Motywuje mnie chęć dotarcia do prawdy – rozmowa z WOJCIECHEM BIEDRONIEM, laureatem Głównej Nagrody Wolności Słowa w 2019 r.

PRZED GALĄ NAGRÓD SDP. W czwartek, 25 czerwca, odbędzie się coroczna Gala wręczenia Nagród SDP. W oczekiwaniu na tę uroczystość przypominamy wywiady z laureatami Głównej Nagrody Wolności Słowa SDP. Ubiegłorocznym laureatem Głównej Nagrody Wolności Słowa był Wojciech Biedroń za publikację „Jak mafia rządziła Warszawą” w tygodniku „Sieci”.

 

Przypominamy rozmowę, którą przeprowadziliśmy przy okazji wręczania nagrody.

 

TOMASZ PLASKOTA: Gratuluję Głównej Nagrody Wolności Słowa Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich za artykuł o mafii reprywatyzacyjnej w Warszawie. Dlaczego zająłeś się tym tematem?

 

WOJCIECH BIEDROŃ: Sprawa reprywatyzacji warszawskiej jest jednym z najbardziej bulwersujących tematów, którymi zajmuję się jako dziennikarz. Od wielu lat zbierałem materiały na ten temat. Próbowałem dotrzeć do osób, które zajmują się reprywatyzacją. Bardzo zależało mi na tym, aby dotrzeć do zeznań dwóch, moim zdaniem głównych rozgrywających w procederze reprywatyzacyjnym, do mecenasa Roberta Nowaczyka i do jego biznesowego partnera, Janusza P. Moim i prokuratury zdaniem ci dwaj panowie stali za gigantyczną operacją korupcyjną, która pozwoliła oszustom reprywatyzacyjnym przejąć Biuro Gospodarowania Nieruchomościami warszawskiego ratusza. Bez udziału urzędników reprywatyzacja nie byłaby możliwa. Dlatego po zatrzymaniu mecenasa Nowaczyka i Janusza P. walczyłem o dotarcie do wyjaśnień składanych przez nich przed prokuratorem. Po dość trudnej i karkołomnej operacji udało mi się to. Kiedy czytałem część tych wyjaśnień włosy jeżyły mi się na głowie. Pokazali w nich korupcyjny proceder od kuchni. Wyjaśnili, jak to robiono, gdzie się spotykano, jak ukrywano sprawy i jakie pieniądze wchodziły w grę. A były to ogromne kwoty.

 

Inny mocny temat, który opisałeś w ubiegłym roku na portalu wPolityce.pl i w tygodniku „Sieci” to sprawa kamienicy przy ul. Noakowskiego 16 w Warszawie, którą mąż Hanny Gronkiewicz-Waltz otrzymał w spadku po wujku, Romanie Kępskim. Korzenie sprawy sięgają II wojny światowej.

 

To historia na film historyczno-sensacyjny. Roman Kępski, wujek Andrzeja Waltza, małżonka Hanny Gronkiewicz-Waltz współpracował z okupantem niemieckim w czasie II wojny światowej. Była to współpraca biznesowa, ale i towarzyska. Uczestniczył w libacjach alkoholowych z gestapowcami i oficerami SS. Opisy z tych imprez są porażające. Ten człowiek pracował również dla niemieckiego Wehrmachtu. Budował tajemnicze baraki w obozach.

 

Jakich?

 

Do tej informacji nie dotarłem. Dokumentacja znajdująca się w IPN ma bardzo poważne luki. Komuś zależało na tym, żeby sprawę ukryć. Nie chciano, aby część informacji dotyczących pana Kępskiego wyszła na jaw. Możemy się tylko domyślać kto przez lata ukrywał te dokumenty. Materiały zgromadzone w IPN na temat pana Kępskiego pokazują najstraszniejszą twarz kolaboracji z Niemcami. Przedstawiają człowieka, który dla pieniędzy i wygody zrobiłby wszystko. W tle jest słynna kamienica przy ul. Noakowskiego 16 w Warszawie, która została bezprawnie przejęta po tym, jak zabito jej żydowskich właścicieli. Ta sprawa omal nie utopiła politycznie prezydent Warszawy. A na pewno zaszkodziła jej wizerunkowo.

 

Czym jest dla Ciebie nagroda SDP?

 

Wielką radością i wielkim wyróżnieniem przypadającym w dość symbolicznym dla mnie momencie dwudziestolecia pracy dziennikarskiej. To również wielki wyraz uznania dla portalu wPolityce.pl i tygodnika „Sieci”, dla redaktor naczelnej portalu wPolityce.pl Marzeny Nykiel, dla braci Karnowskich i dla wszystkich, którzy wspierali mnie w pracy. Przy przygotowaniu materiałów i pisaniu niezwykle pomogła mi redaktor naczelna telewizji wPolsce.pl Agata Rowińska. Bardzo dziękuję tym wszystkim osobom oraz kapitule nagrody.

 

Najgłośniejszym Twoim tekstem w ubiegłym rok nie był tekst o mafii reprywatyzacyjnej czy o Romanie Kępskim, ale artykuł o kulisach urodzin Adolfa Hitlera przedstawionych w reportażu TVN. Jak wpadłeś na pomysł, żeby napisać o tym?

