Wciąż spada słuchalność radiowej Trójki

W czwartym kwartale 2020 roku Program 3 Polskiego Radia miał jedynie 2,4 proc. udziału w rynku słuchalności. Stacja te wypadła już z pierwszej dziesiątki rozgłośni radiowych.

 

Z badania Radio Track wynika, że okresie od października do grudnia ubiegłego roku liderem była stacja RMF FM z udziałem na poziomie 29,2 proc., w tym samym okresie rok wcześniej rozgłośnia ta zanotowała wynik 28,4 proc.

Drugie miejsce zajęło Radio ZET ze słuchalnością na poziomie 12,2 proc. (rok wcześniej było 12,5 proc.), a trzecie Eska, której udział zmalał z 7,9 do 7,4 proc.

 

Dopiero na 11. miejscu w zestawieniu znalazła się radiowa Trojka z udziałem w słuchalności na poziomie 2,4 proc. (rok wcześnie stacja ta zanotowała wynik 5,3 proc.). Program 3 Polskiego Radia wyprzedziły następujące stacje: Jedynka (5 proc. słuchalności), Audytorium 17 (grupa regionalnych rozgłośni Polskiego Radia – 4,9 proc.), RMF MAXXX (3,8 proc.), VOX (3,8 proc.), Złote Przeboje (3 proc.), AntyRadio (2,7 proc.), TOK FM (2,6 proc.).

 

opr. jka, źródło: Wirtualnemedia.pl, fot. Wikipedia

 

Wojciech Rogacin będzie naczelnym „Polski Metropolii Warszawskiej”

Wojciech Rogacin 1 lutego 2020 roku zostanie nowym redaktorem naczelnym „Polski Metropolii Warszawskiej”. Dotychczasowy szef tej gazety, Paweł Siennicki odchodzi z Polska Press.

 

Wojciech Rogacin  teraz jest redaktorem naczelnym Agencji Informacyjnej Polska Press. Od lutego ma łączyć obie funkcje. Jak informuje spółka w komunikacie, będzie odpowiedzialny za rozwój dziennika „Polska Metropolia Warszawska”, serwisu polskatimes.pl, magazynu „Nasza Historia” oraz za warszawską redakcję naszemiasto.pl.

 

Wojciech Rogacin z Polska Press związany jest od 2006 roku. Zaczynał jako jeden z założycieli, a następnie zastępca redaktora naczelnego „Polski Metropolii Warszawskiej”. Odpowiadał za współpracę dziennika z brytyjskim „The Times”. Od 5 lat jest szefem Agencji AIP, którą stworzył w ramach Grupy Polska Press. Wcześniej pracował w tygodniku „Newsweek Polska”, „Gazecie Wyborczej” oraz tygodniku „Słowo Podlasia”. Jako były korespondent „Newsweeka” podczas wojny w Iraku, wspólnie z dziennikarką Dorotą Kowalską napisał książkę „Korespondenci PL” o polskich reporterach wojennych.

 

opr. jka, źródło: Polska Press

 

Nowy redaktor naczelny portalu Deon.pl

O. Paweł Kosiński SJ został nowym redaktorem naczelnym portalu Deon.pl, wydawanego przez jezuickie Wydawnictwo WAM.

 

Przez 11 lat redaktorem naczelnym tego religijnego serwisu był Piotr Żyłka. Z początkiem roku zrezygnował jednak z tej funkcji. W mediach społecznościowych uzasadniał swoją decyzję różnicą zdań z nowym dyrektorem naczelnym wydawnictwa, o. Jakubem Kołaczem, w „rozumienia misji portalu, wizji jego funkcjonowania w zmieniających się społeczno-kościelnych warunkach i sposobów ich realizacji”.

 

Jak informowała na swojej stronie internetowej polska prowincja Jezuitów, o. Jakub Kołacz, jako szef wydawcy, miał również odpowiadać za Deon.pl i kreować jego linię programową. Menadżerem portalu został zaś Krzysztof Fijałek, były wieloletni redaktor naczelny Interii.

 

Kilka dni temu nastąpiła kolejna zmiana – na nowego redaktora naczelnego Deon,pl powołano o. Pawła Kosińskiego.

„No cóż, moi Państwo, najkrótsza kariera z możliwych – po tygodniu nastąpiło „doprecyzowanie”, że w zakresie moich obowiązków nie jest stanie na czele DEON-u i kreowanie jego linii, ale wspieranie szefa portalu, którym został Paweł Kosiński SJ” – napisał na Facebooku o. Jakub Kołacz.

 

opr. jka, źródło: Wirtualnemedia.pl

 

 

Potrzebna jest edukacja medialna – rozmowa z publicystą GRZEGORZEM GÓRNYM

Współczesne media sprzyjają budowaniu oddzielnych kojców i atomizacji społecznej. Często nie opisują świata, nie mediują, nie pośredniczą, ale izolują od siebie poszczególne plemiona mówi Grzegorz Górny, reporter, publicysta, reżyser.

