Telewizja Polska rozpoczęła budowę hali zdjęciowej

 Przy ul. Woronicza w Warszawie powstaje nowa hala zdjęciowa TVP.

Budowę oficjalnie rozpoczęto w poniedziałek, 10 stycznia. Obiekt będzie miał 20 tys. metrów kwadratowych i  pomieści sześć modułów studyjnych o powierzchni: 1350, 1200 oraz cztery po 560 m kw. Znajdą się tam również m.in.: backstage, garderoby, reżyserka, magazyny sprzętu, biura, bistro, magazyny, parking oraz studio plenerowe na dachu.

Budynek ma mieć inteligentne sterowanie systemami SMART, a na płaszczyźnie produkcyjnej przystosowany być do nowoczesnych procesów opartych o XR, (rozszerzoną rzeczywistość) czy sztuczną inteligencję. Na elewacji zewnętrznej umieszczony zostanie ekran LED, z funkcją wyświetlania w technologii 3D.

Zakończenie inwestycji zaplanowano na 2024 rok.

opr. jka, źródło: TVP

 

Bruksela jest równie interesująca jak Bałkany. Z DOMINIKĄ ĆOSIĆ rozmawia MAGDALENA UCHANIUK

Najbardziej żal mi jest zwykłych ludzi, którzy byli ofiarami wielkiej polityki. I to jest specyfika wszystkich polityków, że oni podejmują decyzje w imieniu ludzi, a sami często są chronieni przed skutkami tych decyzji. Natomiast zwykli ludzie są ofiarami, oni najwięcej cierpią – mówi Dominika Ćosić, korespondentka w Brukseli, ekspertka od Bałkanów, autorka książek, w rozmowie z Magdaleną Uchaniuk w „SDP Cafe – podaj dalej…”

Moim gościem jest wyjątkowa kobieta, która ma serce podzielone na pół, ma dwie ojczyzny. Z jednej strony mocno kocha Polskę, a z drugiej bardzo związana jest z Bałkanami. A trzecia strona jej serca to troszeczkę Bruksela. Jak tobie, dziennikarce, żyje się z tym, że masz to serce tak podzielone?

Z zawodowego punktu widzenia jest to wzbogacające, bo mam podwójną perspektywę, nie tylko polską, ale też serbską, czy szerzej jugosłowiańską, bałkańską. Przed wyjazdem do Brukseli zajmowałam się Bałkanami, jeździłam po całej byłej Jugosławii, pracując jeszcze w tygodniku „Wprost”, a wcześniej  w „Dzienniku Polskim” w Krakowie. Zatem to pomaga, daje szerszą perspektywę, większą wiedzę, wyczucie i możliwość zrozumienia mentalności bałkańskiej. To potrafi być użyteczne.

Twoja najnowsza, czwarta już, książka jest inna od poprzednich. Przypomnijmy, „Uśmiech Dalidy” to powieść, „Polska droga do Unii Europejskiej” skupiała się na polityce, był też przewodnik po Bałkanach. „Balkan Express”  to również przewodnik po Bałkanach, ale ściśle związany z twoimi podróżami i twoimi ocenami tego co się stało z Jugosławią.  Jak przeżyłaś rozpad Jugosławii?  Wiem, że dla ciebie była to bardzo trudna sprawa, bo jako dziecko byłaś w tej Jugosławii mocna zakorzeniona.

Gdy jako dziecko ktoś mnie pytał kim jestem, to mówiłam, że pół Polką, pół Jugosłowianką.  Mieszkałam w Belgradzie, chociaż urodziłam się w Krakowie, bo mama jako polska patriotka chciała urodzić mnie w tym mieście. Kursowałam regularnie na trasie Belgrad – Kraków. Czułam się pół Jugosłowianką, pół Polką. Wydawało mi się, że Jugosławia jest jednością, chociaż wiedziałam, że jest Serbia, Czarnogóra, Chorwacja, są różne narodowości, ale postrzegałam to jako jedność. Ten bogaty kraj, który w porównaniu z ówczesną Polską był o wiele bardziej zamożny, kolorowy, kojarzył mi się bardzo dobrze. I nagle w 1991 roku, zdawałam wtedy egzaminy do liceum, mieszkałam w Krakowie, zaczęłam oglądać w telewizji obrazki, które kompletnie nie pasowały… Najpierw Słowenia, później Chorwacja, później inne. Na moich oczach dokonywał się rozpad Jugosławii, w tym momencie przyszły pytania: kim ja jestem? Skoro nie ma Jugosławii, nie jestem pół Jugosłowianką. Dobrze, jestem pół Serbką, ale Serbowie byli przedstawiani wówczas bardzo negatywnie, jako jedyni winni, jako sprawcy wojny, okrucieństwa. I ciężko jest przyjąć do wiadomości to, że jesteś w połowie przedstawicielką narodu oskarżanego o wszelkie zło, przynajmniej w tamtej wojnie. Miałam z tym problem, tym bardziej, że nałożyło się to na czas dorastania, kiedy każdy człowiek szuka swojej tożsamości.  To była dla mnie trauma i jest do tej pory. Wydawało mi się, że wojny w Europie są definitywnie zakończone, że II wojna światowa była ostatnią i teraz ludzie zmądrzeli i nikt nie będzie się zabijał w Europie. Tymczasem na moich oczach moja druga ojczyzna została zniszczona, ten kraj przestał istnieć. Byliśmy świadkami strasznych scen, czy to w Sarajewie, czy w Vukovarze, Srebrenicy, w Kosowie, w Belgradzie. To było naprawdę coś bardzo ciężkiego do oswojenia. Dlatego też wybrałam jako kierunek studiów filologię serbską i chorwacką, mimo że marzyłam o filozofii, bo liczyłam że dzięki poznaniu historii, literatury zrozumiem powód tej wojny.

