SPRAWA JAROSŁAWA ZIĘTARY. Ostatnia przed wakacjami rozprawa w „procesie ochroniarzy”

23 czerwca 2021 r.,  przed Sądem Okręgowym w Poznaniu odbyła się ostatnia przed wakacjami rozprawa w „procesie ochroniarzy”  w sprawie dot. zabójstwa red. Jarosława Ziętary.  Tego dnia miało zeznawać czworo świadków, dwoje usprawiedliwiło swoją nieobecność, a jedna osoba nie odebrała przesyłki. Przed sądem stawił się jedynie 63 letni Zdzisław W. Na pytanie sędziego jakie relacje łączyły świadka z Mariuszem Ś. [twórca holdingu Elektromis] Zdzisław W. odpowiedział, że poznali się w połowie lat osiemdziesiątych. Na początku wspólnie, prowadzili firmę Elektromis prawdopodobnie do 1989 roku. Następnie biznesowo rozstali się, bowiem Zdzisław W. założył swoją firmę o nazwie Rival, która zajmowała się produkcją napojów gazowanych, rozlewnią piwa, miała swoje markety i hurtownie spożywcze. Czasem coś kupował od Elektromisu, a czasem sprzedawał. Jednak współpraca wygasła i w połowie lat 90, jak zeznał świadek, już się nie spotykali z Mariuszem Ś., ale – co zaznaczył – nie pokłócili się. W rozmowach z Mariuszem Ś. nie pojawiało się nazwisko Jarosława Ziętary. O dziennikarzu, świadek dowiedział się z gazet w roku 1993 lub 1994. Podczas rozprawy odczytano świadkowi dwa protokoły. Pierwszy z przesłuchania w prokuraturze w maju 2013 roku. Zdzisław W. oświadczył, że nie ma żadnej wiedzy o okolicznościach zaginięcia poznańskiego dziennikarza oraz, że nigdy nie znał Ziętary osobiście i z nikim na jego temat nie rozmawiał. Cała jego wiedza opiera się wyłącznie na doniesieniach medialnych. O Elektromisie Zdzisław W. zeznał: Mariusza Ś. poznałem w latach 80., w Poznaniu. On wtedy w mieszkaniu, chyba, na ul. Ognik prowadził działalność gospodarczą polegającą na sprzedaży sprzętu RTV przywożonego z zagranicy. Ja też w tym czasie handlowałem RTV. (…) Po jakimś czasie zostałem cichym udziałowcem firmy Mariusza Ś.

 

Świadek jednak nie pamiętał czy już w tamtym okresie firma nazywała się Elektromis. Dodał, że po jego odejściu, Mariusz Ś. współpracował z Krystianem Cz., który był wcześniej naczelnikiem wydziału do spraw zwalczania przestępczości gospodarczej KWP w Poznaniu i zeznawał we wrześniu 2019 roku. (czytaj TUTAJ)

 

Zdzisław W. wymienił kolejne osoby współpracujące z Mariuszem Ś., które poznał na gruncie towarzyskim. Jednym z wymienionych był Marek Z., na którego W. reagował na wariografie. Marek Z. zeznawał jeszcze wcześniej w “procesie ochroniarzy” (w maju 2019 roku. Czytaj TUTAJ).

 

W protokole omówiono też wyniki  przeprowadzonego badania wariograficznego. Biegły wskazał silne reakcje świadka na niektóre pytania. Na przykład: czy w  czasie gdy dokonano zabójstwa redaktora Jarosława Ziętary świadek był obecny. Tą reakcję W. wytłumaczył, że bał się wrobienia w zbrodnię po przeczytaniu artykułu w prasie o ewentualnych powiązaniach jego osoby ze sprawą. Podobnie tłumaczył reakcję na pytanie o udział w planowaniu sposobu uprowadzenia dziennikarza oraz  czy nakłaniał komendanta policji Kazimierza K., do rozpowszechniania informacji, że Ziętara żyje i przebywa w Londynie jako agent UOP. Silna reakcja wystąpiła też przy pytaniach czy znasz i osłaniasz osoby, które brały udział w uprowadzeniu i zabójstwie redaktora Ziętary. Czy wśród wymienionych miejsc ukrywasz faktyczny rejon, gdzie ukryto zwłoki to jest Jezioro Kierskie. Świadek uzasadnił swoją reakcję w następujący sposób:

 

Wiem, gdzie jest Jezioro Kierskie. W latach 1990 – 1992 miałem prywatną motorówkę, którą pływałem na tym jeziorze. Doszło tam do wypadku, zderzyłem się z falą, wypadłem za burtę i o mało nie utonąłem. Byłem sam, ale można powiedzieć, że ledwo uszedłem z życiem. W tej sprawie nie było prowadzone postępowanie, nawet nie zgłaszałem tego faktu.

 

Kolejne pytanie brzmiało „co zrobiono z ciałem redaktora po jego śmierci, to jest rozpuszczono w kwasie?” W okresie 2005-2006, odbarwialiśmy paliwo kwasem siarkowym i 500 litrów kwasu się rozlało. Wypaliło wszystko i się dymiło. Pytanie czy posiadasz wiedzę jakich przedmiotów użyto do zacierania tej zbrodni. To jest beczka z kwasem, worek, podrzucenie dokumentów redaktora do jego mieszkania po uprowadzeniu.Jeśli chodzi o beczkę z kwasem to być może była to reakcja związana z tym wypadkiem. (…) Nie wiem skąd reakcja na podrzucenie dokumentów. Być może stąd, że w sprawach karnych dotyczących mojej osoby przewijały się wątki z podrzuceniem fałszywych dokumentów – zeznał świadek. 

 

Tu warto dopowiedzieć, że Zdzisław W. ma od lat kłopoty z prawem. Na rozprawę został doprowadzony w kajdankach, w asyście dwóch policjantów wprost z aresztu. Najgłośniejszym jego wyczynem było dwukrotne upozorowanie własnej śmierci. W 2005 roku podrobił akt zgonu, jednak sprawa wyszła na jaw. Rok później, przekupił policjanta, który podrzucił do zmasakrowanych i niezidentyfikowanych zwłok, znalezionych przy torach kolejowych jego dowód osobisty. Sprawę miał uwiarygodnić syn W., który „zidentyfikował zwłoki ojca”. Za te czyny W. został skazany prawomocnym wyrokiem. W dalszej części  rozprawy świadek stwierdził, że nie zna Aleksandra Gawronika oraz kolejny raz oświadczył, że nie ma nic wspólnego z uprowadzeniem Jarosława Ziętary i nie ma w tym temacie żadnej wiedzy.

 

Sędzia Sławomir Szymański poprosił świadka, by ten wyjaśnił co rozumie przez określenie ”cichy wspólnik”. Zdzisław W. tłumaczył, że nie był wpisany jako udziałowiec w dokumentach, ale odpowiednio dzielili się z Mariuszem Ś. zyskami. Nie sformalizowali tego, gdyż Mariusz Ś. miał inny pogląd niż świadek na prowadzenie działalności. Trwało to prawie rok. Nie było planów, by wszedł do Elektromisu jako udziałowiec.

 

Drugi protokół, odczytany tego dnia na rozprawie pochodził z 2016 roku, z procesu Aleksandra Gawronika, którego oskarża się o podżeganie do zamordowania dziennikarza. Świadek opowiedział o swoich kontaktach z policją na początku lat 90., kiedy to grał na kortach tenisowych z komendantem Kazimierzem K., a także sponsorował organa ścigania. Oba protokoły są podobne pod względem treści i oba świadek potwierdził.

 

Warto też dopowiedzieć, że współpracownikiem Zdzisława W. był, nieżyjący już, gangster Przemysław C. Ten z kolei miał grozić podczas odbywania kary więzienia,  współwięźniowi i straszyć, że zrobi z nim to samo co z Jarosławem Ziętarą. Śledztwo niczego nie wykazało i zostało umorzone w 1999 roku.

 


 

Jarosław Ziętara, 24-letni dziennikarz „Gazety Poznańskiej”, 1 września 1992 roku wyszedł z domu do redakcji i nigdy do niej nie dotarł. Po wielu latach krakowska prokuratura doszła do wniosku, że został porwany i zamordowany. Dziennikarz interesował się poznańską „szarą strefą”, i miał zagrażać interesom m.in. spółce Elektromis. Zdaniem śledczych, latem 1992 roku do zabójstwa Ziętary podżegał Aleksander Gawronik, a porywaczami byli ochroniarze Elektromisu: Mirosław R. pseudonim Ryba i Dariusz L. pseudonim Lala. W poznańskim Sądzie Okręgowym toczą się dwa odrębne procesy: jeden dotyczy samego Gawronika, a drugi udziału „Lali” i „Ryby”. Oskarżeni w obu procesach nie przyznają się do zarzucanych im czynów. Centrum Monitoringu Wolności Prasy Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich obserwuje i relacjonuje oba toczące się postępowania.