 

Jakie wydarzenie było dla pana było najważniejsze w mijającym roku w środowisku dziennikarskim?

 

Miniony rok w dziennikarstwie całkowicie zdominowała pandemia. W tej kwestii mamy natomiast do czynienia z całkowitą dezorientacją dziennikarzy, niemożnością dojścia do prawdy i odpowiedzią na podstawowe pytania dotyczące koronawirusa. Nie wiadomo przecież nawet, skąd się wziął COVID-19.

 

Z laboratorium w chińskim Wuhan.

 

Ale przecież nie ma co do tego konsensusu. Jeżeli przejrzymy doniesienia medialne na ten temat, okazuje się, że jest wiele teorii, w tym pochodzenia naturalnego. Co ciekawe, specjaliści, których cytują dziennikarze, też nie są jednoznaczni w tej sprawie. Jest mnóstwo zagadek związanych z wirusem, wiele teorii i niewiadomych. Na początku mówiono, że drugi raz nie można zachorować. Okazało się, że to nieprawda. Takich przykładów – to stawianych, to wycofywanych twierdzeń – jest jednak znacznie więcej.

 

Dziennikarstwo nie spełnia swej roli, którą jest opowiedzenie świata?

 

Opowiedzenie świata, a także wyjaśnienie i pomoc w zrozumieniu otaczającej rzeczywistości. W czasie pandemii dziennikarstwo nie jest jednak w tym pomocne, bo okazuje się, że wzmacnia dezorientację i zamęt. Nie mamy odpowiedzi na najprostsze pytania dotyczące wirusa. Pojawia się też wiele teorii na temat szczepionki.

 

Teraz widzimy dwie zupełnie sprzeczne narracje dotyczące szczepionek.

 

W tej sprawie też nie wiadomo, kto do końca ma rację. Wcześniej nie obserwowaliśmy dezorientacji aż na tak wielką skalę. Przy okazji obserwujemy załamanie wiary w autorytety naukowe, które przekazują sprzeczne informacje w sprawie pandemii. I dziennikarze, i naukowcy nie są w stanie wyjaśnić spraw, które najbardziej obchodzą ludzi, ponieważ wywołują niepewność i strach o przyszłość. Podają sprzeczne informacje, najpierw tworzą jakieś wykresy, np. przewidywalności zachorowań, a po dwóch miesiącach mówią, że podane tam dane okazały się nieprawdziwe.

 

Z czego wynika nieumiejętność odpowiedzi na pytania dotyczące koronawirusa i szczepionek?

 

Zauważmy, że reporterskie śledztwo było w stanie zidentyfikować ośmiu sprawców z FSB odpowiedzialnych za próbę zabójstwa Aleksieja Nawalnego, do której doszło w Rosji. Dokonano tego bez sięgania po metody operacyjne służb. Natomiast w przypadku koronawirusa materia, którą trzeba wyjaśnić, jest bardziej skomplikowana a zarazem bardziej utajniona. Pod tym względem Rosja jest bardziej przepuszczalna niż Chiny.

 

Co w przyszłym roku może być najważniejsze dla środowiska dziennikarskiego? Rok temu takie pytanie było bardzo prozaiczne, ale teraz już takie nie jest, wydarzenia przyspieszyły.

 

Gdy w grudniu 2019 r. pytano o przewidywania na rok 2020, nikt nie przewidział pandemii. Nie wiemy, czy ten rok nie będzie rokiem czarnego łabędzia albo nawet kilku czarnych łabędzi, które mogą wywrócić do góry nogami wszystkie nasze scenariusze. Teraz pojawiła się przecież druga mutacja wirusa. Niewykluczone, że w przyszłości pojawią się kolejne gorsze odmiany. Nie wiadomo w jakim kierunku rozwinie się choroba. Nie ma pewności, czy szczepionki okażą się skuteczne na następne mutacje. Może nastąpić zjawisko społecznego wykluczenia sanitarnego, czyli dostęp do pewnych usług będą mogły mieć jedynie osoby zaszczepione. Nie wiadomo więc, jak będzie wyglądała przyszłość, bowiem żyjemy w czasach, gdy wydarzenia nabrały niezwykłego przyspieszenia. Scenariusze zawarte w filmach czy powieściach science-fiction realizują się właśnie na naszych oczach.

 

Czy możemy jeszcze mówić we współczesnym świecie o zjawisku dziennikarstwa katolickiego? Co to według pana oznacza?

