JOLANTA HAJDASZ: My i oni – 11 listopada w mediach i nie tylko

Jeszcze w uszach słyszymy huk salw armatnich na Placu Józefa Piłsudskiego w Warszawie, gdy zamykamy oczy, pewnie jeszcze widzimy morze biało czerwonych flag i czytamy coraz to nowe komentarze i podsumowania. 11 listopada, Święto Niepodległości, dopiero co się skończyło, więc tak naprawdę teraz przychodzi czas refleksji, co nam mówią o sobie i o naszym kraju tegoroczne obchody 107 rocznicy odzyskania naszej państwowości. Uczestniczyło w nich wielu dziennikarzy, w tym SDP na oficjalne zaproszenie Prezydenta.

Największa część z nas była tego dnia oczywiście w pracy, bo to nasze medialne zwierzę jest głodne przez 24h/dobę, 7 dni w tygodniu i stale domaga się nowej karmy, a takiego dnia jak ważna, historyczna rocznica zapotrzebowanie na zdjęcia, teksty, filmiki, rolki i clipy jest spore, więc każda para rąk w pracy się przyda.

My i oni, ci w likwidacji

Część  koleżanek i kolegów skorzystało także z imiennych zaproszeń Prezydenta Karola Nawrockiego do udziału w częściach oficjalnych i wieczornym przyjęciu w Pałacu Prezydenckim przy Krakowskim Przedmieściu. Choć czasy trudne i pogmatwane, mamy co świętować i z czego się cieszyć, jako Polacy i jako dziennikarze. Ale medialne relacje z tego samego, czyli z Marszu Niepodległości po raz kolejny dobitnie pokazują czym się różnimy. My i oni, ci w likwidacji. Trafnie opisał to na swoim profilu na Facebooku Mariusz Pilis. Opublikował  zdjęcie dwóch ekranów telewizorów – w Polsce24 i TVP Info w likwidacji i to by mogło wystarczyć.  Na pierwszym ekranie morze flag i las głów , na drugim, a jakże, dyrektor stołecznego centrum bezpieczeństwa i kilka osób maszerujących nie wiadomo po co i z czym. Taki polski pluralizm w praktyce.

 

 

Na Onecie dzień po 11.11 można przeczytać głównie to,  „policjanci pokazali co próbowali wnieść na Marsz jego uczestnicy” i że zatrzymali 41 osób, w tym 26 za posiadanie narkotyków, 10 poszukiwanych, a trzy za udział w bójce”. No, naprawdę mega osiągnięcie na blisko 300 tysięcy uczestników chciałoby się dodać.

GW na tropie…

Wyborcza zajmuje się głównie banerem Młodzieży Wszechpolskiej, który kpił z posiadania „psiecka” i „kotka zamiast dziecka” , a TVP Info w likwidacji następnego dnia po Marszu chyba nie zajmuje się tym tematem wcale, ciekawszy jest i łatwiej jest znaleźć informacje o Toy Story 5 i o starciach na granicy Kambodży i Tajlandii. Na szczęście widzowie i internauci wybierają po swojemu.

W efekcie takiego „dziennikarstwa” 11 listopada TV Republika była najchętniej oglądaną stacją telewizyjną w Polsce i osiągnęła najwyższy udział w rynku na poziomie 7,56 procent, a jej materiały w internecie obejrzano łącznie 3,9 miliona razy.

Wygrały media konserwatywne

W Republice sama transmisja na żywo z przebiegu Święta Niepodległości była najchętniej oglądaną relacją wśród kanałów informacyjnych w Polsce. Gratulacje należą się także telewizji wPolsce24, która wśród stacji informacyjnych była tego dnia numerem 3 (po TV Republika i TVN24), wyprzedziła TVP Info w likwidacji. Co z tego, że ta stacja ma 16 ośrodków regionalnych , w którym pracuje każdego dnia kilka ekip reporterskich, co z tego że „na placu” czyli w siedzibie programów informacyjnych na Placu Powstańców Warszawy pracuje kilkadziesiąt kamer i ekip montażowych, kilka wozów transmisyjnych i mnóstwo mediaworkerów, co z tego, że podatnik zasysa ich setkami milionów złotych dotacji, a reklamodawca – wpływami z reklam, skoro nawet nie są w stanie nawiązać realnej rywalizacji z tymi, co mają nieporównywalnie mniejsze możliwości techniczne i finansowe. Można się bawić? Można. Za czasów rządów Zjednoczonej Prawicy TVP wykorzystała przyznawane jej przez Sejm pieniądze na hitowe produkcje, na filmy fabularne, dokumenty, transmisje sportowe i programy rozrywkowe, nowość goniła nowość, a co ci w likwidacji robią z pieniędzmi? Gdzie to wszystko im się rozchodzi?

W mojej ocenie w pamięci po tegorocznych obchodach Święta Niepodległości pozostaną nam dwie rzeczy – mocne przemówienie prezydenta Karola Nawrockiego i Marsz Niepodległości w Warszawie.

Prezydent i Marsz

Przemówienie było pełne ważnych i ważkich treści, nie było w nim grafomanii ani pustosłowia, które niestety regularnie słyszymy z ust polityków rządzącej koalicji. Patrząc na ponad tysiąc lat polskiej historii i wielkie dzieło ojców polskiej niepodległości, pytam więc, gdzie jest nasze jestestwo, nasze wartości chrześcijańskie, które budowały fundamenty Rzeczpospolitej i czemu musimy być świadkami i odpierać presję protezy wartości chrześcijańskich,jaką mają być obce nam ideologie w polskich szkołach i polskim systemie edukacji – pytał retorycznie prezydent, a odpowiadały mu gromkie brawa.

Były to pierwsze obchody święta niepodległości z Karolem Nawrockim, więc tym większe jest zainteresowanie tym jak i co powiedział, jak się zachował i z kim świętował. Po jego przemówieniu widać, że będzie upominał się o sprawy najważniejsze i że najbardziej istotne dla każdego Polaka. Nie da się przy tym uniknąć porównania z obecnym premierem, który przy prezydencie jest miałki, a jego przekaz prymitywny, pełen sarkazmu, szyderstwa i prowokacji.  Trudno z tym polemizować, szczególnie w sytuacji, gdy media mainstremowe dbają o to, by żaden wpis, żadna wypowiedź nie pozostała bez echa. Karol Nawrocki na szczęście dla naszej debaty publicznej nie idzie tą drogą, przeciwnie jest merytoryczny i konkretny, ma więc ogromne szanse utrzymać swoje wysokie poparcie.  Oby tak dalej.

