Wojna w Ukrainie okiem dziennikarzy. Relacja z sesji CMWP SDP na konferencji Etyka Mediów

Czym relacjonowanie rosyjskiej agresji na Ukrainę różni się od opisywania innych wojen? Jaką osobistą cenę trzeba zapłacić za bycie blisko wstrząsających wydarzeń? Czy rzetelne dziennikarstwo przegrywa z mediami społecznościowymi? Na takie między innymi pytania starali się odpowiedzieć uczestnicy sesji dyskusyjnej „Dylematy wojny. Agresja Rosji na Ukrainę w relacjach dziennikarzy”, która odbyła się w środę, 18 maja pod patronatem Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP w ramach XVI ogólnopolskiej konferencji naukowej Etyka Mediów w Krakowie.

Jak podkreśliła na wstępie prowadząca panel dr Jolanta Hajdasz, dyrektor CMWP SDP, wiceprezes SDP, a także wykładowczyni Wyższej Szkoły Umiejętności Społecznych w Poznaniu, do udziału w dyskusji zaproszeni zostali praktycy – doświadczeni dziennikarze, reporterzy wojenni. Niektórzy z nich byli świadkami i relacjonowali wiele konfliktów, w różnych zakątkach świata. Celem dyskusji było poznanie spojrzenia na trwającą w Ukrainie wojnę okiem dziennikarza-praktyka.

Wśród panelistów znaleźli się: Paweł Bobołowicz, dziennikarz Radia Wnet, od ponad 20 lat zajmujący się współpracą polsko-ukraińską, korespondent z Kijowa, Jacek Łęski, dziennikarz Telewizji Polskiej, od początku relacjonujący rosyjską agresję na Ukrainę, Marcin Mamoń, autor filmów dokumentalnych z krajów ogarniętych konfliktami, zastępca redaktora naczelnego „Dziennika Polskiego” i „Gazety Krakowskiej” oraz dr hab. Piotr Grochmalski, wieloletni korespondent wojenny, a obecnie analityk i wykładowca Akademii Sztuki Wojennej w Warszawie. Gościem specjalnym dyskusji był Mykoła Semena, ukraiński dziennikarz, współpracujący w przeszłości m.in. z Radiem Wolna Europa i Radiem Swoboda, po aneksji Krymu przez Rosjan aresztowany i skazany za separatyzm na 2,5 roku więzienia w zwieszeniu, pozbawiony możliwości działalności publicznej i prawa wykonywania zawodu dziennikarza.

Dziennikarz świadkiem zbrodni i okrucieństwa

Uczestnicy sesji podkreślili ogromną rolę jaką mają do wypełnienia dziennikarze relacjonujący wojnę w Ukrainie. Jacek Łęski zauważył, że pierwszą ofiarą wojny zawsze jest prawda, dlatego bardzo ważny jest rzetelny przekaz. – Dziennikarz na miejscu ma kilka źródeł informacji: od armii ukraińskiej, po to co prezentuje Rosja. I jedno i drugie ma funkcje propagandową. Najważniejsze jest to co się dotknie własnymi rękami, co się usłyszy od świadków wydarzeń. Starałam się być jak najbliżej tego drugiego źródła informacji – opowiadał reporter TVP.

– Dziennikarz na takiej wojnie musi starać się odcedzić wersję propagandową od prawdziwej – dodał.

Łęski zauważył, że polscy dziennikarze nie są neutralni w tej wojnie. –  My trzymamy stronę Ukrainy, chcemy aby się im udało, widzimy jak oni cierpią.  Trudno stać na tej barykadzie okrakiem – podkreślił. – Dziennikarz musi jednak zachowywać wstrzemięźliwość, trzymać się realiów, być możliwie najbliżej miejsc wydarzeń.

Zdaniem Pawła Bobołowicza, nie ma czegoś takiego tak obiektywizm dziennikarski, tylko rzetelność. – Perspektywa jest taka, że jeżeli nie powiedzie się Ukrainie, to dalej jesteśmy my, Polska – zauważył.

Marcin Mamoń zwracał uwagę na to co wyróżnia tę wojnę od innych konfliktów, które dokumentował. – Tamte to były wojny między partyzantami a armią rządową, powstańcami a jakąś tyranią. Można powiedzieć, że to były konflikty asymetryczne. Tutaj jedno państwo atakuje drugie – zauważył.

O niespotykanej wcześniej skali tej wojny mówił również Piotr Grochmalski.  – W makroskali to jest największa wojna geopolityczna świata, która decyduje o kształcie nie tylko naszego kontynentu, ale w zasadzie całej sytuacji geopolitycznej świata – mówił.

Podkreślał niezwykła rolę dziennikarzy, którzy relacjonują rosyjską agresję na Ukrainę.

– Każda wojna ma stałe elementy, dziennikarz jest dokumentalistą zbrodni i okrucieństwa, które są tam dokonywane, jest więc wrogiem numer jeden armii, która dokonuje tego typu działania. Jest celem do likwidacji, do zabicia, bo zabity dziennikarz nie będzie mówił, nie będzie świadczył  – zauważył Grochmalski.

Jego zdaniem dziennikarz swoją obecnością zmniejsza liczbę zabitych cywilów, gdyż dokumentacja którą sporządza może być później wykorzystywana w ściganiu sprawców zbrodni.

– Ale ważne jest, aby każdy dziennikarz miał świadomość, że nie będzie dalej tym świadkiem, jeżeli da się zabić.  Imperatywem fundamentalnym dziennikarza, korespondenta jest to, aby się nie dać zabić – powiedział wykładowca Akademii Sztuki Wojennej. Przyznał, że dzisiejsze pole walki sprawia, że praca korespondenta wojennego jest bardzo trudna. Ciągłe narażanie się na niebezpieczeństwo nie pozostaje natomiast bez wpływu na życie dziennikarza. Cenę za to płaci nie tylko on sam, ale też jego najbliżsi, co podkreślili w dalszej części dyskusji uczestnicy sesji.

– Będąc na miejscu można jakoś ogarnąć sytuację, wiedzieć gdzie jest bezpiecznie. Ale wiem, że moi bliscy widzą tylko przekaz medialny, który z gruntu rzeczy jest skondensowany, i martwią się – mówił Jacek Łęski.

– Strach o tym co myślą bliscy powoduje, iż uświadamia się sobie, że nie jest się żołnierzem, że nie zawsze trzeba być na pierwszej linii, nie zawsze trzeba być w okopie, że można być krok dalej – zauważył Paweł Bobołowicz.

Przyznał jednak, że wojna wciąga dziennikarza. – Niektórzy mają problem, aby z tej wojny powrócić, nawet kiedy wracają do swojego miejsca zamieszkania to oni z wojny nie wracają, bo ona cały czas siedzi w głowach, siedzi w sercu, utrudnia normalne życie i funkcjonowanie – stwierdził korespondent Radia Wnet.

Marcin Mamoń przyznał, że w jego przypadku dokumentowanie konfliktów stało się już swego rodzaju nałogiem i jego rodzina musiał nauczyć się z tym żyć.

O nieusuwalnym piętnie, jakie wywiera wojna na życiu dziennikarza mówił Piotr Grochmalski.

– Niektóre rzeczy zostają z tobą do końca życia, nikt nie jest w stanie tego zrozumieć – stwierdził

– Setki osób z moich zdjęć nie żyje, jestem więc w jakimś wymiarze człowiekiem, który jest pamięcią tych ludzi, których już nie ma – dodał.

Mykoła Semena powiedział, że wielu analityków i dziennikarzy w Ukrainie jest zadania iż obecna sytuacja jest III wojną światową. – Rosja prowadzi tę wojnę nie tylko z Ukrainą, ale też ze Stanami Zjednoczonymi, NATO i całym światem – podkreślił.

Zwrócił uwagę, że z Rosji musiało uciec wielu dziennikarzy, którzy próbowali mówić prawdę o tym co się dzieje na Ukrainie

Walczyć o jakość przekazu czy odbiorców?

Na koniec uczestnicy panelu odnieśli się do problemu wykorzystywania wojny przez niektóre osoby, także dziennikarzy, do autopromocji w mediach społecznościowych.

– Nie używam mediów społecznościowych kiedy wyjeżdżam na wojnę. Skupiam się na tym, aby przełożyć to co widzę na mój film – mówił Marcin Mamoń. Jego zdaniem próba promocji siebie przy okazji relacji z wojny świadczy o niedojrzałości niektórych dziennikarzy.

– Jestem fanem mediów społecznościowych, ale od 24 lutego mam problem co tam pisać, nie wiem co mam tam wrzucić. Zdjęcie trupów z Buczy, czy oficera rosyjskiego zabitego gdzieś w lesie? – stwierdził Paweł Bobołowicz.

Przyznał, że dbanie o jakość przekazu może oznaczać utratę jakieś części odbiorców.  – Niedługo wojna będzie relacjonowana już nie tylko na Facebooku, ale także na Tik-Toku – zauważył.

Na zakończenie sesji Jolanta Hajdasz, dziękując organizatorom konferencji za zaproszenie na nią dziennikarzy, zawróciła się z apelem do naukowców, aby uwzględniali głos praktyków, pracujących dziennikarzy.

