Wsparcie CMWP SDP dla red. Dariusza Dopierały z „Gońca Bartoszyckiego”

W związku z otrzymanym zgłoszeniem Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP  informuje, iż objęło czynności urzędowe Burmistrza i Urzędu Miasta w Bartoszycach w woj. warmińsko-mazurskim monitoringiem pod kątem przestrzegania praw człowieka oraz innych przepisów prawa w zakresie wolności słowa i prasy. Według oceny CMWP zachodzi zagrożenie naruszenia praw obywatelskich red. Dariusza Dopierały,  dziennikarza „Gońca Bartoszyckiego”. Jak bowiem ustalono, czynności podejmowane wobec red. Dariusza Dopierały  przez Urząd Miasta w Bartoszycach budzą poważne wątpliwości co do ich zgodności z przepisami prawa. W ocenie CMWP SDP  w niektórych przypadkach miało miejsce naruszenie  przepisów dotyczących mediów , przede wszystkim ustawy o dostępie do informacji publicznej i ustawy Prawo prasowe. 

Nie ulega wątpliwości, iż Urząd Miasta  generalnie nie udzielał odpowiedzi na składane przez dziennikarza  wnioski o udostępnienie informacji publicznej, przesyłane drogą elektroniczną. Taka praktyka jest niezgodna z przepisami ustawy z dnia 6 września 2001 r. o dostępie do informacji publicznej. W orzecznictwie sądów administracyjnych, a także w piśmiennictwie prawniczym wielokrotnie wskazywano, że wniosek o udostępnienie informacji publicznej może zostać złożony za pomocą e-maila. Kwestia ta jest bezsporna. Na tak zadane pytanie Urząd jest zobowiązany udzielić odpowiedzi, a to nie miało i nadal nie ma miejsca.

Burmistrz Bartoszyc Piotr Petrykowski i nikt z Urzędu Miasta w Bartoszycach od 26 stycznia 2021 roku nie odpowiadał na wnioski  dziennikarza o udostępnienie informacji publicznej przesyłane  pocztą elektroniczną. Lakonicznej odpowiedzi udzielono dziennikarzowi dopiero po złożeniu skargi  do WSA w Olsztynie i korzystnej dla dziennikarza decyzji Sądu. Niestety, sytuacja nie poprawiła się, poza nielicznymi wyjątkami, dziennikarz nie otrzymuje nadal  żadnej informacji w formie ustnej.  Dariusz Dopierała wielokrotnie wysyłał do Urzędu Miasta w Bartoszycach prośby o komentarz do wypowiedzi, przygotowanych lub publikowanych artykułów prasowych. Nie otrzymuje jednak żadnego komentarza do przesłanej tematyki. Odpowiedzi udzielana jest wyłącznie wtedy, gdy składana jest w formie wniosku o udostępnienie informacji publicznej, co znacznie utrudnia, a w niektórych przypadkach wręcz uniemożliwia przygotowanie publikacji dostosowane do cyklu wydawniczego gazety.

CMWP SDP potwierdza, iż były  także przypadki nieudzielania odpowiedzi przez Burmistrza na wystosowaną przez  red. Dariusza Dopierałę krytykę prasową. Ponadto Urząd Miasta (reprezentowany przez burmistrza) przesłał pismo do przełożonego  red. Dopierały w „Gazecie Olsztyńskiej”, podważając kwalifikacje i oskarżając dziennikarza o nierzetelność dziennikarską oraz żądając wyciągnięcia wobec niego  konsekwencji zawodowych.Jest to praktyka nieakceptowalna. Równocześnie w treści inkryminowanego pisma Burmistrz wprost wskazał, że informacje, komentarze i wyjaśnienia będą przekazywane redaktorom „Gazety Olsztyńskiej”, ale nie „Gońca Bartoszyckiego”. Zważywszy na wolnościową funkcję prasy wynikającą z Konstytucji RP oraz uregulowania Prawa prasowego, a zwłaszcza art. 6 ust. 4 pr. pras. (Nie wolno utrudniać prasie zbierania materiałów krytycznych ani w inny sposób tłumić krytyki), należy stwierdzić, że tego rodzaju działania są niedopuszczalne i nie mają oparcia w obowiązujących przepisach prawa, gdyż są nakierowane na stłumienie krytyki prasowej. Ponadto treść  niektórych pism w ocenie CMWP SDP   może stanowić naruszenie dóbr osobistych red. Dariusza Dopierały, które podlegają ochronie prawnej (art. 23 i 24 k.c.).

Należy również podkreślić, że praktyka polegająca na tym, iż urząd administracji publicznej uzurpuje sobie możliwość decydowania o tym, z którymi dziennikarzami będzie współpracował, a którym tego prawa odmawia, nie mieści się w europejskich standardach wolności słowa.  W zależności od okoliczności sprawy, Centrum Monitoringu Wolności Prasy będzie analizować sytuację
i rozważy zastosowanie adekwatnych środków pozostających w dyspozycji Centrum. Na tym etapie do Urzędu Miasta w Bartoszycach zostało  wysłane  zawiadomienie o objęciu działań Urzędu monitoringiem pod kątem przestrzegania praw człowieka w zakresie wolności słowa i prasy.

CMWP podjął monitoring zgodnie z przepisami prawa, co jest uzasadnione celami realizowanymi przez Centrum oraz potrzebą ochrony istotnych dóbr chronionych prawem, w tym konstytucyjnych praw i wolności. Monitoring będzie obejmował całokształt czynności urzędowych Burmistrza i Urzędu Miasta w Bartoszycach odnoszących się do w/w kwestii, ze szczególnym uwzględnieniem:

  • przestrzegania przepisów ustawy z dnia 6 września 2001 r. o dostępie do informacji publicznej w zakresie udzielania informacji publicznej dla dziennikarzy
  • obowiązku udzielania informacji prasie przez kierowników jednostek organizacyjnych (art. 11 ust. 1 i 2 ustawy z dnia 26 stycznia 1984 r. – Prawo prasowe)
  • obowiązku umożliwienia dziennikarzom nawiązania kontaktu z pracownikami oraz swobodnego zbierania wśród nich informacji i opinii (art. 11 ust. 3 pr. pras.)
  • udzielania odpowiedzi na otrzymaną krytykę prasową (art. 6 ust. 3 pr. pras.)
  • niepodejmowania czynów mogących wypełniać znamiona utrudniania lub tłumienia krytyki prasowej, w tym naruszania zakazu utrudniania prasie zbierania materiałów krytycznych lub tłumienia krytyki w inny sposób (art. 6 ust. 4 i art. 44 ust. 1 pr. pras.)
  • niepodejmowania działań nakierowanych na zmuszenie dziennikarza do zaniechania interwencji prasowych (art. 43 pr. pras.)