 

Tekst i zdjęcia: Aleksandra Tabaczyńska

 

Odpowiedź CMWP SDP na odmowę przyjęcia opinii amicus curiae przez SOKiK w sprawie Polska Press

W  odpowiedzi na odmowę przyjęcia opinii Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP  jako amicus curiae przez Sąd Ochrony Konkurencji i Konsumentów  w Warszawie w sprawie dotyczącej nabycia spółki Polska Press przez PKN Orlen, CMWP SDP  ponownie przesłało tę opinię  z wnioskiem o pozostawienie jej w aktach sprawy.  Dyrektor CMWP SDP wyjaśniła w tym piśmie, czym jest instytucja “amicus curiae”  i  że informacja o tym,  iż ,,zarządzono zwrot opinii Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich z dnia 5 maja 2021 roku jako wniesionej przez podmiot do tego nieuprawniony” stanowi wyraz niezrozumienia intencji, które przyświecały złożeniu opinii przez CMWP SDP. Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP wielokrotnie przedstawiało swoje stanowisko w licznych sprawach, które toczyły się przed różnymi sądami powszechnymi i miały różnorodny charakter. Nigdy jednak Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich nie zostało potraktowane tak jak przez  Sąd Ochrony Konkurencji i Konsumentów  w Warszawie. 

 

CMWP SDP przedstawia swoją opinię w tej sprawie ze względu na jej wagę dla ładu medialnego w Polsce. Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP nie domagało się przystąpienia do toczącego się postępowania, jak wskazuje przepis art. 61 k.p.c. , czym  w/w Sąd uzasadnił swoją decyzję. CMWP SDP przedstawiło jedynie opinię prawną, mając nadzieję, że może być ona przydatna przy wydawaniu końcowego orzeczenia w sprawie. Nie domagano się i nie wskazywano, że taka opinia ma być dla Sądu wiążąca. Odrzucona przez Sąd opinia CMWP SDP z dnia 5 maja 2021 roku pośrednio została złożona w oparciu o przepis art. 63 k.p.c. Decyzja Sądu Ochrony Konkurencji i Konsumentów  w Warszawie jest więc niezrozumiała i całkowicie sprzeczna z dotychczasową praktyką sądów w Polsce.

 

Amicus curiae lub amicus curiæ (łac. l. mn. amici curiae) jest to prawniczy termin rzymski, oznaczający dosłownie „przyjaciel sądu”. Określa on osobę lub organizację, niebędącą stroną w postępowaniu sądowym, która dobrowolnie, z własnej inicjatywy, oferuje sądowi opinię prawną lub inną dotyczącą przedmiotu postępowania. Opinia, przekazywana w postaci listu, ma wesprzeć sąd w rozstrzygnięciu rozpatrywanej przezeń sprawy. Sąd nie jest zobowiązany do uwzględnienia takiej opinii, jak też ma swobodę dopuszczenia lub odrzucenia oferty przedstawienia opinii.

 

Jakkolwiek w polskim systemie prawnym formalnie taka konstrukcja nie istnieje, to w III RP zaczęły ją jednak stosować organa państwowe na użytek zewnętrzny w interesujących państwo polskie postępowaniach przed sądami w USA – na przykład w 1999 r. w sprawie dotyczącej odszkodowań dla robotników przymusowych III Rzeszy, toczącej się przed sądem w Newark pod Nowym Jorkiem przeciwko koncernowi Degussa. Jednocześnie pojawiły się opinie przyjaciół sądu, nazywane opiniami typu opinii prawnych, kierowane do sądów polskich, między innymi przez Helsińską Fundację Praw Człowieka czy Instytut na rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris. Występująca w Polsce praktyka przyjaciela sądu stanowi przedmiot publikacji badawczych.

 

Uprawnienie do wyrażenia poglądu osoby trzeciej w toczącej się sprawie o istotnym społecznym znaczeniu wywodzi się z Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej. Wywodząca się z prawa rzymskiego instytucja amicus curiae jest ważną dla państwa prawa instytucją chroniącą prawa obywatelskie. Najpierw została ona przyjęta i rozwinięta w systemie common law, po czym powróciła na kontynent europejski. Spotykana jest w wielu państwach, jednak często bez wyraźnej kodyfikacji tej instytucji w prawie krajowym.

 

CMWP SDP wyraża nadzieję, iż Sąd przeanalizuje  wyżej przedstawione argumenty i uwzględni opinię CMWP SDP jako amicus curiae w sprawie dotyczącej nabycia spółki Polska Press przez PKN Orlen. Pismo tej treści zostało wysłane do Sądu Ochrony Konkurencji i Konsumentów w Warszawie 23 czerwca br.

 

Stanowisko CMWP SDP z 5 maja 2021 r. jest  TUTAJ.

 

SOKiK odmawia CMWP SDP prawa do bycia amicus curiae w sprawie dot. nabycia Polska Press przez PKN Orlen

Sąd Ochrony Konkurencji i Konsumentów  (Sąd Okręgowy w Warszawie XVII Wydział) przesłał do Centrum Monitoringu Wolności Prasy  SDP pismo, w którym odmawia Centrum prawa do bycia amicus curiae w sprawie dot. nabycia spółki Polska Press przez PKN Orlen. To niezrozumiała decyzja Sądu,  w ciągu 25 lat istnienia i działalności CMWP SDP nie zdarzyło się jeszcze, by odmówiono Centrum prawa do przedstawienia swojej opinii w sprawach dotyczących mediów i dziennikarzy. CMWP SDP  będzie się odwoływać od tej decyzji i będzie się domagać uwzględnienia w tej sprawie stanowiska CMWP SDP jako amicus curiae.

 

Poniżej publikujemy treść pisma z Sądu (pisownia i gramatyka jak w oryginale):

 

Sąd Okręgowy w Warszawie XVII Wydział Sąd Ochrony Konkurencji i Konsumentów  wobec złożenia w dniu 5 maja 2021 r.r.  opinii prawnej, z powołaniem się na instytucję amicus curiae, przez Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich, które nie jest organizacją pozarządową o jakiej mowa w art. 68 k.p.c. wz. art. 8 k.p.c. i  art. 61 k.p.c. zarządzono zwrot opinii Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich z 5 maja 2021 r. jako wniesionej przez podmiot do tego nieuprawniony w sprawie z wniosku Rzecznika Praw Obywatelskich przeciwko Prezesowi Urzędu Ochrony Konkurencji i  Konsumentów z udziałem zainteresowanego PKN Orlen S.A. w Płocku. 

SPRAWA JAROSŁAWA ZIĘTARY. Kolejna rozprawa w „procesie ochroniarzy”

Sprawa dotyczy struktur aparatu państwowego i dlatego nigdy nie może być ujawniona. Teraz uważam, że Prokuratura zacierała ślady, a nie dążyła do wyjaśnienia. (…) Nie powiedziałem o tym przez 20 lat. Agencja detektywistyczna oczekiwała od dziennikarzy współpracy, która miała polegać na pozyskiwaniu informacji o Jarku i przekazywaniu ich M. K.(właścicielowi agencji). To fragmenty wypowiedzi red. Stanisława Ruska, którego zeznań Sąd Okręgowy w Poznaniu wysłuchał w czwartek, 17 czerwca br. podczas rozprawy w tzw. „procesie ochroniarzy”. Proces, od początku, objęty jest obserwacją Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP, które na sali sądowej reprezentuje red. Aleksandra Tabaczyńska.

 

17 czerwca zeznawać miało czterech świadków, jednak w sądzie stawiło się jedynie dwoje: Stanisław Rusek oraz Agnieszka Dokowicz.

 

Stanisław Rusek

 

Były dziennikarz i redaktor naczelny Tygodnika Ilustrowanego Poznaniak, a obecnie rzecznik prasowy jednego z poznańskich szpitali złożył bardzo obszerne zeznania. Zapytany przez sędziego o wiedzę na temat sprawy oświadczył, że był współinicjatorem i współorganizatorem dziennikarskiej grupy poszukiwawczej. Jarosława Ziętary nie znał osobiście, a potrzeba czynnego włączenia się w wyjaśnienie losu poznańskiego dziennikarza, nie wypływała z pobudek osobistych, ale z solidarności koleżeńskiej

 

Jeżeli dzisiaj zginąłby jakiś dziennikarz,  w niewyjaśnionych okolicznościach, to w sposób naturalny jedną przynajmniej z hipotez badawczych byłoby powiązanie jego losów z kwestiami zawodowymi. Analizowanie czym się zajmował i jakie były jego ostatnie dni i ostatnie kontakty.” (..) „Uznaliśmy za mało prawdopodobne, część kolegów znała Jarka osobiście, że mógł się kierować jakimiś przesłankami irracjonalnymi, na przykład zniknąć bo miał taką zachciankę. Wręcz przeciwnie (…) był to młody człowiek operujący kategoriami racjonalnymi, twardo stąpający po ziemi. (…) Założenia, że urwał się i poszedł w Polskę i zakpił sobie z rodziców uznaliśmy za absolutnie, absolutnie bez podstawne.”-  Dobitnie stwierdził Rusek.

