WALTER ALTERMANN: Nasza naiwność i nasze doktrynerstwo lat 90-tych

Słychać dzisiaj jak niektórzy nasi politycy stwierdzają konieczność zbudowania nowoczesnego i silnego sektora produkcji o wysokim stopniu zaawansowania technologicznego. Chodzi im o to, żebyśmy nie byli tylko podwykonawcą elementów do zachodnich samochodów, samolotów, czołgów i ciągów technologicznych do produkcji tychże. Że musimy więcej sami wymyślać, tworzyć i sami produkować.

Gdybym był złośliwy, powiedziałbym na to, że trzeba było nie dopuścić do likwidacji państwowych fabryk produkujących takie urządzenia i maszyny, za czym poszła likwidacja dużej liczby ośrodków badawczych dla przemysłu. I tak to polskie instytuty badawcze (tak jak cały nasz przemysł) padły na poligonie doświadczalnym, na którym Zachód testował w Polsce grackie przejście z socjalizmu na kapitalizm.

Wielki outlet

Uważam, że postępowanie wszystkich polskich rządów z lat 1989-2001, w „dziale” wyprzedaży narodowego majątku było dalece nierozsądne, jeżeli nie głupie a nawet zbrodnicze. Tu zauważę, że likwidacja państwowego sektora przemysłowego odbywała się przy niekłamanej radości ówczesnych mediów, które dzielnie popierały ideę wolnego rynku, który sam wszystko naprawi i będzie lepiej.

Prywatyzacja w stylu Balcerowicza była wówczas główną zasadą. Towarzyszyły jej doktrynalne założenia, że państwo zawsze będzie mniej wydajne w zarządzaniu wszystkimi sektorami polskiej gospodarki. I w imię tej doktryny, że prywatny porządzi lepiej sprzedano min. Telekomunikację Polską państwowej francuskiej firmie Telekom. Dodawano przy tym, że Polska nie ma środków na modernizację państwowych zakładów, a Zachód ma, więc wykupi nas i da. Rychło jednak okazało się, że francuski państwowy właściciel, owszem inwestował, ale z naszych polskich pieniędzy, podnosząc w górę do niebotycznych wprost wysokości opłaty telekomunikacyjne. Wykazywał też ogromne koszty własne, na które składały się gigantyczne pensje Francuzów, pracujących w Telekomunikacji Polskiej. Firma zamówiła także (w swojej firmie – córce, czyli u siebie samej) nowy znak graficzny, który kosztował 2,5 mln dolarów.

Staliśmy się dla Europy i świata największym outletem, w którym wszystko kosztowało (prawie) 5 zł. Ano, stało się tak jak pisał poeta Edward Słoński:

Przehandlowaliśmy za nic

swój znak i graniczne kopce –

i dziś dla nas nie ma granic

i swoim jest wszystko obce.

Ale tak zawsze kończą ludzie, którym wielkie idee zastępują zwykły rozum. Wiara w magiczne działania rynku, w imię liberalnej doktryny, która zastąpiła niedawną wiarę w moc socjalistycznej gospodarki, ta wiara zastępowała nam zdrowy rozsądek.

Co Polska może kupić w USA?

Odpowiedź na to pytanie brzmi – WSZYSTKO. Wiem to od amerykańskiego generała. Pan ten odwiedził Polskę w roku w 1991 roku, na zaproszenie pani Henryki Bochniarz, ówczesnej minister przemysłu i handlu. Niestety nie pamiętam nazwiska tego wysokiego oficera, ale rzecz w tym, że był odpowiedzialny za uzbrojenie armii USA. Czyli był potężny i „sprawczy”. Podczas wizyty Amerykaninowi zostały pokazane najważniejsze polskie zakłady zbrojeniowe. Na zakończenie pobytu w Polsce generał ów, w obecności pani Bochniarz powiedział do kamer: „Polska nie musi martwić się o uzbrojenie. Wszystko możecie kupić od nas.”

