Będę walczył do końca… Z ROBERTEM KWIATKIEM, dziennikarzem, fotoreporterem, związanym z opozycją antykomunistyczną rozmawiała ANNA POPEK

Anna Popek: Robert Kwiatek, fotoreporter, związany także z działalnością opozycyjną, od wielu lat, mieszkający w Gdańsku. To ty sfotografowałeś słynnego Batmana, który wywiesił baner z napisem „Byle nie Trzaskowski”. Wydawałoby się, że to normalna reporterska robota. Coś się dzieje, od razu automatycznie obiektyw skierowany jest w to miejsce, na to wydarzenie, po to żeby uwiecznić. Czy dobrze myślę? Czy tym razem to już tak nie działa?

Robert Kwiatek: Ja też tak myślałem. Całe życie tak myślałem. Działając w podziemiu, wydawaliśmy gazetki, stosowaliśmy pseudonimy, ukrywaliśmy się. Miałe pseudonim Jacek, ale używałem też innych, śmiesznych, zabawnych na przykład Kapitan Kloss. Takie były ówczesne zasady gry. Później mieliśmy Polskę, umownie mówiąc, wolną i za jej czasów, dziennikarze też nie mieli lekko. Mnie jako fotoreportera zatrzymywano, stawiano mi zarzuty, np. za rzucanie kamieniami w autokar niemiecki po meczu, gdzie ja robiłem zdjęcia. Innym razem byłem zatrzymany i siedziałem za próbę uwolnienia kibiców, gdzie też robiłem zdjęcia. Metoda wtedy była trochę inna. To znaczy policjanci, już nie milicjanci, próbowali odebrać mi film. Ja się mogę szczycić tym, że zawsze zdążyłem podmienić film w aparacie. Kiedyś były filmy w aparatach. Warto to pamiętać, bo dzisiaj są karty. Udawało mi się podmienić i nigdy nie zabrano mi filmu ze zdjęciami, które potem były w gazecie z małym opóźnieniem, bo nie od razu po np. meczu. Następnie otrzymywałem z prokuratury uzasadnienie, że ten film odebrany był tak istotny jako materiał dowodowy, że oni sankcjonowali to, że mi policjanci siłą odbierali ten film.

Takie metody też bywały, czyli próby utrudnienia robienia zdjęć, odpychania, zasłaniania, to się w naszym fachu zdarzało i zdarza. Czasem się oberwało kamieniem, a czasem pałką. W pewnym sensie jesteśmy do tego przyzwyczajeni. Teraz wkroczyliśmy w nowy etap, z którym ja się nie spotkałem, nie liczyłem i nie spodziewałem, że będziemy o czymś takim rozmawiali. To znaczy w majestacie prawa dano narzędzia różnym funkcjonariuszom publicznym, czyli policjantom również, do ścigania dziennikarzy w momencie, gdy opublikują ich wizerunek. Zazwyczaj w sytuacji niekorzystnej. Fotografowałem kiedyś pięciu policjantów kopiących kibica, uważałem, że to są bandyci. Z dumą pokazywałem dwóch policjantów, którzy się naparzali z pięcioma gangsterami i dla mnie to byli bohaterowie i nie było żadnego problemu. Natomiast dzisiaj uzyskali oni narzędzie do tuszowania swoich wszelkich nadużyć. Zgodnie z definicją prawa, które w tej chwili stosują prawnicy, funkcjonariusz publiczny nie tylko policji, również polityki – jego wizerunek jest chroniony.

Anna Popek
fot. SDP

AP: Z jakiego paragrafu jest chroniony? Jakie to jest prawo? Jakie to jest narzędzie?

RK: To jest narzędzie, o którym nie wiedziałem, ono niedawno weszło. To wynika chyba z tego, że nie dostosowano naszych przepisów do przepisów unijnych. Wprowadzono nam RODO. My dziennikarze znamy prawo prasowe i wiemy, jak się nim posługiwać, wiemy, kogo możemy fotografować, w jakich sytuacjach, na jakich zasadach. Ja się do tego stosuję. Funkcjonariuszy publicznych na służbie można było fotografować i pokazywać ich wizerunek. Owszem, funkcjonariuszy kryminalnych zazwyczaj grzecznościowo nie pokazywaliśmy. Zasada była taka, że gdy akcja jest dynamiczna i trzeba puścić szybko materiał, nie ma czasu na blurowanie. To raczej obowiązkiem funkcjonariusza jest zasłanianie swojej twarzy, jeżeli nie chce być pokazany publicznie podczas interwencji. Policjanci robią to stosując maski, kominiarki i to jest też naturalne.

Robert Kwiatek
fot. SDP

Natomiast funkcjonariusz sam się nie chroni, a wymaga tego ode mnie. Raczej to jest grzeczność z mojej strony. Jeżeli materiał idzie na żywo, nie ma w ogóle takiej możliwości. RODO daje każdemu obywatelowi, w tym funkcjonariuszowi i politykowi, prawo do ochrony własnego wizerunku. Nasze prawo prasowe, które znamy, które studiowaliśmy i stosujemy, może być różnie przez sądy interpretowane. Raz może być na naszą korzyść, tak jak orzekł TSUE, który wypowiedział się w tej sprawie. Jednak każdy nasz sąd indywidualnie w zależności od upodobań politycznych, czy lubi tego dziennikarza, czy nie lubi, może w różny sposób sobie to interpretować.

AP: Rozumiem, że jak się zrobi zdjęcie politykowi w sejmie na przykład, marszałkowi albo premierowi, to on też może powiedzieć, że naruszono jego dobra osobiste?

RK: Tak, jeżeli przejdzie ta definicja przez sąd, a może tak się zdarzyć. Definicja, na którą powołują się funkcjonariusze policji, że RODO ich chroni. No bo chroni, więc jeżeli on się powoła na RODO, a sąd to uzna, to ten człowiek jest w prawie. Jeśli dziennikarz nie ma podpisanej deklaracji ze zgodą na użycie tego wizerunku, no to w tym momencie powinien liczyć się z konsekwencjami od każdej sfotografowanej osoby. Nawet na koncercie, gdy fotografuje grupę ludzi. Do tej pory myślałem, że grupę ludzi mogę fotografować. Do tego w prawie nie jest określone od jakiej cyfry ta grupa się zaczyna i to też sędziowie mogą różnie interpretować. Przyjęło się, że od trzech to już jest grupa. Załóżmy, że kamerą zrobimy scenę publiczności bawiącej się na koncercie. 500 osób i z tych 500 osób ktoś nagle uzna, jakaś kancelaria prawna, że fajnie byłoby wyciągnąć pieniądze od telewizji takiej czy innej. Na biletach nie będzie oświadczenia o RODO, więc pójdą do sądu, z powództwa cywilnego założą sprawę i wyciągają kasę i to będą duże pieniądze.

AP: Ale przecież to paraliżuje w ogóle jakikolwiek sposób przekazywania informacji wizualnej: czy na ulicy zdjęcia zrobione, czy w sklepie jako ilustracja do tematu.

RK: Tak, wszystkie zdjęcia za moment będą zamazywane. Jeszcze te historyczne mogą być ale na nowszych będą wstawiane jakieś buźki zamiast twarzy, co wypacza kompletnie wiarygodność. My jako dziennikarze pokazując zdjęcie jakiegoś wydarzenia uwiarygadniamy się tym, że pokazujemy całą sytuację. Ten ktoś tam był i to konkretnie robił. Oczekuje się od nas, zamazywania wizerunku w sytuacji nieuzasadnionej. Zamazujemy wizerunek,  bo takie też jest prawo, gdy „chronimy” umownie mówiąc przestępców. Oni mogą nas zaskarżyć, bo w danym momencie my ich stygmatyzujemy, że są przestępcami, a oni mogą nimi nie być i podadzą nas do sądu. Ale to jest inna sytuacja. Jako dziennikarze też mamy swoje ograniczenia, natomiast wprowadzając przepisy bezmyślnie, bezdusznie, nie dostosowując ich do naszych norm prawnych, ale też i zwyczajowych, nagle doprowadzamy do sytuacji takiej, że ktoś instrumentalnie, tak jak ci policjanci, będzie wykorzystywał to prawo. To może sparaliżować nam pracę oraz misję i sens istnienia mediów.

AP: To będzie dotyczyło Instagrama, Facebooka, czy jakiejkolwiek platformy, bo te zdjęcia, filmy w zasadzie krążyły bardziej w mediach społecznościowych. Wróćmy do Batmana i do tej sytuacji, co tam się wydarzyło?

RK: Był wiec Rafała Trzaskowskiego. Batman pojawił się w oknie hotelu z transparentem „Byle nie Trzaskowski”, czyli typowy happening, których jest pełno w Polsce. Batman stał w oknie, coś tam krzyczał, zainteresowanie było niewielkie, dziennikarze byli skupieni na wiecu Trzaskowskiego. To było w oddaleniu gdzieś 200 metrów, więc nie było mowy o zakłócaniu wiecu. Fotografowałem wiec Rafała Trzaskowskiego na początku, ale zobaczyłem Batmana, widziałem, że żadni dziennikarze, z drobnym wyjątkiem, się tym nie zainteresowali. Udałem się w tamtą stronę. Po zakończeniu wiecu Rafała Trzaskowskiego policja wchodziła systematycznie do tego budynku. Ja nie wiedziałem, że jest to budynek hotelu. I w pewnym momencie Batman zniknął, no to ja wiedziony instynktem dziennikarskim pobiegłem na górę. Liczyłem się z tym, że mnie na dole zatrzymają, ale okazało się, że wbiegłem na samą górę. No i tam usłyszałem hałasy i krzyki. Mnie oskarża 10 funkcjonariuszy, więc pewnie ich tam było 10, a może i więcej, część po cywilu, część mundurowych. Nie wiedziałem kto jest kto.

