W związku z wyrokiem Sądu Rejonowego w Katowicach z 24 sierpnia 2024 r. związanym z publikacjami prasowymi red. Mateusza Cieślaka oraz postępowaniem II instancyjnym od tego wyroku przed Sądem Apelacyjnym w Katowicach CMWP SDP informuje, iż obejmuje niniejszą sprawę monitoringiem pod kątem przestrzegania praw człowieka i obywatela w zakresie wolności słowa. Według oceny CMWP, w niniejszej sprawie zachodzi zagrożenie naruszenia praw obywatelskich red. Mateusza Cieślaka. Sprawa dotyczy publikacji prasowych dziennikarza z 2020 roku, w których przedstawiał wątpliwości związane z badaniem wymazów, tj. próbek materiału biologicznego pod kątem obecności w nich koronawirusa SARS-CoV-2. Rozprawa apelacyjna zaplanowana jest na 22 kwietnia 2025 r.
Sprawa dotyczy publikacji red. Mateusza Cieślaka z 2020 r. w których opisywał wątpliwości dotyczące badań laboratoryjnych w kierunku wykrywania zakażenia COVID 19 na terenie Gliwic. Dziennikarz w okresie września – października 2020r. kierował pytania przesyłane emailem do licznych organów, instytucji i organizacji państwowych w tym m.in. do Głównego Inspektora Sanitarnego w Warszawie, Ministra Zdrowia, Krajowego Konsultanta w Dziedzinie Diagnostyki Laboratoryjnej, Marszałka Śląskiego, Wojewody Śląskiego, Premiera RP, Państwowego Wojewódzkiego Inspektora Sanitarnego, Dyrektora PZH w Warszawie, Dyrektora NFZ Oddziału w Katowicach, Państwowego Inspektora Pracy pytając o o działalność firmy VITO-MED sp. z o.o. w Gliwicach prowadzoną w cyt. kontenerze – blaszaku, czy wiedzą że laboratorium powoda działające w takim miejscu jest głównym laboratorium COVID – 19 na terenie woj. Śląskiego i czy działa ono właściwie. Z informacji przekazanej przez NFZ wynikało, że w tym miejscu zbadano 697 701 wymazów, za co NFZ miał zapłacić ponad 178 mln zł. Dziennikarz Mateusz Cieślak miał informatorów, którzy twierdzili, że w tych warunkach nie sposób jest prawidłowo wykonać badania takiej ogromnej liczby wymazów (w szczytowym momencie było to 5000 badań na dobę). Kontrola przeprowadzona na polecenie Ministerstwa Zdrowia potwierdziła jego wątpliwości co do jakości i i prawidłowości pracy tego laboratorium. W obiekcie tym przeprowadzono również inne kontroleWykonały je Państwowa Inspekcja Sanitarna (Powiatowa Stacja Sanitarno-Epidemiologiczna w Gliwicach) oraz Państwowa Inspekcja Pracy. Obie te kontrole także wykryły tam nieprawidłowości.
Wyrok został ogłoszony 23 sierpnia 2024 r. Zgodnie z jego sentencją red. Mateusz Cieślak został uznany za winnego zarzucanego mu czynu z art. 212 § 1 i 2 k.k. tj. pomówienia oskarżyciela prywatnego firmę VITO-MED sp. z o.o. z Gliwic i skazany został na karę grzywny. Ma także m. in. zapłacić nawiązkę na cel społeczny (10 000 zł) oraz ponieść koszty procesu.
W ocenie CMWP SDP wydany przez Sąd Rejonowy wyrok skazujący dziennikarza za działania podejmowane w ramach jego obowiązków zawodowych jest niezgodny z fundamentalnymi zasadami demokratycznego państwa prawa, narusza podstawowe prawa obywatelskie w zakresie wolności słowa oraz stanowi zagrożenie dla wolności mediów. W związku z powyższym utrzymanie tego wyroku w mocy byłoby w tym przypadku rażącym naruszeniem powołanych wcześniej uregulowań prawa między-narodowego i krajowego oraz odnośnych przepisów karnoprocesowych, przywołanych w apelacji obrońcy. W związku z tym CMWP SDP przesłało do Sądu Okręgowego w Katowicach opinię amicus curiae w obronie skazanego z 212 kk dziennikarza .
W związku z publikacjami mającymi na celu zniesławienie red. Aleksandry Fedorskiej CMWP SDP informuje, iż obejmuje tę sprawę monitoringiempod kątem przestrzegania praw człowieka i obywatela w zakresie wolności słowa. Według oceny CMWP w niniejszej sprawie zachodzi zagrożenie naruszenia praw obywatelskich red. Aleksandry Fedorskiej, publicystki m.in. portalu tysol.pl i jednocześnie radnej Rady Osiedla Stare Miasto w Poznaniu. Red. Aleksandra Fedorska jest członkiem Wielkopolskiego Oddziału SDP
Sprawa dotyczy wydarzenia z 27 marca , jakie miało miejsce podczas sesji Rady Osiedla Stare Miasto w budynku Urzędu Miasta na ulicy Libelta w Poznaniu. Jak relacjonuje portal tysol.pl :
Najważniejszym punktem programu było odwołanie dotychczasowej przewodniczącej Agnieszki Hoffmann (mimo jej nieobecności i pobytu w szpitalu). Glosowanie zostało przeprowadzone, bo, jak przekazała nam Aleksandra Fedorska, przewodniczący Rady Tomasz Dworek, miał stwierdzić, „że trzeba tak zrobić, nawet jak oznacza to kolejne skargi”. W toku sesji wybrano nową przewodniczącą zarządu Panią Annę Sokolnicką – Elzanowską. Następnie wybrano także nowy zarząd Rady. Sesja trwała ponad 3 godziny. Aleksandra Fedorska zabrała głos przed głosowaniem. Jak nam przekazała, jej intencją było obniżenie poziomu negatywnych emocji. Zależało jej na uwadze i przekazaniu swojej intencji w ciekawy sposób, więc sięgnęła po humorystyczny zabieg odwołujący się do figury retorycznej o „zakopania topora wojennego”. Posłużyła się rekwizytem w postaci turystycznego „toporka”. Przedmiot był był opakowany, lekki i mały, ale ze względu na swój kształt mógł służyć za „indiański symbol”. Zgodnie z oczekiwaniami Aleksandry Fedorskiej wywołał śmiech na sali. Wykorzystując poprawę atmosfery Fedorska zaproponowała aby wybrać kandydata doświadczonego i kompetentnego, który jest autorytetem dla wszystkich radnych i poprosiła aby unikać konfliktów i usprawnić prace Rady.
