Cała naprzód! Spotkanie noworoczno-opłatkowe ODDZIAŁU GDAŃSKIEGO SDP

W restauracji o morskich tradycjach, usytuowanej nad samą Motławą, skąd rozciąga się piękny widok na stary Gdańsk odbyło się noworoczno-opłatkowe spotkanie wybrzeżowych dziennikarzy należących do Oddziału Gdańskiego Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. Uczestniczyło w nim ponad 30 osób.

Wśród nich byli też nowi członkowie, którym właśnie wręczono legitymacje: Wioleta Żurawska, fotoreporterka z „Gościa Niedzielnego”, mówiąca o sobie, że robi „święte zdjęcia” oraz Michał Pacześniak, reporter z Radia Gdańsk.

Janusz Wikowski wręcza legitymację SDP nowemu członkowi Wiolecie Żurawskiej, przysłuchuje się temu ks. Jarosław Brylowski
Fot. Maria Giedz

Niepowtarzalny nastrój…

Na spotkanie, oprócz członków Stowarzyszenia, przybyli również goście: Bogusław Olszonowicz, wiceprezes Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy, nie tylko dziennikarz, ale też muzyk z zespołu „Czerwone Gitary”, który wraz z małżonką Dianą wspierali nas śpiewem kolęd.

Bogusław Olszonowicz i jego żona Diana swoim śpiewem wprowadzili niezwykłą atmosferę podczas noworoczno-opłatkowego spotkania wybrzeżowych dziennikarzy
Fot. A. Gojke

Przybył także Czesław Czyżewski, redaktor naczelny Wydawnictwa Pomorskiego, który w trakcie wspólnego, noworocznego „biesiadowania” zaczął rozważać chęć przynależności do SDP.

Towarzyszył nam też Wojtek Szramowski reprezentujący Pomorskie Media Gospodarczo-Biznesowe, który niemal natychmiast wrzucił na Facebooka krótkie nagranie polskiej piosenki świątecznej „Jest taki dzień” w wykonaniu Bogusia i Diany. Atmosfera zrobiła się wręcz niezwykła, ale zacznijmy od początku, czyli od opłatka i składania sobie nawzajem życzeń.

Modlitwa

Ks. Jarosław Brylowski, proboszcz parafii w Ełganowie, nasz stowarzyszeniowy kolega i publicysta historyczny, poprzedził kolację krótką modlitwą, również za naszych redakcyjnych kolegów zmarłych w ubiegłym roku. A było ich, niestety aż dziesięcioro. Znaliśmy się, pracowaliśmy z nimi, byli naszymi mistrzami, jak np. Jan Jakubowski, współtwórca i redaktor prasy podziemnej, czy Barbara Szczepuła, m.in. autorka książek poświęconych historii Gdańska. Uczciliśmy ich minutą ciszy i modliliśmy się za nich wszystkich.

Jarek, nasz tzw. nieformalny oddziałowy kapelan, nawiązując do Bożego Narodzenia, zwrócił uwagę na takie pojęcia jak odpowiedzialność i prawda, które są niezwykle ważne w pracy dziennikarza. Pobłogosławił też opłatki, którymi dzieliliśmy się, życząc pracy bez stresu, politycznych nacisków, takiej, która nam daje satysfakcję, a widzom, słuchaczom czy czytelnikom zapewnia rzetelne informacje.

Ksiądz Jarosław Brylewski  (skromnie w lewym górnym rogu zfdjęcia) w modlitwie przed poświęceniem opłatków mówił o szukaniu prawdy, o byciu odpowiedzialnym, a dziennikarze z zainteresowaniem go słuchali
Fot. M. Giedz

Były też życzenia przesłane mailem czy WhatsAppem od członków Zarządu Głównego SDP i oczywiście od pani Prezes Jolanty Hajdasz, a także od naszego kolegi Tadeusza Knade, członka Oddziału Gdańskiego, który od niemal 40 lat mieszka w Hamburgu.

Janusz Wikowski i Andrzej Liberadzki, dwaj niegdyś redaktorzy naczelni Dziennika Bałtyckiego dzielą się opłatkiem i składają sobie noworoczne życzenia
Fot. A. Gojke
Jolanta Roman-Stefanowska składa dzieli się opłatkiem i składa noworoczne życzenia seniorowi wybrzeżowych dziennikarzy Edmundowi Szczesiakowi
Fot. A. Bojke

Biesiada noworoczna i Konkurs SDP

Biesiadowaliśmy, delektowaliśmy się i czerwonym barszczem i pasztecikami, ale przede wszystkim w różny sposób przyrządzonymi śledziami dodanymi do pieczonych ziemniaków w mundurkach.

Zebrała się starszyzna wybrzeżowego dziennikarstwa. J. Wikowski, K. Kurkiewicz, A. Gojke, E. Szczesiak, T. Woźniak i ledwie widoczny A. Liberadzki
Fot. M. Giedz

W przerwach śpiewaliśmy kolędy, prowadziliśmy ożywione rozmowy, również na temat 32. już edycji Konkursu SDP, omawiając poszczególne kategorie i zastanawiając się kto i jakie materiały mógłby na ten konkurs przesłać. Dużym zainteresowaniem cieszyła się poświęcona tematyce religijnej, jedna z nowowprowadzonych kategorii konkursowych.

Co dalej z mediami?

Prowadziliśmy też, w niewielkich podgrupach, poważne rozmowy na temat naszej pracy zawodowej, walki o niezależność mediów i prawa do publikacji. A to wszystko umożliwił nam nasz oddziałowy prezes Janusz Wikowski, jednocześnie szef Głównej Komisji Rewizyjnej SDP. To on postarał się, aby na to spotkanie przygotować i coś dla ducha i dla smakoszy specjalnej kuchni wigilijnej. A dyskusje?

Dyskusjom w podgrupach na siedząco i stojąco nie było końca
Fot. A. Gojke

Nikt nie siedział sam. Dzieliliśmy się swoimi doświadczeniami, poruszaliśmy tematy ważne dla środowiska i Stowarzyszenia.


Fotografująca uroczystość (Maria Giedz – autorka tekstu), za nią Czesław Czyżewski, a w tle Adam Chmielecki, dyrektor w Fundacji Promocji Solidarności
Fot. A. Gojke

Rozmawialiśmy o problemach mediów, podpytywaliśmy seniorów o ich spojrzenie na sprawy nurtujące nas dziennikarzy.

Cała naprzód!

Po kilku godzinach trzeba było się rozstać.  Wyszliśmy jednak podbudowani, z nadzieją, że ten rok przyniesie lepszą rzeczywistość, i jak na „ludzi morza” przystało powiedzieliśmy sobie „Cała Naprzód”, wykorzystując nazwę tejJednak gościnnej restauracji.

Maria Giedz

Zdjęcia: Maria Giedz i Andrzej Gojke

Medialne echa tytułu HIENY ROKU 2025 dla WOJCIECHA CZUCHNOWSKIEGO z Gazety Wyborczej

Zarząd Główny Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich przyznał Wojciechowi Czuchnowskiemu z Gazety Wyborczej antynagrodę dziennikarską HIENA ROKU 2025. ZG SDP za nieetyczny i nierzetelny uznał skandaliczny tekst z 15 grudnia, w którym Czuchnowski zaatakował szefa BBN prof. Sławomira Cenckiewicza, jednego z najbliższych współpracowników prezydenta RP Karola Nawrockiego.

Wojciech Czuchnowski od lat jest medialnym cynglem politycznym redaktora naczelnego GW Adama Michnika. Zdobywca Hieny Roku 2025 jest człowiekiem do zadań specjalnych środowisk liberalno-lewackich w Polsce.

Znany jest z bezpardonowych ataków na prawicę, media konserwatywne i ludzi inaczej myślących niż ekipa rządowa premiera Donalda Tuska.

Zarząd Głóny SDP nie miał wątpliwości – jednogłośnie przyznał Hienę Roku Wojciechowi Czuchnowskiemu z Gazety Wyborczej.

Ogłoszenie Hieny Roku 2025 z udziałem ZG SDP – od lewej: Anna Popek, Janusz Życzkowski, Jolanta Hajdasz, Wojciech Reszczyński, Aleksandra Tabaczyńska, Wanda Nadobnik, (za WN ) Hubert Bekrycht, Maria Giedz (za MG) Krzysztof Skowroński

Jeszcze przed ogłoszeniem przez ZG SDP decyzji o antynagrodzie, jako przykład haniebnych działań dziennikarza politycznego GW podawano atak Czuchnowskiego na posła Dariusza Mateckiego. Doszło do tego w sejmowym korytarzu na początku ub. r. Wówczas to Wojciech Czuchnowski, po ostrej wymianie zdań z posłem opozycji, wytrącił Mateckiemu aparat fotograficzny.

