Rok więzienia za napaść na operatora Polsat News

29 lipca b.r. Sąd Okręgowy w Białymstoku skazał na rok więzienia dwóch mężczyzn oskarżonych o napaść na operatora Telewizji Polsat w czasie realizacji materiału na temat wycinki drzew i protestów w Puszczy Białowieskiej. Wyrok nie jest prawomocny.

 

   Prokuratura zarzucała oskarżonym m.in. naruszenie prawa prasowego poprzez użycie przemocy w celu zmuszenia do zaniechania tzw. interwencji prasowej, czyli przygotowania publikacji telewizyjnej o sytuacji w Puszczy Białowieskiej. W ocenie sądu oskarżeni zdawali sobie sprawę, kim jest pokrzywdzony, co robi w puszczy i dlatego przemocą chcieli mu przeszkodzić w nagrywaniu materiału, który zamierzał opublikować. Sąd nakazał też mężczyznom zapłatę zadośćuczynienia pokrzywdzonemu w wysokości 5 tys. zł oraz naprawienie szkody Telewizji Polsat w łącznej kwocie blisko 20 tys. zł.

 

   W 2017 przeciwko napaści na niego protestowało CMWP SDP:

Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP stanowczo protestuje przeciwko utrudnianiu pracy dziennikarzy i osób pracujących pod ich nadzorem (np. operatorów telewizyjnych) podczas wykonywania ich zawodowych obowiązków, czego skandalicznym przykładem jest atak na operatora redakcji telewizyjnej Polsat News  (…), który został pobity w czasie realizowania materiału o wycince w Puszczy Białowieskiej 29 lipca 2017 r.(…) CMWP  SDP przypomina, że fizyczne ataki na dziennikarzy i osoby wykonujące ich obowiązki są jaskrawym naruszeniem zasady wolności słowa, która jest fundamentem ustroju każdego demokratycznego państwa i nigdy nie powinny mieć miejsca. Bezpieczeństwo pracy osób relacjonujących wszelkie wydarzenia, w tym te wywołujące silne społeczne emocje, powinno być zawsze przedmiotem troski wszystkich stron zaangażowanych w sytuację konfliktową, a zgodnie z obowiązującym prawem zobowiązane one są do zapewnienia dziennikarzom i osobom z nimi pracującym warunków pracy niezagrażających ich życiu i zdrowiu .

 

Red.

Zmiany personalne w Superstacji

Grzegorz Jankowski, były redaktor naczelny „Faktu”, został dyrektorem programowym Superstacji. Jego zastępcą będzie Grzegorz Adamczyk, były szef TVP Info.

 

Z Superstacji odchodzą: szef newsroomu Wiktor Bater, wydawca Informacji Dnia Grzegorz Sajór, prowadzący „Raport” Jarosław Kulczycki, wydawca „Finału Dnia” Marek Czunkiewicz, prowadzący „Bez ograniczeń” Adam Feder i Jacek Zimnik. Za współpracę szefowie stacji podziękowali prowadzącym „Rozmowy Dnia” Jackowi Żakowskiemu i Markowi Czyżowi.

 

Właścicielem Superstacji jest od czerwca 2018 Telewizja Polsat.

 

Opr. red. Źródło: press.pl, fot. Superstacja

Detektyw historii – wspomnienie o Kazimierzu Bosku

27 lipca mija rocznica śmierci zasłużonego dziennikarza,  wieloletniego członka i działacza SDP  Kazimierza Boska, z tej okazji publikujemy wspomnienie o nim Marzeny Bauman-Bosek.

 

O dziennikarstwie Kazimierz Bosek marzył od najmłodszych lat. Koleżanka ze szkolnej ławy, Czesława Szawtela wspominała na łamach „Życia Dobrzechowa”, że Kazik nigdy nie rozstawał się z notesikiem, w którym pilnie coś zapisywał. „Redaktor” jak go nazywali trochę kpiąco nauczyciele, po cichu wysyłał swoje tekściki do rzeszowskich „Nowin”. Nie pomijał też innych okazji zaistnienia w prasie, jak choćby konkursu na najciekawszą wiadomość ogłoszonego przez „Express Wieczorny”. Zajął wtedy pierwsze miejsce i otrzymał w nagrodę rower.

