Najczęściej cytowane media we wrześniu

„Gazeta Wyborcza”, Onet i „Rzeczpospolita” – na informacje podawane przez te media najczęściej powoływano się we wrześniu 2023 roku. Tak wynika z cyklicznego raportu Instytutu Monitorowania Mediów (IMM).

„Gazetę Wyborczą” cytowano 4159 razy, Onet.pl – 4065 razy, a „Rzeczpospolitą” – 3928 razy.

Wśród tytułów prasowych, poza „GW” i „Rz”, na podium znalazł się jeszcze „Fakt” (2184 wzmianki).

W kategorii stacji telewizyjnych pierwsze miejsce zajął Polsat News (2999 cytowań), drugie TVN24 (2870 wzmianek), a trzecie TVP Info (2193 odniesień).

Najczęściej cytowanymi rozgłośniami radiowymi były: RMF FM (3383 wzmianki), Radio ZET (2872 cytowania) oraz Program 1 Polskiego Radia (757 odniesień).

Wśród portali internetowych, za Onetem znalazły się Wirtualna Polska (3122 cytowania) i Interia (1436 wzmianek).

opr. jka, źródło: Instytut Monitorowania Mediów (IMM)

 

Konkurs dziennikarski o Nagrodę im. Romualda Lazarowicza

Oddział Dolnośląski SDP ogłosił drugą edycję konkursu dziennikarskiego o Nagrodę im. Romualda Lazarowicza za najlepsze prace dziennikarskie dotyczące Dolnego Śląska opublikowane w okresie od 1 IX 2021 do 30 IX 2023 roku.

Zarząd Główny SDP, który jest fundatorem nagrody pieniężnej, pragnie upamiętnić tym konkursem postać i dorobek życia wyjątkowego dziennikarza, działacza Solidarności Walczącej, twórcy i redaktora wielu pism, człowieka prawego i odważnego.

Zgodnie z regulaminem nagradzane będą prace o tematyce społecznej, gospodarczej, kulturalnej, historycznej. Można zgłaszać artykuły prasowe, audycje radiowe, telewizyjne oraz publikacje dziennikarskie zamieszczone w internecie. W konkursie może wziąć udział każdy dziennikarz będący obywatelem Polski. Termin zgłaszania prac upływa 15 listopada 2023 roku. Gorąco zachęcamy.

Regulamin konkursu oraz formularz zgłoszeniowy na stronie https://www.sdp-wroclaw.info/Konkurs-dziennikarski.htm

TVP pokaże inscenizację „Dziadów” Adama Mickiewicza „na żywo” z Litwy

Telewizyjna Jedynka we wtorek, 31 października o godz. 20.30 pokaże po raz pierwszy inscenizację „Dziadów” Adama Mickiewicza  realizowaną „na żywo” na Litwie.

Widowisko „Dziady. Śladami Adama Mickiewicza” składać się będzie z trzech odrębnych scen, zaczerpniętych z II oraz III części dramatu. Każdą z odbywających się w różnych miejscach Litwy scen przygotuje inny reżyser.

Spektakl rozpocznie – Bal u Senatora, który odbędzie się w Sali Kolumnowej Uniwersytetu Wileńskiego i zostanie przygotowany przez reżyser Magdalenę Małecką-Wippich oraz choreografa Jacka Przybyłowicza. Wystąpią w niej, m.in.: Sławomira Łozińska, Arkadiusz Janiczek, Mateusz Weber, Karol Wróblewski, Piotr Kramer, Karolina Charkiewicz, Dawid Sciupidro, Karolina Dryzner i zespół tancerzy Aurora Dance Company z Kowna.

Scenę drugą – Wielką Improwizację w zabytkowej Celi Konrada, nieopodal Ostrej Bramy, przy klasztorze Bazylianów, w którym w XIX wieku więziono młodzież wileńską podczas procesu Filomatów i Filaretów wyreżyseruje Jarosław Gajewski. W roli Konrada wystąpi Jakub Kordas.

Ostatnia scena – II części „Dziadów”, która zostanie zrealizowana na Górze Krzyży na Cmentarzu Szawelskim. Wyreżyseruje ją Jarosław Kilian, a ludowemu obrzędowi Dziadów przewodniczyć będzie Guślarz (Adam Strug). W scenie wystąpią, m.in.: Ewa Dałkowska, Hanna Skarga, Vladas Bagdonas, Grzegorz Feluś i Jakub Mieszała.

Przedstawienie „Dziady. Śladami Adama Mickiewicza” poprzedzi wprowadzenie na cmentarzu w Solecznikach, gdzie Adam Mickiewicz w 1821 roku obserwował obrzęd Dziadów. Przewodnikiem po fundamentalnych dla romantycznego arcydramatu miejscach i swoistym narratorem będzie aktor Teatru Narodowego w Warszawie – Przemysław Stippa. Trzy koncepcje reżyserskie połączy genius loci (duch miejsca) Wilna i okolic, które kształtowały wyobraźnię polskich romantyków.

Widowisko uświetni muzyka autorstwa Adama Struga oraz Adama Walickiego.

opr. jka, źródło: TVP

Aleksandra Piłsudska bohaterką listopadowego spotkania Klubu Publicystyki Kulturalnej SDP

Spotkanie Klubu Publicystyki Kulturalnej SDP odbędzie się tym razem, ze względu na dzień Wszystkich Świętych, w czwartek – 9 listopada 2023 r., o godz. 17.00, w Domu Dziennikarza, przy ulicy Foksal 3/5 w Warszawie. Gościem będzie Małgorzata Basaj z Muzeum Józefa Piłsudskiego w Sulejówku, która przybliży postać Aleksandry Piłsudskiej ze Szczerbińskich, działaczki niepodległościowej i społecznej, drugiej żony Józefa Piłsudskiego, Patronki Roku 2023.

Serdecznie zapraszam!

dr Teresa Kaczorowska,

przewodnicząca Klubu Publicystyki Kulturalnej SDP

 


 

Aleksandra Piłsudska ze Szczerbińskich – urodziła się 12 grudnia 1882 r. w Suwałkach, a zmarła 31 marca 1963 r. w Londynie. Działaczka niepodległościowa – po wybuchu I wojny światowej służyła w Legionach Polskich, była komendantką kurierek legionowych. Po rozwiązaniu oddziału działała w konspiracji na terenie okupacji pruskiej, przechowując broń i przewożąc literaturę, Działaczka PPS (brała udział w wielu akcjach bojowych, w tym w akcji pod Bezdanami, w napadzie na bank Państwowy w Kijowie, za aresztowali ją Rosjanie) i POW (za co została aresztowana przez Niemców w listopadzie 1915 r, internowana w obozie w Szczypiornie). Odznaczona Orderem Virtuti Militari.

Była drugą żoną Józefa Piłsudskiego, matką ich dwóch córek: Wandy (ur. 7 lutego 1918) i Jadwigi (ur. 28 lutego 1920). Ślub z Józefem Piłsudskim odbył się jednak dopiero po 15 latach bliskiej znajomości, 25 października 1921 r., po śmierci Marii Piłsudskiej, która wcześniej nie zgadzała się na rozwód. Józef i Aleksandra Piłsudscy mieszkali z córkami w willi Milusin w podwarszawskim Sulejówku (obecnie Muzeum Józefa Piłsudskiego). Aleksandra Piłsudska prowadziła szeroką działalność honorową i społeczną.