Rok temu w Sejmie Wojciech Czuchnowski zaatakował posła Dariusza Mateckiego. Uchodzący za tzw. cynglna politycznego GW i ekipy premiera Donalda Tuska publicysta wytrącił telefon komórkowy parlamentarzyście
X/ D. Matecki

Parlamentarzysta zdążył sfilmować zajście. Marszałek Sejmu, wtedy Szymon Hołownia, ukarał Czuchnowskiego… Na dwa miesiące zakazał Czuchnowskiemu wejścia do Sejmu…

Tym razem publicysta Gazety Wyborczej, przy okazji kolejnego ataku na prof. Sławomira Cenckiewicza i prezydenta RP Karola Nawrockiego, posunął się do niespotykanej dotąd podłości wobec szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego. Manipulując i podając nieprawdziwe informacje wymieszane z prawdziwymi faktami zasugerował, że Cenckiewicz jest chory. Podał nawet działanie leków, które miał przyjmować szef BBN cytując rzekomo informacje niejawne – źródła przecieków ze służb specjalnych podlegających rządowi. To przestępstwo, bo nie wolno ujawniać danych medycznych. Nikogo.

Echa decyzji o przyznaniu Wojciechowi Czuchnowskiemu z GW antynagrody dziennikarskiej były bardzo głośnie. Ich oddziaływanie jest szerokie i trafiło do wszystkich mediów niezależnych w Polsce. Oczywiście nie podajemy wszystkich cytatów medialnych Hieny Roku 2025. I wszystkich osób z SDP i ZG SDP, którzy wypowiadali się na ten temat (m.in. prezes SDP Jolanta Hajdasz, Anna Popek, Wojciech Reszczyński, Janusz Życzkowski, Hubert Bekrycht).

To jednak, co ludzie mogli przeczytać, usłyszeć i zobaczyć, jest chyba kwintesencją ogólnopolskiego odbioru przyznania Czuchnowskiemu Hieny Roku 2025.

 

Echa Hieny Roku zebrała J. Hajdasz:

 

1. Wybór tytułów i charakterystycznych komentarzy z mediów społecznościowych (konta prywatne na X – wersje oryginalne postów):

 

>>Mamy to! Antynagroda „HIENA ROKU” Trafia w pełni zasłużenie na ręce Czuchnowskiego!<<

 

>>Przed Państwem, niekwestionowany zwycięzca tegorocznego konkursu: „Hiena Roku 2025” – trafia do Wojciecha Cuchnowskiego z G.<<

 

>>@czuchnowskiw dziennikarską Hieną Roku 2025, za szczególną nierzetelność i lekceważenie zasad etyki dziennikarskiej. Wyjątkowo odrażający typ.<<

 

>>Mamy to ! Antynagroda „HIENA ROKU” Trafia w pełni zasłużenie na ręce Czuchnowskiego! <<

>>🏅 Hiena roku 2025 🏅 Hiena roku 2024 „Gratulacje” 😡😡😡<<

 

2. Media tradycyjne (niektóre publikacje w sieci):

Do Rzeczy:

https://dorzeczy.pl/obserwator-mediow/832466/czuchnowski-z-hiena-roku-2025-za-tekst-o-cenckiewiczu.html

WM:

https://www.wirtualnemedia.pl/wojciech-czuchnowski-gazeta-wyborcza-hiena-roku-za-tekst-o-lekach-slawomira-cenckiewicza,7243691738724448a

wPolityce:

https://wpolityce.pl/media/750765-hiena-roku-2025-wybrana-laureatem-czuchnowski-z-gw

TV Republika:

 

Radio Wnet:

https://wnet.fm/2026/01/15/hiena-roku-2025-dla-wojciecha-czuchnowskiego-z-gazety-wyborczej/

Radio Maryja:

https://www.radiomaryja.pl/informacje/wojciech-czuchnowski-z-gazety-wyborczej-nagrodzony-antynagroda-hiena-roku-2025/

wPolsce24:

https://www.youtube.com/shorts/zr-VBNuGP98

FB – wPolsce24:

https://www.facebook.com/

TV Republika:

wPolsce24:

Forum – FB:

https://www.facebook.com/photo/?

WM:

https://www.wirtualnemedia.pl/wojciech-czuchnowski-gazeta-wyborcza-hiena-roku-za-tekst-o-lekach-slawomira-cenckiewicza,7243691738724448a

Press:

https://www.press.pl/tresc/91196,sdp-dala-czuchnowskiemu-hiene-roku-za-tekst-o-lekach-szefa-bbn

Radio Republika:

https://www.youtube.com/watch?v=isYAyuAUA8I&pp=ygUPSHViZXJ0IEJla3J5Y2h00gcJCU8KAYcqIYzv

Biały Kruk:

https://www.youtube.com/shorts/2GlXCACzLDE

Niezależna.pl:

https://niezalezna.pl/media/dziennikarska-antynagroda-dla-wojciecha-czuchnowskiego-znamy-uzasadnienie-przyznanej-hieny-roku-2025/561306

tysol.pl

https://www.tysol.pl/a152534-hiena-roku-2025-antynagroda-sdp-dla-wojciecha-czuchnowskiego

SDP – oddziały i sdp.pl – Oddział SDP w Katowicach

https://sdp.net.pl/z-zycia-sdp/hiena-roku-dla-wojciecha-czuchnowskiego-z-gazety-wyborczej/

TV Republika

https://tvrepublika.pl/Polska/Hiena-Roku-2025-przyznana-Laureatem-Czuchnowski-z-GW/205810

 3. I jeszcze kilka informacji

YouTube (dane z soboty 17 stycznia) – wybór, nie wszystkie:

YT:

  1. TV Republika – 27 tys wyświetleń (z transmisji, bez materiałów zapowiadających)
  2. wPolsce24 – 26 tys. wyświetleń (materiał zapowiadający + transmisja )
  3. Magazyn Anity Gargas – 8,3 tys. wyświetleń
  4. kanał Doroty Kani – 2,9 tys. wyświetleń
  5. kanał Dariusza Mateckiego 1,4 tys wyświetleń (2 materiały)
  6. portal Białego Kruka – 1,1 tys wyświetleń
  7. TV Trwam – 301 wyświetleń
  8. transmisja sdp.pl i zapis – 277 wyświetleń

 

X:

  1. konto Janusz Życzkowski 31 tys. wyświetleń
  2. konto @Bogusaw70040688 – 9 tys.
  3. Radio Wnet – 6 tys.
  4. sdp.pl – 3 tys. wyświetleń
  5. Hubert Bekrycht – 1 tys.
  6. @wirtualnemedia – 1 tys.
  7. Do Rzeczy – 1 tys.
  8. Press – 1.tys.

 

Facebook:

 

  1. Suwerenna Polska – 3,6 tys wyświetleń, 922 komentarzy, 243 udostępnień
  2. Magazyn Anity Gargas – 2,7 tys wyświetleń, 170 komentarzy, 347 udostępnień
  3. Stefan Bartnik – 2,3 tys wyświetleń, 525 komentarzy, 279 udostępnień
  4. Jacek W. Raczka – 2 tys. wyświetleń, 347 komentarzy, 258 udostępnień
  5. Jan Warzecha – 941 wyświetleń, 614 komentarzy, 34 udostępnień

 

Linki i informacje statystyczne z danych zebranych przez Jolantę Hajdasz w pierwszych 2 dniach po ogłoszeniu Hieny Roku 2025

opr. hub/sdp.pl

Publikacja w sdp.pl 15 stycznia 2026 roku:

HIENA ROKU DLA WOJCIECHA CZUCHNOWSKIEGO Z GAZETY WYBORCZEJ

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Wywiady Jolanty Hajdasz, prezes SDP i dyrektor CMWP SDP dla konserwatywnych portali internetowych we Francji i we Włoszech

Jak wygląda świat mediów w Polsce rządzonej przez  Donalda Tuska i  dlaczego ten rząd tak bardzo boi się mediów niezależnych od siebie  – na te m.in. pytania odpowiada Jolanta Hajdasz, prezes SDP i dyrektor CMWP SDP w wywiadach opublikowanych w konserwatywnych portalach  we Włoszech i  we Francji w ub. tygodniu, a w bieżącym w hiszpańskiej wersji  jednej z   międzynarodowych serwisów katolickiej agencji informacyjnej oraz na blogu znanego watykanisty Giuseppe Rusconiego . 