 

W dalszym ciągu rozprawy adwokat oskarżonych dopytywał o okoliczności powstania i skład dziennikarskiej grupy śledczej oraz komu przekazywano ewentualne ustalenia.

 

Idea utworzenia tej grupy narodziła się w Tygodniku Ilustrowanym Poznaniak. Wypływała z solidarności zawodowej, ale także część osób z Tygodnika była Jarka przyjaciółmi. Ta idea znalazła oddźwięk w innych mediach, do których zwróciliśmy się z prośbą o pomoc. Były to: Gazeta Poznańska, Głos Wielkopolski, Express Poznański, Radio Merkury, Telewizja Poznań, Uczelniane Centrum Radiowe i jeszcze ok 10 innych mediów. W skład tej grupy początkowo wchodziło ok. 20 dziennikarzy. Grupa spotykała się w UCR Radio Winogrady, w którym Jarek był wcześniej redaktorem naczelnym. Uznaliśmy to miejsce za neutralne. Gospodarzami tych spotkań były trzy osoby koordynujące prace całego zespołu: Krzysztof Kaźmierczak z gazety Poznańskiej, Piotr Talaga z Expressu Poznańskiego i ja. Grupa z biegiem czasu topniała i zmalała do 10 osób. Z perspektywy czasu, uważam za ogromne osiągnięcie działalność grupy, która właściwie była pracą śledczą młodych dziennikarzy stąpających po omacku, nie uzyskujących żadnego wsparcia ze strony innych organów państwa. Głównie Prokuratury i Policji. Do wszystkiego trzeba było dochodzić samodzielnie. Co wymagało nakładu środków, energii i własnego czasu. Jestem pełen podziwu dla dziennikarzy, którzy zaangażowali się w pracę nad losem Jarka. (…)

 

Publikacje dziennikarskie dotyczące ustaleń co stało się z Jarkiem nie były głównym motywem grupy dziennikarzy. Naszymi wiadomościami dzieliliśmy się z Policją i Prokuraturą, niestety bez wzajemności.

 

Mecenas Wiesław Michalski dopytywał również o „nieformalne stowarzyszenie, którego przywódcą był Krzysztof Kaźmierczak” czy świadek działał w nim i czy było ono konkurencyjne wobec dziennikarskiej grupy śledczej. Stanisław Rusek odpowiedział  „O żadnej konkurencji w sprawie zamordowania dziennikarza nie mam mowy. Uważałbym to w najwyższym stopniu za nieetyczne. Nie zapisałem się, ale w najwyższym stopniu podziwiam to ich działanie [Krzysztofa Kaźmierczaka i Piotra Talagi] i całkowicie się z nim identyfikuję. Nie zapisałem się, bo uznałem że będę mógł więcej pomóc stowarzyszeniu z zewnątrz.  

 

Następnie sędzia odczytywał protokoły z wcześniejszych przesłuchań złożonych przez świadka od roku 1994, i które zostały w całości potwierdzone.

 

Stanisław Rusek przypomniał historię działalności dziennikarskiej grupy poszukiwawczej czyli: jej ustalenia, konferencje prasowe itp. Pierwsze motywy to opisywane przez Ziętarę przekształcenia własnościowe bazy PKS w Śremie tzw wątek śremski.  Świadek oświadczył również, że w pierwszych dniach września 1992 roku, fakt zabrania z biurka Jarosława Ziętary dokumentów: teczek, kaset magnetofonowych, dyskietek,  jest rzeczą bezsporną. Materiały na oczach kilku osób, z boksu w redakcji Gazety Poznańskiej, który oddzielony był od innych przezroczystą szybą, zabrali policjanci. Tym z kolei towarzyszył Jerzy N. ówczesny zastępca redaktora naczelnego Gazety Poznańskiej. Wśród osób, które widziały to zdarzenie świadek wymienił imiennie Krzysztofa Kaźmierczaka.  W dalszej części zeznań świadek wymienił też tropy, które uznano za fałszywe, a które miały zmylić, spowolnić oraz zatuszować ustalenia dziennikarzy. Do takich należą: plotki o organizacji Opus Dei, o satanistycznej sekcie, a także o wyjeździe do Londynu z powodu m.in. podżyrowania pożyczki.

 

Świadek też obszernie wypowiedział się na temat Urzędu Ochrony Państwa w kontekście działalności dziennikarskiej Jarosława Ziętary. W marcu 1992 roku w Bydgoszczy do Jarka miał zwrócić się z propozycją współpracy oficer UOP. Po zniknięciu Ziętary miało miejsce spotkanie  Edmunda Ziętary, ojca Jarka z Maciejem U., szefem poznańskiego UOP. Według świadka spotkanie to było zainicjowane przez szefa UOP. Pierwsze pytanie jakie U. zadał ojcu Jarka brzmiało: „co pan wie na temat kontaktów syna z UOP? Gdy ojciec przyznał, że niewiele, jego rozmówca zaczął tracić zainteresowanie rozmową i okazywać znużenie.” Dwa lata później U. stwierdził w rozmowie ze świadkiem, że bydgoski oficer mógł być podstawiony.

 

Na zlecenia Jerzego N. zamówiono też analizę u poznańskich radiestetów. Jeden z punktów mówił, że Jarek został uprowadzony po wejściu do radiowozu. Świadek dowiedział się o opinii kilka lat później, a red. N miał nie ujawnić jej ani Policji ani Prokuraturze. Świadek wielokrotnie bardzo krytycznie wypowiadał się o Jerzym N. zarzucając mu tuszowanie prawdy i zacieranie dowodów.

 

Jarek mimo młodego wieku dysponował materiałami dotyczącymi tzw. grubych afer, które potem bardzo często nie miały odzwierciedlenia w jego pracy dziennikarskiej. Wiem o tym z jego notatek, kalendarzy a także od Krzysztofa Kaźmierczaka i Piotra Talagi.”

 

Stanisław Rusek podczas swoich zeznań wrócił też do audycji telewizyjnej, która była emitowana rok po zniknięciu Ziętary, w dniu 25 urodzin dziennikarza. Audycja ta stanowiła obelgę dla rodziców Jarka i nie zaproszono do niej poznańskich dziennikarzy. Apelowano w programie do Jarosława Ziętary by wrócił do domu, a widzom pokazano tort z 25 świeczkami. Według świadka audycja była przejawem skrajnej nierzetelności dziennikarskiej. Rusek zwrócił też uwagę na zbieżność faktów, że gen Dukaczewski, były szef WSI i autorka audycji noszą to samo nazwisko. Świadek stwierdził, że Jarek mógł dotknąć nie tylko spraw przestępczości zorganizowanej, ale także spraw związanych ze strukturami państwa.

 

„Sprawa [Jarosława Ziętary] dotyczy struktur aparatu państwowego i dlatego nigdy nie może być ujawniona. Teraz, po latach uważam, że Prokuratura zacierała ślady, a nie dążyła do wyjaśnienia”.

 

W kolejnym protokole, świadek ponownie stwierdził, że „prawda o Jarku nigdy nie ujrzy światła dziennego bowiem jest ona sprzeczna z interesem państwa. W moim najgłębszym przekonaniu na ławie oskarżonych poza Aleksandrem Gawronikiem powinni siedzieć jeszcze inni.

 

Stanisław Rusek opowiedział też jak grupa dziennikarzy korzystała z usług profesjonalnego detektywa. „ Zwróciłyśmy się [redaktorzy: Kaźmierczak, Smura, Talaga, Rusek] do biura detektywistycznego Mieczysława K. z prośbą o pomoc w imieniu środowiska dziennikarskiego. K. dał nam do zrozumienia, że to nie biuro charytatywne i oczekiwał od nas stosownej opłaty. Zamierzaliśmy zebrać 20 000. Zanim to uczyniliśmy, K. zmienił zdanie i zapowiedział, że jego biuro zajmie się sprawą. Zażądał od nas podpisania specjalnego oświadczenia in blanco. Miało ono trafić do sejfu agencji. Stanowiło to zabezpieczenie przed niepożądanymi działaniami dziennikarzy. Te oświadczenia odebrali już moi koledzy, oprócz mnie. Detektyw zobowiązał się do rzetelnych poszukiwań Jarosława Ziętary.  

