Zbrodnia bez kary – JOLANTA HAJDASZ o najnowszym filmie Mariusza Pilisa

Ten film nie wyciska łez, choć opowiada historię potwornej zbrodni dokonanej także na maleńkich, niewinnych dzieciach.  Jest poruszający i trzyma w napięciu, choć jego scenariusz tragiczne losy rodziny coraz bardziej znane w naszym kraju, których nie odmieni żaden film, ani badania historyczne. Ale to ta rodzina jest symbolem najbardziej szlachetnych ludzkich odruchów i najbardziej wzniosłych uczuć.

Na ekrany kin właśnie wchodzi film dokumentalny „Historia jednej zbrodni” jednego z najbardziej oryginalnych i wybitnych polskich dokumentalistów Mariusza Pilisa. Film można obejrzeć w około 70 kinach na terenie całego kraju i gorąco zachęcam do tego, by na stronie dystrybutora filmu firmy Rafael Film, która zajmuje się rozpowszechnianiem i wspieraniem produkcji filmów chrześcijańskich poszukać kina w swojej okolicy i wybrać się, by go obejrzeć. Punktem wyjścia dla autora scenariusza jest zbrodnia, której w 1944 roku dokonali Niemcy, mordując z zimną krwią rodzinę Wiktorii i Józefa Ulmów zamordowanych za ratowanie żydowskich rodzin. Niemiecki żandarm wydał rozkaz zamordowania nie tylko ośmiorga ukrywanych w gospodarstwie Ulmów Żydów, nie tylko małżonków Wiktorii i Józefa, ale także ich siedmiorga dzieci, w tym jednego jeszcze nienarodzonego, pani Wiktoria była bowiem w siódmym miesiącu ciąży, pozostałe dzieci były w wieku od półtora roku do ośmiu lat. Rodziców zamordowano na ich oczach.

To fakty coraz bardziej znane w naszym kraju, ale film nie jest prostą kroniką jednego bestialskiego mordu z II wojny światowej, choć to sugerować może nawet jego tytuł: „Historia jednej zbrodni”. Film ten w prosty sposób pokazuje przede wszystkim mechanizm wręcz globalnego fałszowania historii Holokaustu i obnaża bezkarność Niemców odpowiedzialnych za te zbrodnie. Wnioski, do których prowadzi nas swoim filmem reżyser są jednoznaczne – razem z nim odkrywamy, iż sprawcy tej okrutnej zbrodni nie ponieśli za nią kary, a żandarm, który wydał wyrok na rodzinę Ulmów i ukrywanych przez nich Żydów przez lata cieszył się szacunkiem i uznaniem w Niemczech. Pytanie, na które trzeba sobie teraz odpowiedzieć brzmi – jak możemy to zmienić, jak sprawić, by prawda o zbrodniach II wojny światowej nie ulegała zapomnieniu, ani fałszowaniu i manipulacji. A to przecież jak widzimy w tym filmie jest to naprawdę realne i dzieje się na naszych oczach, niejako tuż obok codziennych wydarzeń politycznych czy gospodarczych.

Film powstawał przez 10 lat – to naprawdę podziwu godna konsekwencja i cierpliwość twórcy, który czeka na odpowiedni moment, by opowiadana przez niego historia miała właśnie tę swoją wewnętrzną dramaturgię, bo ona pozwoli widzom niejako mimowolnie odkryć prawdę, której nie znają.  Film ukazuje historie niemieckich żandarmów, którzy dokonali tej zbrodni. Poznajemy na przykład sympatyczną starszą panią, ukochaną córeczkę Niemca, który wydał rozkaz zabicia całej rodziny. Ona mimo sędziwych lat nie ma pojęcia kim był jej ojciec. Nie jest zresztą w tej niewiedzy odosobniona, szokować może to, że morderca Ulmów już rok po wojnie był policjantem w jednym z niemieckich miasteczek, że pozytywnie przeszedł tzw. denazyfikację.  Był szanowany i lubiany. Fałszowanie historii ma miejsce zresztą także w Polsce – w filmie widzimy fragmenty debaty naukowej o holokauście ,w której Jan Grabowski przekonuje słuchających iż jednym ze skutków okrutnej zbrodni w Markowej było zadenuncjowanie przez Polaków wszystkich ukrywających się w tej wiosce Żydów, historyk twierdzi że było ich ponad 40 i wszyscy mieli zginąć, a to  oczywista nieprawda, było dokładnie odwrotnie , tzn. mimo tak okrutnej zbrodni, która miała zastraszyć mieszkańców wsi, Żydzi w Markowej ukrywani byli nadal, wojnę przeżyło dwudziestu jeden. Sceny dokumentalnej, gdy do wioski przyjeżdża ostatni żyjący z tych Ocalałych i spotyka się z rodziną, która go uratowała nie da się zapomnieć. I koniecznie warto sobie przypomnieć poruszające przemówienie prezydenta Andrzeja Dudy, które wygłosił na otwarciu Muzeum w Markowej. Z pewnością przeszło ono do historii.

I jeszcze jedno – przez cały film oglądamy zdjęcia rodziny Ulmów  – Józef  był bowiem pasjonatem fotografii, sam sobie zrobił swój pierwszy aparat fotograficzny, który do dzisiaj można  oglądać w Muzeum Polaków Ratujących Żydów podczas II Wojny Światowej w Markowej. Zachowało się blisko 800 zdjęć jego autorstwa. Dzięki tym zdjęciom możemy poznać codzienne życie tej rodziny, niektóre z nich mają nawet ślady krwi, bo znaleziono je przy zamordowanych. To wszystko jest bardzo ważne – 10 września odbędzie się przecież beatyfikacja rodziny Ulmów czyli Józefa i Wiktorii oraz ich siedmiorga dzieci. Po raz pierwszy w historii beatyfikowane będzie także nienarodzone maleństwo, dziecko, którego poród rozpoczął się wtedy, gdy niemieccy zbrodniarze strzelali do jego mamy. Zachęcam więc każdego do obejrzenia tego dokumentalnego filmu jeszcze teraz na dużym ekranie w kinie.  To lekcja historii i chrześcijańskiej moralności dla każdego z nas.

