Gdy późną nocą ponownie przekraczaliśmy bramę więzienia na Rakowieckiej w Warszawie, wszyscy byliśmy poruszeni i w pewnym sensie zmienieni. A przecież każdy z nas wiedział wcześniej o tych sprawach dość dużo…
zdj. Michał Karnowski
Zwiedzanie Muzeum Żołnierzy Wyklętych i Więźniów Politycznych w Warszawie rozpoczęliśmy od udziału we Mszy Świętej, odprawionej przez księdza Tomasza Trzaskę – kapelana Muzeum Żołnierzy Wyklętych i Więźniów Politycznych PRL.
zdj. Michał Karnowski
Spotkanie tuż przed Świętem Niepodległości, w miejscu byłej komunistycznej katowni polskich patriotów i masowych rozstrzeliwań w okresie Powstania Warszawskiego, w sali wypełnionej młodzieżą – stworzyły wyjątkową atmosferę. Pomodliliśmy się wspólnie za dusze katowanych i pomordowanych, za ich bliskich.
zdj. Michał Karnowski
Ucieszyły nas ciepłe słowa i wezwanie do pilnowania prawdy skierowane przez księdza Trzaskę wobec Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. Przekazujemy je na łamach naszego portalu dalej.
zdj. Michał Karnowski
Naszym przewodnikiem był kolega Jarosław Wróblewski, członek Oddziału Mazowieckiego SDP, pracownik Muzeum, autor wielu książek, redaktor biuletynu „Rakowiecka 37”, którego dwa kolejne numery otrzymaliśmy w prezencie.
zdj. Michał Karnowski
Dziękujemy i polecamy, to świetne pismo, a właściwie za każdym razem książka.
zdj. Michał Karnowskizdj. Michał Karnowski
Zabijemy was i nikt się nie dowie…
Jarek jest człowiekiem wyjątkowym. Opowiada z pasją, niezwykłą znajomością byłego więzienia, życiorysów więzionych ale także i katów.
zdj. Michał Karnowski
Najbardziej poruszająca w jego słowach jest jednak miłość wobec ofiar i ich bliskich, troska o to by Muzeum było miejscem prawdziwej pamięci o bohaterach, pamięci będącej zwycięstwem prawdy nad kłamstwem, miłości nad nienawiścią, dobra nad złem, ofiar nad oprawcami.
zdj. Michał Karnowski
Bo katowani na Rakowieckiej polscy patrioci mieli być także zapomniani. Mieli nie mieć nawet grobów, ich ciała miały być splugawione a rodziny skazane na mękę niepewności i niewiedzy.
zdj. Michał Karnowski
Takie groźby często cytowane są na wystawie. „Zabijemy Was i nikt nigdy się nawet o tym nie dowie”. Dzięki Muzeum zwycięża prawda.
zdj. Michał Karnowski
Porusza, że każdy bliski byłych więźniów, dziś to już wnuki, znajduje tutaj serdeczną troskę, szacunek, zrozumienie. Często także nieznaną prawdę.
zdj. Michał Karnowski
To rodziny, których cierpienie nie kończyło się nawet wraz z uwolnieniem. Traktowane były w komunistycznej Polsce jako obywatele drugiej kategorii, z wilczymi biletami, zakazami wstępu na uczelnie, żyły nadal w strachu, pod obserwacją bezpieki.
Rakowiecka 37
Ogromnie cieszy widoczny rozwój Muzeum Żołnierzy Wyklętych i Więźniów Politycznych, wielki wysiłek jego budowniczych. Niektóre elementy są już na poziome światowym, jak rekonstrukcja tajnej drukarni, multimedialna wystawa o Solidarności Walczącej, filmy w salce kinowej.
zdj. Michał Karnowski
Choć oczywiście najbardziej poruszają miejsca straceń, prawdopodobny były „mokry karcer”, wspomnienia katowanych. To miejsce ma wielki potencjał i wspaniałą załogę, która jest w stanie uczynić z niego ważny ośrodek przywracania prawdy historycznej i przekazywania jej następnym pokoleniom, opowiadania jej gościom z całego świata.
zdj. Michał Karnowski
To także wyjątkowa placówka badawcza – dziś jej organizatorem jest Instytut Pamięci Narodowej. Uświadomiliśmy sobie jak wiele o zbrodniach komunistycznych i niemieckich jeszcze nie wiemy. Jak wielu bohaterów wciąż nie zostało godnie pochowanych.
zdj. Michał Karnowski
Muzeum na Rakowieckiej 37 wykonuje tę pracę. Nic dziwnego, że ściąga także ataki, że pojawiają się próby skasowania tego wysiłku.
zdj. Michał Karnowski
Stale tam coś się dzieje, koncerty, spotkania, nowe wystawy. Warto śledzić stronę rakowiecka37.pl i uczestniczyć.
W odpowiedzi na bezpodstawny atak na dziennikarską niezależność red. Bogdana Rymanowskiego CMWP SDP oświadcza, iż obejmuje monitoringiem tę sprawę i udzieli dziennikarzowi wsparcia i nieodpłatnej pomocy prawnej, jeśli zajdzie taka potrzeba. Ataki na dziennikarza w ocenie CMWP mają charakter cenzury, gdyż ich celem jest uniemożliwienie dotarcia z ważnymi treściami do odbiorców, co jest w szeroko pojętym interesie społecznym.
Bogdan Rymanowski to polski dziennikarz radiowy, telewizyjny i internetowy, związany obecnie m.in. z Radiem Zet i telewizją Polsat. We wrześniu 2024 uruchomił własny kanał publicystyczny w serwisie YouTube pod nazwą Rymanowski Live. Aktualnie ten kanał ma ponad 470 tys. subskrybentów. 19 paź 2025 dziennikarz opublikował na swoim kanale rozmowę z prof. dr hab. inż. Grażyną Cichosz, technologiem żywności i specjalistą bezpieczeństwa zdrowotnego żywności i żywienia, wieloletnim wykładowcą na Uniwersytecie Warmińsko-Mazurskim w Olsztynie, autorką wielu publikacji i opracowań naukowych. Jej zdaniem „obecne zalecenia żywieniowe nie mają nic wspólnego z profilaktyką zdrowia. Przy niedoborach białka, witamin, związków mineralnych, zwłaszcza przy nadmiarze składników o działaniu prozapalnym, zachowanie zdrowia jest mało prawdopodobne”.Trwający ponad 80 minut wywiad wywołał ogromne zainteresowanie i dyskusję w sieci, po dwóch tygodniach miał ponad 2 miliony odsłon i ponad 18 tysięcy komentarzy.
