Protest CMWP SDP przeciwko skazaniu red. Tomasza Sakiewicza w procesie z aktywistą Bartoszem Kramkiem

CMWP SDP stanowczo protestuje przeciwko decyzji Sądu Apelacyjnemu w Warszawie, zgodnie z którą redaktor naczelny „Gazety Polskiej” Tomasz Sakiewicz został prawomocnie ukarany w procesie o naruszenie dóbr osobistych wytoczonym mu przez aktywistę Bartosza Kramka. Dziennikarz musi zamieścić przeprosiny na drugiej stronie „Gazety Polskiej”, a także zapłacić łącznie 25 tys. zł zadośćuczynienia i ponad 3 tysiące złotych kosztów postępowania.  W ocenie CMWP SDP kara ta budzi poważne wątpliwości i nie koresponduje z powszechnie przyjętymi standardami w zakresie wolności słowa, wyrażonymi m. in. w Konstytucji i art. 10 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka oraz standardami wypracowanymi w krajowym i międzynarodowym orzecznictwie.

11 sierpnia Sąd Apelacyjny w Warszawie wydał wyrok w procesie o naruszenie dóbr osobistych, który toczył się pomiędzy aktywistą Bartoszem Kramkiem i red. Tomaszem Sakiewiczem wraz Niezależnym Wydawnictwem Polskim. Przedmiotem sporu była okładka „Gazety Polskiej” z 16 sierpnia 2017 r., na której zamieszczono fotomontaż przedstawiający żołnierzy Wehrmachtu niszczących szlaban graniczny i opatrzony tytułem „Nowa kampania wrześniowa. Znamy plany jesiennego puczu”. Jeden z niemieckich żołnierzy miał na niej twarz Bartosza Kramka – męża Ludmiły Kozłowskiej, szefowej Fundacji Otwarty Dialog, lewicowego aktywisty.

Wątpliwości CMWP budzą przede wszystkim decyzje sądów odnoszące się do kwestii dowodowych. Sąd I instancji oddalił bowiem szereg wniosków dowodowych pozwanych, w tym wnioski dotyczące przesłuchania świadków, a ponadto nie wyraził zgody na odroczenie rozprawy, zamykając ją na tym samym posiedzeniu i przesłuchując w charakterze strony wyłącznie powoda. Sąd II instancji swoją decyzją podtrzymał decyzje sądu I instancji, w efekcie czego pozwany dziennikarz miał ograniczone możliwości przedstawienia argumentów na swoją obronę, był za to przesłuchiwany przez osobę go pozywającą i jego adwokatów, a sam nie mógł nawet zadać mu żadnego pytania. Pełnomocnik pozwanych wskazał też na zastrzeżenia dotyczące bezstronności sędziego orzekającego w I instancji. W ocenie CMWP SDP ten wątek sprawy wymagał dogłębnego zbadania, czy pozwanych nie pozbawiono przez to prawa do sprawiedliwego rozpatrzenia sprawy przez niezależny, bezstronny i niezawisły sąd, co gwarantuje nam art. 45 ust. 1 Konstytucji RP, a ten aspekt sprawy został praktycznie zupełnie pominięty

Ukaranie red. Tomasza Sakiewicza oznacza, iż wymiar sprawiedliwości zignorował istotne aspekty sprawy mające wpływ na jej rozstrzygnięcie. Przede wszystkim Sąd Okręgowy i Sąd Apelacyjny nie wzięły pod uwagę charakteru kontrowersyjnej dla wielu, publicznej działalności społecznej i politycznej Bartosza Kramka. Naturalnie, ocena działań Bartosza Kramka nie należy do Sądów rozpatrujących tę sprawę, ale karanie dziennikarzy za krytykę prasową tejże działalności budzi zdumienie i w ocenie CMWP SDP narusza zasadę wolności słowa, fundamentalną dla demokratycznego państwa.  

Działalność społeczno – polityczna powoda jest powszechnie znana, a wiele jej aspektów stanowi przykład tzw. notoryjności powszechnej, co oznacza, iż są to okoliczności znane i nie wymagające dowodów. Nie ma bowiem problemu z ustaleniem np. tego, czy powód określał działania polskich służb broniących granicy państwa, jako „zbrodnicze”; czy wzywał do działań i protestów zagrażających porządkowi publicznemu w Polsce; czy wznosił hasła w stylu: „Niech państwo stanie: wyłączmy rząd!”; czy w okresie późniejszym dopuścił się niszczenia urządzeń granicznych na granicy z Białorusią itp. (pełnomocnik pozwanych wskazał, że powodowi zostały z tego powodu postawione zarzuty). Prowadzona przez pozwanych Redakcja oceniała różne działania powoda jako antypolskie i inspirowane z zewnątrz, a niezależnie od trafności takiej oceny, uzasadnia to surową krytykę wyrażoną przez nią w formie karykaturalnego fotomontażu na okładce tygodnika. Trudno bowiem zrozumieć, dlaczego – zarówno na gruncie szeroko ujmowanej judykatury, jak i w praktyce – powszechnie dopuszcza się operowanie w publicystyce i w działalności publicznej przesadą, groteską, prowokacją, często w drastycznych formach łamiących powszechnie przyjęte normy, a nie można dosadnie skrytykować osoby, która bezpośrednio lub medialnie atakuje państwo polskie. 

 Ponadto Bartosz Kramek swoimi działaniami niejednokrotnie wykraczał poza normy ogólnie przyjęte, nie unikał i nie unika kontrowersji, ale sam często prowadzi akcje epatujące przesadą czy groteską, mające prowokacyjny czy wręcz szokujący charakter. Oceny takich działań tych mogą być rozmaite, zależnie od poglądów społecznych czy politycznych, jednak wszystkie mogą być wyrażane  w przestrzeni publicznej, nawet jeśli są skrajne.  Mają do nich prawo szczególnie dziennikarze, którzy w państwach demokratycznych  są wyrazicielami opinii publicznej. Każdy, kto podejmuje radykalne działania i wypowiada radykalne poglądy, powinien liczyć się z krytyką społeczną, w tym także medialną. Powód przedstawiał obraz państwa polskiego (a także środowisk, które według niego należy zwalczać) w ostry, karykaturalny wręcz sposób. Bardzo mocno angażował się przy tym w sprawy światopoglądowe, a nawet religijne (np. rozwieszając plakaty z „tęczową Matką Boską”), stosując przy tym piętnujący i „bezalternatywny” styl wypowiedzi. Stosując takie metody powinien więc liczyć się z negatywnymi ocenami swojej działalności, w tym również z surową krytyką. Karykatura, jaką jest będąca przedmiotem sporu okładka „Gazety Polskiej”, jest formą wypowiedzi dziennikarskiej, której można przypisać co najwyżej charakter opinii, a wypowiedzi ocenne nie poddają się tożsamym rygorom weryfikacji, jak fakty.