 

Kiedy w styczniu ubiegłego roku zobaczyłem reportaż w TVN zdałem sobie sprawę, że z tym materiałem jest coś nie tak. Główni bohaterowie reportażu zachowywali się bardzo teatralnie. Miałem wrażenie, że doszło do maskarady. Niestety ta maskarada uderzyła w coś najważniejszego, w dobre imię Polski. Nie mówię oczywiście o tej części reportażu dziennikarzy „Superwizjera” TVN z Festiwalu Orle Gniazdo. Tamten materiał ewidentnie był zrobiony pod przykryciem i został bardzo rzetelnie zebrany. Natomiast część z Wodzisławia Śląskiego budziła wiele kontrowersji. Już na pierwszy rzut oka było widać, że coś tu nie gra. W listopadzie dotarłem do wyjaśnień składanych przez organizatora „urodzin” Hitlera. Stwierdził, że wręczono mu pieniądze za zorganizowanie imprezy. Zdziwiło mnie to, a jednocześnie potwierdziło, że mamy do czynienia z ustawką i maskaradą zorganizowaną przez kogoś kto zapłacił za zorganizowanie urodzin 20 tysięcy złotych. Moje ustalenia potwierdziłem w kilku źródłach.

 

Udało się ustalić kto płacił i skąd były pieniądze?

 

Nie, ale dziś jestem znacznie bliżej chwili, w której odpowiedziałem na to pytanie. Ciągle jest wiele pytań i wątpliwości. Szkoda, że TVN nigdy nie chciał odpowiedzieć na pytania dotyczącego rzeczywistego udziału dziennikarzy ich stacji, w tym co stało się w Wodzisławiu Śląskim. Nigdy nie twierdziłem, że za wręczeniem pieniędzy oraz za ustawką i manipulacją stoją dziennikarze TVN. Nie twierdziłem tak, ponieważ nie ma na to dowodów. Zastanawiające jest jednak to, że kiedy Prokuratura Krajowa wystąpiła do TVN z prośbą o tzw. surówkę materiału to najpierw była zwodzona, a później TVN stwierdziła, że nie posiada surówki. Tak ważny materiał i nie pozostawiono surówki? Przecież każdy przygotowując taki materiał liczy się z tym, że sprawa trafi do prokuratury i będzie objęta postępowaniem dowodowym. To jest bardzo ważne również dla misji dziennikarskiej. Publikowanie takich materiałów czemuś ma służyć. Nie chce mi się wierzyć, że reportaż miał służyć tylko uderzeniu w dobre imię Polski. Chcę wierzyć, że ten materiał miał pokazać takie patologie. Organizowanie takich imprez nawet za czyjeś pieniądze, nawet jeżeli to jest maskarada, jest czymś potwornym. Szczególnie w Polsce, w kraju, który tyle wycierpiał od niemieckiego nazizmu.

 

Co było najtrudniejsze w pisaniu tego tekstu?

 

Miałem z nim problem, bo wiedziałem, że pisząc go narażę się na ogromną krytykę, głównie ze strony dziennikarzy tzw. salonu mediów III RP. Byłem świadomy, że ja i moja redakcja zostaniemy zaatakowani. Dlatego napisałem ten materiał nie w swoim stylu. Mam dość ostry, czasem wręcz tabloidowy styl pisania. Nie wstydzę się tego. Wiele lat pracowałem w tabloidach. Ale wiedziałem, że ten tekst muszę napisać bardzo spokojnie, ponieważ będzie mniej oparty na ustaleniach, a bardziej na zadawaniu pytań. Nie spodziewałem się, że publikacja wywoła aż taką reakcję i będzie tematem tak gorących dyskusji.  Kiedy pisałem tekst zależało mi na tym, aby TVN wyjaśnił jak doszło do zorganizowania „urodzin” Hitlera. Liczyłem, że kolejny reportaż TVN wyjaśni jak ci ludzie wpadli na pomysł, żeby organizować taką imprezę.

 

Ciągle jest wiele znaków zapytania pod adresem materiału TVN.

 

Przede wszystkim znaki zapytania dotyczą ekipy, która robiła reportaż. Dlaczego młoda, kompletnie niedoświadczona dziennikarka zostaje wysłana do niebezpiecznego nazistowskiego komanda? Czemu miało służyć uczestnictwo dziennikarzy w tych ohydnych, haniebnych scenach? Po co było hajlowanie? Dlaczego jeden ze współautorów materiału namawiał uczestnika urodzin Hitlera do przygotowywania działań wobec uchodźców? Czemu to miało służyć? Na czym polegała ta prowokacja?  Dlaczego dziennikarze pili z tymi ludźmi alkohol? Po co się z nimi aż tak spoufalali? Chciałbym też wiedzieć, dlaczego dziennikarze TVN nie sprawdzali informacji, że ktoś zapłacił organizatorowi za zorganizowanie „urodzin”? Nie mogę tego przesądzić, że ktoś mu zapłacił, ale jest to bardzo prawdopodobne. Wiele dowodów na to wskazuje, m. in. jego wyjaśnienia. Ważna jest również odpowiedź na pytanie, dlaczego „urodziny” Hitlera zorganizowano miesiąc po faktycznej dacie narodzin zbrodniarza? Telewizja TVN nigdy nie wyjaśniła jakimi motywami kierowali się ludzi, którzy zorganizowali „urodziny” Hitlera. Nie dowiedzieliśmy się z reportażu, że główny organizator imprezy uczestniczy w pracach grupy rekonstrukcyjnej Waffen SS i posiada mundury nazistowskie.

