kiedyś w ogóle byli zapomniani jak np. Dezydery Chłapowski. Jeśli chodzi o Chłapowskiego, to też jest ładny przykład. Idąc jego tropem spotkałam pana Józefa Świątkiewicza z Czempinia. On zaimponował mi tym, że pracując u Cegielskiego odkrywał w wolnych chwilach Dezyderego Chłapowskiego na swoim terenie, w okolicach Turwi czy Czempinia. I takich ludzi poznałam mnóstwo, czy w Lesznie, czy w Kościanie, czy w Gostyniu,

Koniecznie muszę zapytać o jeszcze inną Pani pasję. Przyznaję – od lat jestem wiernym fanem Języka na zakręcie.

Najpierw prowadziłam te audycje z moim mężem.

Wybitnym poznańskim  językoznawcą, prof. Bogdanem Walczakiem – dodajmy.

Co ciekawe, nie wszyscy wiedzieli nawet, że to mój mąż. A teraz prowadzę je wspólnie z prof. Jarosławem Liberkiem.

Także wychowankiem prof. Walczaka.

Tak, on pisał u mojego męża doktorat.

Robiliście to i robicie nadal z wielkim powodzeniem.

Za propagowanie i popularyzację poprawnej polszczyzny otrzymałam tytuł Ambasadora Polszczyzny. To była inicjatywa chyba Piotr Frydryszka, ponieważ wtedy nagrodę za język regionalny otrzymał także Juliusz Kubel, autor naszego radiowego Starego Marycha.

O polszczyźnie także można mówić w nieskończoność. Nie zabraknie tematów do Języka na zakręcie?

Nie zabraknie, bo wciąż ludzie coś wymyślają. I wciąż zadają nowe pytania.

Ma pani również przebogate archiwum nagrań. Są tam takie skarby, które tylko Pani posiada?

Chociażby rozmowy ze, wspomnianym tutaj, profesorem Wiktorem Degą. Opowiadał mi kapitalne wspomnienia z Powstania Wielkopolskiego, z dużym humorem i to jest w naszych radiowych nagraniach. Tego chyba nikt inny nie ma.  Z Alą Kurczewską byłyśmy natomiast zachwycone rozmowami z Panią Stanisławą Szeligowską – to poezja, można jej było słuchać naprawdę bardzo długo. Mam w zasobach dużo bardzo pięknych rozmów, takich właściwie osobistych.

Któraś z nich wywarła na Panią mocniejszy wpływ?

Miałam takie bardzo miłe spotkania z Piotrem Janaszkiem. To był młody lekarz, który właściwie wprowadzał rewolucje, ponieważ upomniał się – i to w takim bardzo dobrym tego słowa znaczeniu – o dzieci niepełnosprawne. Zaczął organizować pierwsze w ich życiu i w ogóle nie spotykane w tym czasie wyjazdy wakacyjne. Obóz w Mielnicy, tam współpracowałam z nim dosyć blisko, jeździliśmy, przekonywaliśmy ludzi. To było ważne. A potem zginął w wypadku samochodowym. I bardzo mi go brakuje. Ale on z kolei tę swoją pasję przekazał córkom. I nieraz się z nimi spotykam, ponieważ one też prowadzą taką bardzo szeroką działalność na rzecz niepełnosprawnych.

A dziś Grażyna Wrońska otrzymała kolejne wyróżnienie – Laur Wielkopolskiego Oddziału Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich… 

To za wytrwałość (śmiech). Ale mam jeszcze bardzo dużo rzeczy do zrobienia.

Członek Zarządu Głównego SDP i jego skarbnik Aleksandra Tabaczyńska (z lewej) wręcza Grażynie Wrońskiej-Walczak z Radia Poznań Laur Wielkopolskiego Oddziału SDP

Czyli, są plany na przyszłość?

Najpierw muszę uporządkować moje archiwum radiowe, mnóstwo rzeczy, które powinny być profesjonalnie opisane. Aczkolwiek niektórzy mówią, że mam bardzo dobrze zdokumentowaną swoją pracę. Chciałabym także nadal współpracować z  Kroniką Miasta Poznania. Ale na razie powiedziałam sobie: żadnych nowych tematów. Zrób to, co ci tutaj zalega.

Porządnie, po poznańsku.