Portale , którym udzieliła wywiadu Jolanta Hajdasz, to internetowe media o charakterze konserwatywnym  i katolickim.  Odwiedzają je codziennie dziesiątki tysięcy osób. Pierwszy z nich to portal La Nuova Bussola Quotidiana (lanuovabq.it)   strona internetowa, która jest prawicowym, włoskim portalem informacyjnym. Skupia się na tematyce religijnej, społecznej, politycznej, kulturalnej i aktualnościach z Włoch i świata, często prezentuje treści z perspektywy nauczania Kościoła katolickiego, krytyczne wobec współczesnych trendów społecznych. Funkcjonuje od ponad 10 lat. Drugi portal to Le Salon Beige to  popularny, codzienny francuski blog informacyjny o profilu katolickim i konserwatywnym. Działa od 2023 roku.  Jest on uważany za wpływową platformę w tradycyjnych kręgach katolickich we Francji. Jego twórcy piszą o sobie : chcemy i możemy zbudować silny ruch na rzecz powrotu do rzeczywistości i zdrowego rozsądku, oparty na licznych lokalnych komórkach, podzielających w całości lub w części katolicką antropologię i zdolnych, w perspektywie średnioterminowej, do wpływania na politykę lokalną, a w dłuższej perspektywie na politykę krajową.

Kolejna publikacja ukazała się na blogu Giuseppe Rusconiego. Jest to  znany szwajcarski dziennikarz i watykanista,  specjalizujący się w tematyce watykańskiej i Kościoła katolickiego. Jest założycielem bloga i portalu informacyjnego „Rossoporpora” (z wł. Czerwień purpury), gdzie publikuje analizy i komentarze dotyczące Watykanu.  Tuż po nim wywiad z Jolantą Hajdasz (po hiszpańsku) opublikowała Exaudi.org , międzynarodowa katolicka agencja informacyjna. Jej misją jest ewangelizacja świata poprzez dostarczanie wiadomości, opinii i analiz dotyczących życia oraz działalności papieża i Kościoła, a także artykuły analityczne i treści formacyjne dotyczące wiary, kultury i spraw społecznych.  Jej materiały są publikowane w trzech językach: hiszpańskim, angielskim i włoskim. Exaudi.org jest inicjatywą typu non-profit (Exaudi NFP) z siedzibą w USA, promowaną przez grupę katolickich przedsiębiorców.

wywiad Jolanty Hajdasz  na portalu La Nuova Bussola Quotidiana (Włochy):

https://lanuovabq.it/it/come-tusk-occupa-i-media-e-mette-il-bavaglio-ai-cattolici-dopposizione

wywiad Jolanty Hajdasz  na portalu Le Salon Beige (Francja)  :

Pologne : Donald Tusk monopolise les médias et muselle les catholiques de l’opposition

wywiad na blogu Giuseppe Rusconiego :

https://www.rossoporpora.org/rubriche/vaticano/1262-polonia-tusk-il-liberale-papa-dal-viaggio-in-turchia-e-in-libano.html

wywiad  agencji informacyjnej Exaudi.org

Cómo Tusk ocupa los medios y pone un bozal a los católicos de oposición

 

treść wywiadu w jęz. polskim :

Od momentu objęcia władzy 13 grudnia 2023 roku premier Donald Tusk natychmiast zademonstrował intencję nowego rządu, by kontrolować media w celu rozpowszechniania propagandy rządowej i represjonowania opozycji. Polityka ta urzeczywistniła się od samego początku wraz z przejęciem telewizji publicznej. Następnie doszło do instrumentalnego wykorzystania prokuratury do walki z pluralizmem mediów oraz prześladowania dziennikarzy i niezależnych mediów. Podobieństwo do sytuacji we Francji nie jest przypadkowe. Jolanta Hajdasz, prezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, udzieliła wywiadu dziennikowi „La Nuova Bussola”:

Red. Rząd Donalda Tuska rozpoczął się od brutalnego ataku na telewizję publiczną. Co się stało?

Jolanta Hajdasz: Ten atak na media publiczne w Polsce miał miejsce zaledwie tydzień po objęciu władzy. Był brutalny i angażował wynajętych przez państwo agentów bezpieczeństwa. Nikt w mediach publicznych nie był przygotowany na taką akcję, a policja pozostała bierna, ignorując apele pracowników Telewizji Polskiej, Polskiego Radia i Polskiej Agencji Informacyjnej.

I pomyśleć, że to właśnie rządowi oligarchii w Brukseli i Berlinie zależy na przywróceniu praworządności!

JH: To jaskrawy przykład hipokryzji europejskich elit. Gdyby rząd prawicowej partii, takiej jak Prawo i Sprawiedliwość (PiS), postąpił jak Donald Tusk, jestem pewien, że wszystkie instytucje Unii Europejskiej by zaprotestowały, a Polska zostałaby ukarana grzywną w wysokości milionów euro za łamanie wolności słowa i skandaliczną ingerencję polityków w niezależność mediów. Zamiast tego, dziś Europa milczy i popiera Tuska.

Dlaczego UE tak postępuje?

JH: Bo Tusk wdraża rozwiązania, które przynoszą korzyści największym krajom UE, jednocześnie niszcząc nasz kraj gospodarczo i kulturowo. Ale Polska nie będzie biernie przyglądać się tej anarchii i pewnego dnia ta anarchia się skończy.

Co media reprezentują dla Tuska?

JH: To zależy od medium. Media głównego nurtu, główne media liberalne, a nawet te lewicowe, stanowią jego bazę medialną i główne narzędzie walki politycznej. Zawsze może na nie liczyć; jego wypowiedzi są systematycznie cytowane, jego punkt widzenia przedstawiany jako jedyny lub najsłuszniejszy, a ci, którzy go krytykują w tych mediach, są systematycznie dyskredytowani: wyśmiewani, marginalizowani lub zniesławiani, ich opinie są wypaczane lub po prostu ignorowane. Z kolei konserwatywne media, które uczciwie prezentują punkt widzenia opozycji, są otwarcie atakowane przez Tuska: często odmawia on ich dziennikarzom udziału w swoich konferencjach prasowych i zataja przed nimi informacje, a za przykładem premiera postępują jego ministrowie i niektórzy posłowie koalicji rządzącej. Co więcej, rząd wywiera nieformalną presję na reklamodawców, aby powstrzymali się od umieszczania reklam w mediach nie prorządowych. Tusk i jego medialni sojusznicy wezwali również do bojkotu firm, które odważyły ​​się reklamować w takich kanałach jak TV Republika i katolicki kanał TV Trwam. Kanały te są finansowane z dobrowolnych składek publicznych. Na szczęście wiele niezależnych mediów przełamuje monopol medialny organizacji prorządowych.

Często pomija się fakt, że znaczna część polskich mediów prywatnych jest kontrolowana przez Niemców i dlatego nie reprezentuje polskich interesów. Jak oceniać działalność tych mediów?

JH:Niezależność dziennikarska, pluralizm i etyka zawodowa są, delikatnie mówiąc, wątpliwe. W wielu przypadkach treści są oburzające, a nawet skandaliczne. Naruszenia zasad rzetelności dziennikarskiej są zbyt liczne, by uznać je za zwykły zbieg okoliczności. Od momentu pojawienia się w Polsce zagraniczni wydawcy realizują własne strategie polityczne i gospodarcze. Wszystko wskazuje na to, że niemieccy wydawcy, na przykład, bronią interesów niemieckich firm w Polsce i promują opcję polityczną gwarantującą realizację tych interesów. Niestety, dziennikarze nie mają konkretnych środków, by zwalczać to zjawisko w swoich redakcjach. Każdy, kto otwarcie wyraża sprzeciw, traci pracę, niezależnie od pretekstu.

Dlaczego Donald Tusk tak bardzo boi się pluralizmu mediów?

JH: Odpowiedź jest prosta: im bardziej rozrasta się jego monopol medialny, tym dłużej pozostanie u władzy. Kłamstwa i manipulacje to jego codzienne narzędzia masowej komunikacji z wyborcami. Ta strategia działa, gdy społeczeństwo nie ma alternatywy, gdy nie da się sprostować kłamstwa.

