Wybory: za czy przeciw? – komentarz ANDRZEJA DRAMIŃSKIEGO

Na proste pytanie dziennikarza w  czasie spotkania wyborczego w Płocku o ścieki w Wiśle Pan Rafał Trzaskowski, kandydat na Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej najpierw dłużej milczy  ze znaczącym uśmieszkiem, by po chwili powiedzieć:

 

-„Nie po to jest ta kampania by odpowiadać na takie pytania!”

 

No tak, „nie”! Czy wybieramy przyszłego Prezydenta RP na zasadzie negatywów „nie, bo nie!”, czy na zasadzie pozytywów „tak, chcę być prezydentem, odpowiem na każde pytanie”.  Szukamy argumentów „za”,  czy „przeciw”. Tu od razu trzeba dodać, że szukanie minusów, czy  kierowanie swojej uwagi na „nie” jest w  zasadzie  przeciwko idei tych wyborów.  Bo nie chodzi o kogoś, kto nie pokazuje co  umie i  co chce  przekazać swoim potencjalnym wyborcom, a dokładnie odwrotnie? Chyba, że mają  to być  wybory „narzucone”-określonej grupy politycznej, zapatrzonej w  swoje poglądy i chcącej narzucić swój punkt widzenia i przyszłą wizję Polski. A  raczej jest brak (tu to  ujemne  patrzenie na wybory w naszym kraju), bo nie wiadomo, czy wg Pana R. Trzaskowskiego będzie  to, co ogłosił w ostatniej chwili i podał w internecie, „rzucił” swoim wyborcom, czy też swoje idee, które przecież  bezspornie  często podkreślał i pokazywał. Jak na przykład jako jedna z pierwszych czynności po objęciu urzędu Prezydenta Miasta Stołecznego Warszawy, podpisanie  Karty  LGBT, co jednoznacznie pokazuje za  czym się opowiada.  Chyba, ze  dla wyniku wyborczego, chce  co  chwilę „pokazywać”  inne  zapatrywania. Jedne prawdziwe, a inne na pokaz? Jako potencjalni wyborcy mamy prawo pytać: „co tak naprawdę zamierza pan kandydat realizować”?  I odpowiedź na takie pytanie  jest konieczna, by te  tak ważne  wybory w Polsce  Anno  Domini 2020 nie  zamieniły lub zamieniały się w farsę!

 

Pytanie o ścieki było jak papierek lakmusowy, czy kandydat  jest po prostu  przygotowany do kampanii?  Czy  raczej  chce  realizować to, co sam  sobie  zamierzył i co  uważa za jedynie  słuszne. Czy to nie oznacza, że nie liczy się z wyborcami?  I  potem, po  wyborze, z  głosami opinii publicznej?

 

Ale to proste pytanie znaczyło dużo więcej.  Przecież to chyba jasne, że owe ścieki, zatruwanie największej wodnej polskiej arterii to „palący”  problem, żywo  obchodzący  Prezydenta M. St. Warszawy jak  mieszkańców tej metropolii, nie mówiąc o  wszystkich Polakach!  I w tak ważnej kwestii o  którą  pyta dziennikarz, odpowiedź, że to nie tam kampania?  A  która będzie właściwa? Dobrze, jeśli nie  chce się odpowiadać  od razu, to można było zapowiedzieć, czy zaprosić na  specjalną konferencję  prasową. „Nie”  dla  samego „nie”?  Czy to jednak nie lekceważenie?  R. Trzaskowski jest przecież  już  drugim kandydatem  Koalicji Obywatelskiej, który miał naprawić błędy  Pani Małgorzaty Kidawy-Błońskiej. Gdyż z  sondaży wynikało, że jej poparcie jest zupełnie nikłe, bo cały czas  spadało, aż  doszło do 2 procent!  A  może  to  kandydat  walki, który ma być  tylko taranem na „nie”, a  co mu tam Wisła  zatruwająca Polskę oraz, niestety, Bałtyk.  I  tu  mały  kamyczek.  Tak podobno  obecna  władza źle  rządzi  i  tak  „fatalnie” (?)  jest  odbierana w  Unii Europejskiej?  Ma  to właśnie  zmienić pan R. Trzaskowski.  Czy to prawda?  Czy  to proste  pytanie zadane przez  dziennikarza nie ujawniło, że  „król  jest nagi”.

 

Wyborcy  KO  i  inni  obserwatorzy mogą zresztą  dostać  rozdwojenia  jaźni!  Wtedy, kiedy  stolica, po  straszliwych ulewach  dosłownie tonie, osoba odpowiedzialna za Warszawę działa w ramach kampanii, poza  miastem, którym zarządza.  Czy to znowu nie jest to ten ujemny  przekaz kampanii! Nie jest tajemnicą, że z tą nadmierną, deszczową wodą znowu  do Wisły spływają…ścieki.  Może  brak odpowiedzi na to pytanie wynikał właśnie z…bezradności? B-e-z-r-a-d-n-o-ś-c-i  osoby  ubiegającej się  o najważniejszy urząd w Polsce? Jak tak ma  wyglądać  „rządzenie” w największym polskim mieście, to co dopiero całym 38-milionowym krajem?

 

Ta ujemna kampania  to  także  500+.  Pani M. Kidawa-Błońska pierwsza kandydatka KO  wyraźnie  mówiła, że  jest  to program „rozdawniczy”, dawania za  darmo.  Potem powtarzał także  to drugi kandydat. Nie ma co ukrywać, że  tak właśnie było.  Być  może, że  chodziło także  o  to, by  przeciwstawiać się „dobrej zmianie” zawsze i wszędzie i przy każdym pomyśle.  No bo jak być inaczej „totalną  opozycją”?

 

A  zastopowanie  Centralnego Portu Lotniczego w powiecie grodziskim, szansa na wieloregionalny  rozwój Polski, budowanie  nowoczesnej infrastruktury, łączenia regonów, to  nie  pomysł kampanijny na ”nie’?  Bo  to gigantomania? Szczerze mówiąc  odwoływanie się przy tej okazji, iż  te pieniądze  należy  wydać na „mniejsze” inwestycje  jest po prostu bez  sensu?  Bo  właśnie  budowa naszego polskiego  CPL będzie miało bezpośrednie przełożenie i na mniejsze części składowe naszego pięknego kraju.

 

A  może  ten prawdziwy program  wyborczy kryje się w takich  cząstkowych wypowiedziach, jak ta w Płocku?

 

A  co z przekopem Mierzei Wiślanej?  Czy to znowu nie  jest na „nie”? Przecież nikt z opozycji nie powiedział, że czy i jak jest to uzasadnione  ekonomicznie?

 

I  jeszcze  jedno o „nie”.  R. Trzaskowski mówił wyraźnie o  „zakończeniu”  tych  dwóch tak ważnych przedsięwzięć. Potem „tłumaczono”  jego  wypowiedź z  polskiego-na-polski, że  chodziło  właśnie o „zatrzymanie”?  A  czy ktoś policzył jakie to straty wynikające  z zatrzymania? I zabezpieczenia, nie wiadomo na jak długo, terenu  rozpoczętych prac.

 

Niestety z  wypowiedzi dwóch kandydatów coraz bardziej wychodzi, że te  działania to „antypis”, wszystko „przeciwko kaczorowi”.  Nie ma co mydlić  oczu, że  jest inaczej.  Zresztą i zapowiedziane debaty kandydatów (na  razie dwie) także  pokażą to nastawienie „anty” oraz „in minus”.

 

Czy naprawdę  wyborcy, potencjalni wyborcy KO nie widzą, że  polska gospodarka  wspaniale się rozwija, że  wyraźnie „idziemy do przodu”, nie ma co  tu szukać  argumentów na „nie”?  Czy  życie  publiczne w Polsce  mamy opierać na negatywnych przesłankach?  Takich jak chociażby wypowiedź pani Gretkowskiej: „Lud nadwiślańska zastygło w g..wnie, jak w bursztynie”?  Do  tego prowadzi  owo ujemne  myślenie.

 

Polska ma i chce  być na tak!

 

Andrzej Dramiński

ANDRZEJ DRAMIŃSKI:   Rzut na taśmę, czy na bieżnię?!

Przepraszam.  Tak  zaczyna  Rafał Trzaskowski, drugi już  kandydat Koalicji Obywatelskiej na Prezydenta  Rzeczypospolitej Polskiej, wprowadzenie  do  swojego programu wyborczego 2020.  Za  co przeprasza? To  bardzo ciekawe.  Za  to, że  przedstawia swój program  dopiero na  56  godzin, czyli we  czwartek 25 czerwca 2020 r. późnym popołudniem przed  zamknięciem ciszy wyborczej, gdy  nic już nie można  mówić, ani głosić. Czy wszystko jest w porządku?

 

Program jest tak  ważny, że  powinien otwierać  wystąpienia  Pana  kandydata.  Otwierać  całą  kampanię.  A  nie ją  kończyć?  Przecież  wszyscy  jasno  słyszeli, że inni  kandydaci na ten sam zaszczytny urząd  właśnie wręcz  głośno domagali się „Panie Trzaskowski, program, gdzie  jest program?  Jaki jest Pana program?”.  Domagali się  właśnie programu, bo bez tego to zostają  ogólniki.  I  co ważniejsze!  Dopiero program, a  nie  jego  budowanie ( o tym kandydat Trzaskowski nie mówił, że  to  co oświadcza, to są zręby  jego  programu)  realnie świadczą  co  chce  właściwie  robić,  jak zmienić  piękny kraj Polskę, jak widzi jego  sukces?  I  co chce  osiągnąć, a  raczej, co  chce  zmienić.

