CMWP SDP obejmuje monitoringiem sprawę red. Krzysztofa Załuskiego pozwanego z art. 212 kk

W związku z aktem oskarżenia wniesionym  do Sądu Okręgowego w Gdańsku przeciwko red. Krzysztofowi Załuskiemu, Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP zawiadamia o objęciu niniejszej sprawy monitoringiem pod kątem przestrzegania praw człowieka i obywatela, szczególnie w zakresie wolności słowa i prasy.
Pan Krzysztof Załuski jest dziennikarzem. 7 stycznia 2018 r. na portalu internetowym www.sdp.pl został opublikowany artykuł jego autorstwa p.t. “Układ trójmiejski kontra repolonizacja”. Powyższy materiał prasowy stał się przyczyną wniesienia przeciwko niemu aktu oskarżenia przez p. Henryka Jezierskiego z art. 212 kk .

 

Według oceny CMWP, w niniejszej sprawie zachodzi zagrożenie dla wolności słowa, co odpowiada zadaniom realizowanym przez Centrum. W związku z powyższym CMWP rozważy przedstawienie opinii w charakterze amicus curiae, która stanowi formułę wyrażenia przez organizację pozarządową opinii jako tzw. „opinii przyjaciela sądu”, gdy jest to uzasadnione celami tej organizacji oraz potrzebą ochrony istotnych dóbr chronionych prawem, w tym konstytucyjnych praw i wolności. W przypadku wydania opinii zostanie ona niezwłocznie przekazana właściwemu Sądowi.

SPRAWA JAROSŁAWA ZIĘTARY. Zeznania b. szefa delegatury UOP w Poznaniu w tzw. procesie ochroniarzy

Pomimo pandemii przed Sądem Okręgowym w Poznaniu nadal trwają rozprawy w tzw. procesie ochroniarzy  dot. zabójstwa poznańskiego dziennikarza Jarosława Ziętary (został zamordowany w 1992 r).   W listopadzie wyznaczono dwa terminy posiedzeń, z których jeden jednak został odwołany, a z kolei we wtorek, 17 XI z trzech wezwanych świadków dwóch się nie stawiło. Tego dnia mieli zeznawać Krzysztof W., pseudonim Kanada oraz dziennikarz Piotr N., opisujący, w latach 90., działalność holdingu Elektromis. Do Sądu Okręgowego w Poznaniu przybył jedynie Maciej U., były szef poznańskiej delegatury Urzędu Ochrony Państwa, który swoje stanowisko objął 1 czerwca 1992 roku, a więc trzy miesiące przed uprowadzeniem dziennikarza Gazety Poznańskiej.

 

Proces ochroniarzy toczy się od stycznia 2019 roku i dotyczy uprowadzenia, pozbawienia wolności i pomocnictwa w zabójstwie poznańskiego dziennikarza Jarosława Ziętary. O czyny te oskarża się dwóch ochroniarzy w firmie Elektromis, należącej do Mariusza Ś.: Mirosława R., pseudonim „Ryba”, i Dariusza L., pseudonim „Lala” . Mężczyźni, według prokuratury, przebrani za policjantów, mieli 1. września 1992 roku, porwać dziennikarza spod jego mieszkania w Poznaniu i przekazać zabójcom. Oskarżeni nie przyznają się do winy. Proces obserwuje Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP, który reprezentuje red. Aleksandra Tabaczyńska.

 

Maciej U., to były szef Urzędu Ochrony Państwa w Poznaniu, obecnie na emeryturze. Był jednym z ostatnich solidarnościowych szefów delegatur UOP. W przeszłości pracownik naukowy Akademii Rolniczej i założyciel KPN w Poznaniu. Do urzędu trafił za czasów ministra Antoniego Macierewicza. To ważny świadek bowiem Jarosław Ziętara pomimo bardzo młodego wieku i krótkiego stażu w zawodzie niewątpliwie miał kontakt z służbami specjalnymi. Świadczą o tym choćby zeznania Macieja B. pseudonim Baryła, który opowiedział o znalezionych w mieszkaniu dziennikarza mikrofilmach i specjalnym aparacie fotograficznym.

 

Jednak Maciej U. na pytanie sądu na temat sprawy odpowiedział:

 

Zadzwonił wówczas do mnie redaktor Jerzy Nowakowski z „Gazety Poznańskiej”, że jest u niego ojciec Jarka Ziętary, Edmund, który mówi o jakiś telefonach z UOP do syna. Pojechałem do redakcji na rozmowę. Po powrocie do siedziby poznańskiej delegatury poprosiłem o informację piony: kadrowy i operacyjny czy Jarek był w ich zainteresowaniach. Takich zainteresowań ze strony delegatury nie było. Przyjąłem tą informację do wiadomości i już dalej nie dociekałem.

 

Reasumując Maciej U. nie miał wiedzy czy jakiekolwiek czynności wobec Jarosława Ziętary prowadził UOP oraz nie pamiętał czy o takie informacje zwracała się do urzędu Policja. Świadek wyjaśnił również, że z Jerzym Nowakowskim chodzili do jednej klasy w liceum i utrzymują serdeczne kontakty do dziś. Nie chciał też spekulować czy pojechałby do redakcji gdyby o to poprosił ktoś inny. Nie wydał również polecenia, by przeszukać biurko służbowe Ziętary. W toku dalszych zeznań Maciej U. nie wykluczył, że UOP mógł prowadzić jakieś działania związane z Ziętarą, ale on nie musiał o tym wiedzieć. Dopiero z doniesień medialnych dowiedział się, że dziennikarz otrzymał jednak ofertę z Zarządu Wywiadu. Podtrzymał swoje stanowisko, że on nie wiedział o tym gdyż Zarząd Wywiadu był odrębną strukturą.