Pani Bochniarz bardzo się ucieszyła, czemu „dała wyraz do kamer”, bo w gruncie rzeczy spadł jej z głowy problem z zanikającym polskim przemysłem zbrojeniowym. Ale skoro amerykański generał mówi, że możemy kupić, to po samemu produkować?

Był to czas, w którym telewizja pokazywała jak dzie nam niszczenie naszych czołgów T72. I TVP chwaliła polski wynalazek, który polegał na tym, że z dużej wysokości zrzucano na czołg ważącą kilka ton stalową kulę… Na te czołgi, które dzisiaj dzielnie walczą na Ukrainie.

Zastanawia mnie jedno – czy wówczas do p. Bochniarz dotarło, że uzbrojenia nie dostaniemy za darmo, że jednak potrzebne będą na to pieniądze? A jeżeli dotarło, to czy się tym przejęła.

Wiara i ekonomia

Z lat 90-tych zapamiętałem kilku zbawców ojczyzny, a spośród nich wicepremiera Henryka Goryszewskiego.

Henryk Goryszewski należał wtedy do Zjednoczenia Chrześcijańsko-Narodowego (ZChN), był adiunktem na Wydziale Prawa Uniwersytetu Warszawskiego, radcą prawnym w Ministerstwie Przemysłu. W latach sześćdziesiątych związany był ze środowiskami endeckimi, w latach osiemdziesiątych działał w oficjalnie funkcjonującym Polskim Związku Katolicko-Społecznym. Uznawany był za głównego przedstawiciela nurtu nawiązującego do tradycji Narodowej Demokracji w ZChN.

W lutym 1993 roku Henryk Goryszewski powiedział podczas mszy św. w Rudce koło Briańska: „Nie jest ważne, czy w Polsce będzie kapitalizm, wolność słowa, czy w Polsce będzie dobrobyt – najważniejsze, aby Polska była katolicka”.

Ta wypowiedź wywołała wówczas burzę w prasie, radiu i telewizji. Bo dla większości z nas był to szok. Tym bardziej, że Goryszewski był wtedy przecież wicepremierem. Gorzej, bo to on był wówczas odpowiedzialny za sprawy gospodarki, co dowodzi, że nie każdy człowiek, który poświęcił swe życie walce z komuną, nadaje się do rządzenia.

 

Spotkania z Teresą Kaczorowską, przewodniczącą KPK SDP, autorką książki „Obława Augustowska w oczach świadka”

Na Jesiennych Targach Książki w Warszawie, przy Pałacu Kultury i Nauki (naprzeciwko Kinoteki), na stoisku B5, w piątek, 20 września  2024 r., w godz. 16.00 – 17.00, przewodnicząca Klubu Publicystyki Kulturalnej SDP Teresa Kaczorowska będzie podpisywać swoją najnowszą książkę „Obława Augustowska w oczach świadka”. Zaraz potem, o godz. 17.00, zaplanowano rozmowę z autorką na Scenie Głównej Targów (namiot F). Zapraszamy!

Kolejne spotkania wokół tej wydanej w lipcu 2024 r. książki odbędą się 21 i 22 września 2024 r. w świątyniach: w Łomży, Puchałach i Pruszkach Wielkich (pod patronatem biskupów Diecezji Łomżyńskiej), gdzie bohater książki – ks. prałat Stanisław Wysocki (ur. 1 marca 1938 r.) – pracował jako kapłan i duszpasterz młodzieży. Jest on niezłomnym świadkiem historii i bojownikiem o prawdę o Obławie Augustowskiej. Mocno doświadczonym już w dzieciństwie, kiedy w lipcu 1945 r. Rosjanie przy pomocy polskich komunistów, zabrali na Jego oczach ojca i dwie siostry, którzy jak wielu innych ofiar tej największej powojennej zbrodni komunistycznej przepadli bez wieści…

 

Zaproszenie na debatę „Granice suwerenności Konstytucji RP i Polski jako członka UE”

Stowarzyszenie Potomków Sejmu Wielkiego i Warsaw Enterprise Institute zapraszają na debatę „Granice suwerenności Konstytucji RP i Polski jako członka UE”, która odbędzie się 13 września  o godz. 17 w sali konferencyjnej Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich przy ul. Foksal 3/5 w Warszawie.