– Tak szybko zmienia się nam technologia, tak szybko zmienia się nam świat, że tradycyjna refleksja naukowa czasem nie nadąża za tymi zjawiskami, z którymi  my na co dzień stykamy się jako pracujący w mediach. Tylko ta symbioza, współistnienie jednych i drugich, z jednej strony naukowcy, z drugiej praktycy dziennikarze, może przynieść tę jakość, o którą chodzi, czyli prawdziwy opis relacji  jakie dzisiaj zachodzą w całej mediosferze – podkreśliła dyrektor CMWP SDP.

Konferencje Etyka Mediów organizowane są od 2006 roku na Uniwersytecie Papieskim Jana Pawła II w Krakowie pod patronatem Polskiego Towarzystwa Komunikacji Społecznej. Tematem tegorocznej edycji jest „Bezinteresowność w mediach – interesowne media”.

jka

Zapis wideo konferencji TUTAJ (sesja CMWP SDP zaczyna się od 2:33 transmisji).

 

 

Dylematy wojny. Agresja Rosji na Ukrainę w relacjach dziennikarzy. Sesja CMWP SDP na konferencji Etyka Mediów w Krakowie

Paweł Bobołowicz z Radia Wnet, Jacek Łęski z TVP, Marcin Mamoń z Dziennika Polskiego i Gazety Krakowskiej i dr hab. Piotr Grochmalski z Akademii Sztuki Wojennej w Warszawie  będą uczestnikami sesji dyskusyjnej na XVI ogólnopolskiej konferencji naukowej Etyka Mediów w Krakowie. Gościem specjalnym sesji będzie dziennikarz z Ukrainy, wieloletni obserwator życia politycznego i społecznego Ukrainy. Sesja organizowana  jest pod patronatem Centrum Monitoringu Wolności Prasy Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, dyskusję poprowadzi dr Jolanta Hajdasz, dyrektor CMWP SDP, prof. Wyższej Szkoły Umiejętności Społecznych w Poznaniu. 

Dyskusja o wojnie na Ukrainie widzianej oczami dziennikarzy – korespondentów wojennych rozpoczyna się o 11.45 ,  można ją będzie śledzić na kanale telewizyjnym organizatora konferencji – Papieskiego Uniwersytetu JPII (TUTAJ).  Konferencja  rozpoczyna się w środę, 18 maja br. i potrwa do 19 maja.

Konferencje Etyka Mediów organizowane są od 2006 roku na Uniwersytecie Papieskim Jana Pawła II w Krakowie pod patronatem Polskiego Towarzystwa Komunikacji Społecznej.  Tytuł  – motyw przewodni tegorocznej konferencji brzmi  Bezinteresowność w mediach – interesowne media .  Organizatorzy podkreślają, że współczesne media posiadają ogromny potencjał oddziaływania na ludzi w wymiarze indywidualnym i społecznym. Skala i jakość tego oddziaływania zależy od przekazywanych przez nie wartości oraz od jakości i wartości samych mediów. Dlatego postrzeganie mediów i całej przestrzeni komunikacji społecznej przez pryzmat wartości jest nie tylko naukowo badawczą powinnością, ale stanowi konieczność dla naprawy i poprawy jakości współczesnej mediosfery, szczególnie po to, by media nie przyczyniały się do hamowania rozwoju społeczności i szkodzenia integralnemu dobru człowieka. Jedną z ważnych wartości w mediach jest bezinteresowność. Szkoda, że ta wartość w przestrzeni mediów i komunikacji społecznej bywa coraz częściej ironizowana, marginalizowana czy wręcz z niej eliminowana. Brak poważnego traktowania bezinteresowności pozbawia świat mediów najbardziej ludzkiego wymiaru. Bezinteresowność bowiem odsłania w mediach coraz częściej zapoznawane postawy i działania, takie jak: wzajemne obdarowanie, szlachetne intencje i motywacje przekazu, powołanie i misję dziennikarską, priorytet dobra odbiorcy, nieinteresowną afirmację osób obecnych w mediosferze. Bez uwzględnienia człowieka zdolnego do bezinteresowności nie można w ogóle mówić o ludzkim charakterze procesów komunikacji społecznej. Współczesna komunikacja medialna funkcjonuje w różnego typu uwarunkowaniach społeczno-ekonomicznych, w których elementy komercji i ideologii stają się coraz bardziej jednym z głównych wyznaczników jej charakteru i jakości, czyniąc z mediów narzędzia interesownych: komercyjnych, politycznych i ideologicznych działań. Badawcza konfrontacja analiz bezinteresowności jako koniecznej wartości w mediach z analizą tendencji interesownych działań medialnych wydaje się być interesującą badawczo i poznawczo powinnością

Szczegółowy program konferencji jest TUTAJ.

Notki biograficzne uczestników dyskusji organizowanej przez CMWP SDP :

Paweł Bobołowicz TUTAJ.

Jacek Łęski TUTAJ.

Piotr Grochmalski TUTAJ.

Marcin Mamoń TUTAJ.

Jolanta Hajdasz TUTAJ.

Sprawa red. Piotra Filipczyka z portalu wPolityce.pl pozwanego z art. 212 kk. Relacja obserwatora CMWP SDP

Wydłuża się lista dziennikarzy pozwanych i oskarżonych przez Henryka Jezierskiego, właściciela wydawnictw motoryzacyjnych z Trójmiasta. Tym razem akt oskarżenia dotyczy Piotra Filipczyka, dziennikarza portalu wPolityce.pl. Sprawa jest objęta monitoringiem CMWP SDP,  jej obserwatorem jest red. Maria Giedz. 

Sprawa, a dokładnie prywatne oskarżenie, trafiła do Sądu Rejonowego w Gdyni II Wydziału Karnego. Jezierski twierdzi, że Filipczyk zarzucił mu współpracę z SB, publikując taką informację na portalu www.wpolityce.pl w dniu 29 stycznia 2019 r. w tekście zatytułowanym „Teczkowy skandal w Gdańsku? Sprawę zbada policja. Radni PiS dostali maile, że jeden z nich miał współpracować z SB”. Dlatego też domaga się od oskarżonego, podobnie jak w pozostałych kilkunastu oskarżeniach i pozwach (tylko na terenie Trójmiasta Henryk Jezierski oskarżył i pozwał ośmiu dziennikarzy, w tym jednego radnego, z którym przegrał prawomocnym wyrokiem), opublikowania wyroku (w założeniu ma być korzystny dla Jezierskiego) m.in. na jego prywatnym portalu przez co najmniej dwa miesiące, a następnie przeniesienia owego ogłoszenia do działu „Publicystyka” tegoż portalu na kolejne 12 miesięcy. Ponadto wnosi o wypłacenie mu „nawiązki” przez oskarżonego w wysokości 20 tys. zł. Sprawę prowadzi sędzia Joanna Biernacka. 28 kwietnia odbyła się druga już rozprawa, w której uczestniczył Henryk Jezierski, oskarżyciel prywatny oraz oskarżony Piotr Filipczyk, a także jego pełnomocnik mec. Robert Małecki. Podczas pierwszej, pojednawczej rozprawy prywatny oskarżyciel, czyli Henryk Jezierski nie wykazał zainteresowania mediacją, dlatego Sąd wyznaczył termin kolejnej rozprawy właśnie na kwiecień br.

Artykuł autorstwa Piotra Filipczyka wiąże się z konfliktem Henryka Jezierskiego z gdańskim radnym PiS Waldemarem Jaroszewiczem. Najbardziej kontrowersyjnym fragmentem artykułu autorstwa Filipczyka dotyczył maili rozesłanych do gdańskich radnych na temat rzekomej współpracy Jaroszewicza z komunistycznymi służbami. Filipczyk napisał: „Nadawcą wiadomości, która krąży także po redakcjach, był Henryk Jezierski, znany m.in. z antysemickich publikacji dziennikarz sam jakiś czas temu zdemaskowany jako tajny współpracownik SB. Jezierski miał grozić Jaroszewiczowi, że nagłośni sprawę, jeśli ten nie złoży mandatu. – Zgłosiłem już na policję próbę szantażu i oszczerstwo – mówi nam Jaroszewicz. I dodaje, że, aby rozwiać wszelkie wątpliwości, podda się autolustracji.”

Zwrot „zdemaskowany jako tajny współpracownik SB”, określający Jezierskiego okazał się niefortunny, mimo że artykuł ukazał się po publikacji książki Daniela Wicentego: „Weryfikacja gdańskich dziennikarzy w stanie wojennym”, wydanej przez IPN w Gdańsku w 2015 r. Na stronie 77 tego opracowania czytamy: „Henryk Jezierski – pracownik sekretariatu redakcji. Proponuje się pozostawić w zespole”. Do tego jest przypis nr 17: [Jezierski] „Zarejestrowany jako KTW (prawdopodobnie 27 IV 1988 r.), a następnie jako TW ps. „Jurek” przez Wydział III WUSW w Gdańsku (nr rej. 57968, nr arch. I-26134), wyrejestrowany 3 VII 1989 r. ze względu na „odmowę współpracy” (na podstawie wypisu z dziennika rejestracyjnego b. WUSW w Gdańsku; materiały nie zachowały się)”. Wszystkie materiały z tamtego okresu zostały zmikrofilmowane, a następnie w 2010 r. spalono je wraz z mikrofilmami, dlatego też w książce Wicentego brakuje wyraźnego potwierdzenia o współpracy Jezierskiego z SB.