 

Taka  taktyka  Pana Trzaskowskiego ma jeszcze inny, bardzo ważki charakter.  Kandydowanie to także  spieranie się na argumenty.  Na  wizje: jaka ma być Polska, co chce naprawdę w kraju zmienić?  Jak się odnieść  do  takich twierdzeń, jak są podane w ostatniej chwili.  Czy to nie celowa taktyka?   Czy to nawet  fakt, że tak podany program oznacza, że łatwo się można później z niego wyłgać?  Albo, że  jest po prostu sporządzony na kolanie i właściwie oznacza brak tego programu? Bo powinien mieć  jakąś  wartość?

 

No dobra.  „Rzucony” w ostatniej chwili (Pan Trzaskowski tłumaczy, że on miał najmniej  czasu?  Jak to?  Jest  drugim  kandydatem  tego samego  ugrupowania. To co nowy, inny, drugi kandydat, to piszą go od nowa? Od  początku.  No a ten Pani Kidawy-Błońskiej się nie sprawdził, skoro

 

To, co zawiera ten „poprawiony” program wciąż tego samego ugrupowania?

 

We wstępie zaznacza, że „pandemia COVID-19 postawiła świat na głowie” i dała „zupełnie nową perspektywę na życie, na wartości, którymi się kierujemy”. Trzaskowski podkreśla, że chce „budować nową politykę i nową wspólnotę”, a także odbudować „poczucie solidarności i bezpieczeństwa”.

 

We wstępie nie zabrakło tez krytyki rządzących.

 

-„Koronawirus obnażył słabość naszego państwa – administracji państwowej, służby zdrowia, systemu edukacji oraz systemu opieki społecznej” – pisze Trzaskowski w swoim programie. „Państwo opuściło nas w potrzebie i gdyby nie samorządy, organizacje pozarządowe czy po prostu ludzka empatia, która kazała nam zatroszczyć się o swoich sąsiadów, jako społeczeństwo znieślibyśmy ten trudny czas o wiele gorzej”.

 

Nieprawda. Całkowita nieprawda.  Polska gospodarka i przedsiębiorcy  mają się znakomicie. Są programy rządowe z których oni czerpią.  Takie pomysły, to właściwie to samo przez to samo.  Kompletnie nic nowego.

 

W pierwszym rozdziale „My i nasi najbliżsi” Trzaskowski skupia się na rozwiązaniach dotyczących pracy i przedsiębiorczości, służby zdrowia oraz edukacji. Obiecuje utworzenie funduszu skierowanego do małych miejscowości i miast, którego celem ma być rozpędzenie gospodarki. Z kolejnego funduszu każda polska rodzina będzie mogła uzyskać 10 tys. zł na ekologiczną modernizację domu lub mieszkania.

 

Ale  absolutnie nie pokazuje skąd  te pieniądze.  Przecież  pięta achillesową  PO i PSL  było właśnie to, że nie potrafiły znaleźć  funduszy.  A  teraz to obietnice bez pokrycia?

 

Jeśli chodzi o służbę zdrowia, to Trzaskowski obiecał, że będzie „oczekiwał od rządu, że już w 2021 roku wydatki te wzrosną do co najmniej 6% PKB”. Polityk stawia również na rozwój e-medycyny i telemedycyny. Szczególnie podkreśla potrzebę wzmocnienia opieki psychiatrycznej dla dzieci. Jednocześnie obiecuje, że „z rektorami uczelni medycznych i izbami lekarskimi zadbam o to, aby na studiach medycznych było więcej studentów, a ich liczba na specjalizacjach odpowiadała zapotrzebowaniu w kraju”, a także dążenie do spełnienia obietnic danych rezydentom.

 

Czyli  to zależy od  funduszy, których  jego  partia,  jak  rządziła, nie potrafiła zapewnić.

 

Kolejnym tematem poruszany w pierwszym rozdziale jest edukacja. Trzaskowski obiecuje, że będzie domagał się podwyższenia płac dla nauczycieli i wprowadzi stypendia dla najzdolniejszych uczniów. Jednym z punktów jego programu jest powszechny program nauki języka angielskiego. Jednocześnie kandydat KO zapowiada „odchudzenie podstawy programowej i dostosowanie jej do wymogów współczesności”.

 

Polityka społeczna.  Tu  pełne  odkrywanie kart, kim jest ten kandydat i za  czym się opowiada. Widać  silną  lewicowość.

 

Jeśli chodzi o prawa kobiet, to Trzaskowski zapowiada, że będzie się domagał od rządu wprowadzenia w życie tzw. konwencji antyprzemocowej. Sam zapowiada złożenie projektu ustawy o równej płacy za pracę tej samej wartości. Jednocześnie obiecuje utworzenie Rady Kobiet przy Prezydencie RP i to, że zawetuje każdą próbę zaostrzenia obecnie obowiązującej ustawy aborcyjnej.

 

Trzaskowski zapowiada też złożenie do sejmu projektu ustawy o związkach partnerskich, zgodny z założeniami poselskiego projektu złożonego do Sejmu w poprzedniej kadencji. Ustawa miałaby rozwiązać problemy „tysięcy osób”, które żyją wspólnie bez małżeństwa. „Nie mają prawa do dziedziczenia, do informacji medycznej o stanie zdrowia partnera w razie wypadku, do podstawowych praw, o których na co dzień nie myślimy. Ustawa regulująca związki partnerskie rozwiązałaby te problemy i pozwoliłaby osobom również tej samej płci żyć razem w bezpiecznym związku” – czytamy.

 

W ramach polityki rodzinnej Trzaskowski obiecuje, że zawetuje każdą próbę naruszenia programu Rodzina 500+. To ciekawe? Po co  wybierać  Trzaskowskiego, skoro inni  aktualnie robią to dużo lepiej?

 

Jeśli chodzi o seniorów, to kandydat KO obiecuje aktywizację tej grupy społecznej, „domy godnej starości” oraz wsparcie programów polegających na wsparciu pielęgniarki środowiskowej w mieszkaniu seniora, jako alternatywy dla domów pomocy społecznej.

 

Pięknie, ale  skąd na to  fundusze?

 

Kolejny podrozdział to „Klimat i ochrona środowiska”, w którym Trzaskowski obiecuje m.in. powołanie instytucji rzecznika ochrony zwierząt i ochronę drzew, a także przeniesienie części kosztów zagospodarowania odpadów opakowaniowych (szczególnie plastikowych) na ich producentów. Równocześnie obiecuje niższe opłaty za śmieci.

 

Jeśli chodzi o media publiczne, to Trzaskowski obiecuje wprowadzenie gwarancji niezależności mediów publicznych i kontroli społecznej, zgodnie z najwyższymi standardami europejskimi oraz dążenie do „zastąpienia obecnego, archaicznego systemu abonamentu na rzecz innego, który odciąży naszą kieszeń”.

 

To  ważne  zagadnienie  jest  stanowczo zbyt  hasłowe, zbyt ogólne.

 

Jeśli chodzi o kwestie ustrojowe to kandydat KO obiecuje opracowanie z samorządami obywatelskiego planu naprawy sądownictwa. Jednocześnie Trzaskowski zapowiada złożenie projektu ustawy przyznającego Prezydentowi RP prawo powołania Prokuratora Generalnego, co oddzieliłoby ten urząd od ministra sprawiedliwości. Przy urzędzie prezydenta miałaby też powstać Prezydencka Rada Samorządowa działająca jako ciało doradcze.

 

Z kolei w ramach polityki zagranicznej Trzaskowski obiecuje obronę interesów Polski w UE, utrzymanie silnych więzi z USA, wsparcie dla stabilności Ukrainy oraz to, że będzie „otwarty na rozmowę o tym, jak poprawić nasze kontakty z Rosją”. No włąsnie jak zrobić to ostatnie

 

Jednocześnie w ramach polityki obronności Trzaskowski obiecuje też zwiększenie finansowania bezpieczeństwa Polski do 2,5 proc. PKB w 2030 roku. Gwarantuje też, że utrzyma istnienie Wojsk Obrony Terytorialnej, a nawet obiecuje stypendia dla najlepszych żołnierzy WOT. To to  wszystko jest już  realizowane. Czyżby powtórka z rozrywki?

 

Trzaskowski: Chcę być partnerem dla rządu. Żadnych faktów.  To kompletne pustosłowie? Czy to nie zapowiedź  rozbijania życia politycznego w Polsce?

 

Kandydat KO zapowiada, ze chce być partnerem dla rządu. „A jeśli zajdzie potrzeba – także arbitrem, nie zaś bezwolnym narzędziem” – podkreśla. „Polacy mają dość monopolu władzy. Nie chcą politycznych kłótni, ale chcą z kolei, by rządzącym patrzono na ręce”.

 

  Rzut na taśmę, czy na bieżnię?!Jeśli partnerem, to  trzeba mieć  długofalowy program i wiarygodny, także odpowiednio wcześniej ogłoszony.  A  tak przecież nie  jest.  26 czerwca 2020 r. o północy  koniec  tych zawodniczych harców. Cisza wyborcza.  Z  tym, że  powinien to być  zwycięski rzut na taśmę, a  nie upadek na bieżnię?  Ze słabego programu nie będzie silnej prezydentury. Z  upadku trudno się podnieść.

 

                                                                                   Andrzej Dramiński

ANDRZEJ DRAMIŃSKI: Zapędzić opozycję w kozi róg?

