Konkurs Eko Dziennikarz – ostatnie dni zgłoszeń

Do końca tego tygodnia, czyli do 30 czerwca br. Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej czeka na zgłoszenia w ramach trwającego konkursu „Nagroda NFOŚiGW – Eko Dziennikarz”. Konkursowi, w którym zostaną wyróżnione publikacje popularyzujące w mediach aktywność i dokonania Narodowego Funduszu w dziedzinie szeroko rozumianej ekologii, patronuje Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich.

 

W tym roku poza pulą 15 tys. zł dla laureatów, przewidziano dodatkową nagrodę (5 tys. zł) za publikację o charakterze podsumowującym 30-letnią działalność NFOŚiGW.

 

Konkurs – organizowany po raz trzeci – skierowany jest do dziennikarzy wszystkich rodzajów mediów: zarówno drukowanych, jak i elektronicznych, o zasięgu ogólnopolskim lub regionalnym. Warunek udziału w konkursie to data publikacji: między 1 stycznia 2018 r. a 31 grudnia 2018 r. W przypadku nagrody specjalnej dotyczącej 30-lecia NFOŚiGW, to okres od 1 stycznia 2019 r. do 31 lipca 1019 r.

 

Materiały dziennikarskie (pojedyncze lub w cyklu) mogą być zgłaszane przez ich autorów albo – za zgodą autora – przez redakcje prasowe, internetowe, radiowe, telewizyjne. W tym celu należy skorzystać z formularza załączonego do regulaminu. Wypełniony kwestionariusz oraz materiał dziennikarski trzeba wysłać na adres: [email protected]. Obowiązują dwa terminy zgłoszeń: do 30 czerwca 2019 r. dla publikacji z minionego roku o aktywnościach NFOŚiGW oraz do 30 sierpnia 2019 r. jeżeli chodzi o publikacje odnoszące się do 30-letniej działalności Narodowego Funduszu.

 

Jury weźmie pod uwagę zgodność z tematem, ideą, przesłaniem i celami konkursu, oryginalność materiałów dziennikarskich, walory estetyczne oraz wkład autora w zbieranie, weryfikowanie i przetwarzanie informacji zawartych w materiale.

 

NFOŚiGW przewidział w tej edycji konkursu trzy nagrody: główną (10 tys. zł), wyróżnienie (5 tys. zł) oraz nagrodę specjalną (5 tys. zł). Zwycięzcy zostaną ogłoszeni podczas tegorocznych targów branżowych POL-ECO-SYSTEM w Poznaniu, które odbędą się w październiku.

 

„Nagroda NFOŚiGW – Eko Dziennikarz” to ogólnopolski, coroczny konkurs ustanowiony w 2017 r. Docenieni przez Narodowy Fundusz dziennikarze w dwóch dotychczasowych edycjach, to przedstawiciele Polskiej Agencji Prasowej, Programu 1 Polskiego Radia, branżowych miesięczników – „Środowisko” oraz „Wodociągi-Kanalizacja”, a także Portalu Komunalnego, teraz-srodowisko.plgramwzielone.pl.

 

Regulamin i formularz zgłoszeniowy

 

Źródło: NFOŚiGW

 

Wicepremier Gowin: repolonizacja mediów to zadanie na drugą kadencję rządu

Minister nauki i szkolnictwa wyższego, wicepremier Jarosław Gowin zapowiedział, że jeśli Zjednoczona Prawica nadal będzie sprawować władzę, to zadaniem na drugą kadencję rządu powinna być repolonizacja mediów.

