CMWP SDP wspiera apelację red. Tomasza Sakiewicza w procesie z Bartoszem Kramkiem z Fundacji „Otwarty Dialog”

13 czerwca br ma się odbyć rozprawa apelacyjna  Tomasza Sakiewicza, redaktora naczelnego „Gazety Polskiej” pozwanego  przez Bartosza Kramka, prezesa Fundacji „Otwarty Dialog” w związku z wyrokiem Sądu Okręgowego w Warszawie – IV Wydział Cywilny z dnia 28 lipca 2021 r.   Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP  objęło niniejszą sprawę monitoringiem pod kątem przestrzegania praw człowieka i obywatela, w szczególności w zakresie wolności słowa. 9 czerwca b.r  CMWP przesłało do Sądu swoją opinię działając w charakterze amicus curiae.  CMWP SDP stanowczo broni redaktora Tomasza Sakiewicza w tym procesie i apeluje do Sądu o uchylenie  wyroku.

Bartosz Kramek zarzuca Tomaszowi Sakiewiczowi  naruszenie dóbr osobistych w postaci godności, szacunku, czci, dobrego imienia i reputacji poprzez umieszczenia na okładce Gazety Polskiej z 16.08.2017 r. fotomontażu przedstawiającego jego twarz  wmontowaną w postać niemieckiego żołnierza łamiącego polską barierę graniczną. Jednakże działanie Pozwanych odnosiło się do działalności Powoda i nie było bezprawne. Bartosz Kramek zasiada we władzach Fundacji Otwarty Dialog, która – zdaniem wielu mediów  prowadzi działalność wymierzoną w rząd Rzeczypospolitej Polskiej. Powód zresztą osobiście angażuje się w te działania. Udział z manifestacjach, także tych organizowanych przez Obywateli RP czy Akcję Demokratyczną, to tylko część działalności Bartosza Kramka.   Często  występuje on w mediach, gdzie wygłasza komentarze, wręcz manifesty dotyczące jego działalności politycznej. Trudno nie zauważyć, że stał się przez to politycznym celebrytą. Jest wraz ze swoją żoną Ludmiłą twarzą Fundacji Otwarty Dialog  Dlatego też Bartosz Kramek jest osobą powszechnie znaną, a inkryminowany  fotomontaż jest zrozumiały  dla czytelników „Gazety Polskiej”.  Okładka , o którą toczy się proces  i również treść artykułu, jest uzasadniona działalnością polityczną Powoda.

Zaskarżony przez pełnomocnika pozwanych (częściowo) wyrok Sądu Okręgowego w Warszawie jest następstwem powództwa cywilnego o ochronę dóbr osobistych,
w którym jako pozwani występują: red. Tomasz Sakiewicz oraz Niezależne Wydawnictwo Polskie Sp. z o.o., odpowiednio: redaktor naczelny oraz wydawca „Gazety Polskiej”. Przyczyną wniesienia powyższego powództwa było opublikowanie przez „Gazetę Polską”, w tym także w mediach społecznościowych w/o fotomontażu  powoda Bartosza Kramka.

Wyrokiem z dnia 28 lipca 2021 r. Sąd Okręgowy w Warszawie nakazał pozwanym publikację przeprosin oraz zasądził od nich solidarnie na rzecz powoda zadośćuczynienie w kwocie 15 000 zł, a także kwotę 10 000 zł na rzecz Fundacji Centrum Praw Kobiet. Od powyższego orzeczenia pełnomocnik pozwanych wywiódł apelację, w której powołał zarzuty odnoszące się do naruszenia przepisów prawa materialnego, jak i procesowego.

Jako kwestię wstępną podnieść należy, że wątpliwości CMWP budzą decyzje sądu I instancji odnoszące się do kwestii dowodowych. Sąd oddalił bowiem szereg wniosków dowodowych pozwanych, w tym wszystkie wnioski dotyczące przesłuchania świadków. Ponadto nie wyraził zgody na odroczenie rozprawy, zamykając ją na tym samym posiedzeniu i przesłuchując w charakterze strony wyłącznie powoda. Pełnomocnik pozwanych wskazał też na zastrzeżenia dotyczące bezstronności sędziego orzekającego w I instancji. Abstrahując w tym miejscu od czysto procesualistycznej oceny tego stanu rzeczy, nie ulega wątpliwości, że ten wątek sprawy wymaga dogłębnego zbadania przez Sąd Apelacyjny pod kątem ustalenia, czy pozwani nie zostali pozbawieni możliwości obrony ich praw w toczącym się postępowaniu, jak również – szerzej – czy
nie pozbawiono ich prawa do sprawiedliwego rozpatrzenia sprawy przez niezależny, bezstronny i niezawisły sąd (art. 45 ust. 1 Konstytucji RP).

Odnosząc się do meritum sprawy stwierdzić natomiast należy, że sądowi I instancji umknęły – jak się wydaje – istotne aspekty sprawy mające wpływ na jej rozstrzygnięcie.

Przede wszystkim Sąd Okręgowy nie wziął pod uwagę charakteru publicznej działalności społecznej i politycznej Bartosza Kramka. Naturalnie, ocena działań powoda jako takich nie należy do Sądu rozpatrującego sprawę. Niemniej, sąd I instancji powinien był należycie zbadać stan faktyczny, gdyż różne aspekty działalności powoda mają bezpośredni wpływ na ustalenie, czy krytyka prasowa tejże działalności wyrażona przez pozwanych w formie karykatury, miała dostateczne podstawy.

Działalność społeczno – polityczna powoda jest do tego stopnia nośna medialnie, że wiele jej aspektów stanowi przykład tzw. notoryjności powszechnej. I tak, sąd I instancji nie mógł mieć problemu z ustaleniem np. tego, czy powód określał działania polskich służb broniących granicy państwa, jako „zbrodnicze”; czy wzywał do działań i protestów zagrażających porządkowi publicznemu w Polsce; czy wznosił hasła w stylu: „Niech państwo stanie: wyłączmy rząd!”; czy dopuścił się niszczenia urządzeń granicznych na granicy z Białorusią itp. (pełnomocnik pozwanych wskazał, że powodowi zostały z tego powodu postawione zarzuty). Podjęcie w tym zakresie podstawowych ustaleń możliwe jest na podstawie choćby tylko kilkuminutowej kwerendy Internetu, a ma przecież  fundamentalne znaczenie dla sprawy. Przykładowo, prowadzenie ataków na polski rząd (medialnych) czy na urządzenia graniczne (fizycznych) nabiera dodatkowego kontekstu, bowiem jak pokazał przebieg działań wojennych na Ukrainie, działania państwa białoruskiego polegające na kierowaniu imigrantów na granicę z Polską były koordynowane z Moskwą i stanowiły operację wstępną do inwazji wojsk Federacji Rosyjskiej na państwo ukraińskie. Jest więc zrozumiałe, że w tym kontekście pełnomocnik pozwanych domagał się ustalenia, czy kierowane przez powoda organizacje: Fundacja Otwarty Dialog i Akcja Demokracja przyjmowały środki finansowe ze źródeł zagranicznych, w tym niemieckich. Prowadzona przez pozwanych redakcja oceniała różne działania powoda po prostu jako antypolskie i inspirowane z zewnątrz (niezależnie od trafności takiej oceny), co mogło uzasadniać surową krytykę wyrażoną w formie karykatury. Nie jest zadaniem CMWP ustalanie ani ocena powyższych okoliczności w związku z niniejszym postępowaniem. Pragniemy jedynie zwrócić uwagę, że pominięcie przez sąd I instancji kwestii powszechnie znanych opinii publicznej powinno budzić poważne zaniepokojenie, szczególnie w kontekście – wspomnianych wcześniej – decyzji sądu co do pominięcia wniosków dowodowych pozwanych
i przesłuchania w charakterze strony jedynie powoda, czy też sympatii wobec powoda, której miał dać wyraz sąd orzekający ( ? ).

