Międzynarodowe Lotnisko we Frankfurcie nad Menem. Oferta sklepu z pamiątkami z Niemiec; 16.06.2022 r.

O zna(cz)ku czasu pisze HUBERT BEKRYCHT: Niemcy to Rosja, tylko trochę inna

Na jednym z największych lotnisk Europy – we Frankfurcie nad Menem, w czwartym miesiącu rosyjskiej, terrorystycznej napaści na Ukrainę, natknąłem się w tamtejszym sklepiku na „pamiątkę z Niemiec” – znaczek ze złączonymi ze sobą przyjaźnie flagami tychże właśnie Niemiec i Rosji… 16 czerwca zamieściłem zdjęcia z uroczego lotniskowego sklepiku na swoim profilu na FB myśląc, że może kogoś nad Renem zawstydzę, ale – jak przekazują podróżnnicy – tego typu znaczki nadal można kupić w wielu niemieckich miastach. Czekam na zdjęcia innych „pamiątek”, także tych nawiązujących do histrorii sprzed kilkudziesięciu lat. Oczywiście tylko tych dostępnych w legalnej sprzedaży. Mam oczywiście nadzieję, że takich nie ma.  Te znaczki z Frankfurtu to jednak fakt. Nie tylko handlowy.

Gdyby to było dawno temu, napisałbym, że ktoś w Niemczech zwariował. Gdyby nie brutalna, moskiewska agresja na Ukrainę, uznałbym, że we Frankfurcie nad Menem zapomniano już, jakie to po kapitulacji Berlina w 1945 roku, były odruchy szczególnej rosyjsko-niemieckiej przyjaźni.  Oczywiście wtedy byli Sowieci, a dziś są Rosjanie, ale to przecież Rosjanie uważają się za spadkobierców Armii Czerwonej. A tę akurat formację, od niemieckich, pustoszących Europę hord ze swastyką i trupią czaszką, odróżniała jedynie czerwona gwiazda na mundurach.

Jeszcze trzy dekady temu naiwnie myślałem, że Niemcy sławiący swoją przeszłość z II wojny światowej i Rosjanie wychwalający sowiecką historię krwawych komunistycznych podbojów to już przeszłość zamknięta w krypcie przez demokrację.

Demokracja, przynajmniej w rozumieniu doktryny politycznej, jest w m.in. Berlinie, Monachium, Hamburgu, Lipsku i Frankfurcie nad Menem. W Moskwie nigdy nikt się demokracją nie przejmował, chociaż wielu przywódców zachodnich państw potwierdzało jeszcze nie tak dawno, że Rosja jest państwem „demokratycznym”. Może teraz, kiedy żołdacy Putina mordują bezbronną ukraińską ludność cywilną, to się zmienia, ale chyba zbyt wolno. A chyba bardzo wolno to idzie w Niemczech, gdzie wciąż – w ramach wolnego rynku – można kupić „pamiątki” miejscowej przyjaźni ze zbrodniczą Rosją pustoszącą Ukrainę.

Moje pytanie, czy, oprócz splecionej z rosyjską, czarno-czerwono- żółtej flagi, we frankfurckim sklepiku lotniskowym z „pamiątkami z Niemiec” mogę kupić „pamiątki” czasów III Rzeszy, pozostało bez odpowiedzi. Właściciel pamiątkarskiego biznesu wówczas zaniemówił, ale kuriozalne znaczki ponoć nadal w Niemczech można kupić. Czyli, handel kwitnie.

Czy tylko w sklepiku na lotnisku we Frankfurcie nad Menem, gdzie, pomimo sankcji wobec Moskwy, relacje niemiecko-rosyjskie są nadal takie przyjazne?

 

 

Zmarł dziennikarz i działacz opozycji solidarnościowej MAREK RAPACKI

1 lipca w Warszawie zmarł redaktor Marek Rapackim – dziennikarz i działacz opozycji niepodległościowej w PRL, związany z Stowarzyszeniem Dziennikarzy Polskich.

Urodził się 18 sierpnia 1938 roku w Warszawie. Absolwent filologii polskiej Uniwersytetu Warszawskiego. Od 1963 roku w redakcji Wielkiej Encyklopedii Powszechnej PWN, od 1969 roku dziennikarz „Kuriera Polskiego”.

Encyklopedia Solidarności przypomina  fakty z życia Rapackiego po sierpniu 1968 roku: „po inwazji wojsk Układu Warszawskiego na Czechosłowację drukarz kilku tys. ulotek ze sprzeciwem wobec inwazji (kilkaset zrzucono z dachu Centralnego Domu Towarowego w Warszawie). Od 1976 współpracownik KOR/KSS KOR”.

Od 1980 roku był członkiem „Solidarności”, redaktorem niezależnego miesięcznika „NTO Nauka Technika Oświata”, współpracownikiem pisma MKZ Regionu Mazowsze „Niezależność”, wiceszefem KZ w Wydawnictwie Epoka. Marek Rapacki był jednym z inicjatorów solidarnościowego zwrotu w Stowarzyszeniu Dziennikarzy Polskich. W 1981 został wiceprzewodniczącym „Solidarności” Dziennikarzy Prasowych.

W stanie wojennym był dziennikarzem prasy podziemnej. W latach 1982–1988 redaktor naczelny „CDN – Głos Wolnego Robotnika”. Encyklopedia Solidarności podaje też inne informacje o podziemnej działalności Marka Rapackiego: „1983–1988 członek kierownictwa MRKS, od 1985 uczestnik spotkań z kierownictwem MKK z ramienia MRKS. 1983–1989 pracownik Spółdzielni Dziennikarskiej Agencja Omnipress. 1988 kurier funduszy na cele wydawnicze z Francji od Jerzego Giedroycia i Mirosława Chojeckiego”.

Od 1989 do 2010 roku Rapacki był dziennikarzem „Gazety Wyborczej”, m.in. korespondentem tego dziennika w Paryżu.  W roku 2010 przeszedł na emeryturę.

Odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski.