CMWP SDP w obronie PIOTRA NISZTORA

CMWP SDP stanowczo protestuje przeciwko naruszeniu zasady wolności słowa przez koncern KGHM poprzez skierowanie do Sądu pozwu przeciwko red. Piotrowi Nisztorowi dziennikarzowi Gazety Polskiej Codziennie (GPC) i Gazety Polskiej (GP) oraz wydawcy tych gazet, spółce Forum S.A. o naruszenie dóbr osobistych w/w spółki w opublikowanych na łamach portalu gpcodiennie.pl  i portalu społecznościowym X materiałów dziennikarskich na jej temat.  Według oceny CMWP w niniejszym postępowaniu zachodzi zagrożenie naruszenia praw red. Piotra Nisztora. CMWP SDP informuje, iż w tej sprawie obejmuje tę sprawę monitoringiem i zapewnia, iż udzieli pozwanemu dziennikarzowi wsparcia i pomocy prawnej.

7 maja 25 na portalu Gazety Polskiej Codziennie wydawanym przez spółkę Forum SA został opublikowany artykuł autorstwa Piotra Nisztora pt. „Uśmiechnięty układ w Księstwie Lubińskim”. Autor opisuje w nim układ polityczno-biznesowy jaki według niego panuje w kontrolowanym przez skarb państwa miedziowym gigancie KGHM. Podmiot ten nadzoruje działacz PO Robert Kropiwnicki, wiceminister aktywów państwowych (odwołany 5 listopada 2025 roku). Dziennikarz opisał, iż  pod jego nadzorem doszło do powołania do zarządu spółki ludzi powiązanych z dolnośląskim biznesmenem, którego spółki zarabiają miliony na kontraktach remontowo-serwisowych ze spółkami z grupy KGHM. Zdaniem przedstawicieli tej spółki w treści tej publikacji zostały zawarte stwierdzenie naruszające jej dobra osobiste.

Podobny zarzut dotyczy także publikacji w GPC autorstwa red. Piotra Nisztora z 14 maja pt. „Konkurs w KGHM i ludzie układu”, z 4 czerwca 2025 „Układ w KGHM trzyma się mocno” oraz artykułu 14 maja 2025 r. w tygodniku Gazeta Polska artykułu „Pod nadzorem Kropiwnickiego (…)”.   Publikacjom tych artykułów towarzyszyły wpisy ich autora na portalu X.  6 listopada 2025 r. KGHM Polska Miedź S.A. skierowała do Sądu Okręgowego w Legnicy prywatny pozew przeciwko red. Piotrowi Nisztorowi o ochronę dóbr osobistych i zapłatę kwoty 30 tysięcy złotych na cel społeczny za w/w publikacje.

W ocenie CMWP SDP ta sytuacja narusza zasadę wolności słowa i godzi w jeden z fundamentów porządku prawnego Rzeczypospolitej Polskiej, jakim ta wolność jest.  Ponadto według oceny CMWP w niniejszym postępowaniu zachodzi zagrożenie naruszenia praw red. Piotra Nisztora. W ocenie CMWP jest to przykład postępowania zastraszającego tzw. SLAPP (Strategic Lawsuits Against Public Participation), czyli pozwu, którego celem jest zastraszanie dziennikarza oraz ograniczenie debaty publicznej na kontrowersyjny i bulwersujący opinię publiczną temat. Takie praktyki są szeroko krytykowane zarówno przez organizacje pozarządowe, jak i instytucje Unii Europejskiej , w tym Europejski Trybunał Praw Człowieka.  W związku z powyższym CMWP SDP podjęło monitoring w/opisanej sprawy zgodnie z przepisami prawa, co jest uzasadnione celami realizowanymi przez Centrum oraz potrzebą ochrony istotnych dóbr chronionych prawem, w tym konstytucyjnych praw i wolności.

 

dr Jolanta Hajdasz, dyrektor CMWP SDP

Warszawa, 8 grudnia  2025

LIBAN to więcej niż państwo, to przesłanie

Te prorocze słowa wypowiedziane przez św. Jana Pawła II w 1997 r. potwierdza pielgrzymka Papieża Leona XIV do Libanu. Na lotnisku w Bejrucie Papieża witali wszyscy przedstawiciele najwyższych władz Libanu, Patriarcha i duchowieństwo Kościoła Maronickiego, przedstawiciele Muzułmanów dwóch nurtów, a także wyjątkowo ulewny deszcz, który w Libanie traktowany jest jak błogosławieństwo.

Pobyt Papieża Leona XIV w Annaya, gdzie znajduje się grób św. Szarbela, jak się o Nim mówi „świętego na nasze czasy” trwał niecałą godzinę, ale dla wiernych przeliczało się to niemal na wieczność.

Przesłanie papieskie i św. Szarbela

Wielogodzinne czekanie w deszczu, bez toalet czy miejsc do siedzenia było trudne, a jednak Libańczycy wszystko zniosą, bo Papież przyjechał do nich z przesłaniem pokoju. Patrząc z boku można by stwierdzić, że ich trochę rozczarował, gdyż długie przywitanie o. Youssefa Matta (jeden z 16 maronickich mnichów żyjących w klasztorze św. Marona w Annaya) skwitował niemal w kilku zdaniach, odpowiadając sobie na zadane przez siebie pytanie: „Czego nas uczy dzisiaj św. Charbel, mnich, który żył w milczeniu, ukryciu, który niczego nie napisał, a jednak jego słowa rozeszły się po całym świecie?” Odpowiedź brzmiała: Modlitwy, ciszy i skromności oraz ubóstwa, a osobom konsekrowanym przypomniał o ewangelicznych wymaganiach ich powołania. Poza tym: „Jego spójność życia, tyle radykalna, co pokorna jest przesłaniem dla wszystkich chrześcijan”.

zdj. @Vatican Media

Papież przyjechał do Annaya około godziny 10, ale wierni na spotkanie z Nim wyruszyli już o drugiej w nocy i nawet nie dotarli do klasztoru, zadawalając się miejscami wzdłuż drogi przejazdu Papieża. Pielgrzymi z Polski, prawie 80 osób, którzy wyjechali z Byblos około godz. 5 rano, mieli więcej szczęścia – udało się im zdobyć niezłe „miejscówki”, choć i tak większość z nich Papieża widziała jedynie na telebimie.

Co ciekawe, poza flagami libańskimi i papieskimi najwięcej było flag polskich, a to za sprawą pielgrzymki Radia Wnet.

Deszcz i inne uciążliwożliwości pielgrzymowania

Ponad godzinny dojazd i to nie do samej Annaya, mimo że odległość z Byblos to zaledwie 19 km – trzeba było jechać drogą okrężną, bo główna była zarezerwowana dla Papieża, a następnie pieszo pokonać dwukilometrowy odcinek drogi i to w deszczu nie należały do przyjemności. No, ale czego nie robi się dla wspólnej z Papieżem modlitwy u grobu św. Szarbela. Zmęczenie, zimno i brak nadziei na bezpośrednie zobaczenie Papieża nikogo nie zniechęcały. Nie mówiąc już o takich niedogodnościach, jak brak toalety… Libańczycy zbyt byli chyba zajęci sprzątaniem dróg, naprawianiem zbombardowanych domów, rozstawianie i rozwieszaniem flag, plakatów, banerów witających Papieża, ustawianiem punktów kontrolnych z żołnierzami pilnującymi bezpieczeństwa…

Miejscowi Polaków rozpoznawali po flagach, kotylionach, ale i po mowie. Kiedy dowiedzieli się, że przyjechaliśmy głównie z okazji wizyty Papież, mówili: „Niech Bóg Was błogosławi”. A tak na marginesie, to nas podziwiali za pomysłowość. Na przykład nie można było wnosić metalowych, a nawet drewnianych stylisk, aby zawiesić flagę, więc Polak potrafi – wieszano ją na plecach, stelażach do aparatów, parasolkach, albo trzymano w rękach i to kilku osób.

Nic dziwnego, że na telebimie dość często pojawiała się nasza flaga. Libańczycy, tez próbowali dorównać pomysłowością, wchodząc np. na jedyne w okolicy drzewo, aby móc zobaczyć Papieża – jak w Ewangelii. Mieli też pomysł na deszcz, zamieniając plastykowe krzesła na parasolki.