Na tegorocznych uroczystościach imponująca była liczba zaproszonych gości, dyplomatów, ambasadorów, działaczy społecznych i dziennikarzy, wielu z nich miało szansę po raz pierwszy być na takich uroczystościach. Wśród tych gości wyjątkowo honorowani byli kombatanci, uczestnicy Powstania Warszawskiego  i ostatni żyjący przedstawiciele niepodległościowego podziemia.

Bohaterowie

Ich obecność sprawia, iż obchody święta 11 listopada są prawdziwym pomostem łączącym pokolenia obecne z tymi co o niepodległą Polskę walczyli przed wiekami, od konfederatów barskich i powstańców Kościuszki, i Powstań Listopadowego i Styczniowego i tych co walczyli podczas I i II wojny światowej i tych którzy ginęli w więzieniach bezpieki i wszystkich zrywów niepodległościowych w czasach komunistycznego PRL-u.  Jak przejmująco brzmi w naszym kraju Apel Poległych, gdy prowadzący wymienia tak wiele pokoleń walczących o to samo o wolną i suwerenną ojczyznę.

Swoistym zero – jedynkowym miernikiem poziomu naszego patriotyzmu stał się Marsz Niepodległości w Warszawie.   Albo jesteś dumny ze swojego kraju i naszej historii i idziesz na Marsz (lub go duchowo wspierasz) albo wspierasz tych, którzy jawnie lub w zakamuflowany sposób gardzą polskością.Marsz dzisiaj utożsamia dumę z bycia Polakiem, przeciwstawia się poniżaniu naszej tradycji i historii.

Radość

Głośne okrzyki, las biało czerwonych flag, głośny śpiew i głośna modlitwa to znak rozpoznawczy tych, którzy mają odwagę twardo bronić Polski i naszych interesów narodowych. Jakże żałosne były w tym roku próby marginalizowania tego Marszu przez rządzących, jak żałosne były działania prezydenta Warszawy i wojewody mazowieckiego, byle tylko utrudnić Polakom udział w Marszu – prezydent Trzaskowski akurat na 11 listopada zamknął przecież Dworzec Centralny PKP ze względu na rzekomo pilny remont, a wojewoda zabronił nie tylko  odpalać, ale nawet mieć przy sobie race świetlne, które przecież są znakiem rozpoznawczym marszu od początku jego istnienia i które praktycznie są niegroźne w użyciu.

Uczestnicy Marszu nie zastosowali się do tego zakazu, race odpalano na nim raz po raz, a mimo to jak podaje policja tegoroczny marsz był najbezpieczniejszy i najspokojniejszy od lat. I wzięła w nim udział rekordowa liczba osób, wg organizatorów było ich około 300 tysięcy, To ogromna liczba. Obrazuje ona całe społeczeństwo, bo w tym marszu idą obok siebie rodzice z dziećmi i ich dziadkowie, kobiety i dziewczyny, dojrzali mężczyźni i młodzi chłopcy.

Nie da się wymazać tego wydarzenia. I bardzo dobrze się stało, że wśród jego uczestników ramię w ramię szedł po raz pierwszy prezydent naszego kraju.  I chyba dobrze, że jak zawsze podczas patriotyczno – religijnych uroczystości Premier Donald Tusk wyjechał tego dnia z Warszawy. Nie potrzebujemy jego hipokryzji, a nawet swoistej schizofrenii, w którą wpadają jego koalicjanci, jak np. wicepremier Władysław Kosiniak Kamysz który przy reprezentantach Wojska Polskiego wygłasza patetyczne przemówienia, jakby zupełnie zapomniał jaki rząd reprezentuje i jakie decyzje ten rząd podejmuje od blisko dwóch lat.

Tegoroczne Święto Niepodległości zapamiętamy na długo. Oby było one zapowiedzią tylko dobrych rzeczy dla nas wszystkich w nadchodzącej przyszłości.

 

Tekst i zdjęcia Jolanta Hajdasz

 

CMWP SDP protestuje przeciwko atakowi prezydenta Legnicy na red. JANUSZA ŻYCZKOWSKIEGO

CMWP SDP stanowczo  protestuje  przeciwko atakom fizycznym na dziennikarzy podczas wykonywania przez nich pracy zawodowej, czego jaskrawym przykładem jest zachowanie prezydenta Legnicy  27 października 2025 r. podczas  burzliwej sesji Rady Miasta Legnica. Zachowanie polityka narusza zasadę wolności słowa. CMWP SDP  wspiera dziennikarza broniąc jego niezależności i prawa do relacjonowania nawet najbardziej kontrowersyjnych konfliktów społecznych i zapowiada, iż udzieli mu nieodpłatnej pomocy prawnej w przypadku eskalacji sporu z politykiem.

Do zdarzenia doszło podczas sesji Rady Miasta Legnica  w poniedziałek 27.10.25 r.   Na tę sesję przyszli przedstawiciele tej części mieszkańców Legnicy, którzy chcą  przywrócenia obecności Krzyża, najważniejszego symbolu chrześcijaństwa do sali obrad. Krzyż, który wisiał w tej sali od lat 90. ub. wieku, został zdjęty w czasie remontu w sierpniu br.  i  arbitralną decyzją Macieja Kupaja, prezydenta Legnicy  (Platforma Obywatelska) nie został tam powieszony z powrotem po zakończeniu remontu .  Na sesji pojawiło się kilkadziesiąt osób, które zdaniem  przedstawicieli prezydenta transparentami i głośnymi okrzykami zakłócały  obrady domagając się powrotu Krzyża. Jak wyjaśniali społecznicy,  ich protest spowodowało radykalne oświadczenie Macieja Kupaja, który  zapowiedział kilka tygodni temu, że nie przewiduje ponownego powieszenia Krzyża w sali.

Red. Janusz Życzkowski, reporter TV Republika usiłował relacjonować tę sesję na antenie swojej stacji w tzw. czasie rzeczywistym.  Podczas wejścia na żywo w trakcie rozmowy z radnym Adamem Wierzbickim (PiS)  prezydent Legnicy brutalnie popchnął dziennikarza zakłócając  jego pracę, co widać na nagraniu filmowym udostępnionym przez reportera w mediach społecznościowych.  Tymczasem prezydent Maciej Kupaj w wydanym przez siebie oświadczeniu przedstawia się jako ofiara rzekomo „agresywnego dziennikarza”  Janusza Życzkowskiego i zapowiada przy tym skierowanie sprawy przeciwko niemu do prokuratury. Jest to klasyczna manipulacja faktami, która z agresora ma uczynić ofiarę i która – często skutecznie – ma odwrócić uwagę od istoty sporu – usunięcia Krzyża z sali obrad Rady Miasta po ponad 30 latach jego obecności w tym miejscu.

