STOP NACISKOM! Wsparcie CMWP SDP dla Wirtualnej Polski

CMWP SDP  wspiera redakcję Wirtualnej Polski, która stała się obiektem cenzury ekonomicznej rządu Donalda Tuska i apeluje do rządzących o zaprzestanie takich działań.  Wycofywanie się z kontraktów reklamowych po publikacji niekorzystnych dla rządzących informacji jest potwierdzeniem instrumentalnego traktowania mediów przez rządzących oraz jest także dotkliwą represją w stosunku do niezależnych dziennikarzy.

W poniedziałek 17 marca b.r.  Wirtualna Polska opublikowała artykuł red.  Szymona Jadczaka p.t. „Ujawniamy. Wiceprezes państwowej firmy, polityk PO, hejt i rządowa propaganda”, w którym ujawniono, iż Szymon Gawryszczak, wiceprezes państwowego Totalizatora Sportowego i zaufany człowiek wiceministra aktywów państwowych Roberta Kropiwnickiego, jest udziałowcem i do niedawna kontrolował spółkę powiązaną z „Sokiem z Buraka”. Autor artykułu napisał, iż jest to profil na Facebooku z milionem obserwujących, który na ogromną skalę rozsiewa nienawiść i propagandę wspierającą Platformę Obywatelską. Ujawnił także, że spółka dzieli siedzibę z fundacją założoną przez wiceministra Kropiwnickiego.Facebookowy profil „Sok z Buraka” powstał w 2014 r. Dziś śledzi go milion użytkowników. W opisie profilu”Sok z Buraka”czytamy, że to największa polska społeczność satyryczna o lekkim zabarwieniu politycznym. Każdego dnia pojawia się tu do kilkudziesięciu zdjęć, filmików i linków, które łączy jedno: służą propagandzie wspierającej Platformę Obywatelską, a często hejtują jej przeciwników politycznych – głównie PiS.

Cytaty ilustrujące w/o mechanizm : „To będzie najlepszy Prezydent w historii Polski” (o Rafale Trzaskowskim), „najlepszy premier i najlepszy rząd w historii Polski” (o Donaldzie Tusku) czy „najlepszy minister finansów od wielu, wielu lat” (o Andrzeju Domańskim). „Prezes chyba nie ogarnia swoich ogrów” (o wywiadzie posła PiS Marka Asta), „Ależ Radosław Sikorski zaorał kłamczucha Nawrockiego!” (o kandydacie PiS na prezydenta). Nawrocki w „satyrze” twórców „Soku z Buraka” jest określany m.in. jako „sutener, bokser, kłamca, żelbetonowy kloc, bandziorek, cwaniaczek, tuman, alfons”

wszystkie cytaty pochodzą z art. Wirtualnej Polski – link:

TUTAJ

Wieczorem 17 marca b.r. red. Paweł Kapusta, redaktor naczelny Wirtualnej Polski poinformował, iż po zaledwie kilku godzinach po  w/opisanej publikacji państwowa firma  Totalizator Sportowy wycofała budżety reklamowe z Wirtualnej Polski. Kiedy państwowa spółka wykorzystuje swoją siłę finansową, by ukarać media za publikację rzetelnego materiału śledczego, to nie jest zwykła decyzja biznesowa. To cenzura ekonomicznaTo dokładnie ta sama metoda, którą stosował poprzedni rząd, gdy próbował zmuszać niewygodne media do autocenzury – bojąc się, że stracą dochody. Problem nie jest w tym, że Wirtualna Polska straci kilka umów reklamowych. Problem jest w tym, że tego typu praktyki stały się w Polsce normą – i nie ma znaczenia, kto akurat sprawuje władzę. A my na to się nie godzimy. Nie po to istnieją wolne media, by politycy – obojętnie z której strony sceny – mogli je szantażować finansowo – oświadczył redaktor naczelny Wirtualnej Polski. Ta historia jest nie tylko o hipokryzji władzy. Jest też o tym, jak łatwo ci, którzy obiecywali „nową jakość” w polityce, sięgają po stare, brudne metody, gdy tylko staną się dla nich wygodne – czytamy w oświadczeniu.

Link do oświadczenia Pawła Kapusty:

TUTAJ 

CMWP SDP podkreśla, iż szanuje prawo red. Pawła Kapusty i redakcji Wirtualnej Polski do własnej oceny wszystkich zdarzeń i oczywiście obejmuje ono także te opinie, które nie są zgodne z opiniami prezentowanymi przez Centrum, ale ujawniony przez Redakcję mechanizm dyscyplinowania mediów jest w najwyższym stopniu niepokojący i szkodliwy dla wszystkich środków społecznego przekazu w Polsce.  Cenzura ekonomiczna jest zjawiskiem nagannym i szczególnie dotkliwym w krajach demokratycznych, w których zasady wolnego rynku stały się głównym, a w niektórych segmentach jedynym regulatorem rynku mediów komercyjnych .

CMWP SDP podkreśla także, iż działając w opisany powyżej sposób przedstawiciele obecnego rządu Donalda Tuska naruszają konstytucyjną zasadę wolności słowa demokratycznego państwa, która to obejmuje nie tylko wolność wyrażania swoich poglądów, ale także  stworzenia warunków do niezależnego, równego dla wszystkich podmiotów funkcjonowania na rynku mediów. Zarówno na gruncie prawa krajowego jak i międzynarodowego wolność słowa i prasy stanowią podstawowe swobody i wartości, do których ochrony obowiązane są zarówno instytucje państwowe oraz inne organizacje działające w przestrzeni publicznej. Opisana praktyka „dyscyplinowania” niezależnych mediów budzi zdecydowany sprzeciw, nie sposób bowiem przyjąć, by opisane wyżej działania państwowej firmy Totalizator Sportowy w stosunku do redakcji Wirtualnej  Polski  miały się przyczynić do wzmocnienia demokracji, pluralizmu  czy respektowania zasady wolności słowa.

PROTEST CMWP SDP: Skandaliczny wyrok! MATEUSZ TESKA skazany za zadanie pytania mailem

Ten wyrok to więcej niż skandal. W niejawnym procesie red. Mateusz Teska, dziennikarz śledczy Magazynu Anity Gargas został prawomocnie skazany z art. 212 kk za zniesławienie poprzez zadanie pytania mailem.  Teska ma zapłacić prawie 5 tysięcy złotych grzywny i jak przestępcy będzie w rejestrze skazanych. CMWP SDP apeluje o odtajnienie materiałów z tego procesu oraz zapowiada wystąpienie do prezydenta RP Andrzeja Dudy z prośbą o ułaskawienie niesłusznie skazanego.

5 marca 2025 r. Sąd Okręgowy w Płocku w niejawnym procesie apelacyjnym skazał prawomocnie red. Mateusza Teskę za skierowanie do rzecznika prasowego instytucji państwowej pytań, dotyczących sędzi w stanie spoczynku. Wytoczyła ona dziennikarzowi proces karny z art. 212 Kodeksu karnego, zarzucając mu zniesławienie. Dziennikarz nie opublikował materiału prasowego, zbierał jedynie informacje do przyszłej publikacji. Sędzia Sadu Okręgowego podtrzymał wyrok sądu I instancji, iż dziennikarz jest winny przestępstwa zniesławienia, zmienił jedynie wymiar kary, zniesiono bowiem karę 2 miesięcy ograniczenia wolności zamieniając ją na karę grzywny ok. 5 tysięcy zł.  Sąd zrezygnował z nakazu przeproszenia oskarżycielki, podtrzymał jednak konieczność zwrotu kosztów procesu przez dziennikarza.  17 lipca 2024 roku red. Mateusz Teska został skazany z art. 212 kk przez Sąd Rejonowy w Płocku na dwa miesiące ograniczenia wolności z obowiązkiem nieodpłatnej kontrolowanej pracy na cele społeczne w wymiarze 40 godzin miesięcznie.

Ze względu na to, iż procesy w obu instancjach toczyły się w trybie niejawnym, nie możemy podać żadnych szczegółów dotyczących okoliczności tego procesu

W ocenie Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP wyrok ten to próba zastraszania dziennikarzy i próba wprowadzenia zakazanej przez Konstytucję RP cenzury prewencyjnej poprzez eliminowanie z przestrzeni publicznej niewygodnych dla niektórych środowisk i osób materiałów dziennikarskich. Szczególnie bulwersujące jest w tym wypadku to, iż dziennikarz postępował zgodnie z zasadami dziennikarskiego profesjonalizmu – zbierał materiał do publikacji prasowej zadając pytanie mailem rzecznikowi prasowemu publicznej instytucji. Dochował więc rzetelności i staranności, działał w interesie społecznym chcąc wyjaśnić ważny problem, o którym posiadł wiedzę. Niczego nie opublikował, a mimo to jest osobą skazaną w procesie karnym. Będzie wpisany do rejestru osób skazanych na równi z pospolitymi przestępcami, złodziejami czy nawet mordercami, oznacza to także, że nie będzie mógł znaleźć zatrudnienia w jednostkach publicznych i nie będzie mógł otrzymać kredytu w banku, gdyż nie będzie mógł otrzymać „zaświadczenia o niekaralności” , które jest wymagane w w/w sytuacjach. CMWP SDP stanowczo przeciwko temu protestuje.

CMWP SDP zwraca uwagę, iż zgodnie z art. 10 ust. 1 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, każdy ma prawo do wolności wyrażania opinii, a prawo to obejmuje wolność posiadania poglądów oraz otrzymywania i przekazywania informacji i idei bez ingerencji władz publicznych i bez względu na granice państwowe. Artykuł 19 Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka stanowi, iż Każdy człowiek ma prawo wolności opinii i wyrażania jej; prawo to obejmuje swobodę posiadania niezależnej opinii, poszukiwania, otrzymywania i rozpowszechniania informacji i poglądów wszelkimi środkami, bez względu na granice.  Zasady te dotyczą także, a nawet przede wszystkim dziennikarzy, którzy mają prawo wykonywać swój zawód w wolny i nieskrępowany sposób, bez obawy, iż samo zadanie pytania skutkować będzie procesem karnym i zagrożeniem ograniczenia wolności.

Skazanie dziennikarza w procesie karnym za to, że za pośrednictwem rzecznika prasowego usiłuje wyjaśnić jakąś sprawę i uzyskać odpowiedź na pytania w związku z materiałem dziennikarskim, nad którym pracuje, jest skandalicznym naruszeniem zasady wolności słowa i w istocie służy jedynie tłumieniu krytyki prasowej. Skutkuje to niszczeniem wolnej debaty i godzi w jeden z fundamentów porządku prawnego Rzeczypospolitej Polskiej, jakim jest wolność słowa. W konsekwencji powoduje to także tzw. efekt mrożący, czyli służyć będzie zastraszaniu dziennikarzy, by nie podejmowali trudnych i kontrowersyjnych tematów z obawy o niebezpieczeństwo uwikłania w żmudny i kosztowny proces karny. Jest to także nie do pogodzenia z aktywnością i profesjonalizmem dziennikarzy, którzy w interesie publicznym mają prawo żądać wyjaśnień, wyświetlać kontrowersyjne sprawy, krytykować polityków i bronić w ten sposób państwa prawa (art. 2 Konstytucji RP).