Karanie dziennikarza za wyrażanie takiej krytycznej oceny budzi zdecydowany sprzeciw. CMWP SDP  stoi na stanowisku, iż orzeczona w tym wypadku kara dla red. Tomasza Sakiewicza stanowi tzw. SLAPP (strategic lawsuit against public participation), tzn. akcję procesową nakierowaną na faktyczne ograniczenie praw obywatelskich w zakresie wolności słowa, poprzez zniechęcenie dziennikarzy do podejmowania istotnej oraz wywołującej społeczne emocje tematyki kontrowersyjnych organizacji pozarządowych o niejasnych źródłach finansowania. Orzeczona dla dziennikarza upokarzająca kara przepraszania kogoś za opublikowaną krytykę jego poglądów, z którymi się nie zgadza oraz w konsekwencji dotkliwa kara finansowa powoduje tzw. efekt mrożący (tzw. chilling effect), wielokrotnie opisywany na gruncie prawa polskiego, jak i międzynarodowego jako naruszający zasadę wolności słowa.  Jest to nie do pogodzenia z opartą na dążeniu do prawdy i prezentacji różnych punktów widzenia pracą dziennikarską, do której zobowiązani są wszyscy dziennikarze.  Należy przy tym podkreślić, iż w interesie społecznym mają oni prawo wyrażać publicznie swoje poglądy nawet w trudnych i kontrowersyjnych sprawach nawet w wywołujący społeczne emocje sposób, jakim może być reakcja na karykaturę .

dr Jolanta Hajdasz

dyrektor CMWP SDP

Warszawa, 18 sierpnia 2022 r.

Redaktor Paweł Gąsiorski uniewinniony od zarzutu zniesławienia gminy Rędziny! W obronie dziennikarza występowało CMWP SDP

3 sierpnia 2022 r. Sąd Okręgowy w Częstochowie  uniewinnił redaktora Pawła Gąsiorskiego od zarzutu zniesławienia gminy Rędziny. Wyrok jest prawomocny.  CMWP SDP od początku tego procesu wspierało dziennikarza publicznie podkreślając w oświadczeniach, iż skazanie dziennikarza wyrokiem karnym za krytykę sposobu gospodarowania śmieciami przez  gminę jest nie tylko nie do pogodzenia z międzynarodowymi, powszechnie uznanymi standardami wolności słowa, ale także podważa powagę polskiego sądownictwa.

Red. Paweł Gąsiorski został skazany z art. 212 kk za  opublikowanie w 2019 r. na prowadzonym przez siebie  portalu www.gminaredziny.pl dwóch artykułów na temat wydatków i dochodów związanych z odbiorem, gospodarowaniem i transportem śmieci w gminie Rędziny.  Według aktu oskarżenia, gmina została zniesławiona m.in. sformułowaniami: “gmina nieźle zarabia na Waszych odpadach”,  “mieszkańcy za dużo płacą za śmieci”, co  rzekomo spowodowało utratę zaufania do gminy Rędziny przez mieszkańców. Gmina, a raczej jej władze nie zwróciła się do portalu o sprostowanie treści artykułu ani w części, ani w całości. Za to prywatny akt oskarżenia w tej sprawie złożył wójt Paweł Militowski zarzucając dziennikarzowi „zniesławienie gminy” .

W trakcie postępowania sądowego w I instancji w listopadzie ub. roku Sąd Rejonowy w Częstochowie warunkowo umorzył sprawę, uznając jednak, że dziennikarz dopuścił się zniesławienia gminy. Sąd zobowiązał red. Gąsiorskiego  do zapłaty nawiązki w wysokości 500 zł, publikacji przeprosin i zwrotu kosztów postępowania. Apelację od wyroku złożyły obie strony. Dziennikarza reprezentował przed sądem (pro bono) mec. Tomasz Bieda związany z Helsińską Fundacją Praw Człowieka.  Jak obecnie  informuje ona na swojej stronie internetowej w ustnym uzasadnieniu podczas ogłaszania wyroku  podczas rozprawy apelacyjnej Sąd zwrócił uwagę, że dwa artykuły prasowe będące przedmiotem sporu należy czytać jako całość i podkreślił, że miały one służyć debacie społecznej w zakresie wysokości ponoszonych opłat przez mieszkańców za wywóz śmieci. Sąd II instancji uznał więc, że nie ma podstaw do przypisania red. Pawłowi Gęsiarskiemu winy.

Jak podkreśla HFPC odnosząc się do kwestii legitymacji czynnej gminy w sprawach o zniesławienie – czyli tego, czy gmina może oskarżyć o zniesławienie – w ustnym uzasadnieniu Sąd II instancji zauważył, że budzi ona rozliczne wątpliwości. Sąd odnotował, że orzecznictwo ETPC kwestionuje możliwość uznania tego rodzaju jednostki za pokrzywdzone przestępstwem zniesławienia. Sąd uznał jednak, że nie można jednoznacznie wykluczyć takiej możliwości.

CMWP SDP przesłało do Sądu opinię amicus curiae w  obronie redaktora Pawła Gąsiorskiego w trakcie  postępowania  sądowego zarówno w I, jak i w II instancji. Jednoznacznie staliśmy na stanowisku, iż „nie można zniesławić gminy” i nie można pominąć faktu, że oskarżony dziennikarz dołożył w toku postępowania pierwszoinstancyjnego wszelkich starań, aby udowodnić prawdziwość zarzutów, które wysunął wobec gospodarki odpadami prowadzonej przez gminę Rędziny. Wskazał, że w aktach sprawy zawarte są dowody (dokumenty, zeznania świadków) potwierdzające okoliczności, które przytoczył w swoich publikacjach. Swoje tezy oparł na oficjalnych dokumentach otrzymanych z Urzędu Gminy, na podstawie których dokonał wyliczeń. Przedstawione przez oskarżonego wyjaśnienia są w tej mierze na tyle spójne i logiczne, że trudno jest zrozumieć, dlaczego Sąd Rejonowy nie uwzględnił dowodów ewidentnie przemawiających przeciwko skazaniu.

Opinia amicus curiae CMWP SDP w tej sprawie: TUTAJ.

Wcześniejsze informacje na ten temat TUTAJ.

Rzecznik Praw Obywatelskich powołuje się na stanowisko CMWP SDP w sprawie nacisków na „Gazetę Lubuską”

Władze powinny się powstrzymywać się od tłumienia krytyki prasowej, a granice krytyki powinny być szersze wobec osób pełniących funkcje publiczne – napisał rzecznik praw obywatelskich Marcin Wiącek w piśmie do marszałek województwa lubuskiego Elżbiety Anny Polak. RPO poprosił o wskazanie podstawy prawnej skierowania do „Gazety Lubuskiej” pisma z prośbą o weryfikację osób w niej pracujących, przeciwko któremu publicznie i stanowczo protestowało Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP.  Rzecznik Praw Obywatelskich   w tej sprawie przywołuje m.in. na stanowisko CMWP SDP.  

8 sierpnia b.r. rzecznik praw obywatelskich Marcin Wiącek napisał do marszałek województwa lubuskiego Elżbiety Anny Polak, gdyż kierownictwo „Gazety Lubuskiej” zwróciło się do niego o podjęcie działań zmierzających do zapewnienia poszanowania wolności słowa. Obawy redakcji wywołały działania Urzędu Marszałkowskiego mające – w jej ocenie – na celu wywarcie presji na gazetę. Szczególne wątpliwości wzbudziło pismo rzecznika prasowego Zarządu Województwa  z 14 lipca 2022 r. do redaktora naczelnego o „dokonanie rzetelnej weryfikacji osób”, z którymi pracuje redaktor naczelny oraz przypomnienie podstawowych zasad i norm wynikających z prawa prasowego. W tym piśmie wyrażono także krytyczną ocenę artykułów konkretnego dziennikarza, ze szczególnym uwzględnieniem formy tych tekstów.

