Apel CMWP SDP o uniewinnienie Lidii Kochanowicz-Mańk z Fundacji Lux Veritatis, nadawcy TV Trwam

W związku z wyrokiem Sądu Rejonowego Warszawa Wola  z dnia 24 marca 2022  r.  skazującym Lidię Kochanowicz-Mańk, dyrektor finansową Fundacji Lux Veritatis w procesie karnym za rzekome nieujawnienie informacji publicznej stowarzyszeniu Sieć Obywatelska Watchdog Polska oraz postępowaniem toczącym się wskutek wniesienia apelacji przez pełnomocnika pozwanej, Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP informuje, że objęło niniejszą sprawę monitoringiem pod kątem przestrzegania praw człowieka i obywatela, w szczególności w zakresie wolności słowa. Ze względu na to, iż proces dotyczy mediów, CMWP przesłało do Sądu  opinię działając w charakterze amicus curiae.  Rozprawa apelacyjna ma się odbyć w poniedziałek 26 września b.r. w Sądzie Okręgowym w Warszawie, Wydział IX Karny Odwoławczy. 

CMWP SDP stanowczo protestuje przeciwko skazaniu pani Lidii Kochanowicz-Mańk, dyrektor finansowej Fundacji Lux Veritatis w procesie karnym za rzekome nieujawnienie informacji publicznej stowarzyszeniu Sieć Obywatelska Watchdog Polska i apeluje o jego uchylenie.

Sąd Rejonowy Warszawa Wola skazał dyrektor finansową Fundacji Lux Veritatis , nadawcy TV Trwam  na trzy miesiące pozbawienia wolności w zawieszeniu na rok, 3 tys. zł grzywny oraz zobowiązał ją do udostępnienia informacji publicznej, o którą wnioskowało w/w stowarzyszenie. W 2016 roku skierowało ono subsydiarny akt oskarżenia przeciwko Ojcu dr. Tadeuszowi Rydzykowi CSsR, Ojcu Janowi Królowi CSsR oraz  Lidii Kochanowicz-Mańk, jako członkom zarządu Fundacji Lux Veritatis. 24 marca 2022 r. sąd uniewinnił o. Tadeusza Rydzyka i o. Jana Króla, za winną uznał jedynie p. Lidię Kochanowicz-Mańk. W ocenie CMWP SDP kara ta jest nieuzasadniona w stosunku do rzekomego przewinienia. Postępowanie karne w tej sprawie było pozbawione podstaw formalnych i merytorycznych, a wszystkie oskarżone osoby nie popełniły zarzucanego im czynu. W zakresie wymaganym prawem została udzielona odpowiedź stowarzyszeniu Watchdog, co potwierdziły wcześniejsze decyzje organów wymiaru sprawiedliwości  (prokuratury), które odmówiły wszczęcia postępowania w tej sprawie oraz umorzyły postępowanie. W tej sprawie w pierwszej i drugiej instancji wypowiedział się wcześniej także sąd administracyjny, który uznał odpowiedź udzieloną przez Fundację Lux Veritatis za prawidłową.

CMWP SDP podkreśla także, iż przyjęta przez Sieć Obywatelską Watchdog Polska główna podstawa prawna oskarżenia, tj. art. 23 Ustawy o dostępie do informacji publicznej, jest obecnie na wniosek Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego przedmiotem kontroli jej zgodności z Konstytucją RP przez Trybunał Konstytucyjny. Obecnie ustawa nie określa precyzyjnie, co jest informacją publiczną i w jakim zakresie ma ona być udzielana. Postępowanie karne, jakim poddano założycieli Fundacji Lux Veritatis, pokazuje więc jednoznacznie, iż obecne przepisy łatwo mogą być wykorzystane przeciwko konstytucyjnym prawom i wolności człowieka. Wyrok budzi zdziwienie, tym bardziej że Sieć Obywatelska Watchdog Polska nie posiada statusu podmiotu pokrzywdzonego w tej sprawie, w związku z czym złożony przez nią subsydiarny akt oskarżenia w ocenie wielu prawników w ogóle nie powinien podlegać rozpoznaniu z uwagi na brak legitymacji do jego złożenia.

CMWP SDP zwraca tym uwagę na fakt, że nie powinno dokonywać się oceny prawnokarnej działalności p. Lidii Kochanowicz-Mańk wyłącznie z punktu widzenia wersji przedstawionej przez oskarżenie, równocześnie abstrahując od realnej oceny działań oskarżyciela – stowarzyszenia Sieć Obywatelska Watchdog Polska, a także od szerszego kontekstu społecznego sprawy. Fundacja Lux Veritatis jest m.in. nadawcą TV Trwam, jedynej w Polsce katolickiej telewizji nadającej program w sposób naziemny. W ocenie CMWP atak medialny na kierownictwo fundacji – na Ojca dr. Tadeusza Rydzyka CSsR, Ojca Jana Króla CSsR i Panią Lidię Kochanowicz-Mańk oraz wytoczony im proces miał podważyć zaufanie opinii publicznej do nich i do prowadzonych przez nich medialnych przedsięwzięć. Warto dostrzec, iż stowarzyszenie, które w tak kontrowersyjny sposób zaatakowało katolickiego nadawcę, poprzez procedowanie tej sprawy uzyskało nieograniczony dostęp do przekazów w mediach z oczywistych powodów zainteresowanych opiniotwórczym medium, jakim jest TV Trwam i związane z nim równie znaczącego na polskim rynku medialnym Radia Maryja. Nie bez znaczenia jest przy tym także charyzma i popularność oskarżonych osób, znanych powszechnie w Polsce w stopniu o wiele większym niż organizacja, która ich oskarżyła o rzekome nieudzielenie informacji publicznej. Proces i wyrok w tej sprawie zapewnił organizacji Watchdog Polska nieodpłatną kampanię reklamową i promocyjną, co przekłada się na popularność chociażby w czasie zabiegania o pieniądze podatników z tzw. 1 procenta, bo stowarzyszenie Watchdog jest organizacją pożytku publicznego. Miało więc ono w prowadzeniu tego procesu także swój konkretny wymierny finansowo interes. Nie bez znaczenia dla tej sprawy jest także sposób, w jakich stowarzyszenie informuje opinię publiczną o swoich finansach przekazując wyjątkowo szczątkowo informacje o znaczących sumach uzyskiwanych przez nie od podmiotów zagranicznych. Niektóre z nich działają na arenie międzynarodowej w kontrowersyjny sposób, usiłując wpływać na bieg spraw politycznych i gospodarczych w danym kraju, trudno więc w tej sprawie nie dostrzegać i tej zadziwiającej koincydencji – Watchdog Polska wymaga od innej organizacji drobiazgowej informacji finansowej, podczas gdy swoje finanse ujawnia opinii publicznej w wyjątkowo ogólnikowy sposób.

Ze względu na udział w tej sprawie podmiotu medialnego CMWP SDP objęło tę sprawę monitoringiem i stoi na stanowisku, że wyrok ten narusza także międzynarodowe standardy wolności słowa, dlatego powinien zostać uchylony. CMWP SDP apeluje o uniewinnienie Lidii Kochanowicz-Mańk, dyrektor finansowej Fundacji Lux Veritatis, nadawcy TV Trwam.

dr Jolanta Hajdasz

CMWP SDP na temat nowych pomysłów Komisji Europejskiej o wolności mediów

16 września br. Komisja Europejska przyjęła Europejski Akt o Wolności Mediów (Media Freedom Act, MFA). Jest to nowy zbiór przepisów mających chronić pluralizm i niezależność mediów w UE. Dokument był przedmiotem rozmowy red. Aleksandry Jakubowskiej  z  Jolantą Hajdasz, dyr. CMWP SDP w telewizji wPolsce.pl . Audycja odbyła się 21 września br.

