Gawronik uniewinniony. Nieoczekiwane zakończenie procesu byłego senatora

Były senator Aleksander Gawronik, oskarżony o podżeganie do zabójstwa dziennikarza Jarosława Ziętary został  uniewinniony  przez Sąd Okręgowy w Poznaniu.  Ku zaskoczeniu obserwatorów i prokuratury sędzia  Joanna Rucińska zamknęła proces, przeszła do mów końcowych i ogłosiła wyrok – uniewinniony. Proces  Aleksandra Gawronika trwał  6 lat. Wyrok nie jest prawomocny.

Proces byłego senatora Aleksandra Gawronika (zgodził się na publikację pełnego nazwiska) toczył się przed poznańskim Sądem Okręgowym od stycznia 2016 roku.  W akcie oskarżenia zarzucono mu, iż „chcąc, aby inne osoby dokonały porwania, pozbawienia wolności, a następnie zabójstwa Jarosława Ziętary, w związku z jego zawodowym zainteresowaniem i planowanymi publikacjami dotyczącymi tzw. szarej strefy gospodarczej, nakłaniał do tego ustalonych pracowników ochrony firmy Elektromis, w szczególności w ten sposób, że podczas prowadzonej z nimi rozmowy, dotyczącej wpływu na postawę Jarosława Ziętary, stwierdził: on ma być skutecznie zlikwidowany”.

Były senator nie przyznawał się do winy. Nic nie zapowiadało, że podczas rozprawy 24 lutego b.r. zostanie ogłoszony wyrok w tym trwającym 6 lat procesie.  Zaskoczony koniecznością wygłoszenia mowy końcowej prokurator Piotr Kosmaty podkreślał jedynie, iż dowody zebrane w trakcie procesu są spójne i wskazują na to, że oskarżony dopuścił się zarzucanego mu czynu. Brat zamordowanego dziennikarza, Jacek Ziętara apelował o sprawiedliwy wyrok. Obrońca byłego senatora podkreślił z kolei, iż Aleksander Gawronik nie miał motywu do podżegania do zabójstwa dziennikarza, podważał także zeznania świadków w tej sprawie.

Sprawa była objęta monitoringiem Centrum Monitoringu Wolności Prasy  SDP.

Ogłoszenie wyroku TUTAJ

Ekipa TVP 3 Łódź niewpuszczona na konferencję w Urzędzie Miasta Łodzi. Protest CMWP SDP

CMWP SDP stanowczo protestuje przeciwko odmowie udzielania informacji i nie dopuszczanie do uczestnictwa w konferencji  prasowej  Prezydenta Miasta Łodzi dziennikarzy TVP 3 Łódź. Jest to naruszenie konstytucyjnej zasady wolności słowa i dostępu do informacji, która szczególnie obowiązuje władze publiczne każdego szczebla.

Ekipa łódzkiego oddziału Telewizji Polskiej nie została wpuszczona na konferencję prasową w łódzkim Urzędzie Miasta 14 lutego b.r. Nie dostaliście zaproszenia od nas, nie zapraszamy was na tę konferencję – wypowiada się w telewizyjnym nagraniu emitowanym w TVP Łódź rzecznik prasowy prezydent miasta Marcin Masłowski. Należy przy tym zauważyć, iż w/w konferencja prasowa była poświęcona obywatelskiemu głosowaniu mieszkańców Łodzi mających decydować, w jaki sposób miasto wyda pieniądze z rządowego Programu Inwestycji Strategicznych, informacje przekazywane na tej konferencji były więc szczególnie istotne z punktu widzenia interesu społecznego widzów regionalnej telewizji publicznej w Łodzi. Niczym nieuzasadniona decyzja o wyeliminowaniu z konferencji prasowej władz miasta dziennikarzy publicznego nadawcy jest niezrozumiała i absolutnie niedopuszczalna w świetle obowiązującego prawa oraz zwyczajowych zasad życia społecznego. Szczególnie bulwersujące jest przy tym to, iż wg informacji TVP Łódź, redakcja Łódzkich Wiadomości Dnia nie otrzymuje oficjalnych informacji o miejskich konferencjach już od kilku miesięcy .

CMWP SDP podkreśla, iż w ten sposób władze miasta Łodzi łamią konstytucyjną zasadę wolności słowa demokratycznego państwa, która to obejmuje nie tylko wolność wyrażania swoich poglądów, ale także pozyskiwania (i rozpowszechniania) informacji.  Ponadto poprzez uniemożliwienie wykonywania zadań dziennikarskich ekipie TVP 3 Łódź Marcin Masłowski naruszył  także Prawo Prasowe, o którego przestrzeganie wykonując funkcję rzecznika prasowego szczególnie powinien dbać i zabiegać.

CMWP SDP pragnie także  podkreślić, że zarówno na gruncie prawa krajowego jak i międzynarodowego wolność słowa i prasy stanowią podstawowe swobody i wartości, do których ochrony obowiązane są zarówno instytucje państwowe oraz inne organizacje działające w przestrzeni publicznej. Opisana praktyka wykluczania niektórych dziennikarzy z dostępu do informacji budzi więc zdecydowany sprzeciw, nie sposób bowiem przyjąć, by opisane wyżej działania przedstawicieli władz samorządowych w Łodzi miały się przyczynić do wzmocnienia demokracji czy respektowania zasady wolności słowa.

dr Jolanta Hajdasz, dyr. CMWP SDP

Warszawa, 15 lutego 2022 r.

„Kryterium ilościowe jest zawodne, sprzyja komercjalizacji”. Jolanta Hajdasz o sposobach oceny mediów w PR 24

– Kryterium ilościowe – słuchalności czy oglądalności – to tylko jedno z kryteriów. I jest ono zawodne. Generalnie sprzyja wyłącznie komercjalizacji mediów, patrzeniu na media jak na biznes. Żeby móc zarobić, trzeba pokazać wyniki  ilościowe. To psuje ogląd świata, psuje tę funkcję mediów, jaką jest informacja – podkreśliła w Polskim Radiu 24 Jolanta Hajdasz, dyrektor Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP. 10 lutego b.r. była ona gościem audycji „Szkiełko i oko” prowadzonej przez red. Dorotę Kanię . 

Pod koniec stycznia b.r. Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów rozpoczął kontrolę badań radiowych w Grupie RMF, Eurozet, Grupie Radiowej Agory i Grupie ZPR Media, które tworzą  organizację  „Komitet Badań Radiowych” , a ona z kolei nadzoruje badanie Radio Track realizowane na zlecenie KBR przez Kantar Millward Brown. Komitet Badań Radiowych formalnie jest tylko „porozumieniem”, nie ma osobowości prawnej. W styczniu b.r. Polskie Radio S.A. oraz   regionalne rozgłośnie publiczne zrzeszone w Audytorium 17  tworzące  Związek Pracodawców Mediów Radiowych MOC Radio zrezygnowały z zakupu w bieżącym roku badań Radio Truck ze względu na ich wątpliwą jakość.