Na oficjalnej stronie RPO napisano, iż po zapoznaniu się z pismem marszałek województwa lubuskiego z 14 lipca 2022 r. RPO stwierdził, że nie zawiera ono wniosku o publikację sprostowania w rozumieniu art. 31a ustawy z 26 stycznia 1984 r. Prawo prasowe.  Przypomniał także, iż pismo to spotkało się z krytyczną reakcją m.in. Centrum Monitoringu Wolności Prasy Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.

W swoim piśmie rzecznik podkreślił, że przewidziana w art. 54 Konstytucji RP swoboda wypowiedzi obejmuje nie tylko jej treść, ale również formę. Z ochrony korzystają więc również wypowiedzi kontrowersyjne i sformułowane w sposób prowokujący. Wytyczając dopuszczalne granice wypowiedzi krytycznych, w tym również w zakresie odpowiedniej formy, należy uwzględnić, że granice te powinny być zdecydowanie szerzej zakreślone w stosunku do krytyki osób pełniących funkcje publiczne niż w wypadku krytyki osób takich funkcji nie pełniących. Teza, zgodnie z którą osoby pełniące funkcje publiczne muszą w większym stopniu niż osoby niemające tej cechy, tolerować zainteresowanie opinii publicznej, w tym kierowaną pod ich adresem krytykę, ugruntowana jest zarówno w orzecznictwie Trybunału Konstytucyjnego, jak i Sądu Najwyższego . Ochrony swoich interesów organy władzy publicznej powinny dochodzić, korzystając z przysługujących im środków prawnych, w szczególności wniosku o sprostowanie.  Oceny tego, czy opublikowane materiały prowadzą do naruszenia dóbr prawnie chronionych, powinny zaś dokonywać sądy, a organy władz publicznych powinny powstrzymywać się natomiast od wszelkich działań mogących wywrzeć skutek w postaci tłumienia krytyki prasowej (zob. wyraźny zakaz tłumienia krytyki prasowej zawarty w art. 6 ust. 4 Prawa prasowego) – czytamy w piśmie RPO.

W związku z powyższym Marcin Wiącek poprosił Marszałek Województwa Lubuskiego o stanowisko w sprawie oraz wskazanie podstawy prawnej pisma do „Gazety Lubuskiej”.

Pismo RPO do marszałek Województwa Lubuskiego  z 8 sierpnia 2022 r. TUTAJ

Stanowisko CMWP SDP z 18 lipca 2022 r. TUTAJ.

Tomasz Sakiewicz prawomocnie skazany za okładkę w „Gazecie Polskiej”. CMWP SDP wspierało dziennikarza w tym procesie

11 sierpnia br.  zapadł prawomocny wyrok w sprawie o naruszenie dóbr osobistych, jaką wytoczył aktywista Bartosz Kramek  redaktorowi naczelnemu „Gazety Polskiej” Tomaszowi Sakiewiczowi . Dziennikarz ma  go przeprosić  i zapłacić mu zadośćuczynienie. W tym procesie CMWP SDP wspierało dziennikarza przesyłając do Sądu opinię amicus curiae. 

11 sierpnia Sąd Apelacyjny wydał wyrok w procesie o naruszenie dóbr osobistych, który toczył się pomiędzy aktywistą Bartoszem Kramkiem (powodem) i red. Tomaszem Sakiewiczem wraz Niezależnym Wydawnictwem Polskim (pozwanymi). Przedmiotem sporu była okładka „Gazety Polskiej” z 16 sierpnia 2017 r., na której zamieszczono fotomontaż przedstawiający m.in. Kramka, biorącego udział w „nowej kampanii wrześniowej”. Bartosz Kramek poczuł się zniesławiony tą okładką i wytoczył red. Sakiewiczowi oraz Niezależnemu Wydawnictwu Polskiemu, wydawcy tygodnika, pozew o naruszenie dóbr osobistych. Naczelny GP od początku sprawy wyjaśniał, że publikacja miała charakter satyryczny. Jej celem było zilustrowanie sposobu działań Bartosza Kramka, który jako aktywista wspiera akcje wymierzone w polski rząd. Bartosz Kramek wielokrotnie osobiście uczestniczył  w kontrowersyjnych działaniach organizowanych przez organizację Obywatele RP i Fundację Otwarty Dialog. Prezesem tej ostatniej jest  Ludmiła Kozłowska, prywatnie żona Bartosza Kramka. Zdaniem wielu polityków i publicystów  aktywności Bartosza Kramka  wpisywały się w politykę prowadzoną przeciwko polskim władzom przez Niemcy i Rosję.   Sąd Apelacyjny w Warszawie prawie w całości oddalił apelację red. Tomasza Sakiewicza i zasadniczo utrzymał w mocy wyrok Sądu Okręgowego w Warszawie. Jedyna zmiana, jaką postanowił warszawski SA, dotyczy miejsca publikacji przeprosin – te mają znaleźć się nie na okładce „Gazety Polskiej”, lecz na drugiej stronie tygodnika. Pozwany został dodatkowo obciążony kosztami postępowania apelacyjnego. Redaktor Sakiewicz ma opublikować przeprosiny na łamach „Gazety polskiej” oraz  zapłacić blisko 30 tysięcy złotych, na które składa się 15 tysięcy złotych odszkodowania  na rzecz Bartosza Kramka, 10 tysięcy na rzecz fundacji Centrum Praw Kobiet oraz zwrot kosztów procesu w II instancji .

Wyrok sądu II instancji sędzia Edyta Jefimko uzasadniała następująco: Krytyka zniesławiająca, stygmatyzująca poprzez wykorzystanie zdjęcia stworzonego dla celów propagandowych totalitarnego państwa z odwołaniem się do symbolicznej postaci nazistowskiego najeźdźcy, nie może być uznana za rzetelną i rzeczywiście służyć dobru społecznemu – czyli działaniu w interesie społecznym, na które pozwani się powoływali. Prawidłowo zatem Sąd Okręgowy uznał, że doszło do naruszenia dóbr osobistych powoda w postaci wizerunku, godności i dobrego imienia. Słusznie zatem udzielił ochrony prawnej, stosując majątkowe i niemajątkowe środki takiej ochrony. Redaktor Tomasz Sakiewicz  z oburzeniem przyjął tę decyzję sądu komentują ją dla mediów i PAP .  Mamy tu do czynienia z rażącą nierównością stron – powiedział Tomasz Sakiewicz –  w I instancji w ogóle odmówiono mi prawa głosu, nie wpuszczono mnie na salę, nie dopuszczono mnie do połączenie skype’owego, nie przesłuchano moich świadków, a w II instancji sędzia tylko udawała, że próbuje wyrównać szkody wyrządzone przez I instancję. Doszło do tego, że pan Kramek i jego adwokacji mogli mnie przesłuchiwać, a ja nie mogłem zadać mu żadnego pytania; i to wszystko działo się na jednej sali – jakby miał gorsze prawa. A już sam fakt, że sądzi się za satyrę polityczną świadczy jak najgorzej o sytuacji w naszym kraju. W dodatku sędziowie zarówno z I jak z II instancji to są osoby mocno zaangażowane politycznie: sędzia z I instancji nie ukrywał swoich poglądów i tego, że solidaryzuje się z panem Kramkiem, a sędzia z II instancji podpisywała się pod listami „rozgrzanych” sędziów, którzy wypowiedzieli posłuszeństwo Polsce.

