Witold Gadowski kończy współpracę z tygodnikiem „Sieci”

Witold Gadowski, publicysta, reporter, pisarz, wiceprezes SDP zapowiedział, że nie będzie już pisał felietonów do tygodnika „Sieci”.

 

O swojej decyzji poinformował na Twitterze.

Uwalniam Was od honorariów za moje teksty. Nie są Wam potrzebne. Mili Czytelnicy zobaczymy się gdzie indziej” – napisał Gadowski w odpowiedzi na wpis Michała Karnowskiego z „Sieci”, w którym ten prosił czytelników o gest solidarności z jego tygodnikiem w trudnych czasach spowodowanych pandemią koronawirusa.

 

Z tego powodu zmniejszona została czasowo objętość tygodnika i cześć felietonów ma się ukazywać co dwa tygodnie.

 

Niedawno, z innego tygodnika – „Do Rzeczy” –  z powodu zmiany warunków umowy, odszedł Waldemar Łysiak (pisaliśmy o tym tutaj)

 

jka, źródło: Najwyższy Czas

 

Najczęściej cytowane media w lutym

Onet, Rzeczpospolita i RMF FM – to najchętniej cytowane media w lutym — wynika z raportu „Najbardziej opiniotwórcze media w Polsce” przygotowanego przez Instytut Monitorowania Mediów.

 

Na informacje podawane przez Onet.pl powoływano się 4163 razy. Portal ten prowadzi w rankingu IMM od marca ubiegłego roku. Na drugim miejscu zalazł się dziennik „Rzeczpospolita” z wynikiem 2570 cytowań, a na trzecim radio RMF FM, na które powoływano się 2570 razy.

 

Wśród tytułów prasowych w pierwszej trójce, poza „Rzeczpospolitą” znalazły się jeszcze „Gazeta Wyborcza” – 2242 cytowania i „Dziennik Gazeta Prawna” – 1389 cytowań.

 

W kategorii portali internetowych na drugim miejscu znalazła się Wirtualna Polska – 2023 cytowania, a na trzecim wPolityce.pl – 1138 cytowań.

 

Z rankingu IMM wynika, że najbardziej opiniotwórcze stacje telewizyjne w lutym to: TVN24 – 1496 cytowań, TVN – 1107 cytowań i Polsat News – 1096 cytowań.

 

Na podium w kategorii stacji radiowych, poza RMF FM, znalazły się jeszcze Radio ZET – 765 cytowań i Program 1 Polskiego Radia – 520 cytowań.

 

jka, źródło: Insytut Monitorowania Mediów

 

 

 

Reportaż trzeba „wyrozmawiać” – mówi JERZY KAMIŃSKI, naczelny „Gazety Powiatowej – Wiadomości Oławskie”

Każdy dziennikarz, także lokalny, dla zdrowia psychicznego i dla własnego samopoczucia powinien raz na jakiś czas spróbować zrobić solidny reportaż. Ten gatunek prasowy rozwija, podnosi własną samoocenę i satysfakcję z wykonywanej pracy – mówi Jerzy Kamiński redaktor naczelny tygodnika „Gazeta Powiatowa – Wiadomości Oławskie” nagrodzony w konkursie mediów lokalnych SGL Local Press 2019 za reportaż prasowy „Zmowa milczenia” oraz za wywiad „Rodzice: To Małgosia jest tu najważniejsza”. Oba materiały dotyczą niewyjaśnionej do dziś sprawy zgwałcenia i zabójstwa 15-letniej Małgosi Kwiatkowskiej w 1996 r. w Miłoszycach.

 

Tygodnik „Gazeta Powiatowa – Wiadomości Oławskie”, którego Jerzy Kamiński jest współtwórcą, współwłaścicielem i redaktorem naczelnym, otrzymał również tytuł Gazety Roku w konkursie mediów lokalnych SGL Local Press 2019.

 

 

Co jest potrzebne do napisania dobrego reportażu prasowego?