Prowadząca audycję Dorota Kania zaznaczyła, iż Polskie Radio jest w czołówce najbardziej opiniotwórczych mediów w Polsce, ale z drugiej strony, według badań prywatnych, ma ono najniższą słuchalność. Zdaniem Jolanty Hajdasz „najważniejszą rzeczą jest uświadomienie sobie, co jest głównym kryterium oceny danego medium.  – Już dawno odeszliśmy od tego, żeby oceniać media jedynie poprzez pryzmat ilościowy: wskaźnik, który mówi o tym, ile osób ogląda telewizję, ile osób kupuje gazetę, ile osób klika na portalu czy ile osób słucha danej rozgłośni radiowej – podkreśliła dyrektor. – Przy nadprodukcji, jaką mamy dzisiaj w mediach, to kryterium jest jednym z wielu. Jest ono zawodne i generalnie sprzyja tylko i wyłącznie komercjalizacji mediów, patrzeniu na media jak na biznes, na to, że ktoś musi zarobić. A żeby móc zarobić, trzeba pokazać wyniki – właśnie ilościowe. To psuje ogląd świata, psuje tę funkcję mediów, jaką jest informacja. Psuje też funkcję kontrolną mediów w stosunku do pozostałych władz: ustawodawczej, wykonawczej i sądowniczej. Słuchalność, w przypadku radia, jest zatem jednym z kryteriów – powiedziała Jolanta Hajdasz.Jak podkreśliła, „jeśli chodzi o rynek radia w Polsce, to mamy z tym bardzo duży problem”. – Ponieważ to, co nazywamy badaniem słuchalności radia prowadzonym przez Komitet Badań Radiowych, w rzeczywistości jest sondażem przygotowywanym przez komercyjne rozgłośnie, które na rynku dominują – zaznaczyła.

– W ich interesie jest to, aby tego typu badania były dla nich korzystne, a niekorzystne dla tych, którzy mają inne kryteria. Myślę, że do takich właśnie rozgłośni – obok rozgłośni o charakterze społecznym – należy Polskie Radio. To radio publiczne, które ma do wykonania o wiele więcej zadań, niż tylko walka o słuchalność – dodała rozmówczyni PR24.

Według niej „łatwo było o słuchalność, kiedy rynek medialny w Polsce był ubogi”. – Wtedy radio było głównym źródłem muzyki czy informacji na żywo. Wtedy słuchalność była głównym kryterium. Obecnie kryterium słuchalności jest absolutnie zawodne, a poza tym badanie w tym zakresie jest wadliwie robione – podsumowała Jolanta Hajdasz.

W 2018 r. Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji zadeklarowała chęć wsparcia  przygotowania jednoźródłowego badania we współpracy z uczestnikami rynku. Inicjatorem tych działań jest przewodniczący KRRiT Witold Kołodziejski, który powołał Krajowy Instytut Mediów (KIM), koordynujący te prace.

Cała audycja jest TUTAJ.

Zeznania red. Marka Króla w tzw. procesie ochroniarzy oskarżonych o pomoc w zabójstwie red. Jarosława Ziętary

Trzech kolejnych świadków zeznawało 3 lutego przed Sądem Okręgowym w Poznaniu w tak zwanym „ procesie ochroniarzy”. Pierwszy to Marek Król, dziennikarz, były redaktor naczelny tygodnika „Wprost” , który podtrzymał wszystkie, złożone do tej pory informacje. Kolejny to emerytowany policjant Marek M. który w swoich zeznaniach zasłonił się niepamięcią, a trzeci to świadek incognito, który oświadczył, że nie ma żadnej wiedzy w sprawie zabójstwa Jarosława Ziętary.

Sąd Okręgowy w Poznaniu, w czwartek 3 lutego 2022 kontynuował proces przeciw dwóm byłym ochroniarzom nieistniejącej już firmy Elektromis. Mirosława R., ps. „Ryba”, i Dariusza L., ps. „Lala”, oskarża się o uprowadzenie, pozbawienie wolności i pomocnictwo w zabójstwie dziennikarza Gazety Poznańskiej Jarosława Ziętary. Mężczyźni nie przyznają się do winy. Proces trwa już cztery lata.  Od  początku czyli od 2019 r. jest objęty obserwacją Centrum Monitoringu Wolności Prasy Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, w imieniu którego w rozprawach uczestniczy red. Aleksandra Tabaczyńska.

Pierwszy tego dnia świadek, to dziennikarz Marek Król, były właściciel i redaktor naczelny tygodnika Wprost. Zapytany, czy chciałby cokolwiek powiedzieć w sprawie, poprosił o odczytanie swoich zeznań, które złożył w procesie byłego senatora Aleksandra Gawronika, oskarżonego o pomocnictwo i podżeganie do zabójstwa Jarosława Ziętary. Te zeznania dotyczyły spotkania byłego senatora z red. Królem w 1994 roku, w efekcie czego została przydzielona dziennikarzowi ochrona BOR. Sędzia sprawozdawca, Sławomir Szymański odczytał protokół z 4 marca 2021 roku, które Marek Król w całości potwierdził. Relację z tych zeznań publikowaliśmy 8 marca 2021 r. (TUTAJ).

Marek Król uściślił jeszcze informację, że wiek córki wymieniony w zeznaniach to nie 7 lat, tylko 14 lat. Zeznał także : przedmiotem naszych [ Wprost ] zainteresowań był bank [ chodzi o Bank Posnania, założony przez Mariusza Ś., twórcę Elektromisu. Bank upadł w 1995 roku.] i jego nadmuchany kapitał, który miał się nijak do jego możliwości finansowych. W tym banku oszczędności mieli mieszkańcy Poznania. Ś. mówił, że przez nasze teksty, Poznaniacy plują mu pod nogi. Był z tego bardzo niezadowolony.