O tym piszesz w „Balkan Express”.  Mimo to, iż poszłaś na te studia, poznałaś dobrze historię Jugosławii, historię wszystkich republik, które wcześniej funkcjonowały, to jednak jako człowiek, jako kobieta, nie byłaś i nie jesteś w stanie zrozumieć dlaczego do tego doszło.

Z intelektualnego punktu widzenia rozumiem to, bo wiem jakie były przyczyny historyczne, ingerencja krajów ościennych, inne powody. Na poziomie intelektualnym mam to oswojone, natomiast na poziomie emocjonalnym nie jestem w stanie się z tym pogodzić. To jest tak, jak ze śmiercią bliskie osoby – wiemy, że ktoś umarł, wiemy na co chorował, tłumaczymy sobie, że teraz nie cierpi, ale tak naprawdę nie da się z tym pogodzić, to jest rana w sercu. Tak samo w przypadku wojny w Jugosławii. Ciężko się pogodzić z tym, że na naszych oczach, cały świat obserwował to na ekranach telewizorów, dochodziło tam do scen dantejskich.

Bracia zabijali braci…

Najgorsza jest właśnie wojna bratobójcza. Emir Kusturica w „Undergroundzie” kończy ten film taką charakterystyczną sceną – jeden z bohaterów, sparaliżowany, siedzi na płonącym fotelu inwalidzkim, a jego brat biegnie za nim i okłada go kijem próbując go zabić… Tam właśnie padają te słowa: tak długo nie ma wojny dopóki brat nie podniesie ręki na brata.

Jeżeli jest wojna, że obcy kraj wchodzi z czołgami, samolotami na nasz teren, obca armia wkracza, to jest to oczywiście straszne, ale jeśli na tym samym terenie sąsiedzi zabijają sąsiadów, a nawet w tej samej rodzinie, bo przecież było wiele było małżeństw mieszanych, to wówczas jest największe zło jakie może być.

To jest bardzo trudna historia, ale ty po nią sięgnęłaś. Wydaje mi się, że napisanie tej książki to była dla ciebie też taka forma autoterapii, bo mówisz o wielkiej polityce, ale widzianej oczami zwykłych ludzi. A co jest najważniejsze, i to chyba jest największa wartość tej książki, nikogo nie oceniasz. Nie podają oskarżenia, po prostu jest to podróż, jedziemy tym expresem i staramy się zrozumieć co tam się stało.

Tak, poznawałam najczęściej w nocnych pociągach zwykłych ludzi, z różnych byłych republik jugosłowiańskich, Serbów, Chorwatów, Macedończyków, Czarnogórców, Albańczyków z Kosowa. Te spotkania w pociągach są okazją do rozmów o całym życiu. Ludzie się otwierają, mówią takie rzeczy których nawet bliskim znajomym by nie powiedzieli, bo wtedy czują się może trochę skrępowani. A łatwiej powiedzieć komuś, kogo się już więcej nie spotka. Różnych ludzi spotykałam, mówili mi o swoim życiu, traumach. Najczęściej zaczynaliśmy od rozmów na tematy neutralne. Bałam się pytać wprost o wojnę, bo wiem że dla wielu ludzi to bardzo bolesne, ale w którymś momencie ten temat zawsze sam się pojawiał.

Powiedziałaś wcześniej, że Serbowie byli przedstawiani na świecie, w mediach, jako oprawcy, ty jako Serbka musiałaś się z tym zmierzyć. Jak się czułaś jako ta trochę napiętnowana tą winą?

Pamiętam jak byłam w Paryżu w 1995 roku, pojechałam z koleżanką na pierwszy samodzielny wyjazd na wakacje, po zdaniu matury. Zatrzymaliśmy się u mojego wujka, kuzyna mojej mamy i w telewizji pokazywali obrazki z wypędzenia Serbów z Krajiny. Byłam z wujkiem u jego znajomych Francuzów i ktoś powiedział tak ironicznie: „ale Serbowie są gościnni” i był śmiech. Odezwałam się, że jestem pół Serbką, zapanowała cisza… Później zdarzały się sytuacje na uczelni, że któryś z kolegów na imprezie powiedział: „Wstydziłabyś się Dominika, że jesteś pół Serbką”. Tak, a za co mam się wstydzić? „Bo, Serbowie wymordowali…” Powiedziałam, żeby się zastanowił. Ja nie chcę bronić Serbów, wybielać, że byli całkowicie niewinni. Tylko w czasie tej wojny obraz nie był czarno-biały, właściwe wszyscy byli ofiarami i katami.

