Uniewinnienie „ochroniarzy” – szczegóły ostatniej rozprawy w relacji obserwatora CMWP SDP

Winnych zabójstwa spotka w końcu sprawiedliwość, pytanie czy szybsza będzie ta ziemska, czy ta boska  – takie słowa usłyszeli czekający na Jacka Ziętarę, dziennikarze, tuż po ogłoszeniu wyroku.W środę 19 października br. Sąd Okręgowy w Poznaniu wydał wyrok uniewinniający dwóch byłych ochroniarzy nieistniejącego już holdingu Elektromis.  Mirosława R., ps. „Ryba” i Dariusza L., ps. „Lala”, oskarżono o porwanie, pozbawienie wolności i pomocnictwo w zabójstwie dziennikarza Jarosława Ziętary. Na ostatnią rozprawę stawili się: prokurator Tomasz Dorosz, oskarżyciel posiłkowy Jacek Ziętara, brat nieżyjącego, obrońcy ochroniarzy i jeden z oskarżonych Mirosław R.. Dariusz L., osobiście był tylko na pierwszej rozprawie i nie pojawiał się przez cały czas trwania procesu, a reprezentowała go mecenas Agata Michalska-Olek.

Rozprawa rozpoczęła się od jedynej tego dnia mowy końcowej adwokata Wiesława Michalskiego, obrońcy Mirosława R. Prokurator, oskarżyciel i obrońca Dariusza L., a także sam oskarżony „Ryba”wypowiedzieli się miesiąc wcześniej. Mecenas Michalski swoją mowę rozpoczął od przywołania dramatycznej historii niesłusznie skazanego za gwałt Tomasza Komendy.

18 lat niesłusznie spędził w więzieniu, okazało się, że manipulowano dowodami. Działo się to pod presją mediów. Tutaj mamy podobną sytuację. Bezzasadny zarzut, presja mediów, akt oskarżenia oparty na „Baryle” i Jerzym U., byłym pracowniku SB. Prokurator powiedział o nich, że byli karani, że są z półświatka i na takich ludziach oparto akt oskarżenia przeciwko dwóm niewinnym ludziom. Mamy więc dwóch kryminalistów, którzy chcą wyłudzić od prezydenta ułaskawienie i uzyskać osobiste korzyści w swojej sprawie – dowodził adwokat. Stwierdził także, że obaj oskarżeni ochroniarze to osoby niekarane, policjanci, sportowcy, ojcowie rodzin, a R. dodatkowo jest honorowym obywatelem dwóch miast.

Zarzuty, według adwokata Michalskiego są bezpodstawne, bo prokurator nie wykazał zabójstwa. Oskarżenie opiera się na opowieści Macieja B., który swoją wiedzę miał ze słyszenia. Jeden ze świadków zeznający przed sądem Zdzisław K. twierdził, że nieumyślnego zabójstwa dokonał gangster o pseudonimie Makowiec, a obrona wykazała, że człowiek ten przyjechał do Polski dopiero w 1997 roku, gdyż wcześniej przebywał w kolonii karnej. Zwrócił także uwagę, że aby mówić o zwłokach trzeba najpierw wykazać, że popełniono morderstwo. Ustosunkował się również do wydania publikacji pt. „Kalendarium zbrodni”, w której można przeczytać sekwencję zdarzeń i „jest wszędzie rozdawana za darmo”. 90% powołanych świadków stwierdziła, że o sprawie wie tylko z mediów.

Mecenas następnie odniósł się do zeznań Jerzego U., który był świadkiem oskarżenia, a jego zeznania przed sądem zostały utajnione dla dziennikarzy. Michalski dowodził, że U. był „wyszkolonym pracownikiem Służby Bezpieczeństwa w manipulacjach, w prowokacjach, w tak zwanym białym wywiadzie, a motywem jego działania była zemsta (…) W tej sprawie ofiarami U. padli nie tylko oskarżeni, ale prokuratura i dziennikarze.”

Obrońca R. powołał się również na zeznania Beaty S., którą uznał w 100% za uczciwego świadka. S. miała zeznać, według adwokata, że widziała wychodzącego do pracy Ziętarę, który miał być dla niej widoczny na odcinku od drzwi kamienicy na ulicy Kolejowej, gdzie mieszkał aż do Kanałowej, w którą skręcił. Tak długi odcinek drogi ok. 200 metrów, na którym nic nie zaszło, dowodzi i wyklucza jednocześnie uprowadzenie.

Na koniec adwokat uznał, że oskarżony R. ma alibi bowiem jego sąsiadka zeznała, że 1 września 1992 roku, a więc w dzień uprowadzenia dziennikarza, Ryba był na rozpoczęciu roku szkolnego, gdzie Iwona M., była również ze swoim dzieckiem. Zeznania obu kobiet według mecenasa tworzą zamknięty ciąg logiczny wykazujący, że oskarżeni nie dopuścili się tego przestępstwa. W podsumowaniu swojej mowy Michalski stwierdził, że prokurator nie przedstawił sądowi żadnego wiarygodnego dowodu, że doszło do zabójstwa. Nie przedstawił nawet logicznego ciągu poszlak dowodzących, że doszło do porwania.

Uczciwie powiem, że liczyłem nawet na to, że prokurator, po tak skrupulatnym postępowaniu, które sąd przeprowadził, wniesie sam o uniewinnienie. W prawie karnym obowiązuje zasada tłumaczenia wątpliwości na korzyść oskarżonego. W tej sprawie ta zasada nie ma zastosowania, bo tu nie ma wątpliwości, że oskarżeni są niewinni. Proszę o uniewinnienie.

Wyrok

Po zakończeniu mowy końcowej sędzia Katarzyna Obst ogłosiła przerwę. Rozprawę wznowiono o godzinie 12.00. Zapadł nieprawomocny wyrok uniewinniający obu mężczyzn od stawianych im zarzutów, kosztami postępowania sąd obciążył Skarb Państwa jednocześnie zasądzając po 9720 zł tytułem kosztów adwokackich na rzecz obu oskarżonych. Postanowienie sądu uzasadnił sędzia  Sławomir Szymański.

Na wstępie sąd wyraził swoje uznanie dla pracy, którą wykonała prokuratura. Same akta liczą 87 tomów. Zawierają one nie tylko informacje zawarte w zeznaniach świadków o ostatnich dniach życia Jarosława Ziętary, o organizacji jego pracy dziennikarskiej, sprawach prywatnych ale też wiele wątków pobocznych. Są tam również napływające anonimy, najczęściej od osób pozbawionych wolności informacje kto kiedy i gdzie miał dokonać zabójstwa czy porwania. Każda z tych wersji była weryfikowana, co powodowało ogromne koszty, a nigdzie nie znaleziono ciała czy choćby jego fragmentów.