 

Nie powiedziałem o tym przez 20 lat. Agencja detektywistyczna oczekiwała od dziennikarzy współpracy, która miała polegać na pozyskiwaniu informacji o Jarku i przekazywaniu ich  właścicielowi agencji. Spotkania dziennikarzy z biurem odbywały się kilkakrotnie. Jednak działania te nie przyniosły żadnych korzyści. Sprowadzały się do podrzucania dziennikarzom martwych tropów: Opus Dei, rzekome kontakty Jarka ze środowiskiem satanistycznym. Dziś oceniam to jako świadome działanie K. mające na celu dezinformacje dziennikarzy i przejęcie pełnej kontroli na działaniami grupy. Współpraca rozmyła się w sposób naturalny, czuliśmy się manipulowani.”

 

Pod koniec zeznań Stanisława Ruska, sędzia Sławomir Szymański zapytał czy podczas pracy grupy pojawił się wątek Elektromisu i w jakim kontekście.

 

Świadek potwierdził wątek, nie pamiętał jednak kontekstu i dodał: mogę powiedzieć z całym przekonaniem iż nie zależnie od tego że Mariusz Ś, był właścicielem Tygodnika Ilustrowanego Poznaniak, to gdyby okazało się, że dysponujemy jakimiś przesłankami, iż mógłby mieć związek lub być bezpośrednio odpowiedzialnym za zamordowanie Jarosława Ziętary to zarówno ja i Piotr Grochmalski i grupa młodych dziennikarzy z całą pewnością zrobilibyśmy to, co należy do dziennikarzy. Czyli ujawnilibyśmy prawdę. Wątek [Elektromisu] pojawił się podobnie jak wątki Art. B, nazwisko Gawronika i inne. Nie były to ślady czy hipotezy wówczas o takiej sile, która by w ogóle skłaniała do pójścia tym śladem. Gdyby suponować tutaj jakiś związek cenzury w Tygodniku, to na pewno nie dotyczyłaby ona innych członków grupy dziennikarskiej, a w szczególności Krzysztofa Kaźmierczaka i Piotra Talagi.

 

Agnieszka Dokowicz, była drugim świadkiem, który zeznawał tego dnia przed Sądem Okręgowym w Poznaniu. Dziennikarka, koleżanka Jarosława Ziętary, z którym razem pracowali w radiu studenckim. O zniknięciu Jarka dowiedziała się od dziewczyny dziennikarza Beaty S., Ta z kolei przyszła go szukać do akademika. Nie rozmawiała z Ziętarą nigdy o sprawach, nad którymi pracował zawodowo, gdyż jak stwierdziła mieli fajniejsze tematy. O wątku Elektromisu w sprawie dowiedziała się w ostatnich pięciu latach. Odczytano cztery protokoły z poprzednich zeznań, które świadek potwierdziła. Działając w dziennikarskiej grupie poszukiwawczej, uczestniczyła min w wyjeździe do jasnowidza.  Nie słyszała by Jarek został kiedyś pobity lub utracił swój aparat fotograficzny. Jednak uznała swojego kolegę za osobę skrytą.

 


 

Poznański dziennikarz Jarosław Ziętara ostatni raz był widziany 1. września 1992 r. Wyszedł rano do pracy i nigdy nie dotarł do redakcji “Gazety Poznańskiej”. W 1999 r. Ziętara został uznany za zmarłego. Ciała dziennikarza do dziś nie odnaleziono. W 2014 roku zatrzymano: Aleksandra Gawronika oraz kilka tygodni później, dwóch żyjących ochroniarzy dawnej firmy Elektromis Mirosława R. pseudonim Ryba i Dariusza L. pseudonim Lala. Aleksandrowi Gawronikowi, zarzucono podżeganie do zamordowania  Jarosława Ziętary podczas narady latem 1992 roku na terenie holdingu. A ochroniarzom zarzuca się porwanie dziennikarza i przekazanie go zabójcom. Wszyscy oskarżeni nie przyznają się do winy. Proces ochroniarzy trwa od 2019 roku.

CMWP SDP obejmuje monitoringiem sprawę Kamila Różalskiego, byłego operatora TVN

W związku z zawiadomieniem o wszczęciu postępowania z urzędu w sprawie podlegania Pana Kamila Różalskiego, byłego operatora Telewizji TVN,  ubezpieczeniom społecznym u płatnika składek TVN S.A., Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP informuje, że ta sprawa została objęta monitoringiem pod kątem przestrzegania praw osób ubezpieczonych zatrudnionych u wskazanego wyżej płatnika składek. Mając na uwadze, że działania płatnika składek, jak również opóźnienie czynności ZUS w niniejszej sprawie mogą stwarzać zagrożenie dla konstytucyjnych praw p. Kamila Różalskiego oraz innych osób w zakresie zabezpieczenia społecznego (art. 67 Konstytucji RP), podjęcie monitoringu niniejszej sprawy jest uzasadnione i konieczne.

 

W związku z wszczęciem monitoringu w sprawie zostało skierowane pismo do ZUS  z  prośbą o wyjaśnienie, czy  postępowanie w sprawie objęcia ubezpieczeniami społecznymi dotyczy wyłącznie p. Kamila Różalskiego, czy także innych osób, a jeżeli tak, to ilu. Poprosiliśmy także  o dodatkowe informacje:  jakiego okresu czasu dotyczy postępowanie (lub postępowania), z jakiej przyczyny tut. Oddział ZUS nie podjął działań wcześniej, zważywszy, że wg posiadanych informacji p. Kamil Różalski wraz z grupą osób wniósł skargę ok. 1,5 roku temu oraz czy ZUS przeprowadził w tej sprawie kontrolę u płatnika składek i  czy taka kontrola jest lub będzie prowadzona.

 

Pismo w tej sprawie zostało wysłane do ZUS (III Oddział w Warszawie) 17 maja br.

 

Fot. wikipedia.org

Raport CMWP SDP i „Kuriera Wnet” na temat pracy dziennikarzy w Polska Press w cytatach mediów

Pomyśleliśmy, że trzeba zrobić coś w rodzaju bilansu zamknięcia Polski Press. Nie myśleliśmy, że to były aż tak złe warunki pracy. Pierwsza wypowiedź z ankiety: „Ukochana praca w czasie gdy gazeta została sprzedana, stała się największym koszmarem w moim życiu. Miałam myśli samobójcze”. Takie cytaty pokazują, jak była stosowana zasada “pluralizmu” i w jakich warunkach pracowali dziennikarze. W “Raporcie” udało się pokazać mechanizm sterowania dziennikarzami w wolnej Polsce – powiedziała dr Jolanta Hajdasz, w  „Rozmowach niedokończonych” na antenie TV Trwam i w Radiu Maryja 29 maja 2021. Raport cytowany był także m.in. przez Polskie Radio, TVP Info, Radio  Maryja, Radio Szczecin i Radio Poznań, telewizję wPolsce.pl i TV Republika oraz portale wpolityce.pl, wirtualnemedia.pl i press.pl oraz sdp.pl.

 

“Porażający raport! Jak wyglądały media Polska Press za niemieckiego kapitału? ” „Dziennikarz stał się niewolnikiem za coraz mniejsze pieniądze”, “Bezdyskusyjna wartość Raportu” “To, o czym dziennikarze mówili po cichu, zostało powiedziane głośno”- to  nagłówki informacji w mediach tradycyjnych i społecznościowych na temat Raportu  z projektu badawczego dotyczącego warunków pracy dziennikarzy, wolności słowa oraz stosunków redakcyjnych w grupie medialnej Polska Press przygotowanego przez CMWP SDP i Kurier Wnet.

 

“Dziennikarz stał się robotem, niewolnikiem za coraz mniejsze pieniądze.”  Nastąpiło „systematyczne odchodzenie od lokalności”. Obowiązywała „narracja poprawna politycznie”, prawica przedstawiana była jako „zaściankowa, nietolerancyjna, homofobiczna, faszystowska”, a Kościół jako „siedlisko pedofilii” – tak opisują pracę pod kierownictwem Verlagsgruppe Passau uczestnicy badania – cytuje audycję na temat Raportu portal radiomaryja.pl Takie cytaty pokazują, jak była stosowana zasada pluralizmu, w jakich warunkach pracowali dziennikarze. W pierwszym tego typu badaniu w naszym kraju udało się pokazać mechanizm sterowania dziennikarzami w wolnej Polsce, w teoretycznie wolnych i niezależnych gazetach opartych na zasadzie wolnego rynku. (…) Ci, którzy protestowali, odchodzili z pracy bądź byli z niej wyrzucani, byli marginalizowani – podkreślała gość programu “Rozmowy niedokończone” w rozmowach na żywo ze słuchaczami .  Uderzające są też opisy pracy pod względem socjalnym. Dziennikarze nie mieli zabezpieczenia socjalnego. Przez wiele lat pracowano na umowach o dzieło, które nie dawały ubezpieczenia zdrowotnego ani emerytalnego. Kiedy rozstawano się z nimi po 10 czy 12 latach pracy, nie przedłużając umowy, okazywało się, że człowiek odchodził z niczym i zmarnował swoje najlepsze lata –   przytacza wypowiedzi Jolanty Hajdasz portal Radia Maryja. Zainteresowanie tematem audycji  “Rozmowy niedokończone – Polska Press – bilans zamknięcia”  było bardzo duże,  przez 2 godziny trwania audycji telefony dzwoniły bez przerwy, a niektórzy słuchacze przysłali po nich swoje opinie do CMWP SDP zgadzając się z wnioskami z Raportu.

