Nie ma zgody na odtajnienie. Rozprawa z art. 212 z powództwa marszałka Senatu przeciwko red. Tomaszowi Sakiewiczowi

Tomasz Grodzki, marszałek Senatu  stawił się wczoraj  (7 kwietnia br.) w Sądzie Rejonowym Warszawa Wola, gdzie jako strona pozywająca miał być przesłuchany  w procesie , jaki wytoczył red. Tomaszowi Sakiewiczowi w związku z publikacjami na temat afery korupcyjnej w szpitalu w Szczecinie z czasów, gdy polityk nim kierował.  Red. Tomasz Sakiewicz został oskarżony z art. 212 kk z powództwa prywatnego Tomasza Grodzkiego, który nie zgadza się na odtajnienie procesu. W związku z tym nie możemy napisać, czy i  co zeznał marszałek Tomasz Grodzki w tym procesie, ani nie możemy relacjonować tego, co dzieje się na sali rozpraw, mimo iż sprawa objęta jest monitoringiem CMWP SDP.  Kolejna wyznaczona została na 7 czerwca . 

Jak napisała Gazeta Polska Codziennie,  redaktor Tomasz Sakiewicz po raz kolejny zaapelował wczoraj o odtajnienie rozprawy.  Apeluję o odtajnienie tej rozprawy, bo to są niezwykle ważne rzeczy. Skoro marszałek Grodzki, jak twierdzi, jest niewinny i nigdy nie brał żadnych łapówek, pierwszy powinien chcieć pokazać, że nie ma nic do ukrycia w tej sprawie. Zupełnie nie rozumiem tego zachowania – stwierdził. – Tak samo apeluję do niego o zgodę na uchylenie immunitetu, bo przecież jako człowiek niewinny bez trudu wykaże, że te 200 osób, które zeznawało w prokuraturze, się pomyliło – dodał w rozmowie z „Gazetą Polską Codziennie”.

Marszałek Senatu oskarża redaktora naczelnego „Gazety Polskiej” o pomówienie i narażanie na utratę zaufania społecznego poprzez publikowanie na swoim profilu Twitter, a także w mediach Strefy Wolnego Słowa wypowiedzi rzekomo kłamliwych i krzywdzących dla Tomasza Grodzkiego. Redaktor Tomasz Sakiewicz wielokrotnie odnosił się bowiem do głośnej afery korupcyjnej z udziałem Tomasza Grodzkiego – który jako ordynator i dyrektor Oddziału Klinicznego Chirurgii Klatki Piersiowej szpitala w Szczecinie-Zdunowie miał (jak twierdzi Prokuratura) od swoich pacjentów i ich rodzin przyjmować pieniądze za świadczone tam usługi  nazywając go m. in. zwykłym łapówkarzem. Marszałek Senatu zaprzecza  zarzutom dotyczącym czerpania nielegalnych korzyści majątkowych. 22 marca 2021 r. do Senatu trafił  wniosek  Prokuratury Regionalnej w Szczecinie o uchylenie immunitetu Marszałka Grodzkiego, który  do tej pory nie został przez niego poddany głosowaniu senatorów. Wg  prokuratury Tomasz Grodzki w latach 2006-12 jako ordynator i dyrektor Oddziału Klinicznego Chirurgii Klatki Piersiowej szpitala w Szczecinie-Zdunowie brał pieniądze od pacjentów, których miał operować. Prokuratura zamierza postawić Tomaszowi Grodzkiemu cztery zarzuty przyjęcia korzyści majątkowych  – w latach 2006, 2009 i 2012 roku. Zarzuty te zostały postawione na podstawie zeznań około 200 świadków, którzy mówili o korupcyjnym procederze polityka. Część z tych zeznań ze względu na upływ czasu przedawniła się i nie może mieć  charakteru procesowego.  W marcu b.r. senatorowie Prawa i Sprawiedliwości złożyli wniosek o odwołanie polityka z funkcji marszałka Senatu. Jest to reakcja na skandaliczne słowa polityka, który zarzucił Polsce finansowane zbrodniczych działań Rosji.  Wszystko wskazuje na to, że wniosek ten będzie rozpatrywany na posiedzeniu zaplanowanym na 12−13 kwietnia.

Redaktor Tomasz Sakiewicz został oskarżony przez  Marszałka Senatu Tomasza Grodzkiego o to, iż  6 stycznia 2020 r. za pośrednictwem portalu społecznościowego Twitter miał go pomówić  o postępowanie i właściwości, które mogły go poniżyć w opinii publicznej i narazić na utratę zaufania niezbędnego dla Marszałka Senatu RP. Chodzi o wpis: Platforma już głupiej nie potrafi bronić Grodzkiego niż twierdzić, iż ktoś przekupuje świadków. Są ich dziesiątki, o łapówkach wiedziały setki osób. A Grodzki jeszcze będzie miał sprawę o fałszywe zawiadomienie. Druga wypowiedź, która stała się przyczyną niniejszego pozwu to  wypowiedź red. Tomasza Sakiewicza w programie TV Republika 10 stycznia 2020 r.:  Kiedy ktoś, kto jest po prostu zwykłym łapówkarzem porównuje siebie, a ponosi konsekwencje ohydnej, po prostu ohydnej działalności, no to tylko poziom tej ohydy rośnie. Nic więcej nie da się w tej sprawie powiedzieć, to po prostu obrzydliwy facet. 

Sprawa zaczęła się od wpisu na Facebooku prof. Agnieszki Popieli, pracownika naukowego Uniwersytetu Szczecińskiego , która w listopadzie 2019 r. napisała na swoim profilu:  Masakra. Pan profesor Grodzki kandydatem na Marszałka Senatu. Jak moja Mama umierała, to trzeba było dać 500 dolarów za operację. Podobno na czasopisma medyczne. Faktury ani rachunku nie dostałam. Nigdy tego nie zapomnę. Sprawę opisały media , m.in. Radio Szczecin i  tygodnik Gazeta Polska. CMWP SDP  broniło prof. Agnieszkę Popielę publicznie , po tym gdy za w/w wpis zostało wszczęte przeciwko niej postępowanie dyscyplinarne na Uniwersytecie Szczecińskim. (Czytaj TUTAJ).

Prokuratura zamierza postawić Tomaszowi Grodzkiemu cztery zarzuty przyjęcia korzyści majątkowych  – w latach 2006, 2009 i 2012 roku. Jak wynika z ustaleń śledztwa, korzyści majątkowe w postaci pieniędzy w złotówkach i dolarach – w wysokości od 1500 do 7000 zł – lekarz przyjmował w kopertach. W zamian zobowiązywał się do osobistego przeprowadzenia operacji lub ich szybkiego wykonania, a także do zapewnienia dobrej opieki lekarskiej.W toku postępowania przygotowawczego ustalono, że w marcu 2012 r. Tomasz Grodzki przyjął 7 000 zł od żony starszego mężczyzny chorującego na nowotwór za osobiste przeprowadzenie operacji. We wrześniu 2009 r. Tomasz Grodzki zażądał od pacjenta za przyspieszenie operacji kwoty 10 000 zł. Pacjent przed operacją przekazał lekarzowi 3 000 złotych i 500 dolarów. Do zapłaty pozostałej części nie doszło, ponieważ po operacji u pacjenta wystąpiły komplikacje zdrowotne i lekarz nie upomniał się o drugą transzę pieniędzy. Z materiału dowodowego wynika również, że w marcu 2009 r. Tomasz Grodzki przyjmując innego pacjenta w prywatnym gabinecie miał poinformować go, że może osobiście operować w publicznym szpitalu w zamian za korzyść majątkową. Podczas kolejnej wizyty pacjent przekazał lekarzowi kopertę z 2000 zł w zamian za osobiste przeprowadzenie zabiegu operacyjnego przez Tomasza Grodzkiego. Miał on też przyjąć w maju 2006 roku korzyść majątkową w wysokości 1500 zł od syna jednego z pacjentów w zamian za zapewnienie mu dobrej opieki.

Z zeznań świadków wynika, że na oddziale szpitalnym wiedza o tym, że doktor Grodzki przyjmuje łapówki była powszechna. Panowało również przekonanie, że uiszczenie łapówki jest konieczne, aby pacjent był dobrze leczony. W toku postępowania prokuratura przesłuchała 15 świadków spośród pacjentów hospitalizowanych na oddziale kierowanym przez Tomasza Grodzkiego oraz członków ich rodzin, według których lekarz przyjmował od nich korzyści majątkowe także przed 2006 rokiem. Przestępstwa te uległy przedawnieniu, ale zeznania są ważnym dowodem dla oceny wiarygodności świadków, którzy zeznawali na okoliczność zdarzeń objętych zarzutami.
Komunikat Prokuratury TUTAJ.
Senat RP do tej pory nie zajął się sprawą uchylenia immunitetu Marszałka Tomasza Grodzkiego.