Tymczasem przewodniczący Rady Tomasz Dworek przedstawił w lokalnych mediach całą sytuację jako sytuację „zagrożenia” . W lokalnej telewizji WTK powiedział iż cyt. jedna z radnych wniosła na sesję rady osiedla ostre narzędzie, które kilku radnych przeraziło. Wniosła przedmiot podobny do siekiery, do toporka. W tym tonie utrzymany jest cały materiał telewizji, której reporter mówi o „radnej, która wniosła niebezpieczne narzędzie i która nie zgadzała się z propozycją innych członków zgromadzenia”. Telewizja opublikowała również informację o tym, że sprawa została zgłoszona policji, która zdążyła już podjąć działania. Z niewiadomych przyczyn nadmierną rangę nadały tej sprawie media ogólnopolskie m.in. portal onet.pl i wirtualnapolska.pl . Napisały m.in. iż sprawą zajęły się policja i prokuratura, które prowadzą dochodzenie w tej sprawie.
W związku z tym red. Aleksandra Fedorska 5 kwietnia b.r. opublikowała oświadczenie, w którym stanowczo żąda przeprosin i sprostowania w/w informacji.
W oświadczeniu tym potwierdza, iż relacje medialne i wypowiedzi p. Tomasza Dworka są nierzetelne, ponieważ gadżet, wykorzystany z mojej strony jako humorystyczna figura retoryczna, tzw. “zakopywania toporka”, był przez cały czas mojej obecności na sesji w czarnym opakowaniu. Trudno, aby zapakowany przedmiot wysokości kartki papieru A4, wzbudzał niepokój. Na nagraniach z tej sesji wybrzmiewa w tym momencie salwa śmiechu, gdy mój opakowany “toporek” trafia z powrotem do kartonika . (…) cytowany przez redakcje Onetu Przemysław Markowski, zastępca dyrektora Wydziału Wspierania Jednostek Pomocniczych Urzędu Miasta Poznania, nie był obecny na tej sesji i nie widział gadżetu, o którym jest mowa. Bulwersujące jest także to, że poznańska policja według portalu Onetu miała potwierdzić, że przesłuchała świadków zdarzenia, podczas gdy nie przesłuchano nawet bezpośrednio zaangażowanej w sprawę red. Aleksandrę Fedorską.
W ocenie CMWP SDP w/opisane okoliczności wskazują na to, iż działania te mogą mieć na celu zniesławienie i pozbawienie wiarygodności redaktor Aleksandry Fedorskiej. Jest ona bowiem popularną i cenioną dziennikarką polskich i niemieckich mediów. W Niemczech publikowała swoje teksty na łamach Deutsche Welle, Handelsblatt, czy Wirtschafts Woche, w Polsce m.in. w Dzienniku Gazecie Prawnej, czy na portalu Biznes Alert. Obecnie publikuje na łamach Tysol.pl i jest także redaktorem naczelnym Radio Debata., często wypowiada się jako ekspert ds. niemieckich w różnych mediach , m.in. w TV Republika.
Dlatego CMWP SDP obejmuje tę sprawę monitoringiempod kątem przestrzegania praw człowieka i obywatela w zakresie wolności słowa i oświadcza iż wspiera w tej sprawie red. Aleksandrę Fedorską .
link do publikacji red. Aleksandry Fedorskiej: TUTAJ
15 kwietnia b.r. Jolanta Hajdasz, dyrektor CMWP SDP złożyła zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa pobicia dziennikarza w okolicznościach wskazujących na zamiar sprawców tłumienia krytyki prasowej. Chodzi o poturbowanie red. Janusza Życzkowskiego, reportera TV Republika i członka Zarządu Głównego SDP podczas wiecu wyborczego Rafała Trzaskowskiego w Wieluniu.
W ocenie CMWP SDP powyższy czyn miał na celu uniemożliwienie pokrzywdzonemu zadania pytań kandydatowi na Prezydenta RP oraz zastraszenie, aby zniechęcić go do działania jako dziennikarza. Takie potraktowanie dziennikarza stanowi w tym przypadku również utrudnianie i tłumienie krytyki prasowej, tj. czyn przestępny z art. 44 ust. 1 ustawy – Prawo prasowe. Niezależnie od powyższego, miało miejsce zniszczenie mienia dziennikarza (art. 288 § 1 k.k.).
10 kwietnia 2025 roku, podczas wiecu wyborczego zorganizowanego przez sztab kandydata na prezydenta RP p. Rafała Trzaskowskiego w Wieluniu, red. Janusz Życzkowski – dziennikarz TV Republika oraz członek Zarządu Głównego Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, został poturbowany. Popchnięto go, uderzono oraz zniszczono jego sprzęt – okulary i kamerę reporterską. Pokrzywdzony został przewieziony do szpitala, gdzie lekarz sądowy stwierdził powstanie obrażeń ciała na okres powyżej 7 dni oraz konieczność zastosowania kołnierza ortopedycznego z uwagi na uraz kręgosłupa. Pokrzywdzony nadal odczuwa silne dolegliwości bólowe i jest zmuszony przyjmować leki.
Mając powyższe na uwadze, wystąpił zbieg przestępstw. Art. 157 § 1 k.k. penalizuje użycie przemocy skutkującej uszczerbkiem na zdrowiu trwającym powyżej 7 dni. W niniejszej sprawie dokumentacja medyczna (orzeczenie lekarza sądowego) nie budzi wątpliwości co do długotrwałości obrażeń. Jednocześnie, opisane wyżej okoliczności zdarzenia wskazują, iż pobicie dziennikarza stanowiło w tym przypadku również utrudnianie
i tłumienie krytyki prasowej, tj. czyn przestępny z art. 44 ust. 1 ustawy – Prawo prasowe. Niezależnie od powyższego, miało miejsce zniszczenie mienia dziennikarza (art. 288 § 1 k.k.). Czyny te zostały popełnione w zamiarze bezpośrednim.
Art. 54 ust. 1 Konstytucji RP zapewnia wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji. Każda ingerencja, która ogranicza możliwość wykonywania przez dziennikarzy ich funkcji informacyjnej, jest naruszeniem konstytucyjnych praw obywatelskich. Działania sprawców godzą bezpośrednio w osobę dziennikarza, ale także w konstytucyjne fundamenty wolnego społeczeństwa, osłabiając mechanizm kontroli jaki realizują media. Agresja wobec dziennikarzy prowadzi do tzw. efektu mrożącego. Ataki fizyczne, obok szkód materialnych i zdrowotnych, wywołują bowiem u dziennikarzy strach przed podejmowaniem krytycznych interwencji, co w konsekwencji powoduje autocenzurę oraz obniżenie jakości debaty publicznej. W rezultacie taki stan rzeczy niszczy kontrolę społeczną, co jest jednym z podstawowych założeń funkcjonowania demokratycznego państwa prawa.
Na podstawie art. 304 § 1 k.p.k. Centrum Monitoringu Wolności Prasy Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich składa zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa pobicia dziennikarza i spowodowania obrażeń jego ciała na okres powyżej 7 dni, w okolicznościach wskazujących na zamiar sprawców tłumienia krytyki prasowej. Mając powyższe na uwadze, CMWP SDP wnosi o podjęcie i prowadzenie postępowania karnego w sprawie, w tym zabezpieczenie niezbędnego materiału dowodowego oraz ustalenie sprawców czynów przestępnych.