Zwalczać obecnego Prezydenta Najjaśniejszej Rzeczypospolitej!  Wszyscy z 10 kandydatów na najważniejszą funkcję w państwie w  czasie drugiej debaty w  TVP I atakowali tego jednego.  No, bo jak któryś z nich ma być  wybrany, to  ten obecnie piastujący to stanowisko musi ustąpić! To chyba proste i logiczne! Sukces przez atak. Mniej, czy bardziej udany, ale „czepiamy się”, „wypominamy”, podrzucamy fake news, no a czemu nie?

 

Przecież  kandydat  jak Rafał Trzaskowski podszedł do mikrofonu i oświadczył, że w czasie koronawirusa  bezrobocie w Polsce  wzrosło o 1  mln  osób. O papierze mówi się, że  jest cierpliwy i zniesie każdą niedorzeczność. A  mikrofon? Tak jak sitko.  Przeleciało, poleciało, kap, kap i nic nie ma! Ten wzrost to 100 tys.  osób,  co i tak w  tym całym koronawirusowym zamieszaniu mało i niewiele. I żadnej tragedii nie ma.  No, ale jak atak na  Pana Prezydenta to się go „podkręca”. „Sitko”, pardon  mikrofon, jest  dziurawe i co wyleci z  ust szybko gdzieś ulatuje.  Ale w  głowach niektórych słuchaczy coś jednak pozostaje.  I właśnie to „coś” w  odniesieniu do  zamierzonego ataku ma  być  tym „czymś”.  Polska się  wali Panie Prezydencie, czas na zmiany?! Tyle, że  to wszystko bujda. A  kto powiedział, że można  bujać i nie próbować iść  do przodu?

 

Takie „podpuszczanie” to  wymyślone przez  Koalicję Obywatelską  hasło, no może powiedzenie: „mam dość”!  jak ktoś  wie „dość”,  ale  czego, to ręka  do góry!  Wystarczy  znowu  kilka razy dziennie w różnych miejscach kraju  „rzucić” w ten sposób do sitka.  Czy to nie  jest chwytliwe, mimo, że  od  razu „przelatuje”!  Hasełko na zwycięstwo?  A  czy sami nie  powtarzamy w  domu: „ja już mam tego dość”. Ot, się zdenerwowałem i takie „coś”  wyrzuciłem z  siebie.  Może i się na  chwilę odstresowałem, nerwy mi odpuściły, ale  dla rodziny nic z  tego nie wynika.  Tu w polityce  też  można „rzucić” w lud „mam dość”, no całkiem to wskazuje  na  „odwagę”  mówiącego, ale  żadnej treści.

 

Właśnie wielu z tych 10 kandydatów  bardzo wiele mówi, do mikrofonu, i nie tylko  i myślą, ze  wyborcy nie mają swojego rozeznania sytuacji?

 

Owo „mam dość”  jest tematem zastępczym, tak  jak  inne  hasełka, hasełeczka: „żelazem wypalę, co zrobił PiS”, ale  co dalej? Można  wypalać, ale  co w zamian? Tu jak na dłoni widać kompletną pustkę takiego podejścia do wydawałoby się poważnego podejścia do całkiem poważnej kampanii wyborczej na Prezydenta RP?  Czy to, że  ja mam  zostać Prezydentem zależy od  owego „wypalania”  i  ile  uda  mi się „wypalić”?  Czy to jest w ogóle mądre?

 

No, a  owo „zlikwiduję telewizję publiczną”, nie będzie „Wiadomości” w  TVP I  oraz TVP  Info. No dobra, nie będzie! I co ?  Mamy  słuchać stacji niemieckich (?), bo prasę już  taką  mamy, żeby się dowiedzieć, co będzie w Polsce?  Czy to nie świetna, a zarazem zaskakująca propozycja?  Bo  to przecież  cały czas  jeden  ciąg:  „likwidować, likwidować, likwidować!” I  cześć.

 

A  nie można powiedzieć co zrobię, co stworzę?  No dobra, nie będzie „Wiadomości”, a co będzie w  zamian.  Odpowiedź wydaje się logiczna.  Skoro  tu jest  „tuba propagandowa”, to teraz będzie „moja  tuba propagandowa”! Czyli sieczka, bzdury, jednostronne widzenie, tylko nasz  pogląd  jako obowiązujący.  To nie podręcznik złych działań propagandowych,  tylko  wizja ewentualnego zwycięzcy?  Czyż nie ?  I  następstwa tego „wypalania”, „wycinania”, likwidowania!

 

Czy w tym jest jakikolwiek sens? W  takim kampanijnym opowiadanku? Czy można taką  osobę  wybrać na Prezydenta Najjaśniejszej Rzeczypospolitej?  A  jak mało słyszymy, co będę  chciał  zrobić, co właściwie zaproponuję, no a potem po zakończeniu kampanii faktycznie zrealizuję?  Tego nie ma.  Czy to nie jest „kulawa” kampanii, choć by się wydawało, że na poważnie!  Na poważnie? I takie pomysły. Momentami trudno w to uwierzyć, ale tak to właśnie wygląda.

 

Ci, którzy obserwują scenę polityczną na pewno spodziewali się, że krótka  wizyta  Prezydenta Andrzeja Dudy  dostarczy znakomitych materiałów jego przeciwnikom!  No bo po co  pojechał?  Czy nie amerykańskich żołnierzy i którzy mają być przeniesieni do Polski.  Czyli  A. Duda  jednocześnie gra na nosie Niemcom, bo  zyskamy 9  tys.  Amerykanów na polskiej ziemi. Nic z tego,  bo w  trakcie tej wizyty w  dn. 24  czerwca 2020 r.  żadnej takiej umowy nie podpisano, żadnych sztywnych ustaleń nie dokonano. Owszem może amerykański kontyngent zwiększy się w Polsce  o 1 tys.  Amerykanów, ale to wszystko! Może?  To, co tu krytykować?  Jakby stanowczo za mało tego paliwa na  „walenie” po obecnym Panu Prezydencie.

 

A  może  atomy, czy energia jądrowa? Tu też nie ma jeszcze umowy, nie wiadomo jak to będzie skonkretyzowane?  A  przy okazji ujawniono, że  amerykańskie elektrownie atomowe, z  pakietu jaki jest dostępny na świecie,  wcale nie takie doskonałe. Są  inne  lepsze. I  znowu brak miejsca na przyłożenie A. Dudzie?

 

A może inny temat?

 

-„1,5 tys. firm z kapitałem amerykańskim zatrudnia w Polsce ponad 300 tys. pracowników, to 63 mld dolarów zainwestowanych przez amerykański biznes w Polsce” – mówił w czwartek 26.06.2020 r. po spotkaniu z amerykańskimi przedsiębiorcami w Warszawie prezydent Andrzej Duda.

 

Tu nie ma w  co uderzać?  To w co?  Okazało się, że  opozycja  została wystrychnięta na przysłowiowego dudka! Jedną z  „porywających”  informacji była ta o współpracy polskich i amerykańskich lekarzy nad szczepionką  na  CIVID-19.  Realna, prawdziwa i bardzo, ale  to bardzo dobrze odbierana przez  społeczeństwo nad  Wisłą.

 

A  przy okazji  zacieśnienie  współpracy polsko-amerykańskiej, pokazanie bardzo dobrych perspektyw. A  amerykański prezydent życzy  sukcesu A. Dudzie w najbliższych wyborach! Wolno prezydentowi najsilniejszego państwa na świecie? Wolno!

 

Przecież z kontakty z najsilniejszymi na świecie,  co znakomicie podtrzymuje Prezydent A. Duda, to pewna przyszłość. Opozycjo, co tu krytykować? No właśnie, nie próbujcie się ośmieszać!

 

Komentarz  jednego z  czołowych, z pierwszego szeregu polityków Koalicji Obywatelskiej  Radosława  Sikorskiego:

 

-„Pogłębiamy, poszerzamy, to czyste wodolejstwo” (to o zacieśniających się relacjach z USA).

 

Czy faktycznie tak jest. To ten sam przedstawiciel KO mówił (nieoficjalnie) jakiś czas temu o tym, że  bliżej  nam do  USA niż  do Rosji?

 

Wtedy mówił prawdę, a  teraz w ramach  przedwyborczej gry mówi coś  innego.  Panowie, co chcecie  ugrać w  2020 r. w Polsce? Gołym okiem widać, że w starciu z  Andrzejem Dudą nikt nie ma szans!

 

Andrzej Dramiński

ANDRZEJ DRAMIŃSKI: Czy język giętki zmaże grzechy zaniedbania?

Kolega wraca z „terenu” i od progu woła:

 

-Panowie, jaki mam fantastyczny temat, posłuchajcie!

 

I płynie barwna opowieść kto, gdzie z kim i jak to się skończyło? No, nie  zawsze mówi o finale, bo tak wszak to ma zostać dopiero napisane.

 

Ale za chwilę, gdy trzeba taką słowną opowieść przelać na papier?  Zaraz, zaraz ale jak w  to „wejść”? Od  czego zacząć?  I jak zwykle męki pisania przez które trzeba przejść! Zdecydowanie inaczej się mówi i wtedy inaczej się formułuje myśli, a inaczej gdy niby to samo trzeba zapisać.  Tu się zaczynają schody. Wielokrotnie słyszę od kolegów, że zupełnie czymś innym jest opowiadanie, a  czym innym pisemne formułowanie myśli. Nawet z tego powodu, że pisemne zostaje i można do tego wrócić, a  powiedziane to „uleciało, poleciało, nie ma”. A  jak czegoś nie ma, to mam za to ponosić odpowiedzialność?