Marek Rapacki miał 83 lata.*

 

*Korzystaliśmy z fragmentów biografii śp. Marka Rapackiego opublikowanych w Encyklopedii Solidarności

 

 

Nie zacierajmy śladów językowych w naszej kulturze Fot.: Archiwum/ h/ re

Nad znęcającymi się nad językiem znęca się WALTER ALTERMANN: Drobiazgi językowo-mózgowe

Życie składa się głównie z wielkich, przykrych spraw. Przy czym wielkich jest mało. Większość – niestety – to sprawy drobne, małe, ale właśnie one składają się w sumie na wielkie przykre sprawy epickie w rozmiarze giga-mega-hiper. Z tymi epickimi też powstał problem. Więc wyjaśnijmy.

HBO reklamuje swój nowy serial takim oto zawołaniem: „Oglądanie tego serialu stało się epickie”. Od razu zauważę, że epickie pojawiło się jako novum, bo wszystkie giga, mega zostały już użyte, zużyte i wyplute przez speców od marketingu. Inaczej – spowszedniały i nie robią wrażenia. A bez wrażenia nie ma kasy.

 Czytajcie!

Pojęcie eposu pojawiło się w starożytnej Grecji. Tradycyjne eposy to dłuższe poematy narracyjne. Ich zadaniem była afirmacja etosu społeczności, w której zostały napisane. Postaci są idealizowane, wynoszone na piedestał jako „ojcowie założyciele” danego państwa-miasta. Autorzy eposów sięgali najczęściej po zdarzenia mityczne bądź legendarne, odnoszące się do „czasu ojców”, którzy prawie zawsze byli potomkami bogów i ziemianek, niekiedy bogiń i ziemian. Stąd każda społeczność antyczna miała boskie pochodzenie. Klasycznymi przykładami eposu, epiki są „Iliada”, „Odyseja” i nasz „Pan Tadeusz”.

W Polsce eposy pisze się trzynastozgłoskowcem, rymowanym parzyście. W ten sposób pisał między innymi Wacław Potocki swą „Wojnę chocimską”. Trzynastozgłoskowcem tłumaczono także starożytny heksametr. Dzisiaj epika oznacza każdą powieść, nowelę, opowiadanie. W odróżnieniu od liryki i dramatu. Tyle – w dużym skrócie – na temat epiki, epickości.

Co by nie mówić i jakby nie rozumieć pojęcia epiki, epickości, to zawsze dotyczy ono dzieła, które ktoś napisał. Natomiast reklama HBO mówi nam, że bierne oglądanie cudzego utworu – choćby w formie filmowej – jest epickie. Logicznie, mózgowo biorąc jest to bujda na resorach, która kłamie i oszukuje wmawiając oglądaczowi, że jest twórcą. Aby wyciągnąć od niego kasę. Dla mnie ta forma reklamy niczym nie różni się od reklam Amber Gold.

Pierwsza sprawa z UE – schabowy z retorty

Organizacje spod znaku New Age żądają – żeby to jeszcze grzecznie postulowały – natychmiastowej likwidacji produkcji mięsa, sposobem naturalnym. Mięso ma być produkowane laboratoryjnie, bez niszczących planetę gazów, wydalanych przez bydło, a to na skutek „trawienia trawy”. Są też żądania w sprawie chowu nierogacizny, która zatruwa ziemię odchodami, tak stałymi, jak płynnymi.

Wszystko to prawda i masowa produkcja mięsa stwarza problemy dla środowiska. Szczególnie groźne są wielkie farmy świń, od których polskie prawo nie żąda utylizacji odchodów. W momencie wpuszczania do polski amerykańskich farm, nikt w Polsce nie zdawał sobie sprawy z zagrożeń. Bo zagrożeniem nie były wcześniejsze, małe polskie tuczarnie, z których odchody wykorzystywano do nawożenia i użyźniania pól. Natomiast właściciele amerykańskich farm w Polsce, hodujący powyżej kilkunastu tysięcy sztuk świń, ani myślą robić cokolwiek użytecznego z odchodami, a to dlatego, że transport na wynajęte pola kosztowałby sporo. Poza tym, nie ma zapotrzebowania na ich nawóz, bo małe polskie hodowle wystarczą. Więc gigantyczne farmy gromadzą je w ogromnych lagunach, z których przeciekają do gleby, zatruwając wody podskórne. I jest to problem, ale do rozwiązania przy dobrej woli ustawodawcy.

Natomiast pomysły New Age na produkcję mięsa w retortach jest, idiotyczny. Tym bardziej, że pomysłodawcy nie zadali sobie trudu z policzeniem kosztów produkcji, ergo ceny takiego mięsa w sklepie.

Jest faktem, że przybywa nas w ogromnym tempie. Jeszcze w 1960 roku było nas 2 miliardy, dziś jest nas 7 miliardów. I każdy chce jeść. A jednocześnie na świecie marnuje się około 30 procent żywności. Naprawdę są możliwości wykarmienia nas wszystkich, ale nie zawierzałbym liberalnym doktrynom i ich przekonaniu o cudownej mocy wolnego rynku. W tej sprawie powinny działać światowe organizacje. Z wyłączeniem oczywiście New Age.

Bo w sumie pomysły New Age są totalitarne. Czytając liczne deklaracje zbawicieli świata ciągle odnoszę wrażenie, że oni nie lubią ludzi. I trochę racji w tym jest. Człowiek ma okropną postawę roszczeniową – chce jeść, oczekuje mieszkania i pracy.

Druga sprawa z UE – pestycydy

Ostatnio Frans Timmermans, wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej odpowiedzialny za Europejski Zielony Ład przeforsował swój pomysł na drastyczne ograniczenie używania pestycydów w rolnictwie. Do 2050 roku używanie pestycydów w krajach UE ma być zredukowane o 50 procent.

To kuriozum, że Holender nawet nie skonsultował tej idei z Januszem Wojciechowskim, unijnym Komisarzem ds. Rolnictwa. Oczywiście pestycydy są groźne, szczególnie dla owadów zapylających. I dlatego ich używanie powinno być sukcesywnie ograniczane. Ale Timmermans się śpieszy i chce mieć natychmiastowy sukces, tym bardziej, że w innych sprawach szło mu kiepsko.

Czy da się zastąpić pestycydy innymi, mniej trującymi środkami? Oczywiście, ale to kosztowałoby dużo. I stać na to tylko bogate kraje.