 

Zainteresowanie prasą było u „Redaktora” zapewne dziedziczne: Jego ojciec, Stanisław Bosek, eks-legionista, następnie lwowski komendant policji, nie mógł się obejść bez „gazetek”. A w pięknej, podkarpackiej wiosce panowało nieomal powszechne umiłowanie prasy. Dobrzechowianie sięgali po nią, aby „więcej wiedzieć”. W 800-letnim Dobrzechowie, jednej z najstarszych polskich wiosek, jak z dumą podkreślali mieszkańcy „wzmiankowanej przez Długosza”, od 1183 roku wychodzi też kwartalnik „Życie Dobrzechowa”. Wydawcą jest TPD, czyli Towarzystwo Przyjaciół Dobrzechowa. W tej małej wiosce na każdym kroku czuje się oddech historii. Według Kazimierza sama nazwa Dobrzechów w połączeniu z pobliskim Strzyżowem i Kożuchowem przypomina, że mieszkańcy tych stron utrzymywali się ongiś z hodowli owiec. W dzieje wioski wpisywały się również słynne nazwiska Michałowskich, Koźmianów, Pleziów … ze świadomości historycznej i miłości do małej ojczyzny narodził się wielki patriotyzm Kazimierza.

 

Jako syn Legionisty i funkcjonariusza przedwojennej policji, „Redaktor” nie miał prawa do wyższych studiów. W Polsce Ludowej podlegał bowiem wraz z ojcem degradacji społecznej. Stanisław Bosek mógł się zatrudnić jedynie przy naprawie torów, praca umysłowa mu nie przysługiwała, chociaż w PRL-u brakowało wykwalifikowanych urzędników. Ale Kazimierz nie mógł pogodzić się z myślą, że nie będzie dla niego miejsca w wymarzonym zawodzie. Przystępując do egzaminów na wydział dziennikarski w rubryce „zawód ojca” napisał „rolnik”, co było zgodne z prawdą, bo skromne poletko w Dobrzechowie było źródłem utrzymania rodziny Bosków.

 

Egzamin wstępny zdał Kazimierz celująco, kolejne również bardzo dobrze, toteż nie wierzył własnym oczom stwierdzając że nie ma go na liście studentów drugiego roku. Wkrótce sprawa się wyjaśniła: dostał wezwanie do wojska. I rozkaz: stawić się na dworcu. Po co i dlaczego, nie wyjaśniono. Grupę oszołomionych chłopców załadowano po prostu do bydlęcych wagonów. Dłużyła im się podróż w nieznane, ktoś powiedział: „pewnie wiozą nas nad morze”. Kiedy pociąg wreszcie stanął i ukazały się kopalniane szyby, Kazimierz doznał szoku. Tak wielkiego, że nic więcej z tego dnia nie pamiętał. Niebawem jednak, z ogolonymi głowami, w dziwnych drelichach z czarnymi naszywkami, znaleźli się w barakach opuszczonych przez jeńców niemieckich. Drewniane prycze kojarzyły się z więzieniem, bo też tak ich traktowano, jak skazańców. Wojskowa służba zastępcza oznaczała głodowe racje żywności i niewolniczą pracę. Czasem nawet na tzw. rolkę, czyli od świtu do świtu. Nie byli przygotowani do górnictwa. Mnożyły się wypadki, okaleczenia, ginęli częściej od zawodowych górników. Nie wytrzymywali również psychicznie, załamywali się, padali z wyczerpania. Kazimierz, który miał za sobą wojenne przejścia na kresach, nie poddał się. Zdobył się na czyn desperacki: wystosował do marszałka Rokossowskiego, twórcy karnych batalionów, list z prośbą o umożliwienie kontynuacji studiów – miał przecież bardzo dobre wyniki w nauce. Marszałek, o dziwo, zlitował się nad Boskiem, skracają mu katorgę o rok. Po wyzwoleniu z kopalnianych łagrów, Kazimierz natychmiast zgłosił się na Uniwersytet Jagielloński, na wydział historii.