Małgorzata Basaj – historyczka i muzealniczka, kierowniczka Działu Wystaw i Popularyzacji Nauki w Muzeum Józefa Piłsudskiego w Sulejówku. Współautorka i kuratorka m.in. wystawy stałej „Dla Rzeczypospolitej. Józef Piłsudski 1867-1935″. Swoje zainteresowania naukowe koncentruje wokół dziejów walk o niepodległość Polski przełomu XIX i XX wieku, historii społecznej, a także przeszłości Sulejówka i jego mieszkańców, w szczególność dwóch kobiet: Aleksandry Piłsudskiej i Zofii Moraczewskiej.

 

 

RMF Classic świętuje swoje 20. urodziny

W piątek, 27 października RMF Classic będzie obchodzić swój okrągły jubileusz. Z okazji urodzin na antenie odbędzie się finał Plebiscytu na Filmowy Przebój 20-lecia.

Wielki finał plebiscytu trwać będzie przez cały dzień, nadanych zostanie 100 utworów ułożonych w ranking przez słuchaczy w internetowym głosowaniu. Będą wśród nich nagrania z najbardziej kultowych filmów i seriali – zarówno wielcy klasycy kina, ale też gwiazdy ostatnich miesięcy znane z platform streamingowych.

Wśród gości specjalnych na antenie pojawią się m.in. Grzegorz Turnau, Marcin Wyrostek, Igor Herbut, Atanas Valkov, Reni Jusis i Kaśka Sochacka.

Z okazji urodzin trwa też Wielki Test Wiedzy o Muzyce Filmowej, w którym do wygrania są m.in. pobyt w luksusowym hotelu w Krakowie, zwiedzanie studiów RMF Classic i wspólna wizyta z redakcją stacji w Skarbcu Królewskim na Wawelu.

Radio RMF Classic wystartowało 27 października 2003 roku. Stacja jest jedyną rozgłośnią w Polsce nadającą muzykę filmową i klasyczną oraz autorskie audycje tematyczne poświęcone kinematografii, literaturze, ekologii, life-stylowi czy sztuce. Rozgłośnia nadaje w 21 największych miastach Polski, jest też dostępna za pomocą aplikacji mobilnej i poprzez stronę rmfclassic.pl.

opr. jka, źródło: Grupa RMF FM

 

KRRiT ukarała TVN za przerwanie „Faktów” reklamą

Przewodniczący Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji Maciej Świrski nałożył na stację TVN karę w wysokości 80 tys. zł za przerwanie reklamą serwisu informacyjnego „Fakty”.

Sprawa dotyczy wydania „Faktów” z 23 czerwca 2023 r., kiedy to podczas zapowiadania materiału redakcyjnego przez prowadzącą serwis, nagle pojawiła się plansza z napisem „reklama” i została pokazana reklama sieci sklepów „Lidl”.  Stacja tłumaczyła to zdarzenie błędem technicznym.

Przewodniczący KRRiT, po przeprowadzeniu podstępowania, podjął decyzję o ukaraniu za to stacji TVN.

„W toku postępowania ustalono, że w trakcie emisji audycji „Fakty” 23.10.2023 r. doszło do naruszenia art. 16a ust. 6 pkt 1 ustawy o radiofonii i telewizji” – podano w komunikacie KRRiT.

Przepis ten mówi, że nie można przerywać serwisów informacyjnych w celu nadania reklam lub telesprzedaży.

„Ten bezwzględny zakaz stanowi jedną z podstawowych zasad prawa reklamy i ma na celu ochronę widza przed nadmierną ekspozycją przekazu handlowego. Ma zapewnić równowagę pomiędzy potrzebami nadawców, interesem reklamodawców oraz dobrem widza i jego prawem do niezakłóconego odbioru, określonych przez ustawodawcę kategorii audycji” – przypomniał Rada.

Wyjaśniono, że przy ustalaniu wysokości kary pieniężnej KRRiT kierowała się przesłankami określonymi w art. 53 ust. 1 ustawy, tj. zakresem i stopniem szkodliwości naruszenia, dotychczasową działalnością nadawcy oraz jego możliwościami finansowymi.

„Biorąc powyższe pod uwagę oraz roczne przychody Nadawcy i aktualny cennik biura reklamy TVN Media, gdzie koszt 30-sekundowej reklamy po emisji „Faktów” wynosi do 86 500 zł netto, Przewodniczący Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji wymierzył karę pieniężną w wysokości 80.000 zł” – poinformowano.

TVN może odwołać się od decyzji przewodniczącego KRRiT do sądu.

opr. jka, źródło: KRRiT

 

Polskie Radio w Święto Niepodległości zorganizuje Maraton Chopinowski

26 godzin muzyki Chopina na żywo, blisko sześćdziesięcioro muzyków, projekcje obrazów z cyklu „Chopinowi – Jerzy Duda Gracz” – tak będzie wyglądał Maraton Chopinowski zorganizowany przez Polskie Radio z okazji Święta Niepodległości oraz 6. urodzin Polskiego Radia Chopin.

To niezwykłe wydarzenie odbędzie się w Studiu Koncertowym im. Witolda Lutosławskiego w Warszawie.

„Formuła tegorocznego Maratonu Chopinowskiego nie będzie repliką wydarzenia sprzed roku i w kilku istotnych punktach – poza oczywistą zmianą garnituru wykonawców – zostanie zmodyfikowana. Dzieła Chopina wykonywane będą tym razem w odwróconej chronologii, od ostatniego opusu dojrzałego mistrza, jakim jest Sonata wiolonczelowa, po młodzieńcze Rondo op. 1 napisane przez kilkunastoletniego geniusza. Takie rozwiązanie pozwoli zupełnie inaczej ująć fenomen bezprecedensowego dla światowej muzyki artystycznego rozwoju Chopina: jego biografię twórczą, przybliżaną słuchaczom w krótkich przerwach pomiędzy poszczególnymi utworami przez dziennikarzy Polskiego Radia Chopin i radiowej Jedynki, poznawać będziemy począwszy od dramatycznych i mrocznych dni ostatnich aż po pierwsze, tchnące młodzieńczym optymizmem lata nauki w liceum” – wyjaśnia Marcin Gmys, dyrektor Polskiego Radia Chopin, cytowany w komunikacie prasowym.

Maraton Chopinowski rozpocznie się 10 listopada o godz. 19 i potrwa do 11 listopada do około godz. 21. Do udziału w wydarzeniu zaproszonych zostało blisko sześćdziesięcioro uznanych, jak i tych najbardziej obiecujących, młodych muzyków. Większość wykonawców wywodzić się będzie w tym roku z Akademii Muzycznej im. Stanisława Moniuszki w Gdańsku. Na estradzie pojawią się m.in. tacy artyści, jak nestor pomorskich wirtuozów prof. Bogdan Czapiewski, który o godzinie 19 rozpocznie maraton krótkim recitalem, natomiast pod koniec wydarzenia pieśni Chopina zaprezentują wybitni gdańscy śpiewacy operowi: Anna Fabrello, Ewa Marciniec, Krzysztof Bobrzecki i rektor gdańskiej Akademii Muzycznej, światowej sławy tenor – Ryszard Minkiewicz. Poza przeważnie bardzo młodymi artystami z Gdańska wystąpią tak uznani artyści, jak Janusz Olejniczak, Joanna Ławrynowicz czy jazzman Filip Wojciechowski. Duchowym patronem Maratonu Chopinowskiego będzie natomiast bezapelacyjny zwycięzca Konkursu Chopinowskiego z 2005 roku Rafał Blechacz, który w południe 11 listopada, po odśpiewaniu Mazurka Dąbrowskiego, wykona jedno „wielkoformatowe” arcydzieło Chopina i wygłosi przesłanie adresowane do wszystkich stacjonarnych i wirtualnych uczestników Maratonu Chopinowskiego.