CMWP SDP stanowczo apeluje o odtajnienie materiałów z tego procesu oraz zapowiada wystąpienie do Prezydenta Andrzeja Dudy z prośbą o ułaskawienie niesłusznie skazanego dziennikarza.

 

dr Jolanta Hajdasz, dyr. CMWP SDP

 

Warszawa, 6 marca 2025 r.

 

Skandaliczny wyrok ! Dziennikarz skazany prawomocnie za zadanie pytania mailem! Protest CMWP SDP

JOLANTA HAJDASZ: „Forum Dziennikarzy” bez dotacji Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego

W połowie lutego Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego ogłosiło listę czasopism, które dostaną w kolejnych trzech latach publiczne dotacje państwa . Oczywiście żadnego zaskoczenia nie ma, wsparcia nie dostał dosłownie ANI JEDEN tytuł spoza środowiska liberalnych czy lewicowych mediów.  Nie otrzymało ich także wydawane od ponad 20 lat czasopismo Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich „Forum Dziennikarzy”, ani nawet  bliższe obecnej władzy pismo SDP „Bez wierszówki”.

Wsparcia nie mają tak  wartościowe pisma jak  „Nowy Obywatel” , „Kronika Wielkopolski”, czy „Czasopismo Zakładu Narodowego imienia Ossolińskich” oraz oczywiście takie konserwatywnie „skrajne”  czasopisma  jak Nowa Konfederacja, czy krakowski miesięcznik WPiS.

Trzeba powiedzieć wprost – w tym roku ten dotacyjny program był wyjątkowo bezczelnym działaniem rządzących: pieniądze dostała w ogóle rekordowo niska liczba czasopism, a ministerialni urzędnicy zlikwidowali w konkursie tryb odwołań od decyzji. Dla części tych czasopism oznacza to konieczność zawieszenia się, a może nawet likwidacji. Kolejne wartościowe, ambitne media znikną z naszej przestrzeni publicznej.

To skandal i wstyd, w skali budżetu państwa  te kwoty dotacji są minimalne w stosunku do wartości tych publikacji. Intelektualny ferment, dyskusje, stawianie tez i diagnozowanie rzeczywistości to rzeczy niezbędne w prawidłowo funkcjonującej demokracji. Dla profesjonalistów wymiana opinii na łamach czasopism jest najprostsza formą rozwoju intelektualnego, nikt nie powinien z niej rezygnować.

Warto więc przypomnieć, iż z założenia ten projektowy program o nazwie „Czasopisma” miał wspierać małe, niezależne, wartościowe i ambitne intelektualnie  wydawnictwa, które bez takiego wsparcia nie miałyby szans utrzymać się na rynku. One są i pozostaną niszowe, co dla fachowców jest oczywiste, zajmują się wysokiej jakości kulturą , nauką, polityką, historią, czy wszelkimi problemami społecznymi ale robią to w sposób daleki od komercyjnej walki o liczbę czytelników. To czasopisma dla tych , którzy zajmują się profesjonalnie dana dziedzina i chcą rzetelnej wiedzy o poruszanych w nich problemach.

Chcę podkreślić bardzo mocno –   to nie jest lustrzane odbicie sytuacji z czasów rządów Zjednoczonej Prawicy, choć zawsze można powiedzieć, że rządzący wspierają chętniej tych, którzy reprezentują bliższy im światopogląd i wartości. Ale takiego niszczenia „nie swoich” nigdy nie było. Był nawet taki rok, zaraz na początku rządów prawicy, wtedy gdy kilka czasopism reprezentujących  poglądy dalekie od konserwatywnych  nie dostało dotacji, to prawicowe media , znani i cenieni publicyści w imię zachowania różnorodności i pluralizmu upomnieli się o środki finansowe dla nich.

Były petycje i list otwarty, było poparcie istniejących wtedy odwołań. I Instytut Książki rozpatrujący te wnioski dotacyjne przyznał im środki na działalność. Teraz tego nie będzie, bo odwołań nie ma. Wątpię także, by ktokolwiek odważył się upomnieć o tych, którzy rząd Donalda Tuska skazuje dziś na niebyt i wegetację.  Takie są zasady demokracji walczącej. Gdyby PiS zrobił coś podobnego, byłyby  medialne lamenty  o braku demokracji, i o nepotyzmie i korupcji władzy, no i zapewne  byłoby o tym głośno i w Brukseli, i w Waszyngtonie.

Warto jednak sprawdzić, kto otrzymał pieniądze w konkursie mającym dotować niezamożne, niewielkie czasopisma, które same  nie są w stanie utrzymać się na rynku komercyjnym. Zaskoczenia nie ma. Miesięcznik Znak, który związany jest przecież z zamożnym dużym wydawnictwem, otrzymał 180 tysięcy, co znaczy że przez kolejne trzy lata będzie dostawał  180 tysięcy co roku . Czas Kultury związany z działaczem Platformy Obywatelskiej Rafałem Grupińskim, ma kwotę 160 tysięcy także co roku przez trzy lata. Przegląd Polityczny, czyli środowisko  Donalda Tuska z Trójmiasta, otrzymał 152 tysiące. Kultura Liberalna, która zazwyczaj wzywa do rozprawienia się z obecną opozycją otrzymała 160 tysięcy. Pismo Liberte!, taka forpoczta zwalczania katolików, dostało  120 tysięcy. Czasopismo Więź dostało po 143 tysiące w kolejnych trzech latach oraz dodatkowo na rok na swój portal 135 tysięcy. Oczywiście w oficjalnym opisie programu grantowego ministerstwo oszukuje wszystkich i informuje  że jego zadaniem jest równocześnie „tworzenie warunków do społecznego dialogu, przeciwdziałanie gettoizacji oraz instrumentalizacji kultury”.  To swoisty intelektualny bełkot, który ma przykryć rzeczywiste intencje rządzących.  Pamiętajmy przy tym, że te dotacje o których mówię, to tylko niewielki procent tego, co te organizacje otrzymywały do tej pory z innych źródeł.

Po tym jak  prezydent Donald Trump podjął decyzję o wstrzymaniu amerykańskiej pomocy dla organizacji zagranicznych także w Polsce coraz więcej i coraz konkretniej mówi się o tym, jak  Ameryka dotychczas wspierała  lewacką ideologię, jak wspierała opozycje w stosunku do prawicowych rządów  w różnych krajach, jak kupowała media, jak organizowała protesty i przewroty, Wydawano na to co najmniej 60 mld dolarów rocznie. Teraz dowiadujemy się, że za pieniądze amerykańskie wpływano także  na wybory w 2023 roku w Polsce.  Dotacje od administracji Joe Bidena szły do organizacji pozarządowych na wspieranie większej frekwencji wśród młodych i niezdecydowanych wyborców.  Skala i mechanizm tego skandalicznego procederu  wpływania na wynik wyborów w Polsce pozostaje jeszcze nieznana. Dziś te wszystkie organizacje pozarządowe tracą swoje finansowe podstawy działania, dlatego rząd Donalda Tuska , którego są zapleczem i głównym narzędziem komunikowania ze społeczeństwem zrobi wszystko, by sztucznie podtrzymać ich funkcjonowanie.

Piszę o tym dlatego, żeby zdawać sobie z tego sprawę, jak trudno jest dziś mediom konserwatywnym i prawicowym rywalizować z mediami liberalnymi czy lewicowymi w naszym kraju.  Zachodni świat po wyborze nowego prezydenta w Stanach Zjednoczonych wraca na tory normalności i zdrowego rozsądku, Polska pod rządami Koalicji Obywatelskiej nadal dryfuje w przeciwną, niestety obłędną stronę. Oby jak najszybciej to się skończyło.

„Forum Dziennikarzy” będzie ukazywać się nadal, póki co zapewne jedynie w internecie, ale tytuł przetrwa . I wierzę, że dotrwamy do lepszych czasów, gdy powrót do tradycyjnego druku na papierze będzie możliwy.

 

dr Jolanta Hajdasz, 

prezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, 

dyrektor Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP

 

 

Lista czasopism, które otrzymały dotację:

TUTAJ

Życzenia SDP w dniu św. Franciszka Salezego, patrona dziennikarzy i mediów katolickich

24 stycznia Kościół wspomina w liturgii św. Franciszka Salezego (1567 – 1622), doktora Kościoła, patrona dziennikarzy oraz mediów katolickich. Każdego roku w dniu św. Franciszka Salezego, Ojciec Święty ogłasza swe orędzie na Światowy Dzień Środków Społecznego Przekazu.

Z tej okazji w imieniu Zarządu Głównego SDP składam wszystkim dziennikarzom serdeczne życzenia sukcesów i satysfakcji w pracy zawodowej oraz tego, by zawsze łączyła się ona z misją działania w interesie publicznym, z pożytkiem dla naszych odbiorców – czytelników, słuchaczy i widzów, zarówno w mediach tradycyjnych, jak i cyfrowych.

Św. Franciszek Salezy to bardzo ciekawa postać, pozostawił po sobie liczne pisma i około tysiąc listów, które wyróżniają się pięknym językiem i stylem. Do dnia dzisiejszego zalicza się je do klasyki literatury francuskiej. Jako kapłan miał dużą zdolność do nawiązywania kontaktu z ludźmi prostymi, często dalekimi od Kościoła. Ten dar był mu pomocny, gdy udał się w charakterze misjonarza do okręgu Chablais, by umocnić w wierze katolików i aby próbować odzyskać dla Chrystusa tych, którzy przeszli na kalwinizm. Na murach i parkanach rozlepiał ulotki – zwięzłe wyjaśnienia prawd wiary. Jak przypomina nam Katolicka Agencja Informacyjna (bo z jej strony korzystam pisząc o tym), był świetnym mediatorem, łagodnym, cierpliwym polemistą. Potrafił dyskutować a konflikty rozwiązywać poprzez rozmowę. Nawracał w cierpliwym dialogu. W ten sposób miał pozyskać z powrotem dla Kościoła około 70 tysięcy wiernych, którzy odeszli od katolicyzmu do kalwinizmu. Był to przełom XVI i XVII wieku

Można powiedzieć, że był to taki prekursor dziennikarstwa z misją, więc choć od 1923 roku jest oficjalnym patronem tylko dziennikarzy katolickich, to uniwersalne wartości, jakie widać w jego działaniach można chyba wykorzystać, by w dniu jego wspomnienia złożyć życzenia wszystkim dziennikarzom. I tym którzy są katolikami i tym którzy nie będąc nimi, podzielają w swojej pracy te fundamentalne dla nas wszystkich wartości – wolność słowa, uczciwość i rzetelność oraz pierwszeństwo dobra naszych Odbiorców.

 

W imieniu ZG SDP

 

Jolanta Hajdasz, prezes

CMWP SDP w obronie Gazety Polskiej w procesie z Donaldem Tuskiem. Nasza opinia amicus curie.