Obawiam się, że w sprawach pestycydów, jak i sztucznej produkcji mięsa, zdrowy rozsądek jest na przegranej pozycji. Sęk w tym, że bogate kraje UE mają inne problemy niż Polska, Bułgaria, Słowacja czy Rumunia. Źródłem tych różnic programowych są różnice między majętnościami dawnych demoludów a zachodem Europy. Bogatych  po prostu stać na nowoczesność, od razu. Biedny Wschód ma inne priorytety. Tymczasem bez przerwy bogaci żądają od biednych współpracy na tych samych zasadach, spełniania oczekiwań ekstremalnie myślących obrońców Ziemi.

Zresztą oni jakoś tak dziwnie kochają Ziemię, bo z każdym rokiem mają coraz więcej pretensji do człowieka. Podejrzewam, że ich ideałem jest czysta i piękna Ziemia bez ludzi.

Broń przeciw powietrzna

Znany polityk mówi w TV: „Teraz mamy broń przeciw powietrzną”. To bardzo ciekawa obserwacja. Wiemy przecież, że w średniowieczu wierzono, iż złe powietrze przynosi zarazę. I dlatego jeszcze – choć to już wiek XIX – Cześnik w „Zemście” zwraca uwagę:

Od powietrza, ognia, wojny,
                        I do tego od człowieka,
                        Co się wszystkim nisko kłania,
                        Niech nas zawsze Bóg obrania.

 

Morowe powietrze zawsze budziło grozę, bo nagle, bez uprzedzenia unicestwiało ogromne rzesze. W wielu miejscach Polski znajdziemy jeszcze trzy krzyże, ustawiane po to, żeby odpędzały zarazę. Najbardziej znane znajdują się w Kazimierzu na Wisłą. Może zatem polityk miał na myśli takie krzyże? Nie wiem. Prawdopodobnie w ogniu dyskusji militarnej uprościł sobie pojęcie. Zapewne chodziło mu o broń przeciwlotniczą i przeciwrakietową. Ale sobie uprościł, aż do zupełnej śmieszności.

No, powie ktoś – teraz wszyscy skracają, upraszczają, a pan się czepia… Szczerze mówiąc wolałbym w fotelach rządowych ludzi, którzy nie będą upraszczali, bo zbyt wiele w moim życiu zależy od ich skrótów myślowych, parafraz i kontaminacji. Niech mówią prosto, skoro myślą w sposób bardzo skomplikowany.

Miejscówka

Dziennikarz TV mówi o kimś, kto wyprowadził się z Warszawy do Konstancina: „Teraz ma fajną miejscówkę”. Ja wiem, że „miejscówka” wzięła się nie z PKP, ale ze slangu młodzieży. Miejscówkami są teraz lokale, sale zabaw, kluby fitness, a nawet mieszkania.

W slangu młodzieżowym to jeszcze uchodzi, bywa nawet dowcipne. Ale obawiam się, że niebawem dowiemy się, że Prezydent RP ma dobrą miejscówkę. Albo prymas. Papież też ma fajną miejscówkę w Rzymie.

Na pusto

W telewizji, relacjonującej pracę Inspekcji Transportu Drogowego wesoła dziennikarka mówi: „Ten samochód nie miał prawa przewozić koparki, bo była za ciężka i niewłaściwie zabezpieczona. Inspekcja kazał zdjąć koparkę z samochodu, który dalej pojechał na pusto”.

Gdyby ów samochód pojechał pusty, bez ładunku, tylko z kierowcą – byłoby dobrze powiedziane. Natomiast „na pusto” jest wzięte z okropnej gwary miejskiej. Nic nie znaczy, a brzmi makabrycznie. Od języka dziennikarzy oczekuję nie tylko informacji, ale też elegancji w ich podawaniu.

Co to jest elegancja? No, na przykład… nie zakładamy zimowych skórzanych rękawiczek do sukni ślubnej, nie plujemy na ziemię, a starszych ludzi nie klepiemy po ramieniu, mówiąc im: „Cześć stary”.

Powtarzanie

Dziennikarz w TV: „Pan kolejny raz powtarza o tym”. No i znowu mamy mielony zamiast schabowego. Zgodnie z normą języka polskiego dziennikarz powinien powiedzieć: „Pan kolejny raz to powtarza.” Żeby to wszystko jakoś ładnie ująć: „Furda nam normy / Gdy hufiec nasz zbrojny”. To o poczuciu siły i bezkarności sporej części dziennikarzy.

Blisko, coraz bliżej

Dziennikarka TV: „Te dzieci były bardzo blisko do tego zdarzenia.” Błąd, szanowna pani. Dzieci mogły być jedynie blisko tego zdarzenia. Rzecz jest w nieznajomości składni. A składni można się jedynie nauczyć czytając klasyków polski z XIX wieku. Klasykami są: Sienkiewicz, Prus, Reymont, Żeromski. Polecam.

Co uczcić?

„Trzeba uczcić pamięć o św. Janie” – mówi dziennikarz. I mamy kolejny przypadek z nielogicznym podmiotem. Logicznie powinno być: „Trzeba czcić, upamiętnić postać św. Jana”. A tak wyszło, że musimy czcić, że pamiętamy. Bo kogo czcimy? Jana czy pamięć o nim? Niby proste, a jednak pojawiają się kłopoty. Bo wyszło na to, że św. Jana mamy za nic, natomiast szanujemy naszą pamięć. Paranoja? Owszem.

Czasami zastanawiam się, czy dziennikarze TV piszą sobie teksty, które potem wypowiedzą? Zdaje mi się, że jednak stawiają na wdzięk i urodę. Zawodni to sojusznicy pracy dziennikarza. Radziłbym pisać i czytać, poprawiać, zanim coś powie się do kamery. W natchnieniu nie bierzmy tekstu z niczego, czyli z głowy – jak mawiał pewien aktor o mówieniu od siebie, bez tekstu autora.

 

Fot. Jewhen Mahda

Rosja uderza od tyłu – JEWHEN MAHDA o mechanizmie wojny informacyjnej

Zacięte walki w ukraińskim Donbasie skłoniły Rosję do aktywniejszego wykorzystywania operacji informacyjnych i psychologicznych, mających na celu osłabienie zdolności obronnych Sił Zbrojnych Ukrainy. Spróbujmy przeanalizować mechanizm ich realizacji na konkretnym przykładzie.

