ZDF zrezygnowała z kasacji w procesie z byłym więźniem Auschwitz

Niemiecka telewizja publiczna ZDF wycofała skargę kasacyjną od wyroku krakowskiego sądu, który orzekł, że telewizja ta ma przeprosić byłego więźnia obozu koncentracyjnego Auschwitz za użycie zwrotu „polskie obozy zagłady” . Informację tę przekazał zespół prasowy Sądu Najwyższego 24 września b.r. . Oznacza to, iż zaplanowana na 25 września  rozprawa w SN w tej sprawie została odwołana. W związku z tym zgodnie z przepisami SN umorzy  postępowanie kasacyjne w tej sprawie, zaś prawomocny wyrok zapadły w II instancji staje się ostateczny.

 

Były więzień Auschwitz Karol Tendera wytoczył proces za posłużenie się przez ZDF w 2013 r. określeniem „polskie obozy zagłady Majdanek i Auschwitz” w informacji na jej portalu, dotyczącej planowanej emisji programu dokumentalnego. W grudniu 2016 r. krakowski sąd apelacyjny prawomocnie nakazał niemieckiej stacji umieścić na stronie głównej jej serwisu internetowego przeprosiny za użycie tego określenia.

 

Wcześniej sąd I instancji uznał, że dobra osobiste powoda – w postaci jego godności człowieka, tożsamości narodowej i godności narodowej – zostały naruszone przez ZDF użyciem inkryminowanych słów, ale zdaniem sądu II instancji został skutecznie przeproszony przez ZDF w osobistym liście – dlatego ten sąd powództwo oddalił. Sąd apelacyjny zmienił ten wyrok i zobowiązał ZDF do publicznego przeproszenia pana Karola Tendery za naruszenie jego dóbr osobistych przez użycie tego sformułowania.  Sąd uznał, że w takim przypadku przeprosiny listowne nie wystarczą. W 2017 r. do SN wpłynęła skarga kasacyjna pełnomocników ZDF od tego wyroku. W październiku 2017 r. SN zdecydował o jej przyjęciu do rozpoznania na rozprawie kasacyjnej, jej termin był wyznaczony na środę 25 września 2019 r.

 

Ponad rok temu, w sierpniu 2018 r. CMWP SDP ogłosiło publiczne stanowisko, w którym napisaliśmy, iż postępowanie niemieckiej telewizji publicznej ZDF w tej sprawie budzi zdumienie i oburzenie, gdyż brak właściwej reakcji tej stacji na oczywisty błąd dziennikarski popełniony na jej stronach internetowych w 2013 r. najpierw wprowadził setki tysięcy jej odbiorców w błąd, a potem poprzez manipulacje i wykorzystywanie wszelkiego rodzaju prawniczych wybiegów doprowadził do sytuacji, w której 96-letni były więzień niemieckich obozów koncentracyjnych znajdujących się na terenach okupowanej przez Niemców Polski musi ponieść dotkliwą karę finansową za to, iż domagał się publikacji prawdy historycznej i przeprosin.

 

Wycofanie skargi kasacyjnej przez telewizję ZDF w tej sprawie CMWP SDP przyjmuje z radością, ponieważ oznacza ono koniec trwającej prawie 6 lat batalii sądowej p. Karola Tendery, dziś 98-letniego byłego więźnia obozu w Auschwitz.

 

Stanowisko CMWP SDP z 23 sierpnia 2018 r.: https://cmwp.sdp.pl/protest-%e2%80%a8centrum-monitoringu-wolnosci-prasy-sdp%e2%80%a8w-sprawie-sadowej-karola-tendery-przeciwko-telewizji-zdf/

 

Więcej informacji : https://www.press.pl/tresc/58632,zdf-rezygnuje-z-kasacji-w-procesie-z-bylym-wiezniem-auschwitz

https://www.rpo.gov.pl/pl/content/sformulowanie-polskie-obozy-narusza-dobra-osobiste-polskiego-wieznia-auschwitz

 

CMWP SDP w obronie kolejnego dziennikarza oskarżonego z art. 212

25 września  w Sądzie Rejonowym w Nisku odbyła się kolejna rozprawa przeciwko redaktorowi Piotrowi Kani z portalu  www.nizanskie.info. Został on oskarżony przez radnego powiatu niżańskiego Janusza Nawrockiego i jego synów z art. 212 kk § 2. Sąd I instancji umorzył zarzuty wobec niego, ale strona pozywająca odwołała się  do II instancji, która cofnęła sprawę do ponownego rozpatrzenia przez Sąd I instancji.  W ocenie CMWP SDP sprawa jest istotna w kontekście realizacji zasady wolności słowa demokratycznego państwa, dlatego została objęta monitoringiem CMWP SDP.

 

Sprawa z art.212 od początku(2016r) toczy się w trybie niejawnym, jednak na wniosek red. Piotra Kani sędzia Grażyna Pizoń wyraziła zgodę na obecność na rozprawie obserwatora CMWP SDP. Na rozprawie 25 września stawiło się dwóch z trzech oskarżycieli. Obecny był również red. Piotr Kania wraz z adwokatem . W związku z dopuszczeniem kolejnego dowodu w sprawie sędzia wyznaczyła następne posiedzenie na 9 października o godzinie 9.00.

 

Link do spornego artykułu: https://nizanskie.info/pl/11_wiadomosci/934_afera_korupcyjna_w_nizanskim_arimr.html-h811141d101a35c120f7824736502442f

 

CMWP SDP w programie „Nie da się ukryć” w TVP Info o „Soku z buraka”

W internecie można opublikować prawie wszystko pod warunkiem, że odbiorca wie, kto stoi za tym przekazem, kto jest jego nadawcą. Jeśli jakaś partia chce kogoś lub coś krytykować, to może to robić w dowolny sposób pod warunkiem, że robi to na własny rachunek, pod własną nazwą i własnym logo – powiedziała dr Jolanta Hajdasz, dyr. CMWP SDP  w programie „Nie da się ukryć” w TVP Info 24 września b.r.  odpowiadając na pytanie o etyczną stronę funkcjonowania w sieci profilu „Sok z buraka”. Dziennikarze tygodnika „Sieci”  Marek Pyza i Marcin Wikło ustalili, iż twórcą profilu „Sok z Buraka”  jest specjalista od PR, który od lutego ub.r. pracuje w biurze Platformy Obywatelskiej, jednocześnie współpracując z klubem parlamentarnym PO-KO. W tej partii ma zarabiać – według autorów tekstu – od kilku do kilkunastu tys. zł miesięcznie, co łącznie dało dotychczas ponad 150 tys. zł, natomiast w klubie – kilka tys. zł. miesięcznie. W artykule zaznaczono, że w kwietniu br. mężczyzna ten został też zatrudniony w wydziale promocji Urzędu m.st. Warszawy. Przez minione pięć miesięcy miał tam zarobić minimum 25 tys. zł.