Jak wiadomo, prowadzona przez pozwanych „Gazeta Polska” specjalizuje się w tematyce politycznej i ideowej, nie unikając spraw budzących spory i kontrowersje społeczne. Faktu tego nie można pominąć, bowiem Bartosz Kramek swoimi działaniami niejednokrotnie wykraczał poza normy ogólnie przyjęte. Poza opisanymi wyżej działaniami zmierzającymi do „wyłączenia państwa polskiego” (jakkolwiek to rozumieć), dał się też poznać np. jako radykalny zwolennik aborcji oraz obrońca „osób LGBT”. Wydaje się, że powód należy to najbardziej rozpoznawalnych medialnie aktywistów ostatnich lat. Przy czym środowisko w którym działa, nie tylko nie unika kontrowersji, ale notorycznie prowadzi akcje epatujące przesadą czy groteską, mające prowokacyjny czy wręcz szokujący charakter. Jak wiadomo, oceny takich działań tych mogą być rozmaite, zależnie od poglądów społecznych czy politycznych. Jednak sąd
I instancji powinien mieć świadomość, że w konsekwencji w przestrzeni publicznej mogą być wyrażane skrajnie różne oceny, zwłaszcza przez dziennikarzy, którzy są wyrazicielami opinii publicznej. W takich przypadkach każdy, kto podejmuje radykalne działania i wypowiada radykalne poglądy, powinien liczyć się z krytyką społeczną,
w tym także medialną. Powód przedstawiał obraz państwa polskiego (a także środowisk, które według niego należy zwalczać) w ostry, karykaturalny wręcz sposób. Bardzo mocno angażował się przy tym w sprawy światopoglądowe, a nawet religijne (np. rozwieszając plakaty z „tęczową Matką Boską”), stosując przy tym piętnujący
i „bezalternatywny” styl wypowiedzi. Stosując takie metody powinien więc liczyć się z negatywnymi ocenami swojej działalności, w tym również z surową krytyką. W tym miejscu należy zwrócić uwagę, że w myśl art. 41 ustawy – Prawo prasowe: „Publikowanie zgodnych z prawdą i rzetelnych sprawozdań z jawnych posiedzeń Sejmu, Senatu i organów stanowiących jednostek samorządu terytorialnego oraz ich organów,
a także publikowanie rzetelnych, zgodnych z zasadami współżycia społecznego ujemnych ocen dzieł naukowych lub artystycznych albo innej działalności twórczej, zawodowej lub publicznej służy realizacji zadań określonych w art. 1 i pozostaje pod ochroną prawa; przepis ten stosuje się odpowiednio do satyry i karykatury
.” W tym kontekście wymaga podkreślenia, że zgodnie z orzecznictwem Europejskiego Trybunału Praw Człowieka wolność słowa dotyczy nie tylko informacji lub opinii nieobraźliwych lub neutralnych, ale także tych, które są obraźliwe, szokujące lub niepokojące (sprawa Prager
i
Oberschlick przeciwko Austrii, skarga nr 11662/85). Przy czym wolność wypowiedzi dziennikarskiej obejmuje również możliwość użycia pewnej dozy przesady lub prowokacji (kolejna sprawa Prager i Oberschlick przeciwko Austrii, skarga nr 15794/90).

Niezależnie od powyższego pragniemy zwrócić uwagę, że karykatura stanowiąca przyczynę wniesienia pozwu stanowiła formę wypowiedzi dziennikarskiej, której można przypisać co najwyżej charakter opinii. Powszechnie wiadomo, że wypowiedzi ocenne nie poddają się tożsamym rygorom weryfikacji, jak fakty. Jak podkreślił Sąd Najwyższy w wyroku z dnia 15 września 2016 r. (II KK 95/16 – LEX nr 2112309): „co do zasady, prawo do krytyki uprawnia przede wszystkim do wyrażania ocen, a więc twierdzeń uchylających od sprawdzenia przy pomocy kryterium prawdy i fałszu”.

Sąd I instancji pominął też kontekst społeczny sprawy. Nie można bowiem abstrahować od faktu, że w Polsce występuje silna (i wzmacniająca się) polaryzacja poglądów
na tematy istotne dla życia publicznego. Strony sporów politycznych i społecznych manifestują przy tym swój światopogląd, częstokroć nie unikając radykalnych lub bulwersujących haseł. Zarówno uczestnicy wydarzeń, jak i media wyrażają ostre opinie. W takiej atmosferze kontrowersyjne żądania forsowane przez niektóre grupy, w tym akcje prowadzone przez powoda, spotykają się z równie ostrymi ocenami. Oczekiwanie, by postulaty kwestionujące istniejący ład społeczny lub prawny miały przejść bez ostrej krytyki, byłoby oderwane od rzeczywistości. Dlatego odebranie tego prawa powodom podważa sposób rozumienia wolnej debaty przez Sąd I Instancji. Trzeba z całą mocą podkreślić, że w prawidłowo funkcjonującej demokracji spory światopoglądowe są
zjawiskiem normalnym. Bez sporów demokracja nie istnieje. W tym kontekście nie tylko surowa krytyka, ale wręcz oburzenie opinii publicznej (abstrahując od oceny, czy słuszne) powinno naturalną reakcją w prawidłowo funkcjonującym społeczeństwie.
A wyraz opinii publicznej dają właśnie dziennikarze. CMWP nie opowiada się za niczym nieograniczoną wolnością wypowiedzi (czemu dawało niejednokrotnie wyraz w swoich stanowiskach). Trudno jednak zrozumieć, dlaczego – zarówno na gruncie szeroko ujmowanej judykatury, jak i w praktyce – powszechnie dopuszcza się operowanie w publicystyce i w działalności publicznej przesadą, groteską, prowokacją, często w drastycznych formach łamiących powszechnie przyjęte normy, co też można było niejednokrotnie obserwować w ostatnich latach podczas różnego rodzaju protestów społecznych i towarzyszących im sporów – a nie można dosadnie skrytykować osoby, która bezpośrednio lub medialnie atakuje państwo polskie. Ten aspekt Sądowi Okręgowemu całkowicie umknął.

Jak wiadomo, wyniki ustaleń oraz ocena materiału dowodowego dotyczącego tych samych faktów przez różne składy orzekające mogą się różnić, co jest do pewnego stopnia naturalne gdyż wynika m. in. z konstytucyjnej zasady niezawisłości i niezależności sędziowskiej. Przyjmuje się zatem, że ocena dowodów powinna być swobodna. Nie może ona jednak przeczyć regułom prawidłowego rozumowania, gdyż nie tylko stanowi to naruszenie odnośnych norm prawa procesowego, ale również może uchybiać powadze wymiaru sprawiedliwości. Tzw. „prawda sądowa” (formalna) nie może być oderwana od rzeczywistości, zwłaszcza gdy chodzi o kwestie niesporne, o których sąd powinien w tym przypadku mieć wiedzę z urzędu na zasadzie tzw. notoryjności.

Odnosząc się natomiast do działań pozwanych wypada wskazać, że publiczne analizowanie i rozstrząsanie na łamach prasy kwestii publicznych należy do ustawowych zadań prasy, bowiem prasa, zgodnie z Konstytucją Rzeczypospolitej Polskiej, korzysta z wolności wypowiedzi i urzeczywistnia prawo obywateli do ich rzetelnego informowania, jawności życia publicznego oraz kontroli i krytyki społecznej (art. 1 Prawa prasowego). W tym kontekście wymaga podkreślenia fakt, że od osoby kierującej organizacjami pozarządowymi a więc takiej jak powód, opinia publiczna ma prawo wymagać nienagannej postawy etycznej. Pozwani mieli więc wszelkie prawa
ku temu, aby działania powoda poddać krytyce. W postanowieniu z dnia 28 sierpnia 2003  r. (III KK 246/03 – OSNwSK 2003/1/1845) Sąd Najwyższy wskazał, że „zakres wolności słowa w sferze życia publicznego musi być szerszy niż w sferze prywatnej, zaś osoby uczestniczące w życiu publicznym muszą liczyć się z krytyką, gdyż świadomie
i w sposób nieunikniony wystawiają swe słowa i działania na reakcje społeczeństwa. Krytyka jako wkład w formę debaty publicznej a zarazem kontrola osób sprawujących stanowiska publiczne jest niezbędna w demokratycznym państwie prawa
”. Skoro zatem pojawiły się wątpliwości dotyczące działań powoda, do zadań dziennikarzy – jako reprezentantów opinii publicznej – jak najbardziej należy przedstawianie opinii publicznej swojego stanowiska, również w formie karykatury czy satyry.  Działanie takie leży w interesie społecznym, bowiem jednym z warunków prawidłowego funkcjonowania społeczeństwa obywatelskiego jest wolność słowa.

Zgodnie z art. 14 Konstytucji, Rzeczpospolita Polska zapewnia wolność prasy i innych środków społecznego przekazu, natomiast w myśl art. 54 ust. 1 Ustawy Zasadniczej, każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji. Również art. 10 ust. 1 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka gwarantuje wolność wyrażania opinii. W wyroku Europejskiego Trybunału Praw Człowieka z dnia 4 listopada 2014 r. (30162/10, Braun v. Polska, LEX nr 1532397) podkreślono, że wolność wypowiedzi, chroniona w art. 10 ust. 1 Konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności, stanowi jeden z podstawowych fundamentów społeczeństwa demokratycznego. Podobnie Sąd Najwyższy w wyroku z dnia  2 czerwca 2003  r. (III KK 161/03 – LEX nr 78847) wskazał, że „Przepis art. 10 EKPC, gwarantujący prawo do swobodnej wypowiedzi, jest w orzecznictwie Europejskiego Trybunału Praw Człowieka traktowany jako dający swobodę wszelkim rodzajom wypowiedzi wyrażających opinie i idee lub informacje, niezależnie od ich treści oraz podmiotu wypowiadającego się. Podnosi się przy tym, że głównymi aspektami tej swobody jest wolność prasy, stanowiąca warunek publicznej krytyki, jako swobodny element skutecznej demokracji.” Bez zapewnienia standardów wolności słowa wolna prasa
nie mogłaby realizować swoich funkcji.

Podsumowując, CMWP wyraża opinię, że zaskarżony wyrok Sądu Okręgowego nie koresponduje z powszechnie przyjętymi standardami w zakresie wolności słowa, wyrażonymi m. in. w Konstytucji i art. 10 EKPCz oraz wypracowanymi w krajowym i międzynarodowym orzecznictwie. Może być odebrany jako próba zablokowania krytyki dziennikarskiej. Do Sądu II Instancji należy zatem ocena tego stanu rzeczy i zagwarantowanie, w ramach nadzoru judykacyjnego, aby powyższe standardy zostały w niniejszym postępowaniu dochowane.