Od kilku tygodni na pozycjach ukraińskich obrońców są rozpowszechniane ulotki (zdjęcie powyżej). Są to szczegółowe instrukcje dotyczące grupowego opuszczania pozycji, co powinno prowadzić do osłabienia pozycji Sił Zbrojnych Ukrainy. Oczywiście ulotki są rozpowszechniane równolegle z atakami artyleryjskimi i nalotami wojsk rosyjskich, których intensywność jest dość duża. Należy również zauważyć, że ulotki te są rozpowszechniane głównie na pozycjach zmobilizowanych żołnierzy Sił Zbrojnych oraz żołnierzy Siły Obrony Terytorialnej Sił Zbrojnych Ukrainy. Sam dokument jest w języku rosyjskim, co podkreśla prawdziwe intencje jego autorów – odnieść zwycięstwo, którego rosyjska armia nie jest w stanie osiągnąć w bezpośredniej konfrontacji z ukraińskimi obrońcami.

Rosja od dawna doskonali skuteczność własnych operacji informacyjnych i psychologicznych przeciwko ukraińskim obrońcom. Od 2014 r. stosowano różne metody i podejścia, ale główny cel pozostaje oczywisty: stworzenie warunków do okrążenia znacznej liczby ukraińskich żołnierzy. Tragedia Iłowajska w sierpniu 2014 roku i dramatyczna bitwa o Debalcewe na początku 2015 roku stworzyły pewien nurt rosyjskiej propagandy. Jej dostawcy doskonale zdają sobie sprawę z wpływu, jaki „kotły” wywierają na społeczeństwo ukraińskie. W związku z tym rosyjscy propagandyści skupiają się na podwójnym efekcie: militarnej porażce Sił Zbrojnych Ukrainy i oburzeniu wewnątrz ukraińskiego społeczeństwa. Warto przypomnieć, że taką praktykę przeprowadzali bolszewicy w latach 1916-1917, rozkładając od wewnątrz Rosyjską Armię Cesarską po obaleniu caratu.

Ulotka, która jest rozpowszechniana wśród ukraińskich obrońców, to nie tylko instrukcja opuszczenia pozycji. Ma ona na celu osiągnięcie masowości i rozgłosu tego procesu. Jej anonimowi autorzy dają do zrozumienia, że masowa ucieczka z pozycji nie będzie miała konsekwencji prawnych, radzą odwołać się do braku rozkazów, amunicji i paliwa, dużej liczby rannych w szeregach odrębnego oddziału. Rosyjscy propagandyści obiecują, że nawet „trybunał międzynarodowy” (nie wiadomo który, może chodzi o Europejski Trybunał Praw Człowieka) uniewinni tych, którzy odejdą z pozycji w grupie. Niestety, ta wroga propaganda kilkakrotnie odbiła się na szeregach ukraińskich obrońców, którzy nie zdołali obiektywnie ocenić tej trującej pokusy.

Tym, którzy chcą odejść z pozycji, zaleca się nagranie apelu wideo do władz kraju (oczywiście powinno to gwarantować rozgłos, takie wideo są szybko wychwytywane przez prorosyjskie kanały telegramowe, co wskazuje na istnienie pewnego algorytmu). Zwraca się również uwagę na radę, aby wychodzić tylko z bronią osobistą, pozostawiając ciężką broń na miejscu. Łatwo się domyślić, że wycofujące się w ten sposób oddziały mogą stać się łatwym celem dla artylerii i samolotów wroga.

Wrogie wezwania do opuszczenia pozycji mogłyby zostać potraktowane jako dzieło nieznanych wrogów, gdyby nie dwa niuanse. Pierwszy to rada, by izolować „nacjonalistów i bandytów z SBU”. Drugi to silna rekomendacja, by w procesie opuszczania pozycji unikać „oddziałów nacjonalistycznych”, które mogą pełnić rolę jednostek barykadujących. Te narracje rosyjskiej propagandy, potwierdzają, że są autorstwa rosyjskich służb specjalnych.

Choć 24 lutego 2022 r. konfrontacja z Rosją przeszła z fazy wojny hybrydowej do inwazji wojsk rosyjskich na pełną skalę, nie zniknęły metody informacyjnego i psychologicznego oddziaływania na ukraińskich obrońców. Kreml nadal polega na wstrząsaniu stabilnością Sił Zbrojnych od wewnątrz, proponując (uwaga!) nie poddanie się, ale przejście na pozycje i przejście na tyły. Cel jest jasny – zakrojona na szeroką skalę demoralizacja wojsk ukraińskich i rozprzestrzenienie się paniki na ich tyłach.

Bożenna Kastory (1938 - 2022). Fot. Facebook/Kostek Kastory Saferna

Zmarła Bożenna Kastory, dziennikarka, popularyzatorka nauki

16 czerwca odeszła Bożenna Kastory-Grzędzielska, dziennikarka, popularyzatorka nauki. Miała 83 lata.  

Ukończyła studnia na Wydziale Geografii Uniwersytetu Warszawskiego, Wiele lat pracowała w Polskim Radiu, wyrzucona stamtąd w czasie stanu wojennego przeszła do „Życia Warszawy”. Później pracowała wiele lat we „Wprost”, a następnie w tygodniku „Newsweek”. Była popularyzatorką nauki, potrafiła w łatwy sposób opowiadać o rzeczach trudnych do zrozumienia.

Pogrzeb odbędzie się w piątek, 24 czerwca 2022, na Cmentarzu Bródnowskim. Ceremonia pogrzebowa (świecka) rozpocznie się przy bramie cmentarza od ul. Odrowąża o godzinie 13.45.