Próbowałem robić zdjęcia, bo drzwi od pokoju były otwarte. Była szarpanina jakaś, więc próbowałem wchodzić. Rzucił się na mnie jeden z funkcjonariuszy, po cywilnemu, wypychając i łapiąc za aparat. Ja bardzo tego nie lubię. Stawiam opór, bo to nie jest tak, że ja grzecznie się wycofuję. Sytuacja była dynamiczna, ja robiłem zdjęcia. Powiedzmy trzy osoby były od Batmana w tym pokoju hotelowym. Jeden z nich okazał się być też dziennikarzem, ale powiedzmy powiązanym z Batmanem, czyli on nie występował w roli dziennikarza. W Gdańsku jest to znany człowiek. On mnie rozpoznał i powiedział, że oni żądają, żebym absolutnie był obecny, żeby był dziennikarz, że oni mnie zapraszają, że jestem ich gościem hotelowym. Więc ta szarpanina się skończyła. Trwała interwencja funkcjonariuszy policji. Są nagrane filmy i polecam posłuchać sobie. Ludzie od Batmana twierdzili, że oni się włamali, bo nie mieli żadnego nakazu rewizji, niczego. Weszli, stosując swoje techniki. Tam jest zamek na klucz elektroniczny, więc nie to, że wyważyli drzwi, ale w jakiś sposób weszli, gdyż pokój był zamknięty. Tak twierdzili wynajmujący pokój, a policja odwrotnie.

Zażądałem podstawy prawnej do tego wejścia, więc najpierw to była próba zakłócenia wiecu. Ja twierdziłem, że to kłamstwo, bo miejsce jest oddalone i nic nie było słychać, nie było żadnego zakłócenia, więc to nie jest żadna podstawa. To jest wyimaginowane, więc poprosimy o faktyczną podstawę. Jeden z tych policjantów powiedział, że według nich była to próba samobójstwa, i oni interweniowali ze względu na próbę samobójczą. To jest też nagrane i widać, jak potrzebne są media, bo jeżeli ja bym to opowiadał, a nie byłoby to nagrane, nikt by mi dzisiaj nie uwierzył. Wtedy Batman zapytał, czy oni do każdego, kto myje okna, w taki sam sposób wchodzą i interweniują. Żeby było jasne, Batman, nie stał za oknem tylko przed oknem i nie wychylał się. Zresztą wiadomo, że to nie była próba samobójcza. Interwencja była na polecenie, i też nie wiadomo, czyje polecenie, kto wydał rozkaz policji. Rzecznik prasowy później uzasadnił, że interwencja była absolutnie słuszna ze względu na próbę zakłócenia wiecu. W ogóle według nich wszystko jest ok, nikt nie ma zarzutów, nikt nie przepytuje policjantów. Natomiast Batman nie został zatrzymany, nawet nie został wylegitymowany, bo mówił, że dał komuś dokumenty, nie wie komu. Ci policjanci nawet nie spisali Batmana, natomiast wzięli się za fotoreportera, czyli za mnie i żądają 990 tysięcy złotych, łącznie to będzie milion. Żądają też od pani menadżer, która też nagrywała, chyba nawet kwoty większej. Wiem, że jeszcze dołączono do tego wniosku, który ja dostałem, kilku innych dziennikarzy, którzy powielali ten materiał. Łącznie chyba na kwotę miliona złotych, oni chcą tych roszczeń skupić.

AP: A na jakiej podstawie?

RK: Twierdzą, że na podstawie upublicznienia ich wizerunku. Jeszcze żądają przeprosin. Przeprosiny miały być specyficzne w telewizji Republika, na jakimś tam tle, czcionką Times New Roman. Bardzo szczegółowo opisany wręcz taki pozew cywilny. To jest próba ośmieszenia mnie i doprowadzenia do parteru. W moim przekonaniu jest to próba zastraszenia w ogóle dziennikarzy, czy innych ludzi, którzy próbują robić coś niezależnie. Policjanci są bardzo mocno u nas politycznie podlinkowani. Mam informacje ze środowiska policyjnego, a znam tam dość dużo ludzi, mam swoje lata. Komendant miejskiej policji, który niczym się nie może za bardzo poszczycić, powiedział tym funkcjonariuszom, że absolutnie mają mnie dojechać, udupić, i że jak będą koszty jakiekolwiek, to w formie premii, nagród wyrówna.

Komenda Główna Policji, zresztą o czym też się dowiedziałem później, pisze instrukcje długopisami swoich rzeczników, jak mają się zachowywać. To jest nowa metoda, o której my jako dziennikarze nie wiemy. Jest napisane, że funkcjonariusz podczas interwencji, jeżeli jest dziennikarz, ma jasno powiedzieć, że nie życzy sobie, żeby jego zdjęcie było upublicznione gdziekolwiek, czy materiał filmowy, a jeżeli będzie, to on będzie ścigał z powództwa cywilnego o upublicznienie wizerunku. I to są wręcz oficjalne instrukcje już w tej chwili dla policjantów. I oni zaczynają się stosować do tego.

AP: Czy w swojej karierze fotoreportera, jeszcze za czasów komuny, spotkałeś się z podobnym działaniem?

RK: Nie. Wtedy były prostsze zasady. Albo wyrwali aparat, albo rzucili o ziemię i rozwalili, albo dostało się po zębach. Raczej nie zamykali za to, raczej nie ponosiło się konsekwencji finansowych. No chyba, że się poszło na współpracę i potem te zdjęcia udostępniało. Robiłem wtedy zdjęcia, starając się robić tak, żeby nie było widać, że ja je robię, więc dwie strony miały jakieś tam szanse. Natomiast tutaj jest tak, że w obliczu prawa to jest loteria, na jakiego sędziego się trafi. Jak będę miał sprawę, to chyba na początku powinien zapytać, czy ten sędzia jest z Iustitii, bo w zasadzie, jeżeli jest, to ja powinienem wyjść i powiedzieć, że dziękuję. Ja bardzo mocno nagłośniłem tę sprawę, bo jestem ze starszego pokolenia i za naszych czasów jedyną metodą obrony i walki w podobnych sytuacjach było upublicznienie wszystkiego. Dlatego tak bardzo kocham media, bo uważam, że to jest nasza jedyna tarcza w sytuacji, kiedy ktoś sobie zaczyna za dużo praw uzurpować do czegoś.

Teraz większość spraw dziennikarskich, co ciekawe, jest za zamkniętymi drzwiami. To znaczy, że dziennikarze nie mogą ich relacjonować, nikt się nie może nic dowiedzieć. To jest kolejny element w tej układance. Jeżeli ja przedstawiam swoje racje, mam te racje albo nie mam, opinia publiczna może sobie wyrobić zdanie. W takiej sytuacji nie może sobie wyrobić. Lecą wyroki, jak za czasów głębokiego PRL-u. Sądy, sędziowie posłuszni władzy wydawali wyroki taśmowo. Wtedy nawet mordowano ludzi w majestacie prawa. Tu mam nadzieję, że już tak daleko się nikt nie posunie, ale wykluczyć tego nie można, bo to są ludzie pozbawieni jakichkolwiek zasad. Często spadkobiercy pokoleniowi, rodzinni, albo nawet jeszcze wtedy zasiadający w tych sądach prokuratorów. To jest przerażające.

AP: A co masz teraz zamiar zrobić?

RK: Jestem człowiekiem walki, mnie walka mobilizuje i będę walczył do końca. Nawet, powiem kolokwialnie, do mnie się mnóstwo ludzi zgłaszało, słuchaj, my ci damy te pieniądze, pomożemy. Tu mi ktoś chce dać 10 tysięcy, tu coś, tu coś. Mówią zorganizuj zbiórkę, chociaż okazuje się, że zbiórek też nie można za organizować, bo zamykają.

AP: Zrzutka ostatnio zamknęła zbiórkę dla Samuela Pereiry. Dokładnie w ten sposób.

RK: Jestem człowiekiem honorowym i ja będę walczył do końca z uśmiechem. Nieraz walczyłem z milicją, nieraz zdarzało mi się potykać z policją. Dostawałem fałszywe wyroki, zarzuty, raz byłem zatrzymany. Nawet widziałem siebie, i to też pewnie mi nikt nie uwierzy, ale mam świadków. Pracując w gazecie, chodziłem na komisariaty. Robiłem materiały o różnych ludziach, więc wpuszczano mnie. Byłem może wrogiem publicznym numer jeden, ale musieli mnie wpuszczać. I na jednym z komisariatów Komendy Głównej policji w Gdańsku, widzę w dyżurce listę. Jestem wzrokowcem, patrzę, a tam Robert Kwiatek na pierwszym miejscu. Pytam, co to jest za lista? Policjanci w dyżurce nie wiedzieli, że jestem Robertem Kwiatkiem. Mówią „to są tacy do zabrania prawa jazdy”. Więc te metody działały. Raz byłem zatrzymany, dostałem mandat. Za szybko jechałem, zdarzało mi się, już jeżdżę wolniej. Trzymali mnie pół godziny, mimo że ten mandat przyjąłem. Policjanci wysiedli z radiowozu, podeszli do mnie i powiedzieli, że będę miał wniosek za próbę przekupstwa funkcjonariuszy na służbie… No i jak się wybronię? Nie ma takiej możliwości. Zeznaję dwóch funkcjonariuszy. Ja wiem, że to co opowiadam jest nie do uwierzenia.