Na wyrok uniewinniający wpłynęła ocena jedynych trzech dowodów, które w ocenie prokuratury stanowiły podstawę do przyjęcia, że oskarżeni dokonali zarzucanych im czynów. Chodzi o zeznania Jerzego U., Macieja B. i Marka Z. Sędzia wskazał, że wymienieni mężczyźni mieli problemy prawne. Na B. ciąży wyrok dożywotniego więzienia, U. był karany i ubiegał się w tym sądzie o ułaskawienie, a Z. gdy zaczynał zeznawać również odbywał karę pozbawienia wolności. Wreszcie wszyscy oni otrzymali od prokuratury propozycję, na różnym etapie zeznań, wsparcia w polepszeniu ich sytuacji prawnej. B. i U. liczyli na akt łaski, a Z. że szybciej opuści zakład karny.

System prawny nie dyskwalifikuje wiarygodności takich zeznań. Istnieją w prawie polskim takie instytucje jak świadek koronny, mały świadek koronny, które mają torpedować solidarność przestępczą. Jednak takie relacje muszą być spójne i niesprzeczne z innymi uznanymi za wiarygodne. Tu taka sytuacja nie zachodzi.– mówił sędzia Sławomir Szymański

W dalszym ciągu uzasadnienia odniósł się też do badań wariograficznych, którym poddani byli różni świadkowie. Według biegłego każdy z zeznających miał „skrywaną wiedzę na temat porwania i zabójstwa Jarosława Ziętary”. Zwrócić należy uwagę, że takim badaniom mogą być poddawane osoby, u których ślad w ich pamięci nie został w żaden sposób odświeżony. Badania, które przeprowadzono odbyły się już po przesłuchaniach lub rozmowach z policjantami, a wpływ ma również to, że sprawa jest medialnie nagłośniona. W związku z tym należy uznać wszystkie te badania za pozbawione jakiegokolwiek znaczenia dla tego postępowania. W tym momencie sędzia przytoczył przykład Jerzego N., przełożonego Jarosława Ziętary, który również miał skrywaną wiedzę na temat sprawy i że rzekomo specjalnie nie wysłał po niego samochodu. – Jest to kompletnie nie logiczne, aby w porwanie Jarosława Ziętary miało być zaangażowane tak szerokie spektrum osób: z redakcji, bo nie przysłali samochodu, Jerzy U., który miał obserwować sam moment porwania. Jaki przestępca zdecydowałby się na zlecenie obserwacji osobie trzeciej momentu popełnienia przestępstwa.

Sąd uznał także za niewiarygodne: przeszukanie biurka dziennikarza przez przestępców, wejście Macieja B. do mieszkania Ziętary jeszcze przed porwaniem, znalezienie mikrofilmów, pobicie Ziętary, utratę przez niego aparatu fotograficznego

– Pamiętajmy o tym, że Jarosław Ziętara był osobą wcale niemajętną, nie był żadnym funkcjonariuszem jakiś tajnych służb, wtedy kiedy miało dojść do tego najścia jeszcze studiował, jeszcze nie obronił pracy magisterskiej (…) posiadanie przez taką osobę aparatu na mikrofilmy (…) jest po prostu niedorzeczne.

W dalszej części sędzia Szymański odniósł się do pracy dziennikarskiej Ziętary dotyczącej Elektromisu – Ja nie kwestionuję, że był dobrze zapowiadającym się dziennikarzem i to było jego powołanie. (…) Natomiast jego dorobek dziennikarski no siłą rzeczy, z uwagi na wiek był wręcz ubogi. Można pochwalić jeden słynny artykuł o bazie w Śremie. W pozostałym zakresie to były relacje z dużych spotkań, krótkie notki, był współautorem większych opracowań, ale nie był za nie odpowiedzialny. Zdarzyło mu się napisać artykuł we Wprost, który spowodował konieczność opublikowania sprostowania. (…)Nie jest prawdą, że brał udział w rozpracowaniu słynnej spółki Art-B, bo artykuł, który opublikował był wręcz pochwalny.

Następnie sędzia odniósł się do słów prokuratora, że dziennikarz jest niebezpieczny nie w związku z tym, jakie informacje już przekazał, ale jakie może dopiero przekazać. Sąd zgodził się z tą tezą. Jednocześni stwierdził, że nie ma żadnego punktu zaczepienia, aby stwierdzić, że Jarosław Ziętara takim materiałem dysponował. To, że pojawia się nazwa Elektromis czy nazwisko Mariusza Ś. w jego notatkach dla sądu to jest za mało, gdyż Ziętara interesował się z pewnością innymi dużymi podmiotami gospodarczymi. Wiadomo, że sympatyzował najpierw z Unią Demokratyczną potem KPN, przeprowadzał wywiady inne czynności dziennikarskie, a przecież nikt nie zarzuca, że motywem jego zniknięcia były motywy polityczne.

Na koniec sędzia przywołał zeznania Zdzisława K., tu warto przypomnieć, że świadek ten po 28 latach sam się zgłosił do sądu. Jednak wcześniej zgłosił się do redakcji Głosu Wielkopolskiego. Leczył się psychiatrycznie i jak sam twierdził te tak zwane „żółte papiery” załatwił sobie,  by uniknąć obowiązkowej służby wojskowej. Jak się okazało, pomogły mu również w latach 90. w związku ze sprawą działalności spółki Strefa Wolnocłowa, którą nazywano w mediach „przekrętem na wariata”. Sędzia stwierdził, że jego zeznania są zupełnie sprzeczne z materiałem dowodowym, podobnie jak innego świadka Janiny S. I tu również warto przypomnieć, że Janina S. to blisko 90 letnia wdowa po dziennikarzu Ekspresu Poznańskiego i Gazety Poznańskiej o pseudonimie Zbigniew Żuk. 88 letnia kobieta stwierdziła, że nie pamięta szczegółów sprawy zniknięcia Jarosława Ziętary, wcześniejsze zdarzenia też już zatarł czas, a wszystkie dokumenty, które zostały po zmarłym mężu spaliła i nie ma już do czego sięgnąć. W swych zeznania stwierdziła jednak, że mąż miał spotkać i rozmawiać z Ziętarą w redakcji 1 września 1992 roku. Sąd uznał za wiarygodne zeznania Iwony M., która potwierdziła alibi uniewinnionego Mirosława R.

Proces „ochroniarzy” toczył się od stycznia 2019 roku przed Sądem  Okręgowym w Poznaniu w sprawie uprowadzenia i pomocnictwa w zabójstwie dziennikarza Jarosława Ziętary w 1992 r. Oskarżeni to byli ochroniarze w firmie Elektromis, Mirosław R., ps. Ryba, i Dariusz L., ps. Lala.  19 października b.r. Sąd uznał, że zarówno Mirosław R., jak i Dariusz L. są niewinni. Proces „ochroniarzy” objęty był monitoringiem CMWP SDP. Jego obserwatorem była Aleksandra Tabaczyńska. Wyrok nie jest prawomocny. Prokuratura już zapowiedziała apelację od wyroku.

