„Magnat Pałacu Prasy”. Nowa książka red. PIOTRA LEGUTKI

Kim był  Marian Dąbrowski i dlaczego jest dziś postacią zapomnianą? Co zawdzięcza mu Zakopane, a co Kraków ? Czym był Ilustrowany Kurier Codzienny i w jaki sposób funkcjonował największy koncern prasowy II RP – to pytania, na które odpowiada red. Piotr Legutko w swojej najnowszej książce pt. „Magnat z Pałacu Prasy”. Wydało ją wydawnictwo Esprit sp.z o.o. Od dnia premiery czyli od 10 listopada jest w sprzedaży we wszystkich księgarniach całej Polski. 

Marian Dąbrowski to magnat prasowy, filantrop i jeden z najbogatszych ludzi II Rzeczpospolitej. Zaczynał od zera, a jego kariera to prawdziwa historia „od pucybuta do milionera”. Stworzył największy koncern medialny w Polsce z „Ilustrowanym Kuryerem Codziennym” na czele – najpoczytniejszym dziennikiem międzywojennej Polski. W Krakowie do dziś widać ślady jego wizji: modernistyczny Pałac Prasy, Teatr Bagatela, Gmach Główny Muzeum Narodowego czy słynna Zakopianka, której powstanie wspierał. Dąbrowski był nie tylko przedsiębiorcą z rozmachem, lecz także mecenasem kultury i dobroczyńcą miasta. Jego błyskotliwą karierę przerwała II wojna światowa. Wzbogacona unikatowymi fotografiami biografia autorstwa Piotra Legutki przenosi nas w świat przedwojennych elit, dziennikarstwa i wielkiego biznesu. To fascynująca opowieść o ludziach, których pasja, wizja i osiągnięcia wciąż mogą być źródłem inspiracji i dumy.

fot. Jolanta Hajdasz

18 listopada w Domu Dziennikarza przy ul. Foksal 3/5 odbyło się spotkanie z autorem książki , red. Piotrem Legutko. Prowadził je Wiktor Świetlik.

Spotkanie z autorem w Domu Dziennikarza na Foksal w Warszawie – Piotr Legutko (z lewej) i Wiktor Świetlik (z prawej) fot. Jolanta Hajdasz

 

Piotr Legutko to znany i popularny polski dziennikarz, publicysta i wykładowca związany z Krakowem, kierował redakcjami „Czasu Krakowskiego”, „Dziennika Polskiego”, „Nowego Państwa”, „Forum Dziennikarzy” i „Rzeczy Wspólnych”, a także krakowskim oddziałem TVP  i kanałem TVP Historia.

Piotr Legutko fot. Jolanta Hajdasz

 

Publicysta „Gościa Niedzielnego”, twórca filmowy i autor książek o mediach, m.in.: Jad medialnySztuka debaty oraz Mity IV władzy i Gra w media (wspólnie z Dobrosławem Rodziewiczem). Autor książkowych wywiadów z Janem Polkowskim i prof. Andrzejem Nowakiem. Wykładowca UP JP II. Piotr Legutko jest członkiem Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, pełnił funkcję wiceprezesa SDP w latach 2017 -2021 .

prof. Andrzej Chwalba o książce „Magnat z Pałacu Prasy”

Marian Dąbrowski, geniusz rynku medialnego, powraca z niebytu, z wygnania i znów jest w polskiej historii, zajmując należne mu miejsce w naszej pamięci. Dzięki książce Piotra Legutki lepiej zrozumiemy współczesną politykę oraz polski i europejski rynek mediów. Zachętą do lektury jest klarowność tekstu, dynamika narracji, błyskotliwość spostrzeżeń, literacki talent Autora.

prof. Andrzej Nowak
Pasjonująca opowieść o królu polskiej prasy w II RP , najbarwniejszym ptaku modernizacji polskich mediów: Marianie Dąbrowskim. Autor umie opowiedzieć biografię „polskiego Hearsta” z takim nerwem, jaki ucieszyłby na pewno twórcę „Ikaca”.

Krzysztof Ziemiec
Amerykanie mieli Hearsta, Niemcy Bertelsmanna, a my Dąbrowskiego. Celowo wygumkowany przez komunistów, zapomniany przez III RP, nie bez powodu przypomniany teraz przez Piotra Legutkę. Ta książka to opowieść nie tylko o naszym rodzimym, potężnym magnacie prasowym, wpływowym i barwnym celebrycie, którego karierę przerwał 1939 rok, ale także piękny opis przedwojennej Polski. Lektura obowiązkowa, nie tylko dla wydawców i dziennikarzy.

Książkę z autografem autora można nabyć w księgarni internetowej wydawnictwa :

https://www.esprit.com.pl/3906/magnat-z-palacu-prasy.html

JOLANTA HAJDASZ: My i oni – 11 listopada w mediach i nie tylko

Jeszcze w uszach słyszymy huk salw armatnich na Placu Józefa Piłsudskiego w Warszawie, gdy zamykamy oczy, pewnie jeszcze widzimy morze biało czerwonych flag i czytamy coraz to nowe komentarze i podsumowania. 11 listopada, Święto Niepodległości, dopiero co się skończyło, więc tak naprawdę teraz przychodzi czas refleksji, co nam mówią o sobie i o naszym kraju tegoroczne obchody 107 rocznicy odzyskania naszej państwowości. Uczestniczyło w nich wielu dziennikarzy, w tym SDP na oficjalne zaproszenie Prezydenta.

Największa część z nas była tego dnia oczywiście w pracy, bo to nasze medialne zwierzę jest głodne przez 24h/dobę, 7 dni w tygodniu i stale domaga się nowej karmy, a takiego dnia jak ważna, historyczna rocznica zapotrzebowanie na zdjęcia, teksty, filmiki, rolki i clipy jest spore, więc każda para rąk w pracy się przyda.

My i oni, ci w likwidacji

Część  koleżanek i kolegów skorzystało także z imiennych zaproszeń Prezydenta Karola Nawrockiego do udziału w częściach oficjalnych i wieczornym przyjęciu w Pałacu Prezydenckim przy Krakowskim Przedmieściu. Choć czasy trudne i pogmatwane, mamy co świętować i z czego się cieszyć, jako Polacy i jako dziennikarze. Ale medialne relacje z tego samego, czyli z Marszu Niepodległości po raz kolejny dobitnie pokazują czym się różnimy. My i oni, ci w likwidacji. Trafnie opisał to na swoim profilu na Facebooku Mariusz Pilis. Opublikował  zdjęcie dwóch ekranów telewizorów – w Polsce24 i TVP Info w likwidacji i to by mogło wystarczyć.  Na pierwszym ekranie morze flag i las głów , na drugim, a jakże, dyrektor stołecznego centrum bezpieczeństwa i kilka osób maszerujących nie wiadomo po co i z czym. Taki polski pluralizm w praktyce.

 

 

Na Onecie dzień po 11.11 można przeczytać głównie to,  „policjanci pokazali co próbowali wnieść na Marsz jego uczestnicy” i że zatrzymali 41 osób, w tym 26 za posiadanie narkotyków, 10 poszukiwanych, a trzy za udział w bójce”. No, naprawdę mega osiągnięcie na blisko 300 tysięcy uczestników chciałoby się dodać.

GW na tropie…

Wyborcza zajmuje się głównie banerem Młodzieży Wszechpolskiej, który kpił z posiadania „psiecka” i „kotka zamiast dziecka” , a TVP Info w likwidacji następnego dnia po Marszu chyba nie zajmuje się tym tematem wcale, ciekawszy jest i łatwiej jest znaleźć informacje o Toy Story 5 i o starciach na granicy Kambodży i Tajlandii. Na szczęście widzowie i internauci wybierają po swojemu.

W efekcie takiego „dziennikarstwa” 11 listopada TV Republika była najchętniej oglądaną stacją telewizyjną w Polsce i osiągnęła najwyższy udział w rynku na poziomie 7,56 procent, a jej materiały w internecie obejrzano łącznie 3,9 miliona razy.

Wygrały media konserwatywne

W Republice sama transmisja na żywo z przebiegu Święta Niepodległości była najchętniej oglądaną relacją wśród kanałów informacyjnych w Polsce. Gratulacje należą się także telewizji wPolsce24, która wśród stacji informacyjnych była tego dnia numerem 3 (po TV Republika i TVN24), wyprzedziła TVP Info w likwidacji. Co z tego, że ta stacja ma 16 ośrodków regionalnych , w którym pracuje każdego dnia kilka ekip reporterskich, co z tego że „na placu” czyli w siedzibie programów informacyjnych na Placu Powstańców Warszawy pracuje kilkadziesiąt kamer i ekip montażowych, kilka wozów transmisyjnych i mnóstwo mediaworkerów, co z tego, że podatnik zasysa ich setkami milionów złotych dotacji, a reklamodawca – wpływami z reklam, skoro nawet nie są w stanie nawiązać realnej rywalizacji z tymi, co mają nieporównywalnie mniejsze możliwości techniczne i finansowe. Można się bawić? Można. Za czasów rządów Zjednoczonej Prawicy TVP wykorzystała przyznawane jej przez Sejm pieniądze na hitowe produkcje, na filmy fabularne, dokumenty, transmisje sportowe i programy rozrywkowe, nowość goniła nowość, a co ci w likwidacji robią z pieniędzmi? Gdzie to wszystko im się rozchodzi?

W mojej ocenie w pamięci po tegorocznych obchodach Święta Niepodległości pozostaną nam dwie rzeczy – mocne przemówienie prezydenta Karola Nawrockiego i Marsz Niepodległości w Warszawie.

Prezydent i Marsz

Przemówienie było pełne ważnych i ważkich treści, nie było w nim grafomanii ani pustosłowia, które niestety regularnie słyszymy z ust polityków rządzącej koalicji. Patrząc na ponad tysiąc lat polskiej historii i wielkie dzieło ojców polskiej niepodległości, pytam więc, gdzie jest nasze jestestwo, nasze wartości chrześcijańskie, które budowały fundamenty Rzeczpospolitej i czemu musimy być świadkami i odpierać presję protezy wartości chrześcijańskich,jaką mają być obce nam ideologie w polskich szkołach i polskim systemie edukacji – pytał retorycznie prezydent, a odpowiadały mu gromkie brawa.

Były to pierwsze obchody święta niepodległości z Karolem Nawrockim, więc tym większe jest zainteresowanie tym jak i co powiedział, jak się zachował i z kim świętował. Po jego przemówieniu widać, że będzie upominał się o sprawy najważniejsze i że najbardziej istotne dla każdego Polaka. Nie da się przy tym uniknąć porównania z obecnym premierem, który przy prezydencie jest miałki, a jego przekaz prymitywny, pełen sarkazmu, szyderstwa i prowokacji.  Trudno z tym polemizować, szczególnie w sytuacji, gdy media mainstremowe dbają o to, by żaden wpis, żadna wypowiedź nie pozostała bez echa. Karol Nawrocki na szczęście dla naszej debaty publicznej nie idzie tą drogą, przeciwnie jest merytoryczny i konkretny, ma więc ogromne szanse utrzymać swoje wysokie poparcie.  Oby tak dalej.

Na tegorocznych uroczystościach imponująca była liczba zaproszonych gości, dyplomatów, ambasadorów, działaczy społecznych i dziennikarzy, wielu z nich miało szansę po raz pierwszy być na takich uroczystościach. Wśród tych gości wyjątkowo honorowani byli kombatanci, uczestnicy Powstania Warszawskiego  i ostatni żyjący przedstawiciele niepodległościowego podziemia.

