Słuchalność Trójki znów poszła w dół

Program 3 Polskiego Radia kolejny raz zanotował spadek w udziale słuchalności. W okresie listopad 2020 – styczeń 2021 wyniósł on 2,1 proc. Swój wynik poprawiła m.in. publiczna Jedynka.

 

Z badania Radio Track  wynika, że liderem rynku było RMF FM, z udziałem na poziomie 28,9 proc., w tym samym okresie rok wcześniej stacja ta osiągnęła wynik 28,5 proc. Na drugiej pozycji znalazło się Radia ZET  ze słuchalnością 12,3 proc.(spadek z 12,6 proc.), a na trzecim Radia Eska  z wynikiem 7,4 proc. (spadek z 7,9 proc.). Czwarte miejsce zajął Program 1 Polskiego Radia, który zanotował wzrost słuchalności z 4,9 proc. do 5,4 proc.

 

Kolejne miejsca wyglądają następująco: Audytorium 17 (grupa regionalnych rozgłośni Polskiego Radia) – 5,0 proc. (wzrost z 4,7 proc), RMF MAXXX – 3,8 proc. (wzrost z 3,7 proc.), VOX – 3,7 proc. (wzrost z 3,6 proc.), Złote Przeboje – 2,8 proc. (wzrost z 2,6 proc.), AntyRadio – 2,7 proc. (wzrost z 2,3 proc.), TOK FM – 2,6 proc. (wzrost z 2,3 proc.), Radio PLUS – 2,2 proc. (wzrost z 2,1 proc.). Dopiero na dwunastym miejscu znalazła się radiowa Trójka, której udział w rynku słuchalności spadł z 5,9 proc. do 2,1 proc.

 

opr. jka, źródło: Wirtualnemedia.pl, fot. Wikipedia.pl

 

Rusza proces dziennikarek Biełsatu

Proces dwóch młodych dziennikarek Biełsatu – 28-letniej Kaciaryny Andrejewej (Bachwaławej) i 24-letniej Darii Czulcowej rozpoczyna się we wtorek, 9 lutego w stolicy Białorusi. W oczekiwaniu na rozprawę spędziły one już 85 dni w areszcie.

 

Andrejewą i Czulcową zatrzymano 15 listopada ub.r. w Mińsku, podczas relacjonowania oddolnego protestu po tragicznej śmierci Ramana Bandarenki. Kilka dni wcześniej ten zwolennik opozycji próbował interweniować, gdy tajniacy niszczyli patriotyczną symbolikę na jego podwórku. Został pobity i w wyniku pęknięcia czaszki umarł w szpitalu. Jego śmierć poruszyła opinię publiczną na Białorusi.

 

W chwili zatrzymania dziennikarki Biełsatu prowadziły transmisję na żywo z demonstracji odbywającej się w miejscu, gdzie Bandarenka został schwytany i pobity. Przebywały wówczas na 13. piętrze pobliskiego bloku mieszkalnego. Namierzone przez służby, trafiły do aresztu. Początkowo Andrejewą i Czulcową standardowo skazano na siedem dni aresztu za „udział w nielegalnym zgromadzeniu”, w którym w rzeczywistości, jako dziennikarki, udziału brać nie mogły, skoro relacjonowały je z odległości. Po tygodniu nie zostały jednak wypuszczone. Tym razem usłyszały zarzuty karne. Oskarżono je o organizację działań rażąco naruszających porządek publiczny. Artykuł 342 białoruskiego kodeksu karnego przewiduje za to nawet 3 lata pozbawienia wolności.

 

Dziennikarkom zarzucono, że prowadząc wideorelację z protestów na żywo, tym samym je koordynowały. W ich wyniku zostało rzekomo zakłócone funkcjonowanie transportu publicznego – 13 linii autobusowych, 3 trolejbusowych i 3 tramwajowych. Państwowe przedsiębiorstwo MinskTrans wyceniło swoje straty na niemal 18 tys. złotych.