 

Pozwany z art. 212 kk Samuel Pereira z TVP wygrał w sądzie z Romanem Giertychem

10 czerwca br. Sąd Okręgowy w Warszawie  XXIV Wydział Cywilny umorzył proces karny z art. 212. kk przeciwko redaktorowi Samuelowi Pereira, redaktorowi naczelnemu  portalu TVP. Prywatny akt oskarżenia z powodu rzekomego zniesławienia skierował przeciwko niemu Roman Giertych żądając skazania dziennikarza na 1 rok więzienia oraz m.in. aż 200 tysięcy złotych odszkodowania.  Była to reakcja  polityka i adwokata  na publikacje dotyczące jego zatrzymania przez Centralne Biuro Antykorupcyjne  w październiku 2020 r. CMWP SDP wspierało dziennikarza w publicznych wypowiedziach. 

Według przedstawicieli wymiaru sprawiedliwości Roman Giertych miał działać na szkodę spółki Polnord, z którą był związany, a z której miało dojść do wyprowadzenia ponad 90 mln złotych. Adwokat zasłabł podczas zatrzymania i trafił na krótko do szpitala, co było przedmiotem szeregu publikacji medialnych towarzyszących zatrzymaniu Romana Giertycha.Roman Giertych złożył akt oskarżenia z tego powodu także przeciwko red. Cezaremu  Gmyzowi,  red. Piotrowi  Nisztorowi   oraz  przeciwko red. Michałowi Adamczykowi. W marcu br. Sąd Rejonowy Warszawa-Wola umorzył sprawę karną wytoczoną przez prawnika Piotrowi Nisztorowi.

CMWP SDP w publicznych stanowiskach  i wypowiedziach prasowych wspierało dziennikarzy pozwanych przez Romana Giertycha. W ocenie CMWP SDP wnoszone w niniejszej sprawie akty oskarżenia stanowią tzw. SLAPP (strategic lawsuit against public participation), tzn. akcję procesową nakierowaną na faktyczne ograniczenie niezależności dziennikarskiej oraz ograniczenie praw obywatelskich w zakresie wolności słowa, poprzez zniechęcenie zarówno red. Cezarego Gmyza, red. Samuela Pereiry, red. Piotra Nisztora i red. Michała Adamczyka, jak i innych dziennikarzy, do podejmowania tematyki zarzutów wobec Romana Giertycha. Powoduje to tzw. efekt mrożący (tzw. chilling effect), wielokrotnie opisywany na gruncie prawa polskiego, jak i międzynarodowego. Jest to naruszenie niezależności dziennikarzy, którzy w interesie społecznym mają prawo wyrażać publicznie swoje poglądy nawet w trudnych i kontrowersyjnych sprawach, broniąc w ten sposób państwa prawa (art. 2 Konstytucji RP). Jeśli będzie taka potrzeba, CMWP SDP będzie nadal nieodpłatnie wspierać dziennikarzy w tej sprawie. Czytaj TUTAJ.

Samuel Pereira w mediach społecznościowych podziękował  kancelarii Kopeć&Zaborowski i personalnie mec. Kubikowi za wsparcie w tym procesie . Jednocześnie w wypowiedzi dla portalu wirtualnemedia.pl przypomniał pytania, na które nie odpowiedział publicznie Roman Giertych , a których postawienie było główną przyczyną jego oskarżenia.  Pytanie, czy ta działka została zakupiona z przestępczego procederu kosztem właśnie akcjonariuszy poszkodowanej spółki i pytanie, jaka rolę też w tej sprawie odegrał Sebastian J., który znany jest właśnie z tego gestu, ale wcześniej był też znany jako taki, takie zbrojne ramię Romana Giertycha w LPR, w Lidze Polskich Rodzin.  Przecież to nie Prawo i Sprawiedliwość kazało mu wyprowadzać te pieniądze, to nie Prawo i Sprawiedliwość kazało zakładać spółki Romanowi Giertychowi, Sebastianowi J., Piotrowi Ś., byłemu szefowi Młodzieży Wszechpolskiej. To nie Prawo i Sprawiedliwość kazało mu tak długo przebywać we Włoszech i przylecieć akurat tego dnia, w którym Roman Giertych przyleciał i mógł zostać zatrzymanym, przecież to też nie Prawo i Sprawiedliwość kazało mu angażować się w sprawy Ryszarda K. i stworzyć cały ten łańcuszek spółek, kupować nieruchomości, sprzedawać je drożej po tygodniu i różnice inkasowali współpracownicy Ryszarda K., którzy mieli pełnomocnictwa do rachunków – stwierdził Samuel Pereira  w 2020 r. w TVP Info.

CMWP SDP wspiera apelację red. Tomasza Sakiewicza w procesie z Bartoszem Kramkiem z Fundacji „Otwarty Dialog”

13 czerwca br ma się odbyć rozprawa apelacyjna  Tomasza Sakiewicza, redaktora naczelnego „Gazety Polskiej” pozwanego  przez Bartosza Kramka, prezesa Fundacji „Otwarty Dialog” w związku z wyrokiem Sądu Okręgowego w Warszawie – IV Wydział Cywilny z dnia 28 lipca 2021 r.   Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP  objęło niniejszą sprawę monitoringiem pod kątem przestrzegania praw człowieka i obywatela, w szczególności w zakresie wolności słowa. 9 czerwca b.r  CMWP przesłało do Sądu swoją opinię działając w charakterze amicus curiae.  CMWP SDP stanowczo broni redaktora Tomasza Sakiewicza w tym procesie i apeluje do Sądu o uchylenie  wyroku.

Bartosz Kramek zarzuca Tomaszowi Sakiewiczowi  naruszenie dóbr osobistych w postaci godności, szacunku, czci, dobrego imienia i reputacji poprzez umieszczenia na okładce Gazety Polskiej z 16.08.2017 r. fotomontażu przedstawiającego jego twarz  wmontowaną w postać niemieckiego żołnierza łamiącego polską barierę graniczną. Jednakże działanie Pozwanych odnosiło się do działalności Powoda i nie było bezprawne. Bartosz Kramek zasiada we władzach Fundacji Otwarty Dialog, która – zdaniem wielu mediów  prowadzi działalność wymierzoną w rząd Rzeczypospolitej Polskiej. Powód zresztą osobiście angażuje się w te działania. Udział z manifestacjach, także tych organizowanych przez Obywateli RP czy Akcję Demokratyczną, to tylko część działalności Bartosza Kramka.   Często  występuje on w mediach, gdzie wygłasza komentarze, wręcz manifesty dotyczące jego działalności politycznej. Trudno nie zauważyć, że stał się przez to politycznym celebrytą. Jest wraz ze swoją żoną Ludmiłą twarzą Fundacji Otwarty Dialog  Dlatego też Bartosz Kramek jest osobą powszechnie znaną, a inkryminowany  fotomontaż jest zrozumiały  dla czytelników „Gazety Polskiej”.  Okładka , o którą toczy się proces  i również treść artykułu, jest uzasadniona działalnością polityczną Powoda.