Ja nie jestem taka porządna. Wszystko robię na ostatnią minutę. Wciąż mi się coś nie podoba, coś poprawiam, przestawiam.  Pewnie dlatego, że bardzo długo pracowałam razem z Ireną Goszczyńską – najwięcej z nią i z Jurkiem Kamyszkiem. Oni zwracali uwagę na te wszystkie szczegóły techniczne. A ja montowałam na ostatnią minutę, tuż przed terminem emisji i wtedy rzucałam się na głęboką wodę. Piotr Frydryszek nigdy nie mógł pojąć, że przychodzę do studia, mam coś powiedzieć, a wokół mnie pełno kartek, rozgardiasz. A ja się po prostu wtedy mobilizuję. Jak jest już Godzina Zero.

 


 

LAUR

WIELKOPOLSKIEGO ODDZIAŁU

STOWARZYSZENIA DZIENNIKARZY POLSKICH 2023

DLA

 

Red. Grażyny Wrońskiej – Walczak

laudacja

wygłoszona przez red. Barbarę Miczko-Malcher, wiceprezesa Zarządu WO SDP

Barbara Miczko-Malcher – wiceprezes Zarządu WO SDP

GRAZYNA WROŃSKA -WALCZAK całe swoje blisko 60 letnie życie zawodowe związała z radiem. Pracę w Polskim Radiu Poznań rozpoczęła w 1965 roku. Przechodziła przez różne redakcje i uprawiała wiele form dziennikarskich. Z racji polonistycznego wykształcenia wsparta też profesorską wiedzą męża Bohdana Walczaka, znakomitego językoznawcę, wprowadziła na antenę cykliczną audycję „Język na zakręcie”. Ma ona charakter lekkiej rozmowy i niewątpliwy walor edukacyjny. W dorobku Grażyny Wrońskiej są tez audycje i rozmowy poświęcone wybitnym Wielkopolanom, historycznym postaciom, omówienia książek, informacje o bieżących wydarzeniach kulturalnych. W 1982 roku, kiedy w telewizji pojawił się świetny serial „Najdłuższa woja nowoczesnej Europy” Grażyna  Wrońska wspólnie z Małgorzata Jańczak zrealizowały cykl audycji  „Bohaterowie najdłuższej Wojny” przybliżając ludzi i miejsca związane z filmem i walką Polaków z germanizacją w Wielkopolsce.  W Telewizji Poznańskiej wspólnie z Piotrem Libickim Grażyna pracowała przy cyklu dokumentalnych filmów prezentujących Wielkopolskę w ujęciu historycznym i kulturalnym. Cykl ten zatytułowany był ”Poza horyzontem”.

I w końcu w Wydawnictwie św. Wojciecha w serii „Poznaj Poznań” redaktor Wrońska wydała książkę zatytułowaną „…do niepodległości”. Opisuje tam znaczące dla walki o niepodległość postaci i wydarzenia. Grażyna od lat też współpracuje z Wydawnictwem Miejskim zamieszczając w „IKS-ie” i w Kronice Miasta Poznania” wywiady i felietony. Wymieniłam tylko część osiągnięć Grażyny, ale łatwo zrozumieć, że po tak długiej, intensywnej pracy zawodowej nie da się streścić wszystkiego w kilku zdaniach. Trzeba tu jednak podkreślić rzecz bardzo istotną, a mianowicie – etykę dziennikarską.

Redaktor Grażyna Wrońska była i jest wierna zasadom uczciwości i rzetelności tak wobec swoich rozmówców jak i kolegów dziennikarzy.

Laur jest wyrazem naszego wielkiego szacunku i uznania za Jej wieloletnią, znakomitą pracę dziennikarską.


Wywiad z uhonorowanym Laurem WO SDP red. Piotrem Lisiewiczem z-cą red. nacz. Gazety Polskiej:

TUTAJ

Relacja z uroczystości wręczenia nagród WO SDP:

TUTAJ

Rozmowa z PIOTREM LISIEWICZEM: Nie udaję kogoś, kto nie ma zdania

Z Piotrem Lisiewiczem, zastępcą redaktora naczelnego Gazety Polskiej, uhonorowanym tegorocznym Laurem Wielkopolskiego Oddziału Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, rozmawia Łukasz Kaźmierczak.

