Przesłuchanie red. Tomasza Sakiewicza z procesie z powództwa Bartosza Kramka

15 lipca br. w Sądzie Apelacyjnym w Warszawie odbyła się kolejna rozprawa z powództwa Bartosza Kramka wytoczona przeciw Tomaszowi Sakiewiczowi. Sprawa dotyczy fotomontażu na okładce „Gazety Polskiej” z 16 sierpnia 2017 r. ukazującej „nową kampanię wrześniową” z podobizną m.in. Kramka. Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP objęło niniejszą sprawę monitoringiem pod kątem przestrzegania praw człowieka i obywatela, w szczególności w zakresie wolności słowa. 9 czerwca br. CMWP przesłało do Sądu swoją opinię działając w charakterze amicus curiae.  CMWP SDP  broni redaktora Tomasza Sakiewicza w tym procesie. Obserwatorem CMWP SDP  jest  red. Anna Maria Szczepaniak. 

Mąż Ludmiły Kozłowskiej, szefowej Fundacji Otwarty Dialog, zarzuca naczelnemu „Gazety Polskiej” naruszenie dóbr osobistych w postaci godności, szacunku, czci, dobrego imienia i reputacji. Żalący twierdzi, że z powodu publikacji wciąż doświadcza ostracyzmu: Odbiór społeczny jest taki, że ja do dzisiaj spotykam się z takimi reakcjami na ulicy – jestem wyzywany od zdrajców, sprzedawczyków. Zadawane są mi czasami pytania na protestach, gdzie padają pytania o to, jak to jest zdradzać ojczyznę. Sprawę w I instancji prowadził sędzia Tomasz Jaskłowski, który od samego początku nie krył swojego stanowiska wobec całej sytuacji: nie dopuścił do przesłuchania Tomasza Sakiewicza i wyrażał wdzięczność wobec  Bartosza Kramka. Podczas rozprawy w lipcu ub.r. sędzia Jaskłowski mówił: Proszę pana [ zwracając się do p. Kramka– przyp. red.], tak w ogóle trochę mi niezręcznie występować w tej sprawie, bo pan występował w mojej obronie, a teraz ja pana sądzę. No, trochę dziwne. No, ale ja to zrobię.

Tomasz Sakiewicz konsekwentnie podczas rozpraw w I i II instancji domagał się możliwości złożenia wyjaśnień.  Sędzia Jaskłowski, który podczas pierwszej rozprawy dwukrotnie – bo to już dwa razy stajemy w apelacji – uniemożliwił mi zeznania oraz powiedział, że solidaryzuje się z panem Kramkiem, czyli wyraził swój pozytywny stosunek do jednej ze strony i jednocześnie bardzo krytyczny do mnie. Ponadto pozbawił mnie prawa obrony. To nawet u Sowietów udawali, że przesłuchuje się strony – mówił pozwany red. Sakiewicz.

Tym razem doszło do przesłuchania redaktora Tomasza Sakiewicza. W pierwszej kolejności odpowiadał on na pytanie o konsekwencje publikacji okładki „Gazety Polskiej” . Czy ta okładka mogła wyrządzić wielką krzywdę? Nie wybraliśmy munduru żołnierza Wehrmachtu czy SS, czy NKWD – chociaż nie wiem, czy to akurat Bartosza Kramka by obrażało – ale wybraliśmy policjantów gdańskich nieistniejącej formacji, która podlegała Lidze Narodów i która została rzeczywiście przejęta przez Niemcy hitlerowskie po napadzie na Polskę, ale ona nigdy nie została uznana za zbrodniczą.  Według naczelnego „Gazety Polskiej” okładka miała charakter satyryczny. Chcieliśmy rozładować napięcie, które pan Bartosz nakręcał – to był nasz cel. Satyra jest najłagodniejszą formą krytyki. I ta satyra okazała się skuteczna – działania pana Kramka ludzie po prostu wyśmiali. Nie było nic lepszego, co mogliśmy zrobić dla społeczeństwa i dla przestrzegania prawa w Polsce, niż rozładować napięcie i skłonić do przestrzegania prawa.

Tomasz  Sakiewicz nawiązał także do działalności prezesa Fundacji „Otwarty Dialog”, która zdaniem wielu mediów i części organizacji pozazarządowych od lat wymierzona jest w rząd Polski. Mąż Kozłowskiej zaś osobiście angażuje się w różnego rodzaju akcje zmierzające do destabilizacji organów państwowych, a w przestrzeni medialnej wzywał: „Niech państwo stanie: wyłączmy rząd!”.Naczelny GP przypomniał, że zarzuty działania na szkodę naszego kraju wobec Bartosza Kramka : Bartosz Kramek zgodnie z decyzją prokuratury i Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego jest podejrzany o pranie pieniędzy pochodzących z nielegalnych rosyjskich źródeł. To, co wiemy na temat tych źródeł, to włos jeży się na głowie. Tu chodzi przecież o to, że jednym ze sponsorów był człowiek, który pracował na rzecz przemysłu wojennego Federacji Rosyjskiej. I nic dziwnego, że wzbudziło to zainteresowanie ABW. Tym bardziej, że ten sam człowiek później nawet zgodnie z tym, co zostało pokazane na okładce, zaatakował naszą granicę i próbował ją przerwać.  

Pełnomocnik Kramka mec. Maciej Lach nazwał publikację „nagonką” i stwierdził, że : chodziło po prostu o atak na przeciwników politycznych; na osoby, które jakoś do koncepcji pozwanego nie przystają”. W ocenie mec. Lacha argument o satyrze jest w tym przypadku kompletnie nieudolny: „Otóż ja nie należę do osób, które śmieją się z jakichkolwiek fotografii z okresu II wojny światowej i myślę, że takich ludzi jak ja jest wielu. 

Zdaniem redaktora Tomasza Sakiewicza zachowanie ostrzegające przez poparciem dla działań męża Kozłowskiej wynikało z odpowiedzialności za kraj: Ważnym celem społecznym było uświadomienie, że udział w tym, co robi pan Bartosz Kramek, jest niebezpieczny, szkodliwy dla państwa. Dlatego chcieliśmy zachęcić ludzi, aby nie brali udziału w tej kampanii, ponieważ ona wiązała się z łamaniem prawa. 

Bartosz Kramek domaga się od red. Tomasza Sakiewicza kilkudziesięciu tysięcy złotych odszkodowania oraz publikacji przeprosin na okładce „Gazety Polskiej”.

Ogłoszenie wyroku w tej sprawie ma odbyć się 11 sierpnia.

tekst i zdjęcia: Anna Maria Szczepaniak

Opinia amicus curiae CMWP SDP w tej sprawie: Stanowisko amicus curiae CMWP SDP w sprawie Kramek przeciwko Sakiewicz

Relacja z poprzedniej rozprawy: TUTAJ.