 

Obserwując obecnie scenę polityczną i  gadulstwo kandydatów na Prezydenta Najjaśniejszej Rzeczypospolitej widać jak na dłoni, że mówiąc  coś, nie zawsze się nad  tym zastanawiają. Bo „jak wyrwało się z ust moich (!)”, to nie  wróci? Zapomną? Czy na pewno!

 

Jednym z najświeższych przykładów są  aż  3 (łącznie ze  sprostowaniami) wypowiedzi Rafała Trzaskowskiego, kandydata Koalicji Obywatelskiej.  Zapytany o sejmowe dywagacje na  temat podwyższania wieku emerytalnego po pierwsze przyznał, że „wtedy nie byłem posłem”.  Ale po  chwili, gdy partyjny kolega robi mu uwagę przyznaje, że  jednak wtedy konkretnie posłem na Sejm RP  był, ale nie  było mowy o podwyższaniu wieku emerytalnego.  I  znowu  błąd. Prawda  jest taka, że posłem był  wtedy,  gdy z  inicjatywy  Andrzeja Dudy procedowano nad  ustawą o właśnie obniżeniu wieku emerytalnego. Jak to łatwo powiedzieć, jak to lekko wylatuje z  ust: „nie byłem posłem”, „tak byłem posłem, ale nie podwyższałem wieku emerytalnego Polaków”.  Lecz chodziło o „obniżenie” (o-b-n-i-ż-e-n-i-e) wieku emerytalnego. Niby coś się mówi, o czymś się informuje, ale czy coś z tego wynika?

 

A  jak się  zachował obecny kandydat KO? W dokumentacji sejmowej przy jego nazwisku wstawiono „pr”. „Pr”? Tak, czyli przeciw, bo tak się to zapisuje.  Czyli ten kandydat nie decydował o samym podwyższaniu (kobietom mieszkającym na wsi podwyższono aż  o 12 lat: z 55 na 67?), ale nie zgadzał się by cokolwiek się tutaj zmieniło. Czyli podwyższenie miało pozostać. To było możliwe. I o takich faktach nie wolno zapominać.

 

Gdyby miało to być pisemne oświadczenie, to przecież nie można by tak żonglować „podwyższenie”, „obniżenie” i nie wiadomo jaka była  moja  rola. A jak się opowiada, to widać, że „kręcić się” da i mieszać w głowach także. Może ktoś nie wychwyci?  Może nie wszyscy natrafili na te  3  części tej jednej przecież całości? I tak niedopowiedziana historia dla niektórych może  stać się prawdą.  Rzekomą prawdą.

 

Mówienie wprowadza pewien stan, gdy niby się rozumiemy, niby rozmawiamy o tym samym, jest pewna logika, a może nie?  Właśnie, wszystko jest „na niby”.

 

Tak jak z tymi pytaniami zadawanymi niektórym kandydatom. „Niby”  odpowiada na zadane pytanie, ale nie jest to żadne ustosunkowanie się do niego.  Właściwie mówi to, co chce i co razem się ze  sobą nie  wiąże?  A  gdzie jest potencjalny słuchacz?  A  może nawet  potencjalny  wyborca  tego kandydata? Odpowiedź jest jedna-w  ogóle go nie ma! Bo kandydat jest sam dla siebie. I  dla swoich celów! To przecież jest to odniesienie do ich decyzji. Są  tylko tłem, masą, która bardziej czy mniej rozumiejąc swojego idola, a  może nawet nie rozumiejąc- i tak mają go popierać.

 

Bardzo dobrym przykładem takie słownego „kręcenia” (no bo nigdzie to nie zostało zapisane!) jest odniesienie się polityków do 500+. Tak naprawdę to krytyka tego programu jest na tyle niestabilna, że stanowi raczej uznanie, niż racjonalną krytykę.

 

W tych dniach rozmawiałem z jednym z  burmistrzów niewielkiej miejscowości, tu gdzie każdy się  zna ze sobą i  wszystko o każdym wie.  Tu nikt nie ma żadnych wątpliwości, co do programu 500+, właśnie w takiej postaci w jakiej jest teraz  realizowany. Burmistrz jako  były nauczyciel, stykający się z młodzieżą z  różnych stron,  wielokrotnie ze  wsi wokół miasteczka doskonale wie, co znaczy, gdy młody człowiek nie ma prostu na jedzenie, na  ubrania. Nie mówiąc  już o książkach. To nie są „przejedzone” pieniądze, jak niektórym kandydatom na Prezydenta RP się wydaje. To jest autentyczna, i co ważniejsze, realna i  o c z e k i w a n a od  dawna pomoc.  To nie  jest tak, jak wypowiadali się politycy  ówczesnej Platformy Obywatelskiej, że na program jak 500 +  „p-i-n-i-ę-d-z-y” (właśnie „piniędzy-ile w tym pogardy!) po prostu niebyło nie ma i…nie będzie?

 

A  jednak jest to możliwe!  Może  to świadczy o nieudolności poprzedniej ekipy?  I do której nie chce  się ona obecnie przyznać?

 

Już Pani Małgorzata Kidawa-Błońska dotykała 500+.Może po to by wykazać, że opozycja ma co atakować.  I twierdziła, że jest to rozdawnictwo bez  zobowiązań.  Bez ponoszenia dla korzystających z programu wysiłku  dawane pieniądze i może  wydawane na zbędne cele. Ale żadnego dowodu, żadnego konkretu.  Rafał Trzaskowski, może już nie tak natarczywie, ale z  jednej strony nie pochwala programu, ale nie przedstawia konkretów jak go zmienić. Mówienie dla mówienia. I nie zawiera tego w  swoim programie jako kandydata na Prezydenta RP!  Tu pardon. „Programu”?  A  gdzie on jest? Nie ma go na stronie internetowej kandydata  KO?

 

Już  konkurenci do prezydenckiego fotela też  to zauważyli i wytykają to R. Trzaskowskiemu.  A  Borys  Budka, przewodniczący KO  utrzymuje, że program będzie się tworzył „w  działaniu”. Czyli nie teraz przed terminem wyborów!

 

Znowu unikanie pisemnego dokumentu, odwoływanie się do czegoś, co może będzie. A może nie?  A  może  tylko  improwizacja, ustna improwizacja by w razie czego móc się wycofać, by nie popełniać  błędów?

 

Czy takie zaniedbanie kandydata/kandydatów na  prezydencki fotel przysporzy głosów wyborców. Chyba ktoś zapomniał, że „wyborcy nie gęsi i swój rozum mają”?

 

Andrzej Dramiński

A co z polskimi sprawami? – pyta ANDRZEJ DRAMIŃSKI

Spotkanie w redakcyjnym gronie i dyskusja, to jakby powiew świeżego powietrza w tym koronawirusowym czasie. Oczywiście 1,5 metrowa odległość, ale  widać twarze! Nareszcie można spojrzeć koleżankom i kolegom w  oczy, widzieć jak się uśmiechają.  Na co dzień siedzimy osobno w pokojach, odwróceni plecami. Oddalamy się od siebie?  Coraz mniej o sobie  wiemy?  A  właściwie jak i co myślimy?  Wszak  okres  szczególny w  historii Polski. Całej naszej społeczności, nie tylko między Odrą, Wisłą i Bugiem. Ale na całym świecie. Ilu nas  jest Polaków, prawie  60 mln?

 

Na kogo głosować by został Prezydentem Najjaśniejszej Rzeczypospolitej? Kogo wybrać? By Polska się rozwijała, by nie likwidowano, zamykano inwestycji, które  zadecydują o naszej sile nawet  za 100 lat i dalej? By faktycznie były podtrzymane wszystkie programy  socjalne z  500 + przede  wszystkim.  To poprzednia kandydatka Pani Małgorzata Kidawa-Błońska wyrażała myśl, że to „wciskanie” ludziom pieniędzy bez  zobowiązań, bez  wysiłku, bez pracy.  Jak się  jest cały czas w Warszawie i wysiaduje poselskie ławy, to nie widać  jednak potrzeb ludzi w  terenie. Jak trudne, jak ciężkie  jest to życie, a  nawet  jak okrutne?  Jak niesamowicie jest to skomplikowane by dostać pracę? By nie pracować  tylko na „czarno”, na umowach cywilnoprawnych (uwaga! nazywanie ich śmieciowymi jest bez sensu, bo zwłaszcza teraz w okresie koronawirusa będą bardzo potrzebne dla elastyczności zatrudnienia), za najniższą krajową, za byle jakie pieniądze.  Ze  stolicy tego nie widać, ale te  500 zł  dla wielu jest po prostu wybawieniem!

 

Niestety  zaślepienie polityków, walczących „o  swoje” by  ich  wybrano, patrzenie na koniec własnego nosa, przesłania im aż nazbyt często prawdziwe spojrzenie na realne społeczne życie. Można  by oczekiwać, że może się jednak zreflektują i odniosą się do narodu i  tej „duszy narodowej”, a nie  tylko  zrobię to, zrobię  tamto. Mam pomysł na to jak polepszyć życie Polaków? To ja będę  silnym prezydentem, to na mnie  zagłosujcie!

 

Tak się toczyła ta  nasza redakcyjna dyskusja. Podobnie  jest  także w innych redakcjach. Ale właśnie  teraz, po  tej  koronawirusowej izolacji można  było dokładniej posłuchać  siebie nawzajem, poznać  poglądy. Ja mówią i co myślą  koleżanki i koledzy w  tak niezmiernie istotnym okresie  dziejów naszego Kochanego Kraju-Polski!  To nie patetyzm.  Patriotyzmu nigdy za wiele!