 

Wręczenie Lauru WO SDP z-cy red. nacz. Gazety Polskiej Piotrowi Lisiewiczowi: Barbara Miczko-Malcher – wiceprezes Zarządu WO SDP (od lewej), PIOTR LISIEWICZ, Jan Martiniego, członek Zarządu WO SDP (obok laureata), Jolanta Hajdasz – wiceprezes SDP i szefowa WO SDP

Uważasz się bardziej za dziennikarza czy happenera?

To się u mnie od początku jedno z drugim w jakiś sposób łączyło. Było to nietypowe dla czasów, w których zaczynałem pisać. Ale już w dziennikarstwie przedwojennym łączenie pisania z działalnością satyryczną czy społeczną było dość częste. Ja od lat 90. byłem dość krytyczny wobec różnych norm obowiązujących w dziennikarstwie, w tym tzw. etyki dziennikarskiej. Po latach okazało się, że niektóre z nich były mądre, a inne głupie.

A Ty zasadniczo je kontestowałeś?

I myślę, że miałem rację. Widać to było w różnych kryzysowych momentach, chyba najbardziej po Smoleńsku, który był największą kompromitacją w historii polskiego dziennikarstwa. Okazało się, że nasz, jak nazywa się to na uniwersytetach, system prasowy, nie spełnia misji wobec Polski i współobywateli. I to, mimo że mamy wielu dobrych dziennikarzy od sportu, od muzyki, od wędkarstwa, od ekonomii, od polityki. Tyle, że z reguł obowiązujących w tym systemie nie wynikało wypełnienie najważniejszego obowiązku polskiego dziennikarstwa, czyli przeprowadzenie przez wszystkie najważniejsze media dociekliwego śledztwa w sprawie śmierci Prezydenta RP. Między innymi trzy największe telewizje zdezerterowały. A nawet atakowały nielicznych kolegów, którzy to śledztwo podjęli. I to pokazało, że istnienie jakiejś szczególnej etyki dziennikarskiej nie ma sensu. Że zamiast niej powinniśmy w naszym zawodzie odwoływać się do wartości nadrzędnych, takich jak prawda, patriotyzm, niepodległość.

Jak było z tym mówieniem prawdy?

W latach 90. czy wczesnych dwutysięcznych istniała w polskim dziennikarstwie irytująca maniera: należało mieć poglądy „normalne”, takie jak wszyscy, jak Monika Olejnik czy Tomasz Lis. Oni mieli przemawiać w imię zdrowego rozsądku, a polemizowanie z tym miało skutkować trafianiem na margines. To zabijało wolność słowa, tak jak do dziś polską naukę zabija fakt, że jeśli chcesz zrobić karierę, nie możesz podważać twierdzeń naukowych ważnych profesorów. U mnie było odwrotnie, jak w dziennikarstwie przedwojennym: jako publicysta i felietonista nie udawałem, że nie mam poglądów. Odwrotnie, byłem z nich dumny i głosiłem je z otwartą przyłbicą.

U Ciebie dziennikarstwo zaczęło się już w liceum. I od razu zostałeś redaktorem naczelnym.

(Śmiech) Gazetka „Naszość – tylko dla nienormalnych” była faktycznie zjawiskiem pokoleniowym. Pisaliśmy tam rzeczy, których nigdzie indziej w Poznaniu nie dałoby się napisać, przynajmniej bez autocenzury lub jej narzucania przez kierownictwo redakcji. Także bez cenzury, gdy chodzi o poczucie humoru a nawet słownictwo (śmiech). No i okazało się, że to nie była najgorszy rodzaj dziennikarskiej inicjacji, skoro pisali na łamach „Naszości” liczni przyszli dziennikarze: Wojciech Wybranowski, Piotr Chołdrych, czy niejaki Łukasz Kaźmierczak. Ale także tacy, którzy potem od naszego świata oddali się o lata świetlne, jak obecny wiceprezydent Poznania Mariusz Wiśniewski, czy choćby Wojciech Bąkowski, laureat Paszportu „Polityki”. Mówiąc dzisiejszym językiem, mieliśmy wyjątkową zdolność oddziaływania na ludzi nie z naszej bańki.

W szczytowym momencie po Poznaniu krążyło kilka tysięcy egzemplarzy Naszości plus niezliczona ilość kserówek.

