DEBATA NA FOKSAL. ANNA POPEK zaprasza w piątek 30 stycznia o 18.00: LISICKI, SZLACHTOWICZ, HAJDASZ, WIELOMSKI, ZIEMKIEWICZ

W imieniu prowadzącej, czyli Anny Popek, zapraszamy na debatę na Foksal. Rok 2025 spróbują podsumować wybitni dziennikarze. Znajdzie się też czas na prognozy na bliższą i dalszą przyszłość.

W debacie wezmą udział: prezes SDP i dyrektor CMWP SDP Jolanta Hajdasz, współpracująca z wieloma mediami konserwatywnymi; redaktor naczelny Do Rzeczy Piotr Lisicki, dziennikarz; dziennikarz Piotr Szlachtowicz; publicysta polityczny i – jak o sobie pisze na X –  autor ksiązek, Youtuber walczący z rządzącą Polską elitką infantylno-agenturalną Adam Wielomski oraz – last, not least – pisarz i publicysta  Rafał Ziemkiewicz.

Debata rozpocznie się o godzinie 18.00 w siedzibie Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich przy ul. Foksal 3/5 w Warszawie a poprowadzi ją dziennikarka i publicystka m.in. TV Republika Anna Popek.

 

MACIEJ ŚWIRSKI – Ironia jako wata szklana: O wypełnianiu pustki epistemicznej

W naszym portalu zamieszczamy często takie materiały publicystyczne, które nie mieszczą się w klasycznym zakresie tematycznym naszych publikacji, ale stanowią kwintesencji poszukiwań naszego świata. Poszukiwań, które także powinny być obowiązkiem publicystów i dziennikarzy. Dzisiaj kolejny z przyczynków do tych poszukiwań – esej Macieja Świrskiego.

Maciej Świrski: W poszukiwaniu Polski jako kraju sensu – fragment (VII)

Ironia jako wata szklana: O wypełnianiu pustki epistemicznej

Ironia nie weszła do kultury jako kaprys ani jako ozdobnik języka. Pojawiła się wtedy, gdy słowa zaczęły ciążyć bardziej, niż powinny, gdy sens przestawał być czymś wypracowywanym w sporze i namyśle, a coraz częściej stawał się czymś narzucanym. W takich momentach ironia dawała oddech. Pozwalała zatrzymać się o ułamek sekundy wcześniej, zanim język zamknął myśl w gotowej formule.

Ale był też inny rodzaj ironii. Taki, który nie chronił przed sensem nadmiernym, lecz sens wytwarzał przez jego zawieszenie. Ironia nie jako tarcza, ale jako metoda. Nie defensywa, ale epistemologia.

Ta różnica kosztowała miliony istnień.

Dwa gatunki ironii

Przez długi czas ironia pełniła funkcję, której trudno nie docenić. Chroniła przed patosem udającym głębię, a w istocie będącym zasłoną dla przemocy albo intelektualnej pustki. Umożliwiała cofnięcie się o krok, spojrzenie z boku, zawieszenie sądu. By sprawdzić, czy to, co domaga się powagi, rzeczywiście na nią zasługuje.

W tej pierwotnej postaci ironia była formą inteligencji. Zakładała, że świat jest bardziej skomplikowany, niż chcieliby go widzieć ci, którzy mówią najgłośniej. Że każde wielkie słowo wymaga chwili nieufności, a każda deklaracja powinna zostać wystawiona na próbę. Ironia nie negowała sensu. Traktowała go na tyle serio, by nie oddawać go bez oporu w ręce pierwszej lepszej narracji.

Grecy znali ją już w tej postaci. Sokrates nie ironizował po to, by uciec od sensu, lecz by sprawdzić, czy sens rzeczywiście tam jest. Udawana niewiedza była narzędziem rozbrajania fałszywej pewności. Gdy Persowie zagrozili Sparcie, że jeżeli ją zdobędą to zrównają miasto z ziemią, odpowiedź była krótka. Jedno słowo. „Jeżeli”. Nie była to błyskotliwość ani poza retoryczna. Była zgodą na tragizm bez komentarza. Ironia polegała na odmowie przyjęcia logiki strachu, nie na zaprzeczeniu realnemu zagrożeniu.

Rzym dołożył ironię bardziej dworską i polityczną. Klaudiusz pokazał, jak ironia może stać się strategią przetrwania w świecie władzy. Udawana nieporadność chroniła go przed losem tych, którzy brali imperium zbyt serio. Ironia była maską, za którą kryła się trzeźwa ocena rzeczywistości.

Wszystkie te przykłady łączy jedno. Ironia była reakcją na nadmiar i koncentrację sensu w jednym języku, jednej władzy. Chroniła myślenie przed skostnieniem, a człowieka przed zmiażdżeniem przez strukturę niepodważalną. Zawsze była związana z ryzykiem. Często z ryzykiem ostatecznym.

Ale istniała też ironia innego rodzaju. Nie tarcza przed sensem nadmiernym, lecz narzędzie jego wytwarzania. Ironia, która nie odrzucała ani nie ochraniała, ale budowała znaczenie przez nieskończone zawieszenie ostatecznego rozstrzygnięcia.

 

Ironia talmudyczna: epistemologia przez zawieszenie

 

W tradycji żydowskiej ironia nigdy nie była jedynie retoryczną figurą ani gestem dystansu. Była metodą poznawania świata przez odmowę jego zamknięcia. Talmud nie dąży do konkluzji. Składa argumenty obok siebie, pozwala im trwać w napięciu, nie wymuszając rozstrzygnięcia. Prawda nie jest tu tym, co da się ostatecznie wydobyć, lecz tym, co wyłania się z nierozstrzygalności samej.

To nie jest sceptycyzm. To epistemologia oparta na przekonaniu, że Bóg mówi wieloma głosami jednocześnie, a żaden z nich nie może zostać uciszony bez straty. Ironia staje się tu przestrzenią, w której sens może istnieć w wielu wersjach naraz, bez konieczności wyboru jednej z nich jako ostatecznej.

W kulturze jidysz ten mechanizm zszedł na poziom codzienności. Humor, autoironia, podważanie hierarchii języka, to wszystko  nie było gestem nihilistycznym. Było sposobem poruszania się w świecie, który nie oferował stabilności, a mimo to wymagał budowania sensu. Śmiech nie unicestwiał powagi. Chronił przed ją skostnieniem.

Żydowska ironia nie chroniła przed przemocą sensu narzucanego z zewnątrz. Chroniła przed przemocą sensu zbyt pewnego siebie od wewnątrz. Była sposobem zachowania elastyczności myśli tam, gdzie dogmat byłby trucizną. Nie była gestem wykluczającym. Była praktyką inkluzji, w której wszystkie głosy miały prawo zabrzmieć, nawet jeśli się wykluczały.

To była ironia generatywna. Tworzyła sens przez jego zawieszenie. Nie rozbrajała słów, lecz uwalniała je od ciężaru ostateczności. Pozwalała myśleć dalej tam, gdzie inna tradycja kazałaby się zatrzymać i wydać wyrok.

 

Auschwitz: fizyczne zniszczenie epistemologii

 

Po 1943 roku ta tradycja przestała istnieć.  Ci, którzy ją nieśli, zostali fizycznie unicestwieni. Holokaust nie zabił tylko ludzi. Zabił sposób myślenia.

Gdy ginie sześć milionów istnień, giną też wszystkie nienapisane komentarze, nieopowiedziane historie, nierozstrzygnięte spory. Ironia talmudyczna nie przechodziła za pomocą tradycji pisanej. Przechodziła przez gadanie, sprzeczanie się, nieskończone komentowanie komentarzy. Gdy zabija się komentatorów, zabija się samą możliwość kontynuacji.

Po Auschwitz nikt nie mógł już powiedzieć: „Ale rabin Hilel powiedziałby inaczej”. Rabin Hilel nie żył. Nie żył, bo został zagazowany i spalony wraz z całą społecznością, która przez tysiąc lat tworzyła przestrzeń dla jego głosu. Przestrzeń, w której sens mógł istnieć jako nieskończona dyskusja, nie jako zamknięta konkluzja.

To nie było zniszczenie ironii jako takiej. To było zniszczenie ironii jako epistemologii. Ironii, która nie broniła przed sensem, ale go wytwarzała. Która nie była gestem negacji, lecz praktyką myślenia.

Po Holokauście została ironia inna. Grecka. Rzymska. Obronna. Ale ta druga – generatywna, talmudyczna, jidyszowa – została spalona wraz z tymi, którzy ją nieśli w głowach i w sposobie mówienia.

Europa po 1945 roku nie zdawała sobie z tego sprawy, ale straciła nie tylko ludzi. Straciła metodę. Sposób budowania sensu, który nie wymagał ostateczności. Który pozwalał myśleć dalej tam, gdzie inni musieli się zatrzymać i wydać wyrok.