 

Za dziennikarzy katolickich uważa się przede wszystkim osoby, które pracują w katolickich mediach należących do instytucji kościelnej, jak np. „Gość Niedzielny”, „Niedziela”, „Przewodnik Katolicki” czy Radio Maryja. Ale tych mediów jest na rynku mało. Mamy również dziennikarzy katolików, którzy pracują w mediach świeckich. O ich identyfikacji nie decyduje tytuł, tylko rola, jaką pełnią, i poglądy, jakie prezentują. Pojawia się oczywiście pytanie, czy we wszystkich mediach można prezentować swoje katolickie poglądy. Są redakcje, w których nie ma z tym problemu, ale są też takie, gdzie nie jest to możliwe, ponieważ kłóci się z linią programową tytułu.

 

Ma pan informacje na temat wielkości sprzedaży prasy katolickiej podczas COVIDU?

 

Nie znam szczegółowych danych, ale sprzedaż prasy katolickiej na pewno spadła. Duża część egzemplarzy jest bowiem sprzedawana w kościołach po Mszy św. Obecnie frekwencja na nabożeństwach jest mocno ograniczona. Zwłaszcza starsze osoby boją się chodzić do kościoła, a to one są głównymi czytelnikami tego rodzaju pism. Część proboszczów wykupuje niesprzedane egzemplarze, żeby wspomóc redakcje, ale nie jest to zjawisko masowe. Ta sytuacja z pewnością musi odbić na finansach redakcji, tym bardziej, że nie są to tytuły, które żyją z reklam.

 

Media błyskawicznie się zmieniają. Jakie prognozuje pan trendy w tym zakresie?

 

Internet sprawia, że prasa nie ma szans ścigać się w zdobywaniu informacji. Rację bytu mają więc w tym segmencie tzw. media tożsamościowe, które zapewniają czytelnikom poczucie wspólnoty – wspólnoty idei, poglądów, aspiracji, wrażliwości. Przestają mieć znaczenie media „letnie”, które nie reprezentują wyrazistego stanowiska. Widać to na przykładzie tygodnika „Wprost”, który odnotował ogromne spadki sprzedaży, a następnie jego wersja drukowana zniknęła z rynku, bo trudno było określić jego tożsamość. Niestety, przyszłość mediów tożsamościowych jest związana także z procesem tworzenia się baniek medialnych.

 

Na czym polega ten proces?

 

Internet dokonuje badania profilu użytkownika pod kątem marketingowym i zamyka go w bańce kształtowanej pod wpływem dokonywanych przez niego wyborów. Takie bańki stają się oddzielnymi monadami, w których zamykane są całe grupy społeczne. W miarę narastania tego zjawiska, jest coraz mniej miejsc styku pomiędzy tymi grupami. Mogą tworzyć się wręcz równoległe światy, jak w Stanach Zjednoczonych, gdzie republikanie i demokraci czytają inne gazety, oglądają różne telewizje, wchodzą na inne portale i mają odmienne wizje tych samych wydarzeń. Gdy porównujemy przekazy, które docierają do tych grup, mamy wrażenie, jakby żyły one w innych krajach: brak elementów przystających do siebie, zbiór wartości wspólnych stale się kurczy. Już w 1999 roku Gertrude Himmelfarb napisała o tym książkę zatytułowaną „Jeden naród, dwie kultury”. Od tamtego czasu proces ten nasilił się. W Stanach Zjednoczonych jest to najbardziej widoczne, ale ten proces trybalizacji postępuje na całym świecie. Następuje powolna destrukcja państw narodowych, ale nie powstaje z tego ogólnoludzka wspólnota, tylko rodzą się oddzielne plemiona, a każde z nich funkcjonuje w swojej bańce medialnej, informacyjnej, kulturowej. W tym wszystkim katolicy stanowią niszę w niszy. Swoje osobne bańki mają też mniejszości imigranckie, które nie integrują się ze społeczeństwami Zachodu.

 

Ale dziennikarstwo, o czym mówiliśmy na początku rozmowy, ma przyczyniać się do wyjaśniania rzeczywistości, a nie do budowy baniek medialnych. Dlaczego dziennikarstwo nie realizuje już swojej misji?

 

Zgadzam się ze stwierdzeniem, że dziennikarstwo powinno opisywać rzeczywistość. Wynika to nie tylko z definicji misji dziennikarstwa, ale również z samego słowa „medium”, które oznacza środek – kogoś, kto znajduje się w środku i „mediuje”, a więc pośredniczy. Niestety, współczesne media sprzyjają budowaniu oddzielnych kojców i atomizacji społecznej. Często nie opisują świata, nie mediują, nie pośredniczą, ale izolują od siebie poszczególne plemiona.

 

Co będzie dalej? Jakie będą konsekwencje społeczne?

 

Jeżeli nic się nie zmieni, dojdzie do rozbicia wspólnoty. Już dziś należy stawiać pytanie, co właściwie nas łączy? Czy faktycznie jesteśmy jednym narodem i jedną wspólnotą, skoro okazuje się, że więcej rzeczy nas dzieli niż łączy, skoro używamy tych samych pojęć, ale co innego przez nie rozumiemy. Mówi się np. o wartościach europejskich, ale każdy rozumie je zupełnie inaczej. Kluczowa będzie świadomość najmłodszego pokolenia. Jest dążenie, aby podstawową tożsamością była dla niego tożsamość konsumencka, co jest wygodne dla wielkich firm, bo to jest ich target.