CMWP SDP stanowczo protestuje przeciwko takim działaniom samorządowej władzy wykonawczej w Legnicy, jaką zaprezentował prezydent tego miasta w stosunku do dziennikarza. Naruszają one zasadę wolności słowa i niezależności dziennikarskiej .

CMWP  SDP zwraca także uwagę na wyjątkowo negatywny wpływ takiego zdarzenia poziom debaty publicznej w Polsce.  Red. Janusz Życzkowski reprezentuje TV Republika, stację, wyjątkowo negatywnie  traktowaną przez rządzącą koalicję. Reporterzy tej telewizji nie są wpuszczani na konferencje prasowe premiera ani ministrów, regularnie nie otrzymują też akredytacji, a ze strony rządzących polityków są przedmiotem nieustannych ataków słownych  w mediach tradycyjnych i społecznościowych. W ocenie SDP jest to sytuacja zagrażająca wolności słowa w Polsce.  Fizyczne ataki na dziennikarzy prowadzą bowiem m.in. do  uruchomienia mechanizmu autocenzury w mediach czyli samoograniczania się nie tylko przez osobę, która została poturbowana, ale także przez innych dziennikarzy, po to by nie podejmowali w swoich publikacjach trudnych  problemów społecznych, a odpowiedzialnym za to politykom by nie zadawali trudnych i niewygodnych dla nich pytań. W oczywisty sposób niszczy to zasadę wolnego słowa i prowadzi do ograniczenia swobód obywatelskich. Jest to tzw. efekt mrożący (ang. chilling effect), wielokrotnie opisywany zarówno na gruncie polskiego prawa mediów, jak i innych krajów, jako działanie przeciwko wolności słowa i wypowiedzi.  Wyjątkowo bulwersujące w opisywanej sytuacji jest to, iż działanie takie akceptują członkowie partii , którą reprezentuje Prezydent Legnicy (PO), którzy  świadomie manipulowały i deprecjonowały osobę poszkodowanego dziennikarza w mediach , także w mediach społecznościowych. CMWP SDP stanowczo podkreśla, iż takie traktowanie dziennikarza w pracy jest  nieakceptowalne. CMWP SDP stanowczo domaga się wyjaśnienia wszystkich okoliczności tego zdarzenia i zapowiada, iż udzieli nieodpłatnej pomocy prawnej dziennikarzowi, jeśli tylko zajdzie taka potrzeba.

dr Jolanta Hajdasz, dyr. CMWP SDP

Warszawa, 28 października 2025 r.

 

link do mat. video z w/opisanego  zajścia : https://www.dropbox.com/scl/fi/hef06m3cyh4f0f7mxw5j5/Zrzut-ekranu-2025-10-28-o-09.40.54.png?rlkey=3zua96pr583i2pupvmmbhdbuj&dl=0

FENIKSY 2025: m.in.: ks. prof. CHROSTOWSKI, GÓRNY, HAJDASZ, RYMANOWSKI, OGÓREK, ks. ZIELIŃSKI, PIETRZAK, ROSZKOWSKI, SOSNOWSKA

Grzegorz Górny, Bogdan Rymanowski, Ewa Czaczkowska, Magda Ogórek, ks. Henryk Zieliński i Jolanta Hajdasz  to dziennikarze nagrodzeni w tegorocznej edycji nagród Stowarzyszenia Wydawców Katolickich Feniks  2025.  Wśród nagrodzonych jest m.in. także Jan Pietrzak,  prof. Wojciech Roszkowski i  Jolanta Sosnowska. W tym roku główną nagrodę   Złotego Feniksa  otrzymał prof. Waldemar Chrostowski,  autor ponad 50 książek o tematyce religijnej. W uzasadnieniu tej nagrody kapituła napisała  iż nagrodę tę przyznaje  „w uznaniu niezwykłego dorobku życiowego, naukowego, autorskiego i translatorskiego Laureata, których wyraz stanowi imponujący zbiór publikacji w dziedzinie biblistyki, tworząc trwały fundament dla współczesnej polskiej teologii, nauki i formacji katolickiej”.

Na  Zamku Królewskim w Warszawie kończą się Jubileuszowe XXX Targi Wydawców Katolickich. Towarzyszy im od dwudziestu ośmiu lat  przyznawanie nagród Feniksa, najważniejszego wyróżnienia  dla autorów i wydawców książek i multimediów promującym Wiarę i wartości chrześcijańskie,  od tych poruszających najbardziej skomplikowane problemy teologiczne po książki dla dzieci.

Nagroda Stowarzyszenia Wydawców Katolickich FENIKS została przyznana po raz pierwszy w 1999 roku, choć już rok wcześniej wydawcy katoliccy z okazji odbywających się na warszawskich Stegnach III Targów Wydawców Katolickich (1998) przyznali swe pierwsze wyróżnienia i nagrody.

Rok później, w drugim roku istnienia nagrody (1999) dla podkreślenia odradzania się literatury religijnej, przez wiele lat marginalizowanej, spychanej do kościelnego undergroundu lub wprost prześladowanej przez totalitarny system komunistyczny, oraz z uwagi na budzenie się do życia wydawnictw katolickich, które wcześniej nie mogły normalnie funkcjonować z powodów wymienionych już wyżej, postanowiono, iż ta nagroda honorująca wybitne osiągnięcia edytorskie z zakresu literatury religijnej będzie nosiła miano FENIKSA.

Feniks, legendarny ptak wedle mitologii greckiej żyjący w Etiopii, miał żyć kilkaset lat, po czym nagle spalał się na stosie, by szybko z popiołów powstać na nowo. Tak odmłodzony zjawiać się zwykł w egipskim Heliopolis. W literaturze starochrześcijańskiej Feniks stał się symbolem Zmartwychwstałego Chrystusa, który zwycięsko powstał z żaru cierpień i śmierci. Feniks zatem w odniesieniu do wydawnictw katolickich i Targów Wydawców Katolickich, które co roku odbywają się w oktawie Wielkanocy, ma przypominać wydawcom o ich misji i o celu, jakim ostatecznie jest Zmartwychwstały Chrystus, który „jeśli nie zmartwychwstał, daremne jest – jak pisze Apostoł Paweł – nasze nauczanie, próżna jest także nasza wiara”. W tym roku z powodów organizacyjnych targi zostały przeniesione na jesień.