Mec. Andrzej Lew-Mirski, pełnomocnik Sakiewicza, jest rozczarowany postępowaniem wymiaru sprawiedliwości. Komentując dla mediów  tę decyzję Sądu  powiedział iż w jego ocenie Sąd II instancji dokonał jedynie  pewnych kosmetycznych zmian w wyroku, uwzględniając apelację. Nie zmienia to jednak faktu, że zostaliśmy potraktowani jako osoby, które naruszyły dobra osobiste pana Kramka.Zdaniem adwokata orzeczenie sądu jest zastanawiające: Warto się nad nim pochylić nie tylko w kontekście przykładu samego powoda Kramka, ale samego sposobu rozumowania sądu apelacyjnego  – powiedział mec. Lew – Mirski.

Decyzja Sadu jest prawomocna. Na jej podstawie Bartosz Kramek może oczekiwać na zamieszczenie przeprosin i zapłacenie zadośćuczynienia. Przepisy dopuszczają jednak
możliwość wniesienia skargi kasacyjnej do Sądu Najwyższego. Skorzystanie z takiego środka prawnego nie wstrzymuje wykonania wyroku sądu II instancji, jednak SN może uchylić takie orzeczenie i zwrócić sprawę do rozpoznania sądowi powszechnemu.  Redaktor naczelny „Gazety Polskiej” nie wyklucza wniesienia skargi kasacyjnej.

W ubiegłym roku, 28 lipca 2021 r. ,  warszawski Sąd Okręgowy  wydał wyrok, w którym nakazał redaktorowi przeprosić Kramka na okładce „Gazety Polskiej”, a także polecił zapłacić pozwanym solidarnie zadośćuczynienie w kwocie 15 tys. zł na rzecz powoda oraz 10 tys. zł na rzecz fundacji Centrum Praw Kobiet. Redaktor Sakiewicz został także obciążony kosztami procesu. Od tego wyroku sądu I instancji została przez niego złożona apelacja.  CMWP SDP wspierało dziennikarza w tym procesie i 9 czerwca b.r. przesłało do Sądu opinię amicus curiae, w której przedstawiliśmy wątpliwości dotyczące decyzji Sądu I instancji.

Tekst i zdjęcia Anna Maria Szczepaniak

Wcześniejsze informacje na ten temat TUTAJ.

CMWP SDP w obronie red. Pawła Gąsiorskiego w rozprawie apelacyjnej z gminą Rędziny

Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP działające jako „przyjaciel sądu” przesłało opinię amicus curiae  do Sądu Okręgowego w Częstochowie w rozprawie apelacyjnej red. Pawła Gąsiorskiego . Został on skazany  z art. 212 kk za „zniesławienie gminy Rędziny” . Pierwsza rozprawa w tej sprawie zaplanowana jest na 2 sierpnia . 

Red. Paweł Gąsiorski został skazany za  opublikowanie w 2019 r. na prowadzonym przez siebie  portalu www.gminaredziny.pl dwóch artykułów na temat wydatków i dochodów związanych z odbiorem, gospodarowaniem i transportem śmieci w Gminie Rędziny. Teksty te zostały także opublikowane  na portalu Facebook.  Według aktu oskarżenia, gmina została zniesławiona  m.in. sformułowaniem “gmina nieźle zarabia na Waszych odpadach”,  “mieszkańcy za dużo płacą za śmieci”, co  rzekomo spowodowało utratę zaufania do gminy Rędziny przez mieszkańców. Gmina nie zwróciła się do portalu o sprostowanie treści artykułu ani w części, ani w całości.  W toku postępowania sądowego Paweł Gąsiorski nie przyznał się do zarzucanego mu czynu i w tym zakresie złożył wyjaśnienia. Zgodnie z jego linią obrony, nie uchybił on wymogom art. 12 ust. 1 ustawy – Prawo prasowe, dochowując wskazanej przez ustawodawcę staranności i rzetelności. Podniósł również, że gmina nie może  być oskarżycielem prywatnym w niniejszej sprawie. Został jednak skazany wyrokiem Sądu Rejonowego w Częstochowie – Wydział XVI Karny z dnia 23 listopada 2021 r.  CMWP przedstawiło swoją opinię w postępowaniu pierwszoinstancyjnym (pismo z dnia 19 listopada 2021 r.), jednak z uwagi na wydanie wyroku skazującego, opinia ta wymagała  uzupełnienia, dlatego 27 lipca b.r. została wysłana do Sądu Okręgowego . 

CMWP SDP pragnie  jednoznacznie podkreślić , iż skazanie dziennikarza wyrokiem karnym za krytykę gospodarki śmieciowej gminy jest nie tylko nie do pogodzenia z międzynarodowymi, powszechnie uznanymi standardami wolności słowa, ale wręcz podważa powagę polskiego sądownictwa. Wydawanie wyroków skazujących za tego rodzaju czyny nie powinno mieć miejsca w praworządnym państwie w XXI w. Utrzymanie w mocy orzeczenia sądu I instancji zdecydowanie nie leżałoby więc w interesie wymiaru sprawiedliwości. Wbrew pozorom, nie leżałoby również w interesie oskarżyciela (jakkolwiek postrzegają tą kwestię jego przedstawiciele), ponieważ organ władzy, którego w praktyce nie wolno krytykować na łamach prasy, nie będzie poddany należytej kontroli społecznej. Ostatecznie, byłoby szkodliwe zarówno dla tego organu, jak i całej wspólnoty samorządowej.

Ponadto skazanie red. Pawła Gąsiorskiego wyrokiem karnym stanowi rażące naruszenie jego konstytucyjnych praw obywatelskich oraz wolności słowa. Należy podkreślić, że gmina nie skorzystała z możliwości złożenia wniosku o sprostowanie zawartych w artykułach prasowych treści, które uważa za nieprawdziwe lub nieścisłe. W tym kontekście argumentacja zawarta w akcie oskarżenia budzi poważne wątpliwości, bowiem kluczowym elementem sprawy wydaje się raczej chęć ukarania „nieprawomyślnego” dziennikarza za publikację niż rzeczywiste dążenie do wyjaśnienia stanu faktycznego i obrony dobrego imienia samorządu. CMWP SDP stoi w związku z tym na stanowisku, że wniesiony w niniejszej sprawie akt oskarżenia stanowi tzw. SLAPP (strategic lawsuit against public participation), tzn. akcję procesową nakierowaną na faktyczne ograniczenie praw obywatelskich w zakresie wolności słowa, poprzez zniechęcenie dziennikarza do podejmowania tematyki gospodarki finansowej gminy Rędziny. Nie służy więc założonym przez ustawodawcę celom, lecz w istocie tłumieniu krytyki, która stanowi przecież niezbędny element społeczeństwa obywatelskiego. Skutkuje to niszczeniem wolnej debaty i godząc w jeden z fundamentów porządku prawnego Rzeczypospolitej Polskiej, jakim jest wolność słowa. W konsekwencji, ewentualne utrzymanie wyroku skazującego spowodowałoby tzw. efekt mrożący (który już wystąpił wskutek skazania w I instancji) i byłoby nie do pogodzenia z aktywnością społeczną obywateli, którzy w interesie publicznym mają prawo żądać wyjaśnień, wyświetlać kontrowersyjne sprawy, krytykować władzę i bronić w ten sposób państwa prawa (art. 2 Konstytucji RP).