Każdemu wykonaniu pojedynczego dzieła Chopina będzie towarzyszyć stosowna animacja odpowiadającego mu ściśle obrazu autorstwa Jerzego Dudy-Gracza, pochodzącego z bezprecedensowego w skali świata cyklu malarskich ekfraz – wizualizacji wszystkich kompozycji polskiego romantyka.

Transmisja z Maratonu Chopinowskiego na antenie Polskiego Radia Chopin oraz streaming video w mediach społecznościowych Polskiego Radia. Wstęp na wydarzenie jest bezpłatny.

opr. jka, źródło: Polskie Radio

 

 ANDRZEJ SZABACIUK: „Polscy najemnicy” w Ukrainie w propagandzie kremlowskiej

Informacje o zaangażowaniu ochotników z Polski w walki w Ukrainie pojawiały się w kremlowskiej propagandzie wielokrotnie od 2014 r., jednak początek pełnowymiarowej wojny istotnie zwiększył ich liczbę. Kluczowym celem działań kremlowskiej machiny propagandowej w tym aspekcie jest usprawiedliwienie rosyjskich porażek w wojnie przeciwko Ukrainie.

Jedną z kluczowych narracji dotyczących obecności polskich ochotników walczących w Ukrainie są doniesienia o ogromnych stratach ponoszonych przez polskie oddziały w czasie walk w obwodzie charkowskim i chersońskim. 29 lipca 2022 r. Ministerstwo Obrony Federacji Rosyjskiej wydało komunikat o likwidacji obozu „zagranicznych najemników” walczących pod Mikołajowem, w wyniku której zginęła bliżej nieokreślona liczba żołnierzy z Polski. W innym komunikacie z 25 listopada informowano o „likwidacji” ok. 200 „polskich najemników” rozlokowanych trzech punktach pod Charkowem, w okolicach miejscowości Wielkie Chutory. Według artykułu na portalu Lenta.ru z 29 listopada 2022 r., od początku wojny w Ukrainie miało zginąć ok. 1200 „polskich najemników”.

Tego samego dnia Ria Novosti opublikowało wypowiedź oficera tzw. Ługańskiej Republiki Ludowej Andrieja Maroczko, który twierdził, że „polscy najemnicy” w Ukrainie giną na masową skalę, przez co polskie władze mają problem ze zorganizowaniem im pochówków. Ten sam oficer informował 30 listopada, że między „polskimi najemnikami” i żołnierzami sił zbrojnych Ukrainy stale dochodzi do awantur z powodu przywilejów polskich żołnierzy. W gazecie internetowej „Argumenty i Fakty” 26 października 2022 r. ukazał się artykuł o rzekomym ataku „polskich najemników” na bojowników „Prawego Sektora”. Przyczyną miał być jakoby sprzeciw obcokrajowców, którzy odmówili wykonania rozkazu, obawiając się o swoje życie i argumentując, że na pierwszej linii powinni walczyć żołnierze obrony terytorialnej, a nie oni. W opinii gazety nie jest to pierwszy taki przypadek. „Polscy najemnicy” nie tylko dostają wyższy żołd, rzekomo nawet ponad 1000 dol. dziennie, ale także są lepiej wyposażeni w broń i środki ochrony osobistej przez „zachodnich sponsorów”, a żołnierze ukraińscy sami muszą kupić wszystko za swoje pieniądze. Dodatkowo Polacy mają rzekomo odnosić się do Ukraińców z wyższością, jak do osób gorszej kategorii.

W kolejnych miesiącach wojny ta narracja była kontynuowana i powielane były podobne informacje. Do kwestii strat „polskich najemników” odnosił się m.in. sam Władimir Putin w wypowiedzi z 13 czerwca 2023 r. (Ria Novosti) „Polscy najemnicy naprawdę tam walczą, […] oni ponoszą ciężkie straty. Naprawdę je ukrywają [władze Polski], ale straty są poważne”. Rzekomym potwierdzeniem strat wspominanych przez Putina miał być komunikat Ministerstwa Obrony RF z 25 czerwca 2023 r. o likwidacji 80 „polskich najemników”.

Ministerstwo Obrony Federacji Rosyjskiej szacowało w grudniu 2022 r., że w Ukrainie walczy ponad 1800 osób z Polski. Według władz tzw. Donieckiej Republiki Ludowej polscy żołnierze obecni byli praktycznie w każdym sztabie ukraińskim, co więcej, jak donosiła „Komsomolskaja Prawda” w artykule z 4 listopada 2022 r., są oni również członkami oddziałów, które strzelają do wycofujących się z pierwszej linii żołnierzy ukraińskich. W opinii gazety przyczyną masowego wstępowania Polaków do Międzynarodowego Legionu Obrony Terytorialnej Ukrainy jest agitacja polskich mediów zachęcających do udziału w walkach.

Warto zauważyć, że z kolejnymi miesiącami i coraz mniej oczywistymi rosyjskimi „sukcesami” na froncie, liczba „polskich najemników” stale rosła, a ich znaczenie z punktu widzenia działań zbrojnych było wręcz kluczowe. W rosyjskiej telewizji Ren 24 sierpnia 2023 r. ukazał się materiał charakteryzujący „polskich najemników” jako najliczniejszych i najbardziej „ideowych” wśród zagranicznych ochotników walczących w Ukrainie. Jak podkreślano, chociaż w Polsce grozi surowa kara za udział w formacjach najemniczych, to nikt nie ma zamiaru prześladować takich osób i plakaty zachęcające do wyjazdu na Ukrainę są rozwieszone m.in. w warszawskim Metrze. W rekrutację mają być rzekomo zaangażowani urzędnicy Ministerstwa Obrony RP. Według przytaczanej w programie wypowiedzi politologa Wadima Truchaczewa z Rosyjskiego Państwowego Uniwersytetu Humanistycznego w Moskwie, działania władz Polski to de facto wojna zastępcza (Proxy war): „Wojna zastępcza już trwa. Zbyt wielu Polaków, dziesiątki tysięcy, już walczy w szeregach Sił Zbrojnych Ukrainy. Polacy masowo, rzeczywiście, boją się Rosji, nie ufają Rosji oraz po prostu jej nienawidzą”. Inny „ekspert” w Dymitr Suchotnik sugerował, że jedną z przyczyn masowych zakupów uzbrojenia przez Polskę jest plan utworzenia przynajmniej polskiej strefy wpływów na Białorusi i Ukrainie. A dodatkowo „Warszawa nie ukrywa zamiaru rozmieszczenia baz wojskowych w pobliżu Charkowa, Zaporoża i Odessy przy wsparciu NATO. Nawet jeśli nie dojdzie do konfliktu między Polską a Rosją, Warszawa, przy wsparciu Sojuszu, będzie stwarzać zagrożenia polityczne i militarne w pobliżu rosyjskich granic”.

Propaganda rosyjska podkreślała rzekomo kluczowe zaangażowanie „najemników z Polski i Gruzji” w obronę Bachmutu. Artykuł o tym ukazał się m.in. w „Izwiestiach” 31 marca 2023 r. Powoływano się w nim na informacje od najemników Grupy Wagnera. Przytoczono m.in. wypowiedź Jewgienija Prigożyna, że pod Bachmutem siły rosyjskie walczą nie tylko z Ukrainą, ale z całym „kolektywnym Zachodem”. Na portalu „Komsomolskiej Prawdy” 14 kwietnia 2023 r. opublikowano film pokazujący „polskich najemników” w Bachmucie, którymi byli ochotnicy sformowanego przez Damiana Dudę zespołu medyków pola walki „W międzyczasie”. Z kolei 28 kwietnia 2023 r. „Rossijskaja Gazieta” opublikowała tekst o rzekomym masowym przerzucaniu przez armię ukraińską „polskich najemników” pod Bachmut. W opinii autora artykułu Michaiła Suchariewa było ich tam ok. 20 tys. (powoływano się na płka Douglasa McGregora[1]) i pełnili kluczową rolę w walkach o miasto, gdyż obsługiwali skomplikowany zachodni sprzęt dostarczony przez państwa Sojuszu Północnoatlantyckiego. Tekst ukazał się w czasie najcięższych walk o to miasto i zapewne miał uzasadnić trudności armii rosyjskiej z przełamaniem ukraińskiej obrony w tym regionie.