Autorką statuetki Feniksa  jest Anna Wolska, absolwentka Akademi SP w Warszawie.

Wyniki konkursu o Nagrodę SWK FENIKS 2024 dostępne są tutaj: Nagroda FENIKS 2024 – wyniki – Stowarzyszenie Wydawców Katolickich

Wyniki konkursu o Nagrodę Mały FENIKS 2024:  Mały FENIKS 2024 – wyniki – Stowarzyszenie Wydawców Katolickich

Wyniki konkursu o Nagrodę SWK FENIKS 2025 – https://swk.pl/nagroda-swk-feniks-2025-wyniki/

lista zgłoszonych publikacji: Nagroda FENIKS 2025 – lista zgłoszonych tytułów – Stowarzyszenie Wydawców Katolickich

FOTO RELACJA:

TVP i TVN bez transmisji rocznicy Solidarności – HUBERT BEKRYCHT: Moralność Kalego na Woronicza i Wiertniczej

Skandal w Telewizji Polskiej w likwidacji i prorządowej stacji TVN. Nadawcy ci tłumaczą, że w transmisji z 45. rocznicy powstania NSZZ Solidarność przeszkodziła im decyzja władz związku o tym, że sygnał przekazywała TVP Republika. TVP i TVN, wbrew swoim pokrętnym wyjaśnieniom, mogły transmitować uroczystości, ale tego nie zrobiły.

Nielegalne władze bezprawnie przejętej TVP w likwidacji i całkiem legalni przedstawiciele prorządowej TVN skarżyli się, że nie pozwolono im transmitować uroczystości rocznicowych w Gdańsku upamiętniających 45. rocznicę utworzenia NSZZ Solidarność. To nieprawda. TVP i TVN mogły pokazać obchody, ale nie chciały dostosować się do zaleceń gospodarza i organizatora obchodów – władz NSZZ Solidarność, ruchu, który rozpoczął powolną agonię komunizmu w Europie.

Sygnał zaufania

Organizatorzy zapewnili wszystkim widzom polskich stacji telewizyjnych możliwość odbierania transmisji. Kierownictwo Solidarności powierzyło prawo do – jak mawia się w mediach – produkcji sygnału TV Republika. Po prostu mają do tej stacji zaufanie. Mnie to nie dziwi. Najwyższe zdziwienie jednak wywołała ta decyzja w gabinetach szefów prorządowych stacji. Władze TVP w likwidacji i TVN skrytykowały decyzję Solidarności o dystrybucji sygnału i postanowienie, że to TV Republika umożliwi transmisję z uroczystość zarówno TVP jak i TVN. Bez opłat! Za to TV Republika poprosiła tylko o podanie do wiadomości, że to właśnie ta stacja robi transmisję.

Wybuchł skandal. Ale nie skandal związany z transmisją i przekazywaniem jej sygnału przez TV Republika. Skandal, bo szczególnie media publiczne, a za takie chce uchodzić TVP w likwidacji, powinny pokazywać takie uroczystości jak 45. rocznica utworzenia NSZZ Solidarność. Tego związku zawodowego, który w 1980 roku, w imieniu wszystkich Polaków, zagrał w na nosie Moskwie, ale przede wszystkim przywrócił Nadzieję narodom zniewolonym przez Kreml.

Nagrody dla prorządowych stacji

Moim zdaniem relacjonujące przecież większość wydarzeń rocznicy TVP i TVN nie były zmartwione, że znalazły powód do tego, aby nie pokazać na przykład przemówienia prezydenta RP Karola Nawrockiego. Rząd nagrodzi na pewno państwowego nadawcę kolejną transzą pieniędzy na zwijanie TVP. Bo spółka w likwidacji. Olbrzymie pieniądze jednak płyną do TVP z naszych podatków. Na co? Na żenujące niekiedy programy chwalące rząd i premiera. Płyną też pieniądze na pensje usłużnych pracowników TVP uznawanych za dziennikarzy.

Telewizja TVN swoją nagrodę za to, że nie pokazała transmisji już dostała. Bo od końca ubiegłego roku TVN jest spółką strategiczną, której nie można – tak jak Polsatu – sprzedać bez zgody rządu. Nie dojdzie więc na razie do opłakiwanego w Niemczech przez mainsteram medialny wydarzenia. Tam właśnie, w tej kolebce „demokracji walczącej”, komercyjny koncern ProSiebenSat1 został kupiony przez włoską korporację MediaForEurope związaną z imperium Berlusconich. Dlaczego kanclerz i rząd federalny nie nagną praw wolnego rynku i nie dają gwarancji komercyjnej telewizji? Bo tam jest kapitalizm. I to niemiecki.

Ból istnienia w TVP i TVN

Z kronikarskiego obowiązku Polsat pokazał uroczystości a jego dziennikarze nie mieli problemu z tym, aby poinformować swoich widzów, że transmisję robi TV Republika.

Ciekawe, że TVP i TVN strasznie natarczywie używające słowa „skandal” w odniesieniu do producenta sygnału z 45. rocznicy powstania Solidarności przez prawie dwa lata nie zająknęli się nawet na temat rzeczywistego szykanowania przez rząd TV Republika i innych mediów komercyjnych.

Dziennikarze TV Republika i innych niezależnych mediów nie są wpuszczani na jakiekolwiek konferencje organizowane przez rząd Donalda Tuska. Nawet na te dotyczące bezpieczeństwa kraju. Przykładem może być wyrzucenie z otwartego dla mediów posiedzenia przeciwpowodziowego sztabu kryzysowego dziennikarza TV Republika i członka Zarządu Głównego SDP Janusza Życzkowskiego.

Kali z Woronicza i Wiertniczej

Postanowiłem napisać ten komentarz zanim szefowa MEN Barbara Nowacka zakaże dzieciom i młodzieży czytania powieści „W pustyni i w puszczy” Henryka Sienkiewicza. Dla tych, którzy nie wiedzą to taki XIX-wieczny thriller naszego noblisty o porwaniu europejskich dzieci przez islamistów, przy których dzisiejsi terroryści to przedszkolaki.