 

Dziennikarze TVN nie wiedzieli, że organizatorowi „urodzin” Hitlera zapłacono?

 

Biorę pod uwagę, że mogli o tym nie wiedzieć. Najważniejszą sprawą w moim tekście jest to, że nie jest wymierzony w stację TVN. Seria artykułów, które pisałem na ten temat nie była wymierzona w tę stację telewizyjną. Zupełnie nie o to mi chodziło.

 

A o co chodziło?

 

O wyjaśnienie, jak doszło do gigantycznej afery wizerunkowej źle świadczącej o Polsce. Ciągle nie ma odpowiedzi na to pytanie.

 

Dlaczego doszło do tej afery? Masz jakieś hipotezy?

 

Biorę pod uwagę wiele rzeczy. Polska lub zagraniczna organizacja mogła zapłacić temu człowiekowi, bo potrzebowała takiej wpadki wizerunkowej Polski. Są sygnały, że mogło to być działanie obcych służb, których celem było zdyskredytowanie Polski. Ten materiał został wykorzystany przez media i polityków do pokazania naszego kraju w złym świetle również w kontekście stosunków polsko-żydowskich. Istotne jest przypisywanie tej sprawy do Marszu Niepodległości. Reportaż wykorzystano politycznie. Za całą operacją stał ktoś, kto chciał szkalować Polskę. Ewidentnie to widać. Nie wierzę w to, że organizator sam to wymyślił, sam zaprosił grono przyjaciół, w tym kompletnie nieznaną sobie dziennikarkę TVN, która oczywiście występowała pod fałszywym nazwiskiem. Dlaczego ją zaprosił skoro jej nie znał? Mnóstwo pytań, mało odpowiedzi. Na szczęście powstała seria materiałów portalu wPolityce.pl, która nieco odczarowała tę historię. Pokazała, że nie chodzi tylko o grupę polskich neonazistów. Wskazał, że ktoś za tym jeszcze może stać.

 

Kto?

 

Mam nadzieję, że wyjaśni to prokuratura. Jestem tylko dziennikarzem. Mogę wskazywać na pewne tropy, niektóre rzeczy ujawniać, ale nie zrobię pracy śledczej. Dziennikarze nie są od tego. Dziś jestem znacznie bliżej wyjaśnienia tej sprawy.

 

Na czym polega twój warsztat dziennikarski?

 

Pracuję kompulsywnie i nerwowo. Opieram się głównie na dokumentach. Jestem klasycznym dziennikarzem, który wszystko co pisze, stara się opierać na „kwitach”. W redakcji ciągle siedzę otoczony mnóstwem papierów i informacji, często niejawnych. Informacje pozyskuję od informatorów, od ludzi, których znam od lat. Mogę im wierzyć, a oni mogą mi ufać. Zasada lojalności jest podstawą. Nigdy nie zawiodłem się na tych informatorach. Nigdy nie zrobiłem im krzywdy. Mam kilka spraw o ujawnienie tajemnicy śledztwa. To sprawia, że mam świadomość ciążącej na mnie odpowiedzialności za przygotowanie tego materiału. Mam wrażenie, że w TVN zabrakło poczucia odpowiedzialności, kiedy stacja przygotowywała materiał o „urodzinach” Hitlera.

 

Co cię motywuje w pracy?

 

Motywuje mnie adrenalina, chęć dotarcia do prawdy, ciekawość, walka z manipulacją i z narzuconą z góry narracją. Napędza mnie również ciągła chęć poznawania świata i rzeczywistości, w której żyjemy. Mimo, że od dwudziestu lat pracuję jako dziennikarz codziennie coś mnie zaskakuje w życiu politycznym czy kryminalnym. Bo to sfery, które najbardziej mnie interesują.

 

Rozmawiał Tomasz Plaskota

 


 

Wojciech Biedroń

Rocznik 1977. Studiował na Wydziale Prawa i Administracji oraz na Wydziale Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej Uniwersytetu Jagiellońskiego. Pracował w „Super Expressie” i „Fakcie” Od stycznia 2015 roku współtworzył projekt tygodnika ABC – wydawnictwo Fratria, a w kwietniu 2015 został jego wicenaczelnym. Od lipca 2016 publikuje w tygodniku Sieci oraz w portalu wPolityce.pl.

 

Jarosław Kuźniar kończy współpracę z Onetem

Jarosław Kuźniar, współtwórca programu Onet Rano i jeden z jego prowadzących, z końcem czerwca rozstaje się z Onetem. Zamierza realizować niezależne projekty związane m.in. z branżą mediów.