Mówiąc o rodzinie Ulmów i jej tragedii warto przypominać tych, którzy pioniersko zaczynali pracę nad dokumentowaniem historii Polaków i Żydów w czasie II wojny światowej. Od ponad 20 lat prowadzi je związana z Radiem Maryja Fundacja Lux Veritatis. Z pierwszym apelem o zgłaszanie przypadków pomocy niesionej Żydom przez Polaków wystąpił już w 1998 roku dyrektor Radia ojciec Tadeusz Rydzyk. W kolejnych latach prośby o przekazywanie informacji na ten temat były regularnie ponawiane na antenie Radia Maryja.  W ich efekcie do końca 2017 roku przyjęto ponad 10 000 zgłoszeń drogą telefoniczną, listową i mailową. Zostały w nich opisane historie dotyczące blisko 40 000 osób – zarówno ratujących, jak i ratowanych. Te relacje to wielki skarb, dziedzictwo nas wszystkich, te historie koniecznie trzeba poznać. Przeszłość jest kluczem do zrozumienia teraźniejszości.

„Historia jednej zbrodni”
scenariusz i reżyseria Mariusz Pilis, premiera 9 czerwca 2023,  film dokumentalny

 Lista kin, w których można zobaczyć ten film jest TUTAJ.

 

Hieny Roku 2023 dla Marcina Gutowskiego i Ekke Overbeeka

Zarząd Główny Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich postanowił przyznać tytuły Hien Roku 2023 Marcinowi Gutowskiemu, autorowi reportażu telewizyjnego „Franciszkańska 3” pokazanego w TVN24 oraz Ekke Overbeekowi, autorowi książki „Maxima culpa. Jan Paweł II wiedział” wydanej przez wydawnictwo Agora.

„Hiena Roku” to tytuł przyznawany przez SDP dziennikarzom, którzy wyróżnili się szczególną nierzetelnością i lekceważeniem zasad etyki dziennikarskiej.

Zarząd Główny SDP zdecydował, że Marcin Gutowski i Ekke Overbeek otrzymują ten niechlubny tytuł za niewiarygodne i nierzetelne, niezgodne z etyką dziennikarską i zasadami dziennikarskiego profesjonalizmu oraz warsztatem badań historycznych, publikacje atakujące św. Jana Pawła II.
„Śledztwo dziennikarskie” przeprowadzone przez Marcina Gutowskiego i Ekke Overbeeka to ahistoryczna interpretacja i ahistoryczna ocena materiałów Urzędu Bezpieczeństwa i Służby Bezpieczeństwa znajdujących się dziś w zasobach archiwalnych Instytutu Pamięci Narodowej. Zdarzenia i dokumenty omawiane w w/w publikacjach dobrane są jednostronnie, a dane osób mających być kluczowymi świadkami w tej sprawie są mimo upływu
lat zanonimizowane i przez  to niewiarygodne.

ZG SDP, w uzasadnieniu uchwalały przyznającej Hienę Roku, podkreślił również, że dziennikarze Marcin Gutowski i Ekke Overbeek nie przeprosili do tej pory za fundamentalne błędy w swoich publikacjach i nie odnieśli się do miażdżącej krytyki, jaka pojawiła się w mediach po publikacji zarówno reportażu, jak i książki ich autorstwa.

Uchwała ZG SDP TUTAJ.

Poniżej zamieszczamy prezentację dr Jolanty Hajdasz, dyrektora Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP i wiceprezes SDP, która zawiera szczegółową analizę manipulacji zawartych w reportażu telewizyjnym „Franciszkańska 3” i książce „Maxima culpa. Jan Paweł II wiedział”.

Pobierz TUTAJ.

 

W PAP prezentacja raportu „Wojna informacyjna 2022-2023. Przebieg i wnioski”

1 czerwca br. na  konferencji „Dezinformacja jutra. Przyszłość wojny informacyjnej” w siedzibie Polskiej Agencji Prasowej  został zaprezentowany raport  „Wojna informacyjna 2022-2023: przebieg i wnioski” autorstwa analityków serwisu fact-checkingowego PAP #FakeHunter oraz ekspertów NASK.  W dyskusji panelowej w pierwszej części konferencji wzięli udział : Paweł Jabłoński – wiceminister spraw zagranicznych, Stanisław Żaryn – pełnomocnik rządu ds. bezpieczeństwa przestrzeni informacyjnej RP, Marcin Przydacz – sekretarz stanu – szef biura polityki międzynarodowej Kancelarii Prezydenta RP, Łukasz Kamiński – dyrektor Ossolineum i Wojciech Surmacz – prezes Polskiej Agencji Prasowej . Na zaproszenie organizatorów w  konferencji uczestniczyła dr Jolanta Hajdasz, dyr. CMWP SDP. 