 

Dobrego reportażu nie da się zrobić siedząc za biurkiem, przeglądając portale internetowe i dorzucając do tekstu dwie, trzy opinie. Reportaż trzeba „wychodzić” i „wyrozmawiać”. Należy być na miejscu, o którym się pisze, trzeba rozmawiać z ludźmi, którzy byli świadkami zdarzenia albo mają wiedzę na jego temat.

 

Długo pan pracował nad reportażem „Zmowa milczenia”?

 

23 lata.

 

Aż tyle?

 

Celowo użyłem takiego stwierdzenia, żeby uzmysłowić czytelnikom, jak długo zajmuję się tematem zbrodni w Miłoszycach. Sam reportaż powstał w kilka miesięcy, jednak sprawą faktycznie zajmuję się od 23 lat, czyli od początku. Byłem prawdopodobnie pierwszym dziennikarzem, który znalazł się na miejscu zbrodni kilka dni po zdarzeniu, w styczniu 1997 r. Wtedy nie mieliśmy jeszcze telefonów komórkowych, a internet należał do rzadkości, więc wszystko trwało znacznie dłużej niż dziś. Prawdopodobnie to „Wiadomości Oławskie” pierwsze opublikowały informację o zbrodni miłoszyckiej, o którą oskarżono Tomasza Komendę. Później został on uniewinniony, a sprawa wróciła na wokandę i toczy się od pół roku przed Sądem Okręgowym we Wrocławiu. Teraz mamy dwóch kolejnych oskarżonych. Od początku zbierałem elementy tej historii, niektóre odkładałem na później, bo czułem, że mogą się przydać. W międzyczasie pisałem na ten temat teksty informacyjne, powstało ich kilkadziesiąt. W gazecie lokalnej dziennikarz robi wszystko. Zajmowałem się również pisaniem i zdobywaniem newsów.

 

 

Trudno było przekonać rodziców zamordowanej Małgosi do udzielenia wywiadu?

 

Oni teraz generalnie nie chcą z nikim rozmawiać, szczególnie po uniewinnieniu Tomasza Komendy. Dziennikarz lokalny jest jednak w lepszej sytuacji od dziennikarza ogólnopolskiego medium, bo pochodzi z miejsca, o którym pisze i jest w pewnym sensie swój. Przekonałem rodziców Małgosi do rozmowy tym, co do tej pory pisałem, a chyba nigdy nie zawiodłem ich zaufania. Jeżeli prosili, żebym o czymś nie pisał, bo ich to boli czy jakoś wyjątkowo dotyka, potrafiłem to uszanować. Zawsze traktowałem ich poważnie. Dziennikarz lokalny musi z większą rozwagą traktować swoich rozmówców niż dziennikarz ogólnopolski, który przelotnie zajmuje się sprawą. Bo on wpada na dwie godziny do Miłoszyc, robi szybko materiał i wraca do redakcji. Dla niego nie ma znaczenia, jakie wrażenie zrobił na rozmówcy. Liczy się czy zrobił dobry materiał. A dziennikarze lokalni na co dzień spotykają się z ludźmi, których opisują. Jeżeli napiszę coś nie tak, bohater artykułu może od razu przyjść do redakcji z pretensjami, a wtedy trzeba spojrzeć mu w twarz. Spotykam bohaterów moich tekstów na ulicy, w sklepie, w urzędzie. Dlatego nie mogę traktować ludzi wyłącznie jako dostarczycieli newsów i dobrze sprzedających się sensacji. Staram się ich zrozumieć.