 

– Po prawie 30 latach pracy w mediach jedno wiem na pewno: chcę być niezależnym producentem i narratorem, który opowiada świat różnym widzom na różnorodnych platformach. Dziś kończę przygodę z Onet Rano. Udało się nam zbudować silną markę, która przyciągnęła widzów i partnerów biznesowych. Na długi czas, co w online nie jest oczywiste komentuje swoją decyzję Jarosław Kuźniar w komunikacie prasowym Ringier Axel Springer Polska.

 

Program Onet Rano w mobilnym studiu nadal będą prowadzić: redaktor naczelny Onetu Bartosz Węglarczyk, Tomasz Sekielski, Iwona Kutyna, Odeta Moro, Piotr Kędzierski oraz Beata Tadla, która w tym roku dołączyła do grona prowadzących.

 

Jarosław Kuźniar z Onetem związany był od 2016 roku, wcześniej przez wiele lat pracował w Grupie TVN, w swojej karierze prowadził również m.in. audycje w radiowej Trójce.

 

jka, źródło: RASP, fot. Wikipedia

„Finał kampanii” nowy program w TVP Info przed wyborami

TVP Info na ostatnie dni przed wyborami prezydenckimi przygotowało nowy program informacyjno-publicystyczny „Finał kampanii”. Będzie on emitowany od poniedziałku do piątku o godz. 18:20 i 21.

 

Program wystartuje 22 czerwca. Prowadzącymi będą Magdalena Ogórek, Adrian Klarenbach i Michał Rachoń.

 

W audycji mają być podsumowane ostatnie, decydujące dni kampanii wyborczej. Zostaną pokazane aktywności kandydatów na Prezydenta RP, a zaproszeni eksperci ocenią ich działania i inicjatywy. Widzowie poznają także kulisy kampanii wyborczej.

 

jka, źródło: Telewizja Polska

Jak powstaje dobry wywiad – opowiadają Krzysztof Skowroński i Stefan Truszczyński

Zapraszamy do wysłuchania ciekawej rozmowy doświadczonych reporterów Krzysztofa Skowrońskiego i Stefana Truszczyńskiego okraszonej wieloma anegdotami i przykładami z dziennikarskiego życia. Jest to kolejne wydarzenie cyklu „Dziennikarze artystom – artyści dziennikarzom” organizowanego przez Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich w ramach programu „Kultura w sieci”.

 

Inauguracja Radia Nowy Świat opóźniona

Internetowe Radio Nowy Świat nie wystartuje, tak jak planowano, 26 czerwca. Powodem opóźnienia jest fakt, iż u jednego ze współpracowników rozgłośni  potwierdzono zakażenie  koranwirusem.

 

Radio Nowy Świat tworzą głównie osoby kiedyś związane z Trójką. Stacja ma być finansowana z crowdfundingu. Do tej pory udało się zebrać ponad 1,5 mln zł. Rozgłośnia miała rozpocząć nadawanie 26 czerwca, jednak ta data okazała się nierealna. O opóźnieniu startu poinformowano w czwartek na profilu facebookowym stacji.

 

„Niestety wczoraj dowiedzieliśmy się, że u jednego ze współpracujących z nami dziennikarzy, który w zeszłą niedzielę (14.06) odwiedził naszą siedzibę, potwierdzono zakażenie COVID-19. Z osobą tą styczność miały cztery kluczowe dla funkcjonowania radia osoby z naszego zespołu. Oznacza to, że do momentu przeprowadzenia przez te osoby testu i uzyskania wyniku, są one objęte kwarantanną. W konsekwencji wszystkie prace zespołowe związane z uruchamianiem Radia Nowy Świat, wymagające pracy w siedzibie, musimy wstrzymać przynajmniej do najbliższej środy (24.06), w nadziei na uzyskanie do tego dnia miarodajnych, negatywnych wyników.

 

Rozpatrujemy w tej chwili dwa skrajne scenariusze, jednak oba wiążą się z opóźnieniem startu Radia Nowy Świat. Negatywny wynik testów pozwoliłby nam na wznowienie prac w czwartek (25.06) – co umożliwiłoby rozpoczęcie nadawania 10.07 – natomiast pozytywny wcieliłby w życie scenariusz, którego nie jesteśmy w stanie przewidzieć” – czytamy we wpisie.

 

jka, źródło: Facebook/Radio Nowy Świat

 

W sobotę rusza wakacyjny program Jedynki „Lato z radiem”

20 czerwca, w sobotę o godz. 9  na antenie Programu 1 Polskiego Radia kultowa melodia „Polka Dziadek” rozpocznie kolejny sezon audycji „Lato z radiem”.

 

Pierwsze tym roku „Lato z radiem” poprowadzą: z warszawskiego studia Jedynki Roman Czejarek oraz – z Kampinosu – Marta Januszewska, która zabierze słuchaczy na wakacyjną wycieczkę po Muzeum Puszczy Kampinoskiej.

 

Dziennikarze radiowej Jedynki, jak co roku wyruszą w Polskę, by od poniedziałku do soboty, do końca sierpnia, odwiedzać najciekawsze turystycznie, historycznie i kulturowo miejsca w całym kraju. Wskażą je słuchacze w plebiscycie Turystyczna Lista Przebojów PL.