 

Dziennikarki czas przed procesem spędziły w areszcie w podmińskim Żodzinie. Z otrzymanych od nich listów wynika, że są w dobrym stanie. Kaciaryna Andrejewa w korespondencji ze swoim mężem, również dziennikarzem Biełsatu Iharem Iliaszem podkreśla, że jest „spokojna o swoje przeznaczenie” i jeśli to konieczne, „zniesie wszystko”. Daria Czulcowa tęskni za pracą. Otuchy dodają im dziesiątki listów, które otrzymują zarówno od bliskich, jak i całkiem nieznajomych ludzi. Obydwie zostały już uznane przez białoruskich obrońców praw człowieka za więźniów politycznych.

 

Niestety charakter białoruskiego wymiaru sprawiedliwości, zupełnie podporządkowanego władzy, nie daje nadziei na to, że zapadną wyroki uniewinniające. Jak pokazuje praktyka, sądy biorą jedynie pod uwagę obciążające oskarżonych zeznania milicjantów – nawet, jeżeli nie mają one nic wspólnego z rzeczywistością. Trzeba się więc liczyć z tym, że Kaciaryna i Daria nie wyjdą szybko na wolność.

 

Kaciaryna Andrejewa mimo swojego młodego wieku jest weteranką zatrzymań, rozpraw oraz grzywien. Po raz pierwszy trafiła do milicyjnego aresztu i przed sąd w 2017 r., gdy relacjonowała protesty społeczne w Orszy. Od tego czasu stawała przed sądem dziesięciokrotnie, a suma jej grzywien osiągnęła ponad 16,5 tys. zł. Karano ją za pracę bez akredytacji. Dziennikarka prowadziła wiele relacji na żywo, co funkcjonariusze milicji rejestrowali, by kierować sprawy do sądu. We wrześniu ub.r. Andrejewa, zatrzymana w czasie pracy dziennikarskiej, odsiedziała trzy dni aresztu – oficjalnie za udział w nielegalnym zgromadzeniu. Daria Czulcowa współpracę z Biełsatem rozpoczęła od razu po studiach, w 2019 r. Przed sądem za brak akredytacji stawała już dwukrotnie, co zawsze kończyło się grzywnami. To pierwszy jej pobyt w białoruskim areszcie.

 

Ogółem w 2020 roku dziennikarzy Biełsatu zatrzymywano 162 razy. Zatrzymaniom regularnie towarzyszyła konfiskata sprzętu. 26 dziennikarzy aresztowano, z czego 6 dwukrotnie, a 1 trzykrotnie, co daje łącznie 34 areszty administracyjne. Za kratami spędzili 392 dni oraz zapłacili grzywny w wysokości prawie 100 tys. zł. 7 spośród aresztowanych padło ofiarą przemocy fizycznej z rąk służb bezpieczeństwa, a 7 w następstwie zatrzymania wymagało hospitalizacji. Podczas brutalnego rozpędzania powyborczych demonstracji 2 fotoreporterki doznały obrażeń od broni gładkolufowej oraz w wyniku wybuchu granatu hukowego.

 

Źródło: Biełsat

 

Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich wydało książkę „Jestem dziennikarzem. Dlaczego mnie bijecie?” opisującą represje wobec białoruskich dziennikarzy, jedną z jej współautorek jest Kaciaryna Andrejewa. E-wydanie można bezpłatnie pobrać TUTAJ.

Jadczak, Słowik, Faron i Michalski w Wirtualnej Polsce

Szymon Jadczak, Patryk Słowik, Dariusz Faron oraz Patryk Michalski dołączą do zespołu Wirtualnej Polski.

 

Pierwsi trzej dziennikarze będą publikować przede wszystkim w WP Magazynie,  Michalski zaś ma przygotowywać głównie materiały polityczne oraz relacje i programy wideo. Jadczak pracę rozpocznie 1 kwietnia, pozostali z początkiem maja.