 

Linki do przykładowych cytatów z mediów na temat Raportu:

 

https://wpolityce.pl/media/552177-porazajacy-raport-jak-niemcy-traktowali-media-polska-press

https://www.wirtualnemedia.pl/artykul/polska-press-zle-warunki-pracy-problematyczna-niezaleznosc-dziennikarzy

https://forsal.pl/biznes/media/artykuly/8171691,warunki-pracy-w-grupie-medialnej-polska-press-pogorszyly-sie-raport.html

https://www.polskieradio24.pl/5/1222/Artykul/2740297,Sytuacja-sie-pogorszyla-zaczelismy-mniej-zarabiac-Raport-na-temat-pracy-w-Polska-Press-do-2020-roku

https://www.tvp.info/53809109/stanowisko-cmwp-sdp-ws-wstrzymania-zakupu-polska-press-przez-pkn-orlen

http://radiopoznan.fm/informacje/pozostale/j-hajdasz-o-warunkach-w-polska-press_-zadnej-poglebionej-publicystyki-lokalnej-bardzo-okreslona-linia-ideologiczna

http://wpolsce.pl/magazyn/14294-dziennikarze-byli-niewolnikami-w-polska-press

https://poznan.wyborcza.pl/poznan/7,36001,27122557,zmiany-w-polska-press-sa-konieczne-to-poklosie-moich-rozmow.html

https://wgospodarce.pl/informacje/96219-sdp-o-polska-press-i-orlenie-decyzja-sadu-narusza-polski-lad-medialny

https://radioszczecin.pl/276,9906,raport-dotyczacy-warunkow-pracy-w-redakcjach-pol

www.radiomaryja.pl/multimedia/rozmowy-niedokonczone-polska-press-bilans-zamkniecia-cz-i/

www.radiomaryja.pl/informacje/tylko-u-nas-dr-j-hajdasz-osoby-zatrudnione-w-polska-press-pracowaly-w-fatalnych-warunkach-przejecie-niemieckiego-koncernu-przez-pkn-orlen-jest-szansa-na-odrodzenie-regionalnych-mediow-i-poprawe/

 

Sytuacja dziennikarzy w Polska Press – RAPORT „Kuriera Wnet” i CMWP SDP

„Dziennikarz stał się robotem, niewolnikiem za coraz mniejsze pieniądze.”  Nastąpiło „systematyczne odchodzenie od lokalności”. Obowiązywała „narracja poprawna politycznie”, prawica przedstawiana była jako „zaściankowa, nietolerancyjna, homofobiczna, faszystowska” – tak opisują pracę w mediach regionalnych po przejęciu ich przez firmę związaną z wydawnictwem Verlagsgruppe Passau uczestnicy badania przeprowadzonego przez „Kurier Wnet” i Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP.

 

 

Raport z projektu badawczego dotyczącego warunków pracy dziennikarzy, wolności słowa oraz stosunków redakcyjnych w grupie medialnej Polska Press  zaprezentowano w poniedziałek na konferencji prasowej.

 

– Jest dużo emocji wobec przejęcia Polska Press przez Orlen, dlatego przygotowaliśmy ten raport – tłumaczył Krzysztof Skowroński, prezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich oraz redaktor naczelny Radia Wnet i Kuriera Wnet.

 

Dodał, że na decyzję o przeprowadzeniu badania szczególnie wpłynęła postawa Deutsche Journalisten-Verband  (Niemieckiego Związku Dziennikarzy), który zaraz po ujawnieniu informacji o zamiarze przejęcia wydawnictwa Polska Press przez PKN Orlen zaapelował do Komisji Europejskiej  „o przyjrzenie się rozwojowi rynku gazet  w Polsce w momencie, gdy na początku 2021 roku w Polsce ma obowiązywać mechanizm praworządności”.  Badania „Kuriera Wnet” i CMWP SDP pokazały jak wyglądała sytuacja w redakcjach gazet Polska Press, zarówno pod względem warunków pracy dziennikarzy jak też przestrzegania zasad pluralizmu i wolności słowa, w czasie gdy właścicielem wydawnictwa była niemiecka firma.

 

Jolanta Hajdasz, dyrektor Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP, podkreśliła, że powstał raport rzetelny i solidny. – Mogę tylko przeprosić dziennikarzy, że nie został on przygotowany wcześniej. To co pokazały badania nie powinno było się wydarzyć w żadnych mediach – powiedziała.

 

Badanie przeprowadzono metodą ankiet w 9 regionach Polski w kwietniu i maju 2021 roku. – Udało nam się zebrać 78 ankiet, dwie trzecie osób, które odpowiedziały na nasze pytania miały ponad 10-letni staż pracy w Polska Press. Koordynacją badań zajmowali się doświadczeni dziennikarze znający zarówno realia pracy w Polska Press jak i w regionach – tłumaczyła Jolanta Hajdasz.

 

– Nie interesowała nas biznesowa strona Polska Press, tylko warunki pracy, przestrzeganie wolności słowa, stosunki panujące wewnątrz redakcji – dodał Krzysztof Skowroński.

 

Aż 72 procent badanych uznała, że gdy właścicielem gazety stała się firma związaną z wydawnictwem Verlagsgruppe Passau pogorszyła się ich sytuacja – zarówno jeśli chodzi o atmosferę w redakcji, relację z przełożonymi, jak i warunki socjalne. Zmianę na lepsze odczuło zaledwie 5 proc. ankietowanych.

 

Na pytanie jak w gazetach Polska Press realizowany był pluralizm, rozumiany jako możliwość prezentacji różnorodnych opinii w przestrzeni medialnej oraz możliwość dotarcia z różnorodnymi opiniami do czytelników, negatywną odpowiedź wybrało aż 57 proc. ankietowanych (38 procent odpowiedziało „problematycznie”, a 19 proc. „źle”).

 

Nie najlepiej badani ocenili też niezależności mediów rozumianą jako zdolność do funkcjonowania na rynku niezależnie od władzy politycznej, rządowej, gospodarczej i religijnej. 54 proc. ankietowanych wskazywało na odpowiedzi pokazujący niski poziom niezależności (problematyczny – 31 proc. , niski  – 14 proc., bardzo niski  – 9 proc.).

 

Więcej niż dane liczbowe mówią jeszcze wypowiedzi ankietowanych, których zebrano bardzo dużo, często są one niezwykle emocjonalne, mocne, przez co stanowią niezwykle ważną część raportu. Można wśród nich zaleźć takie stwierdzenia:  „Dziennikarz stał się robotem, niewolnikiem za coraz mniejsze pieniądze.”  Nastąpiło „uśmieciowienie” pracy i „systematyczne odchodzenie od lokalności” „gazeta straciła swój polski, regionalny charakter”.

 

Zatrważające w odpowiedziach ankietowanych są również fragmenty dotyczące łamania wolności słowa i niezależności dziennikarskiej – „niezależność traktowano instrumentalnie. Jeżeli >nasi< łamali jej zasady, to była to korekta obywatelska, a jeśli >oni< to cenzura”, „zapanowała narracja poprawna politycznie zgodna z wytycznymi Niemiec i UE”,  „prawica zawsze była przedstawiana jako zaściankowa, nietolerancyjna, homofobiczna, faszystowska, Kościół jako siedlisko pedofilii, a opozycja była ukazywana w pozytywnym świetle”, „wszystko ustawiano pod reklamodawców, którymi w znacznym stopniu byli politycy samorządowi”.

 

Podsumowując raport Krzysztof Skowroński stwierdził, że wiele odpowiedzi można uznać za bulwersujące. – Nie sądziliśmy, że gdzieś w jakiejś gazecie można pracować w tak trudnych warunkach. Ten raport to jest nasza odpowiedź na apel Niemieckiego Związku Dziennikarzy – zaznaczył.

 

Jolanta Hajdasz przypomniała, że Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich już w 2015 roku sygnalizowało trudną sytuację mediów lokalnych – zanik debaty, ubożenie redakcji. – Ten raport potwierdza wszystkie nasze obawy, które wówczas były formułowane. Pokazuje jak w jednym z państw Unii Europejskiej pracowali dziennikarze w mediach, które miały być symbolem postępu po przejęciu przez zagranicznego właściciela – podsumowała.

 

Cały raport można pobrać TUTAJ.