 

W audycji nie zabraknie spotkań z cenionymi i lubianymi postaciami, z osobami w szczególny sposób angażującymi się w życie lokalnych społeczności, które przedstawią fascynujące losy cichych bohaterów zmieniających rzeczywistość wokół siebie.

 

Radiowa Jedynka zaprosi do słuchania klasyki literatury i wypraw szlakami dziedzictwa kulinarnego, pełnego smacznych przepisów kuchni regionalnej. Stałym elementem audycji będą interaktywne konkursy z atrakcyjnymi nagrodami dla całych rodzin.

 

W tym roku z powodu pandemii nie będzie plenerowej trasy koncertowej „Lata z radiem”,  w zamian Jedynka zaprosi na cykl koncertów online. Wśród gwiazd m.in. Piotr Cugowski  i Baranovski.

 

opr. jka, źródło Polskie Radio

 

Sztuka dobrego wywiadu. ZAPOWIEDŹ

Co zrobić, by wywiad był dynamiczny, a rozmówca otworzył się przed dziennikarzem?  – tajniki trudnej sztuki przepytywania zdradzą redaktorzy Stefan Truszczyński i Krzysztof Skowroński, 22 czerwca na portalu sdp.pl. Premiera o godz. 18. Będzie to kolejne wydarzenie w ramach cyklu „Dziennikarze artystom – artyści dziennikarzom”.    

 

 

Niektórzy myślą, że wystarczy ciekawy rozmówca, a wywiad ułoży się sam. Tymczasem, wbrew pozorom, jest to jeden z najtrudniejszych gatunków dziennikarskich, a do prawdziwego kunsztu dochodzi się latami praktyki. Jak w każdym rzemiośle niezbędna jest znajomość zasad. Jak zacząć, jak zdobyć zaufanie rozmówcy, lepsze są pytania długie czy krótkie?  – o tym wszystkim porozmawiają Stefan Truszczyński i Krzysztof Skowroński.

 

Pierwszy z nich jest „chodzącą encyklopedią dziennikarstwa”. Doświadczenie zdobył m.in. podczas wielu lat pracy w Telewizji Polskiej. Autor licznych reportaży telewizyjnych i filmów dokumentalnych, m.in. o wrakach z II wojny światowej leżących na dnie Bałtyku, korespondent wojenny. Obecnie angażuje się w obronę ludzi i ich spraw – walczy o sprawiedliwość rolników wywłaszczanych w czasie budowy dróg, rodzin Żołnierzy Wyklętych, tropi samowolę deweloperów, pochyla się nad upadkiem firm na wybrzeżu.  Publikuje m.in. w „Kurierze Wnet”.

 

Krzysztof Skowroński to legenda polskiego dziennikarstwa radiowego. Zaczynał na początku lat 90. w Radiu ZET, był szefem Trójki, prowadził programy w Telewizji Polskiej, Polsacie, Telewizji Puls, założył Radio Wnet, teraz jest jego redaktorem naczelnym, a także prezesem Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.

 

Zapraszamy do wysłuchania ciekawej, barwnej rozmowy okraszonej wieloma anegdotami i przykładami z dziennikarskiego życia.

 

Cykl imprez „Dziennikarze artystom – artyści dziennikarzom” dofinansowano ze środków Narodowego Centrum Kultury w ramach programu „Kultura w sieci”, którego celem jest wsparcie upowszechniania dorobku kultury w internecie w czasie pandemii koronawirusa.

 

WIĘCEJ INFORMACJI O CYKLU I  SZCZEGÓŁOWY PROGRAM WYDARZEŃ

 

 

Dajemy przestrzeń do debaty  – rozmowa z BOGUSŁAWEM CHRABOTĄ, redaktorem naczelnym „Rzeczpospolitej”

Jesteśmy raczej dziennikiem zachowawczym niż walczącym. Bliżej nam do realizowania zasady relato refero, niż do bycia gazetą tożsamościową. Czytelnicy to doceniają – mówi redaktor naczelny „Rzeczpospolitej” Bogusław Chrabota.

 

„Rzeczpospolita” świętuje stulecie urodzin. Czym, według jej redaktora naczelnego, różni się od innych polskich dzienników?

 

W realizowaniu naszej misji staramy się być wierni dziennikarstwu niezaangażowanemu. „Rzeczpospolita” jest gazetą konserwatywno-liberalną otwartą na dyskurs publiczny. Publikujemy na naszych łamach szerokie spektrum poważnych opinii od prawa do lewa. Nie zawsze są to wypowiedzi ludzi, którzy podzielają nasze poglądy, czasem są naszymi przeciwnikami, ale szanują nas. Dajemy większą przestrzeń do debaty publicznej niż jakakolwiek inna gazeta w Polsce. Jesteśmy raczej dziennikiem zachowawczym niż walczącym. Bliżej nam do realizowania zasady relato refero, niż do bycia gazetą tożsamościową. Czytelnicy to doceniają.

 

Dziennik, którym pan kieruje, różni się też wizualnie od innych gazet codziennych. Jest bardziej przejrzysty i czytelny.