 

dr Jolanta Hajdasz
Wiceprezes SDP
Dyrektor CMWP SDP         

sporządził:
Michał Ł. Jaszewski
doradca ds. prawnych

Tomasz Grodzki przeciwko red. Tomaszowi Sakiewiczowi. Relacja obserwatora CMWP SDP

7 czerwca przed Sądem Rejonowym Warszawa–Wola miała odbyć się kolejna rozprawa karna w procesie, który marszałek Senatu Tomasz Grodzki wytoczył redaktorowi naczelnemu „Gazety Polskiej” i „Gazety Polskiej Codziennie” Tomaszowi Sakiewiczowi.  Ostatecznie jednak sprawa została nagle zdjęta z wokandy. Decyzją  marszałka Grodzkiego proces toczy się w trybie niejawnym. Sprawa jest objęta monitoringiem CMWP SDP, obserwatorem jest red. Anna Maria Szczepaniak. 

7 czerwca miało dojść do kolejnego posiedzenia w procesie, jaki z oskarżenia prywatnego Tomasz Grodzki wytoczył redaktorowi Tomaszowi  Sakiewiczowi z art. 212 kodeksu karnego. Sprawa dotyczy wpisów w mediach społecznościowych naczelnego GP na temat byłego ordynatora Szpitala Szczecin–Zdunowo w zakresie odnoszącym się do podejrzeń o przyjmowanie przez Tomasza Grodzkiego korzyści finansowych. Zarzuty te były i są  formułowane publicznie przez  świadków tych zdarzeń oraz przez prokuraturę, która na ich podstawie sformułowała akt oskarżenia przeciwko marszałkowi Senatu. Tomasz Grodzki nie zgodził się, by była ona prowadzona w trybie jawnym, o co wnioskował red. Tomasz Sakiewicz.

Dzień przed planowaną rozprawą sąd poinformował o odroczeniu terminów posiedzeń planowanych na 7 oraz 14 czerwca.

Przyczyna oraz daty kolejnych rozpraw nie są znane.

Zdaniem Tomasza Sakiewicza: sytuacja jest zupełnie niezrozumiała, bo przecież terminy były ustalane w taki sposób, żeby wszystkim pasowały. Miało dojść do przesłuchania marszałka Grodzkiego i do przesłuchania jednego z ważnych świadków.

Chociaż sąd nie podał powodu odroczenia wczorajszej rozprawy, to jednak zdaniem naczelnego GP odwlekanie w czasie tej sprawy może mieć bezpośredni związek z zatrzymaniem przez CBA lekarzy związanych z Fundacją Pomocy Transplantologii założonej przez Tomasza Grodzkiego. Tuż przed rozprawą dowiedzieliśmy się, że aresztowano dwóch prezesów fundacji, którą zakładał Tomasz Grodzki i pojawił się tam zarzut zorganizowania grupy przestępczej. Ten zarzut może poszerzyć zakres zarzutów wobec samego marszałka. Ja nie wykluczam, że może się pojawić ponowny wniosek o uchylenie immunitetu. Być może Tomasz Grodzki za wszelką cenę teraz próbuje opóźnić nagłośnienie tych spraw. To jest wyjątkowo rujnujące jego wizerunek, ale też wizerunek Platformy Obywatelskiej. Tylko tak potrafię sobie to wytłumaczyć, bo innego uzasadnienia nie znam.

Podobnego zdania jest Tomasz Duklanowski, redaktor naczelny Radia Szczecin, który jako pierwszy podjął i nagłośnił temat tzw. „afery kopertowej” w szczecińskim szpitalu. Marszałkowi Grodzkiemu na pewno zależy, żeby te sprawy związane z jego przeszłością korupcyjną były odwlekane w czasie, bo czas działa na jego korzyść. Dlatego, że świadkowie, którzy mogliby zeznawać w jego sprawie, to często są już osoby w podeszłym wieku. Ponadto część  tych spraw może się przedawnić, bo to są zdarzenia sprzed wielu lat.

Warto wspomnieć, że w związku z prowadzonym śledztwem wobec marszałka Grodzkiego prokuratura przesłuchała już blisko 250 świadków. Część z nich bezpośrednio odciąża Grodzkiego; pozostali mówią o działalności przestępczej, która była prowadzona w szpitalu i przy szpitalu, którego ordynatorem był Tomasz Grodzki.

Wniosek Prokuratury Rejonowej w Szczecinie o wyrażenie zgody na pociągnięcie do odpowiedzialności karnej marszałka Senatu Tomasza Grodzkiego został przekazany do Senatu RP w marcu ubiegłego roku.  Jak policzyli dziennikarze portalu niezależna.pl, marszałek Senatu już od 444 dni nie poddaje pod głosowanie tego wniosku

CMWP SDP objęło tę sprawę monitoringiem ze względu na  zagrożenie naruszenia praw  red. Tomasz Sakiewicza w zakresie wolności słowa i prasy . Informowaliśmy  o tym w grudniu ub. roku.

Anna Maria Szczepaniak

Informacja Prokuratury na temat skierowania wniosku o pociągnięcie do odpowiedzialności karnej marszałka Senatu TUTAJ.

Więcej informacji na temat tej sprawy TUTAJ.

Przegrana byłego RPO Adama Bodnara w sporze z UOKiK. Decyzja sądu zbieżna ze stanowiskiem CMWP SDP

CMWP SDP odnosiło się do tej sprawy wielokrotnie konsekwentnie podkreślając, iż zakup wydawnictw Polska Press przez PKN Orlen nie narusza w żaden sposób realizacji zasady wolności słowa demokratycznego państwa. Dziś to stanowisko potwierdził Sąd Okręgowy w Warszawie rozpatrując odwołanie Rzecznika Praw Obywatelskich dotyczące tej transakcji. 

W Sądzie Okręgowym w Warszawie, podczas jawnej rozprawy w środę 7. czerwca, sędzia Witold Rękosiewicz oddalił odwołanie Rzecznika Praw Obywatelskich od decyzji prezesa Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów w sprawie zgody na zakup Polski Press przez PKN Orlen. Wyrok jest nieprawomocny i sędzia poinformował pełnomocników RPO, że warunkiem odwołania jest dotrzymanie ustawowego terminu jego złożenia.

W ustnym uzasadnieniu wyroku sędzia stwierdził: Odwoływanie się przez stronę powodową do okoliczności o charakterze wyższym, czyli wolności prasy, pluralizmu i tak wskazywanego przez stronę powodową dostępu konsumentów do wolnych mediów – cóż, w tym zakresie, na gruncie stosunków konkurencyjnych to rynek powinien zdecydować, czy konsumenci będą, czy nie będą nadal korzystać z tej prasy wydawanej przez Polska Press.

Warto przypomnieć, że na początku marca zeszłego 2021 RPO odwołał się do Sądu Ochrony Konkurencji i Konsumentów od decyzji prezesa UOKiK w sprawie zgody na koncentrację polegającą na przejęciu przez PKN Orlen kontroli nad Polska Press. Prezes UOKiK zgodził się na przejęcie Polska Press przez PKN Orlen na początku lutego ub.r. RPO w swym odwołaniu chciał, by sąd uchylił zgodę prezesa UOKiK.

Z kolei, w związku z wydaniem w dniu 8 kwietnia 2021 roku przez Sąd Ochrony Konkurencji i Konsumentów w Warszawie  postanowienia, na mocy którego wstrzymano wykonanie decyzji Prezesa Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów z dnia 5 lutego 2021 do czasu rozpoznania odwołania na w/w decyzję prezesa Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów oraz toczącym się postępowaniem sądowym zainicjowanym zaskarżeniem przedmiotowej decyzji, Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP przesłało do Sądu (5 maja b.r.)  swoją opinię w tej sprawie działając w charakterze amicus curiae (przyjaciela sądu). CMWP SDP  objęło tę sprawę monitoringiem pod kątem przestrzegania praw człowieka i obywatela, w szczególności w zakresie wolności słowa oraz swobody mediów.

Na przełomie maja i czerwca zeszłego roku swoje stanowisko w tej sprawie skierował do sądu PKN Orlen. Wskazał, że odwołanie RPO od decyzji prezesa UOKiK jest w całości bezzasadne i winno zostać odrzucone, a nawet przy uznaniu jego dopuszczalności sąd powinien je oddalić. O oddalenie odwołania wnosił też UOKiK.

CMWP SDP odnosiło się do tej sprawy wielokrotnie konsekwentnie podkreślając, iż zakup wydawnictw Polska Press przez PKN Orlen nie narusza w żaden sposób realizacji zasady wolności słowa demokratycznego państwa. Nasze stanowisko opublikowaliśmy na stronie internetowej cmwp.sdp.pl, gdyż Sąd nie zgodził się na przyjęcie do akt sprawy opinii amicus curiae przesłanej przez Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP.

Więcej na ten temat TUTAJ TUTAJ.