Gułag: zamrożenie do śmierci

 

Komunizm operował inną logiką. Nie tylko fizycznym unicestwieniem, ale i systematycznym zamrażaniem. Gułag nie zabijał ironii tak, jak to zrobił Auschwitz. Zamrażał ją powoli, przez lata, przez pokolenia.

W Auschwitz śmierć była szybka i totalna. W Gułagu była powolna i częściowa. Ludzie też wracali. Ale wracali zamrożeni. Ironia, która tam przetrwała, była innego rodzaju niż ta, którą tam zanieśli. Nie była już metodą wytwarzania sensu. Była jedynie narzędziem przetrwania.

Sołżenicyn opisuje moment, w którym więźniowie przestają się śmiać. Dlatego, że coś w nich pęka. Przestrzeń wewnętrzna, w której mogłaby istnieć dystans między tym, co mówione, a tym, co pomyślane – ta przestrzeń zostaje stopniowo zmiażdżona przez zimno, głód,  bicie i pracę ponad siły.

Ironia wymaga minimum wolności wewnętrznej. Wymaga, by pozostała jeszcze jakaś szczelina między językiem systemu a językiem własnym. W Gułagu ta szczelina zamarzała. Nie znikała całkiem, bo gdyby znikała, ludzie by wariowali – co też się zdarzało. Ale szczelina stawała się tak wąska, że ironia mogła w niej istnieć tylko jako minimum higieny psychicznej, nie jako metoda poznania.

Po latach trzydziestych, w późniejszym komunizmie, także w Polsce, ironia stała się codziennym narzędziem. Gdy system tracił impet, a ideologia krążyła wokół własnego ogona, ironia pozwalała funkcjonować w świecie, w którym wszyscy wiedzieli, że oficjalny język nie ma związku z rzeczywistością, a mimo to należało się nim posługiwać.

Ale była to już ironia defensywna, nie generatywna. Nie budowała sensu. Chroniła przed jego nadmiarem. Pozwalała zachować przytomność tam, gdzie powaga państwowych deklaracji zamieniła się w farsę.

W obu doświadczeniach i Auschwitz, i Gułagu ironia spotykała granicę. Ale każde z nich odsłaniało inną granicę. Auschwitz pokazał, że ironię można zabić fizycznie, unicestwiając tych, którzy ją nieśli. Gułag pokazał, że ironię można zamrozić, pozostawiając część ludzi przy życiu, ale odbierając im przestrzeń wewnętrzną niezbędną do jej praktykowania.

Europa po 1945 roku dziedziczyła te dwa doświadczenia, ale nigdy ich nie przepracowała. Zachód myślał o Auschwitz, ale nie o Gułagu. Wschód żył Gułagiem, ale nie mógł mówić o Auschwitz inaczej niż w języku propagandy. Ironia, która przetrwała, była ironią okrojoną. Brakowało jej jednej części – tej generatywnej, epistemologicznej, wytwarzającej sens przez zawieszenie.

 

Transformacja: od tarczy do wypełniacza

 

To, co nastąpiło później, nie było prostą kontynuacją. Był to proces, w którym ironia zmieniła funkcję bez świadomości samych ironistów.

W latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych ironia jeszcze chroniła. Chroniła przed ideologią, przed wielkim narracjami, przed językiem władzy. Ale stopniowo zaczęło brakować tego, przed czym miałaby chronić. Wielkie narracje traciły moc. Ideologie się wykruszały. Język władzy stawał się coraz bardziej proceduralny i bezosobowy.

Ironia została bez adresata. Dogmat rozpłynął się w standardach i procedurach. Przemoc stała się bezosobowa. Ironia nie miała już w co celować. Został sam gest, powtarzalny i automatyczny.

I wtedy nastąpiło coś nieoczekiwanego. Ironia nie zniknęła. Zaczęła pełnić inną funkcję. Przestała być tarczą przed sensem nadmiernym. Stała się wypełniaczem pustki po sensie niemożliwym.

Zachodnia kultura po 1968 roku stanęła przed problemem, którego nie umiała nazwać. Wielkie narracje zostały zdyskredytowane. Epistemologia popadła w kryzys. Prawda stała się podejrzana. Ale życie społeczne wymaga operowania w języku. Wymaga mówienia tak, jakby słowa coś znaczyły. Jak mówić, gdy nie ma już pewności co do sensu?

Ironia stała się rozwiązaniem. Nie świadomym, nie deklarowanym. Stała się domyślnym tonem wypowiedzi. Sposobem mówienia, który pozwalał coś powiedzieć bez zobowiązania się do treści. Ironista może mówić, jakby wierzył w to, co mówi – i jednocześnie dać do zrozumienia, że jest ponad tym.

To nie była już obrona przed przemocą sensu. To była technika poruszania się w świecie, w którym sensu zabrakło, ale trzeba było udawać, że jest. Ironia stała się watą. Materiałem izolacyjnym. Substancją, która wypełnia pustkę między słowem a przekonaniem.

Gdy Richard Rorty w 1989 roku pisał o ironiście jako idealnym obywatelu demokracji liberalnej, nie widział jeszcze, co stanie się z ironią pozbawioną przeciwnika. Jego ironista potrzebował dogmatów do rozbrajania. Ale gdy dogmaty rozpuściły się w procedurach, ironia nie zniknęła. Zamieniła się w watę szklaną. Rorty opisywał narzędzie. Nie przewidział, że to samo narzędzie, pozbawione oporu, stanie się atmosferą intelektualną epoki.

 

Wata szklana: izolacja w obie strony

 

Wata szklana chroni przed ogniem. Ale jednocześnie uniemożliwia ogrzanie.

Ta właściwość definiuje współczesną ironię lepiej niż jakiekolwiek inne porównanie. Ironia dziś nie jest ani tarczą, ani metodą. Jest izolacją. Chroni przed spaleniem przez słowa zbyt gorące. Ale jednocześnie nie pozwala, by jakiekolwiek słowo mogło ogrzać.

Wata szklana jest miękka, przyjemna w dotyku, pozornie niewinna. Nie widać w niej agresji. Nie ma w niej przemocy. Jest wszędzie i nigdzie. Wypełnia przestrzeń tak naturalnie, że przestaje się ją zauważać. Dopiero gdy ktoś próbuje się rozgrzać, odkrywa, że jest zimno. I gdy cofnie rękę – zobaczy, że w jego skórę wbite jest tysiące szklanych szpilek.

Podobnie działa ironia epistemiczna. Nie uderza wprost. Nie zakazuje. Nie cenzuruje. Po prostu sprawia, że każde słowo wypowiedziane na poważnie brzmi nieco głupio. Niekoniecznie fałszywie. Po prostu nieadekwatnie. Zbyt pewne siebie. Zbyt nieświadome własnej umowności.

Kto by chciał tak brzmieć?

Ironia staje się tu czymś więcej niż postawą. Staje się atmosferą. Nie trzeba jej już stosować świadomie. Ona jest w powietrzu. W tonie debaty publicznej. W sposobie, w jaki media konstruują przekaz. W automatyzmie, z jakim każde poważne słowo zostaje od razu osłabione przez kontekst, w którym się pojawia.

W tym świecie tragizm staje się nie do zniesienia. Bo tragizm zakłada, że są sprawy, których nie da się rozbroić żartem. Że sens może kosztować. Że słowa wiążą. Kultura wypełniona watą szklaną neutralizuje to napięcie, zanim zdąży się ono ujawnić. Język przestaje oferować formy zdolne unieść ciężar odpowiedzialności.

Nie chodzi tu o śmiech. Śmiech może współistnieć z powagą. Chodzi o niemożliwość powagi. O sytuację, w której samo pojawienie się tonu zobowiązania jest już zagrożeniem. W której ktoś, kto mówi tak, jakby jego słowa miały konsekwencje, wydaje się albo naiwny, albo niebezpieczny.

 

Pustka epistemiczna: co wypełnia wata

 

Wata szklana nie pojawia się w próżni. Pojawia się tam, gdzie zabrakło czegoś innego. Wypełnia przestrzeń, która wcześniej była zajęta, ale stała się pustką bo to co ją wypełniało – znikło.

Co znikło?

Przekonanie, że poznanie jest możliwe. Że rzeczywistość da się w jakimś sensie uchwycić. Że słowa, choć niedoskonałe, mogą coś rzetelnie opisać. Że spór o prawdę ma sens, bo prawda, choć trudna, wielowymiarowa, czasem nieosiągalna,  jednak istnieje jako horyzont myślenia.

Po tym wszystkim, co się wydarzyło w XX wieku,  po Auschwitz, po Gułagu, po kolonializmie, po zdradzie nauki w służbie totalitaryzmów,  trudno było utrzymać to przekonanie. Epistemologia zachodnia popadła w kryzys, dlatego, że straciła niewinność.