 

„Rzeczpospolita” jest najlepiej ułożoną gazetą w sensie formatowym. W sposób klarowny definiujemy jedynkę, czyli stronę tytułową, dwójkę, na której są komentarze redakcyjne, oraz trójkę, gdzie są felietony. Pandemia trochę pokrzyżowała nam plany, ale generalnie staramy się nie mieszać tych trzech elementów. Układ sekcji również jest bardzo klarowny. Myślę, że sporo w tym mojego osobistego wkładu, ponieważ zajmowałem się formatowaniem programów w telewizji Polsat. To wiedza z pogranicza marketingu.

 

Duży nacisk „Rzeczpospolita” kładzie na gospodarkę.

 

Jesteśmy gazetą konsekwentnie zorientowaną na polską gospodarkę. To najważniejszy temat dla nas i zazwyczaj na jedynce jest jakiś twardy news ekonomiczny. Staramy się mówić o gospodarce uczciwie i bez ideologizowania. Dzięki temu nie mamy problemu z pozyskaniem wywiadu albo stanowiska od ludzi z obecnego rządu. Tam, gdzie rządzący zasługują, żeby ich pochwalić, robimy to, a tam gdzie należy się krytyka, nie szczędzimy jej. Jeżeli obecny rząd wspiera rynek jesteśmy za, a kiedy go niszczy, jesteśmy przeciwko. Robimy to w sposób otwarty, a to sprawia, że mieścimy się w najlepszej tradycji światowej prasy gospodarczej.

 

Wspomniał pan, że „Rzeczpospolita” jest gazetą zachowawczą. Trudno się nie zgodzić z tym stwierdzeniem, w przeciwieństwie do „Gazety Wyborczej” nie drukujecie na łamach kwestionariuszy do zbierania podpisów poparcia dla polityków.

 

„Gazeta Wyborcza” jest dziennikiem walczącym, wywodzącym się z określonego środowiska. Ale bardzo szanuję ich za to, co robią. Jestem daleki od krytykowania konkurencji. Po drugiej stronie też obserwujemy zaangażowanie politycznie, można to dostrzec choćby w „Gazecie Polskiej”. Ale są to prywatne media, więc ich właściciele mają absolutne prawo do realizowania działań, które uznają za dobre dla tytułu i potrzebne z perspektywy odbiorcy. Czytelnik „Rzeczpospolitej” raczej nie ceni walczących mediów.

 

A za co czytelnik najbardziej ceni pański dziennik?

 

Sądzę, że za wyważenie dyskursu i obiektywizm.

 

Jakie największe wyzwania stoją przed „Rzeczpospolitą”? Sprzedaż papierowych wydań dzienników spada, rozwój internetu wymusza określone działania.

 

Rzeczywistość wymusiła zdywersyfikowanie źródeł przychodów. Papierowy nakład gazety i ukazujące się w nim reklamy nie są naszym jedynym i podstawowym źródłem przychodów. Są nimi inne elementy wspierające. W przypadku „Rzeczpospolitej” duża część budżetu jest pozyskiwana z tzw. brendingu.

 

Czyli?

 

Z certyfikowania wydarzeń publicznych, np. konferencji. Jesteśmy głównym partnerem medialnym kongresów. m.in. Forum Ekonomicznego w Krynicy. Postawiliśmy na takie rozwiązania, ponieważ dążymy do bycia hubem informacyjnym, który zarządza informacjami i dystrybuuje je wykorzystując różne kanały. Czas dominacji papierowych gazet już minął, jest to już tylko jeden z aspektów funkcjonowania dziennika. Opieranie się na papierowej wersji gazety jako na podstawowym rozwiązaniu jest fundamentalnym błędem. Chociaż nie sądzę, żeby gazety papierowe całkowicie zniknęły, ponieważ papier jest szalenie ważny i jego rola jeszcze przez długie lata będzie istotna.

 

Ale raczej ta rola będzie symboliczna.

 

Nie wiem. Lata temu sądziłem, że wiem wszystko na temat przyszłości mediów, natomiast dziś mogę stwierdzić, że nie wiem nic. Można zaobserwować pewne tendencje i trendy na rynku, ale wydawnictwa, które przedwcześnie zlikwidowały wydania papierowe, popełniły fundamentalny błąd. Niektórym udało się wrócić na rynek z wersją papierową, jak amerykańskiemu „Newsweekowi”. Ta sztuka nie udała się tym, którzy jako pierwsi odeszli od papieru, zakładając, że będą rozwijać się wyłącznie elektronicznie. Mam na myśli „Boston Globe”. Dokąd będzie można utrzymać wydania papierowe to „Rzeczpospolita” będzie ukazywać się również w tradycyjnej formie. Przykład „Pulsu Biznesu” pokazuje, że jest sens wydawać gazetę papierową nawet przy nakładzie poniżej 10 tysięcy egzemplarzy.

 

Czytelnicy weekendowego wydania „Rzeczpospolitej” –  „Plusa Minusa” wolą czytać go w wersji papierowej czy elektronicznej?

 

Zdecydowanie wolą lekturę w wersji papierowej. „Plus Minus” jest bardzo tradycyjnym medium i ma stabilną sprzedaż.

 

Porównywalnym produktem do niego jest „Tygodnik TVP”, który ukazuje się co piątek, ale tylko w internecie.