 

Wicepremier podczas środowego spotkania w Kartuzach podkreślił, że „szanujące się państwo i szanujący się naród nie może dopuszczać do tego, żeby większość mediów znajdowała się w cudzych rękach”

– I to jest pewne zadanie, które stoi przed naszym rządem, jeżeli będziemy nadal sprawować władzę w następnej kadencji – zapowiedział, zaznaczając, że takie stanowisko nie wynika z obsesji rządu na temat narodowości kapitału w sektorze mediów. – To jest prosty eksperyment myślowy. Gdybym ja jako Polak był np. właścicielem gazety wychodzącej we Francji, to czym bym się zajmował na co dzień? Na pewno tym, żeby sprzedawać, jak najwięcej tej gazety, żeby biznes się kręcił – mówił. – Ale gdyby doszło do sytuacji konfliktu interesów między Polską a Francją, to jako polski patriota w oczywisty sposób zabiegałbym o to, aby należąca do mnie gazeta prezentowała polski punkt widzenia. To jest chyba oczywiste dla każdego z nas – dodał wicepremier.

 

Jarosław Gowin przypomniał, że większość tytułów prasowych w Polsce należy do niemieckich wydawnictw. – Dlaczego my mamy zakładać, że niemieccy właściciele są gorszymi patriotami niż my. Oni też są patriotami, tylko patriotami niemieckimi – zauważył wicepremier. – I jak dochodzi do konfliktu interesów między Polską a Niemcami, to te gazety reprezentują niemiecki punkt widzenia i niemieckie interesy. Ja to widzę w sposób zupełnie czytelny jako minister – podkreślił Gowin.

 

jka, źródło: Wirtualnemedia.pl. Fot: Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego

 

Wieczór z reportażem radiowym w warszawskim Klubie Księgarza

Studio Reportażu i Dokumentu zaprasza w środę, 26 czerwca o godz. 18 do Klub Księgarza (Rynek Starego Miasta  22/24 w Warszawie) na „Spotkanie z Reportażem Radiowym”. W programie m. in. prezentacja reportaży: „Roma” Hanny Bogoryja-Zakrzewskiej i „Mezalians…”  Katarzyny Błaszczyk – autorek książki „Zdarzyło się naprawdę. Opowieści reporterskie.”

 

Oprawa muzyczną zapewni Michał Sawicki (śpiew), a spotkanie poprowadzi Irena Piłatowska, redaktor naczelna Studia Reportażu i Dokumentu.

 

„Mezalians, albo historia pewnej ucieczki” – reportaż Katarzyny Błaszczyk

Kiedy babcia Virena dowiedziała się, że mężczyzna sam umył ubikację, rozpłakała się. W ich rodzinnym domu w New Dehli była specjalna osoba, która zajmowała się tylko czyszczeniem toalety. Virenowi takich rzeczy robić nie wypada ponieważ pochodzi z rodziny indyjskich wojowników. Tymczasem Viren, zamiast kontynuować tradycje rodzinne, wbrew woli ojca, uciekł do Elbląga. Jak to zwykle w takich przypadkach bywa chodziło o kobietę… Poznali się za pośrednictwem internetu, ale nie na portalu randkowym. Marlena była po prostu ciekawa Indii. Viren wówczas nawet nie widział, gdzie leży Polska. Rodziny, i jej, i jego, były stanowczo przeciwne temu związkowi. O przeszkodach, jakie musieli pokonać, dziś mówią z humorem.

 

„Roma”  to bohaterka reportażu z 2007 roku. Wtedy zachwyciła słuchaczy swoją końską pasją i stosunkiem do Igora – ogiera, którego wychowała i wytresowała. Ten reportaż o Romie powstał w 2007 roku i był zatytułowany „Umowa”. Kończył się rozpaczliwym telefonem od Romy, bowiem pracodawca chciał komuś innemu odsprzedać Igora. Dzięki pomocy pieniężnej słuchaczy mogła zachować konia. Jak zmieniło się jej życie od tamtego czasu?

 

opr. jka, źródło: Studio Reportażu i Dokumentu, fot. SRiD

 

Onet.pl najchętniej cytowanym medium

W maju najczęściej powoływano się na informacje podawane przez Onet.pl –  wynika z najnowszego raportu Instytutu Monitorowania Mediów „Najbardziej opiniotwórcze media w Polsce”.