 

Cała audycja : https://www.tvp.info/44227454/24092019-2100/nie-da-sie-ukryc,odc-745

 

Foto: zdjęcia z programu „Nie da się ukryć” z 24.09.19

 

CMWP SDP na konferencji OBWE w Warszawie

Jolanta Hajdasz, dyrektor CMWP SDP  była jednym z prelegentów panelu dyskusyjnego na temat współczesnych zagrożeń wolności słowa w internecie, jaki  odbył się w ramach jednej z sesji roboczych konferencji  HDIM – Spotkanie Przeglądowe Wymiaru Ludzkiego OBWE . Konferencja ta to największa w Europie coroczne wydarzenie  poświęcone prawom człowieka i demokracji.

 

W konferencji biorą  udział delegacje 57 państw OBWE, jej struktur i partnerów, społeczeństwa obywatelskiego i organizacji międzynarodowych, w sumie około 1500 osób.  Polska jest w tym roku gospodarzem tej konferencji. Rozpoczęła się ona 16 września b.r.  i potrwa dwa tygodnie. Miejscem obrad jest Stadion Narodowy w Warszawie. W czasie sesji roboczych omawiane są takie  tematy jak wolność słowa, wolność mediów i informacji, demokracja na szczeblach narodowym, regionalnym i lokalnym.  Konferencję OBWE w Warszawie otworzył minister spraw zagranicznych  Jacek Czaputowicz, który  nawiązał w swoim wystąpieniu do znaczenia rocznicy  wyborów w Polsce z 4 czerwca 1989 roku.

 

Debatę o wolności słowa w internecie zorganizował Instytut na Rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris, odbyła się ona 17 września, a  jej tytuł to : Freedom of Speech Online: Social Media and Modern Censorship? Obok dyr. Jolanty Hajdasz  uczestnikami dyskusji byli także: adw. Jerzy Kwaśniewski, prezes Instytutu Ordo Iuris, dr Tymoteusz Zych, wiceprezes Instytutu Ordo Iuris, red. Paweł Lisicki, red. nacz. tygodnika Do Rzeczy, red. Cezary Krysztopa z Tygodnika Solidarność, red. Łukasz Karpiel z portalu Pch24.pl oraz red. Varro Vooglaid z Estonii.  Prawne środki ochrony wolności słowa w mediach społecznościowych na poziomie krajowym i międzynarodowym przedstawił adw. Tomasz Piotr Chudzinski z Instytutu Ordo Iuris

 

Uczestnicy omówili rosnący problem arbitralnego usuwania treści w mediach społecznościowych, równego dostępu do internetowych platform komunikacji i różnicowania zasięgu treści przez monopole w mediach społecznościowych  na podstawie analizy studium przypadku z Polski i innych krajów. Głównym tematem rozmowy były możliwe reakcje prawne w krajach OBWE, a także szanse rozwiązań prawnych, w tym na gruncie obowiązujących przepisów.

 

 

Całość  debaty  Freedom of Speech Online: Social Media and Modern Censorship ? ( 17.września 2019)

 

O zawieszeniu prof. Nalaskowskiego z UMK w telewizji wPolsce.pl z udziałem CMWP SDP

Kto chce zniszczyć prof. Nalaskowskiego?  Na to pytanie odpowiadali  goście programu “Gorące pytania” w telewizji w Polsce.pl  (emisja 16 września 2019 r.) :  Marek Markiewicz, prawnik, dziennikarz, Kazimierz Przeszowski, wiceprezes Centrum Życia i Rodziny i oraz Jolanta Hajdasz, dyr. Centrum Monitoringu Wolności Prasy . Jolanta Hajdasz przedstawiła szczegóły protestu CMWP SDP przeciwko zawieszeniu w pracy prof. Aleksandra Nalaskowskiego po publikacji felietonu krytycznego wobec ideologii LGBT.

 

Więcej na ten temat: https://wpolsce.pl/magazyn/9150-kto-chce-zniszczyc-prof-nalaskowskiego-hajdasz-felieton-daje-prawo-do-specyficznych-sformulowan

 

Fot: screen wPolsce.pl

 

CMWP SDP w obronie red. Rafała Ziemkiewicza

Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP wyraża stanowczy protest przeciwko skazaniu publicysty Rafała Ziemkiewicza przez Sąd Apelacyjny w Warszawie, który 11 września b.r. postanowił, iż publicysta ma na stronie głównej portalu Onet.pl zamieścić na swój koszt przeprosiny red. red. Anny Dryjańskiej, dziennikarki serwisu NaTemat.pl z powodu obrażającego ją wpisu publicysty na portalu Twitter.

 

Red. Rafał Ziemkiewicz 14 października 2016 roku zamieścił na w/w portalu społecznościowym wpis po relacji telewizyjnej z demonstracji pod domem Jarosława Kaczyńskiego, którą Anna Dryjańska współorganizowała. „Właśnie widziałem w tvp. Annę Dryjańską. To wyjątkowa czelność, że pyskuje pod domem Jaro, sama jest zdeformowana, a jednak ją mama urodziła” – napisał red. Rafał Ziemkiewicz komentując telewizyjną wypowiedź Anny Dryjańskiej o “zmuszaniu kobiet do rodzenia zdeformowanych płodów” oraz jej obecność na czarnym proteście przed domem prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego.