Tymczasem redakcja tygodnika Newsweek w numerze z 3 listopada 2025 poświęciła Bogdanowi Rymanowskiemu okładkowy artykuł pt. „Brednie u Rymanowskiego”. W swoich publikacjach w ostrych słowach Newsweek zarzuca dziennikarzowi, że zaprasza do programów głosicieli teorii spiskowych i antynaukowych tez oraz że nie weryfikuje podawanych przez nich nieprawdziwych informacji. Artykuł wywołał tzw. falę hejtu czyli celowego i krzywdzącego zachowania online, które miało na celu obrażanie, poniżanie lub zastraszanie red. Bogdana Rymanowskiego.
Dlatego CMWP SDP oświadcza, iż deprecjonowanie i brutalna krytyka red. Bogdana Rymanowskiego to próba ograniczenia wolności słowa i niezależności dziennikarskiej. W świetle orzecznictwa zarówno krajowego, jak i międzynarodowego, w tym Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, cenzurowanie publicystyki, w tym próby ograniczenia swobody wypowiedzi dziennikarzy w sprawach ważnych dla każdego, jakimi są publikacje dotyczące zdrowia i różnorodnych metod leczenia chorób jest działaniem sprzecznym z Europejską Konwencją Praw Człowieka, a przede wszystkim z Polską Konstytucją. Brutalna krytyka doświadczonego i cenionego przez odbiorców dziennikarza za „zapraszanie kontrowersyjnych gości” narusza zasadę wolności słowa, swobody wypowiedzi i dziennikarskiej niezależności.
CMWP SDP stoi w związku z tym na stanowisku, że podejmowana przez innych dziennikarzy ostra i nieuzasadniona krytyka Bogdana Rymanowskiego ma na celu zniechęcenie innych dziennikarzy do podejmowania trudnej i złożonej problematyki wpływu żywności na zdrowie współczesnych populacji oraz różnych, także kontrowersyjnych metod leczenia, do wiedzy o których każdy obywatel ma prawo. Krytykowanie dziennikarza, który ma odwagę stawiać publicznie pytania i podnosić wątpliwości, jakie zgłasza nawet samo środowisko medyczne, służy w istocie tłumieniu wymiany poglądów i opinii na ważne społeczne tematy, co stanowi niezbędny element społeczeństwa demokratycznego i jest fundamentem demokracji. Skutkuje to niszczeniem wolnej debaty i godzi w jeden z fundamentów porządku prawnego Rzeczypospolitej Polskiej, jakim jest wolność słowa. W konsekwencji powoduje to tzw. efekt mrożący i jest nie do pogodzenia z aktywnością i profesjonalizmem dziennikarzy, którzy w interesie publicznym mają prawo żądać wyjaśnień, wyświetlać kontrowersyjne sprawy, przedstawiać nawet trudno akceptowalne, czy rozbieżne opinie na dany temat i bronić w ten sposób państwa prawa (art. 2 Konstytucji RP) oraz prawa każdego do wolności wypowiedzi i własnych poglądów.
Według oceny CMWP SDP, w niniejszej sprawie zachodzi zagrożenie naruszenia praw obywatelskich red. Bogdana Rymanowskiego. W związku z powyższym CMWP SDP zapowiada objęcie monitoringiem w/opisanej sprawy zgodnie z przepisami prawa, co jest uzasadnione celami realizowanymi przez Centrum oraz potrzebą ochrony istotnych dóbr chronionych prawem, w tym konstytucyjnych praw i wolności.
Kryzys w mediach publicznych pogłębia się. Solidarność apeluje o zakończenie likwidacji TVP, PR i PAP. Dziennikarze nazywają ten proces likwidacją fikcyjna. W środę podczas posiedzenia Rady Programowej TVP, Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich przedstawiło swoje stanowisko ws. tzw. karty powinności telewizji publicznej. „Stanowczo sprzeciwiamy się likwidacji m.in. TVP Historia, TVP Dokument, TVP Kobieta, TVP Nauka i Alfa TVP” – napisano w uchwale ZG SDP.
Przewodnicząca Rady Programowej TVP w likwidacji Barbara Bilińska podkreśliła, że pracując 30 lat w mediach nie zetknęła się jeszcze z tak trudną sytuacją mediów publicznych. „Chciałabym zając się budową wizji mediów publicznych, które są pluralistyczne, odpowiedzialne i wiarygodne” – powiedziała Bilińska.
Stanowisko ZG SDP
Rada Programowa TVP zebrała się, aby uzyskać opinię na temat tzw. karty powinności TVP. Dokument wyznacza kierunki produkcji publicznego nadawcy. Prace nad kartami powinności koordynuje Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji.
Swoje stanowisko w tej sprawie przedstawiło podczas posiedzenia rady Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich. Zarząd Główny SDP nie uznaje bezprawnego przejęcia przez rząd mediów publicznych i ich fikcyjnej likwidacji. SDP zapewniło jednak, że pamięta o społecznej wartości TVP, PR i PAP.
TVP od strony al. Niepodległości zdj. hub
„ZG SDP pozytywnie przyjmuje inicjatywę Przewodniczącej Rady Programowej TVP w likwidacji, by włączyć do prac nad nową Kartą Powinności Telewizji Polskiej przedstawicieli związków zawodowych oraz organizacji społecznych (…)” – napisali członkowie ZG SDP.„W sytuacji bezprawnego przejęcia mediów publicznych w grudniu 2023 roku oraz wywołanego tym działaniem kryzysu wizerunkowego i programowego mediów publicznych jest to pierwszy krok w kierunku naprawy obecnej sytuacji” – podkreślono.