 

Przyjęto go bez oporów, a nawet z przychylnością. Przyjaźń i zrozumienie okazał mu zwłaszcza pewien młody asystent, Stefan Bratkowski. On pierwszy dostrzegł literacki talent studenta o wyglądzie skazańca. I właśnie Bratkowskiemu przyszło, kilkadziesiąt lat później, w pośmiertnym wspomnieniu o Kazimierzu na łamach „Rzeczpospolitej” przywołać symboliczne zdarzenie: „Przed laty, kiedy ogłoszono równocześnie konkursy na reportaż i opowiadanie, wysłał jeden ze swoich świetnych reportaży i dostał pierwszą nagrodę – za opowiadanie! Taką wartość literacką miał ów tekst”.

 

Kochając historię, cały czas marzył Bosek o dziennikarstwie. Toteż z dyplomem w kieszeni zgłosił się na praktykę do „Echa Krakowa”. Jego dar wyszukiwania niezwykłych tematów i świetne pióro oceniano wysoko. Ale pracy mu nie zaproponowano.

 

Powrócił więc do Dobrzechowa. Rodzinne strony okazały się kopalnią reporterskich tematów. Siedząc na wsi wysyłał teksty do Po Prostu, Kameny, Współczesności. Jego reportaże zwracały uwagę swoistością języka wolnego od panoszącej się w PRL-u nowomowy. Inspiracji dostarczali mu często sąsiedzi, którzy przychodzili do „Pana Kazka” ze swoimi sprawami, które tylko z pozoru były małe. Wyłaniał się z tych reportaży obraz Podkarpacia, egzotyczny z perspektywy Warszawy, Lublina, czy nawet Rzeszowa. Pisał dużo, stał się popularny, „miał nazwisko”, ale żył w biedzie. Był przecież przez całe lata „bezetatowcem”, zarabiającym tylko na wierszówkach. Mimo to nie unikał trudnych, kontrowersyjnych tematów, które narażały go niekiedy na rujnujące sprawy sądowe. Zadłużony, pewnego dnia musiał sprzedać maszynę do pisania, narzędzie pracy. „Uważaj, aby ci słońce nie zaszło w cudzej nienawiści” – ostrzegała matka, pierwsza czytelniczka jego materiałów. Wiktoria Bosek, z domu Kielar (Keler) miała korzenie węgierskie. Toteż w 1956, zapewne przez wzgląd na nią, choć nie tylko, na wieść o powstaniu w Budapeszcie, Kazimierz udał się z transportem krwi i leków do tragicznego miasta.

 

Ten wyjazd, jak również ostre publikacje w Po Prostu nie poprawiły sytuacji Boska. Nadal żaden szef nie kwapił się z przyjęciem do swojej redakcji eks-żołnierza górnika. Mimo, że stał się już w tym czasie cenionym autorem. Po latach, buszując w archiwach odkrył, że winna była pewna mała literka w jego aktach, która szła za nim wszędzie ostrzegając: „podejrzany, niepewny”.

 

Stopniowo jednak przełom październikowy dał znać o sobie także w życiu Boska. W 1964 roku chłopak z prowincji otrzymał Nagrodę Ministra Kultury: mieszkanie w Warszawie. Jednocześnie „Fakty”, pismo zakładowe żerańskiej FSO, zaproponowało mu pracę. Nie o tym marzył, ale przyjął propozycję, bo jednocześnie przyszła na świat jego ukochana córka, Agnieszka. Rok później w autobiograficznej książce pt. „Cyrograf na własnej skórze” (Iskry 1965) poświęcił córce piękny esej pt. „Imię ziemi mojej”.