 

W/w wyrok Sądu Apelacyjnego w Warszawie budzi zdecydowany sprzeciw, ponieważ zastosowane w tym przypadku sankcje są nieadekwatne do popełnionego czynu i nie uwzględniają specyfiki publicznych wypowiedzi w medium społecznościowym, jakim jest Twitter. Każda publikacja na tym portalu to krótka wiadomość tekstowa (maks. 280 znaków) wyświetlana jedynie na profilu autora wpisu oraz pokazywana użytkownikom, którzy obserwują dany profil. Publikując tzw. tweety każdy użytkownik przedstawia – bardzo często skrajnie złośliwie – swój osobisty punkt widzenia. Charakterystyczna dla Twittera ograniczona do minimum objętość tekstu wymusza na użytkownikach formułowanie prostych i jednoznacznych przekazów, które mają często umowny, ironiczny charakter.

 

Szczególnie bulwersujące jest w tym wypadku także to, iż Sąd Apelacyjny w Warszawie zobowiązał dziennikarza do przeprosin na łamach największego polskojęzycznego portalu internetowego Onet.pl. w żaden sposób nie związanego ze sprawą. Koszty przeprosin na łamach tego medium są bardzo wysokie, a konieczność ich poniesienia wraz z orzeczoną przez sąd sankcją dodatkową w postaci zapłaty kosztów procesu stają się niezwykle dokuczliwą karą dla każdego dziennikarza.

 

Zdumienie budzi także to, iż orzeczenie o winie dziennikarza całkowicie ignoruje najistotniejszy w tej sprawie element, jakim jest kontekst społeczny spornej wypowiedzi, a więc spór o prawo do życia nienarodzonych dzieci. Red. Rafał Ziemkiewicz w charakterystycznym dla siebie stylu (widocznym w jego całej bogatej twórczości publicystycznej) wyrażał ważne i dla wielu Polaków fundamentalne treści w momencie ostrego sporu ideologicznego, jaki wówczas toczył się w przestrzeni publicznej i co za tym idzie, w środkach masowego przekazu. Z tego powodu wszelkie publikacje, jakie w takim okresie miały miejsce na ten temat są nasycone emocjami w stopniu o wiele wyższym niż w innym czasie. Ocena tych publikacji powinna z pewnością uwzględniać także i te okoliczności sprawy.

 

Dlatego w ocenie CMWP SDP wyrok ten narusza fundamentalną dla ustroju demokratycznego zasadę wolności słowa i prowadzi do uruchomienia i upowszechnienia wśród osób publikujących w środkach masowego komunikowania mechanizmu autocenzury, czyli samoograniczania się także innych publicystów, którzy z obawy przed wysokimi karami pieniężnymi nie będą podejmować trudnych kontrowersyjnych tematów społecznych. W oczywisty sposób niszczy to zasadę wolności słowa i prowadzi do ograniczenia swobód obywatelskich. Jest to tzw. efekt mrożący (ang. chilling effect), wielokrotnie opisywany zarówno na gruncie prawa polskiego, jak i innych krajów jako działanie przeciwko wolności słowa i wypowiedzi.

 

W związku z powyższym należy przypomnieć, że wolność słowa i prasy podlega ochronie zarówno na gruncie krajowego, jak i międzynarodowego porządku prawnego. W szczególności art. 14 Konstytucji RP stanowi, iż Rzeczpospolita Polska zapewnia wolność prasy i innych środków społecznego przekazu. Zgodnie z art. 10 ust. 1 Konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności, każdy ma prawo do swobody wypowiedzi. Jak wielokrotnie podkreślał Europejski Trybunał Praw Człowieka, swoboda ta jest jednym z filarów demokratycznego społeczeństwa, a bez wolnej prasy społeczeństwo demokratyczne nie istnieje. CMWP SDP pragnie podkreślić, że zarówno na gruncie prawa krajowego jak i międzynarodowego wolność słowa i prasy stanowią podstawowe swobody i wartości, do których ochrony obowiązane są wszystkie instytucje państwowe. Opisana praktyka sądowa budzi więc zdecydowany sprzeciw, nie sposób bowiem przyjąć, by wskazane wyżej orzeczenie miało się przyczynić do wzmocnienia demokracji czy respektowania zasady wolności słowa.

 

dr Jolanta Hajdasz

dyr. CMWP SDP

 

Warszawa, 14 września 2019 r.

 

Stanowczy protest CMWP SDP przeciwko zawieszeniu w pracy prof. Aleksandra Nalaskowskiego

CMWP SDP stanowczo protestuje przeciwko decyzji rektora Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, prof. Andrzeja Tretyna, który na trzy miesiące zawiesił w obowiązkach nauczyciela akademickiego prof. Aleksandra Nalaskowskiego i wszczął wobec niego procedurę dyscyplinarną po publikacji przez niego felietonu krytycznego wobec ideologii LGBT. W praktyce oznacza to pozbawienie możliwości wykonywania zawodu pracownika akademickiego przez prof. A. Nalaskowskiego co najmniej przez najbliższy kwartał.

 

26.08.19 prof. dr hab. Aleksander Nalaskowski, opublikował w tygodniku „Sieci” felieton pt. „Wędrowni gwałciciele” , w którym w jednoznaczny sposób apeluje o przeciwstawianie się ideologii LGBT i krytykuje metody i sposoby działania zwolenników tej ideologii.

 

Na podstawie decyzji rektora UMK przez trzy miesiące prof. Nalaskowski nie może kształcić studentów ani prowadzić zajęć na uczelni. Nałożono na niego również zakaz nadzorowania opracowywanych przez studentów prac naukowych pod kątem merytorycznym i metodycznym. Nie może też prowadzić badań naukowych i prac rozwojowych. Władze uczelni zabroniły profesorowi uczestniczenia w pracach organizacyjnych uczelni oraz kształcenia kadry naukowej. Nie może także wykonywać innych obowiązków związanych z pełnieniem funkcji kierownika Katedry Edukacji Dziecka na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu.