Podczas rozprawy Filipczyk bronił swojej racji, powołując się na publikację dr Wicentego oraz wyemitowany materiał informacyjny w TVP3 Gdańsk. Uważał też, że sprawa jest przedawniona, gdyż artykuł napisał i opublikował w 2019 r. Jego pełnomocnik Robert Małecki wnosił o umorzenie postępowania. Natomiast Jezierski twierdził, że o artykule Filipczyka dowiedział się znacznie później i że miał trudności z ustaleniem tożsamości autora, gdyż tekst został podpisany jedynie inicjałami PF. Pomiędzy obu panami (oskarżycielem i oskarżonym) doszło do rozmowy czy rozmów telefonicznych – na ten temat pojawiła się rozbieżność zdań. Ponoć Jezierski powiedział, że jeśli artykuł zostanie zdjęty z portalu nie wystąpi na drogę sądową. Artykuł został usunięty, mimo to Jezierski dwa lata później złożył akt oskarżenia.

W trakcie procesu Henryk Jezierski w swojej wypowiedzi sporo czasu poświęcił postaci Waldemara Jaroszewicza, co nie było przedmiotem sprawy – podkreśliła to Sędzia Biernacka, przerywając wywód Jezierskiego. Spór pomiędzy Jezierskim, a Jaroszewiczem został zamknięty w ubiegłym roku prawomocnym wyrokiem na niekorzyść Jezierskiego.

Kolejny termin rozprawy Sąd wyznaczył na 21 lipca, na godz. 10.45.

oprac. Maria Giedz

CMWP SDP obejmuje monitoringiem sprawę red. Piotra Filipczyka z portalu wPolityce.pl pozwanego z art. 212 kk

W związku z prywatnym aktem oskarżenia z art. 212 § 2 k.k. wniesionym przez oskarżyciela prywatnego Henryka Jezierskiego przeciwko red. Piotrowi Filipczykowi, Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP zawiadamia o objęciu niniejszej sprawy monitoringiem pod kątem przestrzegania praw człowieka i obywatela w zakresie wolności słowa. Według oceny CMWP, w niniejszej sprawie zachodzi zagrożenie naruszenia praw obywatelskich red. Piotra Filipczyka.  Rozprawa toczy się przed Sądem Rejonowym w Gdyni. 

Henryk Jezierski, jako oskarżyciel prywatny w piśmie z dnia 23 lutego 2021 roku złożonym na wezwanie Sądu w ślad za  aktem oskarżenia zarzuca red. Piotrowi Filipczykowi, że w artykule prasowym opublikowanym  29 stycznia 2019 roku na portalu internetowym wPolityce.pl pt. „Teczkowy skandal w Gdańsku? Sprawę zbada policja. Radni PiS dostali maile, że jeden z nich miał współpracować z SB”  zniesławił oskarżyciela poprzez określenie go mianem „zdemaskowanego  tajnego współpracownika SB” oraz podał nieprawdę przy powołaniu się na źródło tej informacji  – publikację Instytutu Pamięci Narodowej, w której pracownik IPN  dr Daniel Wincenty  przedstawił oskarżyciela jako tajnego współpracownika  SB o pseudonimie „Jurek” oraz przypisał oskarżycielowi  wypowiedź, w której jakoby oskarżony  przyznał się do współpracy z komunistycznymi służbami.

Apel CMWP SDP o uniewinnienie dziennikarza skazanego z art. 212 kk

CMWP  apeluje o uniewinnienie redaktora Przemysława Jarasza z tygodnika „Głos Zabrza i Rudy Śląskiej”  w rozprawie apelacyjnej od wszystkich zarzucanych mu czynów oraz zwolnienie go z obowiązku ponoszenia jakichkolwiek kosztów procesu, jaki wytoczył przeciwko niemu pracownik Urzędu Miasta Zabrze i  miejscowy przedsiębiorca, z którym wspólnie prowadzi on firmę. Sprawa jest objęta monitoringiem CMWP SDP . Rozprawa apelacyjna ma się odbyć 26 kwietnia . CMWP SDP wysłało do Sądu opinię amicus curiae w obronie dziennikarza. 

Redaktor Przemysław Jarasz został oskarżony w procesie karnym z art. 212 § 1 i 2 k.k.  między innymi o to, że w artykułach opublikowanych na łamach tygodnika „Głos Zabrza i Rudy Śląskiej”  w dniach 7 lutego 2019 r. nr 6 (3121) p.t. „Konflikt interesów” oraz  14 marca 2019 r. nr 11 (3126) w artykule p.t. „Zarządca pod lupą” miał dokonać pomówienia oskarżyciela prywatnego Leszka Jarosa, jako urzędnika Urzędu Miasta Zabrze i jednocześnie  przedsiębiorcy prowadzącego działalność gospodarczą pod firmą JK Nieruchomości s.c. L. Jaros, J. Kosiński oraz dokonał pomówienia oskarżyciela prywatnego Jerzego Kosińskiego, jako przedsiębiorcy prowadzącego działalność gospodarczą pod firmą JK Nieruchomości s.c. L. Jaros, J. Kosiński.  W obu artykułach dziennikarz ujawnił kontrowersyjne fakty dotyczące działalności obu mężczyzn. Jerzy Kosiński to bowiem były pracownik gminnej spółki ZBK, który aktualnie prowadzi wspólnie z urzędnikiem miejskim Leszkiem Jarosem firmę JK Nieruchomości.  Przyczyną procesu sądowego stał się m.in. opisany w artykułach zarzut zajmowania się działalnością konkurencyjną w stosunku do działalności gospodarczej miasta Zabrze (chodzi o zarządzanie wspólnotami mieszkaniowymi).

W zasadniczej części oskarżenia Sąd I Instancji uniewinnił oskarżonego od zarzuconych mu czynów tj. pomówienia w/w osób w artykule p.t. „Zarządca pod lupą”. Z niezrozumiałych jednak powodów Sąd Rejonowy w Zabrzu wykazał się niekonsekwencją i warunkowo umorzył na okres próby 1 (jednego) roku postępowanie karne przeciwko Przemysławowi Jaraszowi o czyny z art. 212 § 1 i 2 k.k., szczegółowo opisane w punktach 1 i 3 wyroku (pomówienie na podstawie artykułu pt. „Konflikt interesów”). Zdumienie jednak budzi to, iż mimo uniewinnienia od zarzutu pomówienia w/w osób, a częściowo – warunkowego umorzenia postępowania, Sąd I instancji zobowiązał oskarżonego do zapłaty na rzecz oskarżycieli prywatnych zadośćuczynienia w kwotach po 4.000,00 zł., co w sumie daje bardzo wysoką dla każdego dziennikarza lokalnego kwotę 8.000,00 zł. Ponadto Sąd I instancji zobowiązał oskarżonego do przeproszenia oskarżycieli prywatnych poprzez umieszczenia na pierwszej stronie „Głosu Zabrza i Rudy Śląskiej” przeprosin o określonej w wyroku treści. Ponadto Sąd zasądził od oskarżonego solidarnie na rzecz oskarżycieli prywatnych koszty procesu w kwocie 300,00 zł oraz kwoty po 1.092,00 zł tytułem ustanowienia w sprawie pełnomocnika pomimo iż tenże pełnomocnik nie wnosił o zasądzenie kosztów.

Łącznie więc mimo – podkreślamy uniewinnienia i częściowo warunkowego umorzenia postępowania co do głównych zarzutów oskarżenia  redaktor Przemysław Jarasz ma ponieść karę finansową w wysokości ponad 10.000,00 zł oraz przepraszać na łamach swojej gazety za zniesławienie, którego – jak przyznał Sąd – przecież nie popełnił.  Z powyższym wyrokiem nie sposób się zgodzić, dlatego CMWP SDP wyraża stanowczą opinię iż wyrok ten powinien zostać zmieniony  w zaskarżonej części tj. w pkt 1,3,5,6,7,8 poprzez uniewinnienie oskarżonego Przemysława Jarasza od wszystkich zarzucanych mu czynów oraz zwolnienie go z obowiązku ponoszenia jakichkolwiek kosztów tego procesu.