Podjęcie monitoringu oznacza, że jako organizacja pozarządowa będziemy gromadzić jawne informacje na temat działań Burmistrza i Urzędu Miasta Bartoszyce w zakreślonych wyżej
obszarach, z zachowaniem obowiązujących przepisów prawa oraz celów funkcjonowania CMWP, jak również poddawać je analizie pod kątem przestrzegania obowiązujących przepisów prawa w zakresie wolności słowa i prasy. Należy bowiem podkreślić, że praktyka polegająca na tym, iż urząd administracji publicznej uzurpuje sobie możliwość decydowania o tym, z którymi dziennikarzami będzie współpracował, a którym tego prawa odmawia, nie mieści się w europejskich standardach wolności słowa.

CMWP SDP apeluje do Burmistrza Miasta Bartoszyce o przestrzeganie i poszanowanie prawa, w tym przepisów prawa mediów oraz o nawiązanie realnej i opartej na rzeczowości i profesjonalizmie relacji z red. Dariuszem Dopierałą.

dr Jolanta Hajdasz

dyr. CMWP SDP

Warszawa 28 października 2022 r.

Wsparcie CMWP SDP dla dziennikarza „Dziennika Polskiego” z Krakowa

W związku z otrzymanym zgłoszeniem i opisanymi w nim działaniami radnego Miasta Krakowa Łukasza Wantucha dotyczącymi planowanej publikacji Dziennika Polskiego na temat   kontrowersji i domniemanych nieprawidłowości przy przekazywaniu pomocy dla uchodźców z Ukrainy, CMWP SDP informuje, że o obejmuje sprawę publikacji  monitoringiem pod kątem przestrzegania praw człowieka w zakresie wolności słowa i prasy.

Zbierając informacje na ten temat, chcąc dochować wszelkiej staranności przed publikacją, dziennikarz (imię i nazwisko do wiadomości CMWP SDP) zadał pytania jednemu z radnych panu Łukaszowi Wantuchowi pytanie, cyt. Czy prawdą jest, że otrzymał Pan od gminy Kraków 500 tys. na pomoc dla uchodźców z Ukrainy? Jeśli tak, to czy pan rozliczył te pieniądze, na co zostały przeznaczone? Na to pytanie nie została udzielona rzeczowa odpowiedź,  w/w radny opublikował za to na portalu społecznościowym wpis, w którym w złośliwy i napastliwy sposób atakuje personalnie dziennikarza deprecjonując jego kompetencje zawodowe (cyt. zadaje idiotyczne pytania) i miejsce pracy ( cyt. był Pan kiedyś porządnym dziennikarzem, ale rozumiem, że nowa władza i właściciel wymaga).  Sposób reakcji radnego na proste dziennikarskie pytanie oraz brak merytorycznej odpowiedzi na pytanie dziennikarskie zadane w interesie społecznym są dowodem na ignorowanie przez radnego Łukasza Wantucha przepisów ustawy z dnia 6 września 2001 r. o dostępie do informacji publicznej oraz są zaprzeczeniem zasad, jakie powinny obowiązywać w relacjach polityk – dziennikarz opisanymi także w Ustawie Prawo prasowe. Działania te można i należy odczytać jako próbę zablokowania publikacji ważnej z punktu widzenia interesów społecznych mieszkańców Krakowa, w imieniu których dziennikarze mają prawo pytać o sposób dystrybucji i wydatkowanie środków publicznych. W ocenie Centrum przytoczona odpowiedź Radnego jest także próbą ograniczenia wolności słowa i niezależności Redakcji.

Zważywszy na wolnościową funkcję prasy wynikającą z Konstytucji RP oraz uregulowania Prawa prasowego, a zwłaszcza art. 6 ust. 4 pr. pras. („Nie wolno utrudniać prasie zbierania materiałów krytycznych ani w inny sposób tłumić krytyki”), należy stwierdzić, że tego rodzaju działania są niedopuszczalne i nie mają oparcia w obowiązujących przepisach prawa, gdyż są nakierowane na stłumienie krytyki prasowej.

Na tym etapie do Rady Miasta w Krakowie zostanie skierowane zawiadomienie o objęciu sprawy publikacji i działań Radnego monitoringiem pod kątem przestrzegania praw człowieka w zakresie wolności słowa i prasy.

dr Jolanta Hajdasz

dyrektor CMWP SDP

Warszawa, 27 października 2022 r.

Link do wpisu na Facebooku: TUTAJ.

Oświadczenie CMWP SDP w sprawie wpisów na Twitterze byłego ministra spraw zagranicznych na temat dziennikarza

Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP protestuje przeciwko kontrowersyjnym wpisom na portalu społecznościowym Twitter, jakie pod adresem dziennikarza Samuela Pereiry zamieścił były minister spraw zagranicznych i europarlamentarzysta KO Radosław Sikorski. Brutalność i prowokacyjny język tych wypowiedzi wykraczają poza standardy debaty publicznej, a są wyjątkowo niestosowne, gdy czynny polityk i dyplomata atakuje w ten sposób przedstawiciela mediów. Szczególnej wymowy tym wypowiedziom nadaje moment, w jakim są one użyte  – jest to reakcja na krytykę prasową polityka zawartą w filmie dokumentalnym „Pan z Chobielina” , w którym m.in. wypowiadał się red. Samuel Pereira, a który w tym czasie wyemitowała telewizja publiczna.  

24 października br. Radosław Sikorski zamieścił na Twitterze ankietę z pytaniem, gdzie można – gdyby istniała banicja – wysłać kilka osób, m.in. Samuela Pereirę, a w komentarzach dodał „do Mozambiku. Była kolonia portugalska” i przytaknął na propozycję „wychłostania szefa portalu TVP Info”. W ocenie CMWP SDP publiczne wypowiedzi byłego ministra spraw zagranicznych i europosła KO Radosława Sikorskiego urągają godności posła i polityka, oraz dobremu imieniu parlamentu, który reprezentuje, a tym samym godzą w polską rację stanu. Atak na dziennikarza wyrażony w w/w wpisach w mediach społecznościowych ma przy tym charakter rasistowski, Radosław Sikorski używa bowiem nazw innych krajów w jednoznacznie negatywnym kontekście, co jest niedopuszczalne w debacie publicznej każdego demokratycznego kraju i jest wyjątkowo bulwersujące, gdy tego typu argumentów używa chroniony immunitetem polityk w stosunku do przedstawiciela mediów. Nie jest to pierwszy przypadek tego typu. W/w polityk  m.in.  zaatakował słownie red. Anitę Gargas pisząc o niej „bura suka” przeciwko czemu protestowało wówczas CMWP SDP (oświadczenie CMWP SDP z 9.02.18) .