CMWP SDP podtrzymuje w niej swoją opinię, iż trafny jest powołany w apelacji zarzut pełnomocnika oskarżonego, dotyczący braku legitymacji procesowej (formalnej) po stronie gminy. Wniesienie przez wójta w imieniu gminy prywatnego aktu oskarżenia nie spełnia przesłanki zaspokajania zbiorowych potrzeb wspólnoty lokalnej i wykracza poza ustawowe kompetencje gminy. Legitymowanym formalnie do wniesienia aktu oskarżenia mógłby być hipotetycznie wójt gminy jako osoba fizyczna i to jedynie w przypadku, gdyby jego osobiście dotyczyły zarzuty mogące wyczerpywać przesłanki zniesławienia.
Niezależnie od tego CMWP pragnie zwrócić uwagę, że publikacje Pawła Gąsiorskiego miały charakter ocen i to nakierowanych na wyjaśnienie sprawy oraz zwrócenie na nią uwagi opinii publicznej. W tym kontekście trafny jest podniesiony w apelacji zarzut obrazy przepisów prawa materialnego tj. art. 212 k.k. w związku z art. 213 § 2 k.k. poprzez jego błędne zastosowanie, polegające na przyjęciu, że pomówienie w rozumieniu przepisu art. 212 k.k. może mieć charakter wypowiedzi ocennej, a nie tylko wypowiedzi o faktach. Skoro bowiem Sąd Rejonowy przyznał, iż kwestionowanie „prawidłowości zaliczenia określonych kosztów na poczet kosztów związanych z realizacją gospodarki odpadami” jest oceną dziennikarza, logicznym tego następstwem powinno być jego uniewinnienie, nie zaś skazanie.

Odnosząc się natomiast do kwestii, czy swoimi publikacjami red. Paweł Gąsiorski nie przekroczył granic dozwolonej krytyki, należy zwrócić uwagę, że zgodnie z orzecznictwem Europejskiego Trybunału Praw Człowieka (ETPCz), wolność wypowiedzi dziennikarskiej obejmuje również możliwość użycia pewnej dozy przesady lub prowokacji (sprawa Prager
i Oberschlick przeciwko Austrii
, skarga nr 15794/90).  Powyższe stwierdzenia, odnoszące się do polityków (osób publicznych), należy tym bardziej i to w znacznie szerszym stopniu odnosić do publicznych osób prawnych – jednostek samorządu terytorialnego, które z istoty rzeczy nie mogą być przedmiotem „zniesławienia” w takim znaczeniu, jak osoby fizyczne,
co wynika zarówno z ich formalnego charakteru (osoba prawna jest konstrukcją prawną, a nie realnie żyjącą osobą), jak i z ich publicznego charakteru, co w świetle bogatego orzecznictwa sądowego implikuje konieczność liczenia się z krytyką, nawet wyrażaną w ostrej formie.

Nie można wreszcie pominąć faktu, że oskarżony dziennikarz dołożył w toku postępowania pierwszoinstancyjnego wszelkich starań, aby udowodnić prawdziwość zarzutów, które wysunął wobec gospodarki odpadami prowadzonej przez Gminę Rędziny. Wskazał, że w aktach sprawy zawarte są dowody (dokumenty, zeznania świadków) potwierdzające okoliczności, które przytoczył w swoich publikacjach. Swoje tezy oparł na oficjalnych dokumentach otrzymanych z Urzędu Gminy, na podstawie których dokonał wyliczeń. Przedstawione przez oskarżonego wyjaśnienia są w tej mierze na tyle spójne i logiczne, że trudno jest zrozumieć, dlaczego Sąd Rejonowy nie uwzględnił dowodów ewidentnie przemawiających przeciwko skazaniu. Ocena tego stanu rzeczy należy jednak do Sądu II instancji.

Opinię amicus curiae w niniejszej sprawie podpisali  dr Jolanta Hajdasz, dyrektor CMWP SDP oraz Michał Ł. Jaszewski, doradca ds. prawnych SDP.

Pełny tekst opinii amicus curiae CMWP SDP w niniejszej sprawie jest TUTAJ.

Sprawa red. Piotra Filipczyka z portalu wPolityce.pl pozwanego z art. 212 kk. Relacja z rozprawy

21 lipca 2022 r. w Sądzie Rejonowym w Gdyni, w II Wydziale Karnym odbyło się kolejne już (trzecie) posiedzenie pomiędzy Henrykiem Jezierskim, właścicielem wydawnictw motoryzacyjnych z Trójmiasta, a Piotrem Filipczykiem, dziennikarzem portalu wPolityce.pl. Akt oskarżenia z art. 212 kk przeciwko red. Piotrowi Filipczykowi  wniósł red. Henryk Jezierski. Przyczyną oskarżenia jest opublikowany na portalu www.wpolityce.pl w dniu 29 stycznia 2019 r. tekst zatytułowany „Teczkowy skandal w Gdańsku? Sprawę zbada policja. Radni PiS dostali maile, że jeden z nich miał współpracować z SB”. Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP objęło niniejszy proces monitoringiem. Obserwatorem CMWP SDP jest red. Maria Giedz. 

Sprawa prowadzona jest z wyłączeniem jawności, dlatego nie można ujawniać jej szczegółów. Na podstawie 241 art. par.2 Kodeksu Karnego ten, kto rozpowszechnia publicznie wiadomości z rozprawy sądowej prowadzonej z wyłączeniem jawności  podlega bowiem grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.

Sprawę prowadzi sędzia Joanna Biernacka. W rozprawie 21 lipca uczestniczyli: Henryk Jezierski, Piotr Filipczyk oraz jego pełnomocnik mec. Robert Małecki, a także Maria Giedz, obserwator  CMWP. Pojawili się też dwaj świadkowie. Wezwanych było czterech, co wynikało z wokandy wywieszonej przed salą rozpraw. Możemy jedynie wspomnieć, że sporny materiał prasowy autorstwa Piotra Filipczyka wiąże się z konfliktem Henryka Jezierskiego z gdańskim radnym PiS Waldemarem Jaroszewiczem. Najbardziej kontrowersyjnym fragmentem artykułu była informacja o mailach rozesłanych do gdańskich radnych na temat rzekomej współpracy Jaroszewicza z komunistycznymi służbami. Filipczyk napisał: „Nadawcą wiadomości, która krąży także po redakcjach, był Henryk Jezierski, znany m.in. z antysemickich publikacji dziennikarz sam jakiś czas temu zdemaskowany jako tajny współpracownik SB. Jezierski miał grozić Jaroszewiczowi, że nagłośni sprawę, jeśli ten nie złoży mandatu. – Zgłosiłem już na policję próbę szantażu i oszczerstwo – mówi nam Jaroszewicz. I dodaje, że, aby rozwiać wszelkie wątpliwości, podda się autolustracji.”