 

Apel CMWP SDP o rzetelne wyjaśnienie zarzutów o mobbing i molestowanie seksualne w redakcji Newsweek Polska

W związku z  zapowiedzią podjęcia kroków prawnych przez wydawnictwo Ringier Axel Springer Polska (RASP)  przeciwko red. Ryszardowi Holzerowi opisującemu mobbing i naganne relacje między przełożonymi, a podwładnymi dziennikarzami w redakcji Newsweek Polska, CMWP SDP apeluję o ich zaniechanie i rzetelne wyjaśnienie wszystkich przyczyn i okoliczności zwolnienia z pełnionej funkcji byłego redaktora naczelnego tygodnika Tomasza Lisa. W opinii CMWP SDP niezwykle ważna jest zarówno prawna, jak i moralno – etyczna ocena wszelkich okoliczności bulwersujących zdarzeń opisywanych w mediach od czasu nagłego zwolnienia z pracy byłego redaktora naczelnego przez wydawcę i właściciela gazety. Sprawa ta jest istotna w kontekście realizacji zasady wolności słowa demokratycznego państwa ze względu na społeczne skutki oddziaływania mediów oraz wpływ na nie warunków pracy dziennikarzy i redaktorów mediów.

24 maja br. wydawnictwo Ringier Axel Springer Polska rozwiązało w trybie natychmiastowym umowę z Tomaszem Lisem, który przez ponad 10 lat pełnił funkcję redaktora naczelnego „Newsweek Polska”. W komunikacie prasowym przesłanym do mediów nie podano przyczyn tej decyzji. W związku z podejrzeniami o niewłaściwe zachowania wobec podwładnych Tomasz Lis został także zawieszony w pracy przez Radio TOK FM. Jednocześnie w mediach pojawiły się informacje, że za zwolnieniem z pracy redaktora naczelnego stały m.in. oskarżenia o mobbing i że w tej sprawie działała specjalna komisja powołana przez wydawnictwo. Jednocześnie w mediach tradycyjnych i społecznościowych opublikowano szereg artykułów ujawniających niewłaściwe i niedopuszczalne, a w niektórych przypadkach wręcz skandaliczne zachowania zwolnionego z pracy redaktora naczelnego i jego współpracowników wobec podwładnych. Szczególnie niepokojące są przy tym doniesienia o tym, iż osoby pełniące funkcje przełożonych w tygodniku Newsweek Polska ignorowały i tuszowały absolutnie naganne zachowania i że w prowadzeniu tego typu działań zaangażowany był także dział zarządzania zasobami ludzkimi w RASP, który z założenia powinien im przeciwdziałać.

30 czerwca poinformowano (m.in. portal rp.pl, wiadomosciwp.pl, i polskatimes.pl), iż po medialnych doniesieniach o mobbingu, poniżaniu i seksistowskich komentarzach w redakcji „Newsweek Polska” kierowanej przez Tomasza Lisa warszawski Okręgowy Inspektorat Pracy zapowiedział kontrolę w siedzibie tygodnika. Inspektorzy mają zbadać wewnętrzne procedury wydawnictwa Ringier Axel Springer Polska dot. w/o spraw. Z kolei 3 lipca związkowcy skupieni w Komisji Zakładowej Inicjatywy Pracowniczej w Ringier Axel Springer Polska poinformowali, że przesłali zarządowi wydawcy postulaty działań mających na celu poprawę funkcjonowania polityki antymobbingowej w firmie oraz i ujawnienie powodów zwolnienia Tomasza Lisa (informował o tym m.in. portal wirtualnemedia.pl i press.pl).

W związku z oświadczeniem RASP z 8 lipca br. , w którym wydawnictwo zapowiada podjęcie kroków prawnych przeciwko red. Ryszardowi Holzerowi, byłemu sekretarzowi redakcji Newsweek Polska, który opublikował informacje na temat przyczyn zwolnienia z pracy byłego redaktora naczelnego gazety CMWP SDP oświadcza, iż w ocenie CMWP SDP  na tym etapie sprawy działanie takie stanowi  tzw. SLAPP (strategic lawsuit against public participation), tzn. akcję procesową nakierowaną na faktyczne ograniczenie niezależności dziennikarskiej oraz ograniczenie praw obywatelskich w zakresie wolności słowa, poprzez zniechęcenie zarówno red. Ryszarda Holzera jak i innych dziennikarzy, do podejmowania tematyki zarzutów wobec Tomasza Lisa i stosunków pracy w Newsweek Polska. Powoduje to tzw. efekt mrożący (tzw. chilling effect), wielokrotnie opisywany na gruncie prawa polskiego, jak i międzynarodowego jako naruszenie niezależności dziennikarzy, którzy w interesie społecznym mają prawo wyrażać publicznie swoje poglądy nawet w trudnych i kontrowersyjnych sprawach, broniąc w ten sposób państwa prawa (art. 2 Konstytucji RP).

CMWP SDP zapewnia, iż nieodpłatnie udzieli dziennikarzom wszelkiego wsparcia i pomocy prawnej w w/o sprawie, jeśli tylko zajdzie taka potrzeba.

dr Jolanta Hajdasz, dyr. CMWP SDP 

Warszawa 12 lipca 2022 r.


OŚWIADCZENIE RASP z 8 lipca 2022

Dyskusja tocząca się w ostatnich tygodniach w mediach oraz mediach społecznościowych pokazuje, jak trudno jest odróżnić zarzuty i spekulacje od faktów i prawdziwych informacji. W trosce o naszych pracowników – jako pracodawca – mamy obowiązek zachowywać się odpowiedzialnie i zgodnie z prawem. Dlatego zawsze działamy w oparciu o fakty i dowody, a nie plotki czy insynuacje. Z uwagi na konieczność ochrony osób zgłaszających przypadki niewłaściwego zachowania oraz ze względu na zobowiązania prawne, naszym obowiązkiem jest dochowanie pełnej poufności. Dlatego nie komentujemy publicznie spraw pracowniczych ani obecnych, ani byłych pracowników.Jednocześnie podkreślamy, że rozpowszechnianie nieprawdziwych informacji, naruszanie dobrego imienia naszych pracowników oraz wizerunku firmy, spotka się z naszą zdecydowaną reakcją.Nieprawdziwe informacje oraz insynuacje rozpowszechniane w mediach przez Pana Ryszarda Holzera uderzają w dobre imię naszych pracowników. W związku z tym podejmiemy w tej kwestii stosowne kroki prawne.

Źródło: TUTAJ.

CMWP SDP w „Salonie Dziennikarskim” w TVP INFO

Kulisy zwolnienia Tomasza Lisa z funkcji redaktora naczelnego „Newsweeka” i konsekwencje tego faktu oraz  komentarze do gróźb Donalda Tuska w odniesieniu do prezesa NBP i  bieżących wydarzeń politycznych to tematy najnowszej audycji „Salon dziennikarski”  emitowanej na żywo w TVP INFO 9 lipca 2022. Tym razem gośćmi red. Michała Karnowskiego byli red. Stanisław Janecki z tygodnika Sieci, red. Jacek Łęski z TVP i mec. Marek Markiewicz oraz Jolanta Hajdasz, dyr. CMWP SDP. 