 

Informacje z tego portalu cytowano aż 3835 razy. Na drugim miejscu znalazła się „Gazeta Wyborcza” z wynikiem 2412 cytowań, a na trzecim Wirtualna Polska – na materiały z tego serwisu powoływano się 2290 razy.

 

Wśród tytułów prasowych, poza „Gazetą Wyborczą”, na podium znalazły się jeszcze „Rzeczpospolita” – 2062 cytowań i „Super Express” – 1371 cytowań.

 

W kategorii stacji telewizyjnych najchętniej powoływano się na informacje z TVN24 (2232 razy), TVN (2203 razy) i Polsat News (986 razy), a wśród rozgłośni radiowych na RMF FM (1764 razy), Radio ZET (1359 razy) i Program I Polskiego Radia (825 razy).

 

jka, źródło: Instytut Monitorowania Mediów

 

Tygodniki opinii w kwietniu: dwa tytuły poprawiły sprzedaż

„Gość Niedzielny” i „Tygodnik Powszechny” miały w kwietniu 2019 r. lepszą sprzedaż niż w tym samym miesiącu przed rokiem. Największe spadki zanotowały „Gazeta Polska” i „Newsweek Polska”.

 

Z danych Związku Kontroli Dystrybucji Prasy wynika, że liderem wśród tygodników opinii pozostaje „Gość Niedzielny”, którego średnia sprzedaż ogółem w kwietniu 2019 roku wyniosła 119 173 egz. Tytuł ten, w stosunku do analogicznego miesiąca 2018 r., poprawił swój wynik o 3,01 proc. Na drugim miejscu znalazła się „Polityka”, które po spadku o 3,69 proc. osiągnęła sprzedaż na poziomie 100 007 egz. Trzecią pozycję zajął  „Newsweek Polska” –  78 235 egz. (spadek o 15,46 proc). Kolejne miejsca zestawienia wyglądają następująco: „Sieci” – 42 211 egz.(spadek o 7,97 proc.),  „Do Rzeczy” – 33 734 egz. (spadek o 4,70 proc.), „Tygodnik Powszechny” –  30 033 egz. (wzrost sprzedaży o 3,86 proc.), „Gazeta Polska” – 21 338 egz. (spadek aż o 26,08 proc.), „Przegląd” – 16 265 egz. (spadek o  6,5 proc.), „Wprost” – 14 798 egz. (spadek o 14,65 proc.).

 

jka, źródła: ZKDP, Wirtualnemedia.pl

 

Nagroda Dziennikarska „Ślad” dla Tomasza Krzyżaka

Tegorocznym laureatem Nagrody Dziennikarskiej „Ślad” im. bp. Jana Chrapka został Tomasz Krzyżak, dziennikarz, publicysta i kierownik działu krajowego „Rzeczpospolitej”.

 

Wyróżnienie przyznano mu „za niezależność i odwagę w podejmowaniu tematów trudnych, w tym dotyczących Kościoła i religii, oraz formułowanie opinii w sposób, który nikogo nie obrażając, zmusza do refleksji i debaty publicznej”.

 

Do nagrody nominowani byli również : Aneta Liberacka, założycielka i redaktor naczelna multimedialnego portalu Stacja7, inicjatorka Akademii Dziennikarskiej oraz Maciej Wierzyński, dziennikarz i publicysta TVN24, ekspert spraw mędzynarodowych i autor magazynu „Horyzont” emitowanego na antenie TVN24. W tym roku kapituła postanowiła przyznać też Nagrodę Specjalną, którą otrzymał śp. Piotr Pawłowski (1966–2018), działacz społeczny, założyciel i prezes Fundacji Integracja, wieloletni redaktor naczelny magazynu „Integracja” oraz portalu niepełnosprawni.pl.

 

Nagroda Dziennikarska „Ślad” przyznawana jest od 2002 r. Jej patronem jest tragicznie zmarły rok wcześniej w wypadku samochodowym rok bp Jan Chrapek – człowiek mediów i przyjaciel środowiska dziennikarskiego.