 

Rozmowa z rodzicami Małgosi Kwiatkowskiej musiała być niezwykle trudna…

 

Proszę spróbować sobie wyobrazić ból rodziców po stracie dziecka. I to w takich okrutnych okolicznościach. Bardzo ciężko się z nimi rozmawia, bo emocje przesłaniają wszystko. I trudno się im dziwić, bo dwadzieścia trzy lata historii mocno obciążającej emocje. Na dodatek historii, która jest nie do zamknięcia. Możemy im współczuć, ale nie jesteśmy w stanie zrozumieć ich bólu. Zdecydowali się ze mną porozmawiać w szczególnie trudnym dla nich czasie, przed Świętami Bożego Narodzenia i przed sylwestrem, czyli kilka dni przed rocznicą zbrodni. Oni wtedy o niczym innym nie myślą… Przed laty wydawało im się, że sprawiedliwość dosięgła sprawcy. Okazało się, że nie. Pochowali swoje dziecko, potem była ekshumacja, musieli więc wszystko przeżywać na nowo, wyciągano ofiarę z grobu i chowano po raz wtóry. Teraz są kolejni oskarżeni. Jeden jest doprowadzany na rozprawę z aresztu, drugi, co jest bardzo dziwne w sprawie o zabójstwo, odpowiada z wolnej stopy, przyjeżdża z domu na rozprawy. Na dodatek nawet jeżeli uda się udowodnić, że sprawcami są obecni oskarżeni, dalej nie będą to wszystkie osoby, które dopuściły się zbrodni.

 

Czy dobry dziennikarz ogólnopolski, który zna akta sprawy, ma doświadczenie w opisywaniu takich spraw, ale nie zna lokalnych uwarunkowań i kontekstów jest w stanie napisać dobry reportaż na taki  temat?

 

Zapewne tak. Jest w stanie zbliżyć się do tematu, ale wątpię, czy w krótkim czasie wzbudzi zaufanie społeczności lokalnej i przekona ludzi, żeby szczerze porozmawiali z nim o wszystkim. Nad takim tematem trzeba pochodzić trochę dłużej.

 

Grożono panu za zajmowanie się tematem zbrodni w Miłoszycach?

 

Nie.

 

A za pisanie o innych tematach?

 

Na początku lat 90. w Oławie działał znany bandyta, który zajmował się m.in. rozbojami i wymuszaniem haraczy. Wielokrotnie opisywałem jego wyczyny. Pewnego wieczoru siedziałem sam w redakcji, naszą siedzibą był wtedy mały pokój na parterze z okratowanymi oknami. Nagle weszło do niego trzech osiłków. Nie wiedziałem kim są. Zorientowałem się, z kim mam do czynienia, kiedy jeden z nich powiedział, że ma na imię Mietek. Byłem przerażony. Drugim mężczyzną był bandyta o pseudonimie Cygan, który przedtem i potem siedział w więzieniu za poważne przestępstwa, a trzecim ukraiński bandzior, który zablokował drzwi, żebym nie mógł wyjść z redakcji. Panowie tłumaczyli mi, że to, co napisałem o gangsterskiej strzelaninie, wyglądało zupełnie inaczej. W pewnym momencie Mietek powiedział do kolegi: – Cygan, powiedz panu redaktorowi, czy strzelałeś? Na szczęście właściciel restauracji znajdującej się obok redakcji, gdzie doszło do strzelaniny, jak się dowiedział, że gangsterzy idą do mnie, szybko przyszedł za nimi. Kiedy wszedł, odpuścili. Pewnie przestraszyli się, że jest świadek. Sprawa rozeszła się po kościach. Po latach, kiedy Mietek wyszedł z więzienia, spotkałem go przypadkowo na stacji benzynowej. Siedział z piękną blondynką w mercedesie, uśmiechał się, machał mi i wołał: – Dzień dobry, panie redaktorze.

 

Czemu w gazetach lokalnych praktycznie nie ma miejsca dla reportaży?

 

Dzieje się tak ze względów czasowych i finansowych. Reportażu nie robi się w piętnaście minut. To nie jest news portalowy, gdzie czasem wystarczy zabieg „kopiuj-wklej” i dorzucenie dwóch zdań. Nad reportażem pracuje się długo, czasem miesiącami. Lokalny portal raczej nie będzie łożył na dziennikarstwo śledcze, na reportaże czy na duże wywiady, bo one nie przekładają się na klikalność portalu, nie zwiększają liczby czytelników i nie podwajają zysków gazety. Zawsze lepiej klikną się wypadki samochodowe. Opisuje się je bardzo szybko, tak samo szybko czyta, a nad reportażem trzeba pracować długo. Jednak moim zdaniem, warto pisać reportaże.