Każde wielkie słowo – prawda, wolność, sprawiedliwość – zostało skompromitowane przez sposób, w jaki było używane przez ludzi przekonanych o słuszności swojej sprawy. Auschwitz nie powstał z tylko z niemieckiego cynizmu. Powstał też z przekonania, że pewne prawdy są tak oczywiste, iż nie wymagają dyskusji. I że zadaniem tych ludzi jest wypełnienie ich misji – co doskonale widać po lekturze protokołów konferencji w Wansee.

W odpowiedzi zachodnia kultura zbudowała system obronny przeciwko pewności. Wszystko, co rościło sobie prawo do ostateczności, zostało objęte podejrzeniem. Także Kościół i prawdy wiary. Każde słowo wymagało cudzysłowu. Każde stwierdzenie – dystansu.

Ironia stała się tym dystansem,  jako domyślne ustawienie. Jako materiał wypełniający przestrzeń między tym, co powiedziane, a tym, w co można by uwierzyć.

Powstała kultura, w której można mówić o wszystkim, ale nic nie waży. W której każde zdanie jest wypowiedziane z lekkim uśmiechem, sygnalizującym: „oczywiście zdaję sobie sprawę z umowności tego, co mówię”. W której powaga stała się podejrzana, bo kojarzy się z fundamentalizmem.

Taka kultura nie potrzebuje już cenzury. Nie musi zakazywać słów. Wystarczy, że sprawia, iż każde słowo wypowiedziane bez ironii brzmi naiwnie. Wystarczy, że dystans staje się dowodem inteligencji, a zaangażowanie i przywiązanie do rudymentów jest objawem prostactwa.

Wata szklana wypełnia pustkę po epistemologii. Nie zastępuje jej. Nie oferuje niczego w zamian. Po prostu sprawia, że życie bez niej staje się możliwe. Można poruszać się w świecie bez przekonań. Można mówić bez wiary w słowa. Można funkcjonować w kulturze bez wspólnego horyzontu sensu.

Ale jest cena.

 

Przemoc braku: nowy rodzaj przemocy

 

Przez długi czas wydawało się, że ironia chroni przed przemocą. Przed językiem, który nie znosi sprzeciwu. Przed sensem narzucanym siłą. Przed ideologiami domagającymi się wiary.

Ale ironia sama może być przemocą. Nie przemocą obecności, lecz przemocą braku. Nie przemocą sensu, lecz przemocą jego nieobecności.

Gdy ktoś próbuje powiedzieć coś na poważnie, gdy próbuje nazwać rzeczywistość bez dystansu, gdy próbuje zobowiązać się do słowa, to kultura ironiczna odpowiada nie cenzurą, lecz uśmiechem. Nie zakazem, lecz zażenowaniem. Nie przemocą jawną, lecz wykluczeniem przez ton.

To jest przemoc subtelna, ale skuteczna. Nie musi nikogo bić ani więzić. Wystarczy, że sprawia, iż nikt nie chce brzmieć jak ktoś, kto bierze siebie zbyt poważnie.

W takim świecie nie da się już powiedzieć: „to jest złe i musi się skończyć” bez ryzyka ośmieszenia. Nie da się powiedzieć: „wierzę w to” bez sygnalizowania naiwności. Nie da się zobowiązać do słowa bez sugestii, że nie rozumie się, jak działa język.

Ironia przestała być wyborem. Stała się warunkiem uczestnictwa w kulturze. Kto mówi bez niej, zostaje wykluczony przez zażenowanie. Przez estetykę.

To jest nowy rodzaj przemocy. Przemoc, która nie mówi „nie wolno”. Mówi: „to nie wypada”. Nie odbiera prawa głosu. Odbiera prawo do powagi. I tym samym odbiera możliwość zobowiązania.

 

Momenty graniczne: gdzie wata się kończy

 

Są sytuacje, w których wata szklana przestaje działać. Gdy pojawia się realne zło, realna krzywda, realna zdrada, ironia odsłania swoją prawdziwą funkcję. Nie chroni już przed patosem. Chroni przed koniecznością zajęcia stanowiska. Pozwala wycofać się dokładnie tam, gdzie słowo nie musiałoby kosztować.

W momencie granicznym wybór staje się widoczny. Albo mówisz wprost – i ryzykujesz. Albo owijasz w ironię – i nic nie ryzykujesz, ale też nic nie mówisz istotnego.

Kultura wypełniona watą szklaną preferuje drugie rozwiązanie. Nie jest to świadome. Po prostu dlatego, że pierwsze wydaje się nieadekwatne. Zbyt proste. Zbyt pewne siebie. Nieświadome własnej umowności.

 

Ale czasem proste słowa są jedynym, co pozostaje. Czasem nie ma miejsca na dystans. Czasem pytanie brzmi: po której jesteś stronie? I odpowiedź „to skomplikowane” nie jest odpowiedzią, ale ucieczką, po której zostaje tylko hańba.

W takich momentach okazuje się, że ironia nie była neutralna. Że chroniła nie przed przemocą sensu, lecz przed odpowiedzialnością za własne słowo. Że wata szklana izolowała nie tylko od cudzego ognia, ale też od własnego ciepła. I od sensu ostatecznego.

 

Co po ironii: powaga jako zdolność cywilizacyjna

 

Nie chodzi tu o zakaz ironii. Nie chodzi tu o powrót do naiwności. Nie chodzi tu o udawanie, że język może być przezroczysty albo że słowa niosą sens poza kontekstem.

Chodzi tu o coś innego. O zdolność rozpoznania momentu, w którym ironia przestaje chronić, a zaczyna unicestwiać. Momentu, w którym dystans przestaje być inteligencją, a staje się tchórzostwem. Momentu, w którym zawieszenie sensu przestaje być otwarciem przestrzeni myślenia, a staje się zamknięciem przestrzeni działania.

Powaga nie jest prostactwem. Jest zdolnością cywilizacyjną. Umiejętnością uznania, że niektórych zdań nie wolno wypowiadać na próbę. Że są słowa, które raz wypowiedziane wiążą. Że są momenty, w których trzeba powiedzieć coś wprost dlatego, że sytuacja tego wymaga.

Kultura, która utraciła tę zdolność, nie rozpada się gwałtownie. Traci zdolność rozróżniania tego, z czego jeszcze wolno żartować, od tego, czego żartem dotknąć już nie wolno. Traci zdolność nazywania zła złem bez cudzysłowu. Traci zdolność zobowiązania.

Po ironii nie zostaje cisza. Zostaje hałas, w którym wszystko brzmi podobnie, bo nic nie waży. Sens staje się opcjonalny. Przyszłość abstrakcyjna. A wspólnota nie ma już wspólnego horyzontu znaczenia.

Być może trzeba się nauczyć mówić inaczej. Nie bez ironii, bo ironia jest czasem konieczna. Ale bez waty szklanej. Bez automatycznej izolacji między słowem a przekonaniem. Bez domyślnego dystansu, który sprawia, że żadne słowo nie może już ogrzać.

Trzeba się nauczyć ryzykować słowem. Mówić tak, by słowa coś znaczyły, dlatego, że jest się odpowiedzialnym.

To nie będzie łatwe. Kultura wypełniona watą szklaną nie przepuszcza już ciepła. Ale można zacząć od jednego słowa. Powiedzieć je wprost. Bez cudzysłowu. Bez uśmiechu.

I zobaczyć, co się stanie.

Może się okaże, że da się żyć inaczej. Że można budować sens bez ironii epistemicznej. Że powaga nie prowadzi automatycznie do totalitaryzmu. Że zobowiązanie nie jest naiwne.

Ale najpierw trzeba zaryzykować jedno słowo. I nie wycofać się.

To kosztuje. Ale alternatywą jest świat, w którym wszystko można powiedzieć i nic to nie znaczy. Świat wygodny. Bezpieczny. Zimny.

Świat wypełniony watą szklaną.

 

Maciej Świrski

 

Były to fragmenty eseju Macieja Świrskiego, obecnie członka KRRiT, b. przewodniczący Rady w latach 2022 – 2025).

Autor zamieścił publikację na swoim profilu w portalu X 30 stycznia 2026 roku.

Maciej Świrski jest założycielem Reduty Dobrego Imienia (Polish League Against Defamation). Celem Reduty jest prostowanie nieprawdziwych informacji na temat historii Polski oraz propagowanie wiedzy na temat historii i kultury polskiej.

Na X o Autorze: „founder of @DobreImiePolski Chairman of the National Broadcasting Council – Poland (contra ius remotus)”.

W tłumaczeniu – Założyciel Reduty Dobrego Imienia. Przewodniczący Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji (tłum. oficjalnej nazwy) – Polska (contra ius remotus).

Z określeń prawniczych: „Contra ius remotus” to łacińska fraza prawnicza oznaczająca „oddalony/odsunięty od prawa”. Sugeruje sytuację lub działanie pozostające w sprzeczności z obowiązującymi przepisami (contra ius), wykraczające poza normy prawne lub nieuznawane przez prawo.