Trudno sobie wyobrazić większą staranność przy tworzeniu okładki zwiastującej znajdujący się wewnątrz czasopisma artykuł, który odnosi się do kontrowersyjnych słów powoda Donalda Tuska o tym, iż „jeśli ktoś wierzy w Boga, to nie głosuje na PiS”. Karanie Redakcji i dziennikarzy za rutynowe wykonanie przez nich swoich obowiązków staje się w tym wypadku szykaną, która godzi w niezależność dziennikarską. W oczywisty sposób narusza to zasadę wolności słowa demokratycznego państwa, gdyż jej podstawą jest prawo dziennikarzy do swobodnego komentowania wszelkich zdarzeń w życiu publicznym – to fragment opinii amicus curie CMWP SDP, jaka została przesłana do Sądu Okręgowego w Warszawie w sprawie cywilnej z powództwa Donalda Tuska przeciw Tomaszowi Sakiewiczowi oraz Niezależnemu Wydawnictwu Polskiemu.  13 stycznia ma być ogłoszony wyrok w tej sprawie. Sprawa jest objęta monitoringiem CMWP SDP.

Sprawa dotyczy okładki GP z 20 lipca 2022 r., na której przewodniczący Platformy Obywatelskiej ma zaciśniętą pięść, a całość jest opatrzona napisem Gott mit uns. Na dole strony znajduje się dopisek: Słowa Donalda Tuska: „Wierzysz w Boga, nie głosujesz na PiS” to odpowiednik pruskiego „Gott mit uns”, obecnego na klamrach niemieckich pasów. Padły, gdy polski rząd wspiera Ukrainę w walce pod innym starym hasłem: „W imię Boga za wolność naszą i waszą”. Patriarcha Cyryl i Tusk głoszą, że najwyższe dobro nie jest po stronie tych, co niosą sztandar wolności, ale po stronie tyranii. Przewodniczący Platformy Obywatelskiej zarzuca redaktorowi naczelnemu „Gazety Polskiej” naruszenie dóbr osobistych, domaga się od niego publikacji wielokrotnych przeprosin na łamach mediów tradycyjnych i społecznościowych oraz po 100 tysięcy złotych odszkodowania zarówno od red. Sakiewicza, jak i pozwanego wydawnictwa z powodu okładki tygodnika.

Okładka czasopisma stanowi nierozerwalną i integralną całość tak pod względem fizycznym jak i treściowym z konkretnym artykułem, jaki opublikowany jest w danym wydaniu tygodnika.  Jest ona częścią najbardziej reprezentatywną, odpowiada za komunikację z potencjalnym czytelnikiem i w momencie nawiązania z nią kontaktu, czyli zobaczenia jej, staje się ona komunikatem, którego celem jest przede wszystkim zaciekawienie odbiorcy. Na zniekształcenie przekazu tego komunikatu może wpłynąć wiele czynników, na które projektant okładki, wydawca, a także dziennikarz nie mają wpływu – czytamy w przesłanej do Sądu opinii amicus curie sporządzonej przez Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP.   By uniknąć tych zniekształceń osoby odpowiedzialne za kształt inkryminowanej okładki Gazety Polskiej opublikowały tuż pod zdjęciem Powoda bardzo obszerny, jak na okładkę czasopisma, tekst wyjaśniający dokładnie kontekst i motywy publikacji tego fotograficznego kolażu  – są to słowa  cyt. Słowa Donalda Tuska: „Wierzysz w Boga, nie głosujesz na PiS” to odpowiednik pruskiego „Gott mit uns”, obecnego na klamrach niemieckich pasów. Padły, gdy polski rząd wspiera Ukrainę w walce pod innym starym hasłem: „W imię Boga za wolność naszą i waszą”. Patriarcha Cyryl i Tusk głoszą, że najwyższe dobro nie jest po stronie tych, co niosą sztandar wolności, ale po stronie tyranii.  W ocenie CMWP SDP  słowa te to jasne i klarowne uzupełnienie okładkowej ilustracji. Dodatkowo ta okładka czasopisma odsyłała czytelnika do opublikowanego wewnątrz czasopisma artykułu na ten temat, który w merytoryczny, dokładny  i zgodny z zawodowym profesjonalizmem dziennikarskim sposób wyjaśniał stanowisko Autora – publicysty. Projekt graficzny okładki został opracowany w taki sposób, aby zwrócić uwagę potencjalnych czytelników Gazety Polskiej na istotny zdaniem Redakcji problem omówiony w publikacji i by komunikat ten został przez nich prawidłowo zrozumiany. Zarówno okładkowa fotografia (opracowana graficznie) oraz podpis pod nią stanowią integralną całość, z której wynika konkretny przekaz  – napisano w opinii CMWP SDP. Oddzielanie od siebie tych dwóch elementów  zdaniem autorów Opinii  –  prowadzi przy tym do nieuzasadnionej nadinterpretacji okładkowego przekazu, jaka została zaprezentowana w pozwie. Trudno sobie wyobrazić większą staranność przy tworzeniu okładki zwiastującej znajdujący się wewnątrz czasopisma artykuł, który odnosi się do kontrowersyjnych i wywołujących z całą pewnością społeczne emocje słów powoda Donalda Tuska o tym, iż jeśli ktoś wierzy w Boga, to nie głosuje na PiS. Karanie Redakcji i dziennikarzy za rutynowe wykonanie przez nich swoich obowiązków staje się w tym wypadku szykaną, która godzi w niezależność dziennikarską. W oczywisty sposób narusza to zasadę wolności słowa demokratycznego państwa, gdyż jej podstawą jest prawo dziennikarzy do swobodnego komentowania wszelkich zdarzeń w życiu publicznym.

CMWP zwraca również uwagę na specyficzny kontekst sprawy, który ma wpływ na ewentualną odpowiedzialność prawną powodów. Analizowanie i roztrząsanie kwestii publicznych należy do ustawowych zadań prasy, bowiem prasa, zgodnie z Konstytucją Rzeczypospolitej Polskiej, korzysta z wolności wypowiedzi i urzeczywistnia prawo obywateli do ich rzetelnego informowania, jawności życia publicznego oraz kontroli i krytyki społecznej (art. 1 ustawy – Prawo prasowe). Nie można abstrahować od faktu, że w Polsce występuje silna (i wzmacniająca się) polaryzacja poglądów na tematy istotne dla życia publicznego. Strony sporów politycznych i społecznych częstokroć nie unikając radykalnych lub bulwersujących haseł. Zarówno uczestnicy wydarzeń, jak
i media wyrażają bardzo ostre opinie. W takiej atmosferze oczekiwanie, by działania powoda jako jednego z eksponowanych polityków miały przejść bez ostrej krytyki, byłoby oderwane od rzeczywistości. Trzeba z całą mocą podkreślić, że w prawidłowo funkcjonującej demokracji spory światopoglądowe są zjawiskiem normalnym. Bez sporów demokracja nie istnieje. W tym kontekście nie tylko surowa krytyka, ale wręcz oburzenie opinii publicznej (abstrahując od oceny, czy słuszne) powinno być naturalną reakcją w prawidłowo funkcjonującym społeczeństwie. A wyraz opinii publicznej dają właśnie dziennikarze – czytamy w stanowisku CMWP SDP. CMWP nie opowiada się za niczym nieograniczoną wolnością wypowiedzi (czemu dawało niejednokrotnie wyraz w swoich stanowiskach). Trudno jednak zrozumieć, dlaczego – zarówno na gruncie szeroko ujmowanej judykatury, jak i w praktyce – powszechnie dopuszcza się operowanie w publicystyce i w działalności publicznej przesadą, groteską, prowokacją, często w drastycznych formach łamiących powszechnie przyjęte normy, co też można było niejednokrotnie obserwować w ostatnich latach podczas różnego rodzaju protestów społecznych i towarzyszących im sporów – a nie można dosadnie skrytykować jednego z najbardziej aktywnych polityków. Trzeba podkreślić, że powód (tak jak wielu innych polityków) świadomie wdawał się w intensywne spory nie tylko czysto polityczne, ale także światopoglądowe a nawet religijne, niekiedy stosując przy tym piętnujący i bezalternatywny styl wypowiedzi – np. twierdząc, że ludzie wierzący nie mogą głosować na przeciwną partię (chodziło o „Prawo i Sprawiedliwość”), czy sugerując, że politycy którzy z problemów migracji, praw człowieka, robią polityczne paliwo „pójdą do piekła”. Te i inne wypowiedzi powoda były szeroko cytowane w mediach. Stosując takie metody, powód powinien więc liczyć się z krytyką wyrażaną zarówno
w umiarkowanej, jak i w ostrej formie – zasłużoną lub niezasłużoną. Abstrahując bowiem od treści opublikowanych w tym przypadku, powód nie powinien oczekiwać, aby dziennikarze mogli wyrażać tylko takie poglądy, które ostatecznie okażą się w pełni zasadne i weryfikowalne, zwłaszcza w odniesieniu do złożonych zagadnień wiążących się z polityką ogólnokrajową, które z natury rzeczy mają prawo budzić kontrowersje. Nawet jeżeli powód negatywnie ocenia formę publikacji, należy jednak wziąć pod uwagę, iż zgodnie z orzecznictwem Europejskiego Trybunału Praw Człowieka (ETPCz), wolność słowa znajduje zastosowanie nie tylko do informacji lub opinii nieobraźliwych lub neutralnych, ale nawet tych, które są obraźliwe, szokujące lub niepokojące.

Opinię CMWP SDP podpisała Jolanta Hajdasz, dyrektor CMWP SDP, od strony prawnej sporządził ją Michał Jaszewski, doradca prawny SDP.

Opinia amicus curie CMWP SDP  w tej sprawie jest tu: Sygn.akt IC 368_22 opinia amicus curiae

Życzenia dla Członków i Przyjaciół SDP na Nowy 2025 Rok !

Koleżanki i Koledzy, szanowni Państwo i drodzy Przyjaciele ! 

W tym wyjątkowym ostatnim dniu roku pragnę Wam Wszystkim złożyć z serca płynące życzenia wszelkiej pomyślności i dobra w Nowym 2025 Roku i przy okazji dziękuję najserdeczniej za współpracę, pomoc i pracę każdego z Was. W tym trudnym dla nas roku 2024 jeszcze wyraźniej niż wcześniej mogliśmy sobie uświadomić, jak ważną sprawą jest zawodowa solidarność oraz wsparcie grupy przyjaciół i współpracowników we wszystkich sprawach, którymi zaskakuje nas rzeczywistość dookoła. Za tę solidarność i lojalność zawodową dziękuję każdemu, ufając że będziemy trzymać się razem mimo różnicy zdań w pojedynczych sprawach. System wartości mamy jednak spójny i to jest naprawdę wspaniała sprawa, o której może nie zawsze pamiętamy.
W Nowym Roku życzę Wam także stałych i dobrych relacji w gronie najbliższych osób, by potrafili Was (a raczej nas) zrozumieć, bo ta nasze praca dziennikarska jest taka zaborcza, tak często każe nam wybierać nie zostawiając praktycznie wyboru …(pracujesz w Wigilię czy w pierwsze święto? w Sylwestra czy w Nowy Rok? itp, itd…), że ciężko domownikom z nami wytrzymać.  Oby Was (nas) kochali i  tolerowali z tym naszym wybuchowym charakterem,  emocjonalną osobowością, indywidualizmem i jeden Pan Bóg wie czym jeszcze, co sprawia, że czasem ranimy Najbliższych nawet o tym nie wiedząc. Niech Boża Opatrzność ma Was, tzn. nas wszystkich pod swoją stałą opieką w  2025 !!!
Szczęśliwego Nowego Roku dla wszystkich związanych ze Stowarzyszeniem Dziennikarzy Polskich !
Jolanta Hajdasz

Prezes SDP JOLANTA HAJDASZ o likwidacji BIEŁSATU: (…) historia i państwo polskie rozliczą likwidatorów z TVP

Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich poprzez specjalne oświadczenie Centrum Monitoringu Wolności Prasy  stanowczo zaprotestowało przeciwko likwidacji niezależnej Telewizji Biełsat. Apelujemy także do wszystkich odpowiedzialnych osób i instytucji o podjęcie działań w celu utrzymania funkcjonowania tej stacji na odpowiednim do jej rangi poziomie. W ciągu 18 lat swojego istnienia telewizja Biełsat stała się ważnym narzędziem realizacji zasady wolności słowa, niezależności dziennikarskiej i pluralizmu mediów w państwach Europy Wschodniej, przede wszystkim na Białorusi i w Rosji.  Niszczenie tego dzieła jest skandalicznym naruszeniem tych  fundamentalnych  dla współczesnych państw zasad i lekceważeniem praw człowieka. Pozwolę sobie rozszerzyć dziennikarskim komentarzem to nasze stanowisko. Skandal i hańba  to najłagodniejsze słowa, jakich można użyć widząc działania likwidatorów w stosunku do tej stacji i do ludzi w niej pracujących.