Dlatego CMWP SDP przypomina, że zarówno na gruncie prawa krajowego, jak i międzynarodowego wolność słowa i prasy stanowią podstawowe swobody i wartości, do których ochrony obowiązane są zarówno instytucje, jak i osoby pełniące funkcje publiczne. Opisana praktyka atakowania dziennikarzy budzi więc zdecydowany sprzeciw, nie sposób bowiem przyjąć, by opisane wyżej działania europarlamentarzysty miały się przyczynić do wzmocnienia demokracji czy respektowania zasady wolności słowa.

 dr Jolanta Hajdasz

dyrektor Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP

Warszawa, 26 października 2022

Protest CMWP SDP przeciwko blokadzie kanału katolickiej telewizji EWTN na YouTube

CMWP SDP stanowczo protestuje przeciwko usunięciu wyłączeniu przez Google Inc. konta katolickiej telewizji EWTN Polska na platformie YouTube i apeluje o jego pilne odblokowanie oraz  przywrócenie jego zawartości i funkcjonalności. 

W sobotę 22 października koncern Google Inc. wyłączył konto telewizji katolickiej EWTN Polska na platformie YouTube. Zablokowany został nawet kanał adoracyjny, czyli nadawana na żywo 24 h/7 dni w tygodniu transmisja adoracji Najświętszego Sakramentu z kaplicy w Niepokalanowie. Przed blokadą kanał EWTN Polska na YouTube subskrybowało 146 tysięcy osób i znajdowało się na nim 4500 materiałów video. Aktualnie nie ma do nich dostępu.

Kanał został całkowicie wyłączony, bez jakiegokolwiek ostrzeżenia, korespondencji czy informacji, wbrew regulaminowi i zasadom ustalonym przez YouTube. EWTN Polska wypełniła wszystkie procedury odwoławcze przewidziane w takiej sytuacji. Bezskuteczne są próby nawiązania kontaktu z działem technicznym Google i działem technicznym YouTube oraz z przedstawicielami Zarządu Google Europe. Wskazywane przez nich powody zamknięcia kanału wykluczają się wzajemnie.  Raz jest to „naruszenie zasad społeczności”, innym razem „przejęcie (przez osobę trzecią) konta Google celem wysyłania SPAM”, jeszcze innym „przejęcie kanału YouTube”. Dotychczasowe prośby EWTN Polska o przywrócenie kanału są ignorowane.

Jest to druga próba blokady telewizji EWTN Polska na YouTube, pierwszy raz YouTube zawiesił kanał tej telewizji 10 kwietnia 2021 r. i po protestach widzów go odblokował. Obecnie próba rozwiązania trudnej sytuacji na razie nie przynosi rezultatów. Ta sytuacja to naruszenie zasady wolności słowa demokratycznego państwa.

CMWP SDP przypomina, iż wolność słowa należy do podstawowych zasad ustroju demokratycznego. W Polsce jest ona zagwarantowana przez art. 54 ust. 1 Konstytucji. Poświadczają ją również wiążące Polskę akty prawa międzynarodowego. Wolności wypowiedzi dotyczy art. 10 Konwencji o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności i art. 11 Karty Praw Podstawowych Unii Europejskiej. Także Powszechna Deklaracja Praw Człowieka w art. 19 zapewnia „swobodę posiadania niezależnej opinii, poszukiwania, otrzymywania i rozpowszechniania informacji i poglądów wszelkimi środkami”. Zasady te obowiązują także w mediach internetowych. Przedstawiciel mediów społecznościowych w Polsce, jakim jest koncern Google Inc. swoim działaniem stawia się ponad obowiązującym prawem i blokuje dyfuzję treści ważnych ze względów społecznych.Z uwagi na powszechność serwisu społecznościowego YouTube działanie takie ma charakter cenzury, czyli kontroli publicznego przekazywania informacji, ograniczającej wolność swobodnego wyrażania myśli i przekonań.

CMWP SDP apeluje o zaniechanie takich działań i przywrócenie swobodnego funkcjonowania na YouTube kanału katolickiej telewizji EWTN Polska.

 dr Jolanta Hajdasz, dyr. CMWP SDP

Warszawa, 25 października 2022 r.

Więcej TUTAJ

Uniewinnienie „ochroniarzy” – szczegóły ostatniej rozprawy w relacji obserwatora CMWP SDP

Winnych zabójstwa spotka w końcu sprawiedliwość, pytanie czy szybsza będzie ta ziemska, czy ta boska  – takie słowa usłyszeli czekający na Jacka Ziętarę, dziennikarze, tuż po ogłoszeniu wyroku.W środę 19 października br. Sąd Okręgowy w Poznaniu wydał wyrok uniewinniający dwóch byłych ochroniarzy nieistniejącego już holdingu Elektromis.  Mirosława R., ps. „Ryba” i Dariusza L., ps. „Lala”, oskarżono o porwanie, pozbawienie wolności i pomocnictwo w zabójstwie dziennikarza Jarosława Ziętary. Na ostatnią rozprawę stawili się: prokurator Tomasz Dorosz, oskarżyciel posiłkowy Jacek Ziętara, brat nieżyjącego, obrońcy ochroniarzy i jeden z oskarżonych Mirosław R.. Dariusz L., osobiście był tylko na pierwszej rozprawie i nie pojawiał się przez cały czas trwania procesu, a reprezentowała go mecenas Agata Michalska-Olek.

Rozprawa rozpoczęła się od jedynej tego dnia mowy końcowej adwokata Wiesława Michalskiego, obrońcy Mirosława R. Prokurator, oskarżyciel i obrońca Dariusza L., a także sam oskarżony „Ryba”wypowiedzieli się miesiąc wcześniej. Mecenas Michalski swoją mowę rozpoczął od przywołania dramatycznej historii niesłusznie skazanego za gwałt Tomasza Komendy.

18 lat niesłusznie spędził w więzieniu, okazało się, że manipulowano dowodami. Działo się to pod presją mediów. Tutaj mamy podobną sytuację. Bezzasadny zarzut, presja mediów, akt oskarżenia oparty na „Baryle” i Jerzym U., byłym pracowniku SB. Prokurator powiedział o nich, że byli karani, że są z półświatka i na takich ludziach oparto akt oskarżenia przeciwko dwóm niewinnym ludziom. Mamy więc dwóch kryminalistów, którzy chcą wyłudzić od prezydenta ułaskawienie i uzyskać osobiste korzyści w swojej sprawie – dowodził adwokat. Stwierdził także, że obaj oskarżeni ochroniarze to osoby niekarane, policjanci, sportowcy, ojcowie rodzin, a R. dodatkowo jest honorowym obywatelem dwóch miast.