W ocenie CMWP SDP  Sąd I instancji dopuścił się naruszenia fundamentalnej zasady procesu karnego, jaką jest zasada domniemania niewinności i rozstrzygania wątpliwości na korzyść oskarżonego. W sprawie nie zgromadzono bowiem dowodów winy oskarżonego. Wszystkie natomiast występujące w sprawie wątpliwości, rozstrzygnięto na jego niekorzyść. Sąd I instancji (na str. 8 wyroku) wskazał, że artykuł prezentuje twierdzenia, które obiektywnie należy uznać za prawdziwe. Mimo to, na tej samej stronie Sąd stwierdza, że artykuł oparto na informacjach nierzetelnych. Powyższe w oczywisty sposób uchybia zasadom logiki. Jeżeli bowiem twierdzenia były prawdziwe, to nie mogły być nierzetelne. Tymczasem Sąd uznał, że artykuł choć prawdziwy, był pejoratywny, z czym nie sposób się zgodzić. Abstrahując jednak od kwestii wrażeń, jakie artykuł mógłby wywoływać, należy wskazać że tego rodzaju ocena, w kontekście konstatacji Sądu, że oskarżony napisał prawdę – była całkowicie nieuprawniona, co potwierdza doktryna i orzecznictwo. Należy w tym miejscu zwrócić uwagę, iż w przypadku stwierdzenia prawdziwości tez zawartych w artykułach prasowych, sąd zobowiązany był uniewinnić oskarżonego. Rozważanie Sądu na temat tego, czy wydźwięk artykułu był pejoratywny, czy nie, w ogóle nie powinny mieć miejsca w postępowaniu karnym bowiem celem tego postępowania jest stwierdzenie, czy oskarżony popełnił zarzucane mu czyny przestępne, a nie zajmowanie się sferą dóbr osobistych oskarżycieli prywatnych, co należy do materii cywilnoprawnej. Gdyby przyjąć tok rozumowania Sądu Rejonowego, krytyka dziennikarska byłaby w zasadzie pozbawiona ochrony prawnej.

Powyższe fakty mają niebagatelne znaczenie, ponieważ analizowanie kwestii związanych z działalnością oskarżycieli należy do ustawowych zadań prasy. Działania osoby publicznej w tym osoby realizującej zadania na rzecz urzędów administracji publicznej powinny być w pełni transparentne, jako że mają służyć należytemu funkcjonowaniu organów administracyjnych.  Z założenia budzą więc zainteresowanie lokalnej społeczności, którą informują i której opinię wyrażają m. in. dziennikarze. Wyjaśnianie czytelnikom tego rodzaju zagadnień leży w interesie społecznym, bowiem jest jednym z warunków prawidłowego funkcjonowania demokratycznego społeczeństwa. Dodać należy, że opisane przez dziennikarza fakty mogły wzbudzić poważne wątpliwości w zasadzie u każdego przeciętnego odbiorcy. Oczekiwanie od opinii publicznej (czyli dziennikarza, który ją reprezentuje) braku zainteresowania tym tematem stanowiłoby przejaw niezrozumienia społecznej funkcji prasy. Z utrwalonego orzecznictwa sądowego wynika, że choć dowód prawdy opublikowanych twierdzeń jest dowodem najmocniejszym , to jednak dziennikarz nie jest obowiązany do przeprowadzenia takiego dowodu, a jedynie do wykazania, iż dochował wymogów wynikających z przepisów ustawy – Prawo prasowe, tj. działał z zachowaniem szczególnej staranności i rzetelności oraz z uwzględnieniem zasad dziennikarskiej etyki zawodowej. Rzutuje też na odpowiedzialność karną, gdyż ma to wpływ na kwestię winy, która w prawie karnym jest ujmowana w sposób znacznie węższy niż na gruncie prawa cywilnego. Nawet jednak mimo to stwierdzić należy, że oskarżony dziennikarz wykazał prawdziwość zarzutów, które wysunął wobec oskarżycieli prywatnych, bowiem z uzasadnienia wyroku wynika, że świadkowie zarzuty te potwierdzili. Jednak Sąd Rejonowy zeznania tych świadków pominął.

Podsumowując, oskarżyciel piastując ważne stanowisko podlegające urzędowi miejskiemu powinien liczyć się także z negatywnymi ocenami swojej osoby i działalności. Od osoby pełniącej taką funkcję opinia społeczna może oczekiwać jednoznacznej postawy etycznej. Ocena postępowania oskarżycieli prywatnych wykracza poza ramy niniejszej opinii, niemniej, skoro pojawiły się wątpliwości ich dotyczące, do zadań dziennikarzy należy wyświetlanie tego rodzaju spraw i przedstawianie opinii publicznej swojego stanowiska. Od takich osób opinia publiczna reprezentowana przez prasę ma bowiem prawo wymagać znacznie więcej, niż od przeciętnego obywatela. Jeżeli postępowanie oskarżycieli prywatnych budzi wątpliwości i nie jest dla społeczności lokalnej transparentne (abstrahując w ttym miejscu od trafności takich przypuszczeń lub ocen), we własnym interesie powinni dążyć do wyjaśnienia sytuacji. Oczekiwanie, by prasa nie poruszała tematów kontrowersyjnych tylko dlatego, żeby nie narazić się na zarzut „pejoratywności” wypowiedzi, byłoby mylne i kłóciło się z utrwalonymi w Europie standardami wolności słowa. A w tym przypadku świadkowie wielokrotnie potwierdzili w swoich zeznaniach wersję faktów przedstawioną przez oskarżonego dziennikarza.

CMWP SDP zwraca uwagę, iż zgodnie z art. 10 ust. 1 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka „Każdy ma prawo do wolności wyrażania opinii. Prawo to obejmuje wolność posiadania poglądów oraz otrzymywania i przekazywania informacji i idei bez ingerencji władz publicznych i bez względu na granice państwowe”. Artykuł 19 Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka stanowi, że „Każdy człowiek ma prawo wolności opinii i wyrażania jej; prawo to obejmuje swobodę posiadania niezależnej opinii, poszukiwania, otrzymywania i rozpowszechniania informacji i poglądów wszelkimi środkami, bez względu na granice.” Natomiast w myśl artykułu 19 ust. 2 Międzynarodowego Paktu Praw Obywatelskich i Politycznych: „Każdy człowiek ma prawo do swobodnego wyrażania opinii; prawo to obejmuje swobodę poszukiwania, otrzymywania i rozpowszechniania wszelkich informacji i poglądów, bez względu na granice państwowe, ustnie, pismem lub drukiem, w postaci dzieła sztuki  bądź w jakikolwiek inny sposób według własnego wyboru.” Zgodnie z art. 54 ust. 1 Konstytucji RP, każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji. Jak wskazał Sąd Najwyższy w wyroku z dnia 3 września 2009 r. (I CSK 44/09 publ. LEX nr 1211186): „Wprawdzie ochrona czci człowieka znajduje normatywną podstawę w art. 47 Konstytucji RP, art. 23 k.c., jak też w odpowiednich normach prawa karnego, jednak nie stanowi wartości absolutnej. Jednym z determinantów granic ochrony będzie wolność wypowiedzi, mająca umocowanie w art. 54 Konstytucji RP jak też art. 10 Konwencji o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności.” Natomiast we wcześniejszym postanowieniu z dnia 28 sierpnia 2003 r. (III KK 246/03 – OSNwSK 2003/1/1845) Sąd Najwyższy wskazał, że „zakres wolności słowa w sferze życia publicznego musi być szerszy niż w sferze prywatnej, zaś osoby uczestniczące w życiu publicznym muszą liczyć się z krytyką, gdyż świadomie i w sposób nieunikniony wystawiają swe słowa i działania na reakcje społeczeństwa. Krytyka jako wkład w formę debaty publicznej a zarazem kontrola osób sprawujących stanowiska publiczne jest niezbędna w demokratycznym państwie prawa”. Również zgodnie z ugruntowanymi poglądami doktryny prawniczej, granice dopuszczalnej krytyki są szersze w stosunku do polityków i innych osób publicznych niż wobec osób prywatnych: „Osoby te świadomie i w sposób nieunikniony wystawiają się na ostrą kontrolę i reakcję na każde wypowiedziane słowo” (Marek A. Nowicki, [w:] Wokół Konwencji Europejskiej. Komentarz do Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, wyd. VII, publ. 2017 oraz cytowane tam orzecznictwo). „(…) od dziennikarza nie można w zasadzie wymagać odroczenia publikacji informacji w kwestiach ogólnego interesu bez poważnych, nieodpartych racji, które by za tym przemawiały. Podobnie nie można pogodzić z rolą mediów informowania o faktach albo opiniach i ideach, które są w danym momencie aktualne, ogólnego wymagania, aby dziennikarze dystansowali się systematycznie i formalnie od przytaczanych przez nich treści mogących obrażać i prowokować osoby trzecie lub oznaczać zamach na ich honor” (Marek A. Nowicki, ibidem).

W tym kontekście akt oskarżenia wniesiony przeciwko red. Przemysławowi Jaraszowi można zakwalifikować jako tzw. SLAPP (strategic lawsuit against public participation), tzn. akcję procesową formalnie legalną, ale zmierzającą do faktycznego ograniczenia wolności słowa poprzez zniechęcenie oskarżonego dziennikarza do podejmowania krytyki oskarżycieli prywatnych. Tego rodzaju działania nie służą założonym przez ustawodawcę celom postępowania karnego, gdyż powodują tłumienie krytyki, która stanowi niezbędny element społeczeństwa obywatelskiego. Ostateczna ocena w/w aspektu sprawy należy do Sądu. Niemniej, należy wskazać, że ewentualne skazanie red. Przemysława Jarasza spowodowałoby tzw. efekt mrożący, co byłoby nie do pogodzenia z funkcjami, jakie w państwie prawa powinna pełnić prasa. Przyczyniłoby si również do niszczenia wolnej debaty, godząc w jeden z fundamentów porządku prawnego Rzeczypospolitej Polskiej, jakim jest wolność słowa.

dr Jolanta Hajdasz, dyrektor CMWP SDP

Warszawa, 21 kwietnia 2022 r.