 

W ocenie CMWP SDP  decyzja ta narusza fundamentalną dla ustroju demokratycznego zasadę wolności słowa. Publikując na łamach prasy felietony naukowiec, jak każdy publicysta, ma prawo przedstawiać – nawet w dosadny i kontrowersyjny sposób – swój osobisty punkt widzenia. Zastosowane w tym przypadku przez władze uczelni środki są nieadekwatne do popełnionego czynu, jakim jest publikacja felietonu. Szczególnie bulwersujący jest przy tym fakt, iż władze Uniwersytetu Mikołaja Kopernika  poprzez swoje działanie prowadzą do eliminowania z przestrzeni publicznej  ważne dla wielu Polaków  treści w momencie ostrego sporu ideologicznego, jaki obecnie toczy się w Polsce w związku z promocją ideologii LGBT prowadzoną nieskrępowanie w różnych środkach masowego komunikowania. Uniemożliwianie przeciwnikom ideologii LGBT publicznego wyrażania jej krytyki oczywisty sposób narusza polską Konstytucję oraz polskie prawo prasowe.

 

CMWP SDP zwraca  uwagę, iż karanie autora za publikowane przez niego treści, jak ma to miejsce w przypadku prof. Aleksandra Nalaskowskiego, prowadzi do uruchomienia i upowszechnienia w komunikowaniu masowym mechanizmu autocenzury, czyli samoograniczania się także innych publicystów i nie podejmowania przez nich trudnych i kontrowersyjnych tematów społecznych. W oczywisty sposób niszczy to zasadę wolności słowa i prowadzi do ograniczenia swobód obywatelskich. Jest to tzw. efekt mrożący (ang. chilling effect) , wielokrotnie opisywany zarówno na gruncie prawa polskiego, jak i innych krajów, jako działanie przeciwko wolności słowa i wypowiedzi.

 

W związku z powyższym należy przypomnieć, że wolność słowa i prasy podlega ochronie zarówno na gruncie krajowego, jak i międzynarodowego porządku prawnego. W szczególności art. 14 Konstytucji RP stanowi, iż Rzeczpospolita Polska zapewnia wolność prasy i innych środków społecznego przekazu. Zgodnie z art. 10 ust. 1 Konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności, każdy ma prawo do swobody wypowiedzi, które obejmuje wolność posiadania poglądów oraz otrzymywania i przekazywania informacji i idei bez ingerencji władz publicznych i bez względu na granice państwowe. Jak wielokrotnie podkreślał Europejski Trybunał Praw Człowieka, swoboda wypowiedzi jest jednym z filarów demokratycznego społeczeństwa. Bez wolnej prasy społeczeństwo demokratyczne nie istnieje.

 

Prof. Andrzej Nalaskowski jest profesorem zwyczajnym pedagogiki na UMK w Toruniu. Przez dwie kadencje był dziekanem Wydziału Nauk Pedagogicznych na tej uczelni. Jest twórcą toruńskiej Szkoły Laboratorium oraz autorem ponad 20 książek o edukacji. Wypromował 16 doktorów. Jest członkiem Narodowej Rady Rozwoju przy Prezydencie RP Andrzeju Dudzie oraz Rady Programowej Narodowego Kongresu Nauki.

 

CMWP SDP apeluje do władz Uniwersytetu  Mikołaja Kopernika w Toruniu o unieważnienie zarzutów wobec prof. Aleksandra Nalaskowskiego i o odstąpienie od wymierzania mu kary.

 

dr Jolanta Hajdasz

dyr. CMWP SDP

 

Warszawa, 11 września 2019 r.

 

26.08.19 felieton Aleksander Nalaskowski

 

Fot. Wikimedia

Protest CMWP SDP  w sprawie wyroku skazującego Sławomira Cenckiewicza

Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP  stanowczo protestuje przeciwko wyrokowi Sądu Okręgowego w Szczecinie, zgodnie z którym  historyk i publicysta dr hab.  Sławomir Cenckiewicz  ma zostać ukarany za  wpis w mediach społecznościowych dotyczący posła Platformy Obywatelskiej Sławomira Nitrasa.  Sławomir Cenckiewicz na przeprosić polityka i wpłacić pięć tysięcy złotych na rzecz Fundacji Zachodniopomorskie Hospicjum dla Dzieci i Dorosłych za podanie tzw. mema na swoim koncie w mediach społecznościowych.  Tekst  oświadczenia z przeprosinami  ma być dostępny przez sześć miesięcy od dnia uprawomocnienia się wyroku.

 

Poseł PO Sławomir Nitras wytoczył Sławomirowi Cenckiewiczowi proces cywilny w związku z wpisami, które opublikował on w 2016 roku na portalu Twitter. Wg sądu jeden z memów opublikowanych przez S. Cenckiewicza miał sugerować, że poseł popełnił przestępstwo podczas wykonywania  swojego mandatu.

 

W/w wyrok Sądu Okręgowego w Szczecinie budzi zdecydowane zdumienie i  sprzeciw, ponieważ  zastosowane w tym przypadku sankcje  są całkowicie nieadekwatne do popełnionego czynu i nie uwzględniają specyfiki publicznych wypowiedzi w medium społecznościowym, jakim jest Twitter.  Publikując na jego łamach każdy ma prawo przedstawiać  – nawet skrajnie złośliwie – swój osobisty punkt widzenia. Charakterystyczna dlaTtwittera ograniczona do minimum objętość tekstu wymusza na użytkownikach formułowanie prostych i jednoznacznych przekazów,  które mają często umowny, ironiczny charakter.

 

W związku z powyższym CMWP SDP przypomina, że wolność słowa i prasy podlega szczególnej ochronie zarówno na gruncie krajowego, jak i międzynarodowego porządku prawnego. Art. 14 Konstytucji RP stanowi, iż Rzeczpospolita Polska zapewnia wolność prasy i innych środków społecznego przekazu. Natomiast w myśl art. 10 ust. 1 Konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności, każdy ma prawo do swobody wypowiedzi, które obejmuje wolność posiadania poglądów oraz otrzymywania i przekazywania informacji i idei bez ingerencji władz publicznych i bez względu na granice państwowe. Jak wielokrotnie podkreślał Europejski Trybunał Praw Człowieka, swoboda wypowiedzi jest jednym z filarów demokratycznego społeczeństwa. Bez wolnej prasy i możliwości swobodnego wypowiadania się w przestrzeni publicznej społeczeństwo demokratyczne nie istnieje.