Jako drugi przed sądem stanął 62. letni Marek M., emerytowany policjant, który pod koniec lat 90. został kierownikiem Sekcji Poszukiwań i Identyfikacji Osób Komendy Wojewódzkiej Policji w Poznaniu. Przejął on wtedy nadzór nad czynnościami wykonywanymi w sprawie Jarosława Ziętary. Było to już kilka lat po zgłoszeniu zaginięcia dziennikarza i według świadka, jego aktywność ograniczała się do weryfikowania nowych informacji. Te spływały – albo z jednostek albo anonimowo na komendę.- Dodał, że każda wykonywana czynność policyjna była dokumentowana, a „teczka dotycząca poszukiwań powinna być w archiwum KWP„. M. powiedział również: kiedy przejąłem tę sprawę, to jeśli chodzi o Policję, to już były czynności zakończone. Zapoznawałem się tylko z materiałami operacyjnymi, a nie procesowymi. (…) Wiem, że sprawa się toczy z przekazów medialnych.

Nie pamiętał jakie anonimowe informacje wpłynęły w związku ze sprawą Jarosława Ziętary. Zapytany o Macieja B. pseudonim Baryła, świadka oskarżenia, Przemysława C. i innych a nawet sam wątek firmy Elektromis, były policjant również zasłonił się niepamięcią oraz tym że już od 2009 roku jest na emeryturze. Warto dodać, że według Krzysztofa M. Kaźmierczaka, który tego dnia przysłuchiwał się wraz z innymi dziennikarzami zeznaniom, Marek M. nie mówi prawdy. Zajmował się sprawą Ziętary znacznie wcześniej, już w pierwszej połowie lat 90. I prowadził nie tylko poszukiwania zaginionego. Był bowiem członkiem specjalnej grupy policyjnej powołanej w październiku 1994 roku z polecenia szefa MSW, Andrzeja Milczanowskiego. Grupa ta działała w czasie, gdy trwały czynności procesowe, czyli prokuratorskie. Pierwsze śledztwo w sprawie Ziętary umorzono dopiero pół roku później.– wyjaśnił Kaźmierczak

Kolejne dwie osoby nie stawiły się przed sądem i jako ostatni przesłuchany został świadek incognito. Zeznawał on za pośrednictwem szyfrowanego połączenia telefonicznego, by nie ujawnić wizerunku. Świadek znajdował się w pokoju przesłuchań sam, potwierdził to koordynator, nie korzystał z notatek. Miał przy sobie jedną kartkę, zapisaną odręcznym pismem. Sąd pouczył jedynie świadka odnośnie składania fałszywych zeznań, gdyż strony nie zwróciły się o jego zaprzysiężenie.

Zanim zadano mu pierwsze pytanie, poprosił o możliwość złożenia oświadczenia. – Nigdy nie pracowałem i nie byłem pracownikiem Elektromisu. Nie miałem żadnych kontaktów z firmą Elektromis, ani z nikim zatrudnionym przez Elektromis. Wiedza jaką posiadam na temat sprawy pochodzi z prasy i telewizji. Dlatego uważam, że mój udział w sprawie jest bezprzedmiotowy.

Sędzia Katarzyna Obst stwierdziła, że to już oceni sąd. Mężczyzna zeznał, że ma 74 lata, wyższe wykształcenie i do 1990 lub 1991 pracował jako funkcjonariusz w Wojewódzkim Urzędzie Spraw Wewnętrznych. W dalszych zeznaniach stwierdził, że wszystko co wie na temat zamordowanego dziennikarza pochodzi z mediów oraz, że nie został w tej sprawie wcześnie przesłuchany, gdyż jak stwierdził, nic nie podpisywał. Świadkowi odczytano protokół z 2 grudnia 2014 roku, w którym składa zeznania przed prokuratorem Piotrem Kosmatym:  to była luźna rozmowa, tak uważam. Rozmawiałem z Piotrem Kosmatym, prokuratorem, ale w mojej ocenie nie podpisywałem protokołu. (…) Jestem pewien, że nic poza oświadczeniem o zachowaniu tajemnicy nie podpisywałem.

W toku dalszych pytań, okazało się że ta „luźna rozmowa”, odbyła się w siedzibie prokuratora, świadek stawił się na pisemne wezwanie, w którym widniał art. 148 KK, dotyczący zabójstwa. Prokurator Tomasz Dorosz zwrócił się do sądu o sprawdzenie czy faktycznie w protokole zeznań nie ma podpisu świadka. Z kolei obrońca Wiesław Michalski wnioskował o usunięcie statusu świadka incognito, gdyż to, że osoba jest znana w danym środowisku nie wyczerpuje przesłanek do nadania tego statusu. Same zeznania świadka incognito, w ocenie obserwatora – były chaotyczne, mężczyzna mieszał osoby, pseudonimy, wydarzenia i jak sam zastrzegał oparte na szeptach, półsłówkach i plotkach. A to co wiem od źródła, to wiedza nie potwierdzona.  Trudno więc zrelacjonować, gdyż świadek wycofywał się ze swoich słów, zasłaniał niepamięcią, a ostatecznie próbował nawet zakwestionować własne przesłuchanie.

 

Jolanta Hajdasz w PR24 o metodologii badań słuchalności rozgłośni radiowych

To, co dziś nazywamy badaniem słuchalności rozgłośni radiowych, tak naprawdę nie jest badaniem słuchalności. To jest po prostu sondaż telefoniczny, którego metodologia jest wątpliwa. Poza tym „badanie” to jest nadzorowane przez Komitet Badań Radiowych, składający się z czterech komercyjnych podmiotów, dla których radio publiczne jest konkurencją, można więc mieć wątpliwości co do rzetelności tych badań –  podkreśliła w Polskim Radiu 24 Jolanta Hajdasz, dyrektor Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP. Była ona gościem audycji „Temat dnia” prowadzonej przez red. Tadeusza Płużańskiego 30 stycznia br.

W grudniu ubiegłego roku poseł Prawa i Sprawiedliwości oraz członek Rady Mediów Narodowych Joanna Lichocka złożyła do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów wniosek o przeprowadzenie kontroli badań radiowych. Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów rozpoczął je w styczniu w Grupie RMF, Eurozet, Grupie Radiowej Agory i Grupie ZPR Media.  – Badanie słuchalności tak naprawdę nie jest badaniem słuchalności. Nie jest to też na pewno badanie niezależne. W mojej ocenie nie jest ono również reprezentatywne – powiedziała w Polskim Radiu 24 Jolanta Hajdasz. Jak zaznaczyła, „mamy w Polsce jedno jedyne badanie słuchalności rozgłośni radiowych, które nazywa się Radio Track”. – Nadzorowane jest obecnie przez Komitet Badań Radiowych. Sama metodologia tego badania jest wątpliwa. To jest raczej sondaż telefoniczny niż cokolwiek innego, co miałoby coś wspólnego z badaniem. Bo badanie musi być niezależne od nadawcy, musi być prowadzone na reprezentatywnej dla całego społeczeństwa próbie – podkreśliła.