Strona StopFake PL na Facebooku częściowo odblokowana! CMWP SDP podtrzymuje apel o całkowite przywrócenie funkcjonalności konta

20 października, w godzinach popołudniowych, po 8 dniach od usunięcia konta, strona StopFakePL została  częściowo przywrócona przez administratorów Facebooka. Nie można jednak na niej publikować nowych postów. Dlatego CMWP SDP podtrzymuje swój protest przeciwko blokadzie tego konta i apeluje o jego przywrócenie wraz z pełną funkcjonalnością.

Informację o częściowym odblokowaniu konta przekazała oficjalnie koordynatorka tego projektu, Monika Pietraszkiewicz.  Strona jest widoczna, posty na niej umieszczone również, wygląda na to, że żadnych materiałów nie brakuje. Niestety, nie została przywrócona jej pełna funkcjonalność. Nie mamy możliwości publikowania postów – powiedziała red. Monika Pietraszkiewicz. Owszem, wyświetla się informacja, że możemy się od decyzji odwołać, ale kiedy próbujemy napisać odwołanie – okazuje się że funkcja ta nie działa. Dlatego nie pozostaje nam nic innego, jak ponownie prosić o wsparcie w tej coraz bardziej żenującej „walce” – napisała Monika Pietraszkiewicz zwracając się o wsparcie do CMWP SDP. Ostatnim materiałem , jaki udało się opublikować na tym koncie jest artykuł pt.„Polskie gierki” Kremla z dnia 3 lipca b.r. Zdążyła go polubić 1 osoba, po czym konto zostało zablokowane, a potem zlikwidowane. Wczoraj, bez żadnego wyjaśnienia, ani informacji o powodach zmiany decyzji konto zostało przywrócone.

 CMWP SDP ponownie stanowczo apeluje do osób zarządzajacych  koncernem Meta  o pilne odblokowanie i przywrócenie  wszystkich funkcji konta StopFake Pl na Facebooku ze względu na brak jakichkolwiek podstaw do jego blokowania i ze względu na oczywisty interes społeczny. 

Sprawa usunięcia, a teraz częściowej blokady konta dotyczy głównego profilu StopFake PL prowadzonego przez SDP na Facebooku od 5 lat. Administratorom profilu nie została nawet przekazana informacja o usunięciu profilu. Osoby zajmujące się administracją 12. października b.r. weszły na profil w celu złożenia kolejnego już odwołania od decyzji koncernu Meta (właściciela Facebooka)  i wtedy okazało się, że został on usunięty.  Od lipca b.r. konto StopFake PL nie miało możliwości dystrybucji swoich treści na Facebooku, profil był regularnie blokowany przez administratorów Facebooka. Nie pomagały wielokrotne odwołania od tej decyzji, a próby kontaktowania się Autorów StopFake PL  z przedstawicielami koncernu Meta  skończyły się niepowodzeniem. Nie ma z ich strony reakcji w postaci odblokowania profilu, ani żadnej innej.

Blokada ta jest szczególnie bulwersująca, ponieważ StopFake PL to prowadzone przez SDP konto, które zajmuje się zwalczaniem rosyjskich manipulacji i nieprawdziwych informacji w mediach. Profil StopFake PL  na Facebooku istnieje w sieci  od 2017 r. Jego usunięcie jest absolutnie niezrozumiałe, gdyż jest na nim umieszczona dostępna dla wszystkich informacja, iż jest to profil projektu, który zajmuje się zwalczaniem rosyjskiej dezinformacji oraz że projekt jest dofinansowany przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych RP. Pod tym samym adresem i tą samą nazwą funkcjonował od początku swojego istnienia, czyli od 2017 r.

Na stronie stopfake.org, (a do lipca także na profilu StopFake PL w medium społecznościowym jakim jest Facebook) w 13 wersjach językowych publikowane są informacje o nieprawdziwych treściach pojawiających się w mediach, głównie rosyjskich, zwłaszcza dotyczących relacji polsko-ukraińskich, polsko-rosyjskich i polsko-białoruskich. Dzięki rozwinięciu na portalu stopfake.org rosyjsko i anglojęzycznego komponentu poświęconego sprawom Polski, materiały demaskujące manipulację i propagandę w tym obszarze, trafiają do środowisk opiniotwórczych nie tylko w Polsce i na Ukrainie, ale również w innych krajach. Wśród osób obserwujących profile StopFake PL w mediach społecznościowych, znaleźć można było zarówno dziennikarzy, jak i polityków, w tym również z Europy Zachodniej. Blokada konta StopFake PL na Facebooku jest więc działaniem całkowicie niezrozumiałym, a trwająca od 24 lutego 2022 r. rosyjska agresja na Ukrainie i potrzeba codziennej weryfikacji pojawiających się w sieci treści czyni tę blokadę skandaliczną.

Pierwsza europejska konferencja anty- SLAPP. Relacja CMWP SDP

W czwartek, 20 października 2022 r. w siedzibie Rady Europy w Strasburgu odbyła się pierwsza w historii Europejska Konferencja Anty-SLAPP. Jej organizatorami były  European Centre for Press and Media Freedom (ECPMF) oraz  Coalition Against SLAPPs in Europe (CASE). Zdalnie w konferencji uczestniczyła dyrektor CMWP SDP. Z Polski do wygłoszenia prelekcji organizatorzy zaprosili jedynie red. Piotra Stasińskiego z Gazety Wyborczej.

SLAPP to skrót od angielskich słów „strategic lawsuit against participation”  oznaczający  działanie prawne mające na celu zastraszenie i uciszenie krytyków, np. dziennikarzy przez zaangażowanie ich w uciążliwy i najczęściej kosztowny  proces sądowy. Liczba spraw  kwalifikowanych jako SLAPP  w Europie rośnie  regularnie z roku na rok, przy czym wg informacji organizatorów sprawy SLAPP występują zarówno w krajach o silnych demokracjach, a także tych, w których występują obawy dotyczące praworządności. Celem konferencji było przedstawienie  europejskich  inicjatyw anty-SLAPP -owych, oraz omówienie dostępnego wsparcia finansowego i prawnego dla dziennikarzy, którzy padają ofiarą tego typu pozwów. Konferencja odbyła się pod patronatem Parlamentu Europejskiego i przy wsparciu Rady Europy.

Konferencję otworzyła Roberta Metsola, pochodząca z Malty przewodnicząca Parlamentu Europejskiego.  po niej głos zabrała Vera Jourova, wiceprzewodnicząca Komisji Europejskiej, Marija Pejcinovic Burić, sekretarz generalny Rady Europy oraz  Dunja Mijatović, komisarz Praw Człowieka Rady Europy. W ich ocenie SLAPP jest drugim po przemocy fizycznej największym zagrożeniem dla wolności słowa. W USA i w Kanadzie  zaczęto mówić o tym problemie już w latach 80-tych ub. wieku, a dziś obowiązują tam przepisy przeciwdziałające tej praktyce. Europa reaguje na ten problem  powoli – stwierdziła w swoim wystąpieniu Dunja Mijatović. Po zamordowaniu Daphne Caruany Galizia, dziennikarki śledczej z Malty  w 2017 r. nie dało się już ignorować tego problemu, bo szereg pozwów kierowanych przeciwko niej „odziedziczyła” jej  rodzina. Konieczne jest więc przygotowanie  europejskich i krajowych inicjatyw politycznych, społecznych i prawnych skierowanych przeciwko takim pozwom oraz wpływowi jakie SLAPP ma na dziennikarstwo – przekonywała Dunja Mijatović, komisarz Praw Człowieka Rady Europy.