Drużyna „polskich najemników” miała wziąć udział także w głośnym ataku Rosyjskiego Korpusu Ochotniczego i Legionu „Wolna Rosja” na obwód biełgorodzki 22 maja 2023 r. W artykule w „Komsomolskiej Prawdzie” z 24 maja 2023 r. pt. „Niech Warszawa zabierze swoje trupy”: co polscy najemnicy robią w Rosji” oskarżono Polaków o współudział w ataku oraz o torturowanie, a potem zabicie rosyjskiego rezerwisty. Dodatkowo przywoływany przez gazetę emerytowany oficer armii USA Stanisław Kropiwnik twierdził, że po stronie Ukrainy walczy 10 tys. polskich najemników, byłych żołnierzy, którzy oficjalnie odeszli ze służby. Przy czym w walkach zginęło ich już ponad 3 tys. Sugerował on także, że ciała poległych pod Biełgorodem Polaków należy ułożyć przed ambasadą Polski w Moskwie – „niech zabierają swoje mięso”.

Często pojawiającą się narracją propagandową jest rzekome przechwytywanie przez rosyjskich wojskowych rozmów „zagranicznych najemników”, w tym tych z Polski. Ciekawym przykładem jest również kwestia rzekomego wywieszania przez Polaków „polskiej flagi” na ukraińskich pozycjach, o czym pisała agencja Ria Novosti 2 sierpnia 2023 r. W odpowiedzi siły rosyjskie miały bezzwłocznie ich zlikwidować.

„Pacyfikatorzy”

Kolejna występująca narracja odnosi się do rzekomych zbrodni wojennych, jakich mają dopuszczać się Polacy walczący w Ukrainie wobec ludności prorosyjskiej. 3 grudnia Ria Novosti informowała, że do miasta Marganiec w obwodzie dniepropietrowskim przybyli żołnierze polskich jednostek specjalnych, ubrani w mundury ukraińskie, którzy mieli wyłapywać wśród mieszkańców osoby sprzyjające Rosji. Oddziały te były jakoby bezpośrednio podporządkowane dowództwu Sojuszu Północnoatlantyckiego. 14 października 2022 r. na portalu Life.ru pojawiły się podobne informacje o polskich „pacyfikatorach” (ros. „карателях”)[2], którzy jakoby zaatakowali jednego z mieszkańców wyzwolonej miejscowości w obwodzie charkowskim. Polacy mieli wyklinać, rzucać granatami i strzelać do miejscowych, w tym m.in. postrzelili jednego z mieszkańców uciekającego na motorze, któremu pomocy udzieliły wojska rosyjskie. W tekście na portalu News-Front.info z 3 grudnia 2022 r. padły oskarżenia, że polscy „pacyfikatorzy” są odpowiedzialni za „ludobójstwo narodu ruskiego” w obwodzie charkowskim i chersońskim, co miało miejsce za przyzwoleniem wojsk ukraińskich.

Ria Novosti 5 grudnia 2022 r. zamieściła wypowiedź rzekomego przedstawiciela społeczności rosyjskiej Mikołajowa, który informuje, że miasto ma coraz bardziej „polski” charakter, a „polscy najemnicy” awanturują się, piją i gwałcą miejscowe kobiety. Według słów informatora potwierdzone są informacje o gwałcie dwóch kobiet, które jakoby zwróciły się o pomoc do miejscowej policji, a w odpowiedzi miały usłyszeć, że Polacy są naszymi „obrońcami”, „sojusznikami” i nic z tym zrobić nie możemy. Rzekomo wydano również tajne przypisy, aby przymykać oczy na „polskie ekscesy”.

Satanizm i aneksja zachodniej Ukrainy

 6 grudnia 2022 r. gazeta internetowa „Inguszetia” opublikowała artykuł pt. „Polscy najemnicy w Ukrainie: ścieżką satanizmu do aneksji terytorialnych”. W tekście skomentowano filmik krążący w internecie, na którym polscy ochotnicy walczący w Ukrainie mieli jakoby spalić Pismo Święte. Zdaniem autorów na ten czyn nie zareagowali żołnierze ukraińscy, ponieważ „prawdziwych prawosławnych w szeregach Sił Zbrojnych Ukrainy już nie ma”. W opinii redakcji w Ukrainie od 2014 r. szerzy się satanizm i okultyzm, a samo państwo jest coraz bardziej zależne od Zachodu. Dodatkowo Polacy nie pomagają Ukrainie bezinteresownie, a ich celem są aneksje terytorialne. Jak zauważa przytaczany w tekście prof. Władimir Winokurow z Akademii Dyplomatycznej MSZ Federacji Rosyjskiej, chodzi o cztery „odwiecznie polskie” obwody zachodniej Ukrainy. Instrumentem do tego ma być Trójkąt Lubelski oraz pomysł sformowania „misji pokojowej” w Ukrainie.

Podobnie cel działań Polski tłumaczył „ekspert” prokremlowskich mediów Stanisław Kropiwnik w przytaczanym artykule w „Komsomolskiej Prawdzie” z 24 maja 2023 r. Twierdził, że Polacy przygotowują się do aneksji zachodnich obszarów Ukrainy i czekają tylko na zielone światło od Sojuszu Północnoatlantyckiego. Póki co takiej zgody nie ma, bo politycy na Zachodzie nie chcą ponosić ofiar za „polską awanturę”.

Oskarżenia o planowanie aneksji zachodniej Ukrainy nie są nowe, wielokrotnie powtarzane były przez czołowych rosyjskich polityków na czele z Władimirem Putinem i Siergiejem Ławrowem. Co ciekawe, szef Służby Wywiadu Zagranicznego Federacji Rosyjskiej Siergiej Naryszkin – szeroko przytaczany przez rosyjskich propagandzistów – sugerował, że planowana aneksja ma być rzekomo wzorowana na „skutecznych” działaniach rosyjskich. Jak twierdzi Anna Ponomarewa z tzw. Analitycznej Służby Donbasu rzekomo na skutek decyzji prezydenta Andrzeja Dudy polecono odpowiednim urzędom centralnym przygotowanie uzasadnienia polskich roszczeń do tych terytoriów. Co się tyczy postawy prezydenta Wołodymyra Zełenskiego, to zdaniem rosyjskich propagandzistów jest on gotowy, aby stać się „nowym Petlurą”, czyli osobą gotową oddać Polsce zachodnią część Ukrainy, o czym jakoby ma świadczyć jego decyzja o przyznaniu Polakom specjalnego statusu w Ukrainie.