Bohaterowie

Ich obecność sprawia, iż obchody święta 11 listopada są prawdziwym pomostem łączącym pokolenia obecne z tymi co o niepodległą Polskę walczyli przed wiekami, od konfederatów barskich i powstańców Kościuszki, i Powstań Listopadowego i Styczniowego i tych co walczyli podczas I i II wojny światowej i tych którzy ginęli w więzieniach bezpieki i wszystkich zrywów niepodległościowych w czasach komunistycznego PRL-u.  Jak przejmująco brzmi w naszym kraju Apel Poległych, gdy prowadzący wymienia tak wiele pokoleń walczących o to samo o wolną i suwerenną ojczyznę.

Swoistym zero – jedynkowym miernikiem poziomu naszego patriotyzmu stał się Marsz Niepodległości w Warszawie.   Albo jesteś dumny ze swojego kraju i naszej historii i idziesz na Marsz (lub go duchowo wspierasz) albo wspierasz tych, którzy jawnie lub w zakamuflowany sposób gardzą polskością.Marsz dzisiaj utożsamia dumę z bycia Polakiem, przeciwstawia się poniżaniu naszej tradycji i historii.

Radość

Głośne okrzyki, las biało czerwonych flag, głośny śpiew i głośna modlitwa to znak rozpoznawczy tych, którzy mają odwagę twardo bronić Polski i naszych interesów narodowych. Jakże żałosne były w tym roku próby marginalizowania tego Marszu przez rządzących, jak żałosne były działania prezydenta Warszawy i wojewody mazowieckiego, byle tylko utrudnić Polakom udział w Marszu – prezydent Trzaskowski akurat na 11 listopada zamknął przecież Dworzec Centralny PKP ze względu na rzekomo pilny remont, a wojewoda zabronił nie tylko  odpalać, ale nawet mieć przy sobie race świetlne, które przecież są znakiem rozpoznawczym marszu od początku jego istnienia i które praktycznie są niegroźne w użyciu.

Uczestnicy Marszu nie zastosowali się do tego zakazu, race odpalano na nim raz po raz, a mimo to jak podaje policja tegoroczny marsz był najbezpieczniejszy i najspokojniejszy od lat. I wzięła w nim udział rekordowa liczba osób, wg organizatorów było ich około 300 tysięcy, To ogromna liczba. Obrazuje ona całe społeczeństwo, bo w tym marszu idą obok siebie rodzice z dziećmi i ich dziadkowie, kobiety i dziewczyny, dojrzali mężczyźni i młodzi chłopcy.

Nie da się wymazać tego wydarzenia. I bardzo dobrze się stało, że wśród jego uczestników ramię w ramię szedł po raz pierwszy prezydent naszego kraju.  I chyba dobrze, że jak zawsze podczas patriotyczno – religijnych uroczystości Premier Donald Tusk wyjechał tego dnia z Warszawy. Nie potrzebujemy jego hipokryzji, a nawet swoistej schizofrenii, w którą wpadają jego koalicjanci, jak np. wicepremier Władysław Kosiniak Kamysz który przy reprezentantach Wojska Polskiego wygłasza patetyczne przemówienia, jakby zupełnie zapomniał jaki rząd reprezentuje i jakie decyzje ten rząd podejmuje od blisko dwóch lat.

Tegoroczne Święto Niepodległości zapamiętamy na długo. Oby było one zapowiedzią tylko dobrych rzeczy dla nas wszystkich w nadchodzącej przyszłości.

 

Tekst i zdjęcia Jolanta Hajdasz

 

APEL PREZES SDP O WSPARCIE DLA RED. SAMUELA PEREIRY NA ZRZUTKA PL.

W imieniu Centrum Monitoringu Wolności Prasy Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich oraz oczywiście swoim własnym zwracam się z gorącą prośbą o wsparcie zbiórki dla niesłusznie skazanego w ocenie naszej organizacji dziennikarza Samuela Pereiry.

Na mocy prawomocnego już wyroku z „bata na dziennikarzy” czyli z art. 212 kk musi on zapłacić ponad 40 tysięcy złotych kary oraz sfinansować kosztowne przeprosiny w mediach, mimo iż przedmiotem sporu był zaledwie jeden artykuł, gdzie podane informacje nie zostały podważone, a zostały dodatkowo potwierdzone przed sądem przez zeznających pod rygorem odpowiedzialności karnej świadków, dziennikarz dołożył wszelkiej staranności zbierając materiał przed publikacją, a jego pytania zadane krytykowanej osobie pozostały bez odpowiedzi. Dziennikarz ma na utrzymaniu dwoje nieletnich dzieci, a zasądzona kara jest niewspółmiernie wysoka w stosunku do posiadanych przez niego środków i jego zarobków. Nie możemy zostawić go teraz bez koleżeńskiej pomocy i finansowego wsparcia.

 

Preses SDP i dyrektor CMWP SDP Jolanta Hajdasz z red. Samuelem Pereirą
zdj. zrzutka.pl https://zrzutka.pl/4cargj

LINK DO ZRZUTKI PL WS. RED. SAMUELA PEREIRY

Okażmy zawodową solidarność i spróbujmy zebrać tę kwotę. Dla rodziny Samuela i dla nas samych. Jego sytuacja to jak sygnał alarmowy dla każdego z nas, dziennikarzy, bo każdy dziennikarz może znaleźć się w takiej samej sytuacji jak Samuel.

 

Z całego serca dziękuję każdemu, kto wesprze naszą zbiórkę .

Jolanta Hajdasz, prezes SDP

 

Protest CMWP SDP przeciwko skazaniu red. SAMUELA PEREIRY z art. 212 kk

JOLANTA HAJDASZ na zaprzysiężeniu – KAROL NAWROCKI: Walczyć trzeba z tymi, którzy naród pchają do upadku i do upodlenia

Takiej inauguracji prezydentury jeszcze nie było. Ogromne tłumy ludzi z biało czerwonymi flagami na ulicach stolicy, radość, wzruszenie i podniosły charakter uroczystości na każdym kroku, w każdym punkcie programu ze środy 6 sierpnia 2025 roku.

I co dla nas wymowne i ważne, wśród zaproszonych oficjalnych gości tylu dziennikarzy, że trudno uznać to za przypadek. Ufam, że jest to zapowiedź dobrej współpracy Prezydenta Karola Nawrockiego z naszym środowiskiem i poważnego traktowania przez niego nabrzmiałych i nawarstwiających się od lat problemów dziennikarzy i mediów.

Niestety, nie udało się to zbyt dobrze za prezydentury Andrzeja Dudy, choć wielu z nas ocenia ją bardzo pozytywnie i wielu rozumie gigantyczne problemy, z jakimi musiał się zmierzyć na przestrzeni obu kadencji PAD.  Nie zamierzam w tym miejscu analizować i roztrząsać tego co było (czy nie było, a wg nas powinno było być), ale po ludzku jest nam przykro, że były prezydent na koniec swojej kadencji  nie ułaskawił naszego kolegi Mateusza Teski skazanego w niejawnym procesie karnym za zadanie pytania rzecznikowi prasowemu. Taki zwykły ludzki gest, którego zabrakło. To jest jak symbol dla naszego środowiska, sytuacja jak z koszmarnego snu, gdy dziennikarz widzi, że w razie kłopotów zostanie na placu boju sam, bo wsparcie środowiska nic nie znaczy, nikt się nie liczy z apelami, pismami i prośbami, gdy wielu znanych, popularnych i cenionych dziennikarzy podpisuje się pod wnioskiem o ułaskawienie, bo wyrok jest jawnie niesprawiedliwy, bo przeczy wolności słowa i niezależności dziennikarskiej itd, itp…. Oby takie wyroki naprawdę stały się historią. To akurat jest w stanie zmienić Prezydent, bo on dysponuje prawem łaski.

Może jednak zacznę od wymienienia tych, których zaproszono oficjalnie na tę uroczystość i którzy wraz z wieloma innymi zaproszonymi gośćmi oglądali zaprzysiężenie Prezydenta Karola Nawrockiego w Sali Kolumnowej Sejmu.  Nie jest to żadna pełna lista, wymieniam tylko tych, których udało mi się dostrzec, ale to zestawienie jest wymowne. I prawie wszyscy to członkowie Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. Anita Gargas, Dorota Kania, Monika Rutke, Grzegorz Górny, Michał Rachoń, Jarek Olechowski, Marcin Wolski, Krzysztof Ziemiec, Jacek Karnowski, Marcin Tulicki, Jacek Kurski, Rafał Ziemkiewicz, Małgorzata Raczyńska-Weinsberg, Michał Adamczyk, Cezary Gmyz… Oczywiście, każdy dziennikarz w trakcie takich uroczystości i tak zawsze jest w pracy, więc od strony wizerunkowej to zrozumiałe, że się zaprasza tych, którzy generują zasięgi, ale ufam, że nie był to taki tani zwyczajny polityczny koniunkturalizm Kancelarii Prezydenta, tylko chęć wskazania kogo się szanuje i z jakim środowiskiem chce się współpracować.

Na sali było zresztą wiele znajomych twarzy i nie byli to tylko politycy. Prof. Zybertowicz, prof. Krasnodębski i prof. Stanisław Mikołajczak, prof. Ryba i Piotr Bernatowicz, Maciej Szymanowski i Józef Orzeł, Marcin Dybowski i tylu innych, społeczników, działaczy, naukowców i pracowników mediów.  Z całą pewnością są to ludzie ideowi, od lat angażujący się w pracę i działalność na rzec innych, zgodnie z dewizą Bóg, Honor Ojczyzna. Spontaniczne oklaski w trakcie oglądanego przecież na ekranie telewizora orędzia świeżo zaprzysiężonego Prezydenta, skandowanie jego imienia i nazwiska, a nawet ocierane łzy wzruszenia u niektórych, to świadectwo tego, że chyba wszyscy mamy poczucie uczestnictwa w wydarzeniu wyjątkowym.  Wielki dzień dla Polski – te słowa słyszałam najczęściej.

Wybaczam tę pogardę z którą się spotkałem w trakcie kampanii prezydenckiej powiedział Karol Nawrocki, co w Sejmie przyjęto gromkimi oklaskami. Pogarda ta wyrażała się w tym roku w tylu środkach masowego komunikowania, że jako całe środowisko powinniśmy  chyba przygotować na ten temat jak najobszerniejszy Raport. Kto i kiedy rozpoczynał nagonkę, co było jej główną treścią, gdzie ona rezonowała i kto to napędzał, to pytania na które wreszcie trzeba spróbować dać odpowiedź. Winnych trzeba chociaż wskazać i nazwać po imieniu i nazwisku.

Jeszcze dłużej zebrani w Sali Kolumnowej klaskali, gdy usłyszeli, że „tak dalej rządzić nie można” i że powołana będzie Rada Naprawy Ustroju Państwa i że pod kierownictwem Prezydenta rozpoczną się prace nad nową Konstytucją, którą powinna być gotowa do przyjęcia w 2030 r.  Jej częścią zapewne będą zapisy dotyczące wolności słowa, niezależności mediów i prawa każdego obywatela do głoszenia swoich poglądów , a więc znowu, w myśl znanego hasła „nic o nas bez nas” warto by się włączyć i współpracować.  To samo dotyczy projektów  już bliższych w terminie realizacji jak choćby nowa ustawa medialna, czy ustawa o procesach typu SLAPP, a nawet szumnie zapowiadana przez Adama Bodnara likwidacja art. 212 kk. czy tzw. ustawa o mowie nienawiści. Warto upewnić się, że nowy Prezydent widzi zagrożenia związane z niektórymi obowiązującymi, a także tymi proponowanymi przepisami.