Demokracja i wolność mediów są w Polsce Donalda Tuska poważnie zagrożone – ostrzega w rozmowie z portalem tvrepublika.pl Jolanta Hajdasz, prezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. Ukryta cenzura, ograniczanie dostępu do informacji, wykluczanie niewygodnych redakcji z konferencji prasowych – to rzeczywistość, którą kreuje obecna władza. Jednym z dramatycznych przykładów tych działań jest brutalny atak na dziennikarza Telewizji Republika Janusza Życzkowskiego, którego ochroniarze Rafała Trzaskowskiego poturbowali, a także zniszczyli mu sprzęt.
– Jeżeli byśmy patrzyli tylko na to, jak traktowani są niektórzy dziennikarze czy właśnie media, które mają inny punkt widzenia, to niestety – to jest zaprzeczenie państwa demokratycznego –mówi Jolanta Hajdasz. Janusz Życzkowski jest członkiem Zarządu Głównego SDP. Prezes SDP zapowiedziała złożenie doniesienia do prokuratury po tym jak został on potraktowany na wiecu wyborczym Rafała Trzaskowskiego.
W rozmowie z portalem tvrepublika.pl prezes SDP podkreśla, że władza w państwie demokratycznym powinna chronić pluralizm przestrzeni medialnej, a nie go zwalczać. Kiedy władze podejmują działania, które ograniczają dostęp do informacji, albo wręcz uniemożliwiają ich uzyskanie, to jest to rodzaj cenzury. Kluczową zasadą systemu demokratycznego jest to, że są różne media, a ich główną rolą powinna być kontrola władz publicznych. – Jedną z ważniejszych zasad składających się na wolność słowa jest pluralizm przestrzeni medialnej. Oznacza on, że mamy bardzo różne poglądy, bardzo różne opinie, które mają prawo w tej przestrzeni publicznej być obecne – przypomina Hajdasz.
Zapytana o źródło antydemokratycznych działań wobec mediów, Jolanta Hajdasz wskazuje na wyraźne rozwarstwienie między deklaracjami a praktyką obecnej władzy. Zwraca uwagę na fakt, że władza obecnej „koalicji 13 grudnia” zamierza zaprowadzić w Polsce system, który daleki jest od standardu demokratycznego. Podkreśla przy tym, że premier Donald Tusk chętnie powołuje się na różne wartości i składa pięknie brzmiące deklaracje, ale nijak się to ma do tego, co robi w praktyce.
System, który chce stworzyć Donald Tusk w Polsce – demokracji walczącej – przekształca się powoli dosłownie w jakiś ukryty totalitaryzm. Ukryty, bo oficjalnie mówi się co innego, a robi co innego. Ten rząd po prostu w ten sposób działa – mówi Jolanta Hajdasz. Prezes SDP podkreśla, że wszystko zaczyna się „niewinnie”, ale cel jest ten sam: stłumienie lub wręcz wyeliminowanie krytyki władzy. Kontrola przekazu może się też odbywać, jak to ma miejsce w odniesieniu do Telewizji Republika, przez eliminowanie niewygodnych dziennikarzy z przestrzeni publicznej.
CMWP SDP stanowczo protestuje przeciwko skandalicznej decyzjiWojewódzkiego Sądu Administracyjnego , który 9 kwietnia 2025 r. uchylił decyzję KRRiT o odmowie koncesji dla kanału Polska24. Decyzja ta może oznaczać w praktyce unieważnienie przyznania koncesji na nadawanie naziemne programu telewizyjnego dla TV Republika i Telewizji wPolsce24.
Stacje te w czerwcu 2024 roku w konkursie prowadzonym przez konstytucyjnego regulatora rynku mediów czyli Krajową Radę Radiofonii i Telewizji na miejsce na multipleksie MUX-8 otrzymały koncesję na nadawanie tego programu. Teraz, po 8 miesiącach rynkowego funkcjonowania obu stacji WSA podważa legalność koncesji zarówno TV Republika, jak i w Polsce24. CMWP SDP informuje, iż obejmuje monitoringiem tę sprawę i niezwłocznie poinformuje o jej przebiegu wszystkie europejskie instytucje, które zajmują się monitorowaniem pluralizmu i niezależności mediów w Unii Europejskiej.
W ocenie CMWP SDP decyzja Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego jest zamachem na wolność słowa demokratycznego państwa. Jego fundamentem jest m.in. przestrzeganie przez władze zasady wolności prasy, poszanowania dziennikarskiej niezależności oraz rygorystyczne przestrzeganie zasady pluralizmu mediów. Wolność słowa oznacza, iż zagwarantowana i chroniona jest nie tylko wolność wyrażania swoich poglądów, ale także pozyskiwania i rozpowszechniania informacji. Pluralizm mediów to z kolei możliwość dostarczania odbiorcom przez media różnych opinii i idei, a w celu ochrony funkcjonowania pluralizmu strukturalnego i pluralizmu zawartości państwa demokratyczne tworzą odpowiednie przepisy prawne i mają specjalne procedury postępowania. Na ich straży stoi wymiar sprawiedliwości . Dzisiejsza decyzja WSA łamie te fundamentalne dla polskiego systemu medialnego zasady w całej rozciągłości. Niejasne są powody podjęcia tej radykalnej decyzji, przedstawione ustnie uzasadnienie Sądu zawierało wiele nieprawdziwych i niepotwierdzonych informacji, co samo w sobie świadczy o wątpliwych podstawach prawnych i faktycznych do podjęcia tego tak radykalnego i kontrowersyjnego orzeczenia.
Ukarany ma być także regulator rynku mediów. Przewodniczący Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji zgodnie z decyzją Sądu ma zapłacić ponad 10 tys. zł kosztów postępowania. W dniu ogłoszenia w/o wyroku Przewodniczący Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji Maciej Świrski oświadczył, że KRRiT złoży skargę kasacyjną na wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego. Maciej Świrski podkreślił również, że do czasu prawomocnego zakończenia postępowania koncesje Telewizji Republika oraz Telewizji wPolsce24 nadal obowiązują.
CMWP SDP informuje, iż obejmuje monitoringiem tę sprawę i że niezwłocznie poinformuje o jej przebiegu europejskie instytucje, które zajmują się monitorowaniem pluralizmu i niezależności mediów w Unii Europejskiej.
Redaktor Bartosz Garczyński, były dziennikarz Radia Poznań został zwolniony z pracy bezprawnie – orzekł Sąd Rejonowy w Poznaniu i nakazał likwidatorowi przywrócenie dziennikarza do pracy. „Nie można zwalniać dziennikarza za jego poglądy” – powiedziała Aleksandra Bernatowicz, sędzia Sądu Rejonowego Poznań Grunwald-Jeżyce uzasadniając decyzję sądu. Dziennikarz ma wsparcie CMWP SDP, obserwatorem procesu był red. Tadeusz Owczarzak-Gran.