 

Dlaczego?

 

Dla zdrowia psychicznego i dla własnego samopoczucia każdy dziennikarz, także lokalny, powinien raz na jakiś czas spróbować zrobić solidny reportaż. Korzystając z okazji apeluję do wydawców prasy lokalnej, żeby raz na jakiś czas pozwalali dziennikarzom popełnić reportaż. Ten gatunek prasowy rozwija, podnosi własną samoocenę i satysfakcję z wykonywanej pracy.

 

Reportaże nie przynoszą dodatkowego zysku pańskiej gazecie, dlaczego więc decydujecie się na ich publikowanie?

 

Robię gazetę od trzydziestu lat i zależy mi na czytelnikach, którzy sięgają do każdego numeru nie dlatego, żeby poczytać o nowych wypadkach samochodowych, ale żeby dowiedzieć się czegoś więcej i głębiej poznać temat. Oni wiedzą, że na naszych łamach przeczytają unikalne i interesujące historie lokalne. Być może takich czytelników jest tylko 20-30 procent, ale cenię ich, ponieważ uwielbiają kontakt ze słowem pisanym. Oni należą do nielicznego grona ludzi kupujących i czytających książki.

 

Co jest najważniejsze w robieniu gazety lokalnej?

 

W gazetach lokalnych często właściciel jest wydawcą, redaktorem naczelnym, czasem dziennikarzem. Jestem wszystkim po trochu. Mam komfort, że nie muszę pytać się wydawcy, czy mogę poświęcić czas na zajęcie się danym tematem. Naszym mottem od początku powstania gazety, którą współtworzyłem w listopadzie 1990 r., są słowa: zawsze na miejscu. Najważniejsze dla nas jest pisanie o sprawach, które bezpośrednio dotyczą środowiska, w którym żyjemy. Gazeta lokalna nie jest taka, jak inne gazety.

 

To prawda, gazeta lokalna pełni nie tylko funkcje informacyjne, ale także integracyjne i społeczne.

 

Jest także kroniką towarzyską, gdzie wrzuca się informacje o noworodkach, ślubach i pogrzebach. Nasz tygodnik zajmuje się również integrowaniem społeczności lokalnej wokół spraw ważnych dla mieszkańców. Opisywaliśmy na przykład propozycję budowy chińskiej fabryki elektrolitu, bo to ważne dla naszych czytelników. Organizowaliśmy zbiórkę pieniężną na postawienie w rynku odnalezionej rzeźby św. Jana Nepomucena. Prowadziliśmy wiele akcji społecznych. W tym i w ubiegłym roku nominowano nas do nagrody za angażowanie się w takie akcje. One może nie mają wiele wspólnego z działalnością dziennikarską, ale są niezwykle ważne dla nas i dla społeczności lokalnej, której jesteśmy częścią. Robimy to dla siebie, bo jesteśmy stąd.

 

Wróćmy jeszcze do sprawy zbrodni miłoszyckiej. Czy od początku miał pan wątpliwości dotyczące skazania Tomasza Komendy?

 

Nie miałem takich wątpliwości, zresztą sąd ani biegli też ich nie mieli. Na sali sądowej biegli stwierdzili, że na 100 proc. sprawcą jest Komenda, bo wskazuje na to ślad zapachowy, genetyczny i odcisk szczęki. Nie było powodu, żeby nie wierzyć. Przecież nie będę kłócił się z biegłym z zakresu genetyki, bo się na tym nie znam. Wiadomo było jednak, że sprawa nie jest zamknięta, bo ślady wskazywały, że był jeszcze drugi, a może nawet trzeci sprawca.

 

Tomasz Komenda jest niewinny?