Zapowiedź zakończenia „procesu ochroniarzy” w sprawie dotyczącej zabójstwa red. Jarosława Ziętary

Zbliża się zakończenie „procesu ochroniarzy”  w sprawie dotyczącej zabójstwa redaktora Jarosława Ziętary. Na rozprawie 13 maja ma zostać zamknięty przewód sądowy,  a strony zostały poproszone o przygotowanie na tę rozprawę mów końcowych.  Sławomir Szymański, sędzia sprawozdawca w tym procesie, zapowiedział także,  że być może uda się wówczas ogłosić wyrok w tej sprawie.

 28 marca br. w poznańskim Sądzie Okręgowym odbyła się prawdopodobnie jedna z ostatnich rozpraw w procesie, w którym oskarża się Mirosława R. pseudonim Ryba oraz Dariusza L. pseudonim Lala o  uprowadzenie, pozbawienie wolności i pomocnictwo w zabójstwie dziennikarza Gazety Poznańskiej Jarosława Ziętary. Oskarżeni to byli ochroniarze nieistniejącego już holdingu Elektromis. Obaj mężczyźni nie przyznają się do winy.  Proces trwa czwarty rok.  Od  początku czyli od 2019 r. jest objęty obserwacją Centrum Monitoringu Wolności Prasy Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, w imieniu którego w rozprawach uczestniczy red. Aleksandra Tabaczyńska.

Tego dnia przed sądem zeznawało dwóch świadków. Pierwszy to odbywający karę pozbawienia wolności, 66 letni świadek incognito. Wypowiedź mężczyzny słyszana była za pośrednictwem telefonu, a głos był zniekształcony przez modulator. Przesłuchanie odbyło się bez wizji. Świadek stwierdził, że o Jarosławie Ziętarze wiedzę pozyskał od Aleksandra Gawronika w latach 2003 do 2005.

— Byłego senatora poznałem w areszcie śledczym w Katowicach. Razem chodziliśmy na spacery, dużo rozmawialiśmy. Sens jego wypowiedzi był taki, że to on zlecił porwanie dziennikarza. Porwania miał dokonać Mirosław R., ochroniarz z Elektromisu.

Według świadka, właściciel pierwszych kantorów w Polsce, twierdził, że bez jego wiedzy żadne interesy w Poznaniu nie mogły się odbywać. Jednak więźniowie uważali go za konfabulanta, który się przechwalał, że wszystko miał i wszystko wie. Zdarzało się też, że udowadniano Gawronikowi, iż w danym czasie nie mógł mieć konkretnej marki samochodu, bo jej jeszcze nie było na rynku.  Świadek mówił nie tylko o zbrodni na Ziętarze, ale także o zagadkowym zgonie trzeciego ochroniarza z Elektromisu Romana K. o pseudonimie Kapela, który również miał brać udział w porwaniu dziennikarza. Opowiedział także o okolicznościach kupna domu przez oskarżonego Rybę. Jako druga zeznawała wdowa po dziennikarzu Zbigniewie Szymańskim, który podpisywał się pseudonimem „Żuk”. 88 letnia kobieta stwierdziła, że nie pamięta szczegółów sprawy zniknięcia Jarosława Ziętary, wcześniejsze zdarzenia też już zatarł czas, a wszystkie dokumenty, które zostały po zmarłym mężu spaliła i nie ma już do czego sięgnąć.  

Na zakończenie rozprawy o głos poprosił oskarżony Mirosław R., który stwierdził, że  wszystko co mówił świadek incognito jest nieprawdą. Domyślam się kto to jest. To były policjant, teraz kryminalista i zakała policji. Nigdy nie rozmawiałem z Gawronikiem i nie znam go osobiście do dziś. Dom, o którym była mowa w zeznaniach zakupiłem sprzedając mieszkanie własnościowe i mercedesa.

Na koniec tej rozprawy sąd zapowiedział, że proces oskarżonych „Lali” i „Ryby” zmierza ku końcowi. Kolejna rozprawa zaplanowana jest na 13 maja, wówczas mają zostać wygłoszone mowy końcowe, być może zapadnie również wyrok.


Według krakowskiej prokuratury, 24-letni dziennikarz Jarosław Ziętara został porwany 1 września 1992 r. Rano wyszedł do pracy w redakcji „Gazety Poznańskiej” i nigdy do niej nie dotarł. Porywaczami, według śledczych, byli trzej ochroniarze potężnej wówczas firmy Elektromis o pseudonimach;  Ryba, Kapela i Lala. Mężczyźni, którzy mieli być przebrani za policjantów, podjechali samochodem podobnym do radiowozu, do którego miał wsiąść Ziętara. Następnie porywacze mieli przekazać Ziętarę nieustalonym zabójcom. Ryba i Kapela po tym jak skończyli karierę judoków w milicyjnym klubie sportowym „Olimpia”, przez pewien czas służyli w milicji, a potem w policji. Ciała zamordowanego dziennikarza do tej pory nie udało się odszukać. W 1999 r. Jarosław Ziętara został sądownie uznany za zmarłego.

Miesiąc temu,  24 lutego br. w procesie Aleksandra Gawronika, poznański Sąd Okręgowy uniewinnił go od oskarżeń prokuratury. Wyrok jest nieprawomocny, prokurator Piotr Kosmaty zapowiedział złożenie apelacji.

CMWP SDP w obronie red. Anety Urbanowicz z „Tygodnika Zamojskiego” oskarżonej z art. 212kk . Opinia „amicus curiae”

W związku z postępowaniem toczącym się przed Sądem Rejonowym w Zamościu przeciwko red. Anecie Urbanowicz, Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP przesłało do sądu  swoją opinię w charakterze instytucji „amicus curiae”.  Sprawa objęta jest monitoringiem CMWP SDP, jej obserwatorem jest. red. Andrzej Klimczak.

W ocenie CMWP SDP akt oskarżenia wniesiony przeciwko red. A. Urbanowicz należy  zakwalifikować jako tzw. SLAPP (strategic lawsuit against public participation), tzn. akcję procesową formalnie legalną, ale zmierzającą do faktycznego ograniczenia wolności słowa poprzez zniechęcenie oskarżonej dziennikarki do podejmowania krytyki oskarżycielki prywatnej. Tego rodzaju działania nie służą założonym przez ustawodawcę celom postępowania karnego, gdyż powodują tłumienie krytyki, która stanowi niezbędny element społeczeństwa obywatelskiego. Ewentualne skazanie red. A. Urbanowicz spowodowałoby tzw. efekt mrożący, co byłoby nie do pogodzenia z funkcjami, jakie w państwie prawa powinna pełnić prasa. Przyczyniłoby się  również do niszczenia wolnej debaty, godząc w jeden z fundamentów porządku prawnego Rzeczypospolitej Polskiej, jakim jest wolność słowa. 

Redaktor Aneta Urbanowicz z Tygodnika Zamojskiego  w 2019 roku  opisała niezgodne z prawem działania wicedyrektor lubelskiej Agencji Rozwoju i Modernizacji Rolnictwa. Dziennikarka napisała, iż w roku 2017 wicedyrektor ARiMR, będąca właścicielką gospodarstwa rolnego, zawyżała jego powierzchnię we wnioskach składanych do Agencji, co powodowało bezprawne zwiększenie przysługujących  jej dopłat, a co wykazała przeprowadzona w Agencji kontrola.  Ponadto  wicedyrektor w  kolejnych latach nie wyłączyła siebie z podejmowania decyzji administracyjnych we własnej sprawie. Red. Aneta Urbanowicz w swoim materiale opisała również stosunki pomiędzy byłą dyrektor, a podwładnymi, określającymi jej zachowanie jako apodyktyczne. W materiale prasowym pojawiły się również inne informacje dotyczące pozaprawnych działań byłej zastępczyni dyrektora ARiMR w Lublinie. Pracownicy lubelskiej agencji ujawnili na przykład, że zastępczyni dyrektora do pracy zabierała swojego psa, a jej podwładni w godzinach pracy musieli wyprowadzać go na spacery. Materiał opublikowany w Tygodniku Zamojskim spowodował, że zastępczyni dyrektora lubelskiej ARiMR założyła przed dwoma laty sprawę przeciw dziennikarce.