Red. Bartosz Garczyński został zwolniony z pracy w poznańskiej rozgłośni Polskiego Radia w konsekwencji postawienia przez rząd mediów publicznych w stan rzekomej „likwidacji” mediów publicznych. 8 kwietnia b.r. Sąd Rejonowy Poznań Grunwald – Jeżyce ogłosił w tej sprawie postanowienie. Decyzją poznańskiego sądu Bartosz Garczyński ma zostać przywrócony do pracy w Radiu Poznań. Sędzia Sądu Rejonowego Aleksandra Bernatowicz nie podzieliła zdania likwidatora Piotra Michalaka, który twierdził że zwolnienie odbyło się w sposób właściwy. Sędzia potwierdziła, że „nie można zwalniać dziennikarza za jego poglądy”. „To zwycięstwo dedykuję wszystkim niezależnym dziennikarzom zwolnionym z pracy przez polityków i ich likwidatorów” – mówił Bartosz Garczyński obecnie redaktor naczelny portalu Odpowiedzialny Poznań – odpowiedzialnypoznan.pl – o tematykyce miejsko-edukacyjnej.
Bartosz Garczyński przez wiele lat był związany z nieistniejącym obecnie wydawnictwem Ditro Communication, wydającym przewodnik turystyczny The Visitor. W 2020 roku rozpoczął pracę w Radiu Poznań, gdzie był reporterem. Był także autorem audycji geopolitycznej Magazyn Zachodni oraz audycji heavymetalowej Muzyczna Petarda. Po zmianie kierownictwa Radia Poznań w styczniu 2024 roku jego programy zostały usunięte z anteny a on sam został zwolniony z pracy m.in. za „nieprzewidywalne wypowiedzi na antenie”. W toku sprawy ani likwidator Piotr Michalak, ani jego pełnomocnik Krzysztof Sadowski, nie byli jednak w stanie wskazać żadnego przykładu takich wypowiedzi.
Zarzutem podnoszonym przez likwidatora i pełnomocnika było także wcześniejsze zaangażowanie dziennikarza w ruch Kukiz 15. Sąd uznał jednak, że argumentacja obecnych władz likwidacyjnych radia była niewłaściwa. Sąd podkreślił, że niedopuszczalne jest zwalnianie dziennikarza w sytuacji, w której nikt nie miał zastrzeżeń do wykonywanych przez niego obowiązków. Podczas ogłaszania wyroku na sali nie było przedstawicieli Radia Poznań w likwidacji. W imieniu Centrum Monitoringu Wolności Prasy Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich sprawę monitorował były dziennikarz TVP 3 Poznań Tadeusz Owczarzak-Gran. Wyrok sądu nie jest prawomocny.
Zarząd Główny SDP wystąpił do Prezydenta Andrzeja Dudy z apelem o zawetowanie tzw. ustawy cenzorskiej. Pod petycją w tej sprawie może się podpisać każdy, zachęcamy do tego!
Senat RP 26 marca przegłosował nowelizację kodeksu karnego, która pod pozorem walki z rzekomą „mową nienawiści” w rzeczywistości może służyć do tłumienia debaty publicznej. Kilkudziesięciu filozofów, naukowców i publicystów, stając w obronie filaru demokratycznego społeczeństwa, jakim jest wolność słowa, podpisało się pod apelem do Prezydenta RP wzywającym do zawetowania ustawy.
Wśród sygnatariuszy są: m.in. prof. Zdzisław Krasnodębski, prof. Ryszard Legutko, dr Jacek Saryusz-Wolski, prof. Jan Żaryn, Rafał Ziemkiewicz, Paweł Lisicki, Łukasz Warzecha, Bronisław Wildstein czy bracia Karnowscy oraz dr Jolanta Hajdasz. Z osobnym Apelem o zawetowanie tej ustawy wystąpił do Prezydenta Andrzeja Dudy także Zarząd Główny SDP.
Prawnicy Instytutu Ordo Iuris przygotowali również analizę ustawy wskazującą na konsekwencje jej wdrożenia. Instytut opublikował też petycję do Prezydenta RP, którą można podpisywać na stronie stopdyktaturze.pl. Zachęcamy gorąco do złożenia podpisu w tej sprawie:
podpisz petycję:
link o nazwie ” stoptyktaturze. pl – Główna” jest poniżej:
Centrum Monitoringu Wolności Prasy Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich z najwyższym niepokojem przyjmuje wkroczenie Żandarmerii Wojskowej do prywatnego mieszkania red. Ewy Stankiewicz-Jørgensen i stanowczo domaga się poszanowania prywatności dziennikarki oraz jej prawa do zachowania tajemnicy dziennikarskiej.
W piątek 7 marca b.r. we wczesnych godzinach porannych Żandarmeria Wojskowa wkroczyła do mieszkania red. Ewy Stankiewicz-Jørgensen oraz jej męża Glenna Jørgensena. Funkcjonariusze ŻW przeszukali wszystkie pomieszczenia, łącznie z komórką lokatorską i piwnicą. Przeszukano także szafy, w których dziennikarka przechowuje materiały archiwalne, będące dokumentacją jej pracy zawodowej. Nakaz wydał prokurator Prokuratury Okręgowej, delegowany do Prokuratury Krajowej pułkownik Tomasz Mackiewicz. Żandarmeria niczego nie znalazła. Dziennikarka została wezwana do prokuratury 11 marca br.
CMWP SDP stanowczo apeluje o poszanowanie prywatności dziennikarki oraz jej prawa do zachowania tajemnicy dziennikarskiej. Jest to szczególnie istotne w kontekście jej pracy zawodowej. Red. Ewa Stankiewicz-Jørgensen to dziennikarka i reżyserka badająca przez lata sprawę katastrofy smoleńskiej. Jest autorką m.in. filmów „Solidarni 2010”, „Lista pasażerów” czy „Stan zagrożenia”.W 2023 roku za film dokumentalny „Stan zagrożenia” została laureatką Nagrody Głównej Wolności Słowa SDP.