Ciekawostką było również to, że ledwie Papież wsiadł do samochodu i odjechał deszcz przestał padać i wyjrzało słońce. Czyżby to znak, że dla Libanu rozpoczną się dobre czasy?

 

 

Tekst i zdjęcia Maria Giedz (poniżej z lewej w zielonej kurtce)

Ekipa Radia Wnet z członkiem ZG SDP, wieloletnim prezesem SDP Krzysztofem Skowrońskim., Lechem Rusteckim oraz  autorką tekstu członkiem ZG SDP Marią Giedz a tak ze piegrzymami z Polski
zdj. Radio Wnet
Z nieco innej perspektywy papieża Leona XVI w Libanie forografował kolejny na tej pielgrzymce członek ZG SDP Paweł Gąsiorski

 

Tomasz Sakiewicz wygrał w sądzie z Grodzkim. Prezes TV Republika uniewinniony – sprawa objęta monitoringiem CMWP SDP

Sąd Rejonowy dla Warszawy-Woli wydał w czwartek wyrok w sprawie, którą były marszałek Senatu, Tomasz Grodzki, wytoczył redaktorowi naczelnemu „Gazety Polskiej” i prezesowi TV Republika Tomaszowi Sakiewiczowi. To wyrok w trwającej od ponad 6 lat sprawie karnej – przypomniały media związane z Domem Wolnego Słowa, m.in. Niezależna.pl i TV Republika.

Dziennikarz został uniewinniony od stawianych mu zarzutów. Kosztami postępowania obciążył stronę skarżącą. Uzasadnienie wyroku zostało utajnione.

„Myślę, że materiał dowodowy jest na tyle silny, że udowodniłem to, co powiedziałem” – powiedział Tomasz Sakiewicz opuszczając z sali sądowej po wyroku.

Sprawę na bieżąco kontrolowało Centrum Monitoringu Prasy Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. Dyrektor CMWP SDP i prezes SDP Jolanta Hajdasz z zadowoleniem przyjęła orzeczenie. Przekazała informację o wyroku podczas czwartkowego posiedzenia Zarządu Głównego SDP.Hajdasz podkreśliła, że wyrok to nadzieja dla wolności słowa w Polsce.

„Ogromna radość i satysfakcja. Zwyciężyła prawda” – podkreśliła.”Sąd stanął  po stronie wolności słowa i prawa dziennikarzy i mediów do poszukiwania i publikowania prawdy, szczególnie że dotyczy to tak wrażliwej sprawy jaką jest korupcja w szpitalach” – powiedziała prezes SDP. „Dziękuję Tomaszowi Sakiewiczowi za odwagę walki o prawo nas dziennikarzy do wyjaśniania  bulwersujących spraw nawet tak wysoko postawionych ludzi władzy jak objęty immunitetem marszałek senatu” – podkreśliła Hajdasz.

Mecenas Sławomir Sawicki pełnomocnik red. nacz. Gazety Polskiej i prezesa TV Republika powiedział, że jest zadowolony z wyroku. „Sprawiedliwości stało się zadość. Sąd był bardzo skupulatny. Ciekawe było uzasadnienie, ale nie mogę o nim mówić, bo je utajniono” – mówił mec. Sawicki.

 

PATRIOTYZM LOKALNY nie ma ceny, tak jak DZIENNIKARSTWO

Całe szczęście mamy w SDP wiele osób, które chcą mówić nie tylko o sprawach dotyczących wyłącznie całego środowiska. I to w kontekście, niestety, ostatnich dwóch lat od kiedy trwa bitwa o wolność mediów. Jeden z aktywniejszych oddziałów w SDP, Warmińsko-Mazurski, zorganizował konferencję, która może być drogowskazem na drodze dziennikarskiej. Na tym znaku byłoby napisane: „Nie ma dziennikarstwa ogólnopolskiego i lokalnego, jest tylko dziennikarstwo dobre lub złe”.

Wolność, którą mierzymy często wielkimi słowami i pochwałami oraz, co naturalne, krytyką, wymaga także punktu odniesienia. Takim skromnym nadal elementem krajobrazu medialnego są w Polsce lokalne gazety, rozgłośnie, telewizje i portale. „Lokalność, lokalność, lokalność – powiedział stary Żyd wracając z poczty” – ten przedwojenny dowcip pomaga zrozumieć fakt, który od 1989 roku przytłacza: po komunizmie musimy odbudować media lokalne. To aktualne i bardzo pilne.

Naukowcy i dziennikarze

Nie ma mediów ogólnonarodowych bez ich wpływu na regiony. I odwrotnie. Nie ma prowincji. Są tylko źle zadokumentowane dziennikarsko województwa. To, że coraz mniejsza liczba informacji, nie mających pierwiastka sensacji, przybija się do centralnych – jak mawiają naukowcy – „środków masowego przekazu”, to nasza wina. Nigdy niedarowana wina dziennikarzy. Wszystkich.

Konferencja naukowa poświęcona dziennikarstwie na Warmii, w Misyjnym Seminarium Duchownym Księży Werbistów w Pieniężnie, miała szereg zalet i jedną wadę. Tytuł: „Od prasy drukowanej do nowych mediów. Dziedzictwo Seweryna Pieniężnego w kontekście rozwoju mediów lokalnych i regionalnych”. Typowo naukowy nagłówek mądrej pracy. Może doktorskiej. Może habilitacyjnej.

Ale, nie dyskutuje się z tabliczką mnożenia. Dziennikarze praktycy, od lat pracujący np. w Warszawie, Wrocławie, Olsztynie, Pieniężnie, Płocku, Koluszkach, nie muszą a mogą kierować się w swojej żmudnej robocie mocnymi inspiracjami z rozmaitych uczelni.

Chwała bohaterom

Szacunek do lokalnego bohatera, w przypadku oddziału WM SDP dziennikarza Seweryna Pieniężnego juniora – walczącego o Polskę z germanizacją tych terenów, patrona środowiska medialnego – nie kłóci się z podejściem naukowym. Istotny jest złoty środek. Może kiedyś go znajdziemy.

Chwała organizatorom, że w seminarium Werbistów znaleźli dobre miejsce do dyskusji (podziękowania dla duchownych i ojca rektora). Chwała, że Koleżanki i Koledzy nie zasklepili się tylko w „lokalności”. Chwała naukowcom z Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego, często jednocześnie członkom oddziału SDP i samym organizatorom za to, spróbowali połączyć ogień i wodę.

W pięknej okolicy, w godnych murach klasztornego kompleksu nadarzyła się okazja do dyskusji. Typowo środowiskowej, ale mającej swój wpływ na odbiorców. I media i studentów. Na samych wykładowców i dziennikarzy też.

Felieton w felietonie

Chcąc odejść od typowej „relacji z…” lub „akademii ku pamięci”, które to sposoby słusznie odchodzą w niepamięć, ale nadal, niestety, straszą tu i ówdzie, wybrałem formę felietonu w feletonie. I chociaż o mediach nie należy pisać w krótkich tekstach, spróbuję:

 

„Dziękuję panu prof. dr hab. Andrzejowi Staniszewskiemu, Sercu naukowemu seminarium, , że zgodził się na dyskusję pod koniec konferencji oraz za to, że jego wprowadzenie było naukowe, a nie ściśle naukowe.

Dziękuję dr Magdalenie Żmijkowskiej za odmalowanie wizerunku Seweryna Pieniężnego w prasie olsztyńskiej w latach 1945–1989.

Dziękuję dr Martynie Seroce, że opowiedziała o procesach sądowych Seweryna Pieniężnego tak jak o sensacyjnych rozprawach ostatnich lat a jednocześnie nie straciła ducha epoki przyprawiwszy go odrobiną humoru i ironii. Wykład Martyny był jednym z ważniejszych punktów tego seminarium.

Dziękuję dr Marcie Archackiej, prof. dr hab. Urszuli Doliwie, krajankom z regionu łódzkiego, jak się okazało, za to, że nie wywiozły mnie za karę w niezmierzone knieje warmińskich lasów, a wszystkim dziękuję za to, że wysłuchali moich krytycznych uwag o dziennikarstwie, chociaż byłem tylko gościem a nie prelegentem.

Dziękuję red. Markowi Lewińskiemu, że próbował mi przedstawić, coś czego dotychczas nie zrozumiałem. I nie chodzi o język prezentacji. Chodzi o to, że próbował Lewiński zrozumieć starego dziennikarskiego repa. A może nie próbował.