– A badanie słuchalności w Polsce – to, na podstawie czego mówimy, że rozgłośnia X ma słuchalność taką, a Y taką – jest po prostu przeprowadzonym w ciągu miesiąca sondażem telefonicznym, na próbie 7 tysięcy osób w wieku 15-75 lat. W stosunku do populacji w Polsce i ilości rozgłośni radiowych w naszym kraju oraz ich rozdrobnienia, tak naprawdę tym sondażem niewiele da się określić, ani  zmierzyć – dodała rozmówczyni PR24. – Druga ważna sprawa to Komitet Badań Radiowych. To ciało, które jest w całości zdominowane, tworzone przez cztery podmioty konkurencyjne, komercyjne, działające na rynku. Więc jak one mogą traktować podmiot publiczny, który przez całe dekady był ich naturalną, największą konkurencją? – powiedziała Jolanta Hajdasz.

Od lat obowiązującym na rynku radiowym badaniem słuchalności jest Radio Track – są to sondaże telefoniczne i w mniejszym stopniu metoda dzienniczkowa – realizowane przez firmę Kantar Polska na zlecenie Komitetu Badań Radiowych (KBR), czyli grupy największych nadawców komercyjnych radia w Polsce takich jak m.in. Eurozet, Grupa Radiowa Agora, Grupa Radiowa Time i Grupa RMF.  24 stycznia poinformowano, że rozgłośnie publiczne zrezygnowały z zakupu badania Radio Track. Nadawcy radiowi skupieni w MOC RADIO (Związek Pracodawców Mediów Radiowych)  reprezentujący rozgłośnie regionalne tworzące Audytorium 17 oraz Polskie Radio S.A nie zdecydowali się na to, by przedłużyć i zakupić na bieżący rok badanie Radio Track realizowane przez Kantar.

Radio Track jest standardem badań słuchalności stacji radiowych w Polsce. Badanie jest realizowane przez Kantar Polska na zlecenie Komitetu Badań Radiowych. KBR tworzą; Eurozet, Grupa Radiowa Agory, Grupa RMF i TIME SA czyli spółka zorganizowana przy Zjednoczonych Przedsiębiorstwach Rozrywkowych (m.in. właściciel sieci Radia Eska, Vox FM i Radia Plus). Radio Track obejmuje pomiarem polskie stacje radiowe aktualnie nadające w kraju na podstawie koncesji przyznanej przez KRRiT na rozpowszechnianie programu drogą naziemną (z nadajników naziemnych). Wg informacji KBR lista stacji w badaniu jest aktualizowana co miesiąc, na podstawie informacji pochodzących z KRRiT oraz przekazanych przez nadawców. Obecnie badanie Radio Track obejmuje ponad 300 stacji lokalnych i regionalnych oraz 7 ogólnopolskich.

Cała audycja w PR24 z udziałem CMWP SDP jest TUTAJ.

Samoregulacja mediów w Polsce. Międzynarodowa konferencja medioznawcza z udziałem CMWP SDP

Czy ma sens wprowadzanie dodatkowych zasad  samoregulacji mediów w Polsce ? Czy media chciałyby uczestniczyć w działaniach  wspierających ich ewentualne tworzenie? – to główne problemy dyskutowane podczas międzynarodowej konferencji medioznawczej organizowanej przez Instytut Międzynarodowego Dziennikarstwa im. Ericha Brosta w Dortmundzie, Uniwersytet Wrocławski oraz Uniwersytet Warszawski. Jednym z 25 panelistów tej konferencji była dr Jolanta Hajdasz, dyrektor CMWP SDP. 

Wydarzenie w formacie jednodniowego okrągłego stołu odbyło  się 28 stycznia 2022 roku  w Warszawie, uczestniczyli w nim  przedstawiciele istniejących stowarzyszeń dziennikarskich w Polsce,  mediów, organów regulacyjnych oraz międzynarodowych ekspertów. Wśród uczestników dyskusji był m.in. prof. dr hab. Bogusława Dobek Ostrowska z Uniwersytetu Wrocławskiego, Witold Kołodziejski, przewodniczący Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, prof. dr Susanne Fengler, dyrektor Instytutu Międzynarodowego Dziennikarstwa im. Ericha Brosta w Dortmundzie, Manfred Protze, przewodniczący Niemieckiej Rady Medialnej (German Press Council), Urška Umek, dyrektor Wydziału ds. Mediów Rady Europy, prof. UW dr hab. Michał Głowacki z Uniwersytetu Warszawskiego, mec. Mirosław Wróblewski z Biura Rzecznika Praw Obywatelskich (BRPO)  oraz  m.in. red. Bogusław Chrabota, red. nacz. Rzeczpospolitej, wiceprezes Europejskiego Stowarzyszenia Wydawców Prasy (ENPA), Marek Frąckowiak, prezes Izby Wydawców Prasy (IWP),  Andrzej Krajewski, Towarzystwo Dziennikarskie (TD), Edyta Krześniak, Press Club Polska (PCP) i Tomasz Miłkowski, przewodniczący Zarządu Oddziału Warszawskiego Stowarzyszenia Dziennikarzy Rzeczypospolitej Polskiej (SDRP). Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich reprezentowała na konferencji wiceprezes Jolanta Hajdasz.

Jak informowali organizatorzy, konferencja była kontynuacją podobnego wydarzenia z 2020 r., a jej celem było „pogłębienie dyskusji oraz przygotowanie rekomendacji konkretnych działań odnośnie wzmocnienia instytucji samoregulacji mediów w Polsce”.  Przedstawiciele stowarzyszeń dziennikarskich i redakcji biorących udział w dyskusji (m.in. Bogusław Chrabota)  wyrazili sceptyczną opinię na temat nowych zasad samoregulacji mediów w Polsce np. w formie powołania Rady Prasowej, istniejącej we Francji , czy innych krajach UE.  Witold Kołodziejski zwrócił uwagę, iż przeszkodą do uzyskania konsensusu środowiska medialnego w tej sprawie jest m.in. silna polaryzacja współczesnych środków masowego komunikowania w Polsce. Przedstawiciel Biura Rzecznika Praw Obywatelskich mec. Mirosław Wróblewski wyraził swój brak akceptacji dla niektórych obecnych rozwiązań instytucjonalnych obecnych na rynku mediów np. podważył legalność istnienia Rady Mediów Narodowych.

Przedstawiciele międzynarodowych organizacji dziennikarskich m.in. IFJ i EFJ w swoich wystąpieniach podkreślali pozytywne oddziaływanie mechanizmu samoregulacji na realizację zasady wolności słowa i niezależności dziennikarskiej w państwach, w których one funkcjonują.