Prezydent nie ułaskawił red. Sławomira Matusza skazanego z art. 212 kk

Prezydent Rzeczpospolitej Polskiej postanowił nie zastosować prawa łaski w stosunku do dziennikarza i poety Sławomira Matusza, skazanego wyrokiem Sadu Rejonowego w Sosnowcu z dnia 9 kwietnia 2019 roku na karę łączną grzywny w wysokości 70 stawek dziennych po 40 zł .  Decyzja została podjęta 14 marca b.r. , do CMWP SDP dotarła dopiero teraz.  Centrum wielokrotnie stawało w obronie red. Sławomira Matusza poprzez publikację oświadczeń i stanowisk oraz organizacje konferencji , w czasie których przedstawiano jego sprawę. 

Grzywna jest konsekwencją skazania Sławomira Matusza z art. 212 kk. Za niezapłacenie tej grzywny Sąd Rejonowy w Sosnowcu  na posiedzeniu  27 lipca ub. roku nie zarządził wykonania wyroku więzienia dla red. Sławomira Matusza, tylko zawiesił je bezterminowo. Jednocześnie Sąd zarządził, iż red. Matusz będzie podlegał systematycznym badaniom zdrowotnym, by stwierdzić, czy jest w stanie odbyć tę karę.  W lipcu ub. roku  skazany red. Matusz przedstawił zaświadczenie lekarskie, iż nie jest w stanie odbyć  kary więzienia. Redaktorowi Matuszowi grozi kara bezwzględnego więzienia, ponieważ nie stać go było na zapłacenie zasądzonej prawomocnie kary (5 tysięcy zł), a stan zdrowia nie pozwalał mu na odbycie zastępczych prac społecznych.   CMWP SDP wspierało dziennikarza w tym procesie, apelując do Sądu o powstrzymanie wykonywania tak drastycznej kary za publikacje opinii oraz poprzez apel do Prezydenta RP o jego ułaskawienie. Stosowne pismo do Kancelarii Prezydenta RP w tej sprawie zostało wysłane w kwietniu 2021 r.  CMWP SDP objęło tę sprawę monitoringiem, jej obserwatorem  była red. Halina Żwirska. Obrony red. Sławomira Matusza, we współpracy z CMWP SDP, podjął się  mec.  Paweł Matyja.

Pan Sławomir Matusz procesował się z władzami i instytucjami samorządowymi Sosnowca od 2016 roku. Sprawy przed Sądem Rejonowym w Sosnowcu toczyły się w trybie karnym o zniesławienie (art. 212 kk), których p. Matusz rzekomo dopuszczał się w pismach oraz w mailach kierowanych wyłącznie do tych instytucji i ich przedstawicieli. W inkryminowanych pismach i mailach p. Matusz zwracał uwagę na nieprawidłowości w działaniach instytucji, do których pisał. Przykładowo zarzucał wady prawne statutów instytucji kultury w Sosnowcu. Mimo, że Wojewódzki Sąd Administracyjny wydał 5 wyroków, w których potwierdził błędy w ww. statutach, przyznając tym samym rację p. Matuszowi, wyrok dla p. Matusza został utrzymany. W 2018 r. Centrum Monitoringu Wolności Prasy przy SDP pisało: W związku z postępowaniem karnym w sprawie Sławomira Matusza z Sosnowca osk. z art. 212 § 1 k.k. w zw. z art. 191 § 1 kk oraz zapadłym wyrokiem nakazowym, Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP, działając w niniejszej sprawie jako amicus curiae, protestuje przeciwko zarzutom oskarżenia i wnosi o uniewinnienie wyżej wymienionego. Zapadłe orzeczenie (nieprawomocne) spotkało się z oburzeniem opinii publicznej, szczególnie w środowisku dziennikarskim i artystycznym, bo to właśnie ono (a nie działania samego oskarżonego) najmocniej przyczyniło się do upublicznienia okoliczności sprawy, co m.in. miało naruszyć dobra osobiste urzędników i pracowników instytucji kultury.

Redaktorowi Sławomirowi Matuszowi zarzucono zniesławienie urzędników samorządowych, jak również stosowanie groźby bezprawnej w celu zmuszenia do określonego działania i skazano wyrokiem nakazowym .  Tymczasem Sławomir Matusz zarzucał w mailach występowanie nieprawidłowości w instytucjach podlegających organom samorządu terytorialnego. Tego rodzaju działania leżą w interesie społecznym, do Sądu należy zatem zweryfikowanie zasadności argumentacji oskarżonego, jako społecznika zainteresowanego w prawidłowym działaniu jednostek organizacyjnych finansowanych ze środków publicznych. Wg jego twierdzeń, we wrześniu 2017r. prokuratura wszczęła na podstawie jego zawiadomienia dochodzenie w sprawie korupcji w sosnowieckich instytucjach kultury. Jest to istotna okoliczność, która bezwzględnie powinna była zostać zbadana przez Sąd (a nie została), podobnie jak inne kwestie podnoszone przez p. S. Matusza. Sądowi wydającemu wyrok nakazowy umknęły również inne okoliczności stanu faktycznego, jak choćby to, że p. S. Matusz nie przekazał wysłanych przezeń wiadomości e-mailowych szerokiej opinii publicznej, ale skierował je bezpośrednio do osób których dotyczyły, w tym do organów nadzorczych. Ma to szczególne znaczenie w kontekście ustawowego kontratypu – wyłączenia odpowiedzialności karnej za zniesławienie w przypadku podniesienia prawdziwego zarzutu dotyczącego postępowania osoby pełniącej funkcję publiczną lub służącego obronie społecznie uzasadnionego interesu (art. 213 § 2 kk).  Ponadto, co pisaliśmy w wysyłanych do Sądów stanowiskach CMWP  w niniejszej sprawie Pan Sławomir Matusz nie miał wystarczającej opieki prawnej, nie stać go było na opłacenie usługi adwokata. Z pewnością skutkiem tego stanu rzeczy jest niedotrzymanie przez niego terminów procesowych. Z całą pewnością jednak nie zasługuje ani na tę zasądzoną tak wysoką karę grzywny, ani (w konsekwencji jej niezapłacenia) – na karę bezwzględnego pozbawienia wolności  .  CMWP SDP podkreślało także, iż  obserwuje działania i postawę  red. Sławomira Matusza jako zaangażowanego dziennikarza, twórcę i społecznika od co najmniej 4 lat i dlatego CMWP SDP zwróciło się do Prezydenta RP z prośbą o ułaskawienie red.  Sławomira Matusza od ciążących na nim  orzeczeń karnych, w tym szczególnie od ciążącego na nim wyroku karnego z art. 212 kk.

Poczułem się oszukany i zdradzony, wydany na łaskę zdeprawowanej, zdemoralizowanej kasty sędziów i ubeckich konfidentów, bo wczoraj otrzymałem pismo z Sądu Rejonowego w Sosnowcu, wyciąg z Postanowienia z 14 marca 2022 (nr PO.117.9.2022) Prezydenta RP o tym, że Prezydent postanowił nie zastosować wobec mnie prawa łaski, co oznacza, że kara 70 stawek dziennych grzywny jaką Sąd Rejonowy skazał mnie wyrokiem z 9 kwietnia 2019 (sygn. 1153/17) jest utrzymana i Prezydent uznaje ją za słuszną i sprawiedliwą – czytamy  w liście Sławomira Matusza , jaki wysłał do Prezydenta RP 10 kwietnia b.r. w odpowiedzi na decyzję Prezydenta. Publikujemy je za zgodą Autora.

List Sławomira Matusza do Prezydenta RP TUTAJ.

Więcej na temat stanowisk CMWP SDP w sprawie Sławomira Matusza TUTAJ.

Inne informacje na temat sprawy i twórczości  Sławomira Matusza:

Biogram na stronach Instytutu Literatury,

Apel Prof. Andrzeja Nowaka,

W programie Ewy Stankiewicz (1),                                             

W programie Ewy Stankiewicz (2),

W programie „Alarm” w TVP 1,

Poemat pamięci Ofiar Smoleńsku i Katyniu

Matusz dla Ukrainy – na ukraińskich stronach,

O rzeczach strasznych i zakazanych,

W Kurierze Wnet o Ukrainie,

Strona autorska S. Matusza,                                    

Pożegnanie z wolnością” – film P. Bogocza,

Wojciech Biedroń uniewinniony od zarzutu zniesławienia Fundacji Otwarty Dialog

Wojciech Biedroń, dziennikarz portalu wPolityce.pl został uniewinniony przez Sąd Rejonowy dla Warszawy Pragi Północ od zarzutu zniesławienia Ludmiły Kozłowskiej, Bartosza Kramka i Fundacji Otwarty Dialog. Jak poinformowało wpolityce.pl liczący setki stron akt oskarżenia nie uzasadnił, zdaniem sądu tego, że dziennikarz popełnił przestępstwo z art. 212 kk .  W uzasadnieniu decyzji sąd podkreślił znaczenie zapisów w konstytucji dotyczących ochrony wolności słowa.

