Ruszył Klub Historyczny SDP. Kolejne spotkanie 26 maja, o Arturze Rubinsteinie

Rozpoczął swą działalność Klub Historyczny Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. Spotkaliśmy się  po raz pierwszy 28 kwietnia br., gości powitał  prezes Oddziału Warszawskiego SDP Zbigniew Rytel. W gronie kilkudziesięciu osób wysłuchaliśmy referatu dr płk Dariusza Fudalego  o sytuacji  w więzieniu  przy ul. Rakowieckiej w pierwszych latach powojennych. 

Pokazano sylwetki naczelników katowni ubeckiej i ich zadziwiające życiorysy. Dość wspomnieć , że jeden z nich miał ukończone zaledwie trzy klasy szkoły podstawowej!   Zmieniali się jak w kalejdoskopie, tworząc jedno z najstraszniejszych ubeckich więzień w Polsce Ludowej.

Doktor Fudali przedstawił też sylwetki bohaterskich strażniczek więziennych, które mimo najgorszych kar, pomagały osadzonym i ułatwiały  ucieczki.

Wcześniej, tylko w gronie założycieli klubu, wybrano jego władze. Prezesem została  inicjatorka jego utworzenia, Hanna Budzisz. Do władz Klubu weszli także:  red. Anna Popek i red. Mikołaj Wachowicz.

Spotkania Klubu Historycznego będą odbywały się w ostatni czwartek miesiąca. Na najbliższy – 26 maja, o godz. 18  – zapraszamy na  prelekcję  pt.  „Polski patriotyzm Artura Rubinsteina” w 135. rocznicę urodzin i 40. rocznicę śmierci pianisty.  Prelekcji towarzyszyć  będzie film, pokaz slajdów, wystawa planszowa i rozmowa z osobami, które osobiście znały wielkiego patriotę i pianistę.  Całość poprowadzi wybitny znawca tematu, Wojciech Grochowalski , prezes Zarządu Fundacji Artura Rubinsteina w Łodzi. Wrócił właśnie z USA ze spotkania z córkami pianisty.

28 kwietnia Klub Historyczny SDP zainauguruje swoją działalność

W czwartek,  28 kwietnia br. o godz. 18 rozpoczynamy spotkania Klubu Historycznego Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. Będą się odbywały w ostatni czwartek miesiąca w Domu Dziennikarza przy ulicy Foksal 3/5 w Warszawie.

Na pierwszym spotkaniu  prelekcję wygłosi doktor nauk humanistycznych, wykładowca historii na Uniwersytecie Rzeszowskim i na Uniwersytecie Warszawskim,  ppłk. Dariusz Fudali.

Temat wykładu: „Kadra kierownicza więzienia  Warszawa Mokotów  – komunistycznej represji rok pierwszy”.  Dowiemy się, kto rządził wówczas w więzieniu na Rakowieckiej, kim byli naczelnicy,  poznamy ich sylwetki i ich „zasługi” dla władzy ludowej. A wszystko na tle realiów politycznych w latach 1945/46.   Dowiemy się także o współpracy służby więziennej z podziemnym  ruchem oporu. I poznamy historię  słynnej ucieczki  więźniów, w której pomagały tamtejsze funkcjonariuszki.  Opowiadać będzie znakomity znawca tematu, autor wielu książek o tej tematyce, wieloletni pracownik Muzeum na Rakowieckiej – podpułkownik służby więziennej w stanie spoczynku.

Barwnej opowieści pełnej nieznanych faktów, anegdot i smaczków towarzyszyć  będzie pokaz slajdów.

Założycieli Klubu Historycznego SDP prosimy o przybycie wcześniej, na godzinę  17, ponieważ wówczas odbędą się wybory władze klubu.

Serdecznie wszystkich zapraszam.

Do zobaczenia.

Hanna Budzisz

Fot. Hanna Budzisz

Pomagamy Lwowiakom. Koncert charytatywny chóru Allegrezza del Canto

W piątek, 8 kwietnia w siedzibie  Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich przy ul. Foksal 3/5 w Warszawie miało miejsce niezwykłe wydarzenie: rewelacyjny chór Allegrezza del Canto zaśpiewał dla Lwowiaków.