Wprowadzenie przepisów KE  tłumaczy m.in koniecznością wprowadzenia zabezpieczeń przed ingerencją polityczną w decyzje redakcyjne i przed inwigilacją. Jak informuje KE,  kładzie się w nich nacisk na niezależność i stabilne finansowanie usług medialnych realizujących misję publiczną, a także na przejrzystość własności mediów i przydzielanie reklam państwowych.  Ponadto  w akcie wskazuje się także środki mające na celu ochronę niezależności redaktorów i ujawnianie konfliktów interesów. W ramach aktu podjęto kwestię koncentracji mediów i ogłoszono utworzenie nowej niezależnej Europejskiej Rady ds. Usług Medialnych, która będzie zajmować się pilnowaniem porządku na medialnym rynku, m.in. wydając opinie na temat krajowych środków i decyzji mających wpływ na rynki medialne i koncentracje na nich. W jej skład mają wejść przedstawiciele krajowych organów ds. mediów.Komisja przyjęła również uzupełniające zalecenie, aby zachęcić do stosowania wewnętrznych zabezpieczeń w zakresie niezależności redakcyjnej.

Rozporządzenie Komisji Europejskiej dotyczące wolności mediów może być nowym narzędziem do  kontrolowania i wpływania na europejskie media zgodnie z ideologią preferowaną dziś zarówno przez KE, jak i inne instytucje Unii Europejskiej – powiedziała w audycji Jolanta Hajdasz.  Wg niej do tej pory Unia starannie unikała formułowania jednoznacznych zaleceń dla mediów  ukrywając je pod specyficznymi pretekstami, jakimi była np. „walka z mową nienawiści”, „przeciwdziałanie wykluczeniom kobiet” , „walka z rasizmem, nacjonalizmem, populizmem” itd w mediach, co w praktyce oznaczało krytykę i inne formy dyscyplinowania  tych mediów, które prezentowały inny punkt widzenia i wskazywały hipokryzję i wewnętrzne sprzeczności towarzyszące tym szczytnym hasłom. Przez ostatnie lata wpajano nam pogląd, iż jedyną metodą przeciwstawiania się negatywnym zjawiskom w świecie mediów jest „monitoring zamiast regulacji”, czyli opracowywanie raportów i wskaźników pokazujących które media i w jakich krajach są oceniane pozytywnie, a które są naganne bo np. „naruszają zasadę wolności słowa”  – podkreślała Jolanta Hajdasz. Organizacje zajmujące się przygotowywaniem tych ocen nie zwracają przy tym uwagi na te argumenty, które przeczą  ich tezom, czy podważają stosowaną przez nie wątpliwą metodologię . Jak widać to się nie sprawdziło, bo są kraje, takie jak Polska, w których mimo różnego rodzaju przeszkód rozwinęły się media reprezentujące poglądy inne niż te preferowane przez np. KE. To nowe rozporządzenie w mojej ocenie ma zastopować rozwój takich mediów, ze szczególnym uwzględnieniem mediów publicznych, jeśli ośmielają się one krytykować decyzje UE i reprezentować interes własnego państwa i narodu.

Systemy medialne w naszej części Europy czyli krajach postkomunistycznych rozwijały się odmiennie niż w krajach Zachodu, wpłynęła na to także  patologia transformacji mediów po upadku komunizmu, czego nie dostrzega KE. Dlatego podchodzę z wielką ostrożnością do głoszonych przez nią szczytnych haseł , jakie zawarte są w rozporządzeniu na temat wolności mediów, bo w praktyce może się okazać ,iż w imię „wolności słowa będzie ono cenzurować i eliminować z przestrzeni publicznej poglądy odmienne od preferowanych przez Unię Europejską. To bardzo niepokojące zjawisko – powiedziała Jolanta Hajdasz .

Cała audycja TUTAJ.

Więcej informacji o Europejskim Akcie Wolności Mediów TUTAJ.

 

 

CMWP SDP obejmuje monitoringiem apelację od wyroku w sprawie zabójstwie dziennikarza Jarosława Ziętary

W związku z postępowaniem drugoinstancyjnym zainicjowanym apelacją Prokuratora Regionalnego w Krakowie od wyroku Sądu Okręgowego w Poznaniu – III Wydział Karny z dnia 24 lutego 2022 r.  w sprawie przeciwko byłemu senatorowi Aleksandrowi Gawronikowi, oskarżonemu o podżeganie do zabójstwa  dziennikarza Jarosława Ziętary, Centrum Monitoringu Wolności Prasy Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich objęło niniejszą sprawę monitoringiem pod kątem przestrzegania praw człowieka i obywatela.

24 lutego, w dniu rozpoczęcia wojny Rosji w Ukrainie, Sąd Okręgowy w Poznaniu niespodziewanie zakończył ponad sześcioletni proces Aleksandra Gawronika, oskarżonego o podżeganie do zabójstwa dziennikarza Jarosława Ziętary i nieprawomocnie uniewinnił byłego senatora . 

4 kwietnia br. Prokuratura Regionalna w Krakowie zaskarżyła w całości wyrok uniewinniający Aleksandra Gawronika odnośnie podżegania do zamordowania Jarosława Ziętary. W złożonej apelacji prokurator Piotr Kosmaty zarzucił sądowi m.in. bezpodstawne uznanie za bezwartościowe zeznań wszystkich kluczowych świadków oraz podważenie opinii biegłych sądowych.

24 lutego b.r. niespodziewanie dla prokuratury oraz oskarżyciela posiłkowego Jacka Ziętary, brata zamordowanego dziennikarza, Sąd odrzucił wnioski o przesłuchanie ważnych świadków, a także o odroczenie procesu w celu przygotowania mów końcowych.  Sędzia  Joanna Rucińska ogłosiła wyrok po wysłuchaniu improwizowanych na gorąco mów końcowych, po zaledwie 20 minutowej przerwie na naradę. – Prawidłowa analiza zgromadzonych dowodów we wzajemnym ich powiązaniu, przy uwzględnieniu zasad prawidłowego rozumowania oraz zasad logiki i doświadczenia życiowego jednoznacznie wskazuje, że oskarżony dopuścił się zarzucanego mu czynu –  powiedział składający zażalenie prok. Piotr Kosmaty dowodząc, że sąd wybiórczo i jednostronnie potraktował zgromadzone w sprawie dowody. W apelacji prokurator zarazem zarzucił sądowi istotne naruszenie zasad postępowania karnego. Chodzi o pięć ważnych kwestii. Pierwszą z nich jest niewskazanie w wyroku przepisów stanowiących podstawę uniewinnienia oskarżonego. Drugi zarzut dotyczy nieprzeprowadzenia dowodów na poparcie oskarżenia przed dowodami służącymi do obrony (najpierw przesłuchano świadków zeznających na korzyść Aleksandra G.). Dwa kolejne zarzuty obejmują odrzucenie wniosku o przeprowadzenie istotnych dla sprawy dowodów dotyczących oskarżonego – konfrontacji pomiędzy świadkami (chodzi o założyciela Elektromisu, Mariusza Ś. i byłego redaktora naczelnego tygodnika „Wprost”, Marka Króla) oraz odmowę przesłuchania byłego wysokiego oficera Służby Bezpieczeństwa Henryka J. Ostatni zarzut prokuratury dotyczy poważnego naruszenia procedury sądowej, którym miało być przyjęcie przez sąd od oskarżonego dowodu (płyty z nagraniem) już po zamknięciu przewodu sądowego i bez umożliwienia zapoznania się z nim przez prokuratora i oskarżyciela posiłkowego.

W liczącej 30 stron apelacji prokurator Kosmaty bardzo szczegółowo uzasadnił wszystkie zastrzeżenia wobec wyroku. Najwięcej uwagi poświęcił lekceważącemu potraktowaniu przez sąd zeznań najważniejszego świadka Macieja B. ps. Baryła, który zeznał, że był obecny przy tym jak Aleksander G. w 1992 roku miał domagać się od pracowników Elektromisu „skutecznego zlikwidowania” Jarosława Ziętary. Autor apelacji wykazał, że to, co mówił o zbrodni były gangster było logiczne i precyzyjne. – Za kompletnie niezrozumiałe należy uznać twierdzenie Sądu I instancji, że zeznania świadka Macieja B., który widział i słyszał jak Aleksander G. podżega do pozbawienia życia Jarosława Ziętary, są całkowicie nieprzydatne dla rozstrzygnięcia o winie oskarżonego – napisał prokurator. Stwierdził także,  że nieuzasadnione jest też zakwestionowanie przez sąd zeznań pozostałych najważniejszych świadków, którzy potwierdzili związek ze sprawą oskarżonego, w tym przechwalanie się przez niego „uciszeniem” dziennikarza. Chodzi m.in. o więźniów, z którymi przebywał Aleksander G. odsiadując wyroki za inne przestępstwa oraz świadków związanych z Elektromisem. – Nieodparcie można odnieść wrażenie, że zdaniem sądu (…), każda osoba, która mogłaby chociaż w minimalnym stopniu wzmocnić wiarygodność świadka oskarżenia musi być mało wiarygodne – stwierdził Piotr Kosmaty.