 

jka, źródło: ekai.pl, fot. Rzeczpospolita

 

Nie będzie zaostrzenia art. 212 k.k.

Sejm przyjął w czwartek wieczorem kilkadziesiąt poprawek Senatu do nowelizacji Kodeksu Karnego, w tym dotyczącą art. 212., który w pierwotnej wersji miał umożliwiać ściganie pomówienia z urzędu – poinformował serwis Press.pl.

 

Poprawka, którą zaakceptował Sejm wykreśla zmiany wprowadzone nowelizacją do art. 212, zakładające wprowadzenie kary do roku więzienia za „tworzenie fałszywych dowodów na potwierdzenie nieprawdziwego zarzutu lub nakłanianie innych osób do potwierdzenia okoliczności objętych jego treścią”. Zmiany, które wcześniej zaproponował Sejm, przewidywały także że pomówienie mogłoby być ścigane nawet z urzędu. Po ostrych protestach środowisk dziennikarskich, w tym także Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, minister sprawiedliwości  Zbigniew Ziobro zapowiedział, że wycofa się z zaostrzenia art. 212, a Senat zaproponował stosowne poprawki w nowelizowanym właśnie Kodeksie Karnym.

 

Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich od lat walczy o całkowite zniesienia art. 212. O tym, że stanowi on poważne zagrożenie dla wolności słowa w Polsce, podkreślano na środowej konferencji zorganizowanej przez Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP (relacja).

 

jka, źródło: Press.pl

 

Bauer przejmuje od Edipresse pisma poradnikowe

„Przyjaciółka”, „Pani Domu” i „Poradnik Domowy” będą wydawane przez firmę Bauer. Edipresse zdecydowało o wyjściu z segmentu magazynów poradnikowych i skoncentrowaniu się na portfolio digitalowym.

 

Jak napisano w komunikacie wydawnictwa Bauer „zakup poradników Edipresse doskonale wpisuje się w strategię wydawniczą Grupy Bauer na całym świecie, zakładającą dalsze inwestycje w te segmenty, w których jest już liderem rynkowym. W Polsce Bauer wydaje obecnie cztery miesięczniki poradnikowe, dwa dwutygodniki i jeden tygodnik oraz wiele wydań specjalnych.”. Dalej zapewniono, że wszystkie osoby pracujące w tych tytułach, w tym także odpowiedzialne za reklamę i promocję, otrzymały oferty przejścia do nowego wydawcy. „Team magazynów poradnikowych zakupionych od  Edipresse rozpocznie pracę w Wydawnictwie Bauer 17 czerwca br.” – podkreślono.

 

Numery 13. dwutygodników „Przyjaciółka” i „Pani Domu” oraz 8. „Poradnika Domowego” będą ostatnimi numerami wydanymi przez Edipresse Polska.

 

 – Mając na względzie szybko rosnącą skalę działalności internetowej naszej firmy oraz ogólne trendy rynkowe, Edipresse Polska chce strategicznie skoncentrować się na dalszym rozwoju digitalowego portfolio dla kobiet oraz na budowaniu nowych źródeł przychodów w obszarach e-commerce i marketplace w oparciu o swoje najsilniejsze i zdigitalizowane brandy m. in.  „Wizaz”, „Polki”, „Viva”, „Party”, „Flesz”, „Uroda Życia”, „Mamo to ja” oraz „Niania”.  Dlatego też spółka podjęła decyzję o sprzedaży tytułów poradnikowych, które mają dla nas ograniczony potencjał w tym zakresie – mówi Alicja Modzelewska-Warec, dyrektor generalna firmy.