W debacie, którą poprowadzi prof. Michał Kleiber, wezmą udział: prof. Jacek Czaputowicz, prof. Tomasz Grzegorz Grosse, prof. Ryszard Piotrowski, prof. Piotr Szymaniec oraz wiceprezes WEI Sebastian Stodolak.

 

STEFAN TRUSZCZYŃSKI: Lechu olał!

Usiedli wielce zasłużonym rządkiem. Wszyscy (no?) bardzo zasłużeni. Rocznica bardzo ważna. Tylko Lecha zabrakło.

Dlaczego prezydent Lech Wałęsa nie siedzi tu w pierwszym rzędzie. To przecież solidarnościowa rocznica. Owszem jest Piotr Duda, przewodniczący aktualny. Chodzi o to co to teraz za związek. Kto ich słucha skoro się podzielili i dzielą dalej.

Zasłużony, prawdziwy górnik, znany powszechnie tak jak ci najważniejsi, mówi mi: nas starych „solidarnościowców” szanują, ale tych obecnych nienawidzą. Duda mówi, że zapraszał, że ma nad biurkiem portret Lecha. Rzeczywiście, wielka łaska. Proszę pana, pan do historii nie przejdzie.

Ale wróćmy do Wałęsy. Obraził się, czy ma rację?

Były rzecznik, nadal przyjaciel Lecha, mówi mi: „powiedział nie, nie przyjdę, taka była jego decyzja”.

Lech Wałęsa nie był królem Polski. Ale to jego zna cały świat. Pamiętam w Zambi, gdzie robiłem film o polskich misjonarzach, w 1993 roku, siedziałem na skrzyniach wielkiego dodge’a z workami sproszkowanego mleka. Rozwoził je ksiądz Wojciech, młody misjonarz biorący udział w akcji dożywiania finansowanej przez organizacje humanitarne. Koszulka mi wypadła z ręki i poleciała za samochodem. Przy drodze stał chłopczyk, podniósł i zaczął biec za nami. Klepnąłem w dach kabiny. Stanęliśmy. 10- może 14-letni chudziutki murzynek wyciągnął rękę z tiszertem.

– For you – powiedziałem. Aż podskoczył z radości. Chłopczyk pokazał palcem na naklejkę na drzwiach samochodu, biało-czerwoną.

– Bolanda? – zapytał.

– Yes. Bolanda – Polska.

– Walesa?

Zatkało mnie. Żar lał się z nieba, bo to był czerwiec, ale zrobiło mi się jeszcze cieplej. Ten mały wiedział: Bolanda – to Walesa.

                                               *                     *                     *

Sporo napluli na Lecha. Teraz go Piotr Duda zaprasza na krzesło. A on – nie!, nie chce. Czy można się dziwić? AK-owcy mówili, że z każdym rokiem przybywa im w organizacjach kombatantów. Teraz już nie. Siedzą w pierwszych rzędach zasłużeni starsi ludzie, obok nich harcerze. Tych tolerują.

A dzisiejsza władza? Niech się pokłoni, ale już nic nie gada. Bo to w ich ustach zdarte do cna komunały. Nie robić dzisiejszym bonzom reklamy. Znamy tych ludzi aż za dobrze. Oni jak zawsze – od wyborów do wyborów.

Słyszę: „ja już siódmą, ósmą kadencję piastuje”. Ale co żeś dziadu zrobił naprawdę? – pytam. Sprzedałem 170 statków PLO, rozwaliłem do cna Stocznię Gdańską, zdekatyzowałem gdyńską, roztopiłem stalowe piece Chorzowa, Bobrka, popłynęły lawą przez sprzedany kraj, ze szmalem do teutońskiej kieszeni. – Ja już mam immunitet n-ty raz. Mogę sobie bezkarnie popijać jak burmistrz Płocka, rozwalać wypasione samochody jak Macierewicz, zakładać partie i dzielić je następnego dnia.