Zaskarżony przez pełnomocnika pozwanych (częściowo) wyrok Sądu Okręgowego w Warszawie jest następstwem powództwa cywilnego o ochronę dóbr osobistych,
w którym jako pozwani występują: red. Tomasz Sakiewicz oraz Niezależne Wydawnictwo Polskie Sp. z o.o., odpowiednio: redaktor naczelny oraz wydawca „Gazety Polskiej”. Przyczyną wniesienia powyższego powództwa było opublikowanie przez „Gazetę Polską”, w tym także w mediach społecznościowych w/o fotomontażu  powoda Bartosza Kramka.

Wyrokiem z dnia 28 lipca 2021 r. Sąd Okręgowy w Warszawie nakazał pozwanym publikację przeprosin oraz zasądził od nich solidarnie na rzecz powoda zadośćuczynienie w kwocie 15 000 zł, a także kwotę 10 000 zł na rzecz Fundacji Centrum Praw Kobiet. Od powyższego orzeczenia pełnomocnik pozwanych wywiódł apelację, w której powołał zarzuty odnoszące się do naruszenia przepisów prawa materialnego, jak i procesowego.

Jako kwestię wstępną podnieść należy, że wątpliwości CMWP budzą decyzje sądu I instancji odnoszące się do kwestii dowodowych. Sąd oddalił bowiem szereg wniosków dowodowych pozwanych, w tym wszystkie wnioski dotyczące przesłuchania świadków. Ponadto nie wyraził zgody na odroczenie rozprawy, zamykając ją na tym samym posiedzeniu i przesłuchując w charakterze strony wyłącznie powoda. Pełnomocnik pozwanych wskazał też na zastrzeżenia dotyczące bezstronności sędziego orzekającego w I instancji. Abstrahując w tym miejscu od czysto procesualistycznej oceny tego stanu rzeczy, nie ulega wątpliwości, że ten wątek sprawy wymaga dogłębnego zbadania przez Sąd Apelacyjny pod kątem ustalenia, czy pozwani nie zostali pozbawieni możliwości obrony ich praw w toczącym się postępowaniu, jak również – szerzej – czy
nie pozbawiono ich prawa do sprawiedliwego rozpatrzenia sprawy przez niezależny, bezstronny i niezawisły sąd (art. 45 ust. 1 Konstytucji RP).

Odnosząc się do meritum sprawy stwierdzić natomiast należy, że sądowi I instancji umknęły – jak się wydaje – istotne aspekty sprawy mające wpływ na jej rozstrzygnięcie.

Przede wszystkim Sąd Okręgowy nie wziął pod uwagę charakteru publicznej działalności społecznej i politycznej Bartosza Kramka. Naturalnie, ocena działań powoda jako takich nie należy do Sądu rozpatrującego sprawę. Niemniej, sąd I instancji powinien był należycie zbadać stan faktyczny, gdyż różne aspekty działalności powoda mają bezpośredni wpływ na ustalenie, czy krytyka prasowa tejże działalności wyrażona przez pozwanych w formie karykatury, miała dostateczne podstawy.

Działalność społeczno – polityczna powoda jest do tego stopnia nośna medialnie, że wiele jej aspektów stanowi przykład tzw. notoryjności powszechnej. I tak, sąd I instancji nie mógł mieć problemu z ustaleniem np. tego, czy powód określał działania polskich służb broniących granicy państwa, jako „zbrodnicze”; czy wzywał do działań i protestów zagrażających porządkowi publicznemu w Polsce; czy wznosił hasła w stylu: „Niech państwo stanie: wyłączmy rząd!”; czy dopuścił się niszczenia urządzeń granicznych na granicy z Białorusią itp. (pełnomocnik pozwanych wskazał, że powodowi zostały z tego powodu postawione zarzuty). Podjęcie w tym zakresie podstawowych ustaleń możliwe jest na podstawie choćby tylko kilkuminutowej kwerendy Internetu, a ma przecież  fundamentalne znaczenie dla sprawy. Przykładowo, prowadzenie ataków na polski rząd (medialnych) czy na urządzenia graniczne (fizycznych) nabiera dodatkowego kontekstu, bowiem jak pokazał przebieg działań wojennych na Ukrainie, działania państwa białoruskiego polegające na kierowaniu imigrantów na granicę z Polską były koordynowane z Moskwą i stanowiły operację wstępną do inwazji wojsk Federacji Rosyjskiej na państwo ukraińskie. Jest więc zrozumiałe, że w tym kontekście pełnomocnik pozwanych domagał się ustalenia, czy kierowane przez powoda organizacje: Fundacja Otwarty Dialog i Akcja Demokracja przyjmowały środki finansowe ze źródeł zagranicznych, w tym niemieckich. Prowadzona przez pozwanych redakcja oceniała różne działania powoda po prostu jako antypolskie i inspirowane z zewnątrz (niezależnie od trafności takiej oceny), co mogło uzasadniać surową krytykę wyrażoną w formie karykatury. Nie jest zadaniem CMWP ustalanie ani ocena powyższych okoliczności w związku z niniejszym postępowaniem. Pragniemy jedynie zwrócić uwagę, że pominięcie przez sąd I instancji kwestii powszechnie znanych opinii publicznej powinno budzić poważne zaniepokojenie, szczególnie w kontekście – wspomnianych wcześniej – decyzji sądu co do pominięcia wniosków dowodowych pozwanych
i przesłuchania w charakterze strony jedynie powoda, czy też sympatii wobec powoda, której miał dać wyraz sąd orzekający ( ? ).