Komentarz ws. likwidacji TV BIEŁSAT – prezes SDP JOLANTA HAJDASZ: Mam nadzieję, że historia i państwo polskie rozliczą likwidatorów z TVP

3 grudnia posłowie Prawa i Sprawiedliwości wraz z twórczynią telewizji Biełsat red. Agnieszką Romaszewską-Guzy na specjalnej konferencji prasowej w Sejmie w zaapelowali do premiera Donalda Tuska i ministra spraw zagranicznych, Radosława Sikorskiego nie likwidowanie jedynej niezależnej białoruskiej telewizji, czyli Biełsatu. Do faktycznej likwidacji stacji doprowadziły obecne władze telewizji publicznej, tzw. neo TVP, czy jak kto woli „TVP w likwidacji” bo taka jest dzisiaj oficjalna nazwa tego, co pozostało po przejętych siłowo przez rządzącą koalicję mediach publicznych już prawie  12 miesięcy temu.

Warto zauważyć, że telewizja  Biełsat łączyła różne środowiska, dzięki niej  Polska mogła oddziaływać na Wschód, bo przekazywała po białorusku i po rosyjsku informacje niezależne od wschodnich rządów. Zniszczenie Biełsatu jak w soczewce pokazuje nam bezsens i krótkowzroczność działań obecnie rządzącej ekipy Donalda Tuska i jego reprezentantów w mediach publicznych. Najgorsze jest to, że ta destrukcja dotyka wielu ludzi zza naszej wschodniej granicy.

Poznajmy choć jeden przykład – czyli losy jednej młodej dziennikarki tej stacji, która dzisiaj  odsiaduje karę 8 lat więzienia, a właściwie kolonii karnej. Ta dziennikarka to – cztery lata temu – 27-letnia Kaciaryna Andrejewa. W listopadzie 2020 roku została aresztowana razem z drugą dziennikarką, 23-letnią wtedy Darią Czulcową.  Kaciaryna i Daria prowadziły transmisję z protestu w Mińsku, gdy tysiące Białorusinów wyszły na ulice swoich miast, by zaprotestować przeciwko zamordowaniu opozycjonisty Ramana Bandarenki. W trakcie manifestacji doszło do starć z milicją. Zatrzymanych zostało około tysiąca Białorusinów. Dziewczęta prowadziły transmisję live dla Biełsatu z tego protestu . Za to zostały aresztowane, obie zostały skazane Daria na dwa lata więzienia, a Kaciaryna początkowo też na dwa lata, ale potem postawiono jej dodatkowy zarzut „zdrady stanu” i sąd skazał dziennikarkę aż na osiem lat więzienia. Wiele więcej o samym procesie nie wiadomo, ponieważ śledztwo zostało utajnione, a rozprawy odbywały się za zamkniętymi drzwiami.

Daria zdążyła odsiedzieć swój wyrok i wyjechała z Białorusi, jej przyjaciółka nadal jest w więzieniu. A Kaciaryna to młoda mężatka, która swoim szczęściem cieszyła się tylko rok. Tylko za to, że z balkonu jednego z mieszkań w Mińsku filmowała i nadawała dla polskiej telewizji Biełsat relacje z protestów, takich jak ona, zwykłych obywateli Białorusi. Kaciaryna uwierzyła Polsce, uwierzyła w to, że każdy ma prawo do pozyskiwania informacji, do ich poznawania i przekazywania. A teraz ta Polska niszczy to dzieło, za które ona musi spędzać w więzieniu swoją młodość. 8 lat więzienia to dla młodej kobiety całe życie.

Takich osób jak Kaciaryna jest dziś w białoruskich więzieniach wiele. Wśród nich jest obecnie 28 dziennikarzy, a wśród nich aż piętnastu reporterów i operatorów to współpracownicy Biełsatu. Co ma im do powiedzenia kierownictwo obecnej neoTVP. gdy tak bezmyślnie i niefrasobliwie likwiduje ten niezwykły kanał telewizyjny, znany przecież w całej Europie? Warto zapytać –  w czyim interesie działa dziś ta „TVP w likwidacji”?

3 grudnia została potwierdzona przez  Telewizję Polską informacja o tym, że TVP S.A.”w likwidacji”  włączyła swoje obcojęzyczne kanały do jednej struktury organizacyjnej pod roboczą nazwą Ośrodek Programów dla Zagranicy. Nowa jednostka oparta jest o istniejące kanały – TVP World i Telewizji Biełsat. Przyszłoroczny budżet TV Biełsat wynosi 18 mln zł oznacza de facto likwidację tego kanału, poinformowała o tym na specjalnej konferencji prasowej w Sejmie b. dyrektor tej stacji red. Agnieszka Romaszewska-Guzy, pomysłodawczyni i główny organizator tego przedsięwzięcia.  Biełsat to jedyny, niezależny, białoruskojęzyczny kanał telewizyjny. Stacja powstała w 2007 roku jako część polskiego nadawcy publicznego – Telewizji Polskiej. Od początku współfinansowało ją polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych przy wsparciu rządów kilku europejskich krajów oraz szeregu fundacji. Po agresji Rosji na Ukrainę wszystkie wskaźniki i mierniki siły oddziaływania Biełsatu poszybowały w górę. Rekordy oglądalności i klikalności, co miesiąc zwiększane zasięgi, w badaniach potwierdzało się że co drugi pracujący Białorusin korzystał z Biełsatu. Czy  zniszczenie tej unikatowej na skalę europejską stacji jest naprawdę w interesie Polski?

Tuż przed siłowym przejęciem mediów publicznych przez rząd Donalda Tuska w grudniu ub. roku  Biełsat był już platformą multimedialną, na którą składały się białoruska telewizja i rosyjskojęzyczny kanał Vot Tak, a także 13 kanałów na YouTube oraz portale internetowe w 4 językach, białoruskim, rosyjskim, polskim i angielskim oraz szereg profili w mediach społecznościowych, takich jak Facebook, Instagram czy dawny Twitter, czyli X. Do marca 2024 r. stacja nadawała  w językach białoruskim, rosyjskim i ukraińskim blisko 21 godzin programu dziennie. Oryginalną ofertę stacji przygotowywało prawie 300 współpracowników – dziennikarzy przebywających w krajach postsowieckich, a także wydawców, managerów i techników w Polsce. W ciągu 18 lat swojego istnienia stacja wyprodukowała prawie 200 filmów dokumentalnych, a jej programy otrzymały około 80 nagród na międzynarodowych festiwalach.  Dziennikarze Biełsatu od początku istnienia stacji swoje programy tworzyli w języku białoruskim, co stanowiło istotny wyróżnik stacji w medialnej przestrzeni Białorusi. Biełsat konsekwentnie pracował na rzecz popularyzacji tego języka, nie tylko przez jego ciągłą obecność na antenie lecz także propagując białoruską literaturę oraz wspierając inicjatywy edukacyjne. Zapraszanym do studia gościom pozostawiano jednak swobodę wyboru między językiem białoruskim a wciąż dominującym rosyjskim.

W ciągu 18 lat swojego istnienia telewizja Biełsat  stała się ważnym narzędziem realizacji zasady wolności słowa, niezależności dziennikarskiej i pluralizmu mediów w państwach Europy Wschodniej, przede wszystkim na Białorusi i w Rosji. Biełsat dawał swoim odbiorcom dostęp do niezależnych informacji o sytuacji w ich kraju. Był także przeciwwagą dla rosyjskiej propagandy.

Gdy piszę te słowa, patrzę na zdjęcie uśmiechniętej, pięknej  dziennikarki Kaciaryny z czasów jeszcze przed aresztowaniem. Nie wiem jak wygląda dzisiaj, ani w której kolonii karnej na Białorusi teraz przebywa. Cena jaką płaci za wykonywanie zawodu dziennikarza jest ogromna. Mam nadzieję, że historia i państwo polskie rozliczą likwidatorów z TVP, którzy zamiast pomagać takim jak ona ludziom, zostawiają ich dzisiaj bez wsparcia w rękach wschodnich oprawców.

 

Prezes SDP i dyrektor CMWP SDP dr Jolanta Hajdasz

 

Protest ZG SDP i komentarz JOLANTY HAJDASZ do usunięcia z Muzeum II WŚ polskich bohaterów: Zamordowani po raz kolejny

Protest ZG SDP 

 

Zarządu Główny Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich stanowczo protestuje przeciwko usunięciu z ekspozycji głównej Muzeum II Wojny Światowej informacji  dotyczących  Rodziny Ulmów, rtm. Witolda Pileckiego i o. Maksymiliana Kolbe. To skandaliczne działanie, które przyjęliśmy z najwyższym oburzeniem.

SDP to najstarsza i największa organizacja dziennikarzy w Polsce, liczy ponad 2800 członków. 
W imieniu ZG SDP

 dr Jolanta Hajdasz,

wiceprezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich,
dyrektor Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP

                    


Szok i niedowierzanie  – to pierwsza reakcja jaką wielu z nas przyjęło informację, iż w Gdańsku, nocą z poniedziałku 24 na wtorek 25 czerwca po cichu, z ponad 5 tysięcy metrów kwadratowych wystawy głównej Muzeum II Wojny Światowej zostali usunięci Polscy Bohaterowie:  rotmistrz Witold Pilecki, Józef i Wiktoria Ulmowie, święty Ojciec Maksymilian Kolbe.

Po błogosławionej rodzinie Ulmów została czarna ściana –  poinformował w mediach społecznościowych prezes IPN Karol Nawrocki, on jako pierwszy zaalarmował opinie publiczną o skandalu, jaki mam miejsce w tym muzeum. Muzeum, które miało być sztandarowym miejscem do przekazywania wiedzy o polskiej historii z lat 1939 – 45, muzeum, które miało rzetelnie informować o przyczynach, przebiegu i skutkach szeregu zdarzeń wpisanych w okres II wojny światowej, których geneza i konsekwencje oczywiście wykraczają poza te daty. To jak przedstawiamy te wydarzenia, to o kim opowiadamy sięgając pamięcią do II wojny światowej ma fundamentalne znaczenie dla kształtowania naszej świadomości, naszej tożsamości. Nas , a przede wszystkim kolejnych pokoleń.