 

Zupełnym zaskoczeniem dla mnie było to, że niektórzy z wypowiadających się  sprowadzali ten tak ważny wybór to „plemiennej walki”?  jakie „plemiennej” może  ktoś zapytać?  Ano do relacji Platforma Obywatelska (teraz Koalicja Europejska)-Prawo i Sprawiedliwość. Gdyż jak wiadomo to przedstawiciele tych ugrupowań toczą ze  sobą boje.  Doskonałym przykładem tego  jest książka  „Szczerze”  Donalda Tuska, który od  serca, właśnie „szczerze”  pisze, że  dla niego, polityka wówczas  na europejskim stołku i jak by się wydawało, podzielającego różnorodne poglądy, „wali po oczach”, że  tylko PO, tylko jej politycy, nikt więcej.  Ilu jest jeszcze  tak  zacietrzewionych w tym obozie? Kupili całą te  partię? Choć D. Tusk przyznaje, że  wyjechał do Brukseli, że nie może pomóc  „w  wygrywaniu”. Ale przecież popiera, trzyma kciuki, wspiera „tych swoich” na całego. No właśnie, tylko swoich.  Z  kart  tej książki, może  wcale w sposób  nie zamierzony przez D.  Tuska  wyziera wręcz  patologiczna nienawiść do  Jarosława Kaczyńskiego.  To  jest taka  „złota myśl”-wszystko  tylko nie  „kaczor”?!

 

Niestety, „czarowi” takiego myślenia  uległo  wielu moich redakcyjnych kolegów, co właśnie „wyszło” w  takiej pierwszej koronawirusowej dyskusji.  Nie  liczy się Polska, jej majestat, wielkość, a raczej kto kogo?  Czy naprawdę o to chodzi w  tych wyborach prezydenckich?  A gdzie Polska, jej interes, jej los, który jest przecież najważniejszy dla nas?  Polska i jej sprawy przede wszystkim? Tylko jeden kandydat-Andrzej Duda mówi: „Niech żyje Polska!” i „Ja będę pilnował polskich spraw”.  Drugą  debatę prezydencką w  TVP I, z drugim, „wymienionym-podmienionym” przecież kandydatem KO (tu są wątpliwości, czy zgodnie z prawem Pani  Małgorzata Kidawa-Błońska nie  jest w  dalszym ciągu kandydatem, pardon kandydatką, bo Konwent partii jej nie odwołał, przecież!) oglądało 7 mln widzów.  Miało być  10 na jednego, atakowanie Andrzeja Dudy i „pokazanie się” z  jak najlepszej strony  obecnego kandydata KO Rafała Trzaskowskiego. Andrzej Duda wykazał innym kandydatom, że nie orientują się w sprawach publicznych, ich zarzuty są  niedorzeczne, nie czują polskich spraw. Właśnie polskich spraw.  Nawet w  sprawie podwyższenia  wieku emerytalnego nie potrafią się przyznać, że ich myślenie było całkowicie  złe,  antypolskie. Teraz  mówią, że inne  było oczekiwanie społeczeństwa w tej sprawie?  To co, sami nie potrafili tego „wyczuć”? Dla pieniędzy  działać wbrew Polakom?  Wszyscy wiedzą, że  „numer” z  podwyższaniem wieku emerytalnego polegał nas tym, iż  to sami Polacy mieli zarabiać na  swoje świadczenia, bo system w  czasie  8 letnich rządów koalicji PO-PSL by  tego nie wytrzymał. To samo przecież zrobiono z OFE, zabrano  nam nasze pieniądze!  A  teraz żaden z polityków-kandydatów na Prezydenta 2020 nie chce  się do  tego przyznać. Do oczywistych błędów, do oczywistego  złego myślenia o Polsce i Polakach.  Nie  ze  społeczeństwem, a przeciw niemu?

 

Obecna  kampania  prezydencka 2020 to  faktyczna  walka o to co my  wszyscy wyborcy zrobimy z Polską.  Czy przerwiemy jej rozwój,  czy zamiast się rozwijać będziemy się cofali?  By my  wszyscy nie potrafimy zadbać  o polskie sprawy?

                                                                      

                                                                       Andrzej Dramiński

Co nam zostanie po kampanii prezydenckiej 2020? – pyta ANDRZEJ DRAMIŃSKI

Może  politykom-kandydatom na Prezydenta Najjaśniejszej Rzeczypospolitej wydaje się, że  w kampanii prezydenckiej można  mówić, co się  chce.  Chodzi przecież o „zrobienie wyniku”, o  to  by  wygrać, może i nawet  za wszelką cenę.  Stąd  „nowe”  wizje, czy  obietnice  sypią  się jak z rękawa. Nawet te najbardziej niedorzeczne, kłamliwe i zupełnie nieprawdziwe. Bardzo celną ripostę dał  Pan Prezydent  Andrzej Duda w  odpowiedzi Donaldowi Tuskowi w  dn. 13 czerwca 2020 r.:

 

Najpierw D. Tusk:

 

-„Prezydent Rzeczpospolitej powinien dbać o jej reputację. Andrzej Duda robi wszystko, aby ją zrujnować. Jego kampania to wstyd na cały świat” – napisał na Twitterze były premier.

 

AndrzejDuda:

 

– „Dzisiaj Tusk wypisuje, że to, co ja mówię o ochronie rodziny, że nie pozwolę na indoktrynację ideologią w szkole podstawowej, to wstyd przed Europą i przed światem. A ja powiem tak – wstyd to jest kłamać prosto w oczy ludziom, mówić, że wiek emerytalny nie zostanie podwyższony tylko po to, żeby wygrać wybory, a potem, po wyborach od razu go podwyższyć. To jest wstyd i smród, który się potem ciągnie przez całe życie za takim politykiem”. I następnie:

– „To wstyd, oszustwo i kłamstwo, które powinno wyeliminować takiego człowieka z polityki na zawsze. I może dlatego właśnie nie odważył się wystartować w wyborach prezydenckich, tylko krył się za plecami najpierw pani Małgorzaty Kidawy-Błońskiej, a potem pana Rafała Trzaskowskiego, i zza ich pleców ruga dzisiaj. Żenujące po prostu. To największy kłamca polityczny chyba w historii III RP. Dlatego ta Polska wymaga naprawy, trzeba było ją naprawiać po Tusku”.

 

Prywatna stacja  telewizyjna w  dn. 10 maja 2020 r., gdy odwołano wybory prezydenckie, wręcz  z  satysfakcją stwierdziła: „wybory widmo”.  Właśnie chodzi o  szacunek do nas Polaków!  Wybory Prezydenta  Rzeczypospolitej  Polskiej to  jakieś „widmo”? Dość  tych jawnych manipulacji!

 

Przecież nie przypadkiem to  „widmo” zamieniło się w  zmianę  kandydata Koalicji Obywatelskiej na  Rafała  Trzaskowskiego. Bo Pani Małgorzata Kidawa-Błońska z  sondażami 2 procent po prostu nie miała żadnych szans na wybór na Prezydenta RP. Chociaż to dla niej ukuto  hasło „Prawdziwy Prezydent”.  Ale  tu  uwaga  formalno-prawna. Czy kandydatura  R. Trzaskowskiego jest legalna?  Panią Małgorzatę oficjalnie na kandydatkę, i to z duża przewaga głosów,  wybrał Konwent KO.  Czyli ta sama  Zasada  obowiązuje przy odwołaniu.  To znaczy najpierw to Konwent KO miał odwołać Panią Małgorzatę.  A  dopiero potem Zarząd  partii  mógł wybrać  nowego  kandydata, właśnie R. Trzaskowskiego.  Niestety  KO z  wyraźnego pospiechu nie zadbało o porządek prawny.  I  formalnie  mamy  2  kandydatów  KO na  stanowisko Prezydenta RP. Co jest oczywistym, rażącym naruszeniem prawa!

 

A  pan R. Trzaskowski „wszedł”  ostro i brutalnie.  Przede wszystkim  zapowiedział, że  to „co  zrobił PiS”  wypali żelazem.  Tyle  razy na łamach „Debaty”  zwracałem uwagę, żeby politycy uważali co mówią. Bo ta ich „złota” myśl może  wrócić do nich!  Niedługo  ktoś  powie, że  trzeba  „wypalić  żelazem”  zapowiedzi kandydata (czy jednego?) KO.

 

Jak ta o zakończeniu  budowy przekopu przez Mierzeję Wiślaną. Jak Państwo zauważyli napisałem „o zakończeniu”.  Bo  R. Trzaskowskiemu-nagle-przyszło do głowy skończenie z tą inwestycją.  Później nieco się  zreflektowali politycy KO. I  ustami  Jacka Protasa w obecności  Janusza  Cichonia (przedstawiciele KO na  Warmii i Mazurach) zaczęli twierdzić, ze  chodzi o „wstrzymanie”.  Co nie było prawdą, przecież.  Ale  czy polityka nie polega na tym, że  gada się „co się  chce”?  Przynajmniej w wydaniu  części polityków?

 

Mami się naród, bo takie oszustwo nic nie kosztuje? A  po  wygranej wszyscy zapomną?