W skierowanym do tut. Sądu prywatnym akcie oskarżenia pełnomocnik Pani Anny Kusiak przedstawił zarzuty, iż Aneta Urbanowicz jako autorka artykułu pt. „Nie porządzi” opublikowanego w gazecie „Tygodnik Zamojski” w wydaniu z dnia 6 listopada 2019 r. oraz zamieszczonego na stronie internetowej www.tygodnikzamojski.pl za pomocą środków masowego komunikowania pomówiła Annę Kusiak poprzez opublikowanie nieprawdziwych informacji. Jako podstawę prawną zarzutu pełnomocnik oskarżycielki powołał art. 212 § 1 k.k. w zw. z art. 212 § 2 k.k.

Oceniając inkryminowane artykuły prasowe pod kątem kryteriów określonych przepisami ustawy – Prawo prasowe należy zwrócić uwagę na status oskarżycielki jako osoby publicznej. Z ogólnodostępnych informacji wynika, że oskarżycielka od lat jest aktywnym członkiem struktur jednej z ogólnopolskich partii politycznych w powiecie hrubieszowskim. Ubiegała się o mandat do lubelskiego sejmiku, a także startowała w wyborach parlamentarnych. W 2016 r. została zastępcą dyrektora Lubelskiego Oddziału Regionalnego Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa (ARiMR). Innymi słowy, jest politykiem i urzędnikiem, a kluczowe kwestie poruszone w treści artykułów prasowych dotyczyły jej działań w czasie pełnienia przez nią wysokiej funkcji w organie administracji publicznej. Powyższe fakty są ważne, ponieważ w tym kontekście analizowanie kwestii związanych z działalnością oskarżycielki należy do ustawowych zadań prasy. Działania osoby publicznej, a szczególnie urzędnika powinny być w pełni transparentne, jako że mają służyć należytemu funkcjonowaniu organów administracji publicznej. Z założenia budzą więc zainteresowanie lokalnej społeczności, którą informują i której opinię wyrażają m. in. dziennikarze. Wyjaśnianie czytelnikom tego rodzaju zagadnień leży w interesie społecznym, bowiem jest jednym z warunków prawidłowego funkcjonowania demokratycznego społeczeństwa. Dodać należy, że opisane przez dziennikarkę zdarzenia mogły wzbudzić poważne wątpliwości w zasadzie u każdego przeciętnego odbiorcy. Oczekiwanie od opinii publicznej (czyli dziennikarza, który ją reprezentuje) braku zainteresowania tym tematem stanowiłoby przejaw niezrozumienia społecznej funkcji prasy.

Zasadniczym przedmiotem zarzutów prasowych były działania oskarżycielki w ARiMR w Lublinie w czasie, gdy pełniła ona tam funkcję zastępcy dyrektora. Zwraca uwagę fakt, iż mimo zaprzeczenia przez p. Annę Kusiak złożenia wniosku o dopłaty w ARiMR, w odpowiedzi na akt oskarżenia red. A. Urbanowicz wskazała, iż w świetle uzyskanych przez nią informacji i dowodów oskarżycielka taki wniosek miała jednak złożyć, o czym świadczy np. jej numer telefonu podany w aplikacji informatycznej obsługującej wnioski o dopłaty z ARiMR. Ponadto A. Urbanowicz podniosła też, że dysponuje dowodami rzeczowymi i osobowymi na okoliczność nieprawidłowego zachowania oskarżycielki w czasie pełnienia przez nią obowiązków służbowych (m. in. apodyktyczność, wydawanie poleceń niezwiązanych z pracą itp.). CMWP nie może się wypowiedzieć w kwestii wartości tych twierdzeń i dowodów, jako że ich ocena procesowa należy do Sądu. Jednakże kwestia ta ma kluczowe znaczenie z punktu widzenia karnoprawnej odpowiedzialności oskarżonej. Z utrwalonego orzecznictwa sądowego wynika bowiem, że dziennikarz nie jest obowiązany do przeprowadzenia dowodu prawdy opublikowanych twierdzeń, a jedynie do wykazania, iż dochował wymogów wynikających z przepisów ustawy – Prawo prasowe, tj. działał z zachowaniem szczególnej staranności oraz z uwzględnieniem zasad dziennikarskiej etyki zawodowej. Tak jest na gruncie prawa cywilnego, a tym bardziej – karnego, gdyż ma kluczowy wpływ na kwestię winy, która w prawie karnym jest ujmowana w sposób znacznie węższy. W tym przypadku nie można red. A. Urbanowicz zarzucić pominięcia istotnych dla sprawy dowodów. Przy czym rozstrzygający powinien być fakt, iż w/w zwróciła się do oskarżycielki chcąc jej umożliwić wypowiedzenie się co do zastrzeżeń zawartych w zamierzonej publikacji. Ta jednak nie chciała rozmawiać, wskutek czego sama pozbawiła się wpływu na treść publikacji. Ma to istotne znaczenie, bowiem ostatecznie nie wiadomo, czy w przypadku przeprowadzenia takiej rozmowy (albo przynajmniej innego kontaktu zwrotnego ze strony oskarżycielki) opublikowane materiały prasowe miałyby identyczne brzmienie. Oskarżycielka sama utrudniła prasie wykonanie jej ustawowego zadania i jak się wydaje, zadziałała zarówno wbrew interesowi społecznemu, jak i własnemu.

Podsumowując, oskarżycielka piastując ważne stanowisko publiczne powinna liczyć się także z negatywnymi ocenami swojej osoby i działalności. Od osoby pełniącej wysoką funkcję w organie administracji opinia społeczna może oczekiwać jednoznacznej postawy etycznej. Ocena postępowania oskarżycielki wykraczałaby poza ramy niniejszej opinii. Niemniej, skoro pojawiły się wątpliwości dotyczące jej osoby, do zadań dziennikarzy należy wyświetlanie tego rodzaju spraw i przedstawianie opinii publicznej swojego stanowiska. Od takich osób opinia publiczna ma bowiem prawo wymagać znacznie więcej, niż od przeciętnego obywatela. Jeżeli ich postępowanie budzi wątpliwości i nie jest dla społeczności lokalnej transparentne (abstrahując od trafności takich przypuszczeń lub ocen), we własnym interesie powinni dążyć do wyjaśnienia sytuacji. Jeżeli dziennikarz ma trudności z uzyskaniem odpowiedzi na zadawane pytania (co miało miejsce w niniejszej sprawie), błędne jest założenie, że miałby on z tego powodu odstąpić od interwencji prasowej.  Oczekiwanie, by prasa nie poruszała tematów kontrowersyjnych tylko dlatego, że dziennikarz nie może w chwili publikacji przedstawić czytelnikom „twardego” dowodu na jakąś okoliczność, byłoby mylne i kłóciło się z utrwalonymi w Europie standardami wolności słowa.  W tym kontekście akt oskarżenia wniesiony przeciwko red. A. Urbanowicz należy  zakwalifikować jako tzw. SLAPP (strategic lawsuit against public participation), tzn. akcję procesową formalnie legalną, ale zmierzającą do faktycznego ograniczenia wolności słowa poprzez zniechęcenie oskarżonej dziennikarki do podejmowania krytyki oskarżycielki prywatnej. Tego rodzaju działania nie służą założonym przez ustawodawcę celom postępowania karnego, gdyż powodują tłumienie krytyki, która stanowi niezbędny element społeczeństwa obywatelskiego. Ostateczna ocena w/w aspektu sprawy należy do Sądu. Niemniej, należy wskazać, że ewentualne skazanie red. A. Urbanowicz spowodowałoby tzw. efekt mrożący, co byłoby nie do pogodzenia z funkcjami, jakie w państwie prawa powinna pełnić prasa. Przyczyniłoby si również do niszczenia wolnej debaty, godząc w jeden z fundamentów porządku prawnego Rzeczypospolitej Polskiej, jakim jest wolność słowa.

Opinię amicus curiae podpisali i sporządzili dr Jolanta Hajdasz, dyrektor CMWP SDP oraz Michał Ł. Jaszewski, doradca SDP ds. prawnych.