 

 – Cieszy nas wzbogacenie naszego portfolio poradnikowego o kolejne zyskowne i cieszące się dobrą pozycją rynkową tytuły. Dzięki konsekwentnym i przemyślanym inwestycjom w nasze tytuły prasowe, w tym w poradniki, udaje się nam utrzymać pozycję największego wydawcy magazynów, udowadniając, że prasa drukowana w Polsce nadal trzyma się świetnie. Staramy się także dbać w sposób szczególny o magazyny z wieloletnią tradycją, jak „Kobieta i Życie”, czy „Pani”. Teraz do tego grona dołącza także „Przyjaciółka” – mówi Tomasz Namysł, prezes  Wydawnictwa Bauer.

 

jka, źródło: Bauer

Coraz większa słuchalność RMF FM, mniejsza Radia ZET i Trójki

Liderem polskiego rynku radiowego w okresie od marca do maja 2019 było RMF FM, które wciąż umacnia swoją pozycję.

 

Udział RMF FM w czasie słuchania od marca do maja 2019 roku wyniósł 26,7 proc. – wynika z najnowszej fali badania Radio Track Kantar Polska. W porównaniu do tego samego okresu ubiegłego roku był on większy o 1,5 pkt. proc. Drugą pozycję zajęło Radio ZET z udziałem na poziomie 12,2 proc. Wynik ten zmniejszył się  o 0,9 pkt. proc. Był to największy spadek w zestawieniu (ex aequo z radiową Trójką).Trzecie miejsce przypadło sieci ESKA, której udział w rynku, po spadku o 0,2 pkt. proc., wyniósł 7,6 proc. Czwartą pozycję zajął Program 1 Polskiego Radia – 5,9 proc. (spadek o 0,8 pkt. proc.), a piątą Trójka- 5,1 proc.(spadek o 0,9 pkt. proc.).

 

jka, źródło: Wirtualnemedia.pl

 

SPRAWA JAROSŁAWA ZIĘTARY. Świadek: zabili go Rosjanie

Ludzi, którzy doprowadzili do tego zabójstwa, można określić jako mafia, dosłownie  –  powiedział przed sądem Maciej B. pseudonim Baryła.

 

To była już ostatnia rozprawa przed wakacjami w procesie o podżeganie do zabójstwa poznańskiego dziennikarza Jarosława Ziętary. O czyn ten oskarżony został były senator, twórca pierwszych kantorów wymiany walut w Polsce Aleksander Gawronik, który nie przyznaje się do winy i czuje się niesłusznie oskarżony. W piątek, 7 czerwca przed Sądem Okręgowym w Poznaniu stawili się: biegły sądowy Marcin Siedlecki oraz dwóch świadków: były gangster Maciej B. pseudonim Baryła oraz dziennikarz Sylwester Latkowski.

 

Rozprawa rozpoczęła się od zeznań psychologa, biegłego sądowego Marcina Siedleckiego. Biegły oceniał czy zeznania Macieja B., które obciążają oskarżonego, spełniają „psychologiczne kryteria wiarygodności”. Siedlecki stwierdził przed sądem: „nie potrafię też wskazać, która część tych zeznań jest prawdziwa, a która odbiega od rzeczywistszych przeżyć i doświadczeń” innymi słowy nie jest w stanie ocenić, w jakich momentach świadek mówił prawdę, a w jakich nie. Poniżej słowa biegłego, które wybrzmiały na sali.

 

– Świadkowi może się wydawać, że podając więcej szczegółów, okoliczności zdarzeń, które miały miejsce 20 lat temu, będzie bardziej wiarygodny. Świadek bardzo często, na różnych etapach, zmieniał swoje twierdzenia, bardzo trudno jest wskazać, które fragmenty są prawdziwe, a które odbiegają od rzeczywistości. To wymaga bardzo dużej weryfikacji, w tym innymi dowodami. Zeznania świadka, wyniki badań i to, co widziałem na sali rozpraw, skłoniło mnie do sformułowania wniosku, że są wątpliwości co do prawdziwości zeznań świadka i wymagają one weryfikacji.