Zwrot „zdemaskowany jako tajny współpracownik SB”, określający Jezierskiego okazał się przyczyną pozwu, mimo że artykuł ukazał się po publikacji książki Daniela Wicentego: „Weryfikacja gdańskich dziennikarzy w stanie wojennym”, wydanej przez IPN w Gdańsku w 2015 r. Na stronie 77 tego opracowania czytamy: „Henryk Jezierski – pracownik sekretariatu redakcji. Proponuje się pozostawić w zespole”. Do tego jest przypis nr 17: [Jezierski] „Zarejestrowany jako KTW (prawdopodobnie 27 IV 1988 r.), a następnie jako TW ps. „Jurek” przez Wydział III WUSW w Gdańsku (nr rej. 57968, nr arch. I-26134), wyrejestrowany 3 VII 1989 r. ze względu na „odmowę współpracy” (na podstawie wypisu z dziennika rejestracyjnego b. WUSW w Gdańsku; materiały nie zachowały się)”. Wszystkie materiały z tamtego okresu zostały zmikrofilmowane, a następnie w 2010 r. spalono je wraz z mikrofilmami, dlatego też w książce Daniela Wicentego brakuje wyraźnego potwierdzenia o współpracy Jezierskiego z SB.  Spór pomiędzy Jezierskim, a Jaroszewiczem został zamknięty prawomocnym wyrokiem na niekorzyść Jezierskiego. Lista dziennikarzy pozwanych i oskarżonych przez Henryka Jezierskiego jest długa, w kilku z nich dziennikarzy wspierało i wspiera nadal CMWP SDP.

Kolejny termin rozprawy Sąd wyznaczył na 18 października 2022 r.

Tekst i zdjęcie: Maria Giedz

 

 

Apel CMWP SDP o wyjaśnienie zarzutów dotyczących nagannych metod pracy redakcji Gazety Wyborczej

W związku z informacjami ujawnionymi przez portal tvpinfo.pl poprzez publikację nagrania ze spotkania kierownictwa Gazety Wyborczej z zarządem spółki Agora z listopada 2021 r. CMWP SDP apeluje do GW o rzetelne wyjaśnienie zarzutów dotyczących stronniczości i nagannych praktyk wewnątrzredakcyjnych, jakie ujawnia publikacja. W kontekście tego, iż osoby wypowiadające się na  w/w spotkaniu, w tym kierownictwo Agory nie odpowiedziały na pisemnie zadane pytania Autorów publikacji, szczegółowe wyjaśnienie na ten temat jest wyjątkowo pożądane ze względu na ważny interes społeczny.

Z ujawnionych rozmów w GW wyłania się obraz walki o pieniądze i wpływy między Redakcją, a przedstawicielami właściciela, czyli Zarządu Spółki oraz istniejących wzajemnych pretensji i oskarżeń między zespołem redakcyjnym, a zarządzającym w wydawnictwie. Zdumienie i oburzenie mogą budzić metody pracy dziennikarzy GW przedstawione w nagraniach np. ingerencje zarządu w sprawie tekstów dotyczących reklamodawców i wydawanych książek, czy np. istnienie w redakcji grupy cyt. „dziennikarzy, którzy non-stop tropią pana Obajtka i innych ludzi” , a których pracę nadzoruje zastępca redaktora naczelnego „Gazety Wyborczej” kierujący działem Kraj.

Jak czytamy na stronie internetowej, portal tvp.info postanowił opublikować najważniejsze fragmenty prowadzonych w redakcji GW rozmów ze względu na interes społeczny. Pokazują one zdaniem redakcji portalu obraz tego, co działo się w spółce wydającej jedną z najważniejszych gazet w Polsce oraz ujawniają  kulisy pracy pisma związanego silnie z obozem antyrządowym i władzą lokalną w wielu miejscach w naszym kraju. Nagrane spotkanie miało miejsce po zwolnieniu przez kierownictwo Agory Jerzego Wójcika, dyrektora wydawniczego Gazety Wyborczej. Przez to zwolnienie trwający już wcześniej spór zaczął jeszcze bardziej eskalować, a redakcja zażądała rozmów z kierownictwem spółki. Poziom nieufności między przedstawicielami redakcji GW i zarządu spółki Agora  był tak wysoki, że jeden z uczestników postanowił spotkanie nagrać. Ono trafiło do portalu tvpinfo.pl

Jak informuje  portal   w trakcie spotkania padają bardzo konkretne zarzuty pod adresem kierownictwa Agory i Gazety.pl dotyczące próby odebrania danych subskrybentów Wyborczej i wystawienia ich na targowanie przez Agorę i Gazetę. Stawiane są personalne zarzuty niekompetencji menadżerów spółki, ujawnianie są praktyki promowania tekstów przez zaprzyjaźniony TVN24 oraz pojawiają się wątki finansowe, łączone z bieżącą aktywnością medialną, w tym z nagonką na prezesa Orlenu. Dlatego CMWP SDP apeluje o wyjaśnienie tych zarzutów.  Sprawa ta jest istotna w kontekście realizacji zasady wolności słowa demokratycznego państwa ze względu na społeczne skutki oddziaływania mediów, w tym Gazety Wyborczej, oraz wpływ na nie warunków pracy dziennikarzy i redaktorów oraz ich metod pracy.

 

dr Jolanta Hajdasz, dyr. CMWP SDP

Warszawa, 25 lipca 2022 r.

 

CMWP SDP obejmuje monitoringiem sprawę z powództwa RASP przeciwko red. Samuelowi Pereira

W związku z pozwem o naruszenie dóbr osobistych,  jaki  w 2018 r. skierowało wydawnictwo Ringier Axel Springer Polska sp. z o.o. przeciwko Redaktorowi Samuelowi Pereira, Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP zawiadamia o objęciu niniejszej sprawy monitoringiem pod kątem przestrzegania praw człowieka i obywatela w zakresie wolności słowa. Stosowne pismo zostało wysłane do Sądu Okręgowego w Warszawie. Według oceny CMWP, w niniejszej sprawie zachodzi zagrożenie naruszenia praw obywatelskich red. Samuela Pereiry. CMWP SDP  od początku wspiera dziennikarza w tym sporze z medialnym potentatem i broni jego prawa do swobody wypowiedzi oraz dziennikarskiej niezależności.

Redaktor Samuel Pereira został pozwany przez Ringiuer Axel Springer sp.z o.o. w październiku 2018 roku za 26 swoich wpisów na portalach społecznościowych, jakie opublikował w okresie od stycznia do lipca 2018 r. na portalu Twiiter  oraz za  jeden wpis z października 2017  na portalu Facebook, a w których rzekomo miał rozpowszechniać nieprawdziwe informacje i sugestie dotyczące niemiecko – szwajcarskiego wydawnictwa Ringier Axel Springer sp. z o.o. RASP  domaga się  usunięcia wpisów red. Pereiry ze wskazanych portali, przeprosin w różnych mediach oraz odszkodowania w postaci wpłaty na cel społeczny w wysokości 100 tysięcy złotych. CMWP SDP  podjęło monitoring sprawy zgodnie z przepisami prawa, co jest uzasadnione celami realizowanymi przez Centrum oraz potrzebą ochrony istotnych dóbr chronionych prawem, w tym konstytucyjnych praw i wolności.

Ostatnia rozprawa w tej sprawie odbyła się 18 maja 2022 r. Posiedzenie było jawne i odbyło się w trybie on-line. Przypomniano, iż dziennikarz został oskarżony w 2018 roku przez spółkę Ringier Axel Springer Polska o naruszenie dóbr osobistych. Przedmiotem sporu są wpisy z okresu od października 2017 roku do lipca 2018 roku, które zostały umieszczone przez Samuela Pereirę na portalach społecznościowych (Tweeter i Facebook). Według skarżących, publicysta zamieszczając owe wpisy naruszył dobra osobiste wydawnictwa w postaci jego renomy. W związku z tym spółka domaga się od pozwanego dziennikarza: 100 tysięcy złotych na rzecz organizacji charytatywnej, zamieszczenia przeprosin na wymienionych portalach społecznościowych oraz usunięcia z prowadzonych przez Pereirę portali 26 wpisów, a także nakazanie „zaniechania rozpowszechniania nieprawdziwych informacji i sugestii dotyczących RASP”.

