Znowu sól na otwarte jeszcze rany sypie CEZARY KRYSZTOPA: Upadek III RP

Rys. Cezary Krysztopa

Ktoś gdzieś ostatnio powiedział, niech mi wybaczy, bo nie pamiętam kto, że w Polsce, podobnie jak w innych krajach, obserwujemy upadek demokracji liberalnej. A mnie się raczej wydaje, że opisywane zjawisko jest raczej demokracji liberalnej skutkiem.

Generalnie mam jakąś głęboką niechęć do przymiotników przy słowie „demokracja”, jeszcze pamiętam „demokrację ludową”, która nie miała zbyt wiele wspólnego ani z demokracją, ani z ludem. I teraz wydaje mi się, że jeśli coś jest demokracją, to żadnych przymiotników potrzebować nie powinno.

Demokracja liberalna

Oczywiście idee jakie przyświecają hasłu demokracji liberalnej są szczytne, równość szans, równość wobec prawa i takie tam. W istocie jednak, jeśli za dobrą monetę wziąć twierdzenie, że np. państwa zachodniej Europy są „demokracjami liberalnymi”, to demokracja liberalna daleko od tych szczytnych haseł odeszła. We współczesnej wersji demokracja liberalna to raczej zespół mechanizmów, który w istocie i rzekomo w imię realizacji górnolotnie nazywanych idei, ma ograniczyć wolę „demosu” wyrażaną w wyborach. W teorii ma to „lepiej realizować” jego interesy (durny „demos” nie wie przecież co tak naprawdę dla niego dobre), a w praktyce prowadzi do budowy oligarchii, w której „światłe elity” realizują własne interesy pod pozorem „obrony praw mniejszości” w oderwaniu od interesów i praw większości. Nic dziwnego, że prowadzi to do chaosu wraz z narastającym poczuciem niesprawiedliwości i braku wpływu na własne państwo. A po dłuższym czasie do napięć, których efekty możemy obserwować dziś w społeczeństwach zachodniej Europy.

III RP została pomyślana jako modelowy przykład takiej „demokracji liberalnej”, w której „światłe elity” wychowane najpierw przez Michnika, później przez TVN miały nas pasać jak bydło, które nie jest w stanie pojąć istoty własnych interesów, więc trzeba pilnować żeby nie weszło w szkodę. Miała nie istnieć żadna droga demokratycznego awansu do takich elit, procesy demokratyczne miały być w dużym stopniu fasadowe. Jedyną drogą współuczestnictwa w rzeczywistych rządach, mogła być kooptacja czasem środowiskowa, czasem rodzinna, czasem wykraczająca poza schemat, ale wtedy poprzedzona szeregiem odpowiednich hołdów gwarantujących lojalność.

Próba reformy

Ten mechanizm dwukrotnie próbował zreformować PiS. Za każdym razem spotykał się  z huraganową kontrą, zarówno wewnętrzną jako i zewnętrzną. Nikt z kontrujących nie był oczywiście zainteresowany powstaniem precedensu, który mógł zagrozić jego pozycji, w imię jakichś demokratycznych „fanaberii”. Zarzutem z jakim PiS spotykał się najczęściej, był zarzut, że „dzieli ludzi”. I ja się z tym zarzutem w jakimś sensie zgadzam, bo rzeczywiście, bydło stało sobie grzecznie w zagrodach, dawało elitom mleko i mięso, a tu ktoś przychodzi i mówi bydłu, że ma jakieś prawa, a być może nawet nie jest bydłem. To przecież musi się skończyć jakimiś, niepotrzebnymi z punktu widzenia elit, „złymi” emocjami.

Głównym winowajcą rozpadu systemu jest oczywiście Tusk, ale, co było już widać znacznie wcześniej i o czym również pisałem, po kilku tygodniach „rządów” Donalda Tuska nie ma już wątpliwości,  to reformowanie się PiSowi nie bardzo udało. To znaczy sukcesy gospodarcze, walka z mafiami vatowskimi, programy socjalne, to wszystko jest bardzo cenne, ale trudno nie zauważyć braku w zakresie dużych prawicowych mediów, szczególnie telewizji, braku nowych elit kulturalnych (skąd się miały wziąć, skoro PiS obficie dokarmiał głównie nienawidzące go jak psy dziada w ciemnym kącie, stare?) i instytucji, które miałyby szansę przetrwać „rządy” Tuska (uległość wobec Brukseli, której twarzą jest Mateusz Morawiecki, była tu jedną z głupszych motywacji). Za najsmutniejszą ilustrację należy chyba uznać zachowanie zbudowanej już przecież za rządów PiS Służby Ochrony Państwa, która według medialnych doniesień miała zdradzić głowę państwa i umożliwić policji swobodne hasanie po Pałacu Prezydenckim.

Upadek i odbudowa

No i dlatego obserwujemy upadek III RP pomyślanej jako „demokracja liberalna” na wzór zachodnich. Ale, wbrew zacytowanej na początku opinii, nie jest to koniec jakiegoś wspaniałego systemu, który upada pod naporem „populistów”, tylko upadek spróchniałej konstrukcji pod ciężarem jej własnych wad.

Dlatego, tak sobie myślę, że po okresie tuskiej smuty, czeka nas odbudowa państwa. Począwszy od fundamentów i etosu, konstytucji, prawa, instytucji, infrastruktury, służb itd. Musimy to zrobić jeśli chcemy by jego struktura odpowiadała wyzwaniom przed którym stoimy. Państwa, które będzie stabilne wewnętrznie, silne, odporne na zewnętrzne wpływy i skuteczne we wpływaniu na innych.

Być może niektórych zawiodę, ale wydaje mi się, że nie będzie to możliwe bez szerszego konsensusu społecznego i politycznego. Inaczej każdy kto po takich budowniczych przyjdzie, będzie chciał burzyć i budować po swojemu. Prawdopodobnie niemożliwy jest konsensus pełny, trudno wymagać od ludzi nienawidzących własnego państwa i współobywateli, żeby ich nagle pokochali, ale to nie znaczy, że nie jest możliwy żaden. Myślę, że na gruncie interesów jesteśmy się w stanie porozumieć.

Beneficjentem tego procesu ciągle może być PiS, o ile oprócz oferty dla już przekonanych, będzie potrafił złożyć szerszą, pozytywną ofertę strategicznej odbudowy.