 

Karol Nawrocki zakończył swoje orędzie – jak sam się wyraził – lekcją polskich Ojców Niepodległości z roku 1918 r. To uniwersalne, ponadczasowe przesłanie, warto więc je po raz kolejny przypomnieć.   Prezydent zacytował Lecha Kaczyńskiego, który powiedział że „warto być Polakiem”, cytował Romana Dmowskiego, który powtarzał, że   „jesteśmy Polakami i mamy obowiązki polskie”, przypomniał Józefa Piłsudskiego, który mówił, że „niepodległość nie jest dana nam raz na zawsze”, oraz to, że „wrażliwości społecznej możemy się uczyć od Wojciecha  Korfantego”, bo on przypominał, że „główną powinnością państwa  jest służenie, służenie polskim obywatelom i ludziom”, więc i  ja jako prezydent też nie jestem od niczego innego, tylko od służenia . Walczyć trzeba z tymi, którzy naród pchają do upadku i do upodlenia. Niech Bóg błogosławi Polsce, niech żyje Polska – zakończył Karol Nawrocki. Mocne, poważne wystąpienie w Sejmie. Dobry początek.

W  Katedrze Warszawskiej uderzająca była nieobecność przedstawicieli rządzącej koalicji. Nawet katolik Szymon Hołownia nie zdobył się na to, by w święto Przemienienia Pańskiego, jakie przypada właśnie 6 sierpnia uczestniczyć w czymś tak ważnym dla ludzi wierzących, jak Msza św. Smutny to był widok, gdy w pierwszej ławce obok byłego już Prezydenta Andrzeja Dudy i jego żony siedział tylko wicemarszałek z Konfederacji Krzysztof Bosak i politycy Prawa i Sprawiedliwości. Z  drugiej strony może to i lepiej, niech skończy się ta hipokryzja pseudokatolików i ich wizja kościoła , który „ma łączyć, a nie dzielić”. Tym razem mieli taką dobrą okazję wcielić w życie to co głoszą ci „otwarci katolicy”  i jak zwykle nawet z tego nie chcieli skorzystać.

Ale i bez nich  było pięknie i podniośle. Kilkudziesięciu księży przy ołtarzu i Bogurodzica i Mazurek Dąbrowskiego, i Boże coś Polskę i Pieśń Konfederatów Barskich, i kwiaty na grobach przedwojennych prezydentów,  przy tablicy upamiętniającej Marię i Lecha  Kaczyńskich i pry sarkofagach prymasów – kardynałów Augusta Hlonda i Stefana Wyszyńskiego. I jeszcze te słowa do Karola Nawrockiego skierowane w poruszającej homilii arcybiskupa Adriana Galbasa „doświadczy Pan góry Tabor i góry Kalwarii,  bo nasze codzienne życie rozgrywa się pomiędzy tymi dwiema górami: pomiędzy Taborem i Kalwarią. Doświadczamy na przemian śmiechu i łez, pocieszenia i strapienia, radości i smutku. Mamy „siniaki i cekiny”, jak śpiewa jedna ze współczesnych artystek polskiej sceny. Nie ma na świecie nikogo, kogo życie byłoby tylko samą euforią i nie ma nikogo, kogo życie byłoby samą tylko tragedią. Zawsze jest wesele i pogrzeb, szczęście i nieszczęście, „z górki” i „pod górkę”, posiadanie i strata. I chodzi o to, byśmy – jako wierzący – mieli pewność, że we wszystkim jest z nami Chrystus. Przeżywając szczęście, byśmy nie popadli w pychę, a przeżywając nieszczęście, byśmy nie wpadli w rozpacz.(…).

Tak jest i tak będzie również w życiu Pana Prezydenta – powiedział abp Galbas.  Także on doświadczy „prawa falowania”, tego, że będzie i tak i siak. Góra Kalwaria i góra Tabor. Oby w ciągu najbliższych pięciu lat intensywność tych gór nie rozłożyła się w Pana życiu, w Pana posługiwaniu i w życiu Pana rodziny po połowie, a tym bardziej, oby nie zdominowało to co trudne i ciężkie, ale nie jesteśmy naiwni: wiecznego Taboru na pewno nie będzie, pięć usłanych różami lat nie nadejdzie – powiedział duchowny (…) ale  jeśli statek nie wie do, którego portu płynie – mówi Seneka – wtedy każdy wiatr jest mu przeciwny”. Jeśli nie wiem, jaki jest cel mojego życia, wtedy wszystko jest trudniejsze, wszystko będzie jakby przeciwko mnie –  mówił  przejęciem abp metropolita warszawski.

I właśnie to zdanie zapadło mi najmocniej w pamięć, bo dotyczy także naszego środowiska, nas dziennikarzy.  Też musimy „znaleźć port, do którego płynie nasz statek”, cel, do którego powinniśmy dążyć w najbliższych latach, my, czyli nasze środowisko, nasze Stowarzyszenie.  Najwyższy czas poszukać aktualnej koncepcji zawodu dziennikarskiego, sformułować nową Kartę Etyczną Mediów (bo obecna coraz mniej uwzględnia realia współczesności), czy zawalczyć o jakiekolwiek zabezpieczenia socjalne dla dziennikarzy. Brzmi utopijnie, ale może jednak warto spróbować. Gdy wieje wiatr zmian, warto dać mu się ponieść.

 

                                                                                                               

 

Z uroczystości inaugurujących prezydenturę Karola Nawrockiego

prezes SDP i dyrektor CMWP SDP Jolanta Hajdasz

 

 

CMWP SDP w obronie wolności słowa i wolności wypowiedzi dla biskupów

CMWP SDP stanowczo protestuje przeciwko próbom cenzurowania homilii i wypowiedzi osób duchownych, jakie podejmuje Ministerstwo Spraw Zagranicznych poprzez skierowanie listu dyplomatycznego do Watykanu z manipulacyjnym przedstawieniem treści wystąpień religijnych dwóch biskupów w czasie tegorocznej pielgrzymki Rodziny Radia Maryja na Jasną Górę. List zawiera także groźby pod ich adresem i wnioski o ukaranie biskupów przez Stolicę Apostolską, a w swojej treści jest zaprzeczeniem rzetelnej relacji z wydarzenia, narusza zasadę rozdziału Kościoła od państwa i uderza w wolność wyznawania  religii.  List ten jest także przykładem  drastycznego naruszenia zasady wolności słowa fundamentalnej dla każdego demokratycznego państwa. 

15 lipca b.r. Ministerstwo Spraw Zagranicznych poinformowało, że ambasador Polski przy Stolicy Apostolskiej wręczył szefowi protokołu dyplomatycznego Watykanu „demarche”, czyli pismo, w którym strona polska wyraża oburzenie „niedopuszczalnymi” wypowiedziami biskupów Długosza oraz Meringa”. Ma to być reakcja na wypowiedzi hierarchów kościelnych  z dnia 11 oraz 13 lipca, które godzą w zapisy Konkordatu podpisanego 28 lipca 1993 r. między Stolicą Apostolską a RP” – czytamy w piśmie MSZ.  Ministerstwo oburza się tym, iż biskup Antoni Długosz „publicznie poparł Ruch Obrony Pogranicza Roberta Bąkiewicza”, a dwa dni później biskup Wiesław Mering stwierdził, że „rządzą nami ludzie, którzy określają się jako Niemcy”, a „jak świat jest światem– mówił w XVII wieku jeden z polskich poetów Wacław Potocki,  Niemiec nie będzie bratem Polaka”. Według MSZ takie wypowiedzi hierarchów, którzy  – cyt. działając jako przedstawiciele Konferencji Episkopatu Polski i tym samym reprezentujący Kościół katolicki, podważają dobre stosunki polsko-niemieckie, oczerniają rząd i oznaczają wyraźne poparcie dla środowisk nacjonalistycznych”.
List jest zdumiewającym przykładem nadinterpretacji i  manipulacji opartej na wyrwanych z kontekstu zdaniach. Zawiera  także  błędy merytoryczne , przykładowo nie istnieje bowiem Ruch Obrony Pogranicza (na zachodniej granicy w Polsce działa obecnie Ruch Obrony Granic), a biskupi w swoich homiliach nie reprezentują Konferencji Episkopatu Polski, błędnie podana jest także data jednego z wystąpień. Tymczasem biskupi mają prawo jak wszyscy polscy obywatele komentować sprawy publiczne i analizować działania polityków w oparciu o wartości, którymi kierują się w swoim życiu. Odbieranie im tego prawa, próba karania ich za wygłaszane publicznie treści to nieakceptowalna w demokratycznym państwie cenzura wypowiedzi publicznych, szczególnie bulwersująca przez to, że dotyczy osób, których prawo do swobody wypowiedzi w miejscach kultu religijnego gwarantuje także zasada wolności religii i wyznania, wyrażona w Konstytucji.

CMWP SDP przypomina także , iż zgodnie z art. 10 ust. 1 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, każdy ma prawo do wolności wyrażania opinii. Prawo to obejmuje wolność posiadania poglądów oraz otrzymywania i przekazywania informacji i idei bez ingerencji władz publicznych i bez względu na granice państwowe. Artykuł 19 Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka stanowi, iż Każdy człowiek ma prawo wolności opinii i wyrażania jej; prawo to obejmuje swobodę posiadania niezależnej opinii, poszukiwania, otrzymywania i rozpowszechniania informacji i poglądów wszelkimi środkami, bez względu na granice. Natomiast w myśl artykułu 19 ust. 2 Międzynarodowego Paktu Praw Obywatelskich i Politycznych: Każdy człowiek ma prawo do swobodnego wyrażania opinii; prawo to obejmuje swobodę poszukiwania, otrzymywania i rozpowszechniania wszelkich informacji i poglądów, bez względu na granice państwowe, ustnie, pismem lub drukiem, w postaci dzieła sztuki bądź w jakikolwiek inny sposób według własnego wyboru. Ponadto zgodnie z orzecznictwem Europejskiego Trybunału Praw Człowieka (ETPCz), wolność słowa dotyczy nie tylko prawa do informacji lub opinii nieobraźliwych lub neutralnych, ale nawet tych, które są obraźliwe, szokujące lub niepokojące.

CMWP SDP podkreśla przy tym stanowczo, iż  homilia biskupa Wiesława Meringa i rozważania w czasie Apelu Jasnogórskiego  biskupa Antoniego Długosza są zgodne z powszechnie przyjętymi zasadami  wygłaszania publicznych wypowiedzi osób duchownych.  Z definicji mogą one mieć  charakter subiektywny,  wyrażają punkt widzenia autorów, którzy poruszają i komentują aktualne tematy społeczne zwracając także uwagę na negatywne (w ich ocenach) zjawiska w życiu codziennym. Jest rzeczą zdumiewającą i wyjątkowo bulwersującą, gdy w państwie prawa urzędujący minister nawołuje do  karania kogokolwiek  za opinie, które ta osoba głosi zgodnie z zasadami profesjonalizmu charakterystycznego dla swojej funkcji. Dotyczy ono także wypowiedzi kościelnych hierarchów, którzy mają prawo  przedstawiać nawet trudno akceptowalne, czy rozbieżne opinie na dany temat  i bronić w ten sposób państwa prawa (art. 2 Konstytucji RP) oraz prawa każdego do wolności wypowiedzi i własnych poglądów.