Miasto Sopot przeciw TVP3 Gdańsk

31 maja 2022 r. odbyła się w Sądzie Okręgowym w Gdańsku, w XV Wydziale Cywilnym, kolejna już rozprawa przeciwko red. Joannie Strzemiecznej-Rozen, dyrektor TVP3 Gdańsk oraz Jakubowi Świderskiemu, dziennikarzowi TVP3 Gdańsk. Osoby te zostały pozwane przez Gminę Miasta Sopot. Przedmiotem sporu stały się wyemitowane w TVP3 Gdańsk materiały publicystyczne, autorstwa Jakuba Świderskiego i materiały przypisywane Świderskiemu przez władze Sopotu. Chodzi o materiały ukazujące etapy renowacji i zagospodarowywania dworca kolejowego w Sopocie wraz z terenami do niego przyległymi. Gmina Sopot pozwała również te same osoby za przedstawienie przez TVP3 Gdańsk, jak twierdzi, nieprawdziwych informacji dotyczących wypadków na sopockich kąpieliskach oraz popadającego w ruinę byłego szpitala na Stawowiu (historyczna dzielnica Sopotu), mieszczącego się w zabytkowym zespole parkowo-pałacowym, do niedawna najpiękniejszym w Sopocie.

W październiku 2019 r. Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP objęło niniejszą sprawę monitoringiem pod kątem przestrzegania praw człowieka i obywatela, gdyż zachodzi zagrożenie naruszenia praw redaktor Strzemiecznej -Rozen a także redaktora Świderskiego w zakresie wolności słowa i prasy. Z ramienia Centrum Monitoringu Wolności Prasy toczący się proces sądowy obserwuje Maria Giedz. Sprawę prowadził sędzia Piotr Kowalski. Na rozprawę stawiła się pełnomocnik powódki, czyli Gminy Miasta Sopot, mec. Monika Nowińska-Retkowska, a także Jacek Karnowski, prezydent Sopotu. Stronę pozwanej Joanny Strzemiecznej-Rozen reprezentował mec. Wenanty Plichta. Stawiła się również sama pozwana, a także pozwany Jakub Świderski.

Podczas rozprawy, która trwała pięć godzin Sąd rozpoczął przesłuchiwanie stron. Jako pierwszy zeznawał Jacek Karnowski. Jego zeznanie, po prawie trzech godzinach zostało przerwane, gdyż pozwana Joanna Strzemieczna-Rozen poprosiła o przyśpieszenie przeprowadzenia jej zeznania z powodu konieczności opuszczenia Sali rozpraw i udania się do bliskiej jej ciężko chorej osoby. Zeznanie Jacka Karnowskiego, a także pozwanego Jakuba Świderskiego będzie kontynuowane na kolejnej rozprawie, która odbędzie się 27 września 2022 r.

W pozwie Gmina Sopot zarzuca pozwanym fałszowanie informacji i brak rzetelności dziennikarskiej. Wymienione są, bardzo szczegółowo, na kilkudziesięciu stronach, zastrzeżenia do prawdziwości informacji na temat Sopotu zawartych w kilku audycjach: „W imieniu Sopocian” z 3 października 2017 r., „Pomorze samorządowe” z 23 października 2017 r., „Forum Panoramy” z 20 listopada 2017 r., „W imieniu Sopocian” z 28 listopada 2017 r., „Przegląd prasy polskojęzycznej” z 4 maja 2018 r. Zastrzeżenia są również do wykorzystania herbu miasta w jednym z wyemitowanych programów. Wszystkie te nieprawidłowości władze Sopotu przypisują Jakubowi Świderskiemu, który jest także byłym radnym Sopotu.

Konflikt pomiędzy obu panami, czyli Jackiem Karnowskim i Jakubem Świderskim trwa od lat, o czym wspomniały obie strony podczas rozprawy. Jednym z powodów jest zamieszczenie w gazecie „Obserwator Sopocki” w 2006 r. zdjęcia monidła (rodzaj portretowego wizerunku, najczęściej malowanego na podstawie zdjęcia, z podkolorowaniem jego pojedynczych elementów) z wizerunkiem mężczyzny przyjmującego kopertę. Scena najprawdopodobniej rozgrywa się w Sopocie, za co Świderski został skazany przez sopocki Sąd (o wyroku skazującym Świderskiego prezydent Karnowski powiedział podczas rozprawy), mimo iż zapewniał, że nie jest autorem owego monidła. Innym powodem, to fakt, że Świderski zdecydował się w 2010 r. kandydować na urząd prezydenta Sopotu i był konkurentem Karnowskiego – o tym również dowiedzieliśmy się na rozprawie od reprezentantów Gminy Sopot. Wcześniej obaj panowie działali w opozycyjnych do siebie grupach: Karnowski działał w PO, a Świderski sympatyzował z PiS.

W trakcie przesłuchań okazało się, że audycje wyemitowane przez TVP3 Gdańsk, które zdaniem władz Sopotu naruszały dobre imię gminy, nie wszystkie były autorstwa Jakuba Świderskiego, co przypisywały mu władze miasta. Ponadto niektóre z nich prowadzono na żywo z uczestnictwem mieszkańców Sopotu, więc prowadzącemu trudno było przewidzieć, co uczestnicy powiedzą na temat miasta oraz ich włodarzy. Jak zapewniała Joanna Strzemieczna-Rozen, autorzy programów na żywo próbowali bezskutecznie zaprosić do studia albo prezydenta miasta, albo któregoś z urzędników.

Jacek Karnowski wykazywał, że wszystkie te audycje negatywnie wpłynęły na wizerunek miasta Sopotu, odstraszały potencjalnych turystów od przyjazdu do kurortu, a także inwestorów. „Przedstawiały obraz miasta niezgodny z rzeczywistością, co stanowi zagrożenie dla kontynuowania przez Sopot działań kulturalnych oraz samorządowych wskutek utraty zaufania od współorganizatorów”. Dodawał też, że te szkalujące Sopot informacje ukazały się w mediach publicznych, finansowanych z naszych podatków. Były też powielane na mediach społecznościowych. Ponadto, jak twierdził nigdy nikt go do Telewizji nie zaprosił, aby mógł wyjaśnić mieszkańcom sporne kwestie. Zaprzeczyła temu Strzemieczna-Rozen, gdyż w jednym z tych programów prowadzący w pierwszych minutach powiedział, że władze Sopotu nie przyjęły zaproszenia.

Karnowski zarzucił Telewizji, że nie opublikowała jego sprostowań po każdym wyemitowanym programie. Dyrektor TVP3 Gdańsk wyjaśniała, że na wszystkie otrzymane z sopockiego magistratu rzekome sprostowania odpowiedziała, iż nie były to sprostowania, bo nie wyjaśniały tematu, a były opiniami, a te zgodnie z prawem prasowym nie nadają się do publikacji jako sprostowania. Zapraszała też prezydenta Karnowskiego do wizyty w gdańskiej Telewizji w celu odpowiedzenia mieszkańcom Sopotu na kontrowersyjne pytania.

Wypowiedź Jacka Karnowskiego, a także Joanny Strzemiecznej-Rozen opierała się na sformułowaniach zawartych w pozwie. Toczyła się więc „przepychanka” słowna, dotycząca nieprecyzyjnych sformułowań, przerywana ostrymi wystąpieniami pełnomocników obu stron, a często uciszana przez Sędziego Piotra Kowalskiego. Z wypowiedzi dziennikarzy, do pytań skierowanych do Jacka Karnowskiego dołączył się Jakub Świderski, wynikało, że zamieszczone w pozwie zwroty były jedynie zbliżone, mające inne znaczenie, w stosunku do słów, które wypowiedziano w materiałach emitowanych przez TVP3 Gdańsk.

Na przykład w kwestii dotyczącej sopockiego dworca kolejowego autorowi programu chodziło o wybudowanie dużego, kilkupoziomowego centrum handlowego z wydzielonym pomieszczeniem na cztery kasy biletowe i kilkoma ławkami do siedzenia oraz automatami z napojami, a nie o stary dworzec kolejowy, którego nie ma. Problem bardziej polegał na różnicy gustów, bo obecny budynek nie wpisuje się w „atmosferę” kurortu, czyli starą, willową zabudowę miasta i powoduje pewien dysonans architektoniczny, ale takie są czasy, co podkreślił Sędzia Piotr Kowalski. W wielu miastach na dworce wchodzi się przez galerie handlowe, co staje się normą, ale nie wszystkim się to podoba. Autorowi audycji chodziło też o kwestie finansowe, własnościowe, na co zwracają uwagę mieszkańcy wypowiadający się w owych programach.

W wymienionych przez powódkę audycjach znalazła się też audycja satyryczna, która kieruje się zupełnie innymi prawami niż informacyjna. Ma bowiem charakter prześmiewczy, czego nie zaakceptowali włodarze Sopotu, uznając, że jest obrażająca ich, a przede wszystkim miasto. Sędzia Kowalski kilka razy zwracał się z prośbą do prezydenta Karnowskiego oraz mec. Moniki Nowińskiej-Retkowskiej, aby pytali Strzemieczną-Rozen o fakty, a nie o ocenę.

Jakub Świderski w jednym z pytań do Karnowskiego zastanawiał się, dlaczego prezydent Sopotu chciał, aby ewentualny nakaz zamieszczenia przeprosin, po zakończeniu toczącego się procesu, ukazał się na portalu Onet, a także w Rzeczpospolitej? Ponoć te przeprosiny mogą go kosztować kilkaset tysięcy złotych, a przecież audycje zostały wyemitowane w TVP3 Gdańsk, a nie na portalu Onet, czy w gazecie Rzeczpospolitej. Aby doprecyzować niezgodność zarzutów miasta wobec wypowiedzi zawartych w audycjach na kolejnej rozprawie ma zostać przedstawione nagranie jednego z programów. Można będzie wówczas prześledzić tekst pozwu ze słowami uczestników programu.