 

Opisana powyżej praktyka sądowa budzi więc skrajne zdziwienie, nie sposób bowiem przyjąć, by wskazane wyżej orzeczenie miało się przyczynić do wzmocnienia demokracji czy respektowania zasady wolności słowa.

 

dr Jolanta Hajdasz

dyr. CMWP SDP

 

Warszawa, 5 września  2019  r.

Fot. Wikipedia

Podejrzany o współpracę z SB wystąpił z powództwem przeciwko dziennikarce z TVP3 Gdańsk

Sprawa jest objęta monitoringiem CMWP SDP od lipca b.r. Jest to kolejna sprawa dziennikarza oskarżonego o naruszenie dóbr osobistych osoby, którą IPN uznał na tajnego współpracownika Służby Bezpieczeństwa PRL. Tym razem podejrzany o współpracę ze Służbą Bezpieczeństwa wystąpił z powództwem przeciwko red. Agacie Mielczarek,  dziennikarce z TVP3 Gdańsk. 22 sierpnia 2019 r.  w Sądzie Okręgowym w Gdańsku (XV Wydział Cywilny) odbyła się trzecia już rozprawa w tej sprawie.  Red. Agata Mielczarek została pozwana przez  Henryka Jezierskiego, dziennikarza wydawnictw motoryzacyjnych, który twierdzi, iż zrealizowany przez pozwaną materiał informacyjny wyemitowany 27 stycznia 2017 r. w TVP3 Gdańsk na temat wyborów członków Rady Programowej w tejże stacji narusza jego dobra osobiste. W materiale tym znalazły się informacje o współpracy Henryka Jezierskiego ze Służbą Bezpieczeństwa PRL, cytowane m.in. na podstawie oficjalnych publikacji IPN. Sprawa ta jest objęta monitoringiem CMWP SDP, przed Sądem Okręgowym w Gdańsku Centrum reprezentuje red. Maria Giedz.

 

Rozprawę 22 sierpnia prowadziła sędzia Małgorzata Misiura. Obie strony, wraz z pełnomocnikami, stawiły się na rozprawę. Pełnomocnikiem Henryka Jezierskiego była Małgorzata Jezierska-Wojdak, a Anny Mielczarek w zastępstwie procesowym za adwokata Tomasza Plaszczyka występowała Martyna Lewińska. Podczas rozprawy doszło do przesłuchania trzech świadków: Joanny Strzemiecznej – Rozen – dyrektora TVP3 Gdańsk, Małgorzaty Mrozowskiej – Krawczyk – wydawcy programu „Panorama” oraz Andrzeja Liberadzkiego – sprawującego w okresie emitowania audycji funkcję Prezesa Zarządu Radia Gdańsk SA. Czwartym światkiem miała być Agnieszka Oszczyk – pracownik TVP SA O/ Gdańsk, prowadząca w dniu 27 stycznia 2017 r. główne wydanie programu informacyjnego „Panorama”, o godz. 18:30 w TVP3 Gdańsk. Świadek nie pojawił się na rozprawie. Decyzją sądu Agnieszka Oszczyk została ponownie wezwana na kolejną rozprawę, która ma się odbyć w dniu 5 grudnia o godz. 10.15 w Sądzie Okręgowym w Gdańsku.

 

***

 

Pierwszym, przesłuchiwanym świadkiem była red. Joanna Strzemieczna – Rozen, która stwierdziła, że przygotowany przez Annę Mielczarek materiał był wykonany rzetelnie. Ukazywał trzy aspekty, z powodu których Henryk Jezierski nie powinien znaleźć się w gronie członków Rady Programowej gdańskiej telewizji. Chodziło o jego agenturalną przeszłość, co wynika z książki Daniela Wicentego „Weryfikacja gdańskich dziennikarzy w stanie wojennym” (wydanej przez IPN w Gdańsku w 2015 r.) oraz przedstawionych przez pracownika IPN dr Wicentego materiałów świadczących o zainteresowaniu SB osobą Henryka Jezierskiego. „Red. Jezierski ma też na swoim koncie antysemickie publikacje, które dyskryminują go do bycia członkiem Rady Programowej”- powiedziała dyr. Strzemieczna-Rozen. „Ponadto, ubiegając się o członkostwo w Radzie Programowej TVP Gdańsk powołał się na rekomendacje Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy”, tymczasem red. Anna Dąbrowska, ówczesna prezes KSD, obecnie sekretarz Zarządu KSD, jak zeznawała dyr. Strzemieczna-Rozen, zaprzeczyła, aby Stowarzyszenie udzieliło takiej rekomendacji red. Jezierskiemu, a wręcz przeciwnie, red. Dąbrowska stwierdziła, iż p. Jezierski zgłosił swoją kandydaturę samowolnie, bez żadnych rekomendacji i bez wiedzy Stowarzyszenia. Oddział gdański Stowarzyszenia, którego ponoć Jezierski jest prezesem, już wówczas był rozwiązany. Mecenas Małgorzata Jezierska-Wojdak reprezentująca Henryka Jezierskiego dociekała, kto przydzielił temat red. Agacie Mielczarek. Dopytywała się o konkretne nazwiska, również tych osób, które wypowiadały się negatywnie o red. Jezierskim. Kilkakrotnie żądała ujawnienia nazwisk osób oburzonych faktem wprowadzania Jezierskiego do Rady Programowej TVP Gdańska. „Co to były za osoby?” Interesowało ją też, dlaczego materiał zgłoszony na kolegium redakcyjnym w poniedziałek (23 stycznia 2017 r.) ukazał się dopiero w piątek (27 stycznia 2017 r.), a także, czy gdyby red. Mielczarek odmówiła opracowania tego materiału straciłaby pracę albo poniosła inne konsekwencje? Te same pytania kilkakrotnie powtarzała.