 

Mają ludzi stargetowanych do konkretnych produktów.

 

To bardzo plastyczny target, podatny na manipulację. To jest jednak globalny proces. Dziś narody i religie na świecie stają przed wyzwaniem, jak zachować swą tożsamość narodową i religijną w dobie globalizacji. Nikt nie ma dobrego pomysłu. Zobaczmy, jak tej erozji sprzeciwiają się Chiny. Ich cenzura w internecie ma z jednej strony charakter polityczny, ale z drugiej strony kulturowy.

 

Co Państwo Środka chce na tym zyskać?

 

Program sinizacji religii i kultury realizowany poprzez kontrolę i cenzurę ma powstrzymać z jednej strony upadek ideologii komunistycznej, ale z drugiej strony – rozpad wspólnoty pod wpływem wartości płynących z Zachodu.

 

Państwa europejskie mogą brać przykład z Chin?

 

Chińczycy z powodu swojej przeszłości są bardzo wyczuleni na próby kolonizacji ideowej. Oni traktują więc dużą część kultury zachodniej jako wrogą dla swojej wspólnoty. Zachód jednak zupełnie inaczej definiuje zagrożenia dla siebie. Nawet gdyby jednak uznał dużą część kultury masowej za destrukcyjną dla moralności, tradycji czy spoistości społecznej, to w warunkach demokratycznych nie ma zbyt wielu skutecznych narzędzi, żeby temu zapobiec. Rosjanie chcieliby naśladować Chińczyków, ale mają zbyt dziurawy system i słabo im to wychodzi.

 

Nic już nie można zrobić?

 

Problemem strony konserwatywnej jest niedostatek kanałów komunikacji, którymi można docierać do młodych ludzi, a nawet jeżeli są sposoby na dotarcie do nich, pojawia się problem przekazu językowego. Po wyborach prezydenckich mówiono, że PiS musi dotrzeć do młodego pokolenia, bo jeżeli tego nie zrobi, to przegra następne wybory. Po jesiennych protestach po wyroku Trybunału Konstytucyjnego stwierdzono z kolei, że Kościół traci młode pokolenie, więc powinien działać. Tak więc mijający rok przyniósł otrzeźwienie strony konserwatywnej, zarówno religijnej, jak i politycznej, że coś trzeba zrobić, by nie stracić młodzieży.

 

Refleksja jest, ale nie widać diagnozy.

 

Trzeba ją przygotować, bo jak ma się diagnozę, to można przedstawić receptę. Jednak nawet najlepsza recepta nie musi przynieść pożądanych rezultatów, nie każdy dobry pomysł od razu chwyci. Wiele razy dorośli sobie wyobrażali sobie, że wymyślony przez nich projekt zainteresuje młodzież, a tak się nie działo, ponieważ miało to więcej wspólnego z ich wyobrażeniami niż z rzeczywistością. Tych, którzy chcą zmierzyć się z trudnym wyzwaniem dotarcia do młodzieży, czeka duża praca formacyjna do wykonania.

 

Od czego trzeba zacząć?

 

Proponowałbym od edukacji medialnej w szkołach. Mamy zajęcia z języka polskiego, gdzie uczy się dzieci, jak czytać książki, żeby odnajdywać w nich sens. Ale część uczniów nie przeczytało żadnej książki, natomiast oglądają tysiące filmów i seriali. Czy ktoś ich jednak nauczył, jak korzystać z tego medium, jak odczytywać to, co widzą na ekranie, na wielu płaszczyznach? Czy zostaną wyczuleni na ukryte sensy i manipulację medialną? Być może walka z fake newsami stanie się impulsem, żeby zająć się na serio edukacją medialną młodzieży. Potem powinna przyjść kolej na formację i kształcenie przyszłych elit dziennikarskich.

 

Rozmawiał TOP


Grzegorz Górny

Rocznik 1969, absolwent dziennikarstwa na Uniwersytecie Warszawskim, współtwórca kwartalnika „Fronda”, który redagował przez 11 lat. Obecnie jest publicystą tygodnika „Sieci“, miesięcznika „W Sieci Historii“ i portalu wpolityce.pl.  

 

 

Akt oskarżenia w sprawie ataku na ekipę TVP

Prokuratura Rejonowa w Gdyni skierowała do Sądu akt oskarżenia przeciwko Aleksandrowi K. dotyczący ataku na trzech członków ekipy telewizyjnej TVP.