 

Druga „złota” zapowiedź R. Trzaskowskiego to zamknięcie inwestycji Centralnego Portu Komunikacyjnego w gminie Baranów. No bo  to „gigantomania”. Ale  co ważniejsze, w  Berlinie, czyli nie w naszym kraju powstaje ogromne lotnisko. W  Niemczech, czyli w  sąsiedztwie. To po co w Polsce.  Zagranica ważniejsza od naszego kraju. Tak myśli  kandydat na polskiego Prezydenta?  Czyste powtórzenie antypolskich działań i  wyprzedaży polskiego majątku

 

Zapomniał, że  nie  chodzi  tylko  o  port  lotniczy, ale  kolejowe i  drogowe  skomunikowanie  całej Polski, naszej Ojczyzny.  O  jednoczenie  gospodarcze kraju nad  Wisłą.  O  dumę  Polaków, że  doskonale potrafią zadbać  o własny  kraj. O miejsce  tu gdzie  żyją.

 

Ale przede wszystkim o pracę  dla Polaków dla bardzo wielu Polaków poprzez te inwestycje.  I  zatrudnianie  polskich firm. Tak  by to też  prowadziło  do  rozwoju  naszych firm, a nie tych, nawet w sąsiednich krajach.

 

Kandydaci na Prezydenta RP 2020  sami  sobie, ale i narodowi i swoim potencjalnym wyborcom powinni odpowiedzieć przede wszystkim na proste pytanie: co zostanie po naszej prezydenturze?

 

Głosując na prezydenta, czy nie głosujemy na jego sposób widzenia spraw Polski? Czy kraj nad  Wisłą, pozbawiony inwestycji,  jest  dobrą  propozycją prezydencką? A  taka pustynia gospodarcza, czy to nie zapowiedź to  rozbijania Polski, jej potencjału i przerażająca idea, że  i tak będziemy uzależnieni od sąsiadów.

 

Andrzej Dramiński

A może totalny, medialny reset? – pyta ANDRZEJ DRAMIŃSKI

Kandydat na kandydata Koalicji Obywatelskiej w wyborach na Prezydenta Najjaśniejszej Rzeczypospolitej 2020, czyli Rafał Trzaskowski. Ostro, twardo i stanowczo jak na swoje pierwsze wystąpienie w niedzielę 17 maja. Chciało by się powiedzieć „totalne natarcie”. Komu dołożyć w pierwszym rzędzie?  Kto najbardziej przeszkadza politykom największego, jeszcze, ugrupowania opozycyjnego? Jak na ogranym, fatalnym schemacie. Wszystkiemu są winni: artyści, żurnaliści i cykliści. Z tego „składu” każdy sobie wybiera jak chce! No to buch w żurnalistów.  Z  impetem, ale i potężną butą.

 

„Śpieszcie się zadawać pytania, bo niewiele tygodni wam zostało” – powiedział kandydat KO na prezydenta Rafał Trzaskowski podczas tejże konferencji prasowej. To reakcja wyróżnionego polityka na pytania zadane przez redakcję TVP Info. Czyż tak nie mówi już teraz „namaszczony”  zwycięzca? Jeszcze nie został zarejestrowany, a już wie, że wygra! Nikt się teraz nie liczy. Tylko on!  A skoro tak, to po  co zadawać pytania? On i tak wie, że nie odpowie?

 

Dziennikarze TVP Info, czyli „reżimowej stacji” (jaka ona „reżimowa”, jak nie ma reżimu? A jak jest to trzeba to wykazać, a nie tylko robić chaos) nie uzyskali odpowiedzi na następujące pytania:

 

  1. Czy Mariusz Kozak-Zagozda – założyciel SokuZBuraka i obecny pracownik ratusza – będzie zaangażowany w kampanię wyborczą? Czy Trzaskowski może zapewnić, że nie?

 

  1. Co sztab Rafała Trzaskowskiego planuje zrobić́ ze 100 tys. długopisów, którymi będą zbierane podpisy? Czy jego zdaniem „mogą być zabójcze”, a jeśli tak, to czy zostaną zutylizowane lub poddane kwarantannie?

 

  1. W kampanii samorządowej Trzaskowski obiecywał montaż 100 punktów mierzących jakość powietrza. Dlaczego ta obietnica nie została zrealizowana?

 

  1. W kampanii samorządowej padły też obietnice dotyczące zieleni. – Stworzymy ponad 100 skwerów i małych parków, bo wiemy, jak ważna jest zieleń w walce ze smogiem – przekonywał polityk. Dlaczego nie spełnił tej obietnicy?

 

  1. W ostatnią środę Rafał Trzaskowski zapewniał, że nie będzie kandydatem na prezydenta RP, bo „zajmuje się Warszawą”, „naprawdę tej pracy jest dużo, właściwie od rana do wieczora” i nie opuści stolicy. Czy dziś może obiecać, że w przypadku wygranej wyborów prezydenckich, za kilka lat nie opuści urzędu np. dla wysokiego stanowiska w Brukseli?

 

  1. Czy podpisze jako prezydent ustawę o małżeństwach homoseksualnych i możliwości adopcji dzieci przez pary jednopłciowe? Tak/Nie? Dlaczego?

 

7.Czy podpisze Pan jako prezydent ustawę o wprowadzeniu euro w Polsce? Tak/Nie? Dlaczego?

 

Może kandydat na kandydata nie wie, że poprzez przedstawicieli mediów może kontaktować się z opinią publiczną. Może jeszcze jaśniej! To nie są prywatne wątpliwości żurnalistów! Nie zadają ich, gdyż  wydaje im się, że  trzeba o to pytać? To są zagadnienia interesujące obywateli. Także polityków  skupionych w Koalicji, było nie było, Obywatelskiej! To kto tu został zlekceważony? Dziennikarz?  Czy opinia społeczna? Można mieć nadzieję, że  ci wszyscy, którzy obserwowali te „wybuchową” scenę wyciągnęli wnioski, skoro to właśnie oni nie otrzymali żadnej informacji.

A  jak odpowiada  kandydat na kandydata Prezydenta RP?

 

„Śpieszcie się zadawać pytania, bo niewiele tygodni wam zostało”.

 

Jest to próba zastraszenia przez polityka KO dziennikarzy mediów publicznych, która nigdy nie powinna mieć miejsca bez względu na jego ocenę ich pracy – napisała dyrektor Jolanta Hajdasz w oświadczeniu Centrum Monitoringu Wolności Prasy Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.

 

W tej niezwykle aroganckiej odpowiedzi (okraszonej odpowiednią, lekceważącą miną) jest totalny bezsens. Kandydat mówi o zadawaniu pytań, a przecież na nie odpowiada. I nie ma nawet takiego zamiaru.  A  właściwie to co to znaczy „niewiele tygodni wam zostało”? Komu i do czego?  Czy nie jest to groźba?  Tak, groźba karalna w rozumieniu przepisów kodeksu karnego!  Bo co? Może  kandydat ma złe zamiary i chce im zrobić krzywdę? Szkodę? Do więzienia z nimi? Naprawdę powinien się nad tym zastanowić! I to głęboko!  A jeśli chodziło o ciąg dalszy, to wyliczał po chwili: zlikwiduje telewizję publiczną, stację TVP Info, program „Wiadomości” oraz publicystykę polityczną w telewizji publicznej.  Ale od razu dodał: Jeśli wygra wybory?  No, tak!  Świetne! A jak nie wygra?

 

Ale chodzi o rzecz ważniejszą?  To przyszły Prezydent RP, jeśli wygra, będzie likwidował publiczne mass media! Czy na tym polega bezstronność? Czy to będzie Prezydent wszystkich Polaków? Nie tylko temu kandydatowi tak uwierają media publiczne. A  przecież występują w nich (nikt nikomu nie zabrania, ani nie ogranicza) przedstawiciele wszystkich opcji politycznych: i  KO, i z lewa, i ludowcy i  tak zwani „niezależni”, o których nie wiadomo z  kim są powiązani, szczególnie finansowo.  Sami tego przecież nie ujawniają.  A  prywatne media?  Gdzie dzień po 10 maja 2020 r., gdy był konstytucyjny termin wyborów (tak, „konstytucyjny”, co wszyscy skrzętnie omijali, czyli obowiązujący wszystkich i wszystkie opcje niezależnie jak im to się podoba, czy nie!) program informacyjny zaczynał się „wybory-widmo” i parę jeszcze takich dosadności!  To jest obiektywne? I  działanie na rzecz wszystkich Polaków?

 

A może po wypowiedzi kandydata Rafała Trzaskowskiego ubiec go i  zrobić „totalny” (obojętnie z czym się to kojarzy!) reset mediów w Polsce! To wciąż nie jest dokończony temat jak prywatne stacje dokazują!  Codziennie!  I jak trzymają jedną stronę? Jak władza jest tylko be! I powtarzane w kółko jak jest źle, fatalnie, beznadziejnie! Naprawdę takie mieszanie może przyprawić o kompletny chaos.  A jaki jest wpływ ma obcy kapitał na gazety „terenowe”? Te najbliżej czytelników, w  „głębokiej” Polsce. I dla których właśnie te wrogo kapitałowe pisma, gazety stanowią jedyne źródło  wiedzy o Polsce!  Oczywiście, gdyby nie telewizja publiczna. Czy to nie zadanie do kolejnej konferencji w  Stowarzyszeniu Dziennikarzy Polskich? I robota dla  CMWP SDP? Nie chodzi o podrzucanie tematów, ale czy nie wymaga tego sytuacja?

 

Chyba nie możemy zawieść Rafała Trzaskowskiego?  Jemu taka solidna wiedza, gdy przegra też będzie niezbędna!