„Stanowczo sprzeciwiamy się likwidacji m.in. TVP Historia, TVP Dokument, TVP Kobieta, TVP Nauka i Alfa TVP, co zostało zasygnalizowane w odrzuconym w listopadzie 2024 r. przez KRRiT projekcie Karty Powinności TVP na lata 2025 -2029″ – dodano. „To niezwykle wartościowe kanały (anteny programowe), które z sukcesami realizują misje mediów publicznych, gdy są dobrze zarządzane (…) – napisano w stanowisku ZG SDP.
Telewizyjna Solidarność dystansuje się od polityki, ale apeluje o jak najszybsze zakończenie stanu likwidacji mediów publicznych. Zdaniem związkowców to zjawisko negatywnie wpływające m.in. na pracowników. Przewodniczący KZ „S” w TVP Bogdan Wiśniewski tłumaczył że nie sposób rozmawiać o zakończeniu likwidacji mediów publicznych bez kontekstu finansowania. „Należy postawić na treści, które możemy wyprodukować”. W taki sposób wyjaśnił cały proces Wiśniewski.
Przyszłość TVP w likwidacji nie jest jasna hub
W stan likwidacji postawiono TVP, Polskie Radio i Polska Agencję Prasową w grudniu 2023 roku. Było to po bezprawnym przejęciu przez rząd mediów publicznych. Wolniono wiele osób, zastraszano pozostałych. Media publiczne stały się dla ekipy premiera Donalda Tuska rezerwą atrakcyjnych stanowisk dla ludzi koalicji. Likwidacja nazywana otwarcie fikcyjną miała być zabezpieczeniem przed ewentualnymi protestami i strajkami załóg TVP, PR i PAP.
Niegrzeczni członkowie rady
Podczas posiedzenia Rady Programowej TVP w likwidacji dwaj jej członkowie wybrani z rekomendacji PO [oraz Towarzystwa Dziennikarskiego – przypis red. 23.10.2025 r. g. 18.20] przeszkadzali gościom w wypowiedzi i przerywali związkowcom oraz przedstawicielom stowarzyszeń. Byli to dziennikarz i polityk Platformy Obywatelskiej Krzysztof Luft, były członek KRRiT i dziennikarz Jarosław Szczepański.
Najpierw jednak, także w obecności gości, Krzysztof Luft zwracał uwagę szefom rady programowej, że karta powinności TVP w likwidacji nie powinna być konsultowana właśnie przez radę. Luft dodał, że informacje o możliwej likwidacji anten programowych w telewizji publicznej nie są jawne.
Członkowie rady przekonywali byłego członka KRRiT, że wiadomości o likwidacji kanałów programowych są faktem medialnym, a naturalną kompetencją RP TVP jest właśnie opiniowanie decyzji władz państwowej telewizji.
Obecny na spotkaniu wieloletni urzędnik z Woronicza Sławomir Zieliński będący teraz dyrektorem w TVP ds. programu, przekonywał, że sprawa ewentualnej likwidacji kanałów nie jest przesądzona i jeszcze nie wskazano, które anteny znikną.
Czy Luft pracuje w TVP i czy tam zarabia?
Wiceprzewodniczący rady Programowej TVP Robert Walenciak podczas obrad
Posiedzenie Rady Programowej TVP w likkwidacji 22 października 2025 roku – Krzysztof Luft (pierwszy z prawej – w okularach) zdj. hub
zapytał Krzysztofa Lufta, czy prawdą są medialne doniesienia o tym, że były polityk PO jest teraz konsultantem, doradcą władz TVP w likwidacji. Luft wykręcał się od odpowiedzi. Walenciak zapytał wówczas, czy Luft bierze pieniądze bądź pensję za doradztwo w TVP będąc jednocześnie członkiem rady programowej państwowej telewizji. „Nie muszę odpowiadać” – odparł Luft. Wtedy Lufta zaczął bronić Jarosław Szczepański. Przerywał członkom rady pytającym Lufta o jego rolę w TVP.
Kiedy wypowiadali się zaproszeni na obrady goście, Luft i Szczepański też im przerywali. piszącemu te słowa, również ci sami dwaj panowie, zakłócali wypowiedź i odczytywanie uchwały Zarządu Głównego SDP.
Kiedy po przedstawieniu uchwały zwróciłem uwagę na to, że w bezprawnie przejętej dwa lata temu TVP, spółce państwowej w fikcyjnej likwidacji jest wiele do wyjaśnienia także mi przeszkadzano. Powiedziałem, że do wyjaśnienia jest nie tylko domniemane doradztwo Krzysztofa Lufta szefom TVP i jego wynagrodzenie. W tym momencie obaj, Krzysztof Luft wraz ze Jarosławem Szczepańskim, wyraźnie mnie zaatakowali. Personalnie. A Szczepański mówił coś o odpowiedzialności SDP za poprzednich rządów, ale dokładnie nie zrozumiałem, bo krzyczał i na jego słowa nakładał się głos siedzącego obok Lufta.
Posiedzenie Rady Programowej TVP w likwidacji 22 października 2025 roku – od prawej Jarosława Szczepański, Krzysztof Luft zdj. hub
Członkowie RP TVP: jaka jest rola Krajewskiego?
Nie przejmując się specjalnie natarczywym atakiem dwóch członków rady rekomendowanych przez PO, wyjaśniłem, że przed radą programową telewizji publicznej stanął również Andrzej Krajewski podający się za reprezentanta Towarzystwa Dziennikarskiego, którego rola w mediach publicznych jest dosyć dwuznaczna.
Krajewski bowiem od wiosny br. jest członkiem powołanej przez ministra sprawiedliwości (wówczas Adama Bodnara teraz nadzorują ją Waldemar Żurek) tzw. komisji antyrepresyjnej, która „bada” „nadużycia PiS” w latach 2015 -23 w mediach publicznych. Instytucja nadal działa przy MS i publikuje tzw. raporty. Bywa nazywana komisją ds. tropienia dziennikarzy, którzy znaleźli się na celowniku rządu premiera Donalda Tuska od grudnia 2023 roku.