 

Sąd stwierdził, że jest niewinny, więc mówię, że jest niewinny. W reportażu nie zajmuję się sprawcami zbrodni, ale zmową milczenia, o której głośno było od samego początku. Zresztą ona wraca teraz w wielu zeznaniach świadków. Wciąż słyszę, że ktoś komuś powiedział, że wie, kim są sprawcy, ale nic z tego nie wynika, bo ostatecznie nie dochodzimy do źródła takiej informacji. Niektórzy tłumaczą, że mieszkańcy Miłoszyc boją się zeznawać, bo tam wszyscy się znają.

 

We wszystkich małych miejscowościach ludzie się znają.

 

Do tego mogą dochodzić jeszcze inne kwestie. O jednej dowiedziałem się całkiem niedawno. W czasie wojny w Miłoszycach mieściła się filia obozu koncentracyjnego Gross-Rosen. Po wyzwoleniu Sowieci założyli tu łagier dla żołnierzy Wehrmachtu. Jeden z badaczy lokalnej historii mówił mi, że ludzie z Miłoszyc milczą, bo tak ich nauczyła historia i tak zostali wychowani przez  rodziców i dziadków. Z obcymi raczej w ogóle nie rozmawiają. To nie jest więc takie zwykłe milczenie. Ono ma nieco szerszy wymiar niż prosta zasada, że „w naszej wiosce chronimy swoich”. W tej sprawie jest wiele niesamowitych sytuacji, także tajemnicze zgony wśród osób związanych ze zbrodnią.

 

Sprawa gwałtu i zabójstwa Małgorzaty Kwiatkowskiej toczy się od nowa przed Sądem Okręgowym we Wrocławiu. Oskarżono w niej Norberta Basiurę i Ireneusza M. Czy teraz już wszystko zmierza do ostatecznego wyjaśnienia?

 

Ciężko mi komentować sprawę, która się toczy. Ale przez pół roku ani od prokuratora, ani od świadków nie usłyszałem niczego, co by ułożyło się w głowie w spójną historię. Na razie wciąż nie pojawiły się jasne dowody, że ktoś wspólnie i w porozumieniu z drugą osobą, a taki jest zarzut, dokonał bestialskiego gwałtu, który skutkował śmiercią dziewczyny przez zamarznięcie. Przesłuchano już kilkadziesiąt osób, ale nikt nie widział dwójki oskarżonych razem, nikt nie wskazał, że w ogóle się znali. Mało tego, świadkowie podkreślają, że oskarżeni pochodzą z innych światów. Ciągle jest wiele wątpliwości, ale ma zostać przesłuchanych jeszcze kilkudziesięciu świadków, w tym biegli, co jest chyba najważniejsze w tej sprawie. Może wniesie to coś nowego do sprawy? Na wiele pytań wciąż nie ma odpowiedzi, a sprawa jest niezwykle skomplikowana i zawikłana.

 

Rozmawiał TMP, fot. Anna Matusewicz

Waglewscy nie będą prowadzili programu w Trójce

Wojciech Waglewski i jego syn Bartosz „Fisz” Waglewski rezygnują z cotygodniowej audycji „Magiel Wagli” w Programie 3 Polskiego Radia.

 

Informację o tym Wojciech Waglewski przekazał na Facebooku.

 

„No i stało się. Nasza wspólna przygoda pt. Magiel Wagli dobiegła końca. Było nam niezmiernie miło gościć w Państwa domach. Cenimy sobie nowe znajomości zawarte przy okazji i mamy nadzieję na ich kontynuację” – napisał.

 

„Odejście 5 fantastycznych dziennikarzy i współpracowników redakcji muzycznej mocno zubożyło ofertę programową…międzypokoleniową i międzygatunkową dotąd. Sposób rozstania się z Anią w niezwykle wielkopańskim i dość osobliwym jak na nasze rozumienie dobrych manier stylu do tego kompletnie nieuzasadnione umocniło nas w przekonaniu o konieczności odejścia” – dodał Waglewski.

 

„Magiel Wagli” emitowany był w radiowej Trójce od 2008 roku.