Nie da się przedstawić II wojny światowej bez heroicznej historii Witolda Pileckiego, żołnierza  Armii Krajowej, który na ochotnika zgłosił się do Auschwitz, by napisać raport o dziejących się tam okrucieństwach. Nie da się rzetelnie przedstawić tego co działo się  między 39 a 45 rokiem XX wieku, gdy będzie się pomijać bohaterstwo charyzmatycznego zakonnika i wybitnego twórcy katolickich mediów ojca Maksymiliana Kolbe, który dobrowolnie poszedł na śmierć głodową zamiast drugiego człowieka, ojca rodziny Franciszka Gajowniczka. Nie powie się prawdy o tamtych czasach, gdy pominie się dramatyczne losy rodziny Ulmów, bestialsko zamordowanych przez Niemców Józefa i Wiktorii oraz ich siedmiorga nieletnich, malutkich dzieci tylko za to, że w ich domu mieszkali Żydzi, ludzie którym groziła wtedy śmierć za samo bycie członkiem tego narodu. Bez tych historii przedstawia się ludziom obraz zupełnie nieprawdziwy, a kłamstw nie wolno nam akceptować w żadnej postaci w życiu publicznym. Nie ma nic gorszego niż oparte na nich manipulacje, bo one niszczą wszystko co wartościowe i najbardziej cenne w życiu publicznym.

A przecież do muzeum II wojny światowej trafiają przedstawiciele naszego najmłodszego pokolenia, dzieci i młodzież szkolna przyjeżdża na wycieczki ze swoimi nauczycielami, dlatego  uważam, że za to skandaliczne usunięcie z ekspozycji dotyczącej rotmistrza Pileckiego, rodziny Ulmów i ojca Maksymiliana Kolbe z Muzeum II wojny światowej władze tego muzeum powinny być natychmiast odwołane przez ministra kultury i dziedzictwa narodowego.

To tym władzom Rodzina Ulmów cytuję „rozbija kompozycję artystyczną i spójność narracyjną” sekcji „Droga do Auschwitz” , a zawieszenie portretów o. Kolbego i rtm. Pileckiego „zaburza antropologiczny charakter narracji”.  Ci, którzy ośmielają się dziś bronić ich skandalicznej decyzji twierdzą, że muzeum to nie skansen kościelny, bo cyt. jednego z nich, który publikuje w internecie – niech sobie w kościołach świętych lokują.   Powtarzam  – nie ma na to naszej zgody.

Zmiany te są konsekwencją sporu sądowego o prawa autorskie dotyczące wystawy. W największym skrócie – chodzi o to że do roku 2017 muzeum realizowało koncepcje artystyczną autorów, którzy osoby takie jak Witold Pilecki, Rodzina Ulmów czy ojciec Maksymilian Kolbe  pomijali. Gdy zmieniła się dyrekcja tego muzeum i Pawła Machcewicza zastąpił Karol Nawrocki wystawa została uzupełniona, ale tamci autorzy zaskarżyli decyzję do Sadu że narusza się ich prawa autorskie. I oni tę sprawę w tym sądzie przegrali. Ale teraz, za czasów rządu koalicji 13 grudnia do władzy w muzeum wrócili ci, którzy wspierają tę pierwszą co najmniej niepełną, a w mojej ocenie wręcz kłamliwą  wersję historii II wojny światowej. I  wczoraj w nocy chyłkiem i bez jakiejkolwiek informacji wyprzedzającej te władze muzeum usunęły  tych znienawidzonych chyba przez siebie bohaterów, bo tak bardzo ich portrety mają niszczyć ich artystyczną wizję historii. Oni traktują tę wystawę jako swoją własność, choć przecież jest to placówka publiczna, finansowana z pieniędzy z naszych podatków, ale nawet gdyby była prywatną, to nie ma prawa zakłamywać naszej historii. Ani pomijać naszych największych bohaterów.

Nie zamierzam po raz kolejny oburzać się na to, co dzieje się za rządów Donalda Tuska, Szymona Hołowni, Władysława Kosiniak Kamysza, czy Włodzimierza Czarzastego.  Co tu mówić, po prostu widać że rotmistrz Pilecki, ojciec Kolbe, Rodzina Ulmów muszą znowu zejść do podziemia. Ale  nie ma obawy, my będziemy o nich pisać i mówić w tym tzw. drugim obiegu, czyli w tych mediach,  gdzie zawsze prawda jest na najważniejszym miejscu. Jak się nie da inaczej, to my też zejdziemy do tego podziemia  razem z nimi, ale bądźcie Państwo pewni –  nie na zawsze. Dyrektorzy tacy jak ten pan Wnuk , który usunął rotmistrza Pileckiego, ojca Kolbe, czy rodzinę Ulmów ze swojej ekspozycji znikną z naszej historii szybciej niż im się wydaje, a na zawsze przylgną do nich słowa wstyd i hańba.  A ci, których chcą dzisiaj wyrzucić z naszej świadomości przetrwają, a my jeszcze niejedno pokolenie wychowamy na ich przykładach. Jestem tego pewna.

Wszystkich , którzy podzielają to zdanie zachęcam do przekazania protestu bezpośrednio do Muzeum II WŚ pod nr 58 323 75 20 lub 58 760 09 60  lub do wysłania maila z protestem do Muzeum II WŚ  – [email protected] .

 

dr Jolanta Hajdasz,

                                                                                                     wiceprezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich,
                                                                                                  dyrektor Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP

 

Komentarz dyrektor CMWP SDP do Rankingu Wolności Prasy 2024 organizacji Reporterzy bez Granic

Chciałabym zwrócić dziś Państwa uwagę na specyficzny mechanizm kreowania teoretycznie niepodważalnych autorytetów różnych instytucji we współczesnym świecie. Takich instytucji, które powszechnie uważa się za „obiektywne” , „nieupolitycznione”, działające „ponad podziałami” i teoretycznie bardzo dalekie od bieżących sporów i różnic zdań. Ich pozycja budowana jest przez lata, ich pozytywny obraz podtrzymywany jest starannie przez dłuższy czas i w odniesieniu do większości poruszanych przez nie problemów. Gdy taka instytucja zajmie stanowisko publicznie – nikt nie chce z nim polemizować, by nie utracić powagi lub się nie ośmieszyć , no bo jak ? Wypowiedzieli się tacy ważni ludzie, ci niezależni i w nic nie uwikłani, a ja mam się z nimi publicznie nie zgadzać i narazić się  na ewentualny zarzut braku kompetencji i chybionej analizy ?

Do takich instytucji w świecie mediów należy organizacja Reporterzy bez Granic znana przede wszystkim z tego, iż co roku 3. maja, w Światowym Dniu Wolności Prasy publikuje Światowy Indeks Wolności Prasy, ranking w którym ocenia poziom wolności i niezależności politycznej mediów w 180 krajach świata. Tak jest i w tym roku, tym razem Polska awansowała o 10 miejsc w górę, z ubiegłorocznej pozycji nr 57 na miejsce 47 . Widać więc wyraźny awans,  po tym jak co roku od 8 lat systematycznie obniżano nam miejsce w tym rankingu.  Za rządów Zjednoczonej Prawicy Polska była krytykowana prawie za wszystko co działo się w sferze mediów i tych prywatnych i tych publicznych. Wystarczyła jednak zmiana rządu i wszystko wraca do normy, do tego stanu żeby „było tak jak było” , znów jesteśmy chwaleni, choć przecież jeśli traktować na poważnie wszystkie kryteria, które były stosowane przez Reporterów bez Granic do tego roku, to Polska powinna spaść w tym rankingu o kolejne miejsce. Po 1989 roku nigdy nie mieliśmy do czynienia z tak drastyczną ingerencją polityków w sferę mediów publicznych, z jaką mamy dzisiaj do czynienia. Tego jednak w Światowym Rankingu Wolności Prasy nie znajdziemy. Skonstruowany jest tak, jakby w kalendarzu roku 2023 nie było miesiąca grudnia, przynajmniej w Polsce.

Choć w Polsce występuje zróżnicowany krajobraz medialny, świadomość społeczna na temat wolności prasy pozostaje niska. W ciągu ośmiu lat rządów Prawa i Sprawiedliwości (PiS) media publiczne zamieniły się w narzędzia propagandy, a media prywatne zostały poddane różnym formom nacisku. Zwycięstwo opozycji pod koniec 2023 roku daje szansę na poprawę prawa do informacji – to główne uzasadnienie  miejsca  Polski  w tegorocznym rankingu Wolności Prasy Reporterów bez Granic. Co jeszcze napisamo o naszym kraju? Niewiele, więc przepiszę to w całości :

  • Media prywatne są stosunkowo zróżnicowane i obejmują media niezależne, takie jak telewizja  TVN ,  Gazeta  Wyborcza i serwis informacyjny  Onet.pl. Poprzedni rząd zamienił media publiczne, zwłaszcza  grupę TVP  , w narzędzia propagandy i przejął kontrolę nad  siecią gazet lokalnych PolskaPress poprzez jej przejęcie przez większościowy państwowy koncern naftowy Orlen
  • Odkąd na początku 2024 roku kontrolę nad rządem przejęła koalicja pod przewodnictwem Donalda Tuska, spadła liczba ataków słownych i pozwów SLAPP przeciwko prywatnym mediom ze strony rządu. Media publiczne są obecnie przedmiotem politycznej batalii pomiędzy nowym rządem, wdrażającym kruchą reformę, a instytucjami kontrolowanymi przez poprzednią partię rządzącą, PiS, które starają się temu zapobiec
  • Choć konstytucja gwarantuje wolność prasy i prawo do informacji, w ostatnich latach poprzedni rząd próbował je ograniczyć poprzez konkretne przepisy pod pretekstem m.in. zwalczania wpływów rosyjskiego szpiegostwa. Tym samym od września 2021 r. do końca 2022 r. dziennikarze nie mogli swobodnie przemieszczać się i pracować wzdłuż granicy z Białorusią, gdzie zginęło kilkudziesięciu imigrantów spośród setek, którzy próbowali przedostać się do Polski. Kontrolowany przez nominatów PiS regulator medialny stara się odeprzeć dziennikarstwo środkami prawnymi, których podstawą jest konieczność ochrony „racji stanu”. Podobnie, chociaż poufność źródeł jest zapisana w prawie, władze w niektórych przypadkach próbowały ją podważyć. „Obrażanie” niektórych instytucji państwowych i zniesławienie nadal zagrożone jest karą pozbawienia wolności
  • Nadawcy publiczni są finansowani przez państwo, natomiast media prywatne, ze względu na stosunkowo dużą wielkość polskiego rynku, opierają się na modelu abonamentowym. Niezależne media przezwyciężyły nieudaną próbę ich osłabienia poprzez wprowadzenie specjalnego podatku od przychodów z reklam. Przed 2024 rokiem reklama państwowa kierowana była głównie do mediów prorządowych, bez jakiejkolwiek transparentności. Finansowane przez państwo „gazety samorządowe” często konkurowały na rynku reklamy z niezależnymi mediami
  • Rosnąca polaryzacja społeczeństwa spowodowała wzrost liczby ataków werbalnych na dziennikarzy. Konserwatyści starają się zniechęcać dziennikarzy do poruszania kwestii LGBTQ+ lub związanych z płcią, a bluźnierstwo nadal podlega karze pozbawienia wolności. Niezależne media cieszą się jednak silnym poparciem znacznej części społeczeństwa, które protestowało m.in. przeciwko ustawie o przejęciu  TVN
  • Po osiągnięciu szczytu w 2020 r. podczas „Strajku Kobiet”, poziom przemocy – zarówno ze strony policji, jak i grup ekstremistycznych sprzeciwiających się temu ruchowi – spadł. Ataki na dziennikarzy pokazały jednak, że organy ścigania nie są w stanie skutecznie ich chronić ani gwarantować ich praw podczas protestów. W 2021 r. celowo uniemożliwili dziennikarzom relacjonowanie kryzysu uchodźczego w pobliżu granicy z Białorusią, poprzez arbitralne i brutalne aresztowania.