Dezinformacja rozprzestrzenia się czasem jak pożar w zbożu, w bardzo szybkim tempie, licząc też na brak ewentualnej reakcji – powiedział w  panelu dyskusyjnym  „Jak działać? Rola państwa w czasach wojny informacyjnej” Marcin Przydacz. Dodał, że kancelaria Prezydenta, rząd, MSZ czy placówki konsularne reagują na pojawiające się fałszywe informacje jak najszybciej, bo  dezinformacja żywi się przede wszystkim brakiem wiedzy i bazuje na półprawdach . Z kolei Paweł Jabłoński zaznaczył, że dezinformacja, to nie tylko przeinaczenia, fałsz, ale narzędzie wojny hybrydowej stosowanej obecnie nie tylko przez Rosję, ale przez nią, na największą skalę i z największą intensywnością. Jak tłumaczył, to narzędzie dezinformacyjne jest dostosowane do odbiorcy różnych krajów; ten sam przekaz nie jest stosowany w różnych częściach Europy, np. na Bałkanach, w Afryce czy Azji. Bałkany, Bliski Wschód – w każdym z tych regionów staramy się reagować tak, by ten komunikat antydezinformacyjny był skuteczny – podkreślił. Paweł Jabłoński zaznaczył, że w Afryce poprzez sieć ambasad, poprzez naszych sojuszników, poprzez ludzi, którzy mają związki z Polską, rząd stara się z tymi informacjami docierać do miejscowych mediów,  mediów społecznościowych. Zauważył jednak, że Rosja ma tam znacznie większe możliwości i powiązania. – I ten problem realnie istnieje – dodał. – Musimy być we wszystkich miejscach na świecie, nawet w państwach, które są od nas odległe, ponieważ ta wojna informacyjna toczy się dziś globalnie. Jeśli my tam nie będziemy, będą tam inni. I nie będą to ludzie, którzy nam sprzyjają – stwierdził wiceminister.

Temat dezinformacji jest bieżący i wciąż aktualny. W zasadzie codziennie mamy do czynienia z nowymi środkami aktywnie wprowadzającymi nie tylko w Polsce, ale i na całym świecie rosyjską dezinformację – powiedział prezes PAP Wojciech Surmacz. Przypomniał także, że „niedawno minęło sto lat od momentu, kiedy rosyjska dezinformacja zaczęła działać instytucjonalnie, jako specjalnie powołany do tego urząd”. „To wydarzyło się w styczniu 1923 roku na polecanie Feliksa Dzierżyńskiego” – powiedział. Od stu lat, bez przerwy, jest niezwykle profesjonalnie i skutecznie prowadzona. My, Polacy, to rozumiemy, ale świat tego kompletnie nie rozumie – podkreślił. Z kolei dyrektor Zakładu Narodowego im. Ossolińskich dr Łukasz Kamiński podkreślił, że dezinformacja nie jest tym samym co fake news. „Najlepsza dezinformacja opiera się na informacjach prawdziwych” – przypomniał. Zaznaczył także, że bardzo łatwo jest manipulować historią. Historia mierzy się z różnicą poglądów, sprzecznością interpretacji i chociażby granica między tym, co jest debatą a świadomą dezinformacją jest nieczytelna, także z punktu widzenia odbiorców – dodał. Zwrócił także uwagę, że historia jest bardzo niebezpiecznym narzędziem, ponieważ o pamięć i przeszłość jest oparta ludzka tożsamość każdej wspólnoty. Uderzanie w pamięć historyczną jest elementem bardzo skutecznym i potencjalnej destabilizacji – powiedział Kamiński.

Zaprezentowany Raport mówi  o sprawach, które przez lata były bagatelizowane, podobnie jak bagatelizowano rosyjskie zagrożenie po upadku ZSRR – czytamy we wstępie do Raportu. O sowieckiej i rosyjskiej dezinformacji sporo pisano przede wszystkim w kontekście historycznym, ale świadomość jej rangi nie docierała do sporej części społeczeństw i do wielu politycznych decydentów na Zachodzie. Rosja, ze swoją agresywną retoryką, arsenałem manipulacji i potencjałem jądrowym, była zagrożeniem tak permanentnym, że się z nim oswojono. Kolejne wojny i zbrodnicze akty, akcje zaczepne, które Władimir Putin podejmował w stosunku do kolejnych państw, odbywały się z daleka od zachodnich ośrodków decyzyjnych. W efekcie stosowano metodę strusia chowającego głowę w piasek i udającego, że zagrożenia nie ma. Ewentualne reakcje były rachityczne, słabe i wręcz zachęcały Rosję do kolejnych „operacji specjalnych”. W kontekście niniejszego raportu warto wymienić jedną z nich, chyba najmniej pamiętaną. Oprócz militarnego zaangażowania czy agresji Rosji na terytoria i państwa, takie jak Czeczenia, Gruzja, Syria, Ukraina, Rosja w 2007 roku przeprowadziła atak cybernetyczny na Estonię, paraliżując całkowicie na kilka dni działanie państwa z transportem i służbą zdrowia włącznie – piszą autorzy Raportu. Nadzór merytoryczny nad nim sprawował red. Wiktor Świetlik, a za jego redakcję odpowiadała  red. Olga Doleśniak – Harczuk.

Raport jest dostępny na stronach  serwisu Fake Hunter TUTAJ.

info na podst. PAP, PR24, inf. wł, oprac. jh

Recepta STEFANA TRUSZCZYŃSKIEGO na idealne wybory: Donald przebija!

Jak będzie? Zwyczajnie. Jeśli jutro Pan Kaczyński rzuci, – że również TIR-y pojadą za darmo to na pewno Pan Tusk przebije: „tirówki przy autostradach będą na etatach PO a my udostępnimy je za darmo”. W każdym razie będzie to pomysł na miarę „dziadka z Wehrmachtu”. Super! Gdańsk zawsze dostarczał Warszawie wybitnych myślicieli.