Jak wiadomo, prowadzona przez pozwanych „Gazeta Polska” specjalizuje się w tematyce politycznej i ideowej, nie unikając spraw budzących spory i kontrowersje społeczne. Faktu tego nie można pominąć, bowiem Bartosz Kramek swoimi działaniami niejednokrotnie wykraczał poza normy ogólnie przyjęte. Poza opisanymi wyżej działaniami zmierzającymi do „wyłączenia państwa polskiego” (jakkolwiek to rozumieć), dał się też poznać np. jako radykalny zwolennik aborcji oraz obrońca „osób LGBT”. Wydaje się, że powód należy to najbardziej rozpoznawalnych medialnie aktywistów ostatnich lat. Przy czym środowisko w którym działa, nie tylko nie unika kontrowersji, ale notorycznie prowadzi akcje epatujące przesadą czy groteską, mające prowokacyjny czy wręcz szokujący charakter. Jak wiadomo, oceny takich działań tych mogą być rozmaite, zależnie od poglądów społecznych czy politycznych. Jednak sąd
I instancji powinien mieć świadomość, że w konsekwencji w przestrzeni publicznej mogą być wyrażane skrajnie różne oceny, zwłaszcza przez dziennikarzy, którzy są wyrazicielami opinii publicznej. W takich przypadkach każdy, kto podejmuje radykalne działania i wypowiada radykalne poglądy, powinien liczyć się z krytyką społeczną,
w tym także medialną. Powód przedstawiał obraz państwa polskiego (a także środowisk, które według niego należy zwalczać) w ostry, karykaturalny wręcz sposób. Bardzo mocno angażował się przy tym w sprawy światopoglądowe, a nawet religijne (np. rozwieszając plakaty z „tęczową Matką Boską”), stosując przy tym piętnujący
i „bezalternatywny” styl wypowiedzi. Stosując takie metody powinien więc liczyć się z negatywnymi ocenami swojej działalności, w tym również z surową krytyką. W tym miejscu należy zwrócić uwagę, że w myśl art. 41 ustawy – Prawo prasowe: „Publikowanie zgodnych z prawdą i rzetelnych sprawozdań z jawnych posiedzeń Sejmu, Senatu i organów stanowiących jednostek samorządu terytorialnego oraz ich organów,
a także publikowanie rzetelnych, zgodnych z zasadami współżycia społecznego ujemnych ocen dzieł naukowych lub artystycznych albo innej działalności twórczej, zawodowej lub publicznej służy realizacji zadań określonych w art. 1 i pozostaje pod ochroną prawa; przepis ten stosuje się odpowiednio do satyry i karykatury
.” W tym kontekście wymaga podkreślenia, że zgodnie z orzecznictwem Europejskiego Trybunału Praw Człowieka wolność słowa dotyczy nie tylko informacji lub opinii nieobraźliwych lub neutralnych, ale także tych, które są obraźliwe, szokujące lub niepokojące (sprawa Prager
i
Oberschlick przeciwko Austrii, skarga nr 11662/85). Przy czym wolność wypowiedzi dziennikarskiej obejmuje również możliwość użycia pewnej dozy przesady lub prowokacji (kolejna sprawa Prager i Oberschlick przeciwko Austrii, skarga nr 15794/90).

Niezależnie od powyższego pragniemy zwrócić uwagę, że karykatura stanowiąca przyczynę wniesienia pozwu stanowiła formę wypowiedzi dziennikarskiej, której można przypisać co najwyżej charakter opinii. Powszechnie wiadomo, że wypowiedzi ocenne nie poddają się tożsamym rygorom weryfikacji, jak fakty. Jak podkreślił Sąd Najwyższy w wyroku z dnia 15 września 2016 r. (II KK 95/16 – LEX nr 2112309): „co do zasady, prawo do krytyki uprawnia przede wszystkim do wyrażania ocen, a więc twierdzeń uchylających od sprawdzenia przy pomocy kryterium prawdy i fałszu”.

Sąd I instancji pominął też kontekst społeczny sprawy. Nie można bowiem abstrahować od faktu, że w Polsce występuje silna (i wzmacniająca się) polaryzacja poglądów
na tematy istotne dla życia publicznego. Strony sporów politycznych i społecznych manifestują przy tym swój światopogląd, częstokroć nie unikając radykalnych lub bulwersujących haseł. Zarówno uczestnicy wydarzeń, jak i media wyrażają ostre opinie. W takiej atmosferze kontrowersyjne żądania forsowane przez niektóre grupy, w tym akcje prowadzone przez powoda, spotykają się z równie ostrymi ocenami. Oczekiwanie, by postulaty kwestionujące istniejący ład społeczny lub prawny miały przejść bez ostrej krytyki, byłoby oderwane od rzeczywistości. Dlatego odebranie tego prawa powodom podważa sposób rozumienia wolnej debaty przez Sąd I Instancji. Trzeba z całą mocą podkreślić, że w prawidłowo funkcjonującej demokracji spory światopoglądowe są
zjawiskiem normalnym. Bez sporów demokracja nie istnieje. W tym kontekście nie tylko surowa krytyka, ale wręcz oburzenie opinii publicznej (abstrahując od oceny, czy słuszne) powinno naturalną reakcją w prawidłowo funkcjonującym społeczeństwie.
A wyraz opinii publicznej dają właśnie dziennikarze. CMWP nie opowiada się za niczym nieograniczoną wolnością wypowiedzi (czemu dawało niejednokrotnie wyraz w swoich stanowiskach). Trudno jednak zrozumieć, dlaczego – zarówno na gruncie szeroko ujmowanej judykatury, jak i w praktyce – powszechnie dopuszcza się operowanie w publicystyce i w działalności publicznej przesadą, groteską, prowokacją, często w drastycznych formach łamiących powszechnie przyjęte normy, co też można było niejednokrotnie obserwować w ostatnich latach podczas różnego rodzaju protestów społecznych i towarzyszących im sporów – a nie można dosadnie skrytykować osoby, która bezpośrednio lub medialnie atakuje państwo polskie. Ten aspekt Sądowi Okręgowemu całkowicie umknął.