Mój brat, który został w pewnym momencie policjantem, przeze mnie nie mógł dostać się do policji. Mistrz Polski, wygrywał zawody w taekwondo, po wojsku, po studiach. To było jego pasją, chciał służyć w policji. W Sopocie powiedzieli, że nie, a w wojewódzkiej powiedzieli, że to przez brata.

Poszedłem, bo znałem komendanta głównego, potem był nawet chyba głównym w Polsce. Pytam, co jak złoży papiery do was, to też go nie przyjmiecie przeze mnie. Zgodził się, żeby przyniósł papiery. Najpierw został odrzucony, ale potem faktycznie go przyjęli. Już jest na emeryturze. Służył i starał się być sensownym, uczciwym policjantem.

On sam, zanim podjął pracę w policji, nie wierzył jak opowiadałem czasami w domu te historie, które są nie do uwierzenia, a mówimy o wolnej Polsce. Uwierzył dopiero kiedy sam za brata dostał mandat. Kwiatek jest łatwe nazwisko do zapamiętania, a wszystko, co najgorsze to byłem ja. Odprawy przed meczami to „uważajcie na Kwiatka”. Nie to, żebym robił z siebie kogoś tam, natomiast był czas, gdzie byłem na mocno czarnej liście. Potem już przestałem pracować w gazecie, ale wszystko, co złe szło na moje konto. To też nie jest tak, że ja policjantów nie lubię, wręcz przeciwnie. Szanuję ich. Jeździłem z grupami operacyjnymi, gdzie wysportowani funkcjonariusze po cywilnemu wchodzili w dzielnice, gdzie naprawdę musieli wyciągać broń.

Ja to fotografowałem, pokazywałem, sam się bałem i takich policjantów chciałbym mieć obok. W tej chwili dużo jest różnych ludzi, którzy z powodów politycznych, bo mają swoje poglądy, czy z powodów nieumiejętności, nieudacznictwa, próbują przykryć to działaniami, które mają spowodować, żeby pewne rzeczy nie zostaną ujawnione.  A naszą dziennikarską rolą jest dokładnie wszystko pokazywać – patologie we władzy, w policji, też u siebie, gdziekolwiek. To jest nasza misja ludzi, którzy kochają dziennikarstwo, którzy kochają Polskę i chcą, żeby pewne rzeczy nie miały miejsca. Dlatego o tym mówię, żeby nie powtórzyło w przyszłości, żeby ludzie zobaczyli, że to tak działa.

Dani dziennikarze pracujący dziś w takiej czy innej telewizji, albo dla miasta, czy gdzieś, oni dzisiaj mogą spać spokojnie, bo oni służą tej władzy. Natomiast kiedyś gdzieś tam podpadną w jakiejś sytuacji i ta władza ich dojedzie bez problemu.

AP: Powiedz Robercie, czy myślałeś, że w Gdańsku, gdzie rodziła się wolność, że w stoczni, gdzie takie piękne słowa padały, gdzie papież bywał, że po tylu latach w wolnej Polsce będzie się tak prześladowało ludzi?

RK: Na pewno tak nie myślałem. Wierzyłem w to, że jednym z elementów, który będzie stał na straży wolności, to będą dziennikarze. W Gdańsku, w moim ukochanym mieście, mogę na palcach jednej ręki policzyć dziennikarzy, którzy są i próbują coś robić niezależnie. Dwóch czy trzech jest bardziej aktywnych zakładając swoje portale. To jest wszystko niszowe, niezauważalne przez władzę, dlatego być może im się jeszcze jakoś tam udaje.

Natomiast reszta, jeżeli nie jesteś z nami, nie jesteś zaakceptowany przez nas to… Ja byłem tego przykładem. Znam wszystkich tych ludzi. Pracowałem u Donalda Tuska przez jakiś czas nawet w kancelarii premiera. Latałem samolotem, kiedy latali wtedy z Kaczyńskim, robiąc zdjęcia, bo byłem fotoreporterem rządowym. Dość krótko, bo ja miałem być tam wtedy, kiedy się pojawi POPIS. POPISu nie było i tak wylądowałem w kancelarii, ale potem wylądowałem poza kancelarią, i nie ma żadnego problemu, ale znam tych ludzi. To nie jest tak, że są moimi przyjaciółmi. Znam w Gdańsku wszystkich, a z Gdańska dużo ludzi trafiło też do Warszawy. Znając te osoby mogę opowiedzieć różne rzeczy, widziałem różne sytuacje.

Powstają tak zabetonowane układy, które w pewnym momencie chyba nawet zatraciły, zgubiły jakikolwiek azymut. Pamiętam śp. Pawła Adamowicza, którego bardzo lubiłem. Paweł też był zaangażowany w podziemie. Widziałem, jak on zostawał prezydentem. Był to normalny, fajny chłopak, który się rozwijał. Na początku może był nawet słabym prezydentem, potem się rozwinął, a potem poszedł w takie ścieżki, gdzie nasze drogi się rozeszły.

Człowiek, który zarabia jako prezydent średnie pieniądze, a ja, przez całe życie, zarabiałem zbliżone do niego, bo zapierdzielałem 7 dni w tygodniu – ja się nie dorobiłem w tamtym czasie żadnego mieszkania, on miał z 8. Coś jest nie tak. Myśmy to Pawłowi też mówili. W pewnym momencie doszło do spięcia i po tej sytuacji ja już nie pracowałem w Dzienniku Bałtyckim tylko już działałem niezależnie.

Przez 10 lat nie byłem w Gdańsku. Oczywiście bywałem, bo dzieci są, ale szukałem pracy poza Gdańskiem, gdziekolwiek. Wszystkie zlecenia, które miałem, firmy developerskie, bo dla takich dwóch też pracowałem, nagle się pokończyło i od niektórych też słyszałem, że „było nie zadzierać z Pawłem”.

Tak ten układ działa. Pozwalamy na to, jeżeli nie ma niezależnych mediów, ludzi, którzy się postawią, ale też nie ma odbiorców, którzy w to wierzą. Tak budujemy ten koszmarny system, który oczywiście dla wielu jest piękny i wspaniały. Wartki nurt dla tych którzy są w układzie. Deweloperzy i inni świetnie odnajdują się i korzystają. Natomiast każdy, który patrzy inaczej nie będzie miał wsparcia, żadnej nagrody, wystawy, chyba, że ze swoich pieniędzy coś tam zrobi. Staram się być niezależny od początku do końca i mi to odpowiada, daję sobie radę. 10 lat byłem poza Gdańskiem, wróciłem, pracuję w firmie prywatnej i nie narzekam. Mam dużą frajdę z niezależności i z tego co mogę robić.

Martwię się tylko, że jak sprawę przegram, bo się z tym liczę, to ktoś inny może mieć podobne problemy. Ja też, za moment mogę mieć te same kłopoty. Największym dla mnie problemem jest to, że będę musiał zapłacić takie pieniądz tym policjantom. Gdyby to jeszcze szło na jakąś fundację, to by mniej mnie bolało. Dlatego nie będę robić zbiórki, bo nie mam sumienia prosić, aby tym paskudnym ludziom dawać pieniądze. Być może będę zmuszony przez sąd, bo przyjdzie komornik mi zabierze. Nie chciałbym jednak, żeby ktokolwiek się dołożył, żeby oni dostali te pieniądze. Przełknąłbym, gdyby to było na dobroczynne cele. Z trudem, ale bym przełknął, natomiast dla nich, absolutnie nie. To jest też problem procesów cywilnych. W karnych, nie zapłacę trafię do więzienia. Ja bym to wolał. Za komuny szło się do więzienia, może podszlifowałbym angielski, trochę czasu miałbym dla siebie. Lądowałem już w areszcie, byłem pobity, dam sobie radę. W tym procesie oni mogą dostać pieniądze, plus oczywiście kancelaria, która jest podlinkowana, cały ten aparat.

AP: Czyli kolejne karmienie tej hydry.

RK: Nawet nie mogę pójść do prezydenta, tak jak inni dziennikarze skazani z artykułu 212 z prośbą o ułaskawienie, bo w powództwie cywilnym nie ma czegoś takiego.

AP: Oby koledzy dostali to ułaskawienie od prezydenta Nawrockiego, bo też są zupełnie niesprawiedliwie skazani.

RK: Dołączyłem się, podpisałem petycję. Myślę, że prezydent Karol Nawrocki, jeżeli tylko to dotrze do niego, nie będzie miał żadnego problemu, żeby podpisać w tak jaskrawych sprawach. Natomiast to też nie chodzi o to, żebyśmy budowali model, że akurat jest prezydent i będzie nas wszystkich wyciągał z tarapatów, bo ktoś w te tarapaty celowo nas wpędza.

Anna Popek: Bardzo dziękujemy, Robert Kwiatek, który przejdzie do historii fotografii nie tylko jako autor, fotoreporter i opozycjonista. Sprawa Batmana może okazać się punktem zwrotnym, ale od każdego dna można się odbić, więc mam nadzieję, że jesteśmy już tak blisko tego dna, że teraz już tylko czekamy na odbicie.