                                                                                                 dr Jolanta Hajdasz, dyrektor CMWP SDP

Warszawa, 26 lipca 2025

PREZES SDP o nieprawdziwych i niepełnych informacjach na stronie OW SDP

W ostatnim miesiącu trafiły do mnie pytania wywołane publikacją na stronie internetowej Oddziału Warszawskiego SDP, iż oddział ten został pozbawiony możliwości zorganizowania spotkań w swojej siedzibie, a Zarząd OW ma płacić za korzystanie z sal konferencyjnych Domu Dziennikarza przy Foksal.  Przed tą publikacją nie kontaktowano się ze mną w jej sprawie, ukazała się ona zresztą w dniu zorganizowania przez ZG SDP uroczystej Gali Konkursu Dziennikarskiego SDP, nie miałam więc możliwości, by wyjaśnić tę sytuację i zapobiec rozpowszechnianiu się nieprawdziwych i niepełnych informacji.

W chwili publikacji tekstu na stronie warszawskiego oddziału było już zaplanowane moje spotkanie z Zarządem OW SDP, o które poprosiłam 6 czerwca, by wyjaśnić sytuację.  Na portalu OW SDP napisano jednak, iż ZG SDP zabrania wstępu i organizowania działalności OW w naszych wspólnych pomieszczeniach, a to nie jest prawdą, dlatego chcę to wyjaśnić publicznie.

Jest to nieporozumienie, Zarząd Główny ani tym bardziej osobiście Skarbnik, nie pobierają opłat za udostępnianie sal Oddziałowi Warszawskiemu. Przeciwnie, oddział tak jak do tej pory, korzysta nieodpłatnie z dwóch dużych pomieszczeń biurowych, nie partycypuje nawet w kosztach utrzymania infrastruktury typu Internet czy energia elektryczna i ogrzewanie budynku. OW cieszy się więc przywilejami, jakich nie mają inne oddziały SDP, które same finansują swoje lokale, nie mówiąc nic o podmiotach zewnętrznych korzystających z Domu Dziennikarza, które solidarnie ponoszą koszty utrzymania tego budynku.

Jednak ze względu na horrendalną wysokość opłaty za użytkowanie wieczyste budynku przy ul. Foksal 3/5 , jaką od 2017 roku pobiera od Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich Urząd Miasta Stołecznego Warszawa oraz ze względu na bieżącą trudną sytuację finansową Stowarzyszenia wszystkie podmioty , które na zasadach niekomercyjnych korzystają z udostępniania sali A (tej głównej z profesjonalnym nagłośnieniem i największą liczbą miejsc siedzących) są zobowiązane do sfinansowania kosztów obsługi tej sali, wtedy gdy chcą z niej korzystać.  Składają się na nie koszt ustawiania sali przed i po imprezach, sprzątanie, nagłośnienie w trakcie imprezy, czy opieka osoby odpowiedzialnej za otwarcie i zamknięcie sali. Związane jest to także ze specyfiką organizacji pracy Domu Dziennikarza, w którym obecnie ze względu na konieczność minimalizowania kosztów, te wymienione przeze mnie usługi wykonywane są przez podmioty zewnętrze mające stałe umowy z SDP i stałe stawki godzinowe.  Jeśli więc jakiś podmiot (w tym OW SDP) chce skorzystać z tej największej, najlepiej wyposażonej sali, musi ponieść minimalny koszt jej obsługi.  Te zasady są takie same dla wszystkich najemców budynku, nie wywołują u nich żadnych negatywnych reakcji, przeciwnie spotkaliśmy się ze zrozumieniem i akceptacją.  Mam nadzieję, że jest to sytuacja przejściowa, ale póki co – konieczna.

Nie jest też prawdą, że OW SDP nie ma w ogóle nieodpłatnie udostępnianej tej dużej sali. Raz w miesiącu Oddział organizuje spotkania w ramach Klubu Historycznego SDP. Zarząd Główny ponosi wszystkie koszty związane z odbywaniem tych spotkań, łącznie z honorarium dla prelegenta, czego nie ma przy organizacji żadnych innych imprez Stowarzyszenia, gdyż uczestnicy pozostałych spotkań organizowanych przez SDP biorą w nich udział nieodpłatnie. Finansujemy dla OW także inne inicjatywy, np. w ostatnim tygodniu czerwca Zarząd OW SDP zorganizował koncert charytatywny chóru, ale wszystkie koszty obsługi sali sfinansował Zarząd Główny, a oddział nic nie płacił. Z powodu niezbędnej obecnie dyscypliny finansowej nie możemy jednak prowadzić tak intensywnej działalności statutowej, jakbyśmy chcieli, stąd konieczność zgłaszania takich imprez wcześniej i ich limitowanie. Pragnę również podkreślić, iż zasada ponoszenia kosztów organizacyjnych dotyczy jedynie największej sali, z pozostałych sal konferencyjnych Oddział Warszawski SDP korzystać może nieodpłatnie zawsze wtedy, gdy zgłosi na to zapotrzebowanie.

Już po publikacji artykułu na portalu OW SDP spotkałam się z Zarządem OW SDP i Komisją Rewizyjną tego oddziału, było to 24 czerwca.  Wyjaśniliśmy sobie wszystkie okoliczności tego typu zdarzeń, a po spotkaniu prezes Oddziału Zbigniew Rytel napisał nawet mailem, iż dziękuje mi za spotkanie i wyraża przekonanie, że „poprzez wymianę opinii i dążenie do znajdowania rozwiązań korzystnych dla wszystkich członków SDP, uda nam się harmonijnie i owocnie współpracować”. Podzielam ten pogląd. Nie komentuję temperamentu publicystycznego autorki tego tekstu na portalu OW, mówiąc kolokwialnie trochę ją poniosło, ale podkreślam – o żadnym konflikcie w opisanej sprawie między OW SDP, a Zarządem Głównym nie ma mowy.

 

dr Jolanta Hajdasz,

prezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich,

dyrektor Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP

Laur Wielkopolskiego Oddziału SDP 2025 dla  prof. Piotra Grochmalskiego i prof. Grzegorza Kucharczyka 

Poznaniacy – profesor Piotr Grochmalski, korespondent wojenny i politolog oraz prof. Grzegorz Kucharczyk, badacz i popularyzator historii Polski zostali laureatami tegorocznej edycji honorowych nagród Wielkopolskiego Oddziału SDP LAUR 2025.  Wyróżnienie przyznaje Zarząd WO SDP od 2021 roku, w tym roku Laury przyznano po raz czwarty.

Piotr Grochmalski to dziennikarz i korespondent wojenny, dziś znany przede wszystkim jako politolog i ekspert do spraw bezpieczeństwa oraz konfliktów zbrojnych. Do dziś jest członkiem Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, w latach 1999 -2003 był prezesem Wielkopolskiego Oddziału SDP. Zarząd WO SDP przyznał to wyróżnienie w uznaniu jego dorobku dziennikarskiego i naukowego.  Piotr Grochmalski ukończył studia dziennikarskie w Instytucie Nauk Politycznych Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. W 1998 uzyskał na Wydziale Nauk Społecznych UAM stopień doktora na podstawie rozprawy „Transformacja systemowa w Czeczenii a kryzys ustrojowy Federacji Rosyjskiej”. Na podstawie pracy „Kazachstan. Studium politologiczne”  uzyskał stopień naukowy  doktora habilitowanego. Jako dziennikarz pracował w dwutygodniku „Nadodrze” i tygodniku „Wprost”. W pierwszej połowie lat 90. pełnił funkcję redaktora naczelnego tygodnika „Poznaniak”. Współpracował również z „Rzeczpospolitą”, „Głosem Wielkopolski” i Radiem Merkury. Był korespondentem wojennym w Afganistanie, Armenii i Czeczenii. Aktualnie jest wykładowcą naukowym, pracuje m.in. w Instytucie Studiów Strategicznych na Wydziale Bezpieczeństwa Narodowego Akademii Sztuki Wojennej w Warszawie. Jest autorem opracowań poświęconych Rosji, krajom Kaukazu i Azji Centralnej.

Grzegorz Kucharczyk – historyk i publicysta, profesor nauk humanistycznych, pracownik Instytutu Historii PAN oraz Akademii im. Jakuba z Paradyża w Gorzowie Wielkopolskim. Aktywnie popularyzuje  historię Wielkopolski i Poznania na forum ogólnopolskim. Zarząd WO SDP chce zwrócić uwagę i docenić  przede wszystkim popularyzatorski charakter jego publicystyki historycznej na łamach gazet, czasopism i portali. Zainteresowania badawcze prof. Kucharczyka koncentrują się wokół dziejów Niemiec i Prus, relacji polsko-niemieckich, myśli politycznej i przemian kulturowych w Europie i USA w XIX i XX wieku.  Doktorat obronił w 1999 w Instytucie Historii UAM na podstawie rozprawy „Prusy, Rosja i kwestia polska w myśli politycznej Constantina Frantza (1817–1891)”, a pięć lat później habilitował się w Instytucie Historii PAN na podstawie rozprawy „Cenzura pruska w Wielkopolsce w czasie zaborów 1815–1914”. Tytuł profesora nauk humanistycznych otrzymał w 2014. Grzegorz Kucharczyk jest autorem kilkudziesięciu książek naukowych dotyczących oraz stałym współpracownikiem prasy katolickiej i konserwatywnej, m.in. „Do Rzeczy”, „Polonia Christiana”, „Nasz Dziennik”, „trwajcie w miłości” (dawne „Miłujcie się”), „Christianitas” oraz miesięcznika „Wpis”.

Uroczyste wręczenie Laurów 2025 WO SDP odbędzie się wraz  z  wręczeniem nagród  w tegorocznym Konkursie Wielkopolskiego i Lubuskiego Oddziału SDP  Odbędzie się ono 10. czerwca br. o godz. 17.00 w Zamku Królewskim Przemysła na Górze Przemysła w Poznaniu.

Wstęp wolny, zapraszamy.

Nagrody Laur Wielkopolskiego Oddziału SDP zostały przyznane po raz czwarty. Zarząd Oddziału przyznaje je od 2021 r.

Laur WO SDP 2021 – laureaci  red. Barbara Miczko Malcher , red.Sławomir Kmiecik
Laur WO SDP 2023 –  laureaci red. Piotr Lisiewicz, red. Grażyna Wrońska
Laur WO SDP 2024 – red. Wanda Różycka –  Zborowska, red. Wiesław Kot, miesięcznik dla ministrantów KnC z okazji jubileuszu XX lecia istnienia

Walne Zgromadzenie Europejskiej Federacji Dziennikarzy w Budapeszcie o sytuacji w polskich mediach

Z inicjatywy  Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich wszyscy delegaci Walnego Zgromadzenia Europejskiej Federacji Dziennikarzy (EFJ), jakie obradowało w dniach 2-3 czerwca w Budapeszcie, otrzymali blisko 100 stronnicowy Raport Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji w języku angielskim na temat kryzysu mediów publicznych w Polsce. Zostali też poinformowani o tym, iż SDP  uznało, iż obecny rząd w Polsce niszczy media publiczne oraz tłumi swobodne i niezależne funkcjonowanie mediów prywatnych, które prezentują opozycyjny wobec rządu punkt widzenia.   

Towarzystwo Dziennikarskie (TD)  zrzeszające  media sprzyjające rządowi Donalda Tuska złożyło własny projekt uchwały, w której delegaci EFJ apelują  do nowo wybranego prezydenta Polski o przyspieszenie uchwalenia ustawodawstwa medialnego wdrażającego reformy zgodne z Europejską Ustawą o Wolności Mediów (EMFA) UE i długoletnimi wytycznymi Rady Europy dotyczącymi wolności mediów. Delegacja  SDP głosowała przeciw tej uchwale.

link do Raportu KRRiT  w wersji angielskiej i polskiej poniżej:

Crisis_situation_of_the_public_service_media_in_Poland

Stan_kryzysowy_mediów_publicznych_w_Polsce

„Nie możemy zaakceptować uzasadnienia do tej uchwały, jest ono stronnicze i wyjątkowo tendencyjnie przedstawia  sytuację mediów w Polsce” – powiedział w imieniu delegacji SDP Mariusz Pilis, wiceprezes Stowarzyszenia i delegat na Zjazd EFJ.