 

oprac. hub

 

Oryginalny wpis na X:

 

KONSERWATYWNI CZŁONKOWIE RADY PROGRAMOWEJ TVP W LIKWIDACJI nie poparli emisji antypolskiego filmu ukazującego Polaków jako antysemitów

Do antypolskiego, zmanipulowanego filmu „Wśród sąsiadów”, pokazanego w TVP w przeddzień Narodowego Dnia Niepodległości w ub. roku domontowano 26 minut materiałów szkalujących Polaków. Pomimo tego mająca większość koalicyjną Rada Programowa Telewizji Polskiej w likwidacji poparła stanowisko o „wysokiej ocenie” dokumentu. Stało się to mimo sprzeciwu czworga reprezentantów rekomendowanych przez konserwatywne organizacje, w tym SDP.

Już jesienią Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich wskazywało na szkodliwy i manipulacyjny charakter filmu robiący z Polaków – którym jako jedynym w okupowanej przez Niemców Europie za pomoc Żydom groziła śmierć – morderców i antysemitów. Oto fragment skargi SDP z listopada ub. roku:

„ZG SDP składa skargę do KRRiT na wyemitowany przez TVP w likwidacji film dokumentalny >>Wśród sąsiadów<< w reżyserii Yoava Potasha. Film opublikowano w przededniu 107. rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości, tj. 10 listopada 2025 r., o godzinie 22:05 w TVP1 i nadal jest dostępny w serwisie internetowym TVP VOD. Nawiązuje on swoją wymową do książki Tomasza Grossa >>Sąsiedzi<< z roku 2000 i tak jak on manipuluje źródłami, przedstawia zachowania marginalne jako powszechne i typowe oraz obarcza Polaków winą za to, co generalnie na terenie naszego kraju robili Niemcy” – czytamy w stanowisku SDP z listopada 2025 roku.

Oto tekst z portalu SDP ze skargą władz Stowarzyszenia w sprawie filmu „Wśród sąsiadów” z 22 listopada 2025 roku:

 

Skarga ZG SDP w sprawie emisji filmu „Wśród sąsiadów” w TVP w likwidacji

 

Po światowej premierze dokumentu okazało się, że do kopi filmu w reżyserii Yoava Potasha emitowanej w TVP domontowano (oficjalnie nie wiadomo, kto to zrobił) 26 minut z zakłamanymi sugestiami politycznymi o antysemickich ciągotach obecnej opozycji i wizerunkiem prezydenta Karola Nawrockiego jako antyeuropejskiego i antyizraelskiego skrajnego nacjonalisty. W momencie ukończenia krótszej wersji filmu Nawrocki nie był jeszcze prezydentem RP…

„Wśród sąsiadów”, dokument autorstwa Potasha przy współpracy wielu polskich filmowców, wyemitowano 10 listopada w TVP w likwidacji. W streszczeniu filmu na platformie VOP czytamy, deokumet „odkrywa trudną i bolesną historię relacji polsko-żydowskich, pokazując ją przez pryzmat jednego miasteczka, w którym przez wieki obok siebie żyli polscy katolicy i Żydzi”.

Media, w tym portal Do Rzeczy, dostrzegły, że „ >Wśród sąsiadów<< (…)  opiera się na wspomnieniach dotyczących II wojny światowej ostatniego ocalałego Żyda oraz kobiety. Tymczasem, jak alarmowała minister w Kancelarii Prezydenta Agnieszka Jędrzak, film pokazuje Polaków w wyjątkowo tendencyjny sposób jako naród, który przede wszystkim wydawał Żydów Niemcom, a nie ich ratował. Minister określała produkcję jako >>antypolską manipulację historyczną<<, domagając się wyjaśnień od TVP” – napisał portal Do Rzeczy

„Telewizja Polska w likwidacji również zabrała głos w tej sprawie, twierdząc, że emisja filmu >>miała charakter programowy i edukacyjny<< i wpisuje się w >>misję nadawcy publicznego<< – czytamy w komunikacie TVP” – relacjonuje portal. „>>Oskarżenia, jakoby rzetelnie przygotowany, poruszający dokument był antypolski, mogą formułować wyłącznie osoby, które tego filmu nie widziały<< – oceniło TVP” – podało DR.

Po wielu tygodniach sporów w gronie Rady Programowej TVP, gdzie koalicja rządząca ma większość, część tego gremium związana rekomendacjami z rządem przyjęła kuriozalne – jak twierdzą pozostali członkowie RP TVP wybrani z polecenia organizacji konserwatywnych, w tym SDP – oświadczenie, które nie ma nic wspólnego z misją publicznego nadawcy.

„Rada programowa TVP wysoko ocenia film dokumentalny >>Wśród sąsiadów<< i popiera decyzję o jego wyemitowaniu” – cytuje oświadczenie części Rady Programowej TVP w likwidacji

Do rzeczy wskazuje co najmniej dziwną wypowiedź doradcy dyrektora TVP Tomasza Syguta i członka RP Krzysztofa Lufta. Od wyboru wiosną ub. roku do Rady Programowej Luft nie wytłumaczył się, czy pracuje w TVP, czy jest doradcą Syguta i jednocześnie członkiem RP oraz ile otrzymuje wynagrodzenia od władz z Woronicza. Krzysztof Luft przekazał, że szefowa Rady Barbara Bilińska nie poparła oświadczenia w sprawie filmu, wstrzymując się od głosu w tej sprawie.

„TVP nie umiała wyjaśnić w jakich okolicznościach domontowano 26 minut do oryginalnej wersji filmu pokazywanego na festiwalu, stąd 2 członków rady wstrzymało się od głosu, a 4 było przeciw. Za uchwałą było 8 członków” — cytowało DoRzeczy Barbarę Bilińską przewodniczącą Rady Programowej TVP w likwidacji.

 

 

 

 

 

POŻEGNANIE ŚP. RED. MARCINA MAKOWIECKIEGO W CZWARTEK 29 STYCZNIA O 13.00 NA WOJSKOWYCH POWĄZKACH

Nie żyje dziennikarz i publicysta red. Marcin Makowiecki. Pracował m.in. w  Życiu Gospodarczym i Nowym Życiu Gospodarczym. Zmarły był członkiem SDP. Wstąpi do niego 1972 r. Kiedy w stanie wojennym zlikwidowano SDP, to w mieszkaniu Janiny i Marcina Makowieckich były  konspiracyjne spotkania środowiska dziennikarskiego.

Po 1989 roku Marcin Makowiecki był członkiem ZG SDP i Zarządu Oddziału Warszawskiego SDP. Był  sekretarzem generalnym SDP i redaktorem naczelnym periodyku SDP „Forum”. Aktywnie działał w Dziennikarskim Klubie Narciarskim „Kaczka”.

Pogrzeb śp. Marcina Makowieckiego zaplanowano na czwartek 29 stycznia. Ceremonia pogrzebowa rozpocznie się o godz. 13.00 w sali pożegnań cmentarza na Powązkach Wojskowych Warszawie. Zmarły zostanie pochowany w  grobie rodzinnym ma Starych Powązkach.

 

W imieniu ZG SDP i redakcji portalu sdp.pl składamy wyrazy współczucia Rodzinie i Przyjaciołom śp. Marcina Makowieckiego.

STANOWISKO ZG SDP: Dla tej ekipy rządowej uchwalenie ustawy medialnej w takim kształcie sankcjonuje bezprawie

Negatywną opinię w sprawie projektu ustawy medialnej przedstawił Zarząd Główny Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. Mija termin odpowiedzi na przedstawiony przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego projekt nowelizacji regulacji prawnych o radiofonii i telewizji. ZG SDP oświadczył stanowczo, że nie poprze projektu. Wśród wielu powodów przedstawionych w stanowisku dominuje polityczny charakter ustawy pisanej, zdaniem władz SDP, na polityczne zamówienie obecnego rządu.

Fragment pisma przewodniego Zarządu Głównego SDP: „w nawiązaniu do Państwa wiadomości e-mail z dnia 11 grudnia 2025 r. przekazujemy stanowisko Zarządu Głównego Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich dotyczące nowelizacji ustawy o radiofonii i telewizji”.

Stanowisko uchwalono 22 stycznia 2026 roku.

Stanowisko ZG SDP ws. nowelizacji Ustawy o radiofonii i telewizji

Ustawa o radiofonii i telewizji to jedna z dwóch obok Prawa prasowego najważniejszych ustaw regulujących polski system medialny. 5 grudnia ub. roku Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego skierowała do konsultacji publicznych projekt nowelizacji tej ustawy. Jako uzasadnienie tej zmiany wskazano wdrożenie postanowień rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) z dnia 11 kwietnia 2024 r. na temat tzw. europejskie aktu o wolności mediów (EMFA). Termin na zgłaszanie uwag do tego projektu mija 23 stycznia 2026 r.