Wojciech Biedroń , jak i kilku innych dziennikarzy został oskarżony o zniesławienie  Akt oskarżenia dotyczył kilkunastu materiałów, w których dziennikarz  opisywał działania  Fundacji Otwarty Dialog oraz jej przedstawicieli w przestrzeni publicznej, w tym problemy Bartosza Kramka z wymiarem sprawiedliwości. Jest on podejrzany o pranie brudnych pieniędzy i poświadczenie nieprawdy. Zdaniem sędziego, Wojciech Biedroń, nie popełnił przestępstwa, a wszystkie materiały przygotowane przez dziennikarza znajdują odzwierciedlenie w faktach. Uznał też, że skoro Fundacja Otwarty Dialog prowadzi działalność publiczną, to musi być gotowa na krytykę, nawet tę bardzo ostrą. Sędzia zwrócił też uwagę, że konstytucyjne prawo do wolności słowa oraz linia orzecznicza Europejskiego Trybunału Praw Człowieka mają tu najważniejsze znaczenie, choć, w artykułach Biedronia nie doszukał się znamion czynu zabronionego. W swoim uzasadnieniu sąd podniósł, że nie ma znaczenia po której stronie sporu politycznego stoją strony postępowania. Sąd zwrócił też uwagę, że oskarżycielami prywatnymi były osoby, które biorą udział w życiu publicznym, a zatem status tych osób jest taki, że muszą brać pod uwagę, iż mogą być przedmiotem analizy mediów: ich zachowania, finansowanie i w jakim zakresie się wypowiadają

Szczegółowa relacja z ogłoszenia wyroku TUTAJ.

Fundacja Otwarty Dialog domagała się od red. Wojciecha Biedronia przeprosin i blisko 200 tys. zł. tzw. nawiązki. W 2019 r.  fundacja złożyła 20 pozwów o ochronę dóbr osobistych przeciwko m.in. Telewizji Polskiej, Polskiemu Radiu, Fratrii (wydawcy „Sieci” i wPolityce.pl), politykom oraz prywatne akty oskarżenia przeciwko kilku prawicowym dziennikarzom, m.in. Wojciechowi Biedroniowi, Markowi Pyzie, Marcinowi Wikło i Tomaszowi Sakiewiczowi.  Wg informacji portalu wirtualnemedia.pl łącznie  fundacja żąda od pozwanych  kwotę 1,695 mln zł.

Wyrok jest nieprawomocny.  Sprawa była objęta monitoringiem CMWP SDP, które w przeszłości zwracało uwagę na wyjątkowo kontrowersyjne działania tej fundacji. Czytaj TUTAJ.

Nie ma zgody na odtajnienie. Rozprawa z art. 212 z powództwa marszałka Senatu przeciwko red. Tomaszowi Sakiewiczowi

Tomasz Grodzki, marszałek Senatu  stawił się wczoraj  (7 kwietnia br.) w Sądzie Rejonowym Warszawa Wola, gdzie jako strona pozywająca miał być przesłuchany  w procesie , jaki wytoczył red. Tomaszowi Sakiewiczowi w związku z publikacjami na temat afery korupcyjnej w szpitalu w Szczecinie z czasów, gdy polityk nim kierował.  Red. Tomasz Sakiewicz został oskarżony z art. 212 kk z powództwa prywatnego Tomasza Grodzkiego, który nie zgadza się na odtajnienie procesu. W związku z tym nie możemy napisać, czy i  co zeznał marszałek Tomasz Grodzki w tym procesie, ani nie możemy relacjonować tego, co dzieje się na sali rozpraw, mimo iż sprawa objęta jest monitoringiem CMWP SDP.  Kolejna wyznaczona została na 7 czerwca . 

Jak napisała Gazeta Polska Codziennie,  redaktor Tomasz Sakiewicz po raz kolejny zaapelował wczoraj o odtajnienie rozprawy.  Apeluję o odtajnienie tej rozprawy, bo to są niezwykle ważne rzeczy. Skoro marszałek Grodzki, jak twierdzi, jest niewinny i nigdy nie brał żadnych łapówek, pierwszy powinien chcieć pokazać, że nie ma nic do ukrycia w tej sprawie. Zupełnie nie rozumiem tego zachowania – stwierdził. – Tak samo apeluję do niego o zgodę na uchylenie immunitetu, bo przecież jako człowiek niewinny bez trudu wykaże, że te 200 osób, które zeznawało w prokuraturze, się pomyliło – dodał w rozmowie z „Gazetą Polską Codziennie”.

Marszałek Senatu oskarża redaktora naczelnego „Gazety Polskiej” o pomówienie i narażanie na utratę zaufania społecznego poprzez publikowanie na swoim profilu Twitter, a także w mediach Strefy Wolnego Słowa wypowiedzi rzekomo kłamliwych i krzywdzących dla Tomasza Grodzkiego. Redaktor Tomasz Sakiewicz wielokrotnie odnosił się bowiem do głośnej afery korupcyjnej z udziałem Tomasza Grodzkiego – który jako ordynator i dyrektor Oddziału Klinicznego Chirurgii Klatki Piersiowej szpitala w Szczecinie-Zdunowie miał (jak twierdzi Prokuratura) od swoich pacjentów i ich rodzin przyjmować pieniądze za świadczone tam usługi  nazywając go m. in. zwykłym łapówkarzem. Marszałek Senatu zaprzecza  zarzutom dotyczącym czerpania nielegalnych korzyści majątkowych. 22 marca 2021 r. do Senatu trafił  wniosek  Prokuratury Regionalnej w Szczecinie o uchylenie immunitetu Marszałka Grodzkiego, który  do tej pory nie został przez niego poddany głosowaniu senatorów. Wg  prokuratury Tomasz Grodzki w latach 2006-12 jako ordynator i dyrektor Oddziału Klinicznego Chirurgii Klatki Piersiowej szpitala w Szczecinie-Zdunowie brał pieniądze od pacjentów, których miał operować. Prokuratura zamierza postawić Tomaszowi Grodzkiemu cztery zarzuty przyjęcia korzyści majątkowych  – w latach 2006, 2009 i 2012 roku. Zarzuty te zostały postawione na podstawie zeznań około 200 świadków, którzy mówili o korupcyjnym procederze polityka. Część z tych zeznań ze względu na upływ czasu przedawniła się i nie może mieć  charakteru procesowego.  W marcu b.r. senatorowie Prawa i Sprawiedliwości złożyli wniosek o odwołanie polityka z funkcji marszałka Senatu. Jest to reakcja na skandaliczne słowa polityka, który zarzucił Polsce finansowane zbrodniczych działań Rosji.  Wszystko wskazuje na to, że wniosek ten będzie rozpatrywany na posiedzeniu zaplanowanym na 12−13 kwietnia.

Redaktor Tomasz Sakiewicz został oskarżony przez  Marszałka Senatu Tomasza Grodzkiego o to, iż  6 stycznia 2020 r. za pośrednictwem portalu społecznościowego Twitter miał go pomówić  o postępowanie i właściwości, które mogły go poniżyć w opinii publicznej i narazić na utratę zaufania niezbędnego dla Marszałka Senatu RP. Chodzi o wpis: Platforma już głupiej nie potrafi bronić Grodzkiego niż twierdzić, iż ktoś przekupuje świadków. Są ich dziesiątki, o łapówkach wiedziały setki osób. A Grodzki jeszcze będzie miał sprawę o fałszywe zawiadomienie. Druga wypowiedź, która stała się przyczyną niniejszego pozwu to  wypowiedź red. Tomasza Sakiewicza w programie TV Republika 10 stycznia 2020 r.:  Kiedy ktoś, kto jest po prostu zwykłym łapówkarzem porównuje siebie, a ponosi konsekwencje ohydnej, po prostu ohydnej działalności, no to tylko poziom tej ohydy rośnie. Nic więcej nie da się w tej sprawie powiedzieć, to po prostu obrzydliwy facet. 

Sprawa zaczęła się od wpisu na Facebooku prof. Agnieszki Popieli, pracownika naukowego Uniwersytetu Szczecińskiego , która w listopadzie 2019 r. napisała na swoim profilu:  Masakra. Pan profesor Grodzki kandydatem na Marszałka Senatu. Jak moja Mama umierała, to trzeba było dać 500 dolarów za operację. Podobno na czasopisma medyczne. Faktury ani rachunku nie dostałam. Nigdy tego nie zapomnę. Sprawę opisały media , m.in. Radio Szczecin i  tygodnik Gazeta Polska. CMWP SDP  broniło prof. Agnieszkę Popielę publicznie , po tym gdy za w/w wpis zostało wszczęte przeciwko niej postępowanie dyscyplinarne na Uniwersytecie Szczecińskim. (Czytaj TUTAJ).