Towarzystwo Dziennikarskie popiera „środki obejściowe”, czyli medialny zamach stanu

Wybory prezydenckie w Polsce oznaczają „nowe otwarcie” dla procesu legislacyjnego dotyczącego mediów. Dotychczas postęp był powolny po ustanowieniu nowego demokratycznego rządu w 2023 r. po tym, jak ustępujący prezydent zasygnalizował niechęć do zatwierdzenia nowych przepisów uchwalonych przez reformatorską większość w parlamencie. Groźba weta prezydenckiego zmusiła rząd do przyjęcia, czasami kontrowersyjnych, choć legalnych, środków obejściowych w celu powstrzymania najgorszych nadużyć ich poprzedników w dziedzinie mediów – czytamy w przygotowanej przez Towarzystwo Dziennikarskie uchwale. Na forum EFJ prezentował je Krzysztof Bobiński.

Nowe ustawodawstwo medialne musi służyć ustanowieniu pluralistycznego, bezstronnego i zrównoważonego ekosystemu medialnego w Polsce i chronić przed powrotem polityk wdrożonych w latach 2016-2023 przez poprzedni rząd kraju, który przekształcił media publiczne w bezwstydną tubę propagandową i starał się wywierać presję na media prywatne, aby uciszyły krytykę polityki partii rządzącej. Głównym celem nowego ustawodawstwa Polski musi być zakończenie ingerencji politycznej w media publiczne i zapewnienie, że relacje informacyjne i bieżące treści medialne będą wolne i niezależne od nacisków zewnętrznych. Taki reżim, w którym prawo społeczeństwa do wiedzy jest respektowane, jest niezbędny, jeśli demokracja ma zostać zachowana, a dezinformacja, zagraniczna manipulacja informacją i ingerencja w wybory mają zostać wyeliminowane – napisano w przyjętej prżez delegatów EFJ uchwale na temat sytuacji mediów w Polsce.

SDP protestuje!

Delegacja Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich konsekwentnie prostowała zawarte w projekcie nieścisłości i manipulacje, ale formuła Zjazdu Europejskiej Federacji Dziennikarzy praktycznie wyklucza dyskusję na sali plenarnej  na temat treści uchwał i ich nową redakcję. EFJ przegłosowała tę kontrowersyjną na temat Polski uchwałę.

W imieniu Towarzystwa Dziennikarskiego Krzysztof Bobiński przygotował także Apel o wsparcie przez UE  polskiego Międzynarodowego Centrum Mediów (MCAA) utworzonego na bazie „istniejącej wcześniej  białoruskojęzycznej stacji telewizyjnej Belsat TV”, pierwotnie – jak napisano – skierowanej do widzów w tym kraju.

TD nie rozumie, co to dawna TV Biełsat?

Funkcjonujące w TVP S.A. w likwidacji. MCAA nadaje obecnie w języku białoruskim, rosyjskim i ukraińskim do wschodnich sąsiadów kraju, a także w języku angielskim – czytamy w uchwale. Towarzystwo Dziennikarskie  nie uwzględniło  w swoim projekcie tego, iż  apeluje do Unii Europejskiej w imieniu polskich władz, które same swoimi działaniami stale niszczą dorobek TV Biełsat.  SDP głosowało przeciwko tej uchwale.

W sumie delegaci przyjęli blisko 30 różnego rodzaju uchwał na temat różnej  sytuacji mediów  w poszczególnych krajach w Europie.  Zjazd obradował w Budapeszcie w dniach 2-3 czerwca 2025 r. , uczestniczyło w nim blisko 120 delegatów i obserwatorów, reprezentujących 57 związków i stowarzyszeń dziennikarzy z 38 krajów. EFJ nigdy wcześniej nie odnotowało tak dużej frekwencji – poinformowali organizatorzy Zjazdu.

Wyższe składki EFJ

W trakcie Zjazdu delegaci przegłosowali zmianę sposobu naliczania składki członkowskiej EFJ. SDP było przeciw tym zmianom, gdyż są one niekorzystne dla organizacji dziennikarskich w średnich i małych krajach. W Polsce do EFJ należą trzy organizacje dziennikarskie – SDP, SDRP i TD. SDP płaci składki do EFJ od około połowy  swoich członków,  czyli dokładnie od 1202 osób, TD płaci składki od 119 osób . SDRP zgłosiło  360 członków, ale ze względu na zaległości w opłacaniu składek nie mogło uczestniczyć w tegorocznych obradach.

Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich  na zjeździe w Budapeszcie reprezentowali Mariusz Pilis, wiceprezes SDP (w randze delegata, z  prawem 3 głosów w imieniu SDP  w czasie obrad)  oraz  Jolanta Hajdasz , prezes SDP i Hubert Bekrycht , sekretarz generalny SDP w charakterze obserwatorów.

 

Różne perspektywy obrony mediów w Europie – w Budapeszcie rozpoczął się kongres Europejskiej Federacji Dziennikarskiej (EFJ)

Sąd odroczył wyrok w sprawie Tomasza Grodzkiego przeciwko red. Tomaszowi Duklanowskiemu

27 maja w Sądzie Rejonowym dla miasta  stołecznego Warszawy miało dojść do ogłoszenia  wyroku w sprawie karnej z powództwa Tomasza Grodzkiego przeciwko red. Tomaszowi Duklanowskiemu. Sprawa toczy się z art. 212 kodeksu karnego i dotyczy rzekomego zniesławienia byłego marszałka Senatu w publikacjach medialnych, w których opisano aferę łapówkarską w szpitalu Szczecin – Zdunowo. Na wniosek senatora Tomasza Grodzkiego  sprawa toczy się w trybie niejawnym. Sprawa jest objęta monitoringiem CMWP SDP.

Mimo  wcześniejszych zapowiedzi, wyrok nie został ogłoszony. Sędzia odroczyła ogłoszenie tego wyroku,  ale powody tej decyzji ze względu na
utajnienie postępowania  nie zostały ujawnione. Nowy termin nie został jeszcze wyznaczony.

Od grudnia 2019 r. do lutego 2020 r.  redaktor Tomasz Duklanowski opublikował kilkanaście materiałów dziennikarskich w Gazecie Polskiej Codziennie oraz Radiu Szczecin opisujących relacje byłych pacjentów Specjalistycznego Szpitala im. prof. Alfreda Sokołowskiego w Szczecinie-Zdunowie i ich rodzin. Twierdzili oni, że Tomasz Grodzki, który pełnił w tym czasie funkcję ordynatora i dyrektora tego szpitala, miał przyjmować pieniądze od pacjentów  w zamian za przeprowadzenie operacji albo przyspieszenie jej terminu.
W dniu ogłoszenia spodziewanego wyroku Tomasz Duklanowski zamieścił na swoim profilu na platformie X post, w którym przypomniał: Wszystkie osoby, z którymi rozmawiałem, zdecydowały się złożyć zeznania w CBA i prokuraturze. Pozwoliło to na przeprowadzenie śledztwa w Prokuraturze Regionalnej w Szczecinie. Zostało ono podzielone na dwa wątki – jeden dotyczył przyjmowania korzyści bezpośrednio przez Tomasza Grodzkiego. Drugi dotyczył Fundacji Pomocy Transplantologii, która według śledczych służyła do wyłudzania pieniędzy od pacjentów na masową skalę.

Były naczelny Radia Szczecin nie krył rozczarowania decyzją sądu : Tego wyroku dziś jeszcze nie ma. Nie mogę powiedzieć dlaczego, nie mogę mówić o szczegółach, dlatego że Tomasz Grodzki już pięć lat temu, kiedy mnie fałszywie oskarżył o to, że go pomówiłem ujawniając informacje o korupcji, zastrzegł, że na ten proces nie będą mogli wchodzić dziennikarze. No i tak się stało – mówi Tomasz Duklanowski. Dziennikarz nie kryje także rozczarowania faktem, że sprawa jest utajniona: Sąd się przychylił do wniosku Tomasza Grodzkiego  i proces odbywa się przy drzwiach zamkniętych. To szkoda, ponieważ dzieje się tu bardzo dużo ciekawych rzeczy. Myślę, że dziennikarze mieliby wiele interesujących materiałów do pracy. Niestety – tak wygląda wolność słowa w wykonaniu Tomasza Grodzkiego”.

Według prokuratorów  Tomasz Grodzki był zamieszany w aferę łapówkarską, w związku z którą 30 osób usłyszało zarzuty. W związku ze sprawą prokuratura skierowała też wniosek o uchylenie immunitetu dla senatora Koalicji Obywatelskiej Tomasza Grodzkiego. Jak informują śledczy, chodzi o przyjmowanie łapówek od 2008 do 2019 za przyjęcie pacjentów poza kolejnością do zabiegów chirurgicznego leczenia otyłości. Według prokuratorów miało to kosztować 10 tys. złotych, mimo że procedura jest finansowana z budżetu NFZ – jednak czas oczekiwania wynosi do dwóch lat. Pieniądze trafiały do oskarżonych medyków za pośrednictwem Fundacji Pomocy Transplantologii w Szczecinie. Zapłacić miało ponad 200 osób.

Wniosek Prokuratury o uchylenie immunitetu Tomaszowi Grodzkiemu :

6.10.23 Wniosek Prokuratury o uchylenie immunitetu Marszałkowi Senatu

Ustalenia śledztwa wskazują  na to, iż cały mechanizm wydatkowania środków w ramach Fundacji Pomocy Transplantologii w Szczecinie skonstruowany był w sposób pozbawiony transparentności i uniemożliwiający rzeczywistą kontrolę nad tym, jak środki są wydatkowane. Powyższe uzasadniło przedstawienie Krzysztofowi K., jak również prezesom Fundacji Pomocy Transplantologii – Juliuszowi P. i Bartoszowi K. – zarzutów popełnienia przestępstwa tzw. prania pieniędzy” poinformowała Prokuratora Regionalna w Szczecinie w styczniu 2024 , zarzucając, że inicjatorem procederu był senator i były marszałek Senatu Tomasz Grodzki, jako dyrektor Specjalistycznego Szpitala im. prof. Alfreda Sokołowskiego w Szczecinie-Zdunowie, jak również założyciel Fundacji Pomocy Transplantologii. Za pranie brudnych pieniędzy grozi nawet 10 lat pozbawienia wolności.

Komunikat Prokuratury z 2.02.2024

2.01.24 Akt oskarżenia p-o podejrzanym o przestępstwa korupcyjne związane z Fundacją Pomocy Transplantologii w Szczecinie

Pytany o materiał dowodowy, Tomasz Duklanowski relacjonuje: „Wszystko to, co pisałem, było w oparciu o świadków, o ich relacje, ich zeznania. Nie napisałem ani jednego słowa nieprawdy. Osób, które wtedy zgłaszały się do mnie, było kilkadziesiąt. To byli ludzie, którzy między sobą kompletnie się nie znali. Był taki okres, gdy pracowałem w radiu, że telefony od byłych pacjentów prof. Grodzkiego, po prostu się urywały. Ja opisałem kilkanaście przypadków właśnie takich zdarzeń korupcyjnych z udziałem byłego dyrektora szpitala w Szczecinie – Zdunowie. To były kwoty od tysiąca do kilku tysięcy złotych. Świadkowie opowiadali mi o tych zdarzeniach ze szczegółami. Mówiły o tym, że Grodzki przyjmował korzyści majątkowe albo bezpośrednio od nich, albo od członków ich rodzin”. Redaktor Duklanowski zaprzecza, że to mogła być  tzw. prowokacja dziennikarska, ponieważ  osoby te następnie złożyły zeznania również w prokuraturze, będąc pouczone o odpowiedzialności, jaka grozi im za składanie fałszywych zeznań — dodaje były dziennikarz Radia Szczecin.