O wy służebnicy pańscy co wstydu nie macie i biegacie po korytarzach zaprojektowanych przez profesora Pniewskiego. Usiądźcie na chwilę i pomyślcie po co właściwie jesteście. Rzygać się chce na to wasze tokowanie.

Każdy człowiek robi również głupie rzeczy. Ale robić ciągle głupio to już przesada. Miała być reindustrializacja, a został tylko przekop na Mierzei Wiślanej. Miała odżyć szczecińska stocznia a została zardzewiała morawiecka stempka okrętowa. Mesjasz Tusk, pogromca PiSu nie wie co robić. Jedyny program jest taki jak Gierka: zadłużyć się. Stoczniowców z 1980 poklepywać kordialnie, ale broń Boże nie odbudować wielkich zakładów przemysłowych – bo znowu zbiorą się robotnicy w zbrojną kupę i zbuntują. Chłopi póki co marnują paliwo i jeżdżą do Warszawy, gdzie ich minister chowa się pod urzędniczym biurkiem.

Jeden Duda, drugi Duda. Przecież im już nic się nie uda. Się popierają. Ale jeden odejdzie, bo takie są terminy. A drugiego wywiozą, zostały mu tylko groźne miny. Lech Wałęsa ze swojego domu na Polanki miał niedaleko. Może i wysłali mu samochód, ale nie wsiadł tak jak do admiralskiej motorówki, która 1980 przywiozła go z Helu do gdańskiej stoczni. Bo tak było.

Ale potem było wspaniale. 10 milionów solidarnościowców obroniło kraj. Teraz nie potrafili uratować nawet jednej huty. Dziady kalwaryjskie. Grubasy fotografujące się natrętnie w solidarnościowym tygodniku.

I oni chcieli uprzejmie poklaskać Wałęsie?

Czekamy na kolejne pokolenie. Może ono zrozumie, że trzeba naprawdę bronić Polski przed krową-Europą i zalewem nachodźców-uchodźców, przed zalewem spapranego taniego zachodnio-korporacyjnego zboża z Ukrainy.

Porzućmy mrzonki o unijnej mamonie, nie spadnie z nieba, porzućmy nadzieję na 4-dniowy tydzień pracy. Zauważcie, nie tylko w czasie wakacji, że mamy 500 kilometrowe wybrzeże, porty, resztki stoczni i wielu fachowców od morza, którzy chwilowo (mam nadzieję) wyemigrowali za chlebem. Bo choć tu wydano na ich kształcenie miliony – obcy eksploatują ich wiedzę.

Śpiewano: „Chłopcy z Grabówka, chłopcy z Chyloni, wróćcie do domu, skończona walka…” Nie, właśnie nie skończona, bo inaczej bez sensu byłoby, że Janek Wiśniewski padł.

A Lech słusznie nie przyszedł. Olał was!

 

 

Cenzura w PAP? TP napisał: „słowa zostały jednak wycięte z opublikowanego już na stronie PAP artykułu Beaty Igielskiej”

Trwa dyskuja w związku ze sprawą 11-letniej Sary okrzykniętej „najmłodszą sejmową dziennikarką”, która męczy pytaniami PiS, a koalicja jest zauroczona dzieckiem. „Asystentem” Sary i jej „operatorem kamery” w telefonie komórkowym jest ojciec dziewczynki. Pojawiły się pytania o granice wykorzystywania wypowiedzi i „pracy” dzieci w mediach. Często, jak w przypadku Sary, przyzwolenie właśnie na aktywność dzieci w sieci i mediach dają rodzice, którzy sami – być może – mają ambicje dziennikarskie albo polityczne. I nie byłoby w tym dziwnego, gdyby nie fakt, że w publikacji PAP  na ten temat wycięto kilka słów komentarza psychologicznego. Czy Polska Agencja Prasowa, będąca w awangardzie medialnych akolotów rządu Donalda Tuska, cenzuruje teksty swoich dziennikarzy?