Umorzenie w sprawie dziennikarki z „Tygodnika Zamojskiego” oskarżonej z art. 212 kk

 

Umorzeniem zakończyła się sprawa, w której oskarżona została z paragrafu 212 Kodeksu Karnego red. Aneta Urbanowicz, dziennikarka Tygodnika Zamojskiego. Zarzuty naruszenia dóbr osobistych oraz opublikowania nieprawdy zarzuciła jej bohaterka artykułu, ówczesna wicedyrektor miejscowej Agencji Rozwoju i Modernizacji Rolnictwa. Proces przeciwko dziennikarce toczył się od niemal 3 lat. CMWP SDP wspierało dziennikarkę w tym procesie, sprawa była objęta monitoringiem CMWP SDP, a jej obserwatorem w imieniu Centrum był red. Andrzej Klimczak. 

Dostarczone sądowi dowody wyraźnie wskazywały, na to, że redaktor  Aneta Urbanowicz dochowała rzetelności przy pisaniu artykułu,  a opisane przez nią pozaprawne działania byłej wicedyrektor, miały miejsce naprawdę. 1 czerwca na kolejnej rozprawie nie pojawiła się oskarżycielka ani jej pełnomocnik.  Sędzia  Hannie Życkiej z Wydziału Karnego Sądu Rejonowego w Zamościu ogłosiła wyrok – umorzenie sprawy.

Oskarżycielce przysługuje prawo do odwołania od decyzji sądu, jeśli w ciągu 7 dni dostarczy dowody ważnych przyczyn, dla których nie mogła uczestniczyć w ostatniej rozprawie. Przypominamy, że Aneta Urbanowicz, dziennikarka Tygodnika Zamojskiego, opisała iż w roku 2017 wicedyrektor ARiMR, będąca jednocześnie właścicielką gospodarstwa rolnego, zawyżała jego powierzchnię we wnioskach składanych do Agencji, co powodowało bezprawne zwiększenie przysługujących  jej dopłat – co wykazała kontrola – w kolejnych latach dyrektor nie wyłączyła siebie z podejmowania decyzji administracyjnych we własnej sprawie. Aneta Urbanowicz w swoim materiale opisała również stosunki pomiędzy byłą dyrektor a podwładnymi, określającymi jej zachowanie jako apodyktyczne. W materiale prasowym pojawiły się też inne informacje dotyczące pozaprawnych działań byłej zastępczyni dyrektora ARiMR w Lublinie. Pracownicy lubelskiej agencji ujawnili m.in, że zastępczyni dyrektora do pracy zabierała swojego psa a jej podwładni w godzinach pracy musieli wyprowadzać go na spacery. Powołani przez obronę świadkowie – urzędnicy pracujący w zamojskiej ARiMR oraz były mąż bohaterki artykułu, potwierdzali, że informacje zawarte w materiale prasowym autorstwa Anety Urbanowicz opisywały wydarzenia, które miały miejsce.

W opinii amicus curiae przesłanej do Sądu , CMWP SDP podkreślało, iż dziennikarka powinna być uniewinniona od stawianych jej zarzutów. Oskarżycielka piastując ważne stanowisko publiczne powinna bowiem liczyć się także z negatywnymi ocenami swojej osoby i działalności. Od osoby pełniącej wysoką funkcję w organie administracji opinia społeczna może oczekiwać jednoznacznej postawy etycznej. Ponadto, skoro pojawiły się wątpliwości dotyczące jej osoby, do zadań dziennikarzy należy wyświetlanie tego rodzaju spraw i przedstawianie opinii publicznej swojego stanowiska. Od takich osób opinia publiczna ma bowiem prawo wymagać znacznie więcej, niż od przeciętnego obywatela. Jeżeli ich postępowanie budzi wątpliwości i nie jest dla społeczności lokalnej transparentne (abstrahując od trafności takich przypuszczeń lub ocen), we własnym interesie powinni dążyć do wyjaśnienia sytuacji. Jeżeli dziennikarz ma trudności z uzyskaniem odpowiedzi na zadawane pytania (co miało miejsce w niniejszej sprawie), błędne jest założenie, że miałby on z tego powodu odstąpić od interwencji prasowej.  Oczekiwanie, by prasa nie poruszała tematów kontrowersyjnych tylko dlatego, że dziennikarz nie może w chwili publikacji przedstawić czytelnikom „twardego” dowodu na jakąś okoliczność, byłoby mylne i kłóciło się z utrwalonymi w Europie standardami wolności słowa.

Wyrok nie jest prawomocny.

Opinia CMWP SDP w tej sprawie jest TUTAJ.

 

Wyrok skazujący w sprawie red. Krzysztofa Marii Załuskiego pozwanego z art. 212 kk

27 maja Sąd Rejonowy Gdańsk – Południe, II Wydział Karny uznał red. Krzysztofa Marię Załuskiego za winnego zniesławienia Henryka Jezierskiego i wymierzył mu karę 100 (stu) stawek dziennych grzywny w wysokości 20 zł dziennie czyli 2 tys. zł.  Ponadto orzekł wobec oskarżonego na rzecz oskarżyciela, czyli Henryka Jezierskiego nawiązkę w wysokości 7 tys. zł. Orzekł również podanie wyroku do publicznej wiadomości poprzez zamieszczenie jego treści na stronie internetowej SDP przez okres 14 dni. Zasądził też od oskarżonego na rzecz Skarbu Państwa kwotę 200 zł tytułem opłaty, a także zasądził na rzecz oskarżyciela prywatnego Henryka Jezierskiego kwotę 300 zł. Wyrok nie jest prawomocny.Jezierski jako oskarżyciel prywatny, nie zgodził się na uczestnictwo w procesie obserwatora Centrum Monitoringu Wolności Prasy, mimo że CMWP SDP objęło tę sprawę monitoringiem. Sprawę prowadziła Sędzia Sądu Rejonowego Anna Grzyb-Koniuszaniec.

Akt oskarżenia z art. 212 kk przeciwko red. Krzysztofowi Marii Załuskiemu wniósł red. Henryk Jezierski, właściciel i redaktor naczelny wydawnictw motoryzacyjnych. Przyczyną oskarżenia stał się opublikowany 7 stycznia 2018 r. na portalu internetowym www.sdp.pl artykuł autorstwa Załuskiego p.t. „Układ trójmiejski kontra repolonizacja”.

Henryk Jezierski domagał się od oskarżonego Krzysztofa Marii Załuskiego „publikacji wyroku sądu nie później niż 14 dni od jego uprawomocnienia się w formie ogłoszeń na stronach głównych portalu Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich oraz wydawanego przez oskarżyciela portali motoryzacyjnych… z utrzymaniem ogłoszeń na tychże stronach przez co najmniej miesiąc, po czym przeniesieniem ich na kolejne 24 miesiące do działu Publicystyka lub pokrewnego” tych dwóch portali. Ponadto Jezierski domagał się od Załuskiego wypłacenia na rzecz oskarżyciela 20 tys. zł, a także zwrotu kosztów procesowych. W spornym artykule autorstwa Załuskiego ukazały się dwa sformułowania dotyczące Henryka Jezierskiego, które według oskarżyciela są nieprawdziwe, gdyż mają związek z podejrzeniem oskarżyciela o współpracę ze służbami bezpieczeństwa. Podejrzenie o agenturalną przeszłość Jezierskiego Załuski oparł na publikacji Daniela Wicentego „Weryfikacja gdańskich dziennikarzy w stanie wojennym” (wydanej przez IPN w Gdańsku w 2015 r.).

Henryk Jezierski zaprzecza, aby był współpracownikiem SB. Twierdzi, że w czerwcu 2017 r. otrzymał z IPN całą zawartość swojej teczki, w której nie ma dokumentu potwierdzającego faktu współpracy z SB. Natomiast jest tam dokument potwierdzający odmowę współpracy. Ponadto Jezierski otrzymał 11 maja 2019 r. z IPN decyzję administracyjną, o którą wnioskował, gdzie znajduje się potwierdzenie, że nie był pracownikiem, funkcjonariuszem lub żołnierzem organów bezpieczeństwa państwa. Jednak w wydanym przez IPN dokumencie brakuje informacji o tym, że Henryk Jezierski nie był tajnym współpracownikiem. IPN podaje również, że w jego zasobach zostały odnalezione trzy zapisy ewidencyjne dotyczące Henryka Jezierskiego:

  1. Nr 57968 – Wydz. III zarejestrował w dniu 27 kwietnia 1988 r. Jezierskiego na kandydata tajnego współpracownika (KTW) o pseudonimie „JUREK”. 1 lipca 1988 r. sprawę przerejestrowano na TW „JUREK”
  2. 3 lipca 1989 r. Wydział III Gdańsk przekazał sprawę Jezierskiego do Archiwum Wydziału „C” do numeru I-26134 akta sprawy zarejestrowanej do numeru 57968. Na karcie dopisano „odmowa współpracy rok brakowania – 2005”.
  3. Zapis na karcie MKr – 3 z kartoteki odtworzeniowej MSW w Warszawie dotyczącej Henryka Jezierskiego, z której wynika, że akta archiwalne Wydziału „C” WUSW Gdańsk nr I-26134 zmikrofilmowano i zniszczono. Jako datę zniszczenia mikrofilmu nr 25134/I wskazano 2010 r.