Robert Kwiatek: Podobnych spraw miałem dużo. Wczoraj była rocznica, ktoś mi wrzucił zdjęcia z jednej z zadym, gdzie mnie zatrzymywała policja. Nawet są fajne zdjęcia. Dokładnie 29 lat temu. Te rzeczy się powtarzają, ale w zupełnie innym stylu. Teraz jest niestety w majestacie prawa z przepisami, z paragrafami, a wtedy mogłem się bronić. Ktoś mnie szarpnął, ktoś kłamał, zaznawał fałszywie, można się jakoś obronić. Teraz wytacza się przeciwko nam armaty, przed którymi nie ma możliwości obrony, bo każdy sędzia może interpretować to prawo jak chce. Dostał możliwości interpretowania prawa i nakaz, żeby interpretować je we właściwy sposób. A to już jest kolejny krok.

ANNA M. SZCZEPANIAK: Odroczenie wyroku ws. Tomasz Grodzki przeciwko red. TOMASZOWI SAKIEWICZOWI. Nowe dowody. Obserwacja CMWP SDP

23 października miał być ogłoszony wyrok w procesie karnym o zniesławienie z powództwa byłego marszałka Senatu Tomasza Grodzkiego przeciwko redaktorowi naczelnemu „Gazety Polskiej” Tomaszowi Sakiewiczowi. Zamiast wyroku jedak sąd zapowiedział kontynuację swojej pracy.  Ogłoszono, że rozprawa będzie kontynuowana ze względu na nowe dowody, które pojawiły się w sprawie. Z tego powodu tłumnie przybyła publiczność musiała opuścić salę rozpraw, bo na wniosek senatora PO proces toczy się w trybie niejawnym.  Sam Tomasz Grodzki nie pojawił się w sądzie, a jego pełnomocnicy nie zgodzili się na odtajnienie procesu. Kolejny termin wyznaczono na 29 października. Sprawa objęta jest monitoringiem CMWP SDP. 

Po opuszczeniu sali sądowej Tomasz Sakiewicz zwrócił się do dziennikarzy oraz osób, które przyszły go wspierać: W tej sprawie, gdyby zbadać wszystko, trzeba by kilku pokoleń, ponieważ nigdy nie widziałem w historii tak wielkiej afery łapówkarskiej. To, żeby setki osób się zgłosiły, które by chciały zeznawać, że dały łapówkę, albo że ich bliscy wręczali łapówki – naprawdę nie ma w historii demokratycznych państw takiej sytuacji – mówił Sakiewicz.

Oskarżany o łapówki polityk powinnien zniknąć z życia publicznego

Dziennikarz podkreślał, że gdyby podobna sytuacja wydarzyła się w innych okolicznościach, polityk oskarżony przez tak wielu obywateli musiałby natychmiast zniknąć z życia publicznego. Wg niego  gdyby w normalnym kraju zdarzyło się tak, że polityk byłby przez tyle osób oskarżony, to musiałby on zniknąć z powierzchni ziemi. Ale czapa, którą ma ze strony politycznej Grodzki, powoduje, że on dalej może funkcjonować w sferze publicznej – zaznaczył red. naczelny Gazety Polskiej i TV Republika.

Zdaniem Tomasza Sakiewicza, Platforma Obywatelska i sam Tomasz Grodzki liczyli, że sprawa ucichnie, ale efekt okazał się odwrotny: Marszałek Grodzki oraz jego środowisko polityczne chciało, żeby ta sprawa ucichła, ale przez to, że my tu jesteśmy, ta sprawa nie może ucichnąć. To był jego największy błąd: wytoczenie spraw dziennikarzom. Z tego powodu ta sprawa cały czas się odgrzewa. Tymczasem oni oczekiwali jednego – żeby ona ucichła, bo ona topi Platformę [Obywatelską – przyp. red.]. A właśnie sprawa się nie skręca, tylko rozkręca – powiedział po. rozprawie oskarżony Tomasz Sakiewicz.

Wymiar moralny

W ocenie redaktora naczelnego „Gazety Polskiej”, afera Grodzkiego to nie tylko problem polityczny, ale także moralny i społeczny: Ta sprawa różni się od innych tym, że dotyka zwykłego człowieka. Pokazuje, że ktoś biedny, kto nie ma znajomości, kto walczy o życie bliskiej osoby, może zostać skrzywdzony przez system. I dlatego ta sprawa tak bardzo szkodzi Platformie – bo każdy może się z tym utożsamić – mówił.

Na zakończenie Sakiewicz podziękował osobom, które w geście solidarności z nim przybyły do sądu: bardzo Wam dziękuję za tak liczne przybycie do sądu. Wasza obecność pokazuje, że Polacy nie pozwolą zamknąć ust dziennikarzom i że prawda prędzej czy później się obroni.

Nowe dowody

Mec. Lew-Mirski, pełnomocnik Tomasza Sakiewicza z satysfakcją przyjął to, że Sąd wsłuchał się w argumenty i sięgnął po nowe środki dowodowe. Największym zaskoczeniem było ogłoszenie przez sąd decyzji o ponownym otwarciu przewodu sądowego. Dla obserwatorów oznacza to, że sędzia uznał za istotne argumenty obrony oraz chce przeanalizować dodatkowe dowody. Sąd postanowił otworzyć przewód sądowy, sięgnąć jeszcze po inne środki dowodowe, które istnieją, o których żeśmy mówili. Sąd oczywiście bardzo dokładnie to rozpoznaje. To bardzo dobrze, że sąd zwraca uwagę na to, co mówią obrońcy i że na bieżąco analizuje akta – uważa mec. Andrzej Lew-Mirski, pełnomocnik Tomasza Sakiewicza.

Jak podkreślił obrońca, takie decyzje są rzadkie, ale mogą świadczyć o tym, że sąd „zobaczył coś nowego” w zgromadzonym materiale. Tylko dzięki temu, że sędzia jest na bieżąco z aktami, mógł dojść do przekonania, że jeszcze mu coś do szczęścia jest potrzebne do rozwiązania tej sprawy – dodał mecenas.

Historia łapówkarza

Sprawę skomentował też dla CMWP SDP red. Tomasz Duklanowski, autor materiałów na temat korupcji w szpitalu zarządzanym przez marszałka Tomasza Grodzkiego w Szczecinie, na które powoływał się Tomasz Sakiewicz. Był on dzisiaj  wśród zgromadzonych  w sądzie.

Dziennikarz przypomniał, że jego śledztwa dotyczące afery łapówkarskiej opierały się na relacjach pacjentów i ich rodzin: przyszedłem na proces red. Sakiewicza, bo sprawa afery łapówkarskiej dotyczy również mnie. Sakiewicz „zniesławiając” byłego marszałka Senatu, powoływał się na moje materiały dziennikarskie, w których byli pacjenci i ich rodziny mówili, że Grodzki brał od nich łapówki w szpitalu – powiedział Tomasz Duklanowski.

Według redaktora „Gazety Polskiej” materiał dowodowy przedstawiony przez Sakiewicza nie pozostawia wątpliwości co do jego niewinności: podczas procesu red. Sakiewicz przedstawił bardzo obszerny materiał dowodowy, świadczący o jego niewinności i jednocześnie potwierdzający to, że była trzecia osoba w państwie jest „zwykłym łapówkarzem”. Ja co do tego nie mam najmniejszych wątpliwości – zaznaczył Duklanowski. Jego zdaniem problemem nie jest brak dowodów, lecz strach środowiska sędziowskiego: O tym, że Grodzki brał łapówki, wiedzą także ludzie z PO. Problem tylko w tym, że sędziowie boją się to przyznać. Tak jak było w moim przypadku – wolą skazać mnie niż Grodzkiego, bo za nim stoi potężny układ polityczno-medialny, który go broni jak niepodległości – ubolewa Tomasz Duklanowski.

Zagrożona sprawiedliwość

Przed gmachem sądu zgromadzili się przedstawiciele organizacji obywatelskich i sympatycy środowiska „Strefy Wolnego Słowa”. Wśród nich znaleźli się m.in. Adam Borowski, Andrzej Piwnicki, Karol Kulicki i Janusz Daniluk.

Adam Borowski, działacz opozycji antykomunistycznej oraz szef warszawskiego Klubu „Gazety Polskiej” powiedział, że przyszedł do Sądu, bo zagrożona jest sprawiedliwość w Polsce. Bałem się, że Tomek, który wypełnia swoje obowiązki dziennikarskie w sposób znakomity, może zostać wsadzony do więzienia z powództwa człowieka, który brał łapówki nie incydentalnie, ale systemowo. (…) To człowiek, który brał łapówki także od ludzi biednych, którzy walczyli o życie swoich bliskich. A taki człowiek oskarżył Tomka Sakiewicza o to, że go pomawia. To jest po prostu niegodne! –  mówił Adam  Borowski.

Andrzej Piwnicki z Ruchu Kontroli Wyborów zwrócił uwagę na znaczenie tej sprawy dla całego społeczeństwa: Musiałem się tu znaleźć, ponieważ chodzi o Polskę, chodzi o wolność w Polsce, chodzi o sprawiedliwość, chodzi o wolne media. (…) Jeżeli kilkaset osób złożyło oświadczenia, że wręczały łapówkę, to wiemy, że tych przypadków było znacznie więcej. Musimy przywrócić normalną sprawiedliwość w Polsce!