Zarzuty, według adwokata Michalskiego są bezpodstawne, bo prokurator nie wykazał zabójstwa. Oskarżenie opiera się na opowieści Macieja B., który swoją wiedzę miał ze słyszenia. Jeden ze świadków zeznający przed sądem Zdzisław K. twierdził, że nieumyślnego zabójstwa dokonał gangster o pseudonimie Makowiec, a obrona wykazała, że człowiek ten przyjechał do Polski dopiero w 1997 roku, gdyż wcześniej przebywał w kolonii karnej. Zwrócił także uwagę, że aby mówić o zwłokach trzeba najpierw wykazać, że popełniono morderstwo. Ustosunkował się również do wydania publikacji pt. „Kalendarium zbrodni”, w której można przeczytać sekwencję zdarzeń i „jest wszędzie rozdawana za darmo”. 90% powołanych świadków stwierdziła, że o sprawie wie tylko z mediów.

Mecenas następnie odniósł się do zeznań Jerzego U., który był świadkiem oskarżenia, a jego zeznania przed sądem zostały utajnione dla dziennikarzy. Michalski dowodził, że U. był „wyszkolonym pracownikiem Służby Bezpieczeństwa w manipulacjach, w prowokacjach, w tak zwanym białym wywiadzie, a motywem jego działania była zemsta (…) W tej sprawie ofiarami U. padli nie tylko oskarżeni, ale prokuratura i dziennikarze.”

Obrońca R. powołał się również na zeznania Beaty S., którą uznał w 100% za uczciwego świadka. S. miała zeznać, według adwokata, że widziała wychodzącego do pracy Ziętarę, który miał być dla niej widoczny na odcinku od drzwi kamienicy na ulicy Kolejowej, gdzie mieszkał aż do Kanałowej, w którą skręcił. Tak długi odcinek drogi ok. 200 metrów, na którym nic nie zaszło, dowodzi i wyklucza jednocześnie uprowadzenie.

Na koniec adwokat uznał, że oskarżony R. ma alibi bowiem jego sąsiadka zeznała, że 1 września 1992 roku, a więc w dzień uprowadzenia dziennikarza, Ryba był na rozpoczęciu roku szkolnego, gdzie Iwona M., była również ze swoim dzieckiem. Zeznania obu kobiet według mecenasa tworzą zamknięty ciąg logiczny wykazujący, że oskarżeni nie dopuścili się tego przestępstwa. W podsumowaniu swojej mowy Michalski stwierdził, że prokurator nie przedstawił sądowi żadnego wiarygodnego dowodu, że doszło do zabójstwa. Nie przedstawił nawet logicznego ciągu poszlak dowodzących, że doszło do porwania.

Uczciwie powiem, że liczyłem nawet na to, że prokurator, po tak skrupulatnym postępowaniu, które sąd przeprowadził, wniesie sam o uniewinnienie. W prawie karnym obowiązuje zasada tłumaczenia wątpliwości na korzyść oskarżonego. W tej sprawie ta zasada nie ma zastosowania, bo tu nie ma wątpliwości, że oskarżeni są niewinni. Proszę o uniewinnienie.

Wyrok

Po zakończeniu mowy końcowej sędzia Katarzyna Obst ogłosiła przerwę. Rozprawę wznowiono o godzinie 12.00. Zapadł nieprawomocny wyrok uniewinniający obu mężczyzn od stawianych im zarzutów, kosztami postępowania sąd obciążył Skarb Państwa jednocześnie zasądzając po 9720 zł tytułem kosztów adwokackich na rzecz obu oskarżonych. Postanowienie sądu uzasadnił sędzia  Sławomir Szymański.

Na wstępie sąd wyraził swoje uznanie dla pracy, którą wykonała prokuratura. Same akta liczą 87 tomów. Zawierają one nie tylko informacje zawarte w zeznaniach świadków o ostatnich dniach życia Jarosława Ziętary, o organizacji jego pracy dziennikarskiej, sprawach prywatnych ale też wiele wątków pobocznych. Są tam również napływające anonimy, najczęściej od osób pozbawionych wolności informacje kto kiedy i gdzie miał dokonać zabójstwa czy porwania. Każda z tych wersji była weryfikowana, co powodowało ogromne koszty, a nigdzie nie znaleziono ciała czy choćby jego fragmentów.

Na wyrok uniewinniający wpłynęła ocena jedynych trzech dowodów, które w ocenie prokuratury stanowiły podstawę do przyjęcia, że oskarżeni dokonali zarzucanych im czynów. Chodzi o zeznania Jerzego U., Macieja B. i Marka Z. Sędzia wskazał, że wymienieni mężczyźni mieli problemy prawne. Na B. ciąży wyrok dożywotniego więzienia, U. był karany i ubiegał się w tym sądzie o ułaskawienie, a Z. gdy zaczynał zeznawać również odbywał karę pozbawienia wolności. Wreszcie wszyscy oni otrzymali od prokuratury propozycję, na różnym etapie zeznań, wsparcia w polepszeniu ich sytuacji prawnej. B. i U. liczyli na akt łaski, a Z. że szybciej opuści zakład karny.

System prawny nie dyskwalifikuje wiarygodności takich zeznań. Istnieją w prawie polskim takie instytucje jak świadek koronny, mały świadek koronny, które mają torpedować solidarność przestępczą. Jednak takie relacje muszą być spójne i niesprzeczne z innymi uznanymi za wiarygodne. Tu taka sytuacja nie zachodzi.– mówił sędzia Sławomir Szymański

W dalszym ciągu uzasadnienia odniósł się też do badań wariograficznych, którym poddani byli różni świadkowie. Według biegłego każdy z zeznających miał „skrywaną wiedzę na temat porwania i zabójstwa Jarosława Ziętary”. Zwrócić należy uwagę, że takim badaniom mogą być poddawane osoby, u których ślad w ich pamięci nie został w żaden sposób odświeżony. Badania, które przeprowadzono odbyły się już po przesłuchaniach lub rozmowach z policjantami, a wpływ ma również to, że sprawa jest medialnie nagłośniona. W związku z tym należy uznać wszystkie te badania za pozbawione jakiegokolwiek znaczenia dla tego postępowania. W tym momencie sędzia przytoczył przykład Jerzego N., przełożonego Jarosława Ziętary, który również miał skrywaną wiedzę na temat sprawy i że rzekomo specjalnie nie wysłał po niego samochodu. – Jest to kompletnie nie logiczne, aby w porwanie Jarosława Ziętary miało być zaangażowane tak szerokie spektrum osób: z redakcji, bo nie przysłali samochodu, Jerzy U., który miał obserwować sam moment porwania. Jaki przestępca zdecydowałby się na zlecenie obserwacji osobie trzeciej momentu popełnienia przestępstwa.

Sąd uznał także za niewiarygodne: przeszukanie biurka dziennikarza przez przestępców, wejście Macieja B. do mieszkania Ziętary jeszcze przed porwaniem, znalezienie mikrofilmów, pobicie Ziętary, utratę przez niego aparatu fotograficznego

– Pamiętajmy o tym, że Jarosław Ziętara był osobą wcale niemajętną, nie był żadnym funkcjonariuszem jakiś tajnych służb, wtedy kiedy miało dojść do tego najścia jeszcze studiował, jeszcze nie obronił pracy magisterskiej (…) posiadanie przez taką osobę aparatu na mikrofilmy (…) jest po prostu niedorzeczne.