Dziękuję wszystkim, że im się chciało – szczególnie Grzegorzowi, Justynie i Martynie oraz Mateuszowi za to, że jednak nie padłem ofiarą naukowców za zbyt otwartą krytykę (to żart, ale…).”

Zamiast końca

Wybaczcie, wszystkich nie wymieniłem, bo mamy na portalu sdp.pl za mało miejsca, ale wszystkich bardzo serdecznie pozdrawiam.

 

Szczególnie pana, który podczas dyskujsji skierował pewną uwagę pod moim adresem: „Dobrze, że pana zwolniono dyscyplinarnie z Polskiej Agencji Prasowej”.

Dziękuję za tą głęboką myśl i podkreślam, że zgadzam się z panem.

Też się cieszę. że wyrzucono mnie z PAP. Moi prawnicy pracują nad tym, aby – niestety niewinni niczemu podatnicy – zapłacili za ten skandal. Bo nie chcę pracować w mediach przejętych przez rząd. Nie chcę też być, miłośnikiem „zmian” medialno-politycznych. Ja je nazywał medialnym zamachem stanu.

Może, gdyby nie bezprawne przejęciem mediów publicznych z grudnia 2023 roku, niektórych ludzi nie byłoby w życiu politycznym i w mediach. Bo, wówczas gdyby – podkreślam –  nie doszło do nielegalnych „zmian” w „środkach masowego przekazu”, nadal mogliby kultywować swoje ulubione kontakty…

 

Hubert Bekrycht

 

***                                                 ***                                       ***

Seweryn Pieniężny (1905–1940) był redaktorem, wydawcą i dziennikarzem, synem Seweryna Pieniężnego seniora – założyciela Gazety Olsztyńskiej, najważniejszego polskiego dziennika na Warmii. Po śmierci ojca przejął kierowanie redakcją, kontynuując jej misję podtrzymywania polskiej tożsamości narodowej w niemieckim wówczas Olsztynie.

Pod jego redakcją Gazeta Olsztyńska stała się nie tylko medium informacyjnym, ale również forum kulturalnym i edukacyjnym, wspierającym rozwój oświaty i działalność społeczną Polaków w Prusach Wschodnich. Pieniężny angażował się w działalność Związku Polaków w Niemczech i był gorącym orędownikiem utrwalania polskiego języka i kultury na Warmii.

Po wybuchu II wojny światowej został aresztowany. W 1940 roku został rozstrzelany w obozie koncentracyjnym w Hohenbruch. Jego ofiara symbolizuje wierność ideałom wolności słowa i niezależności prasy.

Dziś Seweryn Pieniężny junior pozostaje patronem Warmińsko-Mazurskiego Oddziału Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, a jego imieniem nazwano Konkurs Dziennikarski im. Seweryna Pieniężnego, promujący najlepsze materiały prasowe, radiowe i telewizyjne z regionu Warmii i Mazur.

 

NIEPODLEGŁOŚĆ – NIE ZDEJMUJMY FLAG PO 11 LISTOPADA

Bardzo często wspominam kilka lat kiedy na moim malutkim balkoniku na łódzkich Bałutach łopotała biało-czerwona. Zdejmowałem polską flagę tylko, aby ją uprać. Potem, po jakimś silnym wietrze, uchwyt do flagi zastąpiły mocne taśmy na „drzewiec”. Poprosiłem administrację o jakieś wskazówki. Dowiedziałem się,  że „w zasadzie” to przez cały rok nasza narodowa flaga nie powinna wisieć… Nic sobie z tego nie robię.

Po 11 listopada ponownie wzmocnię konstrukcję uchwytu na balkonie mojego bloku. Przygotuję się na to, aby biało-czerwona łopatała cały rok. 

Mam apel, swój prywatny, nie zdejmujmy flag po Święcie Niepodległości! Nie dajmy sobie wmówić,  że tak nie można. Tak trzeba!

 

Życzę Państwu, aby niepodległość była w nas, nie tylko w 11 listopada w Święto Odzyskania przez Polskę Niepodległości. Życzę, aby w sercu (i na balkonie, przed domem) zawsze łopotała biało-czerwona flaga!

Życzę, aby Polska miała takie władze, których się nie wstydzimy. Życzę, abyśmy potrafili zawsze ze sobą rozmawiać, niezależnie od poglądów. Życzę godnego życia w zdrowiu. Życzę, aby Polska była bezpieczna i szczęśliwa!

 

 

To mogło spotkać każdego dziennikarza. I spotykało… Z JANUSZEM ŻYCZKOWSKIM, reporterem TV Republika rozmawiała ANNA POPEK

Anna Popek: Janusz Życzkowski, który stał się twarzą dziennikarza pierwszej linii frontu. Ciebie pokazywaliśmy, kiedy próbowałeś się dostać na konferencje prasowe premiera. Dotyczyło to zarówno powodzi, jak i innych ważnych wydarzeń na Dolnym Śląsku, bo ten region obsługujesz. Pierwszy pokrzywdzony fizycznie dziennikarz podczas kampanii prezydenckiej. Opowiedz o tych najgroźniejszych momentach. Jak to jest być w tłumie nienawistnych ludzi, którzy chcą Ci odebrać głos?

Janusz Życzkowski: Unikam takiego sformułowań: pierwszy pokrzywdzony czy jedyny, bo było nas więcej.

AP: Ale pierwsza linia frontu, to się zgadza i można uznać, że dziennikarstwo stało się już dziennikarstwem wojennym niemalże.

JŻ: Warunki były skrajnie niesprzyjające, bo pracujesz w otoczeniu osób, które bardzo źle, negatywnie na Ciebie reagują. Również na mikrofon z kostką Republiki, który trzymasz w ręce. Ale to jest kampania, to są ważne wydarzenia, które też trzeba pokazać. W pewnym sensie czekamy na nie. Jeśli żyjemy w państwie demokratycznym, a wybory uważamy za święto demokracji, to w tym wszystkim niezwykle istotna jest rola mediów. To jest zadanie, by wszystko, co dzieje się w kampanii pokazać. I udział w wiecach wyborczych jest czymś zupełnie naturalnym, a nawet koniecznym i oczywistym.

AP: Właściwie to warunek sine qua non demokracji. Bez tego się nie da szeroko, czy też obiektywnie opowiedzieć.

JŻ: Dziś żyjemy w okolicznościach skrajnie rozognionych, w czasie dużej polaryzacji. Zdajemy sobie z tego sprawę. Zdajemy sobie sprawę też z pewnego niebezpieczeństwa z tym związanego. Choć raczej nie do końca. To, że ktoś krzyknie, to, że ktoś ma jakiś złośliwy komentarz, to, że spotykamy się z tą złą emocją w sieci, w internecie, to już są sytuacje, do których chyba się przyzwyczailiśmy. Niestety. Jednak dla mnie nowością były sytuacje, z którymi miałem do czynienia podczas wieców wyborczych. Było dwóch głównych kontrkandydatów. Mówiąc konkretnie chodzi o kandydata związanego z obozem, który sam nazywa się obozem demokratycznym. Jego zwolennicy zachowywali się poniżej jakichkolwiek standardów: było przepychanie, popychanie, kopnięcia, no i także te wydarzenia, które być może naszym widzom są dobrze znane z Wielunia. Tam doszło wprost do ataku na dziennikarza. Nawet nie mówię o sobie imiennie, nie traktuję tego wydarzenia w ten sposób. Jestem jednym z dziennikarzy, którzy pracują w naszej redakcji. W naszej redakcji pracuje oczywiście bardzo dużo osób, również w terenie, którzy uczestniczą bezpośrednio w wydarzeniach. To co wydarzyło się w Wieluniu, w tamtym momencie mnie zaskoczyło, co widać na nagraniach. Widać też bardzo dużo emocji i takiej głębokiej niezgody na to, co mnie spotkało. Ale tak jak powiedziałem, to mogło spotkać każdego dziennikarza i spotykało w kolejnych dniach.

AP: A czy wcześniej miałeś do czynienia z takimi zachowaniami? Widziałeś coś takiego przy poprzednich kampaniach prezydenckich, czy konferencjach prasowych?

JŻ: Nie przypominam sobie, prawdę mówiąc. Do tej pory miałem przekonanie, że dziennikarz, który jest z kamerą, z mikrofonem, nawet jeśli reprezentuje redakcję, która nie jest przez otoczenie lubiana czy akceptowana, to jednak traktujemy dziennikarzy jako ludzi w pracy. Wykonują zadania, więc się im nie przeszkadza po prostu.