W podobnym tonie wypowiedział się Karol Kulicki, według którego chodzi tu o problem systemowy, a ta dzisiejsza sprawa w ogóle nie powinna się wydarzyć. Janusz Daniluk, były działacz opozycji, mówił o osobistym wymiarze swojego udziału: Jestem tu, bo całe życie walczyłem o wolność słowa. A wolność słowa to jest jedna z podstawowych wartości. Poza tym mam osobisty do tego stosunek, ponieważ senator Grodzki obraził pamięć naszego księdza Jerzego Popiełuszki, stwierdzając, że tak samo cierpiał i był prześladowany jak ks. Popiełuszko. Dla mnie to profanacja! Będę tu przychodził, dopóki będę mógł”.

***

Czwartkowe wydarzenia w sądzie potwierdzają, że proces Tomasza Grodzkiego przeciwko Tomaszowi Sakiewiczowi nie tylko się nie kończy, ale wchodzi w nową fazę. Pomimo wniosków o utajnienie postępowania i braku zgody Grodzkiego na jego odtajnienie, sprawa przyciąga coraz większe zainteresowanie opinii publicznej.

Decyzja sądu o analizie nowych dowodów może oznaczać kolejny punkt zwrotny w jednym z najgłośniejszych procesów ostatnich lat — procesie, który coraz wyraźniej wykracza poza ramy pojedynczego sporu i dotyka kwestii zasadniczych dla polskiego życia publicznego: wolności słowa, odpowiedzialności władzy i granic ochrony polityków przed opinią publiczną. Od 2021 roku sprawa objęta jest monitoringiem CMWP SDP.

tekst i zdjęcia: Anna Maria Szczepaniak

 

Laureaci Nagrody SACHAROWA: MZIA AMAGLOBELI i ANDRZEJ POCZOBUT

Dwoje dziennikarzy uwięzionych przez prokremlowskie władze Białorusi i w Gruzji: Andrzej Poczobut i Mzia Amaglobeli zostali laureatami Nagrody Sacharowa za wolność myśli w 2025 roku. Nagroda  ma być wręczona przez Parlament Europejski 16 grudnia br. Andrzej Poczobut polski dziennikarz siedzący od lat w białoruskim więzieniu jest laureatem wielu nagród i wyróżnień, m.in. Nagrody Wolności Słowa SDP przyznanej w 2021 roku.

Przewodnicząca PE Roberta Metsola ogłaszając nazwiska laureatów podkreśliła, że Nagrodę Sacharowa PE przyznał za to tych dwoje dziennikarzy walczy o wolność swoich krajów.„(…) Oddajemy hołd dwóm dziennikarzom, których odwaga jest światłem nadziei dla wszystkich, którzy odmawiają milczenia. Oboje zapłacili wysoką cenę za mówienie prawdy w obliczu władzy, stając się symbolami walki o wolność i demokrację” – powiedziała Metsola.

Mzia

Mzia Amaglobeli, to gruzińska dziennikarka i dyrektorka internetowych portali informacyjnych Batumelebi i Netgazeti. Aresztowano rją styczniu 2025 roku. Zarzut: udział antyrządowych protestach w Gruzji.

W sierpniu br. została skazana na dwa lata więzienia z powodów politycznych.

Andrzej Poczobut i Mzia Amaglobeli: laureaci Nagrody Sacharowa 2025 © L.S/ Belta AFP & Z.T/Netgazeti
żródło zdj. PE

 

Andrzej

Andrzej Poczobut – dziennikarz, bloger i działacz mniejszości polskiej na Białorusi. Otwarcie i ostro krytykował promoskiewski reżim Łukaszenki. Znane są jego publikacje na temat historii i praw człowieka. Poczobut był wielokrotnie aresztowany.

Przetrzymywany od 2021 roku, został skazany na osiem lat kolonii karnej. Jego stan zdrowia od tego czasu się pogorszył.

 

Poczobut – laureat Nagrody Wolności Słowa SDP

Przypominamy fragment tekstu z portalu SDP sprzed ponad czterech lat:

Andrzej Poczobut, uwięziony przez reżim Łukaszenki korespondent z Białorusi, członek Zarządu Głównego Związku Polaków na Białorusi, został laureatem Głównej Nagrody Wolności Słowa Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.  17 czerwca [2021 r. – red] w Warszawie odbyło się ogłoszenie wyników 28. edycji Konkursu SDP.

W imieniu przebywającego od 25 marca 2021 roku w areszcie na Białorusi Andrzeja Poczobuta, wyróżnienie odebrała Agnieszka Romaszewska-Guzy, dyrektor Telewizji Biełsat [zwolniona 12 marca 2024 r. po bezprawnym przejęciu mediów publicznych przez rząd Donalda Tuska – red.].

Prowadzący uroczystość prezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich Krzysztof Skowroński przed wręczeniem Nagrody powiadomił, iż Zarządowi SDP udało się porozumieć z przebywającym w więzieniu laureatem i jego życzeniem było, żeby nagrodę w jego imieniu odebrała podczas uroczystej Gali właśnie Agnieszka Romaszewska-Guzy.

Anna Popek i Krzysztof Skowroński prezes SDP w l. 2011 – 2024 ogłaszający, że Nagrodę Wolności Słowa Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich otrzymał Andrzej Poczobut – gala Nagród SDP 17 czerwca 2021 roku, Dom Dziennikarza przy Foksal w Warszawie – zdj. SDP

W uzasadnieniu przyznania Głównej Nagrody Wolności Słowa czytamy, że nasz kolega został jej laureatem „za publikacje w obronie demokracji i praworządności, demaskujące nadużycia władzy, korupcję, naruszanie praw obywatelskich, praw człowieka”.

Był to fragment z sdp.pl z czerwca 2021 roku

 

Kolejna rozprawa w procesie KAMIL RÓŻALSKI kontra TVN. Telewizja wciąż nie chce jawnego postępowania

15 października 2025 r. w Sądzie Rejonowym dla m.st. Warszawy odbyła się kolejna rozprawa w procesie z powództwa Państwowej Inspekcji Pracy w imieniu Kamila Różalskiego przeciwko TVN S.A. Sprawa dotyczy uznania istnienia stosunku pracy i zarzutów mobbingu wobec byłego operatora kamery tej stacji. Postępowanie jest objęte monitoringiem Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP.

Podobnie jak w poprzednich terminach, październikowe posiedzenie sądu odbyło się z wyłączeniem jawności. Decyzja ta była efektem wniosku złożonego przez TVN, czemu sprzeciwiał się sam powód. Ludzie często pytają mnie, dlaczego wnioskowałem o wyłączenie jawności postępowania sądowego w mojej sprawie. Otóż podkreślam raz jeszcze: to nie był mój wniosek. Ja byłem absolutnie za tym, żeby rozprawa odbywała się przy drzwiach otwartych. Taki wniosek złożył TVN i sąd do tego wniosku się przychylił – mówi Kamil Różalski. Jego zdaniem decyzja o zamknięciu posiedzeń ma służyć ochronie wizerunku spółki i ukryciu nieprawidłowości, do których dochodziło w strukturach firmy, żeby o tych patologiach, które są w środku, ludzie się nie dowiedzieli na zewnątrz.

Były pracownik stacji telewizyjnej mówi wprost: Firma, która próbuje tworzyć swój wizerunek na zewnątrz, że przestrzega najwyższych standardów etycznych, tak naprawdę kompletnie tego nie robi. Nawet obawiam się, że nie ma świadomości, na czym polegają najwyższe standardy etyczne. Różalski informuje, że w czasie, kiedy świadczył usługi na rzecz TVN patologii była cała masa i o tym ma się nie dowiedzieć opinia publiczna. Powód nie może jednak mówić o szczegółach, bo – jak zauważa – gdybym teraz użył nazwisk i konkretów, to zostałbym ja przestępcą, a nie ci, z którymi się prawuję. Natomiast przed takimi rzeczami TVN chce ochronić opinię publiczną, żeby prawda nie wyszła na jaw.

Podczas posiedzenia sąd przesłuchał kolejnego świadka, po czym odroczył sprawę do lutego 2026 roku, kiedy to ma zostać przesłuchana następna osoba. Ze względu na niejawny charakter postępowania szczegóły przesłuchań nie są znane.

Sprawa Kamila Różalskiego toczy się od jesieni 2024 roku i dotyczy uznania istnienia stosunku pracy w okresie jego wieloletniej współpracy z TVN. Postępowanie zostało zainicjowane przez Państwową Inspekcję Pracy, która po przeprowadzonej kontroli uznała, że wykonywane przez Różalskiego obowiązki spełniały wszystkie kryteria zatrudnienia etatowego. Powód podkreśla, że postępowanie ma także drugi wymiar i dlatego pozew został rozszerzony o mobbing. I ta sprawa też rusza z kopyta. To jest osobna sprawa, która będzie rozpatrywana przez Sąd Okręgowy w Warszawie przy ulicy Płockiej – informuje Różalski, dla którego będzie to kolejny etap jego batalii o sadową sprawiedliwość. Proces Kamila Różalskiego to jeden z kilku podobnych procesów wytoczonych TVN przez byłych pracowników i współpracowników, którzy – podobnie jak on – twierdzą, że przez lata wykonywali obowiązki pracownicze bez właściwej umowy o pracę, mimo iż podlegali obowiązkom takim samym jak pracownicy etatowi.  Z ustaleń PIP wynika, że w podobnej sytuacji mogły znajdować się setki osób zatrudnionych w strukturach stacji. Wcześniej zapadły już prawomocne wyroki w sprawach Jolanty Hofer i Roberta Jałochy, w których sądy uznały, że łączył ich z TVN stosunek pracy.