Prokuratura zamierza postawić Tomaszowi Grodzkiemu cztery zarzuty przyjęcia korzyści majątkowych  – w latach 2006, 2009 i 2012 roku. Jak wynika z ustaleń śledztwa, korzyści majątkowe w postaci pieniędzy w złotówkach i dolarach – w wysokości od 1500 do 7000 zł – lekarz przyjmował w kopertach. W zamian zobowiązywał się do osobistego przeprowadzenia operacji lub ich szybkiego wykonania, a także do zapewnienia dobrej opieki lekarskiej.W toku postępowania przygotowawczego ustalono, że w marcu 2012 r. Tomasz Grodzki przyjął 7 000 zł od żony starszego mężczyzny chorującego na nowotwór za osobiste przeprowadzenie operacji. We wrześniu 2009 r. Tomasz Grodzki zażądał od pacjenta za przyspieszenie operacji kwoty 10 000 zł. Pacjent przed operacją przekazał lekarzowi 3 000 złotych i 500 dolarów. Do zapłaty pozostałej części nie doszło, ponieważ po operacji u pacjenta wystąpiły komplikacje zdrowotne i lekarz nie upomniał się o drugą transzę pieniędzy. Z materiału dowodowego wynika również, że w marcu 2009 r. Tomasz Grodzki przyjmując innego pacjenta w prywatnym gabinecie miał poinformować go, że może osobiście operować w publicznym szpitalu w zamian za korzyść majątkową. Podczas kolejnej wizyty pacjent przekazał lekarzowi kopertę z 2000 zł w zamian za osobiste przeprowadzenie zabiegu operacyjnego przez Tomasza Grodzkiego. Miał on też przyjąć w maju 2006 roku korzyść majątkową w wysokości 1500 zł od syna jednego z pacjentów w zamian za zapewnienie mu dobrej opieki.

Z zeznań świadków wynika, że na oddziale szpitalnym wiedza o tym, że doktor Grodzki przyjmuje łapówki była powszechna. Panowało również przekonanie, że uiszczenie łapówki jest konieczne, aby pacjent był dobrze leczony. W toku postępowania prokuratura przesłuchała 15 świadków spośród pacjentów hospitalizowanych na oddziale kierowanym przez Tomasza Grodzkiego oraz członków ich rodzin, według których lekarz przyjmował od nich korzyści majątkowe także przed 2006 rokiem. Przestępstwa te uległy przedawnieniu, ale zeznania są ważnym dowodem dla oceny wiarygodności świadków, którzy zeznawali na okoliczność zdarzeń objętych zarzutami.
Komunikat Prokuratury TUTAJ.
Senat RP do tej pory nie zajął się sprawą uchylenia immunitetu Marszałka Tomasza Grodzkiego.

Zapowiedź zakończenia „procesu ochroniarzy” w sprawie dotyczącej zabójstwa red. Jarosława Ziętary

Zbliża się zakończenie „procesu ochroniarzy”  w sprawie dotyczącej zabójstwa redaktora Jarosława Ziętary. Na rozprawie 13 maja ma zostać zamknięty przewód sądowy,  a strony zostały poproszone o przygotowanie na tę rozprawę mów końcowych.  Sławomir Szymański, sędzia sprawozdawca w tym procesie, zapowiedział także,  że być może uda się wówczas ogłosić wyrok w tej sprawie.

 28 marca br. w poznańskim Sądzie Okręgowym odbyła się prawdopodobnie jedna z ostatnich rozpraw w procesie, w którym oskarża się Mirosława R. pseudonim Ryba oraz Dariusza L. pseudonim Lala o  uprowadzenie, pozbawienie wolności i pomocnictwo w zabójstwie dziennikarza Gazety Poznańskiej Jarosława Ziętary. Oskarżeni to byli ochroniarze nieistniejącego już holdingu Elektromis. Obaj mężczyźni nie przyznają się do winy.  Proces trwa czwarty rok.  Od  początku czyli od 2019 r. jest objęty obserwacją Centrum Monitoringu Wolności Prasy Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, w imieniu którego w rozprawach uczestniczy red. Aleksandra Tabaczyńska.

Tego dnia przed sądem zeznawało dwóch świadków. Pierwszy to odbywający karę pozbawienia wolności, 66 letni świadek incognito. Wypowiedź mężczyzny słyszana była za pośrednictwem telefonu, a głos był zniekształcony przez modulator. Przesłuchanie odbyło się bez wizji. Świadek stwierdził, że o Jarosławie Ziętarze wiedzę pozyskał od Aleksandra Gawronika w latach 2003 do 2005.

— Byłego senatora poznałem w areszcie śledczym w Katowicach. Razem chodziliśmy na spacery, dużo rozmawialiśmy. Sens jego wypowiedzi był taki, że to on zlecił porwanie dziennikarza. Porwania miał dokonać Mirosław R., ochroniarz z Elektromisu.

Według świadka, właściciel pierwszych kantorów w Polsce, twierdził, że bez jego wiedzy żadne interesy w Poznaniu nie mogły się odbywać. Jednak więźniowie uważali go za konfabulanta, który się przechwalał, że wszystko miał i wszystko wie. Zdarzało się też, że udowadniano Gawronikowi, iż w danym czasie nie mógł mieć konkretnej marki samochodu, bo jej jeszcze nie było na rynku.  Świadek mówił nie tylko o zbrodni na Ziętarze, ale także o zagadkowym zgonie trzeciego ochroniarza z Elektromisu Romana K. o pseudonimie Kapela, który również miał brać udział w porwaniu dziennikarza. Opowiedział także o okolicznościach kupna domu przez oskarżonego Rybę. Jako druga zeznawała wdowa po dziennikarzu Zbigniewie Szymańskim, który podpisywał się pseudonimem „Żuk”. 88 letnia kobieta stwierdziła, że nie pamięta szczegółów sprawy zniknięcia Jarosława Ziętary, wcześniejsze zdarzenia też już zatarł czas, a wszystkie dokumenty, które zostały po zmarłym mężu spaliła i nie ma już do czego sięgnąć.  

Na zakończenie rozprawy o głos poprosił oskarżony Mirosław R., który stwierdził, że  wszystko co mówił świadek incognito jest nieprawdą. Domyślam się kto to jest. To były policjant, teraz kryminalista i zakała policji. Nigdy nie rozmawiałem z Gawronikiem i nie znam go osobiście do dziś. Dom, o którym była mowa w zeznaniach zakupiłem sprzedając mieszkanie własnościowe i mercedesa.

Na koniec tej rozprawy sąd zapowiedział, że proces oskarżonych „Lali” i „Ryby” zmierza ku końcowi. Kolejna rozprawa zaplanowana jest na 13 maja, wówczas mają zostać wygłoszone mowy końcowe, być może zapadnie również wyrok.


Według krakowskiej prokuratury, 24-letni dziennikarz Jarosław Ziętara został porwany 1 września 1992 r. Rano wyszedł do pracy w redakcji „Gazety Poznańskiej” i nigdy do niej nie dotarł. Porywaczami, według śledczych, byli trzej ochroniarze potężnej wówczas firmy Elektromis o pseudonimach;  Ryba, Kapela i Lala. Mężczyźni, którzy mieli być przebrani za policjantów, podjechali samochodem podobnym do radiowozu, do którego miał wsiąść Ziętara. Następnie porywacze mieli przekazać Ziętarę nieustalonym zabójcom. Ryba i Kapela po tym jak skończyli karierę judoków w milicyjnym klubie sportowym „Olimpia”, przez pewien czas służyli w milicji, a potem w policji. Ciała zamordowanego dziennikarza do tej pory nie udało się odszukać. W 1999 r. Jarosław Ziętara został sądownie uznany za zmarłego.

Miesiąc temu,  24 lutego br. w procesie Aleksandra Gawronika, poznański Sąd Okręgowy uniewinnił go od oskarżeń prokuratury. Wyrok jest nieprawomocny, prokurator Piotr Kosmaty zapowiedział złożenie apelacji.

CMWP SDP w obronie red. Anety Urbanowicz z „Tygodnika Zamojskiego” oskarżonej z art. 212kk . Opinia „amicus curiae”

W związku z postępowaniem toczącym się przed Sądem Rejonowym w Zamościu przeciwko red. Anecie Urbanowicz, Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP przesłało do sądu  swoją opinię w charakterze instytucji „amicus curiae”.  Sprawa objęta jest monitoringiem CMWP SDP, jej obserwatorem jest. red. Andrzej Klimczak.

W ocenie CMWP SDP akt oskarżenia wniesiony przeciwko red. A. Urbanowicz należy  zakwalifikować jako tzw. SLAPP (strategic lawsuit against public participation), tzn. akcję procesową formalnie legalną, ale zmierzającą do faktycznego ograniczenia wolności słowa poprzez zniechęcenie oskarżonej dziennikarki do podejmowania krytyki oskarżycielki prywatnej. Tego rodzaju działania nie służą założonym przez ustawodawcę celom postępowania karnego, gdyż powodują tłumienie krytyki, która stanowi niezbędny element społeczeństwa obywatelskiego. Ewentualne skazanie red. A. Urbanowicz spowodowałoby tzw. efekt mrożący, co byłoby nie do pogodzenia z funkcjami, jakie w państwie prawa powinna pełnić prasa. Przyczyniłoby się  również do niszczenia wolnej debaty, godząc w jeden z fundamentów porządku prawnego Rzeczypospolitej Polskiej, jakim jest wolność słowa. 