Przede wszystkim to jednak przepięknie napisana powieść o zderzeniu cywilizacji i zwycięstwie tradycyjnych wartości. Pewnie mnie ktoś za ten opis zgani, ale co tam. Przecież nie będę pisał, że to przykłady „prób zrzucenia przez Arabów jarzma okrutnego kolonializmu” lub „porażki, którą odnieśli Europejczycy nad afrykańskim ludami”. I tego nie napisał Aleksander Prus, ale dzisiejsi politycznie poprawni przeciwnicy powieści Sienkiewicza. Nie, nie o relacjach społecznych jest książka. Jeśli ktoś nie czytał, niechaj się nie wstydzi i to zrobi. Polecam.

Jest jednak w opisie przygód Stasia i Nel potężna lekcja świadomości własnej dumy budzącej się w narodach podbitych i wymazywanych z mapy świata. Chodzi o dialog bohaterskiego Polaka Stasia Tarkowskiego z Kalim, młodym „arystokratą” murzyńskiego plemienia tubylczego. Kali uważa, że źle jak jemu ktoś ukradnie krowy, ale dobrze, jeśli to Kali ukradnie kilka sztuk bydła innym.

Staś jest bezradny, nie może w żaden sposób Kalemu wytłumaczyć, że rozumowanie syna afrykańskiej ziemi jest błędne w kontekście praw naszej cywilizacji. Ale Staś tłumaczy…

Tak jest też z TVP i TVN w przypadku ich pretensji do produkcji sygnału z uroczystości utworzenia Solidarności. Można im tłumaczyć, ale nie zrozumieją.

Nieudany „plebiscyt”

Władze TVP w likwidacji w ogóle nie rozumieją wiele. Otóż w państwowej stacji relacjonują „plebiscyt” z okazji 45 lat Solidarności pod tytułem „A to nam się udało!”. Wyłoniono 10. finalistów, ale proponuję skupić się na czterech pierwszych: Polska w NATO; Polska w Unii Europejskiej; Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy; Powstanie Solidarności…

Czy teraz w TVP w końcu zrozumieją, że NSZZ Solidarność nie ma zaufania do państwowej stacji telewizyjnej, która robi z Polaków głupków przekazując takie „wyniki” plebiscytu? Kto z nas postawił w „plebiscycie” WOŚP wyżej niż NSZZ Solidarność? No kto? Kto ceni wyżej plotącego bzdury faceta w czerwonych spodniach niż ruch społeczny, dzięki któremu ten facet może takie androny opowiadać?

Proponuję do „plebiscytu” dodać całą TVP w likwidacji – bo w kategorii „A to nam się udało” TVP może umieść punkt: jak w bezprawnie przejętej przez Telewizji Polskiej udało się w rocznicę powstania Solidarności nie pokazać transmisji z uroczystości 45. rocznicy utworzenia związku…

 

ALEKSANDRA TABACZYŃSKA o kolejnej rocznicy śmierci dziennikarza JAROSŁAWA ZIĘTARY

Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich upamiętniło 33. rocznicę uprowadzenia i zamordowania poznańskiego dziennikarza Jarosława Ziętary. Wiązankę kwiatów złożono w Poznaniu, na ulicy Kolejowej 49, gdzie na murze kamienicy, z której Jarek wyszedł, i już nie wrócił 1. września 1992 roku, znajduje się pamiątkowa tablica.

Na kamiennej płycie widnieje wizerunek zamordowanego reportera oraz napis: „W tym domu mieszkał Jarosław Ziętara. Porwany 1 września 1992 r. Zginął dlatego, że był dziennikarzem”. Tablica, która powstała w 2016 roku, z inicjatywy Społecznego Komitetu im. Jarosława Ziętary, jest nie tylko symbolem pamięci środowiska dziennikarskiego, ale miejscem, w którym corocznie spotykają się, przyjaciele Jarka, ludzie mediów  oraz mieszkańcy miasta, aby wspomnieć reportera, zapalić znicz, złożyć kwiaty.

Na uroczystości poświęconej zamordowanemu dziennikarzowi, wspominał go Krzysztof M. Kaźmierczak twierdząc, że zbrodnia ta była tak dobrze przygotowana, że można ją uznać za zbrodnię doskonałą. Obecny na uroczystości dziekan Wydziału Nauk Politycznych i Dziennikarstwa UAM Szymon Ossowski, przypomniał, że Jarosław Ziętara był absolwentem tego wydziału ,wówczas jeszcze Instytutu Nauk Politycznych i Dziennikarstwa. Zapowiedziano także 11 videocastów, rozmów poświęconych dramatycznym wydarzeniom sprzed ponad 30 lat, które będą emitowane w Radiu Poznań w likwidacji.

Oskarżonych w sprawie uprowadzenia dziennikarza uniewinniono. W 2022 roku Sąd Okręgowy w Poznaniu uniewinnił oskarżonego o podżeganie do zabójstwa Ziętary byłego senatora Aleksandra G.; w styczniu 2024 roku orzeczenie to podtrzymał sąd apelacyjny. W grudniu ub. roku Sąd Najwyższy oddalił kasację prokuratury od tego wyroku.

W październiku 2022 roku, w innym procesie, Sąd Okręgowy w Poznaniu uniewinnił Mirosława R., ps. Ryba, i Dariusza L., ps. Lala, oskarżonych o uprowadzenie, pozbawienie wolności i pomocnictwo w zabójstwie Ziętary. Wyrok nie jest prawomocny; apelacja nie została jeszcze rozpoznana.

 

ALEKSANDRA TABACZYŃSKA: 33 lata sprawy RED. JAROSŁAWA ZIĘTARY – dokumentowanie zbrodni

JOLANTA HAJDASZ na zaprzysiężeniu – KAROL NAWROCKI: Walczyć trzeba z tymi, którzy naród pchają do upadku i do upodlenia

Takiej inauguracji prezydentury jeszcze nie było. Ogromne tłumy ludzi z biało czerwonymi flagami na ulicach stolicy, radość, wzruszenie i podniosły charakter uroczystości na każdym kroku, w każdym punkcie programu ze środy 6 sierpnia 2025 roku.

I co dla nas wymowne i ważne, wśród zaproszonych oficjalnych gości tylu dziennikarzy, że trudno uznać to za przypadek. Ufam, że jest to zapowiedź dobrej współpracy Prezydenta Karola Nawrockiego z naszym środowiskiem i poważnego traktowania przez niego nabrzmiałych i nawarstwiających się od lat problemów dziennikarzy i mediów.