I to wszystko. Naprawdę. Ten tegoroczny awans w rankingu Wolności Prasy jest niestety smutnym dowodem na to, że ranking ten jest oparty na hipokryzji i że nagina się jego kryteria w zależności od potrzeb. Dziś jesteśmy chwaleni za to samo, za co wcześniej byliśmy krytykowani, gdy głównym argumentem przeciwko Polsce było rzekomo nadmierne upolitycznienie systemu medialnego. Bezprecedensowe w wolnej Polsce siłowe wtargnięcie do siedzib mediów publicznych, wyłączenie nadajników TVP INFO, TVP WORLD i szesnastu regionalnych oddziałów telewizji publicznej, zawieszenie stron internetowych nadawców publicznych, siłowe wprowadzenie przy wykorzystaniu prywatnych firm ochroniarskich neo-prezesa do publicznej telewizji, radia i Polskiej Agencji Prasowej. Tydzień później stojący na czele resortu kultury pułkownik służb specjalnych Bartłomiej Sienkiewicz postawił polskie media publiczne w stan likwidacji i rozpoczęło się ich niszczenie – z internetu zniknęło setki tysięcy programów i artykułów TVP, czy Polskiego Radia, a setki dziennikarzy z dnia na dzień pozbawiono pracy . Tymczasem tych faktów w ogóle nie dostrzega i nie ocenia światowy autorytet od wolności prasy. Jak widać w  ogóle nie przeszkadza to tej organizacji, bo przecież to ich ludzie przejęli władzę, a więc cel uświęca środki. Nie powinno tak być, to złamanie zasad, które powinny obowiązywać , ale jak widać obowiązują tylko prawicę, reszta może sobie robić co i jak chce, a i tak będzie przez takie autorytety jak Reporterzy bez Granic chwalona.

Nie warto by sobie zawracać głowy takim rankingiem, gdyby nie to, jak potem jest on wykorzystywany do sterowania opinią publiczną . To na ten właśnie ranking powoływał się np. minister Radosław Sikorski w Sejmie, gdy 25 kwietnia przedstawiał założenia polskiej polityki zagranicznej  i bezpardonowo krytykował wszystko co w tej dziedzinie robili jego poprzednicy z Prawa i Sprawiedliwości i powoływał się na rankingi tych rzekomo niezależnych instytucji, jak omawiana przeze mnie  organizacja Reporterzy bez Granic.  W ostatnich latach CMWP SDP wielokrotnie protestowało przeciwko nierzetelnym ocenom zawartym w raportach organizacji Reporterzy bez Granic oraz przeciwko nieobiektywnej i niewiarygodnej metodologii przygotowywania tych raportów. Specjalne stanowisko w tej sprawie zajął Nadzwyczajny Zjazd SDP, jaki odbył się w Kazimierzu Dolnym w 2018 roku, protesty przeciwko krzywdzącym dla Polski ocenom CMWP SDP publikowało m.in. w 2018, 2019, 2020, 2021 i 2022 r.  Zwracaliśmy uwagę, iż organizacja „Reporterzy bez Granic” uwzględnia jedynie te argumenty, które uzasadniają postawioną z góry tezę o niskim poziomie wolności słowa w Polsce, a pomijała te, które mogą tej tezie zaprzeczyć. Co z tego, skoro nikt takich protestów nie chce słuchać, a żadne maintreamowe media nawet się o nich nie zająkną.

W tym kontekście warto przypomnieć, skąd biorą fundusze na swoje utrzymanie autorzy tego raportu, czyli organizacja Reporterzy bez Granic. Została ona założona jest ponad 30 lat temu przez 4 francuskich dziennikarzy, dziś jej budżet to prawie 7 milionów euro. Finansowana jest m.in. przez Parlament Europejski i państwo francuskie. Do tego dochodzi sponsoring ze strony instytucji prywatnych takich jak np. fundacja skrajnie kontrowersyjnego miliardera George’a Sorosa, co samo w sobie stawia pod wielkim znakiem zapytania obiektywizm tego rankingu. Dlatego bądźmy  ostrożni, gdy usłyszymy teraz o tym, jak bardzo poprawił się w Polsce poziom wolności słowa po dojściu do władzy rządu Platformy Obywatelskiej. Po siłowym, bezprawnym przejęciu mediów publicznych jest dokładnie odwrotnie, choćby  nie wiem jak wysoko wpisywać teraz nasz kraj w rankingu wolności prasy.

Jolanta Hajdasz, dyr. CMWP SDP

Indeks Wolności Prasy 2024 jest TUTAJ.

Nowy statut to nie żadna rewolucja: Komentarz JOLANTY HAJDASZ po zjeździe SDP

Nie siłowe przejęcie mediów publicznych przez polityków, nie postawienie w stan likwidacji Polskiego Radia, Telewizji Polskiej, 17 rozgłośni regionalnych Polskiego Radia i Polskiej Agencji Prasowej, nie brutalne rozpoczęcie likwidacji Telewizji Biełsat i pozbawianie pracy setek dziennikarzy, lecz zmiany w statucie Stowarzyszenia stały się w relacjach Oddziału Warszawskiego SDP najbardziej istotnym elementem Nadzwyczajnego Zjazdu Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.  Wyjątkowo emocjonalny ton tych relacji oraz to, iż jedną z nich (wyjątkowo złośliwie)  napisała osobiście honorowa prezes SDP red. Krystyna Mokrosińska sprawiły, iż czuję się w obowiązku ostudzić choć trochę rozgrzane głowy i przypomnieć fakty dotyczące i zjazdu, i konkretnych, nowych zapisów w Statucie naszego Stowarzyszenia. 

Wbrew temu co pisze była prezes oraz jej zaledwie kilku kolegów z Oddziału Warszawskiego, nowy statut nie jest żadną stowarzyszeniową rewolucją, a nawet po jego rejestracji w KRS-ie Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich będzie prowadziło działalność statutową i gospodarczą tak jak do tej pory. Mam tylko nadzieję, że będziemy jeszcze bardziej profesjonalni i skuteczni. Ale po kolei.

 Skąd idea nowego statutu SDP?  

 Zacznijmy od genezy Zjazdu. Jest nią uchwała Zjazdu Poprzedniego, z 2021 r., w czasie którego delegaci zobowiązali nowo wybrany Zarząd Główny SDP do zorganizowania w tej konkretnej kadencji Zjazdu Statutowego. Powołali nawet w tym celu specjalne gremium – Komisję Statutową, która w imieniu wszystkich miała zająć się opracowaniem nowego statutu. Ten dotychczasowy z 2012 r. miał kilka zapisów niezgodnych z obowiązującym Prawem o Stowarzyszeniach (Ustawa z dnia 25 września 2015 r. o zmianie ustawy – Prawo o stowarzyszeniach oraz niektórych innych ustaw) oraz takich, które wydawały się wielu z nas przestarzałe. Jednym z takich przepisów była np. konieczność wybierania aż dziewięcioosobowego Naczelnego Sądu Dziennikarskiego oraz dziennikarskich sądów we wszystkich oddziałach SDP, choć w ostatnich latach nikt nie kierował do nich praktycznie żadnych spraw, a one same również nie wykazywały się inicjatywą. W załączniku nr 1 do niniejszego tekstu jest fragment protokołu Zjazdu SDP z 2021 r. mówiący o konieczności zorganizowania Zjazdu Statutowego i powołania Komisji Zjazdowej.

Jaki był skład Komisji Statutowej i dlaczego obradowała ponad półtora roku?

Zjazd z 2021 r. powołał Komisję Statutową w dość szerokim składzie – weszli do niej wszyscy członkowie Zarządu Głównego oraz po jednym przedstawicielu każdego oddziału SDP. W toku prac tej komisji do jej składu zaprosiliśmy jeszcze przedstawiciela Głównej Komisji Rewizyjnej oraz i Rzecznika Dyscyplinarnego SDP oraz Honorową Prezes SDP.  Komisja obradowała regularnie od 2 grudnia 2021 r. do 25 lipca 2023 r.  odbywając swoje posiedzenia zawsze w trybie zdalnym, co wszystkim odpowiadało. Spotkań było co najmniej kilkanaście, prace posuwały się wolno, bo dokument jest dość obszerny, posiedzenia były dość długie i żmudne, bo omawialiśmy systematycznie każdy rozdział Statutu. Nierzadko toczyły się przy tym długie i ostre dyskusje, ale wszyscy się zgodziliśmy, że efektem naszej pracy będzie jeden dokument – wypracowany przez nas projekt nowego Statutu SDP. Na swoim ostatnim posiedzeniu Komisja Statutowa przegłosowała więc w całości wypracowany w toku swoich prac projekt i uchwaliła, iż rekomenduje go Zjazdowi Delegatów do przegłosowania. Niestety nie uczestniczył w tym ostatnim posiedzeniu  (i kilku poprzednich) delegat z Poznania i jednocześnie dotychczasowy szef Sądu Dziennikarskiego, co stało się potem przyczyną wielu jego wystąpień przeciwko dokumentowi, „którego nie miał okazji zatwierdzić”. Inni członkowie Komisji tych wątpliwości nie mieli i nie zgłaszali.

Dlaczego Komisja Statutowa obradowała bez przedstawiciela Oddziału Warszawskiego i bez Prezes Honorowej SDP?