Podczas procesu, w charakterze strony powodowej, przed sądem stawił się Krzysztof Stopa, dyrektor finansowy RASP.  Stwierdził on, że wydawnictwo skierowało do dziennikarza pismo, w którym domagało się zaprzestania naruszeń. Pytany o skutki spornych wpisów, Stopa oświadczył, że dotknęły one zarówno dziennikarzy jak i pracowników, wywołując złość oraz falę negatywnych komentarzy, a samo pismo RASPU miało wzbudzić eskalację tych wpisów. Były to na przykład: tworzenie informacji pod dyktando Niemiec. Według Krzysztofa Stopy: Dziennik Fakt nie jest niemieckim wydawnictwem. Jest polską spółką. Fakt jest podmiotem z kapitałem głównie szwajcarskim. Kolejna sporna informacja brzmiała: Fakt jest redagowany przez Marka Dekana, na co zeznający stwierdził, że linia redakcyjna nie jest związana z liną zarządzania. Za godzące w wydawnictwo wpisy skarżący uznał także zdanie: Fakt gazeta codzienna jest brukowcem, w którym pracują hieny. Dodatkowo zarzucił, że Pereira nie skonfrontował swoich wpisów z dziennikarzami i pracownikami Faktu przed umieszczeniem ich na portalach społecznościowych. Stopa oświadczył także przed sądem, że misją Faktu jest rzetelne informowanie społeczeństwa, by mogło ono dokonywać właściwych wyborów. A wszystkie wpisy publicysty bazują na stereotypach, wykorzystują polsko-niemieckie relacje historyczne. Godzą w dobre imię wydawnictwa, dziennikarzy i innych prawników. Jednym słowem, Samuel Pereira nie miał podstawy do swoich publikacji.

Do tych zarzutów odniósł się oskarżony dziennikarz, który stwierdził, że poczynania RASP-u są w sprzeczności zarówno do standardów jak i praktyki dziennikarskiej. Odmawia mu się konstytucyjnego prawa do wyrażania własnych poglądów, w tym krytyki, którą z kolei gwarantuje prawo prasowe. Redaktor Pereira przekonywał, że jego celem nie było wydawnictwo jako takie, ale odnosił się do konkretnych wydarzeń, publikacji i dyskusji w mediach społecznościowych polemizując z konkretnymi dziennikarzami. Zwrócił też uwagę, że należy oddzielić wpisy w mediach społecznościowych od publikacji w gazetach czy portalach, gdzie przygotowując artykuł bada się zagadnienie z kilku stron i weryfikuje zdarzenia. Dyskusja w komunikatorach, jest nieporównywalna – dowodził dziennikarz  – bowiem toczy się bezpośrednio między użytkownikami. Ja zawsze uczestniczyłem w tych dyskusjach. Sam wielokrotnie byłem ofiarą mocnych tez – powiedział. W tym miejscu Samuel Pereira zacytował bardzo obraźliwe, odnoszące się do niego osobiści komentarze pokazując tym samym „temperaturę” polemiki w mediach społecznościowych. W kontekście listu szefa koncernu RASP do pracowników zatrudnionych w Polsce, Pereira stwierdził: Ten list został przekazany wszystkim dziennikarzom należącym do RASP-u, ujawniony przez media, niezdementowany przez p. Marka Dekana. Nie kontaktowałem się z p. Dekanem, bo nie widziałem takiej potrzeby.

Rozprawa zakończyła się wnioskiem wydawnictwa RASP o wyznaczenie terminu, na przedstawienie swojego ostatecznego stanowiska na piśmie, do którego z kolei odniesie się Samuel Pereira. Sędzia Agnieszka Bedyńska-Abramczyk poinformowała o możliwości podjęcia dalszych decyzji, w szczególności w zakresie wydania orzeczenia końcowego, na posiedzeniu niejawnym.

***

Relacja z rozprawy wydawnictwa RASP przeciwko redaktorowi Samuelowi Pereira

18 maja 2022 roku w Sądzie Okręgowym w Warszawie, odbyła się kolejna już rozprawa przeciwko redaktorowi Samuelowi Pereira. Posiedzenie było jawne i odbyło się w trybie on-line. Dziennikarz został oskarżony w 2018 roku przez spółkę Ringier Axel Springer Polska o naruszenie dóbr osobistych. Przedmiotem sporu są wpisy z okresu od października 2017 roku do lipca 2018 roku, które zostały umieszczone przez Samuela Pereirę na portalach społecznościowych (Tweeter i Facebook). Według skarżących, publicysta zamieszczając owe wpisy naruszył dobra osobiste wydawnictwa w postaci jego renomy. W związku z tym spółka domaga się od pozwanego dziennikarza: 100 tysięcy złotych na rzecz organizacji charytatywnej, zamieszczenia przeprosin na wymienionych portalach społecznościowych oraz usunięcia z prowadzonych przez Pereirę portali 26 wpisów, a także nakazanie „zaniechania rozpowszechniania nieprawdziwych informacji i sugestii dotyczących RASP”.

Podczas procesu, w charakterze strony powodowej, przed sądem stawił się Krzysztof Stopa, dyrektor finansowy RASP.  Stwierdził on, że wydawnictwo skierowało do dziennikarza pismo, w którym domagało się zaprzestania naruszeń. Pytany o skutki spornych wpisów, Stopa oświadczył, że dotknęły one zarówno dziennikarzy jak i pracowników, wywołując złość oraz falę negatywnych komentarzy, a samo pismo RASPU miało wzbudzić eskalację tych wpisów. Były to na przykład: tworzenie informacji pod dyktando Niemiec. Według Krzysztofa Stopy: Dziennik Fakt nie jest niemieckim wydawnictwem. Jest polską spółką. Fakt jest podmiotem z kapitałem głównie szwajcarskim. Kolejna sporna informacja brzmiała: Fakt jest redagowany przez Marka Dekana, na co zeznający stwierdził, że linia redakcyjna nie jest związana z liną zarządzania. Za godzące w wydawnictwo wpisy skarżący uznał także zdanie: Fakt gazeta codzienna jest brukowcem, w którym pracują hieny. Dodatkowo zarzucił, że Pereira nie skonfrontował swoich wpisów z dziennikarzami i pracownikami Faktu przed umieszczeniem ich na portalach społecznościowych. Stopa oświadczył także przed sądem, że misją Faktu jest rzetelne informowanie społeczeństwa, by mogło ono dokonywać właściwych wyborów. A wszystkie wpisy publicysty bazują na stereotypach, wykorzystują polsko-niemieckie relacje historyczne. Godzą w dobre imię wydawnictwa, dziennikarzy i innych prawników. Jednym słowem, Samuel Pereira nie miał podstawy do swoich publikacji. Do tych zarzutów odniósł się oskarżony dziennikarz, który stwierdził, że poczynania RASPu są w sprzeczności zarówno do standardów jak i praktyki dziennikarskiej. Odmawia mu się konstytucyjnego prawa do wyrażania własnych poglądów, w tym krytyki, którą z kolei gwarantuje prawo prasowe. Pereira przekonywał, że jego celem nie było wydawnictwo jako takie, ale odnosił się do konkretnych wydarzeń, publikacji i dyskusji w mediach społecznościowych polemizując z konkretnymi dziennikarzami. Zwrócił też uwagę, że należy oddzielić wpisy w mediach społecznościowych od publikacji w gazetach czy portalach, gdzie przygotowując artykuł bada się zagadnienie z kilku stron i weryfikuje zdarzenia. Dyskusja w komunikatorach, jest nieporównywalna – dowodził dziennikarz  – bowiem toczy się bezpośrednio między użytkownikami. Ja zawsze uczestniczyłem w tych dyskusjach. Sam wielokrotnie byłem ofiarą mocnych tez – powiedział. W tym miejscu Samuel Pereira zacytował bardzo obraźliwe, odnoszące się do niego osobiści komentarze pokazując tym samym „temperaturę” polemiki w mediach społecznościowych. W kontekście listu szefa koncernu RASP do pracowników zatrudnionych w Polsce, Pereira stwierdził: Ten list został przekazany wszystkim dziennikarzom należącym do RASP-u, ujawniony przez media, niezdementowany przez p. Marka Dekana. Nie kontaktowałem się z p. Dekanem, bo nie widziałem takiej potrzeby.
Rozprawa zakończyła się wnioskiem wydawnictwa RASP o wyznaczenie terminu, na przedstawienie swojego ostatecznego stanowiska na piśmie, do którego z kolei odniesie się Samuel Pereira. Sędzia Agnieszka Bedyńska-Abramczyk poinformowała o możliwości podjęcia dalszych decyzji, w szczególności w zakresie wydania orzeczenia końcowego, na posiedzeniu niejawnym.