Sytuację w Polsce przedstawił Piotr Stasiński z Gazety Wyborczej.  Wystąpił on w panelu dyskusyjnym,  w którym omawiano konkretne przypadki  typu SLAPP z ostatnich miesięcy (lat) oraz to, jak media radzą sobie z tymi sprawami. Dyskusję prowadził Matthew Caruana Galizia, syn zamordowanej dziennikarki z Malty, prezes Fundacji jej imienia.  Malta jest tym krajem, w którym statystycznie jest najwięcej spraw typu SLAPP przypadających na jednego mieszkańca, a zamordowana Daphne caruana Galizia był najczęściej atakowaną w ten sposób dziennikarką , przeciwko niej kierowano  najwięcej pozwów. Piotr Stasiński wyjątkowo krytycznie przedstawił sytuację w Polsce, omówił  w swoim wystąpieniu jedynie sprawy dotyczące Gazety Wyborczej, ale wg niego  nie mają one żadnego uzasadnienia , są tylko przejawem walki , jaka prowadzi Prawo i Sprawiedliwość z jego macierzystą gazetą.  W jego zdecydowana większość z pozwów  dotyczy jedynie Gazety , którą reprezentuje, a procesy te ujawniły się po 2015 r. Przez to, że wg niego sądy niższej instancji są nadal niezależne od rządzącej partii politycznej, te pozwy są zwykle oddalane, ale dla niego jest to  jednak „efekt mrożący” .

Osoby uczestniczące w konferencji zdalnie nie miały możliwości zabrania głosu w dyskusji, ani zadawania pytań prelegentom,

Streaming z konferencji jest TUTAJ.

 

Ochroniarze Elektromisu uniewinnieni ws. uprowadzenia i pomocnictwa w zabójstwie J. Ziętary

Mirosław R., ps. Ryba, i Dariusz L., ps. Lala, byli ochroniarze w firmie Elektromis zostali uniewinnieni przez Sąd Okręgowy w Poznaniu ws. uprowadzenia i pomocnictwa w zabójstwie dziennikarza Jarosława Ziętary. Dziennikarz został zamordowany w 1992 roku. Proces „ochroniarzy” objęty był monitoringiem CMWP SDP. Jego obserwatorem była Aleksandra Tabaczyńska. Wyrok nie jest prawomocny. 

Proces „ochroniarzy” toczył się od stycznia 2019 roku. Sąd Okręgowy w Poznaniu  uznał, że zarówno Mirosław R., jak i Dariusz L. są niewinni. Zasądził na ich rzecz po 9720 złotych od Skarbu Państwa, który także został  obciążony pozostałymi kosztami procesu. Prokuratura żądała dla oskarżonych 25 lat więzienia. Akt oskarżenia opierał się przede wszystkim za zeznaniach Jerzego U., który miał widzieć moment porwania Jarosława Ziętary, oraz zeznaniach  Macieja B. ps. „Baryła”, poznańskiego gangstera, który według prokuratury miał być naocznym świadkiem podżegania do zabójstwa dziennikarza. Wiarygodność tych zeznań  sąd uznał za niewielką, bo wg sądu zeznania te są  wewnętrznie sprzeczne i niespójne .

W uzasadnieniu wyroku sędzia Sędzia Sławomir Szymański powiedział także, iż  „nie kwestionuje tego, że Jarosław Ziętara był dobrze zapowiadającym się dziennikarzem (…) natomiast jego dorobek dziennikarski, siłą rzeczy, choćby z uwagi na wiek, był dość ubogi”. Dodał, że „oczywiście zgodzić się należy z podnoszonym przez prokuratora stwierdzeniem, że dziennikarz jest niebezpieczny tą wiedzą, której jeszcze nie opublikował”, ale nie wykazano, by Ziętara rzeczywiście takim materiałem dysponował.”

Nie traktuję tego jako porażki, tylko walczymy dalej  – powiedział prokurator Tomasz Dorosz i zapowiedział  złożenie apelacji od wyroku.

Komentarz Jacek Ziętara, brat zamordowanego

komentarz prokuratora Tomasza Dorosza po wyroku

Komentarz red. nacz. portalu SDP Huberta Bekrychta

Więcej informacji o procesie „ochroniarzy”  TUTAJ.

 

Jolanta Hajdasz o współczesnych zagrożeniach medialnych w Radiu Maryja i w TV Trwam

Internet nie zapomina. Można odnaleźć, kto stoi za jakimś wpisem i – jak się będzie chciało – można szybko określić profil danej osoby. Specjaliści mówią, że analiza 100 lajków daje wiedzę o człowieku na poziomie najbliższej osoby, która z tym człowiekiem mieszka – podkreślała dr Jolanta Hajdasz, dyrektor Centrum Monitoringu Wolności Prasy Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, mówiąc w  „Rozmowach niedokończonych” na antenie TV Trwam o współczesnych zagrożeniach związanych z mediami. Jednym z nich jest  pozorna anonimowość w sieci. 

W poniedziałek 10 października Jolanta Hajdasz była gościem godzinnej audycji w TV Trwam i  dwugodzinnej w Radiu Maryja w Toruniu.  Obie audycje są emitowane na żywo, a biorą w nich udział także słuchacze, którzy uczestnikom audycji zadają pytania. Gospodarzem obu audycji był o. Grzegorz Woś. Tym razem tematem programu było bezpieczeństwo w mediach – zagadnienia związane z użytkowaniem współczesnych środków masowego komunikowania, szczególnie cyfrowych. Media mogą być źródłem zagrożenia dla odbiorców i nie  chodzi mi tylko o takie zagrożenia, że stykamy się z niewłaściwymi treściami, ale są też zagrożenia o wiele bardziej realne fizycznie i warto o nich rozmawiać, uświadamiać sobie, co to tak naprawdę jest wskazała dyrektor Centrum Monitoringu Wolności Prasy Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.

Jednym z największych zagrożeń jest np. stopień uzależnienia ludzi od mediów. Przykładowo: smartfon stał się dla wielu nieodłącznym i wszechobecnym narzędziem. Często korzystamy z niego już niemal całkowicie odruchowo. Wielu z nas traktuje telefon komórkowy, smartfona jako atrybut, bez którego prawie się nie ruszy. Myślę, że jak byśmy w domu zarządzili, że dzisiaj do obiadu nie wolno nikomu wyjąć telefonu, jak będziemy wspólnie jeść posiłek, to na pewno któryś z domowników się zbuntuje, powie, że właśnie czeka na coś albo będzie coś sprawdzał, albo jeszcze musi zrobić coś ważnego. Czujemy się nieswojo, kiedy tego nie mamy w ręce. To jest zagrożenie uzależnieniem, jak nałóg, którego być może sobie nie uświadamiamy – mówiła rozmówczyni TV Trwam.