 

jka, źródło: Wirtualnemedia.pl, fot. Wikipedia

 

Odwołane spotkanie Klubu Publicystyki Kulturalnej SDP

Kwietniowe spotkanie Klubu Publicystyki Kulturalnej SDP, zaplanowane na 1 kwietnia 2020 r. z tematem Zbrodnia Katyńska i filmami Anny Teresy Pietraszek, nie odbędzie się.  Mam nadzieję, że spotkamy się w maju.

 

Z życzeniami zdrowia i radosnych świąt Zmartwychwstania Pańskiego,

 

Teresa Kaczorowska,

przewodnicząca Klubu Publicystyki Kulturalnej SDP

Koniec tygodnika „Wprost” w wersji drukowanej

Ostatnie papierowe wydanie „Wprost” ukaże się w poniedziałek, 30 marca 2020 roku – poinformował zarząd  PMPG Polskie Media, wydawca tygodnika. Od kwietnia pozostaną tylko serwis wprost.pl i e-wydania.

 

W komunikacie spółka tłumaczy swoją decyzję sytuacją w kraju spowodowaną przez pandemię koronawirusa.

 

„W związku z ogłoszeniem w dniu 20 marca 2020 roku stanu Epidemii, a wcześniej stanu zagrożenia epidemiologicznego, wprowadzone zostały w całym kraju ograniczenia i zalecenia dla obywateli oraz przedsiębiorców.  Przynoszą one negatywne skutki w postaci ograniczenia liczby sprzedawanych egzemplarzy, co za tym idzie spadek przychodów uzyskiwanych ze sprzedaży egzemplarzowej i powierzchni reklamowej oraz braku możliwości organizacji zaplanowanych wydarzeń pod patronatem marki Wprost” – czytamy w komunikacie.

 

Zapewniono, że rezygnacja z wydawania drukowanej wersji tygodnika nie oznacza rezygnacji z przygotowywania jego cyfrowej wersji.

 

„Pogłoski o śmierci prasy drukowanej nie wydają się przedwczesne i przesadzone.  Prasa jaką znamy odchodzi w przeszłość” – powiedział Michał M. Lisiecki założyciel PMPG, cytowany w komunikacie. –   „Mamy do czynienia z sytuacją wysoce nieprzewidywalną.  Trudno się przygotować na coś takiego jak obecna pandemia.  Im szybciej przystosujemy się do nowej sytuacji tym większe szanse na przetrwanie firmy. Mamy plan na zmianę i go dynamicznie wdrażamy.  Marka „Wprost” jest liderem wśród serwisów internetowych tygodników opinii. I w tym kanale cyfrowej dystrybucji treści będzie się dalej rozwijać”.

 

Z funkcji redaktora naczelnego „Wprost” zrezygnował Marcin Dzierżanowski.

 

„Smutny dzień. Dziś wydawca Wprost podjął decyzję o zakończeniu wydawania papierowej wersji tygodnika. W gazecie tej przeszedłem wszystkie szczeble dziennikarstwa – od dziennikarza do naczelnego. Nie przyjąłem propozycji pozostania w wydawnictwie w innej roli. Dziękuję Zespołowi, który udało się stworzyć i zintegrować. Do zobaczenia w bardziej sprzyjających okolicznosciach!” – napisał na Facebooku.

 

jka, źródło: PMPG Polskie Media

 

Jaki wpływ może mieć pandemia koronawirusa na rynek prasy drukowanej? Przeczytaj analizę Mirosław Usidusa.

 

 

 

Apel wydawców do rządu o wsparcie prasy lokalnej

List z prośbą o wsparcie prasy lokalnej w trudnej rzeczywistości wywołanej pandemią koronawirusa wystosowali do premiera Mateusza Morawieckiego, ministra kultury Piotra Glińskiego i minister rozwoju Jadwigi Emilewicz Stowarzyszenie Gazet Lokalnych, Stowarzyszenie Prasy Lokalnej i Izba Wydawców Prasy.