Niestety, nie udało się to zbyt dobrze za prezydentury Andrzeja Dudy, choć wielu z nas ocenia ją bardzo pozytywnie i wielu rozumie gigantyczne problemy, z jakimi musiał się zmierzyć na przestrzeni obu kadencji PAD.  Nie zamierzam w tym miejscu analizować i roztrząsać tego co było (czy nie było, a wg nas powinno było być), ale po ludzku jest nam przykro, że były prezydent na koniec swojej kadencji  nie ułaskawił naszego kolegi Mateusza Teski skazanego w niejawnym procesie karnym za zadanie pytania rzecznikowi prasowemu. Taki zwykły ludzki gest, którego zabrakło. To jest jak symbol dla naszego środowiska, sytuacja jak z koszmarnego snu, gdy dziennikarz widzi, że w razie kłopotów zostanie na placu boju sam, bo wsparcie środowiska nic nie znaczy, nikt się nie liczy z apelami, pismami i prośbami, gdy wielu znanych, popularnych i cenionych dziennikarzy podpisuje się pod wnioskiem o ułaskawienie, bo wyrok jest jawnie niesprawiedliwy, bo przeczy wolności słowa i niezależności dziennikarskiej itd, itp…. Oby takie wyroki naprawdę stały się historią. To akurat jest w stanie zmienić Prezydent, bo on dysponuje prawem łaski.

Może jednak zacznę od wymienienia tych, których zaproszono oficjalnie na tę uroczystość i którzy wraz z wieloma innymi zaproszonymi gośćmi oglądali zaprzysiężenie Prezydenta Karola Nawrockiego w Sali Kolumnowej Sejmu.  Nie jest to żadna pełna lista, wymieniam tylko tych, których udało mi się dostrzec, ale to zestawienie jest wymowne. I prawie wszyscy to członkowie Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. Anita Gargas, Dorota Kania, Monika Rutke, Grzegorz Górny, Michał Rachoń, Jarek Olechowski, Marcin Wolski, Krzysztof Ziemiec, Jacek Karnowski, Marcin Tulicki, Jacek Kurski, Rafał Ziemkiewicz, Małgorzata Raczyńska-Weinsberg, Michał Adamczyk, Cezary Gmyz… Oczywiście, każdy dziennikarz w trakcie takich uroczystości i tak zawsze jest w pracy, więc od strony wizerunkowej to zrozumiałe, że się zaprasza tych, którzy generują zasięgi, ale ufam, że nie był to taki tani zwyczajny polityczny koniunkturalizm Kancelarii Prezydenta, tylko chęć wskazania kogo się szanuje i z jakim środowiskiem chce się współpracować.

Na sali było zresztą wiele znajomych twarzy i nie byli to tylko politycy. Prof. Zybertowicz, prof. Krasnodębski i prof. Stanisław Mikołajczak, prof. Ryba i Piotr Bernatowicz, Maciej Szymanowski i Józef Orzeł, Marcin Dybowski i tylu innych, społeczników, działaczy, naukowców i pracowników mediów.  Z całą pewnością są to ludzie ideowi, od lat angażujący się w pracę i działalność na rzec innych, zgodnie z dewizą Bóg, Honor Ojczyzna. Spontaniczne oklaski w trakcie oglądanego przecież na ekranie telewizora orędzia świeżo zaprzysiężonego Prezydenta, skandowanie jego imienia i nazwiska, a nawet ocierane łzy wzruszenia u niektórych, to świadectwo tego, że chyba wszyscy mamy poczucie uczestnictwa w wydarzeniu wyjątkowym.  Wielki dzień dla Polski – te słowa słyszałam najczęściej.

Wybaczam tę pogardę z którą się spotkałem w trakcie kampanii prezydenckiej powiedział Karol Nawrocki, co w Sejmie przyjęto gromkimi oklaskami. Pogarda ta wyrażała się w tym roku w tylu środkach masowego komunikowania, że jako całe środowisko powinniśmy  chyba przygotować na ten temat jak najobszerniejszy Raport. Kto i kiedy rozpoczynał nagonkę, co było jej główną treścią, gdzie ona rezonowała i kto to napędzał, to pytania na które wreszcie trzeba spróbować dać odpowiedź. Winnych trzeba chociaż wskazać i nazwać po imieniu i nazwisku.

Jeszcze dłużej zebrani w Sali Kolumnowej klaskali, gdy usłyszeli, że „tak dalej rządzić nie można” i że powołana będzie Rada Naprawy Ustroju Państwa i że pod kierownictwem Prezydenta rozpoczną się prace nad nową Konstytucją, którą powinna być gotowa do przyjęcia w 2030 r.  Jej częścią zapewne będą zapisy dotyczące wolności słowa, niezależności mediów i prawa każdego obywatela do głoszenia swoich poglądów , a więc znowu, w myśl znanego hasła „nic o nas bez nas” warto by się włączyć i współpracować.  To samo dotyczy projektów  już bliższych w terminie realizacji jak choćby nowa ustawa medialna, czy ustawa o procesach typu SLAPP, a nawet szumnie zapowiadana przez Adama Bodnara likwidacja art. 212 kk. czy tzw. ustawa o mowie nienawiści. Warto upewnić się, że nowy Prezydent widzi zagrożenia związane z niektórymi obowiązującymi, a także tymi proponowanymi przepisami.

 

Karol Nawrocki zakończył swoje orędzie – jak sam się wyraził – lekcją polskich Ojców Niepodległości z roku 1918 r. To uniwersalne, ponadczasowe przesłanie, warto więc je po raz kolejny przypomnieć.   Prezydent zacytował Lecha Kaczyńskiego, który powiedział że „warto być Polakiem”, cytował Romana Dmowskiego, który powtarzał, że   „jesteśmy Polakami i mamy obowiązki polskie”, przypomniał Józefa Piłsudskiego, który mówił, że „niepodległość nie jest dana nam raz na zawsze”, oraz to, że „wrażliwości społecznej możemy się uczyć od Wojciecha  Korfantego”, bo on przypominał, że „główną powinnością państwa  jest służenie, służenie polskim obywatelom i ludziom”, więc i  ja jako prezydent też nie jestem od niczego innego, tylko od służenia . Walczyć trzeba z tymi, którzy naród pchają do upadku i do upodlenia. Niech Bóg błogosławi Polsce, niech żyje Polska – zakończył Karol Nawrocki. Mocne, poważne wystąpienie w Sejmie. Dobry początek.