W podobnym tonie wypowiadał się były amerykański wojskowy Scott Ritter, często goszczący na prokremlowskich portalach, który jak zauważa Lenta.ru w tekście z 2 sierpnia 2023 r. sugerował, że Polska ma obecnie możliwość bezproblemowego zajęcia Zachodniej Ukrainy, gdyż ani władze Ukrainy, ani Stany Zjednoczone nie będą się temu sprzeciwiały. W jego opinii, Ukraina rozważa sojusz z Polską, w tym bierze pod uwagę kwestię stworzenia jednego państwa. W opinii innego kremlowskiego propagandysty Dmitrija Żurawliowa pogorszenie stosunków polsko-ukraińskich wynika z braku wiary Polski w zwycięstwo Ukrainy, a ochłodzenie relacji pozwoli zmniejszyć wsparcie okazywane Ukrainie.

 Wnioski

Informacje o zaangażowaniu ochotników z Polski w walki w Ukrainie pojawiały się w kremlowskiej propagandzie wielokrotnie od 2014 r., jednak początek pełnowymiarowej wojny istotnie zwiększył ich liczbę. Kluczowym celem działań kremlowskiej machiny propagandowej w tym aspekcie jest usprawiedliwienie rosyjskich porażek w wojnie przeciwko Ukrainie. Łączy się to z jedną z kluczowych narracji propagandy rosyjskiej po 24 lutego 2022 r., zgodnie z którą Rosja jest obecnie w stanie wojny nie tylko z Ukrainą, ale z całym Zachodem. Dostrzegamy ciekawą zależność, im gorzej przedstawiała się sytuacja wojsk rosyjskich w Ukrainie, tym bardziej rosła liczba „polskich najemników” walczących po stronie ukraińskiej i obsługujących natowski sprzęt. Co ważne, zgodnie z tą narracją, Polacy walczący w Ukrainie mają być rzekomo bezpośrednio podporządkowani dowództwu NATO, a nie jak jest w rzeczywistości dowództwu Sił Zbrojnych Ukrainy.

Polacy określani są najczęściej jako „najemnicy”, co sugeruje, że nie walczą bezinteresownie, motywowani są przez potencjalne korzyści materialne. Dodatkowo przedstawiani są jako osoby odnoszące się z pogardą do ludności ukraińskiej, dopuszczające się zbrodni wojennych czy wręcz „ludobójstwa na ludności ruskiej”, zachowujące się jakby byli ponad prawem i miały świadomość swojej bezkarności. Celem takiej narracji jest ewidentnie skłócenie Polaków z Ukraińcami i rozbudzenie w społeczeństwie ukraińskim antypolskich resentymentów.

Rosyjska propaganda prezentuje władze Ukrainy jako całkowicie uległe woli Zachodu i zależne od pomocy z zewnątrz. Armię ukraińską jako bezwładną masę, która opiera się Rosji dzięki pomocy opłaconych przez Zachód wojskowych, pozbawionych moralności i skrupułów. Ukraina rzekomo zmuszona jest do tolerowania aroganckiego zachowania „polskich najemników”, a sam prezydent Wołodymyr Zełenski jakoby pogodził się już z utratą zachodnich obwodów państwa na rzecz Polski, a siły porządkowe różnych szczebli zmuszane są do tolerowania przestępstw, jakich dopuszczają się Polacy w Ukrainie. Forsując taką narrację kremlowska propaganda chce pokazać, że władze Ukrainy nie reprezentują interesów narodu ukraińskiego, który jest upokarzany i krzywdzony przez Zachód. Dodatkowo propagandyści kremlowscy rozpowszechniają narrację, że antyrosyjska część Ukraińców, podobnie jak Polacy, zwalcza chrześcijaństwo i skłania się w stronę ateizmu czy wręcz satanizmu, odcinając się w ten sposób od chrześcijańskich korzeni i wspólnego dziedzictwa prawosławnego.

Andrzej Szabaciuk

Artykuł powstał w ramach projektu StopFake PL. Więcej TUTAJ.

 

[1] Słynący z antypolskich, antyukraińskich i prorosyjskich wypowiedzi amerykański oficer. Weteran walk w Zatoce Perskiej i w Kosowie. Niedoszły ambasador USA w Niemczech, doradca sekretarza obrony Christophera C. Millera od listopada 2020 r. do stycznia 2021 r.

[2] Tym terminem sowiecka propaganda określała oddziały niemieckie pacyfikujące miejscowości Związku Radzieckiego w czasie II wojny światowej. Po 2014 r. rosyjska propaganda określała tak wojska ukraińskie walczące na Donbasie.

Wspomnienie przyjaciół z SDP o BARBARZE PERTOZOLIN-SKOWROŃSKIEJ

 Są tacy ludzie, którzy samą obecnością wśród innych łagodzą obyczaje, chłodzą kłótnie i skutecznie namawiają do współpracy. Dziennikarstwo z założenia musi podejmować sprawy trudne. Dziennikarze mają różne poglądy i sami sobie wypracowują metody działania. Są dziennikarzami jeśli mają w sobie pasję. Jeśli chcą służyć przekazywaniem informacji, jeśli dokładają maksymalnych starań przy dokumentowaniu i pisaniu. Mają w pracy łatwiej, kiedy trafią na mądrych szefów i współpracowników. Redaktor Barbara Petrozolin-Skowrońska taka była.

To są cechy charakterystyczne, które się ma lub nie. Oczywiście należy dobro kształtować w sobie. Ale to w dobie powszechnej rywalizacji jest trudne. Człowiek po prostu dobry zawodowo jest na ogół życzliwy innym. Barbara wszystko, co osiągnęła zawdzięczała sobie, zdolnościom, pracowitości i rozwadze. Była zawsze wśród ludzi w zespołach twórczych, w redakcjach. Aktywna i uśmiechnięta. Była – jak to się określa – dziennikarką piszącą, a nawet pisarką historyczną bo pozostawiła dokonania książkowe. Szczególnie dał się zapamiętać opis rywalizacji partii politycznych w okresie Powstania Styczniowego. Tam każde zdanie jest konkretne i ważne. Ciekawe są opisy działań inteligencji warszawskiej wśród ludzi gór.

Pokolenie Barbary Petrozolin-Skowrońskiej już prawie odeszło lub odchodzi. Pozostają biogramy przez Nią napisane będące ważnym źródłem informacji. Mówią nam i sami powtarzamy – spieszmy się, bo ludzie tak szybko odchodzą. Ile to jeszcze zabierają ze sobą wiedzy i ważnych faktów, bo nie zdążyli o nich napisać, nagrać, opowiedzieć.

Odejście przychodzi nagle i zawsze zaskakuje. Poranny komunikat radiowy o świcie jest jak grom, jak wypadek, przeraża i zasmuca. Zostaje potem w sercu żal, a nawet pretensje do samego siebie czy wszystko zrobiliśmy gdy mieliśmy jeszcze okazję być razem. Szczególnie jeśli byliśmy w przyjaźni i mogliśmy to dobrze wykorzystać. Gazety, książki to ratunek. Warto do nich wracać. Tak jak do rozmów, wspólnych wycieczek koleżeńskich. Wtedy myśli się również, że było tego za mało. Zostaliśmy w smutku. Możemy popatrzeć na zdjęcia, na ładną twarz, uśmiechniętą.

 

Żegnaj Basiu. Dobrze, że byłaś z nami.

 

Przyjaciele z Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich

 

 

 

Ogłoszono nominowanych w Konkursie im. Jacka Stwory dla młodych reportażystów radiowych

Kapituła Ogólnopolskiego Konkursu Stypendialnego im. Jacka Stwory wyłoniła sześciu nominowanych. Zwycięzców poznamy 23 listopada 2023 r. podczas uroczystej Gali wręczenia nagród dla Polskich Reportażystów, która odbędzie się w Muzycznym Studiu Polskiego Radia im. Agnieszki Osieckiej. 