W dalszej części sędzia Szymański odniósł się do pracy dziennikarskiej Ziętary dotyczącej Elektromisu – Ja nie kwestionuję, że był dobrze zapowiadającym się dziennikarzem i to było jego powołanie. (…) Natomiast jego dorobek dziennikarski no siłą rzeczy, z uwagi na wiek był wręcz ubogi. Można pochwalić jeden słynny artykuł o bazie w Śremie. W pozostałym zakresie to były relacje z dużych spotkań, krótkie notki, był współautorem większych opracowań, ale nie był za nie odpowiedzialny. Zdarzyło mu się napisać artykuł we Wprost, który spowodował konieczność opublikowania sprostowania. (…)Nie jest prawdą, że brał udział w rozpracowaniu słynnej spółki Art-B, bo artykuł, który opublikował był wręcz pochwalny.

Następnie sędzia odniósł się do słów prokuratora, że dziennikarz jest niebezpieczny nie w związku z tym, jakie informacje już przekazał, ale jakie może dopiero przekazać. Sąd zgodził się z tą tezą. Jednocześni stwierdził, że nie ma żadnego punktu zaczepienia, aby stwierdzić, że Jarosław Ziętara takim materiałem dysponował. To, że pojawia się nazwa Elektromis czy nazwisko Mariusza Ś. w jego notatkach dla sądu to jest za mało, gdyż Ziętara interesował się z pewnością innymi dużymi podmiotami gospodarczymi. Wiadomo, że sympatyzował najpierw z Unią Demokratyczną potem KPN, przeprowadzał wywiady inne czynności dziennikarskie, a przecież nikt nie zarzuca, że motywem jego zniknięcia były motywy polityczne.

Na koniec sędzia przywołał zeznania Zdzisława K., tu warto przypomnieć, że świadek ten po 28 latach sam się zgłosił do sądu. Jednak wcześniej zgłosił się do redakcji Głosu Wielkopolskiego. Leczył się psychiatrycznie i jak sam twierdził te tak zwane „żółte papiery” załatwił sobie,  by uniknąć obowiązkowej służby wojskowej. Jak się okazało, pomogły mu również w latach 90. w związku ze sprawą działalności spółki Strefa Wolnocłowa, którą nazywano w mediach „przekrętem na wariata”. Sędzia stwierdził, że jego zeznania są zupełnie sprzeczne z materiałem dowodowym, podobnie jak innego świadka Janiny S. I tu również warto przypomnieć, że Janina S. to blisko 90 letnia wdowa po dziennikarzu Ekspresu Poznańskiego i Gazety Poznańskiej o pseudonimie Zbigniew Żuk. 88 letnia kobieta stwierdziła, że nie pamięta szczegółów sprawy zniknięcia Jarosława Ziętary, wcześniejsze zdarzenia też już zatarł czas, a wszystkie dokumenty, które zostały po zmarłym mężu spaliła i nie ma już do czego sięgnąć. W swych zeznania stwierdziła jednak, że mąż miał spotkać i rozmawiać z Ziętarą w redakcji 1 września 1992 roku. Sąd uznał za wiarygodne zeznania Iwony M., która potwierdziła alibi uniewinnionego Mirosława R.

Proces „ochroniarzy” toczył się od stycznia 2019 roku przed Sądem  Okręgowym w Poznaniu w sprawie uprowadzenia i pomocnictwa w zabójstwie dziennikarza Jarosława Ziętary w 1992 r. Oskarżeni to byli ochroniarze w firmie Elektromis, Mirosław R., ps. Ryba, i Dariusz L., ps. Lala.  19 października b.r. Sąd uznał, że zarówno Mirosław R., jak i Dariusz L. są niewinni. Proces „ochroniarzy” objęty był monitoringiem CMWP SDP. Jego obserwatorem była Aleksandra Tabaczyńska. Wyrok nie jest prawomocny. Prokuratura już zapowiedziała apelację od wyroku.

Strona StopFake PL na Facebooku częściowo odblokowana! CMWP SDP podtrzymuje apel o całkowite przywrócenie funkcjonalności konta

20 października, w godzinach popołudniowych, po 8 dniach od usunięcia konta, strona StopFakePL została  częściowo przywrócona przez administratorów Facebooka. Nie można jednak na niej publikować nowych postów. Dlatego CMWP SDP podtrzymuje swój protest przeciwko blokadzie tego konta i apeluje o jego przywrócenie wraz z pełną funkcjonalnością.

Informację o częściowym odblokowaniu konta przekazała oficjalnie koordynatorka tego projektu, Monika Pietraszkiewicz.  Strona jest widoczna, posty na niej umieszczone również, wygląda na to, że żadnych materiałów nie brakuje. Niestety, nie została przywrócona jej pełna funkcjonalność. Nie mamy możliwości publikowania postów – powiedziała red. Monika Pietraszkiewicz. Owszem, wyświetla się informacja, że możemy się od decyzji odwołać, ale kiedy próbujemy napisać odwołanie – okazuje się że funkcja ta nie działa. Dlatego nie pozostaje nam nic innego, jak ponownie prosić o wsparcie w tej coraz bardziej żenującej „walce” – napisała Monika Pietraszkiewicz zwracając się o wsparcie do CMWP SDP. Ostatnim materiałem , jaki udało się opublikować na tym koncie jest artykuł pt.„Polskie gierki” Kremla z dnia 3 lipca b.r. Zdążyła go polubić 1 osoba, po czym konto zostało zablokowane, a potem zlikwidowane. Wczoraj, bez żadnego wyjaśnienia, ani informacji o powodach zmiany decyzji konto zostało przywrócone.

 CMWP SDP ponownie stanowczo apeluje do osób zarządzajacych  koncernem Meta  o pilne odblokowanie i przywrócenie  wszystkich funkcji konta StopFake Pl na Facebooku ze względu na brak jakichkolwiek podstaw do jego blokowania i ze względu na oczywisty interes społeczny. 

Sprawa usunięcia, a teraz częściowej blokady konta dotyczy głównego profilu StopFake PL prowadzonego przez SDP na Facebooku od 5 lat. Administratorom profilu nie została nawet przekazana informacja o usunięciu profilu. Osoby zajmujące się administracją 12. października b.r. weszły na profil w celu złożenia kolejnego już odwołania od decyzji koncernu Meta (właściciela Facebooka)  i wtedy okazało się, że został on usunięty.  Od lipca b.r. konto StopFake PL nie miało możliwości dystrybucji swoich treści na Facebooku, profil był regularnie blokowany przez administratorów Facebooka. Nie pomagały wielokrotne odwołania od tej decyzji, a próby kontaktowania się Autorów StopFake PL  z przedstawicielami koncernu Meta  skończyły się niepowodzeniem. Nie ma z ich strony reakcji w postaci odblokowania profilu, ani żadnej innej.