Co by tu jeszcze zaproponować? Powinno to być coś miłego. Na przykład darmowa nauka języka niemieckiego, już od przedszkola albo darmowe piwo Co jeszcze? Może skórzane bawarskie krótkie spodnie za darmo itp.

PiS oczywiście nie kocha PO. I słusznie, ale musi uważać, bo eskalacja obelg tuskowych zresztą wobec wszystkich Polaków postępuje. Co więc robić? Bo robić trzeba. Niekoniecznie należy rozmawiać tylko ze zwolennikami. Na konwenty wyborcze powinno się przyciągać tzw. niezdecydowanych. Takie spotkania powinni prowadzić ludzie uznani powszechnie za wyróżniających się w społeczeństwie, ludzie ciekawi, naprawdę mądrzy i tacy, którzy u słuchaczy wywołują zainteresowanie. Ludzie kontaktowi, empatyczni, otwarci. No, po prostu mądrzy. Nie muszą to być aparatczycy partyjni jednoznacznie odbierani przez społeczeństwo. Mogą to być też dziennikarze, pisarze, ale nie lizusy. Mógłbym podać wiele nazwisk. Niestety tak to już jest, że nazwiska sugerowane z miejsca są eliminowane przez zazdrośników.

W wyborach 4 czerwca ’89 postawiono m. in. na popularnych aktorów, bo tacy byli i ludzie ich naprawdę lubili. Wówczas. A dzisiaj? Warto pomyśleć o profesurze a nawet palestrze tyle że w tym wypadku wybór powinien być mocno przemyślany. Nie mogą to być ludzie, którzy już się sprzedali jednej ze stron.

Jeszcze trochę pomysłów. Powiesiłbym na Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie wielki – kilkadziesiąt na kilkadziesiąt metrów – billboard przedstawiający schadzkę Tuska z Putinem na deskach Bogu winnego mola sopockiego. Niech sobie tam wisi do wyborów. Pieniądze za wynajęcie powierzchni na ścianach można przeznaczyć na remont „pałacu”, który jak go powąchać od wewnątrz okrutnie śmierdzi nikotyną. Palono tu zawzięcie papierosy na niesłychanie przecież ważnych naradach. Bielecki i Fedorowicz chcieli ten „wedding cake” – jak nazywali go turyści angielscy – przeznaczyć na muzeum komunizmu. To był głupi pomysł. Ale zburzyć te grube mury i pancerne podziemia jest pomysłem trudno wykonalnym bo to po prostu ogromne koszty.  Niech więc sobie stoi. Wkrótce będzie prawie niewidoczny bo obudowany wieżowcami. No i tam właśnie na wielkim billboardzie Tusk z Putinem bardzo pasują.

Można by jeszcze wydrukować – ale bardzo skrótowy – program wyborczy PiS. PO jak dotąd nie potrafi wyartykułować własnego. Niech sobie ściągnie… Jestem za, a nawet przeciw – by zacytować klasyka z Gdańska. W czasie kampanii nieosiągalnym ideałem byłoby być uczciwym. Po prostu, chociaż – jak uparcie mawia pewna moja koleżanka – ale to jest trudne. Polityka, sondaże wyborcze, doradcy. Kampania wyborcza to nie jest łatwa sprawa. W dodatku ludzie mają swoje „preferencje”, są uparci. Wiedzą swoje i zapominają okłamywanie bardzo szybko. 500 plus na 800 plus to dobry pomysł. Należy się.

Spóźniony refleks Platformy wcale mnie nie martwi. Tusk nie jest stary, szybko biega, dla nienawidzących Kaczyńskiego i Ziobry zawsze będzie lepszy. Nienawidzący mówią, że Smoleńsk to katastrofa choć to zbrodnia zbrodniarza, który codziennie zbrodni dokonuje. To hańba Rosji i Rosjan.

A w Rosji zaczynają się buntować. W końcu. Lata ogłupiania zrobiły swoje. Pokazywałbym obszerne fragmenty ruskiej propagandy w telewizji polskiej. Bez cenzury. Zamiast komentować trzeba pokazać, co oni tam u siebie pokazują.

Z międzynarodowych organizacji dziennikarskich należy wyrzucić rosyjskich dziennikarzy – jednych za zbrodnie propagandowe a innych za tchórzostwo. To nie są już po prostu dziennikarze. Jeśli międzynarodowi decydenci dziennikarscy nie chcą tego zrobić – SDP powinno opuścić te gremia – IFJ i EFJ*.

Oczywiście Donald Tusk nikogo nie przebije. Niech gada do swoich długo i namiętnie. Jeszcze cztery miesiące. Zmęczy się. Oni też.

 

Stefan Truszczyński

      ***

 

*Stefanie, 

przypominam, że Zarząd Główny SDP już 25 lutego 2022 roku zarządał od EJF i IFJ bezwarunkowego wyrzucenia rosyjskich związków i stowarzyszeń dziennikarskich (wystarczy wejść na stronę portalu). Wówczas EFJ odpowiedziała, że – w wielkim skrócie – są przecież dobrzy Rosjanie i nie należy stosować odpowiedzialności zbiorowej. Powtarzaliśmy kilka razy żądanie, ale że trzeba było pomagać Ukraińcom, nie skupialiśmy się na biurokratycznej maszynie EFJ przypominającej do złodzenia UE. Dopiero po roku zawieszono rosyjskie stowarzyszenie – jedno – i to tylko w IFJ, bo skandynawskie organizacje wyszły ze struktur światowych zostając na w EFJ. Trwa teraz dyskusja, bo IFJ boi się, że przepadną składki z północy Europy. My, w SDP, jeśli mamy coś zrobić, czyli ewentualnie wystąpić,  to zgodnie ze statutem dopiero w 2025 roku. Jest jeszcze jeden argument, dotychczasowych sporych pieniędzy ze składek nikt nam nie odda. A będąc w strukturach, co prawda w skostniałych, to wraz z krajami Europy Środkowej i Ukrainy oraz z państwami bałtyckimi mamy spory wpływ na to, co będzie się dziać za dwa lata i w IFJ i EFJ.