Symbol, który mocno poszedł w świat, to były wydarzenia w Srebrenicy…

Myślę, że były trzy symbole: Vukovar, Sarajewo i Srebrenica. Vukovar to jest miasto w Chorwacji, gdzie na samym początku wojny, to była jesień 1991 roku, paramilitarne bojówki serbskie dokonały rzezi w szpitalu mordując personel i pacjentów… (pauza).

To były bardzo trudne czasy…

Później było Sarajewo i Srebrenica i te trzy miasta umocniły obraz Serbów jako jedynych winnych. Nie chcę usprawiedliwiać Serbów,  powiedzieć że to się nie zdarzyło. Ale trzeba też podać przykłady tego co się działo z drugiej strony, np. dochodziło do morderstw na Serbach w Bośni. Bośniaccy muzułmanie mordowali tamtejszych Serbów i Chorwatów. Tam niemal się wszyscy ze wszystkimi mordowali. Ostatnim akordem wojny było w 1999 roku Kosowo, naloty. Ale wcześniej była prowadzona akcja przeciwko bojownikom albańskim przez Serbów, a z kolei Albańczycy mordowali Serbów, ludność cywilną. Najbardziej żal mi jest zwykłych ludzi, którzy byli ofiarami wielkiej polityki. I to jest specyfika wszystkich polityków, że oni podejmują decyzje w imieniu ludzi, a sami często są chronieni przed skutkami tych decyzji. Natomiast zwykli ludzie są ofiarami, oni najwięcej cierpią.

Wielu kojarzy ciebie jednak nie z Bałkanów, tylko z Brukseli, gdzie od wielu lat pracujesz dla różnych redakcji.  Jak się odnalazłaś w tamtej rzeczywistości?

Pamiętam jak w 2005 roku, Marek Król, który był wtedy redaktorem naczelnym „Wprost” i Jerzy Marek Nowakowski, szef działu zagranicznego, zaproponowali mi, abym pojechała do Brukseli jako korespondentka, to było rok po naszym wejściu do Unii Europejskiej. Długo się broniłam przed tą decyzją.

Dlaczego?

Bruksela wydawała mi się nudna. Nawet powiedziałam Nowakowskiemu: panie redaktorze, ale co ja będę robić w tej Brukseli – tam nie ma terrorystów, nie ma zbrodniarzy wojennych, nie ma wojny, nie ma zamachów terrorystycznych, ja tam umrę z nudów. To nie jest dla mnie, są tylko nudni faceci w garniturach, nudni politycy, jakaś nudna Unia Europejska, która mnie kompletnie nie interesuje. A on mówi: „pani Dominiko, pojedzie pani, zobaczy, zacznie się dziać”. No i właśnie, teraz będzie taki trochę czarny humor… W 2016 roku po zamachach w Brukseli w metrze i na lotnisku, napisałam do Jerzego Marka Nowakowskiego i Marka Króla, że zamachy w Brukseli są, zbrodniarze wojenni są niedaleko, w Hadze, terroryści są, okazało się że brukselski Molenbeek jest wylęgarnią islamskiego terroryzmu. Właściwe wszystko mam, żołnierze na ulicach, terroryści na ulicach, UE zaczyna się rozpadać, bo zaraz było referendum w sprawie Brexitu, właściwie misja wypełniona. Usłyszałam: „no tak, pani Dominiko, wszystko pani ma, taka pani zdolna…”

Wracając do tej rzeczywistości brukselskiej,  na początku Unia Europejska wydawał mi się jedną wielką niewiadomą, musiałam się uczyć tego świata, bo wcześniej zajmowałam się Bałkanami. Później poczułam, że to jest równie intersujące jak Bałkany. Wpływ Unii na naszą rzeczywistość jest ogromny. Teraz widzimy to już w dosłowny sposób, jak wielki jest wpływ instytucji unijnych na to co się dzieje w Polsce, na życie gospodarcze, polityczne. Obserwowanie tych procesów w miejscu, w którym powstają jest fascynujące.

W 2005 roku, w grudniu, był mój pierwszy jako korespondentki szczyt unijny, a także pierwszy szczyt dla kanclerz Angeli Merkel. Spotkałam ją na jakiejś konferencji prasowej, wszyscy zaciekawieni patrzyli, pierwsza kobieta na stanowisku kanclerza Niemiec, w dodatku z byłego NRD. I tak się teraz śmieję, kanclerz Merkel odchodzi z polityki, to może też czas na mnie, aby zastanowić się nad jakimś innym miejscem zamieszkania.


Zapis fragmentu rozmowy Magdaleny Uchaniuk  z Dominiką Ćosić, która odbyła się w ramach cyklu „SDP Cafe – podaj dalej…”  Całe spotkanie można obejrzeć TUTAJ.

Projekt „Dziennikarze-twórcy kultury” finansowany był ze środków Ministra Kultury, Dziedzictwa Narodowego i Sportu z Funduszy Promocji Kultury.