 

„Akcja „pozostań w domu” i systematycznie wprowadzane zakazy i ograniczenia przekładają się w sposób oczywisty na spadek sprzedaży czasopism i na przychody wydawnictw. Szczególnie dotkliwe jest to, że – jak wynika z zebranych przez nasze organizacje informacji – ze względu na ograniczenie funkcjonowania wielu przedsiębiorstw z dnia na dzień odwołano także zlecenia ogłoszeń i reklam publikowanych przez lokalne firmy w prasie i na stronach internetowych tygodników lokalnych,. Spadek przychodów reklamowych wynosi czasem do niemal 80%! Wydawcy nie mają obecnie środków na wypłatę pensji, a  dziennikarze zatrudnieni na kontraktach utracili swoje źródła dochodów” – czytamy w liście podpisanym przez Ryszarda Pajurę, prezesa Stowarzyszenia Gazet Lokalnych, Piotra Piotrowicza, prezesa Stowarzyszenie Prasy Lokalnej, i Bogusława Chrabotę, prezesa Izby Wydawców Prasy.

 

Autorzy pisma zaproponowali kilka rozwiązań, które mogą poprawić sytuację wydawców: wsparcie prasy lokalnej poprzez publikację płatnych rządowych ogłoszeń i komunikatów do ludności; co najmniej sześciomiesięczne zwolnienie wydawców z zapłaty ZUS, pod warunkiem wykazania wypłaty wynagrodzeń dla pracowników; wprowadzenie zerowej stawki VAT dla sprzedaży prasy lokalnej; wypłata przez okres 6 miesięcy nieoprocentowanej pożyczki z budżetu państwa środków na bieżące pokrycie czynszów, rachunków za prąd, gaz itp.; nieoprocentowana pięcioletnia pożyczka w wysokości przychodu ze sprzedaży za ostatnie sześć miesięcy, pod warunkiem utrzymania dotychczasowego poziomu zatrudnienia.

 

opr. jka

Druk dziennika „L’Osservatore Romano” zawieszony

Watykan, z powodu epidemii koronawirusa, zadecydował o zawieszeniu wydania drukowanego dziennika „L’Osservatore Romano”. To drugi taki przypadek w historii tej gazety.

 

Watykański dziennik od czwartku będzie dostępny tylko w wersji internetowej. Dykasteria ds. Komunikacji Stolicy Apostolskiej poinformowała pracowników redakcji, że obecna sytuacja utrudnia normalną dystrybucję. Wydanie drukowane dziennika ma powrócić po ustaniu epidemii.

 

W 159-letniej historii L’Osservatore Romano” to drugi przypadek, gdy gazeta przestanie się ukazywać. Poprzednio miało to miejsce 20 września 1870 roku.

 

Watykański dziennik jest wydawany codziennie w języku włoskim oraz cotygodniowo lub miesięcznie w języku angielskim, francuskim, hiszpańskim, niemieckim i polskim.

 

jka, źródło: Wirtualnemedia.pl

 

 

Waldemar Łysiak odchodzi z tygodnika „Do Rzeczy”

Felietonista Waldemar Łysiak zdecydował się zakończyć współpracę z tygodnikiem „Do Rzeczy”.

 

Wiadomość o tym przekazał na profilu twitterowym swojego syna Tomasza. „Nie akceptując zmiany warunków publikowania kończę moją współpracę z tygodnikiem „Do Rzeczy” dnia 30 marca 2020. Serdecznie dziękuję Czytelnikom za dotychczasową sympatię” – poinformował Waldemar Łysiak.

 

Najnowsze numery „Do Rzeczy” oraz „Wprost” (oba tytuły wydawane przez spółki zależne PMPG Polskie Media) ukazał się jedynie w formie cyfrowej w powodu ograniczeń w handlu związanych z epidemią koronawirusa.

 

Waldemar Łysiak z „Do Rzeczy” współpracował od debiutu pisma w 2013 roku. Wcześniej był felietonistą tygodnika „Uważam Rze”, z którego odszedł pod koniec 2012 roku razem z większością zespołu redakcyjnego po zwolnieniu Pawła Lisickiego z funkcji redaktora naczelnego. Razem założyli tygodnik „Do Rzeczy”.