W imieniu SDP Jolanta Hajdasz zadeklarowała gotowość zajęcia się problemem nowych samoregulacji przez Zarząd Główny SDP ( w tym np. powołania Rady Prasowej) , jeśli tylko wyjdzie on poza teoretyczne dyskusje akademickie. Jednocześnie zasygnalizowała konieczność oparcia takiego mechanizmu samoregulacji na rzetelnej ocenie faktów i rzetelnego przedstawiania podmiotów, których miałyby takie regulacje dotyczyć. „SDP, najstarsza i największa organizacja dziennikarska w Polsce, regularnie doświadcza mechanizmu tzw. spirali milczenia, czyli pomijania i eliminowania z przestrzeni publicznej  jej stanowisk, czy organizowanych przez nią wydarzeń, mimo iż do SDP należy ponad 2 i pół tysiąca dziennikarzy. Media mainstreamowe o wiele częściej prezentują stanowisko np. Towarzystwa Dziennikarskiego, które liczy około 200 członków, czyli 10 razy mniej – powiedziała Jolanta Hajdasz. W przestrzeni publicznej przedstawia się obszernie stanowiska tzw. Rady Etyki Mediów bez zaznaczenia iż jest to obecnie jedynie stowarzyszenie kilku niewielkich podmiotów lub osób fizycznych, ponieważ Rada Etyki Mediów powołana do życia w 1995 roku przez wszystkie ówczesne medialne podmioty funkcjonujące na rynku mediów w Polsce , rozwiązała się w 2014 roku na wniosek ówczesnego prezesa TVP S.A Juliusza Brauna. Bez wiarygodnego i rzetelnego informowania odbiorców na temat faktów i konkretnych wydarzeń dotyczących mediów samoregulacja staje się fikcją lub manipulacją – podkreśliła Jolanta Hajdasz.

 

Protest CMWP SDP przeciwko blokadzie wykładu z konferencji „Oblicza pandemii” na kanale You Tube Radia Maryja

CMWP SDP stanowczo protestuje przeciwko blokadzie wykładu doktora Zbigniewa Martyki z konferencji „Oblicza pandemii” na kanale You Tube Radia Maryja i apeluje o cofnięcie tej decyzji oraz zaniechanie takiego działania w przyszłości. Jest to naruszenie zasady wolności słowa, która jest fundamentem każdego demokratycznego państwa.

1 lutego br. portal społecznościowy YouTube zablokował wykład dr. Zbigniewa Martyki, internisty i specjalisty chorób zakaźnych  opublikowany na koncie Radia Maryja. Wystąpienie pt. „Wyzwania przed służbą zdrowia w dobie pandemii” zostało wygłoszone w sobotę 29 stycznia w Akademii Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu podczas sympozjum „Oblicza pandemii”. Doktor  Zbigniew Martyka był jednym z prelegentów konferencji, w swoim wystąpieniu mówił o problemach stojących przed służbą zdrowia w dobie pandemii koronawirusa i zwracał uwagę na  wymagające wyjaśnień kwestie związane z działaniami mediów i służby zdrowia w czasie pandemii. Portal społecznościowy  You Tube nie podał konkretnych przyczyn usunięcia jego wykładu, poinformował jedynie , iż  „film został usunięty z powodu naruszenia Warunków korzystania z usługi YouTube”, nie uzasadniając tego w żaden inny sposób.  Usunięty wykład specjalisty chorób zakaźnych cieszył się wielkim zainteresowaniem odbiorców, w ciągu niecałych trzech dni od publikacji, miał prawie 300 tys. odsłon

Wyjątkowo bulwersujące jest w tym przypadku to, iż YouTube stara się usunąć z przestrzeni publicznej publikacje wyrażające ważne treści w sytuacji dyskusji, jaka obecnie toczy się w Polsce i na świecie w związku ze zwalczaniem pandemii   koronawirusa i jej skutków, co ma swoje odzwierciedlenie w różnych środkach masowego komunikowania. Wykład był wygłoszony na oficjalnej, naukowej konferencji, przez kompetentną osobę z uznanym dorobkiem zawodowym, która w świadomy sposób zdecydowała się opublikować swoje opinie oraz podać do publicznej wiadomości swoje nazwisko. Usuwanie treści tego wystąpienia z kanału nadawcy, jakim jest Radio Maryja, jest więc absolutnie nieuzasadnione i  narusza polską Konstytucję oraz Prawo prasowe.  Ze względu na powszechność serwisu internetowego YouTube działanie takie ma charakter cenzury czyli kontroli publicznego przekazywania informacji, ograniczającej wolność swobodnego wyrażania myśli i przekonań.

CMWP SDP przypomina, iż  cenzura jest konstytucyjnie zakazana i niedopuszczalna także w świetle Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, co wielokrotnie potwierdzał Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu. Usuwanie treści z portali społecznościowych bez wskazania konkretnych przykładów naruszenia polskiego prawa  i bez realnej możliwości odwołania się Redakcji od decyzji o blokadzie narusza zasadę wolności słowa demokratycznego państwa.  CMWP SDP apeluje o cofnięcie tych decyzji oraz zaniechanie takiego działania w przyszłości.

 dr Jolanta Hajdasz, dyr. CMWP SDP

Warszawa, 2 lutego 2022 r.

Usunięty z YouTube wykład dra Zbigniewa Martyki aktualnie dostępny jest TUTAJ.

Odpowiedź Ambasady Brytyjskiej na interwencję CMWP SDP w sprawie zatrzymania red. Rafała Ziemkiewicza na lotnisku w Londynie

Polityka rządu Wielkiej Brytanii polega na niekomentowaniu szczegółów poszczególnych przypadków –  napisał Jason Rheinberg, zastępca Szefa Misji Ambasady Brytyjskiej w Warszawie w odpowiedzi na protest CMWP SDP w sprawie nieuzasadnionego zatrzymania na lotnisku w Londynie red. Rafała Ziemkiewicza. Pismo w tej sprawie zostało wysłane do Ambasady Brytyjskiej 30 listopada ub. roku, odpowiedź na nie została przesłana z datą 21 stycznia br.

Jason Rheinberg poinformował nas, iż  Ambasador Wielkiej Brytanii w Polsce odpowiedział bezpośrednio Redaktorowi Rafałowi Ziemkiewiczowi w dniach 3 grudnia i 17 grudnia 2021 roku. Dodał także, iż  wszyscy obywatele UE i spoza UE są traktowani na takich samych zasadach  dotyczących ich wjazdu do Wielkiej Brytanii. Zgodnie z tymi zasadami,  danej osobie można odmówić wjazdu, jeżeli uzna się, na podstawie jej charakteru, zachowania lub skojarzeń, że jej obecność w Wielkiej Brytanii nie sprzyja dobru publicznemu – czytamy w odpowiedzi (ang. cyt. According to those rules, an individual may be refused entry where it is considered , on the basis of their character, conduct or associations that their presence in the UK is not conducive to the public good) .