 

„ĄĘ w Meloradiu” nowy program o języku

Audycji Kamili Kalińczak poświęconej poprawności językowej będzie można posłuchać na antenie Meloradia w każdy czwartek o godz. 11.30

Kamila Kalińczak to dziennikarką radiowa i telewizyjna, lektorka, trenerka wystąpień publicznych. Jest autorką cyklu o poprawności językowej – „#ĄĘ”, który pojawia się w każdy wtorek i czwartek na Instagramie.

Swoją karierę dziennikarską zaczynała w Grupie Eurozet, czytała m.in. „Wiadomości Radia ZET” i była szefową newsroomu Radiostacji i Chilli ZET. Później była związana m.in. z TVN24 BiS, gdzie prowadziła codzienne serwisy informacyjne i programy publicystyczne.

opr. jka, źródło: Eurozet

 

Przepisy o ochronie wolności słowa w serwisach społecznościowych już gotowe

Ministerstwo Sprawiedliwości poprawiło po konsultacjach projekt ustawy o ochronie wolności słowa w internetowych serwisach społecznościowych. Nowe przepisy są już gotowe –  Jeżeli taka będzie wola Rady Ministrów, projekt może być szybko przyjęty – zapowiedział wiceminister Sebastian Kaleta.

Na konferencji prasowej przedstawiciele resortu sprawiedliwości przedstawili stan prac nad ustawą, która ma zapewnić użytkownikom mediów społecznościowych prawo do wyrażania poglądów i chronić przed arbitralnym usuwaniem treści, gdy np. nie wpisują się one w wizję światopoglądową właściciela danego serwisu.

– O demokracji możemy mówić wtedy, gdy mamy do czynienia z gwarancją wolności słowa i wolności debaty. Niestety, decyzjami wielkich korporacji, wartości znajdujące się w centrum demokracji są zagrożone i naruszane – stwierdził minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro.

Zauważył, że serwisy takie jak Facebook coraz głębiej ingerują w debatę publiczną.

– Dał temu wyraz przez zablokowanie strony Konfederacji. Jest rzeczą niebywałą i nieakceptowalną, że ktoś ingeruje w debatę publiczną i w ten sposób może wpływać na przyszły wynik wyborów – powiedział Ziobro.

To wydarzenie ma m.in. przemawiać za jak najszybszym uchwaleniem przygotowanej w Ministerstwie Sprawiedliwości ustawy o ochronie wolności słowa w mediach społecznościowych.

– Wielkie korporacje kształtują obraz świata zgodny ze swoim przekonaniem. Ustawa ma zapewnić Polakom korzystanie z wolności słowa i prawa do informacji – podkreślił Sebastian Kaleta.

Projekt ustawy zaprezentowano w styczniu 2021 roku, we wrześniu został on poddany konsultacjom międzyresortowym i społecznym (pisaliśmy o tym TUTAJ). Jak podaje resort sprawiedliwości, w ich wyniku spłynęły liczne uwagi i opinie, co poskutkowało wprowadzeniem szeregu zmian w projekcie.

Najważniejsze dotyczą funkcjonowania Rady Wolności Słowa. Jej przewodniczącym będzie bowiem z mocy ustawy przewodniczący Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, a jeśli chodzi o pozostałych członków, tak jak zakładała poprzednia wersja projektu, będą wybierani przez Sejm. Kadencja Rady Wolności Słowa została przewidziana na 6 lat. Obsługę RWS zapewniać będzie biuro KRRiT.

Wprowadzono też istotne modyfikacje przewidujące utworzenie listy ekspertów działających przy Radzie Wolności Słowa, z których doświadczenia i wiedzy będzie ona mogła korzystać. Prawo zgłaszania kandydatów na ekspertów będą miały m.in. podmioty takie jak: Naczelna Izba Lekarska, Naczelna Izba Aptekarska, Komisja Nadzoru Finansowego, Rzecznik Praw Obywatelskich, Rzecznik Praw Dziecka, Rzecznik Praw Pacjenta czy Prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów.

Kolejna zmiana polega ma na wprowadzeniu instytucji zaufanych podmiotów sygnalizujących, które będą działać w interesie publicznym, w celu zapobiegania dezinformacji rozpowszechnianej za pośrednictwem internetowych serwisów społecznościowych. Będą one miały prawo wniesienie skargi do Rady Wolności Słowa z żądaniem oznaczenia konkretnego wpisu w internetowych serwisach społecznościowych jako dezinformującego. Kandydaci na zaufane podmioty sygnalizujące certyfikowane będą przez m.in. takie instytucji jak: Rzecznik Praw Obywatelskich, Rzecznik Praw Dziecka , Rzecznik Praw Pacjenta czy Komisja Nadzoru Finansowego.