 

Sprawdziłem tylko to co dotyczyło Poznania, nie miałem uprawnień dotyczących innych delegatur.

 

Kolejną sprawą o która był pytany Maciej U. to wizyta w Poznaniu, w pierwszych dniach września 1992 roku, generała Gromosława Czempińskiego i związek tej wizyty ze zniknięciem Ziętary.

 

Nie wiedziałem, że pojawił się w Poznaniu w tej sprawie. I nie musiałem o tym wiedzieć. Wówczas obowiązywał regulamin delegatury UOP, że pion operacyjny nadzorował zastępca szefa delegatury. Mogło tak się zdarzyć, że gen. Czempiński mógł się kontaktować z osoba odpowiedzialną za pion operacyjny – odpowiedział Maciej U.

 

Dopowiedział również, że prawdopodobnie już w roku 1993, wprowadził zasadę jawnego kontaktowania się dziennikarzy z urzędem poprzez konferencje prasowe i rzecznika. Było to podyktowane koniecznością uregulowania przepływu informacji. U. zdawał sobie sprawę, że mogą być funkcjonariusze szczególnie z tak zwanego „białego wywiadu”, którzy kontaktowali się z prasą za jego plecami. Ostatnim wątkiem, który poruszono podczas wtorkowej rozprawy to osoba Jerzego U. Jerzy U. to główny świadek oskarżenia, były funkcjonariusz SB, którego zeznania przed Sądem Okręgowym w Poznaniu, utajniono. Jak donoszą poznańskie media miał on podjąć się obserwacji Ziętary, na podstawie tajnego zlecenia Elektromisu. Ponadto Jerzy U. miał być naocznym świadkiem porwania dziennikarza. Jednak tu warto uzupełnić, że oficjalnie Jerzy U. odszedł z UOP, ale – według informacji z Głosu Wielkopolskiego – pozostał on na etacie niejawnym aż do 1995 roku. Oznacza to, że pracował równocześnie dla Urzędu Ochrony Państwa i Elektromisu. Maciej U. tak opisał te zdarzenia:

 

– Jerzy U. odszedł z UOP na pewno przed 1 czerwca 1992 roku, czyli jeszcze przed moim przyjściem do poznańskiej delegatury. Potem się poznaliśmy, bo spotkał się ze mną i chciał wrócić do UOP. Wiem, że wcześniej odszedł z własnej inicjatywy, twierdził, że nie układały mu się relacje z poprzednim szefem delegatury. Po analizie jego służby i jego akt osobowych podjąłem decyzję o negatywnym zaopiniowaniu jego kandydatury. Pracował w pionie operacyjnym, a ten wymagał dopływu „świeżej krwi”. Wówczas kładziono nacisk na pozyskiwanie nowych funkcjonariuszy nie związanych z tzw. resortem, czyli MSW. Politykę taką wprowadził ówczesny szef pan prof. Jerzy Konieczny, już nieżyjący. Moja odmowna decyzja dla Jerzego U. nie było formalną odpowiedzią, bo on ustnie prosił o powrót do UOP. Zresztą o przyjęciu kogokolwiek decydowałaby centrala w Warszawie. Było więcej takich pracowników.

 

Tekst i zdjęcia Aleksandra Tabaczyńska

Protest CMWP SDP przeciwko zaatakowaniu dziennikarki TVP w siedzibie organizacji Strajk Kobiet

Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP stanowczo protestuje przeciwko atakowi na red. Ksenię Kodymowską, dziennikarkę TVP w siedzibie organizacji „Strajk Kobiet”   i apeluje do osób i organizacji działających publicznie o zapewnienie dziennikarzom godnych i niezagrażających ich życiu i zdrowiu warunków pracy. Przypominamy, iż wszystkie organizacje działające w przestrzeni publicznej zobowiązane są do udzielania dziennikarzom pomocy w zakresie wykonywania przez nich ich obowiązków. Dziennikarze poprzez swoje publikacje realizują bowiem konstytucyjną zasadę demokratycznego państwa jaką jest wolność słowa. Fizyczny atak na będącego w pracy dziennikarza jest zawsze skandalicznym naruszeniem tej zasady.

 

18 listopada b.r. dziennikarka TVP Ksenia Kodymowska usiłowała wejść do siedziby ruchu społecznego „Strajk Kobiet”, w tym dniu ruch organizował konferencję dla dziennikarzy. Reporterka miała w ręce mikrofon reporterski, towarzyszył jej operator telewizyjny z kamerą i wyjaśniała, w jakim celu przyszła do siedziby organizacji. Tymczasem ekipa TVP nie została wpuszczona na konferencję, nie została jej udzielona żadna informacja na temat działalności organizacji, ani nie został wskazany sposób jej pozyskania w przyszłości, do czego zobowiązana jest każda instytucja prowadząca działalność publiczną, w tym działalność o charakterze finansowym. Szczególnie bulwersujące jest przy tym potraktowanie dziennikarki przez mężczyznę, który na polecenie osoby z organizacji „Strajk Kobiet” w brutalny sposób usuwa dziennikarkę z lokalu, gdzie miała się odbyć konferencja. Jest to zachowanie wyjątkowo naganne, narusza bowiem nietykalność osobistą dziennikarki i jednocześnie uniemożliwia jej wykonywanie obowiązków zawodowych. Podkreślenia wymaga przy tym to, iż dziennikarze TVP mają kłopoty z uzyskaniem informacji o Strajku Kobiet nie po raz pierwszy, w ostatnich dniach byli wyrzuceni z konferencji prasowej Ogólnopolskiego Strajku Kobiet, co jest udokumentowane w materiałach dziennikarskich publikowanych na stronie internetowej TVP.