Usłyszeliśmy przejmujące utwory sakralne pochodzące z tradycji kościoła greko-katolickiego, śpiewane w języku cerkiewno-słowiańskim.  Blisko trzydziestoosobowy chór –  dyrygowany przez Magdalenę Trzcionkowską  – zaśpiewał  m.in.  utwory „Swiatyj Boże”, „Błagosłowi dusze moja Gospoda” i  „Otcze nas” . Największe wrażenie wywarł  utwór śpiewny także po grecku i polsku pt. „Chrystos woskresie”.  Później zabrzmiały ukraińskie piosenki  ludowe  (np. „Kałyno-małyno” i „Szczedryk”) oraz   „Kołysanka” skomponowana przez  Jana Maklakiewicza do  słów Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego.  Nieoczekiwanie na zakończenie koncertu zabrała  głos Ukrainka,  dziękując Polsce i Polakom  za wszystko, co robią dla uchodźców z jej kraju. I wzruszona, rozpłakała się.

Był to wspaniały koncert charytatywny , podczas którego Fundacja Solidarności Dziennikarskiej zbierała pieniądze dla Lwowiaków. Ich sytuacja jest trudna, do tej pory wielu z nich utrzymywało się dzięki polskim wycieczkom. Teraz z powodu pandemii i wojny  jest to niemożliwe.  Mimo to pomagają  uchodźcom, pracując w komitetach pomocy.  Przekażemy im zebrane pieniądze,  1973 złote, by wesprzeć  Polaków mieszkających we Lwowie.

Obserwatorzy OBWE: Wybory transparentne, media stronnicze

W czasie kampanii wyborczej zabrakło dobrej debaty, a media publiczne były zaangażowane po jednej ze stron – to wstępne spostrzeżenia międzynarodowej Misji Obserwacji Wyborów Biura Instytucji Demokratycznych i Praw Człowieka OBWE.

 

Dziesięciu delegatów pojawiło się już 9 września śledząc kampanię wyborczą w Polsce, a później – w rozszerzonym składzie – wybory do parlamentu. Pozostaną jeszcze przez tydzień w Polsce, obserwując bieg wydarzeń. Jakie były ich spostrzeżenia , którymi podzielili się na konferencji prasowej 14 października w hotelu Westin w Warszawie?

 

Przewodniczący Misji Jan Petersen stwierdził, że wybory były dobrze przygotowane pod względem organizacyjnym, członkowie komisji wyborczych byli profesjonalnie przygotowani, cieszyli się zaufaniem wyborców, a wszystkie przygotowania do wyborów szły zgodnie z obowiązującym prawem. Transparentność wyborów była zagwarantowana przez niezwłoczne opublikowanie wyniku wyborów. Międzynarodowi obserwatorzy mieli jednak zastrzeżenia co do przejrzystości finansowania różnych kampanii, które nie zapewniają transparentności i kontroli.

 

Zastrzeżenia obserwatorów budził też przebieg kampanii: – Środowiska, biorące udział w kampanii wyborczej, były wysoce spolaryzowane, a jej negatywny charakter narastał. Przekazy uczestników kampanii zawierały elementy nacjonalistyczne i homofoniczne, wywołując poczucie zagrożenia wśród wyborców – stwierdził Jan Petersen. I dodał – Używania narracji dyskryminacyjnej przez czołowych polityków w kraju budzi poważne obawy w społeczeństwie demokratycznym.

 

Poproszony jednak przez dziennikarzy o porównanie, jak to się ma do wyborów w innych krajach, czy tego typu spostrzeżenia także ich dotyczą, uchylił się zdecydowanie od odpowiedzi, stwierdzając, że zadaniem Misji nie jest porównywania sytuacji w różnych państwach.

 

Zgłosił też, w imieniu obserwatorów, brak zaufania co do szans niezależnego rozstrzygania sporów wyborczych przez prokuratorów i sędziów po połączeniu funkcji prokuratora generalnego i ministra sprawiedliwości oraz wprowadzenie innych reform w wymiarze sprawiedliwości.

 

Zauważył też brak dobrej debaty przez większość kampanii, brak możliwości polemiki i zakwestionowania tego, co mówią kandydaci o swych dokonaniach. Przyczyniła się do tego – jego zdaniem – również stronniczość mediów publicznych, które były mocno zaangażowane po jednej ze stron. Zdaniem obserwatorów szkodziło to swobodzie wypowiedzi i utrudniało wyborcom podjęcie decyzji w oparciu o dostępne informacje.

 

– Wolność wypowiedzi oraz wolności gwarantowane mediom były osłabione przez sankcje karne za zniesławienia oraz przez ograniczony dostęp do informacji publicznej – tłumaczył szef Misji.