Protest CMWP SDP przeciwko odmowie akredytacji dla mediów publicznych przez PO w Szczecinie

CMWP SDP protestuje przeciwko naruszaniu zasady wolności słowa demokratycznego państwa przez Platformę Obywatelską w Szczecinie poprzez  odmowę udzielenia akredytacji dziennikarskich  redakcjom Polskiego Radia i Telewizji Polskiej w Szczecinie na  spotkaniu z liderem Platformy Obywatelskiej, Donaldem Tuskiem, jakie miało miejsce 9 lipca b.r. w auli Akademii Morskiej w Szczecinie. Dzień wcześniej redakcje, zarówno Polskiego Radia Szczecin, jak i  TVP 3 Szczecin, otrzymały zaproszenie od biura prasowego PO na to wydarzenie. Pół godziny przed spotkaniem Patryk Jaskulski z biura prasowego PO poinformował dziennikarzy w/w mediów, że nie zostaną wpuszczeni na spotkanie z liderem PO, co też się stało.

W kontekście tej odmowy szczególnie wymowne jest to, iż w przeszłości publikacje w/w redakcji publicznych wielokrotnie ujawniały różnego rodzaju nieprawidłowości związane z działaniami lokalnych działaczy PO w Szczecinie. Brak zgody na uczestnictwo tych mediów, zarówno lokalnego oddziału Polskiego Radia, jak i Telewizji Polskiej, w publicznych spotkaniach działaczy Platformy Obywatelskiej można więc potraktować jako szykanę wobec tych mediów, która oznacza niechęć tej partii politycznej do transparentnej i jawnej działalności.

CMWP SDP podkreśla, iż w ten sposób PO może łamać  konstytucyjną zasadę wolności słowa demokratycznego państwa, która  to obejmuje nie tylko  wolność wyrażania swoich poglądów ale także  pozyskiwania  (i rozpowszechniania)  informacji. Zarówno na gruncie prawa krajowego jak i międzynarodowego wolność słowa i prasy stanowią podstawowe swobody i wartości, do których ochrony obowiązane są zarówno instytucje państwowe oraz inne organizacje działające w przestrzeni publicznej. Opisana praktyka wykluczania niektórych dziennikarzy z dostępu do informacji budzi więc zdecydowany sprzeciw, nie sposób bowiem przyjąć, by opisane wyżej działania PO w Szczecinie miały się przyczynić do wzmocnienia demokracji czy respektowania zasady wolności słowa.

dr Jolanta Hajdasz, dyr. CMWP SDP

Warszawa, 9 lipca 2022 r.

Sprawozdanie CMWP SDP z działalności w czerwcu 2022 w Kurierze Wnet

W tym roku Dzień Dziennikarza ma gorzki smak. Trwa czwarty miesiąc wojny na pełną skalę i straciliśmy 32 dziennikarzy. W ciągu ośmiu lat wojny straciliśmy ich jeszcze więcej– powiedział 6 czerwca ukraiński minister kultury i polityki informacyjnej Ołeksandr Tkaczenko z okazji obchodzonego tego dnia na Ukrainie dziennikarskiego święta. W kontekście tych słów jak banalne wydają się nasze problemy z wolnością słowa, jak błahymi de facto sprawami zajmują się sądy, analizując dziennikarskie teksty i rozpatrując każdy, nawet najbardziej dziwaczny pozew o rzekome zniesławienie. Na Ukrainie dziennikarze giną, wykonując swoją pracę na froncie i w objętych walkami miastach. Wśród zabitych są także reporterzy, którzy stali się ofiarami ostrzałów i tacy, którzy pełnili służbę wojskową i zginęli w trakcie działań bojowych. Z tej perspektywy żadna z opisywanych poniżej spraw nie ma znaczenia, a zarzuty wobec reporterów i publicystów chyba nawet trudno byłoby przetłumaczyć na ukraiński. Ci dziennikarze, którzy relacjonują wojnę na Ukrainie nie mają złudzeń, że wojna zagraża także naszemu krajowi. W obliczu takiego niebezpieczeństwa jak wojna na Ukrainie byłoby dobrze, gdyby oskarżyciele wycofali swoje pozwy i zostawili dziennikarzy w spokoju. Choćby ze względu na ten absolutnie dramatyczny czas. Jest wielką satysfakcją dla nas podziękowanie, jakie w imieniu Narodowego Związku Dziennikarzy Ukrainy skierował do CMWP SDP Siergiej Tomilenko, jego prezes. Podziękowanie takie otrzymało także Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich – czytamy w sprawozdaniu CMWP SDP za ostatni miesiąc.

I jeszcze uwaga techniczna – podsumowanie działalności CMWP SDP ukazuje się w „Kurierze Wnet”co miesiąc, sprawozdania te są skrócone w stosunku do pełnej wersji, mających mało czasu na lekturę gorąco zachęcamy więc do sięgnięcia do papierowego wydania  gazety. Jej egzemplarze są dostępne (nieodpłatnie) w siedzibie CMWP SDP (Warszawa, ul. Foksal 3//5).

nr 6 (60) 2022 Sprawozdanie CMWP SDP

Dziennikarz uniewinniony, redaktor naczelny jeszcze nie. Wyrok w sprawach z 212 kk przeciwko Głosowi Zabrza i Rudy Śląskiej

Dziennikarz uniewinniony, ale redaktor naczelny  – nie, bo jeden z zarzutów przeciwko niemu został jedynie warunkowo umorzony, co oznacza, ze ma wpłacić 2 tysiące zł. nawiązki, a to jest dla niego,  i dla kierowanej przez niego gazety, niebezpieczne, bo otwiera drogę do roszczeń  na gruncie prawa cywilnego.  Dlatego CMWP SDP protestuje przeciwko tej części orzeczenia i zapowiada wsparcie Redakcji  Głosu Zabrza i Rudy Śląskiej przy składaniu apelacji od tego wyroku.  W imieniu oskarżonego złożenie apelacji potwierdził  jego adwokat. 