Protest CMWP SDP przeciwko skazaniu Lidii Kochanowicz Mańk za rzekome nieudzielenie informacji publicznej

CMWP SDP stanowczo protestuje przeciwko skazaniu pani Lidii Kochanowicz Mańk, dyrektor finansowej Fundacji Lux Veritatis w procesie karnym za rzekome nieujawnienie informacji publicznej stowarzyszeniu Sieć Obywatelska Watchdog Polska i apeluje o jego uchylenie. 

Sąd Rejonowy Warszawa Wola skazał dyrektor finansową Fundacji Lux veritatis , nadawcy TV Trwam  na trzy miesiące pozbawienia wolności w zawieszeniu na rok, 3 tys. zł grzywny oraz zobowiązał ją do udostępnienia informacji publicznej, o którą wnioskowało w/w stowarzyszenie. W 2016 roku skierowało ono subsydiarny akt oskarżenia przeciwko Ojcu dr. Tadeuszowi Rydzykowi CSsR, Ojcu Janowi Królowi CSsR oraz  Lidii Kochanowicz-Mańk, jako członkom zarządu Fundacji Lux Veritatis. 24 marca 2022 r. sąd uniewinnił o. Tadeusza Rydzyka i o. Jana Króla,  za winną uznał jedynie p. Lidię Kochanowicz Mańk.

W ocenie CMWP SDP kara ta jest nieuzasadniona i niewspółmiernie wysoka w stosunku do rzekomego przewinienia. Postępowanie karne w tej sprawie było pozbawione podstaw formalnych i merytorycznych, a wszystkie oskarżone osoby nie popełniły zarzucanego im czynu. W zakresie wymaganym prawem została udzielona odpowiedź stowarzyszeniu Watchdog, co potwierdziły wcześniejsze decyzje organów wymiaru sprawiedliwości  (prokuratury), które odmówiły wszczęcia postępowania w tej sprawie oraz umorzyły postępowanie. W tej sprawie w pierwszej i drugiej instancji wypowiedział się wcześniej także sąd administracyjny, który uznał odpowiedź udzieloną przez Fundację Lux Veritatis za prawidłową.

CMWP SDP  podkreśla także, iż  przyjęta przez Sieć Obywatelską Watchdog Polska główna podstawa prawna oskarżenia, tj. art. 23 Ustawy o dostępie do informacji publicznej, jest obecnie na wniosek Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego przedmiotem kontroli jej zgodności z Konstytucją RP  przez Trybunał Konstytucyjny. Obecnie ustawa nie określa precyzyjnie, co jest informacją publiczną i w jakim zakresie ma ona być udzielana. Postępowanie karne, jakim poddano założycieli Fundacji Lux Veritatis, pokazuje więc jednoznacznie, iż obecne przepisy łatwo mogą być wykorzystane przeciwko konstytucyjnym prawom i wolności człowieka. Wyrok budzi zdziwienie tym bardziej, że Sieć Obywatelska Watchdog Polska nie posiada statusu podmiotu pokrzywdzonego w tej sprawie, w związku z czym złożony przez nią subsydiarny akt oskarżenia w ocenie wielu prawników w ogóle nie powinien podlegać rozpoznaniu z uwagi na brak legitymacji do jego złożenia.

CMWP SDP zwraca tym uwagę na fakt, że nie powinno dokonywać się oceny prawnokarnej działalności p. Lidii Kochanowicz Mańk wyłącznie z punktu widzenia wersji przedstawionej przez oskarżenie, równocześnie abstrahując od realnej oceny działań oskarżyciela – stowarzyszenia Sieć Obywatelska Watchdog Polska, a także od szerszego kontekstu społecznego sprawy. Fundacja Lux Veritatis jest m.in. nadawcą TV Trwam, jedynej w Polsce katolickiej telewizji nadającej program w sposób naziemny. W ocenie CMWP atak medialny na kierownictwo fundacji – na Ojca dr. Tadeusza Rydzyka CSsR, Ojca Jana Króla CSsR i Panią Lidię Kochanowicz-Mańk oraz wytoczony im proces miał podważyć zaufanie opinii publicznej do nich i do prowadzonych przez nich medialnych przedsięwzięć. Warto dostrzec, iż stowarzyszenie, które w tak kontrowersyjny sposób zaatakowało katolickiego nadawcę, poprzez procedowanie tej sprawy uzyskało nieograniczony dostęp do przekazów w mediach z oczywistych powodów zainteresowanych opiniotwórczym medium , jakim jest TV Trwam i związane z nim równie znaczącego  na polskim rynku medialnym Radia Maryja. Nie bez znaczenia jest przy tym także charyzma i popularność oskarżonych osób, znanych powszechnie w Polsce w stopniu o wiele większym niż organizacja, która ich oskarżyła o rzekome nieudzielenie informacji publicznej. Proces i wyrok w tej sprawie zapewnił organizacji Watchdog Polska nieodpłatną kampanię reklamową i promocyjną, co przekłada się na popularność chociażby w czasie zabiegania o pieniądze podatników z tzw. 1 procenta, bo stowarzyszenie Watchdog jest organizacją pożytku publicznego. Miało więc ono w prowadzeniu tego procesu także swój konkretny wymierny finansowo interes. Nie bez znaczenia dla tej sprawy jest także sposób, w jakich stowarzyszenie informuje opinię publiczną o swoich finansach przekazując wyjątkowo szczątkowo informacje o znaczących sumach uzyskiwanych przez nie od podmiotów zagranicznych. Niektóre z nich działają na arenie międzynarodowej w kontrowersyjny sposób, usiłując wpływać na bieg spraw politycznych i gospodarczych w danym kraju, trudno więc w tej sprawie nie dostrzegać i tej zadziwiającej koincydencji – Watchdog Polska wymaga od innej organizacji  drobiazgowej informacji finansowej, podczas gdy swoje finanse ujawnia opinii publicznej w wyjątkowo ogólnikowy sposób.

Ze względu na udział w tej sprawie podmiotu medialnego CMWP SDP objęło tę sprawę monitoringiem i stoi na stanowisku, że wyrok ten narusza także międzynarodowe standardy wolności słowa i powinien zostać uchylony.

CMWP SDP zapewnia, iż w przypadku złożenia apelacji od wyroku udzieli wsparcia skazanej osobie i reprezentowanej przez nią instytucji.

dr Jolanta Hajdasz, dyr. CMWP SDP

Warszawa, 25 marca 2022 r.

Ekipa TVP 3 Łódź niewpuszczona na konferencję w Urzędzie Miasta Łodzi. Protest CMWP SDP

CMWP SDP stanowczo protestuje przeciwko odmowie udzielania informacji i nie dopuszczanie do uczestnictwa w konferencji  prasowej  Prezydenta Miasta Łodzi dziennikarzy TVP 3 Łódź. Jest to naruszenie konstytucyjnej zasady wolności słowa i dostępu do informacji, która szczególnie obowiązuje władze publiczne każdego szczebla.

Ekipa łódzkiego oddziału Telewizji Polskiej nie została wpuszczona na konferencję prasową w łódzkim Urzędzie Miasta 14 lutego b.r. Nie dostaliście zaproszenia od nas, nie zapraszamy was na tę konferencję – wypowiada się w telewizyjnym nagraniu emitowanym w TVP Łódź rzecznik prasowy prezydent miasta Marcin Masłowski. Należy przy tym zauważyć, iż w/w konferencja prasowa była poświęcona obywatelskiemu głosowaniu mieszkańców Łodzi mających decydować, w jaki sposób miasto wyda pieniądze z rządowego Programu Inwestycji Strategicznych, informacje przekazywane na tej konferencji były więc szczególnie istotne z punktu widzenia interesu społecznego widzów regionalnej telewizji publicznej w Łodzi. Niczym nieuzasadniona decyzja o wyeliminowaniu z konferencji prasowej władz miasta dziennikarzy publicznego nadawcy jest niezrozumiała i absolutnie niedopuszczalna w świetle obowiązującego prawa oraz zwyczajowych zasad życia społecznego. Szczególnie bulwersujące jest przy tym to, iż wg informacji TVP Łódź, redakcja Łódzkich Wiadomości Dnia nie otrzymuje oficjalnych informacji o miejskich konferencjach już od kilku miesięcy .

CMWP SDP podkreśla, iż w ten sposób władze miasta Łodzi łamią konstytucyjną zasadę wolności słowa demokratycznego państwa, która to obejmuje nie tylko wolność wyrażania swoich poglądów, ale także pozyskiwania (i rozpowszechniania) informacji.  Ponadto poprzez uniemożliwienie wykonywania zadań dziennikarskich ekipie TVP 3 Łódź Marcin Masłowski naruszył  także Prawo Prasowe, o którego przestrzeganie wykonując funkcję rzecznika prasowego szczególnie powinien dbać i zabiegać.