„Jako redakcja Radia Szczecin wielokrotnie próbowaliśmy kontaktować się z marszałkiem Grodzkim, jednak on nigdy nie zdecydował się nam odpowiedzieć. Nigdy nie zdobył się również na to, aby porozmawiać ze mną. Obrał natomiast zgoła inną taktykę: metodę zaprzeczania wszystkiemu” — relacjonuje dziennikarz. „Grodzki założył w sumie kilka spraw karnych, nie tylko mi, ale także i innym dziennikarzom. Ponadto założył sprawę w prokuraturze o to, że próbowałem obalić konstytucyjny organ Rzeczypospolitej, jakim jest Marszałek Senatu. Szczęśliwie ta sprawa została umorzona” — wspomina Duklanowski. Jego zdaniem to wszystko miało służyć temu, aby go zastraszyć, a także wywołać efekt mrożący wśród innych dziennikarzy. „Nie udało mu się to. Ja mimo tych wszystkich spraw sądowych, które z nim mam, temat kontynuowałem. Jesteśmy po to, żeby informować, żeby pisać prawdę. Taki jest obowiązek dziennikarski” — nie ma wątpliwości były naczelny Radia Szczecin.

Pomimo iż strona pozwana występowała o to, aby sprawa była jawna, zgody na to nie wyraził były marszałek Senatu. „Senator Tomasz Grodzki — który sam wielokrotnie mówił o wolności słowa — w praktyce tę wolność słowa blokuje. Przykładem tego jest właśnie obecny proces, który toczy się przeciwko mnie. Jeżeli Grodzki faktycznie nie ma sobie nic do zarzucenia, to powinien ten proces odtajnić” — uważa Duklanowski. „Niech zezwoli na ujawnienie materiałów dowodowych, a wówczas wszystkie osoby zainteresowane, dziennikarze i opinia publiczna mieliby możliwość samodzielnego ocenienia, jak było naprawdę. Ale ponieważ ta sprawa jest dla Grodzkiego bardzo niewygodna, niekorzystna, dlatego nie zgadza się na proces jawny” — przekonuje Duklanowski. Sprawa została odroczona. Sędzia wyznaczyła termin następnej rozprawy na 10 stycznia. Tego dnia ma dojść do przesłuchania kolejnych świadków.Proces jest objęty monitoringiem CMWP SDP.

22 marca 2021 r. do Senatu trafił  wniosek  Prokuratury Regionalnej w Szczecinie o uchylenie immunitetu Marszałka Grodzkiego. Wg  prokuratury Tomasz Grodzki w latach 2006-12 jako ordynator i dyrektor Oddziału Klinicznego Chirurgii Klatki Piersiowej szpitala w Szczecinie-Zdunowie brał pieniądze od pacjentów, których miał operować. Sprawa zaczęła się od wpisu prof. Agnieszki Popieli, pracownika naukowego Uniwersytetu Szczecińskiego , która w listopadzie 2019 r. napisała na swoim profilu na Facebooku: „Masakra. Pan profesor Grodzki kandydatem na Marszałka Senatu. Jak moja Mama umierała, to trzeba było dać 500 dolarów za operację. Podobno na czasopisma medyczne. Faktury ani rachunku nie dostałam. Nigdy tego nie zapomnę”. Sprawę opisały media , m.in. Radio Szczecin i  tygodnik Gazeta Polska.

Prokuratura zamierza postawić Tomaszowi Grodzkiemu cztery zarzuty przyjęcia korzyści majątkowych  – w latach 2006, 2009 i 2012 roku. Jak wynika z ustaleń śledztwa, korzyści majątkowe w postaci pieniędzy w złotówkach i dolarach – w wysokości od 1500 do 7000 zł – lekarz przyjmował w kopertach. W zamian zobowiązywał się do osobistego przeprowadzenia operacji lub ich szybkiego wykonania, a także do zapewnienia dobrej opieki lekarskiej.

W toku postępowania przygotowawczego ustalono, że w marcu 2012 r. Tomasz Grodzki przyjął 7 000 zł od żony starszego mężczyzny chorującego na nowotwór za osobiste przeprowadzenie operacji. We wrześniu 2009 r. Tomasz Grodzki zażądał od pacjenta za przyspieszenie operacji kwoty 10 000 zł. Pacjent przed operacją przekazał lekarzowi 3 000 złotych i 500 dolarów. Do zapłaty pozostałej części nie doszło, ponieważ po operacji u pacjenta wystąpiły komplikacje zdrowotne i lekarz nie upomniał się o drugą transzę pieniędzy. Z materiału dowodowego wynika również, że w marcu 2009 r. Tomasz Grodzki przyjmując innego pacjenta w prywatnym gabinecie miał poinformować go, że może osobiście operować w publicznym szpitalu w zamian za korzyść majątkową. Podczas kolejnej wizyty pacjent przekazał lekarzowi kopertę z 2000 zł w zamian za osobiste przeprowadzenie zabiegu operacyjnego przez Tomasza Grodzkiego. Miał on też przyjąć w maju 2006 roku korzyść majątkową w wysokości 1500 zł od syna jednego z pacjentów w zamian za zapewnienie mu dobrej opieki.

Z zeznań świadków wynika, że na oddziale szpitalnym wiedza o tym, że doktor Grodzki przyjmuje łapówki była powszechna. Panowało również przekonanie, że uiszczenie łapówki jest konieczne, aby pacjent był dobrze leczony. W toku postępowania prokuratura przesłuchała 15 świadków spośród pacjentów hospitalizowanych na oddziale kierowanym przez Tomasza Grodzkiego oraz członków ich rodzin, według których lekarz przyjmował od nich korzyści majątkowe także przed 2006 rokiem. Przestępstwa te uległy przedawnieniu, ale zeznania są ważnym dowodem dla oceny wiarygodności świadków, którzy zeznawali na okoliczność zdarzeń objętych zarzutami – można było przeczytać  w komunikacie PK.

Komunikat Prokuratury na ten temat dostępny był do ub. roku pod poniższym , wielokrotnie przywoływanym przez CMWP SDP adresem internetowym, obecnie nie jest ten komunikat dostępny, link  z tą informacją z roku 2021 odsyła do strony www Prokuratury Krajowej :

https://pk.gov.pl/aktualnosci/aktualnosci-prokuratury-krajowej/prokuratura-skierowala-wniosek-o-uchylenie-immunitetu-marszalkowi-senatu/

CMWP SDP przeciwko nierzetelności dziennikarskiej i nieuczciwej walce politycznej w mediach przed II turą wyborów

Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP stanowczo potępia sposób opisywania przez portal Onet rzekomej działalności sutenerskiej kandydata na prezydenta Karola Nawrockiego i apeluje do mediów oraz dziennikarzy o rzetelność i uczciwość w opisywaniu tego artykułu i reakcji na tę publikację. Moment publikacji tych insynuacji – końcówka II tury wyborów prezydenckich sprawia, że artykuł w/w portalu jest jedynie elementem wyjątkowo bulwersującej i nieuczciwej kampanii wyborczej, dlatego CMWP SDP apeluje do mediów i dziennikarzy o szczególną ostrożność przy wyjaśnianiu tego tematu.

CMWP SDP przypomina, iż materiały dziennikarskie oparte na wypowiedziach anonimowych i niewiarygodnych osób oraz brak jakichkolwiek dowodów publikowanych oskarżeń sprawiają, iż są one przede wszystkim insynuacjami naruszającymi dobra osobiste pomawianej osoby i kwalifikują się na proces zarówno cywilny jak i karny.

26 maja b.r. portal Onet na podstawie wypowiedzi anonimowych dwóch rzekomych znajomych jednemu z dwóch walczących o prezydenturę kandydatów na prezydenta opublikował artykuł, w którym zarzucił Karolowi Nawrockiemu, iż pracując jako ochroniarz w Grand Hotelu w Sopocie uczestniczył w procederze sprowadzania prostytutek dla gości. Kandydat na prezydenta nie może wyjaśnić tych zarzutów w trybie wyborczym, ponieważ materiał prasowy nie stanowi „agitacji wyborczej” w rozumieniu Kodeksu wyborczego, dlatego Karol Nawrocki mógł jedynie zapowiedzieć złożenie pozwu w trybie cywilnym o ochronę dóbr osobistych oraz prywatnego aktu oskarżenia w trybie karnym w związku z tą publikacją.

W publikacji portalu Onet szczególnie bulwersujący jest czas, w jakim ukazuje się w/w publikacja. Tekst publikowany jest zaledwie 4 dni przed ciszą wyborczą, czyli już wtedy, gdy  nie ma możliwości zweryfikowania insynuacji w niezależny sposób, nie ma bowiem możliwości sądowego przesłuchania anonimowych informatorów Onetu, ani innych osób, które mogłyby odnieść się do stawianych zarzutów. Warto przy tym przypomnieć, że właścicielem tabloidu jest niemiecko-szwajcarski  koncern Ringer Axel Springer, który swoimi publikacjami w sposób będący zaprzeczeniem zasad etycznego dziennikarstwa po raz kolejny usiłuje ingerować w bieżącą politykę w Polsce. W ten sam sposób na finiszu kampanii prezydenckiej w 2020 roku należący do tego samego koncernu tabloid Fakt tuż przed kluczowym głosowaniem zaatakował równie ohydnymi insynuacjami ubiegającego się o reelekcję prezydenta Andrzeja Dudę. Wówczas również protestowało przeciwko temu CMWP SDP.

Protest CMWP SDP przeciwko manipulacjom tabloidu Fakt na temat ułaskawienia przez Prezydenta mężczyzny, który odsiedział wyrok za pedofilię

CMWP SDP przypomina, iż wolność mediów w każdym przypadku nakłada na dziennikarzy i wydawców odpowiedzialność za treść przekazu oraz wynikające z nich konsekwencje i apeluje do mediów i dziennikarzy o rzetelność przy wyjaśnianiu insynuacji Onetu.  CMWP SDP przypomina także, iż tendencyjne przedstawianie wszelkich problemów społecznych jest manipulacją, która wprowadza w błąd odbiorców mediów. Takie działanie zagraża wolności słowa i psuje debatę publiczną. W demokratycznym kraju nigdy nie powinno mieć miejsca.

 

dr Jolanta Hajdasz

dyr. CMWP SDP

prezes SDP

 

Warszawa, 27 maja  2025 r.

Prezes SDP i szefowa CMWP SDP JOLANTA HAJDASZ o raporcie Reporterów bez Granic: KURIOZALNY I GROTESKOWY

Po raz kolejny ocena stanu wolności prasy w Polsce zawarta w rankingu „Reporterów bez Granic” jest całkowicie rozbieżna z rzeczywistością. Jeśli w ten sam sposób opisuje ta organizacje pozostałe kraje, to lepiej ranking ten wyrzucić do kosza i przestać się nim w ogóle zajmować.