 

jka, źródło: Wirtualnemedia.pl, fot. Facebook

 

 

Press Club Polska apeluje o terminowe wypłacanie honorariów

Za apelem do redakcji, wydawnictw, agencji prasowych i fotograficznych o terminowe wypłacanie honorariów dla współpracowników zaapelował Press Club Polska.

 

W piśmie, podpisanym przez prezesa PCP Marcina Lewickiego i przewodniczącego rady PCP Wojciecha Tumidalskiego, zauważono, że wielu dziennikarzy i pracowników mediów współpracuje z redakcjami na podstawie umów cywilnoprawnych lub prowadzi jednoosobową działalność gospodarczą.

 

„Przytłaczająca większość tych osób odczuje, a nawet już odczuwa brak zleceń, a co za tym idzie – brak pieniędzy. Oni także mają rodziny, kredyty i inne zobowiązania, o bieżących wydatkach nie wspominając. Wielu pieniądze skończą się w najbliższych dniach. Jednocześnie tajemnicą poliszynela jest dotychczasowe „swobodne” podejście części zobowiązanych do terminowego regulowania należności wobec takich osób” – czytamy.

 

W dalszej części znalazł się apel do redakcji, wydawnictw, agencji prasowych i fotograficznych oraz wszystkich innych podmiotów, współpracujących z dziennikarzami i pracownikami mediów o terminowe wypłacanie należnych wynagrodzeń, także za materiały już przekazane, a jeszcze nieopublikowane.

 

Na koniec autorzy listu dziękują wszystkim, którzy dotrzymują terminów płatności, nie tylko w tym trudnym czasie.

 

jka, źródło: Press Club Polska, fot. Pixabay

 

Prezes Izby Wydawcy Prasy o roli prasy w czasie pandemii

Rola prasy w czasie pandemii jest szczególna. Gazety i czasopisma docierają i powinny docierać do każdego zakątka kraju – pisze w liście Bogusław Chrabota, prezesa Izby Wydawców Prasy i redaktor naczelny „Rzeczpospolitej”.

 

„Brak wiedzy o rozwoju choroby skazuje nas na pełne niepokoju oczekiwanie. To nie jest łatwy czas dla Polaków. Tym ważniejsza jest pełna, rzetelna i wiarygodna informacja, którą przekazuje czytelnikom prasa – w wydaniach papierowych a także za pośrednictwem mediów elektronicznych” – zauważa Chrabota.

 

Dodaje, że prasa dostarcza pogłębionej, eksperckiej wiedzy, opartej na wielu źródłach, a dziennikarze dokładają wyjątkowych starań, aby ją przekazywać. Prezes IWP apeluje do czytelników, aby kupowali prasę, podejmowali prenumeratę, a tam gdzie nie dociera prasa papierowa, korzystali z jej wersji elektronicznej.

 

„Przetrwamy w służbie dla Czytelnika tylko dzięki Czytelnikowi. To relacja nierozerwalna, a dziś wyjątkowo Wam i nam potrzebna. Czytajmy prasę i walczmy o jakość informacji” – kończy swój list Bogusław Chrabota.

 

Pełną treść listu można przeczytać na stronie IWP.

 

jka, źródło: Izba Wydawców Prasy

Paweł Blajer rozpoczął współpracę z TVP Info

Paweł Blajer, przez wiele lat związany z Grupą TVN,  przeszedł do TVP Info, zaczął prowadzić program „Antykryzys Poradnik”.

 

Dziennikarz w TVN24 BiS był gospodarzem programów o tematyce gospodarczej i konsumenckiej, m.in. „Biznes dla ludzi” i „Bilans”. Wcześniej związany był m.in. z „Rzeczpospolitą”. W TVP Info Paweł Blajer ma przybliżać zawiłości gospodarki jak najprościej, w taki sposób, by widz rozumiał, jak wielka gospodarka dotyka go na co dzień.

 

jka, źródło: Wirtualnemedia.pl, fot. YouTube/TVP Info