 

Ponad to biegły zaznaczył, że nie stwierdził „skłonności świadka do fantazjowania czy konfabulowania, czyli nieświadomego wprowadzenia w błąd związanego m.in. z pamięcią. Nie ma on też skłonności do konfabulacji, rozumianej jako wypełnianie luk pamięci treściami zmyślonymi, które mogą być na podłożu uszkodzeń organicznych.”

 

Na tak sformułowane osądy zareagowała prokurator Elżbieta Potoczek-Bara. Prokurator spytała biegłego, czy ten zapoznał się z całością materiału dowodowego. Na co mężczyzna odpowiedział, że nie, ale w jego opinii wystarczająco, bo pracował nad tym co mu przekazał sąd.

 

Tu warto dodać, że biegły uczestniczył w jednej, a do tego w pewnym sensie dramatycznej dla Macieja B., rozprawie w październiku 2016 roku. Wtedy odbyła się konfrontacja z poznańskim dziennikarzem i redakcyjnym kolegą zamordowanego Jarosława Ziętary, red. Krzysztofem Kaźmierczakiem. Wcześniej, w kwietniu tego samego roku Baryła wycofał obciążające Gawronika zeznania, które złożył w prokuraturze. Jak tłumaczył zawiódł go prokurator, od którego oczekiwał pomocy w uzyskaniu aktu łaski. Podczas październikowej rozprawy w 2016 roku odczytano też protokoły zeznań świadka. Reasumując, biegły swoją opinię oparł na jednej rozprawie oraz odczytanych na niej protokołach. Tu również warto uzupełnić, że Maciej B. był przesłuchiwany 10 razy. W 2019 powrócił do wersji, którą zeznał w prokuraturze, a więc do oskarżenia biznesmena. W tym samym roku przed sądem wypowiedziało się dwóch innych biegłych, którzy stwierdzili, że zeznania Baryły były logicznie spójne, a świadek potrafił oddzielić informacje zasłyszane od własnych, a także, że słowa Macieja B. spełniają psychologiczne kryteria wiarygodności.

 

Prokurator Elżbieta Potoczek-Bara stwierdziła:  – W mojej praktyce, ponad 20-letniej, po raz pierwszy spotykam się z psychologiem, który nie widzi potrzeby zapoznania się ze wszystkimi zeznaniami świadków. Dopytywała się też czy użyte metody przez biegłego są wystandaryzowane. Okazało się, że nie wszystkie, ale żadna nie jest też zakazana, a krytykowaną przez specjalistów metodę mężczyzna używał tylko pomocniczo do porządkowania materiału badawczego.  Prokurator  spytała również o doświadczenie biegłego w sprawach karnych. Psycholog odpowiedział, że biegłym jest od 2006 roku, opiniował w sprawach karnych dotyczących dzieci i młodzieży, a pełna dokumentacja jego kompetencji jest w posiadaniu poznańskiego sądu.

 

Maciej B. pseudonim Baryła zeznawał tego dnia jako drugi. Na salę wszedł ubrany w ciemny garnitur i białą koszulę, skuty kajdankami – zarówno ręce jak i nogi – w asyście uzbrojonych policjantów. Baryła jest skazany i odsiaduje dożywocie za zabójstwo w innej sprawie.  Na piątkowej rozprawie, w poznańskim Sądzie Okręgowym, potwierdził swoje zeznania, które obciążają oskarżonego. To znaczy, że do zabójstwa dziennikarza Jarosława Ziętary nakłaniał Aleksander Gawronik.