 

„Tygodnik TVP” nie ma prestiżu, który „Plus Minus” zdobył przez trzydzieści lat ukazywania się. Nasz dodatek to praca pokoleń, wykonywana m. in. przez Gustawa Herlinga-Grudzińskiego czy Macieja Rybińskiego. Czytelnik o tym pamięta. Życzę Dominikowi Zdortowi (szef „Tygodnika TVP” – przyp. red.) i jego ekipie wszystkiego najlepszego, ale czeka ich jeszcze sporo pracy. Pojawia się pytanie, czy w medium tak niestabilnym jak TVP praktyka budowania takiego tytułu się powiedzie. Szczerze w to wątpię.

 

Dlaczego?

 

Zbudowanie solidnego medium zajmuje lata.

 

Czy w obecnej „Rzeczpospolitej” widać jeszcze wpływ Dariusza Fikusa? Był redaktorem naczelnym dziennika w latach 1989-1996.

 

Oczywiście, ponieważ przeformatował gazetę rządową w niezależny dziennik. Prowadzący gazetę cały czas walczyli z jakąś formą uzależnienia od rządzących, którzy chcieli taktować pismo jako swój biuletyn.

 

Organ rządowy PRL – taka była „Rzeczpospolita” w styczniu 1982 r.

 

Na szczęście Fikusowi udało się manewrować i stworzył pismo z instynktem gospodarczym. Dla nas to wyznacznik, którego konsekwentnie się trzymamy. Oczywiście, czasy są już inne, a Fikusowi bliżej jest do Gutenberga, niż do współczesnego medium.

 

Gdyby pan miał wymienić dziesięć historycznych postaci związanych z „Rzeczpospolitą”, kogo by pan wskazał?

 

Na pewno założyciela gazety Ignacego Jana Paderewskiego. Także Stanisława Strońskiego wieloletniego redaktora naczelnego do momentu sprzedaży pisma Wojciechowi Korfantemu. Ważnym publicystą w czasach międzywojennych był Kornel Makuszyński, podobnie jak felietonista Adolf Nowaczyński.

 

Niezwykle ostre pióro. Do wymienionego przez pana grona dodałbym postać Tadeusza Dołęgi Mostowicza.

 

Właśnie! Zapomniałem o nim, kiedy wymieniałem wcześniejsze nazwiska.

 

A z postaci „Rzeczpospolitej” w czasach PRL na kogo by pan zwrócił uwagę? W pierwszym numerze z lipca 1944 r., który ukazał się w Chełmie wydrukowano manifest PKWN.

 

Czas po II wojnie światowej, kiedy „Rzeczpospolita” była gazetą komunistyczną mnie nie interesuje, więc nie mam nic na ten temat do powiedzenia. Nie czytałem wówczas ani nie interesowałem się „Rzeczpospolitą”. Czy tam wówczas byli ważni ludzie? Pewnie dla swojej epoki i dla ówczesnej władzy byli ważni. Jednak to nie były moje rejony działania. W latach 80. działałem w podziemiu i pisałem do gazet ukazujących się w drugim obiegu, do prasy emigracyjnej i do „Tygodnika Powszechnego”. Mój tekst ukazał się też w „Znaku”. Wszystkie artykuły publikowałem pod nazwiskiem, a nie wszyscy wtedy decydowali się na taki krok. W bardzo młodym wieku miałem na koncie sporą ilość publikacji ukazujących się w podziemiu. W oficjalnych mediach pojawiłem się po 1989 r.

 

Dobrze, poproszę więc o nazwiska postaci, które odcisnęły niezmywalne piętno na „Rzeczpospolitej” po 1989 r.

 

Będzie to wspomniany już Dariusz Fikus, a także Maciej Łukaszewicz i Piotr Aleksandrowicz. Trzej wielcy ludzie w historii tej gazety. Do grona ważnych postaci zaliczyłbym felietonistę Macieja Rybińskiego, redaktora naczelnego Pawła Lisickiego, z którym nie zawsze nam było po drodze, ale to człowiek, który wiele zrobił dla pisma. Nazwisk osób zasłużonych dla naszej gazety  jest wiele. Z osób, które obecnie są w „Rzeczpospolitej”, nie mogę nie wspomnieć o dziennikarzach sportowych Mirosławie Żukowskim i Stefanie Szczepłku, o specjaliście od  dziennikarstwa międzynarodowego Jurku Haszczyńskim, no i oczywiście o filarze sekretariatu redakcji Tomaszu Sobieckim. Na tych nazwiskach poprzestanę, ale w „Rzeczpospolitej” pracują jeszcze dziesiątki kolegów, którzy są bardzo ważnymi postaciami naszej gazety.