 

jka

 

 

 

SPRAWA JAROSŁAWA ZIĘTARY. Kolejny świadek w procesie b. senatora Aleksandra Gawronika

Podczas trzeciej w tym roku rozprawy przeciwko Aleksandrowi Gawronikowi zeznawał tylko jeden świadek. W czwartek, 20 maja 2021 roku, na rozprawę dotyczącą śmierci red. Jarosława Ziętary, w której oskarża się byłego senatora o podżeganie i pomocnictwo w zabójstwie poznańskiego dziennikarza, nie stawiła się, ze względu na stan zdrowia, Monika P. Proces ten, toczący się  przed poznańskim Sądem Okręgowym, objęty jest obserwacją przez Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP, a obserwatorem jest red. Aleksandra Tabaczyńska.

 

Zeznania Zdzisława K.

 

Do sądu zgłosił się sam, uprzednio kontaktując się z redakcją Głosu Wielkopolskiego. Do tej pory milczał (28 lat), jednak postanowił powiedzieć przed sądem co wie o tej sprawie, a jego zeznania miały w założeniu wzmocnić akt oskarżenia. K. to wychowanek tego samego Domu Dziecka w Szamotułach co twórca Elektromisu Mariusz Ś. Tam też się poznali, razem także przebywali w Zakładzie Karnym w Sieradzu. W 1991 roku, wraz z Mariuszem Ś. przejęliśmy spółkę Strefa Wolnocłowa, której zostałem prezesem. Moim zadaniem było sprowadzanie do Polski towarów i uniknięcie cła. Robiłem to celowo i osiągałem, wraz z Mariuszem Ś., korzyści. Ś. uzyskiwał informacje od Gawronika – powiedział Zdzisław K.  Chodziło o ewentualne zmiany przepisów dotyczące ceł i innych opłat związanych ze sprowadzaniem towarów z zagranicy. Świadek zeznał również, że nie zna osobiści Aleksandra Gawronika, choć widział go dwa razy w Puszczykowie (miejsce zamieszkania Mariusza Ś.).

 

Przeciwko Zdzisławowi K. toczyło się śledztwo, które umorzono w 1992 roku, a odpis tego umorzenia świadek pokazał sądowi. Tu warto też uzupełnić, że spółka Strefa Wolnocłowa, kierowana przez byłego więźnia Zdzisława K. papierosy, które sprowadziła, sprzedała Elektromisowi, a sama nie zapłaciła podatku, wartego 150 miliardów starych złotych. Zdzisław K. zasłaniał się przed ówczesną prokuraturą chorobą psychiczną, miał bowiem zaświadczenie o chorobie ze szpitala psychiatrycznego z 1986 roku.  Podczas rozprawy wyjaśnił sądowi, że te tak zwane „żółte papiery” załatwiał sobie,  by uniknąć obowiązkowej służby wojskowej. Jak się okazało, pomogły mu również w latach 90. Sprawa działalności spółki Strefa Wolnocłowa była szeroko opisywana przez media i nazywano ją „przekrętem na wariata”.

 

W takich okolicznościach K. trafił do szpitala psychiatrycznego w Kościanie. „Prawdopodobnie w listopadzie 1991 roku, w szpitalu zjawił się człowiek, który po pół godzinie zaczął ze mną rozmawiać. Sądziłem, że to jakiś pacjent, byłem na spacerze. Wypytywał mnie co tu robię i dlaczego tu jestem. Nie byłem wtedy sam, było nas kilkunastu, a on zainteresował się tylko mną. Pielęgniarki poinformowały mnie, że ktoś chciał się ze mną widzieć, ale się nie zgodziły. Człowiek ten, nie powiedział swojego nazwiska. Od Ś. dowiedziałem się że jest jeden upierdliwy dziennikarz, który wciąż zajmuje się tą sprawą i chce dojść do prawdy. Ś. nie wymienił nazwiska, dziennikarza tylko mówił o nim Pismak. Człowiek, który mnie odwiedził był szczupłej budowy ciała, wyższy ode mnie. Ś ostrzegał mnie przed nim, bo został on już wcześniej przyłapany przez ochroniarzy na drzewie, a także w innych miejscach. Miałem z nim nie rozmawiać.”

 

Na pytanie sądu, czy Zdzisław K. może stanowczo stwierdzić, że był to Jarosław Ziętara, świadek odpowiedział: – To był jedyny dziennikarz, który ciągle drążył tę sprawę (mimo umorzenia). Ukrywałem się, bo cały czas ktoś się próbował do mnie dostać. Było dwóch takich. W późniejszym czasie wyszło, że był to Ziętara, bo jedyny drążył tę sprawę. W 1992 roku ochroniarze zabrali mu dokumenty. Nie wiem kto dokładnie je zabrał, ale wiem, że były na jego nazwisko. Próbował się dostać do celników, którzy pracowali przy papierosach. (…)

 

Zagrożony przez tego dziennikarza czuł się, oprócz Mariusza Ś. również syndyk masy upadłościowej Strefy Wolnocłowej, o którym świadek mówił “Lucek”.  – Dziennikarz sporo wiedział. Ktoś mu dostarczał informacje. Na początku sierpnia 1992 r. Mariusz Ś., podczas naszego kolejnego spotkania, na które przyjechał z Markiem Z. powiedział, że mam się ukrywać, nie pokazywać, a dziennikarza ma już pod kontrolą, bo zna jego kolejne kroki. Uznałem, że Mariusz Ś. ma człowieka w otoczeniu Ziętary. Szef Elektromisu mówił też, że trzeba będzie uciszyć dziennikarza, co ja odebrałem jako zapowiedź jego przekupienia

 

O zbrodni świadek dowiedział się na początku 1993 roku. Opowiedzieli mu o tym dwaj znajomi: Marek Z. oraz mężczyzna o pseudonimie Świr. Obaj mężczyźni zatrudnieni byli w Elektromisie i zajmowali się między innymi odzyskiwaniem pieniędzy od dłużników.

 

– Marek Z. oraz “Świr”, w trakcie picia alkoholu, mówili mi, że sprawy wymknęły się spod kontroli i coś poszło nie tak. Opowiadali, że w magazynie Elektromisu Ziętarę zabił “Malowany”. Ja nie znałem Malowanego, to był taki przestępca  jak i ja, Rusek wynajęty do tej roboty. Ciało wrzucono potem do jakieś beczki ze żrącą substancją. Początkowo w to wszystko nie uwierzyłem. Myślałem, że to ich pijacka opowieść.

 

Te zeznania miały potwierdzić stanowisko prokuratury, że Jarosław Ziętara interesował się przekrętami Elektromisu, jego właścicielem oraz że Mariusz Ś. znał się z oskarżonym Aleksandrem Gawronikiem. Jednak nie wiadomo jak poznański sąd oceni wiarygodność Zdzisława K. Świadek przyznał, że wielokrotnie w przeszłości leczył się psychiatrycznie. Zdiagnozowano u niego psychozę schizoafektywną. Dokumenty wskazujące na kłopoty ze zdrowiem pozwoliły mu uniknąć w latach 80. służby wojskowej, a potem pomogły w uniknięciu więzienia. Przyznał, że celowo kładł się do szpitala psychiatrycznego.

 

– W 2010 roku, w związku z moją kolejną sprawą karną, sąd skierował mnie na przymusowe leczenie psychiatryczne. Trafiłem do szpitala. Lekarze stwierdzili u mnie remisję. Od lat czuję się dobrze.

 

Zdzisław K. opowiedział także o swoich osobistych zatargach, a także niechęci do Mariusza Ś. Okazało się, że Ś. nie zapłacił mu za wszystkie tiry z papierosami (54), które w 1991 roku zostały sprowadzone przez Strefę Wolnocłową, ze względu na to, że jak się miał wyrazić Ś. „koszty wzrosły”. Ten zwrot został użyty w kontekście Jarosław Ziętary.

 

W czasie jednej z kłótni powiedziałem Mariuszowi, że nie po to zrobiliśmy przekręt z papierosami, by płacić jakimś bandziorom za zlikwidowanie kogoś. On na to stwierdził, że koszty wzrosły. Do dzisiaj nie oddał mi mojej części. Potem na lata zerwaliśmy kontakt. W 2016 r. spotkaliśmy się na chwilę. Powiedziałem mu, że znajoma nauczycielka chce napisać książkę o naszej przeszłości, a ja jej wszystko opowiem. On wtedy nazwał mnie szantażystą. Powiedział też, że jestem chory psychicznie. Ostatecznie kobieta, która miała napisać książkę, zmarła w 2018 r. Próbowałem też rozkręcić interes z jednym znajomym, ale Mariusz powiedział mu, że nie warto ze mną współpracować, bo jestem kapuś.