W nowej wersji projektu ustawy zrezygnowano z nakładania administracyjnych kar pieniężnych na serwisy społecznościowe, które nie wypełniają obowiązków nałożonych ustawą, na rzecz utworzenia nowej wersji kategorii przestępstw, zagrożonych wielomilionowymi grzywnami. Jak tłumaczy ministerstwo, taka regulacja pozwoli na przekazanie wykonania grzywny do państwa na terenie Unii Europejskiej, gdzie znajduje się siedziba serwisu, który ingeruje w wolność słowa w internetowych serwisach społecznościowych. Zdaniem resortu sprawiedliwości, w ten sposób realizacja grzywny będzie w pełni wykonalna, dzięki czemu ustawowe regulacje będą przestrzegane przez wielkie korporacje mediów społecznościowych.

opr. jka, źródło: Ministerstwo Sprawiedliwości

 

„Jak smakuje Polska? – nowość na antenie TVP HD

 „Jak smakuje Polska?” – to nowy program kulinarny, którego gospodarzem będzie Kuba Winkowski. Premiera w TVP HD w sobotę, 8 stycznia o godzinie 17.40.

Kuba Winkowski przed laty opuścił Polskę w poszukiwaniu swojej drogi życiowej. Na Wyspach zdobył doświadczenie oraz uznanie w świecie kuchni. W 2019 roku został w Wielkiej Brytanii wyróżniony prestiżowym tytułem National Chef of The Year.

Teraz Kuba zamienił eleganckie restauracje na foodtrucka i wspólnie z widzami TVP HD wyruszy w kulinarną podróż po Polsce. Z jakich wyjątkowych lokalnych produktów słynie nasz kraj? Jak przyrządzić aromatyczne i smakowite dania rodzimej kuchni w nowoczesnym wydaniu? W poszukiwaniu odpowiedzi na te pytania, mistrz kuchni przemierzy swoim foodtruckiem najpiękniejsze zakątki Polski. Będzie przygotowywać, poznanym przez siebie mieszkańcom danego regionu, autorskie potrawy inspirowane sprawdzonymi przepisami i doskonałymi produktami, z których słyną odwiedzane przez niego rejony Polski.

Pierwszym przystankiem Kuby Winkowskiego będzie malownicze Roztocze.

opr. jka, źródło: Telewizja Polska

 

Konkurs o Polsko-Niemiecką Nagrodę Dziennikarską, zgłoszenia do 30 stycznia

30 stycznia upływa termin składania zgłoszeń do konkursu o Polsko-Niemiecką Nagrodę Dziennikarską im. Tadeusza Mazowieckiego 2022.

 

Jak informuje organizator, zgłaszane prace powinny wspierać integrację w ramach Unii Europejskiej. Tematy mogą dotyczyć wszystkich aspektów relacji polsko-niemieckich. Jury szczególnie chętnie wyróżnia prace z odniesieniem do bieżących spraw kraju sąsiada. Także artykuły i audycje dotyczące trudnej polsko-niemieckiej historii mają szansę na nagrodę.

 

Jury Polsko-Niemieckiej Nagrody Dziennikarskiej wyróżnia najlepsze prace, które otwarcie, rzetelnie i prawdziwie informują o kraju sąsiada. Prace zgłaszane do konkursu powinny przyczyniać się do poszerzania wiedzy Polaków i Niemców o sobie nawzajem, pomagać zrozumieć politykę, zjawiska gospodarcze oraz społeczne, osiągnięcia nauki i kultury obu państw, przybliżać życie codzienne sąsiedniego kraju oraz wspierać integrację obu narodów w Unii Europejskiej. Wysoko oceniane są także prace odnoszące się do aktualnych wydarzeń po drugiej stronie granicy.

 

Prace do konkursu mogą zgłaszać dziennikarze i dziennikarki, nadawcy, wydawnictwa i redakcje w następujących kategoriach:

 

Prasa: artykuły prasowe z dzienników i czasopism oraz artykuły opublikowane w Internecie o maksymalnej długości do 25 000 znaków.

 

Radio i telewizja: Czas trwania programu radiowego lub telewizyjnego nie może przekroczyć 60 minut.

 

Multimedia: Zapoznanie się jurora ze wszystkimi częściami składowymi pracy nie może przekraczać 60 minut. W tej kategorii wyróżniane są prace pokazujące, w jaki sposób można realizować nowoczesne formaty, takie jak multimedialny storytelling z tekstem, video, grafiką i/lub audio; (interaktywne) reportaże; pogłębione analizy; projekty dziennikarskie z użyciem danych; projekty medialne, które w innowacyjny sposób angażują szeroką publiczność (np. poprzez wykorzystanie mediów społecznościowych). Warsztat dziennikarski, dobrze opowiedziana historia i innowacyjne opracowanie pod względem technologicznym mają w przypadku prac zgłoszonych w tej kategorii równe znaczenie.

 

Dziennikarstwo na pograniczu” (nagroda finansowana przez Wolne Państwo Saksonia): honoruje materiały dziennikarzy i dziennikarek z sześciu regionów przygranicznych, które dokumentują codzienne problemy pogranicza dotykające mieszkańców po obu stronach granicy. Prace w tej kategorii powinny pochodzić z redakcji w jednym z sześciu regionów partnerskich – jednego z polskich województw zachodniopomorskiego, lubuskiego, dolnośląskiego lub niemieckich krajów związkowych Brandenburgia, Meklemburgia-Pomorze Przednie lub Wolne Państwo Saksonia.

 

Nagrody w kategorii Prasa, Radio, Telewizja, Multimedia i „Dziennikarstwo na pograniczu” wynoszą 5 000 Euro.