No tak, a ja oprócz naczelnego byłem także kolporterem – chodziłem po poznańskim Starym Rynku z gazetkami i zaczepiałem ludzi. Doszedłem do takiej wprawy, że co trzecia osoba ode mnie tę gazetkę kupowała.

Laur WO SDP dla Piotra Lisiewicza

Już wtedy wiedziałeś, że chcesz być dziennikarzem?

To zabrzmi zabawnie, ale nauczyłem się pisania na krytykowaniu dyrektorki mojego liceum. Później, po pierwszym roku studiów poszedłem na praktykę do Głosu Wielkopolskiego, do działu miejskiego. Jego szef, Kazimier Brzezicki wysyłał mnie w różne miejsca po to, żebym np. opisał scenki rodzajowe z targowiska na Rynku Jeżyckim w Poznaniu, albo pojechał do miejscowości Nekla, poszedł do sekretarza gminy i wypytał o miejscowe problemy. I to mi się później bardzo przydało, ponieważ nauczyłem się najprostszych rzeczy, szybszego pisania, konstruowania informacji itd. Wspominam tamten czas dobrze. Dostałem propozycję zostania w Głosie Wielkopolskim, ale wiedziałem, że to nie jest gazeta, w której chciałbym pisać z racji jej profilu politycznego. Tam pisała np. Janina Paradowska i inni ludzie, z którymi ja się kompletnie nie zgadzałem. To był czas już po obaleniu rządu Jana Olszewskiego.

To nie miałeś wielkiego wyboru…

Śledziłem uważnie gazety, które broniły wówczas premiera Olszewskiego. Ja w ogóle bardzo wcześnie, już liceum, zacząłem czytać Tygodnik Solidarność, którego redaktorem naczelnym był Jarosław Kaczyński. Tam pisali Piotr Wierzbicki, Elżbieta Isakiewicz, Krzysztof Czabański czy Jacek Maziarski. I teksty z Tysola wpływały na mnie w jakiś sposób formacyjny. Bliska mi była odmiana prawicy niepodległościowej, nie żadnej korwinowskiej czy narodowej. I kiedy powstała w 1993 roku Gazeta Polska, byłem pierwszym praktykantem w historii gazety, wtedy jeszcze miesięcznika.

Tam nie jeździłeś już do Nekli…

Za to wykonywałem takie zadania, jak kupowanie telewizora z redaktorem naczelnym Piotrem Wierzbickim, a potem jego dźwiganie. A zadebiutowałem w Gazecie Polskiej… wierszem. Napisałem i wysłałem do nich trzy teksty, które były za długie żeby je wydrukować. Ale przy okazji, jako ciekawostkę, wysłałem też swój wiersz z gazetki Naszości o maturze: Matura – bzdura, bzdura – matura. I to na długo przed powstaniem kanału Matura to bzdura.

O, to powinieneś zażądać praw autorskich.  

Pewnie tak (śmiech). Ale wiersz się spodobał i pozwolił na debiut na łamach Gazety Polskiej. Potem przez trzy lata byłem ich współpracownikiem, jeździłem na kolegia do Warszawy. Od 1996 roku rozpocząłem normalną, etatową pracę. I pozostaję wierny barwom Gazety Polskiej od trzydziestu lat.  Przeszedłem drogę od praktykanta do zastępcy redaktora naczelnego.

Nigdy nie chciałeś przenieść się na stałe do Warszawy?

Nigdy. Redaktor naczelny Piotr Wierzbicki próbował mnie co prawda przenieść do Warszawy, ale odpowiedziałem, że jako zagorzały kibic Lecha Poznań, nie mogę tego zrobić.

Z-ca red. nacz. Gazety Polskiej Piotr Lisiewicz uhonorowany Laurem WO SDP

 

To jest jakiś argument.

I poskutkował. Choć to pewnie mogło się wydawać trochę dziwne. Mam 21 lat, na jakiejś imprezie redakcyjnej poznaję Jarosława Kaczyńskiego, Antoniego Macierewicza i dostaję propozycję: przyjedź do Warszawy, zostań tutaj. Ja jednak miałem poczucie, że powinienem być raczej tam, na dole, tam skąd się wywodzę i że to jest moje powołanie.

Poznań dawał Ci inne spojrzenie?  

Tak i to zarówno w sensie pozytywnym, jak i negatywnym. Krytyka tego poznańskiego salonu, tego „Kulczykowa”, tych przeróżnych układów i sitw – to jedno. Z drugiej strony zawsze starałem się być po stronie tych środowisk z dołów, do nich mnie ciągnęło – świat kibiców, ale w jakimś stopniu także anarchistów.