 

CMWP SDP stanowczo przypomina, że fizyczne ataki na dziennikarzy są jaskrawym naruszeniem zasady wolności słowa, która jest fundamentem ustroju każdego demokratycznego państwa i nigdy nie powinny mieć miejsca. Zapewnienie bezpieczeństwa pracy dziennikarzy relacjonujących i komentujących wszelkie wydarzenia, w tym te wywołujące silne społeczne emocje, jest podstawowym obowiązkiem demokratycznego państwa. Tolerowanie sytuacji, w której profesjonalne wykonywanie swoich obowiązków może stanowić zagrożenie dla zdrowia i życia dziennikarzy jest niedopuszczalne. CMWP SDP po raz kolejny apeluje do władz i organizacji publicznych, by podjęły działania zapobiegające wszelkim atakom na wykonujących swoje obowiązki dziennikarzy.

 

dr Jolanta Hajdasz, dyrektor Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP

 

Warszawa, 19 listopada 2020 r.

 

Film z zajścia dostępny jest TUTAJ.

CMWP SDP w mediach o brutalności policji wobec dziennikarzy w czasie Marszu Niepodległości

Protest CMWP SDP przeciwko atakom policji na dziennikarzy wywołał szeroki rezonans w mediach , cytowały go m.in  PR 24, Radio Maryja, Telewizja Republika,  oraz portale branżowe wirtualnemedia.pl i press.pl .  Postrzelenie przez policję Tomasza Gutrego z „Tygodnika Solidarność” to bardzo bulwersująca, skandaliczna sprawa, pilnie wymagająca skrupulatnego, bardzo dokładnego wyjaśnienia, jak do tego mogło dojść. Musimy sobie zdawać sprawę z tego, że przecież strzelano do człowieka, który w ogóle nie atakował policji, więc koronny argument, że policjanci po prostu odpowiedzieli atakiem, bo byli sami brutalnie atakowani, w ogóle nie ma tutaj miejsca. Tomasz Gutry stał niedaleko, został trafiony w twarz. Operacja wyjęcia pocisku trwała kilka godzin, miał on  siedem centymetrów. To nie jest jakaś zabawkapodkreślała  Jolanta Hajdasz, dyr. CMWP SDP   w  audycji “Aktualności Dnia”  Radiu Maryja  13 listopada  b.r. pytana o komentarz do sprawy postrzelenia fotoreportera  “Tygodnika Solidarność”.„Dlaczego człowiek, który nie stwarzał żadnego oporu, miał w ręku tylko aparat fotograficzny, był przedmiotem ataku policji?” – pytała Jolanta Hajdasz ”. – Zaatakowanie dziennikarza to bardzo dobry element prowokacji, bo wówczas można mieć pewność, że sprawa będzie nagłośniona przez media . (…)  Postrzelenie fotoreportera przez policję spowodowało nagłośnienie przez media tematu, że  na Marszu Niepodległości są brutalne zamieszki i trzeba strzelać do ludzi, bo źle się zachowują – mówiła dyrektor CMWP SDP także w PR24 w audycji “Temat dnia” 16 listopada w rozmowie z red. Antonim Trzmielem. Nic nie usprawiedliwia brutalnej przemocy wobec fotoreporterów, oni mieli kamizelki z napisem  PRESS i  krzyczeli, że są z prasy.Jolanta Hajdasz, dyrektor CMWP, zapowiedziała pełne wsparcie dla poszkodowanych dziennikarzy, którzy ucierpieli podczas Marszu Niepodległości. – Te wydarzenia wymagają precyzyjnego wyjaśnienia. Coraz bardziej zagadkowe stają się powody użycia przez policję broni gładkolufowej w stosunku do fotoreportera “Tygodnika Solidarność” Tomasza Gutrego – oceniła Hajdasz.

 

Linki do całych audycji i artykułów na ten temat z udziałem CMWP SDP

 

PR24: TUTAJ.

 

Radio Maryja: TUTAJ.

 

Telewizja Republika: TUTAJ.

 

Wirtualne media: TUTAJ.

 

Press.pl: TUTAJ.

Protest CMWP SDP przeciwko atakom na dziennikarzy podczas Marszu Niepodległości

CMWP SDP z najwyższym niepokojem odnotowuje działania policji w stosunku do dziennikarzy w czasie Marszu Niepodległości 11 listopada 2020 i apeluje do Komendanta Głównego Policji i szefa Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji o szczegółowe wyjaśnienie wszystkich okoliczności zajść, w których ucierpieli dziennikarze oraz domaga się surowego ukarania osób winnych tych sytuacji.

 

 Najbardziej bulwersującą i wymagającą pilnego, skrupulatnego wyjaśnienia jest sprawa postrzelenia w twarz fotoreportera Tygodnika Solidarność Tomasza Gutrego. Jak poinformowano w serwisie internetowym tego tygodnika, Tomasz Gutry został postrzelony gumową kulą, gdy 11.11.20 fotografował działania policjantów na rondzie de Gaulle’a w Warszawie. Tomasz Gutry został postrzelony z kilku metrów, kula utkwiła w ranie, a fotoreporter trafił do szpitala, gdzie miał być być operowany.