Kamil Różalski wskazuje, że jego sprawa może stać się zachętą dla kolejnych byłych współpracowników stacji, którzy znajdują się w podobnej sytuacji: Spraw uznania istnienia stosunku pracy przeciwko TVN jest kilka. Wiem też, że wiele osób, wiele pokrzywdzonych przez TVN pracowników czeka na efekt tej naszej potyczki prawnej. Wierzę, że wygram ten proces, ponieważ dowody są twarde i powinny przekonać sąd, że prawo jest po mojej stronie – twierdzi były operator. 

Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP obserwuje sprawę  Kamila Różalskiego od 2021 roku, podkreślając, że jego przypadek  jest ważny nie tylko w kontekście prawa pracy, lecz również w aspekcie standardów etycznych w dużych redakcjach i poszanowania wolności słowa osób zatrudnionych w mediach.

„Resortowe dzieci” kontra dziennikarze. Proces z powództwa Kulczyków przeciwko red. red. Kani, Hajdasz, Adamczykowi i Bartoszewiczowi

20 października w trybie zdalnym odbyła się kolejna rozprawa w procesie z powództwa Dominiki i Sebastiana Kulczyków przeciwko dziennikarzom. Tym razem sędzia Mariusz Solka przesłuchał świadków zgłoszonych przez stronę powodową – Jarosława Srokę , członka Zarządu Kulczyk Holding  i mecenasa Łukasza Rędziniaka, który współpracował z Janem Kulczykiem m.in. przy prywatyzacji firmy Ciech. Sąd wcześniej odrzucił wszystkie  wnioski pozwanych dziennikarzy  o przesłuchanie ich świadków  m.in. prof. Sławomira Cenckiewicza oraz dziennikarzy śledczych red. Anity Gargas i red. Cezarego Gmyza.  Kolejna rozprawa zaplanowana jest na kwiecień  2026 roku. 

Jesteśmy bardzo aktywni jeśli chodzi o ochronę wizerunku rodziny Kulczyków, a program „Resortowe dzieci”  uderza w wiarygodność firmy  – zaznał Jarosław Sroka mówiąc o powodach,  dla których Dominika i Sebastian Kulczykowie zdecydowali się pozwać dziennikarzy .  Pytany o to, które konkretnie informacje zawarte w wypowiedziach pozwanych są nieprawdziwe – nie potrafił ich wskazać, mówił jedynie ogólnie iż „są to informacje oderwane od rzeczywistości”, a „Jan Kulczyk dorabiał się w sposób transparentny”.  Zarzucił autorom spornego materiału dziennikarskiego , iż nie kontaktowali się z nim przed jego publikacją. Odpowiadam za komunikację z mediami  od wielu lat, pracuję w Kulczyk Investments od lat 18, łatwo mnie znaleźć, a nikt nie próbował się z mną skontaktować, by potwierdzić  informacje – powiedział Jarosław Sroka. Z kolei Łukasz Rędziniak przekonywał iż Sebastian i Dominika Kulczykowie „bardzo przeżyli emisję programu na temat ich dziadka i ojca” , bo „jego wydźwięk był negatywny i naganny”. Także on nie wskazał jednak konkretnych twierdzeń z audycji, które byłyby nieprawdziwe.  Ten proces jest po to, by taki program nie wrócił na anteny TVP   – powiedział Łukasz Rędziniak.

Sąd postanowił „dopuścić dowód z oględzin materiału „Resortowe dzieci.  Od TW Paweł do Kulczyk Holding” autorstwa Doroty Kani”, tak więc rozprawa zakończyła się odtworzeniem programu, który jest przyczyną tego procesu. Następna rozprawa odbędzie się  13 kwietnia przyszłego roku .

Dominika i Sebastian Kulczykowie  domagają się przeprosin wyemitowanych w TVP Info  oraz 400 tysięcy zadośćuczynienia  od  redaktorów Jolanty Hajdasz, Doroty Kani i Michała Adamczyka  oraz eksperta gospodarczego Artura Bartoszewicza za rzekome naruszenie dóbr osobistych ich ojca Jana Kulczyka w programie z cyklu  pt. „Resortowe dzieci” wyemitowanym w czerwcu 2023 r.  Autorka audycji Dorota Kania, Michał Adamczyk, który wówczas pełnił funkcję redaktora naczelnego TVP SA oraz sama  TVP  mają zapłacić 200 tysięcy złotych. Wypowiadający się w programie  dr Jolanta Hajdasz, dyr. CMWP SDP  i  ekonomista dr  Artur Bartoszewicz  pozwani zostali o kwoty po 100 tysięcy zł.   W Kulczyku widziano kogoś, kto ściągnął do Poznania fabrykę Volkswagena, a nie kogoś, kto w innych biznesach potrafił nieźle to państwo orżnąć, takiego użyję dosadnego słowa, bo co tu więcej mówić  –  dokładnie za te słowa wypowiedziane w programie  red. Doroty Kani dzieci zmarłego blisko 10 lat temu miliardera domagają się  zadośćuczynienia od Jolanty Hajdasz, dyr. CMWP SDP i jednocześnie dziennikarki mieszkającej i pracującej w Poznaniu ponad 35 lat, gdzie mieszkał i pracował Jan Kulczyk.  Zdaniem Sebastiana i Dominiki  Kulczyków tym jednym zdaniem Jolanta Hajdasz – jak napisano w pozwie  – „pomówiła Pana dra Jana Kulczyka o popełnianie oszustw na szkodę państwa polskiego, a insynuacja ta była całkowicie nieuprawniona  i naruszyła przysługujące Panu Sebastianowi Kulczykowi prawo do kultywowania pamięci jego zmarłego Ojca”. Pozew przeciwko dyrektor CMWP SDP  skierowano do sądu w grudniu 2023.

Pozwani dziennikarze stanowczo domagają się oddalenia powództwa w całości  zwracając także uwagę  na uderzającą dysproporcję pomiędzy żądanym przez rodzeństwo Kulczyków zadośćuczynieniem, a skalą rzekomego naruszenia dóbr osobistych. W ocenie pozwanych kwoty te są  oderwane od polskich realiów społeczno –  ekonomicznych. Ich pełnomocnikiem w tym procesie jest mec. Artur Wdowczyk.

176 tys. wyświetleń na FB i 113 tysięcy na X – ogromne zainteresowanie wystąpieniem prezes SDP JOLANTY HAJDASZ na sejmowej komisji kultury

„Bomba atomowa” , „Szefowa SDP przechodzi do legendy”,  „Rozniosła propagandowe media publiczne”, „Mocne wystąpienie prezes Hajdasz”  – to tylko niektóre tytuły medialnych  publikacji na temat  wystąpienia Jolanty Hajdasz , prezes SDP i dyrektor Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP podczas sejmowej Komisji Kultury,  Środków Przekazu i Dziedzictwa Narodowego, jakie odbyło się w Sejmie 9 października.  Filmowe nagranie tego wystąpienia ma już ponad 176 tysięcy wyświetleń na Facebooku  i ponad 113 tysięcy na portalu X.  Relacjonowała je na żywo i w programie Dzisiaj TV Republika, publikacje na jej temat ukazały się także w telewizji wPolsce 24,  w TV Trwam i w Radiu Maryja. Toruńskie media tego dnia wyemitowały  z Jolantą Hajdasz „Rozmowy niedokończone”, ponad trzygodzinną audycję na żywo z widzami i  słuchaczami. Obrady Komisji będą kontynuowane 16 października. 

Szefowa SDP brała udział w posiedzeniu Komisji, na której obecni byli likwidatorzy TVP i Polskiego Radia. Głównym tematem spotkania miała być ocena przebiegu kampanii prezydenckiej w mediach publicznych. Jej przewodniczący, poseł Piotr Adamowicz z Platformy Obywatelskiej zaplanował je na dwie godziny, tymczasem przez blisko godzinę i 20 minut mogli zabrać głos jedynie przedstawiciele Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego oraz likwidatorzy TVP i Polskiego Radia.  Przedstawiali swoja działalność jako pasmo sukcesów i pokazali zmanipulowane dane na temat wyników osiąganych przez media „w likwidacji” –  Telewizję Polską i Polskie Radio.
Jestem zażenowana niewiedzą i poziomem informacji prezentowanych przez likwidatorów. Poziom manipulacji, jaki państwo zastosowaliście, przekracza możliwość skomentowania tego krótko – powiedziała Jolanta  Hajdasz, komentując wypowiedz przedstawicieli TVP w likwidacji.
Macie nas wszystkich, drodzy państwo, za idiotów. Za kogoś, komu można w dowolny sposób pokazać kolorowe wykresy i udowadniać coś, czego nie ma. Chwalicie się oglądalnością takich serialów jak „M jak miłość”, który od lat dwutysięcznych bije rekordy oglądalności, niezależnie od tego, kto rządzi telewizją publiczną. (…) To, co państwo zaprezentowaliście pokazuje tylko jedno: powrót do patologii sprzed roku 2015, czy raczej 2016. Zabetonowania rynku medialnego w Polsce – dodała.
Jolanta Hajdasz poruszyła też temat kontrowersji wokół debaty w Końskich, która odbyła się w trakcie kampanii przed wyborami prezydenckimi. Najważniejsza rzecz, która jest kluczem do zrozumienia tego, co działo się w kampanii prezydenckiej w roku 2025 i jaką rolę odegrały w niej  media publiczne w likwidacji (…) to jest debata w Końskich  z 11 kwietnia.   Proszę, by telewizja publiczna ujawniła faktury, które zapłacił sztab Rafała Trzaskowskiego za te produkcje, jaką była debata organizowana podobno przez jego sztab – mówiła Hajdasz. Przez wiele dni byliśmy okłamywani, manipulowani tym, że debatę tę organizują najpierw trzy telewizje (…) po czym okazało się, że jednak TVP, po czym okazało się, że organizatorem jest TVP na zlecenie sztabu Rafała Trzaskowskiego. (…) Chciałabym poznać te stawki. Jeżeli są one tak niskie, jak wieść gminna niesie, to chętnie jako inne podmioty też skorzystamy z państwa usług, też wykorzystując takie możliwości – dodała.
Screenshot
Prezes SDP apelowała do likwidatorów TVP, by w końcu odpowiedzieli na ważne pytania, które nurtują opinię publiczną. Kto zapłacił prowadzącej z TVP za prowadzenie tej debaty? Na czyim była wynagrodzeniu? (…) Jeżeli był to sztab pana Trzaskowskiego (…) a nawet „Gazeta Wyborcza” pisała na swojej stronie sprostowanie, że pisali wcześnie iż producentem tej debaty  jest TVP w likwidacji, a potem że  był sztab Rafała Trzaskowskiego (…) to w związku z tym, panią dziennikarkę TVP wynagrodził sztab pana Trzaskowskiego ? Jeśli tak , to jest to złamanie zasad etyki zawodowej ewidentne, bo była na usługach tego sztabu  (…) Jeśli zapłaciła jej za pracę TVP w likwidacji – to jeszcze gorzej, bo oznacza to zaangażowanie po stronie sztabu pana Trzaskowskiego  całej TVP w likwidacji. Było to zaangażowanie  czy też nie? Moim zdaniem było, skoro płaciła telewizja w likwidacji za usługę wykonywaną przez ich dziennikarza na rzecz sztabu tylko jednego kandydata, a kandydatów w wyborach było jeszcze 12 . Ujawnijcie te faktury – powiedziała Jolanta Hajdasz.