Komisja polityczna a w niej dziennikarz TD
Andrzej Krajewski przyszedł na posiedzenie RP TVP w likwidacji jako reprezentant Towarzystwa Dziennikarskiego. Od wiosny br. Krajewski zasiada w tzw. komisji antyrepresyjnej badajacej przypadki „szykanowania” mediów i dziennikarzy” przez PiS” w latach 2015 – 2023 zdj. hub
Oprócz Andrzeja Krajewskiego w komisji zasiadają m.in. znana ze sprawy siłowego i bezprawnego przejęcia mediów publicznych adwokat Sylwia Gregorczyk-Abram, która – zdaniem mediów – miała być (razem z szefami PR, PAP i TVP) w tzw. grupie Wejście koordynującej nielegalne i siłowe przejęcie mediów publicznych w nocy z 19 na 20 grudnia 2023 roku oraz działaczka proaborcyjna Klementyna Suchanow.
Gregorczyk-Abram jest szefową komisji, w której istotną rolę pełni od pól roku Andrzej Krajewski – delegowany przez Towarzystwo Dziennikarskie na środowe posiedzenie Rady Programowej TVP w likwidacji. Ani jej szefowa, ani jej członkowie nie wiedzieli nic o funkcji Krajewskiego.
W opinii mediów, w komisji Ministerstwa Sprawiedliwości Krajewski, ma zarabiać lub otrzymywać wynagrodzenie w wysokości kilkunastu tysięcy złotych, mniej więcej tyle ile wiceminister. Tak jak zresztą każdy członek komisji. Gdy członkowie rady programowej zaczęli się interesować rolą w jakiej Andrzej Krajewski przyszedł na obrady, ten zaczął coś wykrzykiwać. Siedzący bliżej uczestnicy posiedzenia mówili mi, że nie były dla mnie miłe słowa…
Hubert Bekrycht/ Biznes Alert/ sdp.pl/ X/ blue sky
15 października 2025 r. w Sądzie Rejonowym dla m.st. Warszawy odbyła się kolejna rozprawa w procesie z powództwa Państwowej Inspekcji Pracy w imieniu Kamila Różalskiego przeciwko TVN S.A. Sprawa dotyczy uznania istnienia stosunku pracy i zarzutów mobbingu wobec byłego operatora kamery tej stacji. Postępowanie jest objęte monitoringiem Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP.
Podobnie jak w poprzednich terminach, październikowe posiedzenie sądu odbyło się z wyłączeniem jawności. Decyzja ta była efektem wniosku złożonego przez TVN, czemu sprzeciwiał się sam powód. Ludzie często pytają mnie, dlaczego wnioskowałem o wyłączenie jawności postępowania sądowego w mojej sprawie. Otóż podkreślam raz jeszcze: to nie był mój wniosek. Ja byłem absolutnie za tym, żeby rozprawa odbywała się przy drzwiach otwartych. Taki wniosek złożył TVN i sąd do tego wniosku się przychylił – mówi Kamil Różalski. Jego zdaniem decyzja o zamknięciu posiedzeń ma służyć ochronie wizerunku spółki i ukryciu nieprawidłowości, do których dochodziło w strukturach firmy, żeby o tych patologiach, które są w środku, ludzie się nie dowiedzieli na zewnątrz.
Były pracownik stacji telewizyjnej mówi wprost: Firma, która próbuje tworzyć swój wizerunek na zewnątrz, że przestrzega najwyższych standardów etycznych, tak naprawdę kompletnie tego nie robi. Nawet obawiam się, że nie ma świadomości, na czym polegają najwyższe standardy etyczne. Różalski informuje, że w czasie, kiedy świadczył usługi na rzecz TVN patologii była cała masa i o tym ma się nie dowiedzieć opinia publiczna. Powód nie może jednak mówić o szczegółach, bo – jak zauważa – gdybym teraz użył nazwisk i konkretów, to zostałbym ja przestępcą, a nie ci, z którymi się prawuję. Natomiast przed takimi rzeczami TVN chce ochronić opinię publiczną, żeby prawda nie wyszła na jaw.
Podczas posiedzenia sąd przesłuchał kolejnego świadka, po czym odroczył sprawę do lutego 2026 roku, kiedy to ma zostać przesłuchana następna osoba. Ze względu na niejawny charakter postępowania szczegóły przesłuchań nie są znane.
Sprawa Kamila Różalskiego toczy się od jesieni 2024 roku i dotyczy uznania istnienia stosunku pracy w okresie jego wieloletniej współpracy z TVN. Postępowanie zostało zainicjowane przez Państwową Inspekcję Pracy, która po przeprowadzonej kontroli uznała, że wykonywane przez Różalskiego obowiązki spełniały wszystkie kryteria zatrudnienia etatowego. Powód podkreśla, że postępowanie ma także drugi wymiar i dlatego pozew został rozszerzony o mobbing. I ta sprawa też rusza z kopyta. To jest osobna sprawa, która będzie rozpatrywana przez Sąd Okręgowy w Warszawie przy ulicy Płockiej – informuje Różalski, dla którego będzie to kolejny etap jego batalii o sadową sprawiedliwość. Proces Kamila Różalskiego to jeden z kilku podobnych procesów wytoczonych TVN przez byłych pracowników i współpracowników, którzy – podobnie jak on – twierdzą, że przez lata wykonywali obowiązki pracownicze bez właściwej umowy o pracę, mimo iż podlegali obowiązkom takim samym jak pracownicy etatowi. Z ustaleń PIP wynika, że w podobnej sytuacji mogły znajdować się setki osób zatrudnionych w strukturach stacji. Wcześniej zapadły już prawomocne wyroki w sprawach Jolanty Hofer i Roberta Jałochy, w których sądy uznały, że łączył ich z TVN stosunek pracy.