Blokada ta jest szczególnie bulwersująca, ponieważ StopFake PL to prowadzone przez SDP konto, które zajmuje się zwalczaniem rosyjskich manipulacji i nieprawdziwych informacji w mediach. Profil StopFake PL  na Facebooku istnieje w sieci  od 2017 r. Jego usunięcie jest absolutnie niezrozumiałe, gdyż jest na nim umieszczona dostępna dla wszystkich informacja, iż jest to profil projektu, który zajmuje się zwalczaniem rosyjskiej dezinformacji oraz że projekt jest dofinansowany przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych RP. Pod tym samym adresem i tą samą nazwą funkcjonował od początku swojego istnienia, czyli od 2017 r.

Na stronie stopfake.org, (a do lipca także na profilu StopFake PL w medium społecznościowym jakim jest Facebook) w 13 wersjach językowych publikowane są informacje o nieprawdziwych treściach pojawiających się w mediach, głównie rosyjskich, zwłaszcza dotyczących relacji polsko-ukraińskich, polsko-rosyjskich i polsko-białoruskich. Dzięki rozwinięciu na portalu stopfake.org rosyjsko i anglojęzycznego komponentu poświęconego sprawom Polski, materiały demaskujące manipulację i propagandę w tym obszarze, trafiają do środowisk opiniotwórczych nie tylko w Polsce i na Ukrainie, ale również w innych krajach. Wśród osób obserwujących profile StopFake PL w mediach społecznościowych, znaleźć można było zarówno dziennikarzy, jak i polityków, w tym również z Europy Zachodniej. Blokada konta StopFake PL na Facebooku jest więc działaniem całkowicie niezrozumiałym, a trwająca od 24 lutego 2022 r. rosyjska agresja na Ukrainie i potrzeba codziennej weryfikacji pojawiających się w sieci treści czyni tę blokadę skandaliczną.

Pierwsza europejska konferencja anty- SLAPP. Relacja CMWP SDP

W czwartek, 20 października 2022 r. w siedzibie Rady Europy w Strasburgu odbyła się pierwsza w historii Europejska Konferencja Anty-SLAPP. Jej organizatorami były  European Centre for Press and Media Freedom (ECPMF) oraz  Coalition Against SLAPPs in Europe (CASE). Zdalnie w konferencji uczestniczyła dyrektor CMWP SDP. Z Polski do wygłoszenia prelekcji organizatorzy zaprosili jedynie red. Piotra Stasińskiego z Gazety Wyborczej.

SLAPP to skrót od angielskich słów „strategic lawsuit against participation”  oznaczający  działanie prawne mające na celu zastraszenie i uciszenie krytyków, np. dziennikarzy przez zaangażowanie ich w uciążliwy i najczęściej kosztowny  proces sądowy. Liczba spraw  kwalifikowanych jako SLAPP  w Europie rośnie  regularnie z roku na rok, przy czym wg informacji organizatorów sprawy SLAPP występują zarówno w krajach o silnych demokracjach, a także tych, w których występują obawy dotyczące praworządności. Celem konferencji było przedstawienie  europejskich  inicjatyw anty-SLAPP -owych, oraz omówienie dostępnego wsparcia finansowego i prawnego dla dziennikarzy, którzy padają ofiarą tego typu pozwów. Konferencja odbyła się pod patronatem Parlamentu Europejskiego i przy wsparciu Rady Europy.

Konferencję otworzyła Roberta Metsola, pochodząca z Malty przewodnicząca Parlamentu Europejskiego.  po niej głos zabrała Vera Jourova, wiceprzewodnicząca Komisji Europejskiej, Marija Pejcinovic Burić, sekretarz generalny Rady Europy oraz  Dunja Mijatović, komisarz Praw Człowieka Rady Europy. W ich ocenie SLAPP jest drugim po przemocy fizycznej największym zagrożeniem dla wolności słowa. W USA i w Kanadzie  zaczęto mówić o tym problemie już w latach 80-tych ub. wieku, a dziś obowiązują tam przepisy przeciwdziałające tej praktyce. Europa reaguje na ten problem  powoli – stwierdziła w swoim wystąpieniu Dunja Mijatović. Po zamordowaniu Daphne Caruany Galizia, dziennikarki śledczej z Malty  w 2017 r. nie dało się już ignorować tego problemu, bo szereg pozwów kierowanych przeciwko niej „odziedziczyła” jej  rodzina. Konieczne jest więc przygotowanie  europejskich i krajowych inicjatyw politycznych, społecznych i prawnych skierowanych przeciwko takim pozwom oraz wpływowi jakie SLAPP ma na dziennikarstwo – przekonywała Dunja Mijatović, komisarz Praw Człowieka Rady Europy.

Sytuację w Polsce przedstawił Piotr Stasiński z Gazety Wyborczej.  Wystąpił on w panelu dyskusyjnym,  w którym omawiano konkretne przypadki  typu SLAPP z ostatnich miesięcy (lat) oraz to, jak media radzą sobie z tymi sprawami. Dyskusję prowadził Matthew Caruana Galizia, syn zamordowanej dziennikarki z Malty, prezes Fundacji jej imienia.  Malta jest tym krajem, w którym statystycznie jest najwięcej spraw typu SLAPP przypadających na jednego mieszkańca, a zamordowana Daphne caruana Galizia był najczęściej atakowaną w ten sposób dziennikarką , przeciwko niej kierowano  najwięcej pozwów. Piotr Stasiński wyjątkowo krytycznie przedstawił sytuację w Polsce, omówił  w swoim wystąpieniu jedynie sprawy dotyczące Gazety Wyborczej, ale wg niego  nie mają one żadnego uzasadnienia , są tylko przejawem walki , jaka prowadzi Prawo i Sprawiedliwość z jego macierzystą gazetą.  W jego zdecydowana większość z pozwów  dotyczy jedynie Gazety , którą reprezentuje, a procesy te ujawniły się po 2015 r. Przez to, że wg niego sądy niższej instancji są nadal niezależne od rządzącej partii politycznej, te pozwy są zwykle oddalane, ale dla niego jest to  jednak „efekt mrożący” .

Osoby uczestniczące w konferencji zdalnie nie miały możliwości zabrania głosu w dyskusji, ani zadawania pytań prelegentom,

Streaming z konferencji jest TUTAJ.

 

Ochroniarze Elektromisu uniewinnieni ws. uprowadzenia i pomocnictwa w zabójstwie J. Ziętary

Mirosław R., ps. Ryba, i Dariusz L., ps. Lala, byli ochroniarze w firmie Elektromis zostali uniewinnieni przez Sąd Okręgowy w Poznaniu ws. uprowadzenia i pomocnictwa w zabójstwie dziennikarza Jarosława Ziętary. Dziennikarz został zamordowany w 1992 roku. Proces „ochroniarzy” objęty był monitoringiem CMWP SDP. Jego obserwatorem była Aleksandra Tabaczyńska. Wyrok nie jest prawomocny. 