Linki do wybranych publikacji na temat tego wystąpienia :

https://www.radiomaryja.pl/multimedia/rozmowy-niedokonczone-wolnosc-slowa-co-nam-zagraza-i-jak-sie-bronic-cz-ii/

https://tv-trwam.pl/film/vod.194733-rozmowy-niedokonczone-1514

https://wpolityce.pl/media/742728-prezes-hajdasz-do-likwidatorow-tvp-ujawnijcie-faktury

https://www.facebook.com/watch/?v=1440247740475285https://sejm.gov.pl/sejm10.nsf/prace_komisji_info.xsp?documentId=A002540A5CA1FD40C1258D1F003C987F

https://www.onet.pl/kultura/onetkultura/co-kryje-nowa-awantura-medialna-prosze-nie-dac-sie-nabrac-komentarz/sm87hkr,681c1dfa

https://www.onet.pl/styl-zycia/plejada/adrian-borecki-z-tv-republika-wypomnial-tvp-zakup-garniturow-podal-kwoty/9kc1xpt,0898b825

https://www.facebook.com/OgladamWiadomosci/posts/dzisiaj-w-sejmie-odby%C5%82o-si%C4%99-posiedzenie-sejmowej-komisji-kultury-na-temat-sytuac/1365345384956746/

https://www.wirtualnemedia.pl/sejm-tvp-tomasz-sygut-daniel-gorgosz-awantura-republika-adrian-borecki-pytania,7209099823668192a

https://plejada.pl/newsy/adrian-borecki-z-tv-republika-wypomnial-tvp-zakup-garniturow-podal-kwoty/9kc1xpt

https://www.msn.com/pl-pl/wiadomosci/polska/tvp-pod-ostrza%C5%82em-pyta%C5%84-prawicowc%C3%B3w-powr%C3%B3t-do-patologii-sprzed-2016-r/ar-AA1OcqKj

https://wpolsce24.tv/polska/afera-ws-debaty-w-konskich-kto-ja-finansowal,50595

Nierzetelny i stronniczy przekaz TVP w likwidacji – RAPORT KRRiT z monitoringu kampanii prezydenckiej 2025

Podczas posiedzenia Sejmowej Komisji Kultury, Dziedzictwa Narodowego i Środków Przekazu  9 października dr Agnieszka Glapiak, przewodnicząca KRRiT przedstawiła raport z monitoringu serwisów informacyjnych i audycji publicystycznych czołowych nadawców, dotyczący relacjonowania kampanii prezydenckiej w 2025 roku. Na czas tej prezentacji z nieznanych przyczyn został wyłączony dźwięk transmisji obrad komisji na kanale Sejmu na YouTube, dlatego szerokie rzese osób zainteresowanych tą tematyką na terenie calej Polski nie miały możliwości zapoznania się z Raportem KRRiT.Publikujemy tę prezentację, by można się było z nią zapoznać.  W posiedzeniu Komisji wzięła udział dr Jolanta Hajdasz, prezes SDP. 

 

– Monitoring wykazał, że kampania prezydencka w 2025 roku była relacjonowana w sposób nierzetelny i stronniczy. Telewizja Polska w likwidacji ma poważne deficyty w wypełnianiu misji publicznej. W trakcie kampanii audycja informacyjna „19.30” miała charakter jednostronny i była tubą propagandową jednego kandydata, pozostali stanowili tło kampanii – powiedziała szefowa KRRiT. Podczas posiedzenia przewodnicząca Krajowej Rady odniosła się do kwestii tzw. „restrukturyzacji” mediów publicznych, podkreślając, że ma ona charakter pozorny. W rzeczywistości nie jest to proces naprawczy, lecz mechanizm umożliwiający przejęcie mediów publicznych i podporządkowanie ich nowym strukturom organizacyjnym. Jak zaznaczyła, działania te niosą poważne ryzyko dla pluralizmu i niezależności systemu medialnego w Polsce.

Dr Agnieszka Glapiak przedstawiła następnie szczegółowe wyniki monitoringu prowadzonego przez KRRiT w okresie od 18 marca do 2 czerwca 2025 roku. Analizie poddano 287 serwisów informacyjnych oraz 32 audycje publicystyczne. Raport wykazał, że relacjonowanie kampanii prezydenckiej w większości mediów było nierzetelne, stronnicze i często sprzeczne ze standardami etyki dziennikarskiej.

Przekaz nierzetelny i stronniczy

Według danych KRRiT, w głównych serwisach informacyjnych największych nadawców dominował pozytywny przekaz dotyczący jednego kandydata – Rafała Trzaskowskiego. Potwierdzają to dane procentowe: 92,5% – w programie „Fakty” TVN, 63,6% – w programie „19.30” Telewizji Polskiej w likwidacji i 53,2% – w „Wydarzeniach” Polsatu. Z kolei Telewizja Republika w 84% materiałów promowała Karola Nawrockiego. Pozostali kandydaci byli marginalizowani i nie otrzymywali porównywalnego czasu antenowego. Jak wynika z raportu, w programach informacyjnych TVP i TVN nie odnotowano żadnego pozytywnego materiału dotyczącego Karola Nawrockiego. Wizerunek tego kandydata był konsekwentnie przedstawiany w sposób negatywny, przy użyciu silnie emocjonalnych i oceniających sformułowań. Jednocześnie Rafał Trzaskowski był pokazywany jako kandydat kompetentny, otwarty i wiarygodny – z wyraźną przewagą pozytywnej narracji.

Brak realizacji misji publicznej

Monitoring ujawnił także, że Telewizja Polska w likwidacji nie realizowała funkcji mediów publicznych. Aż 84% analizowanych treści nie spełniało kryteriów obiektywizmu dziennikarskiego, a w 92% przypadków odnotowano subiektywne opinie i komentarze dziennikarzy. Jak podkreśliła przewodnicząca KRRiT, media publiczne nie zapewniały równego dostępu do informacji, nie prezentowały pełnego spektrum kandydatów ani poglądów politycznych. W raporcie zwrócono również uwagę na niewyjaśnione wątki dotyczące m.in. źródeł zagranicznego finansowania kampanii oczerniającej niektórych kandydatów oraz na niejasną rolę Telewizji Polskiej w organizacji debaty prezydenckiej w Końskich. Zaniechanie wyjaśnienia tych kwestii osłabiło przejrzystość i wiarygodność procesu wyborczego.

Polaryzująca retoryka

W materiałach informacyjnych zauważono także retorykę wyraźnie polaryzującą. Rafał Trzaskowski był określany mianem „lidera”, „człowieka dialogu” i „kompetentnego polityka”, podczas gdy Karol Nawrocki przedstawiany był jako „kłamca”, „kontrowersyjny” czy „powiązany z półświatkiem”.

Jak podkreśliła dr Agnieszka Glapiak, taki sposób narracji utrwala podziały społeczne i zniekształca obraz rzeczywistości politycznej.

– Wyniki monitoringu jasno pokazują, że media, zarówno publiczne, jak i komercyjne, w większości nie sprostały swoim obowiązkom wobec odbiorców. Zamiast rzetelnie informować, wzmacniały polaryzację i promowały wybranych kandydatów. KRRiT będzie konsekwentnie przypominać o konieczności przestrzegania zasad pluralizmu, obiektywizmu i odpowiedzialności społecznej w mediach – podsumowała przewodnicząca KRRiT.