Prokurator podważył także zasadność odrzucenia przez sąd opinii biegłych psychologów, w tym znanego profilera Bogdana Lacha, którzy uznali zeznania Macieja B. za wiarygodne. Zakwestionował również uznanie przez sędziów za „całkowicie bezwartościowe” badań wariograficznych. W złożonym zażaleniu prokurator Kosmaty odniósł się również do tego jak wydając wyrok uniewinniający potraktowano Jarosława Ziętarę. Uważa za bezpodstawne  uznanie przez sąd, że dziennikarz nie zajmował się tropieniem nielegalnych interesów Elektromisu i oskarżonego i że zajmowanie się taką tematyką nie stanowiłoby dla niego zagrożenia. Prokurator podkreślił, że zachowane zapiski Jarosława Ziętary i zeznania świadków dowodzą, że dziennikarz prowadził śledztwo dziennikarskie, a celem zabójstwa było uniemożliwienie opublikowania jego wyników.

Apelację krakowskiej prokuratury poparł w całości oskarżyciel posiłkowy Jacek Zietara, brat zamordowanego dziennikarza. W skierowanym do sądu piśmie wyraził zarazem swoje oburzenie tym, że uniemożliwiono zarówno jemu, jak i prokuratorowi przygotowanie się do mów końcowych. – Wydarzenia z 24 lutego odebrałem osobiście jako brak szacunku do oskarżycieli, a przede wszystkim do pamięci mojego brata – Jarosława Ziętary – napisał Jacek Ziętara.

Zażalenie rozpatrzy Sąd Apelacyjny w Poznaniu. Termin posiedzenia w tej sprawie nie jest jeszcze znany.

Przedostatnia rozprawa w procesie ochroniarzy oskarżonych o udział w zabójstwie red. Jarosława Ziętary

To dramat nie tylko osoby. To dramat rodziny, dramat środowiska dziennikarskiego, ale również tak naprawdę dramat państwa – powiedział prokurator Tomasz Dorosz, który  domaga się dla oskarżonych dwóch byłych ochroniarzy dawnego holdingu Elektromis kary 25 lat pozbawienia wolności oraz pozbawienia ich praw publicznych na 10 lat za porwanie, pozbawienie wolności i pomocnictwo w zabójstwie dziennikarza Jarosława Ziętary. Ich proces toczy się przed Sądem Okręgowym w Poznaniu, 12 września  prokurator i jeden z adwokatów wygłosili mowy końcowe, kolejne będą wysłuchane podczas rozprawy 19 października.  Sprawa od 2019 roku jest objęta obserwacją CMWP SDP, które na sali sądowej reprezentuje red. Aleksandra Tabaczyńska.

W poniedziałek 12 września przesłuchano ostatniego świadka Henryka D., Jak sam się określił 80 letni dziś mężczyzna jest ekonomistą, byłym pracownikiem Resortu Spraw Wewnętrznych. Znał Mariusza Ś., gdyż ten zgłosił się do niego z interwencją w sprawie milicjantów pracujących na terenie prowadzenia działalności Ś. Mieli się domagać „kieszonkowego” w zamian za ochronę. Inspektorat zajmujący się takimi sprawami mieścił się w Komendzie Wojewódzkiej. Henryk D., sprawę załatwił pomyślnie, a po przejściu na emeryturę rozpoczął współpracę z Mariuszem Ś. Miał pokój w siedzibie Elektromisu i wraz z dwoma także emerytowanymi funkcjonariuszami pracował tam kilka miesięcy. Ich zadaniem było rozpoznanie potrzeb rynku zbytu, tak by towary zakupione przez holding były „trafione w 100%  to znaczy sprzedawane”. Po zakończonych zeznaniach Henryka D., swoje wyjaśnienia, które rozpoczął na poprzedniej rozprawie dokończył oskarżony Mirosław R. pseudonim „Ryba”.  Tym razem w zeznaniach skupił się na wytykaniu nieścisłości lub braku spójności w zeznaniach świadków oskarżenia. Dowodził, że zarówno Maciej B. jak i Jerzy U. wprowadzają sąd w błąd, a ich zeznania mają na celu osobiste korzyści, to znaczy darowanie pobytu w więzieniu. Mirosław R. swoje wyjaśnienia zakończył stwierdzeniem „ jestem niewinny i proszę o uniewinnienie i nie będę odpowiadał na pytania stron”. Drugi oskarżony Dariusz L., ps. „Lala”, swoje wyjaśnienia przekazał sądowi na piśmie.

Mowy końcowe

Prokurator Tomasz Dorosz rozpoczął swoją mowę od podziękowania sądowi za umożliwienie mu przygotowanie mowy końcowej. To aluzja do okoliczności zamknięcia przewodu sądowego procesu Aleksandra Gawronika, oskarżonego o podżeganie i pomocnictwo w zabójstwie dziennikarza. Proces byłego senatora zakończył się  zupełnie niespodziewanie, ani prokurator, ani oskarżyciel posiłkowy , brat zamordowanego dziennikarza nie byli przygotowani do wygłoszenia mów końcowych przed  ogłoszeniem wyroku, co  stało się 24 lutego, w dzień agresji Rosji na Ukrainę. Były senator został uniewinniony od zarzutów.

W procesie ochroniarzy mowa końcowa prokuratora trwała ponad godzinę i była wielowątkowa. Prokurator podkreślił, że zgromadzony w sprawie materiał dowodowy „jednoznacznie wskazuje, że oskarżeni dopuścili się zarzucanej im zbrodni”. Stwierdził również że sprawa Jarosława Ziętary „to dramat nie tylko osoby. To dramat rodziny, dramat środowiska dziennikarskiego, ale również tak naprawdę dramat państwa”. Nie ma ciała Ziętary, ale to nie znaczy, jak mówił, że do zabójstwa nie doszło. Gdyby kierować się zasadą, że aby stwierdzić zabójstwo, trzeba odnaleźć ciało, byłaby to swoista zachęta dla profesjonalnych zabójców. Chcieliby wręcz likwidować zwłoki. Tak właśnie miało się stać w sprawie Ziętary, którego ciało, zdaniem części świadków, zostało wrzucone do kwasu. „Niewątpliwie Jarosław Ziętara został zamordowany, z tego powodu iż był dziennikarzem. Z tego powodu, iż wykonywał zawód, który dla niego był misją i życiowym powołaniem. Nie będzie to truizmem, czy zbyt wielkimi słowami, przywołanie tego, co jest napisane zarówno na tablicy, która jest umieszczona w Poznaniu na ul. Kolejowej ( miejsce zamieszkania), jak i na symbolicznym grobie Jarosława Ziętary: zginał, gdyż był dziennikarzem. Prokurator także odniósł się bardzo szczegółowo do zgromadzonego w sprawie materiału dowodowego, w szczególności do zeznań kluczowych świadków w tej sprawie, czyli zeznań Jerzego U., który miał widzieć moment porwania Ziętary, oraz zeznań Macieja B. ps. „Baryła”, poznańskiego gangstera, odsiadującego obecnie wyrok dożywocia, który według prokuratury miał być naocznym świadkiem podżegania do zabójstwa dziennikarza.