Organizowany przez Studio Reportażu i Dokumentu Polskiego Radia XXVI Konkurs Stypendialny im. Jacka Stwory skierowany jest do młodych reportażystów radiowych, którzy nie ukończyli 35 roku życia.  Idea konkursu to stworzenie warunków rozwoju młodym reportażystom radiowym poszukującym nowych, oryginalnych środków wyrazu w dziedzinie dokumentu artystycznego.

Spośród nadesłanych prac konkursowych, Kapituła konkursu,  powołana przez Zarząd Polskiego Radia, w składzie: Ewelina Kosałka-Passia – przewodnicząca, Ewa Szkurłat- Adamska, Andrzej Brzoska, Antoni Rokicki, Paweł Kurek oraz Dorota Boniecka-Górny- sekretarz, wybrała 6 reportaży wyróżniających się indywidualnym podejściem do warsztatu reportera oraz ciekawą tematyką i sposobem jej ujęcia.

Reportaże nominowane w Ogólnopolskim Konkursie Stypendialnym im. Jacka Stwory 2023:

„Wynurzony z ciszy” Aleksandry Sadokierskiej z Polskiego Radia Białystok,

„Rogate dziedzictwo” Karoliny Bieniek z Polskiego Radia Wrocław,

„Mgła czułych ludzi” Aleksandry Dobieszewskiej ze Studia Reportażu i Dokumentu Polskiego Radia,

„W życiu nie ma puenty” Aleksandry Dobieszewskiej ze Studia Reportażu i Dokumentu Polskiego Radia,

„Miłość na Stand – Upie” Agnieszki Loch z Polskiego Radia Katowice,

„Barbórecka” Małgorzaty Lachendro z Polskiego Radia Katowice.

Konkurs zostanie rozstrzygnięty podczas Ogólnopolskiego Seminarium Reportażu i Dokumentu, które odbędzie się w dniach 21 – 23 listopada br. w Studiu Polskiego Radia im. Władysława Szpilmana.

W ramach nagrody, Polskie Radio zapewni środki na realizację autorskiego projektu, a Studio Reportażu i Dokumentu Polskiego Radia – nadzór artystyczny i pomoc organizacyjną.

Zwycięzcy zostaną ogłoszeni 23 listopada 2023 roku podczas uroczystej Gali wręczenia nagród dla Polskich Reportażystów, która odbędzie się w Muzycznym Studiu Polskiego Radia im. Agnieszki Osieckiej.

opr. jka, źródło: Polskie Radio

Odeszła BARBARA PETROZOLIN-SKOWROŃSKA. 6 listopada ostatnie pożegnanie

22 października 2023 roku, w wieku 86 lat, zmarła Barbara Petrozolin-Skowrońska, historyk, dziennikarka, redaktorka, autorka artykułów, książek i scenariuszy słuchowisk radiowych. Od wielu lat była związana ze Stowarzyszeniem Dziennikarzy Polskich.  

Barbara Petrozolin-Skowrońska urodziła się 24 lipca 1937 r. w Warszawie. Wojnę i okupację przeżyła na  Saskiej Kępie, z którą była blisko związana do końca życia. Ukończyła liceum im. Marii Skłodowskiej-Curie, a później historię na Uniwersytecie Warszawskim.

Interesowała się m.in. losami polskiej inteligencji, historią prasy i dziejami Warszawy. Współpracowała z ,,Kulturą”, ,,Literaturą”, ,,Mówią wieki”, ,,Nowymi Książkami”. Pisała scenariusze słuchowisk dla Polskiego Radia. Była autorką książek, m.in. „Przed tą nocą”,  „Król Tatr z Mokotowskiej 8. Portret doktora Tytusa Chałubińskiego”. W latach 1990 – 1998 pełniła funkcję redaktorki naczelnej Encyklopedii PWN, wydała m.in. wyróżnioną licznymi nagrodami Encyklopedię Warszawy.

Barbara Petrozolin-Skowrońska /YT/

Współpracowała z Pracownią Dziejów Warszawy i Pracownią Dziejów Inteligencji Instytutu Historycznego PAN. Przez 10 lat była przewodniczącą Komisji Historycznej w Towarzystwie Przyjaciół Warszawy.

Od wielu lat działała w Stowarzyszeniu Dziennikarzy Polskich, była inicjatorką wielu wydarzeń, publikowała swoje teksty na portalu sdp.pl. Zawsze uczynna, koleżeńska, skora do działania, zaangażowana i pełna oddania.

Msza Św. pogrzebowa odprawiona zostanie 6 listopada 2023 r. o godz. 12.30 w Kościele pw. św. Andrzeja Boboli, Parafia pw. Matki Bożej Nieustającej Pomocy, ul. Nobla 16 w  Warszawie. Pogrzeb tego samego dnia o godz. 14.30 na Cmentarzu Stare Powązki (brama druga).

 

Synowi, Krzysztofowi Skowrońskiemu i jego rodzinie w imieniu Koleżanek i Kolegów z SDP a także ZG SDP, CMWP SDP i redakcji portalu sdp.pl składamy wyrazy głębokiego współczucia.

Barbara Petrozolin-Skowrońska z synem Krzysztofem Skowrońskim 8 września 2022 r. Dom Dziennikarza na Foksal w Warszawie Fot. HB/

 

Poniżej krótkie wspomnienie od koleżanek z SDP

Wczoraj -22 X br – o godzinie 22.40 odeszła nasza wspaniała koleżanka Basia Petrozolin – Skowrońska. Znakomita dziennikarka, wybitna znawczyni historii, autorka wielu publikacji naukowych, od wielu lat należąca do Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. A przede wszystkim nasza przyjaciółka, inicjatorka powstania Klubu Wierszówek. Zawsze będziemy pamiętać wspaniałe spotkania w Jej domu na Saskiej Kępie i ciekawe rozmowy. 

Jej synowi Krzysztofowi Skowrońskiemu i jego rodzinie składamy wyrazy współczucia.

Droga Basiu! Żegnamy Cię z wielkim żalem. Będziemy za Tobą tęsknić.

 

Twoje wierszówki. Ania Amanowicz, Elżbieta Królikowska- Avis, Hanna Malinowska-Wegner, Hanka Budzisz.

 

Kondolencje nadesłane przez Krajowy Związek Dziennikarzy Ukrainy (NSJU)

Drodzy polscy koledzy!

Szanowny Panie Krzysztofie Skowroński!

W imieniu Zarządu i Sekretariatu Krajowego Związku Dziennikarzy Ukrainy wyrażamy głęboki żal z powodu śmierci Barbary Petrozolin-Skowrońskiej, która w znaczący sposób przyczyniła się do rozwoju dziennikarstwa polskiego i międzynarodowego. My, podobnie jak Wy, nasi drodzy polscy koledzy, staramy się uczyć od tak wybitnych dziennikarzy, którzy są dla nas wzorem profesjonalizmu i ludzkiej uczciwości.

Przyjmijcie, drodzy koledzy i Pan osobiście, Panie Krzysztofie Skowroński, kondolencje ze strony  ukraińskiej społeczności dziennikarskiej. W tych smutnych dniach masz nasze wsparcie, jesteśmy z Tobą, jesteśmy przy Tobie.

Wyrażamy też Państwu naszą głęboką wdzięczność za bezinteresowne wsparcie i pomoc ukraińskim dziennikarzom w czasie wojny, która nagle na nas spadła i trwa do dziś. Byliście przy nas i czuliśmy Wasze wsparcie. Dziękujemy!