Czytałem przeróżne przedwojenne gazety poznańskie. Ukazywała się np. taka bardzo ciekawa gazeta, robiona przez młodych ludzi Życie Literackie – nie mylić z warszawskim  tytułem –  i tam przeróżni buntownicy występowali. Pamiętam jak opisywałem postać Romualda Gantkowskiego, który przed wojną „wkręcił” włodarzy miasta, że do Poznania przyjeżdża delegacja Beludżystanu. I ona faktycznie została przyjęta i przez władze miasta i przez władze uniwersytecie. Po czym okazało się, że to byli przebrani, pomalowani studenci. I ta tradycja innego Poznania do mnie przemawiała.

Często odwołujesz się właśnie do okresu przedwojennego, piszesz o nim. Za późno urodzony?

Wzięło się to z tego, że ja nie akceptowałem rzeczywistości i kondycji duchowej III RP i szukałem źródeł inspiracji z innych czasów. Dla mnie takim najważniejszym pismem z przeszłości, które wpływało na moje myślenie, były londyńskie Wiadomości, dzisiaj rzadko przypominane. Przed wojną były Wiadomości Literackie Mieczysława Grydzewskiego, a później powstały emigracyjne Wiadomości. W latach czterdziestych, pięćdziesiątych były one, w moim przekonaniu, najważniejszym polskim pismem. Tam się skupiali przedwojenni autorzy, tam była wymiana poglądów i nazwiska z tak różnych światów jak Witold Gombrowicz i Jędrzej Giertych; jakby to dziś nie brzmiało zaskakująco, ale tak było. I tam się skupiała wolna myśl, wolna twórczość. To byli ludzie przed wojną z pierwszej ligi – Jan Lechoń, Kazimierz Wierzyński, właśnie Mieczysław Grydzewski, Marian Hemar, Józef Mackiewicz, czyli zarówno twórczość najbardziej ambitna, jak i ta satyryczna, przeróżna. I to się ciągnęło przez dziesiątki lat, wydawano książki, gazety, które były z wolnego ducha. A do Polski docierało to tylko częściowo przez Radio Wolna Europa.

Od lat próbujesz przypominać ten dorobek…  

Zacząłem się w ten świat wgłębiać w miesięczniku Nowe Państwo. Od roku 2006, przez 17 lat opisuję, miesiąc w miesiąc, postacie, które miały być, bądź całkiem zapomniane, bądź mocno okrojone z dorobku. A jeśli ktoś był przywracany, to taka postać, której się już nijak nie dało pominąć, jak np. Gustaw Herling- Grudziński, ewentualnie z oporami taki Józef Mackiewicz. Natomiast ja przywracałem zarówno tych najwybitniejszych, jak i tych od lżejszej muzy jak np. satyryków.

To najważniejsza część Twojej aktywności dziennikarskiej czy jednak bieżąca publicystyka?      

Jedno i drugie jest ważne. Ale to na pewno jedna z najważniejszych dla mnie rzeczy. To jest przywracanie czegoś, co jest wyrwane. Mamy niestety dziurę, która zmienia mentalność polskich elit i mentalność Polaków w ogóle.

Tutaj chciałbym wspomnieć postać Michała Chmielowca, którego teoriami dziennikarstwa się kierowałem. Ongiś następca Mieczysława Grydzewskiego w londyńskich Wiadomościach pisał np. że w pokoleniu wojennym było za dużo heroizmu, a za mało przezorności, a w pokoleniu powojennym za dużo przezorności, a za mało heroizmu.

Świetna synteza…

On był mistrzem takich syntez. Ale pisał też o bliskim mi modelu dziennikarstwa. Jego zdaniem dziennikarz nie może tkwić tylko w swoim środowisku, tylko musi mieć inne dziedziny zainteresowania, czasami bardzo zaskakujące. Czyli interesuj się np. światem kibicowskim, sportem, muzyczną kontestacją, bo wtedy, znając życie, będziesz ciekawszym autorem. Mówił też: pisz o swoich słabostkach, dziwactwach, nie ukrywaj ich, będziesz prawdziwszy. W III RP bardzo rzadko tak myślano, dominowało pozerstwo.