W  Katedrze Warszawskiej uderzająca była nieobecność przedstawicieli rządzącej koalicji. Nawet katolik Szymon Hołownia nie zdobył się na to, by w święto Przemienienia Pańskiego, jakie przypada właśnie 6 sierpnia uczestniczyć w czymś tak ważnym dla ludzi wierzących, jak Msza św. Smutny to był widok, gdy w pierwszej ławce obok byłego już Prezydenta Andrzeja Dudy i jego żony siedział tylko wicemarszałek z Konfederacji Krzysztof Bosak i politycy Prawa i Sprawiedliwości. Z  drugiej strony może to i lepiej, niech skończy się ta hipokryzja pseudokatolików i ich wizja kościoła , który „ma łączyć, a nie dzielić”. Tym razem mieli taką dobrą okazję wcielić w życie to co głoszą ci „otwarci katolicy”  i jak zwykle nawet z tego nie chcieli skorzystać.

Ale i bez nich  było pięknie i podniośle. Kilkudziesięciu księży przy ołtarzu i Bogurodzica i Mazurek Dąbrowskiego, i Boże coś Polskę i Pieśń Konfederatów Barskich, i kwiaty na grobach przedwojennych prezydentów,  przy tablicy upamiętniającej Marię i Lecha  Kaczyńskich i pry sarkofagach prymasów – kardynałów Augusta Hlonda i Stefana Wyszyńskiego. I jeszcze te słowa do Karola Nawrockiego skierowane w poruszającej homilii arcybiskupa Adriana Galbasa „doświadczy Pan góry Tabor i góry Kalwarii,  bo nasze codzienne życie rozgrywa się pomiędzy tymi dwiema górami: pomiędzy Taborem i Kalwarią. Doświadczamy na przemian śmiechu i łez, pocieszenia i strapienia, radości i smutku. Mamy „siniaki i cekiny”, jak śpiewa jedna ze współczesnych artystek polskiej sceny. Nie ma na świecie nikogo, kogo życie byłoby tylko samą euforią i nie ma nikogo, kogo życie byłoby samą tylko tragedią. Zawsze jest wesele i pogrzeb, szczęście i nieszczęście, „z górki” i „pod górkę”, posiadanie i strata. I chodzi o to, byśmy – jako wierzący – mieli pewność, że we wszystkim jest z nami Chrystus. Przeżywając szczęście, byśmy nie popadli w pychę, a przeżywając nieszczęście, byśmy nie wpadli w rozpacz.(…).

Tak jest i tak będzie również w życiu Pana Prezydenta – powiedział abp Galbas.  Także on doświadczy „prawa falowania”, tego, że będzie i tak i siak. Góra Kalwaria i góra Tabor. Oby w ciągu najbliższych pięciu lat intensywność tych gór nie rozłożyła się w Pana życiu, w Pana posługiwaniu i w życiu Pana rodziny po połowie, a tym bardziej, oby nie zdominowało to co trudne i ciężkie, ale nie jesteśmy naiwni: wiecznego Taboru na pewno nie będzie, pięć usłanych różami lat nie nadejdzie – powiedział duchowny (…) ale  jeśli statek nie wie do, którego portu płynie – mówi Seneka – wtedy każdy wiatr jest mu przeciwny”. Jeśli nie wiem, jaki jest cel mojego życia, wtedy wszystko jest trudniejsze, wszystko będzie jakby przeciwko mnie –  mówił  przejęciem abp metropolita warszawski.

I właśnie to zdanie zapadło mi najmocniej w pamięć, bo dotyczy także naszego środowiska, nas dziennikarzy.  Też musimy „znaleźć port, do którego płynie nasz statek”, cel, do którego powinniśmy dążyć w najbliższych latach, my, czyli nasze środowisko, nasze Stowarzyszenie.  Najwyższy czas poszukać aktualnej koncepcji zawodu dziennikarskiego, sformułować nową Kartę Etyczną Mediów (bo obecna coraz mniej uwzględnia realia współczesności), czy zawalczyć o jakiekolwiek zabezpieczenia socjalne dla dziennikarzy. Brzmi utopijnie, ale może jednak warto spróbować. Gdy wieje wiatr zmian, warto dać mu się ponieść.

 

                                                                                                               

 

Z uroczystości inaugurujących prezydenturę Karola Nawrockiego

prezes SDP i dyrektor CMWP SDP Jolanta Hajdasz

 

 

O wynaturzeniach w przekazie pisze HUBERT BEKRYCHT: Dziennikarscy rachmistrzowie

Uczono mnie, że źródła są najważniejszymi filarami powstawania jakiegokolwiek materiału dziennikarskiego. No cóż albo się wiele zmieniło albo po prostu ludziom mediów się nie chce sprawdzać źródeł. Co nie zmienia faktu, że jak piszesz o „fałszerstwach wyborczych” to masz to udowodnić, a nie liczyć głosy.

Na antenie TVN obserwowaliśmy żenujący spektakl „transparentności” liczenia głosów. Troje sędziów najpierw męczyło się, aby otworzyć worek z głosami ze spornej komisji (nie mówili w TVN, czy to rzeczywiście ten worek), a potem liczono głosy. I doliczono się. Jednego spornego głosu, który mógł być oddany na prezydenta Warszawy Rafała Trzaskowskiego a nie na prezydenta-elekta Karola Nawrockiego. Przypomnę, jeden głos.

Sekundanci chaosu

Co tak bulwersuje? Już nawet nie to, że rząd Donalda Tuska nie umie przegrywać, nie to także, iż „zarzuty” wobec procedur liczenia są na poziomie małego dziecka skaczącego z dywanu na podłogę…

To, co działo się po „uruchomieniu” mechanizmu zohydzania Nawrockiego i to, co robiły rządowe media po przekazaniu prezydentowi elektowi zaświadczenia PKW o wyborze są zaledwie literówką w ogromnym tekście o bólu liberalno-lewackich środowisk po wyborach prezydenckich. To, co naprawdę groźne to włączanie się prorządowych dziennikarzy do „ogólnonarodowego liczenia głosów”.

To oni przecież sekundowali w wywoływaniu nieufności do kwestionowania wyników wyborów wygranych przez Karola Nawrockiego prawie taką samą przewagą głosów, jaką pięć lat temu wygrał Andrzej Duda z Rafałem Trzaskowskim. Czyli, nie „znikomą” jak piszą lizusi z redakcji sprzyjających Tuskowi.

Liczenie na antenie..?

Dziennikarscy rachmistrzowie nie są odosobnieni, ale to oni nakręcają histerię, podnoszą krzyk tam, gdzie nie westchnęli nawet po wyborach parlamentarnych w październiku 2023 roku. Gdzie byli owi „strażnicy” etyki zawodowej, kiedy ewidentnie łamano ordynację wyborczą i prawo powszechne przewożąc autobusami (!) grupy wyborców z okręgu do okręgu, tam, gdzie możliwy był mandat jeszcze jednego przedstawiciela ówczesnej opozycji.