 

Oświadczenie Aleksandra Gawronika – ciąg dalszy z marca 2021

 

Jest to kontynuacja oświadczenia z poprzedniej rozprawy. Oskarżony skupił się na wykazaniu przed sądem, że zeznania głównego świadka oskarżenia Macieja B. pseudonim Baryła są niewiarygodne. Stwierdził, że Baryła ma potężne kłopoty w więzieniu z grypserami, w związku z zeznaniami, które składał przed sądem w Zielonej Górze, a w których miał pogrążyć innego więźnia. Sprawa Jarosława Ziętary ma, według Aleksandra Gawronika, odwrócić uwagę więźniów od tamtego wyroku. Jednak dla więźniów  sprawa Jarosława Ziętary jest nie znany, a człowiek obciążony zeznaniami Macieja B. jest jednym z nich. Aleksander Gawronik dowodzi, że Baryła może go obciążać, bo prokurator Kosmaty zadaje kierunkowe pytania, które potem potwierdza lub nie, Maciej B. Aleksander Gawronik próbował także wykazać istotne różnice pomiędzy zeznaniami, a stenogramem. Baryła, aby uwiarygodnić swoje zeznania przygotowuje się z różnych materiałów, a potem opowiada szczegóły, które zna z przeczytanych publikacji. Kopalnią informacji dla B. jest książka „Aleksander Gawronik gra o miliardy”. Z tej pozycji świadek miał zaczerpnąć takie informacje jak ubiór oskarżonego w latach 90 oraz marki i numery samochodów, które posiadał. Drugim źródłem wiedzy Macieja B. są artykuły Krzysztofa M. Kaźmierczaka, np. gangster przeprasza, chce odwołać zeznania. Padł też następujący zarzut byłego senatora: gdy coś jest nie na rękę Kosmatemu (prokurator oskarżający A. Gawronika –  przyp. Red.)  to Kaźmierczak walczy mediami.  Ponadto A. Gawronik wykazywał, że zeznania dotyczące mieszkania Ziętary, jego usytuowania (dziennikarz wynajmował pokój w dużym przedwojennym mieszkaniu) uniemożliwiały nasłuchiwanie, czy ktoś idzie po schodach, a także otworzenie drzwi kopniakiem, tak by nikt z sąsiadów nie zauważył.- Jest to człowiek który odsiaduje dożywocie za zabicie policjanta i chce wyjść. Dlatego przygotowuje się do rozpraw o czym zeznał inny świadek. B. przyznał też, że za akt łaski będzie konfabulował.

 

Pluralizm mediów gwarancją wolności słowa – relacja z sesji jubileuszowej 25-lecia CMWP SDP

Cenzura w mediach społecznościowych, ataki na pluralizm mediów, niekorzystne dla dziennikarzy regulacje prawne – to największe zagrożenia dla wolności słowa w Polsce i na świecie – przyznali uczestnicy sesji dyskusyjnej „Monitoring wolności słowa i wolności mediów. Teoria i praktyka”, która odbyła się w czwartek, 20 maja pod patronatem Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP z okazji przypadającej w tym roku rocznicy 25-lecia działalności tej instytucji.

 

Wydarzenie było częścią XV Konferencji Naukowej Etyki Mediów „Wolność słowa – wolne media, Freedom of speech – free media” zorganizowanej przez Instytut Dziennikarstwa, Mediów i Komunikacji Społecznej Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II w Krakowie, pod patronatem naukowym Polskiego Towarzystwa Komunikacji Społecznej.

 

Sesji przewodniczyła dr Jolanta Hajdasz, dyrektor CMWP SDP oraz wykładowca Wyższej Szkoły Umiejętności Społecznych w Poznaniu, a uczestniczyli w niej Krzysztof Skowroński, prezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, redaktor naczelny Radia Wnet,  Wiktor Świetlik, dyrektor CMWP SDP w latach 2009-2017, publicysta, mec. Artur Wdowczyk, współpracownik CMWP SDP oraz Michał Jaszewski, doradca prawny CMWP SDP.

 

Niebezpieczna cenzura w sieci

 

Na początku Jolanta Hajdasz przedstawiła referat pt.  „Zagrożenia wolności słowa w mediach społecznościowych w Polsce 2017–2021”.  Zwróciła w nim uwagę na ważną datę – 8 stycznia 2021 roku, kiedy to miała miejsce blokada kont w mediach społecznościowych urzędującego jeszcze prezydenta Stanów Zjednoczonych Donalda Trumpa. Administratorzy uzasadniali to „ryzykiem podżegania do przemocy”. Zdaniem dyrektor Hajdasz był to pewien przełom.

– Skoro można zwiesić konto urzędującego prezydenta światowego mocarstwa, to pojawia się pytanie: kto ma większą władze, czy ci co zawieszają konta, czy ci którzy sprawują władzę z demokratycznego wybrania? – zauważyła.

 

Dyrektor CMWP SDP podała szereg przypadków cenzury stosowanej przez media społecznościowe w naszym kraju, którymi zajmowało się centrum. Zwróciła uwagę, że najczęściej dotyczyły one treści konserwatywnych, katolickich, patriotycznych.

 

Najgłośniejsze przykłady to m.in. blokada konta Radia Maryja na YouTube po opublikowaniu homilii metropolity krakowskiego abp. Marka Jędraszewskiego wygłoszonej z okazji 75-rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego, zawieszenie kanału harcerzy ZHR z klipami upamiętniającymi Powstanie Warszawskie, czy blokada anglojęzycznego konta Instytutu Pamięci Narodowej, na którym promowano film o niemieckim obozie dla dzieci, który w czasie II wojny światowej działał przy ul. Przemysłowej w Łodzi.

 

– Cenzura w mediach społecznościowych jest faktem, ten mechanizm istnieje, trzeba się mocna nad tym pochylić, aby przeciwstawić się temu zjawisku – powiedziała Jolanta Hajdasz.

 

Zauważyła, że krokiem w dobrym kierunku może być przygotowany przez Ministerstwo Sprawiedliwości projekt ustawy, którego celem jest zagwarantowanie wolności słowa w internecie.

 

25 lat pomocy dziennikarzom

 

Zanim rozpoczęła się dyskusja,  dyrektor CMWP SDP opowiedziała w skrócie o historii i działalności kierowanej przez nią instytucji. Centrum powstało 1 maja 1996 roku na mocy uchwały Zarządu Głównego Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, monitoruje procesy sądowe dziennikarzy, udziela im wsparcia prawnego, wydaje stanowiska w ważnych dla mediów sprawach. Bardzo często z pomocy CMWP SDP korzystają lokalni dziennikarze z małych mediów, których po prostu nie stać na wynajęcie prawników.  Jak to wygląda w codziennej praktyce opowiadał m.in. Michał Jaszewski, doradca prawny CMWP SDP.

 

– Zdarza się, że jacyś lokalni politycy chcą dziennikarza zniszczyć i wtedy naprawdę jest mu bardzo ciężko. Tworzy się wokół niego jakby bańka, w której jest sam. Tylko szybka interwencja może zmienić sprawę – mówił Jaszewski.

 

 

 

 

Wiktor Świetlik, dyrektor CMWP SDP w latach 2009-2017, zwrócił uwagę że w czasie gdy on pracował w centrum bardzo dużo spraw dotyczyło właśnie mediów lokalnych.  – Powstawało wówczas bardzo dużo portali lokalnych, nie zawsze dziennikarze, którzy je prowadzili znali zasady funkcjonowania, popełniali błędy, nie zdawali sobie sprawy, że mogą być np. skazani z art. 212 kk – opowiadał Świetlik.

 

 

 

Być sobą u siebie

 

Prezes SDP Krzysztof Skowroński w swoim wystąpieniu podkreślił, że Centrum Monitoringu Wolności Prasy jest jedną z najważniejszych instytucji SDP. Opisując rolę i zadania centrum odwołał się do definicji wolności ks. prof. Józefa Tischnera. – Jesteśmy wolni wtedy, kiedy jesteśmy sobą u siebie. To bardzo ważna definicja, która wskazuje drogę do rozważania, po której gdzieś tam intuicyjnie kroczy też Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich i Centrum Monitoringu Wolności Prasy – powiedział.

 

Zwrócił uwagę, że człon „u siebie” wskazuje na to, iż ważne jest kto posiada media. – Gwarancją wolności mediów jest pluralizm – podkreślił Skowroński. – Pierwszą granicę wyznacza właściciel mediów.  To jest coś bardzo ważnego. Własność nie jest tylko finansowa, ale i ideowa.

 

Zwrócił uwagę, że wolności słowa, nie tylko w Polsce, zagraża zawłaszczanie mediów przez jeden nurt ideowy. CMWP w swoich działaniach stoi zaś na straży pluralizmu mediów.

 

– Druga rzecz w definicji wolności to „być sobą”. Drugą granicą jest nasze sumienie, nasz pogląd na świat. Musimy dbać o wolność i mediów, i dziennikarza – podkreślił prezes SDP.