 Teraz natomiast odkrywasz równie zapomniane postacie z ostatniego trzydziestolecia, po 1989 roku.

Masz zapewne na myśli program Wywiad z Chuliganem, który prowadzę cyklicznie na antenie Radia Poznań, w koprodukcji z Telewizję Republika. Faktycznie, to jest troszkę kontynuacja pisania sylwetek postaci przedwojennych, czyli szukania we współczesności postaci, które bardzo często znajdują się na marginesie III RP, są niedoceniane, przemilczane, bo są z innej epoki.

Ty też byłeś przez wiele lat gumkowany, a teraz proszę, otrzymałeś prestiżowe wyróżnienie – Laur Wielkopolskiego Oddziału Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich… 

Jestem przyzwyczajony do tego, że dostaję kary, a nie nagrody. Kiedy zrobiło się trochę mniej kar, to już był postęp. A już nagroda to dowód niepoczytalności kapituły (śmiech). Mówiąc odrobinę poważniej, jestem wdzięczny Stowarzyszeniu Dziennikarzy Polskich, jako organizacji, która przechodziła różne koleje losu i która w tej chwili zrzesza dziennikarzy rozumiejących podobnie jak ja to, co jest prawdziwym dziennikarstwem, co jest polską racją stanu i co jest wolnością słowa. I od takiej organizacji chętnie przyjmuję wyróżnienie.

Rozmawiał Łukasz Kaźmierczak


 

LAUR WIELKOPOLSKIEGO OODZIAŁU

STOWARZYSZENIA DZIENNIKARZY POLSKICH 2023

 DLA

 Red. Piotra Lisiewicza

 

laudacja wygłoszona przez red. Jana Martiniego, członka Zarządu WO SDP

Jan Martini – członek Zarządu WO SDP

Było wielu dziennikarzy, którzy zaczynali swoją karierę jako patriotyczni, prawicowo – konserwatywni antykomuniści, jednak później doszli do wniosku, że przyszłość należy do „postępu” i przeszli na stronę, która wydawała się zwyciężająca. Za pomocą takiego mechanizmu „niewidzialna ręka rynku” wymusza giętkość kręgosłupów dziennikarzy, bo wbrew powszechnej opinii, dziennikarstwo nie zawsze jest wolnym zawodem.

Na szczęście w tym zawodzie bywają też wolni dziennikarze i takim jest Piotr Lisiewicz.

Dlatego możemy być pewni, że w jego wypadku ekwilibrystyka ideowa jest niemożliwa, że nie porzuci on swoich przekonań i nie zobaczymy jego tekstów w Onecie.
Lisiewicz świadomie wybrał taką drogę zamykając sobie wstęp „na salony” i wiedząc, że nie dostanie nigdy żadnego Paszportu Polityki, czy nagrody Nike.
W ciągu niemal 30 lat  pracy zawodowej nigdy nie zmienił swojej „linii programowej”, a w jego tekstach nie sposób znaleźć nawet cienia asekuracji na wypadek zmian kierunku „wiatru historii”.

Poczucie humoru nie jest powszechnie uważane za typową cechę Poznaniaków, ale wybitne poczucie humoru Piotra pozwoliło mu tworzyć zabawne polityczne happeningi Akcji Alternatywnej „Naszość” kwestionujące narrację Gazety Wyborczej, a było to w czasach, gdy panowanie tej gazety nad mózgami Polaków wydawało się utrwalone na generacje.

Lisiewicz chyba intuicyjnie poznał się na naturze transformacji ustrojowej znacznie wcześniej niż większość z nas.

Piotr ma rzesze znajomych, a wynika to z imponującej łatwości nawiązywania kontaktów międzyludzkich i umiejętność rozmowy zarówno z intelektualistami, jak i kibicami piłkarskimi czy alternatywnymi raperami. Chyba z dziennikarskiej ciekawości redaktor rozmawia też czasem z obywatelami konsumującymi piwo w miejskich plenerach Jeżyc.

Lisiewicz, niezależnie czy pisze satyry polityczne, czy poważne i kompetentne analizy, zawsze starannie sprawdza źródła – dzięki tej rzetelności publicystycznej, nie znajdziemy w jego tekstach nieścisłości czy przekłamań.