Redaktor Aneta Urbanowicz z Tygodnika Zamojskiego  w 2019 roku  opisała niezgodne z prawem działania wicedyrektor lubelskiej Agencji Rozwoju i Modernizacji Rolnictwa. Dziennikarka napisała, iż w roku 2017 wicedyrektor ARiMR, będąca właścicielką gospodarstwa rolnego, zawyżała jego powierzchnię we wnioskach składanych do Agencji, co powodowało bezprawne zwiększenie przysługujących  jej dopłat, a co wykazała przeprowadzona w Agencji kontrola.  Ponadto  wicedyrektor w  kolejnych latach nie wyłączyła siebie z podejmowania decyzji administracyjnych we własnej sprawie. Red. Aneta Urbanowicz w swoim materiale opisała również stosunki pomiędzy byłą dyrektor, a podwładnymi, określającymi jej zachowanie jako apodyktyczne. W materiale prasowym pojawiły się również inne informacje dotyczące pozaprawnych działań byłej zastępczyni dyrektora ARiMR w Lublinie. Pracownicy lubelskiej agencji ujawnili na przykład, że zastępczyni dyrektora do pracy zabierała swojego psa, a jej podwładni w godzinach pracy musieli wyprowadzać go na spacery. Materiał opublikowany w Tygodniku Zamojskim spowodował, że zastępczyni dyrektora lubelskiej ARiMR założyła przed dwoma laty sprawę przeciw dziennikarce.

W skierowanym do tut. Sądu prywatnym akcie oskarżenia pełnomocnik Pani Anny Kusiak przedstawił zarzuty, iż Aneta Urbanowicz jako autorka artykułu pt. „Nie porządzi” opublikowanego w gazecie „Tygodnik Zamojski” w wydaniu z dnia 6 listopada 2019 r. oraz zamieszczonego na stronie internetowej www.tygodnikzamojski.pl za pomocą środków masowego komunikowania pomówiła Annę Kusiak poprzez opublikowanie nieprawdziwych informacji. Jako podstawę prawną zarzutu pełnomocnik oskarżycielki powołał art. 212 § 1 k.k. w zw. z art. 212 § 2 k.k.

Oceniając inkryminowane artykuły prasowe pod kątem kryteriów określonych przepisami ustawy – Prawo prasowe należy zwrócić uwagę na status oskarżycielki jako osoby publicznej. Z ogólnodostępnych informacji wynika, że oskarżycielka od lat jest aktywnym członkiem struktur jednej z ogólnopolskich partii politycznych w powiecie hrubieszowskim. Ubiegała się o mandat do lubelskiego sejmiku, a także startowała w wyborach parlamentarnych. W 2016 r. została zastępcą dyrektora Lubelskiego Oddziału Regionalnego Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa (ARiMR). Innymi słowy, jest politykiem i urzędnikiem, a kluczowe kwestie poruszone w treści artykułów prasowych dotyczyły jej działań w czasie pełnienia przez nią wysokiej funkcji w organie administracji publicznej. Powyższe fakty są ważne, ponieważ w tym kontekście analizowanie kwestii związanych z działalnością oskarżycielki należy do ustawowych zadań prasy. Działania osoby publicznej, a szczególnie urzędnika powinny być w pełni transparentne, jako że mają służyć należytemu funkcjonowaniu organów administracji publicznej. Z założenia budzą więc zainteresowanie lokalnej społeczności, którą informują i której opinię wyrażają m. in. dziennikarze. Wyjaśnianie czytelnikom tego rodzaju zagadnień leży w interesie społecznym, bowiem jest jednym z warunków prawidłowego funkcjonowania demokratycznego społeczeństwa. Dodać należy, że opisane przez dziennikarkę zdarzenia mogły wzbudzić poważne wątpliwości w zasadzie u każdego przeciętnego odbiorcy. Oczekiwanie od opinii publicznej (czyli dziennikarza, który ją reprezentuje) braku zainteresowania tym tematem stanowiłoby przejaw niezrozumienia społecznej funkcji prasy.

Zasadniczym przedmiotem zarzutów prasowych były działania oskarżycielki w ARiMR w Lublinie w czasie, gdy pełniła ona tam funkcję zastępcy dyrektora. Zwraca uwagę fakt, iż mimo zaprzeczenia przez p. Annę Kusiak złożenia wniosku o dopłaty w ARiMR, w odpowiedzi na akt oskarżenia red. A. Urbanowicz wskazała, iż w świetle uzyskanych przez nią informacji i dowodów oskarżycielka taki wniosek miała jednak złożyć, o czym świadczy np. jej numer telefonu podany w aplikacji informatycznej obsługującej wnioski o dopłaty z ARiMR. Ponadto A. Urbanowicz podniosła też, że dysponuje dowodami rzeczowymi i osobowymi na okoliczność nieprawidłowego zachowania oskarżycielki w czasie pełnienia przez nią obowiązków służbowych (m. in. apodyktyczność, wydawanie poleceń niezwiązanych z pracą itp.). CMWP nie może się wypowiedzieć w kwestii wartości tych twierdzeń i dowodów, jako że ich ocena procesowa należy do Sądu. Jednakże kwestia ta ma kluczowe znaczenie z punktu widzenia karnoprawnej odpowiedzialności oskarżonej. Z utrwalonego orzecznictwa sądowego wynika bowiem, że dziennikarz nie jest obowiązany do przeprowadzenia dowodu prawdy opublikowanych twierdzeń, a jedynie do wykazania, iż dochował wymogów wynikających z przepisów ustawy – Prawo prasowe, tj. działał z zachowaniem szczególnej staranności oraz z uwzględnieniem zasad dziennikarskiej etyki zawodowej. Tak jest na gruncie prawa cywilnego, a tym bardziej – karnego, gdyż ma kluczowy wpływ na kwestię winy, która w prawie karnym jest ujmowana w sposób znacznie węższy. W tym przypadku nie można red. A. Urbanowicz zarzucić pominięcia istotnych dla sprawy dowodów. Przy czym rozstrzygający powinien być fakt, iż w/w zwróciła się do oskarżycielki chcąc jej umożliwić wypowiedzenie się co do zastrzeżeń zawartych w zamierzonej publikacji. Ta jednak nie chciała rozmawiać, wskutek czego sama pozbawiła się wpływu na treść publikacji. Ma to istotne znaczenie, bowiem ostatecznie nie wiadomo, czy w przypadku przeprowadzenia takiej rozmowy (albo przynajmniej innego kontaktu zwrotnego ze strony oskarżycielki) opublikowane materiały prasowe miałyby identyczne brzmienie. Oskarżycielka sama utrudniła prasie wykonanie jej ustawowego zadania i jak się wydaje, zadziałała zarówno wbrew interesowi społecznemu, jak i własnemu.

Podsumowując, oskarżycielka piastując ważne stanowisko publiczne powinna liczyć się także z negatywnymi ocenami swojej osoby i działalności. Od osoby pełniącej wysoką funkcję w organie administracji opinia społeczna może oczekiwać jednoznacznej postawy etycznej. Ocena postępowania oskarżycielki wykraczałaby poza ramy niniejszej opinii. Niemniej, skoro pojawiły się wątpliwości dotyczące jej osoby, do zadań dziennikarzy należy wyświetlanie tego rodzaju spraw i przedstawianie opinii publicznej swojego stanowiska. Od takich osób opinia publiczna ma bowiem prawo wymagać znacznie więcej, niż od przeciętnego obywatela. Jeżeli ich postępowanie budzi wątpliwości i nie jest dla społeczności lokalnej transparentne (abstrahując od trafności takich przypuszczeń lub ocen), we własnym interesie powinni dążyć do wyjaśnienia sytuacji. Jeżeli dziennikarz ma trudności z uzyskaniem odpowiedzi na zadawane pytania (co miało miejsce w niniejszej sprawie), błędne jest założenie, że miałby on z tego powodu odstąpić od interwencji prasowej.  Oczekiwanie, by prasa nie poruszała tematów kontrowersyjnych tylko dlatego, że dziennikarz nie może w chwili publikacji przedstawić czytelnikom „twardego” dowodu na jakąś okoliczność, byłoby mylne i kłóciło się z utrwalonymi w Europie standardami wolności słowa.  W tym kontekście akt oskarżenia wniesiony przeciwko red. A. Urbanowicz należy  zakwalifikować jako tzw. SLAPP (strategic lawsuit against public participation), tzn. akcję procesową formalnie legalną, ale zmierzającą do faktycznego ograniczenia wolności słowa poprzez zniechęcenie oskarżonej dziennikarki do podejmowania krytyki oskarżycielki prywatnej. Tego rodzaju działania nie służą założonym przez ustawodawcę celom postępowania karnego, gdyż powodują tłumienie krytyki, która stanowi niezbędny element społeczeństwa obywatelskiego. Ostateczna ocena w/w aspektu sprawy należy do Sądu. Niemniej, należy wskazać, że ewentualne skazanie red. A. Urbanowicz spowodowałoby tzw. efekt mrożący, co byłoby nie do pogodzenia z funkcjami, jakie w państwie prawa powinna pełnić prasa. Przyczyniłoby si również do niszczenia wolnej debaty, godząc w jeden z fundamentów porządku prawnego Rzeczypospolitej Polskiej, jakim jest wolność słowa.

Opinię amicus curiae podpisali i sporządzili dr Jolanta Hajdasz, dyrektor CMWP SDP oraz Michał Ł. Jaszewski, doradca SDP ds. prawnych.