Innym ze współczesnych zagrożeń dotyczących sfery mediów jest phishing, czyli wyłudzanie  pieniędzy poprzez fałszywe SMS-y lub e-maile od oszustów podszywających się np. pod spółki energetyczne. Walka z tego typu przestępstwami i odzyskiwanie utraconych pieniędzy jest bardzo trudne. Jedyne, co możemy robić, to po prostu o tym mówić, by edukować innych i siebie jak bezpiecznie korzystać z mediów i narzędzi medialnych, jakimi są dziś telefony komórkowe – podkreśliła dr Jolanta Hajdasz.

Zagrożeniem medialnym może być także spersonalizowany system funkcjonowania mediów społecznościowych. Celowo podsuwają one użytkownikom treści mogące wywołać u nich negatywne emocje, gdyż kontrowersje i konflikty lepiej się sprzedają, na dłużej przyciągają naszą uwagę. Tego typu algorytm sprzyja też polaryzacji, a ta stanowi znaczny problem w dzisiejszej debacie publicznej. Do tego istnieje poważny problem z pozorną anonimowością. Internet nie zapomina. (…) Można odnaleźć, kto stoi za jakimś wpisem i – jak się będzie chciało – można szybko określić profil danej osoby. Specjaliści mówią, że analiza 100 lajków, czyli polubień danych postów, tego, co nam się podoba w internecie, daje wiedzę o człowieku na poziomie najbliższej osoby, takiej która z tym człowiekiem mieszka – zwróciła uwagę dyrektor Centrum Monitoringu Wolności Prasy Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.

Z kolei wojna na Ukrainie pokazała, że dzielenie się zbyt dużą liczbą informacji w mediach społecznościowych może być śmiertelnie niebezpieczne. Ukraińskie służby przestrzegały mieszkańców, by ci nie umieszczali w sieci m.in. informacji o ruchach wojsk ukraińskich czy umiejscowieniu infrastruktury krytycznej. Obecnie więcej o sytuacji w danym państwie może bowiem powiedzieć analiza mediów społecznościowych niż tradycyjnie rozumiane działania wywiadowcze. Bezpieczeństwo osobiste, a za chwilę być może także kraju, naszego regionu, zależy od tego, co zamieszczamy w mediach społecznościowych, co będziemy opisywać i co będziemy fotografować. Dobrze zrobione zdjęcie może komuś tak ułatwić atak na dane miejsce, że nawet sobie z tego nie zdajemy sprawy. Bądźmy bardzo przezorni, krytyczni co do tego, jak korzystamy z tych mediów – podkreślała rozmówczyni TV Trwam.

Warto pamiętać też, że za najpopularniejsze serwisy społecznościowe odpowiadają gigantyczne korporacje, których szefowie de facto sprawują władzę nad wszystkimi ich użytkownikami. Jest to władza niemal absolutna, gdyż w przeciwieństwie do np. głów państw, prezesi korporacji w zasadzie przed nikim nie odpowiadają Moim zdaniem jest czymś ogromnie niepokojącym, że przerzucono odpowiedzialność za korzystanie z tych mediów na nas wszystkich. Firmy, które zarządzają mediami społecznościowymi, nic nie muszą, nie mają praktycznie żadnych ograniczeń , żadnych obowiązków wobec nas (…). Natomiast wszystkie negatywne konsekwencje, które za tym stoją, ma ponosić ostatni element długiego łańcucha, jakim jest zwykły użytkownik, bezbronny wobec wielkich korporacji. Każdy z nas niewiele może, podpisując regulamin społeczności, do której wchodzi, bo musi dzisiaj w różnych sytuacjach z tych mediów korzystać. To jest ogromny globalny problem nie do rozwiązania – wskazała dyrektor Centrum Monitoringu Wolności Prasy Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.

Rozmówczyni TV Trwam zwróciła też uwagę na wszechobecne fake newsy. Szczególnie niebezpiecznym zjawiskiem jest technologia deep fake, która dzięki stosunkowo prostym w obsłudze algorytmom sztucznej inteligencji oraz sprytnemu montażowi jest w stanie dowolnie manipulować obrazem i dźwiękiem. Aby uniknąć fałszywych informacji, należy korzystać ze sprawdzonych, wiarygodnych źródeł wiedzy – apelowała dr Jolanta Hajdasz.

Protest CMWP SDP przeciwko blokadzie konta StopFake PL na Facebooku

CMWP SDP stanowczo protestuje przeciwko usunięciu konta StopFake PL prowadzonego przez Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich na Facebooku oraz apeluje o jego pilne odblokowanie i przywrócenie jego funkcjonowania.  

Usunięcie konta dotyczy głównego profilu StopFake PL prowadzonego przez SDP na Facebooku od 5 lat. Administratorom profilu nie została nawet przekazana informacja o usunięciu profilu. Osoby zajmujące się administracją 12. października b.r. weszły na profil w celu złożenia kolejnego już odwołania od decyzji koncernu Meta (właściciela Facebooka)  i wtedy okazało się, że został on usunięty.  Od lipca b.r. konto StopFake PL nie miało możliwości dystrybucji swoich treści na Facebooku, profil był regularnie blokowany przez administratorów Facebooka. Nie pomagały wielokrotne odwołania od tej decyzji, a próby kontaktowania się Autorów StopFake PL  z przedstawicielami koncernu Meta  skończyły się niepowodzeniem. Nie ma z ich strony reakcji w postaci odblokowania profilu, ani żadnej innej.

Blokada ta jest szczególnie bulwersująca, ponieważ StopFake PL to prowadzone przez SDP konto, które zajmuje się zwalczaniem rosyjskich manipulacji i nieprawdziwych informacji w mediach. Profil StopFake PL  na Facebooku istnieje w sieci  od 2017 r. Jego usunięcie jest absolutnie niezrozumiałe, gdyż jest na nim umieszczona dostępna dla wszystkich informacja, iż jest to profil projektu, który zajmuje się zwalczaniem rosyjskiej dezinformacji oraz że projekt jest dofinansowany przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych RP. Pod tym samym adresem i tą samą nazwą funkcjonował od początku swojego istnienia, czyli od 2017 r.

Na stronie stopfake.org, (a do lipca także na profilu StopFake PL w medium społecznościowym jakim jest Facebook) w 13 wersjach językowych publikowane są informacje o nieprawdziwych treściach pojawiających się w mediach, głównie rosyjskich, zwłaszcza dotyczących relacji polsko-ukraińskich, polsko-rosyjskich i polsko-białoruskich. Dzięki rozwinięciu na portalu stopfake.org rosyjsko i anglojęzycznego komponentu poświęconego sprawom Polski, materiały demaskujące manipulację i propagandę w tym obszarze, trafiają do środowisk opiniotwórczych nie tylko w Polsce i na Ukrainie, ale również w innych krajach. Wśród osób obserwujących profile StopFake PL w mediach społecznościowych, znaleźć można było zarówno dziennikarzy, jak i polityków, w tym również z Europy Zachodniej. Blokada konta StopFake PL na Facebooku jest więc działaniem całkowicie niezrozumiałym, a trwająca od 24 lutego 2022 r. rosyjska agresja na Ukrainie i potrzeba codziennej weryfikacji pojawiających się w sieci treści czyni tę blokadę skandaliczną.