Mimo  dokumentów zachowanych w IPN, na których występuje nazwisko Henryka Jezierskiego Sąd Rejonowy Gdańsk – Południe, II Wydział Karny uznał red. Krzysztofa Marię Załuskiego za winnego i zasądził karę , której wykonanie oznacza dla  dziennikarza blisko 10 tysięcy złotych do zapłacenia za rzekome zniesławienie podejrzanego o bycie tajnym współpracownikiem  komunistycznych służb bezpieczeństwa . Wyrok nie jest jeszcze prawomocny, na razie nie ma potwierdzenia, czy któraś ze stron złoży apelację.

Warto podkreślić, iż nie jest to pierwsza sprawa z prywatnego oskarżenia lub powództwa Henryka Jezierskiego, jaka toczy się przez gdańskim sądem. Procesy zarówno karne, jak i cywilne toczyły się lub nadal toczą przeciwko kilku dziennikarzom. W zakończonych już sprawach opartych na porównywalnych aktach oskarżenia pozwanymi przez Henryka Jezierskiego byli m.in. prezes SDP i prezes Gdańskiego Oddziału SDP, te sprawy zakończyły się umorzeniem i uniewinnieniem.  W jednej ze spraw Henryk Jezierski został prawomocnie skazany, wyrok taki wydał przez Sąd Rejonowy Gdańsk-Południe  X Wydział Karny w Gdańsku. Obecna sprawa jest prowadzona przez  II Wydział Karny.  Była też  inny wyrok skazujący Henryka Jezierskiego w II Wydziale Karnym Sądu Rejonowego Gdańsk-Południe, od którego on się odwołał.

Opracowanie: Maria Giedz

Apelacja w sprawie uniewinnienia Aleksandra Gawronika w procesie o zabójstwo red. Jarosława Ziętary

Prokuratura Regionalna w Krakowie zaskarżyła w całości wyrok uniewinniający Aleksandra Gawronika odnośnie podżegania do zamordowania Jarosława Ziętary. W złożonej apelacji zarzuciła sądowi bezpodstawne uznanie za bezwartościowe zeznań wszystkich kluczowych świadków oraz podważenie opinii biegłych sądowych. Sąd Okręgowy w Poznaniu nieprawomocnie uniewinnił byłego senatora 24 lutego br.

Tego dnia, niespodziewanie dla prokuratora Piotra Kosmatego oraz oskarżyciela posiłkowego Jacka Ziętary, sąd odrzucił wnioski o przesłuchanie ważnych świadków, a także o odroczenie procesu w celu przygotowania mów końcowych.  Werdykt ogłosił po wysłuchaniu improwizowanych na gorąco mów końcowych, po zaledwie 20 minutowej przerwie na naradę. – Prawidłowa analiza zgromadzonych dowodów we wzajemnym ich powiązaniu, przy uwzględnieniu zasad prawidłowego rozumowania oraz zasad logiki i doświadczenia życiowego jednoznacznie wskazuje, że oskarżony dopuścił się zarzucanego mu czynu –  powiedział składający zażalenie prok. Piotr Kosmaty dowodząc, że sąd wybiórczo i jednostronnie potraktował zgromadzone w sprawie dowody.

Prokurator zarazem zarzucił sądowi istotne naruszenie zasad postępowania karnego. Chodzi o pięć ważnych kwestii. Pierwszą z nich jest niewskazanie w wyroku przepisów stanowiących podstawę uniewinnienia oskarżonego. Drugi zarzut dotyczy nieprzeprowadzenia dowodów na poparcie oskarżenia przed dowodami służącymi do obrony (najpierw przesłuchano świadków zeznających na korzyść Aleksandra G.). Dwa kolejne zarzuty obejmują odrzucenie wniosku o przeprowadzenie istotnych dla sprawy dowodów dotyczących oskarżonego – konfrontacji pomiędzy świadkami (chodzi o założyciela Elektromisu, Mariusza Ś. i byłego redaktora naczelnego tygodnika „Wprost”, Marka Króla) oraz odmowę przesłuchania byłego wysokiego oficera Służby Bezpieczeństwa Henryka J. Ostatni zarzut prokuratury dotyczy poważnego naruszenia procedury sądowej, którym miało być przyjęcie przez sąd od oskarżonego dowodu (płyty z nagraniem) już po zamknięciu przewodu sądowego i bez umożliwienia zapoznania się z nim przez prokuratora i oskarżyciela posiłkowego.

W liczącej 30 stron apelacji prokurator Kosmaty bardzo szczegółowo uzasadnił wszystkie zastrzeżenia wobec wyroku. Najwięcej uwagi poświęcił lekceważącemu potraktowaniu przez sąd zeznań najważniejszego świadka Macieja B. ps. Baryła, który zeznał, że był obecny przy tym jak Aleksander G. w 1992 roku miał domagać się od pracowników Elektromisu „skutecznego zlikwidowania” Jarosława Ziętary. Autor apelacji wykazał, że to, co mówił o zbrodni były gangster było logiczne i precyzyjne. – Za kompletnie niezrozumiałe należy uznać twierdzenie Sądu I instancji, że zeznania świadka Macieja B., który widział i słyszał jak Aleksander G. podżega do pozbawienia życia Jarosława Ziętary, są całkowicie nieprzydatne dla rozstrzygnięcia o winie oskarżonego – napisał prokurator. Stwierdził także,  że nieuzasadnione jest też zakwestionowanie przez sąd zeznań pozostałych najważniejszych świadków, którzy potwierdzili związek ze sprawą oskarżonego, w tym przechwalanie się przez niego „uciszeniem” dziennikarza. Chodzi m.in. o więźniów, z którymi przebywał Aleksander G. odsiadując wyroki za inne przestępstwa oraz świadków związanych z Elektromisem.

Nieodparcie można odnieść wrażenie, że zdaniem sądu (…), każda osoba, która mogłaby chociaż w minimalnym stopniu wzmocnić wiarygodność świadka oskarżenia musi być mało wiarygodne – stwierdził Piotr Kosmaty.

Prokurator podważył także zasadność odrzucenia przez sąd opinii biegłych psychologów, w tym słynnego profilera Bogdana Lacha, którzy uznali zeznania Macieja B. za wiarygodne. Zakwestionował również uznanie przez sędziów za „całkowicie bezwartościowe” badań wariograficznych. W złożonym zażaleniu prokurator Kosmaty odniósł się również do tego jak wydając wyrok uniewinniający potraktowano Jarosława Ziętarę. Uważa za bezpodstawne  uznanie przez sąd, że dziennikarz nie zajmował się tropieniem nielegalnych interesów Elektromisu i oskarżonego i że zajmowanie się taką tematyką nie stanowiłoby dla niego zagrożenia. Prokurator podkreślił, że zachowane zapiski Jarosława Ziętary i zeznania świadków dowodzą, że dziennikarz prowadził śledztwo dziennikarskie, a celem zabójstwa było uniemożliwienie opublikowania jego wyników.

Apelację krakowskiej prokuratury poparł w całości oskarżyciel posiłkowy Jacek Zietara, brat zamordowanego dziennikarza. W skierowanym do sądu piśmie wyraził zarazem swoje oburzenie tym, że uniemożliwiono zarówno jemu, jak i prokuratorowi przygotowanie się do mów końcowych. – Wydarzenia z 24 lutego odebrałem osobiście jako brak szacunku do oskarżycieli, a przede wszystkim do pamięci mojego brata – Jarosława Ziętary – napisał Jacek Ziętara.

Zażalenie rozpatrzy Sąd Apelacyjny w Poznaniu. Termin posiedzenia w tej sprawie nie jest jeszcze znany

Źródło: https://poznan.tvp.pl/59560759/apelacja-w-sprawie-zabojstwa-dziennikarza

Sprawa zabójstwa red. Jarosława Ziętary. Przedostatnia rozprawa w procesie byłych ochroniarzy Elektromisu

Prawie dwa miesiące temu sędziowie Sądu Okręgowego w Poznaniu, zapowiedzieli zbliżające się zakończenie procesu dwóch byłych ochroniarzy holdingu Elektromis, Mirosława R., ps. „Ryba” i Dariusza L., ps. „Lala”, których oskarżeni są  o porwanie, pozbawienie wolności i pomocnictwo w zabójstwie Jarosława Ziętary. Do zakończenia ich procesu pozostało tylko przesłuchanie ostatniego świadka, wyjaśnienia oskarżonych oraz mowy końcowe stron. Sprawa jest objęta obserwacją CMWP SDP, które na sali sądowej reprezentuje red. Aleksandra Tabaczyńska.

W piątek, 13 maja rozprawę rozpoczęło przesłuchanie zapowiedzianego świadka.  To 61 letni Eligiusz M., sąsiad i znajomy oskarżonego Ryby. Zeznał on, że obaj z rodzinami mieszkali na jednym osiedlu, a ich dzieci chodziły do tej samej szkoły. Sam nie miał w zwyczaju uczestniczyć regularnie w rozpoczęciach czy zakończeniach roku szkolnego i nie wie czy 1 września 1992 roku, czyli w dzień porwania Jarosława Ziętary, oskarżony zaprowadzał swoje dziecko do szkoły czy nie. Stwierdził jedynie, że szkoła była bardzo blisko, nie trzeba było nawet przechodzić ulicy, więc droga do niej była bezpieczna. Bliższe relacje były między żonami mężczyzn, gdyż dzieci były w zbliżonym wieku, w jednej szkole i obie panie „przez chwilę nie pracowały”. Świadkiem, który wcześniej dał alibi Mirosławowi R. na czas porwania, była właśnie żona Eligiusza M.