W Tygodniku Powszechnym w 2 sierpnia br. ukazał się artykuł Anny Golus o tytule: „’Perspektywa Sary’: jak rodzice wykreowali 10-letnią córkę na dziennikarkę sejmową”. Autorka zwróciła uwagę jednak na coś innego. Na „wycięcie” z interentowej wersji depeszy PAP stotnych dla problemu Sary słów.

„”W przypadku Sary, niezależnie od motywów ojca, należałoby coś z tym zrobić, a nie koncentrować się na tym, że pan Kaczyński powiedział, co powiedział” – stwierdziła psycholożka dr Aleksandra Piotrowska w wypowiedzi dla serwisu zdrowie.pap.pl. Jej słowa zostały jednak wycięte z opublikowanego już na stronie PAP artykułu Beaty Igielskiej „Mała dziennikarka. Co z dobrem dziecka?”. Usunięto również stanowiący puentę tekstu fragment wypowiedzi logopedki dr Danuty Emiluty-Rozyi. Ekspertka mówiła o terapii dzieci z problemami zdiagnozowanymi też u Sary (i upublicznionymi osobiście przez jej rodziców): „[…] Ważne są więc doświadczenia werbalne w nowym otoczeniu, żeby dziecko wiedziało, że potrafi porozumiewać się słownie w różnych sytuacjach. Ale czy aż tak, że dziecko idzie prowadzić rozmowy w Sejmie? Tu miałabym wątpliwości. Czy nie narażamy go w ten sposób na sytuacje trudne?”. Wycięto trzy ostatnie zdania” – napisała w inetrnetowej wersji Tygodnika Powszechnego Anna Golus.

„Redaktor naczelny PAP Wojciech Tumidalski zapewnia, że to nie cenzura, lecz „nie najlepsza decyzja” podjęta podczas ponownej obróbki redakcyjnej tekstu po interwencji rzeczniczki prasowej RPD. Zwróciła się ona do PAP w związku z przedrukowaną w artykule Igielskiej wzmianką o tym, że według rzeczniczki praw dziecka rozwijanie zainteresowań usprawiedliwia nieobecność dziecka w szkole. Słowa te są rozpowszechniane przez ojca Sary, ale według rzeczniczki prasowej – Monika Horna-Cieślak ich nie wypowiedziała. Z artykułu Igielskiej usunięto więc ten fragment, a ona sama opublikowała na Facebooku przeprosiny.

Biuro RPD nie odpowiada wprost na pytanie, czy Monika Horna-Cieślak użyła cytowanych słów oraz czy obiecała dziewczynce, że napisze jej usprawiedliwienie za nieobecność w szkole. Przesyła mi natomiast link do postu z przeprosinami Igielskiej na Facebooku” – pisze Anna Golu w TD z 2 sierpnia 2024 r.

Czy zatem w PAP, bo burzliwej i bezprawnej zmianie władz w grudniu ub. r., zapanowała cenzura? Newsroom Polskiej Agencji Prasowej oraz kilka redakcji zajmują pomieszczenia po dawnym Głównym Urzędzie Kontroli Publikacji i Widowisk na roku Barckiej i Mysiej w Warszawie. Za komuny był to po prostu urząd cenzury. Zatem, czy można powiedzieć, że w związku z tym, że cenzura była kiedyś w PAP, po 19 grudnia ub. r. też się tam teraz próbuje zagnieździć?

 

Tygodnik Powszechny 2 sierpnia 2024 r./ er/ t/ dokumenty GUKPiW z 1985 i 1987 r./ FB/ Blog „Perspektywa Sary”

Koncerty z okazji 80. rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego

Fundacja POLCANART zaprasza na koncerty przygotowane z okazji 80. rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego. Będzie to wydarzenie z udziałem największych polskich śpiewaków i artystów, którzy postanowili złożyć w ten sposób hołd bohaterom tamtych dni.