W imieniu NSJU
Mykoła Semena, sekretarz NSJU

 

Najważniejsza ze sztuk  – JAKUB OLCHOWSKI o propagandzie w rosyjskiej kinematografii

Gdy do władzy doszedł Władimir Putin, rosyjska kinematografia powróciła do przekazu ideologicznego.

Rosja  sprawnie posługuje się całą machinerią propagandową i dezinformacyjną. Robi to od stuleci i czyni to bardzo efektywnie. Podniosła do rangi sztuki używanie instrumentów informacyjnych i dezinformacyjnych i sztuka ta jest wykorzystywana przez nią do realizacji interesów strategicznych. Podobnie jak wykorzystywanych jest wiele innych elementów, które wcale nie są – przynajmniej na pierwszy rzut oka – instrumentami polityki zagranicznej, jak np. surowce naturalne czy energetyka. To samo dotyczy  miękkiej warstwy, czyli np. kultury i narracji historycznych, używanych przez Rosję do budowania pewnej określonej wizji świata, tak na użytek wewnętrzny, jak i zewnętrzny.

Takim instrumentem jest też film. Włodzimierz Lenin miał powiedzieć, że film jest najważniejszą ze sztuk, bo dzięki obrazom można kształtować umysły i emocje nawet ludzi  nieumiejących pisać i czytać, a takich 100 lat temu była w Rosji przeważająca większość. Dziś mechanizm ten działa tak samo, choć zmieniły się instrumenty i metody – mówi się o storytellingu i „budowaniu narracji”. Co nie znaczy wszakże, że film stracił znaczenie. Przeciwnie, może być i jest bardzo użytecznym narzędziem.

Jeśli chodzi o rosyjską kinematografię, trzeba mieć świadomość, że Rosjanie mają znakomite,  głęboko zakorzenione tradycje filmowe i artystyczne.  W Związku Radzieckim powstało wiele filmów ważnych dla kinematografii światowej, i powstawały niemal od początku jej istnienia. W 1925 Siergiej Eisenstein nakręcił „Pancernik Potiomkin”, film artystycznie znakomity, choć naturalnie mający ideologiczny i propagandowy wydźwięk. Sojusz sztuki i polityki miewał jednak wzloty i upadki – tenże sam Eisenstein w 1938 r. nakręcił „Aleksandra Newskiego,” film obsadzony samymi gwiazdami, zrobiony z ogromnym rozmachem, z muzyką Siergieja Prokofiewa. Akcja filmu osadzona jest rzecz jasna w średniowieczu, ale przekaz ideologiczny odnosił się de facto do aktualnej sytuacji, tj. do napięć między Związkiem Radzieckim a Trzecią Rzeszą. Filmowi Krzyżacy nosili nawet hełmy, które przypominały hełmy armii niemieckiej. Sytuacja się jednak zmieniła – po pakcie Ribbentrop-Mołotow film stał się oczywiście „nieprawilny”, jako szkalujący przyjaciół. Wkrótce jednak sytuacja ponownie się zmieniła i w 1941 r. film znów stał się aktualny i ponownie można go było wykorzystywać do urabiania serc i umysłów sowieckiego społeczeństwa.

Po II wojnie światowej radziecka kinematografia rozwijała się prężnie. Z powodów politycznych i ideologicznych, tj. jako użyteczny dla władzy instrument, ale również z powodów banalnie obiektywnych: Rosja zawsze miała wielu wybitnych, utalentowanych artystów i twórców. W efekcie radzieckie filmy wielokrotnie były nagradzane na świecie. Nagrodę Oscara otrzymała „Wojna i pokój” (1968), „Dersu Uzała” (1975) i „Moskwa nie wierzy łzom” (1980) – w czasach, kiedy Oscar znaczył naprawdę wiele, a w dodatku były to przecież filmy zza „żelaznej kurtyny”. Do klasyki światowej kinematografii weszło wiele radzieckich filmów wojennych, np. Lecą żurawie (1957), Tak tu cicho o zmierzchu (1972), Idź i patrz (1985).

Oczywiście nie kręcono samych arcydzieł, oczywiście nie kręcono wyłącznie filmów wojennych. Niemniej trzeba mieć na uwadze, że wszystkie filmy radzieckie musiały nieść określony przekaz ideologiczny, nawet jeśli pośrednio tylko serwowany widzom, były też cenzurowane. Należy też podkreślić, że temat wojny był bardzo istotny i podchodzono do niego w sposób poważny, monumentalno-martyrologiczny (uzupełniany naturalnie ideologicznie). Takie podejście wynikało po części z nastrojów społecznych – przez wiele lat po wojnie funkcjonowała ona w pamięci zbiorowej przede wszystkim jako ogromny dramat i tragedia (m.in. z tego powodu obchodzono Dzień Zwycięstwa 9 maja, ale raczej refleksyjnie, skromnie i bez parad wojskowych). Jednocześnie II wojna światowa, która w Rosji zwana jest „wielką wojną ojczyźnianą”, stawała się coraz ważniejszym czynnikiem, budującym tożsamość państwa i społeczeństwa (nie narodu, naturalnie) radzieckiego.

Kiedy Związek Radziecki się rozpadł, jego sukcesorka Rosja weszła w trudny okres, musiała się zmagać z głębokim kryzysem ekonomicznym, społecznym, politycznym i tożsamościowym. Podupadła także  kinematografia. Mimo to w latach 90. powstało  wiele świetnych filmów, ze znakomitym obrazem Spaleni słońcem z 1994 r., w reżyserii Nikity Michałkowa.  Ten wstrząsający film jest niemal, niczym „Makbet” Szekspira, socjologiczno-politologicznym studium tyranii – i został nagrodzony Oscarem.

Jednak gdy do władzy doszedł Władimir Putin, rosyjska kinematografia  powróciła do przekazu ideologicznego, i to na nieporównanie szerszą skalę. Poniekąd wynika to także z tego, że Moskwa zorientowała się, iż podobnie jak instrumenty ekonomiczne, przyciąganie i przekonywanie ludzi  przy pomocy dobrze przygotowanego przekazu, dobrej opowieści oddziałującej na emocje, jest skuteczniejsze niż hard power i brutalne, nacechowane otwartą arogancją, realizowanie własnych interesów przy użyciu „tradycyjnych”, twardych narzędzi. Zwłaszcza że Rosja zaczęła w tym okresie „wstawać z kolan”, m.in. intensywnie odbudowując swoje znaczenie i wpływy na terytorium dawnego ZSRR oraz lansując przy tym koncepcję „ruskiego świata”. A że russkij mir w dużej mierze ma fundamenty kulturowe, nie można było nie dostrzec i nie wykorzystać kultury jako narzędzia oddziaływania. Zwłaszcza że rosyjska kultura cieszyła się uznaniem na świecie, wciąż jest kojarzona z wielkimi pisarzami, kompozytorami, malarzami, sportowcami czy wreszcie filmowcami.

W efekcie w XXI w. w rosyjskie kino związane jest  w dużej mierze  z określoną narracją, w której można wskazać wiele wątków. To na przykład swego rodzaju „sojuzonostalgia”: Związek Radziecki nie był przecież taki zły, żyliśmy tam, to było wielkie państwo i potęga. Przykładem tego może być Dziewiąta kompania Fiodora Bondarczuka z 2004 r. To produkcja o wojnie w Afganistanie, rzekomo oparta  na faktach, ale w istocie jedynie luźno inspirowana pewnymi wydarzeniami. Oczywiście nie ma w niej  słowa o tym, że to Związek Radziecki zaatakował Afganistan – nie jest to przecież istotne. Ważna jest natomiast narracja, że żołnierze pochodzący z różnych stron ZSRR dzielnie walczyli za ojczyznę, która się o nich nie troszczyła i trochę o nich zapomniała, a przecież oni ją kochali. Co warto podkreślić, film zrobiono z wielkim rozmachem, niczym amerykańskie „superprodukcje” i blockbustery – w kolejnych latach stało się to zresztą regułą.