CMWP SDP pragnie także  podkreślić, że zarówno na gruncie prawa krajowego jak i międzynarodowego wolność słowa i prasy stanowią podstawowe swobody i wartości, do których ochrony obowiązane są zarówno instytucje państwowe oraz inne organizacje działające w przestrzeni publicznej. Opisana praktyka wykluczania niektórych dziennikarzy z dostępu do informacji budzi więc zdecydowany sprzeciw, nie sposób bowiem przyjąć, by opisane wyżej działania przedstawicieli władz samorządowych w Łodzi miały się przyczynić do wzmocnienia demokracji czy respektowania zasady wolności słowa.

dr Jolanta Hajdasz, dyr. CMWP SDP

Warszawa, 15 lutego 2022 r.

„Kryterium ilościowe jest zawodne, sprzyja komercjalizacji”. Jolanta Hajdasz o sposobach oceny mediów w PR 24

– Kryterium ilościowe – słuchalności czy oglądalności – to tylko jedno z kryteriów. I jest ono zawodne. Generalnie sprzyja wyłącznie komercjalizacji mediów, patrzeniu na media jak na biznes. Żeby móc zarobić, trzeba pokazać wyniki  ilościowe. To psuje ogląd świata, psuje tę funkcję mediów, jaką jest informacja – podkreśliła w Polskim Radiu 24 Jolanta Hajdasz, dyrektor Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP. 10 lutego b.r. była ona gościem audycji „Szkiełko i oko” prowadzonej przez red. Dorotę Kanię . 

Pod koniec stycznia b.r. Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów rozpoczął kontrolę badań radiowych w Grupie RMF, Eurozet, Grupie Radiowej Agory i Grupie ZPR Media, które tworzą  organizację  „Komitet Badań Radiowych” , a ona z kolei nadzoruje badanie Radio Track realizowane na zlecenie KBR przez Kantar Millward Brown. Komitet Badań Radiowych formalnie jest tylko „porozumieniem”, nie ma osobowości prawnej. W styczniu b.r. Polskie Radio S.A. oraz   regionalne rozgłośnie publiczne zrzeszone w Audytorium 17  tworzące  Związek Pracodawców Mediów Radiowych MOC Radio zrezygnowały z zakupu w bieżącym roku badań Radio Truck ze względu na ich wątpliwą jakość.

Prowadząca audycję Dorota Kania zaznaczyła, iż Polskie Radio jest w czołówce najbardziej opiniotwórczych mediów w Polsce, ale z drugiej strony, według badań prywatnych, ma ono najniższą słuchalność. Zdaniem Jolanty Hajdasz „najważniejszą rzeczą jest uświadomienie sobie, co jest głównym kryterium oceny danego medium.  – Już dawno odeszliśmy od tego, żeby oceniać media jedynie poprzez pryzmat ilościowy: wskaźnik, który mówi o tym, ile osób ogląda telewizję, ile osób kupuje gazetę, ile osób klika na portalu czy ile osób słucha danej rozgłośni radiowej – podkreśliła dyrektor. – Przy nadprodukcji, jaką mamy dzisiaj w mediach, to kryterium jest jednym z wielu. Jest ono zawodne i generalnie sprzyja tylko i wyłącznie komercjalizacji mediów, patrzeniu na media jak na biznes, na to, że ktoś musi zarobić. A żeby móc zarobić, trzeba pokazać wyniki – właśnie ilościowe. To psuje ogląd świata, psuje tę funkcję mediów, jaką jest informacja. Psuje też funkcję kontrolną mediów w stosunku do pozostałych władz: ustawodawczej, wykonawczej i sądowniczej. Słuchalność, w przypadku radia, jest zatem jednym z kryteriów – powiedziała Jolanta Hajdasz.Jak podkreśliła, „jeśli chodzi o rynek radia w Polsce, to mamy z tym bardzo duży problem”. – Ponieważ to, co nazywamy badaniem słuchalności radia prowadzonym przez Komitet Badań Radiowych, w rzeczywistości jest sondażem przygotowywanym przez komercyjne rozgłośnie, które na rynku dominują – zaznaczyła.

– W ich interesie jest to, aby tego typu badania były dla nich korzystne, a niekorzystne dla tych, którzy mają inne kryteria. Myślę, że do takich właśnie rozgłośni – obok rozgłośni o charakterze społecznym – należy Polskie Radio. To radio publiczne, które ma do wykonania o wiele więcej zadań, niż tylko walka o słuchalność – dodała rozmówczyni PR24.

Według niej „łatwo było o słuchalność, kiedy rynek medialny w Polsce był ubogi”. – Wtedy radio było głównym źródłem muzyki czy informacji na żywo. Wtedy słuchalność była głównym kryterium. Obecnie kryterium słuchalności jest absolutnie zawodne, a poza tym badanie w tym zakresie jest wadliwie robione – podsumowała Jolanta Hajdasz.

W 2018 r. Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji zadeklarowała chęć wsparcia  przygotowania jednoźródłowego badania we współpracy z uczestnikami rynku. Inicjatorem tych działań jest przewodniczący KRRiT Witold Kołodziejski, który powołał Krajowy Instytut Mediów (KIM), koordynujący te prace.

Cała audycja jest TUTAJ.

Jolanta Hajdasz w PR24 o metodologii badań słuchalności rozgłośni radiowych

To, co dziś nazywamy badaniem słuchalności rozgłośni radiowych, tak naprawdę nie jest badaniem słuchalności. To jest po prostu sondaż telefoniczny, którego metodologia jest wątpliwa. Poza tym „badanie” to jest nadzorowane przez Komitet Badań Radiowych, składający się z czterech komercyjnych podmiotów, dla których radio publiczne jest konkurencją, można więc mieć wątpliwości co do rzetelności tych badań –  podkreśliła w Polskim Radiu 24 Jolanta Hajdasz, dyrektor Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP. Była ona gościem audycji „Temat dnia” prowadzonej przez red. Tadeusza Płużańskiego 30 stycznia br.

W grudniu ubiegłego roku poseł Prawa i Sprawiedliwości oraz członek Rady Mediów Narodowych Joanna Lichocka złożyła do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów wniosek o przeprowadzenie kontroli badań radiowych. Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów rozpoczął je w styczniu w Grupie RMF, Eurozet, Grupie Radiowej Agory i Grupie ZPR Media.  – Badanie słuchalności tak naprawdę nie jest badaniem słuchalności. Nie jest to też na pewno badanie niezależne. W mojej ocenie nie jest ono również reprezentatywne – powiedziała w Polskim Radiu 24 Jolanta Hajdasz. Jak zaznaczyła, „mamy w Polsce jedno jedyne badanie słuchalności rozgłośni radiowych, które nazywa się Radio Track”. – Nadzorowane jest obecnie przez Komitet Badań Radiowych. Sama metodologia tego badania jest wątpliwa. To jest raczej sondaż telefoniczny niż cokolwiek innego, co miałoby coś wspólnego z badaniem. Bo badanie musi być niezależne od nadawcy, musi być prowadzone na reprezentatywnej dla całego społeczeństwa próbie – podkreśliła.

– A badanie słuchalności w Polsce – to, na podstawie czego mówimy, że rozgłośnia X ma słuchalność taką, a Y taką – jest po prostu przeprowadzonym w ciągu miesiąca sondażem telefonicznym, na próbie 7 tysięcy osób w wieku 15-75 lat. W stosunku do populacji w Polsce i ilości rozgłośni radiowych w naszym kraju oraz ich rozdrobnienia, tak naprawdę tym sondażem niewiele da się określić, ani  zmierzyć – dodała rozmówczyni PR24. – Druga ważna sprawa to Komitet Badań Radiowych. To ciało, które jest w całości zdominowane, tworzone przez cztery podmioty konkurencyjne, komercyjne, działające na rynku. Więc jak one mogą traktować podmiot publiczny, który przez całe dekady był ich naturalną, największą konkurencją? – powiedziała Jolanta Hajdasz.