— Owszem, w zeznaniach Jerzego U. są rozbieżności, ale nie są sprzeczne. Od początku mówił, że składa zeznania w sprawie Ziętary, bo liczy na pomoc w swoich sprawach karnych. Przypomnę też, że był korumpowany i zastraszany przez środowisko Elektromisu. Po wycofaniu zeznań przeciwko Mirosławowi R. i Dariuszowi L. dostał pół miliona złotych. To znaczy pieniądze te firma powiązana z dawnym Elektromisem przekazała spółce jego żony za rzekome usługi doradcze. A to było nieuzasadnione ekonomiczne, by tyle płacić za rzekome usługi. Przypomnę też, że w latach 90., po zniknięciu Ziętary, Jerzy U. dostał od Elektromisu inną pracę. Wtedy ochraniał markety Jumbo. Miał niewielką firmę, tymczasem dostał tak wielkie zlecenie. Tak naprawdę to była chęć zapewniania sobie przez Elektromis jego milczenia ws. porwania dziennikarza — mówił Tomasz Dorosz.

Prokurator swoje poniedziałkowe wystąpienie zakończył stwierdzeniem, że świadkowie porwania Ziętary nie są osobami krystalicznymi. Są to przestępcy, gangsterzy, byli esbecy, ludzie z półświatka. To efekt tego, że młody poznański reporter na początku lat 90. wszedł w temat dotyczący takiego właśnie środowiska. Trudno więc szukać świadków wśród osób o życiorysie nieskalanym przestępstwami. Na koniec wniósł o uznanie oskarżonych winnymi zarzucanych im czynów i wymierzenie im kar po 25 lat pozbawienia wolności, a także środka karnego w postaci pozbawienia praw publicznych na okres 10 lat oraz obciążenia oskarżonych kosztami postępowania w całości.

Oskarżyciel posiłkowy Jacek Ziętara

Moi rodzice stracili syna, a ja brata. Mój ojciec zwracał się do organów państwowych o pomoc. Niestety policja i prokuratura długo nie były zaangażowane. Działały tak, jakby im ktoś zaciągnął hamulec. Ludzie, którzy mieli pomóc, albo zwyczajnie się bali, albo byli uwikłani w układy. Panowało przekonanie, że lepiej się w tę sprawę nie mieszać. Państwo polskie i my jako rodzina przegraliśmy już tę sprawę. Ciała Jarka nie ma, zbrodniarze chodzą na wolności – mówił brat zamordowanego dziennikarza. Oczywiście, gdyby udało się nawet tę sprawę wyjaśnić po kilku dniach, nic nie przywróciłoby życia Jarkowi, bo ta tragedia już się wydarzyła. Ale mielibyśmy poczucie jakiejś elementarnej sprawiedliwości, a moim rodzicom zaoszczędzono by przynajmniej części cierpień – powiedział. – Póki co przestępcy, którzy wydali wyrok na mojego brata, triumfują. Dodał również, że zdaje sobie sprawę, iż ta sprawa nie jest prosta, a osoby winne śmierci Jarka postarały się o najważniejszą rzecz – zabrakło najważniejszego dowodu w sprawie, czyli ciała Jarka. – Co zbrodniarze z nim zrobili, jak się z nim obeszli, to słyszeliśmy z zeznań świadków. Upływający czas też nie jest sprzymierzeńcem w tej sprawie. Niełatwo jest rozróżnić w zeznaniach świadków co jest prawdą, a co celowym, lub nieumyślnym wprowadzaniem w błąd. Ale jest pytanie, czy trudności w sprawie czynią ją niemożliwą do rozwiązania? – Myślę, że nie. Jacek Ziętara wniósł o uznanie oskarżonych winnymi i o sprawiedliwy wyrok.

Adwokat Agata Michalska – Olek, obrońca Dariusza L., ps. Lala zaznaczyła, że zarzuty przedstawione jej klientowi są bezzasadne i chybione, a akt oskarżenia nie opiera się na żadnych dowodach. Jej klienta nie było w sądzie. Pojawił się tylko na pierwszej rozprawie, ponad trzy lata temu. Adwokat wyjaśniła, że to ze względu na pracę zawodową. Mecenas szczegółowo odniosła się do zeznań kluczowych świadków, podkreślając, że są one „wewnętrznie sprzeczne i nie korelują z zeznaniami innych świadków”, a także że „nie mają żadnego waloru wiarygodności”. Mecenas  wskazywała, że przy tak „poważnych zarzutach nie może być wątpliwości, nieścisłości”, nie tylko w odniesieniu do zeznań świadków, ale i całego materiału dowodowego. Adwokat  Michalska-Olek wniosła o wydanie wyroku uniewinniającego wskazując, że prokuratura „nie wykazała ani zamiaru, ani motywu, ani zasadności zarzutów”. Przekazała także sądowi sporządzone pisemnie wyjaśnienia oskarżonego Dariusza L., w którym oskarżony podkreśla, że jest niewinny i prosi o uniewinnienie.

Mowy końcowe będą kontynuowane w Sądzie Okręgowym w Poznaniu 19 października.

CMWP SDP na temat raportu o reparacjach od Niemiec w Radiu Poznań

Nie zabraniajmy nikomu  wypowiadać się, ale szukajmy mediów, które o sprawie reparacji informują, reprezentując interes nas wszystkich – mówiła w audycji „Kluczowy Temat ” w Radiu Poznań dr Jolanta Hajdasz, dyrektor Centrum Monitoringu Wolności Prasy pytana o to, jak ocenia to, jak o sprawie reparacji dla Polski od Niemiec informują niektóre media. Szukajmy tych mediów, które reprezentują interes nas wszystkich, czy jesteśmy z prawa, lewa, góry, czy z przodu, wszystko jedno. W naszym interesie i naszym obowiązkiem moralnym jest wsparcie tego raportu o odszkodowaniach i domaganie się od Niemiec tych odszkodowań na forum międzynarodowym – mówi dr Hajdasz. W rozmowie, padły również konkretne przykłady z ogólnopolskich mediów, które kwestionują zasadność walki o reparacje wojenne od Niemiec. Osobiście z wielką przykrością słucham tego typu opinii, bo to pokazuje zupełne niezrozumienie interesu polskiego państwa i narodu – oceniła dr Hajdasz. Rozmowę prowadził red. Roman Wawrzyniak . Odbyła się ona 15 września br.

Poniżej cała rozmowa

Roman Wawrzyniak: Proszę przyjąć serdeczne gratulacje z okazji odznaczenia przez Prezydenta RP Srebrnym Krzyżem Zasługi.

Dr Jolanta Hajdasz: Bardzo dziękuję.

Cieszę się, że udało się Pani dotrzeć, mimo korków w Poznaniu, ale ten armagedon, który mamy na ulicach poznaniacy sami oceniają, więc wiedzą doskonale i rozumiem te kłopoty. Będziemy rozmawiać o kulisach manipulacji i propagandzie w mediach na temat trzytomowego raportu o reparacjach wojennych od Niemiec, ale też o tym, jak znaczna część mediów ulega antypolskiej narracji. Te media ulegają, czy same, dzięki swoim właścicielom, narzucają nam tę narrację?

Myślę, że jeszcze jest za wcześnie na jednoznaczne rozstrzygnięcie, jaka jest przyczyna tego stanu rzeczy, że w części mediów mamy taki pluralizm poglądów na ten temat, że czasem zahacza to o groteskę. Gdyby nie dotyczyło to tak poważnych spraw, jakimi są odszkodowania za straty poniesione przez Polskę w czasie drugiej wojny światowej, to można by patrzeć na to w kategoriach nawet jakiejś groteski, czy zabawy, bo wierzyć się nie chce, że można kwestionować zasadność składania tego raportu i walki o te odszkodowania dla Polski za to, co przeżyliśmy w czasie wojny.