 

Hubert Bekrycht

sekretarz generalny SDP

 

Czerwcowe spotkanie Klubu Publicystyki Kulturalnej SDP. Pokaz filmu Ewy Urbańskiej-Lewandowskiej

Czerwcowe spotkanie Klubu Publicystyki Kulturalnej SDP odbędzie się jak zwykle w pierwszą środę miesiąca, czyli 7 czerwca 2023 r., o godz. 17.00, i jak zawsze w Domu Dziennikarza, przy ulicy Foksal 3/5 w Warszawie. Tym razem będzie miało charakter filmowy.  Zaproszenie przyjęła bowiem dr Ewa Urbańska-Lewandowska – dziennikarka TVP, autorka kilkudziesięciu filmów dokumentalnych i reportaży. Na spotkaniu zostanie zaprezentowany jeden z ostatnich jej filmów „Polsko, szedłem do Ciebie 200 lat”.

Serdecznie zapraszam!

 dr Teresa Kaczorowska,

przewodnicząca Klubu Publicystyki Kulturalnej SDP

 


Ewa Urbańska-Lewandowska – absolwentka Wydziału Fizyki oraz Wydziału Dziennikarstwa na Uniwersytecie Warszawskim. Studiowała też na Wydziale Reżyserii Filmowej i TV w Szkole Filmowej w Łodzi. Doktorat obroniła na Wydziale Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego, na podstawie dysertacji „Zagadnienie przewag konkurencyjnych Nadawcy Publicznego (2018). Życie zawodowe związała z Telewizją Polską. W latach 90. kierowała Redakcją Popularnonaukową w TVP 1. Autorka kilkunastu autorskich cykli telewizyjnych o tematyce popularnonaukowej, kulturalnej i historycznej. Tworzyła również oryginalne projekty dla dzieci: „Przybysze z Matplanety”, „Nie tylko dinozaury” i inne. Zrealizowała także kilkadziesiąt filmów dokumentalnych i reportaży społecznych. Laureatka licznych nagród i wyróżnień, ostatnio zdobyła Pierwszą Nagrodę na XVII Festiwalu Losy Polaków za film „Polsko, szedłem do Ciebie 200 lat”. Odznaczona m.in. Srebrnym Krzyżem Zasługi.


Film „Polsko, szedłem do Ciebie 200 lat” – jest to historia dotycząca jednego wyjątkowego bohatera, będąca jednak syntezą losów wszystkich polskich zesłańców syberyjskich. Jego bohater, Stefan Centomirski, to „Sybirak”, wybitny malarz, twórca oryginalnych form plastycznych, przeżył jako dziecko kilkunastoletnią katorgę. Zbudował pomnik z obrazów – Polakom zesłańcom. Jego rodzina po drugim rozbiorze pozostała poza granicami Polski. On sam, jako pierwszy z rodziny, dotarł do wymarzonej Ojczyzny po dwustu latach. Ten film jest pomnikiem dla Niego i Sybiraków.

 

Dziennikarstwo i sztuczna inteligencja. CMWP SDP na XVII konferencji „Etyka mediów” w Krakowie

Czy sztuczna inteligencja jest zagrożeniem dla dziennikarstwa, jaka jest jej definicja , czy  „utwory” AI mogą być objęte prawami autorskimi i jak na nasze  dziennikarstwo wpływa pojawienie się chatu GPT w języku polskim  – to pytanie , na jakie szukali odpowiedzi uczestnicy sesji pod patronatem Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP podczas pierwszego dnia ogólnopolskiej konferencji „Etyka mediów ” na  Uniwersytecie Papieskim Jana Pawła II w Krakowie.  Sesji przewodniczyła dr Jolanta Hajdasz, dyrektor CMWP SDP.  Sesja zgromadziła ekspertów, którzy omawiali aspekty etyczne, kwestie praw autorskich, jakość informacji oraz wpływ sztucznej inteligencji na dziennikarstwo, ze szczególnym uwzględnieniem polskiego krajobrazu medialnego.

Przyjęcie szacunku dla godności osoby jako podstawowej zasady etycznej oraz poszanowanie godności każdego człowieka jako podstawowej zasady życia społecznego stanowią podstawowy i czytelny wyznacznik jakości dziennikarstwa oraz jakości życia społecznego. Respektowanie i realizowanie tych zasad jest nie tylko postulatem odpowiedzialnej pragmatyki życia społecznego, ale celem rzetelnej wiedzy służącej dobru człowieka i społeczności. We współczesnej przestrzeni medialnej obserwujemy z niepokojem wiele negatywnych zjawisk naruszenia godności człowieka poprzez kłamstwa, naruszanie dóbr osobistych, bezpodstawne oskarżanie, poprzez słowa i język niegodne człowieka, manipulację i nieuczciwość ocen i komentarzy – to przesłanie konferencji, których pomysłodawcą i głównym organizatorem jest ks. prof. dr hab. Michał Drożdż z UP JPII, a który w tym roku już po raz XVII przewodniczył tej konferencji.  Konferencja jest objęta patronatem honorowym Rektora Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II w Krakowie,  ks. dr hab. Roberta Tyrały, a patronat naukowy nad nią sprawuje Polskie Towarzystwo Komunikacji Społecznej.