Od lat obowiązującym na rynku radiowym badaniem słuchalności jest Radio Track – są to sondaże telefoniczne i w mniejszym stopniu metoda dzienniczkowa – realizowane przez firmę Kantar Polska na zlecenie Komitetu Badań Radiowych (KBR), czyli grupy największych nadawców komercyjnych radia w Polsce takich jak m.in. Eurozet, Grupa Radiowa Agora, Grupa Radiowa Time i Grupa RMF.  24 stycznia poinformowano, że rozgłośnie publiczne zrezygnowały z zakupu badania Radio Track. Nadawcy radiowi skupieni w MOC RADIO (Związek Pracodawców Mediów Radiowych)  reprezentujący rozgłośnie regionalne tworzące Audytorium 17 oraz Polskie Radio S.A nie zdecydowali się na to, by przedłużyć i zakupić na bieżący rok badanie Radio Track realizowane przez Kantar.

Radio Track jest standardem badań słuchalności stacji radiowych w Polsce. Badanie jest realizowane przez Kantar Polska na zlecenie Komitetu Badań Radiowych. KBR tworzą; Eurozet, Grupa Radiowa Agory, Grupa RMF i TIME SA czyli spółka zorganizowana przy Zjednoczonych Przedsiębiorstwach Rozrywkowych (m.in. właściciel sieci Radia Eska, Vox FM i Radia Plus). Radio Track obejmuje pomiarem polskie stacje radiowe aktualnie nadające w kraju na podstawie koncesji przyznanej przez KRRiT na rozpowszechnianie programu drogą naziemną (z nadajników naziemnych). Wg informacji KBR lista stacji w badaniu jest aktualizowana co miesiąc, na podstawie informacji pochodzących z KRRiT oraz przekazanych przez nadawców. Obecnie badanie Radio Track obejmuje ponad 300 stacji lokalnych i regionalnych oraz 7 ogólnopolskich.

Cała audycja w PR24 z udziałem CMWP SDP jest TUTAJ.

Samoregulacja mediów w Polsce. Międzynarodowa konferencja medioznawcza z udziałem CMWP SDP

Czy ma sens wprowadzanie dodatkowych zasad  samoregulacji mediów w Polsce ? Czy media chciałyby uczestniczyć w działaniach  wspierających ich ewentualne tworzenie? – to główne problemy dyskutowane podczas międzynarodowej konferencji medioznawczej organizowanej przez Instytut Międzynarodowego Dziennikarstwa im. Ericha Brosta w Dortmundzie, Uniwersytet Wrocławski oraz Uniwersytet Warszawski. Jednym z 25 panelistów tej konferencji była dr Jolanta Hajdasz, dyrektor CMWP SDP. 

Wydarzenie w formacie jednodniowego okrągłego stołu odbyło  się 28 stycznia 2022 roku  w Warszawie, uczestniczyli w nim  przedstawiciele istniejących stowarzyszeń dziennikarskich w Polsce,  mediów, organów regulacyjnych oraz międzynarodowych ekspertów. Wśród uczestników dyskusji był m.in. prof. dr hab. Bogusława Dobek Ostrowska z Uniwersytetu Wrocławskiego, Witold Kołodziejski, przewodniczący Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, prof. dr Susanne Fengler, dyrektor Instytutu Międzynarodowego Dziennikarstwa im. Ericha Brosta w Dortmundzie, Manfred Protze, przewodniczący Niemieckiej Rady Medialnej (German Press Council), Urška Umek, dyrektor Wydziału ds. Mediów Rady Europy, prof. UW dr hab. Michał Głowacki z Uniwersytetu Warszawskiego, mec. Mirosław Wróblewski z Biura Rzecznika Praw Obywatelskich (BRPO)  oraz  m.in. red. Bogusław Chrabota, red. nacz. Rzeczpospolitej, wiceprezes Europejskiego Stowarzyszenia Wydawców Prasy (ENPA), Marek Frąckowiak, prezes Izby Wydawców Prasy (IWP),  Andrzej Krajewski, Towarzystwo Dziennikarskie (TD), Edyta Krześniak, Press Club Polska (PCP) i Tomasz Miłkowski, przewodniczący Zarządu Oddziału Warszawskiego Stowarzyszenia Dziennikarzy Rzeczypospolitej Polskiej (SDRP). Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich reprezentowała na konferencji wiceprezes Jolanta Hajdasz.

Jak informowali organizatorzy, konferencja była kontynuacją podobnego wydarzenia z 2020 r., a jej celem było „pogłębienie dyskusji oraz przygotowanie rekomendacji konkretnych działań odnośnie wzmocnienia instytucji samoregulacji mediów w Polsce”.  Przedstawiciele stowarzyszeń dziennikarskich i redakcji biorących udział w dyskusji (m.in. Bogusław Chrabota)  wyrazili sceptyczną opinię na temat nowych zasad samoregulacji mediów w Polsce np. w formie powołania Rady Prasowej, istniejącej we Francji , czy innych krajach UE.  Witold Kołodziejski zwrócił uwagę, iż przeszkodą do uzyskania konsensusu środowiska medialnego w tej sprawie jest m.in. silna polaryzacja współczesnych środków masowego komunikowania w Polsce. Przedstawiciel Biura Rzecznika Praw Obywatelskich mec. Mirosław Wróblewski wyraził swój brak akceptacji dla niektórych obecnych rozwiązań instytucjonalnych obecnych na rynku mediów np. podważył legalność istnienia Rady Mediów Narodowych.

Przedstawiciele międzynarodowych organizacji dziennikarskich m.in. IFJ i EFJ w swoich wystąpieniach podkreślali pozytywne oddziaływanie mechanizmu samoregulacji na realizację zasady wolności słowa i niezależności dziennikarskiej w państwach, w których one funkcjonują.

W imieniu SDP Jolanta Hajdasz zadeklarowała gotowość zajęcia się problemem nowych samoregulacji przez Zarząd Główny SDP ( w tym np. powołania Rady Prasowej) , jeśli tylko wyjdzie on poza teoretyczne dyskusje akademickie. Jednocześnie zasygnalizowała konieczność oparcia takiego mechanizmu samoregulacji na rzetelnej ocenie faktów i rzetelnego przedstawiania podmiotów, których miałyby takie regulacje dotyczyć. „SDP, najstarsza i największa organizacja dziennikarska w Polsce, regularnie doświadcza mechanizmu tzw. spirali milczenia, czyli pomijania i eliminowania z przestrzeni publicznej  jej stanowisk, czy organizowanych przez nią wydarzeń, mimo iż do SDP należy ponad 2 i pół tysiąca dziennikarzy. Media mainstreamowe o wiele częściej prezentują stanowisko np. Towarzystwa Dziennikarskiego, które liczy około 200 członków, czyli 10 razy mniej – powiedziała Jolanta Hajdasz. W przestrzeni publicznej przedstawia się obszernie stanowiska tzw. Rady Etyki Mediów bez zaznaczenia iż jest to obecnie jedynie stowarzyszenie kilku niewielkich podmiotów lub osób fizycznych, ponieważ Rada Etyki Mediów powołana do życia w 1995 roku przez wszystkie ówczesne medialne podmioty funkcjonujące na rynku mediów w Polsce , rozwiązała się w 2014 roku na wniosek ówczesnego prezesa TVP S.A Juliusza Brauna. Bez wiarygodnego i rzetelnego informowania odbiorców na temat faktów i konkretnych wydarzeń dotyczących mediów samoregulacja staje się fikcją lub manipulacją – podkreśliła Jolanta Hajdasz.

 

Protest CMWP SDP przeciwko blokadzie wykładu z konferencji „Oblicza pandemii” na kanale You Tube Radia Maryja

CMWP SDP stanowczo protestuje przeciwko blokadzie wykładu doktora Zbigniewa Martyki z konferencji „Oblicza pandemii” na kanale You Tube Radia Maryja i apeluje o cofnięcie tej decyzji oraz zaniechanie takiego działania w przyszłości. Jest to naruszenie zasady wolności słowa, która jest fundamentem każdego demokratycznego państwa.