CMWP SDP przypomina, iż tajemnica dziennikarska ma na celu zapewnienie anonimowości, ochronę źródeł informacji dziennikarskiej i zapobieganie naruszeniom prawem chronionych interesów osób trzecich. Jest ona szczególnie chroniona, o czym świadczy szczególny tryb zwalniania jej dysponenta z obowiązku jej zachowania w postępowaniu karnym. Dlatego środowiska dziennikarskie we wszystkich krajach świata z najwyższym niepokojem przyjmują się wszelkie próby wkraczania organów ścigania jak policja, agencje bezpieczeństwa, służby specjalne czy wojskowe do miejsc pracy i zamieszkiwania dziennikarzy. To samo dotyczy Polski. Wkraczanie policji, ABW, czy jak w tym wypadku – Żandarmerii Wojskowej na tereny redakcji, czy mieszkań dziennikarzy jest zawsze związane z zagrożeniem nieuzasadnionego naruszenia nie tylko ich prywatności, ale także tajemnicy dziennikarskiej. Spektakularnie widowiskowy charakter takiego wkroczenia np. wczesne godziny poranne, kominiarki na twarzach funkcjonariuszy, brak informacji prasowych na ten temat, potęgują przy tym poczucie zagrożenia, a tym samym zastraszenia dziennikarzy, którzy przez to mogą obawiać się wyjątkowo negatywnych konsekwencji swojej pracy zawodowej. Z taką sytuacją mieliśmy do czynienia w dniu dzisiejszym w mieszkaniu red. Ewy Stankiewicz-Jørgensen.
CMWP SDP zwraca także uwagę, iż w tym wypadku ogromne znaczenie mają także specyficzne okoliczności zdarzenia. Zostało niewiele ponad miesiąc do 15. rocznicy katastrofy smoleńskiej, jest to czas intensywnej pracy społecznej środowisk patriotycznych, które przypominają tragedię z 10.04.2010 r. W ich działalność red. Ewa Stankiewicz – Jørgensen zaangażowana jest od pierwszych dni po zamachu smoleńskim. Należy do nich także założone m.in. przez nią stowarzyszenie Solidarni 2010. Oboje wraz z mężem bezinteresownie i z wielkim zaangażowaniem włączyli się w poszukiwanie prawdy o przyczynach, przebiegu i konsekwencjach katastrofy smoleńskiej.
Według oceny CMWP SDP, w niniejszej sprawie zachodzi zagrożenie naruszenia praw obywatelskich red. Ewy Stankiewicz-Jørgensen. W związku z powyższym CMWP SDP zapowiada objęcie monitoringiem wyżej opisanej sprawy zgodnie z przepisami prawa, co jest uzasadnione celami realizowanymi przez Centrum oraz potrzebą ochrony istotnych dóbr chronionych prawem, w tym konstytucyjnych praw i wolności.
Centrum Monitoringu Wolności Prasy Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich stanowczo protestuje przeciwko likwidacji Biblioteki Polskiego Radia i wspiera dziennikarzy oraz innych pracowników i współpracowników radia w działaniach mających na celu zachowania tego unikatowego, bezcennego księgozbioru.
Protest przeciwko likwidacji Radiowej Biblioteki podpisało już blisko 500 pracowników i współpracowników PR. W ocenie CMWP SDP obecne działania likwidatora Polskiego Radia w tej sprawie prowadzone są w sposób chaotyczny i nie transparentny. Nie uwzględniają także misji mediów publicznych oraz związanej z nią konieczności zapewnienia dziennikarzom fachowych narzędzi pracy, służących poszerzaniu ich wiedzy i kompetencji. Likwidacja Radiowej Biblioteki jest przy tym jaskrawym przykładem lekceważenia przez obecne kierownictwo Polskiego Radia S.A. w likwidacji jego roli, zadań oraz historii. W konsekwencji nie służy to realizacji misji mediów publicznych i jest złamaniem zasady wolności słowa, której istotnym elementem są media publiczne, w tym Polskie Radio.
Działanie to ma przy tym wyjątkowo cyniczny charakter. W 2025 r. Polskie Radio obchodzi bowiem jubileusz 100 – lecia swego istnienia. 1 lutego 1925 roku została nadana pierwsza próbna audycja radiowa Polskiego Towarzystwa Radiotechnicznego, a 18 sierpnia 1925 oficjalnie powstała spółka „Polskie Radio”, która miała już koncesję na nadawanie programu radiowego na terenie całej Polski. Z przyczyn oczywistych nie zachowały się przedwojenne zbiory Polskiego Radia, w tym jego księgozbiór, ale od pierwszych tygodni funkcjonowania po II wojnie światowej jego pracownicy rozpoczęli restytucję zasobów bibliotecznych Radia. Dziś zbiory te liczą ponad 70 000 książek, wśród nich jest ponad 800 dzieł z XVIII i XIX wieku – najstarsze pochodzą z 1780 r.
W zbiorach tych jest także około 4000 książek wydanych w pierwszej połowie XX wieku. Pracownicy Radiowej Biblioteki gromadzili je od 1947 roku, dzięki czemu Polskie Radio posiada w swoich zasobach tytuły, których wydania nie były wznawiane po wojnie. Biblioteka zawiera także obszerny zbiór wydawnictw dokumentujących historię polskiej radiofonii oraz innych środków masowego komunikowania. Wielu nieżyjących już i emerytowanych radiowców przekazało nieodpłatnie swoje zbiory książkowe do Radiowej Biblioteki. Dzięki temu jej zbiory mają obecnie unikatowy, historyczny charakter, choć należy także podkreślić ich wielką i nieoszacowaną wartość antykwaryczną. Doceniali to wszyscy poprzedni prezesi Polskiego Radia, dbając o księgozbiór i jego nierozpraszanie. Mieści się on w specjalnie wybudowanym w 1997 roku do przechowywania archiwów dźwiękowych oraz Biblioteki budynku Polskiego Radia. Został on wyposażony z specjalną konstrukcję budowlaną nie przenoszącą drgań oraz umożliwiającą kontrolę odpowiedniej wilgotności i temperatury. W świetle tych faktów decyzja obecnych władz Polskiego Radia jest zupełnie niezrozumiała, niejasna i nieakceptowalna. I co szczególnie bulwersujące – podejmowana była w sposób nietransparentny.
We wrześniu 2024 roku Zarząd Polskiego Radia w likwidacji podjął uchwałę nr 167/L/2024 w której poinformował jedynie, że „Dział Nutoteki, Fonoteki i Biblioteki zmienia nazwę na Dział Fonoteki”, a w innym punkcie tej uchwały napisano , że „w dziale Fonoteki likwiduje się Sekcję Nutoteki, Sekcję Fonoteki oraz Sekcję Biblioteki”. Jedynie pracownicy Polskiego Radia S.A. w likwidacji zorientowali się, że pod tymi zapisami kryje się ukryta przed opinią publiczną operacja całkowitej likwidacji Biblioteki Polskiego Radia i rozpoczęli zbiórkę podpisów w obronie księgozbioru. Zostały one przekazane Zarządowi Polskiego Radia już 12 września 2024 r. Pod Apelem o cofnięcie decyzji dotyczącej likwidacji Biblioteki Polskiego Radia do 5 grudnia 2024 r. podpisało się 492 osoby.