 

Jan Petersen proszony o doprecyzowania swych wypowiedzi odsyłał do całościowego sprawozdania Misji, które ukaże się za dwa miesiące. Nie odpowiedział również na pytanie, co sądzi o mediach prywatnych, czy jego zadaniem także były stronnicze, odsyłając do raportu.

 

Hanna Budzisz

 

 

 

 

MAJ NA FOKSAL 2019. Ambasador polskości

Postać polskiego historyka Józefa Garlińskiego przybliżył film Aliny Czerniakowskiej „Myśli o Polsce”, który mogliśmy zobaczyć w poniedziałkowy wieczór podczas jednej już z ostatnich tegorocznych imprez z cyklu Maj na Foksal.

 

Dzieła wybitnego polskiego historyka Józefa Garlińskiego,  pracującego na najbardziej renomowanych uniwersytetach angielskich, były zakazane w powojennej  Polsce.  Nic dziwnego, krytycznie pisał o rządach prosowieckich  w kraju, a i jego życiorys nie odpowiadał ówczesnym władcom.

 

Był przecież  żołnierzem  ZWZ , a później  AK.  Pełnił ważną funkcję, bo był kierownikiem Wydziału Bezpieczeństwa Komendy Głównej AK.

 

Urodził się w 1913 roku w Kijowie, w rodzinie adwokata. Kiedy Polska odzyskała niepodległość rodzice  przenieśli  się wraz z synem do odrodzonego kraju.  Zmieniali miejsca pobytu : Józef uczył się w Warszawie, Rakowicach, Chyrowie, Zakopanem, ale gimnazjum ukończył w Kaliszu w 1934 roku.  Tak jak jego ojciec studiował  prawo.  A służbę wojskową odbywał w Grudziądzu, został podporucznikiem  rezerwy w korpusie oficerów kawalerii. Po wybuchu II wojny światowej walczył z Niemcami w 1. pułku szwoleżerów. Brał udział m.in. w słynnej  bitwie nad Bzurą.  Nie trafił do niewoli. Wstąpił do ZWZ, później  AK.  Kiedy został aresztowany przez hitlerowców, trafił najpierw  na Pawiak, a potem do Auschwitz.  Niemcy nie zdawali sobie sprawy kogo schwytali.

 

Po wojnie trafił do Wielkiej Brytanii.  Był wykładowcą na najlepszych angielskich uniwersytetach, m.in. w  Oxfordzie i Cambridge.  Dużo pisał.  Dzielił się zwłaszcza swą wiedzą o Auschwitz. Powtarzał, że w hitlerowskim obozie zagłady byli  przetrzymywani  więźniowie  z 30 narodowości.  Wywoływało to zdziwienie lub oburzenie zwłaszcza wśród Amerykanów, którzy znali tylko jeden tok narracji i sądzili, że w niemieckim obozie wieziono i mordowano tylko Żydów.  Profesor został aktywnym działaczem polonijnym, a jego książki  przetłumaczono na kilkanaście języków, w Polsce  zostały objęte cenzurą.

 

Wybitnej polskiej dokumentalistce  Alinie Czerniakowskiej udało się pozyskać zaufanie profesora i przeprowadzić  z  nim długi wywiad, nie tylko o  jego  życiu,  ale  przede wszystkim o jego przemyśleniach  na temat sytuacji  w Polsce i wobec świata.  Jego diagnoza bywa surowa, a momentami wręcz druzgocąca, ale zawsze oparta na analizie faktów i następstwach wydarzeń.

 

W poniedziałkowy wieczór w Domu Dziennikarza przy ul. Foksal 3/5 mogliśmy nie tylko obejrzeć film pt. „Myśli o Polsce”,  nakręcony na kilka lat przed śmiercią  znakomitego historyka,  ale także porozmawiać z jego autorką.  Dokumentalistka, przez wiele lat – tak jak profesor – była sekowana  ze względu na ostrość sądów, przedstawianych w filmach, które często były niedopuszczane do emisji.  Emocjonująca dyskusja zakończyła  spotkanie, które odbywało się  w ramach „Maja na Foksal”.

 

Hanna Budzisz

 

 

 

 

Sfinansowano ze środków Fundacji PZU

MAJ NA FOKSAL 2019. Jak zabawa to tylko we Lwowie

Poczuć klimat przedwojennego Lwowa oraz poznać historię polskiego sportu mogliśmy w środowy wieczór w Domu Dziennikarz przy ul. Foksal 3/5. Wydarzenia te, w ramach cyklu Maj na Foksal, przygotował Oddział Warszawski Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.