Kamil Różalski wskazuje, że jego sprawa może stać się zachętą dla kolejnych byłych współpracowników stacji, którzy znajdują się w podobnej sytuacji: Spraw uznania istnienia stosunku pracy przeciwko TVN jest kilka. Wiem też, że wiele osób, wiele pokrzywdzonych przez TVN pracowników czeka na efekt tej naszej potyczki prawnej. Wierzę, że wygram ten proces, ponieważ dowody są twarde i powinny przekonać sąd, że prawo jest po mojej stronie – twierdzi były operator.
Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP obserwuje sprawę Kamila Różalskiego od 2021 roku, podkreślając, że jego przypadek jest ważny nie tylko w kontekście prawa pracy, lecz również w aspekcie standardów etycznych w dużych redakcjach i poszanowania wolności słowa osób zatrudnionych w mediach.
„Bomba atomowa” , „Szefowa SDP przechodzi do legendy”, „Rozniosła propagandowe media publiczne”, „Mocne wystąpienie prezes Hajdasz” – to tylko niektóre tytuły medialnych publikacji na temat wystąpienia Jolanty Hajdasz , prezes SDP i dyrektor Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP podczas sejmowej Komisji Kultury, Środków Przekazu i Dziedzictwa Narodowego, jakie odbyło się w Sejmie 9 października. Filmowe nagranie tego wystąpienia ma już ponad 176 tysięcy wyświetleń na Facebooku i ponad 113 tysięcy na portalu X. Relacjonowała je na żywo i w programie Dzisiaj TV Republika, publikacje na jej temat ukazały się także w telewizji wPolsce 24, w TV Trwam i w Radiu Maryja. Toruńskie media tego dnia wyemitowały z Jolantą Hajdasz „Rozmowy niedokończone”, ponad trzygodzinną audycję na żywo z widzami i słuchaczami. Obrady Komisji będą kontynuowane 16 października.
Szefowa SDP brała udział w posiedzeniu Komisji, na której obecni byli likwidatorzy TVP i Polskiego Radia. Głównym tematem spotkania miała być ocena przebiegu kampanii prezydenckiej w mediach publicznych. Jej przewodniczący, poseł Piotr Adamowicz z Platformy Obywatelskiej zaplanował je na dwie godziny, tymczasem przez blisko godzinę i 20 minut mogli zabrać głos jedynie przedstawiciele Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego oraz likwidatorzy TVP i Polskiego Radia. Przedstawiali swoja działalność jako pasmo sukcesów i pokazali zmanipulowane dane na temat wyników osiąganych przez media „w likwidacji” – Telewizję Polską i Polskie Radio.
Jestem zażenowana niewiedzą i poziomem informacji prezentowanych przez likwidatorów. Poziom manipulacji, jaki państwo zastosowaliście, przekracza możliwość skomentowania tego krótko – powiedziała Jolanta Hajdasz, komentując wypowiedz przedstawicieli TVP w likwidacji.
Macie nas wszystkich, drodzy państwo, za idiotów. Za kogoś, komu można w dowolny sposób pokazać kolorowe wykresy i udowadniać coś, czego nie ma. Chwalicie się oglądalnością takich serialów jak „M jak miłość”, który od lat dwutysięcznych bije rekordy oglądalności, niezależnie od tego, kto rządzi telewizją publiczną. (…) To, co państwo zaprezentowaliście pokazuje tylko jedno: powrót do patologii sprzed roku 2015, czy raczej 2016. Zabetonowania rynku medialnego w Polsce – dodała.
Jolanta Hajdasz poruszyła też temat kontrowersji wokół debaty w Końskich, która odbyła się w trakcie kampanii przed wyborami prezydenckimi. Najważniejsza rzecz, która jest kluczem do zrozumienia tego, co działo się w kampanii prezydenckiej w roku 2025 i jaką rolę odegrały w niej media publiczne w likwidacji (…) to jest debata w Końskich z 11 kwietnia. Proszę, by telewizja publiczna ujawniła faktury, które zapłacił sztab Rafała Trzaskowskiego za te produkcje, jaką była debata organizowana podobno przez jego sztab – mówiła Hajdasz. Przez wiele dni byliśmy okłamywani, manipulowani tym, że debatę tę organizują najpierw trzy telewizje (…) po czym okazało się, że jednak TVP, po czym okazało się, że organizatorem jest TVP na zlecenie sztabu Rafała Trzaskowskiego. (…) Chciałabym poznać te stawki. Jeżeli są one tak niskie, jak wieść gminna niesie, to chętnie jako inne podmioty też skorzystamy z państwa usług, też wykorzystując takie możliwości – dodała.
Screenshot
Prezes SDP apelowała do likwidatorów TVP, by w końcu odpowiedzieli na ważne pytania, które nurtują opinię publiczną. Kto zapłacił prowadzącej z TVP za prowadzenie tej debaty? Na czyim była wynagrodzeniu? (…) Jeżeli był to sztab pana Trzaskowskiego (…) a nawet „Gazeta Wyborcza” pisała na swojej stronie sprostowanie, że pisali wcześnie iż producentem tej debaty jest TVP w likwidacji, a potem że był sztab Rafała Trzaskowskiego (…) to w związku z tym, panią dziennikarkę TVP wynagrodził sztab pana Trzaskowskiego ? Jeśli tak , to jest to złamanie zasad etyki zawodowej ewidentne, bo była na usługach tego sztabu (…) Jeśli zapłaciła jej za pracę TVP w likwidacji – to jeszcze gorzej, bo oznacza to zaangażowanie po stronie sztabu pana Trzaskowskiego całej TVP w likwidacji. Było to zaangażowanie czy też nie? Moim zdaniem było, skoro płaciła telewizja w likwidacji za usługę wykonywaną przez ich dziennikarza na rzecz sztabu tylko jednego kandydata, a kandydatów w wyborach było jeszcze 12 . Ujawnijcie te faktury – powiedziała Jolanta Hajdasz.
Po co nam debaty na tematy społeczne? Po co nam wolność słowa? Jaka jest kondycja mediów w Polsce? Czy wolność słowa jest w naszym kraju zagrożona?
Odpowiedzi na te i inne pytania powinny pojawić się już w czasie pierwszego spotkania Klubu Dyskusyjnego Radia Debata.