W obronie Biblioteki wystąpiły także 4 związki zawodowe na 6 działających w Polskim Radiu. Zadaniem radia nie powinno być prowadzenie biblioteki wypowiadał się on w mediach Paweł Majcher, likwidator Polskiego Radia, nazywając w swoich oficjalnych pismach radiową Bibliotekę „podręczną biblioteką zakładową”. Zamierza on przekazać księgozbiór Bibliotece Narodowej, udostępniając w zamian dziennikarzom jej cyfrowe zbiory na kilku stanowiskach komputerowych w Polskim Radiu za pośrednictwem systemu Acadamica. Dostęp do tego systemu jest ograniczony, korzystanie z niego jest możliwe dopiero po uzyskaniu loginu od administratorów systemu, a wielu jego użytkowników w całej Polsce zgłasza problemy dotyczące jego funkcjonalności. 18 grudnia ub. roku Paweł Majcher, likwidator Polskiego Radia już przekazał w darze Bibliotece Narodowej dziewięć starodruków z drugiej połowy XVIII wieku. Biblioteka Narodowa poinformowała o tym na swojej stronie internetowej dopiero 30 grudnia 2024 r.
CMWP SDP wyraża zdecydowany sprzeciw wobec zamiaru zakończenia działalności Biblioteki Polskiego Radia, jednej z najważniejszych instytucji kultury w naszym kraju i historycznie jednego z najważniejszych mediów w polskim systemie prasowym. Współcześnie biblioteki coraz częściej stają się centrami rozwoju i dostępu do nauki i wiedzy, mogą i powinny także aktywizować społeczność lokalną ( w tym przypadku dziennikarzy i radiowców), a ich przestrzenie mogą spełniać ważne i różnorodne funkcje. Biblioteka Radiowa stanowi zaplecze intelektualne pracy merytorycznej dziennikarzy , a przy odrobinie dobrej woli mogłaby rozszerzyć swoją działalność służąc dziennikarzom innych mediów, miedioznawcom oraz studentom dziennikarstwa.
Dlatego CMWP SDP apeluje o zachowanie kompletnego, istniejącego księgozbioru Polskiego Radia oraz ocalenie go przed zniszczeniem oraz apeluje do Zarządu Polskiego Radia S.A. w likwidacji o cofnięcie decyzji dotyczącej likwidacji Biblioteki Polskiego Radia. CMWP SDP apeluje także do Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, Rady Mediów Narodowych oraz Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego o podjęcie działań mających na celu powstrzymaniu destrukcji historycznych zasobów książkowych Polskiego Radia .
W Sądzie Rejonowym dla m.st. Warszawy przy ul. Marszałkowskiej 82 odbyło się kolejne posiedzenie w sprawie o ustalenie stosunku pracy z powództwa Państwowej Inspekcji Pracy przeciwko TVN S.A. Powodem w procesie jest były operator stacji Kamil Różalski, który zarzuca swojemu byłemu pracodawcy m.in. stosowanie niezgodnej z prawem formy zatrudnienia oraz mobbing.
Już na początku rozprawy sędzia Alicja Paplińska przychyliła się do wniosku pełnomocnika pozwanej spółki o wyłączenie jawności postępowania. Zdaniem Kamila Różalskiego takie działanie sądu jest niezasadne. Zaskoczony byłem tym, co wydarzyło się na początku rozprawy, ponieważ sąd przyjął wniosek pełnomocnika TVN o wyłączenie jawności postępowania sądowego. Ja próbowałem złożyć wniosek o to, by rozprawa odbywała się przy drzwiach otwartych, ale sędzia nie umożliwiła mi tego. Mam w planie wysłać go pocztą i sąd będzie zmuszony go rozpatrzyć. Kompletnie niepojęte jest dla mnie to, dlaczego sądy tak bezkrytycznie wyłączają jawność postępowań w sprawach przeciwko TVN S.A – komentuje były operator.Kamil Różalski argumentuje, że sprawa ma istotne znaczenie społeczne, ponieważ dotyczy dużej spółki medialnej. Jego zdaniem zgodnie z art. 45 Konstytucji RP każdy obywatel ma prawo do jawnego procesu, a wyłączanie jawności powinno być wyjątkiem, np. w sytuacjach dotyczących ochrony dobra osobistego ofiar przestępstw.
Podczas tej rozprawy sąd przesłuchał świadka – byłą bezpośrednią przełożoną Kamila Różalskiego. Z uwagi na wyłączenie jawności nie ujawniamy szczegółów jej zeznań. Mogę tylko powiedzieć, że sama końcówka przesłuchania była bardzo interesująca, ponieważ świadek potwierdziła swoją rolę w wykluczaniu mnie z pracy – relacjonuje Kamil Różalski.
Były operator TVN S.A. podkreśla, że po utracie pracy w 2020 roku wciąż zmaga się z konsekwencjami tzw. „czarnego HR-u” oraz „wilczego biletu”, ponieważ od prawie pięciu lat pozostaje bez stałego zatrudnienia. Tym razem w sądzie nie towarzyszył mu pełnomocnik. Jestem zablokowany na rynku pracy przez TVN. Mam na to dowody i na jakimś etapie będą one użyte w sądzie. Niestety przez brak dochodów musiałem tym razem występować bez prawnika – tłumaczy Różalski.
Następne posiedzenie w tej sprawie Sąd Rejonowy wyznaczył na 13 maja br. o godzinie 10.30. Tego dnia mają zostać przesłuchani kolejni świadkowie. Sędzia zdecydowała również o ponownym wezwaniu dyrektora departamentu produkcji TVN S.A. Z uwagi na procedurę sądową i błąd związany z udziałem ławników w poprzednim terminie, sąd zapowiedział konieczność jego ponownego przesłuchania.
– Cieszę się, że Jarosław Potasz wróci na salę rozpraw, bo pojawiły się nowe pytania i będę miał okazję je zadać. Mogę powiedzieć trochę sarkastycznie, że w ostatnim czasie dyrektor produkcji spędza chyba więcej czasu w sądach niż w siedzibie firmy, a to z powodu licznych procesów, w których jest powoływany na świadka – mówi Kamil Różalski. Do tego czasu powód planuje złożyć formalny wniosek o przywrócenie jawności postępowania. Mam nadzieję, że mój wniosek zostanie rozpatrzony i tym razem korzystna decyzja zapadnie jeszcze przed następnym posiedzeniem. Sprawy przeciwko takim podmiotom jak TVN S.A. powinny być jawne z uwagi na interes społeczny – uważa były operator.
Proces Kamila Różalskiego przeciwko telewizji TVN S.A. ruszył na jesieni 2024 r. po ponad 2 latach oczekiwania przed sądem pracy. Pozew w imieniu powoda złożyła Państwowa Inspekcja Pracy, zarzucając nadawcy m.in. stosowanie niezgodnej z prawem formy zatrudnienia (tzw. „umowy śmieciowe” w warunkach właściwych umowie o pracę). Różalski domaga się również uznania, iż przez lata padł ofiarą mobbingu i wykluczenia zawodowego.
Sprawa jest objęta monitoringiem CMWP SDP od czerwca 2021 r.