 

Do zdarzenia doszło 15 października 2020 roku w Gdyni w związku z przygotowywanym przez Telewizję Polską materiałem w sprawie zatrzymania Ryszarda K. (ojca Aleksandra K.).W godzinach wieczornych, w okolicy domu Ryszarda K członkowie ekipy telewizyjnej kończyli pracę nad relacją z jego zatrzymania. W pewnym momencie Aleksander K. skierował do dziennikarza TVP groźby zniszczenia mienia oraz pozbawienia go życia. Następnie, w trakcie wymiany zdań między oskarżonym a członkami ekipy telewizyjnej, Aleksander K. zainicjował szamotaninę i odepchnął rękoma jednego z pokrzywdzonych – dziennikarza TVP, czym naruszył jego nietykalność cielesną. Jak opisuje dalej całe zajście prokuratura, chwilę później, oskarżony chwycił operatora TVP za odzież i zaczął go szarpać, a następnie uderzył pięścią w głowę. Pokrzywdzony upadł na ziemię, po czym Aleksander K. kopnął go w głowę. Operator TVP doznał obrażeń głowy, skutkujących rozstrojem zdrowia na czas poniżej 7 dni.

 

Protest w sprawie pobicia członków ekipy TVP, zaraz po tym zajściu, wystosowało Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP (TUTAJ).

 

Prokurator zarzucił Aleksandrowi K. popełnienie trzech przestępstw: kierowania gróźb karalnych wobec pracownika TVP, stosowania przemocy w celu zmuszania członków ekipy TVP do opuszczenia terenu przed posesją Ryszarda K. poprzez spowodowanie lekkiego uszczerbku na zdrowiu jednego z pokrzywdzonych i naruszenie nietykalności cielesnej drugiego pokrzywdzonego.

 

Jak czytamy w komunikacie Prokuratury Okręgowej w Gdańsku, zgromadzony materiał dowodowy wskazuje, że Aleksander K. stosując przemoc wobec dwóch członków ekipy TVP, działał w celu zmuszenia ich do opuszczenia ogólnodostępnego terenu położonego przed zajmowaną przez niego posesją. Zachowanie oskarżonego zostało zakwalifikowane jako występki o charakterze chuligańskim, ponieważ Aleksander K. działał publicznie i bez powodu, okazując przez to rażące lekceważenie porządku prawnego.

 

Aleksander K. przyznał się do zadania ciosu ręką i kopnięcia pokrzywdzonego w głowę wskazując, że był zdenerwowany sytuacją związaną z zatrzymaniem swojego ojca Ryszarda K. Oskarżony nie przyznał się natomiast do popełnienia pozostałych zarzucanych mu czynów. Aleksandrowi K. grozi kara pozbawienia wolności do 3 lat.

 

opr. jka, źródło: Prokuratura Okręgowa w Gdańsku

 

Agora odwoła się od decyzji UOKiK zakazującej przejęcie Eurozetu

Agora poinformowała, że odwoła się do sądu od decyzji prezesa Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów Tomasza Chróstnego zakazującej przejęcia przez nią spółki Eurozet.

 

Przypomnijmy, prezes UOKiK zakazał przejęcia spółki Eurozet przez Agorę uzasadniając, że w wyniku koncentracji powstałaby silna grupa radiowa, mogąca ograniczać konkurencję na rynku reklamy radiowej oraz rozpowszechniania programów radiowych. Jego zdaniem, transakcja mogła prowadzić do powstania duopolu i marginalizacji pozostałych grup i stacji radiowych – dwie wiodące grupy radiowe (Eurozet i RMF FM) posiadałyby łącznie ok. 70 proc. udział w rynku (pisaliśmy o tym TUTAJ).

 

Agora w komunikacie wydanym po decyzji UOKiK stwierdziła, że została ona podjęta z naruszeniem przepisów prawa oraz procedur administracyjnych.

 

„Prezes UOKiK odrzucił argumenty merytoryczne przedstawione w sprawie, a jego decyzja oparta jest na wybiórczo potraktowanych materiałach, które zostały dobrane do z góry założonej tezy. To bezprzykładne naruszenie zasady bezstronności i obiektywizmu UOKiK” – stwierdziła spółka.

 

Zdaniem Agory błędnie zostało oszacowanie, że po połączeniu Agory z Eurozetem udział dwóch największych graczy w rynku ogólnopolskiej reklamy radiowej byłby na poziomie 70% „Ten udział po koncentracji wyniósłby niespełna 65%, z czego blisko 39% to udział obecnego lidera rynku” – stwierdziła Agora.

 

Podkreślono też, że spółka nie została uprzedzona o zakończeniu toczącego się postępowania i nie miała szansy na zapoznanie się z aktami sprawy ani na finalne wyrażenie swojego stanowiska przed wydaniem decyzji.

 

„Tym samym Prezes naruszył szereg zasad w postępowaniu administracyjnym, m.in. prawo wnioskodawcy do zaprezentowania swojego stanowiska na każdym z etapów trwającego postępowania – czytamy w komunikacie.