 

Niech żałuje ten, kto nie przyszedł na koncert kapeli „Lwowska Fala”. Czarodziejsko przenieśliśmy się w czasie. Porwały nas przedwojenne polskie piosenki, rewelacyjne zagrane i zaśpiewane  przez zespół lwowskich batiarów.

 

Czego tam nie było: i wyciskające z oczu łzy piosenki i o lwowskich orlętach,  nostalgiczne utwory z tekstami  m.in. Mariana Hemara, Feliksa Konarskiego Ref-rena,  Henryka Zbierzchowskiego, Jerzego Michotka i porywające do tańca stare szlagiery.

 

Sześcioosobowy zespół kontynuuje tradycje przedwojennego polskiego Lwowa,  jest  bez przesady sercem tego miasta, polskim sercem.  I czyni tak od  20 lat.

 

A zaczęło dość przypadkowo. Lider  zespołu i jego założyciel Edward Sosulski  – lwowski batiar od pokoleń – spotkał  się w Warszawie w  1998 roku z Władą Majewską,  wielką diwą,  filarem przedwojennej „Lwowskiej Fali”.  Ten legendarny zespół, przy Lwowskiej Rozgłośni Polskiego Radia, założył przed wojną  Wiktor Budzyński. W całej Polsce słuchano go  z lubością. Wyludniały się ulice, kiedy w radiu  leciały ich piosenki.  Po tej  rozmowie, w głowie Edwarda Sosulskiego zrodziła się myśl, by reaktywować zespół.  Włada Majewska wyraziła zgodę na używanie historycznej  nazwy, pod warunkiem, że większość  repertuaru będą stanowiły przedwojenne polskie piosenki.  I tak jest do dziś: muzycy wykonują  dawne utwory, wzbogacane nowymi, światowymi przebojami.

 

Sala w Domu Dziennikarza w środowy wieczór była nabita, trzeba było dostawiać krzesła, by pomieścić wszystkich chętnych, którzy chcieli usłyszeć stare szlagiery.  Genialnym wodzirejem był  Edward Sosulski, który nie tylko znakomicie śpiewał, ale też opowiadał wiele anegdot i zabawnych historyjek. Słuchacze zaśmiewali się do łez.  Potrafił rozruszać całą publiczność,  która śpiewała razem z nim, a niektórzy nawet ruszyli do tańca – naśladując szefa zespołu, który rewelacyjnie tańczył – bo z wykształcenia jest tancerzem.  Towarzyszył  mu znakomity kontrabasista Andrzej Lokocki, na skrzypcach  świetnie grał Bogdan Nazar, a na akordeonie – Mirosław Ostiuk.  Klasą samą dla siebie był młoda piosenkarka Irena Rudi. To był  jej sceniczny debiut  i to od razu ze słynną lwowską  kapelą.

 

– Dziękuję  za ten  wspaniały wieczór. Koncert był cudny. Śpiewali i grali przepięknie, a dziewczyna oczarowała  mnie swym  głosem – stwierdziła  Ewelina Dybicz, redaktorka z miesięcznika „Claudia”.

 

A dziennikarka Barbara Mitkowska dodała: – Bardzo się wzruszyłam, poczułam się tak, jakbym była w przedwojennym  Lwowie, choć urodziłam się sporo lat po wojnie.  Jaki  to kunszt zespołu, że udało się im wskrzesić  tę atmosferę,  znaną mi  z dawnych filmów.  To muzyka chwytająca za serce, dla mnie tym bardziej, że kiedyś w Londynie miałam zaszczyt poznać Władę Majewską.

 

Oklaskiwano z entuzjazmem piosenki, a prawdziwa burza braw wybuchała na koniec, gdy prezes  Oddziału warszawskiego SDP Zbigniew Rytel dziękował artystom ze Lwowa.  Widzowie domagali się później, w kuluarowych rozmowach, jak najszybszego ponownego przyjazdu lwowskiej kapeli. I dziękowali organizatorom za pomysł sprowadzenia  „Lwowskiej Fali” .