AP: Pomijam, że traktujemy drugiego człowieka z jakimś elementarnym szacunkiem i kulturą. Nawet jeżeli ma on inne poglądy. Przecież oni to wszystko deklarują, że można mieć różne poglądy i musimy tylko nauczyć się rozmawiać, wyciągać wnioski i tak dalej. Po czym, kiedy stajesz między nimi, to do mnie dotarło, że sześć szczekaczek znalazło się wokół ciebie i wszystkie krzyczą ci do ucha, kiedy ty próbujesz coś powiedzieć, czy coś nagrać. To przecież jest fizyczny ból związany z falą akustyczną.

JŻ: To była jakaś przedziwna strategia sztabowców, żeby zakrzyczeć. Zakrzyczeć, uniemożliwić przeprowadzenie relacji czy zarejestrowania wystąpień przeciwników politycznych. Na wiecach zawsze jest tak, że pojawiają się jedni i drudzy. Taka jest dynamika tego rodzaju spotkań. Tutaj mamy do czynienia z atakiem na dziennikarza podczas wiecu. Sławomir Nitras, chyba szef sztabu czy jeden z rzeczników, był na tyle zaangażowany w prowadzenie kampanii, że sam uderzył w mikrofon.

AP: Czyli dochodziło do ataków fizycznych? I to nie ze strony zwykłych obywateli, którzy mogli być pod wpływem emocji, których nie kontrolują, tylko ze strony funkcjonariuszy, ludzi pełniących role publiczne w tym wydarzeniu.

JŻ: Tak, przykład idzie też z góry i tak na to trzeba patrzeć. Skoro politycy zachowują się w ten sposób, kiedy zachowuje się w ten sposób jeden z głównych sztabowców…

AP: To rozwścieczony tłum powtarza to zachowanie.

JŻ: Tak i podczas tego samego wiecu ktoś podszedł i kopnął mnie z tyłu w nogę.

AP: A czy zniszczono Ci sprzęt?

JŻ: To było w Wieluniu. Tam jeden z uczestników, chyba zaangażowany w takie różnego rodzaju akcje, pociągnął za statyw, zrzucając go na ziemię. Sprzęt upadł na chodnik, roztrzaskał się. W tym momencie uniemożliwiono mi prowadzenie pracy dziennikarskiej.

AP: A zgłosiłeś się na policję?

JŻ: Tak, ten temat został zgłoszony na policję. Początkowo policja chciała umorzyć to postępowanie. Przysłano taką informację, że nie można wykryć sprawcy zniszczenia. Pozostało opublikować nagranie z tego zdarzenia, gdzie było wyraźnie widać, kto chwyta za sprzęt, kto dopuścił się tego zachowania. Sam kandydat podczas tego zajścia próbował odwrócić przebieg zdarzenia i sugerował, wręcz oskarżając mnie, że to ja jestem agresorem, że to ja napadam na niego, na jego otoczenie.

AP: Wszystko poza prawdą miał po swojej stronie, czyli świadków sprzyjających i policję.

JŻ: Tak, natomiast podczas tego samego wiecu, kilkanaście minut wcześniej dostałem informację, że będę mógł porozmawiać z kandydatem na prezydenta. Miałem takie wrażenie, że kiedy rozeszła się informacja, że na miejscu jest reporter Republiki, wiec szybko przerwano i właściwie ewakuowano Rafała Trzaskowskiego z Wielunia. Problem w tym, że ja stanąłem na drodze i bardzo chciałem zadać pytania. Dodam tylko, że w tamtym momencie to było naprawdę istotne, by Rafał Trzaskowski odpowiedział na pytanie.

AP: Jakie to było pytanie?

JŻ: To miało być pytanie o jego udział w debacie, którą kolejnego dnia organizowaliśmy w Końskich. Czy została podjęta decyzja o udziale Rafała Trzaskowskiego w tym spotkaniu? Wiemy, że nie wziął. Zresztą cała strategia tej kampanii, tego konkretnego kandydata to była jakaś próba uników kontaktów z mediami. Uników konfrontowania się z opinią publiczną w sposób, na który nie ma się wpływu. Tam było jednak bardzo dużo kreacji, bardzo dużo wyreżyserowanych spotkań. Tak to miało wyglądać, a my robiliśmy wszystko, żeby pokazać jak jest naprawdę. Co dany kandydat myśli, co chce zaproponować Polakom.

AP: Czy czułeś się zagrożony, jak tam byłeś między tymi ludźmi?

JŻ: Ja o tym nie myślałem w tych kategoriach. Obawiam się, że na kolejnych spotkaniach ta myśl może już mi towarzyszyć. Sam poczułem, czym może skończyć się spotkanie z ludźmi, którzy nie szanują naszej pracy i nie zgadzają z nami. Teraz pomyślę dwa razy. To jednak nie wpłynie na brak mojej dziennikarskiej determinacji w konkretnych sytuacjach. Taka jest rola dziennikarzy. My musimy być w różnych miejscach, nawet jeśli one są dla nas skrajnie nieprzychylne.

AP: Tylko chyba następnym razem będziesz musiał porządny rycerski hełm założyć, bo dodajmy, że nietykalność cielesna już poszła do lamusa. Zniszczono ci okulary? Czy one gdzieś przepadły? Ktoś je ukradł?

JŻ: One spadły na ziemię i według osób, które później mnie o tym poinformowały, zostały odłożone, na parapet jakiejś kamienicy. Kiedy tam podeszliśmy, to już ich nie było. Później dowiedziałem się, że ktoś mógł je zabrać, bo zniszczone okulary, ponoć w kontekście możliwości kwalifikacji czynu, dodają powagi zarzutom. Mogły być dowodem i mogłyby spowodować, że waga tej napaści byłaby większa.

AP: Jeszcze jedno, mnie interesuje. Co ci mówili, jak próbowałeś wejść na konferencje prasowe, które z reguły są dla prasy dostępne, a nawet dla wszystkich. Dotyczyły sztabu kryzysowego przy powodzi we Wrocławiu. Pamiętam scenę, gdzie zostałeś dość brutalnie odepchnięty od drzwi i nie wpuszczony do sali. Co mówili ci wszyscy oficjele, którzy przecież twierdzą, że działają zgodnie z prawem i w ramach praworządności. Dlaczego nie mogłeś wejść na konferencję prasową?

JŻ: To nawet nie była konferencja prasowa, ta sytuacja, o której mówimy. To był sztab zarządzania kryzysowego w czasie klęski żywiołowej, która dotknęła południowo-zachodnią Polskę. Ja byłem po nocy przespanej w samochodzie, w Głuchołazach, które były odcięte komunikacyjnie. Byłem po doświadczeniu powodzi, po dziesiątkach rozmów z mieszkańcami, którzy byli przerażeni, którzy stracili dobytek swojego życia. I z tą emocją dramatu, który tam się wydarzył, jechałem do Wrocławia na posiedzenie sztabu z udziałem premiera Rzeczpospolitej Polskiej, urzędnika państwowego i innych urzędników, którzy mieli przekazywać tam najważniejsze informacje dotyczące kolejnych działań. Chodziło o skalę zniszczeń, co się wydarzy, jaka jest także perspektywa, bo woda szła dalej. I tam na miejscu, kiedy przyjechałem, dowiedziałem się, że nie ma mnie na liście akredytowanych dziennikarzy. Wydało mi się to wręcz nieprawdopodobne, że w takich okolicznościach, w takiej sytuacji można być tak małostkowym i tak potraktować medium, które dociera do milionów odbiorców.

AP: A czy inni dziennikarze tam weszli?

JŻ: To było najsmutniejsze. Ja nie zrezygnowałem z wejścia do środka. Uznałem, że moją rolą jest dostać się do środka, by przekazywać te informacje. I w momencie, kiedy zostały otwarte drzwi dla prasy, ci wszyscy dziennikarze, jak takie pokorne trusie, jeden za drugim ze spuszczonymi głowami wchodzili do środka, widząc mnie szamoczącego się z funkcjonariuszami ochrony. Tam przyszła jeszcze ochrona z urzędu. I to było takie uderzające. To jest też obrazek, który zapamiętam z tego zdarzenia. Koleżanki, koledzy, bo znamy się przecież z pracy, z obsługi różnych wydarzeń, którzy nie mieli w sobie żadnej refleksji związanej z tym, co się dzieje. To już samo w sobie dla nich powinno być powodem do publikacji, do przygotowania materiałów o tym, jak w nieodpowiedzialny sposób zachowuje się ta władza. Bo to, że jest brutalna, arogancka, to może jest publicystyka. Jeden oceni to tak, drugi inaczej. Ale w tych konkretnych okolicznościach zachowali się po prostu nieprzyzwoicie.