Pierwszy koncert  „Warszawskie dzieci” zaplanowano  1 sierpnia 2024 r. o godz. 12 w kościele św. Stanisława Kostki w Warszawie. Wezmą w nim udział: Natalia Kovalenko – sopran, Aleksandra Okrasa – sopran, Aleksander Ładysz – bas, Andrzej Wiśniewski – tenor, Tercet „LaSiDo” oraz Dariusz Świnoga – akordeon, Włodzimierz Trzeciak – fortepian, narracja red. Tadeusz Deszkiewicz.

Całość poprzedzi modlitwa za zamarłych bohaterów Powstania Warszawskiego.

Podobny skład artystów wystąpi podczas drugiego koncertu „Mała dziewczynka z AK”, który odbędzie się 3 sierpnia o godz. 19 w kościele św. Stanisława Kostki w podwarszawskim Okuniewie, ul. Kościelna 1.

Jak podkreślają organizatorzy, celem koncertów jest zaakcentowanie nie tylko bohaterskiego zrywu, ale także ukazanie życia codziennego powstańczej Warszawy, a potem wstrząsającego epilogu – exodusu eksterminowanych mieszkańców i bestialstwa niemieckiego okupanta.

 

PROTEST ZG SDP ws. zawieszenia przez TVP w likwidacji RED. PRZEMYSŁAWA BABIARZA

Protest Zarządu Głównego Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich przeciwko zawieszeniu przez władze Telewizji Polskiej S.A. w likwidacji redaktora Przemysława Babiarza w związku z jego komentarzem podczas ceremonii otwarcia Igrzysk Olimpijskich w Paryżu 26 lipca 2024 r.

Zarząd Główny Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich stanowczo protestuje przeciwko zawieszeniu przez władze TVP redaktora Przemysława Babiarza, co spowodowało, że w wyniku tej skandalicznej i niezrozumiałej decyzji, jeden z najbardziej doświadczonych dziennikarzy telewizji publicznej nie może już komentować zawodów sportowych Igrzysk Olimpijskich w Paryżu 2024.

Red. Przemysław Babiarz został w ten sposób ukarany, ponieważ, podczas kontrowersyjnej dla wielu widzów ceremonii otwarcia IO 26 lipca 2024 r., powiedział nawiązując do utworu „Imagine”: „Świat bez nieba, narodów i religii. To jest wizja pokoju, który ma wszystkich ogarnąć. To jest wizja komunizmu, niestety” – podkreślił na antenie TVP Przemysław Babiarz. Co ważne, podobną interpretację swojego utworu wygłaszał autor „Imagine” John Lennon.

Skandaliczna decyzja o zawieszeniu red. Babiarza pokazuje ogrom cenzury i niekompetencji w nielegalnie przejętej w grudniu ub. r. TVP oraz brak elementarnej wiedzy o rzemiośle dziennikarskim nowych, bezprawnie wybranych władz telewizji publicznej, którą rząd Donalda Tuska chce osłabić, a następnie zniszczyć udostępniając przestrzeń medialną nadawcom komercyjnym sprzyjającym koalicji zarządzającej Polską od 13 grudnia 2024 r.

Przemysław Babiarz, znany z zamiłowania do kwiecistego, ale poprawnego, języka polskiego, komentator sportowy, dziennikarz z wykształceniem aktorskim, lubiany przez widzów; jest także znany z tego, że nie ukrywa swojej wiary w Boga. Nie narzuca jej jednak widzom, bo oddziela swoje przekonania od emocji towarzyszących często programom i transmisjom sportowym.
Słowa red. Babiarza należy traktować, tylko jako wypowiedź dotyczącą oglądanej ceremonii otwarcia IO w Paryżu. Wypowiedź, która porządkuje pewne niepokojące zjawiska społeczne pojawiające się coraz częścią także w trakcie imprez sportowych. Wypowiedź, która, podkreślamy raz jeszcze, przede wszystkim była nawiązaniem do słów autora „Imagine” a John Lennon przypisał utworowi pewnie konkretne polityczne konotacje kojarzone z komunizmem.