 

Zespół otrzymał wiele nagród,  koncertując nie tylko we Lwowie, ale  to właśnie w ich rodzinnym mieście spotkał ich największy  zaszczyt: zagrali i zaśpiewali przed Ojcem Świętym Janem Pawłem II, podczas jego wizyty  we Lwim Grodzie w  2001 roku.  Wspominają to do dziś z nostalgią. Tak jak my będziemy  wspominać  ich występ u nas, w Stowarzyszeniu Dziennikarzy Polskich.

 

Stulecie polskiego sportu

 

To nie były jednak jedyne atrakcje tego środowego dnia w Stowarzyszeniu  Dziennikarzy Polskich. Występy „Lwowskiej Fali”  poprzedziło spotkanie poświęcone naszym najwybitniejszym sportowcom.  Widzowie mogli obejrzeć film „100 lat polskiego sportu” w reżyserii Zbigniewa Rytla. Udało mu się zgromadzić wiele zdjęć i filmów pokazujących dorobek  polskich biegaczy, skoczków, bokserów, sztangistów … Na nowo mogliśmy przeżyć wzruszenia, oglądając wyczyny naszych sportowców: zdobywanie medali olimpijskich, czy bicie rekordów świata.  Przypomnieliśmy sobie nazwiska i sukcesy odnoszone przez reprezentantów Polski , np.  Halinę Konopacką, Irenę  Szewińską czy  Władysława Kozakiewicza.

 

Twórca filmu  znał osobiście wielu sportowców, gdyż sam był reprezentantem Polski w lekkiej atletyce. Po sensie historyk z Uniwersytetu Warszawskiego dr Robert Gawkowski  opowiadał przeciekawe historie o zawodnikach, a jest wybitnym znawcą przedwojennego sportu.

 

Można było także obejrzeć  wystawę zdjęć  Rafała Oleksiewicza – laureata Grand Press w 2019, który od lat dokumentuje występy  naszych sportowców.

 

Hanna Budzisz

 

 

 

Sfinansowano ze środków Fundacji PZU

MAJ NA FOKSAL 2019. Zostaną po nich nie tylko guziki

Kiedy odkopywano groby ludzi zamordowanych przez  komunistyczny  reżim, odnaleziono w mogile na Bródnie ryngraf. A wyryte na nim było imię i nazwisko: Stanisław Olszewski.

 

Kim był człowiek, któremu udało się zachować tak niezwykłą pamiątkę? Żołnierzem Narodowych Sił Zbrojnych.  Tyle było wiadomo.  Jego śladami ruszyła dziennikarka telewizji „Republika” Dorota Kania.  Z dokumentów wynikało, ze został skazany na śmierć za kolaborację z Niemcami. I rzeczywiście  pracował w niemieckiej policji kryminalnej. Była to jednak przykrywka dla działalności konspiracyjnej.    Młody żołnierz zawiadamiał  o niemieckich obławach, wyprowadzał więźniów z aresztu fałszując  blankiety, dostarczał broń partyzantom.  Niemcy go za to aresztowali i skazali na śmierć. Udało mu się uniknąć kary, ale drudzy oprawcy mu nie darowali.  Po ciężkim śledztwie w jednej z kilku  katowni NKWD i UB, które były na warszawskiej Pradze, został skazany na śmierć.  Powieszono go, gdy miał  29 lat. W ten sposób komuniści rozprawili się z żołnierzami niezłomnymi.

 

Dorota Kania ocaliła jego pamięć od zapomnienia, nie tylko przeszukując archiwa i sprawdzając dokumenty oraz  rozmawiając z wybitnymi znawcami tematu:  prof. Krzysztofem Szwagrzykiem   -wiceprezesem IPN, prof. historii Janem  Żarynem i księdzem Józefem Majem, ale udało jej się nawet odszukać ostatnią miłość skazańca.  To w niej się zakochał, obserwując ją z celi śmierci, gdy jako więźniarka chodziła po spacerniaku. Rzucał jej  grypsy przez  zakratowane okno. I to ją poprosił, by zawiadomiła jego matkę.

 

Nie udało się. Prawie stuletnia dziś  Krystyna Miszczak- Opałło ma łzy w oczach, gdy o tym opowiada. I jest to najbardziej wzruszający moment filmu, zdaniem wszystkich oglądających, którzy licznie zgromadzili się  we wtorkowy wieczór w Domu Dziennikarza przy ul. Foksal 3/5. W ramach „Maja na Foksal” reżyserka zaprezentowała swój film i opowiedziała o pracy nad jego realizacją.

 

 

 

Sfinansowano ze środków Fundacji PZU