W związku z tym Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich przedstawia swoje stanowisko na temat projektu. Jest ono krytyczne w stosunku do zaproponowanych rozwiązań. Projekt zawiera zmiany wprowadzające chaos, destabilizację i polityczną kontrolę polskiego systemu medialnego, zarówno w odniesieniu do mediów publicznych, koncesjonowanych nadawców prywatnych, jak i wszystkich, który tworzą treści w Internecie. Część tych zmian jest wyjątkowo kontrowersyjna, zamiast wzmacniać pluralizm i wolność mediów uzależnia je od bieżących interesów politycznych aktualnie sprawujących władzę partii. Świadczy o tym skala i charakter proponowanych zmian w prawie mediów.

Sprzeciw oraz szczególny niepokój budzą przepisy dotyczące finansowania i powoływania władz mediów publicznych, zmiana sposobu powoływania członków KRRiT i funkcjonowania tej instytucji oraz sposób implementacji przepisów zawartych w EMFA, który świadczy o pozornej chęci rządzących do ich wprowadzenia do porządku prawnego RP. Projekt pomija bowiem część koniecznych rozwiązań wynikających z tego rozporządzenia.

SDP krytycznie ocenia przede wszystkim następujące obszary tematyczne zaproponowanych zmian w Ustawie o radiofonii i telewizji:

 

  • Media publiczne:

 

Likwidacja opłaty abonamentowej bez przedstawienia realnego i niezależnego od rządu mechanizmu finansowania mediów publicznych; proponowane finansowanie bezpośrednio uzależnia media publiczne od decyzji politycznych ugrupowań mających w danym czasie większość w Sejmie i Senacie; projekt zakłada zastąpienie abonamentu dotacją budżetową, ustalaną corocznie przez ministra finansów określoną w projekcie ustawy jako „nie mniej niż 2,5 mld zł” rocznie, co oznacza w praktyce uzależnienie nadawców publicznych od decyzji rządu. Jest to sprzeczne z przepisami EMFA, w których wyraźnie zaznaczono, iż wymaga się skutecznych gwarancji niezależności mediów publicznych od władzy wykonawczej.

 

  • Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji

 

Zmiana sposobu wyłaniania członków Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji i likwidacja Rady Mediów Narodowych; projekt nowelizacji zakłada powiększenie składu KRRiT z 5 do 9 osób, co nie jest uzasadnione merytorycznie i co nie wynika z EMFA; oznacza to także znaczny wzrost kosztów funkcjonowania KRRiT oraz komplikację i wydłużenie procesów decyzyjnych Rady np. przy przyznawaniu nowych koncesji. Zaproponowane rozwiązania powoływania członków KRRiT (co 2 lata wybór 1/3 składu KRRiT) są skomplikowane i  w praktyce paraliżują skuteczność funkcjonowania Rady, a kryteria wyboru wymagane wobec kandydatów do władz mediów publicznych oraz KRRiT mają znamiona dyskryminacji, ściśle określone są np. kierunki studiów i doświadczenia zawodowe.

Nowelizacja obniża rangę jedynego konstytucyjnego organu regulacyjnego dla środków masowej komunikacji w Polsce, jakim jest Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji poprzez sprowadzenie jej roli jedynie do kontroli procedur zamiast usankcjonowania jej pozycji jako realnego regulatora rynku medialnego w Polsce

 

  • Europejski Akt o Wolności Mediów

 

EMFA jest jedynie pretekstem do zmiany przepisów, a tym samym do zmiany ładu medialnego w Polsce, w/w projekt nowelizacji zawiera rozwiązania, które mogą utrudnić, a nawet zahamować transformację cyfrową i funkcjonowanie mediów internetowych w naszym kraju np. przez rozbudowany system sprawozdań. Twórcy programów internetowych wg projektu będą obarczeni uciążliwym obowiązkiem sprawozdawczym, który wykracza nawet poza obowiązki nakładane na ustawodawcę przez rozporządzenie EMFA. Nakładanie na małe podmioty administracyjnych obowiązków, jakie przewiduje nowelizacja Ustawy  o radiofonii i telewizji w ocenie SDP może doprowadzić do ograniczenia ich liczby i nadmiernej ich kontroli ze strony organów władzy państwowej.

 

Komentarz dodatkowy

 

Ten projekt jest wyjątkowo kontrowersyjny i bulwersujący, bo jest sprzeczny ze wszystkim zapowiedziami i politycznymi deklaracjami obecnej koalicji rządzącej na temat mediów publicznych, z jakimi tworzące ten rząd partie polityczne – Platforma Obywatelska i jej koalicjanci, czyli PSL, Polska 2050 i Lewica – szły do wyborów w 2023 roku. Konieczność odpolitycznienia mediów publicznych była na ustach wszystkich, nie trafiały do tych polityków ani ich zaplecza medialnego żadne racjonalne argumenty, ani wyjaśnienia. Media publiczne były wg nich tylko tępą propagandą, bezwolną marionetką w rękach rządzącej prawicy. Potępiane były zaproponowane rozwiązania prawne typu powołanie Rady Mediów Narodowych i potępiany był program TVP 1 czy TVP Info i pozostałych anten. Dziennikarze i prezesi tych mediów byli nie fachowi i nie dostatecznie wykształceni, a ich pomysły programowe nie zasługiwały na jakąkolwiek pozytywną ocenę. Powszechnie krytykowano sposób powoływania rad nadzorczych i prezesów tych mediów oraz model ich finansowania, czyli abonament i rekompensowanie z budżetu zwolnionych z jego płacenia np. ludzi starszych i inwalidów czy rencistów.

Można było oczekiwać, że gdy tylko Koalicja Obywatelska dojdzie do władzy to pokaże wszystkim jak bardzo niezależne od władzy, czyli od niej będą media publiczne i że opracuje bardzo racjonalny, ekonomiczny model ich funkcjonowania

I co proponują nam dzisiaj politycy rządzącej koalicji w stosunku do mediów publicznych?  Przede wszystkim projekt nowelizacji pogłębia uzależnienie tych mediów bezpośrednio od polityków. W rządowym projekcie zmian w ustawie o radiofonii i telewizji zakłada się likwidację abonamentu i finansowanie ich wprost z budżetu państwa kwotą „nie mniejszą niż dwa i pół miliarda złotych”.  Takie finansowanie to jest jednoznaczne jeszcze większe upolitycznienie tych mediów niż to, które obserwujemy obecnie. Łatwo domyślić się, jak bardzo każdy prezes TVP i Polskiego Radia będzie wdzięczny tym politykom, którzy uchwalą korzystny dla niego budżet i jak bardzo będzie chciał się im odwdzięczać odpowiednimi programami i audycjami. Projekt zakłada także likwidację Rady Mediów Narodowych i powrót do powoływania władz mediów publicznych przez Krajowa Radę Radiofonii i Telewizji. Ona sama zresztą ma zmienić swój skład, ma ponownie liczyć 9 osób, ale co dwa lata 1/3 składu tej Rady ma być tak jak w przeszłości wybierana na nowo. Ten model już się nie sprawdził w przeszłości i koniecznie trzeba przypominać tę kontrowersyjną praktykę z lat 90-tych, gdy Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji zajmowała się przede wszystkim sama sobą, bo praktycznie bez przerwy trwały targi i rozmowy, kto po kim obejmie w niej stanowisko i kogo we władzach mediów publicznych trzeba wyrzucić z pracy, by zrobił miejsce dla kolegów czy koleżanek tych, którzy będą powoływać nowego „swojego” człowieka w mediach. To w tamtym czasie „Krajowa Rada tego i owego” jak złośliwie zwali ją dziennikarze nie interweniowała, gdy prywatne stacje telewizyjne łamały przepisy i nadawały programy niezgodnie z koncesją, gdy informacja stała się towarem i liczyła się tylko oglądalność czy słuchalność, a przy czynnym udziale największych telewizji niszczono niewygodnych polityków, ich wizerunek i życie np. takich osób jak choćby Romuald Szeremietiew czy Andrzej Kern. Powrót do tego modelu jest jak koszmar z dawno nieoglądanego filmu grozy. Dla rządzącej koalicji, która przejęła media publiczne siłowo i bezprawnie po objęciu rządów i która postawiła je w stan pozornej likwidacji trwającej już dwa lata, dla tej ekipy uchwalenie ustawy w proponowanym przez nich kształcie sankcjonuje bezprawie, jakiego się dopuścili wobec mediów publicznych i wobec nas wszystkich, bo osłabiając je naruszają prawo każdego z nas do wolności słowa i wolności w dostępie do informacji.