A propos tego, czy chce się wierzyć, czy się nie chce wierzyć, to dla porządku dodam, że wczoraj polski rząd otrzymał mocny mandat od Sejmu, bo prawie wszyscy posłowie zgodzili się na żądanie od Niemców reparacji. Warto jednak powiedzieć, że wszyscy posłowie Polski 2050 wstrzymali się od głosów, tym samym nie poparli tego projektu i nie zagłosowali „za”, w tym poseł z Wielkopolski Paulina Hennig-Kloska. Nieobecni byli poseł Jacek Tomczak z PSLu i z Lewicy Karolina Pawliczak. Tych z Państwa, których interesuje, dlaczego tak się stało, to zachęcam do zadawania pytań tym właśnie posłom, dlaczego albo uniknęli tego głosowania, albo wstrzymywali się od głosów. 418 posłów mimo wszystko głosowało za projektem uchwały w sprawie reparacji wojennych. Przeciwnych było 4 parlamentarzystów – wszyscy z Koalicji Obywatelskiej. Zapytam wprost, czy media są czwartą władzą?

Media są z pewnością czwartą władzą, a wielu medioznawców mówi wprost, że są dzisiaj pierwszą władzą, a niektórzy dodają sarkastycznie, że jedyną. Tak naprawdę tak wielki wpływ w ustroju demokratycznym na to, co dzieje się wokół nas, mają media i ten rodzaj opinii, które przekazują i lansują, jeśli robią to w dłuższym czasie, to widać wyraźnie, że dane poglądy mają szansę wręcz utrwalić się wśród społeczeństwa mimowolnie. Akceptujemy np. pewne poluźnienia obyczajów, choć nigdy byśmy osobiście nie życzyli sobie, żeby nasza córka zachowała się w jakiś sposób, a generalnie jednak wszystko globalnie nam odpowiada. Z czegoś się to bierze. Akceptujemy różnego rodzaju poglądy i postawy polityczne dokładnie nie zdając sobie z tego sprawy. Podlega temu każdy także ja i Pan. Nawet jeśli wiemy, że media urabiają nasze myślenie, to każdy z nas jest przekonany, że jest od tego wolny, że ma dystans, wie to i da sobie radę.

A tak nie jest.

Tak nie jest. Ja czytam, bo chcę poznać poglądy różnych ludzi, ale one mnie nie kształtują – tak nie jest. Dlatego właśnie mówimy, że media są pierwszą władzą, albo trzymajmy się już tego, że czwartą obok ustawodawczej, wykonawczej i sądowniczej. To jest po prostu fakt. Problemem jest tylko jedna rzecz. Pozostałe władze są tak usytuowane, że społeczeństwo ma szansę przynajmniej teoretycznie je kontrolować. W tym systemie, o którym mówimy, ta czwarta władza jest poza praktycznie zupełną kontrolą, co jest niezbędne, żebyśmy realizowali zasadę wolności słowa, bo to jest dylemat nierozstrzygalny, ale tak naprawdę wszystko, co się dzieje w jej strukturach bywa zupełnie poza społeczną kontrolą.

Jak odbywa się dyskusja w mediach i są różne spojrzenia na dany temat, to bardzo dobrze. Wydaje się, że jednak są tematy, jak choćby wspomniane reparacje, które są dość oczywiste ze względu chociażby na to, że chyba nie ma polskiej rodziny, w której nie byłoby ofiar drugiej wojny światowej. Chociaż media na całym świecie ten raport oceniały pozytywnie, to czytam w Dzienniku Gazecie Prawnej, która nazywa raport „paździerzowym”, czyli takim bezużytecznym…

Tak, wyjątkowo pejoratywnie.

Odwracając zupełnie uwagę od meritum, a kierując wywód na wojnę polityczną w tej sprawie.

Absolutnie tak. To jest wręcz opinia, która jest kłamliwa. Trudno nazwać ten trzytomowy dokument „paździerzowym”. Pierwsze próby przygotowania takiego dokumentu miały miejsce w Warszawie za czasów prezydentury w mieście stołecznym Lecha Kaczyńskiego. Wówczas prezydentem Poznania był Ryszard Grobelny, który również próbował taki raport przygotować, żeby pokazać straty wymierne materialnie, które poniósł Poznań i Wielkopolska w czasie wojny. To się nie udało. To był początek lat 2000… Natomiast teraz dopiero w drugiej kadencji Sejm ten raport przedstawił. Pracowali ci posłowie już w ubiegłej…

Nie tylko. Tam też profesorowie nad tym pracowali.

No przede wszystkim profesorowie. Podkreślajmy to, że to jest ponad 30-osobowa grupa naukowców i 10 recenzentów. To jest bardzo poważny, ponad podziałami, dokument. Ogromnie ważne, że powstał. Wszędzie będzie się można nim posługiwać.

Dostrzegły go nawet media zagraniczne.

Tak jest. Chciałabym zwrócić uwagę na to, że bardzo istotny jest głos niemieckich mediów i tego, w jaki sposób to interpretują, bo one są forpocztą tego, co mówią politycy i co będą robić politycy, także unijni.

A przynajmniej ich część.

Tak, przynajmniej część. To jest niepokojące, że prasa niemiecka podaje, że raport jest moralnie wątpliwy, czyli nikt nie kwestionuje, że Polska poniosła ogromne straty w czasie wojny, ale po tych ponad 70 latach od zakończenia wojny… Współcześni Niemcy coś mają płacić za to, co zrobili ludzie lata temu? Ich rodacy, a być może nawet przodkowie, nieraz w prostej linii. „Mimo wszystko jak można przeliczać śmierć na pieniądze?” – To jest najbardziej bałamutna argumentacja, jakiej możemy się spodziewać.

Jest więcej takich opinii. Kilka z nich przygotowałem, żebyśmy też zdawali sobie sprawę, w jaki sposób bardzo przebiegły jesteśmy poddawani tej manipulacji. Na przykład dziennik na „Rz”, żeby nie było cytowań, na pierwszej stronie 5.09 informował z żalem, że „spór o raport pozbawia nas szansy na to, by Berlin udzielał wsparcia humanitarnego dla żyjących jeszcze polskich ofiar drugiej wojny światowej lub odbudowie Pałacu Saskiego”. To byłyby kwoty, jak na waciki, w kontekście całych kwot.

To prawda.

Na przykład redaktor naczelny tego samego dziennika, drugiego września, czyli dzień po prezentacji raportu pisze na pierwszej stronie tak: „Nie należy wykorzystywać sprawy reparacji do polaryzowania Polaków”. Czyli niby w porządku, ale z sugestią, że obóz władzy chce dzielić Polaków i do tego wykorzystywać ofiary drugiej wojny światowej. Zastanawiam się, czy można bardziej perfidnie podawać opis tej rzeczywistości.

Pewnie można, ale to są bardzo ostre sformułowania.

Jeszcze dosłownie dwa przykłady. Newsweek w tytule: „Reparacje od Niemiec. Kaczyński podał kwotę, której zażąda”. Tak, jakby nie była to kwestia narodowa, całego kraju, rodzin poszkodowanych, tylko jednego znienawidzonego przez tę gazetę polityka.

Ta narracja jest wyjątkowo szkodliwa. To takie nieładne może słowo, bo kto chce, niech się wypowiada i nie zabraniajmy tego. Osobiście z wielką przykrością słucham tego typu opinii, bo to pokazuje zupełne niezrozumienie interesu polskiego państwa i narodu. Jest to ostatni moment, żebyśmy spróbowali odzyskać cokolwiek z tego, co zostało w barbarzyński sposób Polsce zabrane, ukradzione i zniszczone w czasie drugiej wojny światowej. Wielokrotnie były skutki nie tylko zwykłych działań wojennych, ale z premedytacją niszczone miasta, infrastruktura gospodarcza i mordowani ludzie. Nie walki wojska i żołnierzy, którzy na wojnie giną, ale mordowanie ludności cywilnej, wywożenie dzieci, obozy koncentracyjne… nie chcę nawet iść w tę stronę…

Dlatego mówimy o tych opisach.

Tak, ale to wszystko ma wymierne dzisiaj raportowe zestawienia, także wyliczone w tej kwocie, którą powtarzamy w nagłówkach newsów ponad 6 bilionów złotych. To ogromne sumy. Oczywiście, że nie da się przeliczyć ludzkiego życia na pieniądze, ale trzeba spróbować poprawić życie tych, którzy zostali, bo się to należy. Skoro ponad 70 państwom Niemcy wypłacili odszkodowania, to temu państwu, które było tak blisko, a które tak bardzo ucierpiało przez ich działania nie zapłacić ani dolara? Przepraszam bardzo, ale na co czekać?