 

Szymon Jadczak to dziennikarz śledczy, który od wielu lat związany był z TVN-em („Uwaga”, „Superwizjer”, ostatnio tvn24.pl).   Patryk Słowik od 2014 roku pracował w „Dzienniku Gazecie Prawnej”. Patryk Michalski jest dziennikarzem newsowym, który przez blisko pięć ostatnich lat był reporterem politycznym RMF FM. Dariusz Faron to dziennikarz sportowy, w ostatnich latach związany z Onetem i „Przeglądem Sportowym”.

 

opr. jka, źródło: Wirtualna Polska

 

Trójka przypomni audycje z Krzysztofem Kowalewskim

W wieku 83 lat zmarł aktor filmowy, telewizyjny, teatralny i radiowy Krzysztof Kowalewski. Polskie Radio dla upamiętnienia tej wybitnej postaci przypomni słuchowiska z jego udziałem.

 

Krzysztof Kowalewski wystąpił w ponad 120 filmach i serialach telewizyjnych, jednak dla słuchaczy Polskiego Radia to przede wszystkim Pan Sułek ze słuchowiska Jacka Janczarskiego „Kocham pana, panie Sułku”, w którym stworzył mistrzowski duet z Martą Lipińską. sidabriniai žiedai Silvera.

 

Program 3 Polskiego Radia, chcąc uczcić pamięć Krzysztofa Kowalewskiego, będzie emitować niezapomniane audycje „Kocham pana, panie Sułku” od 8 do 19 lutego w „Akademii Rozrywki” o godz. 13:10.

 

opr. jka, źródło: Polskie Radio, fot. PAP/Maciej Kłoś

Zadebiutował „FAKT. Magazyn Śledczy”

Nowy miesięcznik wydawany pod marką dziennika „Fakt” pojawił się w sprzedaży 8 lutego.  „FAKT. Magazyn Śledczy” liczy ponad 80 stronach i zawiera historie kryminalne.

 

Redaktorem prowadzącym nowego pisma jest Wojciech Sroczyński, jak zapewnia magazyn nie będzie gonił za tanią sensacją, tylko informował „o nieetycznym i niezgodnym z prawem zachowaniu ludzi.”

 

W tekstach mają być analizowane metody działania przestępców i osób lawirujących na granicy prawa.

 

„Na celowniku naszych dziennikarzy znajdą się także politycy, celebryci i inne osoby, które powinny świecić pozytywnym przykładem – dodaje Wojciech Sroczyński, redaktor prowadzący „Magazyn Śledczy”, cytowany w komunikacie prasowym.

 

„FAKT. Magazyn Śledczy” kosztuje 9,50 zł.

 

opr. jka, źródło: RASP

 

Premier potępia ataki na dziennikarzy

Przypadki agresji wymierzonej w dziennikarzy, w tym ataki polegające na naruszeniu nietykalności cielesnej bądź niszczeniu mienia, zasługują na zdecydowane potępienie, a ich sprawcy muszą liczyć się z poważnymi konsekwencjami – napisał premier Mateusz Morawiecki w liście do przewodniczącego Rady Mediów Narodowych Krzysztofa Czabańskiego.

 

Pismo premiera, do którego dotarła Polska Agencja Prasowa, to odpowiedź na list szefa RMN skierowany do Mateusza Morawieckiego po przypadkach ataków na pracowników mediów podczas demonstracji Strajku Kobiet (pisaliśmy o tym TUTAJ). Wśród poszkodowanych znalazł się m.in. dziennikarz Polskiego Radia Poznań. Krzysztof Czabański zwrócił się do Mateusza Morawieckiego o podjęcie pilnych działań na rzecz zapewnienia bezpieczeństwa dziennikarzom relacjonującym przebieg demonstracji.