 

Stanowisko ZG SDP w formacie pdf:

TUTAJ

Pismo przewodnie w formacie podf:

TUTAJ

 

W imieniu Zarządu Głównego Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich stanowisko przekazała prezes SDP dr Jolanta Hajdasz

 

ZG SDP:

Jolanta Hajdasz prezes SDP

Wanda Nadobnik , wiceprezes SDP

Mariusz Pilis, wiceprezes SDP

Aleksandra Tabaczyńska skarbnik SDP

Hubert Bekrycht sekretarz generalny SDP

Maria Giedz, członek ZG SDP

Anna Popek, członek ZG SDP

Paweł Gąsiorski, członek ZG SDP

Krzysztof Gurba, członek G SDP

Michał Karnowski , członek ZG SDP

Andrzej Klimczak, członek ZG SDP

Krzysztof Skowroński, członek ZG SDP

Janusz Życzkowski, członek ZG SDP

 

 

Link do TRANSMISJI 22 stycznia godz. 11.00 – dyskusja SDP: Jakie PRAWO MEDIALNE w POLSCE, co z projektem ustawy?

Nowa ustawa, ale nowe czy stare problemy? Portal SDP.pl  zaprasza na dyskusję dziennikarzy i ekspertów na temat rządowego projektu nowelizacji ustawy o radiofonii i telewizji, transmisja w czwartek 22 stycznia 2026 r. o godz. 11.00.
Uczestnicy :
  • Maciej Świrski, przewodniczący Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji  w latach 2022-2025
  • Witold Kołodziejski, przewodniczący Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji  w latach 2007 -2010 i w latach 2016 -2022
  • Krzysztof Skowroński , prezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich w latach 2011 -2024, założyciel i prezes Radia Wnet (od 2009)
  • Jolanta Hajdasz, prezes SDP , dyrektor Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP (od 2017)
Dyskusja będzie transmitowana na żywo  na kanale sdp.pl;

link do relacji:

/////////////////////////////////////////////////////////////////
Wielokrotnie na forum SDP i CMWP SDP dyskutowaliśmy o podstawach nowych projektów regulacji medialnych. Niestety obecny rząd i MKiDN nie potrafią wsłuchać się w głos większości środowisk dziennikarskich.
zdj. HB
Budowa nowego prawa medialnego musi opierać się na fundamentach wolności sława. A z tym, coraz gorzej,. Szczególnie po bezprawnym przejęciu mediów publicznych przez rząd 2 latat temu. Na zdj. Konferencja CMWP SDP i SDP „W obronie dziennikarzy i wolności słowa”; Przed kamerą i w jej wzjerze od l.: Anna Popek (ZG SDP), Micha ł Karnowski (ZG SDP, prezez OM SDP), dr Jolanta Hajdasz (prezes SDP, dyrektor CMWP SDP), mec. Piotr Ł. Andrzejewski, dr Rafał Leśkiewicz (rzecznik Prezydenta RP Karola Nawrockiego), Hubert Bekrycht (sekr.gen. SDP) fot. HB

Medialne echa tytułu HIENY ROKU 2025 dla WOJCIECHA CZUCHNOWSKIEGO z Gazety Wyborczej

Zarząd Główny Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich przyznał Wojciechowi Czuchnowskiemu z Gazety Wyborczej antynagrodę dziennikarską HIENA ROKU 2025. ZG SDP za nieetyczny i nierzetelny uznał skandaliczny tekst z 15 grudnia, w którym Czuchnowski zaatakował szefa BBN prof. Sławomira Cenckiewicza, jednego z najbliższych współpracowników prezydenta RP Karola Nawrockiego.

Wojciech Czuchnowski od lat jest medialnym cynglem politycznym redaktora naczelnego GW Adama Michnika. Zdobywca Hieny Roku 2025 jest człowiekiem do zadań specjalnych środowisk liberalno-lewackich w Polsce.

Znany jest z bezpardonowych ataków na prawicę, media konserwatywne i ludzi inaczej myślących niż ekipa rządowa premiera Donalda Tuska.

Zarząd Głóny SDP nie miał wątpliwości – jednogłośnie przyznał Hienę Roku Wojciechowi Czuchnowskiemu z Gazety Wyborczej.

Ogłoszenie Hieny Roku 2025 z udziałem ZG SDP – od lewej: Anna Popek, Janusz Życzkowski, Jolanta Hajdasz, Wojciech Reszczyński, Aleksandra Tabaczyńska, Wanda Nadobnik, (za WN ) Hubert Bekrycht, Maria Giedz (za MG) Krzysztof Skowroński

Jeszcze przed ogłoszeniem przez ZG SDP decyzji o antynagrodzie, jako przykład haniebnych działań dziennikarza politycznego GW podawano atak Czuchnowskiego na posła Dariusza Mateckiego. Doszło do tego w sejmowym korytarzu na początku ub. r. Wówczas to Wojciech Czuchnowski, po ostrej wymianie zdań z posłem opozycji, wytrącił Mateckiemu aparat fotograficzny.

Rok temu w Sejmie Wojciech Czuchnowski zaatakował posła Dariusza Mateckiego. Uchodzący za tzw. cynglna politycznego GW i ekipy premiera Donalda Tuska publicysta wytrącił telefon komórkowy parlamentarzyście
X/ D. Matecki

Parlamentarzysta zdążył sfilmować zajście. Marszałek Sejmu, wtedy Szymon Hołownia, ukarał Czuchnowskiego… Na dwa miesiące zakazał Czuchnowskiemu wejścia do Sejmu…

Tym razem publicysta Gazety Wyborczej, przy okazji kolejnego ataku na prof. Sławomira Cenckiewicza i prezydenta RP Karola Nawrockiego, posunął się do niespotykanej dotąd podłości wobec szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego. Manipulując i podając nieprawdziwe informacje wymieszane z prawdziwymi faktami zasugerował, że Cenckiewicz jest chory. Podał nawet działanie leków, które miał przyjmować szef BBN cytując rzekomo informacje niejawne – źródła przecieków ze służb specjalnych podlegających rządowi. To przestępstwo, bo nie wolno ujawniać danych medycznych. Nikogo.

Echa decyzji o przyznaniu Wojciechowi Czuchnowskiemu z GW antynagrody dziennikarskiej były bardzo głośnie. Ich oddziaływanie jest szerokie i trafiło do wszystkich mediów niezależnych w Polsce. Oczywiście nie podajemy wszystkich cytatów medialnych Hieny Roku 2025. I wszystkich osób z SDP i ZG SDP, którzy wypowiadali się na ten temat (m.in. prezes SDP Jolanta Hajdasz, Anna Popek, Wojciech Reszczyński, Janusz Życzkowski, Hubert Bekrycht).

To jednak, co ludzie mogli przeczytać, usłyszeć i zobaczyć, jest chyba kwintesencją ogólnopolskiego odbioru przyznania Czuchnowskiemu Hieny Roku 2025.

 

Echa Hieny Roku zebrała J. Hajdasz:

 

1. Wybór tytułów i charakterystycznych komentarzy z mediów społecznościowych (konta prywatne na X – wersje oryginalne postów):

 

>>Mamy to! Antynagroda „HIENA ROKU” Trafia w pełni zasłużenie na ręce Czuchnowskiego!<<

 

>>Przed Państwem, niekwestionowany zwycięzca tegorocznego konkursu: „Hiena Roku 2025” – trafia do Wojciecha Cuchnowskiego z G.<<

 

>>@czuchnowskiw dziennikarską Hieną Roku 2025, za szczególną nierzetelność i lekceważenie zasad etyki dziennikarskiej. Wyjątkowo odrażający typ.<<

 

>>Mamy to ! Antynagroda „HIENA ROKU” Trafia w pełni zasłużenie na ręce Czuchnowskiego! <<

>>🏅 Hiena roku 2025 🏅 Hiena roku 2024 „Gratulacje” 😡😡😡<<

 

2. Media tradycyjne (niektóre publikacje w sieci):

Do Rzeczy:

https://dorzeczy.pl/obserwator-mediow/832466/czuchnowski-z-hiena-roku-2025-za-tekst-o-cenckiewiczu.html

WM:

https://www.wirtualnemedia.pl/wojciech-czuchnowski-gazeta-wyborcza-hiena-roku-za-tekst-o-lekach-slawomira-cenckiewicza,7243691738724448a

wPolityce:

https://wpolityce.pl/media/750765-hiena-roku-2025-wybrana-laureatem-czuchnowski-z-gw

TV Republika:

 

Radio Wnet:

https://wnet.fm/2026/01/15/hiena-roku-2025-dla-wojciecha-czuchnowskiego-z-gazety-wyborczej/

Radio Maryja:

https://www.radiomaryja.pl/informacje/wojciech-czuchnowski-z-gazety-wyborczej-nagrodzony-antynagroda-hiena-roku-2025/

wPolsce24:

https://www.youtube.com/shorts/zr-VBNuGP98

FB – wPolsce24:

https://www.facebook.com/

TV Republika:

wPolsce24:

Forum – FB:

https://www.facebook.com/photo/?