20 czerwca Sąd Rejonowy w Zabrzu  wydał wyrok w sprawie karnej z art. 212 kk z oskarżenia Fabiana Pawlaka opisywanego przez  dziennikarza gazety Głos Zabrza red. Przemysława Jarasza i redaktora naczelnego Jakuba Lazara. Fabian Pawlak wytoczył  im  trzy procesy karne z art. 212 o zniesławienie . w 2018 roku w Głosie Zabrza redakcja ujawniła, iż jest to  absolwent prawa, który nie uzyskał jak dotąd uprawnień adwokackich ani radcowskich i  prowadzi jedynie kancelarię doradztwa prawnego, co oznacza, że nie może wykonywać pewnej części usług, jak np. prowadzenie w sądzie spraw karnych czy rozwodowych. Niestety, część zwyczajnych  ludzi nie rozróżnia terminów i znaczenia określeń „radca prawny – doradca prawny” i była przekonana, że ma do czynienia z zawodowym prawnikiem o pełnych uprawnieniach. Zdaniem redakcji potwierdzała to jego oficjalna strona internetowa, na której wśród swych ofert zawarł niemal pełny zakres usług prawnych, dodatkowo powołując się wyraźnie na pracę w Sądzie Rejonowym w Lublinie. Sprawa została opisana przez  Głos Zabrza, gdy do Redakcji zaczęły docierać informacje o tym, że poszkodowani klienci Fabiana Pawlaka zgłaszają się do zabrzańskiego biura poselskiego posła Borysa Budki oraz do miejscowej prokuratury z prośbami o interwencje.  To niestety było nieskuteczne, bo prokuratura ostatecznie umorzyła kilka wszczętych postępowań, gdy się okazało, że na umowach z klientami drobnym druczkiem były adnotacje, że Fabian Pawlak jest doradcą, a nie radcą. Wtedy zaczął on nękać redakcję  aktami oskarżenia . Jak zazwyczaj w przypadku 212 kk toczyły się one z wyłączeniem jawności.

W sumie przeciwko dziennikarzowi  oraz redaktorowi naczelnemu Głosu Zabrza i Rudy Śląskiej w Sądzie Rejonowym w Zabrzu prowadzone były trzy sprawy. W pierwszej dziennikarz Przemysław Jarasz  został oskarżony wraz z redaktorem naczelnym za serię artykułów ukazujących całą sytuację i niejasności, a także rozwój sytuacji po pierwszym artykule. Chodzi o publikacje „Gra pozorów”, „Kto go rekomendował”, „Policja u drzwi kancelarii”. Niezależnie od tego, że materiał był obszernie sprawdzony i udokumentowany i wypowiadał się w nim sam bohater, w imię pełnej otwartości na jego argumentację, Redakcja postanowiła opublikować jego krótkie sprostowanie (Nr 39/2018), a jej odpowiedzią było podanie kolejnych faktów i ustaleń w następnym numerze. Fabian Pawlak w akcie oskarżenia kwestionował niemal wszystkie argumenty.
Drugie oskarżenie pojawiło się po roku  od pierwszej publikacji , dziennikarz w nowym artykule opisał główne tezy aktu oskarżenia i przypomniał, o co w sprawie chodzi. Po tej publikacji zareagował rzecznik prasowy Śląskiej Izby Adwokackiej mec. Paweł Matyja, który  zaproponował redakcji pomoc prawną w procesie pro publico bono. Te wszystkie fakty i komentarze także zostały opublikowane w gazecie. Po tych dwóch artykułach  p.t. „Ścigani za prawdę” oraz „Solidarni z Głosem” zarówno dziennikarz jak i redaktor naczelny zostali ponownie oskarżeni przez bohatera ich tekstów. Dodatkowo  w trakcie pierwszego procesu Fabian Pawlak odkrył w aktach sprawy  służbową korespondencję dziennikarza z prezesem Sądu Rejonowego w Lublinie, dotyczyła ona  weryfikacji informacji o zatrudnieniu Pawlaka w tymże sądzie, gdyż taka informacja znajdowała się na jego stronie internetowej. Na podstawie tego maila kierowanego wyłącznie do prezesa sądu dziennikarz został oskarżony po raz trzeci.
Ze względu na niejawność toczących się spraw  oraz obawy oskarżonych, by nie narazić się  Sądowi przez  jej naruszenie, CMWP SDP  zgodnie z wolą oskarżonych nie zabierało publicznie głosu w tej sprawie razem z nimi oczekując na orzeczenie Sądu.  20 czerwca został ogłoszony wyrok  w którym Sąd uniewinnił dziennikarza Przemysława Jarasza od wszystkich zarzutów, ale warunkowo umorzył jeden z zarzutów o zniesławienie przeciwko Jakubowi Lazarowi redaktorowi naczelnemu Głosu Zabrza i Rudy Śląskiej.  Chodzi o użycie przez niego słów „podszywa się pod adwokata” w emitowanej w lokalnej telewizji zapowiedzi treści najnowszych artykułów, co w ustnym uzasadnieniu wyroku zostało uznane za zniesławienie i za co  red. Jakub Lazar ma ma zapłacić nawiązkę 2 tysiące zł. W ocenie CMWP SDP  narusza to zasadę wolności słowa i niezależności dziennikarskiej, dlatego CMWP SDP protestuje przeciwko temu orzeczeniu zapowiada, że będzie wspierać publicznie apelację redaktora naczelnego Głosu Zabrza od tego wyroku.

Artykuł 212 – bat na niewygodnych dziennikarzy? Wywiad z Jolantą Hajdasz w „Dzienniku Bałtyckim”

Czy za artykuł prasowy, e-mail, cytowanie publicznych źródeł czy wpis w mediach społecznościowych powinna grozić kara więzienia oraz wpis do rejestru karnego? Na temat absurdów artykułu 212 Kodeksu karnego i procesów sądowych z nim związanych  red. Kamil Kusier z Dziennika Bałtyckiego rozmawiał  z Jolantą Hajdasz, dyrektor Centrum Monitoringu Wolności Prasy oraz wiceprezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. Obszerny wywiad ukazał się w weekendowym wydaniu dziennika 17 czerwca b.r  Publikujemy jego fragmenty .

Red. Kamil Kusier: Od lat trwają starania, aby artykuł 212 usunąć z Kodeksu karnego lub zmienić jego kwalifikację. Powraca dyskusja o karze, która grozi za przestępstwo popełnione z tego artykułu. Dlaczego do tej pory w Polsce za zniesławienie grozi kara pozbawienia wolności?

Jolanta Hajdasz: Artykuł 212 Kodeksu karnego to przede wszystkim relikt ustroju komunistycznego. Przepis ten oznacza tak naprawdę po prostu groźbę kary więzienia za napisanie opinii, za napisanie artykułu prasowego, za zniesławienie kogoś w artykule prasowym. Każdy, kto uzna, że poczuł się zniesławiony, oddać może sprawę do sądu, a sąd ma to potwierdzić lub temu zaprzeczyć. Ten właśnie czynnik, kara więzienia za publikację w mediach, nazywana jest w żargonie prawniczym penalizacją zniesławienia i jest absolutnie uderzeniem w zasadę wolności słowa. Kara jest tak duża, niewspółmierna do czynu, że działa paraliżująco na tych, których dotyczy, czyli na dziennikarzy. Krótko mówiąc, każdy dziennikarz wie, że może mu grozić więzienie, jeżeli opublikuje coś, co się komuś nie spodoba i wtedy zdany będzie na łaskę lub niełaskę sądu. Dlaczego ta kara jest tak dotkliwa? Człowiek skazany z artykułu 212 Kodeksu karnego jest wpisany do rejestru karnego, przez co np. nie może wziąć kredytu, nie może ubiegać się o pełnienie funkcji w instytucjach publicznych, bo jest osobą skazaną w procesie karnym. To jest naprawdę realna groźba i dlatego ten przepis jest wyjątkowo anachroniczny w polskim systemie prawnym. Na terenie Unii Europejskiej w państwach członkowskich tego przepisu praktycznie nie ma, a instytucje europejskie również wielokrotnie wskazują właśnie funkcjonowanie tego artykułu jako czynnika, który zagraża wolności słowa w Polsce.