Pojawiły się też inne ważne wątki. Jednym  z nich jest gloryfikacja carskiej Rosji. Świetny przykład stanowi film biograficzny o admirale Kołczaku pt. Admirał (2008 r., reż. Andriej Krawczuk). Możemy się z niego dowiedzieć przede wszystkim tego, że w carskiej Rosji „kapało od złota”, były tam wyłącznie piękne kobiety w cudownych kreacjach oraz przystojni mężczyźni w pięknych mundurach. Inny wątek to oczywiście „wielka wojna ojczyźniana”. Nie jest to przypadek, bo pamięć o tej wojnie, podniesiona już właściwie do rangi mitu, stanowi jeden z kluczowych fundamentów dzisiejszej tożsamości państwowej i narodowej Rosji. Rokrocznie do rosyjskich kin trafia ok. 200 filmów rodzimej produkcji i wiele z nich to filmy wojenne (bojewiki), ponadto produkuje się wiele seriali telewizyjnych. Przemysł filmowy jest potężny i szczodrze finansowany przez państwo, które wymaga, by filmy niosły określony przekaz. Wśród wielu takich produkcji wojennych był np. hit kinowy z 2008 r. pod tytułem Jesteśmy z przyszłości. Film opowiadał o grupie młodych ludzi, żyjących we współczesnej Rosji i prowadzących bezrefleksyjny i konsumpcyjny tryb życia (w domyśle: jak na Zachodzie). Kiedy trafiają do wojska, przypadkiem przenoszą się w czasie i muszą zmierzyć się z faszystami podczas wielkiej wojny ojczyźnianej. Po powrocie do współczesności zmieniają swoje dotychczasowe postępowanie i są już dobrymi patriotami. Film cieszył się tak dużą popularnością, że nakręcono jego ciąg dalszy. Cechą wspólną tego rodzaju filmów jest to, że pokazują martyrologię Rosjan w czasie wojny oraz bohaterstwo Armii Czerwonej, która ostatecznie zawsze wygrywa i pokonuje nazistów. Nikomu nie przeszkadza, że konkretne historyczne wydarzenia przedstawiane są całkowicie fałszywie. W 2016 r. nakręcono np. „28 panfiłowców” – film opowiada o bohaterskiej walce, stoczonej rzekomo przez grupę czerwonoarmistów w 1941 r., mimo że już od dawna wiadomo, że to wydarzenie nigdy nie miało miejsca. Tego jednak przeciętny widz nie wie.

Nawet wielki Nikita Michałkow, obecnie bliski przyjaciel Putina, nakręcił w 2010 r. kontynuację „Spalonych słońcem” – będącą w odróżnieniu od pierwszej części z 1994 r. obrzydliwą propagandówką, z której wynika m.in. że może i NKWD to byli socjopaci, wybijający zęby młotkiem, ale to z miłości do ojczyzny, a przecież wszyscy kochamy ojczyznę, czyż nie?

Inną grupę stanowią filmy historyczne czy raczej – pseudohistoryczne, przedstawiające pewną narrację dotyczącą przeszłości Rosji. Sięga się przy tym do średniowiecza (filmy o Jarosławie Mądrym i Aleksandrze Newskim) i głębiej nawet, czego przykładem „Wiking” Andrieja Krawczuka z 2016 r. – łączy te produkcje takie pokazywanie Rusi Kijowskiej, by nie było wątpliwości, że jedyną jej spadkobierczynią jest Rosja. Dla Polaków interesujący może być Rok 1612 Władymira Chotinienki z 2007 r., pokazujący złych, bezwzględnych i okrutnych oraz bezustannie przeklinających polskich husarzy, którzy konno szarżują na mury miasta, ale dzielnie i skutecznie przeciwstawia się im prosty rosyjski lud, pełen patriotyzmu i mistycyzmu. Podobnie narracja przebiega w luźnej ekranizacji powieści Nikołaja Gogola pt. Taras Bulba (2009), w której  Polacy prześladują i gnębią mieszkańców Rusi, którzy nie dzielą się na Ukraińców i Rosjan, bo stanowią wszak jeden naród – co jest jednym z fundamentów koncepcji „ruskiego świata”.

W wielu filmach i serialach pojawiał się wątek czeczeńskich terrorystów, diabolicznych i podstępnych. Często filmowe czarne charaktery posługiwały się też językiem angielskim, a także zachodnim wyposażeniem i uzbrojeniem. Jeśli pojawiali się Polacy, to zwykle w roli najemników i zaciekłych rusofobów. Po  2014 r. i aneksji Krymu pojawił się też nowy wątek, czyli źli Ukraińcy, którzy używają faszystowskich pozdrowień, gwałcą, mordują i palą – zwłaszcza w Donbasie, zaś dzielni Rosjanie chronią ludność cywilną i przywracają porządek oraz dostarczają pomoc humanitarną.

Przykładów tego rodzaju produkcji są dziesiątki. I oczywiście nie tylko w Rosji filmowcy dość „luźno” podchodzą do wydarzeń historycznych. Dość przypomnieć wielkie hollywoodzkie przeboje, jak chociażby „Braveheart” czy „Pearl Harbor”. Metaforycznie ujmując, tyle mają wspólnego z historią, ile wspólnego ma demokracja z demokracją ludową. Z drugiej strony, w Rosji nadal są twórcy, którzy potrafią robić wybitne filmy i czasem takie robią. Przykładami mogą być „Lewiatan” Andrieja Zwiagincewa czy „Ładunek 200” Aleksieja Bałabanowa. To jednak wyjątki, generalnie bowiem rosyjskie filmy, zarówno fabularne, jak i dokumentalne, zwykle bardzo dobre pod względem warsztatowym, utrwalają  w społeczeństwie rosyjskim pewien obraz Rosji i otaczającego ją świata. Przy czym, o ile pseudohistoryczne filmy zachodnie to po prostu popkulturowe produkty, których celem jest przynoszenie zysku, o tyle znaczna część produkcji rosyjskich, finansowana przez państwo, z premedytacją wpływa na świadomość i poglądy społeczeństwa. To także element rosyjskiej soft power, mający wpływać nie tylko na społeczeństwo rosyjskie, ale i audytorium zewnętrzne – Rosja stara się brać przykład z rozmachu i ekspansywności amerykańskiego przemysłu filmowego (podobnie zresztą czynią Chiny), jednak w przypadku Rosji istotne jest, że najważniejsza ze sztuk służy jako instrument władzy.

W efekcie Rosjanie są przekonani, że ich  kraj nigdy nikogo nie napadł, a tylko wyzwalał i bronił, zaś całe zło pochodzi z zewnątrz, w tym – podkreślmy – w dużej mierze z Polski. Ważne, byśmy o tym pamiętali, bo u nas też pojawiają się niestety różne prorosyjskie wypowiedzi i środowiska. Kręgi te chyba nie zdają sobie sprawy, w jaki sposób Polskę  przedstawia się w Rosji i jak bardzo jej wizerunek jest tam negatywny. Co prawda obecnie Rosjanie niezbyt chętnie chodzą do kina na filmy wojenne z ostatnich lat, np. pokazujące wojnę w Donbasie, ale to niewiele zmienia. Na pewno nie zmienia ich stosunku do wojny i do Ukrainy.

Jakub Olchowski

Artykuł powstał w ramach projektu StopFake PL. Więcej TUTAJ.