 

Rozmawiał TOP

 


 

Bogusław Chrabota

Rocznik 1964. Absolwent prawa Uniwersytetu Jagiellońskiego, doktorant w Instytucie Nauk Politycznych UJ. W latach 90. stypendysta Departamentu Stanu Stanów Zjednoczonych, National Forum Foundation oraz amerykańskich uniwersytetów Hartford, UMASS, Boston College i Columbia. W latach 80. publikował m.in. w „Brulionie”, „Tumulcie”, „Promienistych”, „Tygodniku Powszechnym”, „Znaku”. W latach 90. pisał do „Czasu Krakowskiego”, „Press”, „Ozonu”, „Newsweeka”, „Wprost”. Po 1989 r. został dziennikarzem Ośrodka TVP w Krakowie. Pełnił funkcję zastępcy redaktora naczelnego Telewizyjnej Agencji Informacyjnej (1992-1993). W 1993 r. został dyrektorem programowym Polsatu. Od stycznia 2013 r. jest redaktorem naczelnym „Rzeczpospolitej”.

Tygodniki opinii w kwietniu: dalszy ciąg spadków sprzedaży

W kwietniu 2020 roku wszyscy wydawcy tygodników opinii odnotowali spadki sprzedaży. Najbardziej w dół poszedł wynik „Gościa Niedzielnego”, którego dystrybucja w kościołach została bardzo ograniczona z powodu pandemii koronawirusa.

 

Liderem sprzedaży w kwietniu została „Polityka”, której średnia sprzedaż wyniosła 90 084 egz. i była o 9,92 proc. mniejsza niż w tym samym miesiącu rok wcześniej – wynika z danych Polskich Badań Czytelnictwa „Audyt ZKDP”. Na drugim miejscu znalazł się „Newsweek Polska”. Tygodnik ten zanotował spadek o 5,54 proc. do 73 331 egz. Sprzedaż „Gościa Niedzielnego”, który uzupełnia pierwszą trójkę, wyniosła 66 018 egz., po spadku aż o 44,60 proc.

 

Kolejne miejsca wyglądają następująco: „Sieci”  – 38 361 egz., (spadek o 9,12 proc.), „Do Rzeczy” –  29 372 egz. (spadek o 12,93 proc.), „Tygodnik Powszechny” – 26 741 egz. (spadek o 10,97 proc.), „Gazeta Polska” – 20 483 egz. (spadek o 4,01 proc.), „Przegląd” – 13 851 egz. (spadek o 14,84 proc.).

 

jka, źródło: Wirtualnemedia.pl

Najczęściej cytowane media w maju

Portal Onet.pl, radio RMF FM i  dziennik „Rzeczpospolita” – tak wygląda pierwsza trójka najchętniej cytowanych mediów w maju według raportu Instytutu Monitorowania Mediów.

 

Na informacje podawane przez Onet.pl powoływano się  w ubiegłym miesiącu 5523 razy. Stacja radiowa RMF FM osiągnęła wynik 4716 cytowań, natomiast dziennik „Rzeczpospolita” był cytowany 3415 razy.

 

Wśród stacji telewizyjnych pierwsze miejsce zajął TVN24 z wynikiem 3400 cytowań, a drugie Polsat News – 2144 cytowania. Podium uzupełniło TVP Info. Na informacje z tego kanału powoływano się 1185 razy.

 

W kategorii rozgłośni radiowych, poza RMF FM, czołowe miejsca zajęły Radio Zet – 1848 cytowań oraz Program 1 Polskiego Radia – 792 cytowania.

 

Poza Onetem, najbardziej opiniotwórcze portale w maju według IMM, to Wirtualna Polska – 2250 cytowań oraz Interia.pl – 1454 cytowania.

 

Wśród tytułów prasowych, „Rzeczpospolita” wyprzedziła „Gazetę Wyborczą”, na którą powoływano się 2388 razy, oraz „Super Express” – 1734 cytowań.

 

jka, źródło: Instytut Monitorowania Mediów

 

Koncert legendarnej Kapeli Praskiej

Koncert Kapeli Praskiej, zarejestrowany na jednym z podwórek warszawskiej Pragi, to kolejne wydarzenie z cyklu „Dziennikarze artystom – artyści dziennikarzom” zorganizowanego przez Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich w ramach programu „Kultura w sieci”.

 

 

Maciej Łopiński ponownie p.o. szefa Telewizji Polskiej

Rada nadzorcza TVP we wtorek podjęła uchwałę o oddelegowaniu Maciej Łopińskiego na okres trzech miesięcy na stanowisko pełniącego obowiązki prezesa TVP.

 

10 czerwca minęły trzy miesiące od poprzedniej decyzji rady przekazującej Łopińskiemu funkcję tymczasowego szefa Telewizji Polskiej. Przez kilka dni zarząd spółki był więc dwuosobowy – składał się z Jacka Kurskiego i Mateusza Matyszkowicza.

 

Jak informuje portal Wirtualnemedia.pl, we wtorek zarząd – już z Maciejem Łopińskim w składzie – dokonał podziału kompetencji, który jest taki sam jaki obowiązywał wcześniej. Pod nadzorem Łopiński mają się znaleźć jednostki korporacyjne, a Jacka Kurskiego – jednostki programowe (m.in. biuro programowe, Telewizyjna Agencja Informacyjna i TVP Sport). Mateuszowi Matyszkowiczowi będą zaś podlegać m.in. Agencja Kreacji Filmu i Serialu oraz Centrum Kultury i Historii.

 

jka, źródło: Wirtualnemedia.pl, fot. Wikipedia