 

Agora poinformował, że „złoży odwołanie od decyzji Prezesa UOKiK do właściwego sądu i jest zdeterminowana do skorzystania ze wszelkich możliwych narzędzi prawnych w tej sprawie”.

 

opr. jka, źródło: Agora, fot. Wikipedia

„Teleexpress” najchętniej oglądanym serwisem informacyjnym w grudniu

„Teleexpress” w TVP1 i TVP Info był liderem oglądalności wśród programów informacyjnych w grudniu.

 

Serwis ten oglądało średnio 3,16 mln widzów, o 3,17 proc. więcej niż w analogicznym miesiącu 2019 roku – wynika z danych Nielsen Audience Measurement.

 

Na drugim miejscu zalazły się „Fakty” TVN i TVN BiS, których widownia zwiększyła się  o 4,21 proc. i wyniosła 3,09 mln osób. Podium uzupełniają „Wiadomości”. Oglądalność tego programu w TVP1 i TVP Info wzrosła o 0,69 proc. do 3,02 mln osób

 

Czwarte miejsce zajęły „Wydarzenia” Polsatu i Polsatu News z widownią na poziomie 2,05 mln osób, po spadku wynoszącym 8 proc. Piąta pozycja przypadła Panoramie TVP2 i TVP Info, która zanotowała spadek oglądalności o 2,94 proc. do 1,77 mln widzów.

 

opr. jka, źródło: wirtualnemedia.pl

 

 

 

 

Prezes UOKiK zakazuje przejęcia Eurozetu przez Agorę

Prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów Tomasz Chróstny zakazał przejęcia spółki Eurozet przez Agorę. Uzasadnił, że w wyniku koncentracji powstałaby silna grupa radiowa, mogąca ograniczać konkurencję na rynku reklamy radiowej oraz rozpowszechniania programów radiowych. Transakcja mogła prowadzić do powstania duopolu i marginalizacji pozostałych grup i stacji radiowych – dwie wiodące grupy radiowe (Eurozet i RMF FM) posiadałyby łącznie ok. 70 proc. udział w rynku.

 

W komunikacie, który znalazł się na stronie UOKiK, przypomniano, że Agora stoi na czele grupy kapitałowej, która zajmuje się głównie działalnością prasową, wydawniczą i radiową (główne stacje to TOK FM, Radio Złote Przeboje, Radio Pogoda, Rock Radio), a także sprzedażą reklam. Eurozet m.in. produkuje i nadaje programy radiowe (główne stacje to Radio ZET, Meloradio, Antyradio, Radio Plus, Chili ZET), sprzedaje czas reklamowy, a także zarządza serwisami internetowymi. Działalność obu grup kapitałowych pokrywa się przede wszystkim w zakresie nadawania programów radiowych, sprzedaży czasu reklamowego oraz pośrednictwa w sprzedaży czasu reklamowego w radiu.

 

– Zakaz koncentracji jest wydawany w sytuacji, gdy połączenie przedsiębiorców spowoduje poważne, negatywne skutki dla rynku, a jednocześnie nie jest możliwe uzgodnienie warunków, które w sposób całkowity i satysfakcjonujący eliminowałyby powstałe w wyniku koncentracji zakłócenia konkurencji. Tak było w przypadku koncentracji spółek Agora i Eurozet. W wyniku koncentracji doszłoby do powstania silnej grupy radiowej i nieodwracalnych zaburzeń w funkcjonowaniu konkurencji na lokalnych i ogólnopolskim rynku reklamy radiowej oraz rozpowszechniania programów radiowychtłumaczy prezes UOKiK Tomasz Chróstny.

 

Jak czytamy w komunikacie, prezes UOKiK oparł swoją ocenę na informacjach i danych zebranych w trakcie postepowania, w tym w szczególności pochodzących z badania rynku. Badaniem tym objęto konkurentów uczestników koncentracji prowadzących działalność w zakresie rozpowszechniania programów radiowych oraz reklamy radiowej, a także największych przedsiębiorców prowadzących działalność w zakresie pośrednictwa w zakupie reklamy. Stanowisko w sprawie przedstawiła również KRRiT. Zapewniono, że na podstawie zebranych informacji dokonano wieloaspektowej analizy rynku nadawania programów radiowych, reklamy radiowej (w układach horyzontalnym i wertykalnym, w wymiarze lokalnym i ogólnokrajowym) i powiązanych, a także innych rynków, na których działają uczestnicy koncentracji.

 

Wniosek o zgodę na koncentrację wpłynął do UOKiK w październiku 2019 r., Miesiąc później prezes UOKiK skierował sprawę do tzw. drugiego etapu, co oznaczało, że konieczne było przeprowadzenie dokładnego badania rynku. Rok później Tomasz Chróstny przedstawił swoje zastrzeżenia co do tej koncentracji. Jak tłumaczy UOKiK, po wnikliwej analizie rynku i możliwych konsekwencji przejęcia Eurozetu przez Agorę, prezes wydał decyzję zakazującą koncentracji.