Inauguracja cyklu debat, których organizatorką jest redaktor Aleksandra Fedorska, planowana jest na 28 października (wtorek), o godz. 18:00 w Kawiarnii Pod Tekstem, Poznań, Rynek Łazarski 1.
Aleksandra Fedorska jest członkinią Wielkopolskiego Oddziału SDP.
Fundacja Archiwum Jana Olszewskiego serdecznie zaprasza na kolejne spotkanie z cyklu „Widzenie na Rakowieckiej”, współorganizowane z Muzeum Żołnierzy Wyklętych i Więźniów Politycznych PRL. W środę 15 października o godz.17.00 w dawnym budynku więzienia przy ul.Rakowieckiej 37 będziemy rozmawiać o sprawie zabójstwa księdza Jerzego Popiełuszki.
Gośćmi Tadeusza Płużańskiego będzie prokurator Andrzej Witkowski oraz działacz podziemnej „Solidarności” Krzysztof Wyszkowski. Wprowadzenie wygłosi prezes naszej Fundacji dr Justyna Błażejowska.
Uczestnicy spotkania będą mogli obejrzeć naszą wystawę „Męczennikowi Kościoła w Polsce. Ksiądz Jerzy Popiełuszko na podziemnych drukach z kolekcji Marka Jastrzębskiego.” oraz eskpozycję składającą się z oryginalnego umeblowania sali sądowej w Toruniu. Otrzymają również przedruk mowy końcowej mec. Jana Olszewskiego w „procesie toruńskim”.
Łączę wyrazy szacunku i pozdrowienia w imieniu Fundacji,
10 października br. w kinach pojawi się film dokumentalny „Beczka. Bierzemy odpowiedzialność” w reżyserii Błażeja Hadro. Dokument opowiada o dominikańskim Duszpasterstwie Akademickim „Beczka” w Krakowie – jednej z największych i najbardziej znanych wspólnot młodzieżowych w Polsce. SDP objęło film patronatem honorowym.
Film powstał z okazji 60-lecia działalności „Beczki”.
Nie tylko historia…
Pokazuje, jak kolejne pokolenia studentów i duszpasterzy tworzyły wspólnotę, w której dojrzewała wiara, odpowiedzialność i zaangażowanie. To także obraz głęboko zakorzeniony w historii Polski – od realiów PRL-u, przez narodziny ruchu „Solidarności”, aż po współczesność.
Twórcy dokumentu podkreślają, że nie jest to tylko zapis przeszłości, lecz żywe świadectwo. Dzięki materiałom archiwalnym, wspomnieniom i świadectwom uczestników film staje się nie tylko kroniką działalności, lecz także inspirującym głosem o sile wspólnoty i potrzebie odpowiedzialności w życiu Kościoła.
„Beczka” jest
Na ekranie zobaczymy zarówno znane postacie – m.in. o. Adama Szustaka OP, o. Joachima Badeniego OP czy św. Jana Pawła II – jak i zwykłych uczestników, którzy na przestrzeni 60 lat tworzyli „Beczkę”.
Patronat honorowy nad filmem objęło Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich.
„Beczka. Bierzemy odpowiedzialność” swoją kinową premierą będzie miała kin 10 października 2025 r. , wcześniej w kilku miejscach w Polsce odbędą się pokazy przedpremierowe. Dystrybutorem jest Rafael Film. Lista kin, w których będzie wyświetlany, sukcesywnie rośnie – aktualne informacje dostępne są na stronie: www.rafaelfilm.pl/beczka
Opinie o filmie:
Bp Maciej Małyga, delegat Konferencji Episkopatu Polski ds. Duszpasterstw Akademickich, podkreśla znaczenie dokumentu „Beczka…” dla duszpasterzy i wspólnot młodzieżowych: „Zachęcam do obejrzenia filmu. Oglądałem go wspólnie z duszpasterzami akademickimi z całej Polski podczas naszych dorocznych rekolekcji. Wywołał wśród nas żywą dyskusję i zainspirował. Brawa dla ‘Beczki’” – mówił bp Małyga.
Autentyzm i prostotę przekazu docenia ks. dr Marek Kotyński, filmoznawca z Akademii Katolickiej: „Dokument pociąga swoim autentyzmem, świeżością wypowiedzi i swoją pozorną prostotą, budzącą chęć zaangażowania, modlitwy i przemiany świata – razem, w kościelnej wspólnocie” – podkreślił ks. Kotyński
Z kolei ks. Tomasz Koprianiuk, dyrektor Krajowego Biura Organizacyjnego Światowych Dni Młodzieży, zwraca uwagę na aktualny wymiar dzieła: „To nie tylko historia wspólnoty, lecz przede wszystkim poruszające świadectwo brania odpowiedzialności za Kościół — również w czasach trudnych, gdy wymagało to odwagi, determinacji i świadomego wyboru” – przekonywał ks. Koprianiuk.
zdj. z trailera filmu „Beczka. Bierzemy odpowiedzialność” w reż. Błażeja Hadro, produkcja: Rafael Film
17 września 2025 r. w Sądzie Rejonowym dla Warszawy-Woli odbyło się kolejne posiedzenie w sprawie z oskarżenia prywatnego byłego marszałka Senatu Tomasza Grodzkiego przeciwko Tomaszowi Sakiewiczowi, redaktorowi naczelnemu „Gazety Polskiej”. Tym razem na wokandzie przewidziano przesłuchanie świadka. Sprawa toczy się za zamkniętymi drzwiami, jest objęta monitoringiem CMWP SDP.
Oskarżony nie krył swojego poruszenia tym, co padło na sali rozpraw: Tu duchy Urzędu Bezpieczeństwa– myślę, że nie zdradzam treści i nie pójdę za to do więzienia – krążyły i wołały: Żyjemy! Jesteśmy! Ten duch naprawdę wybijał z tej sali! – mówił po posiedzeniu Tomasz Sakiewicz.