Redaktor Samuel Pereira został pozwany przez Ringiuer Axel Springer sp.z o.o. w październiku 2018 roku za 26 swoich wpisów na portalach społecznościowych, jakie opublikował w okresie od stycznia do lipca 2018 r. na portalu Twiiter  oraz za  jeden wpis z października 2017  na portalu Facebook, a w których rzekomo miał rozpowszechniać nieprawdziwe informacje i sugestie dotyczące niemiecko – szwajcarskiego wydawnictwa Ringier Axel Springer sp. z o.o. RASP  domaga się  usunięcia wpisów red. Pereiry ze wskazanych portali, przeprosin w różnych mediach oraz odszkodowania w postaci wpłaty na cel społeczny w wysokości 100 tysięcy złotych.

tekst i zdjęcia : Aleksandra Tabaczyńska

Protest CMWP SDP przeciwko atakowi na ekipę Telewizji Polskiej

CMWP SDP  stanowczo protestuje przeciwko atakowi na  ekipę Telewizji Polskiej, do jakiego  doszło 17 lipca br. na Placu Powstańców Warszawy przed siedzibą TVP w Warszawie apeluje do przedstawicieli władz o szczegółowe wyjaśnienie wszystkich okoliczności tego zajścia  oraz o pomoc w  ustaleniu tożsamości sprawców i ukaranie osób winnych tej sytuacji.

W niedzielę 17 lipca po południu pod siedzibą TVP na stołecznym pl. Powstańców Warszawy doszło do napaści i aktów agresji fizycznej ze strony niezidentyfikowanych napastników w stronę ekipy Telewizji Polskiej. Pod adresem ekipy  TVP i pracowników ochrony TVP skierowano wulgaryzmy oraz  groźby pobicia, jeden z pracowników został opluty, a w stronę ekipy rzucano butelką. Na opublikowanym przez TVP  nagraniu widać, jak dwaj agresorzy grożą pobiciem członkowi ekipy Telewizji Polskiej, a jeden z nich pluje jednemu z członków ekipy w twarz. Potem obaj odchodzą, ale po chwili mężczyźni wracają i kierują swoje groźby również pod adresem ochrony obiektu TVP. Następnie znów odchodzą, a mężczyzna, który wcześniej znieważył pracownika Telewizji Polskiej, rzuca w kierunku ekipy butelkę. Wsiadają do podstawionego dla nich samochodu. Obaj zajmują miejsca z prawej strony, prawdopodobnie więc w pojeździe siedzi jeszcze co najmniej jedna osoba – kierowca. Auto – białe kombi – skręca w ul. Moniuszki w Warszawie.

CMWP SDP podkreśla, iż fizyczne ataki na dziennikarzy i członków ekip realizujących materiały prasowe są jaskrawym naruszeniem zasady wolności słowa, która jest fundamentem ustroju każdego demokratycznego państwa i nigdy nie powinny mieć miejsca. Bezpieczeństwo pracy dziennikarzy i osób z nimi współpracujących jest warunkiem prawidłowej realizacji tej zasady, a państwo jest zobowiązane do zapewnienia dziennikarzom i osobom z nimi pracującym warunków pracy niezagrażających ich życiu i zdrowiu. Dlatego CMWP SDP przyłącza się do apelu TVP o pomoc w ustaleniu tożsamości sprawców opisanego zajścia i wyciągnięcie wobec nich konsekwencji prawnych.

 

dr Jolanta Hajdasz, dyr. CMWP SDP

Warszawa 18 lipca 2022 r.

 

Informacje źródłowe materiału filmowego TUTAJ.

 

Wsparcie CMWP SDP dla „Gazety Lubuskiej” w sporze z zarządem województwa lubuskiego

Marszałek Województwa Lubuskiego naciska na „Gazetę Lubuską”, by zakończyła współpracę z dziennikarzem, który opisuje  aferę mobbingu i molestowania w gorzowskim WORD. Zarząd województwa  jednoznacznie zaapelował o to w piśmie przygotowanym przez prawników urzędu marszałkowskiego i podpisanym przez rzecznika prasowego zarządu województwa, Pawła Kozłowskiego. Pismo odnosi się do cyklu artykułów poświęconych aferze w Wojewódzkim Ośrodku Ruchu Drogowego w Gorzowie, oskarżeń o mobbing i molestowanie oraz bierność polityków, którzy mając wiedzę o możliwym przestępstwie, nie podjęli zdecydowanych działań. Wśród autorów artykułów na ten temat jest red. Robert Bagiński. W ocenie urzędników jego teksty budzą „niesmak”, są „stronnicze i przygotowane wbrew etyce dziennikarskiej”. Redakcja stanowczo odpiera te zarzuty. Jej stanowisko wspiera Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP. 

W ocenie Centrum  jest to  próba ograniczenia wolności słowa i niezależności redakcji. Pismo tego typu jest zdumiewające i wychodzi poza normalne relacje między przedstawicielami władzy, a mediami. To niedopuszczalna metoda dyscyplinowania redakcji, naruszanie zasad wolności słowa i niezależności mediów. Nie można także deprecjonować autora, bo ktoś kiedyś uznał, że on w przeszłości w czymś się pomylił lub popełnił błąd. Jeśli pojawiają się zastrzeżenia co do treści artykułu, to wysyła się sprostowanie. Można opublikować stanowisko w swoich kanałach informacyjnych. Ostatni krok to pozwanie redakcji do sądu. Prawo wszystkie te możliwości przewiduje. Przesłane przez urząd pismo stanowi nieformalny nacisk, który służy zastraszeniu innych, by wszyscy wiedzieli, że jeśli będą zadzierać z władzą, to spotkają ich kłopoty. To przekroczenie kompetencji i działanie przeciwskuteczne. Dziś nikt podjętego tematu nie może zostawić, żeby nie poddać się presji urzędników – czytamy w stanowisku CMWP SDP przesłanym przez dyrektor Jolantę Hajdasz do Redakcji Gazety Lubuskiej.

Więcej na ten temat TUTAJ.