WM:

https://www.wirtualnemedia.pl/wojciech-czuchnowski-gazeta-wyborcza-hiena-roku-za-tekst-o-lekach-slawomira-cenckiewicza,7243691738724448a

Press:

https://www.press.pl/tresc/91196,sdp-dala-czuchnowskiemu-hiene-roku-za-tekst-o-lekach-szefa-bbn

Radio Republika:

https://www.youtube.com/watch?v=isYAyuAUA8I&pp=ygUPSHViZXJ0IEJla3J5Y2h00gcJCU8KAYcqIYzv

Biały Kruk:

https://www.youtube.com/shorts/2GlXCACzLDE

Niezależna.pl:

https://niezalezna.pl/media/dziennikarska-antynagroda-dla-wojciecha-czuchnowskiego-znamy-uzasadnienie-przyznanej-hieny-roku-2025/561306

tysol.pl

https://www.tysol.pl/a152534-hiena-roku-2025-antynagroda-sdp-dla-wojciecha-czuchnowskiego

SDP – oddziały i sdp.pl – Oddział SDP w Katowicach

https://sdp.net.pl/z-zycia-sdp/hiena-roku-dla-wojciecha-czuchnowskiego-z-gazety-wyborczej/

TV Republika

https://tvrepublika.pl/Polska/Hiena-Roku-2025-przyznana-Laureatem-Czuchnowski-z-GW/205810

 3. I jeszcze kilka informacji

YouTube (dane z soboty 17 stycznia) – wybór, nie wszystkie:

YT:

  1. TV Republika – 27 tys wyświetleń (z transmisji, bez materiałów zapowiadających)
  2. wPolsce24 – 26 tys. wyświetleń (materiał zapowiadający + transmisja )
  3. Magazyn Anity Gargas – 8,3 tys. wyświetleń
  4. kanał Doroty Kani – 2,9 tys. wyświetleń
  5. kanał Dariusza Mateckiego 1,4 tys wyświetleń (2 materiały)
  6. portal Białego Kruka – 1,1 tys wyświetleń
  7. TV Trwam – 301 wyświetleń
  8. transmisja sdp.pl i zapis – 277 wyświetleń

 

X:

  1. konto Janusz Życzkowski 31 tys. wyświetleń
  2. konto @Bogusaw70040688 – 9 tys.
  3. Radio Wnet – 6 tys.
  4. sdp.pl – 3 tys. wyświetleń
  5. Hubert Bekrycht – 1 tys.
  6. @wirtualnemedia – 1 tys.
  7. Do Rzeczy – 1 tys.
  8. Press – 1.tys.

 

Facebook:

 

  1. Suwerenna Polska – 3,6 tys wyświetleń, 922 komentarzy, 243 udostępnień
  2. Magazyn Anity Gargas – 2,7 tys wyświetleń, 170 komentarzy, 347 udostępnień
  3. Stefan Bartnik – 2,3 tys wyświetleń, 525 komentarzy, 279 udostępnień
  4. Jacek W. Raczka – 2 tys. wyświetleń, 347 komentarzy, 258 udostępnień
  5. Jan Warzecha – 941 wyświetleń, 614 komentarzy, 34 udostępnień

 

Linki i informacje statystyczne z danych zebranych przez Jolantę Hajdasz w pierwszych 2 dniach po ogłoszeniu Hieny Roku 2025

opr. hub/sdp.pl

Publikacja w sdp.pl 15 stycznia 2026 roku:

HIENA ROKU DLA WOJCIECHA CZUCHNOWSKIEGO Z GAZETY WYBORCZEJ

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

29 stycznia kolejne spotkanie KLUBU HISTORYCZNEGO SDP

Serdecznie zapraszam na pierwsze w tym roku spotkania Klubu Historycznego  SDP, które odbędzie się 29 stycznia 2026 roku o godzinie 18 przy  ul. Foksal 3/5. Tym razem o wstrząsającej, zbrodniczej akcji Niemców w Warszawie w czasie II Wojny Światowej, o której wie nawet niewielu Warszawiaków.

Obejrzymy niezwykły film dokumentalny pt. „Góry Szwedzkie – ostatnie ogniwo” w reżyserii Hanny Etemadi. Film opowiada o egzekucji 96 Polaków dokonanej przez Niemców w Warszawie 6 stycznia 1940 roku. Po emisji odbędzie się spotkanie i dyskusja z zaproszonymi gośćmi: Andrzejm Kryńskim z Biura Edukacji IPN o/Warszawa i Piotrem Grzybowskim – dziennikarzem, historykiem, badaczem zbrodni w Górach Szwedzkich.

Zapraszam i proszę o rozesłanie informacji.

Hanna Budzisz – szefowa Klubu Historycznego Stowarzyszenia Dziennikarz Polskich

Zmarła śp. BOŻENA MAGOTT przedstawicielka Solidarności, dziennikarka SDP we Francji

Nie żyje Bożena Magott. Była przedstawicielką „Tygodnika Wojennego” we Francji, potem „PWA” i II programu Radia Solidarność. Współzakładała działające od grudnia 1981 we Francji Radio Solidarite.

Magot założyła również oddział zagraniczny SDP, który oficjalnie kontynuował działalność przez całe lata 80. – m.in. dzięki temu podziemne SDP zostało przyjęte do Międzynarodowej Federacji Dziennikarzy (FIJ).

Pogrzeb śp. Bożeny Magott 19 stycznia o g. 9.00 – w kościele Karola Boromeusz na Starych Powązkach.

 

opr. hub – SWS/ tysol.pl

HIENA ROKU DLA WOJCIECHA CZUCHNOWSKIEGO Z GAZETY WYBORCZEJ

Zarząd Główny Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich przyznał dziennikarską antynagordę, Hienę Roku 2025. Dostał ją Wojciech Czuchnowski z Gazety Wyborczej. Poinformowali o tym przedstawiciele władz SDP w czwartek w siedzibie Stowarzyszenia przy ul. Foksal w Warszawie.

Wideo z ogłoszenia Hieny Roku 2025:

 

Od dawna w wielu środowiskach, nawet nie sprzyjających SDP, panuje opinia, że Hiena Roku to antynagroda syganlizująca, coraz częstsze niestety, przekraczanie granic etycznych dziennikarstwa. To na pewno przypadek Wojciecha Czuchnowskiego. Oto świadectwo otrzymania przez Czuchnowskiego Hieny Roku:

W uzasadnieniu nagrody przyznawanej przez ZG SDP czytamy m.in: „Jednomyślną uchwałą wszystkich członków Zarządu Głównego Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich tytuł „Hieny roku 2025” otrzymał Wojciech Czuchnowski z Gazety Wyborczej. (…)”.

Członkowie ZG wskazali na wyjątkowo haniebny artykuł Czuchnowskiego:

„Tym razem chodzi o tekst, który ukazał się w Gazecie Wyborczej 15 grudnia 2025 r. Wojciech Czuchnowski, powołując się na anonimowego informatora, który miał znać szczegóły ankiety bezpieczeństwa jaką wypełnił szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego prof. Sławomir Cenckiewicz, ujawnił właściwości leków jakie przyjmuje profesor” – podkreślił Janusz Życzkowski z ZG SDP. „Ten fakt, szef BBN, miał ponoć zataić przed służbami specjalnymi, przez co stracił dostęp do informacji niejawnych. Wojciech Czuchnowski nie wymienił in extenso nazw leków, ale podał ich szczegółowe właściwości działania na środkowy układ nerwowy, co było jednoznaczną informacją jaki jest obecny stan zdrowia Sławomira Cenckiewicza” – mówiła podczas prezentacji prezes SDP Jolanta Hajdasz.

Prezentacja Hieny Roku 2025 – TUTAJ

„W kręgu naszej cywilizacji łacińsko-chrześcijańskiej, wszelkie informacje o stanie zdrowia, przebytych chorobach, zabiegach, operacjach, przyjmowanych lekach itd., są chronione przez normy prawne i oczywiście etyczne, (w tym Kodeks Etyczny Dziennikarzy SDP), ale przede wszystkim są one objęte bezwzględną tajemnicą lekarską” – napisano w uzasadnieniu ZG SDP, które odczytał Rzecznik Dyscyplinarny SDP Wojciech Reszczyński.

Uzasadnienie Hieny Roku 2025 – TUTAJ

Za uchwałą o przyznaniu Czuchnowskiemu Hieny Roku 2025 głosowali wszyscy członkowie Zarządu Głownego SDP: Jolanta Hajdasz – prezes SDP, Wanda Nadobnik – wiceprezes SDP, Mariusz Pilis – wiceprezes SDP, Aleksandra Tabaczyńska – skarbnik SDP, Hubert Bekrycht – sekretarz generalny SDP, Paweł Gąsiorski – członek ZG SDP, Maria Giedz – członek ZG SDP, Krzysztof Gurba – członek ZG SDP, Michał Karnowski – członek ZG SDP, Andrzej Klimczak- członek ZG SDP, Anna Popek – członek ZG SDP, Krzysztof Skowroński – członek ZG SDP,Janusz Życzkowski – członek ZG SDP. W obradach ZG SDP na których zdecydowano o przyznaniu Hieny Roku uczestniczył Rzecznik Dyscyplinarny SDP Wojciech Reszczyński.

