Miało nie być tego felietonu, bo jestem na Węgrzech przygotowując się do kolejnego kongresu dziennikarskiego, który rozpoczyna się w niedzielę. Tę niedzielę. Chcąc głosować w Budapeszcie zarejestrowałem się. W Ambasadzie. Nad posiadłością przy Városligeti fasor 16 powiewa polska flaga. Obok unijnej. Czy w niedzielę na tym kawałku Polski nad Dunajem będą kolejki wyborców?
Kolejne pytania, to ilu ich może być głosujących w ambasadach RP Polaków, na przykład na Węgrzech i w innych krajach? Czy wszyscy chcący głosować będą mogli to zrobić? Nie wiem.
Na pewno o nieprawidłowościach podczas głosowania poza granicami Polski, oby ich nie było, ludzie nie dowiedzą z publikujących i nadających z Polski tzw. mediów głównego nurtu. O programach kandydatów i innych ważnych sprawach dotyczących głosowania też zresztą nie.
Słowa, słowa, słowa
Z tych mediów, których głównymi przedstawicielami są publiczne spółki: TVP, PR i PAP (wszystkie trzy w likwidacji) oraz m.in. TVN, Onet, Gazeta Wyborcza nie dowiemy się niczego ważnego, jeśli nie głosujemy na kandydata rządu. Z oceną Polsatu od lat mam kłopot.
Są na szczęście, powoli podnoszące się po zamachu na media w grudniu 2023 roku, media prywatne o konserwatywnym, prawicowym, chrześcijańskim charakterze, rozwijają się – wobec cenzury rządu Donalda Tuska – nieprawdopodobnie. Niestety, koalicjanci atakują od wielu miesięcy m.in. TV Republikę, wPolsce24, TV Trwam, Radio Wnet, Radio Republika, Gazetę Polską, GPC, Niezależną pl., wPolityce, DoRzeczy, Tysola.pl, ten skromny portal, który Państwo teraz czytacie oraz wiele mediów chrześcijańskich, katolickich i mnóstwo niezależnych od rządu portali ze swoim przekazem w telewizji, radiu, prasie, tak lokalnych jak i ogólnopolskich (bardzo przepraszam, że nie wszystkie normalne media tu wymieniłem, ale jest Was, nas, coraz więcej).
Nagonka na tradycję
Media konserwatywne i niezależne od nacisków rządu, są przez niego atakowane. Haniebnie, obrzydliwie i kłamliwie. Dzieje się to przy rozlicznych manipulacjach rządowych i kontrolowanych przez rząd mediów mainstreamowych przy najważniejszych od 1989 roku wyborach w Polsce.
Koalicja wściekle atakowała przed pierwszą i przed drugą turą wyborów prezydenckich kandydatów, którzy nawet nieśmiało krytykowali kandydata/ kandydatów – akolitów Donalda Tuska. Nie wspominając już o bezprecedensowych na polskiej scenie publicznej atakach personalnych na kandydatów konserwatywnych, prawicowych. Najwięcej oczywiście dostało się od rządu i przyjaznych mu mediów prezesowi IPN, który „śmiał wystartować” (cytat polityka PO) w tych wyborach…
Proste i logiczne
Niby teraz to wszystko wiemy, wiemy o tym, bo przekazują to media konserwatywne. A co będzie, jeśli… No właśnie.
Wtedy niczego się nie dowiecie, tak jak ja nie dowiedziałem się jak skasować bilet w budapesztańskim trolejbusie od przemiłej Węgierki…
Bo chodzi przecież o język przekazu, nie o to „jak my to rozumiemy”, ale o to, jak się istotnie sprawy mają. W dziennikarstwie to system, na pozór, skomplikowany, ale logiczny – obarczony, a jakże, błędami, kodeksami etycznymi, przepisami prawa, ale sprowadzający się do jednego – do przekazywania PRAWDY. Co z kolei prowadzi właśnie do istoty systemu demokratycznego, do WOLNOŚCI.
Dowcip?
Nie lubię pisać dużymi literami, bo – powie ktoś – po co to, kiedy wszystko jasne? Tak, tak jasne, jak w niemodnym w mediach mainstreamowych dowcipie.
Budzi się Rafał Trzaskowski po wyborach i patrzy a tam na Placu Bankowym przed warszawskim ratuszem prezes TV Republika Tomasz Sakiewicz rozdaje ulotki. Trzaskowski natychmiast każe go aresztować.
Policjanci to robią i spisując protokół patrzą na zarekwirowane ulotki. „Za co jestem aresztowany?” – pyta Sakiewicz. „Za ulotki” – odpowiada policjant. „Jak to, przecież tu nic nie ma” – pokazuje puste kartki szef Republiki.
„Nie ma… No, może nie ma, ale i tak wszystko jasne” – podkreśla stróż prawa.
Głosujcie!
Oby ten sen się nie ziścił, bo dowcip jest przeróbką innego, bardziej ponurego – z czasów sowieckich.
Dlatego, nawet jeżeli jesteście daleko. Poza Polską, na działce, u rodziny, znajomych, postarajcie się głosować, bo mogą pozostać nam już wkrótce tylko okruchy prawdy i wolności…
Głosujcie na Antypodach, w Europie Zachodniej, w Amerykach, Azji, Afryce, na statkach a nawet w Arktyce i na Antarktydzie, no i oczywiście w Budapeszcie, gdzie jestem.
A ambasadora RP na Węgrzech chyba jeszcze rząd tu nie przysłał. Chociaż akurat nad Dunajem, raczej trudno to wszystko zrozumieć. Nie tylko z powodu języka.
Hubert Bekrycht