CMWP SDP przypomina, iż wolność słowa należy do podstawowych zasad demokratycznego państwa prawa. W Polsce jest ona zagwarantowana przez art. 54 ust. 1 Konstytucji. Poświadczają ją również wiążące Polskę akty prawa międzynarodowego. Wolności wypowiedzi dotyczy art. 10 Konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności i art. 11 Karty Praw Podstawowych Unii Europejskiej. Także Powszechna Deklaracja Praw Człowieka w art. 19 zapewnia „swobodę posiadania niezależnej opinii, poszukiwania, otrzymywania i rozpowszechniania informacji i poglądów wszelkimi środkami”. Przedstawiciel mediów społecznościowych w Polsce, jakim jest koncern Meta swoim działaniem stawia się ponad obowiązującym prawem poprzez zablokowanie dyfuzji treści ważnych ze względów politycznych i społecznych.

Z uwagi na powszechność serwisu społecznościowego Facebook działanie takie ma charakter cenzury, czyli kontroli publicznego przekazywania informacji, ograniczającej wolność swobodnego wyrażania myśli i przekonań. Jest to nieuzasadnione naruszenie zasady wolności słowa, która jest fundamentem ustroju każdego demokratycznego państwa. CMWP SDP apeluje o zaniechanie takich działań i przywrócenie swobodnego funkcjonowania na Facebooku prowadzonego przez Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich profilu StopFake PL

dr Jolanta Hajdasz, dyr. CMWP SDP

Warszawa, 12 października 2022 r.

Treści publikowane w ramach  projektu StopFake_PL dostępne są aktualnie profil na Twitterze: https://twitter.com/StopFake_PL

Na UAM w Poznaniu odsłonięto tablicę upamiętniającą zamordowanego dziennikarza Jarosława Ziętarę

W gmachu Wydziału Nauk Politycznych i Dziennikarstwa Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu   odsłonięto tablicę upamiętniającą zamordowanego 30 lat temu poznańskiego dziennikarza Jarosława Ziętarę, absolwenta UAM. W uroczystości  Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich reprezentowała Jolanta Hajdasz, wiceprezes SDP, dyr. CMWP SDP. W swoim wystąpieniu podkreśliła, iż środowisko dziennikarskie nadal czeka na wyjaśnienie wszystkich okoliczności tej zbrodni i na to, by jej sprawcy zostali wskazani, osądzeni i ukarani. 

Fot. CMWP SDP

Tablica poświęcona Jarosławowi Ziętarze  została odsłonięta  10 października. Inicjatorem upamiętnienia Jarosława Ziętary w gmachu jego macierzystej uczelni był Komitet Społeczny im. Jarosława Ziętary , któremu od początku szefuje red. Krzysztof Kaźmierczak.  Na tablicy autorstwa rzeźbiarza Romana Kosmali pojawił się wizerunek dziennikarza, oraz napis „Jarosław Ziętara 1968-1992. Zamordowany dziennikarz. Absolwent wydziału”.

W uroczystości odsłonięcia tablicy głos zabrali m.in.  prof. dr hab. Bogumiła Kaniewska, rektor UAM , Mariusz Wiśniewski, wiceprezydent Poznania,  prof. dr hab. Andrzej Stelmach, dziekan Wydziału Nauk Politycznych i Dziennikarstwa i dr Jolanta Hajdasz, wiceprezes SDP, dyr. CMWP SDP. W swoim wystąpieniu podkreśliła, iż środowisko dziennikarskie nadal czeka na wyjaśnienie wszystkich okoliczności tej zbrodni i na to, by jej sprawcy zostali wskazani, osądzeni i ukarani. Przypomniała także o toczących się przed Sądem Okręgowym w Poznaniu procesach byłego senatora Aleksandra Gawronika  i byłych ochroniarzy firmy Elektromis. Tuż po uroczystości odbyło się spotkanie poświęcone zamordowanemu reporterowi, w którym wzięli udział jego przyjaciele, m.in. Anna Dolska, Piotr Talaga i ówczesny sekretarz redakcji w Gazecie Poznańskiej, Andrzej Niczyperowicz.  Wyświetlono również film o Jarosławie Ziętarze przygotowany przez studentów dziennikarstwa.

Fot. mat. pras.

Jarosław Ziętara był dziennikarzem „Gazety Poznańskiej”.  1 września 1992 r. rano wyszedł do pracy w redakcji  i nigdy do niej nie dotarł. Według prokuratury i ustaleń zajmujących się tą sprawą dziennikarzy 24-letni  Jarosław Ziętara został porwany, a porywaczami byli trzej ochroniarze potężnej wówczas firmy Elektromis.  Ciała zamordowanego dziennikarza do tej pory nie udało się odnaleźć. W 1999 r. Jarosław Ziętara został sądownie uznany za zmarłego. O pomoc w zabójstwie oskarżony był także były senator Aleksander Gawronik, ale 24 lutego b.r. poznański Sąd Okręgowy uniewinnił go od oskarżeń . Wyrok jest nieprawomocny, prokurator Piotr Kosmaty złożył od niego apelację. Sprawa jest objęta monitoringiem CMWP SDP. Decyzją prezydenta RP Jarosław Ziętara został pośmiertnie uhonorowany Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski za wybitne zasługi dla rozwoju niezależnego dziennikarstwa. Odznaczenie odebrał 2 września b.r.  brat dziennikarza Jacek Ziętara.

24 lutego, w dniu rozpoczęcia wojny Rosji w Ukrainie, Sąd Okręgowy w Poznaniu niespodziewanie zakończył ponad sześcioletni proces Aleksandra Gawronika, oskarżonego o podżeganie do zabójstwa dziennikarza Jarosława Ziętary i nieprawomocnie uniewinnił byłego senatora . 4 kwietnia b.r. Prokuratura Regionalna w Krakowie zaskarżyła w całości wyrok uniewinniający Aleksandra Gawronika odnośnie podżegania do zamordowania Jarosława Ziętary. W złożonej apelacji prokurator Piotr Kosmaty zarzucił sądowi m.in. bezpodstawne uznanie za bezwartościowe zeznań wszystkich kluczowych świadków oraz podważenie opinii biegłych sądowych. Apelację krakowskiej prokuratury poparł w całości oskarżyciel posiłkowy Jacek Zietara, brat zamordowanego dziennikarza. W skierowanym do sądu piśmie wyraził zarazem swoje oburzenie tym, że uniemożliwiono zarówno jemu, jak i prokuratorowi przygotowanie się do mów końcowych. – Wydarzenia z 24 lutego odebrałem osobiście jako brak szacunku do oskarżycieli, a przede wszystkim do pamięci mojego brata – Jarosława Ziętary – napisał Jacek Ziętara.Zażalenie rozpatrzy Sąd Apelacyjny w Poznaniu. Termin posiedzenia w tej sprawie nie jest jeszcze znany. Centrum Monitoringu Wolności Prasy Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich objęło niniejszą sprawę monitoringiem pod kątem przestrzegania praw człowieka i obywatela.