Dlatego pozwoliłem sobie przytoczyć nazwiska posłów, którzy nie głosowali za tą uchwałą, nie biorąc udziału w głosowaniu, albo się wstrzymali lub zagłosowali przeciw, jak posłowie z Koalicji Obywatelskiej, bo naprawdę należy stawiać im pytania. Również Państwo, jako wyborcy, pytajcie, dlaczego nie zagłosowali „Za”.

Powiedziałabym jedno – po prosty wstyd! Nie bójmy się tego słowa, bo w pewnym momencie oceniamy działania…

I nazywamy rzeczy po imieniu…

Bardzo wprost. Myślę, że dla niektórych będzie to haniebne, żeby nie umieć się upomnieć o to, co Polsce się należy za to, co przeszło w czasie wojny.

Ponieważ rozmawiamy o mediach, o manipulacjach i o tym, jak próbują zawładnąć naszym sposobem myślenia, również w tej najważniejszej w ostatnich tygodniach sprawie publicznej, społecznej i politycznej, Gazeta Wyborcza wczoraj, tytuł tekstu: „Uchwała pełna błędów”. W tym samym tekście odwracanie kota ogonem i pytanie, dlaczego rząd nie oczekuje reparacji od Rosji? Dzisiaj „Der Onet” na pierwszej stronie ani jednego tekstu o wczorajszym głosowaniu w Sejmie. Natomiast na pierwszej stronie, jak się otwiera portal, „PiS w defensywie” – to już jak najbardziej znalazło się miejsce na informację o sondażu.

Wchodzimy na dość szczegółowe analizy medioznawcze. Media, nadające na żywo, jak radio, niekoniecznie je lubią, bo to jest bardzo drobiazgowe. Trafia Pan w punkt, bo dzisiaj pominięcie tej uchwały Sejmu, która została przyjęta tak zdecydowaną przewagą, to jest nawet błąd w sztuce. Choć każda redakcja będzie się tłumaczyć, że ma prawo do interpretacji rzeczywistości po swojemu i dla niej ten…

Nie mówię nawet o publicystyce, ale o suchej informacji…

O newsach, o informacji, to jest ich dowolny wybór.

Mówimy o tym, żeby Państwa przestrzec i żebyście z otwartymi oczyma czytali te media.

Jest to wielka szansa dla naszego kraju, żeby na forum międzynarodowym wybrzmiało bardzo intensywnie, mocno i jednoznacznie, co tak naprawdę stało się w Polsce w czasie drugiej wojny światowej, że nieporównywalna jest okupacja niemiecka u nas, na terenie Generalnej Guberni i terenach włączonych do Rzeszy, jakim była Wielkopolska. Nieporównywalne są straty i sposób, w jaki ludzie żyli, z tym, co działo się na zachodzie Europy. To jest nasz obowiązek względem tych pokoleń, które były przed nami, które doświadczyły osobiście okrucieństwa tamtej wojny.

Przyglądajcie się Państwo mediom, które czytacie i zobaczcie, czy one też pilnują tej sprawy i jak na ten temat mówią, albo w ogóle nie mówią, jak ostatni tygodnik „Polityka”. Proszę sobie wyobrazić, że na temat, o którym dyskutujemy wszyscy w Polsce we wszystkich mediach nawet z różnych stron, „Polityka” ostatnio nie poświęciła żadnego artykułu.

Szukajmy tych mediów, które reprezentują interes na wszystkich, czy jesteśmy z prawa, lewa, góry, czy z przodu, wszystko jedno. W naszym interesie i naszym obowiązkiem moralnym jest wsparcie tego raportu o odszkodowaniach i domaganie się od Niemiec tych odszkodowań na forum międzynarodowym.

Link do nagrania TUTAJ.

Tomasz Grodzki przeciwko red. Tomaszowi Sakiewiczowi. Relacja z rozprawy

8 września w Sądzie Rejonowym dla Warszawy–Woli odbyła się  rozprawa w procesie z powództwa marszałka senatu Tomasza Grodzkiego przeciwko Tomaszowi Sakiewiczowi. Marszałek Senatu oskarża naczelnego „Gazety Polskiej” o zniesławienie. Proces toczy  się za zamkniętymi drzwiami, jest z z oskarżenia prywatnego z art. 212 kodeksu karnego. 

Sprawa dotyczy wpisów w mediach społecznościowych naczelnego GP na temat byłego ordynatora Szpitala Szczecin–Zdunowo w zakresie odnoszącym się do podejrzeń o przyjmowanie przez Tomasza Grodzkiego korzyści finansowych. Zarzuty te były i są  formułowane publicznie przez  świadków tych zdarzeń oraz przez prokuraturę, która na ich podstawie sformułowała akt oskarżenia przeciwko marszałkowi Senatu. Tomasz Grodzki nie zgodził się, by sprawa była prowadzona w trybie jawnym, o co wnioskował red. Tomasz Sakiewicz.

Na sali rozpraw marszałek zjawił się osobiście wraz ze swoim pełnomocnikiem mec. Jackiem Dubois. Podczas tego posiedzenia doszło do przesłuchania marszałka Tomasza Grodzkiego. Niestety nie wolno mi ujawnić tego, co powiedział marszałek, a myślę, że opinia publiczna ma prawo dowiedzieć się tego. To wszystko jest bardzo ważne. Tu chodzi o kwestię wiarygodności trzeciej osoby w państwie oraz o sprawę, która bulwersowała Polaków przez wiele lat, czyli korupcję w służbie zdrowia. Żyjemy w świecie, w którym za ujawnianie korupcji są skazywani albo ciągani po sądach dziennikarze, a politycy mogą narzucić im milczenie. Jeśli zdradzę, co działo się za zamkniętymi drzwiami, to dostanę 3 lata więzienia (…). A to są naprawdę ważne rzeczy i mogłyby radykalnie zmienić stanowisko wyborców w tej sprawie. Niestety tak właśnie będzie wyglądała w przyszłości Polska, jeśli ci ludzie będą rządzić: zamknąć nam wszystkim usta i zamkną tych biednych ludzi, od którzy wyduszali pieniądze, gdy tamci chcieli ratować życie swoje albo swoich bliskich – powiedział Tomasz Sakiewicz po rozprawie . Dodał także, iż Tomasz  Grodzki mógłby w prosty sposób oczyścić się z zarzutów przed sądem: wystarczyłoby, żeby pan marszałek sam poprosił o uchylenie immunitetu – jednak od ponad 530 dni chowa się za nim.  Wielokrotnie w publicznych wypowiedziach oświadczał, że wierzy niezawisłemu sądowi. Zatem dlaczego boi się tego sądu? Z jakiego powodu uważa, że wyrok niezawisłego sądu będzie dla niego niekorzystny albo niebezpieczny – powiedział Tomasz Sakiewicz.

Natomiast marszałek – na pytania mediów obecnych pod salą rozpraw o to, dlaczego kryje się za immunitetem senatorskim – odpowiedział: „Ta teza jest zupełnie nieuprawniona”.Pytany zaś o powody wyłączenia jawności w procesie, stwierdził: „To jest decyzja wysokiego sądu”.

Najbliższe przesłuchania w tej sprawie odbędą się 26 października oraz 15 listopada br. Podczas nich zostaną przesłuchani świadkowie – osoby, które twierdzą, że osobiście wręczały marszałkowi korzyści majątkowe  oraz dziennikarze, którzy o tym informowali.