 

Dyrektor J. Strzemieczna stwierdziła, że obowiązuje ją tajemnica dziennikarska i żadnych nazwisk nie ujawni. Jezierska-Wojdak zażądała od sędzi Małgorzaty Misiura zwolnienia Strzemiecznej od tajemnicy dziennikarskiej. Okazało się, że w sprawach cywilnych sędzia nie ma takich uprawnień. Działa to jedynie w sprawach karnych. Dyrektor J.Strzemieczna wyjaśniała, że Agatę Mielczarek wybrano do przygotowania materiału, gdyż jest młodą, sumienną dziennikarką, której nikt nie może podejrzewać o jakiekolwiek związki z SB z czasów PRL-u. Powoływała się też na prezentowaną w materiale wypowiedź Krzysztofa Czabńskiego, przewodniczącego Rady Mediów Narodowych, że „osoby, co do których istnieją jakiekolwiek zarzuty, czy tylko podejrzenia o ich działalność agenturalną nie powinny wchodzić w skład rad programowych mediów, a zwłaszcza mediów publicznych”.Mecenas Małgorzata Jezierska-Wojdak dociekała, czy red. Strzemieczna widziała materiał w całości przed jego emisją? A także czy oglądała oryginalne teczki w IPN. Red. nacz. Joanna Strzemieczna tłumaczyła, że dziennikarz nie jest naukowcem, a telewizja instytutem badawczym rozwikłującym sporne sprawy. „Rolą dziennikarza jest informowanie. W książce są numery akt, daty, pseudonimy, a nawet jest definicja tajnego współpracownika. To IPN ustala kto jest TW, my tylko informujemy o tym”. Dodała też, że wszyscy dziennikarze pełniący kierownicze stanowiska muszą złożyć oświadczenie lustracyjne, iż dana osoba nie była TW (tajnym współpracownikiem SB). „Red. Jezierski takiego oświadczenia lustracyjnego nie złożył, kiedy ubiegał się o członkostwo w Radzie Programowej telewizji. Podkreśliła również, że materiał red. Mielczarek był konsultowany z radcą prawnym TVP. Autorka materiału była w IPN. W materiale emitowanym w TVP zostało pokazane że autor książki prezentuje akta IPN. Ponadto dodała, że „nie byłam przy nagraniu, ale na filmie widać, jak Jezierski trzyma książkę wydaną przez IPN i wypowiada się dwa razy”. Mec. Jezierską-Wojdak interesowało również, czy prawnik TVP wydał opinię pozytywną, czy autorka materiału była w IPN, czy wszystkie osoby wypowiadające się w programie miały takie same prawa do wypowiedzi.

 

***

 

Drugim świadkiem przesłuchiwanym podczas rozprawy sądowej była Małgorzata (Maria) Mrozowska – Krawczyk. Mecenas Małgorzata Jezierska-Wojdak zadawała świadkowi podobne pytania, które wcześniej zadawała dyrektor gdańskiej telewizji Joannie Strzemiecznej-Rozen. Chodziło o powód tak długiego, zdaniem mecenas, przygotowywania przez Agatę Mielczarek materiału informacyjnego. Mrozowska-Krawczyk odpowiadała, że materia prezentowana w programie była na tyle skomplikowana, że trzeba było czterech dni, aby informację przedstawić rzetelnie. „Wymagał on szczególnej staranności. Czytałam książkę Wicentego. Zależało nam, aby dać powodowi możliwość wypowiedzenia się – mówił aż dwa razy. Stąd opóźnienie z wydaniem materiału”.

 

Zeznała też, że decyzję o zaprezentowaniu tego tematu podjęła dyr. Strzemieczna, kiedy to okazało się, że red. Jezierski został wybrany do Rady Programowej, gdyż jego osoba budziła spore kontrowersje. Dodała, że „autorem zapowiedzi jest Mielczarek, ale wspólnie pracowałyśmy, konsultowałyśmy, łącznie z redaktor naczelną. Mogłam więc wpłynąć na jego treść końcową”. Publikacja IPN „Weryfikacja gdańskich dziennikarzy w stanie wojennym” jest dostępna. Jednak powód (Jezierski) nie wytoczył procesu autorowi książki, na której opiera się Mielczarek. W materiale emitowanym przez TVP Jezierski zaprzeczył, że był TW SB. My nie dochodzimy czy jest to prawda, tylko przekazujemy fakty. IPN jest jedyną instytucją, która mogła nam pokazać taką informację. W materiale znalazł się też komentarz Marka Formeli (SLD, wówczas członka ustępującej Rady Programowej TVP3 Gdańsk). „Materiał był wzorcowy. To bardzo trudna sprawa. Wśród kolegów było oburzenie, że taka osoba będzie oceniała nasze programy. Odbiło się to szerokim echem w mediach ogólnopolskich. Sam, bez zgody szefa Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy zarekomendował się” – mówiła red.Mrozowska-Krawczyk.

 

Mec. Jezierska-Wojdak drążyła możliwość zmiany materiału przez osoby obce, a także wydłużenia tego materiału do ponad 5 min, skoro większość z nich trwa zaledwie około 2 min. Wypytywała o to, kto może rekomendować kandydatów na członków Rady Programowej? Chciała dokładnie znać informacje przekazane na kolegium redakcyjnym przez redaktor naczelną. Domagała się podania nazwisk starszych kolegów, którzy w rozmowach prywatnych, ale i na kolegium wypowiadali się negatywnie na temat red. Jezierskiego. Chciała wiedzieć, czy tym starszym kolegą był red. Marek Formela, który przez wiele lat pełnił funkcję redaktora naczelnego „Głosu Wybrzeża”, a także kto na kolegium zadecydował, że w materiale ma znaleźć się wypowiedź Formeli? I dlaczego to on się wypowiadał, a nie koledzy z telewizji?