 

W piątek Baryła najpierw opowiedział o zleceniu na Jarka Ziętarę, które otrzymał od Dariusza Lewandowskiego pseudonim Lewy. Mieli pobić Ziętarę za interesowanie się holdingiem Elektromis. Ale do mieszkania dziennikarza trudno było wejść „bez świadków”. Pod kamienicą przy Kolejowej, na poznańskim Łazarzu, gdzie Ziętara mieszkał, wystawał jak się wyraził Maciej B. „element społeczny”. Poza tym schody prowadzące do mieszkania skrzypiały. W końcu plan się zmienił i Baryła, z ochroniarzem Elektromisu Lewym weszli do mieszkania Ziętary. Obezwładnili go i przeszukali mieszkanie. Baryła znalazł w lodówce woreczek ze zwykłymi filmami z aparatu fotograficznego, a za lodówką aparat do mikrofilmów i mikrofilmy. Jest to o tyle istotne, że potwierdza wersję współpracy dziennikarza z Urzędem Ochrony Państwa bo zakłada się, że sprzęt ten należał właśnie do UOP.

 

Maciej B. potwierdził również, że widział radiowóz na terenie firmy Elektromis oraz legitymacje i mundury policyjne. Baryła opowiedział także o spotkaniu, podczas którego padło, jak twierdzi, polecenie zabicia Ziętary.

 

Latem 1992 roku Gawronik przyjechał do Elektromisu, towarzyszyli mu Rosjanie. Ja z kilkoma osobami stałem na zewnątrz, przy wywietrzniku. Gawronik się bał, że w tym wywietrzniku coś jest, zaglądał do niego.

 

Jak dalej zeznał Maciej B.: Gawronik przez to, że był w służbie więziennej i SB to był bardzo wyczulony na takie rzeczy. Kazał ściągnąć kratkę i pytał czy zawsze stoimy  przy wywietrzniku jak rozmawiamy

 

To podczas tej rozmowy oskarżony miał stwierdzić, że Żydek, jak go nazywał, ma zostać „zaje…y” Według Macieja B. Lewy bał się tych Rosjan, którzy podczas rozmowy stali z boku. Dodatkowo Aleksander Gawronik miał straszyć ochroniarzy „Ciastoniem i Płatkiem”, ale Baryła nie wiedział o co chodziło. Potwierdził za to, że w porwaniu brali udział: Ryba, Lala, Kapela i mój kolega Lewy. O szczegółach porwania opowiadał mi właśnie Lewy, we czwórkę pojechali po Ziętarę, ubrani w policyjne mundury.

 

Dwaj wymienieni przez Macieja B. porywacze Ryba i Lala są oskarżeni przez krakowską prokuraturę i w ich sprawie toczy się osobny proces również przed Sądem Okręgowym w Poznaniu, z którego relacje zamieszczano na stronach Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich oraz Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP od lutego br. W tych publikacjach znajduje się również obszerne sprawozdanie dotyczące zeznań Macieja B. Kapela i Lewy z kolei nie żyją od lat 90. Prokuratura w Krakowie prawdopodobnie ustaliła, że porywaczy było trzech, a Dariusz Lewandowski nie brał udziału w porwaniu. W rozmowie „przy wywietrzniku”, według zeznań Baryły brali udział: ja, Lewy, Bekon, Marek Z. i Piotr Cz. Z panem Gawronikiem przyjechało wtedy dwóch Rosjan.   

 

Maciej B. stwierdził też na początku rozprawy, że „ ludzi, którzy doprowadzili do tego zabójstwa, można określić jako mafia, dosłownie”. Według Baryły Jarosława Ziętarę porwano, po trzech dniach zamordowano, a na końcu dopuszczono się zniszczenia szczątków, które rozpuszczono w kwasie, a resztę spalono.

 

Podobno dwa czy trzy dni był tam bity. I został zabity. Z tego, co ja wiem, to był zabity przez tych Rosjan. Był duszony i pchnięty jakimś narzędziem w postaci szpikulca jakiegoś, śrubokrętu. (…) Marek Z. oczywiście o tym wiedział. U niego niszczone były szczątki Jarka. Specjalnie z tego powodu wypożyczył dom w Chybach i wysłał swoją żonę z dziećmi na wakacje. Szczątki zostały zniszczone w kwasie, ale nie całe, zostały kości. Byłem w Chybach, ale przed domem. Nie wiem, jak to technicznie wyglądało. Ja tam pojechałem z ciekawości. Lewy powiedział mi – spie…aj, bo cię zaj….ią.