Odpowiedź jest prosta – sami z tej pracy zrezygnowali. Mimo wysyłanych zaproszeń, na które odpowiedzią było milczenie. Z nieznanych nikomu przyczyn w pracach Komisji Statutowej postanowił nie uczestniczyć Prezes Oddziału Warszawskiego SDP. Ale… Wypada wspomnieć, bo to w tej sprawie ważne, w wpracach komisji wzięła udział przedstawicielka Zarządu Głównego Sonia Kwaśny, co prawda mieszkającą i pracującą na Śląsku, ale z oddziału warszawskiego.  Dzięki niej wszyscy w OW mogli dowiedzieć się o pracy komisji. Czy wiedzieli? Jestem pewna, że  Sonia przekazywała te informacje członkom oddziału. A dlaczego prezes o tym nie wiedział, to już pozostanie jego tajemnicą. Również Prezes Honorowa SDP zlekceważyła taką wspólną pracę i nie pojawiła się na żadnym spotkaniu – ani zdalnie ani  osobiście. Potem mgliście tłumaczyła, że „ma taki styl pracy”, bo tego że w komisji była nie negowała. Może dlatego jest dla niej takim wielkim zaskoczeniem zgoda większości delegatów, którzy na Zjeździe zrobili wszystko, by praca ogromnej grupy zaangażowanych obecnie w rzeczywistą działalność w Stowarzyszeniu nie poszła na marne i by udało się uporządkować tę naszą stowarzyszeniową konstytucję oraz ją przegłosować. Ciągle nie mogę wyjść z osłupienia…… Kilkanaście zjazdów SDP przeżyłam, ale to co zdarzyło się 16 marca 2024 r. na zjeździe w Kazimierzu przekroczyło moją wyobraźnię – opisuje dzisiaj Prezes Krystyna Mokrosińska zdziwiona, że tak niewiele osób działających dziś w Stowarzyszeniu podziela jej oceny i uwagi do tego nowego Statutu wypracowanego wspólnie przez grupę dwudziestu kilku osób. To naprawdę nic dziwnego, że ci, których każdy z nas reprezentował w tej komisji, zagłosowali później za przyjęciem tego dokumentu i że nie dopuścili do tego, by się okazało, że przyjechaliśmy do Kazimierza daremnie. Mimo usilnych działań małej grupy osób z Warszawy, które koniecznie chciały – jak to nazwały – zerwać Zjazd. Swoje uwagi do Statutu Oddział Warszawski przesłał w ostatniej chwili przed Zjazdem, kilka miesięcy po zakończeniu prac Komisji Statutowej.

 Co się stało z projektem statutu Oddziału Warszawskiego?

 Faktycznie, tak jak pisze prezes Mokrosińska, został on „uwalony” tzn. nie doszło do jego osobnego procedowania. Prawda jest bolesna – ten tekst nie wzbudził specjalnego zainteresowania nikogo, poza jego autorami. Nie było jak go omawiać, bo po pierwsze wpłynął zbyt późno, by mogła się odnieść do niego Komisja zajmująca się opracowaniem nowego projektu Statutu. Został więc dołączony do materiałów Zjazdowych jako osobny, ale nikt z delegatów nie upomniał się o dyskutowanie na nowo, tego, co zostało wypracowane PRZED ZJAZDEM. Nic odkrywczego zresztą w tym projekcie nie było – poza utrzymaniem w dotychczasowym kształcie nieszczęsnego Sądu Dziennikarskiego, który ma już naprawdę znaczenie historyczne i coraz bardziej marginalne. I jeszcze poza nowatorską myślą, by z władz stowarzyszenia wykluczyć „właścicieli czy udziałowców prywatnych spółek medialnych” , co z działalności stowarzyszeniowej wyklucza każdego dziennikarza, który odnosi zawodowy sukces i np. rozkręca swoją firmę, albo tych, którzy prowadzą działalność gospodarczą, bo też są „właścicielami” ….  Mówiąc wprost – młodsi uczestnicy Zjazdu pukali się w czoło, o co tym ludziom z Warszawy chodzi. Sprawa była zresztą przedmiotem osobnej dyskusji na Komisji Statutowej w zimie czy wiosną ubiegłego roku. Nie było sensu powtarzać tamtej dyskusji. I jeszcze sprawa możliwości wynagradzania członków władz Stowarzyszenia za wykonywaną pracę, co tak zbulwersowało byłą Prezes, że potem w proteście oddała swój mandat delegata. Faktycznie, jest to wyjątkowo bulwersująca sprawa, że komuś mamy płacić za wykonywaną pracę, a jest ona niemała, bo przecież SDP to duża firma, której suma bilansowa to 8-9 milionów zł, a majątek w postaci dzierżawionych nieruchomości też jest niemały. I ten kto za to odpowiada, ma się tym wszystkim zajmować w miejsce swojej pracy zawodowej nie pobierając za to wynagrodzenia choć już od 2015 r. przepisy na to pozwalają? Dziwię się, że starszych kolegów z Oddziału Warszawskiego nie bulwersuje choćby to, że SDP zatrudnia dziś co najmniej kilkanaście osób na etatach, ale nie ma w tym gronie żadnych dziennikarzy, bo oni pracują społecznie i „statut im zabrania zarabiać” mimo iż nadzorują jak w każdej firmie pracę tych osób na etatach. Krystyna Mokrosińska odwołuje się do swojej tylko społecznej pracy w Stowarzyszeniu, nie zauważa jednak, że czasy się zmieniły, a gloryfikowana przez nią „praca społeczna” ma zresztą także swoje ciemne strony – pani Krystyna nie chce opowiadać o tym, do jakich nadużyć finansowych doszło w czasie, gdy była Prezesem i o tym, że zmuszona była składać doniesienia do prokuratury przeciwko swoim obrotnym współpracownikom. Naprawdę lepiej w sprawach finansowych działać transparentnie i szanować zasadę, że ludzie mają prawo oczekiwać wynagrodzenia za swoją pracę. Delegaci na Zjazd przegłosowali ten punkt bez problemu.

 Czy na Zjeździe było quorum i po co ono było potrzebne?

To zasadnicze pytanie dotyczące tego Zjazdu – każdy inny, np. wyborczy funkcjonuje w tzw. II terminie, w którym obraduje ta liczba delegatów, która stawiła się na Zjeździe  i oni są władni podejmować uchwały. Ale na Zjeździe Statutowym jest inaczej – by uchwalić Statut potrzebna jest obecność ½  wszystkich delegatów i co najmniej 2/3 z nich musi zagłosować za przyjęciem Statutu. Na dziś mamy w SDP 155 delegatów, połowa z nich to 78 osób. Przed zjazdem potwierdziły udział 93 osoby, ale rano 16 marca zarejestrowało się nas jedynie 73 … Dramat, reszta w pracy lub w innych obowiązkach. Ale gdy tylko usłyszeli (jak dobrze, że istnieją telefony komórkowe), co się dzieje, ruszyli do Kazimierza, by wziąć udział w Zjeździe. Przed kluczowym głosowaniem było nas już 80. Do przegłosowania Statutu potrzebne było 53 głosy, a za jego przyjęciem było osób 59. Statut przeszedł bez problemu, mimo iż część delegatów z Oddziału Warszawskiego ostentacyjnie nie głosowała. Nie wzięli jednak tego pod uwagę, że system nie wylogowuje nikogo w czasie głosowania, ich spóźniony bojkot nie miał już więc żadnego znaczenia. Trochę techniki i takie złośliwe ludzkie manipulacje stają się bezprzedmiotowe.

 Jakie wnioski?

Oczywiście nikt z nas nie jest w stanie przewidzieć, czy KRS zarejestruje nasz nowy statut i jak długo to potrwa.  Zaniepokojonych tym, że honorowa Prezes w proteście przeciwko jego uchwaleniu „złożyła mandat” pragnę uspokoić, iż nie będzie to miało żadnych konsekwencji, bo ten mandal wygasał sam z siebie i bez straty dla nikogo każdy mógł wykonać taki gest, bo nigdy więcej te mandaty nie będą potrzebne . Po prostu na kolejny Zjazd SDP musimy już wybrać nowych delegatów. Wśród nich może się znaleźć także Prezes Krystyna, jeśli tylko zejdzie na ziemię i zacznie znowu reprezentować pracujących w zawodzie dziennikarzy, to ją pewnie wybiorą.  I jeszcze jedno – wulgaryzmy, jakie cytował Zbigniew Rytel pod adresem sekretarza generalnego SDP Huberta Bekrychta na swoim portalu nie zasługują na żaden komentarz. Koleżankom i kolegom z Oddziału Warszawskiego proponuję zamiast takich językowych złośliwości zwyczajną pracę w Stowarzyszeniu w interesie  i z pożytkiem dla nas wszystkich.  Na pewno warto, choć mimo zapisów w nowym statucie nie można obiecać, iż każdemu się to opłaci.

Jolanta Hajdasz

                                                 wiceprezes SDP                                               

                                                                                                                                               

                                                                                                                                            23 marca 2024 r.

O przemyśle fałszerstw i manipulacji w mediach pisze JOLANTA HAJDASZ: Druga strona medalu

Po dwóch latach pisania o migracji i kryzysie na granicy nie mam wątpliwości, że wytwarzamy fałszywą wiedzę – przyznała dziennikarka Gazety Wyborczej Małgorzata Tomczak na swoich macierzystych łamach, ale to tylko wstęp do jej ekspiacyjnego materiału. Koniecznie chcę zwrócić Waszą uwagę na tę publikację, bo ona jest  dla mnie koronnym dowodem na to, z jak wielkimi manipulacjami na temat sytuacji na polsko -białoruskiej granicy mieliśmy i zapewne mamy nadal do czynienia, jak perfidnymi kłamstwami była i  jest oszukiwana opinia publiczna, na temat sytuacji na tej granicy. Perfidia w tym wypadku polega także na tym , że publikacje te dotyczą  spraw fundamentalnych takich jak w tym wypadku  bezpieczeństwo naszych granic, czyli bezpieczeństwo naszego państwa i nas wszystkich.

Po dwóch latach pisania o migracji i kryzysie na granicy nie mam wątpliwości, że jesteśmy w procesie wytwarzania fałszywej wiedzy. Jej elementami są zwykłe fake newsy, jak historia Eileen; liczne przeinaczenia na poziomie samych faktów, ich przyczyn czy interpretacji; uparte pokazywanie wybranych fragmentów rzeczywistości i zupełne pomijanie innych – napisała Małgorzata Tomczak. I jeszcze jeden cytat: Celem ludzi na szlakach migracyjnych i wspierających ich aktywistów nie jest przedstawianie szerokiego obrazu rzeczywistości, niuansów, ambiwalencji i zadawanie trudnych pytań. Migranci chcą przetrwać podróż i dotrzeć do celu. Aktywiści chcą im w tym pomóc, a ich rolą w szerszej perspektywie jest też rzecznictwo, kształtowanie postaw, „tworzenie zmiany”. Środkiem do tych celów jest zbieranie poparcia i fund-raising, który w branży humanitarnej często opiera się na dramatycznych obrazach i wywoływaniu silnych emocji. – pisze dziennikarka.

Dobrze się stało, że o swoich manipulacjach informuje jedna z tych osób,  która do tej pory kłamała, czy manipulowała, ale koniecznie warto zauważyć, że przyznaje się do winy i zmienia tak radykalnie zdanie dopiero teraz, ponad miesiąc po wyborach, w których przecież bardzo ważną rolę odgrywały zagadnienia dotyczące  kryzysu migracyjnego w Europie, w Polsce i oczywiście na granicy polsko -białoruskiej. Teraz okazało się, że media mainstraamowe, tak bardzo przeciwne rządowi Zjednoczonej Prawicy, tworzyły przez ponad dwa lata  własny obraz sytuacji na granicy polsko-białoruskiej, który całkowicie odbiegał od rzeczywistości. W ich przekazie nie dochodziło do błędów redaktorskich  To nie były pomyłki, które są naturalną częścią życia dziennikarskiego. To było kreowanie wydarzeń, zmyślanie faktów, opisywanie nieistniejących ludzi i ich dramatów, które nie miały miejsca, a także przeinaczanie tego, co działo się w rzeczywistości. Co więcej, celowo przemilczano fakty, które mogłyby podważać ich narrację. Mamy więc do czynienia z całkowitym zaprzeczeniem rzetelności i uczciwości dziennikarskiej.