W jednym z apeli do ministra sprawiedliwości i do prezydenta podnoszono kwestię, że ten artykuł jest swego rodzajem narzędziem do tłumienia krytyki. Ma to swoje odzwierciedlenie w statystykach za lata 1999 – 2022. W tych latach stwierdzono niemal 10 tysięcy przestępstw popełnionych z tego artykułu…

Nie zliczę apeli i różnego rodzaju oświadczeń, jakie środowisko dziennikarskie podejmowało z prośbą o likwidację artykułu 212 Kodeksu karnego. Było ich na przestrzeni ostatnich lat mnóstwo. Na właściwie każdej konferencji, na której występują dziennikarze, pojawiają się apele o usunięcie tego artykułu z Kodeksu karnego i co ciekawe, jednakowo formułują je dziennikarze wszystkich opcji i medialnych nurtów od prawa do lewa. Powtarzamy te apele zawsze przy okazji wyroków, które zapadają z tego artykułu. Czy to tłumienie krytyki? Oczywiście, że tak, bo już sama groźba tego, że można być skazanym na karę więzienia, że można być skazanym w procesie karnym na wysoką grzywnę powoduje, że po prostu już w takiej sytuacji i dziennikarz i redakcja głęboko zastanowi się, czy poruszać dany temat, czy coś publikować, gdy temat jest kontrowersyjny i realne jest zagrożenie reakcji na publikację w postaci tak groźnego i kosztownego przecież procesu . Trzeba przy tym podkreślić, co jest niezwykle ważne, że procesy z artykułu 212 Kodeksu karnego najczęściej toczą się w trybie niejawnym. Strony postępowania, jak np. ostatnio marszałek Tomasz Grodzki, który pozwał do sądu dziennikarzy opisujących domniemaną korupcję w przeszłości w kierowanym przez niego szpitalu, nie zgadzają się na odtajnienie procesu, więc nie ma nawet jak ich relacjonować, by po prostu bronić stanowiska dziennikarzy. Już chociażby ten niejawny tryb, w jakim prowadzone są te procesy, pokazuje że są one po prostu tłumieniem krytyki.

Z drugiej strony należy też zrozumieć tych, którzy w niektórych sytuacjach bronią tego przepisu, ponieważ media w Polsce już dawno przestały być neutralne, a stały się bardzo mocno zaangażowane w walkę polityczną. Polaryzacja prasy jest po prostu zjawiskiem widocznym gołym okiem, stała się powszechna, co powoduje, że politycy uważają, że nie mają już jak bronić się przed mediami i dlatego ten artykuł jest niezbędny. Zwolennicy utrzymania tego artykułu w Kodeksie karnym mówią, że wystarczy, aby media przestały kłamać i nie będzie problemu z artykułem 212. Jako przykład można wskazać np. publikacje „Gazety Wyborczej”, w której odnajdujemy potwierdzenie tych słów. Zmasowana nagonka prowadzona na daną osobę przez kilka tygodni przynosiła często pożądany przez nią skutek, czyli dymisję, a nawet wręcz śmierć cywilną danego człowieka. To, że po latach odzyskuje taka osoba dobre imię właśnie wytaczając Gazecie proces, nie zmienia faktu, że jest jej trudno wrócić po takim długim okresie przerwy do działalności publicznej. Spotkało to m.in. ministra Romualda Szeremietiewa. To standardowy przykład niszczenia człowieka przez media i dlatego należy zrozumieć drugą stronę.

W mojej ocenie, biorąc to wszystko pod uwagę, artykuł 212 przynosi jednak więcej szkody niż pożytku. Warto się zastanowić, jak długo jednak jeszcze ten sposób dyscyplinowania mediów powinien w ogóle mieć miejsce w systemie prawnym i systemie prasowym.

Artykuł 212 Kodeksu karnego często jest używany jako środek presji na tych, którzy na wolności słowa opierają swoją pracę. Sam artykuł często nazywany jest wprost narzędziem do zwalczania nie tylko mediów, ale też osób publicznych. Jaki kierunek zmian byłby właściwy?

Jeżeli musi być ten artykuł, to należy niezwłocznie zmienić jego kwalifikację. W mojej ocenie jest rzeczą skandaliczną pozostawienie w Kodeksie karnym groźby pozbawienia wolności za przestępstwo popełnione z powodu zniesławienia. Co prawda w ostatnich latach dziennikarze nie trafili do więzienia z powodu tego artykułu, w ostatnim możliwym momencie skazanych zawsze ułaskawiał urzędujący Prezydent RP, natomiast groźba tej kary jest, niestety, realna.

W CMWP SDP zajmujemy się obecnie przypadkiem dziennikarza z Sosnowca, któremu realnie od roku grozi więzienie. Jak to się stało? Został skazany w trybie artykułu 212 za zniesławienie urzędników samorządowych, konkretnie kierownictwa Domu Kultury w Sosnowcu. Został skazany nie za artykuł, nie za publikację, czy za oficjalną wypowiedź, ale za wysłanie kilkudziesięciu e-maili do ludzi związanych z władzą samorządową, w których wskazał nieprawidłowości w Domu Kultury, do jakich tam dochodziło. I oni poczuli się tym faktem tak bardzo zniesławieni, że pozwali go za to do sądu, a sąd go skazał. Za to sąd wymierzył mu karę grzywny w wysokości około 3 tysięcy złotych. Dziennikarz nie miał pieniędzy, by to zapłacić, nawet gdyby chciał to zrobić, bo jest generalnie człowiekiem bardzo ubogim, komornik nie mógł ściągnąć grzywny z konta, sąd więc wydał wyrok nakazowy właśnie w procesie karnym, co oznacza, że 3 tysiące złotych zostało zamienione na 30-40 stawek dziennych, co skutkuje teraz koniecznością odsiedzenia przez niego tej grzywny w zakładzie karnym. Powtórzę, ten dziennikarz nie wyrażał swojej opinii w mediach, a jedynie w e-mailach. Za to sąd ostatecznie skazał człowieka na karę pozbawienia wolności. Cały czas go bronimy, obecnie udało się udowodnić przed sądem, że ze względu na stan zdrowia ten dziennikarz nie może przebywać w więzieniu, to jednak kolejna sprawa odbędzie się już w tym roku i nadal grozi mu kara więzienia.