Raport „Telewybory – media a kampania wyborcza na urząd Prezydenta RP 2025” dostępny jest pod linkiem :

2025 Telewybory_-_media_a_kampania_wyborcza_na_urząd_Prezydenta_RP_2025

O wolności słowa w Klubie Dyskusyjnym RADIA DEBATA w Poznaniu

Po co nam debaty na tematy społeczne? Po co nam wolność słowa? Jaka jest kondycja mediów w Polsce? Czy wolność słowa jest w naszym kraju zagrożona?
Odpowiedzi na te i inne pytania powinny pojawić się już w czasie pierwszego spotkania Klubu Dyskusyjnego Radia Debata.
Inauguracja cyklu debat, których organizatorką jest redaktor Aleksandra Fedorska, planowana jest na 28 października (wtorek), o godz. 18:00 w Kawiarnii Pod Tekstem, Poznań, Rynek Łazarski 1.
Aleksandra Fedorska jest członkinią Wielkopolskiego Oddziału SDP.

Prezes SDP JOLANTA HAJDASZ zarzuciła władzom mediów publicznych ignorancję i manipulację

Komisja kultury przerwała obrady po słowach prezes SDP Jolanty Hajdasz o ignorancji szefów mediów publicznych i pytaniach TV Republika o rosnące koszty TVP w likwidacji. Po kolejnych kwestiach omawianych przez  Adriana Boreckiego z TV Republika, m.in dotyczących kosztu debaty w TVP organizowanej przez sztab Rafała Trzaskowskiego, wysokich wydatków na garnitury, koszule i wyjazdy służbowe w TVP, komisja zawiesiła obrady na tydzień. Decyzję podjął przewodniczący komisji Piotr Adamowicz z PO.

Sejmowa Komisja Kultury, Dziedzictwa Narodowego i Środków Przekazu w porządku obrad czwartkowego posiedzenia miała wysłuchanie informacji MKiDN i Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji na temat mediów publicznych.Zamiast rozmawiać o sytuacji w bezprawnie przejętych przez rząd mediach publicznych, w tym relacjonowania przez nie kampanii prezydenckiej, dyskusję próbowali zdominować przedstawiciele koalicji. Na posiedzeniu obecni byli m.in. likwidatorzy publicznych mediów.

Żenada i manipulacja w mediach publicznych

Wiceprzewodnicząca komisji z PiS Joanna Lichocka przypomniała o tym, że zaproszono również dziennikarzy mediów konserwatywnych, m.in. TV Republika oraz szefową największej polskiej organizacji skupiającej dziennikarzy. Prezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich Jolanta Hajdasz podkreśliła, że wyjaśnienia likwidatorów TVP, PR i PAP to farsa.

„Po 30 latach pracy dziennikarskiej (…) jestem zażenowana niewiedzą i niskim poziomem prezentowanych przez likwidatorów informacji” – powiedziała Hajdasz.

Poniższy film wideo na YT dzięki uprzejmości tysol.pl – redakcjom Tygodnika Solidaorność i Tysol.pl

Hajdasz oświadczyła również, że manipulacje władz mediów publicznych przekraczają jakiekolwiek wyobrażenia. Przede wszystkim jeśli chodzi o prezentacje udziału poszczególnych sił politycznych w kampanii prezydenckiej 2025 roku.

Udowadniacie, coś, czego nie ma

„Macie nas za idiotów, za kogoś komu można przedstawić kolorowe wykresy i udowadniać coś czego nie ma” – komentował prezes SDP wystąpienia szefów mediów publicznych. Szczególnie podkreśliła fakt, że na przykład TVP w likwidacji, przy rażąco niskiej oglądalności, chwali się serialami, które emitowane są na antenie od ćwierć wieku. Hajdasz mówiła, też o „wykluczaniu SDP i środowisk związanych ze stowarzyszeniem” a także artystów konserwatywnych z życia publicznego poprzez pomijanie ich w TVP, PR i PAP.

Prezes SDP Jolanta Hajdasz
zdj. z iTV Sejm

Prezes SDP zaapelowała tez do członków  sejmowej komisji kultury o to, aby zajęli się nie tylko mediami publicznymi przytaczając przykłady szykanowania mediów konserwatywnych i pracujących tam dziennikarzy. „Analiza działalności tylko mediów w likwidacji nie prowadzi do niczego” – przekonywała Hajdasz.

Drogie garnitury w spółce w likwidacji

Podczas obrad głos zabrał także dziennikarz TV Republika. „[Adrian- red.] Borecki pytał, o to, czy to prawda, iż mimo, że spółka jest w >>nieustającej likwidacji<<, to jej likwidator Daniel Gorgosz przebywa na delegacji służbowej w Japonii, firma wydaje tysiące na garnitury, koszule, marynarki czy oklejanie samochodów” – wymieniał.

„Borecki przypomniał przypomniał też, że spółka nie chce ujawnić zarobków Marka Czyża, który po przejęciu stacji zasłynął wypowiedzią o >>czystej wodzie<<” – napisała w Niezależna.pl. dodając, że Borecki mówił również o garniturach za prawie 60 tys. zł dla TVP, z których najdroższy miał kosztować 4,5 tys. zł.

Nierozliczona debata Trzaskowskiego w TVP i… koniec obrad

Dziennikarz TV Republika Adrian Borecki poruszył też sprawę debaty Rafała Trzaskowskiego” Tutaj sytuacja jest dla was beznadziejna” – zwrócił się do władz TVP. „ Bo jeżeli rzeczywiście całą debatę opłacał komitet wyborczy Rafała Trzaskowskiego, to pani Joanna Dunikowska-Paź powinna już dawno zostać dyscyplinarnie [zwolniona – red.] za złamanie kodeksu etyki TVP,  ponieważ dziennikarz TVP – sam to podpisywałem, kiedy pracowałem w mediach publicznych – nie może brać udziału w wydarzeniach organizowanych przez komitet wyborczy, a tutaj tak było” – mówił Borecki podczas posiedzenia komisji kultury.

„Jeżeli z kolei rzeczywiście TVP opłacało panią Dunikowską-Paź, wydawcę, operatorów, albo i inne rzeczy to jest to nielegalne finansowanie kampanii wyborczej z publicznych pieniędzy. Więc – albo beznadziejnie, albo jeszcze gorzej” – dodał dziennikarz.

Po pytaniach m.in. prezes SDP i dziennikarza TV Republika przewodniczący Piotr Adamowicz z PO zawiesił na tydzień posiedzenie komisji kultury.

Hubert Bekrycht/ tysol. pl/ sdp.pl/ Biznez Alert/ iTv Sejm – transmisje/ X

Prezes SDP JOLANTA HAJDASZ nagrodzona MAŁYM FENIKSEM STOWARZYSZENIA WYDAWCÓW KATOLICKICH

Prezes  Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich Jolanta Hajdasz została laureatką nagrody Małego Feniksa 2025 m.in. za działalność w Centrum Monitoringu Wolności Prasy Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.  Lista laureatów tego wyróżnienia została ogłoszona na Zamku Królewskim w Warszawie podczas konferencji prasowej  otwierającej trwające  tegoroczne jubileuszowe XXX Targi Wydawców Katolickich. Wśród wyróżnionych nagrodą SWK w bieżącym roku  jest także red. Bogdan Rymanowski i ks. Henryk Zieliński, redaktor  naczelny katolickiego tygodnika  Idziemy.  Uroczystość wręczenia nagród odbędzie się 11 października 2025 r. o godz.19.30 w Katedrze Polowej Wojska Polskiego w Warszawie. 

Przyznawana przez Stowarzyszenie Wydawców Katolickich Nagroda Mały FENIKS stanowi wyraz uznania dla osób i instytucji, które mogą poszczycić się największymi dokonaniami na polu promocji książek i wartości chrześcijańskich, katolickich, religijnych w mediach i na innych płaszczyznach. W uzasadnieniu nagrody dla Jolanty Hajdasz podpisanej w imieniu Kapituły przez ks. Romana Szpakowskiego SDB, prezesa SWK napisano iż Jolanta Hajdasz jest  doktorem nauk humanistycznych w zakresie nauki o polityce i menadżerem oraz dziennikarką radiową i telewizyjną, a także autorką książek o tematyce historycznej oraz medioznawczej. Przypomniano również,  iż w swoim dorobku ma  uznane przez media i publiczność filmy dokumentalne m.in. o abp. Antonim Baraniaku, które w symboliczny sposób stoją na straży pamięci o jego posłudze i poświęceniu na rzecz wspólnoty duchowej Kościoła w trudnych czasach PRL i że  od wielu lat jest aktywnie zaangażowana w działalność dziennikarskich organizacji branżowych, m.in. poprzez nadzorowanie pracy Centrum Monitoringu Wolności Prasy Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. 

Targi Wydawców Katolickich  to jedno z najstarszych, organizowanych nieprzerwanie w Polsce wydarzeń targowych, dedykowanych książce. Każda kolejna edycja gromadzi coraz większą liczbę odwiedzających, w ubiegłym roku było ich ponad 40 tys. osób. Targi odbywają się w Arkadach Kubickiego na Zamku Królewskim w Warszawie. Podczas tegorocznego  wydarzenia blisko 100 wystawców zaprezentuje ofertę najciekawszych publikacji religijnych wydanych w ostatnich latach. W programie towarzyszącym znajdzie się kilkadziesiąt godzin różnych wydarzeń, skoncentrowanych wokół wielu gatunków książek, m.in. o tematyce religijnej, edukacyjnej czy historycznej. Na program złoży się blisko 300 aktywności – debat, dyskusji, szkoleń, warsztatów dla dzieci i młodzieży oraz spotkań przy stoiskach z udziałem niemal 200 autorów.

lista nagrodzonych:

Nagroda SWK Mały FENIKS 2025 – wyniki