Jak co roku, tuż przed 3 maja, czyli przed obchodzonym od 1993 roku Światowym Dniem Wolności Prasy organizacja Reporterzy bez Granic (Reporters without Borders –  RwB) opublikowała „Światowy Ranking Wolności Prasy”.  Każdy, kto choć trochę trzeźwo patrzy na to co dzieje się na rynku mediów w Polsce, dostrzega zapewne groteskowość i kuriozalność tegorocznego rankingu.

Nie da się traktować go poważnie, jego autorzy pominęli zbyt wiele fundamentalnych naruszeń wolności słowa w Polsce oraz zignorowali zbyt wiele nowych i pozytywnych zmian wzmacniających pluralizm mediów, by nie zadać sobie po raz kolejny pytań: na podstawie czego tworzony jest ten ranking, dlaczego jest tak wybiórczy, dlaczego jest tak tendencyjny?  Nie jest możliwe by stało się przypadkowo, nie podejrzewam działaczy RwB o tak daleką nieznajomość metodologii tworzenia raportów, czy innych zestawień.

To, co aktualnie napisano o Polsce przedstawia się jak wypracowanie napisane przez sztuczną inteligencję w pierwszych latach jej testowania albo wstęp do referatu studenta kompletnie nie mającego pojęcia o czym pisze. Chaotyczne, przypadkowe zdarzenia, niepoparte faktami oceny oraz niestety skrajna ideologizacja argumentów. Generalnie dyskwalifikacja.

Co jest w Rankingu za 2024 rok?

 Na pierwszy rzut oka wszystko powinno nas cieszyć, w końcu Polska awansowała w tym światowym rankingu wolności prasy o 16 miejsc w górę.[1] Niemcy spadły o jedną pozycję w dół, ale i tak pierwsze 15 miejsc w rankingu na 180 krajów na świecie zajmują kraje europejskie. Prowadzą Norwegia, Estonia i Holandia. Z kolei Grecja, Serbia i Kosowo są najniżej sklasyfikowanymi krajami na naszym kontynencie, zajmują odpowiednio 89., 96. i 99. miejsce na 180 krajów. Grecja uplasowała się najniżej z krajów UE.

Krytykowana jest jeszcze Słowacja i Węgry. Wolność prasy na całym świecie jest zagrożona – alarmują Reporterzy bez Granic. Według nich w 90 ze 180 krajów sytuacja pracowników mediów jest „trudna” lub „bardzo poważna”. – Niezależne dziennikarstwo jest cierniem w oku autokratów – ostrzega Anja Osterhaus, dyrektor zarządzająca Reporterów bez Granic na portalu Deutsche Welle [2]. Dodatkowo wiele mediów zmaga się z końcem amerykańskiej pomocy finansowej oraz ze wzmożoną falą rosyjskiej propagandy – wtóruje jej Pavol Szalai, szef biura UE-Bałkany w RbG na łamach euronews.com[3] . Dziś Donald Trump jest takim samym zagrożeniem dla mediów w Europie jak Władimir Putin – mówi Pavol Szalai i proponuję dobrze zapamiętać tę wypowiedź. Wiele ona mówi o tym, z czym mamy do czynienia, gdy zapoznajemy się z czymś co nazywa się demagogicznie „światowym rankingiem wolności prasy.

Co Reporterzy bez Granic  mówią o Polsce?

 W tym roku zajęliśmy można powiedzieć 31. miejsce, to o 16 pozycji wyżej niż przed rokiem, gdy zakwalifikowano nas na miejscu 47. Poziom wolności mediów w naszym kraju w skali 0–100 określono na 74,79, podczas gdy przed rokiem było to 69,17.

Zmianę tę RwB tłumaczą jednoznacznie:

Podczas gdy Polska ma zróżnicowany krajobraz medialny, świadomość społeczna wolności prasy pozostaje niska. Podczas ośmiu lat rządów partii Prawo i Sprawiedliwość (PiS) media publiczne zostały przekształcone w narzędzia propagandowe, a media prywatne były poddawane różnym formom nacisku. Zwycięstwo opozycji pod koniec 2023 r. daje szansę na poprawę prawa do informacji. 

Świadomość społeczna wolności prasy pozostaje niska??? Na podstawie czego ktoś formułuje taką bzdurę? W Polsce zwyczajni obywatele mają OGROMNĄ wręcz świadomość, jak ważne są dla nich wolne i niezależne media, jak ważny jest ich pluralizm i prawo do bycia poinformowanym. Wyrażają to bardzo prosto – utrzymując media, które zwalcza mainstream. Swoimi ciężko zapracowanymi pieniędzmi codziennie miliony Polaków „głosują” na swoje media i je de facto utrzymują. Ludzie wpłacają na od wielu lat na Radio Maryja i TV Trwam, na TV Republika i wPolsce24, na Radio Wnet i Radio 357 i Radio Nowy Świat i utrzymują mnóstwo niezależnych i mniejszych kanałów internetowych.

Nie twierdzę, że jest to finansowanie wystarczające dla wszystkich, ale podkreślmy to wyraźnie – to NIE jest niska świadomość wolności prasy, jest dokładnie odwrotnie. Suma wpłat finansowych od osób prywatnych w Polsce świadczy o tym, iż świadomość o tym, czym jest wolność prasy jest wysoka, a nawet bardzo wysoka, nikt przecież nie wyda ani grosza na coś, czego nie ceni i co nie jest mu bardzo potrzebne. Polacy wiedzą i rozumieją, jak ważne są media we współczesnym świecie.  Może to wreszcie dotrze do Szanownych „bez Granic”.

Jakie jest uzasadnienie?

Pozostałe oceny są tak kuriozalne, że przytoczę je w całości. Trudno bowiem streścić ten intelektualny bełkot. Cytuję: Prywatne media są stosunkowo zróżnicowane i obejmują niezależne media, takie jak kanał telewizyjny TVN,  gazetę  Gazeta Wyborcza i serwis informacyjny Onet.pl. Poprzedni rząd przekształcił media publiczne, zwłaszcza grupę TVP, w narzędzia propagandowe i przejął kontrolę nad siecią lokalnych gazet Polska Press poprzez jej przejęcie przez państwową spółkę naftową Orlen.   

Mam wrażenie, że czas u „Reporterów” zatrzymał się w latach 90-tych, co najwyżej w 2000-nych. Wymienianie Gazety Wyborczej, TVN i Onetu jako niezależnych mediów brzmi jak żart, bo chyba obecnie nie podpisze się pod tym twierdzeniem żaden medioznawca. Oczywiście że te media są ważne i że odgrywają w polskim krajobrazie medialnym wyjątkową rolę, ale są tak bardzo upolitycznione, tak bardzo jednostronnie zaangażowane, że już dawno stały się karykaturą „wolnych” i „niezależnych”.

Przecież te media nie przyznają się do tego, że zajmują jednoznaczne stanowiska we wszystkich praktycznie sprawach, że nie są im obce manipulacje i czynna aktywność polityczna po jednej tylko stronie politycznego sporu i że tych, których nie akceptują zwalczają bezwzględnie niszcząc ich wizerunek publiczny. To te media tworzyły „przemysł pogardy”, zjawisko diagnozowane od blisko dwóch dekad w przestrzeni medialnej w Polsce. Wymienienie z nazwy tylko tych mediów w Raporcie o wolności prasy to dowód jak wąsko rozumieją autorzy tego Raportu swoje tytułowe zagadnienie.

Specyficzny w Raporcie jest także kontekst polityczny. RwB piszą: Od czasu, gdy koalicja pod przewodnictwem Donalda Tuska przejęła kontrolę nad rządem na początku 2024 r., ataki słowne i pozwy SLAPP przeciwko prywatnym mediom przez rząd zmalały. Media publiczne są teraz przedmiotem politycznej bitwy między nowym rządem, który wdraża kruchą reformę, a instytucjami kontrolowanymi przez poprzednią partię rządzącą, PiS, która próbuje jej zapobiec. 

 Liczba procesów typu SLAPP zmalała?  Zapewne tak, skoro RbG nie widzą procesów typu SLAPP, jakie wytaczane są przeciwko dziennikarzom prezentującym prawicowy i konserwatywny punkt widzenia. Skazanie na karę blisko 70 tysięcy złotych za jeden tekst o upolitycznionym stowarzyszeniu broniącym przywilejów SB-ków (red. Sebastian Moryń), skazanie na grzywnę za krytykę upolitycznienia prokuratury (red. Jerzy Jachowicz), sskazanie wprocesie karnym za zadanie pytania mailem (red. Mateusz Teska) to przykłady nadużyć, które powinny być omawiane w Raporcie na pierwszym miejscu, tak bardzo naruszają one swobodę i niezależność dziennikarską w Polsce. A gdzie procesy wytaczane dziennikarzom przez obecnego premiera  z żądaniem nawet 100 tysięcy złotych odszkodowania, gdzie procesy wytaczane przez polityków rządzącej koalicji dziennikarzom (np. przez Giertycha, GGrodzkiegoczy Budkę)?  Dlaczego nie ma śladu w Raporcie o ograniczaniu przez obecny rząd dostępu do informacji mediom prezentującym opozycyjny, wobec tego rządu punkt widzenia? Dlaczego nie ma ani słowa o niewpuszczaniu dziennikarzy na konferencje prasowe ministrów i samego premiera, nawet w tak ekstremalnych sytuacjach, jak powódź i posiedzenia sztabu kryzysowego? To nie jest naruszanie zasady wolności słowa?

Co piszą o dziennikarzu, który był rosyjskim szpiegiem?

I jeszcze jedna wyjątkowo ważna sprawa. Organizacja Reporterzy bez Granic wyjątkowo długo, bo ponad dwa lata apelowała o „uwolnienie z więzienia w Polsce” Pablo Gonzalesa, rosyjskiego szpiega działającego przez lata „jako dziennikarza i korespondenta zagranicznego”. Przez lata przedstawiano go jako niezależnego dziennikarza wsadzonego do polskiego więzienia przez prawicowy, autorytarny rząd PiS-u.

Polska była oskarżana na forum międzynarodowym o łamanie zasady wolności słowa i łamanie praw człowieka, przez ponad dwa lata organizacja RwB zażądała zwolnienia z więzienia Gonzalesa do czasu jego rozprawy. Dopiero w ubiegłym roku w grudniu (sic!) Reporterzy bez Granic opublikowali oświadczenie, że Pablo González – zatrzymany przez polskie władze 28 lutego 2022 r. oskarżony przez polską prokuraturę o szpiegostwo, faktycznie był rosyjskim szpiegiem.

A przecież była to gigantyczna pomyłka Reporterów bez Granic, bo wspierali szpiega, a publicznie krytykowali i niszczyli reputację polskiego państwa. Po tym jak Gonzales został zwolniony z więzienia poprzez wymianę więźniów z Rosją po przejęciu władzy przez rząd Donalda Tuska, wszyscy zobaczyli, kim on jest. Powitanie na lotnisku przez samego Putina, wywiady w rosyjskich mediach i ujawnienie kulis jego niektórych aktywności w Polsce sprawia więc, że organizacja powinna w swoim Raporcie potraktować tę sprawę priorytetowo, jako modelowy przykład naruszania zasady wolności słowa.

Tymczasem mamy jedynie oświadczenie, że Gonzales „naraził na szwank zawód dziennikarza i wykorzystał prawa dziennikarzy w demokracji”. W samym Rankingu wolności prasy za 2024 r. nie ma o tym ani słowa. Na marginesie – Reporterzy bez Granic nadal traktują partnerkę Gonzalesa jak „dziennikarkę, ściganą przez polskie władze”. Może wreszcie ich koledzy z polskiego mainstreamu by im napisali, kim ona naprawdę jest i żeby wreszcie przestali się ośmieszać tą obroną prześladowanej. Ja do nich nie piszę, bo już szkoda na to czasu, Reporterzy i tak ignorują wszystko, co nie zgadza się z ich wizją „wolności słowa”.