Odpowiedź Ambasady Brytyjskiej na interwencję CMWP SDP:

220120 DHM letter to Dr Jolanta Hajdasz (1)

Pismo CMWP SDP do Ambasady Brytyjskiej w sprawie red. Rafała Ziemkiewicza z 30 listopada 2021 r. (publikujemy jego polską wersję ):

Pismo CMWP SDP do Ambasador WB

3 października 2021 CMWP SDP  opublikowało stanowczy protest  przeciwko bezpodstawnemu i skandalicznemu zatrzymaniu polskiego dziennikarza i publicysty Rafała Ziemkiewicza przez służbę graniczną na lotnisku Heathrow w Wielkiej Brytanii i zaapelowało do władz państwowych, w tym do Ministerstwa Spraw Zagranicznych, o jak najszybsze i szczegółowe wyjaśnienie wszelkich okoliczności tej sprawy. Zatrzymanie i niewpuszczenie dziennikarza na teren Wielkiej Brytanii z powodu głoszonych przez niego poglądów jest szczególnie bulwersującym przejawem eliminowania z przestrzeni publicznej  dziennikarzy  utożsamiających się z konserwatywnymi i prawicowymi poglądami – czytamy w stanowisku CMWP SDP.

2 października b.r. publicysta jednego z najbardziej opiniotwórczych w Polsce tygodnika „Do Rzeczy” przyleciał do Wielkiej Brytanii z żoną i córką, która miała rozpocząć naukę w Oxfordzie. Brytyjskie służby przepuściły żonę i córkę redaktora Rafała Ziemkiewicza, ale jego samego zatrzymały. Publicyście odebrano m.in. leki, dokumenty i telefon. Po kilku godzinach red. Rafał Ziemkiewicz został zwolniony z aresztu, ale jednocześnie został zmuszony do natychmiastowego powrotu do Polski. Brytyjski Urząd do Spraw Cudzoziemców w wydanym przez siebie dokumencie stwierdził, iż red. Rafał  Ziemkiewicz został zatrzymany z powodu głoszonych poglądów politycznych. Czytamy w nim: „Wnioskował pan o pozwolenie na wjazd do Wielkiej Brytanii jako gość na dwa dni. Jednakże uważam, że wykluczenie pana ze Zjednoczonego Królestwa sprzyja interesowi publicznemu. Wynika to z pańskiego zachowania oraz głoszonych poglądów, które są sprzeczne z brytyjskimi wartościami i mogą być obraźliwe dla innych, a tym samym sprawiają, że uzyskanie możliwości wjazdu [na teren Wielkiej Brytanii – red.] jest niepożądane” – napisano w oficjalnym dokumencie brytyjskich służb opublikowanym na portalu dorzeczy.pl (ang. You have sought permission to enter the UK as a visitor for two days. However I consider your conclusion from the UK is conductive to the public good. This is due to your conduct and views which are at odds with British values and likely to cause offence and therefore make it undesirable for you to be granted entry).

Zatrzymanie redaktora Rafała Ziemkiewicza i niewpuszczenie go do wjazdu na teren Wielkiej Brytanii to skandaliczne i niedopuszczalne naruszenie zasady wolności słowa fundamentalnej dla każdego demokratycznego państwa. Zgodnie z art. 10 ust. 1 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, każdy ma prawo do wolności wyrażania opinii. Prawo to obejmuje wolność posiadania poglądów oraz otrzymywania i przekazywania informacji i idei bez ingerencji władz publicznych i bez względu na granice państwowe. Artykuł 19 Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka stanowi, że Każdy człowiek ma prawo wolności opinii i wyrażania jej; prawo to obejmuje swobodę posiadania niezależnej opinii, poszukiwania, otrzymywania i rozpowszechniania informacji i poglądów wszelkimi środkami, bez względu na granice. Natomiast w myśl artykułu 19 ust. 2 Międzynarodowego Paktu Praw Obywatelskich i Politycznych: Każdy człowiek ma prawo do swobodnego wyrażania opinii; prawo to obejmuje swobodę poszukiwania, otrzymywania i rozpowszechniania wszelkich informacji i poglądów, bez względu na granice państwowe, ustnie, pismem lub drukiem, w postaci dzieła sztuki bądź w jakikolwiek inny sposób według własnego wyboru.  Zgodnie z orzecznictwem Europejskiego Trybunału Praw Człowieka (ETPCz), wolność słowa dotyczy nie tylko prawa do informacji lub opinii nieobraźliwych lub neutralnych, ale nawet tych, które są obraźliwe, szokujące lub niepokojące (sprawa Prager i Oberschlick przeciwko Austrii, skarga nr 11662/85).

Red. Rafał Ziemkiewicz to znany i ceniony polski dziennikarz, publicysta o konserwatywnych i prawicowych poglądach, komentator polityczny i ekonomiczny, a także pisarz specjalizujący się w literaturze fantastycznonaukowej i społeczno-obyczajowej, auto kilkudziesięciu powieści, zbiorów opowiadań oraz książek publicystycznych.W związku z zaistniałą i opisaną powyżej sytuacją CMWP SDP apeluje do władz państwowych, w tym do Ministerstwa Spraw Zagranicznych, o jak najszybsze i szczegółowe wyjaśnienie wszelkich okoliczności tej sprawy – czytamy w stanowisku CMWP SDP z 3 października 2021 r.

Podsumowanie styczniowych procesów dotyczących zabójstwa red. Jarosława Ziętary

Zeznania kolejnych trzech świadków, jedna rozprawa odwołana i przełożona na luty – to bilans postępowania sądowego w sprawie zabójstwa w 1992 r. red. Jarosława Ziętary. Sprawa objęta jest monitoringiem CMWP SDP, obserwatorem procesów jest red. Aleksandra Tabaczyńska.