Proces „ochroniarzy” toczył się od stycznia 2019 roku. Sąd Okręgowy w Poznaniu  uznał, że zarówno Mirosław R., jak i Dariusz L. są niewinni. Zasądził na ich rzecz po 9720 złotych od Skarbu Państwa, który także został  obciążony pozostałymi kosztami procesu. Prokuratura żądała dla oskarżonych 25 lat więzienia. Akt oskarżenia opierał się przede wszystkim za zeznaniach Jerzego U., który miał widzieć moment porwania Jarosława Ziętary, oraz zeznaniach  Macieja B. ps. „Baryła”, poznańskiego gangstera, który według prokuratury miał być naocznym świadkiem podżegania do zabójstwa dziennikarza. Wiarygodność tych zeznań  sąd uznał za niewielką, bo wg sądu zeznania te są  wewnętrznie sprzeczne i niespójne .

W uzasadnieniu wyroku sędzia Sędzia Sławomir Szymański powiedział także, iż  „nie kwestionuje tego, że Jarosław Ziętara był dobrze zapowiadającym się dziennikarzem (…) natomiast jego dorobek dziennikarski, siłą rzeczy, choćby z uwagi na wiek, był dość ubogi”. Dodał, że „oczywiście zgodzić się należy z podnoszonym przez prokuratora stwierdzeniem, że dziennikarz jest niebezpieczny tą wiedzą, której jeszcze nie opublikował”, ale nie wykazano, by Ziętara rzeczywiście takim materiałem dysponował.”

Nie traktuję tego jako porażki, tylko walczymy dalej  – powiedział prokurator Tomasz Dorosz i zapowiedział  złożenie apelacji od wyroku.

Komentarz Jacek Ziętara, brat zamordowanego

komentarz prokuratora Tomasza Dorosza po wyroku

Komentarz red. nacz. portalu SDP Huberta Bekrychta

Więcej informacji o procesie „ochroniarzy”  TUTAJ.

 

Jolanta Hajdasz o współczesnych zagrożeniach medialnych w Radiu Maryja i w TV Trwam

Internet nie zapomina. Można odnaleźć, kto stoi za jakimś wpisem i – jak się będzie chciało – można szybko określić profil danej osoby. Specjaliści mówią, że analiza 100 lajków daje wiedzę o człowieku na poziomie najbliższej osoby, która z tym człowiekiem mieszka – podkreślała dr Jolanta Hajdasz, dyrektor Centrum Monitoringu Wolności Prasy Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, mówiąc w  „Rozmowach niedokończonych” na antenie TV Trwam o współczesnych zagrożeniach związanych z mediami. Jednym z nich jest  pozorna anonimowość w sieci. 

W poniedziałek 10 października Jolanta Hajdasz była gościem godzinnej audycji w TV Trwam i  dwugodzinnej w Radiu Maryja w Toruniu.  Obie audycje są emitowane na żywo, a biorą w nich udział także słuchacze, którzy uczestnikom audycji zadają pytania. Gospodarzem obu audycji był o. Grzegorz Woś. Tym razem tematem programu było bezpieczeństwo w mediach – zagadnienia związane z użytkowaniem współczesnych środków masowego komunikowania, szczególnie cyfrowych. Media mogą być źródłem zagrożenia dla odbiorców i nie  chodzi mi tylko o takie zagrożenia, że stykamy się z niewłaściwymi treściami, ale są też zagrożenia o wiele bardziej realne fizycznie i warto o nich rozmawiać, uświadamiać sobie, co to tak naprawdę jest wskazała dyrektor Centrum Monitoringu Wolności Prasy Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.

Jednym z największych zagrożeń jest np. stopień uzależnienia ludzi od mediów. Przykładowo: smartfon stał się dla wielu nieodłącznym i wszechobecnym narzędziem. Często korzystamy z niego już niemal całkowicie odruchowo. Wielu z nas traktuje telefon komórkowy, smartfona jako atrybut, bez którego prawie się nie ruszy. Myślę, że jak byśmy w domu zarządzili, że dzisiaj do obiadu nie wolno nikomu wyjąć telefonu, jak będziemy wspólnie jeść posiłek, to na pewno któryś z domowników się zbuntuje, powie, że właśnie czeka na coś albo będzie coś sprawdzał, albo jeszcze musi zrobić coś ważnego. Czujemy się nieswojo, kiedy tego nie mamy w ręce. To jest zagrożenie uzależnieniem, jak nałóg, którego być może sobie nie uświadamiamy – mówiła rozmówczyni TV Trwam.

Innym ze współczesnych zagrożeń dotyczących sfery mediów jest phishing, czyli wyłudzanie  pieniędzy poprzez fałszywe SMS-y lub e-maile od oszustów podszywających się np. pod spółki energetyczne. Walka z tego typu przestępstwami i odzyskiwanie utraconych pieniędzy jest bardzo trudne. Jedyne, co możemy robić, to po prostu o tym mówić, by edukować innych i siebie jak bezpiecznie korzystać z mediów i narzędzi medialnych, jakimi są dziś telefony komórkowe – podkreśliła dr Jolanta Hajdasz.

Zagrożeniem medialnym może być także spersonalizowany system funkcjonowania mediów społecznościowych. Celowo podsuwają one użytkownikom treści mogące wywołać u nich negatywne emocje, gdyż kontrowersje i konflikty lepiej się sprzedają, na dłużej przyciągają naszą uwagę. Tego typu algorytm sprzyja też polaryzacji, a ta stanowi znaczny problem w dzisiejszej debacie publicznej. Do tego istnieje poważny problem z pozorną anonimowością. Internet nie zapomina. (…) Można odnaleźć, kto stoi za jakimś wpisem i – jak się będzie chciało – można szybko określić profil danej osoby. Specjaliści mówią, że analiza 100 lajków, czyli polubień danych postów, tego, co nam się podoba w internecie, daje wiedzę o człowieku na poziomie najbliższej osoby, takiej która z tym człowiekiem mieszka – zwróciła uwagę dyrektor Centrum Monitoringu Wolności Prasy Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.

Z kolei wojna na Ukrainie pokazała, że dzielenie się zbyt dużą liczbą informacji w mediach społecznościowych może być śmiertelnie niebezpieczne. Ukraińskie służby przestrzegały mieszkańców, by ci nie umieszczali w sieci m.in. informacji o ruchach wojsk ukraińskich czy umiejscowieniu infrastruktury krytycznej. Obecnie więcej o sytuacji w danym państwie może bowiem powiedzieć analiza mediów społecznościowych niż tradycyjnie rozumiane działania wywiadowcze. Bezpieczeństwo osobiste, a za chwilę być może także kraju, naszego regionu, zależy od tego, co zamieszczamy w mediach społecznościowych, co będziemy opisywać i co będziemy fotografować. Dobrze zrobione zdjęcie może komuś tak ułatwić atak na dane miejsce, że nawet sobie z tego nie zdajemy sprawy. Bądźmy bardzo przezorni, krytyczni co do tego, jak korzystamy z tych mediów – podkreślała rozmówczyni TV Trwam.