 

Praca jego marzeń stała się realna dziesięć lat później w nowoutworzonym tygodniku „Literatura”. Tę nieco spóźnioną szansę Kazimierz wykorzystał w pełni, poświęcając 25 lat zagadkom życia i śmierci Jana Kochanowskiego. Na trop tej, zdawałoby się, dobrze znanej postaci, trafił Bosek podczas wakacji w Kazimierzu nad Wisłą. Stamtąd reporterska ciekawość zaprowadziła go do zwoleńskiego kościoła, gdzie miał być pochowany pierwszy polski poeta. Ale ku wielkiemu zaskoczeniu Boska pod marmurowym nagrobkiem wbrew napisowi „Tu spoczywa” nie było prochów wielkiego Jana. Gdzie się zatem podziały? Pytanie nie dawało reporterowi spokoju i przerodziło się w wieloletnią fascynację postacią poety, jego twórczością, ale i życiem pośmiertnym, losem pamiątek. Bez wątpienia jego „kości popiół został wzgardzony”. A skoro tak, skoro doszło do poniewierki prochów, należy przywrócić je „miejscu godnemu i upamiętnionemu z pietyzmem i rozwagą”. Sprzyjał postanowieniu reportera Jerzy Putrament, komunista niepozbawiony szacunku dla wartości narodowych. Zbliżało się 400-lecie śmierci Jana Kochanowskiego, toteż „Literatura” objęła patronat nad tą rocznicą.

 

Kazimierz mógł więc bez przeszkód poświęcić się swojej nowej, największej życiowej pasji: odczytywaniu sekretów biografii Kochanowskiego i losów pamiątek po poecie. Zagadki mnożyły się i reporter coraz głębiej pogrążał się w „czarnym lesie tajemnic” – by przywołać tu określenie Zbyszka Święcha – przyjaciela i sojusznika w walce o uczczenie pamięci mistrza Jana. Kazimierz szybko zrozumiał, że stoi przed zadaniem przerastającym siły jednostki. Do batalii o Jana potrzebował wielu sprzymierzeńców. Toteż na łamach „Literatury” podjął cykl publikacji pt. „Wielkości, gdzie twoje miejsce”. Wypowiadały się w nich autorytety, wybitni ludzie kultury i nauki, znane nazwiska. Pomoc i zrozumienie okazali również prości ludzie, mieszkańcy stron czarnoleskich, zatroskani o losy pamiątek po wielkim ziomku. Szczególnie zasłużył się tu śp. Stanisław Janusz, „człowiek z akowskiego wywiadu”, eks-przewodnik, który w stronach czarnoleskich znał każdą piędź ziemi.

 

Publikacjami w „Literaturze” zaalarmował Bosek opinię publiczną, niemrawe urzędy centralne i lokalne, co doprowadziło w efekcie do podjęcia zaniedbanych prac konserwatorskich w Zwoleniu, Czarnolesie i Sycynie. Dzięki zaangażowaniu wybitnego konserwatora zabytków, Tadeusza Polaka, po raz pierwszy od kilkuset lat poddano konserwacji zwoleńską kaplicę Kochanowskich, wraz z rozpadającym się marmurowym nagrobkiem, najstarszym i najbardziej wiarygodnym wizerunkiem poety. Dzięki uporowi znakomitego archeologa, Wojciecha Twardowskiego, udało się też w końcu odnaleźć szczątki poety, w miejscu najmniej oczekiwanym.

 

Przełom przyniósł rok 80, kiedy Kazimierz Bosek założył w swojej redakcji koło Solidarności, do którego wstąpił solidarnie cały zespół. A w maju 1980, w ogrodach Watykanu, dokąd udał się „za Kochanowskim”, uzyskał reporter szczególnie cenne poparcie dla swojej misji: błogosławieństwo papieża Polaka, Jana Pawła II. Po długich przygotowaniach, których nie przerwano nawet w stanie wojennym, można było wreszcie ogłosić 21 czerwca 1984 dniem „Pogrzebu po 400 latach”, nazwanego później „tajnym zjazdem opozycji”. Faktycznie był to zjazd polskiej niezależnej kultury. Przybyło bowiem wielu wybitnych ludzi, którzy na znak protestu od pewnego czasu nie uczestniczyli w życiu publicznym. W związku z tym media, zarówno centralne, jak i lokalne przemilczały to wydarzenie. Film dokumentalny solidaryzującej się z Boskiem Marii Góralczyk z Kroniki Filmowej od razu powędrował na półkę i nigdy nie pojawił się na ekranach. Zmowę milczenia przełamał jedynie Wiesław Budzyński, biograf Baczyńskiego, przyjaciel i sprzymierzeniec Boska w bojach o Jana, publikacjami w prasie katolickiej. A Kazimierz Bosek zyskał przydomek „Detektywa historii”.