W sesji pod patronatem CMWP SDP z referatami  wystąpili m.in. : prof. dr hab. Jerzy Gołuchowski, dr hab. Anna Musialik-Chmiel z Uniwersytetu Ekonomicznego w Katowicach, dr hab. Anna Prusak  z Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie, dr hab. Paweł Kuca z Uniwersytetu Rzeszowskiego,  ks. dr Dariusz Raś  i dr Olimpia Górska z Uniwersytetu Papieskiego  Jana Pawła II w Krakowie oraz  dr Jacek Żurawski  z Telewizji Polskiej S.A. i Społecznej  Akademii Nauk w Warszawie.

Relacja na stronie głównej konferencji TUTAJ

oraz w mediach społecznościowych m.in na FB TUTAJ.

CMWP SDP na XVII konferencji „Etyka mediów” w Krakowie

„Dziennikarstwo wobec wyzwań AI” to tytuł sesji  pod patronatem CMWP SDP, jaka odbędzie się  w czasie tegorocznej XVII Konferencji Naukowej Etyki Mediów organizowanej przez Instytut Dziennikarstwa, Mediów i Komunikacji Społecznej  Wydziału Nauk Społecznych Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II w Krakowie.  Sesja odbędzie się w pierwszym dniu konferencji  czyli 17 maja br. Sesję poprowadzi dr Jolanta Hajdasz i dyr. CMWP SDP, wiceprezes SDP. 

Sztuczna inteligencja: upodmiotowienie maszyn – uprzedmiotowienie człowieka  to tytuł tegorocznej, już XVII edycji ogólnopolskiej konferencji naukowej „Etyka mediów” .  Co roku biorą w nim udział naukowcy zajmujący się szeroko rozumianą tematyką dotyczącą mediów praktyki i teorii komunikowania masowego.  Konferencja odbędzie się w Krakowie w dniach 17-18 maja 2023 roku. Jak piszą organizatorzy,  w tym roku w jej trakcie medioznawcy będą analizować z różnych perspektyw medioznawczych, między innymi, następujące problemy:  człowiek i maszyna – korelacja, sprzężenie zwrotne; badania funkcjonowania sztucznej inteligencji w przestrzeni komunikowania społecznego, czy platformy i firmy technologiczne w rozwoju i użytkowaniu mediów społecznościowych, kreatywność w sieci – narzędzia i aplikacje, oraz  e-dziennikarstwo – człowiek i booty, naturalne i sztuczne generowanie i dyfuzja treści, a także dziennikarstwo danych i archiwizacja współczesnych treści medialnych. Problematyka ta zawiera także aspekt etyczny, ponieważ funkcjonowanie maszyn i aplikacji informatycznych symuluje inteligencję naturalną człowieka, a działania człowieka stają się coraz częściej zdeterminowane przez sztuczną inteligencję algorytmów. W tym kontekście ujawnia się etyczny dylemat upodmiotowienia maszyn i uprzedmiotowienia człowieka.

Sztuczna inteligencja jest popularnym i częstym tematem zarówno dyskursu publicznego i przekazów medialnych, jak również dyskursu naukowego i badań medioznawczych. Pojęcie to sformułowane już prawie 70 lat temu przez Johna McCarthy’go, uległo z czasem semantycznej modyfikacji i bywa używane współcześnie nie tylko w poważnym i precyzyjnym naukowo ujęciu technicznego symulowania wybranych funkcji ludzkiego umysłu i zmysłów według reguł numerycznej algorytmizacji, ale także w kontekstach popularnych dyskusji i przekazów, w których obejmuje ono całość ukrytego i niekontrolowanego przez człowieka funkcjonowania maszyn i aplikacji. Dynamiczny rozwój technologiczny sprzyja procesom mediatyzacji komunikowania społecznego. Również komunikowanie medialne korzysta z tej dynamiki postępu technologicznego, wykorzystując funkcjonalność maszyn i aplikacji w procesach tworzenia i dyfuzji treści medialnych. Procesy te są możliwe dzięki coraz doskonalszym technicznie algorytmom i ich wykorzystaniu w aplikacjach informacyjnych, komunikacyjnych, mechanizmach gromadzenia i przetwarzania danych oraz ich udostępniania w otwartych i zamkniętych zasobach wiedzy i informacji. Rozwojowi technologii towarzyszy teoretyczna refleksja nad ich wpływem na człowieka i społeczność. Refleksja ta ma charakter interdyscyplinarny i dotyczy w dużej mierze wymiaru etycznego. Celem naszej Konferencji jest odkrywanie i badanie działań człowieka w medialnym świecie funkcjonowania algorytmów i sztucznej inteligencji oraz badanie obecności i funkcjonalności „inteligentnych” aplikacji informacyjno-komunikacyjnych w przestrzeni komunikowania społecznego. Jednym z ważnych problemów związanych ze sztuczną inteligencją jest korelacja i sprzężenie zwrotne działań człowieka z funkcjonowaniem maszyn.

Szczegółowy program konferencji jest TUTAJ.

Oświadczenie CMWP SDP w sprawie finansowania polskich mediów przez podmioty zagraniczne

Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP z najwyższym niepokojem przyjmuje informacje o finansowaniu wybranych mediów w Polsce przez podmioty zagraniczne pod pretekstem wspierania „niezależności dziennikarskiej w Europie Wschodniej”. Szczególnie kontrowersyjnym przykładem działań tego typu są informacje o emisji obligacji na rzecz „wolności prasy w Europie Wschodniej” przez bank  społeczno–ekologiczny GLS z Niemiec.