Odpowiedź TVP na zawieszenie red. Przemysława Babiarza także bulwersuje. Oto władze Telewizji Polskiej S.A., nie podając nazwisk sygnatariuszy komunikatu, napisały m.in.: „Wzajemne zrozumienie, tolerancja, pojednanie – to nie tylko podstawowe idee olimpijskie, to także fundament standardów, którymi kieruje się nowa Telewizja Polska. Nie ma zgody na ich łamanie”.
Te słowa z oświadczenia TVP stanowią nieprawdopodobny przykład braku poszanowania już nie tylko dla dziennikarza, ale odbiorców tej telewizji.

Czy wobec tego „zrozumienie, tolerancja, pojednanie” – zdaniem władz TVP – to siłowe, bezprawne wejścia do siedzib Telewizji Polskiej, Polskiego Radia i Polskiej Agencji Prasowej brutalnych „firm ochroniarskich” (co obserwowaliśmy w TVP i PAP) i nielegalne zajęcie infrastruktury technicznej mediów publicznych w Polsce? Na pewno nie powinny być to „standardy, którymi kieruje się nowa Telewizja Polska”, bo teraz TVP nie kieruje się żadnymi standardami.

Zarząd Główny solidaryzuje się z redaktorem Przemysławem Babiarzem i stanowczo protestuje przeciwko politycznej decyzji władz Telewizji Polskiej S.A. w likwidacji, która – naszym zdaniem ma być ostrzeżeniem i elementem szantażu dla innych dziennikarzy TVP, którzy nie porzucili zasad etyki zawodowej i nie odeszli jeszcze z tej telewizji.

Panie Redaktorze, Panie Przemysławie, Przemku, wyrazy szacunku za mądre słowa podczas otwarcia IO w Paryżu!

 

Zarząd Główny Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich

Krzysztof Skowroński – prezes
Jolanta Hajdasz – wiceprezes
Mariusz Pilis – wiceprezes
Aleksandra Tabaczyńska – skarbnik
Hubert Bekrycht – sekretarz generalny
Wanda Nadobnik – członek zarządu
Maria Giedz – członek zarządu
Wojciech Pokora – członek zarządu
Grzegorz Radzicki – członek zarządu
Andrzej Klimczak – członek zarządu
Sonia Kwaśny – członek zarządu

Warszawa 27 lipca 2024 r.

 

Przemysław Babiarz był gościem naszego cyklu „SDP Cafe” warto przypomnieć rozmowę, którą przeprowadziła z nim Anna Popek TUTAJ.

 

 

HUBERT BEKRYCHT: Reset 19.30, czyli złodziej woła „łapać złodzieja”

Wiele mnie już nie zdziwi w TVP po jej nielegalnym przejęciu przez PO. Oto, po ataku bezprawnie wybranego likwidatora TVP na zwolnioną dyscyplinarnie Agnieszkę Romaszewską, liderzy podprogowego przekazu rządu 13 grudnia zaczynają tzw. rozliczenia serialu „Reset”, który ukazał uległość tej ekipy wobec Rosji.

Medialna polityka czystej wody zapowiedziana przez prezentera Czyża jeszcze w ub. roku, tuż po kradzieży polskich mediów publicznych przez ekipę rządową powołaną 13 grudnia ub. roku, zaczyna płynąć w stronę, w którą chce ją skierować ekipa Tuska, Kosiniaka-Kamysza, Hołowni i Czarzastego. Bez zasłony dymów na powierzchni rzeki nieprawości.