 

Prace można składać przez internetowy system rejestracji: https://zgloszenia2022.dnimediow.org/wyslij-plik.html.

 

Kryteria oceny prac we wszystkich kategoriach, dokumenty zgłoszeniowe oraz inne sposoby zgłoszeń prac dostępne są na stronie Nagrody.

 

Źródło: FWPN

 

„Fakty” TVN na czele programów informacyjnych w grudniu

 „Fakty” nadawane w TVN i TVN24 BiS były w grudniu liderem wśród telewizyjnych serwisów informacyjnym.

 

Program ten gromadził przed ekranami średnio 2,90 mln widzów, w porównaniu do grudnia 2020 roku serwis stracił 6,32 proc. widzów  – wynika z danych Nielsen Audience Measurement, podanych przez portal Wirtualnemedia.pl.

 

Oglądalność drugiego w zestawieniu „Teleexpressu”, emitowanego w TVP1 i TVP Info, w ciągu roku zmalała o 10,53 proc., i w grudniu 2021 roku wyniosła 2,83 mln widzów. Trzecie miejsce zajęły „Wiadomości” TVP1 i TVP Info, które gromadziły przed ekranami 2,82 mln osób (spadek w ciągu roku o 6,54 proc.).

 

Pierwszą piątkę zamykają „Wydarzenia” Polsat, Polsat News i Wydarzenia24 z widownią na poziomie 1,93 mln osób (spadek 6,03 proc.) oraz „Panorama” TVP2 i TVP Info, której wynik zmniejszył się najbardziej w zestawieniu – o 13,26 proc. do 1,53 mln widzów.

 

opr. jka, źródło: Wirtualnemedia.pl

Wciąż warto rozmawiać.  Z JANEM POSPIESZALSKIM rozmawia ELŻBIETA RUMAN

Mocno naznaczyło mnie jako dziennikarza doświadczenie Katastrofy Smoleńskiej. To co wtedy przeżywałem 10 kwietnia dało mi później taki mandat, żeby rozmawiać z ludźmi na Krakowskim Przedmieściu, dopytywać, być ich głosem – opowiada Jan Pospieszalski, publicysta, autor programów telewizyjnych, muzyk, w rozmowie z Elżbietą Ruman w „SDP Cafe – podaj dalej…”

 

Jan Pospieszalski to więcej niż dziennikarz –  muzyk, artysta, twórca wielu dzieł muzycznych. Zaczynałeś jeszcze w Czerwonych Gitarach?

 

Ktoś mi to wypomina cały czas, przez co nie da się ukryć, że mój PESEL jest głęboko osadzony w latach 50.

 

Ten czas muzykowania to była nadzieja, że zostaniesz muzykiem?

 

To były moje marzenia, które kompletnie rozmijały się z oczekiwaniami rodziców i ich planami na nasze życie. Tata nas uczył rysunku, przekazał nam taką troskę o przestrzeń zewnętrzną, o architekturę i większą wrażliwość na dzieła plastyczne, wizualne.

 

Na piękno?

 

Tak. Dom był zastawiony książkami o architekturze, o malarstwie, a na ścianach, gdzie urodziliśmy się były freski, które stanowiły poligon doświadczalny. Rodzice ćwiczyli przed dużą realizacją, dostali możliwość zrobienia polichromii do kościoła metodą al fresco, czyli na mokrych tynkach. W związku z tym ćwiczyli w domu, bo to jest technika bardzo trudna i cały dom pomalowali. Jak się urodziliśmy i wychowaliśmy pod świętym obrazami, to trudno żebyśmy tej wrażliwości na malarstwo i sztuki wizualne nie mieli. Natomiast, nie tak potoczyły się nasze losy…

 

Ale liceum plastyczne skończyłeś.

 

Jeśli chodzi o liceum plastyczne, to były tam dwie specjalności: biżuteria i ceramika. Wybrałem ceramikę, w z związku z tym, że nie święci garnki lepią.

 

Życie poprowadziło cię przez różne artystyczne tropy, żebyś stał się w końcu trybunem tych, którzy potrzebują głosu. Twoje dziennikarstwo przechodziło różne etapy.     

 

Moje pojawienie się w telewizji wzięło się z takiej typowo entertainmentowej, jak byśmy dzisiaj powiedzieli, działalności. Jako muzyk, ze sceny, estrady zszedłem przed kamery jako gość, który miał animować jakieś tam muzyczne programy,  część takiego cyklu, który na początku lat 90. uruchomiony był w telewizji Walendziaka – „Swojskie klimaty”. Tam jako ekspert od muzyki, od kultury źródła, od muzyki ludowej miałem się pojawić. Poszedłem na casting i na tym castingu osoby oceniające uznały mój potencjał jako właściwy,  w związku z tym zaproponowali mi, żebym zrobił nie tylko ten segment muzyczny, ale prowadził cały program. Często tę anegdotę opowiadam i tutaj też powtórzę. Poczułem się jak człowiek, który idzie ulicą, znalazł podkowę i mówi: o, mam szczęście znalazłem podkowę. Podnosi ją, a tam cały koń pod spodem. To było trochę tak, że od tej muzycznej części, od małego fragmentu, stałem się jednym z trzech głównych prowadzących, współautorem, wymyśliłem tytuł. Potem, jako już ten, który przed tą kamerą stawał, byłem też zapraszany do różnych form i stąd był pomysł Maćka Pawlickiego, Andrzeja Horubały i Waldemara Gaspera, żeby postawić mnie przed kamerami jako prowadzącego programy publicystyczne.