 

Ukoronowanie ćwierćwiecznych zabiegów Boska nastąpiło przy pięknej, słonecznej pogodzie, wynagradzającej reporterowi wszystkie dni ciemne, smutne, samotne. Homilię na zwoleńskim rynku wygłosił śp. Kardynał Franciszek Macharski, wobec ogromnych tłumów. Pochowano poetę jak przystało, po królewsku, w podobnym do wawelskich sarkofagu z białego marmuru.

 

Śmiertelna choroba udaremniła Boskowi napisanie książki. W 2011 roku ukazał się jednak tom pt. „Na tropie tajemnic Jana z Czarnolasu” zawierający teksty pochodzące z archiwum reportera, a także z zasobów Biblioteki Narodowej.

 

Marzena Baumann-Bosek

 

Kazimierz Bosek 26.06.1932 – 27.07.2006

Pisarz i publicysta, autor esejów, reportaży literackich. Zbiory: Taka ludzka żeremia (1964), Cyrograf na własnej skórze (1965), scenariuszy filmów dokumentalnych: Uranowe piętno, Czarni baronowie, Zostanie legenda. Żołnierz karnych batalionów kopalnianych (1953-1955), opisanych w książce Tajemnice czarnych baronów.

 

Studiował dziennikarstwo i historię na Uniwersytecie Jagiellońskim, praktykował w „Echu Krakowa”. Publikował w „Po prostu”, „Kamenie”, „Współczesności”. W żadnej z tych redakcji nie zaoferowano mu stałego zatrudnienia. W 1964 roku otrzymał Nagrodę Ministra Kultury Od 1974 roku pisał już tylko dla „Literatury”, gdzie otrzymał stałą pracę kierownika działu prozy. W 1980 roku założył w redakcji koło Solidarności. Poświęcił 25 lat swojej reporterskiej pasji zagadkom biografii Jana Kochanowskiego.

 

Marzena Baumann-Bosek jest  autorką książki „Drogą z Piekła. Fascynacje Kazimierza Boska” (publikacja dofinansowana przez Fundację Solidarności Dziennikarskiej oraz Urząd ds. Kombatantów i Osób Represjonowanych). Jej tytuł pochodzi z autobiograficznego reportażu Boska opisującego powojenne losy sanacyjnego policjanta koczującego wraz z rodziną w podworskich czworakach nazywanych we wsi „piekłem” i podejmującego wraz z synem budowę domu, aby wyprowadzić bliskich z owego „piekła”. Na przekór wszystkiemu, dom powstał. Ale życie Kazimierza, wyklętego z powodu życiorysu ojca, było ustawicznym wydobywaniem się z kolejnych kręgów piekła, ciągłym zmaganiem z piętrzącymi się przeszkodami, „mierzeniem sił na zamiary”. Bez tych romantycznych pasji nie byłoby jednak książek Boska ani marmurowego sarkofagu Jana Kochanowskiego w zwoleńskim kościele.

 

Marek Palczewski odchodzi z Zarządu Głównego SDP

Swoją decyzję Marek Palczewski, były redaktor naczelny portalu SDP, ogłosił na Facebooku.

 

Palczewski twierdzi, że w ten sposób protestuje przeciwko ostatniemu oświadczeniu Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP. CMWP SDP broni „Gazety Polskiej” i krytykuje Empik za odmowę przyjęcia do dystrybucji „GP” z naklejką „Strefa wolna od LGBT”.

 

Oświadczenie CMWP:

 

https://cmwp.sdp.pl/oswiadczenie-w-sprawie-dzialania-firmy-empik-w-stosunku-do-gazety-polskiej/

 

Marek Palczewski swoją decyzję na Facebooku tłumaczy tak: „Dziwię się, że CMWP mylą się podstawowe pojęcia filozoficzne (etyczne), takie jak wolność słowa, tolerancja, dyskryminacja. Wolność słowa nie może służyć szerzeniu nienawiści, nierówności i dyskryminacji ludzi ze względu na ich postawy, orientację, poglądy i przekonania.