Warte odnotowania jest także zdanie Macieja B. skierowane, można tak założyć do brata Jarosława, Jacka Zietary. Baryła oświadczył, że w poprzednich zeznaniach mówił o tym, że dziennikarz szantażował oskarżonego. W piątek doprecyzował to zeznanie, podkreślając, że tak mu powiedziano, ale sam tej wiedzy nie posiadał.

 

Sylwester Latkowski, współautor artykułu poświęconemu tragicznym losom Jarosława Ziętary, był ostatnim świadkiem przesłuchanym w piątek, 7 czerwca. Michał Majewski, drugi autor składał zeznania na poprzedniej rozprawie. W tekście opublikowanym w 2014 roku na łamach tygodnika „Wprost” zawarta była informacja że Ziętara miał w swoim notesie wpisane nazwisko Gawronika, nazwy firm, oraz że dziennikarz przekraczał granice państw nie na swoim paszporcie i miał kontakty w polskim wywiadzie wojskowym. Aleksander Gawronik spytał Latkowskiego dlaczego zarzucili wątek wywiadu wojskowego na rzecz wywiadu cywilnego jakim był UOP. Jak się wyraził „źle skręciliście”.

 

Ja nie widziałem notesu Ziętary – odpowiedział Sylwester Latkowski. I dodał: – Mogę oświadczyć tylko, że rzeczą normalną wówczas było przyzwolenie na kontakty dziennikarzy ze służbami. (..) Wszyscy, którzy dotykali sprawy Ziętary, choćby pobieżnie, zdawali sobie sprawę, że w tle są służby. Środowisko dziennikarskie występowało, by w tej sprawie odtajnić materiały służb. Tak, jak zrobiono w sprawie śmierci gen. Papały, gdy grupie śledczej pozwolono zapoznać się z materiałami służb. Dopóki to samo nie będzie zrobione w sprawie Ziętary, będziemy opierać się jedynie na czyichś relacjach, że ktoś komuś coś powiedział.

Kolejna rozprawa odbędzie się we wrześniu.

 

———-

Poznański dziennikarz Jarosław Ziętara urodził się w Bydgoszczy w 1968 r. Był absolwentem Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza. Pracował w radiu akademickim, współpracował m.in. z „Gazetą Wyborczą”, „Kurierem Codziennym”, tygodnikiem „Wprost” i z „Gazetą Poznańską”. Ostatni raz był widziany 1 września 1992 roku. Wyszedł rano i nigdy nie dotarł do redakcji „Gazety Poznańskiej”. W 1999 roku został sądownie uznany za zmarłego. Ciała dziennikarza do dziś nie odnaleziono. Dwa poznańskie śledztwa z lat 90. ubiegłego wieku zakończyły się umorzeniami. Przełom nastąpił kilka lat temu, gdy akta trafiły do krakowskiej prokuratury. Ta skierowała dwa akty oskarżenia. Jeden dotyczy Aleksandra Gawronika, byłego senatora, twórcę pierwszych kantorów i niegdyś najbogatszego Polaka, któremu zarzuca się podżeganie do zabójstwa dziennikarza. W drugim procesie oskarża się Mirosława R., ps. „Ryba”, i Dariusza L., ps. „Lala” o uprowadzenie, pozbawienie wolności i pomocnictwo w zabójstwie Ziętary. „Ryba” i „Lala” to dwaj ochroniarze z firmy Elektromis, należącej do biznesmena Mariusza Ś., którzy przebrani za policjantów, mieli porwać dziennikarza spod jego mieszkania przy ul. Kolejowej w Poznaniu i przekazać zabójcom. W Krakowie trwa jeszcze trzecie śledztwo, które ma ustalić kto zabił Jarosława Ziętarę.

Tekst i zdjęcia: Aleksandra Tabaczyńska