W połowie września Sąd Okręgowy w Poznaniu zakończył także proces Mirosława R., ps. Ryba, i Dariusza L., ps. Lala, oskarżonych o uprowadzenie, pozbawienie wolności i pomocnictwo w zabójstwie Jarosława Ziętary. Według ustaleń prokuratury, we wrześniu 1992 roku, oskarżeni, podając się za funkcjonariuszy policji, podstępnie doprowadzili do wejścia Ziętary do samochodu, przypominającego radiowóz policyjny. Następnie przekazali go osobom, które dokonały jego zabójstwa, zniszczenia zwłok i ukrycia szczątków. Oskarżeni nie przyznają się do winy. Ponad 60-letni obecnie Mirosław R. i ponad 50-letni Dariusz L., byli w pierwszej połowie lat 90. pracownikami poznańskiego holdingu Elektromis, którego działalnością interesował się Ziętara. W toku postępowania śledczy ustalili, że oskarżeni działali wspólnie z inną, nieżyjącą już osobą.

Mowy końcowe w tej sprawie mają być kontynuowane 19 października. Wtedy też sąd planuje ogłoszenie wyroku.  Także ta sprawa objęta jest monitoringiem CMWP SDP. Ich obserwatorami jest red. Aleksandra Tabaczyńska.

Pluralizm mediów to fundament demokracji. CMWP SDP w TVP Info i w Radiu Poznań

Nauczycielka z Poznania tłumacząca młodzieży, że nie było „polskich obozów śmierci” oskarżana jest o „szczucie na Niemców” przez redakcję Newsweeka i portal Onet.pl.  Przed wyborami we Włoszech na tym samym portalu mogliśmy przeczytać: „Prawicowa, nacjonalistyczna, postfaszystowska partia Meloni prowadzi w sondażach z wynikiem ok. 23 procent”. Newsweek wtórował tej publikacji tytułem „Faszystka idzie po władzę” . Czy to rzetelne opisy naszej rzeczywistości, czy manipulacje medialne bliższe czasom Józefa Stalina – pytał w programie ” Wielkopolskie popołudnie” w Radiu Poznań red. Roman Wawrzyniak. Jednym z gości programu była dr Jolanta Hajdasz.  Tego samego dnia w programie  „Nie da się ukryć” w TVP Info dyrektor CMWP SDP wypowiadała się na temat pluralizmu w mediach i skandali mobbingowych  w telewizji TVN i redakcji Newsweeka.

3 października br. na antenie Radia Poznań Jolanta Hajdasz skrytykowała publikacje o nauczycielce z Poznani i wyborach we Włoszech na onet.pl  wskazując na manipulacje, jakimi faktycznie są. Artykuł o kartkówce zapowiedzianej na lekcję z przedmiotu „Historia i teraźniejszość” w jednym z poznańskich liceów jest tego bardzo dobrym przykładem – powiedziała Jolanta Hajdasz. W samym tytule i lidzie zawarta jest skrajnie negatywna ocena tej kartkówki i nauczycielki, która ośmiela się korzystać z tego podręcznika. „Szczucie”, „postsowieckie myślenie”, „szok” — tak historycy oceniają materiał na kartkówkę HiT w poznańskim liceum czytamy na portalu, który szczegółowo opisuje, iż oficjalnie nauczycielka nie wskazała podręcznika prof. Wojciecha Roszkowskiego jako obowiązującego, tylko na jego podstawie przygotowała dla uczniów prezentację, która na ogólnopolskim portalu onet.pl została tak jednoznacznie, bardzo ostrymi słowami skrytykowana. A przecież ma ona prawo do korzystania z tego podręcznika i przygotowywania na jego podstawie swoich lekcji i sprawdzianów.  Artykuł prawie jednoznacznie odmawia jej do tego prawa . To zwyczajna manipulacja i proba zastraszenia nauczycieli, by z tego podręcznika nie korzystali, by wiedzieli, jak bardzo będzie to nagłaśniane i ośmieszane w mediach o zasięgu ogólnopolskim. To jest po prostu przykład medialnej nagonki na pojedynczego człowieka. Kto wytrzyma taką presję – pytała retorycznie Jolanta Hajdasz.

Następnego dnia po audycji na stronie Radia Poznań ukazała się polemika nauczycielki z tekstem , jaki na jej temat opublikował onet.pl . Nauczycielka opisała  m.in.  sposób, w jaki  Onet prosił ją o wypowiedź i jak to potem zostało przedstawione w tekście.   W polemice czytamy : „O wypowiedź na lekcji HiT poprosiłam nauczycielkę – nie odpowiedziała” – pisze Pani redaktor. To prawda, problem w tym, że poprosiła o to dzwoniąc do szkoły popołudniu w przeddzień ukazania się artykułu, gdy po próbnych maturach nie było mnie już w budynku. Ale nie szkodzi, nadrabiając tę niedogodność, odpowiadam niniejszym tekstem. Mam nadzieję, że czuje się Pani redaktor usatysfakcjonowana – pisze atakowana nauczycielka.

Artykuł z Onet.pl TUTAJ.

Polemika z tekstem Onetu jest TUTAJ.

Z kolei  na antenie TVP Info w magazynie „Nie da się ukryć” emitowanym również 3 października w materiale dziennikarskim red. Piotra Pawelca omawiane było pojecie pluralizmu w mediach i jego realizacja w przestrzeni medialnej w Polsce. Pojęcie to  wybrzmiało ostatnio w debacie publicznej za sprawą wypowiedzi Jarosława Kaczyńskiego,  prezesa PiS, który powiedział w Szczecinie, iż  „lewicowo liberalne media nie uznają wolności i zróżnicowanych poglądów, a to że istnieje telewizja publiczna, która mówi co innego niż TVN to jest według nich skandal, bo wszyscy powinni mówić to samo”. Trudno się nie zgodzić z tym twierdzeniem , szczególnie gdy porówna się medialny  przekaz  w Polsce dziś i przed 2015 rokiem  – powiedziała dr Jolanta Hajdasz.

Cały program jest TUTAJ.