 

Zwrócił również uwagę, że system prawny nie chroni w wystarczający sposób dziennikarzy, ponieważ, mimo wielu obietnic polityków, w kodeksie karnym wciąż istnieje powstały w stanie wojennym artykuł 212, którym państwo posługuje się przeciwko wolności słowa.

 

Współpracujący z CMWP SDP mec. Artur Wdowczyk zauważył, że problemem jest też to w jaki sposób sądy traktują dziennikarzy.

 

– Jak dziennikarz prawicowy źle trafi, no to można go obrażać, wyzywać, to nie ma żadnego znaczenia. To jest smutna rzecz – stwierdził. Jego zdaniem jeszcze kilka lat temu sądy zachowywały pozory, że nie mają poglądów politycznych. – Dziś jest dużo gorzej – mówił mec. Wdowczyk.

 

Także Michał Jaszewski przyznał, że w sądach nastąpiła „erozja ideologiczna”.

 

 

Bronić wartości na arenie międzynarodowej

 

Mówiąc o przyszłości Centrum Monitoringu Wolności Prasy i zdaniach które przed nim stoją, Jolanta Hajdasz zwróciła uwagę na konieczność wzmocnienia tego typu instytucji.

 

– Mamy coraz więcej próśb o włączenie się w działalność międzynarodową. Na forum Unii Europejskiej, w różnych gremiach, są prowadzone procesy monitorujące pluralizm w mediach, w których trzeba zwracać uwagę na ten system wartości, który u nas jeszcze jest, mam nadzieję na zawsze, obecny w przestrzeni publicznej, a który z przestrzeni europejskiej znika – mówiła dyrektor CMWP SDP.

 

Jako przykład podała krzywdzące dla Polski raporty, np. organizacji Reporterzy bez Granic, w których nasz kraj zajmuje, coraz gorszą pozycję. Na niesprawiedliwą i nierzetelną ocenę Polski w tych rankingach zwracał uwagę także Wiktor Świetlik.  – Jakaś instytucja naukowa powinna stworzyć raport na temat metodologii tych rankingów, ponieważ tam nie istnieje żadna metodologia. Reporterzy bez Granic wysyłają ankiety do bliskich im politycznie dziennikarzy – zauważył Świetlik.

 

Krzysztof Skowroński podkreślił, że trzeba tworzyć własne, rzetelne raporty związane z tym co się dzieje w polskich mediach, z punktu widzenia dziennikarzy.

 

– Z wolnością słowa jest jak z każdą wolnością –  trzeba o nią zabiegać,  bo nie jest nam dana raz na zawsze – podsumowała Jolanta Hajdasz.

 

jka

 

Zapis video konferencji na kanale Telewizji JP2TV TUTAJ.

 

 

Kara więzienia dla red. Sławomira Matusza odroczona! Decyzja Sądu zbieżna ze stanowiskiem CMWP SDP

 

W związku z wyrokiem Sądu Okręgowego w Katowicach zapadłym w sprawie Pana Sławomira Matusza oskarżonego z art. 212 k.k.  Sąd Rejonowy w Sosnowcu 18 maja br. rozpatrzył wniosek o wykonanie zastępczej kary pozbawienia wolności dla red. Sławomira Matusza.  Redaktorowi Matuszowi groziła kara bezwzględnego więzienia, ponieważ nie stać go na zapłacenie zasądzonej grzywny, a stan zdrowia nie pozwala mu aktualnie na odbycie zastępczych prac społecznych. Sąd odroczył podjęcie decyzji w tej sprawie do lipca br.  CMWP SDP wspiera dziennikarza w tym procesie, apelując do Sądu o powstrzymanie wykonywania tak drastycznej kary za publikacje opinii oraz poprzez apel do Prezydenta RP o jego ułaskawienie. CMWP SDP objęło tę sprawę monitoringiem, jej obserwatorem  jest red. Halina Żwirska. Nieodpłatnie obrony   red. Sławomira Matusza podjął się  mec. Paweł Matyja.  

 

Sąd przesłuchał p.Matusza, który przedłożył zaświadczenie lekarskie o swoim złym stanie zdrowia  oraz zobowiązał się do ponownego nawiązania kontaktu z kuratorem sądowym. Na następnej rozprawie (27 lipca)  Sąd zadecyduje, czy kara będzie wykonywana.

 

Pan Sławomir Matusz procesuje się z władzami i instytucjami samorządowymi Sosnowca od 2016 roku. Sprawy przed Sądem Rejonowym w Sosnowcu toczą się w trybie karnym o zniesławienie (art. 212 kk), których p. Matusz rzekomo dopuszczał się w pismach oraz w mailach kierowanych wyłącznie do tych instytucji i ich przedstawicieli. W inkryminowanych pismach i mailach p. Matusz zwracał uwagę na nieprawidłowości w działaniach instytucji, do których pisał. Przykładowo zarzucał wady prawne statutów instytucji kultury w Sosnowcu. Mimo, że Wojewódzki Sąd Administracyjny wydał 5 wyroków, w których potwierdził błędy w ww. statutach, przyznając tym samym rację p. Matuszowi, wyrok dla p. Matusza został utrzymany. W 2018 r. Centrum Monitoringu Wolności Prasy przy SDP pisało: W związku z postępowaniem karnym w sprawie Sławomira Matusza z Sosnowca osk. z art. 212 § 1 k.k. w zw. z art. 191 § 1 kk oraz zapadłym wyrokiem nakazowym, Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP, działając w niniejszej sprawie jako amicus curiae, protestuje przeciwko zarzutom oskarżenia i wnosi o uniewinnienie wyżej wymienionego. Zapadłe orzeczenie (nieprawomocne) spotkało się z oburzeniem opinii publicznej, szczególnie w środowisku dziennikarskim i artystycznym, bo to właśnie ono (a nie działania samego oskarżonego) najmocniej przyczyniło się do upublicznienia okoliczności sprawy, co m.in. miało naruszyć dobra osobiste urzędników i pracowników instytucji kultury.

 

Panu Sławomirowi Matuszowi zarzucono zniesławienie urzędników samorządowych, jak również stosowanie groźby bezprawnej w celu zmuszenia do określonego działania i skazano wyrokiem nakazowym (nieprawomocnym). Tymczasem Pan Matusz zarzucał występowanie nieprawidłowości w instytucjach podlegających organom samorządu terytorialnego. Tego rodzaju działania leżą w interesie społecznym, do Sądu należy zatem zweryfikowanie zasadności argumentacji oskarżonego, jako społecznika zainteresowanego w prawidłowym działaniu jednostek organizacyjnych finansowanych ze środków publicznych. Wg jego twierdzeń, we wrześniu 2017r. prokuratura wszczęła na podstawie jego zawiadomienia dochodzenie w sprawie korupcji w sosnowieckich instytucjach kultury. Jest to istotna okoliczność, która bezwzględnie powinna była zostać zbadana przez Sąd (a nie została), podobnie jak inne kwestie podnoszone przez p. S. Matusza. Sądowi wydającemu wyrok nakazowy umknęły również inne okoliczności stanu faktycznego, jak choćby to, że p. S. Matusz nie przekazał wysłanych przezeń wiadomości e-mailowych szerokiej opinii publicznej, ale skierował je bezpośrednio do osób których dotyczyły, w tym do organów nadzorczych. Ma to szczególne znaczenie w kontekście ustawowego kontratypu – wyłączenia odpowiedzialności karnej za zniesławienie w przypadku podniesienia prawdziwego zarzutu dotyczącego postępowania osoby pełniącej funkcję publiczną lub służącego obronie społecznie uzasadnionego interesu (art. 213 § 2 kk).  W niniejszej sprawie Pan Sławomir Matusz nie miał wystarczającej opieki prawnej, nie stać go było na opłacenie usługi adwokata. Z pewnością skutkiem tego stanu rzeczy jest niedotrzymanie przez niego terminów procesowych. Z całą pewnością jednak nie zasługuje ani na tę zasądzoną tak wysoką karę grzywny, ani (w konsekwencji jej niezapłacenia) – na karę bezwzględnego pozbawienia wolności – czytamy w stanowisku CMWP SDP.  CMWP SDP dysponuje w tej sprawie jedynie wyrywkową dokumentacją przekazaną nam przez Pana Sławomira Matusza, nie mamy narzędzi prawnych, by móc zweryfikować wszystkie argumenty użyte przez Sąd podczas orzekania wyroków skazujących, niemniej jednak podkreślamy, iż od co najmniej 4 lat obserwujemy działania i postawę Pana Sławomira Matusza jako zaangażowanego dziennikarza, twórcę i społecznika, i dlatego CMWP SDP zwraca się z prośbą o ułaskawienie Pana Sławomira Matusza od ciążących na nim  orzeczeń karnych, w tym szczególnie od ciążącego na nim wyroku karnego z art. 212 kk. 

 

Szczegóły stanowiska CMWP SDP TUTAJ.