 

Kiedy poczułeś, że jednak jesteś dziennikarzem?

 

Życie zmusiło mnie żeby uczciwie traktować tę działalność.  W momencie, gdy pojawiłem się jako prowadzący program publicystyczno-społeczny, był moment sporu, walki o to by zmienić monopol medialny jaki funkcjonował na początku w III RP. Tym lodołamaczem były różne środowiska: „Gazety Polskiej”, „Myśli Narodowej”. Ciągle funkcjonowaliśmy w niszy, musieliśmy udawać, że nie jesteśmy wariatami, antysemitami, jakimiś odklejeńcami. Wtedy obowiązywał nurt kserokopiarki, że jedyną drogą modernizacji Polski jest naśladownictwo tego co dzieje się na świecie. Był monopol „Gazety Wyborczej”, debatę publiczną zdominowała agenda środowiska postKORowskiego. Mieli oni w rękach, coś co się później nazywało, dystrybucją prestiżu i pogardy. Dla nas to było trudne, wiedzieliśmy że życie inaczej wygląda i świat jest inny, dlatego próbowaliśmy coś robić, najpierw jako ekipa „pampersów” w Telewizji Polskiej, potem jako ci, którym dano szansę zbudowania sieci radiofonii katolickich Plus, później telewizji Puls. To była walka, aby wstawić nogę w drzwi.

 

Było kilka przełomów w twoim życiu dziennikarskim. Co było takim mocnym progiem w twojej działalności?

 

Na pewno moment odejścia Ojca Świętego i to co Polska przeżywała w 2005 roku. To bardzo w nas mocno rezonowało kulturowo. Zobaczyliśmy się innymi niż jesteśmy, choć na chwilę. Potem ta debata o Kościele, o dziedzictwie Jana Pawła jakby przycichła. Zaczął się burzliwy rok 2007 i to wszystko co wiązało się z przejęciem rządów przez Platformę, co oczywiście w jakiś sposób odbijało się na decyzjach władz telewizji. Na szczęście  kadencyjność władz telewizji nie jest tożsama z kadencyjnością Sejmu i jakoś udawało nam się utrzymać naszą pozycję w TVP, mówię o redakcji programu „Warto rozmawiać”.

Potem był Smoleńsk. Miałem ten przywilej, że byłem w grupie dziennikarzy, którzy realizowali transmisję z wydarzeń 10 kwietnia. W tym czasie byłem właśnie tam na miejscu, w Katyniu. To była świadomość że stało się coś niesamowitego, potwornego, co nas przywaliło jak taki głaz. A tu masz informację do słuchawki, że wchodzisz na wizję, scenariusz cały się sypie… To doświadczenie bardzo mocno mnie naznaczyło,  dało mi też taki mandat, żeby rozmawiać z ludźmi na Krakowskim Przedmieściu, dopytywać, być ich głosem…

 

Teraz też są tematy, na które czeka cała Polska i tych tematów poruszać nie wolno. Poruszałeś je w programie „Warto rozmawiać” i okazało, że w Telewizji Polskiej nie można tego robić. Dlaczego?

 

Dam ci telefon do Joanny Lichockiej, do Jacka Kurskiego, do paru innych ludzi to pewnie odpowiedzą na to pytanie.

 

Pytania o szczepienia, o wolność to są podstawowe pytania dla dziennikarza.

 

Pytania o pochodzenie wirusa, pytania o to czy restrykcje i zarządzenia dotyczące zamknięcie życia, odebranie nam swobód, praw obywatelskich po to by walczyć o nasze zdrowie były sensowne. Czy lekarstwo nie przyniosło nam więcej nieszczęścia niż sama choroba…

 

To jest prawo dziennikarza do szukanie odpowiedzi, bycia głosem widzów, a widzowie chcą się dowiedzieć dlaczego nie ma wolności, skąd to się bierze, na czym polega teraz problem z segregacją sanitarną, dlaczego ona jest nam proponowana. Jan Pospieszalski nie może o tym teraz mówić w Telewizji Polskiej, ale może mówić gdzie indziej…

 

Po usunięciu nas z TVP, w kwietniu tego roku zintensyfikowaliśmy naszą działalność na fanpagu na profilu facebookowym i widzieliśmy skokowy przyrost zainteresowania. Niektóre nasze materiały osiągały po milion, półtora miliona wyświetleń, udostępnień itd. To była duża liczba, która dała nam przekonanie, że warto o tym rozmawiać. Głównym tematem, który mnie wtedy zajął to były rozmowy z lekarzami, którzy byli wzywani przez izby lekarskie. Chodzi o to, że jesienią 2020 roku grupa lekarzy, naukowców i ludzi pracujących w ochronie zdrowia zakwestionowała sensowność polityki medycznej. Pojawiały się głosy, że ta globalna odpowiedź na zagrożenie jakim jest SARS-COV2 jest nieadekwatna i nie uwzględnia paru rzeczy, przede wszystkim nie uwzględnia faktu, że z wirusem można walczyć metodą leczenia go, a nie izolacji.