 

Moja decyzja opuszczenia ZG SDP spowodowana jest niezgodą na tego rodzaju Oświadczenia i krytycyzmem wobec kilku innych ideologicznych i politycznych Oświadczeń CMWP SDP. Całokształt działań Zarządu Głównego SDP i Centrum Monitoringu Wolności Prasy w ostatnim okresie wskazuje na wyraźne opowiadanie się po jednej stronie ideologicznego i politycznego sporu w Polsce.

 

Wspomniane wyżej fakty sprawiają, że nie mogę nadal wspierać działań SDP, które są niezgodne z moim sumieniem, postawą obywatelską i przekonaniami„.

 

Marek Palczewski jest doktorem nauk humanistycznych. W latach 1992-2010 był redaktorem TVP. Od 2011 do 2012 redaktor naczelny portalu SDP. Od 2011 publikuje w Forum Dziennikarzy. Jest adiunktem w Katedrze Dziennikarstwa w SWPS. 

 

Red.

Zmarł Marek Rymuszko. Wydawał „Nieznany Świat”

Marek Rymuszko zmarł w wieku 71 lat.  Był reporterem, pisarzem, publicystą.

 

Absolwent prawa i dziennikarstwa. Założyciel i redaktor naczelny miesięcznika „Nieznany Świat”. Pracował w „Prawie i Życiu”. Laureat kilkudziesięciu nagród. W 1986 roku uhonorowany Nagrodą im. Ksawerego Pruszyńskiego za całokształt dorobku w dziedzinie reportażu. 

Red.

Fot. Stowarzyszenie Krajowy Klub Reportażu

Michał Olszański zwolniony z porannego programu TVP

Michał Olszański nie będzie już prowadzić „Pytania na śniadanie” z Moniką Zamachowską w TVP. Został zwolniony w trybie natychmiastowym.

 

Olszański był gospodarzem tego programu od ponad 10 lat.

 

W rozmowie z Wirtualnymi Mediami nie krył żalu do szefów TVP: „Tak rzeczywiście się stało. Nie ma mnie już w grafiku. Nie mam pretensji o to, że szefostwo nie widzi mnie w nowym układzie programu. Mam żal o sposób pożegnania się ze mną. Pięciominutowa rozmowa na pożegnanie z kimś, kto współtworzył ten program, to moim zdaniem niezbyt eleganckie rozwiązanie”.

 

Teraz przyczyny rezygnacji ze współpracy ze znanym i lubianym dziennikarzem tłumaczy TVP. Serwis „Plejada” opublikował komentarz Centrum informacji TVP: >>Pytanie na śniadanie<< jest najpopularniejszym programem śniadaniowym w Polsce, co oznacza, że wciąż musi się rozwijać i zaskakiwać widzów. Jesteśmy świadomi, że widownia „Pytania na śniadanie” jest coraz młodsza i oczekuje prowadzących, którzy zdynamizują program. Stąd zmiany w audycji”.

 

Red. Źródła: Wirtualnemedia.pl, Plejada.pl Fot. Michał Olszański i Monika Zamachowska (TVP)

Ohme i Chajzer zamiast Mołek i Mellera

Małgorzata Ohme i Filip Chajzer będą od września nowymi gospodarzami programu „Dzień dobry TVN”, będzie prowadzić program razem z Filipem Chajzerem. Zastąpią Magdę Mołek i Marcina Mellera.

 

Inne wydania nadal będą prowadzić Kinga Rusin i Piotr Kraśko, Dorota Wellman i Marcin Prokop oraz Anna Kalczyńska i Andrzej Sołtysik. Z komunikatu TVN, jaki cytuje portal Wirtualnemedia.pl wynika, że „Małgorzata Ohme jako psycholog wiele razy pojawiała się w >>Dzień dobry TVN<< jako ekspert, natomiast Filip Chajzer był reporterem programu, przygotowywał materiały oparte m.in. na sondach ulicznych. Wspólnie prowadzili już wiosną br. >>Big Brother Nocą<<”.