 

Późnym wieczorem 11 listopada pojawiły się w Internecie nagrania starć policjantów na stacji kolejowej PKP Stadion. Widać i słychać na nich, jak funkcjonariusze używają pałek także w stosunku do dziennikarzy i fotoreporterów, mimo tego iż mają oni w rękach widoczny sprzęt reporterski (np. aparaty fotograficzne) oraz oznakowane kamizelki (lub inne elementy ubioru) z napisem „Press” . Jedną z poszkodowanych w tym miejscu osób jest dziennikarka tygodnika Newsweek Polska red. Renata Kim, o czym poinformowała ona na swoim profilu na Facebooku.

 

CMWP przypomina, że fizyczne ataki na dziennikarzy, operatorów, czy fotoreporterów są jaskrawym naruszeniem zasady wolności słowa, która jest fundamentem ustroju każdego demokratycznego państwa i nigdy nie powinny mieć miejsca. Bezpieczeństwo pracy osób relacjonujących wszelkie wydarzenia, w tym te wywołujące silne społeczne emocje, powinno być zawsze przedmiotem troski wszystkich stron zaangażowanych w sytuację konfliktową, a zgodnie z obowiązującym prawem one zobowiązane one są do zapewnienia dziennikarzom i osobom z nimi pracującym warunków pracy niezagrażających ich życiu i zdrowiu. Niedopuszczalne jest przy tym, by dziennikarze byli ofiarami działań policjantów, czyli osób stojących na straży ładu i bezpieczeństwa w państwie.

 

CMWP SDP po raz kolejny apeluje do władz i organizacji publicznych, by podjęły działania zapobiegające wszelkim atakom na wykonujących swoje obowiązki dziennikarzy i osoby pracujące w mediach.

 

dr Jolanta Hajdasz

dyrektor Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP

 

Warszawa, 11 listopada 2020 r.

CMWP SDP przeciwko zniesławieniu Sióstr Zakonnych ze Zgromadzenia Sióstr św. Elżbiety przez „Gazetę Wyborczą”

CMWP SDP wspiera sprzeciw Zgromadzenia Sióstr św. Elżbiety w Poznaniu wobec zniesławiających je tekstów Piotra Żytnickiego opublikowanych w „Gazecie Wyborczej” 4.11.2020 wyrażony w ich liście otwartym z 6.11.20 i apeluje do dziennikarzy o pomoc Siostrom Zakonnym w nagłośnieniu ich stanowiska w sprawach opisanych w w/w artykułach.

 

W ocenie CMWP SDP w/w artykuły wyczerpują znamiona przestępstwa z art. 212 kk ponieważ „pomawiają (…) grupę osób, o takie postępowanie lub właściwości, które mogą poniżyć ją w opinii publicznej lub narazić na utratę zaufania potrzebnego dla danego rodzaju działalności” , a jeżeli sprawca dopuszcza się w/w czynu za pomocą środków masowego komunikowania, „podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku”. Siostry zakonne zrezygnowały jednak z wytoczenia sprawy pomawiającemu je dziennikarzowi i jego redakcji, gdyż jak oświadczyły „jako zwykłe siostry zakonne” nie będą się zwracać się do polskiego wymiaru sprawiedliwości z pozwem o obronę swojego dobrego imienia na podstawie art. 212 kk, co CMWP SDP przyjmuje z uznaniem i wdzięcznością, gdyż od wielu lat Centrum konsekwentnie stoi na stanowisku, iż penalizacja i kryminalizacja zniesławienia nie służą wolności słowa w Polsce. Ze względu na to, iż artykuł ten narusza  dobra osobiste zarówno Zgromadzenia Sióstr św. Elżbiety, jak i – poprzez uogólnienia – każdej z jego przedstawicielek, CMWP SDP publikuje „List otwarty sióstr elżbietanek” i apeluje do autora artykułu oraz jego przełożonych o przeproszenie sióstr zakonnych skrzywdzonych przez ich zniesławienie na łamach Gazety Wyborczej oraz apeluje o rzetelność w przedstawianiu realiów ich pracy.

 

6 listopada b.r. trzy siostry zakonne ze Zgromadzenia Sióstr św. Elżbiety w Poznaniu – wystosowały list otwarty do Rzecznika Praw Obywatelskich, w którym wyraziły swój sprzeciw wobec tekstu Piotra Żytnickiego opublikowanego w „Gazecie Wyborczej” 4 listopada p.t. „Gejowska rozwiązłość na Netfliksie, czyli jak abp Gądecki zawraca młodych do Kościoła”. Jego autor napisał o polskich biskupach: „żyją w pałacach, w których siostry zakonne pracują jako służące. Jedzenie podstawione pod nos, pranie zrobione, rachunki opłacone”. Opinie krzywdzące siostry zakonne zostały powtórzone w artykule – odpowiedzi na list sióstr zatytułowany „Siostry zakonne atakują “Wyborczą”: Nie jesteśmy służącymi abp. Gądeckiego”. Ale fakty są inne”, który ukazał się na portalu poznan.wyborcza.pl 8 listopada.