Warto pamiętać też, że za najpopularniejsze serwisy społecznościowe odpowiadają gigantyczne korporacje, których szefowie de facto sprawują władzę nad wszystkimi ich użytkownikami. Jest to władza niemal absolutna, gdyż w przeciwieństwie do np. głów państw, prezesi korporacji w zasadzie przed nikim nie odpowiadają Moim zdaniem jest czymś ogromnie niepokojącym, że przerzucono odpowiedzialność za korzystanie z tych mediów na nas wszystkich. Firmy, które zarządzają mediami społecznościowymi, nic nie muszą, nie mają praktycznie żadnych ograniczeń , żadnych obowiązków wobec nas (…). Natomiast wszystkie negatywne konsekwencje, które za tym stoją, ma ponosić ostatni element długiego łańcucha, jakim jest zwykły użytkownik, bezbronny wobec wielkich korporacji. Każdy z nas niewiele może, podpisując regulamin społeczności, do której wchodzi, bo musi dzisiaj w różnych sytuacjach z tych mediów korzystać. To jest ogromny globalny problem nie do rozwiązania – wskazała dyrektor Centrum Monitoringu Wolności Prasy Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.

Rozmówczyni TV Trwam zwróciła też uwagę na wszechobecne fake newsy. Szczególnie niebezpiecznym zjawiskiem jest technologia deep fake, która dzięki stosunkowo prostym w obsłudze algorytmom sztucznej inteligencji oraz sprytnemu montażowi jest w stanie dowolnie manipulować obrazem i dźwiękiem. Aby uniknąć fałszywych informacji, należy korzystać ze sprawdzonych, wiarygodnych źródeł wiedzy – apelowała dr Jolanta Hajdasz.

Protest CMWP SDP przeciwko blokadzie konta StopFake PL na Facebooku

CMWP SDP stanowczo protestuje przeciwko usunięciu konta StopFake PL prowadzonego przez Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich na Facebooku oraz apeluje o jego pilne odblokowanie i przywrócenie jego funkcjonowania.  

Usunięcie konta dotyczy głównego profilu StopFake PL prowadzonego przez SDP na Facebooku od 5 lat. Administratorom profilu nie została nawet przekazana informacja o usunięciu profilu. Osoby zajmujące się administracją 12. października b.r. weszły na profil w celu złożenia kolejnego już odwołania od decyzji koncernu Meta (właściciela Facebooka)  i wtedy okazało się, że został on usunięty.  Od lipca b.r. konto StopFake PL nie miało możliwości dystrybucji swoich treści na Facebooku, profil był regularnie blokowany przez administratorów Facebooka. Nie pomagały wielokrotne odwołania od tej decyzji, a próby kontaktowania się Autorów StopFake PL  z przedstawicielami koncernu Meta  skończyły się niepowodzeniem. Nie ma z ich strony reakcji w postaci odblokowania profilu, ani żadnej innej.

Blokada ta jest szczególnie bulwersująca, ponieważ StopFake PL to prowadzone przez SDP konto, które zajmuje się zwalczaniem rosyjskich manipulacji i nieprawdziwych informacji w mediach. Profil StopFake PL  na Facebooku istnieje w sieci  od 2017 r. Jego usunięcie jest absolutnie niezrozumiałe, gdyż jest na nim umieszczona dostępna dla wszystkich informacja, iż jest to profil projektu, który zajmuje się zwalczaniem rosyjskiej dezinformacji oraz że projekt jest dofinansowany przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych RP. Pod tym samym adresem i tą samą nazwą funkcjonował od początku swojego istnienia, czyli od 2017 r.

Na stronie stopfake.org, (a do lipca także na profilu StopFake PL w medium społecznościowym jakim jest Facebook) w 13 wersjach językowych publikowane są informacje o nieprawdziwych treściach pojawiających się w mediach, głównie rosyjskich, zwłaszcza dotyczących relacji polsko-ukraińskich, polsko-rosyjskich i polsko-białoruskich. Dzięki rozwinięciu na portalu stopfake.org rosyjsko i anglojęzycznego komponentu poświęconego sprawom Polski, materiały demaskujące manipulację i propagandę w tym obszarze, trafiają do środowisk opiniotwórczych nie tylko w Polsce i na Ukrainie, ale również w innych krajach. Wśród osób obserwujących profile StopFake PL w mediach społecznościowych, znaleźć można było zarówno dziennikarzy, jak i polityków, w tym również z Europy Zachodniej. Blokada konta StopFake PL na Facebooku jest więc działaniem całkowicie niezrozumiałym, a trwająca od 24 lutego 2022 r. rosyjska agresja na Ukrainie i potrzeba codziennej weryfikacji pojawiających się w sieci treści czyni tę blokadę skandaliczną.

CMWP SDP przypomina, iż wolność słowa należy do podstawowych zasad demokratycznego państwa prawa. W Polsce jest ona zagwarantowana przez art. 54 ust. 1 Konstytucji. Poświadczają ją również wiążące Polskę akty prawa międzynarodowego. Wolności wypowiedzi dotyczy art. 10 Konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności i art. 11 Karty Praw Podstawowych Unii Europejskiej. Także Powszechna Deklaracja Praw Człowieka w art. 19 zapewnia „swobodę posiadania niezależnej opinii, poszukiwania, otrzymywania i rozpowszechniania informacji i poglądów wszelkimi środkami”. Przedstawiciel mediów społecznościowych w Polsce, jakim jest koncern Meta swoim działaniem stawia się ponad obowiązującym prawem poprzez zablokowanie dyfuzji treści ważnych ze względów politycznych i społecznych.

Z uwagi na powszechność serwisu społecznościowego Facebook działanie takie ma charakter cenzury, czyli kontroli publicznego przekazywania informacji, ograniczającej wolność swobodnego wyrażania myśli i przekonań. Jest to nieuzasadnione naruszenie zasady wolności słowa, która jest fundamentem ustroju każdego demokratycznego państwa. CMWP SDP apeluje o zaniechanie takich działań i przywrócenie swobodnego funkcjonowania na Facebooku prowadzonego przez Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich profilu StopFake PL

dr Jolanta Hajdasz, dyr. CMWP SDP

Warszawa, 12 października 2022 r.

Treści publikowane w ramach  projektu StopFake_PL dostępne są aktualnie profil na Twitterze: https://twitter.com/StopFake_PL