Mniej znane (a godne polecenia) są jego publikacje na łamach miesięcznika Nowe Państwo, gdzie daje się poznać jako znawca przedwojennej polskiej literatury.
Redaktor Lisiewicz jest osobą dobrze zorganizowaną i bardzo pracowitą – potrafi pogodzić liczne obowiązki i starannie się z nich wywiązywać.

Dobrze, że są tacy dziennikarze.


Rozmowa z Grażyną Wolską-Walczak uhonorowaną Laurem WO SDP:

TUTAJ

Relacja z uroczystości wręczenia nagród WO SDP:

TUTAJ

 

 

 

Nagrody w Konkursie Wielkopolskiego i Lubuskiego Oddziału SDP rozdane

W poniedziałek, 3 lipca w Zamku Królewskim Przemysła II w Poznaniu zostały wręczone nagrody w tegorocznym Konkursie Dziennikarskim Wielkopolskiego i Lubuskiego Oddziału SDP.  Dziennikarze Robert Bagiński, Michał Olszański i Janusz Życzkowski z Gazety Lubuskiej odebrali  Nagrodę Główną, red. Maciej Piotrowski z TVP  został laureatem nagrody Virtuti Civili, a red. Hubert Jach z Radia Poznań odebrał Nagrodę im. Wojciecha Dolaty. Nagrodę dla Młodych Dziennikarzy im. Wojciecha Cieślewicza otrzymały dziennikarki „Głosu Wielkopolskiego”  – red. Blanka Aleksowska i red. Justyna Piasecka.  Laureatami honorowego wyróżnienia Laur WO SDP zostali w tym roku red. Grażyna Wrońska z Radia Poznań i red. Piotr Lisiewicz z Gazety Polskiej.

Redaktorzy Janusz Życzkowski, Michał Olszański i Robert Bagiński swoimi tekstami pokazali patologię systemu władzy lokalnej w zarządzonym przez Platformę Obywatelską województwie lubuskim, gdzie by dostać pracę w instytucji samorządowej trzeba się było zapisać do tej partii politycznej, a w niektórych przypadkach świadczyć nawet usługi seksualne szefowi (…)  Swoją determinacją i rzetelnością dziennikarze udowodnili, że to słowo „prawda” i dążenie do jej poznania jest dla nich najważniejsze. Za przypomnienie tej prawdy o naszym zawodzie dziennikarskim dzisiaj tą Nagrodą Główną im wszystkim dziękujemy – powiedziała Jolanta Hajdasz, wiceprezes SDP i prezes Wielkopolskiego Oddziału Stowarzyszenia wręczając Nagrodę Główną w tegorocznym Konkursie Dziennikarskim WO i LO SDP.

Przypomniała ona także, iż cena jaką za tę zawodową konsekwencję płacą dziennikarze jest wysoka. 

Reakcja władz nadzorujących gorzowski WORD była i jest do dziś zdumiewająca –  powiedziała przewodnicząca Kapituły konkursu  – najpierw nieformalnymi naciskami próbowano uciszyć niepokorną Redakcję, a potem słowne groźby zamieniły się w czyn i dziennikarzom wytoczono proces o zniesławienie, jeszcze on trwa, choć akurat o nim mało możemy mówić publicznie. Na wniosek strony skarżącej, czyli pani Marszałek województwa lubuskiego, prowadzony jest on za drzwiami zamkniętymi. Takie czasy – stwierdziła Jolanta Hajdasz.

Uzasadnienie nagrody Virtuti Civili dla red. Macieja Piotrowskiego z Magazynu Śledczego Anity Gargas przedstawił prof. dr hab. Wiesław Ratajczak, wiceprzewodniczący Kapituły. Reportażysta spotkał ludzi, którzy nie mieli oporów, by posługiwać się groźbą i przemocą fizyczną. Poszedł jednak dalej, obnażył bierność lub opieszałość urzędów i służb, zmusił je do reakcji, nieustępliwie dopytywał o przebieg postępowań. Nie w każdym przypadku dziennikarska interwencja przynosi pełny sukces, zwłaszcza gdy dotyczy interesów potężnego koncernu, zawsze jednak ma sens, bo przywraca obywatelom wiarę w to, że gdy zostaną poniżeni i oszukani, nie będą zdani wyłącznie na siebie. Przykład Macieja Piotrowskiego przekonuje o doniosłej roli dziennikarstwa śledczego, w którym liczą się przede wszystkim profesjonalizm, odwaga wobec silnych i empatia wobec słabych – stwierdził prof. Wiesław Ratajczak.