 

W związku z tym CMWP SDP przypomina, iż zgodnie z zasadami Światowej Karty Etyki Dziennikarskiej przyjętej 12 czerwca 2019 podczas 30. Kongresu Międzynarodowej Federacji Dziennikarskiej (IFJ) podstawowym obowiązkiem dziennikarza jest szacunek dla prawdy i prawo opinii publicznej do jej poznania. Spełniając ten obowiązek dziennikarz powinien zawsze przestrzegać zasady rzetelności w zbieraniu i publikowaniu informacji i nie wolno mu wykorzystywać wolności prasy dla partykularnych korzyści. Jest to podstawą zasady wolności słowa w demokratycznym państwie, do której przestrzegania zobowiązani są przedstawiciele wszystkich mediów.

 

dr Jolanta Hajdasz, dyr. CMWP SDP

Warszawa, 9 listopada 2020 r.

 

List otwarty sióstr elżbietanek ( publikacja 7 listopada 2020 r. na portalu Archidiecezji Poznańskiej)

 

List otwarty zakonnic, nie służących, do Rzecznika Praw Obywatelskich i czytelników „Gazety Wyborczej

 

My, siostry zakonne ze Zgromadzenia Sióstr św. Elżbiety, siostry Magdalena, Konstantyna i Franciszka, wyrażamy swój sprzeciw wobec dyskryminującego tekstu Piotra Żytnickiego opublikowanego w „Gazecie Wyborczej”. Odnosząc się do abp. Stanisława Gądeckiego, metropolity poznańskiego i przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski, napisał on o polskich biskupach: „Żyją w pałacach, w których siostry zakonne pracują jako służące. Jedzenie podstawione pod nos, pranie zrobione, rachunki opłacone” (Piotr Żytnicki, Gejowska rozwiązłość na Netfliksie, czyli jak abp Gądecki zawraca młodych do Kościoła, „Gazeta Wyborcza”, 4.11.2020; Piotr Żytnicki, Abp Gądecki nawraca młodych, „Gazeta Wyborcza”, 6.11.2020).

 

Nie jesteśmy ani służącymi podstawiającymi jedzenie pod nos, ani praczkami, ani posłańcami na pocztę, Panie Żytnicki ! Pańskie słowa odbieramy jako dyskryminację kobiet i przejaw poniżania sióstr zakonnych, które żyją zgodnie z charyzmatem swoich zgromadzeń i zgodnie ze swoim przekonaniem. Pisze Pan o nas lekceważąco, wyśmiewając nas i nasze życie. Jego istotą jest modlitwa, ofiara, oddanie Bogu. Wiele sióstr naszego zgromadzenia wypełnia to powołanie pomagając na co dzień ubogim i cierpiącym. Ta posługa nie jest także obca nam.

 

„Przejawem dyskryminacji ze względu na płeć jest utrwalanie stereotypów dotyczących społecznych i kulturowych wzorców zachowania mężczyzn i kobiet, opierających się na przekonaniu o niższości lub wyższości jednej z płci” – uważa Rzecznik Praw Obywatelskich. Oczekiwałybyśmy od Rzecznika Praw Obywatelskich zajęcia się z urzędu dyskryminującym tekstem „Gazety Wyborczej”, a od redakcji – wyrażenia stanowiska wobec poglądów autora artykułu. Niestety, wydaje się, że nasze oczekiwania, oczekiwania osób życia konsekrowanego, nie będą przez nich zauważone, ponieważ – jak ujawnia to Autor artykułu – przez zwolenników pewnych opcji politycznych życie to nie jest stawiane na równi z innymi.

 

Jako zwykłe siostry zakonne nie będziemy zwracać się do polskiego wymiaru sprawiedliwości, choć przecież zakłada on odpowiedzialność za przestępstwo opisane w art. 212 kodeksu karnego („kto pomawia inną osobę, grupę osób (…) o takie postępowanie lub właściwości, które mogą poniżyć ją w opinii publicznej lub narazić na utratę zaufania potrzebnego dla danego stanowiska, zawodu lub rodzaju działalności podlega grzywnie albo karze ograniczenia wolności”). Kierując ten list otwarty zwracamy się jednak do opinii publicznej: zróbmy wszystko, aby przejawy dyskryminacji wobec kobiet, także zakonnic, były piętnowane, a jej propagatorzy – by zmienili swoje dyskryminujące nastawienie, czyli, mówiąc po chrześcijańsku, przeszli drogę nawrócenia.

 

Siostra Magdalena (lat 68), Siostra Konstantyna (lat 81), Siostra Franciszka (lat 60), Elżbietanki

 

Link do listu: TUTAJ.

CMWP SDP obejmuje monitoringiem sprawę red. Samuela Pereiry pozwanego przez RASP

W związku z powództwem wniesionym przeciwko red. Samuelowi Pereirze, szefowi portalu TVP Info przez wydawnictwo Ringier Axel Springer Polska , Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP informuje, że objęło niniejszą sprawę monitoringiem pod kątem przestrzegania praw człowieka, szczególnie w zakresie wolności słowa i prasy.  W zakresie realizowanych zadań CMWP SDP m. in. monitoruje przestrzeganie praw człowieka i obywatela we wspomnianym zakresie, jak również w uzasadnionych przypadkach podejmuje interwencje prawne oraz przedstawia opinie w charakterze amicus curiae.