Coraz częściej dochodzi również do sytuacji, że prominentne osoby, jak wspomniany marszałek Tomasz Grodzki, adwokat Roman Giertych, Fundacja „Otwarty Dialog”, a nawet zagraniczny koncern medialny Ringier Axel Springer pozywają dziennikarzy o odszkodowanie rzędu 100 tysięcy złotych. To gigantyczne kwoty dla każdego. W momencie usłyszenia takiego wyroku, staje się wręcz przed wizją bankructwa. Jak się tego nie bać? W mojej ocenie, jeżeli nie ograniczymy, tzn. nie zlikwidujemy kary więzienia, nie ograniczymy wysokości grzywny i nie odtajnimy tych procesów, dziennikarze będą bali się dochodzić prawdy w swoich publikacjach, co wpłynie negatywnie na wolność słowa i samo dziennikarstwo.

Problemem chyba jest też sama interpretacja zniesławienia. W krótkiej słownikowej definicji, to zepsucie komuś opinii, powiedzenie czegoś złego lub nieprawdziwej rzeczy o kimś. Przeglądając wyroki ogłaszane z tego artykułu można odnieść wrażenie, że przydałaby się ujednolicona definicja zniesławienia, która teraz jest interpretowana dość szeroko.

Dotyka pan sedna sprawy, powiedziałabym. Zniesławienie nie jest pojęciem ostrym, nie jest pojęciem wyrazistym, nie jest pojęciem zerojedynkowym. To nie jest twierdzenie Pitagorasa, którego schemat wszyscy znamy. Są sytuacje, w których pozew polega tylko na interpretacji. A przecież w momencie, gdy ktoś kogoś krytykuje, to musi w tekście zawrzeć negatywne informacje na jego temat, bo po prostu ocenia się negatywnie czyjeś złe zachowanie, jego postawę, albo czyny. Bohater tekstu czuje się zniesławiony, ale nie da się przecież kogoś skrytykować eufemizmami. Staje się to wówczas niewykonalne. W tej sytuacji niewykonalna jest tym samym realizacja funkcji kontrolnej, jaką pełnią media. Jak więc krytykować coś, w sytuacji, w której za każde słowo możemy być pozwani za zniesławienie? Nie dotyczy to zresztą tylko osób prywatnych i publicznych. W tej chwili sądy prowadzą również rozprawy przeciwko dziennikarzom, gdzie powodem jest… gmina. Rędziny, jedna z gmin obok Częstochowy, pozwała dziennikarza, gdyż poczuła się zniesławiona tekstem o tym, że kwoty, jakie pobiera od mieszkańców za wywóz śmieci, są w ich ocenie za wysokie. To kuriozum.Dziennikarz został już za to skazany przez sąd I instancji. Jak on ma o tym pisać, że część mieszkańców uważa, że płaci za dużo i im się to nie podoba? Dlaczego ma nie mieć prawa tego napisać? Nie da się tak po prostu zdefiniować zniesławienia, żeby zadowolić wszystkie strony. Należy postawić jakąś granicę, żeby sądy nie nadużywały swojej władzy w stosunku do prasy, do wolnych mediów, do dziennikarzy.

Ostatnio zapadło kilka wyroków, w których dziennikarze usłyszeli nieprawomocne wyroki za to, że cytowali w swoich tekstach publiczne źródła, chociażby z Instytutu Pamięci Narodowej. Nie formułowali swojej oceny w tekście, a powoływali się na oficjalne dokumenty. Mimo to wyroki skazujące zapadły. Jak to rozumieć?

Lustracja jest tym zagadnieniem, które jest wyjątkowo dobrym przykładem nieskuteczności działania artykułu 212 Kodeksu karnego. Sądy w tej chwili przerzucają na dziennikarzy odpowiedzialność za weryfikowanie informacji dotyczących tego, czy ktoś był czy nie był tajnym współpracownikiem. Dziennikarz nie jest organem śledczym, nie ma narzędzi takich jak prokuratura czy instytuty, takie jak np. IPN, aby to zweryfikować. Dziennikarz publikuje informacje na podstawie źródeł, do których dociera. Na podstawie publicznych źródeł. Jeżeli to robi, to nie wolno karać dziennikarza za to, że w swoim tekście oparł się na publikacji naukowej czy rozmowie z daną osobą. Dobrym przykładem tutaj jest sprawa redaktora Krzysztofa Marii Załuskiego, który procesował się z osobą, którą IPN wskazał jako tajnego współpracownika, a za co dziennikarz został skazany, gdyż oparł swoje twierdzenia w artykule na publikacji IPN-u. Co ciekawe, osoba, która jest tutaj powodem, nigdy nie pozwała IPN-u za to, co na jej temat znalazło się w dokumentach IPN. Nigdy nie wezwała Instytutu Pamięci Narodowej do tego, aby zweryfikować to, co zostało na temat tej osoby napisane. To jest kuriozalne, że sąd w ogóle bierze to pod uwagę. W jaki sposób dziennikarz miałby postąpić inaczej? Jak miałby nie publikować tych informacji? Przejść do porządku dziennego? Zostawić to? To generalnie jest wyjątkowo szkodliwe działanie, w momencie, kiedy dziennikarz jest zobowiązany tylko i wyłącznie do dochowania należytej staranności przy zbieraniu materiałów, a jeśli opiera swój materiał na kilku źródłach, to przecież tej staranności dochował. Dlaczego więc ma zostać skazany za to z artykułu 212? To otwiera sądowi furtkę i pozwala skazać dziennikarza po prostu na wysoką karę grzywny, bo przecież kilka, kilkanaście czy kilkadziesiąt tysięcy złotych to jest dla każdego z nas, dla każdego dziennikarza dotkliwa kara. Z wolnością słowa nie ma takie działanie nic wspólnego.

Cały artykuł jest dostępny TUTAJ.

CMWP SDP „Salonie Dziennikarskim” w TVP INFO

Gdyby Zełenski przegrywał, to nie pojechaliby na Ukrainę. Gdyby w niedzielę nie było wyborów we Francji i gdyby nie mieli za plecami Johnsona, który przyjechał zaraz po nich, żeby powiedzieć dokładnie to samo, co mówili oni, żeby zapewnić o wsparciu dla Ukrainy i że jest w razie co plan polityczny na zorganizowanie Ukrainy” – mówił mecenas Marek Markiewicz, prawnik, wykładowca akademicki i publicysta w „Salonie Dziennikarskim”, wspólnej audycji portalu wPolityce.pl, Radia Warszawa i tygodnika „Idziemy”, emitowanej na antenie TVP INFO w sobotę 18 czerwca.  Gośćmi redaktora Michała Karnowskiego byli także:  dziennikarz Tygodnika „Sieci”, Marcin Wikło, redaktor naczelny „Gazety Gdańskiej” Marek Formela oraz dr Jolanta Hajdasz z Centrum Monitoringu Wolności Prasy Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.