 

Red. Mrozowska – Krawczyk wyjaśniała, że w wypowiedzi Formeli nie ma stwierdzenia, iż Jezierski był tajnym współpracownikiem. „Taka informacja pada z ust pracownika IPN. My nie dyskutowaliśmy z historią, my pokazywaliśmy publikację IPN. Materiał nie mówi wprost, że był tajnym współpracownikiem, tylko, że był zarejestrowany jako TW. Jeśli został zarejestrowany, otrzymał pseudonim -Jurek- to znaczy, że był TW. Jezierska-Wojdak żądała przedstawienia definicji określenia tajny współpracownik. Chciała wiedzieć, czy istnieje dowód na współpracę Jezierskiego ze służbami bezpieczeństwa? Dopytywała się też, dlaczego ten materiał był konsultowany z prawnikiem? Interesowało ją czy Jezierski został uprzedzony o publikacji IPN i co ma powiedzieć? „Skoro Jezierski w programie zaprzeczał, że nie jest TW, to chyba wiedział o czym mówi” – ripostowała Mrozowska-Krawczyk. W trakcie przesłuchania wypłynęła sprawa nagrywania całej rozmowy z Jezierskim nie tylko kamerą, ale i telefonem komórkowym. Henryk Jezierski nazwał to skandalem. Chciał też wiedzieć, dlaczego autorka konsultowała ten materiał z prawnikiem? Zarzucał jej, że nie sięgnęła do dokumentów IPN, tylko do książki wydanej przez IPN opartej na dokumentach.

 

***

 

Trzecim świadkiem, przesłuchiwanym podczas rozprawy sądowej w dniu 22 sierpnia 2019 r. był red. Andrzej Liberadzki. Red. Liberadzki twierdził, że „istniało podejrzenie, iż dwóch członków Rady Programowej mogło być TW i to byłoby naganne, a jego zdaniem pani Agata próbowała dotrzeć do prawdy w tej kwestii. Ponadto ukazała się książka, która szeroko opisała gdańskie środowisko dziennikarskie. Przeczytałem tę książkę dwa razy. W tej publikacji zostało odnotowane, że pan Jezierski był TW. Nie dziwię się, że TVP próbowała tę sprawę zweryfikować”. Zgodziłem się na wypowiedź w telewizji, ale nie chciałem się bezpośrednio wypowiadać, więc swój pogląd wydałem w oświadczeniu na temat statusu rad programowych w mediach publicznych. Chciałem, aby było duże sito, bo nie istniały regulacje co do spraw moralnych członków rad. Nie ma żadnych regulacji, co zasad dla kandydatów rad programowych czy nadzorczych mediów publicznych. W książce powód został zarejestrowany jako TW, a potem odmówił współpracy. Czy był czysty moralnie? Najlepiej wyjaśnić to samemu poprzez oświadczenie lustracyjne. Skoro sytuacja jest niejasna, to albo człowiek się oczyszcza, albo nie.” Red. Liberadzki stwierdził, że z Jezierskim współpracował w latach 70. XX w.

 

***

 

Podczas rozprawy okazało się, że w aktach Sądu brakuje oświadczenia Anny Dąbrowskiej, byłej już prezes Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy, obecnie sekretarza Zarządu KSD. Taki dokument został wydany 26 stycznia 2017 r., czyli przed emisją programu informacyjnego. Martyna Lewińska, pełnomocnik Anny Mielczarek zgłosiła więc powołanie na świadka Annę Dąbrowską na okoliczność rekomendacji powoda do Rady Programowej TVP Gdańsk. Małgorzata Jezierska-Wojdak, pełnomocnik Henryka Jezierskiego wyraziła sprzeciw, tłumacząc, że pod koniec procesu nie zgłasza się nowych świadków. Sędzia Małgorzata Misiura uznała powołanie na świadka Anny Dąbrowskiej za bezpodstawne, ale nie sprzeciwia się złożeniu tego oświadczenia.

 

Pod koniec rozprawy Henryk Jezierski wręczył Sądowi decyzję wydaną przez prezesa IPN 11 maja 2019 r., w której znajduje się stwierdzenie, że „Henryk Jezierski nie był pracownikiem, funkcjonariuszem lub żołnierzem organów bezpieczeństwa państwa i w archiwach IPN – Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu nie zachowały się dokumenty wytworzone przez niego lub przy jego udziale, w ramach czynności wykonywanych przez niego w charakterze tajnego informatora lub pomocnika przy operacyjnym zdobywaniu informacji przez organy bezpieczeństwa państwa.”

 

Natomiast IPN podaje, że w jego zasobach zostały odnalezione trzy zapisy ewidencyjne dotyczące Henryka Jezierskiego:

 

  1. Nr 57968 – Wydz. III zarejestrował w dniu 27 kwietnia 1988 r. Jezierskiego na kandydata tajnego współpracownika (KTW) o pseudonimie „JUREK”. 1 lipca 1988 r. sprawę przerejestrowano na TW „JUREK”
  2. 3 lipca 1989 r. Wydział III Gdańsk przekazał sprawę Jezierskiego do Archiwum Wydziału „C” do numeru I-26134 akta sprawy zarejestrowanej do numeru 57968. Na karcie dopisano „odmowa współpracy rok brakowania – 2005”.
  3. Zapis na karcie MKr – 3 z kartoteki odtworzeniowej MSW w Warszawie dotyczącej Henryka Jezierskiego, z której wynika, że akta archiwalne Wydziału „C” WUSW Gdańsk nr I-26134 zmikrofilmowano i zniszczono. Jako datę zniszczenia mikrofilmu nr 25134/I wskazano 2010 r.

 

Opracowanie : Maria Giedz, zdjęcie:  Maria Giedz

 

Źródło: CMWP SDP

 

CMWP SDP w radiowej „Jedynce”: O cenzurze w internecie. Czy jest faktem, czy tylko hasłem?

Coraz częściej profile na portalach społecznościowych są blokowane przez administratorów tych portali. Czy oznacza to zagrożenie dla wolności słowa? Czy istnieje szansa na obronę demokracji i cywilizowanie języka debaty publicznej? Jaki mechanizm kryje się za blokowaniem postów na portalach społecznościowych? Jakie treści były głównie blokowane w ostatnim czasie? Czy możemy spodziewać się ograniczenia wolności słowa w internecie? To pytania, które padły w audycji „Gdzie jest Pan Cogito?” , która została wyemitowana 24 sierpnia b.r. w Programie 1 Polskiego Radia. Jej autorką i prowadzącą jest red. Małgorzata Raczyńska-Weinsberg. Gośćmi programu byli dr Jolanta Hajdasz (Centrum Monitoringu Wolności Prasy Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich) , Jakub Majmurek (KrytykaPolityczna.pl), dr Maciej Kawecki (dziekan z Wyższej Szkoły Bankowej) oraz Konrad Dyda (Ordo Iuris).