 

Ringier Axel Springer Polska skierował pozew przeciwko red. Samuelowi Pereirze za jego krytyczne komentarze w mediach społecznościowych dotyczące  wydawnictwa i jego publikacji. Pozew cywilny dotyczy kilkudziesięciu wpisów z Twittera i Facebooka.   Dziennikarz rzekomo naruszył dobra osobiste wydawnictwa ponieważ  pisał w nich m.in., że “+Fakt+ jest niemieckim tabloidem”, “linia programowa RASP jest tworzona pod dyktando Niemiec”, prezes wydawnictwa “Mark Dekan jest niemieckim nadzorcą”, a RASP działa w interesie Niemiec.

 

RASP domaga się od red. Samuela Pereiry przeprosin i 100 tys. zł przekazanych na cele społeczne.

Protest Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP przeciwko atakowi na reporterki „Gazety Wyborczej”

Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP stanowczo protestuje przeciwko utrudnianiu pracy dziennikarzy podczas wykonywania ich zawodowych obowiązków, czego skandalicznym przykładem jest atak na dwie reporterki „Gazety Wyborczej” podczas relacjonowania przez nie manifestacji Strajk Kobiet we Wrocławiu 28 października.

 

 Zdarzenie miało miejsce ok. godz. 20.30. Grupa ubranych na czarno, zamaskowanych mężczyzn zaatakowała dziennikarki u zbiegu ulic Krupniczej i Kazimierza Wielkiego. Sytuację uwiecznił na filmie reporter Radia GRA. Na opublikowanym filmie widać, jak mężczyzna podbiega do jednej z nich i mocno ją odpycha, a kobieta upada na jezdnię. Na innym filmie widać grupę kilkunastu agresywnych mężczyzn, którzy – według komentarza nagrywającego film – użyli gazu łzawiącego wobec uczestników protestów.

 

CMWP SDP  przypomina, że fizyczne ataki na dziennikarzy, operatorów, czy fotoreporterów są jaskrawym naruszeniem zasady wolności słowa, która jest fundamentem ustroju każdego demokratycznego państwa i nigdy nie powinny mieć miejsca. Bezpieczeństwo pracy osób relacjonujących wszelkie wydarzenia, w tym te wywołujące silne społeczne emocje, powinno być zawsze przedmiotem troski wszystkich stron zaangażowanych w sytuację konfliktową, a zgodnie z obowiązującym prawem zobowiązane one są do zapewnienia dziennikarzom i osobom z nimi pracującym warunków pracy niezagrażających ich życiu i zdrowiu.

 

CMWP SDP apeluje o wyjaśnienie okoliczności tego zdarzenia oraz o identyfikację i ukaranie sprawców.

 

dr Jolanta Hajdasz

dyrektor Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP

 

Warszawa, 29 października 2020 r

SPRAWA JAROSŁAWA ZIĘTARY. Świadek incognito: Dziennikarz został „skwasowany”

Jarosław Ziętara został zamordowany przez dwie osoby, przywiezione do Polski w celu pozbycia się go. Został ugodzony szpikulcem w klatkę piersiową i nastąpił zgon. Z tego co się orientuję, Jarosława Ziętarę, przywieziono spod domu. Na początku był torturowany. Najpierw był pobity. Folię rozłożono na ziemi, w celu zatarcia śladów. To były magazyny Elektromisu. – tak na wstępne pytanie sędziego dotyczące stanu wiedzy zeznającego na temat sprawy Ziętary, odpowiedział świadek incognito podczas rozprawy 21 października b.r.  W poznańskim Sądzie Okręgowym trwa tak zwany „proces ochroniarzy”, w którym oskarża się Mirosława R., pseudonim „Ryba”, i Dariusza L., pseudonim „Lala” o uprowadzenie, pozbawienie wolności i pomocnictwo w zabójstwie dziennikarza Jarosława Ziętary. „Ryba” i „Lala” to dwaj ochroniarze z firmy Elektromis, należącej do biznesmena Mariusza Ś., którzy 1 września 1992 roku, przebrani za policjantów, mieli porwać dziennikarza spod jego mieszkania w Poznaniu i przekazać zabójcom. Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP obserwuje proces od lutego 2019 roku.

 

W środę, 21 października zeznawał tylko jeden świadek, o statusie świadka incognito. Mężczyzna, ubrany w biały kombinezon z kapturem i zasłoniętą czarną chustką twarzą, znajdował się poza salą sądową. Jego tożsamość potwierdził towarzyszący mu funkcjonariusz CBŚ, który potem miał opuścić pomieszczenie. Zeznania odbyły się w formie wideokonferencji, a świadek odpowiadał na pytania przez telefon. Wszystkie te środki ostrożności zostały podjęte, by nikt nie mógł rozpoznać ani wyglądu ani głosu składającego zeznania.

 

Świadek uchylił się od odpowiedzi na pytanie o wiek i zawód oraz skąd ma wiedzę o losie dziennikarza. Jednak zeznał, że przebieg wydarzeń zna ze słyszenia, ale uchylił się od odpowiedzi czy w ogóle z kimś o tym rozmawiał. Uchylił się także od odpowiedzi na temat okoliczności znajomości z Maciejem B. Swoje zeznania złożył w 2017 roku i w środę 21 października, przed Sądem Okręgowym w Poznaniu wszystko podtrzymał.