AP: Jak będą wyglądały kolejne kontakty Telewizji Republika z premierem czy z jego otoczeniem? Czy coś się zmieni? Czy oni dostrzegą, że to jest błędna droga, czy będą szli nią dalej?

JŻ: Coś zmienia się dziś, bo przy spadających sondażach być może komuś towarzyszy już refleksja, że to jest broń obosieczna. Jeśli odcinamy największą informacyjną stację telewizyjną od kontaktu z urzędnikami, bo to są urzędnicy, ale też politykami, to ludzie to widzą. Zresztą ta niezwykle wysoka oglądalność naszej stacji tylko utwierdza nas w przekonaniu, że Polacy widzą tą niesprawiedliwość i odbierają to jako próbę tuszowania rzeczywistości, fałszowania jej, oraz że tak dalej być nie może. Mamy ostatnio konferencje, na których już się pojawiamy. Mamy możliwość, w niektórych przypadkach zadawania pytań. Czy to będzie trwała tendencja? Zobaczymy. Na razie pracujemy dalej i nawet jeśli nie jesteśmy wpuszczani, zawsze próbujemy dostać się zgodnie z zasadami, które obowiązują.

AP: Albo mówicie o tym, że nie jesteście wpuszczani, co też ich denerwuje. Czego oni się boją? Czego się bali? Czy trudnych, niewygodnych pytań, czy też takich lekko krytycznych?

JŻ: Myślę, że cały ten układ władzy, z którym mamy dziś do czynienia, nie jest tak hermetyczny. Część środowiska politycznego, nigdy się na to nie zgadzała. Część dziś zaczyna zmieniać zdanie. Próbowano pewnego zanegowania środowisk, z jednej strony politycznych, a z drugiej dziennikarskich, które od lat funkcjonowały. Usiłowano wymazać nas ze świadomości Polaków. To rodzaj jakiegoś utopijnego działania, tak oceniam, które miało do tego doprowadzić.

AP: Nie ma ich w telewizji, to znaczy, że nie ma ich wcale. Nie zadają pytań, to znaczy, że nie mają o co zapytać. Nie mają kamery, to znaczy, że nie mają co pokazywać. A to, że kamera jest przez nich zniszczona, a materiał zatrzymany, to inna sprawa.

JŻ: Próbowali zamilczeć to, wymazać, a na wiecach zakrzyczeć. Jedna i druga droga zawiodła. Teraz widzimy jakiś kolejny etap, ale co będzie dalej zobaczymy.

AP: Na razie dziennikarzom czy fotografom grożą wielkie kary finansowe, grożą kary więzienia, więc ten proces jeszcze trwa. Ale my jesteśmy też od tego, żeby na to patrzeć. Czy uda się zatrzymać ten proceder? Zobaczymy.

HUBERT BEKRYCHT: Towarzystwo nieprzyzwoitości i hańby dziennikarskiej

Skandalem okazała się uchwała Towarzystwa Dziennikarskiego z wezwaniem „do zapewnienia wolności słowa na placu Piłsudskiego w Warszawie” i zdaniem brzmiącym: „>>Pamięci 95 ofiar Lecha Kaczyńskiego, który, ignorując wszelkie procedury, nakazał pilotom lądować w Smoleńsku w skrajnie trudnych warunkach <<”. Tych 18 słów jest w Polsce zakazanych”. Brak tchu, aby opisać draństwo TD, grupy mieniącej się dziennikarzami a reprezentującej mentalny komunizm.

Szefem Towarzystwa Dziennikarskiego wybrano 23 października dziennikarza i pisarza Cezarego Łazarewicza (ur. 1966 r.), zdobywcę nagrody NIKE w 2017 roku, nominowanego pięć lat wcześniej przez SDP do Hieny Roku. Ta niechlubna nominacja, chociaż „wygrał” ktoś inny, była za artykuł o ojcu braci Kaczyńskich. Artykuł do teraz budzący moją odrazę, bo wycelowany nie tylko w nieżyjących polityka i jego ojca, ale i przeżywającego tragiczną śmierć brata innego polityka.

Czy uchwała TD dotycząca przecież bezpośrednio tragedii smoleńskiej i powód nominacji do Hieny Roku dla nowego prezesa Towarzystwa Dziennikarskiego łączą się? Nie znamy związku przyczynowo skutkowego, bo nie wiem, czy najpierw była uchwała a dopiero później wybrano Łazarewicza, ale zapytać należy, czy to już jest obsesja na punkcie rodziny Kaczyńskich? Obsesja, która nie opuszcza nowego szefa kanapowego stowarzyszenia?

Łazarewicza „walka o przyzwoitość dziennikarską”

Uchwała nr 1 Walnego Zebrania Towarzystwa Dziennikarskiego z 23 października z wezwaniem „do zapewnienia wolności słowa na placu Piłsudskiego w Warszawie” rozpoczyna się zdaniem brzmiącym: „>>Pamięci 95 ofiar Lecha Kaczyńskiego, który, ignorując wszelkie procedury, nakazał pilotom lądować w Smoleńsku w skrajnie trudnych warunkach <<”. Tych 18 słów jest w Polsce zakazanych”. Tak liczące kilkadziesiąt osób, walczące o wpływy radykałów w rządzie Donalda Tuska, stowarzyszenie zgorzkniałych dziennikarzy próbuje przekonać do siebie środowisko. Towarzystwo Dziennikarskie uważające siebie za elitę.

Dalej w uchwale jest tylko gorzej, bo o ile polityka jest w tym przypadku czymś normalnym to w uchwale pobrzmiewają tony plenów, zjazdów a być może nawet zgromadzeń z pochodniami… „A mimo to wieniec z takim napisem, składany co miesiąc od kwietnia 2018 roku pod pomnikiem smoleńskim na placu Piłsudskiego w Warszawie, jest niszczony i kradziony, a napis – zamazywany. Tak było do wyborów roku 2023 i tak jest nadal, mimo zmiany władzy. Władza brata nad pamięcią o bliźniaku jest ponad prawem” – piszą ludzie z TD.

Prezes i reszta

I jeszcze coś, co dziennikarzom nie przystoi, Nawet bardzo złym dziennikarzom… „Jarosław Kaczyński ma prawo twierdzić, że śmierć 96 osób pod Smoleńskiem była wynikiem zamachu, choć przez 15 lat tego nie udowodnił, a śledztwo prokuratury wciąż trwa. Ale Zbigniew Komosa, składający te wieńce, ma także prawo do stwierdzenia, że 95 osób padło ofiarą Lecha Kaczyńskiego” – napisano w uchwale Towarzystwa Dziennikarskiego z 23 października. Uchwale przyjętej podczas tych samych obrad zgromadzenia, które wybrało nowego prezesa TD Cezarego Łazarewicza… Otóż – jak zapowiada nowy prezes – „walkę o przyzwoitość dziennikarską”, Towarzystwo Dziennikarskie rozpoczęło od skandalicznej uchwały będącej hańbą ludzi naszego zawodu.

Z kronikarskiego obowiązku, oprócz Łazarewicza, nieliczne sądząc ze zdjęć grono wyborców wybrało do zarządu jeszcze czworo dziennikarzy, chcoć chyba nie każdy teraz za takiego dziennikarza może się uważać. Są to: członek specjalnej komisji ministra sprawiedliwości ds. tzw. represji w l. 2015 – 23, która ściga m.in. „dziennikarzy reżimu PiS” Andrzej Krajewski, dawniej członek PZPR; dziennikarz Krzysztof Bobiński zabierający głos we wszystkich sprawach, uważający się za sumienie TD, który obnosi się z sympatią do rządu Tuska; dziennikarka Dorota Nygren; Emerytowany dziennikarz Jan Ordyński, szef Rady Programowej Polskiego Radia w likwidacji, dawniej sympatyk stowarzyszenia Ordynacka i partii komunistycznej.

I nawet miałem coś jeszcze napisać, ale nie warto…