 

Premier w swoim liście do przewodniczącego RMN napisał:  „Informacje dotyczące agresywnych działań podejmowanych przez uczestników demonstracji przyjmuję z tym większym niepokojem, że dziennikarze pełnią szczególną funkcję w systemie demokratycznym. Ich bezpieczeństwo fizyczne stanowi podstawowy warunek do wykonywania zawodu dziennikarza i jako takie stanowi fundament wolności słowa i życia publicznego w Polsce”.

 

Dodał, że „Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji wraz z podległymi sobie organami, na czele z Policją, podejmują zdecydowane działania na rzecz zapewnienia bezpieczeństwa dziennikarzy w trakcie demonstracji”.

 

„Chciałbym zapewnić, że zagwarantowanie bezpieczeństwa dziennikarzy traktowane jest priorytetowo. Przypadki agresji wymierzonej w dziennikarzy, wszelkie ataki w tym polegające na naruszeniu nietykalności cielesnej bądź niszczeniu mienia, zasługują na zdecydowane potępienie, a ich sprawcy muszą liczyć się z poważnymi konsekwencjami” – napisał Mateusz Morawiecki.

 

opr. jka, źródło: pap.pl, fot. Wikipedia

 

 

Wojciech Orliński żegna się z mediami

Dziennikarz  i szef związków zawodowych w Agorze Wojciech Orliński odchodzi z „Gazety Wyborczej”. Jak napisał na swoim blogu, nie zmienia redakcji tylko zawód. Będzie nauczycielem.  

 

Orliński w „Gazecie Wyborczej” pracował od 1997 roku, a od 2001 roku był przewodniczącym związków zawodowych w Agorze.

 

„Formalnie jeszcze tu pracuję, bo haerowe młyny mielą w swoim tempie. Zaczynam właśnie urlop, z którego już nie wrócę. Stosowne papiery są już w dziale Zasobów Ludzkich, a co podpisane, tego nie da się odpodpisać” – napisał Wojciech Orliński na swoim blogu Ekskursje.pl.

 

Dalej tłumaczy, że to nie jest zwykła zmiana pracy, tylko branży.

 

„Przez ostatnie 10 lat byłem etatowym dziennikarzem, angażującym się w różne projekty edukacyjne. Teraz będę etatowym nauczycielem, okazjonalnie pisującym do mediów” – wyjaśnia. Dodaje, że zamierza dalej pisać felietony do „Dużego Formatu”.

 

opr. jka, źródło:Ekskursje.pl, fot. Wikipedia.pl

 

UOKiK wydał zgodę na przejęcie Polska Press przez PKN Orlen

Planowana koncentracja nie wpłynie na konkurencję na rynku wydawniczym prasy lokalnej, na której jest obecna Polska Press – uznał prezes Urzędu Ochrony Konsumentów i Konkurencji Tomasz Chróstny i wydał zgodę na sfinalizowanie zakupu wydawcy gazet i portali lokalnych przez PKN Orlen.

 

Wniosek o zgodę na transakcję wpłynął do UOKiK 10 grudnia 2020 roku, jak czytamy w komunikacie, który pojawił się w piątek na stronie urzędu, prezes tej instytucji, w oparciu o wiedzę oraz dostarczone przez strony informacje, a także po analizie rynku i możliwych konsekwencji przejęcia, wydał zgodę na dokonanie koncentracji.

 

– Planowana koncentracja nie wpłynie na konkurencję na rynku wydawniczym prasy lokalnej, na której jest obecna Polska Press, a nie był dotychczas obecny PKN Orlen. Zmianie ulegnie wyłącznie właściciel spółki Polska Press, zaś udziały rynkowe poszczególnych jego uczestników pozostają bez zmian. Po starannej analizie zebranych materiałów i ocenie skutków rynkowych połączenia spełnione zostały kryteria do wydania bezwarunkowej zgody dla koncentracji spółek PKN Orlen i Polska Press powiedział Tomasz Chróstny, prezes UOKiK.