 

Co zeznał świadek incognito

 

W uprowadzeniu uczestniczyły osoby przebrane w mundury policyjne. Cała akcja odbyła się na zlecenie Aleksandra G. Ziętara miał otrzymać ofertę finansową, by odstąpił od pisania artykułów. Propozycji dziennikarz nie przyjął, bo – według świadka – była dla niego niezadowalająca. Oferentem miał być Aleksander G. Potwierdził, że przed uprowadzeniem odbyło się przeszukanie mieszkania dziennikarza, w którym uczestniczył Maciej B. Potwierdził też zabranie z mieszkania klisz fotograficznych, które to przekazano Aleksandrowi G. Świadek stwierdził również, że B. brał udział w porwaniu jednak jego rola miała się skończyć na wepchnięciu Jarosława Ziętary do samochodu. Jednak sam Baryła, który zeznawał w tej sprawie wiele razy w ciągu ostatnich lat nigdy nie wspomniał, by sam miał brać udział w zbrodni. Spod domu Jarosława Ziętarę zawieziono do magazynów Mariusza Ś. „Wiem, że był wożony więcej niż w jedno miejsce.” Oprawcami byli „żylaści mężczyźni, nie robili tego pierwszy raz”. Przy maltretowaniu dziennikarza obecny był Aleksander G. Po zamordowaniu Ziętara został „skwasowany”, a czaszkę zatopiono w jeziorze Kierskim. Baryła – według świadka – jest bardzo emocjonalny, podczas rozmów z nim świadek widział w oczach Macieja B. łzy i niejednokrotnie gęsią skórkę. W samym porwaniu brali udział ochroniarze o pseudonimach: Ryba, Lala i Kapela. „Ten ostatni nie wytrzymał potem napięcia i został zabity. Baryła opowiadał, że chciał ostrzec Kapelę, ale nie zdążył. Kojarzę też z tej sprawy Lalę”. Dopytywany o nazwiska ochroniarzy Ryba i Lala, nie potrafił powiedzieć. Świadek zeznał również o „groźbach w formie znaków”, jakie miał otrzymywać Maciej B. od gangstera o pseudonimie Makowiec.

 

Świadek incognito zeznał również, że Maciej B. opowiadał o licznych tragicznych zdarzeniach, które dotyczyły znanych osób i miały potwierdzać się potem w mediach. I tak w tym kontekście padły nazwiska Jaroszewiczów (zamordowanych w tym samym czasie co uprowadzono Jarosława Ziętarę – w nocy z 31 na 1 września 1992 roku), o generałach służb, o współpracy Lecha Wałęsy z SB.

 


 

Jarosław Ziętara, 24-letni poznański dziennikarz, 1 września 1992 roku wyszedł z domu do redakcji i nigdy do niej nie dotarł. Nie odnaleziono do dziś ciała reportera, a w 1999 roku został sądownie uznany za zmarłego. Dwa śledztwa z lat 90. ubiegłego wieku zakończyły się umorzeniami. Przełom nastąpił kilka lat temu, gdy akta trafiły do krakowskiej prokuratury. Ta skierowała dwa akty oskarżenia. Jeden dotyczy Aleksandra G., byłego senatora, twórcy pierwszych kantorów i niegdyś najbogatszego Polaka, któremu zarzuca się podżeganie do zabójstwa dziennikarza. W drugim procesie oskarża się Mirosława R., ps. „Ryba”, i Dariusza L., ps. „Lala” o uprowadzenie, pozbawienie wolności i pomocnictwo w zabójstwie Ziętary. „Ryba” i „Lala” przebrani za policjantów, mieli porwać dziennikarza spod jego mieszkania przy ul. Kolejowej w Poznaniu i przekazać zabójcom.

 

Tekst i zdjęcia : Aleksandra Tabaczyńska

Apel CMWP SDP do Sądu Okręgowego w Warszawie w obronie red. Witolda Gadowskiego – aktualizacja

Zapowiadane na 21 października  b.r. ogłoszenie decyzji Sądu Okręgowego w Warszawie zostało odwołane z powodu choroby sędziego.  Nie podano na razie nowego terminu tej decyzji. 

 

21 października b.r.  miała być ogłoszona decyzja Sądu Okręgowego w Warszawie w związku z powództwem wniesionym przeciwko  red. Witoldowi Gadowskiemu przez Ringier Axel Springer Polska Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie.  Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP  objęło tę  sprawę monitoringiem pod kątem przestrzegania praw człowieka, szczególnie w zakresie wolności słowa i prasy i  przesłało do Sądu (15.października b.r.) swoją opinię w charakterze amicus curiae.  W swoim stanowisku apelujemy  o  oddalenie powództwa przeciwko dziennikarzowi. 

 

Koncern medialny Ringier Axel Springer Polska Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie uznał, że dziennikarz naruszył jego dobra osobiste w felietonie, który ukazał się we wrześniu 2017 r.  m.in. na portalu w Polityce.pl i na portalu Radia Maryja. Koncern RASP domaga się przeprosin i 50 tysięcy zł grzywny. W felietonie dziennikarz podkreślił, że ważne jest, by na świecie więcej mówiło się o domaganiu się przez Polskę reparacji wojennych. Odniósł się również do niemieckich mediów : To Niemcy robili mydło z ludzkiego tłuszczu. To Niemcy robili abażury z ludzkiej skóry. To Niemcy robili maskotki z ludzkich kości. To Niemcy rozsiewali po polach popioły zwęglonych ludzi jako nawóz. To wszystko robili «kulturalni» Niemcy. Dziś, kiedy słyszę, że m.in. w ZDF, «Fakcie», Axel Springer zasiadali wermachtowcy, SS-mani – to rozumiem skąd ta agresja na Polskę” – pisał red. Witold Gadowski.