Adam Borowski, szef warszawskiego klubu „Gazety Polskiej”, obecny przed salą rozpraw na dowód solidarności z naczelnym „GP”, również nie krył swojego oburzenia: Ponad 240 osób informuje, że pan Grodzki brał łapówki, że pan Grodzki zawiadywał fundacją, która zbierała pieniądze na operację chorych pacjentów, korzystając ze szpitala państwowego. Mimo tak poważnych podejrzeń marszałek Senatu nie zgodził się zrezygnować z immunitetu i stanąć przed sądem. Co więcej, jawność procesu jest wyłączona, a w tej sprawie prześladuje się osoby, które miały odwagę ten proceder nagłośnić. To jest po prostu coś niebywałego!
Borowski: 240 świadków mówi, że Grodzki brał łapówki; sądy upartyjnione
Oceniając wymiar sprawiedliwości, Borowski dodał: To ta walcząca czy raczej warcząca demokracja powoduje, że sądy są upartyjnione.Mamy tu do czynienia z procesem politycznym, to przecież jest jasne. Pan senator Grodzki był trzecią osobą w państwie w poprzedniej kadencji, teraz jest senatorem i również chowa się za immunitetem. Nie chce otwarcie zeznawać przed sądem; nie chce, żeby mu zadawano pytania związane z łapówkami; nie chce, żeby mogły zeznawać osoby, które te łapówki dawały – mimo że te osoby otwarcie się do tego przyznały. To jest parodia wymiaru sprawiedliwości! – uważa szef klubu „GP” w Warszawie.
Borowski, który w czasach PRL sam doświadczał represji ze strony ówczesnej władzy, dziś czuje solidarność z oskarżonym: Przyszedłem tutaj, żeby towarzyszyć Tomkowi [Sakiewiczowi – przy. red.] w tym smutnym spektaklu. Mam nadzieję, że to się wkrótce skończy i Tomek zostanie uznany za niewinnego; że wolne słowo nie zostanie zaatakowane; że prawo do wolności słowa nie zostanie w Polsce zduszone. Dorota Pękalska, reprezentantka stowarzyszenia „Wolni Polacy”, która podobnie jak Adam Borowski stawiła się przed sądem, wyraziła rozczarowanie faktem, że sprawa toczy się za zamkniętymi drzwiami: Nie rozumiem, dlaczego nie możemy obserwować przebiegu rozprawy. Na tej rozprawie miało się odbywać przesłuchanie pozwanych. Niestety nie wiem, co się tam wydarzyło. Nikt nie wie i na razie jest to tajemnicą. To ma znamiona sądu kapturowego! Uważam, że takie sprawy nie powinny się dziać, a jednak się dzieją.
Wolność słowa przede wszystkim!
Kamil Nieradka, były szef redakcji informacji Radia Szczecin, a zarazem świadek przesłuchiwany podczas wrześniowej rozprawy, wskazał na polityczne tło całego procesu: Uważam, że sprawa sądowa, o której mowa, nie ma nic wspólnego z istotą treści materiałów dziennikarskich, które powstały po wyborze Tomasza Grodzkiego na marszałka Senatu. Klasyczne wymuszanie rynku przez prawników i odwrócenie kota ogonem przez polityka– uważa Nieradka i apeluje: Wolność słowa przede wszystkim!
Proces dotyczy zarzutów stawianych Tomaszowi Sakiewiczowi przez byłego marszałka Senatu Tomasza Grodzkiego, który oskarża naczelnego „Gazety Polskiej” o pomówienie oraz zniewagę w związku z publikacjami na temat tzw. „afery kopertowej”. Sprawa związana jest z zarzutami korupcyjnymi wobec Grodzkiego, który miał przyjmować od pacjentów koperty z pieniędzmi w zamian za przyspieszenie operacji oraz dobrą opiekę medyczną. Grodzki od kilku lat chowa się za immunitetem unikając odpowiedzialności i zabiega o tajność procesu, czym ogranicza społeczeństwu dostęp do poznania prawdy.
Do wybranej na przednówku tego roku Rady Programowej Polskiego Radia w likwidacji najlepiej pasowałaby inna nazwa: Rada Problemowa, bo większość jej członków, zamiast pomagać, sprowadzi chyba na rozgłośnię kłopoty. Prawne. I należy ufać, że nieświadomie. RP PR przyjęła bowiem uchwałę, w której zwraca się do ministra kultury o współprowadzenie Orkiestry Polskiego Radia, ale odrzuciła projekt uchwały z propozycją dotowania muzyków przez MKiDN kwotą 10 mln zł.
Rady Programowe mediów są niepotrzebne. Wiadomo to od ponad 30 lat.
Komu radzić?
Chętnych do tych rad jednak nie brakuje, bo partie i organizacje społeczne chcą wiedzieć, co dzieje się w TVP, PR i PAP. Dlatego wciąż są osoby, które dają się namówić na kandydowanie z rekomendacji instytucji społecznych lub ugrupowań politycznych. Zarobek żaden, bo członkowie rad programowych dostają ok. 300 złotych za posiedzenie plus zwrot kosztów podróży. Szefowie tych rad biorą trochę więcej, ale niewiele więcej.
Z kronikarskiego obowiązku dodać należy, że większość obecnych członków Rady Programowej Polskiego Radia to ludzie popierający pomysły rządu Donalda Tuska na media publiczne, a raczej na ich likwidację. Z 15-osobowego składu RP PR zaledwie kilka reprezentuje punkt widzenia mediów konserwatywnych. Niestety, mniejszość owa nie może powstrzymać zapędów większości rady. Po kolei jednak.
Polityczny bigos muzyczny i jak go zjeść
Na posiedzeniu Rady Programowej Polskiego Radia w likwidacji 12 września 2025 roku wydarzyło się coś dziwnego i niepokojącego zarazem.
Otóż w ten piękny dzień końca lata w stołecznej siedzibie Polskiego Radia w likwidacji przy al. Niepodległości rada programowa tej publicznej rozgłośni rozpatrywała projekt uchwały, w której paragrafie pierwszym napisano: „Rada Programowa Polskiego Radia – Spółki Akcyjnej w likwidacji zwraca się do Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego, o rejestrację Orkiestry Polskiego Radia do Rejestru Instytucji Kultury, dla których organizatorem jest Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego” – czytamy w projekcie, który przedstawiała wiceprzewodnicząca RP PR, dziennikarka TVP w likiwdacji Anna Kwiatkowska-Bieda.