 

opr. jka, źródło: UOKiK

 

 

Protest ZG SDP przeciwko apelowi Niemieckiego Stowarzyszenia Dziennikarzy o zajęcie się przez KE rynkiem prasy w Polsce

Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich stanowczo protestuje przeciwko ingerencji Deutsche Journalisten-Verband  (Niemieckiego Związku Dziennikarzy, DVJ) w wewnętrzne sprawy Polski  poprzez apel do Komisji Europejskiej „o przyjrzenie się rozwojowi rynku gazet  w Polsce w momencie, gdy na początku 2021 roku w Polsce ma obowiązywać mechanizm praworządności”. 

 

Pretekstem do tego apelu jest dla DVJ  ogłoszenie przez państwowy koncern naftowy PKN Orlen zamiaru zakupu 20 dzienników i 100 tygodników od niemieckiego  wydawcy  Polska Press.  W związku z tym przewodniczący DVJ opublikował 30.grudnia 2021 oświadczenie  (źródło: https://www.djv.de/suche/meldungen/news-eu-kommission-ist-gefordert), w którym stwierdził, iż z zadowoleniem przyjmuje zapowiedź komisarz UE ds. Praworządności Very Jourovej w Tagesspiegel o zastosowaniu mechanizmu praworządności wobec Polski ze względu na ingerencję w niezależność sądownictwa.  Nie można na tym poprzestać – powiedział przewodniczący DJV – podstawowe prawo do wolności prasy jest w wielkim niebezpieczeństwie także w naszym sąsiednim kraju. Komisja UE nie może stać bezczynnie, gdy narodowo-konserwatywna partia PiS stopniowo znosi niezależne dziennikarstwo.

 

Tymczasem w rzeczywistości nic  takiego nie ma miejsca, media  w Polsce funkcjonują na podstawie prawa stanowionego w demokratyczny sposób, a obowiązujące w polskim systemie prasowym przepisy respektują wszystkie zasady wolnych i niezależnych mediów.  Z nieznanych nam powodów Frank Uberall po raz kolejny używa DVJ do prowadzenia działalności politycznej, co jest zaprzeczeniem rzetelnego i etycznego dziennikarstwa i w oczywisty sposób stoi w sprzeczności z misją Niemieckiego Związku Dziennikarzy.

 

Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich wielokrotnie wskazywało niebezpieczeństwa związane z nadmierną obecnością kapitału zagranicznego na polskim rynku medialnym, w tym praktycznie z monopolistyczną pozycją na rynku prasy regionalnej niemieckiego wydawnictwa Polska Press, którego jedynym właścicielem jest niemieckie wydawnictwo  Verlagsgruppe Passau. Na to zjawisko zwróciliśmy uwagę już podczas Nadzwyczajnego Zjazdu Delegatów SDP w kwietniu 2015 r. Stwierdziliśmy wówczas, iż  media regionalne  po 26 latach od czasu transformacji ustrojowej znalazły się w bardzo trudnej, a pod niektórymi względami wręcz katastrofalnej sytuacji. Świadczyła o tym systematycznie malejąca liczba tytułów, zmniejszająca się liczba ich odbiorców oraz coraz bardziej marginalne znaczenie tych mediów w publicznym życiu polskich regionów i województw. SDP zaapelowało wówczas  o przywrócenie mediom regionalnym ich właściwej pozycji w lokalnych społecznościach, przeciwdziałanie monopolizacji mediów regionalnych oraz o wspieranie podmiotów polskich działających na rynku mediów regionalnych i lokalnych Dlatego obecnie SDP z nadzieją przyjmuje decyzje PKN Orlen o zakupie spółki Polska Press od medialnego koncernu Verlagsgruppe Passau. Widzimy w tym szansę na przełamanie dominacji  wydawnictw zagranicznych na rynku regionalnej prasy drukowanej i regionalnych portali w Polsce.

 

Wobec tego formułowanie tak radykalnych opinii przez przewodniczącego Franka Uberalla oraz DVJ i  ich  powielanie na forum międzynarodowym przez organizacje dziennikarskie i ich kierownictwo jest nadużyciem, którego celem nie jest obrona wolności słowa.

 

SDP  apeluje do organizacji i instytucji medialnych o stanowcze przeciwstawianie się rozpowszechnianiu takich nieprawdziwych opinii na temat sytuacji mediów w Polsce oraz rzetelne przedstawianie ich sytuacji zarówno na forum krajowym, jak i międzynarodowym.

 

Zarząd Główny SDP

 

Warszawa, 6 stycznia 2021 r.