Kojarzy mi się tu przede wszystkim znane powiedzenie dziennikarskie o tym, że prawdziwe są tylko informacje zdementowane, to znaczy, że są informacje , które czytać należy dokładnie odwrotnie  niż są wypowiadane. Prezydent Macron powiedział, że nigdy nie będzie żądał od Ukrainy ustępstw wobec Rosji, że nigdy Ukraina nie zostanie  sama i te informacje  brzmią w jego ustach dokładnie w ten sposób, że  ciśnie mi się na usta to powiedzenie — stwierdziła dr Jolanta Hajdasz. Potrzeba było tych ponad stu dni wojny, żeby tak ważni politycy jak prezydent Francji i kanclerz Niemiec złożyli wizytę na Ukrainie. Siłą rzeczy, dzisiaj takie słowa brzmią w ustach Macrona jak slogan, wypowiadany jedynie jak coś, co jego wyborca chciałby usłyszeć. My natomiast już znamy wiele tych historii, opisów tragedii, które zdarzyły się na Ukrainie  i dlatego czekamy na coś  więcej niż tego typu puste słowa.  Słuchałam tego i chciałabym w to wierzyć, co on i kanclerz Niemiec mówili, ale niestety nie wierzę –  dodała.

Gdyby Zełenski przegrywał, to by nie pojechali na Ukrainę. Gdyby w niedzielę nie było wyborów we Francji i gdyby nie mieli za plecami Johnsona, który przyjechał zaraz po nich, żeby powiedzieć dokładnie to samo, co mówili oni, żeby zapewnić o wsparciu dla Ukrainy i że jest w razie co plan polityczny na zorganizowanie Ukrainy — ocenił z kolei mecenas Markiewicz. To smutne, zresztą przywódca tak dużego państwa, państwa poetów, który mówi, że wojna jest brutalna, bo nie szanuje życia ludzkiego. To znaczy, że mamy nową kategorię wojen, które szanują życie ludzkie ? –  pytał z przekąsem adwokat. Markiewicz zgodził się z uwagą prowadzącego, że być może mamy po prostu nową kategorię – infantylnych zachodnich przywódców. Redaktor Marcin Wikło przywołał z kolei słowa ks. Popiełuszki. Dobrze, że pojechali, a z wizyty zostały słowa i zostały gesty i obie te rzeczy wzajemnie sobie przeczą. Ks. Jerzy Popiełuszko zawsze mówił, że prawda to zgodność słów z czynami, a ja tutaj tej prawdy nie widzę – wskazał. Padły tam wszystkie słowa, które paść powinny, Ukraina musi przyjąć je ze zrozumieniem. Były zapewnienia, że jest to część zachodniego świata, Europy i że będą dostawy broni. Tyle że takie zapewnienia już słyszeliśmy.— dodał dziennikarz „Sieci”. O taki bardzo brutalny komentarz pokusił się szef polskiego MSZ, który stwierdził w słowach dyplomatycznych, że z wielkim uznaniem przyjmuje fakt, że już po 4 miesiącach wojny ci przywódcy pojawili się w Kijowie i uzgodnili wspólne stanowisko, natomiast wypowiedział te słowa z takim „uśmiechem Giocondy”:, który najbardziej oddawał, co minister Rau o tym myśli i co pewnie wszyscy powinniśmy myśleć — wskazał.

Sceptyczny co do efektów spotkania był także redaktor Marek Formela. Wg niego ta wizyta Macrona i Scholza w Kijowie to  praktykowany przez przywódców kilku krajów Europy Zachodniej egoizm polityczny . Dowód na to, że unijne instytucje są bezradne i że Unia, jako organizacja, która w takich sytuacjach powinna występować pod wspólnym szyldem, jest organizacją złożoną z wykluczających się egoizmów — stwierdził redaktor naczelny „Gazety Gdańskiej”. Zachowanie polskich polityków na początku rosyjskiej agresji na Ukrainę było tym zachowaniem, którego oczekiwaliśmy od polityków unii. Tym bardziej że część polityków UE kontrasygnowała format normandzki i jednak wzięła na siebie pewną odpowiedzialność za bieg spraw na Ukrainie — dodał. Kiedy te sprawy nabrały złego kierunku, panowało milczenie podyktowane wyrachowaniem politycznym. To samo wyrachowanie polityczne, jak mówił Marek, wynikające z uwarunkowań wewnętrznych, kazało im pokazać się w Kijowie. Nie jestem przekonany, że wyniknie z nich cokolwiek poza obietnicami — podsumował Marek Formela.

Dziennikarze dyskutowali także o zapowiadającym się  kolejnym szoku cenowym na rynku energii , bo Bruksela zmienia zdanie co do roli gazu w transformacji energetycznej. Komisja Europejska chce już niedługo zakazać używania kotłów gazowych do podgrzewania wody i ogrzewania domów. Unijni politycy chcą też zrezygnować z budowy elektrowni jądrowych. Eksperci nie mają wątpliwości, że oznacza to wielki kryzys  cenowy na rynku energii. Poruszano także m.in.  zapowiedzi kontynuowania programów społecznych PiS-u oraz  ich odbiór w społeczeństwie.

Cała audycja TUTAJ.

 

Sąd Apelacyjny przychylił się do wniosku red. Tomasza Sakiewicza pozwanego przez prezesa fundacji „Otwarty Dialog”

Sąd Okręgowy w Warszawie – IV Wydział Cywilny na rozprawie 13 czerwca b.r. zdecydował o dalszym rozpoznawaniu sprawy redaktora  Tomasza Sakiewicza, redaktora naczelnego „Gazety Polskiej” pozwanego  przez Bartosza Kramka, prezesa fundacji „Otwarty Dialog”.  Na kolejnej rozprawie 15 lipca  ma być przesłuchany przez Sąd red. Tomasz Sakiewicz, który wnioskował o to formalnie od pierwszych rozpraw w tej sprawie, a którego zdania  sąd niższej instancji nie uwzględnił.  Sprawa jest objęta monitoringiem CMWP SDP, w imieniu SDP w rozprawie apelacyjnej uczestniczyła red. Anna Maria Szczepaniak. 

Rozprawa odbyła się w trybie zdalnym. Bartosz Kramek zarzuca Tomaszowi Sakiewiczowi, redaktorowi naczelnemu „Gazety polskiej” i wydawnictwu  Niezależne Wydawnictwo Polskie Sp. z o.o., o wydawcy „Gazety Polskiej”  naruszenie dóbr osobistych w postaci godności, szacunku, czci, dobrego imienia i reputacji poprzez umieszczenia na okładce Gazety Polskiej z 16.08.2017 r. fotomontażu przedstawiającego jego twarz  wmontowaną w postać niemieckiego żołnierza łamiącego polską barierę graniczną. Wyrokiem z dnia 28 lipca 2021 r. Sąd Okręgowy w Warszawie nakazał pozwanym publikację przeprosin oraz zasądził od nich solidarnie na rzecz powoda zadośćuczynienie w kwocie 15 000 zł, a także kwotę 10 000 zł na rzecz Fundacji Centrum Praw Kobiet. Od powyższego orzeczenia pełnomocnik pozwanych wywiódł apelację, w której powołał zarzuty odnoszące się do naruszenia przepisów prawa materialnego, jak i procesowego.