3 maja br. portal dw.com, należący do niemieckiego nadawcy publicznego Deutsche Welle poinformował, iż największy, niemiecki bank społeczno–ekologiczny GLS z siedzibą w Bochun zdecydował się na wyemitowanie obligacji, których celem jest finansowanie mediów w Europie Środkowo – Wschodniej. Tym razem wartość tych obligacji wynosi 5 milionów euro, a Niemcy interesują się szczególnie dwoma krajami – Polską i Słowacją, publikacja zawiera bowiem informację, iż na emisji tych obligacji „skorzystają media w Polsce i na Słowacji”.

Wg niemieckiego, publicznego portalu „w niektórych krajach Europy Środkowej i Wschodniej media znajdują się pod presją prawicowo-konserwatywnych rządów”, a na przykład „na Węgrzech i w Polsce firmy powiązane z rządem przejęły udziały w wydawnictwach medialnych, aby wpływać na kształtowanie opinii zgodnie z partiami rządzącymi”. Obligacje na rzecz wolności prasy w Europie Wschodniej – jak pisze portal – mają więc zapewnić „pomoc dla zagrożonych mediów w tych krajach”. Poinformowano także, iż za emisją obligacji stoi holenderska firma Pluralis B.V., która pochodzi z niekomercyjnego Funduszu Inwestycyjnego Rozwoju Mediów (MDIF). Pomysł jest prosty – czytamy na portalu Deutsche Welle, inwestorzy mogą – dzięki zainwestowaniu swoich pieniędzy – przejąć „społeczną odpowiedzialność”, zapewniając „bezpieczeństwo finansowe niezależnym mediom w Europie Środkowej i Wschodniej” i umożliwiając tym samym dalsze „niezależne informowanie”( cudzysłowy – red. CMWP SDP). Jak poinformowano Pluralis określa docelową wielkość inwestycji w spółki medialne w Europie Środkowej i Wschodniej na 100 mln euro. Dziś mamy już razem 50 mln euro, również z pomocą obligacji GLS, które zostały wyemitowane pod koniec marca – informuje Max von Abendroth, senior advisor w firmie Pluralis. Europejski Fundusz Inwestycyjny Pluralis potwierdził, iż  zainwestował do tej pory 32 mln euro na Słowacji i w Polsce. Na Słowacji w Dom Medialny Petit Press, a w Polsce w Dom Medialny Gremi (właściciela dziennika Rzeczpospolita – przyp. CMWP SDP).  I szczególnie w Polsce będziemy jeszcze bardziej aktywni – dodał  Max von Abendroth.

W ocenie CMWP SDP finansowanie mediów przez nietransparentny podmiot zagraniczny jest zawsze wyjątkowo niepokojące, ponieważ ten, kto finansuje media kieruje się zawsze swoimi interesami, a jego cele nie są jasne i czytelne dla odbiorców tych mediów. W tym wypadku chodzi o wpływanie na opinie publikowane w mediach dystrybuowanych na terenie Polski pod pretekstem wspierania „niezależnych” mediów.

W przypadku emisji obligacji przez niemiecki bank za pośrednictwem firmy holenderskiej należy dostrzec, iż kraje te tworzą wygodny dla siebie kanał dystrybucji do Polaków treści zgodnych z własnym interesem narodowym.  Jest to szczególnie niepokojące i niebezpieczne w roku wyborów do parlamentu, w których ogromną rolę odgrywają media, a które odbędą się w br. w naszym kraju.  Ponadto miliony euro kierowane z zagranicy tylko do niektórych polskich mediów nie będą służyć wolności prasy, bo poza treściami które te media będą głosić zgodnie z poglądami swoich właścicieli, będą także psuć nasz rynek medialny. Wydawnictwa nie mające dostępu do takich łatwych i wielkich pieniędzy będą bowiem przez to słabsze finansowo i przez to będą sobie gorzej radzić np. w konkurencji na rynku reklamy, czy w Internecie. Podobnie było np. w latach 90-tych i wczesnych dwutysięcznych, gdy pozbawione jakiegokolwiek wsparcia polskie podmioty medialne nie były w stanie konkurować z wydawcami zagranicznymi, które bez żadnych ograniczeń i z wielokrotnie większymi funduszami działały w naszym kraju i przejmowały kolejne tytuły prasowe.

dr Jolanta Hajdasz

dyrektor Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP

Warszawa, 9 maja 2023

informacja z 3.05.23 TUTAJ.

 

O różnych stronach członkostwa Polski w UE pisze CEZARY KRYSZTOPA: Euroekstaza

W rocznicę przystąpienia Polski do Unii Europejskiej przeprowadziłem na Twitterze sondę, która wywołała furię, choć przecież zawierała wyłącznie pytania. Otóż zapytałem Twitterowiczów, czy po 19 latach członkostwa UE jest dla nich „spełnieniem marzeń” czy „gorzkim rozczarowaniem”?

Co to się nie działo, wysyłano mnie do Moskwy, wyzywano od debili, głupków i tak dalej. Samo zadanie pytania, z jedną tylko opcją UE niemiłą, spowodowało reakcję jakbym uraził czyjeś uczucia religijne.

Opcja

Nie będę udawał, że sonda nie miała aspektu prowokacyjnego, miała. Dość mam z jednej strony wysyłania mnie do Moskwy, bo ośmieliłem się zadać pytanie na temat dziewictwa „przenajświętszej panienki Brukseli”, a z drugiej uciszania mnie, „bo Polacy w 92% popierają przynależność do UE”. Przynależność organizacji międzynarodowej, jaką jest Unia Europejska nie jest aksjomatem ani doktryną wiary, tylko opcją, która trzeba rozważać wciąż na nowo, licząc w czasie rzeczywistym, na ile nam się opłaca. I biorąc pod uwagę to, że w ostatnich latach robi ona wiele, żeby nam się nie opłacało.