Jarosław Ziętara był dziennikarzem „Gazety Poznańskiej”. 1 września 1992 r. wyszedł z domu do pracy, jednak nigdy nie dotarł do redakcji. Po latach krakowska prokuratura stwierdziła, że 24-letni reporter został porwany i zamordowany. Zdaniem śledczych Ziętara miał zbierać informacje dotyczące holdingu Elektromis, w którym zatrudnienie znajdowali byli funkcjonariusze służb specjalnych i mundurowych PRL-u m.in.  Milicji Obywatelskiej, ZOMO itp. Prawdopodobnie red. Ziętara wpadł na trop działalności prowadzonej przez poznańskich biznesmenów, a związanej z m.in. przemytem papierosów i alkoholu. W 1999 roku Jarosław Ziętara został sądownie uznany za zmarłego. W roku 2016 r prokuratura oskarżyła byłego senatora Aleksandra Gawronika o to, że podczas narady w firmie Elektromis podżegał do zabójstwa Ziętary. Z kolei dwaj byli ochroniarze firmy Elektromis „Ryba” i „Lala” zostali oskarżeni o porwanie dziennikarza i przekazanie go nieustalonym zabójcom. Oskarżeni mężczyźni nie przyznają się do winy.

W styczniu 2022 roku w poznańskim Sądzie Okręgowym zaplanowano dwa posiedzenia w sprawach dotyczących śmierci red. Jarosława Ziętary. Pierwsza sprawa, rozpisana na wtorek 11 stycznia nie odbyła się pomimo stawienia się prokuratora Piotra Kosmatego, oskarżyciela posiłkowego Jacka Ziętary, barta Jarosława oraz oskarżonego o pomocnictwo i podżeganie do zabójstwa dziennikarza, Aleksandra Gawronika wraz z obrońcą. Strony zostały poproszone na salę sądową jednak bez udziału mediów i publiczności. Po krótkim czasie wszyscy wyszli z sali i na korytarzu prokurator Piotr Kosmaty w rozmowie z dziennikarzami powiedział, że ze względu na chorobę członka składu sędziowskiego, rozprawa odbędzie się w lutym.

Z kolei we wtorek, 18 stycznia odbyła się sprawa przeciwko dwóm byłym ochroniarzom nieistniejącej już firmy Elektromis, których oskarża się o pomocnictwo i podżeganie do zabójstwa Jarosława Ziętary. Na rozprawę oprócz stron tym razem też licznie przybyła publiczność, w tym dziennikarze. Zostało wezwanych trzech świadków, wszyscy się stawili i jako pierwszy zeznawał 72 letni Marian K. To do niego w 1992 roku zgłosili się czterej poznańscy dziennikarze z prośbą o pomoc w wyjaśnieniu losów swojego kolegi. Agencja detektywistyczna, której Marian K. był właścicielem po kilku miesiącach zrezygnowała ze sprawy.  Świadek zeznał, że decyzję tę podjął także pod wpływem sugestii współpracowników: – sprawa sięgała wyżej, a my nie mieliśmy środków żeby ją prowadzić. (…) doszliśmy do wniosku, że w sprawę zaangażowana jest służba bezpieczeństwa i dalsze nasze zaangażowanie spowoduje kłopoty.

Dopytywany przez prokuratora czego konkretnie bał się, stwierdził:

– Obawialiśmy się częstych kontroli. Baliśmy się też zastraszania. Zatrudniałem byłych pracowników tych instytucji, więc wiem jak one działały. (…) Zastosowałem taktykę uniku. Nie powiedziałem dziennikarzom o naszych ustaleniach. Gdy padła gdzieś informacja o Opus Dei, podjąłem ten temat, dla spokoju.

W trakcie zeznań z ust świadka padły też słowa o tym, że „Ziętara miał powiązania z rządem”

Zareagował na to sędzia sprawozdawca prosząc by świadek powtórzył to stwierdzenie. Emerytowany detektyw jednak szybko się poprawił i odpowiedział:

miałem na myśli firmę Elektromis i jej kontakty z rządem. Ślady prowadziły do Warszawy. Tu powołał się na swojego informatora ze służb. Następnie przyznał, że jego pracownicy twierdzili, „że Elektromis miał pośredni związek ze zniknięciem Ziętary”. Firma handlowała alkoholem, a Ziętara miał natrafić na ślad przemytu.

-Moi pracownicy doszli do takich wniosków na podstawie zeznań pracowników szefa Elektromisu. Ale to były tylko przesłanki, dowodów nie widziałem — zeznał K. Dodał, że z ustaleń jego biura wynikało, że dziennikarz „został zamordowany i zutylizowany”, w tym miejscu również zaznaczył, że to tylko „przesłanki, bo dowodów nie widział”.

Warto też dodać, że świadek zeznał, iż jeszcze przed uprowadzeniem Ziętary przyjął zlecenie od Elektromisu. Jednak nie powiedział o co chodziło, poinformował tylko, że nie otrzymał zapłaty za wykonaną pracę. Znamienne jest także, że ani razu przed sądem nie użył nazwy UOP posługiwał się słowem służby lub nawet służba bezpieczeństwa.

Jako drugi zeznawał Piotr G., dziennikarz, politolog, który w latach 90. był redaktorem naczelnym tygodnika „Poznaniak” należącego do spółki kontrolowanej przez Elektromis. Podczas zeznań kilka razy stanowczo zaprzeczył, by Elektromis kiedykolwiek na niego w tej sprawie naciskał.

Oświadczył, że podczas swojej pracy dziennikarskiej podejmował ważne śledztwa: w sprawie zabójstwa księdza Jerzego Popiełuszki, Grzegorza Przemyka. Jednak sprawa Jarosława Ziętary była najtrudniejsza. — Gdyby były naciski na mnie w sprawie Jarka Ziętary, na pewno od razu przestałbym kierować tym pismem. Podałbym się do dymisji.

Piotr G. osobiście pisał artykuły o losach Ziętary i spotykał się z jego ojcem Edmundem.

Pan Edmund bardzo szybko był przekonany, że stała się straszna krzywda jego synowi.

Podwładni z kierowanego przez niego tygodnika weszli też w skład grupy śledczej dziennikarzy, którzy na własną rękę szukali sprawców porwania Jarosława Ziętary.

W pierwszym numerze, który się ukazał po uprowadzeniu, zniknięciu Jarka, w okolicy 7 września napisałem, że jak ginie ktoś z taksówkarzy, wszyscy taksówkarze się jednoczą, żeby ująć przestępcę. I naszym obowiązkiem, całego środowiska dziennikarskiego jest postępować w ten sam sposób.

Rozwijając tę myśl zeznał, że w 1995 roku wystąpił na zjeździe Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, gdzie opowiedział o nieznanym jeszcze wtedy losie Jarosława Ziętary, licząc że temat wywoła „wielki front dziennikarski”, jednak w ocenie świadka tak się nie stało. W 1998 roku wysłał na konkurs SDP tekst podpisany przez czterech autorów, który uzyskał wyróżnienie. Podczas rozdania nagród, na sali był obecny premier Jerzy Buzek, bo nagroda była ufundowana – według świadka – przez rząd. Jeden z autorów, Stanisław Rusek, poprosił o uczczenie minutą ciszy zmarłą matkę Jarka. Następnie umówili się na spotkanie z premierem, na które doprosili red. Krzysztofa Kaźmierczaka.