 

red. Źródło: Wirtualnemedia.pl Fot. TVN

Wydawca „Do Rzeczy” domaga się przeprosin od Tomasza Piątka

Spółka PMPG Polskie Media S.A., wydawca tygodników „Do Rzeczy” i „Wprost”, pozwała Tomasza Piątka, dziennikarza „Gazety Wyborczej”, autora książki „Morawiecki i jego tajemnice”.

 

Chodzi o stwierdzenie, jakoby dziennikarze tych tytułów, publikując nagrania z „afery taśmowej”, działali na zlecenie Rosji. „W książce Tomasza Piątka – informuje wydawca na portalu dorzeczy.pl –  znalazły się kuriozalne stwierdzenia jakoby tygodniki: „Wprost” i „Do Rzeczy” były „tubami” Kremla i ludzi Putina, a ujawnienie przez nas kompromitujących polityków PO nagrań z warszawskich restauracji było elementem operacji rosyjskich służb specjalnych”.

 

Wydawca „Do Rzeczy’ i „Wprost” domaga się przeprosin od Tomasza Piątka i wydawnictwa Aribtror. Z pozwu wynika także, że w przypadku przegranego procesu Tomasz Piątek będzie musiał przeprosić także Michała M. Lisieckiego, byłego prezesa PMPG Polskie Media S.A.

 

Opr. tor Źródło:dorzeczy.pl Fot. Wojciech Pacewicz, PAP

„Tygodnik Zamojski” liderem wśród tygodników lokalnych

„Tygodnik Zamojski” (Wydawnictwo Zamojskie) jest najchętniej kupowanym tygodnikiem lokalnym, a „Nowy Łowiczanin” (Oficyna Wydawnicza Nowy Łowiczanin) zanotował największe straty w sprzedaży, wynika z raportu portalu Wirtualnemedia.pl.

 

W maju 2019 roku „Tygodnik Zamojski” sprzedał średnio 17 tys. 275 egz. Drugie miejsce w tym rankingu zajął „Tygodnik Podhalański” (Zakopiańskie Towarzystwo Gospodarcze), ze średnią sprzedażą 9 tys. 458 egz. Trzecie miejsce – ze średnią sprzedażą 8 tys. 760 egz. – zajął „TEMI. Galicyjski Tygodnik Informacyjny” (Wydawca: Świt).

 

Z raportu portalu Wirtualnemedia.pl wynika, że najwięcej w ciągu ostatniego roku stracił  „Nowy Łowiczanin” (szósta lokata w rankingu). Średnia sprzedaż tego tygodnika wyniosła 5 tys. 535 egz., co oznacza spadek o 11,95 proc.

 

Opr. tor źródło: Wirtualnemedia.pl, Fot. Tygodnik Zamojski

Kolejny wzrost sprzedaży „Tygodnika Powszechnego”

W maju – wśród tygodników opinii – wzrosła sprzedaż jedynie „Tygodnika Powszechnego”, wynika z najnowszych badań Związku Kontroli Dystrybucji Prasy. Wszystkie pozostałe tytuły zanotowały spadki, ale największe dotknęły ponownie „Wprost”, wydawany przez PMPG Polskie Media.

 

„Tygodnik Powszechny” regularnie poprawia swoją sprzedaż, w maju średnio o 11,21 proc. (w porównaniu do wyniku przed rokiem), co oznacza 27 tys. 782 sprzedanych egzemplarzy. Tygodnik „Wprost” schodzi już tylko w nakładzie 13 tys. 155 egz. Spadek średniej sprzedaży o 32,77 proc.

 

Najlepiej sprzedającym się tygodnikiem opinii jest jednak od lat „Gość Niedzielny” (Instytut Gość Media). Wynik średniej sprzedaży z maja: 104 tys. 990 egz. (spadek o 3,03 proc.). Pozostałe tytuły: „Polityka” (Polityka) – 93 tys. 776 egz. (spadek o 0,53 proc.), „Newsweek Polska” (RAS Polska) – 73 tys. 888 egz. (sprzedaż niższa o 12,42 proc.), „Sieci” (Fratria) – 37 tys. 289 egz. (spadek: o 10,81 proc.), „Tygodnik do Rzeczy” (Orle Pióro) – 31 tys. 374 egz. (spadek o 8,12 proc.), „Gazeta Polska” (Forum) – 21 tys. 881 egz. (spadek o 9,17 proc.), „Przegląd” (Fundacja Oratio Recta) – 15 tys. 198 egz. (spadek o 4,88 proc.).