Od lewej: Anna Popek, Janusz Życzkowski, Jolanta Hajdasz, Wojciech Reszczyński, Aleksandra Tabaczyńska, Wanda Nadobnik, (za WN ) Hubert Bekrycht, Maria Giedz (za MG) Krzysztof Skowroński

***

Hiena Roku to antynagroda za szczególną nierzetelność i lekceważenie zasad etyki dziennikarskiej. SDP przyznaje ją od 1999 roku. Dostali ją m.in. Marcin Wrona, Kuba Wojewódzki i Tomasz Lis. W 2016 roku zawieszono jej przyznawanie.

W 2023 roku  wznowiono plebiscyt. Wówczas Hienę przyznano dziennikarzom atakującym papieża św.Jana Pawła II – m.in. Marcinowi Gutowskiemu, autorowi filmu szkalującego papieża wyemitowanego w TVN.

W ostatniej edycji tytuł Hieny Roku ZG SDP przyznał m.in. Dorocie Wysockiej-Schnepf z TVP w likwidacji.

Od lewej: Anna Popek, Janusz Życzkowski, Jolanta Hajdasz, Wojciech Reszczyński

***

Wojciech Czuchnowski urodził się w 1964 roku w Zgierzu, w woj. łódzkim. Studiował filmoznanwstwo na UJ. Jego strona w Wikipedii podaje, że ich nie ukończył. Był związany z wydawnictwami niezależnymi w Krakowie.

Czuchnowski pracował też m.in. w Gazecie Krakowskiej, Czasie Krakowskim, Super Expressie, Życiu i w Przekroju. W latach 1999 – 2000 był urządnikiem w MSWiA. Od 2002 roku związany jest z Gazetą Wyborczą.

Na początku 2025 roku w Sejmie Czuchnowski zaatakował posła PiS Dariusza Mateckiego wytrącając mu telefon, którym parlamentarzysta sfilmował zajście.

Zdobywca tytułu Hieny Roku 2025 Wojciech Czuchnowski tuż przed atakiem na posła Dariusza Mateckiego w Sejmie w styczniu 2025 roku
zdj. X/FB – D.Matecki

Ówczesny marszałek Sejmu Szymon Holownia zawiesił ważność sejmowej przepustki publicysty Gazety Wyborczej. Na dwa miesiące…

 

KOMENTARZ red. nacz. sdp.pl Huberta Bekrychta:

I nawet chciałem bardzo coś napisać o Wojciechu Czuchnowskim z okazji przyznania mu Hieny Roku…, ale nie warto…

KRRiT wzywa portal wyborcza.pl do pilnego sprostowania nieprawdziwych informacji ws. sposobu przekazywania pieniędzy z abonamentu rozgłośniom publicznym

Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji domaga się od portalu wyborcza.pl sprostowania w związku z artykułem z wtorku 13 stycznia. Zdaniem państwowego regulatora artykuł ” >>KRRiT Świrskiego przegrała w sądzie. Rozgłośnie regionalne dostaną pieniądze<<,  który zawiera nieprawdziwe informacje i tym samym wprowadza czytelników w błąd. Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji wzywa redakcję do pilnego sprostowania informacji – napisała rzecznik prasowy KRRiT Anna Ostrowska

Przedstawicielka KRRiT podkreśliła, że artykuł zawiera:

„Po pierwsze – błędne kwoty”

Ostrowska wskazuje w piśmie, że wyborcza.pl popełniła podstawowe błędy w publikacji. >>W artykule podano, że Wojewódzki Sąd Administracyjny zasądził na rzecz rozgłośni regionalnych setki tysięcy złotych: „Gdańsk – 680 tys. zł”, „Warszawa – 680 tys. zł”, „Białystok – 697 tys. zł”, „Katowice – 697 tys. zł”, „Bydgoszcz – 697 tys. zł”, „Zielona Góra – 697 tys. zł”, „Poznań – 697 tys. zł”; „Szczecin – 697 tys. zł”, „Lublin – 697 tys. zł”, „Kraków – 697 tys. zł”; „Koszalin – 697 tys. zł”; „Olsztyn – 697 tys. zł”; „Rzeszów – 697 tys. zł”; „Wrocław – 697 tys. zł”; „Opole – 680 tys. zł”. To karygodny błąd<< – oświadczyła rzeczniczka KRRiT.

>>Sąd nie zasądził żadnych setek tysięcy złotych. Zasądzone kwoty to zwrot kosztów postępowania i są one o tysiąc razy mniejsze”- wyjaśniono w piśmie KRRiT. Tak poważny błąd w postaci wpisania „tysięcy zł”, zamiast „zł” jest ewidentnym brakiem rzetelności dziennikarskiej i profesjonalizmu!<< – zaznaczono.

>>Oznacza to, że podana w artykule suma – rzekome „10 mln 404 tys. zł” jest całkowicie fikcyjna! Taka kwota nigdy nie padła w wyroku sądu i nie została KRRiT w żadnej formie zasądzona<< – podkreśliła KRRiT.

„Po drugie – przekazywanie spółkom pieniędzy z abonamentu. Fakty, a nie domysły”

Tak KRRiT nazywa błędny – jej zdaniem – sposób liczenia pieniędzy przez portal. „Nieprawdą jest, że Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji uzależniała przekazywanie spółkom pieniędzy z abonamentu jedynie od sprawozdawczości – a tak sugeruje gazeta.pl w pierwszym akapicie tekstu! Przypomnijmy, jak wyglądają fakty” – napisała rzeczniczka KRRiT.

Anna Ostrowska wyjaśniłe, że KRRiT wielokrotnie tłumaczyła sposób przekazywania pieniędzy mediom publicznym po siłowym przejęciu przez rząd mediów publicznych w grudniu 2023 roku. „Wobec braku pewności, kto w istocie posiada tytuł prawny do dysponowania publicznymi pieniędzmi, na początku 2024 r. Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji podjęła uchwałę o przesunięciu terminu realizacji harmonogramu wypłat środków z abonamentu. Nadawcy publiczni zostali poinformowani, w jaki sposób zgodnie z prawem, pomimo stanu likwidacji spółek, mogą otrzymać te środki. Jednocześnie KRRiT zdecydowała, że środki z opłat abonamentowych do czasu prawomocnego potwierdzenia przez sąd procesu likwidacji spółek, będą trafiać do depozytu sądowego. Trzeba podkreślić, że w momencie podejmowania tej decyzji likwidatorzy nie byli prawomocnie wpisani do Krajowego Rejestru Sądowego. Co ważne, większość likwidatorów (mimo późniejszego wpisania ich do KRS) nie skorzystała z możliwości pobrania pieniędzy z depozytów” – – napisano w oświadczeniu KRRiT.

„Należy podkreślić, że abonament jest daniną publiczną, co potwierdził Trybunał Konstytucyjny, a powinnością KRRiT jest szczególna kontrola wydatkowania tych środków publicznych” – przypomnianio w piśmie.

„Z biegiem czasu sytuacja ta uległa zmianie i została do pewnego stopnia uporządkowana. Dlatego pieniądze z abonamentu przeznaczone na realizację misji publicznej były bezpośrednio wypłacane tym spółkom, których likwidatorzy zostali prawomocnie wpisani do KRS, a więc tym podmiotom, których wpisy sądy uznały za zgodne z prawem. Środki abonamentowe dla spółek mediów publicznych przekazywano do depozytów sądowych i bezpośrednio na konta tych spółek. Obecnie na rachunkach Ministra Finansów w depozytach sądowych znajduje się około 340 mln zł. Zwracane przez sądy środki są przekazywane spółkom” – podała rzeczniczka KRRIT.

„Po trzecie – skutek wyroku”

Artykuł – jak napisała Ostrowska – informuje, że sąd „unieważnił” uchwałę KRRiT. „To również jest nieprawda” – dodała.

>Wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego jest nieprawomocny, wobec czego nie wywołuje żadnych skutków prawnych do czasu jego oceny przez Naczelny Sąd Administracyjny. WSA uchylił uchwałę, a nie ją unieważnił. Użycie słowa „unieważnienie” ponownie wprowadza czytelników w błąd co do tego, co naprawdę orzekł sąd<< – napisano.

Wezwanie do sprostowania 

„W związku z powyższym Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji wnosi o niezwłoczne sprostowanie informacji w portalu wyborcza.pl w tym samym miejscu, w którym ukazał się artykuł, w porównywalnej formie i z taką samą widocznością, tak aby czytelnicy mogli zostać rzetelnie poinformowani o rzeczywistych treściach wyroku WSA oraz faktycznych wysokościach kwot, których dotyczy publikacja” – podkreśliła rzecznik KRRiT Anna Ostrowska.

Tekst pisma KRRiT z 13 stycznia 2026 roku:

TUTAJ