Ostatnim świadkiem była Elżbieta Ł., która osobiście poznała Jarosława Ziętarę. Opowiedziała przed sądem, że w 1991 do firmy „Promyk” prowadzonej przez jej byłego męża przyszedł „młody, przystojny mężczyzna.” To był Jarosław Ziętara, który chciał przeprowadzić wywiad. Gdy ówczesny mąż Ł. zobaczył reportera, „wyszedł z nim za drzwi i po chwili wrócił twierdząc, że to był jego „dawny kolega z więzienia.” Ł. oświadczyła, że w latach 80. były mąż siedział w więzieniu i początkowo mu uwierzyła. Jednak Jarosław Ziętara były wtedy dzieckiem i nie mógłby być „kolegą z więzienia”.  Ł. rozstała się z mężem, bo w firmie „Promyk” „dochodziło do różnych oszustw i psychicznie sobie z tym nie radziłam”. Drugi raz spotkała się z Jarosławem Ziętarą na początku 1992 roku, gdy ten pracował już w Gazecie Poznańskiej.

— Spotkaliśmy się w kawiarni. Był zdziwiony, że odeszłam z dobrze prosperującej firmy. Opowiedział mi wtedy, że w Poznaniu jest kilka firm, które prowadzą nielegalne interesy, na pewno wymienił Elektromis. Ja z kolei pamiętałam, że u nas w „Promyku” byli ludzie z Elektromisu i chcieli, żebyśmy zainwestowali w przemyt alkoholu. Gdy Ziętara zniknął 1 września 1992 r., po kilku dniach spotkałam się z moim byłym mężem. Rozmawialiśmy o alimentach na nasze dzieci. Zapytałam go wtedy, czy wie, że ten dziennikarz zniknął? A on mi na to odpowiedział, że Ziętara wkładał nos w nie swoje sprawy i nie żyje, a mnie czeka to samo — zeznała Elżbieta Ł.

Kolejne rozprawy odbędą się w lutym.

CMWP SDP obejmuje monitoringiem sprawę red. Adama Sochy i red. Bogdana Bachmury z olsztyńskiej „Debaty”

CMWP SDP informuje, iż obejmuje monitoringiem sprawę red. Adama Sochy i red. nacz. Bogdana Bachmury z olsztyńskiego miesięcznika „Debata” pozwanych przez koncern Polski Bank Komórek Macierzystych SA  (PBKM) i jego spółkę – córkę  Instytut Terapii Komórkowych S.A. za publikacje na temat „leczenia komórkami macierzystymi” pod kątem przestrzegania praw człowieka i obywatela, szczególnie w zakresie wolności słowa i prasy. Koncerny żądają od pozwanych przeprosin, blisko 300 tysięcy złotych odszkodowania oraz żądają usunięcia z Internetu  już opublikowanych tekstów na swój temat. Dziennikarze nie przyznają się do winy. 

30 grudnia 2021 r. redaktor Adam Socha i redaktor naczelny olsztyńskiego miesięcznika „Debata” odebrali trzy pozwy od koncernu Polski Bank Komórek Macierzystych SA. Koncern pozwał dziennikarzy Adama Sochę i Bogdana Bachmurę, jako redaktora naczelnego portalu debata.olsztyn.pl oraz jako prezesa Fundacji „Debata”. Koncern zarzuca im naruszenie dóbr osobistych w 13 artykułach, które wg niego miałyby podważać skuteczność terapii wykorzystujących komórki macierzyste i krew pępowinową służącą do ich pozyskania oferowanych komercyjnie chorym na choroby neurodegeneracyjne.

Jednocześnie koncern PBKM zażądał od pozwanych usunięcie z portalu debata.olsztyn.pl na okres jednego roku czterech już opublikowanych artykułów oraz usunięcia kilku fragmentów z czterech innych tekstów, w których pada nazwa PBKM.  Ponadto pozwani żądają wykupienia przeprosin w dzienniku „Rzeczpospolita” i wpłaty od każdego pozwanego po 60 tys. zł. W sumie koszty, jakimi mogą zostać obciążeni pozwani w wyniku przegranego procesu wyliczono w tym pozwie na 222.952 zł. Pozew liczy 60 stron, do niego dołączono 103 załączniki, w sumie jest to ok. 750 stron (ponad 3 kg) dokumentów, część z nich jest w j. angielskim.

17 stycznia 2022 r. redaktor Adam Socha i redaktor naczelny olsztyńskiego miesięcznika „Debata” odebrali pozew od spółki Instytut Terapii Komórkowych (ITK) z Olsztyna, spółki-córki PBKM. Pozew liczy 127 stron i zawiera 99 załączników, czyli łącznie jest to ponad 700 stron tekstu, w tym większość załączników to artykuły w języku angielskim. ITK obliczył wartość sporu na 130 tys. zł (w tym żąda od dziennikarza 30 tys. zł, od Fundacji Debata – 30 tys. zł i od redaktora naczelnego portalu debata.olsztyn.pl – 30 tys. zł).

Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP istnieje od 1996 r. i stanowi komórkę organizacyjną Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, powołaną w celu obrony praw człowieka, w tym wolności słowa zgodnie z Europejską Konwencją Praw Człowieka. W związku z powyższym w zakresie realizowanych zadań CMWP monitoruje przestrzeganie praw człowieka i obywatela, m. in. w uzasadnionych przypadkach podejmuje interwencje prawne oraz przedstawia opinie w charakterze amicus curiae. W związku z powyższym CMWP SDP zamierza przedstawić swoją opinię w Sądzie  w charakterze amicus curiae (tzw. „opinii przyjaciela sądu”), jako że jest to uzasadnione celami naszej organizacji oraz potrzebą ochrony istotnych dóbr chronionych prawem, w tym konstytucyjnych praw i wolności. W przypadku wydania opinii zostanie ona niezwłocznie przekazana Sądowi, przed którym będzie toczył się proces.  Na razie jeszcze się on nie rozpoczął.

Na obecnym CMWP SDP informuje, iż obejmuje tę sprawę monitoringiem i zapewnia, iż udzieli dziennikarzom wszelkiego wsparcia i nieodpłatnej pomocy prawnej.

dr Jolanta Hajdasz, dyr. CMWP SDP

Warszawa , 25 stycznia 2022 r.