 

Spadek sprzedaży zanotował także tygodnik przedruków – „Angora” (Wydawnictwo Westa-Druk). Średnio 223 tys. 274 egz. (spadek o 6,46 proc.).

 

tor, źródło: Wirtualnemedia.pl, Fot. Tygodnik Powszechny

Konrad Piasecki przyciąga więcej widzów do TVN24

„Rozmowa Piaseckiego” i „Kawa na ławę” w TVN24 prowadzone przez Konrada Piaseckiego w sezonie 2018/2019 zanotował większą oglądalność niż pokazywane rok wcześniej analogiczne programy, których gospodarzem był Bogdan Rymanowski.

 

„Rozmowę Piaseckiego” można było oglądać w TVN24 od poniedziałku do czwartku o godz. 7.30, w okresie od 3 września 2018 r. do 11 lipca 2019 r. Program ten w swoim paśmie zastąpił audycję „Jeden na jeden” prowadzoną w poprzednich latach przez Bogdana Rymanowskiego. Jak wynika z danych Nielsen Audience Measurement, średnio program Piaseckiego w sezonie 2018/2019 oglądało 427 tys. osób, o 68 tys. więcej niż nadawany w tym samym paśmie wcześniej program „Jeden na jeden” Bogdana Rymanowskiego (od 4 września 2017 r. do 30 maja 2018 r. oglądało go średnio 359 tys. osób).

 

Po odejściu Rymanowskiego z TVN24, Piasecki jest również gospodarzem cotygodniowego programu „Kawa na ławę” (emisja w  niedziele o godz. 10.45). Średnia oglądalność tej audycji od 2 września 2018 r. do 14 lipca 2019 r. wyniosła 747 tys. osób. Ten sam program prowadzony przez Bogdana Rymanowskiego w okresie od 3 września 2017 r. do 17 czerwca 2018 r. gromadził przez ekranami 682 tys. widzów. „Kawa na ławę” z Konradem Piaseckim w roli gospodarza zyskała więc 65 tys. widzów.

 

jka, źródło: Wirtualnemedia.pl, Fot. TVN24

 

Onet.pl liderem cytowań w czerwcu

W czerwcu najczęściej cytowanym medium był Onet.pl – wynika z najnowszego raportu „Najbardziej opiniotwórcze media w Polsce” Instytutu Monitorowania Mediów.

 

Na informacje podawane przez portal Onet.pl powoływano się 3758 razy. Na drugim miejsce znalazło się radio RMF FM (2693 cytowania), a na trzecim Wirtualna Polska (2493 cytowania).

 

Najczęściej cytowanym tytułem prasowym była „Rzeczpospolita” (na jej informacje powoływano się 2311 razy), która wyprzedziła „Gazetę Wyborczą” (1738 cytowań) i „Dziennik Gazetę Prawną” (1186 cytowań). 10. To us players, this is inarguably the single most important factor because let’s face it, gambling can be a serious thing, and if you get out of control, you need to be able to rely on the casino to stick to the regulations and guidelines. While reputable casinos educate their customer support teams on problem gambling, instructing them to take proper action should they observe warning signs, bad casinos simply don’t care. In fact, they may even coax you into playing more. Quality casinos equal reputable regulating authorities, of which they depend heavily on.

 

Wśród stacji telewizyjnych najlepszy wynik miały: TVN24 (2073 cytowania), TVN (1978 cytowań) oraz Polsat News (1100 cytowania).

 

W pierwszej trójce najbardziej opiniotwórczych rozgłośni radiowych, poza RMF FM, znalazły się jeszcze Radio Zet (1348 cytowań) i Program I Polskiego Radia (1053 cytowania).

 

jka, źródło: Instytut Monitorowania Mediów