1 lutego br. portal społecznościowy YouTube zablokował wykład dr. Zbigniewa Martyki, internisty i specjalisty chorób zakaźnych  opublikowany na koncie Radia Maryja. Wystąpienie pt. „Wyzwania przed służbą zdrowia w dobie pandemii” zostało wygłoszone w sobotę 29 stycznia w Akademii Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu podczas sympozjum „Oblicza pandemii”. Doktor  Zbigniew Martyka był jednym z prelegentów konferencji, w swoim wystąpieniu mówił o problemach stojących przed służbą zdrowia w dobie pandemii koronawirusa i zwracał uwagę na  wymagające wyjaśnień kwestie związane z działaniami mediów i służby zdrowia w czasie pandemii. Portal społecznościowy  You Tube nie podał konkretnych przyczyn usunięcia jego wykładu, poinformował jedynie , iż  „film został usunięty z powodu naruszenia Warunków korzystania z usługi YouTube”, nie uzasadniając tego w żaden inny sposób.  Usunięty wykład specjalisty chorób zakaźnych cieszył się wielkim zainteresowaniem odbiorców, w ciągu niecałych trzech dni od publikacji, miał prawie 300 tys. odsłon

Wyjątkowo bulwersujące jest w tym przypadku to, iż YouTube stara się usunąć z przestrzeni publicznej publikacje wyrażające ważne treści w sytuacji dyskusji, jaka obecnie toczy się w Polsce i na świecie w związku ze zwalczaniem pandemii   koronawirusa i jej skutków, co ma swoje odzwierciedlenie w różnych środkach masowego komunikowania. Wykład był wygłoszony na oficjalnej, naukowej konferencji, przez kompetentną osobę z uznanym dorobkiem zawodowym, która w świadomy sposób zdecydowała się opublikować swoje opinie oraz podać do publicznej wiadomości swoje nazwisko. Usuwanie treści tego wystąpienia z kanału nadawcy, jakim jest Radio Maryja, jest więc absolutnie nieuzasadnione i  narusza polską Konstytucję oraz Prawo prasowe.  Ze względu na powszechność serwisu internetowego YouTube działanie takie ma charakter cenzury czyli kontroli publicznego przekazywania informacji, ograniczającej wolność swobodnego wyrażania myśli i przekonań.

CMWP SDP przypomina, iż  cenzura jest konstytucyjnie zakazana i niedopuszczalna także w świetle Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, co wielokrotnie potwierdzał Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu. Usuwanie treści z portali społecznościowych bez wskazania konkretnych przykładów naruszenia polskiego prawa  i bez realnej możliwości odwołania się Redakcji od decyzji o blokadzie narusza zasadę wolności słowa demokratycznego państwa.  CMWP SDP apeluje o cofnięcie tych decyzji oraz zaniechanie takiego działania w przyszłości.

 dr Jolanta Hajdasz, dyr. CMWP SDP

Warszawa, 2 lutego 2022 r.

Usunięty z YouTube wykład dra Zbigniewa Martyki aktualnie dostępny jest TUTAJ.

Odpowiedź Ambasady Brytyjskiej na interwencję CMWP SDP w sprawie zatrzymania red. Rafała Ziemkiewicza na lotnisku w Londynie

Polityka rządu Wielkiej Brytanii polega na niekomentowaniu szczegółów poszczególnych przypadków –  napisał Jason Rheinberg, zastępca Szefa Misji Ambasady Brytyjskiej w Warszawie w odpowiedzi na protest CMWP SDP w sprawie nieuzasadnionego zatrzymania na lotnisku w Londynie red. Rafała Ziemkiewicza. Pismo w tej sprawie zostało wysłane do Ambasady Brytyjskiej 30 listopada ub. roku, odpowiedź na nie została przesłana z datą 21 stycznia br.

Jason Rheinberg poinformował nas, iż  Ambasador Wielkiej Brytanii w Polsce odpowiedział bezpośrednio Redaktorowi Rafałowi Ziemkiewiczowi w dniach 3 grudnia i 17 grudnia 2021 roku. Dodał także, iż  wszyscy obywatele UE i spoza UE są traktowani na takich samych zasadach  dotyczących ich wjazdu do Wielkiej Brytanii. Zgodnie z tymi zasadami,  danej osobie można odmówić wjazdu, jeżeli uzna się, na podstawie jej charakteru, zachowania lub skojarzeń, że jej obecność w Wielkiej Brytanii nie sprzyja dobru publicznemu – czytamy w odpowiedzi (ang. cyt. According to those rules, an individual may be refused entry where it is considered , on the basis of their character, conduct or associations that their presence in the UK is not conducive to the public good) .

Odpowiedź Ambasady Brytyjskiej na interwencję CMWP SDP:

220120 DHM letter to Dr Jolanta Hajdasz (1)

Pismo CMWP SDP do Ambasady Brytyjskiej w sprawie red. Rafała Ziemkiewicza z 30 listopada 2021 r. (publikujemy jego polską wersję ):

Pismo CMWP SDP do Ambasador WB

3 października 2021 CMWP SDP  opublikowało stanowczy protest  przeciwko bezpodstawnemu i skandalicznemu zatrzymaniu polskiego dziennikarza i publicysty Rafała Ziemkiewicza przez służbę graniczną na lotnisku Heathrow w Wielkiej Brytanii i zaapelowało do władz państwowych, w tym do Ministerstwa Spraw Zagranicznych, o jak najszybsze i szczegółowe wyjaśnienie wszelkich okoliczności tej sprawy. Zatrzymanie i niewpuszczenie dziennikarza na teren Wielkiej Brytanii z powodu głoszonych przez niego poglądów jest szczególnie bulwersującym przejawem eliminowania z przestrzeni publicznej  dziennikarzy  utożsamiających się z konserwatywnymi i prawicowymi poglądami – czytamy w stanowisku CMWP SDP.

2 października b.r. publicysta jednego z najbardziej opiniotwórczych w Polsce tygodnika „Do Rzeczy” przyleciał do Wielkiej Brytanii z żoną i córką, która miała rozpocząć naukę w Oxfordzie. Brytyjskie służby przepuściły żonę i córkę redaktora Rafała Ziemkiewicza, ale jego samego zatrzymały. Publicyście odebrano m.in. leki, dokumenty i telefon. Po kilku godzinach red. Rafał Ziemkiewicz został zwolniony z aresztu, ale jednocześnie został zmuszony do natychmiastowego powrotu do Polski. Brytyjski Urząd do Spraw Cudzoziemców w wydanym przez siebie dokumencie stwierdził, iż red. Rafał  Ziemkiewicz został zatrzymany z powodu głoszonych poglądów politycznych. Czytamy w nim: „Wnioskował pan o pozwolenie na wjazd do Wielkiej Brytanii jako gość na dwa dni. Jednakże uważam, że wykluczenie pana ze Zjednoczonego Królestwa sprzyja interesowi publicznemu. Wynika to z pańskiego zachowania oraz głoszonych poglądów, które są sprzeczne z brytyjskimi wartościami i mogą być obraźliwe dla innych, a tym samym sprawiają, że uzyskanie możliwości wjazdu [na teren Wielkiej Brytanii – red.] jest niepożądane” – napisano w oficjalnym dokumencie brytyjskich służb opublikowanym na portalu dorzeczy.pl (ang. You have sought permission to enter the UK as a visitor for two days. However I consider your conclusion from the UK is conductive to the public good. This is due to your conduct and views which are at odds with British values and likely to cause offence and therefore make it undesirable for you to be granted entry).

Zatrzymanie redaktora Rafała Ziemkiewicza i niewpuszczenie go do wjazdu na teren Wielkiej Brytanii to skandaliczne i niedopuszczalne naruszenie zasady wolności słowa fundamentalnej dla każdego demokratycznego państwa. Zgodnie z art. 10 ust. 1 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, każdy ma prawo do wolności wyrażania opinii. Prawo to obejmuje wolność posiadania poglądów oraz otrzymywania i przekazywania informacji i idei bez ingerencji władz publicznych i bez względu na granice państwowe. Artykuł 19 Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka stanowi, że Każdy człowiek ma prawo wolności opinii i wyrażania jej; prawo to obejmuje swobodę posiadania niezależnej opinii, poszukiwania, otrzymywania i rozpowszechniania informacji i poglądów wszelkimi środkami, bez względu na granice. Natomiast w myśl artykułu 19 ust. 2 Międzynarodowego Paktu Praw Obywatelskich i Politycznych: Każdy człowiek ma prawo do swobodnego wyrażania opinii; prawo to obejmuje swobodę poszukiwania, otrzymywania i rozpowszechniania wszelkich informacji i poglądów, bez względu na granice państwowe, ustnie, pismem lub drukiem, w postaci dzieła sztuki bądź w jakikolwiek inny sposób według własnego wyboru.  Zgodnie z orzecznictwem Europejskiego Trybunału Praw Człowieka (ETPCz), wolność słowa dotyczy nie tylko prawa do informacji lub opinii nieobraźliwych lub neutralnych, ale nawet tych, które są obraźliwe, szokujące lub niepokojące (sprawa Prager i Oberschlick przeciwko Austrii, skarga nr 11662/85).