„Teraz to panie chamówa”

Nie ma sensu przypominać, że, delikatnie mówiąc, nie zawsze programy informacyjne TVP podczas rządów PiS, cieszyły się uznaniem widowni konserwatywnej. Tysiąc raz jednak należy podkreślać, że b. prezes Jacek Kurski, jakakolwiek oceniać jego pracę, miał przede wszystkim przywrócić TVP wszystkim chcącym i mogącym odbierać sygnał narodowego nadawcy. Czy był to pluralizm, do czego w części się przychylam, czy była to tępa propaganda  –  też czasami nie wytrzymywałem – jedno trzeba wyraźnie powiedzieć: Kurski zrobił z papki, podanej na imieninach u liberalnej ciotki, mocną instytucję państwową, telewizję podlegającą rządowi radzącą sobie bardzo dobrze na medialnym rynku, konkurującą z telewizjami komercyjnymi nie zawsze preferującymi polski kapitał.

W porównaniu z informacją „czystej wody” z cyrkowego programu 19:30, telewizja Kurskiego była lepsza o kilka długości. I jak mawia o TVP mój sąsiad, który na pewno nie głosował na PiS ani nawet na Konfederację: „Teraz to panie chamówa”. Forma niezbyt urodziwa, ale myśl przeczysta.

Reset mózgu w TVP AD 2024

Na początku tygodnia 19:30 zaczęła analizować i syntetyzować jednocześnie wydatki, jakie w ub. roku poniosła „pisowska” TVP na serial Michała Rachonia i Sławomira Cenckiewicza „Reset” o tym, jak Federacja Rosyjska w latach 2008 – 2015, podporządkowała sobie służby państwowe, w tym specjalne, w Polsce i kto z polskiej administracji pomagał Moskwie w tej ekspansji. A wówczas rządzili ci, którzy do władzy wrócili 13 grudnia ub. r., czyli akolici PO.

I oto, w programie dezinformacyjnym TVP o 19:30, mają rozliczać film, który zbudowano na faktach a nie „czystej wodzie” już nawet nie tyle propagandowej, co kłamliwej polityki ekipy Tuska. Pomijam czynnik moralny, ale warsztat tych bzdur przypomina mi kilka początkujących osiedlowych telewizji w Polsce lat 90. Chociaż nie wiem, czy nie obrażam tych mediów, za co z góry przepraszam.

A już liczenie honorariów autorów „Resetu” przypomina sowieckie i komusze wytykanie, ile zarobili nieistniejący „kułacy” na tym, że niczego nie ma sklepach. W tym przypadku to „nic” jest prawdą o w pół do ósmej wieczorem w TVP 1.

 

Hubert Bekrycht

(także FB i X)

Koncert charytatywny dla Polaków we Lwowie

Zapraszamy do Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich (Warszawa, ul.  Foksal 3/5 ) na koncert charytatywny, który odbędzie się 11 czerwca o godz. 18. Będziemy wtedy prowadzić zbiórkę pieniędzy. Sytuacja Polaków we Lwowie jest tragiczna. Do wybuchu pandemii  i potem wojny z Rosją żyli z przyjazdów wycieczek z Polski: udostępniając  noclegi, przygotowując posiłki, oprowadzając po Lwowie i organizując koncerty.  Teraz jest to niemożliwe.  Podobnie –  jak w większości przypadków – znalezienie nowej pracy.

A śpiewać dla nas i Lwowiaków będzie  utalentowany artysta Piotr Schmidt. Usłyszymy przedwojenne szlagiery, które śpiewał m.in. Eugeniusz Bodo  czy powojenne piosenki, np. Grzesiuka i Wielanka.

Prosimy też o rozesłanie w gronie znajomych i bliskich zaproszenia na ten wyjątkowy koncert i wspomożenia naszych rodaków.  A jeżeli przyjście nie będzie możliwe, będziemy wdzięczni za wpłacanie pieniędzy na konto Oddziału Warszawskiego Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich z dopiskiem: Dla Polaków we Lwowie

Dane do wpłaty:

Oddział Warszawski SDP

Nr rachunku: 58 1020 1156 0000 7202 0061 6961

Hanna Budzisz – wiceprezes Oddziału Warszawskiego SDP