W ocenie CMWP SDP  działanie Pozwanych  odnosiło się do działalności Powoda i  było uzasadnione.  Bartosz Kramek zasiada we władzach Fundacji Otwarty Dialog, która – zdaniem wielu mediów  prowadzi działalność wymierzoną w rząd Rzeczypospolitej Polskiej. Powód zresztą osobiście angażuje się w te działania. Udział z manifestacjach, także tych organizowanych przez Obywateli RP czy Akcję Demokratyczną, to tylko część działalności Bartosza Kramka.   Często  występuje on w mediach, gdzie wygłasza komentarze, wręcz manifesty dotyczące jego działalności politycznej. Trudno nie zauważyć, że stał się przez to politycznym celebrytą. Jest wraz ze swoją żoną Ludmiłą twarzą Fundacji Otwarty Dialog  Dlatego też Bartosz Kramek jest osobą powszechnie znaną, a inkryminowany  fotomontaż jest zrozumiały  dla czytelników „Gazety Polskiej”.  Okładka , o którą toczy się proces  i również treść artykułu, jest uzasadniona działalnością polityczną Powoda.

W przesłanej do Sądu Apelacyjnego opinii Amicus curiae  sporządzonej przez Michała Jaszewskiego, doradcę prawnego SDP, CMWP SDP  podkreśliło, iż decyzje sądu I instancji odnoszące się do kwestii dowodowych budzą ogromne wątpliwości. Sąd oddalił bowiem szereg wniosków dowodowych red. Tomasza Sakiewicza, w tym wszystkie wnioski dotyczące przesłuchania świadków. Ponadto nie wyraził zgody na odroczenie rozprawy, zamykając ją na tym samym posiedzeniu i przesłuchując w charakterze strony wyłącznie Bartosza Kramka. Pełnomocnik Pozwanych wskazał też na zastrzeżenia dotyczące bezstronności sędziego orzekającego w I instancji. Abstrahując w tym miejscu od czysto procesualistycznej oceny tego stanu rzeczy, nie ulega wątpliwości, że ten wątek sprawy wymaga dogłębnego zbadania przez Sąd Apelacyjny pod kątem ustalenia, czy Pozwani nie zostali pozbawieni możliwości obrony ich praw w toczącym się postępowaniu, jak również – szerzej – czy nie pozbawiono ich prawa do sprawiedliwego rozpatrzenia sprawy przez niezależny, bezstronny i niezawisły sąd (art. 45 ust. 1 Konstytucji RP).

Tekst: Anna Maria Szczepaniak

Więcej na ten temat TUTAJ.

Pozwany z art. 212 kk Samuel Pereira z TVP wygrał w sądzie z Romanem Giertychem

10 czerwca br. Sąd Okręgowy w Warszawie  XXIV Wydział Cywilny umorzył proces karny z art. 212. kk przeciwko redaktorowi Samuelowi Pereira, redaktorowi naczelnemu  portalu TVP. Prywatny akt oskarżenia z powodu rzekomego zniesławienia skierował przeciwko niemu Roman Giertych żądając skazania dziennikarza na 1 rok więzienia oraz m.in. aż 200 tysięcy złotych odszkodowania.  Była to reakcja  polityka i adwokata  na publikacje dotyczące jego zatrzymania przez Centralne Biuro Antykorupcyjne  w październiku 2020 r. CMWP SDP wspierało dziennikarza w publicznych wypowiedziach. 

Według przedstawicieli wymiaru sprawiedliwości Roman Giertych miał działać na szkodę spółki Polnord, z którą był związany, a z której miało dojść do wyprowadzenia ponad 90 mln złotych. Adwokat zasłabł podczas zatrzymania i trafił na krótko do szpitala, co było przedmiotem szeregu publikacji medialnych towarzyszących zatrzymaniu Romana Giertycha.Roman Giertych złożył akt oskarżenia z tego powodu także przeciwko red. Cezaremu  Gmyzowi,  red. Piotrowi  Nisztorowi   oraz  przeciwko red. Michałowi Adamczykowi. W marcu br. Sąd Rejonowy Warszawa-Wola umorzył sprawę karną wytoczoną przez prawnika Piotrowi Nisztorowi.

CMWP SDP w publicznych stanowiskach  i wypowiedziach prasowych wspierało dziennikarzy pozwanych przez Romana Giertycha. W ocenie CMWP SDP wnoszone w niniejszej sprawie akty oskarżenia stanowią tzw. SLAPP (strategic lawsuit against public participation), tzn. akcję procesową nakierowaną na faktyczne ograniczenie niezależności dziennikarskiej oraz ograniczenie praw obywatelskich w zakresie wolności słowa, poprzez zniechęcenie zarówno red. Cezarego Gmyza, red. Samuela Pereiry, red. Piotra Nisztora i red. Michała Adamczyka, jak i innych dziennikarzy, do podejmowania tematyki zarzutów wobec Romana Giertycha. Powoduje to tzw. efekt mrożący (tzw. chilling effect), wielokrotnie opisywany na gruncie prawa polskiego, jak i międzynarodowego. Jest to naruszenie niezależności dziennikarzy, którzy w interesie społecznym mają prawo wyrażać publicznie swoje poglądy nawet w trudnych i kontrowersyjnych sprawach, broniąc w ten sposób państwa prawa (art. 2 Konstytucji RP). Jeśli będzie taka potrzeba, CMWP SDP będzie nadal nieodpłatnie wspierać dziennikarzy w tej sprawie. Czytaj TUTAJ.

Samuel Pereira w mediach społecznościowych podziękował  kancelarii Kopeć&Zaborowski i personalnie mec. Kubikowi za wsparcie w tym procesie . Jednocześnie w wypowiedzi dla portalu wirtualnemedia.pl przypomniał pytania, na które nie odpowiedział publicznie Roman Giertych , a których postawienie było główną przyczyną jego oskarżenia.  Pytanie, czy ta działka została zakupiona z przestępczego procederu kosztem właśnie akcjonariuszy poszkodowanej spółki i pytanie, jaka rolę też w tej sprawie odegrał Sebastian J., który znany jest właśnie z tego gestu, ale wcześniej był też znany jako taki, takie zbrojne ramię Romana Giertycha w LPR, w Lidze Polskich Rodzin.  Przecież to nie Prawo i Sprawiedliwość kazało mu wyprowadzać te pieniądze, to nie Prawo i Sprawiedliwość kazało zakładać spółki Romanowi Giertychowi, Sebastianowi J., Piotrowi Ś., byłemu szefowi Młodzieży Wszechpolskiej. To nie Prawo i Sprawiedliwość kazało mu tak długo przebywać we Włoszech i przylecieć akurat tego dnia, w którym Roman Giertych przyleciał i mógł zostać zatrzymanym, przecież to też nie Prawo i Sprawiedliwość kazało mu angażować się w sprawy Ryszarda K. i stworzyć cały ten łańcuszek spółek, kupować nieruchomości, sprzedawać je drożej po tygodniu i różnice inkasowali współpracownicy Ryszarda K., którzy mieli pełnomocnictwa do rachunków – stwierdził Samuel Pereira  w 2020 r. w TVP Info.