102 zabitych dziennikarzy i pracowników mediów, w tym 18 podczas wykonywania zawodowych obowiązków – to najnowsze dane na temat ofiar wojny na Ukrainie wśród osób pracujących dla mediów – poinformował Sergiej Tomilenko, przewodniczący Narodowego Związku Dziennikarzy Ukrainy (NUJU) podczas spotkania z Jolantą Hajdasz, prezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.
Od 24 lutego 2022 do końca 2024 roku NUJU odnotował także 14 przypadków zaginięć dziennikarzy i 24 przypadki ich uprowadzeń. Nadal co najmniej 25 ukraińskich dziennikarzy jest przetrzymywanych w niewoli w Federacji Rosyjskiej.
NUJU stara się dokumentować losy zabitych i uwięzionych dziennikarzy od początku wojny. Niektóre z nich są wyjątkowo dramatyczne, jak los ciężko rannej Olgi Zvonaryovej, reporterki Ukrinformu, państwowej agencji prasowej Ukrainy. Olga została ciężko ranna w kwietniu 2024 roku, odniosła liczne rany od odłamków bomby, miała skomplikowane obrażenia uda i brzucha oraz złamany nadgarstek. Inni mieli mniej szczęścia, jak np. 28-letnia Victoria Roshchyna, dziennikarka , która relacjonowała m.in. oblężenie Mariupola. Victoria Roshchyna zaginęła w sierpniu 2023 r., a w październiku 2024 r. potwierdzono, że zmarła w rosyjskim areszcie. NUJU nadal poszukuje informacji o wielu swoich członkach, jak np. o dziennikarce Irynie Lewchenko, która zaginęła kilka miesięcy temu w Melitopolu i nie ma o niej od tego czasu żadnych informacji, nikt nie wie co się z nią stało.
W dniu trzeciej rocznicy inwazji Rosji na Ukrainę Narodowy Związek Dziennikarzy Ukrainy (NUJU) rozpoczął kampanię mającą na celu utrzymanie sieci Centrów Solidarności Dziennikarzy w 2025 r. Już zapowiedziano, że finansowanie UNESCO, które było kluczowe dla działalności tych Centrów, zakończy się 15 marca 2025 r. – poinformował Siergiej Tomilenko podczas spotkania z Jolantą Hajdasz, prezesem SDP i dyrektorem CMWP SDP w Domu Dziennikarza w Warszawie. Doszło do niego dokładnie w trzecią rocznicę agresji Rosji na Ukrainę, 24 lutego 2025 r.
Centra, utworzone w 2022 r. dzięki wsparciu Funduszu Bezpieczeństwa Międzynarodowej i Europejskiej Federacji Dziennikarzy ( IFJ/EFJ), stały się niezbędnym wsparciem dla ukraińskich i zagranicznych dziennikarzy relacjonujących przebieg konfliktu. Zlokalizowano je w 6 miastach na terenie Ukrainy, także w pobliżu linii frontu. Zapewniają one bezpieczne miejsca pracy, sprzęt ochronny, zestawy IFAK (osobisty zestaw ratunkowy) i pomoc doraźną, szczególnie w regionach frontowych, takich jak Charków, Zaporoże i Dniepr. NUJU zamierza nadal prowadzić Centra Solidarności Dziennikarskiej, stąd apele związku o pomoc i wpłaty na konto NUJU w euro.
IBAN: UA943052990000026005040107842
Bank: JSC CB „PRIVATBANK”
SWIFT: PBANUA2X
Cel wpłaty: Darowizny na rzecz Centrów Solidarności Dziennikarzy
Pełny adres banku: ul. Hrushevskoho 1D, Kijów, 01001/ Kraj banku: Ukraina/ Bank korespondencyjny: JP MORGAN AG, FRANKFURT NAD MENEM, NIEMCY/ Rachunek w banku korespondencyjnym: 6231605145/ Kod SWIFT banku korespondencyjnego: CHASDEFX. Każda wpłata, niezależnie od kwoty, pomoże utrzymać te niezbędne usługi dla dziennikarzy pracujących na Ukrainie.
Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich współpracowało z Narodowym Związkiem Dziennikarzy Ukrainy (NUJU) od pierwszych dni agresji Rosji na Ukrainę. W prowadzonym przez SDP Domu Pracy Twórczej w Kazimierzu Dolnym przez 4 pierwsze miesiące wojny znalazło schronienie 140 uchodźców z Ukrainy, w tym 60 dzieci z Domu Dziecka w Mariupolu, kilkunastoosobowa grupa osób głuchoniemych i matki z dziećmi. Przez 17 miesięcy Stowarzyszenie zapewniło także w DPT bezpieczny pobyt i wyżywienie dla grupy dziennikarzy z Ukrainy, w tym także dla osób skazanych przez Federację Rosyjską.
„Biełsatu już nie ma” powiedziała Agnieszka Romaszewska-Guzy, była dyrektor twórca tej stacji na komisji sejmowej poświęconej sytuacji likwidowanej przez TVP anteny. Dziennikarka wygłosiła akt oskarżenia wobec rządzących zarzucając im działania , które doprowadziły do faktycznej likwidacji stacji – drastyczne zmniejszenie budżetu, zwalnianie dziennikarzy i pracowników realziacji oraz likwidację internetowych zasobów archiwalnych stacji.
W obronie Biełsatu wypowiadała się Jolanta Hajdasz, prezes SDP oraz posłowie Prawa i Sprawiedliwości – m.in. Joanna Lichocka, Marek Suski, Piotr Gliński, Jan Dziedziczak, Dariusz Matecki i Paweł Jabłoński, a także posłanka partii Razem z Lewicy, Paulina Matysiak. Przedstawiciele rządzącej koalicji zaprzeczali podstawowym faktom w sprawie Biełsatu i próbowali przekonywać zebranych, iż mimo drastycznie zmniejszonego budżetu i zwolnionych pracowników i współpracowników stacji, Biełsat nadal działa. To fikcja i hipokryzja – podkreślała Agnieszka Romaszewska Guzy i Jolanta Hajdasz.
20 lutego posłowie Komisji Spraw Zagranicznych oraz Komisji Kultury i Środków Przekazu dyskutowali w Sejmie o sytuacji w TV Biełsat . Sytuację stacji przedstawił świeżo powołany wiceminister kultury i dziedzictwa narodowego Maciej Wróbel. Próbował on przekonywać zebranych, iż likwidacja samodzielności TV Biełsat oraz jej włączenie w strukturę Ośrodka Mediów dla Zagranicy w TVP w likwidacji nie wpływa negatywnie na funkcjonowanie tej anteny. Pomimo drastycznego zmniejszenia budżetu stacji oraz zwolnienia około 60 osób , pomimo utracenia archiwów Biełsatu , stacja ma się dobrze , a 3 marca rusza z nową ramówką i nowymi programami , m.in. z telewizją śniadaniową „Poranek z Biełsatem”. Doniesienie do prokuratury, jakie złożyła „TVP w likwidacji” jest „postępowaniem w sprawie,” a nie „przeciwko komuś”, chodzi jedynie o złamanie ustawy o zamówieniach publicznych – mówił Maciej Wróbel. Przekonywał także , że kanał nadal utrzymuje swoje zasięgi w internecie , mając 456 tys. subskrybentów na YouTube.