 

Jak podkreślono, prezes UOKiK oparł ocenę skutków koncentracji m.in. na informacjach i danych zebranych w trakcie postępowania, w tym dostarczonych przez strony transakcji oraz od podmiotów konkurujących z Ruch (spółka ta należy do Orlenu) i będących kontrahentami Polska Press. Przeanalizowano również materiały otrzymane w związku z prowadzonym postępowaniem, m.in. przesłane przez Helsińską Fundację Praw Człowieka, Towarzystwo Dziennikarskie czy Rzecznika Praw Obywatelskich.

 

– W przypadku tej koncentracji otrzymaliśmy różne stanowiska niezwiązane z naszymi kompetencjami. Część z nich wyrażała obawę, że w wyniku koncentracji mogłoby dojść do zagrożenia pluralizmu mediów czy ograniczenia wolności słowa. Zgodnie z prawem jedyną przesłanką, w oparciu o którą Prezes UOKiK może zakazać dokonania koncentracji, jest istotne ograniczenie konkurencji, oceniane w oparciu o jasno określone i mierzalne kryteria gospodarcze. Prezes UOKiK w zakresie swojej działalności orzeczniczej jest niezależny i nie może kierować się sugerowanymi kryteriami przy prawnej i merytorycznej ocenie koncentracji – zarówno tej, jak i każdej innej. Nie może być zatem mowy o posługiwaniu się w postępowaniu koncentracyjnym subiektywnymi i bliżej niezdefiniowanymi w prawie antymonopolowym kryteriami czy kategoriami pojęciowymi. Uwzględnienie tego typu kryteriów stanowiłoby złamanie prawa. Postępowania w zakresie kontroli koncentracji realizujemy zawsze w oparciu o dogłębną ocenę merytoryczną i wypracowany warsztat metodologiczny, nie ulegając przy tym jakiejkolwiek presji zewnętrznej czy emocjom – tłumaczył Tomasz Chróstny.

 

opr. jka, źródło: UOKiK

Jacek Pałasiński i Szymon Jadczak odchodzą z TVN

Komentator i były korespondent z Włoch Jacek Pałasiński oraz dziennikarz śledczy Szymon Jadczak odchodzą z Grupy TVN Discovery Polska – informuje portal Wirtualnemedia.pl.

 

Pałasiński ze stacją TVN związany był od początku jej uruchomienia w 2001 roku. Prowadził m.in. autorskie programy „Świat według Jacka” w TVN24 i „Tydzień według Jacka” w TVN 24 BiS.  W 1981 roku dziennikarz wyjechał do Włoch, pracował w Radiu ZET, „Rzeczpospolitej” i „Wprost”, publikował w prasie zagranicznej.

 

Po 13 latach pracy z TVN-em żegna się również dziennikarz śledczy Szymon Jadczak. Ostatnio pracował w redakcji TVN24.pl, a wcześniej w programach „Uwaga” i „Superwizjer”.

 

Z nieoficjalnych informacji wynika, że Jadczak otrzymał propozycję pracy w jednym z głównych portali internetowych.

 

opr. jka, źródło: Wirtualnemedia.pl, fot. Wikipedia

 

 

 

 

 

 

Marcin Makowski kończy współpracę z „Do Rzeczy”

Marcin Makowski nie będzie już współpracownikiem tygodnika „Do Rzeczy”. Chce poświęcić się pracy w Wirtualnej Polsce.

 

O swojej decyzji dziennikarz poinformował na Twitterze.

 

„Od pięciu lat łączyłem pracę w „Do Rzeczy” z Wirtualną Polską. Pewien etap się kończy, od lutego w pełnym wymiarze możecie mnie czytać na @wirtualnapolska. Dziękuję czytelnikom, rozmówcom oraz calej redakcji tygodnika, życząc powodzenia. Nowe projekty w WP już wkrótce!” – napisał Marcin Makowski.

 

opr. jka, źródło: Twitter/Marcin Makowski