 

Jolanta Hajdasz z Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP powiedziała w radiowej Jedynce, że większość  użytkowników internetu nie zdaje sobie sprawy z tego, że istnieje mechanizm, który cenzuruje treści w sieci,  sami przywykliśmy do tego, że w internecie można zamieszczać wszystko. Każde naruszenie tej wolności wypowiedzi jest więc zaskoczeniem, przyjmujemy je z niedowierzaniem. A globalne koncerny pod pretekstem np. zwalczania mowy nienawiści usuwają różne treści, nie zawsze jest to zrozumiałe i uzasadnione  – wyjaśniała Jolanta Hajdasz . Jakub Majmurek z KrytykaPolityczna.pl ocenił, że portal wRealu24 jest portalem, który posługuje się mową nienawiści. Dodał również, że Facebook, Google i YouTube mają „uprzedzenia względem prawicy, ale same algorytmy były wymierzone przeciwko prawej stronie”.

 

Dr Maciej Kawecki z Wyższej Szkoły Bankowej przyznał, że zaczyna dostrzegać w serwisie Facebook pewną uznaniowość. – Udostępniłem dwa tygodnie temu wpis dotyczący afery Cambridge Analytica. Wpis w moim odczuciu miał charakter edukacyjny, chciałem poinformować innych, o tym, że trzeba dbać o swoje dane, ale Facebook odmówił mi publikacji postu- powiedział ekspert. Konrad Dyda z Ordo Iuris uznał, że w internecie, czy na Facebooku pojawiają się treści, które „należy usunąć bezdyskusyjnie”. – Problem polega na tym, że mechanizm, który decyduje o usuwaniu treści jest zupełnie nieczytelny. Jeśli użytkownik medium społecznościowego otrzymuje komunikat, że dana treść została usunięta, nie ma nawet możliwości żeby merytorycznie się do tego odnieść – ocenił.

 

Całość audycji : https://www.polskieradio.pl/7/7630/Artykul/2359283,O-cenzurze-w-internecie-Czy-jest-faktem-czy-tylko-haslem

 

Źródło: CMWP SDP

Stanowisko CMWP SDP w sprawie kolejnych prób cenzurowania „Gazety Polskiej” przez firmę kolporterską  

Centrum Monitoringu Wolności Prasy  SDP z ogromnym zaniepokojeniem przyjmuje informacje świadczące o tym, iż firma kolporterska „Empik” zamierza po raz kolejny decydować o zawartości czasopism, które dystrybuuje, co w ocenie CMWP SDP jest współczesną formą cenzury.

 

Wg informacji publikowanych na publicznych portalach i w mediach społecznościowych związanych z „Gazetą Polską” istnieje duże prawdopodobieństwo, że Empik chce ocenzurować naklejki „Gazety Polskiej” dołączone do najnowszego numeru tygodnika. Kolporter dostarczający sieci prasę na tydzień przed wydaniem kolejnego numeru pisma zażądał od wydawcy “GP” wizualizacji naklejki, która ma być dołączona do najnowszego numeru tygodnika. Redakcja „GP” zapowiedziała, iż do numeru, który ma ukazać się w środę 28 sierpnia, dołączony będzie dodatek w formie naklejki, której treści Redakcja nie chce ujawniać wcześniej niż w dniu ukazania się pisma w kioskach. Wymuszenie na Redakcji przedstawienia naklejki do „akceptacji” firmie odpowiadającej jedynie za sprzedaż gazety jest cenzurą prewencyjną, narusza Konstytucję oraz Prawo Prasowe.

 

Tymczasem Pol Perfect – kolporter dostarczający prasę do sieci Empik 22 sierpnia b.r. zażądał od wydawcy “Gazety Polskiej” przedstawienia wizualizacji tej naklejki, co może świadczyć o tym, że sieć uzależnia sprzedaż tygodnika z nalepką od jej wyglądu. Jest to wysoce prawdopodobne ze względu na wydarzenia sprzed miesiąca, gdy 22 lipca, na dwa dni przed planowanym rozpoczęciem sprzedaży tygodnika, Empik poinformował o odmowie sprzedaży wydania „Gazety Polskiej” z naklejką „strefa wolna od LGBT” ze względu na treść naklejki. Decyzję tę skrytykowało m.in. Centrum Monitoringu Wolności Prasy oraz Izba Wydawców Prasy .

 

CMWP SDP przypomina, iż dystrybucja prasy jest wyodrębnioną dziedziną handlu, służącą wydawcom w rozpow­szechnianiu tytułów prasowych, co jest elementem realizacji w praktyce idei wolności słowa i swobód obywatelskich. Kolportaż prasy oparty jest na zasadach dostępności, neutralności i równego traktowania tytułów prasowych i wydawców, a przedsiębiorcy podejmujący się takiej działalności przyjmują na siebie obowiązek przestrzegania powyższych zasad.

 

CMWP SDP wyraża nadzieję, iż zgodnie z przytoczonymi, obowiązującymi w Polsce zasadami, dystrybucja tygodnika „Gazeta Polska” odbędzie się bez przeszkód i i bez wcześniejszej ingerencji w zawartość pisma nieuprawnionych podmiotów.

 

dr Jolanta Hajdasz

dyr. CMWP SDP

 

Warszawa, 23 sierpnia 2019 r.

 

Sekretarz ds. Praw Człowieka ambasady USA z wizytą w SDP i w CMWP SDP

Wolność słowa i mediów oraz ich współczesne ograniczenia w Polsce były tematem rozmowy p. Benjamina L. Coburna,  sekretarza ds. Praw Człowieka Sekcji Politycznej w Ambasadzie USA  z  przedstawicielami Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.  Odbyło się ono z  inicjatywy p. Benjamina L. Coburna. W czasie spotkania  w siedzibie SDP w Domu Dziennikarza w Warszawie Stowarzyszenie reprezentowała  dr Jolanta Hajdasz, wiceprezes SDP i dyr. CMWP SDP  oraz Dorota Zielińska,  koordynator ds. działalności międzynarodowej SDP.

Źródło: CMWP SDP