Po zakończeniu zeznań M., sędzia Katarzyna Obst ogłosiła, że sąd dopuścił z urzędu między innymi ekspertyzę biegłego sądowego psychologa Marcina Siedleckiego. Biegły uczestniczył w procesie Aleksandra Gawronika i oceniał wiarygodność świadka oskarżenia Macieja B. ps. Baryła. Warto przypomnieć, że podczas rozpraw biegły ostro, żeby nie powiedzieć obcesowo, zwracał się zarówno do prokurator Elżbiety Bara, jak i samego Macieja B. Proces Aleksandra Gawronika zakończył się 24 lutego br., nieoczekiwanie zarówno dla oskarżycieli i śledzących sprawę dziennikarzy, uniewinnieniem byłego senatora. Sąd zakwestionował wiarygodność wszystkich świadków oskarżenia. Sądu nie przekonały też opinie innych biegłych psychologów potwierdzających wiarygodność „Baryły”. Nie należała do nich ekspertyza Siedleckiego.

Następnie głos zabrał oskarżony Mirosław R. Obrońcy wskazali, że jedynie R. będzie składał wyjaśnienia bowiem Dariusz L. z tego prawa rezygnuje. Ponad 60 letni były ochroniarz Elektromisu swoje oświadczenie rozpoczął od słów:

– Jestem niewinny. Nie mam z tą sprawą nic wspólnego. Nigdy nie widziałem Jarosława Ziętary. Nikt mnie nie nakłaniał. Nie popełniłem żadnego przestępstwa, a nawet wykroczenia. Jestem byłym policjantem.

Po tych tezach, przystąpił do kwestionowania i negowania zeznań dwóch świadków oskarżenia: Jerzego U. oraz Macieja B. „Ryba” zakwestionował niemal wszystko, co obaj świadkowie zeznali w śledztwie i powiedzieli przed sądem.

– Każdy, kto wczyta się w akta tej sprawy, zobaczy, że sprawa jest naciągana. Bez żadnych dowodów oskarża się niewinne osoby. Główni świadkowie B. i U. to kryminaliści, którzy dla własnych korzyści zaczęli wymyślać przed prokuratorem swoje wersje, a kiedy nie pokrywały się, zaczęli je wycofywać i modyfikować, by były ze sobą spójne – mówił oskarżony.

Mirosław R., holding Elektromis przedstawił jako niemal wzorcowo działającą pod względem prawnym firmę, a jej pracownicy mieli nigdy nie popełniać żadnych przestępstw. W kolejnych zdaniach oskarżył prokuratora Piotra Kosmatego oraz jednego z policjantów Archiwum X, a także redaktora Krzysztofa M. Kaźmierczaka o przygotowywanie świadków do składania fałszywych zeznań. Kaźmierczak, który był na sali podczas rozprawy, komentując to co usłyszał pod swoim adresem, stwierdził, że w tej sytuacji, rozważy kroki prawne. Po dwóch godzinach wygłaszania oświadczenia sąd zarządził przerwę. Okazało się bowiem, że Mirosław R, odczytał zaledwie 16 stron z 64 stron przygotowanej mowy. Mecenas Wiesław Michalski zapewnił, że jego klient zakończy swoje wystąpienie w ciągu następnej godziny. Tak się jednak nie stało, oskarżony przekroczył zapowiedziany czas i mówił dalej. W tej sytuacji sąd przerwał posiedzenie, które odroczył do 12 września br.

Po rozprawie, oświadczenie Ryby skomentował również oskarżyciel posiłkowy, brat zamordowanego dziennikarza,  Jacek Ziętara : – Oskarżony ma prawo się bronić, więc nie zaskakuje mnie to, co mówi. Jego idealny obraz Elektromisu jest jednak zdumiewający. Przecież o nieprawidłowościach w tej firmie szeroko informowały przed laty media, było wtedy też śledztwo i proces


Jarosław Ziętara urodził się w Bydgoszczy w 1968 r. Był absolwentem Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Pracował w radiu akademickim, współpracował z Gazetą Wyborczą, tygodnikiem Wprost i z Gazetą Poznańską. Ostatni raz widziano go 1 września 1992 r. Rano wyszedł z domu do pracy, ale nigdy nie dotarł do redakcji Gazety Poznańskiej.  W 1999 r. został uznany za zmarłego. Ciała dziennikarza do dziś nie odnaleziono.

Wojna w Ukrainie okiem dziennikarzy. Relacja z sesji CMWP SDP na konferencji Etyka Mediów

Czym relacjonowanie rosyjskiej agresji na Ukrainę różni się od opisywania innych wojen? Jaką osobistą cenę trzeba zapłacić za bycie blisko wstrząsających wydarzeń? Czy rzetelne dziennikarstwo przegrywa z mediami społecznościowymi? Na takie między innymi pytania starali się odpowiedzieć uczestnicy sesji dyskusyjnej „Dylematy wojny. Agresja Rosji na Ukrainę w relacjach dziennikarzy”, która odbyła się w środę, 18 maja pod patronatem Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP w ramach XVI ogólnopolskiej konferencji naukowej Etyka Mediów w Krakowie.

Jak podkreśliła na wstępie prowadząca panel dr Jolanta Hajdasz, dyrektor CMWP SDP, wiceprezes SDP, a także wykładowczyni Wyższej Szkoły Umiejętności Społecznych w Poznaniu, do udziału w dyskusji zaproszeni zostali praktycy – doświadczeni dziennikarze, reporterzy wojenni. Niektórzy z nich byli świadkami i relacjonowali wiele konfliktów, w różnych zakątkach świata. Celem dyskusji było poznanie spojrzenia na trwającą w Ukrainie wojnę okiem dziennikarza-praktyka.

Wśród panelistów znaleźli się: Paweł Bobołowicz, dziennikarz Radia Wnet, od ponad 20 lat zajmujący się współpracą polsko-ukraińską, korespondent z Kijowa, Jacek Łęski, dziennikarz Telewizji Polskiej, od początku relacjonujący rosyjską agresję na Ukrainę, Marcin Mamoń, autor filmów dokumentalnych z krajów ogarniętych konfliktami, zastępca redaktora naczelnego „Dziennika Polskiego” i „Gazety Krakowskiej” oraz dr hab. Piotr Grochmalski, wieloletni korespondent wojenny, a obecnie analityk i wykładowca Akademii Sztuki Wojennej w Warszawie. Gościem specjalnym dyskusji był Mykoła Semena, ukraiński dziennikarz, współpracujący w przeszłości m.in. z Radiem Wolna Europa i Radiem Swoboda, po aneksji Krymu przez Rosjan aresztowany i skazany za separatyzm na 2,5 roku więzienia w zwieszeniu, pozbawiony możliwości działalności publicznej i prawa wykonywania zawodu dziennikarza.

Dziennikarz świadkiem zbrodni i okrucieństwa

Uczestnicy sesji podkreślili ogromną rolę jaką mają do wypełnienia dziennikarze relacjonujący wojnę w Ukrainie. Jacek Łęski zauważył, że pierwszą ofiarą wojny zawsze jest prawda, dlatego bardzo ważny jest rzetelny przekaz. – Dziennikarz na miejscu ma kilka źródeł informacji: od armii ukraińskiej, po to co prezentuje Rosja. I jedno i drugie ma funkcje propagandową. Najważniejsze jest to co się dotknie własnymi rękami, co się usłyszy od świadków wydarzeń. Starałam się być jak najbliżej tego drugiego źródła informacji – opowiadał reporter TVP.

– Dziennikarz na takiej wojnie musi starać się odcedzić wersję propagandową od prawdziwej – dodał.

Łęski zauważył, że polscy dziennikarze nie są neutralni w tej wojnie. –  My trzymamy stronę Ukrainy, chcemy aby się im udało, widzimy jak oni cierpią.  Trudno stać na tej barykadzie okrakiem – podkreślił. – Dziennikarz musi jednak zachowywać wstrzemięźliwość, trzymać się realiów, być możliwie najbliżej miejsc wydarzeń.

Zdaniem Pawła Bobołowicza, nie ma czegoś takiego tak obiektywizm dziennikarski, tylko rzetelność. – Perspektywa jest taka, że jeżeli nie powiedzie się Ukrainie, to dalej jesteśmy my, Polska – zauważył.

Marcin Mamoń zwracał uwagę na to co wyróżnia tę wojnę od innych konfliktów, które dokumentował. – Tamte to były wojny między partyzantami a armią rządową, powstańcami a jakąś tyranią. Można powiedzieć, że to były konflikty asymetryczne. Tutaj jedno państwo atakuje drugie – zauważył.

O niespotykanej wcześniej skali tej wojny mówił również Piotr Grochmalski.  – W makroskali to jest największa wojna geopolityczna świata, która decyduje o kształcie nie tylko naszego kontynentu, ale w zasadzie całej sytuacji geopolitycznej świata – mówił.

Podkreślał niezwykła rolę dziennikarzy, którzy relacjonują rosyjską agresję na Ukrainę.