29 grudnia 2021 r. Prokurator Generalny skierował do Senatu RP kolejny wniosek o wyrażenie zgody na pociągnięcie do odpowiedzialności karnej marszałka senatu RP Tomasza Grodzkiego. Poprzedni wniosek został niezasadnie pozostawiony bez biegu przez wicemarszałka Bogdana Borusewicza.Prokuratura Regionalna w Szczecinie domaga się uchylenia immunitetu Tomaszowi Grodzkiemu, ponieważ w toku śledztwa ustalono, że pełniąc funkcję dyrektora szpitala specjalistycznego w Szczecinie i ordynatora tamtejszego Oddziału Chirurgii Klatki Piersiowej przyjął on korzyści majątkowe od pacjentów lub ich bliskich. Jak wynika z ustaleń postępowania, korzyści majątkowe w postaci pieniędzy w złotówkach i dolarach – w wysokości od 1500 do 7000 zł – lekarz przyjmował w kopertach. W zamian zobowiązywał się do osobistego przeprowadzenia operacji lub ich szybkiego wykonania, a także do zapewnienia dobrej opieki lekarskiej. Tomasz Grodzki usłyszeć ma cztery zarzuty przyjęcia korzyści majątkowych  – w latach 2006, 2009 i 2012 roku.

Pierwszy wniosek o uchylenie immunitetu senat zwrócił prokuraturze w połowie kwietnia 2021 r. , wskazując na rzekome uchybienia formalne. Prokurator nie uznając tych wskazań za uzasadnione, kierując się jednak przekonaniem, że rozpoznanie wniosku bez zbędnej zwłoki leży w żywotnym interesie publicznym, dokonał modyfikacji wniosku.Mimo uwzględnienia przez prokuraturę uwag senatu, Wicemarszałek Senatu RP Bogdan Borusewicz w październiku bezzasadnie pozostawił wniosek bez biegu, nie uzasadniając w piśmie skierowanym do prokuratury podstaw takiej decyzji.

Informacje na ten temat: TUTAJTUTAJ.

Informacja stała się bronią. CMWP SDP o walce z fake newsami na Forum Ekonomicznym w Karpaczu

Walka z fake newsami to zawsze będzie wyścig zbrojeń, na każde narzędzie do ich zwalczania pojawiać się będzie odpowiedź przestępcza. Media zawsze były bronią w konfliktach  międzynarodowych, ale obecnie ze względu na powszechną dostępność technologii produkcji i dystrybucji treści  są bronią porównywalną z bronią konwencjonalną – powiedziała Jolanta Hajdasz, dyrektor CMWP SDP w dyskusji na temat dewastujących skutków, jakie wywołują fake newsy w przestrzeni publicznej. Dyskusja ta odbyła się w pierwszym dniu XXXI Forum Ekonomicznego w Karpaczu. 

W jaki sposób  w Polsce walczy się z fake newsami, które metody się sprawdzają, a które są zawodne – to pytania, na które odpowiadali Małgorzata Kilian-Grzegorczyk, prezes Stowarzyszenia DEMAGOG prowadzącego portal demagog.org.pl, Samira Bajamowa, działaczka na rzecz praw człowieka w Gruzji,  Olgierd Annusewicz, wykładowca akademicki z Wydziału Nauk Politycznych i Studiów Międzynarodowych Uniwersytetu Warszawskiego,  Michał Buczyński, wiceprezes Zarządu i sekretarz Wikimedia MCDC oraz Jolanta Hajdasz, dyrektor CMWP SDP i wiceprezes SDP. Moderatorem dyskusji był dr Tomasz Wszeborowski z Wyższej Szkoły Bankowej w Gdańsku.

Dyskutanci w większości zgodzili się, iż walka z fake newsami jest bardzo trudna, bo tempo zdarzeń jest tak wielkie, że trudno mu dotrzymać kroku, a w praktyce nie wiadomo, kto jest nadawcą przekazu, ponieważ cechą charakterystyczną fake newsów jest to, że praktycznie zwykłymi,  „cywilnymi” metodami nie można dotrzeć do właścicieli i autorów takich serwisów.  Dlatego tak ważna jest edukacja społeczeństwa, by obnażać mechanizmy, które kreują fake newsy. Po wybuchu wojny na Ukrainie Polska stała się jednym z najczęściej atakowanych krajów przez hakerów, liczba tzw. incydentów naruszających nasze cyberbezpieczeństwo w niektórych kategoriach wzrosła nawet 4 -krotnie, przyznają to  nieoficjalnie  specjaliści od cyberbezpieczeństwa  – powiedziała Jolanta Hajdasz. Gdy niedawno byłam w siedzibie jednego z największych polskich operatorów telekomunikacyjnych  – dodała – pokazano mi,  iż w ciągu minuty w Europie zarejestrowano około 40 tys ataków hakerskich i potwierdzono, iż  nawet połowa z nich miała miejsce w Polsce. Te liczby pokazują skalę problemu, bo sporą część tych ataków stanowią  fake newsy. To jedno z podstawowych cyberzagrożeń w naszym kraju- dodała dyrektor CMWP SDP.

Hasłem przewodnim tegorocznej edycji Forum Ekonomicznego – odbywającego się w dniach 6 – 8 września – jest „Europa w obliczu nowych wyzwań”.  Tegoroczny program merytoryczny jest bogaty, zawiera ponad 300 różnorodnych wydarzeń, od paneli dyskusyjnych, prezentacji raportów i konferencji, po koncerty i spotkania autorskie pisarzy i publicystów. Wśród gości Forum Ekonomicznego w Karpaczu są m.in.  premier Mateusz Morawiecki, wicepremier – minister kultury i dziedzictwa narodowego Piotr Gliński, wicepremier – minister rolnictwa i rozwoju wsi Henryk Kowalczyk, minister zdrowia Adam Niedzielski, minister rodziny i polityki społecznej Marlena Maląg, czy minister finansów Magdalena Rzeczkowska.W Forum weźmie udział również prezes PiS Jarosław Kaczyński, który będzie uczestniczył w panelu dyskusyjnym „Realizm i wartości w polityce” w środę 6 września.  Swój udział w wydarzeniach zapowiedzieli również samorządowcy oraz parlamentarzyści z opozycyjnych klubów. Do Karpacza mają też przyjechać m.in. b. prezydent Chorwacji Kolinda Grabar-Kitarović, minister polityki rolnej i żywności Ukraina Mykola Solskyi  oraz deputowana Rady Najwyższej Ukrainy Kira Rudyk.  Kilkanaście paneli dyskusyjnych poświęconych jest także problemom dotyczącym mediów, nie tylko z perspektywy polskich redakcji, ale także dziennikarzy i mediów krajów Europy Środkowo – Wschodniej.  Patronami medialnymi wydarzenia jest ponad 80 redakcji mediów tradycyjnych i internetowych.

Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP na Forum Ekonomicznym w Karpaczu

W dniach 6–8 września 2022 r. w Karpaczu odbywa się XXXI Forum Ekonomiczne – najważniejsze i największe w tej części kontynentu spotkanie przedstawicieli środowisk gospodarczych Europy Środkowo-Wschodniej. Hasło tegorocznej edycji brzmi „Europa w obliczu nowych wyzwań”. Do udziału w Forum została zaproszone Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP. Jolanta Hajdasz, dyrektor CMWP SDP  weźmie udział w panelu dyskusyjnym zatytułowanym O świecie złudnych rzeczywistości”.

We wprowadzeniu do dyskusji  organizatorzy  podkreślają, iż żyjemy w świecie szeroko pojętej kultury zachodu i prymatu społeczeństwa otwartego. System ten ma niewątpliwie wiele zalet, ale czy największa zaleta nie okaże się także największą wadą systemu? Jeszcze kilka lat temu nikt nie rozumiał pojęcia Fake Newsów, ani zdawał sobie sprawy z dewastujących efektów jakie wywołują one w społeczeństwach otwartych osłabiając instytucje, zaburzając system, tworząc „pożytecznych idiotów”. W jaki sposób należy przeciwdziałać Fake Newsom? Jak sprawdzają się w tym zakresie polskie rozwiązania i od kogo należy czerpać wzorce? W jaki sposób analizować rzeczywistość by nie stać się częścią złudnej rzeczywistości? Moderatorem dyskusji na ten temat będzie red. Adrian Klarenbach, dziennikarz Polskiego Radia 24, a uczestnicy dyskusji to : Jolanta Hajdasz, dyrektor Centrum Monitoringu Wolności Prasy, Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich, Olgierd Annusewicz, wykładowca, Wydział Nauk Politycznych i Studiów Międzynarodowych Uniwersytetu Warszawskiego, Dariusz Tworzydło, Prezes Zarządu, Exacto sp. z o.o., Zainap Gaszajewa, Przewodnicząca, Echo Wojny, Szwajcaria i Małgorzata Kilian-Grzegorczyk, Prezes, DEMAGOG, Polska.