 

Odnosząc się do meritum sprawy  CMWP SDP  podkreśla, iż publicystyczna aktywność red. Witolda Gadowskiego dotyczy nadzwyczaj trudnej i kontrowersyjnej tematyki, jaką jest np. międzynarodowa działalność przestępcza, współczesne wojny, czy terroryzm, a co za tym idzie, dziennikarz jest wyjątkowo wyczulony na problematykę łamania praw człowieka i związanej z tym krzywdy zwykłych ludzi uwikłanych w skomplikowane konflikty międzynarodowe. W swoich publikacjach w jasny i zrozumiały dla setek tysięcy osób sposób przybliża on szczegóły dotyczące takich konfliktów. Podobnie jest z w/w felietonem, w którym w charakterystycznym dla siebie stylu zwraca on uwagę odbiorców na krzywdy wyrządzone narodowi polskiemu przez Niemców podczas II wojny światowej, krzywdy, za które Niemcy nigdy nie zapłaciły odszkodowania. Istotny jest także kontekst czasowy publikacji tego felietonu – miało to w miejsce w czasie niezwykle intensywnej dyskusji publicznej i medialnej na temat tzw. reparacji wojennych, jakie Niemcy powinny zapłacić Polsce i tego w jaki np. sposób obliczyć należną ich sumę oraz jak te kwoty wyegzekwować. To, że red. Witold Gadowski poruszył ten temat jest więc rzeczą oczywistą i zrozumiałą, także ze względu na społeczne funkcje mediów wielokrotnie opisywane w literaturze medioznawczej – czytamy w opinii CMWP SDP. Oczekiwanie, by prasa nie poruszała tematów kontrowersyjnych tylko dlatego, że dziennikarz mógłby poprzez swoją krytykę naruszyć czyjeś dobra osobiste, jest mylne i kłóci się z wypracowanymi w Europie standardami wolności słowa.

 

Należy z całą mocą podkreślić, że osoby publiczne, a są nimi także koncerny medialne takie jak Ringier Axel Springer Polska Sp. z o.o, powinny szczególnie dbać o to, aby dla opinii publicznej być jak „żona Cezara” – czyli bez zarzutu. Jeżeli ich działalność, historia, postępowanie, czy aktualna linia programowa budzą wątpliwości i nie są dla opinii publicznej transparentne (abstrahując od trafności takich przypuszczeń lub ocen), we własnym interesie powinni dążyć do wyjaśnienia sytuacji.

 

Sankcjonowanie dziennikarza za to, iż ośmielił się wyrazić swoją opinię na temat działalności koncernu medialnego, jakim jest RASP jest w tym kontekście zdumiewające, tym bardziej że przeciwko pojedynczemu, niezależnemu, prowadzącemu własny kanał na jednym z portali internetowych publicyście staje międzynarodowy gigant medialny,  który ma ogromne możliwości polemizowania z red. Gadowskim na łamach jednego ze swoich mediów –np. gazety „Fakt” (nr 1 na rynku papierowych dzienników w Polsce) i jej portalu internetowym fakt.pl, czy portalu Onet.pl (nr 1 na rynku portali internetowych w Polsce. Nie bez znaczenia dla przedmiotowej sprawy jest także wybór przez Autora spornej publikacji specyficznego gatunku dziennikarskiego, jakim jest felieton. Felieton jest to bowiem publicystyczny utwór dziennikarski (prasowy, radiowy, telewizyjny) utrzymany w osobistym tonie, z samego założenia wyrażający subiektywny punkt widzenia autora, w którym porusza on i komentuje aktualne tematy społeczne, zwracając uwagę na ujemne zjawiska w życiu codziennym. Warto podkreślić, iż w tej publikacji, dziennikarz nie podaje nazwisk, zwraca tylko uwagę na określone zjawiska. Działanie takie jest absolutnie uzasadnione ze względu na funkcję kontrolną, jaką w demokratycznym kraju pełnią środki masowego komunikowania w stosunku do innych podmiotów działających w przestrzeni publicznej i co równie istotne, jest zgodne ze sztuką dziennikarską. 

 

CMWP stoi również na stanowisku, że wniesione w niniejszej sprawie powództwo można uznać za tzw. SLAPP (strategic lawsuit against public participation), tzn. akcję procesową nakierowaną na faktyczne ograniczenie prawa dziennikarza do wolnej wypowiedzi dziennikarskiej, poprzez zniechęcenie go do podejmowania ważnego społecznie tematu. W tym kontekście uwzględnienie powództwa stanowiłoby naruszenie praw człowieka i obywatela i powodując tzw. efekt mrożący, skutecznie odstraszałoby innych do wyrażania opinii na kontrowersyjne tematy zwłaszcza biorąc pod uwagę żądania finansowa powoda. Byłoby to nie do pogodzenia ze społeczną funkcją wolnych mediów, które są obserwatorem życia publicznego i mają stać na straży państwa prawa (art. 2 Konstytucji RP).

 

W świetle w/w norm prawnych oraz orzecznictwa, uwzględnienie powództwa wniesionego przeciwko red. Witoldowi Gadowskiemu skutkowałoby poważnym naruszeniem jego praw obywatelskich w zakresie wolności słowa oraz istotnym ograniczeniem publicznej debaty.

 

dr Jolanta Hajdasz, dyr.  CMWP SDP

Michał Ł. Jaszewski, doradca ds. prawnych SDP