Jak państwo chcecie ocenić oglądalność przy jednoczesnej likwidacji działu analityki? To był dział odpowiedzialny za badanie zasięgów stacji. Podobnie zwolniona została ostatnio osoba odpowiadająca za sprawy prawne i kontakt ze wszystkimi rodzinami uwięzionych. To prawniczka, która cudem wyjechała z Białorusi – ripostowała w Sejmie była dyrektorka i założycielka stacji Agnieszka Romaszewska-Guzy. I dalej: Biełsat to była organizacja i środki – dwa elementy umożliwiające działalność. Jeśli chcą państwo powiedzieć, że można robić więcej za mniej bez organizacji, to mówicie po prostu nieprawdę. Prawniczka, o której mówię, cudem wyjechała z Białorusi, udało się nam ją wywieźć stamtąd, po czym zwalnia się ją z pracy teraz, to powiem, że nie wiążę dalej z Biełsatem dużych nadziei – zarzuciła rządzącym.
Głos w debacie zabrała też szefowa Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich Jolanta Hajdasz.
– Jako posłów, proszę państwa o zajęcie się wszystkimi osobami, które w jakikolwiek sposób związane były z Biełsatem, a które w wyniku działań obecnego kierownictwa TVP w likwidacji tę możliwość straciły – apelowała. Zwracała się dalej do rządzących: czy ktokolwiek monitoruje, co się dzieje z osobami zwolnionymi z pracy? Ile takich osób jest? Czy są objęte opieką byłego pracodawcy? Praca w tym miejscu to nie była zwykła praca zarobkowa. Oni ryzykowali swoim życiem i funkcjonowaniem swoich rodzin. Wielu z nich płaci ogromną cenę za to, że współpracowali z nami, by walczyć o wolność na Białorusi. Dziś nie możemy zostawić ich samych sobie – mówiła Jolanta Hajdasz . Upominała się także o zaprzestanie hipokryzji, z jaką posłowie Koalicji Obywatelskiej przedstawiają sytuację red. Agnieszki Romaszewskiej, którą likwidator z TVP zwolnił dyscyplinarnie z pracy. Protestuję przeciwko zakłamywaniu tej sytuacji, z jednej strony państwo mówicie , jak cenną była działalność Biełsatu i jak cenny jest wkład Agnieszki Romaszewskiej w jego tworzenie , a z drugiej – zwolniliście ją dyscyplinarnie z pracy i napisaliście doniesienie do prokuratury w sprawie rzekomych nadużyć finansowych, jakich nie było. Wstyd i hańba – mówiła Jolanta Hajdasz.
wystąpienie red. Agnieszki Romaszewskiej Guzy podczas sejmowych komisji 20. lutego 2025 r. :
Głos w dyskusji zabrał także m.in. prof. Piotr Gliński, poseł PiS, były minister kultury i dziedzictwa narodowego. Czy prawdą jest, że dyrektor Romaszewska była szantażowana i że przedstawiono jej najpierw propozycję odbioru 13- krotnego wynagrodzenia w zamian za dobrowolne odejście z pracy w Biełsacie i podpisanie zakazu wypowiadania się na temat stacji, a gdy się nie zgodziła , to została dyscyplinarnie zwolniona z pracy z TVP ? – pytał prof. Gliński. Dla niego sprawa Biełsatu to jeden z symboli bezprawia i zniszczenia mediów publicznych. Nie ukryjecie prawdy o tym bezprawiu – mówił Piotr Gliński do posłów rządzącej koalicji . To co dzisiaj nadawane jest pod szyldem i marką Biełsatu to proputinowska propaganda, neutralizujecie przekaz tej stacji na rzecz głupawych audycji propagandowych, to uderza w polską rację stanu – mówiła posłanka Joanna Lichocka.
Biełsat TV to był jedyny, niezależny, białoruskojęzyczny kanał telewizyjny. Stacja powstała w 2007 roku z inicjatywy redaktor Agnieszki Romaszewskiej – Guzy oraz grupy białoruskich i polskich dziennikarzy, jako integralna część polskiego nadawcy publicznego – Telewizji Polskiej S.A. Od początku współfinansowało ją polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych przy wsparciu rządów kilku europejskich krajów oraz szeregu fundacji.
Tuż przed siłowym przejęciem mediów publicznych przez rząd Donalda Tuska w grudniu ub. roku Biełsat (biał. Белсат, ros. Белсат, ang. Belsat) był platformą multimedialną, na którą składały się białoruska telewizja i rosyjskojęzyczny kanał Vot Tak, a także 13 kanałów na YouTube oraz portale internetowe w 4 językach (białoruski, rosyjski, polski, angielski) i szereg profili w mediach społecznościowych, takich jak Facebook, Instagram czy X (dawny Twitter). Do marca 2024 r. łącznie stacja nadawała w językach białoruskim, rosyjskim i ukraińskim blisko 21 godzin programu dziennie. Oryginalną ofertę stacji przygotowywało prawie 300 współpracowników – dziennikarzy przebywających w krajach postsowieckich, a także wydawców, managerów i techników w Polsce. Dodatkowe materiały dostarczali korespondenci pracujący w głównych, europejskich stolicach. W ciągu 18 lat swojego istnienia stacja wyprodukowała prawie 200 filmów dokumentalnych, a jej produkcje otrzymały około 80 nagród na międzynarodowych festiwalach. Dziennikarze Biełsat TV od początku istnienia stacji swoje programy tworzyli w języku białoruskim, co stanowiło istotny wyróżnik stacji w medialnej przestrzeni Białorusi. Biełsat konsekwentnie pracował na rzecz popularyzacji tego języka nie tylko przez jego ciągłą obecność na antenie, lecz także propagując białoruską literaturę oraz wspierając inicjatywy edukacyjne. Zapraszanym do studia gościom pozostawiano jednak swobodę wyboru między językiem białoruskim, a wciąż dominującym rosyjskim.
Zaangażowanie Biełsatu w walkę z białoruską i rosyjską propagandą w krajach postsowieckich spotkało się z brutalnymi represjami wobec jego dziennikarzy. Aktualnie w więzieniach na Białorusi przebywa 28 dziennikarzy, 15 z nich to współpracownicy telewizji Biełsat. Przeciwko marginalizacji i stopniowej likwidacji Biełsatu wielokrotnie protestowało Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP oraz Zarząd Główny Stowarzyszenia, także Europejska Federacja Dziennikarzy (EFJ).