Co jednak w tym wszystkim najciekawsze, to wyniki mojej sondy. To oczywiście nie jest żaden sondaż, wyłącznie przeprowadzona w mojej „bańce” twitterowa sonda, w której wzięło udział prawie 2000 osób. I w tej mojej sondzie, 89,6% głosujących uznało, że UE jest dla nich gorzkim rozczarowaniem, a tylko 10,4%, że spełnieniem marzeń. Ze wszystkimi wadami twitterowej sondy, to jednak zaskakujący wynik, w porównaniu z wynikami oficjalnych sondaży, według których „Polacy w 92% popierają przynależność do UE”. Nieprawdaż?

Eurorealizm

Słyszeliśmy w ostatnich latach często, że musimy się na wszystko zgadzać, bo „Polacy w 92% popierają przynależność do UE”. Jeśli to prawda i w dodatku blokuje podejmowanie realnych działań przez rządzących, to może coś trzeba z tym zrobić? Jeśli rzeczywiście 92% Polaków wykazuje się bezmyślnym euroentuzjazmem, pomimo obłędu jaki ogarnął Brukselę i pomimo wojny jaką wypowiedziała Warszawie, powinno się go urealnić, tak żeby pozwolił w znacznie większym stopniu ważyć za i przeciw, występować na arenie europejskiej asertywnie, tak jak kiedyś robiła to Hiszpania zanim wywalczyła sobie właściwą pozycję?

Tak jak to zrobili profesorowie Krysiak i Grosse, którzy wyliczyli na ile opłacało nam się przystąpienie do UE i wyszło im, że razem z przepływami finansowymi jesteśmy za lata 2004-2020 – 535 mld złotych do tyłu. Tak jak Bronisław Wildstein, który nie boi się na antenie TV stawiać pytań o przynależność do UE.

Może czas zacząć to robić zamiast jednego dnia płakać w poduszkę, że „UE zła”, a drugiego klepać formułki o tym jak „nam dobrze w europejskiej rodzinie”?

 

TADEUSZ PŁUŻAŃSKI: „Kat Trójmiasta” na Powązkach

3 maja 1933 r. w Warszawie urodził się Stanisław Kociołek, „kat Trójmiasta”. Po śmierci w 2015 r. został pochowany na Powązkach Wojskowych w Warszawie, w kolumbarium tuż przy Alei Zasłużonych. Taka osoba nigdy nie powinna spocząć na tym szczególnym polskim cmentarzu – nekropolii chwały polskiego oręża.

Przypomnijmy, kim jest Stanisław Kociołek i dlaczego stołeczne Powązki Wojskowe nie są dla niego odpowiednim miejscem. To osoba odpowiedzialna za masakrę robotników na Wybrzeżu w 1970 r., wysoki funkcjonariusz komunistyczny, który zatwierdził strzelanie do ludzi. Dla historyków to nie ulega wątpliwości. Niestety, dla wymiaru sprawiedliwości pozostał niewinny, ale to już kwestia kondycji wymiaru sprawiedliwości – prokuratorów i sędziów.
Nawet w kulturze masowej Kociołek traktowany jest jednoznacznie. Tekst piosenki „Ballada o Janku Wiśniewskim” (18-etnim Zbyszku Godlewskim zastrzelonym 17 grudnia 1970 r. w Gdyni) autorstwa Krzysztofa Dowgiałło mówi o nim jako o „krwawym Kociołku”, „kacie Trójmiasta”. W gruncie rzeczy, gdyby rodzina czy jego czerwoni towarzysze mieli taki pomysł, to mogliby sądownie zakazać wykonywania tej piosenki uznając, że ten człowiek jest niewinny i jej śpiewanie jest skandalem. Doprowadzam sprawę do absurdu, ale w świetle prawa byłoby to zapewne możliwe, ponieważ prawomocnie Kociołek nie został skazany. Przeciwnie, prawomocnie został uznany za niewinnego, co też było hańbą wymiaru sprawiedliwości III RP.

Kociołek piastował wysokie funkcje partyjne. Był I sekretarzem warszawskiego PZPR-u, I sekretarzem Komitetu Wojewódzkiego PZPR w Gdańsku. W końcu wicepremierem, później ambasadorem w różnych krajach – mniej lub bardziej egzotycznych. Najważniejszą chyba funkcję ambasadorską pełnił w Związku Sowieckim

Dlaczego Kociołek zatwierdził strzelanie do robotników w grudniu 1970 r.? Chyba najkrócej określić to można tak: reprezentował w PZPR „frakcję betonową”, która dążyła do krwawej rozprawy z „Solidarnością”.

Byliśmy, jako Fundacja „Łączka”, na pogrzebie Kociołka 7 października 2015 r. Przeszliśmy od domu pogrzebowego do kolumbarium w cichym marszu, trzymając zdjęcia ofiar grudnia 1970 r. Aż do rozpoczęcia pogrzebu mieliśmy jednak nadzieję, że „kat Trójmiasta” nie spocznie na Powązkach Wojskowych, tylko na cmentarzu komunalnym. Że nasze i innych apele przyniosą rezultat. Jednak zaledwie miesiąc wcześniej na tym samym cmentarzu protestowaliśmy przeciwko pochówkowi Jana Ptasińskiego – wiceministra bezpieczeństwa publicznego jeszcze w czasach stalinowskich. W obu przypadkach – wobec bezradności decydentów – pokazaliśmy, że pamiętamy o zbrodniach komunizmu i konkretnych osobach za to odpowiedzialnych. Co nam pozostało, skoro Kociołek, Ptasiński i wielu innych komunistycznych oprawców do dziś spoczywa na Powązkach