Z kolei uzasadnienie do Nagrody im. Wojciecha Dolaty przedstawiła w imieniu Jury red. Aleksandra Tabaczyńska . Dziennikarz powinien być świadomy swojej wielkiej misji służenia prawdzie, ale także odpowiedzialności za ludzi, którym tę prawdę przekazuje (…) Redaktor Hubert Jach, w obu nagrodzonych materiałach opublikowanych na łamach Radia Poznań bardzo odważnie sprostał tym wyzwaniom. Sukces jego publikacji znajduje także swoje potwierdzenie w licznych cytowaniach w innych mediach – powiedziała Aleksandra Tabaczyńska, członek Kapituły Konkursu.

Nagrodę dla Młodych Dziennikarzy im. Wojciecha Cieślewicza odebrały red. Blanka Aleksowska i red. Justyna Piasecka z Głosu Wielkopolskiego. Uzasadnił ją  red. Wiesław Kot, członek Jury. Obie panie – niezależnie czy pracują w duecie, czy osobno – pozostają zawsze blisko siebie. Wiąże je czułość wobec ludzkiego losu, nawet takiego, który inni już opłakali i pozostawili w ustronnym segmencie pamięci. I jeszcze inni, którzy woleliby, aby porastał on kurzem jako zapomniana fiszka w piwnicznym archiwum. Jak w przypadku zmarłej tragicznie dziennikarki „Głosu Wielkopolskiego” Anny Karbowniczak. Panie pilnują, aby jej los nie ostygł, ponieważ rozumieją, że ludzki los, nawet, jeżeli wyczerpał się w swym ziemskim przebiegu, to przecież ma swoją kontynuację w pamięci tych, którzy próbują zamknąć sprawy, których zmarła nie zdążyła uporządkować za życia – stwierdził red. Wiesław Kot. Nagroda ta  od tego roku nosić będzie imię red. Wojciecha Cieślewicza, 29-letniego dziennikarza Głosu Wielkopolskiego , który zmarł w szpitalu w 1982 roku po śmiertelnym pobiciu przez ZOMO w trakcie manifestacji – protestu przeciwko wprowadzeniu stanu wojennego, jaka odbyła się 13 lutego 1982 r.  Jego tragiczne losy i sylwetkę przypomniał Jarosław Lange, przewodniczący NSZZ „Solidarność” Regionu Wielkopolska.

Uroczystość odbyła się w Zamku Królewskim Przemysła II w Poznaniu . Przemysł II był  królem  Polski w latach 1295–1296, pochodził z wielkopolskiej linii dynastii Piastów. Gospodarz uroczystości, Tomasz Łęcki, dyrektor Muzeum Narodowego w Poznaniu przedstawił zebranym dzieje tego Zamku w Poznaniu. Jest to rezydencja królewska, wzniesiona prawdopodobnie w XIII w. przez Przemysła II, a  następnie wielokrotnie rozbudowywana. Zamek był świadkiem wielu wydarzeń historycznych, m.in. w  1493 r. złożył tu królowi Polski hołd lenny wielki mistrz krzyżacki Hans von Tieffen. Zamek był odbudowany szczątkowo pod koniec XVIII w. Ponownie zniszczony w 1945, odbudowany częściowo w latach 1959–1964, został następnie zrekonstruowany w latach 2010–2013 .

Laureaci i wyróżnieni dziennikarze oraz członkowie Jury otrzymali także bilety na plenerowe, realizowane z wielkim rozmachem multimedialne widowisko „Orzeł i Krzyż” , które latem od 2016 r. odbywa się w Parku  Dzieje – historycznym parku rozrywki w Murowanej Goślinie.

Fotorelacja z uroczystości jest dostępna TUTAJ.

Szczegółowe uzasadnienia wszystkich nagród i wyróżnień oraz pełna galeria zdjęć z uroczystego rozdania nagród  zostanie opublikowana na portalu wielkopolska.sdp.pl w ciągu najbliższych dni.

Pełna lista nagrodzonych i wyróżnionych jest TUTAJ.

Wywiad z Piotrem Lisiewiczem:

TUTAJ

Wywiad z Grażyną Wrońską-Walczak:

TUTAJ