 

Jan Pospieszalski nie przestaje być dziennikarzem i teraz ten głos, te pytania są zadawane. Gdzie je publikujesz?

 

Na przełomie sierpnia i września uruchomiliśmy kanał  „JanekPospieszalski#WARTO” i tam kontynuujemy nasze rozmowy.

 


 

Zapis fragmentu rozmowy Elżbiety Ruman z Janem Pospieszalskim, która odbyła się w ramach cyklu „SDP Cafe – podaj dalej…”  Całe spotkanie można obejrzeć TUTAJ.

 

Projekt „Dziennikarze-twórcy kultury” finansowany był ze środków Ministra Kultury, Dziedzictwa Narodowego i Sportu z Funduszy Promocji Kultury.

 

Portal Znadniemna.pl uznany przez Białoruś za „ekstremistyczny”

Portal Związku Polaków na Białorusi Znadniemna.pl został przez białoruskie Ministerstwo Informacji wpisany na listę materiałów ekstremistycznych. Udostępnianie jego treści jest teraz wykroczeniem, a  autorzy publikowanych tam materiałów mogą być ścigani jako ekstremiści.

 

Jak informuje telewizja Biełsat, decyzja w tej sprawie została wydana przez sąd w Brześciu 30 grudnia 2021 roku, a 4 stycznia 2022 roku ukazała się na stronie Ministerstwa Informacji. Wcześniej za „ekstremistyczne” uznane zostały prawie wszystkie niezależne od władz media na Białorusi.

 

„Głos Znad Niemna” – organ prasowy Związku Polaków na Białorusi, nieuznawanej przez reżim Łukaszenki organizacji mniejszości polskiej – istnieje od 3 grudnia 1989 roku.

 

Prezes ZPB Andżelika Borys i członek zarządu, dziennikarz Andrzej Poczobut od marca 2021 roku przebywają w areszcie śledczym podejrzani o „rozpalanie wrogości na tle narodowym”  – jak białoruska prokuratura nazwała popularyzację wiedzy o polskim podziemiu antysowieckim na Grodzieńszczyźnie.  Pozostali czołowi działacze Związku Polaków na Białorusi i dziennikarze „Głosu Znad Niemna” zostali zmuszeni do emigracji z Białorusi. Obecnie przebywają w Polsce.

 

opr. jka, źródło: Bielsat.eu

 

Zmarła Monika Jaworska, szefowa wrocławskiego Radia RAM

Po długiej i ciężkiej chorobie zmarła Monika Jaworska dziennikarka, prezenterka i szefowa Radia RAM – poinformowała na swojej stronie wrocławska rozgłośnia.

 

Z Radiem RAM związana była przez dwadzieścia lat, od chwili startu stacji.

 

„Czuła się szczęśliwa w radiu, na antenie, ale zawsze pamiętała, że mówi do konkretnych ludzi. Uczyła tego nas wszystkich. Odbierała telefony nawet w trakcie serwisu informacyjnego, na krótkiej wiadomości dźwiękowej, by nikt nie miał poczucia, że do studia nie da się dodzwonić” – napisali współpracownicy Moniki Jaworskiej we wspomnieniu opublikowanym na stronie radia.

 

opr. jka, źródło: Radio RAM

Mariusz Lodziński nowym naczelnym „Gazety Wyborczej Opole”

Mariusz Lodziński od początku nowego roku jest redaktorem naczelnym „Gazety Wyborczej Opole” Zastąpił na tym stanowisku Anitę Dmitruczuk, która dołączyła do działu redakcji lokalnych „Wyborczej”.

 

Lodziński z opolską redakcją „Gazety Wyborczej” jest związany od ponad 20 lat. Najpierw był współpracownikiem działu sportowego, później został jego szefem . Następnie stał na czele działu miejskiego i redagował lokalne wydania „Co Jest Grane 24″. Od 2014 r. był zastępcą redaktora naczelnego „Wyborczej” w Opolu.

 

opr. jka, źródło: Agora

Katarzyna Zdanowicz prowadzącą „Wydarzenia” w Polsacie

Katarzyna Zdanowicz w Nowy Rok zadebiutowała jako prowadząca weekendowe wydania „Wydarzeń 18:50” emitowanych w Polsacie, Polsacie News i na kanale Wydarzenia24.

 

Dziennikarka przez ostatnie 9 lat pracowała w TVN24, gdzie prowadziła m.in. program „Polska i świat”. Wcześniej, w latach 2008 – 2012, związana już była z „Wydarzeniami” Polsatu i Polsat News. Współpracuje z tygodnikiem „Polityka”.

 

Katarzyna Zdanowicz jest autorką książki „Zawsze mówi, że wróci” opisującą historie kobiet, żon i partnerek himalaistów.

 

opr. jka, źródło: Polsatnews.pl