 

SDP domaga się uwolnienia dziennikarzy białoruskich oraz zaprzestania represji

Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich domaga się zaprzestania represji wobec dziennikarzy i mediów białoruskich oraz natychmiastowego wypuszczenia na wolność:

Kaciaryny Andrejewej,

Kaciaryny Barysewicz,

Darii Czulcowej,

Julii Słuckiej,

Ałły Szarko,

Sierhieja Alszeuskiego,

Piotra Słuckiego,

Kseni Lutskina.

 

Władze białoruskie od lat pozwalały sobie na nieakceptowalne działania względem dziennikarzy i niezależnych mediów. W 2020 roku represje osiągnęły niespotykaną dotąd skalę: dziennikarze byli zatrzymywani 477 razy, spędzili w więzieniach ponad 1200 dni, a co najmniej 62 z nich doświadczyło przemocy fizycznej. Zamknięte zostały 4 gazety, a do 50 portali internetowych ograniczany był dostęp. Białoruskie sądy karały zarówno dziennikarzy, jak i niezależne media wysokimi karami pieniężnymi, które stanowiły łącznie równowartość prawie 100 tysięcy złotych.

 

Kaciaryna Andrejewa i Daria Czulcowa przebywają w więzieniu od 50 dni. Zostały zatrzymane 15 listopada podczas relacjonowania wydarzeń w Mińsku. Obie dziennikarki oskarżone zostały „o organizację i przygotowanie działań, które naruszają w znacznym stopniu porządek społeczny”. To oskarżenie z kodeksu karnego, grozi im kara do 3 lat więzienia.

 

22 grudnia zatrzymana została Julia Słucka – założycielka i prezes Press Clubu Belarus. Jest w więzieniu, podobnie jak czworo jej współpracowników. Wszyscy zostali oskarżeni z kodeksu karnego o „oszustwa podatkowe na dużą skalę” oraz powiązane przestępstwa.

 

Działania białoruskich władz są jawnym pogwałceniem zasady wolności słowa i wolności mediów.  Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich wyraża zdecydowany sprzeciw przeciwko represjom stosowanym wobec dziennikarzy i mediów białoruskich i deklaruje wszelkie możliwe wsparcie dla białoruskich kolegów.

 

Krzysztof Skowroński, prezes SDP

Jolanta Hajdasz, dyrektor CMWP SDP

 

 

Grafika: BAJ

Nowy numer „Bez wierszówki”

Ukazał się nowy numer magazynu społeczno-kulturalnego „Bez wierszówki” wydawanego przez Warmińsko-Mazurski Oddział SDP.

 

W grudniowej edycji pisma znajdziemy m.in. rozmowę Andrzeja Zb. Brzozowskiego z nowym prezesem Warmińsko-Mazurskiego Oddziału SDP Grzegorzem Radzickim, refleksje dotyczące tegorocznych rocznic autorstwa Wojciecha Ciesielskiego, powracający po kilku latach stały felieton ks. Jana Rosłana „Sztuka pisania – sztuka czytania”, kulturalno-satyryczną rozkładówkę czy artykuł Adama Sochy o repolonizacji mediów. Nie zabrakło oczywiście elementów świątecznych, o co zadbał m.in. Zbigniew Połoniewicz, pisząc o zwyczajach wigilijnych na Kresach.

 

Wersję cyfrową pisma można pobrać TUTAJ.

 

Źródło: Warmińsko-Mazurski Oddział SDP

 

 

 

Drożej zapłacimy za gazety

Z początkiem nowego roku wzrosły ceny niektórych dzienników. Podrożały m.in. „Przegląd Sportowy”, „Rzeczpospolita” i „Parkiet”.

 

Cena wydań „Rzeczpospolitej” od poniedziałku do czwartku zwiększyła się z 5,90 do 6,50 zł, numer piątkowy podrożał z 6,30 do 7,30 zł, a sobotnio-niedzielny „Plus Minus” – z 7,30 do 8,50 zł. Mający tego samego wydawcę – Gremi Media – „Parkiet” zmienił cenę z 7,50 na 8,50 zł.

 

O 20 groszy podrożały niektóre wydania „Przeglądu Sportowego”, numery poniedziałkowe, czwartkowe, piątkowe i sobotnio-niedzielne będą kosztowały 3,90 zł. Bez mian pozostały ceny wydań wtorkowego i środowego, które wynoszą 3 zł. Już z początkiem grudnia, również o 20 groszy podrożał „Fakt”, wydawany tak samo jak PS przez Ringier Axel Springer Polska. Wydania sobotnio-niedzielne, poniedziałkowe, wtorkowe, środowe i czwartkowe tej gazety kosztują 2,50 zł, a piątkowe – 2,80 zł.

 

Drożej zapłacimy również za niektóre dzienniki regionalne wydawane przez Polska Press. Wzrosły ceny m.in. „Dziennika Zachodniego” ,„Dziennika Łódzkiego”, „Expressu Ilustrowanego” i „Dziennika Bałtyckiego”.

 

opr. jka, źródło: wirtualnemedia.pl