Red. Rafał Ziemkiewicz to znany i ceniony polski dziennikarz, publicysta o konserwatywnych i prawicowych poglądach, komentator polityczny i ekonomiczny, a także pisarz specjalizujący się w literaturze fantastycznonaukowej i społeczno-obyczajowej, auto kilkudziesięciu powieści, zbiorów opowiadań oraz książek publicystycznych.W związku z zaistniałą i opisaną powyżej sytuacją CMWP SDP apeluje do władz państwowych, w tym do Ministerstwa Spraw Zagranicznych, o jak najszybsze i szczegółowe wyjaśnienie wszelkich okoliczności tej sprawy – czytamy w stanowisku CMWP SDP z 3 października 2021 r.

CMWP SDP obejmuje monitoringiem sprawę red. Adama Sochy i red. Bogdana Bachmury z olsztyńskiej „Debaty”

CMWP SDP informuje, iż obejmuje monitoringiem sprawę red. Adama Sochy i red. nacz. Bogdana Bachmury z olsztyńskiego miesięcznika „Debata” pozwanych przez koncern Polski Bank Komórek Macierzystych SA  (PBKM) i jego spółkę – córkę  Instytut Terapii Komórkowych S.A. za publikacje na temat „leczenia komórkami macierzystymi” pod kątem przestrzegania praw człowieka i obywatela, szczególnie w zakresie wolności słowa i prasy. Koncerny żądają od pozwanych przeprosin, blisko 300 tysięcy złotych odszkodowania oraz żądają usunięcia z Internetu  już opublikowanych tekstów na swój temat. Dziennikarze nie przyznają się do winy. 

30 grudnia 2021 r. redaktor Adam Socha i redaktor naczelny olsztyńskiego miesięcznika „Debata” odebrali trzy pozwy od koncernu Polski Bank Komórek Macierzystych SA. Koncern pozwał dziennikarzy Adama Sochę i Bogdana Bachmurę, jako redaktora naczelnego portalu debata.olsztyn.pl oraz jako prezesa Fundacji „Debata”. Koncern zarzuca im naruszenie dóbr osobistych w 13 artykułach, które wg niego miałyby podważać skuteczność terapii wykorzystujących komórki macierzyste i krew pępowinową służącą do ich pozyskania oferowanych komercyjnie chorym na choroby neurodegeneracyjne.

Jednocześnie koncern PBKM zażądał od pozwanych usunięcie z portalu debata.olsztyn.pl na okres jednego roku czterech już opublikowanych artykułów oraz usunięcia kilku fragmentów z czterech innych tekstów, w których pada nazwa PBKM.  Ponadto pozwani żądają wykupienia przeprosin w dzienniku „Rzeczpospolita” i wpłaty od każdego pozwanego po 60 tys. zł. W sumie koszty, jakimi mogą zostać obciążeni pozwani w wyniku przegranego procesu wyliczono w tym pozwie na 222.952 zł. Pozew liczy 60 stron, do niego dołączono 103 załączniki, w sumie jest to ok. 750 stron (ponad 3 kg) dokumentów, część z nich jest w j. angielskim.

17 stycznia 2022 r. redaktor Adam Socha i redaktor naczelny olsztyńskiego miesięcznika „Debata” odebrali pozew od spółki Instytut Terapii Komórkowych (ITK) z Olsztyna, spółki-córki PBKM. Pozew liczy 127 stron i zawiera 99 załączników, czyli łącznie jest to ponad 700 stron tekstu, w tym większość załączników to artykuły w języku angielskim. ITK obliczył wartość sporu na 130 tys. zł (w tym żąda od dziennikarza 30 tys. zł, od Fundacji Debata – 30 tys. zł i od redaktora naczelnego portalu debata.olsztyn.pl – 30 tys. zł).

Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP istnieje od 1996 r. i stanowi komórkę organizacyjną Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, powołaną w celu obrony praw człowieka, w tym wolności słowa zgodnie z Europejską Konwencją Praw Człowieka. W związku z powyższym w zakresie realizowanych zadań CMWP monitoruje przestrzeganie praw człowieka i obywatela, m. in. w uzasadnionych przypadkach podejmuje interwencje prawne oraz przedstawia opinie w charakterze amicus curiae. W związku z powyższym CMWP SDP zamierza przedstawić swoją opinię w Sądzie  w charakterze amicus curiae (tzw. „opinii przyjaciela sądu”), jako że jest to uzasadnione celami naszej organizacji oraz potrzebą ochrony istotnych dóbr chronionych prawem, w tym konstytucyjnych praw i wolności. W przypadku wydania opinii zostanie ona niezwłocznie przekazana Sądowi, przed którym będzie toczył się proces.  Na razie jeszcze się on nie rozpoczął.

Na obecnym CMWP SDP informuje, iż obejmuje tę sprawę monitoringiem i zapewnia, iż udzieli dziennikarzom wszelkiego wsparcia i nieodpłatnej pomocy prawnej.

dr Jolanta Hajdasz, dyr. CMWP SDP

Warszawa , 25 stycznia 2022 r.

CMWP SDP w „Salonie dziennikarskim” red. Michała Karnowskiego w TVP INFO

Tarcza antyinflacyjna czyli pakiet czasowych obniżek podatków przyjęte przez Sejm, dymisja 13 członków Rady Medycznej, blokada konta Konfederacji na Facebooku i pytania o cenzurę w Internecie – to tylko niektóre z tematów poruszonych przez publicystów w programie „Salon dziennikarski”  w TVP INFO  w sobotę 15 stycznia b.r. Jego autorem i prowadzącym jest red, Michał Karnowski, publicysta tygodnika Sieci, współtwórca portalu wpolityce.pl. Gośćmi programu byli Marek Formela, redaktor naczelny Gazety Gdańskiej, Marek Markiewicz, prawnik i wykładowca akademicki oraz Piotr Semka, publicysta tygodnika „Do Rzeczy” i dr Jolanta Hajdasz, dyr. Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP.

Pytana o blokadę konta Konfederacji na Facebooku Jolanta Hajdasz zwróciła uwagę, iż  w ocenie CMWP SDP jest to drastyczne naruszenie zasady wolności słowa, ponieważ  legalnie działająca partia polityczna w Polsce  utraciła przez to możliwość korzystania z jednej z najbardziej dostępnych i popularnych w naszym kraju platform społecznościowych. Partia ta  ma swoją reprezentację w parlamencie i cieszy się sporym poparciem społecznym, przez co zawieszenie jej konta na Facebooku jest szczególnie bulwersującą sprawą.„Przypomnę, że rok temu Twitter i Facebook zablokował konta Donalda Trumpa. Zawieszenie konta w Polsce jest absolutnie skandaliczne. Stanowisko Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP jest jednoznaczne” – podkreśliła w „Salonie Dziennikarskim” dyrektor Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP Jolanta Hajdasz. Blokując profil Konfederacji na Facebooku po raz kolejny  przedstawiciel globalnych mediów społecznościowych w Polsce stawia się ponad obowiązującym prawem  i blokuje dyfuzję istotnych z punktu widzenia interesu społecznego treści – zgodzili się uczestnicy programu. Po pierwsze, jeśli na Facebooku zamieszczano treści, które nie łamią polskiego prawa, to one mogą się ukazywać się publicznie. Nie ma możliwości stosowania jakichś innych  kryteriów, bo przewrócimy cały system prasowy. Druga sprawa – nie ma żadnej realnej ścieżki odwoławczej. Konto legalnie działającej partii, mających swoich przedstawicieli w parlamencie, jest jakimś dobrem rynkowym, platformą, dzięki której komunikują się z wyborcami. Ucinanie tego kanału to wielka, dotkliwa strata. Konfederacja nie ma się jak od tego odwołać, może co najwyżej pisać maila z protestami – powiedziała Jolanta Hajdasz dodając, że to uświadamia nam też, skąd płyną zagrożenia, że media społecznościowe nie są oazą wolności. Jest właściciel, który może stwierdzić, że coś mu się nie podoba. 

„Salon dziennikarski” to wspólna audycja Radia Warszawa, Tygodnika Idziemy, portalu WPolityce.pl oraz Telewizji Polskiej. To program publicystyczny, w którym dziennikarze komentują najważniejsze wydarzenia minionego tygodnia.

Więcej na ten temat TUTAJ.

Wydanie z 15 stycznia 2022 r. z udziałem CMWP SDP  jest TUTAJ.