Jak wiadomo, wyniki ustaleń oraz ocena materiału dowodowego dotyczącego tych samych faktów przez różne składy orzekające mogą się różnić, co jest do pewnego stopnia naturalne gdyż wynika m. in. z konstytucyjnej zasady niezawisłości i niezależności sędziowskiej. Przyjmuje się zatem, że ocena dowodów powinna być swobodna. Nie może ona jednak przeczyć regułom prawidłowego rozumowania, gdyż nie tylko stanowi to naruszenie odnośnych norm prawa procesowego, ale również może uchybiać powadze wymiaru sprawiedliwości. Tzw. „prawda sądowa” (formalna) nie może być oderwana od rzeczywistości, zwłaszcza gdy chodzi o kwestie niesporne, o których sąd powinien w tym przypadku mieć wiedzę z urzędu na zasadzie tzw. notoryjności.

Odnosząc się natomiast do działań pozwanych wypada wskazać, że publiczne analizowanie i rozstrząsanie na łamach prasy kwestii publicznych należy do ustawowych zadań prasy, bowiem prasa, zgodnie z Konstytucją Rzeczypospolitej Polskiej, korzysta z wolności wypowiedzi i urzeczywistnia prawo obywateli do ich rzetelnego informowania, jawności życia publicznego oraz kontroli i krytyki społecznej (art. 1 Prawa prasowego). W tym kontekście wymaga podkreślenia fakt, że od osoby kierującej organizacjami pozarządowymi a więc takiej jak powód, opinia publiczna ma prawo wymagać nienagannej postawy etycznej. Pozwani mieli więc wszelkie prawa
ku temu, aby działania powoda poddać krytyce. W postanowieniu z dnia 28 sierpnia 2003  r. (III KK 246/03 – OSNwSK 2003/1/1845) Sąd Najwyższy wskazał, że „zakres wolności słowa w sferze życia publicznego musi być szerszy niż w sferze prywatnej, zaś osoby uczestniczące w życiu publicznym muszą liczyć się z krytyką, gdyż świadomie
i w sposób nieunikniony wystawiają swe słowa i działania na reakcje społeczeństwa. Krytyka jako wkład w formę debaty publicznej a zarazem kontrola osób sprawujących stanowiska publiczne jest niezbędna w demokratycznym państwie prawa
”. Skoro zatem pojawiły się wątpliwości dotyczące działań powoda, do zadań dziennikarzy – jako reprezentantów opinii publicznej – jak najbardziej należy przedstawianie opinii publicznej swojego stanowiska, również w formie karykatury czy satyry.  Działanie takie leży w interesie społecznym, bowiem jednym z warunków prawidłowego funkcjonowania społeczeństwa obywatelskiego jest wolność słowa.

Zgodnie z art. 14 Konstytucji, Rzeczpospolita Polska zapewnia wolność prasy i innych środków społecznego przekazu, natomiast w myśl art. 54 ust. 1 Ustawy Zasadniczej, każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji. Również art. 10 ust. 1 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka gwarantuje wolność wyrażania opinii. W wyroku Europejskiego Trybunału Praw Człowieka z dnia 4 listopada 2014 r. (30162/10, Braun v. Polska, LEX nr 1532397) podkreślono, że wolność wypowiedzi, chroniona w art. 10 ust. 1 Konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności, stanowi jeden z podstawowych fundamentów społeczeństwa demokratycznego. Podobnie Sąd Najwyższy w wyroku z dnia  2 czerwca 2003  r. (III KK 161/03 – LEX nr 78847) wskazał, że „Przepis art. 10 EKPC, gwarantujący prawo do swobodnej wypowiedzi, jest w orzecznictwie Europejskiego Trybunału Praw Człowieka traktowany jako dający swobodę wszelkim rodzajom wypowiedzi wyrażających opinie i idee lub informacje, niezależnie od ich treści oraz podmiotu wypowiadającego się. Podnosi się przy tym, że głównymi aspektami tej swobody jest wolność prasy, stanowiąca warunek publicznej krytyki, jako swobodny element skutecznej demokracji.” Bez zapewnienia standardów wolności słowa wolna prasa
nie mogłaby realizować swoich funkcji.

Podsumowując, CMWP wyraża opinię, że zaskarżony wyrok Sądu Okręgowego nie koresponduje z powszechnie przyjętymi standardami w zakresie wolności słowa, wyrażonymi m. in. w Konstytucji i art. 10 EKPCz oraz wypracowanymi w krajowym i międzynarodowym orzecznictwie. Może być odebrany jako próba zablokowania krytyki dziennikarskiej. Do Sądu II Instancji należy zatem ocena tego stanu rzeczy i zagwarantowanie, w ramach nadzoru judykacyjnego, aby powyższe standardy zostały w niniejszym postępowaniu dochowane.

 

dr Jolanta Hajdasz
Wiceprezes SDP
Dyrektor CMWP SDP         

sporządził:
Michał Ł. Jaszewski
doradca ds. prawnych

Dzieci z Mariupola wyjechały z Kazimierza Dolnego

We wtorek, 31 maja w godzinach porannych 60 dzieci z Domu Dziecka z Mariupola, które od pierwszych dni marca wraz z opiekunami przebywały w prowadzonym przez SDP Domu Pracy Twórczej w Kazimierzu Dolnym,  wyjechały do przygotowanej dla nich placówki w Szwajcarii.

Decyzję o wyjeździe podjął w imieniu władz Ukrainy Artem Walach, p.o. konsula generalnego Ukrainy wraz z przebywającą z dziećmi dyrektor placówki Natalią Laszczewską. O decyzji tej było poinformowane Powiatowe Centrum Pomocy Rodzinie w Puławach, które w imieniu władz polskich sprawowało nadzór nad dziećmi i ich opiekunami. Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich zapewniało im wyżywienie i noclegi przez prawie trzy pełne miesiące.

W Domu Pracy Twórczej w Kazimierzu Dolnym nadal przebywa około 60 uchodźców z Ukrainy. Wśród nich są matki z dziećmi oraz grupa kilkunastu osób głuchoniemych. Schronienie w prowadzonej przez SDP placówki znalazło także kilkoro dziennikarzy z Ukrainy. Wszyscy będą przebywać w Domu Dziennikarza co najmniej do 23 czerwca br.

 

Kontynuując przeglądanie strony zgadzasz się na instalację plików cookies na swoim urządzeniu więcej

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close