 

Andrzej Drmiński

 

 

Za późno – ANDRZEJ DRAMIŃSKI o chińskiej blokadzie informacyjnej

Czy właściwa informacja w odpowiednim czasie mogła zapobiec pandemii koronawirusa, która całkowicie zdezorganizowała nasze życie?

 

Wszystko jest informacją, co nadaje się do druku (All the news that’s fit to print). Ten swoisty drogowskaz znajduje się na pierwszej stronie także kwietniowych 2020 wydań „The New York Times”. Najkrócej mówiąc oznacza to, że  można  wydrukować  wszystko co  jest „właściwe” (appropriate), „odpowiada wymogom” (suitable) do przekazania danej informacji.

 

Wszystko zaczęło się  od  chińskiego Wuhan (ponad 11 milionów mieszkańców), stolicy prowincji Hubei. A w tej chwili mamy do czynienia z ogólnoświatową pandemią koronawirusa.  Czy zabrakło właściwej i przekazanej w odpowiednim momencie informacji? Czy można było tego wszystkiego uniknąć?  Jak podawało WHO wirus miał dotknąć niemalże wszystkie kraje świata? Bo tak się przecież stało.

 

Czy mogła pomóc fachowa wiedza? I właściwa, i w odpowiednim czasie przekazana informacja? To podstawa, właściwy fundament działalności dziennikarskiej?  Przecież jesteśmy na służbie społeczeństwa. Stąd też wynika i odpowiedzialność, jakże poważna,  środowiska dziennikarskiego.

 

Kiedy liczba zachorowań znacznie się zwiększała do  Chin zaproszono grupę naukowców.  Chodziło o profesjonalne rozpoznanie tego tak ważkiego tematu.  Ale Chińczycy wcale nie przekazywali informacji. Były jakieś  zabrania, konferencje.  Ale mówiono ogólnikowo. Nic z tego nie wyszło. Władze Wuhan utrzymywały na początku stycznia, że zarażenie następuje gdy był kontakt z zainfekowanymi zwierzętami. Ryby, nietoperze stanowią przysmaki kuchni chińskiej, czyli najlepiej ich nie spożywać. Władze lokalne zdecydowały się na zamknięcie targu rybnego w Wuhanie.

 

A może najbardziej winne są chińskie władze komunistyczne, największe ognisko czerwonej władzy na świecie? Stosujące przecież cenzurę, kłamliwą narrację, ukrywające prawdę. Do tej pory ofiarą było chińskie społeczeństwo.  A  obecnie ma być cały świat!

 

Dopiero 13 lutego 2020 r., gdy zagrożenie wirusem rosło i rosło w sposób geometryczny władze zmieniły przekaz. Czyli po prostu musiały (tak! właśnie m-u-s-i-a-ł-y) ujawnić prawdę. Sekretarz Komunistycznej Partii Chin w tymże Wuhanie Ma Guaqiang oświadczył, że władze powinny wcześniej i zdecydowanie skuteczniej zadziałać.

 

Fakty to potwierdzają. Nie zawiadomiono, nie przekazano uczciwych informacji w odpowiednim czasie. Przywódca Chin Xi Jinping zdecydowanie w pierwszych dniach stycznia 2020 r. doskonale wiedział o tym, co się dzieje w Wuhan. Gdyby wówczas  zostały ujawnione  właściwe informacje, wtedy mogłoby nie dojść do pandemii koronawirusa obejmującej bez mała całą kulę ziemską.  Stało się zupełnie inaczej. Władze wydały zezwolenie by celebrować chiński nowy rok, przypadający w lutym.  A  jak wiadomo  było to związane z  przemieszczaniem się olbrzymich mas Chińczyków. Mnóstwem rodzinnych podróży. Te noworoczne uroczystości chińskiego nowego roku mają  największe znaczenie. A ile osób się wtedy się ze sobą stykało, ile się zaraziło? To było prawie samobójcze obdzielanie się koronawirusem. No, ale jak komunistyczny dyktator  zarządził, to święta muszą być, ich celebracja także.  Bo pod  komunistycznym słońcem wszystko musi się toczyć swoim torem. „Wszystko normalnie” – chciałoby się powiedzieć. Mimo, że  urządzanie świąt w  sytuacji zagrożenia życia i to na taką skalę  jest kompletną głupotą. Nie mówiąc o odpowiedzialności.

 

A ostrzeżenia płynęły z wielu stron. W tym także z Chin. Znany jest przypadek dr Li Wenlianga.  A mianowicie już 30 grudnia 2019 r., czyli półtora miesiąca, zanim zdecydowały się na to władze, informował chińskich lekarzy za pośrednictwem komunikatora We-Chat, że  kilku pacjentów jest zainfekowanych. Jak twierdził  był to wirus podobny do znanego już poprzednio SARS.  A  jak była reakcja władz?  Do  domu przysłano policję. Zażądano, aby podpisał oświadczenie, że informacje, które stara się upowszechnić są…nieprawdziwe.

 

Mógł tego nie podpisać, bo przecież  doskonale wiedział o zagrożeniu dla Chin, ale i dla sąsiednich bliższych i dalszych społeczności.  Ale cały czas mówimy o komunistycznym społeczeństwie, komunistycznych zasadach, czerwonym zamordyźmie. Bo inaczej trudno to nazwać. I ten doktor to podpisał.  Może nie dlatego, że się bał.  Skutkiem mogły być sankcje komunistycznych władz.  Zagrożenie dotyczyło jego i 8 kolegów. Wieloletnie więzienie albo zesłanie na roboty przymusowe do obozu pracy. Czyli „zwykła”  praktyka  komunistycznego reżimu. I to nie tylko tego w Chinach, ale praktykowana wszędzie, gdzie  władza  komunistyczna terroryzuje  społeczeństwo. Tych 8 innych lekarzy także podpisało oświadczenie.

 

Dr Li Wenliang zmarł. Z jakiego powodu? W szpitali zaraził się koronawirusem. Po prostu w  chińskich szpitalach nie  zastosowano  jeszcze odpowiednich procedur ochronnych.

 

Komunistyczne władze nie przeprosiły. Hu Xijin, dziennikarz jednego z tabloidów „Global Times” napisał o  zmarłym lekarzu, iż „należy chronić osoby mające wrodzone poczucie dobra i zła i ujawniające opinii publicznej prawdę”.

 

No właśnie ujawnić opinii publicznej prawdę.

 

To jest oczywiste, że w Polsce wprowadzono pierwsze rozporządzenia dopiero 14 marca 2020 r. właśnie z powodu komunistycznych, chińskich kłamstw w pierwszym okresie najpierw epidemii, a  później pandemii.

 

Teraz czekamy na stopniowy, etapami powrót do normalności, do właściwego naszego życia. I pełne informacje o tym, co się dzieje w Polsce i na  świecie. Bo i u nas zdarzało się, że rzecznicy prasowi w szpitalach nie chcieli ujawniać wiadomości, czy i ilu lekarzy są nosicielami, a może nawet zachorowali na koronawirusa?

 

Sami padliśmy ofiarą informacji, wszystkiego, co się nadaje i co powinno zostać wydrukowane?

 

Andrzej  Dramiński

 

W poszukiwaniu sensu życia… – ANDRZEJ DRAMIŃSKI o roli telefonu zaufania

Nikt nie jest wyspą, całkowicie zdaną na siebie,

Każdy człowiek jest składnikiem kontynentu,

Częścią stałego lądu…

John Donne

 

                                            

Zostań w domu! Nie wychodź! Chyba, że jest to szczególnie uzasadnione! Konieczna potrzeba, np. zakupy by się najeść, by nie głodować! Albo po niezbędne lekarstwa do apteki. Nie kontaktuj się! Nie podchodź do innych ludzi. Najlepiej nie rozmawiaj.

W kolejkach zachowaj odstęp 1,5 metra lub więcej. Bo ostatecznie zalecano co najmniej 2 metry. Nasze ustabilizowane życie, dobre, bardziej dobre lub niepoukładane, rozbite i często złe stanęło na skraju czegoś dotychczas niewyobrażalnego…

 

Czy wszystko było dotychczas nie tak?! Nikt się tego nie spodziewał. To jakby urwał się film normalności. Co gorsze, sensu życia! Bo cóż ono warte, gdy jesteśmy zamknięci, bez możliwości szerokich kontaktów z innymi ludźmi. Normalną potrzebą człowieka. Każdego z nas. Do czego ma takie życie prowadzić?

No właśnie. Nadzieja okazuje się istotną potrzebą, a nie jej brak!

Kiedy pandemia koronawirusa się skończy? Nikt nie potrafi odpowiedzieć. Czy to koniec z nadzieją? Koniec z naszym życiem? A może skończyć je już teraz, odejść z tego padołu?

 

A gdy mąż codziennie bije swoją żonę, konkubent konkubinę? Bez litości. Tak, że mocno boli. I poniża kobietę. Zabiera jej ostatnie fragmenty godności? Rany z ciała znikną. Prędzej, czy później. Ale rany z duszy nigdy! Blizny pozostaną trwałe. A mieszkanie ma zaledwie 30 metrów kwadratowych, 2 ciasne pokoje. Przemoc rodzinna, także wobec bezbronnych dzieci i tak wszechobecna dostała nowe przyzwolenie? Lekarka dzwoni tuż przed Wielkanocą do placówki telefonu zaufania w rozpaczy. Mąż chory na Alzheimera nie potrafi zrozumieć, że nie może wyjść z domu. Upiera się. Dochodzi do rękoczynów. Coraz silniej ją bije. Ona nie widzi wyjścia w tej sytuacji. Nie może już tego wytrzymać! Ma czarne myśli!  Dla niej życie straciło wartość. Rozstać się z nim, z życiem?