Samoregulacja mediów w Polsce – międzynarodowa konferencja z udziałem CMWP SDP

23 – 24 września 2022 r. w Gdańsku oraz w Sopocie odbyła się konferencja zorganizowana przez Instytut Międzynarodowego Dziennikarstwa im. Ericha Brosta w Dortmundzie, Uniwersytet Wrocławski oraz Uniwersytet Warszawski, dotycząca samoregulacji mediów w Polsce. Konferencja została zwołana w związku z opublikowaniem Europejskiego Aktu o Wolności Mediów (European Media Freedom Act), który ma być nowym zbiorem przepisów regulującym działalność mediów w UE. W imieniu CMWP SDP uczestniczył w niej Michał Jaszewski, doradca prawny SDP.

Konferencja miała charakter międzynarodowy, odbyła się po raz drugi, pierwsze spotkanie było w styczniu  br. W konferencji uczestniczyli przedstawiciele funkcjonujących w Polsce stowarzyszeń dziennikarskich, uczelni i mediów oraz międzynarodowi eksperci, w tym: prof. dr hab. Bogusława Dobek-Ostrowska (Instytut Politologii Uniwersytetu Wrocławskiego), dr Michał Kuś (Instytut Politologii Uniwersytetu Wrocławskiego), Isabella Kurkowski, ekspertka ds. odpowiedzialności mediów (Instytut Międzynarodowego Dziennikarstwa im. Ericha Brosta), dr hab. Adam Szynol (Instytut Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej Uniwersytetu Wrocławskiego), Paulina Pacuła (Instytut Międzynarodowego Dziennikarstwa im. Ericha Brosta), Manfred Protze (przewodniczący Niemieckiej Rady Prasowej, członek Stowarzyszenia Niezależnych Rad Prasowych w Europie), Pieter Knapen (dyrektor i rzecznik Flamandzkiej Rady Prasowej w Belgii), dr Michał Chlebowski (kierownik ds. standardów programowych TVN), dr Damian Flisak (kierownik działu spraw publicznych Ringier Axel Springer Polska), Paweł Czajkowski (dyrektor ds. prawnych – Agora), Krzysztof Bobiński (wiceprzewodniczący stowarzyszenia Rada Etyki Mediów), Beata Chmiel (inicjatorka Obywatelskiego Paktu dla Mediów Publicznych), Robert Feluś (były redaktor naczelny „Wprost” oraz „Faktu”), Andrzej Krajewski (Towarzystwo Dziennikarskie), Tomasz Miłkowski (przewodniczący Oddziału Warszawskiego Stowarzyszenia Dziennikarzy Rzeczypospolitej Polskiej – SDRP), Marta Ringart-Orłowska (członkini Rady Wydawców Stowarzyszenia Gazet Lokalnych). Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich  i CMWP SDP reprezentował Michał Jaszewski.

Celem konferencji była kontynuacja prac dotyczących powołania instytucji, która stanowiłaby organ samoregulacji mediów w Polsce.  Zgodnie z wcześniejszą deklaracją, SDP włączyło się w prace niezależnie od oceny działań Unii Europejskiej w tej sprawie.

Podczas konferencji podjęto próbę określenia podstaw prawnych powołania instytucji samoregulacyjnej (w formule „rady prasowej”), jej składu oraz zadań. W szczególności, przedstawiciel Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich zwrócił uwagę na konieczność możliwie szerokiej reprezentatywności rady prasowej (jeżeli zostałaby ona powołana). Wskazał również, że nie będzie możliwe prowadzenie rzeczowej dyskusji dotyczącej standardów działalności mediów publicznych
w przypadku nieuczestniczenia w pracach przedstawicieli tych mediów. Kwestie te stały się przedmiotem ożywionej debaty.

Prace grupy roboczej mają być kontynuowane.

Program konferencji:Program konferencji Sopot 24.09.22

Poprzednie informacje na ten temat TUTAJ.

 

Lidia Kochanowicz-Mańk uniewinniona! Decyzja Sądu zbieżna ze stanowiskiem CMWP SDP

26 września Sąd Okręgowy w Warszawie uwzględnił  apelację warszawskiej Prokuratury Okręgowej i umorzył sprawę przeciw zarządowi fundacji Lux Veritatis o nieudostępnienie informacji publicznej stowarzyszeniu Sieć Obywatelska Watchdog Polska. Sąd podkreślił, iż w tej sprawie  stowarzyszeniu Watchdog w ogóle nie przysługiwał status oskarżyciela subsydiarnego, co oznacza, że sprawa ta nie powinna nawet być procedowana. CMWP SDP od początku wspierało w tej sprawie oskarżonych przedstawicieli TV Trwam, a po wyroku protestowało przeciwko skazaniu Lidii Kochanowicz-Mańk, dyrektor finansowej Fundacji Lux Veritatis i apelowało  o  uchylenie wyroku dla niej. 

24 marca b.r. Sąd Rejonowy Warszawa Wola skazał w procesie karnym za rzekome nieujawnienie informacji publicznej stowarzyszeniu Watchdog Polska dyrektor finansową Fundacji Lux Veritatis, nadawcy TV Trwam. Wyrok był bardzo surowy  –  trzy miesiące pozbawienia wolności w zawieszeniu na rok, 3 tys. zł grzywny oraz zobowiązanie  do udostępnienia informacji publicznej, o którą wnioskowało  stowarzyszenie Watchdog Polska. W 2016 roku skierowało ono tzw. subsydiarny akt oskarżenia przeciwko Ojcu dr. Tadeuszowi Rydzykowi CSsR, Ojcu Janowi Królowi CSsR oraz  Lidii Kochanowicz-Mańk, jako członkom zarządu Fundacji Lux Veritatis. W I instancji  sąd uniewinnił o. Tadeusza Rydzyka i o. Jana Króla, za winną uznał jedynie p. Lidię Kochanowicz Mańk. W ocenie CMWP SDP kara ta była nieuzasadniona w stosunku do rzekomego przewinienia. Postępowanie karne w tej sprawie było pozbawione podstaw formalnych i merytorycznych, a wszystkie oskarżone osoby nie popełniły zarzucanego im czynu. W zakresie wymaganym prawem została udzielona odpowiedź stowarzyszeniu Watchdog, co potwierdziły wcześniejsze decyzje organów wymiaru sprawiedliwości  (prokuratury), które odmówiły wszczęcia postępowania w tej sprawie oraz umorzyły postępowanie. W tej sprawie w pierwszej i drugiej instancji wypowiedział się wcześniej także sąd administracyjny, który uznał odpowiedź udzieloną przez Fundację Lux Veritatis za prawidłową. W przesłanym do Sądu stanowisku Amicus curiae  CMWP SDP  podkreśliło m.in., iż  wyrok skazujący w tej sprawie budzi zdziwienie, ponieważ  Sieć Obywatelska Watchdog Polska nie posiada statusu podmiotu pokrzywdzonego w tej sprawie, w związku z czym złożony przez nią subsydiarny akt oskarżenia w ocenie wielu prawników w ogóle nie powinien podlegać rozpoznaniu z uwagi na brak legitymacji do jego złożenia.

Stanowisko Amicus curiae  CMWP SDP w tej sprawie  – 23.09.22 CMWP amicus curiae do sądu apelacja

Więcej o tej sprawie TUTAJTUTAJ.