Już nie „problematic”?

I kolejny fragment Raportu na temat Polski: konstytucja gwarantuje wolność prasy i prawo do informacji, poprzedni rząd próbował ograniczyć te prawa za pomocą konkretnych przepisów pod pretekstem, takim jak zwalczanie wpływu rosyjskiego szpiegostwa. Obecny rząd nadal ogranicza działalność mediów na granicy z Białorusią, gdzie zginęło kilkudziesięciu imigrantów spośród setek, którzy próbowali wjechać do Polski. (…) Rosnąca polaryzacja społeczeństwa doprowadziła do wzrostu liczby ataków słownych na dziennikarzy. Konserwatyści próbują zniechęcić dziennikarzy do zajmowania się kwestiami LGBTQI+ lub związanymi z płcią, a zniesławienie nadal podlega karze więzienia.

I w zasadzie to wszystko. Ale powinniśmy się cieszyć, w stosunku do ubiegłego roku mamy przecież zasadniczą zmianę – RbG poprawili nam ogólną ocenę, rok temu było jeszcze „problematic”, teraz po roku jest „satisfactory”. Czyli, jest lepiej. W opisie co zdanie to manipulacja lub kłamstwo, ale kto to będzie czytał, przekaz jest jeden – przez 8 lat było fatalnie, Polska, spadała na coraz niższe miejsce w tym Rankingu, a po zmianie rządu jest coraz lepiej, wszystko się poprawia i wraca do ustalonej normy sprzed 2016 r. (wtedy Polska spadła po raz pierwszy i potem co roku było coraz gorzej aż do 2023). Teraz jest już dobrze. Tylko się cieszyć.

***

I jeszcze słowo osobistego komentarza. Ranking Reporterów bez Granic to poważna marka we współczesnym świecie. Utworzona w 1985 roku organizacja szybko stała się globalnym autorytetem, szczególnie dla państw w których o wolności słowa można było tylko marzyć. Należały do nich oczywiście państwa komunistyczne, takie jak Polska.

Reporterzy bez Granic prowadzili otwarte kampanie w obronie dziennikarzy i dysydentów, publikowali odważne (przynajmniej tak nam się wtedy wydawało) listy „prześladowców wolności prasy”, na których można było znaleźć nazwiska sprawców i inspiratorów ataków na dziennikarzy i media. Nierzadko były to nazwiska osób wpływowych, których odpowiedzialność za pogwałcenie wolności prasy nie zawsze była dobrze widziana. W Polsce, gdzie w wyjątkowy sposób ceni się swobodę wypowiedzi, czyli wolność pisania i publikowania tego, co się myśli, Reporterzy bez Granic stali się symbolem ponad narodowej instytucji, której ocen się nie kwestionuje i które są jak wyrocznia.

Tak jest i proszę przyjąć to do wiadomości. Jeśli coś ci się w naszej ocenie nie podoba, to znaczy, że się nie znasz i lepiej żebyś nie zabierał publicznie głosu na ten temat. Ośmieszysz się i skompromitujesz. Mając to na uwadze pozwolę sobie napisać jednak to, czego w tym Rankingu nie ma – to właśnie jest główna przyczyna, dla której nazywam go kuriozalnym i groteskowym.

W Rankingu Reporterów bez Granic nie ma ani słowa o trwającym od 14 miesięcy stanie likwidacji mediów publicznych, nie ma ani słowa o związanym z tym stanem zapaści programowej i finansowej tych mediów. Nie opisano ani jednego przypadku naruszania zasady wolności słowa i niezależności mediów w stosunku do mediów prywatnych przez rząd Donalda Tuska w Polsce, a zagrożenia te regularnie diagnozuje i opisuje Centrum Monitoringu Wolności Prasy Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich i chociażby Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji, najważniejszy, bo konstytucyjny organ nadzoru ładu medialnego w Polsce.[4]

Tymczasem przecież w grudniu 2023 roku doszło do bezprecedensowego wydarzenia w dziejach polskich mediów. Rząd zainicjował proces likwidowania wszystkich publicznych spółek medialnych w Polsce: Telewizji Polskiej S.A. (TVP), Polskiego Radia S.A. (PR) i 17 rozgłośni regionalnych Polskiego Radia oraz Polskiej Agencji Prasowej S.A. (PAP). Jedynymi argumentami za likwidacją spółek były oceny dotyczące jakości programów, wyrażane przez stronników koalicji rządzącej.

Nie pojawiły się żadne merytoryczne dokumenty czy opracowania, które uzasadniałyby potrzebę „likwidowania” mediów publicznych, a proces likwidowania tych mediów został uruchomiony na podstawie uchwały Sejmu, a nie ustawy, co czyni to działanie całkowicie bezprawnym.  Proces wymiany władz spółek medialnych przebiegał w sposób siłowy i odbywał się w asyście wynajętych firm ochroniarskich oraz policji.

Wyłączono sygnał telewizyjny TVP Info (kanał informacyjny TVP), zaprzestano nadawania audycji informacyjnych i publicystycznych na kilku antenach Telewizji Polskiej. W trybie natychmiastowym zwalniano i zawieszano kierownictwo i pracowników mediów.  Nie ma o tym ani słowa w Rankingu „Reporterów bez Granic”, wszystkie te działania nazywają oni jedynie „wdrażaniem kruchej reformy”, której nawet nie opisują, te trzy słowa to w sumie wszystko na ten temat.  Żałosne to i bezsensowne, całkowicie nieprofesjonalne, niefachowe i tendencyjne. Z takim dokumentem nawet polemizować się nie da, trzeba by go chyba pisać od nowa.  Na przedstawianie jego wyników w stylu „było bardzo źle , jest bardzo dobrze” nie dajmy się jednak nabrać.

dr Jolanta Hajdasz,

prezes SDP,

dyrektor CMWP SDP

 

 

[1] https://rsf.org/en/country/poland

[2] (https://www.dw.com/pl/ranking-wolno%C5%9Bci-prasy-polska-w-g%C3%B3r%C4%99-niemcy-w-d%C3%B3%C5%82/a-72415924)

[3] (https://pl.euronews.com/europa/2025/05/02/swiatowy-ranking-wolnosci-prasy-europa-wciaz-prowadzi-choc-sytuacja-sie-pogarsza)

[4] https://www.gov.pl/web/krrit/stan-kryzysowy-mediow-publicznych-w-polsce–nowa-publikacja-krrit

 

 

CMWP SDP wspiera petycję w obronie Muzeum „Pamięć i Tożsamość” w Toruniu

Trwa zbiórka podpisów pod petycją w obronie Muzeum „Pamięć i Tożsamość” w Toruniu.  Jolanta Hajdasz, prezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich i dyrektor Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP wspiera tę zbiórkę i podpisała tę petycję. „Po tym jak portal Onet wstrzymał publikację wywiadu z prof. Piotrem Glińskim, byłem ministrem kultury  o okolicznościach  powstania i funkcjonowania Muzeum, widać jak trudno przekazać opinii publicznej argumenty  na temat Muzeum. Uważam, że my jako dziennikarze mamy obowiązek, by wspierać tę inicjatywę publicznie i nie ulegać medialnym manipulacjom na jej temat” – powiedziała Jolanta Hajdasz.  

Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego zmierza do unicestwienia Muzeum „Pamięć i Tożsamość” w Toruniu, które prezentuje dziedzictwo intelektualne św. Jana Pawła II. Na stronie „stoppiłowaniuchrześcijan.pl” dostępna jest petycja w obronie Muzeum, podpisując ją można zaprotestować przeciwko wyjątkowo nikczemnej polityce rządu i resortu kultury  w odniesieniu do tej placówki.

19 marca b.r. prof. Piotr Gliński , były minister kultury opublikował na swoim profilu na Facebooku wywiad , jaki w lutym przeprowadzili z nim dziennikarze Onetu, Szymon Piegza i Łukasz Cieśla. Profesor Piotr Gliński poinformował, iż Onet odmówił publikacji tego wywiadu po jego autoryzacji i wyjaśnił, że zrobił to sam,  ponieważ wcześniej nie wyraził zgody na publikację zmanipulowanej wersji tego wywiadu. Proponowano mu to aż dwukrotnie. Warto zapoznać się z tym nieopublikowanym wywiadem prof. Glińskiego, wiele on mówi o okolicznościach powstania i funkcjonowania  Muzeum. Wywiad  w rzeczowy sposób pokazuje także jak fałszywe są zarzuty wobec prowadzących Muzeum Pamięć i Tożsamość i  jak bardzo niesprawiedliwie obecna minister kultury traktuje tę placówkę.  Zachęcam do podpisania petycji w obronie Muzeum – mówi Jolanta Hajdasz .

nieopublikowany w Onecie wywiad z prof. Piotrem Glińskim:

TUTAJ

Jak czytamy w petycji,  w ostatnich miesiącach rządząca koalicja nasiliła ataki na chrześcijan w Polsce. Dokonano zamachu na gwarantowane konstytucyjnie prawo do nauczania religii w szkołach, a także zgłaszane są postulaty zakazy  sakramentu spowiedzi dla dzieci, a w konsekwencji również eucharystii.  Do ataków na chrześcijan został zaangażowany również  resort kultury. Celem tych działań stało się także Muzeum, które ukazuje rolę Kościoła w historii Polski, ze szczególnym uwzględnieniem św. Jana Pawła II, czyli Muzeum „Pamięć i Tożsamość” w Toruniu.

Podpisując petycję możemy m.in. zaprotestować przeciwko nękaniu Fundacji Lux Veritas, współzałożyciela Muzeum.Petycja wzywa także do pilnego odblokowania środków finansowych przeznaczonych na dokończenie prac nad wystawą stałą. Autorzy apelują również o umożliwienie przyszłym pokoleniom Polaków czerpanie z bogatego dziedzictwa św. Jana Pawła II, które jest prezentowane w Muzeum „Pamięć i Tożsamość”.

Petycja do podpisania:

Strona główna

 

Trwa też protest obywatelski Polaków w obronie Muzeum „Pamięć i Tożsamość” im. św. Jana Pawła II w Toruniu. Muzeum chce zliczać osoby, które wspierają tę inicjatywę, dlatego prosi, by kopię karty, skan lub jej zdjęcie przesłać na podany w sieci adres pocztowy, adres email lub telefon. Treść protestu:

Szanowna Pani Minister.

My, niżej podpisani, w związku z podjętymi przez Ministerstwo działaniami zmierzającymi do unicestwienia Muzeum „Pamięć iTożsamość” im. św. Jana Pawła II w Toruniu:

  •  protestujemy przeciwko niszczycielskim działaniom Ministerstwa skierowanym wobec instytucji kultury upamiętniającej dziedzictwo duchowe i kulturowe św. Jana Pawła II oraz jego wizję historii Polski
  • żądamy zaprzestania nękania bezzasadnymi pozwami Fundacji Lux Veritatis, która jest wraz z Ministerstwem KiDzN współzałożycielem Muzeum „Pamięć iTożsamość”
  • wzywamy do odblokowania w trybie pilnym środków finansowych przyznanych na dokończenie prac dotyczących wystawy stałej w Muzeum
  • oczekujemy pilnie na umożliwienie nam i przyszłym pokoleniom Polaków czerpania z bogatego dziedzictwa największego z Polaków, które to dziedzictwo ujęte jest w eksponatach i przesłaniu prezentowanych w Muzeum

Formularz protestu:

TUTAJ