Nie oceniając jednak nikogo, doszło do prezentacji krótkiej treści uchwały, zdaniem wszystkich obecnych na posiedzeniu RP PR, bardzo potrzebnej w jej intencji. Chodzi o wsparcie Orkiestry Polskiego Radia w likwidacji, bo – jak uzasadniano – muzykom Zespołu OPR się nie przelewa. Czy Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego z jej nową szefową Martą Cienkowską to zmienią? Nie wiadomo, bo współprowadzenie orkiestry publicznej rozgłośni przez resort – nawet zdaniem jej władz PR reprezentowanych przez wiceprezesa, czyli zastępcę likwidatora Polskiego Radia Juliusza Kaszyńskiego – nie oznacza od razu powodzenia i wyższych honorariów dla artystów. Większość RP PR uznała jednak, że można spróbować.
Bezprawne, ale bezpieczne
Rekomendowany przed Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich, poparty m.in. przez PiS członek rady i sekretarz generalny SDP, dziennikarz Hubert Bekrycht miał spore zastrzeżenia do projektu. Przede wszystkim – jak mówił – nie można go przyjąć, bo Polskie Radio jest od prawie dwóch lat w likwidacji. Nawiasem mówić – zdaniem Bekrychta – fikcyjnej, bo po nielegalnym przejęciu PR, TVP i PAP, pieniądze na rozwój rozgłośni spływają z rządu. Likwidacja PR jest tylko po to, aby mała już część załogi, której nie podobają się nowe porządki koalicji w Polskim Radiu nie protestowała i nie dążyła do strajku – akcentował dziennikarz.
Bekrycht powoływał się na artykuł 486 paragraf 1 Kodeksu Spółek Handlowych stanowiący instrukcję, czynności likwidacyjnych. „Likwidatorzy powinni zakończyć interesy bieżące spółki, ściągnąć wierzytelności, wypełnić zobowiązania i upłynnić majątek spółki (czynności likwidacyjne). Nowe interesy mogą podejmować tylko wówczas, gdy to jest potrzebne do ukończenia spraw w toku. Nieruchomości mogą być zbywane w drodze publicznej licytacji, a z wolnej ręki – jedynie na mocy uchwały walnego zgromadzenia i po cenie nie niższej od uchwalonej przez zgromadzenie” – napisano w KSH.
Zdaniem sekretarza generalnego SDP, popierającego ideę wspierania Orkiestry PR, przepisy są jednoznaczne i wykluczają przyjęcie uchwały m.in. o wpisie „Orkiestry Polskiego Radia do Rejestru Instytucji Kultury”. To przekroczenie przepisów w firmie w stanie likwidacji. Likwidacji, która – jak tłumaczył członek RP PR rekomendowany przez PiS, prawnik, ekonomista i… muzyk Tomasz Siwak – sprawia zresztą kłopoty nie tylko władzom PR, ale i pracownikom, bo jaki bank chętnie udzieli kredytu osobie zatrudnionej w firmie w likwidacji?
Zlikwidować likwidację
Do większości członków Rady Programowej argumenty Bekrychta i Siwaka nie dotarły. Siwak zresztą zaproponował inne wyjście. Mianowicie opracowanie projektu uchwały Rady Programowej Polskiego Radia z żądaniem zakończenia fikcyjnej likwidacja państwowej rozgłośni. Chodzi o wycofanie się MKiDN z decyzji z grudnia 2023 roku o postawienie w stan likwidacji spółek medialnych – TVP, PR i PAP. Siwiak zwracał też uwagę na fakt, że nie ma żadnego harmonogramu likwidacji Polskiego Radia, bo ten stan wprowadzono wyłącznie z powodów politycznych i na życzenie koalicji PO, PSL, PL 2050 i Lewicy.
Propozycja Siwaka nie była jednak dyskutowana. Przewodniczący RP PR, liberalno-lewicowy dziennikarz wybrany do rady z rekomendacji PO Jan Ordyński z Towarzystwa Dziennikarskiego nie poddał tego rozwiązania pod głosowanie.
Wniosek formalny zgłosił jednak Hubert Bekrycht. Zaproponował projekt uchwały, aby Rada Programowa Polskiego Radia w likwidacji poprosiła minister kultury o przekazania 10 milionów złotych na działalność OPR. Głosowano ten projekt. Nie przyjęto propozycji. Czy to była niespodzianka? Chyba nie.
Zamiast 10 milionów
Większość członków rady chcąca pomóc muzykom poprzez współprowadzenie zespołu przez ministerstwo nie chciała pomocy w postaci 10 milionów złotych dla tejże orkiestry… Spośród 11 obecnych za byli tylko Hubert Bekrycht, Tomasz Siwak i dziennikarka z oddziału warszawskiego SDP wybrana z rekomendacji PiS Hanna Budzisz. Przeciwko było 5 osób, m.in. szef RP PR Jan Ordyński. Wstrzymały się 4 osoby. 10 milionów OPR nie dostanie i może nawet nigdy by nie dostała, ale nawet nie próbowano. Bo jak ktoś domaga się od tego rządu 10 milionów, to dostaje trzy… Może koalicji coś z KPO zostało.
Z kolei za przyjęciem propozycji współprowadzenia przez resort kultury Orkiestry Polskiego Radia za byli wszyscy obecni, z wyjątkiem Bekrychta, Budzisz i Siwaka. Bo ta trójka była w tej sprawie od początku przeciw.
Wyszło na to, że większość członków rady, zamiast dotacji, domaga się czegoś, co prawnie jest niemożliwe. Nawet dla pomysłowego rządu Tuska, który dzieli kasę na jachty i na seks-kluby. Na orkiestry symfoniczne tyle jednak nie daje.
I nawet można by o tym coś jeszcze napisać, ale… nie warto.