Panel  odbędzie się 6 września, o godz. 14.30

Forum Ekonomiczne jest największą konferencją polityczno-gospodarczą w Europie Środkowej i Wschodniej. Przez trzydzieści lat swojego istnienia stało się platformą wymiany poglądów i kształtowania opinii liderów, jednym z najistotniejszych miejsc spotkań elit polityczno-biznesowych w Europie. Na Forum od lat padają ważne deklaracje dotyczące polityki gospodarczej, a opinie uczestników cytowane są przez światowe media oraz omawiane przez środowiska eksperckie.

„Gdzie jest pan Cogito?” Audycja w Programie 1 Polskiego Radia z udziałem CMWP SDP

W ostatnich tygodniach wiele wydarzeń w kraju i za granicą było wykreowanych przez media. Często to one preparują pewne rzeczy, jednocześnie tworząc rzeczywistość. Na ile czwarta władza przejęła rolę pierwszej? –  dyskusja na ten m.in. temat odbyła się w audycji „Gdzie jest Pan Cogito? ” w programie 1 Polskiego Radia , emitowanej 27 sierpnia .Gośćmi red. Małgorzaty Raczyńskiej – Weinsberg byli : red. Elżbieta Królikowska-Avis, dziennikarka i publicystka, specjalistka w zakresie polityki i mediów anglosaskich, ks. prof. Andrzej Kobyliński, filozof i etyk zajmujący się m.in. etyką mediów na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego i  dr Jolanta Hajdasz, dyrektor CMWP SDP.

Bardzo ważną rzeczą w demokracji jest wolność słowa i wszystko co się dzieje w sferze publicznej odbywa się na płaszczyźnie medialnej, informacje docierają do nas różnego rodzaju kanałami, dlatego w demokracji media odgrywają bardzo ważną, wręcz fundamentalną rolę – tłumaczyła Jolanta Hajdasz, dyrektor Centrum Monitorowania Wolności Prasy Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich – przepływ informacji jest dzisiaj bardzo szybki, przeciętny użytkownik jest bombardowany wiadomościami z różnych stron. One kreują oceny ludzi zanim dojdzie do większej refleksji, więc twierdząco odpowiadam, tak media stały się czwartą władzą – przyznała Jolanta Hajdasz.  Gość Jedynki podkreśliła także, że może to być groźne zjawisko, ponieważ media w systemie demokratycznym nie są kontrolowane. – Jedynym kontrolerem tego co się ukazuje w przestrzeni publicznej w mediach ma być wolny rynek, tzw. „niewidzialna ręka rynku”, czyli po prostu media, których ludzie chcą słuchać i oglądać będą miały widownię, rację bytu, ponieważ poradzą sobie finansowo, inne niekoniecznie – wyjaśnia.

Zdaniem Elżbiety Królikowska-Avis, dziennikarki,  specjalistki w zakresie polityki i mediów anglosaskich media w Polsce oraz poza granicami naszego kraju są jedynie pasem transmisyjnym wykorzystywanym przez innych. – To jest druga władza, pas transmisyjny ideologii i pewnych światopoglądów, które wykuwały i wykuwają się nadal w kampusach uniwersyteckich, a później są przechwytywane przez partie polityczne i następnie przekazywane społeczeństwu  – ocenia. Modele mediów, które funkcjonują m.in. w Stanach Zjednoczonych bądź Wielkiej Brytanii w stosunku do mediów europejskich, są ideologiczne zrównoważone. – Kilka lat temu Rupert Murdoch, magnat prasowy, próbował kupić 39 proc. udziałów niedużej stacji brytyjskiej. Nie udało mu się to, ponieważ sprawa została nagłośniona, włączył się w to nawet parlament – opowiada gość audycji. – Okazało się, że nie ma mowy, żeby Murdoch kupił część własności stacji, ponieważ stanie się monopolistą. Czy mediatyzacja polityki sprawiła, że Donald Trump już nie jest prezydentem USA? – Widzimy, że w Stanach media konserwatywne działają na tyle, że teraz w prawyborach okazało się, że 80 proc. senatorów, którzy opowiadali się za pociągnięciem byłego prezydenta do odpowiedzialności w sprawie Kapitolu,  nie zostali wybrani na kolejną kadencję. Tam media działają na zasadzie zrównoważenia – wyjaśnia Elżbieta Królikowska-Avis.

Powstanie mediów jest konsekwencją geniuszu ludzkiego umysłu. W sensie religijnym mówimy o tym, że ludzie uczestniczą w dziele stwarzania świata wraz z Bogiem. Otrzymaliśmy świat od Pana Boga, żeby nim zarządzać i z pewnością takim bardzo skutecznym i wyrafinowanym sposobem panowania człowieka nad światem, są media – mówił z kolei  na antenie radiowej Jedynki prof. ks. prof. Andrzej Kobyliński, filozof i etyk zajmujący się m.in. etyką mediów na UKSW w Warszawie. Jak podkreślił rozmówca Małgorzaty Raczyńskiej-Weinsberg, problemem jest to, w jakich celach media są wykorzystywane. – Możemy ten problem porównać do noża, gdyż nożem możemy kroić chleb i dać go biednym ludziom, ale równie dobrze możemy nim dokonać morderstwa, czy innych strasznych rzeczy – mówi. – Tam gdzie jest możliwa pokojowa zmiana władzy, gdzie jest system partyjny, jest możliwa lepsza lub gorsza kontrola nad mediami – znaczna gość Jedynki.

Cała audycja TUTAJ.

Warsztaty dziennikarskie z CMWP SDP podczas Festiwalu Kultury Kresowej w Mrągowie

Jak  skutecznie pomagać dziennikarzom lokalnym, jakie są współczesne zagrożenia wolności słowa i czym na  co dzień zajmuje się Centrum Monitoringu Wolności Prasy  – to pytania, na które odpowiadała Jolanta Hajdasz, dyrektor CMWP SDP w trakcie warsztatów dziennikarskich zorganizowanych przez Warmińsko  – Mazurski Oddział SDP. Odbyły się one w Mrągowie 20 sierpnia br.  podczas tegorocznego Festiwalu Kultury Kresowej . 

Mrągowo już po raz 27. gościło artystów i miłośników Kresów z Polski, Ukrainy i Białorusi. Festiwal Kultury Kresowej niekonwencjonalne zjawisko kulturowe i jak podkreślają jego organizatorzy  – jedyna tego rodzaju propozycja w kraju. W tym roku festiwal zmienił nieco swoją formułę, a jego głównym wydarzeniem był Koncert Galowy dla Pokoju w amfiteatrze w Mrągowie, w którym wystąpiły  zespoły z Ukrainy, Białorusi, Litwy i Polski. Wśród tych zespołów były:  Srebrna Kwinta (Ukraina), Aksamitki (Ukraina) reprezentujące Federację Organizacji Polskich na Ukrainie, Liber Cante (Białoruś), Rodzinny Zespół Żychów (Białoruś), Zespół Pieśni i Tańca Wilenka (Litwa) i dziecięco młodzieżowy zespół Sukces Mrągowo (Polska). Gwiazdą wieczoru był zespół  DAGADANA (Polska/Ukraina).  Koncert brawurowo  poprowadziły: Anna Adamowicz i Irena Telesz-Burczyk.

W warsztatach dziennikarskich prelegentem była także Hanna Szymborska, która przedstawiła  historię  27. edycji Festiwalu Kultury Kresowej w Mrągowie oraz  red. Mateusz Kossakowski, wiceprezes Warmińsko-Mazurskiego Oddziału SDP. W spotkaniu uczestniczyła także red. Aleksandra Tabaczyńska, skarbnik SDP.

Zobacz także TUTAJ.