 

Tak, mamy takie myśli, gdy stoimy pod ścianą. Gdy nie znajdujemy wyjścia. Czy wtedy naprawdę zostaje to jedno! Ostateczne! Zabrać sobie życie? Niech się to wszystko skończy!

 

Nie, na pewno nie! Winston Churchill, premier czasu wojny, gdy na głowy Brytyjczyków codziennie spadały tony niemieckich bomb, wokół pełno zburzonych domów, ruin, miał radę. Zaproszono go do szkoły by dodał uczniom otuchy. Stanął przed nimi i nie siląc się na kwiecistość powiedział:

-„Pamiętajcie. Nie poddawajcie się! Nigdy! Nigdy! Nigdy!”

 

Czy można przywrócić człowiekowi sens życia? I w ten sposób uratować…to życie? Bo najpierw musi być sens, by zrezygnowanej osobie przywrócić nadzieję i…wiarę, że warto żyć!

 

Jak można przekonać drugiego człowieka, że jednak warto żyć…?

–„Przypomina to wplatanie delikatnych nici czyjegoś przegranego życia  w trwałą osnowę sensu i odpowiedzialności”-pisał Viktor E. Frankl profesor neurologii i psychiatrii Uniwersytetu Wiedeńskiego, twórca trzeciej, wiedeńskiej szkoły psychoterapii (po psychoanalizie Freuda i psychologii indywidualnej Adlera) w „Człowiek w poszukiwaniu sensu” (wydawnictwo „Czarna owca” Warszawa 2019).

 

Chad Varah, anglikański pastor pragnął znaleźć sposób by uratować tych, którzy zamierzają zabrać swoje życie. Było to wtedy, gdy przeczytał, że w Londynie każdego dnia ginie kilka osób samobójczą śmiercią. Jak przerwać ten zaklęty krąg? Co zrobić? Jak znaleźć te osoby zanim zdecydują się na to najgorsze?

 

Był zawodowym terapeutą. Miał bardzo duże doświadczenie. Ono podpowiedziało mu, że mogą być to zgłoszenia telefoniczne.  Trzeba dać  ogłoszenie w  gazetach: „Zanim odejdziesz z tego świata, zadzwoń!”.

 

Każdy samobójca daje znaki. Chce ciepła, wsparcia drugiego człowieka. Tak, szuka ratunku! Telefony w podziemiach kościoła S. Stephen Walbrook w londyńskim City rozdzwoniły się. Spotkał się z dziennikarzami i opowiedział im o swoim pomyśle. To dziennikarze słysząc o czym opowiadał nazwali ruch „The Samaritans”-Samarytanie. Bo mieli skojarzenie z biblijnym Samarytaninem, który pochylił się nad chorym nieszczęśnikiem, gdy mijali go kapłan i inni bardziej powołani do udzielenia wsparcia. Chad szybko okrył, że używając tej samej metody, równie skutecznie pomagają osoby, które nazwał „osoby o serdecznych sercach” (kind-hearted people).

 

I sam się przekonał, że „Terapia słuchania” (The listening therapy) oraz „Zaprzyjaźnianie się” (Befriending): rozumiane jako przekazywanie empatii i serdeczności jednocześnie, stanowi tak silny impuls, że…dzwoniący odstępuje od swoich zamiarów pozbawienia się życia. Właśnie ta empatia połączona z  serdecznością wpływa na to, że chęć życia zwycięża.

 

A  jednocześnie to ulga, zmniejszenie stresu powoduje, że zdesperowana osoba dalej potrafi sama dać sobie radę w życiu.  Kontakt z telefonem zaufania jest niezbędny w tym najważniejszym momencie.  A  jednocześnie daje wolność do samodzielnego działania. Chad Varah w swojej książce „Zaprzyjaźnić się z samobójcą” (Befriending the Suicidal):

-„Samarytanie to ci, którzy chcą pomagać ludziom w znalezieniu przez nich, ich własnych odpowiedzi”.

 

A  na kolejnych stronach tej książki napisał:

-„Filozofia Samarytan oparta jest na szacunku i tolerancji dla innych”- pisał Chad Varah w swoich epokowych książkach.

 

Osobom zniewolonym w życiu, pozbawionym nadziei, czy pozytywnych myśli na polepszenie swojego losu, poddanym długotrwałej przemocy domowej przywrócenie godności poprzez kontakt w telefonem zaufania jest niezmiernie istotne. Taka filozofia działania pozwala na znajdowanie na nowo sensu życia.

Warto żyć! Z taką myślą dzwoniący kończą z nami rozmowę.

 

Przezwyciężanie samotności, poczucia izolacji to jedno z najważniejszych zadań jakie stoi przed społeczeństwem w okresie koronawirusa. Bo one wydatnie zwiększają dokuczliwość tej sytuacji. Myśl, że  Olsztyński Telefon Zaufania „Anonimowy Przyjaciel” jest otwarty na każde zgłoszenie przez 24 godziny, dostępny jest zawsze, gdy dana  osoba łaknie  tego kontaktu, to ważna myśl w przełamywaniu złych odczuć. Mimo izolacji nikt nie jest zapomniany.

Międzynarodowa Federacja Telefonów Zaufania (International Federation of Emergency Telephone Services-IFOTES) w tamtym roku poświęciła swój kongres tematowi „Odsuńmy od siebie samotność-budujmy bliższe więzy, relacje”. Może  właśnie czas pandemii jest tym okresem, gdy powinniśmy się nad  tym zastanowić?  Bo czy nasze dotychczasowe relacje: w domu, w miejscu pracy, wśród sąsiadów, a nawet przyjaciół były właściwe, odpowiednie? Profesor Anja Machielse z Uniwersytetu Studiów Humanistycznych w Utrechcie w Holandii podała znamienny przykład.  Zaszokował wszystkich. W centrum Rotterdamu, w jednym ze zwykłych szeregowców przez 10 lat nikt nie odkrył, że jedna z sąsiadek zmarła. I te 10 lat przebywała w swoim mieszkaniu, obok współmieszkańców. Nikt nie zapukał, nikt nie sprawdził, co się dzieje. Co myśleli? Miała córkę w innym mieście i wszyscy sądzili, że pojechała do niej. Po prostu. W odwiedziny. I tak było przez te 10 lat! Żadnego bliższego zainteresowania?! Czy taka znieczulica ma wciąż nami rządzić?

Przecież to tak jakby to się stało na jednym z osiedli w dużym mieście. I co? I dopiero w  2030 r. miało by się okazać, co się właściwie stało? Aż trudno w  to uwierzyć? Trudno pomyśleć, że  to jest także nasz świat? Jedna z osób związana z  telefonem zaufania powiedziała kiedyś:

-„Nie mówmy bez  przerwy jak zmienić świat! Zróbmy to!”.

 

Angielscy Samarytanie powtarzają, iż nie ma obcych wśród nas. Są wyłącznie przyjaciele których jeszcze nie spotkałeś.  Otwierajmy się bardziej na siebie.  Próbujmy rozumieć te nasze relacje, odnosić się do nich w inny sposób.

 

A może sens naszego życia zawiera się w tym jakie mamy relacje z innymi istotami ludzkimi?

-„Samotność to smutna rzeczywistość współczesnego życia”-powiedziała kiedyś Theresa May, była brytyjska premier.

W Wlk. Brytanii wypowiedziano walkę z izolacją społeczną. Okazało się, że 9 mln osób, ponad 1/6 populacji czuje się osamotniona. Powołano Ministerstwo ds. Samotności. W Polsce przybywa samotnych. Co piąty mieszkaniec naszego kraju cierpi z tego powodu.

-„Samotność może się rozprzestrzeniać”-stwierdza John T. Cacioppo, profesor z Chicago w „Journal of Personality and Social Psychology”.

 

I dalej pisze:

-„Nie jest stanem, który ogranicza się tylko do jednostki. Może przenosić się z jednej osoby na drugą. Nawet jeśli nie miały ze sobą bezpośredniego kontaktu…”.

 

Inny badacz Nicholas A. Christakis, profesor medycyny i socjologii medycznej w Harvard Medical School określał to w ten sposób:

-„Emocje człowieka, które wydają się czymś tak osobistym, funkcjonują tez na poziomie zbiorowości. I mają olbrzymi wpływ na rzesze innych ludzi”.

 

Profesor Stanley Wasserman z Uniwersytetu Indiana utrzymuje:

-„Przez lata lekarze i naukowcy myśleli o człowieku jako o wyizolowanej istocie. Obecnie wiemy, że ludzie, którymi się otaczamy, mogą mieć wielki wpływ na nasze samopoczucie zarówno fizyczne jak i psychiczne”.

A prof. N.A. Christakis sugeruje, że pomagając ludziom samotnym tak naprawdę:

-„Nie pomagamy pojedyńczej osobie, ale stabilizujemy całą sieć”.

I to jest też zadanie telefonu zaufania. Pandemia koronawirusa na pewno minie. Nawet taki stan światowego zagrożenia i sterroryzowania społeczeństw nie będzie trwał wiecznie!

 

I choć świat nie będzie taki sam, ale  potrzeba ciepłego kontaktu, przytulenia serdecznym słowem drugiego człowieka pozostanie!

 

  Andrzej Dramiński

 

Placówki TZ w Polsce działające całą dobę: Olsztyński Telefon Zaufania „Anonimowy Przyjaciel”:89/192 88 oraz 89/527 00 00 i Katolicki Telefon Zaufania w Katowicach 32/253 05 00