Kolejny ważny fragment artykułu: Aktywistów pracujących na granicy i piszących o niej dziennikarzy łączy poczucie przynależności do szeroko rozumianej bańki lewicowo-liberalnej, chęć przeciwstawienia się narracji rządu i prawicowych mediów czy postrzeganie siebie jako osoby wrażliwej, otwartej i „chcącej zrobić coś dobrego”. Chcemy jak najbardziej odróżnić się od brunatnej TVP, zająć słuszne miejsce w pojedynku dobra i zła. Pisząc o granicy, spotykamy się z aktywistami, śpimy w ich domach, chodzimy na interwencje i siłą rzeczy zacieśniamy koleżeńskie relacje.(…) Mnie te miękkie mechanizmy wpływu pokonały. Przez dwa lata słuchania, czym jest „etyczne dziennikarstwo”, czytania przeróżnych „ściąg dla dziennikarzy – jak pisać mądrze” i dziesiątkach mniej lub bardziej subtelnych sugestii, co napisać „trzeba”; „czego nie wolno”; lub „o czym będzie można mówić dopiero, jak się wszystko skończy”, dokonywałam różnych mikrowyborów, które sprawiły, że dziś uważam swoje teksty za w dużej mierze nieprawdziwe – napisała Małgorzata Tomczyk.

W jaki sposób opisywano sytuację na granicy polsko – białoruskiej ? Skupiano się np. na przedstawieniu historii rodzin, kobiet i dzieci, których – jak teraz przyznała publicystka Gazety Wyborczej – tam prawie nie było. Marginalizowano przy tym obecność samotnych mężczyzn w sile wieku. Celowo pomijano fakt, że migranci dostawali się na granicę po zapłaceniu astronomicznych sum pieniędzy – co wskazywałoby, że są to osoby zamożne, a nie słabe, chore, poszkodowane w wyniku wojen i konfliktów. Nawet ta „Gazeta Wyborcza” piórem swojej publicystki przyznała, że to media prawicowe opisywały wydarzenia na granicy bliżej prawdy, bo świadczy o tym statystyka. Migranci w przeważającej liczbie pochodzą z krajów, które nie są zagrożone wojną. Kobiety i dzieci pojawiają się na granicy wyjątkowo rzadko. Tymczasem wbrew tym faktom przeciwną narrację cementują dwie duże publikacje –  książka Mikołaja Grynberga „Jezus umarł w Polsce”  i jeszcze bardziej film Agnieszki Holland  „Zielona Granica” – przyznała to sama publicystka Wyborczej.

A przecież tytuły te funkcjonują w debacie publicznej jako niemal dokumentalne zapisy sytuacji na granicy, a w rzeczywistości ukazują tylko jej niewielki, przefiltrowany odcinek i unikają zadawania prawdziwych pytań. Skali kłamstw dopełnia informacja o wymyślaniu historii osób, które miały być poszkodowane w wyniku działań naszych żołnierzy czy funkcjonariuszy Straży Granicznej. W grudniu 2021 roku cała Polska żyła historią 4-letniej dziewczynki o imieniu Eileen z Iraku, której rodzice zostali wypchnięci z powrotem na Białoruś przez polskie służby graniczne, a ona sama miała się błąkać w lesie na granicy. W jej poszukiwania zaangażowały się służby państwowe, interweniował Rzecznik Praw Obywatelskich. To po takiej jak ta historii posłowie Platformy Obywatelskiej czy Lewicy krzyczeli z trybuny sejmowej w stronę funkcjonariuszy Straży Granicznej słowo „mordercy”, a wtórowali im celebryci znani z ekranów mainstreamowych telewizji. Dzisiaj dowiadujemy się, że cała ta historia była zmyślona, że w ogóle nie istniała taka dziewczynka. Nie wiemy o żadnym udokumentowanym przypadku śmierci dziecka na polskiej granicy – zaznaczyła publicystka Wyborczej. Czy ktoś powie dzisiaj chociaż „przepraszam” oszukanym czytelnikom  czy wyborcom, którzy w odruchu serca utożsamiali się z tymi, którzy opisywali sytuację na naszej granicy jako pasmo udręki biednych uchodźców z krajów, gdzie są prześladowani, których jak się teraz okazuje  – tam  faktycznie prawie nie ma. Ci ludzie nierzadko w geście solidarności zagłosowali na ugrupowania, które np. potępiały działania Straży Granicznej, choć są one jedynym racjonalnym działaniem w obecnej sytuacji na granicy. Zamiast uchodźców z Syrii czy Jordanii  na granicę trafiają raczej bogaci uciekinierzy z Iraku, Albanii a nawet Turcji, którzy chcą się przedostać na Zachód. Wiedzą, że nie mają prawie żadnych szans składając legalnie wnioski o azyl polityczny, bo w ich krajach praktycznie nic im nie grozi. Za wszelką cenę wspomagani przez  państwo białoruskie czy Rosję forsują od dwóch lat naszą granicę nielegalnie, Ale tego nie chciały napisać żadne lewicowe czy liberalne media, łącznie z Wyborczą, która kreowała tę fałszywą narrację podkreślam ponad dwa lata.

Publicystka , której pozwolono to teraz opisać przyznaje także wprost że przez dwa lata była obiektem nacisków, gdy pisała o imigrantach na granicy polsko-białoruskiej. Były prośby o pominięcie pewnych faktów i delikatne dodanie innych, zasugerowanie czegoś, by polepszyć wymowę tekstu: Czy nie mogłabym wyciąć zdania, że migrant był zamożny i zapłacił 12 tysięcy euro za podróż?  Ta właśnie dziennikarka oceniła również, że obraz wykreowany przez Agnieszkę Holland w filmie „Zielona granica” ma niewiele wspólnego z prawdą. To ważne, bo przecież ten film był  i jest nadal szeroko  promowany za granicą, był nawet nagrodzony na tegorocznym festiwalu w Watykanie  i nie przypominam sobie by ktokolwiek np. polski ambasador w Watykanie  zaprotestował publicznie przeciwko kreowaniu tak fałszywego obrazu sytuacji na polsko – białoruskiej granicy. Jest to złamanie wszelkich zasad etyki dziennikarskiej i dziennikarskiego profesjonalizmu.  System medialny jest kluczowy dla budowania bezpieczeństwa państwa. Nie mieliśmy do czynienia z jednostkowymi przypadkami, ale całym przemysłem produkowania nieprawdziwych informacji, które uderzały w dobre imię Polski oraz naszych służb. Tej sprawy nie można więc zostawić. Zadaniem odpowiednich służb jest prześledzenie tego jak te informacje się rozchodziły, na jaką skalę itp. Należy też podjąć próbę ich realnego sprostowania – zwłaszcza poza granicami Polski. Będzie to bardzo trudne zadanie, ale trzeba próbować je podjąć. Z szacunku dla Prawdy o faktach które miały miejsce i mają nadal na naszej wschodniej granicy. A swoją drogą co na to  środowisko dziennikarskie, czy naprawdę uważamy: „Polacy, nic się nie stało”?

Linki źródłowe :

GW

BIP

Abp Antoni Baraniak patronem roku 2024. JOLANTA HAJDASZ przypomina dlaczego ważna jest pamięć o nim

źnym wieczorem, w piątek Sejm przegłosował, iż rok 2024 będzie Rokiem m.in. Arcybiskupa Antoniego Baraniaka. Wielki szacunek i wdzięczność dla wszystkich zaangażowanych w tę sprawę. To naprawdę wspaniała wiadomość, bo losy tego kapłana i biskupa pokazują jednoznacznie, jakimi zakłamanymi metodami komunizm zwalczał Kościół katolicki, jak bezwzględnie traktował księży, a przy tym uświadamiają nam jak niewiele o tym wiemy.

Prawdę o abpie Baraniaku odkrywałam przez ostatnie 11 lat, swoimi filmami, skromnymi książkami i artykułami publikowanymi, gdzie tylko się dało i wiem dobrze, jak niewiele wiedziałam o nim wtedy, gdy zrobiłam „Zapomniane męczeństwo” (premiera kinowa 2012 r.), a wydawało mi się przy tym, że wszystko co dziennikarz może powiedzieć o jakimś swoim bohaterze ja już powiedziałam. A to przecież był dopiero początek, bo dopiero po tym filmie zaczęli zgłaszać się kolejni i kolejni świadkowie i można było odtwarzać jego losy krok po kroku, choć miały one być ukryte i nieznane nam wszystkim. Ot, po prostu, jeszcze jeden kapłan, którego uwięziono i którego może trochę poturbowano w więzieniu, ale przecież wszystko dobrze się skończyło, wyszedł na wolność, działał sobie w Poznaniu, więc o co chodzi?

Ale warto i trzeba przypomnieć, że tylko dzięki postawie arcybiskupa Antoniego Baraniaka, sekretarza kard. Stefana Wyszyńskiego, podczas uwięzienia i okrutnych tortur w areszcie na Rakowieckiej w Warszawie nie odbył się w Polsce pokazowy proces Prymasa i nie udało się komunistom skompromitować Kościoła tak jak stało się to w Chorwacji, Czechach, Rumunii, Słowacji i na Węgrzech. Tylko w Polsce taki pokazowy proces Prymasa się nie odbył, a za tym wszystkim stał skromny, pokorny człowiek, który nie ugiął się i nie załamał w najtrudniejszym dla Kościoła czasie, bo są to lata 1953 – 1956 r.

W 100-lecie odzyskania niepodległości Polski, w 2018 roku prezydent Andrzej Duda pośmiertnie odznaczył abpa Antoniego Baraniaka Orderem Orła Białego, ale nadal warto walczyć o pamięć o nim wśród nas wszystkich. Lojalność, pokora i wierność zasadom, które się wyznaje, potwierdzenie czynami tego, co mówi się słowami są ponadczasowe i ważne dla każdego bez względu na okoliczności, w których trzeba się nimi wykazać. Także i w naszych czasach, bo wbrew pozorom nadal mamy w sprawach upamiętniania takich postaci jak abp Baraniaka wiele do zrobienia.

W 2017 roku po filmie „Żołnierz Niezłomny Kościoła” Okręgowa Komisja Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu (czyli tzw. pion śledczy IPN) wznowił śledztwo w sprawie prześladowania fizycznego i psychicznego abpa Baraniaka ze względu na ukazane w filmie „nowe okoliczności w sprawie”. Ale do dzisiaj nic się nie dzieje, nie ma żadnych nowych informacji o tym, na jakim etapie jest to śledztwo. Trochę czasu minęło, mówiąc oględnie. A u obecnego abpa poznańskiego Stanisława Gądeckiego złożyłam osobiście w imieniu wszystkich podpisanych (ponad 10 tysięcy podpisów) prośbę o wszczęcie procesu beatyfikacyjnego abpa Baraniaka. Oficjalnej odpowiedzi nie mamy, abp Gadecki w 2017 roku publicznie zapowiedział jednak, że chciałby taki proces rozpocząć, ale nadal na to czekamy. Może w 2024 roku się uda?


Jolanta Hajdasz jest autorką trzech filmów dokumentalnych o losach abpa A. Baraniaka pt. „Zapomniane męczeństwo”, „Żołnierz Niezłomny Kościoła” i „Powrót” . Filmy były nagrodzone Nagrodą Główną Wolności Słowa SDP w 2012 i 2016 r.