– Każda wojna ma stałe elementy, dziennikarz jest dokumentalistą zbrodni i okrucieństwa, które są tam dokonywane, jest więc wrogiem numer jeden armii, która dokonuje tego typu działania. Jest celem do likwidacji, do zabicia, bo zabity dziennikarz nie będzie mówił, nie będzie świadczył  – zauważył Grochmalski.

Jego zdaniem dziennikarz swoją obecnością zmniejsza liczbę zabitych cywilów, gdyż dokumentacja którą sporządza może być później wykorzystywana w ściganiu sprawców zbrodni.

– Ale ważne jest, aby każdy dziennikarz miał świadomość, że nie będzie dalej tym świadkiem, jeżeli da się zabić.  Imperatywem fundamentalnym dziennikarza, korespondenta jest to, aby się nie dać zabić – powiedział wykładowca Akademii Sztuki Wojennej. Przyznał, że dzisiejsze pole walki sprawia, że praca korespondenta wojennego jest bardzo trudna. Ciągłe narażanie się na niebezpieczeństwo nie pozostaje natomiast bez wpływu na życie dziennikarza. Cenę za to płaci nie tylko on sam, ale też jego najbliżsi, co podkreślili w dalszej części dyskusji uczestnicy sesji.

– Będąc na miejscu można jakoś ogarnąć sytuację, wiedzieć gdzie jest bezpiecznie. Ale wiem, że moi bliscy widzą tylko przekaz medialny, który z gruntu rzeczy jest skondensowany, i martwią się – mówił Jacek Łęski.

– Strach o tym co myślą bliscy powoduje, iż uświadamia się sobie, że nie jest się żołnierzem, że nie zawsze trzeba być na pierwszej linii, nie zawsze trzeba być w okopie, że można być krok dalej – zauważył Paweł Bobołowicz.

Przyznał jednak, że wojna wciąga dziennikarza. – Niektórzy mają problem, aby z tej wojny powrócić, nawet kiedy wracają do swojego miejsca zamieszkania to oni z wojny nie wracają, bo ona cały czas siedzi w głowach, siedzi w sercu, utrudnia normalne życie i funkcjonowanie – stwierdził korespondent Radia Wnet.

Marcin Mamoń przyznał, że w jego przypadku dokumentowanie konfliktów stało się już swego rodzaju nałogiem i jego rodzina musiał nauczyć się z tym żyć.

O nieusuwalnym piętnie, jakie wywiera wojna na życiu dziennikarza mówił Piotr Grochmalski.

– Niektóre rzeczy zostają z tobą do końca życia, nikt nie jest w stanie tego zrozumieć – stwierdził

– Setki osób z moich zdjęć nie żyje, jestem więc w jakimś wymiarze człowiekiem, który jest pamięcią tych ludzi, których już nie ma – dodał.

Mykoła Semena powiedział, że wielu analityków i dziennikarzy w Ukrainie jest zadania iż obecna sytuacja jest III wojną światową. – Rosja prowadzi tę wojnę nie tylko z Ukrainą, ale też ze Stanami Zjednoczonymi, NATO i całym światem – podkreślił.

Zwrócił uwagę, że z Rosji musiało uciec wielu dziennikarzy, którzy próbowali mówić prawdę o tym co się dzieje na Ukrainie

Walczyć o jakość przekazu czy odbiorców?

Na koniec uczestnicy panelu odnieśli się do problemu wykorzystywania wojny przez niektóre osoby, także dziennikarzy, do autopromocji w mediach społecznościowych.

– Nie używam mediów społecznościowych kiedy wyjeżdżam na wojnę. Skupiam się na tym, aby przełożyć to co widzę na mój film – mówił Marcin Mamoń. Jego zdaniem próba promocji siebie przy okazji relacji z wojny świadczy o niedojrzałości niektórych dziennikarzy.

– Jestem fanem mediów społecznościowych, ale od 24 lutego mam problem co tam pisać, nie wiem co mam tam wrzucić. Zdjęcie trupów z Buczy, czy oficera rosyjskiego zabitego gdzieś w lesie? – stwierdził Paweł Bobołowicz.

Przyznał, że dbanie o jakość przekazu może oznaczać utratę jakieś części odbiorców.  – Niedługo wojna będzie relacjonowana już nie tylko na Facebooku, ale także na Tik-Toku – zauważył.

Na zakończenie sesji Jolanta Hajdasz, dziękując organizatorom konferencji za zaproszenie na nią dziennikarzy, zawróciła się z apelem do naukowców, aby uwzględniali głos praktyków, pracujących dziennikarzy.

– Tak szybko zmienia się nam technologia, tak szybko zmienia się nam świat, że tradycyjna refleksja naukowa czasem nie nadąża za tymi zjawiskami, z którymi  my na co dzień stykamy się jako pracujący w mediach. Tylko ta symbioza, współistnienie jednych i drugich, z jednej strony naukowcy, z drugiej praktycy dziennikarze, może przynieść tę jakość, o którą chodzi, czyli prawdziwy opis relacji  jakie dzisiaj zachodzą w całej mediosferze – podkreśliła dyrektor CMWP SDP.

Konferencje Etyka Mediów organizowane są od 2006 roku na Uniwersytecie Papieskim Jana Pawła II w Krakowie pod patronatem Polskiego Towarzystwa Komunikacji Społecznej. Tematem tegorocznej edycji jest „Bezinteresowność w mediach – interesowne media”.

jka

Zapis wideo konferencji TUTAJ (sesja CMWP SDP zaczyna się od 2:33 transmisji).

 

 

Dylematy wojny. Agresja Rosji na Ukrainę w relacjach dziennikarzy. Sesja CMWP SDP na konferencji Etyka Mediów w Krakowie

Paweł Bobołowicz z Radia Wnet, Jacek Łęski z TVP, Marcin Mamoń z Dziennika Polskiego i Gazety Krakowskiej i dr hab. Piotr Grochmalski z Akademii Sztuki Wojennej w Warszawie  będą uczestnikami sesji dyskusyjnej na XVI ogólnopolskiej konferencji naukowej Etyka Mediów w Krakowie. Gościem specjalnym sesji będzie dziennikarz z Ukrainy, wieloletni obserwator życia politycznego i społecznego Ukrainy. Sesja organizowana  jest pod patronatem Centrum Monitoringu Wolności Prasy Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, dyskusję poprowadzi dr Jolanta Hajdasz, dyrektor CMWP SDP, prof. Wyższej Szkoły Umiejętności Społecznych w Poznaniu. 

Dyskusja o wojnie na Ukrainie widzianej oczami dziennikarzy – korespondentów wojennych rozpoczyna się o 11.45 ,  można ją będzie śledzić na kanale telewizyjnym organizatora konferencji – Papieskiego Uniwersytetu JPII (TUTAJ).  Konferencja  rozpoczyna się w środę, 18 maja br. i potrwa do 19 maja.

Konferencje Etyka Mediów organizowane są od 2006 roku na Uniwersytecie Papieskim Jana Pawła II w Krakowie pod patronatem Polskiego Towarzystwa Komunikacji Społecznej.  Tytuł  – motyw przewodni tegorocznej konferencji brzmi  Bezinteresowność w mediach – interesowne media .  Organizatorzy podkreślają, że współczesne media posiadają ogromny potencjał oddziaływania na ludzi w wymiarze indywidualnym i społecznym. Skala i jakość tego oddziaływania zależy od przekazywanych przez nie wartości oraz od jakości i wartości samych mediów. Dlatego postrzeganie mediów i całej przestrzeni komunikacji społecznej przez pryzmat wartości jest nie tylko naukowo badawczą powinnością, ale stanowi konieczność dla naprawy i poprawy jakości współczesnej mediosfery, szczególnie po to, by media nie przyczyniały się do hamowania rozwoju społeczności i szkodzenia integralnemu dobru człowieka. Jedną z ważnych wartości w mediach jest bezinteresowność. Szkoda, że ta wartość w przestrzeni mediów i komunikacji społecznej bywa coraz częściej ironizowana, marginalizowana czy wręcz z niej eliminowana. Brak poważnego traktowania bezinteresowności pozbawia świat mediów najbardziej ludzkiego wymiaru. Bezinteresowność bowiem odsłania w mediach coraz częściej zapoznawane postawy i działania, takie jak: wzajemne obdarowanie, szlachetne intencje i motywacje przekazu, powołanie i misję dziennikarską, priorytet dobra odbiorcy, nieinteresowną afirmację osób obecnych w mediosferze. Bez uwzględnienia człowieka zdolnego do bezinteresowności nie można w ogóle mówić o ludzkim charakterze procesów komunikacji społecznej. Współczesna komunikacja medialna funkcjonuje w różnego typu uwarunkowaniach społeczno-ekonomicznych, w których elementy komercji i ideologii stają się coraz bardziej jednym z głównych wyznaczników jej charakteru i jakości, czyniąc z mediów narzędzia interesownych: komercyjnych, politycznych i ideologicznych działań. Badawcza konfrontacja analiz bezinteresowności jako koniecznej wartości w mediach z analizą tendencji interesownych działań medialnych wydaje się być interesującą badawczo i poznawczo powinnością

Szczegółowy program konferencji jest TUTAJ.

Notki biograficzne uczestników dyskusji organizowanej przez CMWP SDP :

Paweł Bobołowicz TUTAJ.

Jacek Łęski TUTAJ.

Piotr Grochmalski TUTAJ.

Marcin Mamoń TUTAJ.

Jolanta Hajdasz TUTAJ.