Gdzie byli owi uśmiechnięci żurnaliści przytakujący obecnemu rządowi, kiedy w nocy stały ogromne kolejki przed lokalami wyborczymi w niepewnych dla PO okręgach wyborczych? To byli ludzie, którzy swój głos oddali nie raz kilka godzin po zamknięciu lokali… Już nazajutrz po zakończonych wyborach. I ludzie ci nie byli na terenie lokali wyborczych, bo teren to tylko najwyżej kilka metrów przez siedzibą obwodowej komisji wyborczej, a nie kilkaset metrów wokół budynku.

„Akcję profrekwencyjną” rozdają ciepłe napoje i pizzę prowadzili w tych kolejkach przyszli posłowie, przyszłej koalicji. Mało? Widać, jeśli uczciwi nie reagują, mało. Z kronikarskiego obowiązku przypomnę, że wyborów parlamentarnych sprzed prawie półtora roku nie zakwestionowała konserwatywna opozycja.

A potem będzie wstyd…

Teraz, po wyborach prezydenckich wygranych przez Karola Nawrockiego, doszedł autentyczny element podżegania, obrzydliwego podżegania. Do czego? Do przestępstwa polegającego na pomawianiu członków komisji w całej Polsce, że nie „przypilnowali” wyborów. Lub je „sfałszowali”.

W kraju, gdzie administracja państwowa – definicyjnie to także administracja samorządowa – jest we władaniu PO, TD (której już nie ma, ale jest) i Lewicy (nie wiadomo, czy jest). Byłoby to wszystko paradne, gdyby nie chodziło o teoretycznie możliwą wojnę domową po zamachu stanu. Za mocno? A czymże jest namawianie do kwestionowania legalnych wyborów?

Ludzie z rządu nie ukradną wyborów, ale niesmak po ich medialnych akolitach „liczących” nasze głosy pozostanie…

 

Hubert Bekrycht

 

 

Gala rozdania nagród Oddziałów Wielkopolskiego i Lubuskiego SDP

Trzeci raz z rzędu, w pięknych wnętrzach Muzeum Narodowego w Poznaniu, na Zamku Przemysła odbyła się Gala wręczania nagród w konkursie Oddziałów Wielkopolskiego i Lubuskiego Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. We wtorek, 10 czerwca w gościnnych progach Zamku zgromadziło się liczne grono laureatów i ich bliskich oraz ludzi mediów.

Na konkurs wpłynęło 48 zgłoszeń od dziennikarzy prasowych, radiowych, telewizyjnych i internetowych z województwa lubuskiego i wielkopolskiego. Jury pod przewodnictwem prezes Zarządu WO SDP, prezes SDP red. Jolanta Hajdasz (w dniu wręczenia nagród odebrała nadany przez Prezydenta RP Andrzeja Dudę Złoty Krzyż Zasługi – były gratulacje od Koleżanek i Kolegów z  WO i LO SDP).

W jury byli też: red. Barbara Miczko – Malcher, red. Aleksandra Tabaczyńska, red. Krzysztof Chmielnik, przedstawiciel LO SDP, red. Ryszard Gromadzki, red. dr Wiesław Kot, red. Jan Martini oraz Barbara Napieralska, przedstawicielka NSZZ Solidarność Region Wielkopolska. Solidarność jest fundatorem Nagrody dla Młodych Dziennikarzy im. Wojciecha Cieślewicza.

W Gali rozdania nagród udział wzięli: Jarosław Lange przewodniczący NSZZ „Solidarność” Regionu Wielkopolska, Tomasz Łęcki, dyrektora Muzeum Narodowego w Poznaniu i gospodarz miejsca, a także Marta Mleczko, dyrektor Centrum Kultury „Park Dzieje” w Murowanej Goślinie.

Jury postanowiło przyznać, w sumie, 17 nagród i wyróżnień w czterech kategoriach: Nagroda Główna, Virtuti Civili, Nagroda im. Wojciecha Dolaty i Nagroda dla Młodych Dziennikarzy im. Wojciech Cieślewicza.

Nagrodzeni dziennikarze otrzymali okolicznościowe dyplomy, nagrody pieniężne oraz vouchery na weekendowy pobyt w Domu Dziennikarza w Kazimierzu Dolnym.

Wyróżnieni z kolei otrzymali książki autorstwa Grzegorza Kucharczyka pt. „ Monarchia Polska” oraz bilety na widowisko ‘Ogień i Krzyż” ufundowane przez Centrum Kultury „Park Dzieje”.

 

PIOTR ROBAKOWSKI I ROMAN WAWRZYNIAK laureatami Konkursu Dziennikarskiego 2025 Wielkopolskiego i Lubuskiego Oddziału SDP!

Ponadto, po raz czwarty Zarząd Wielkopolskiego Oddziału SDP, uhonorował wybitnych dziennikarzy związanych z regionem.

LAUR 2025 Wielkopolskiego otrzymali prof. Grzegorz Kucharczyk i prof. Piotr Grochmalski

Dotychczasowi Laureaci:

Laur WO SDP 2021 – laureaci red. Barbara Miczko Malcher , red. Sławomir Kmiecik

Laur WO SDP 2023 – laureaci red. Piotr Lisiewicz, red. Grażyna Wrońska

Laur WO SDP 2024 – red. Wanda Różycka – Zborowska, red. Wiesław Kot, i miesięcznik dla ministrantów KnC  Króluj nam Chryste z okazji jubileuszu XX lecia istnienia.

https://sdp.pl/laur-wielkopolskiego-oddzialu-sdp-2025-dla-prof-piotra-grochmalskiego-i-prof-grzegorza-kucharczyka/

 

Wyrok dla dwóch sprawców zamachu na maltańską dziennikarkę DAPHNE GALIZIĘ

Są wyroki skazujące dwóch członków gangu odpowiedzialnych za wybuch samochodu – pułapki, w którym 8 lata temu zamordowano maltańską dziennikarkę Daphne Caruanę Galizię – podała Europejska Federacja Dziennikarzy. Organizacja poinformowała, że wyroki skazujące dla Roberta Agiusa i Jamiego Velli, wydane przez ławę przysięgłych w La Valletcie 5 czerwca, są przełomowym krokiem w walce z długoletnia bezkarnością przestępców.

Wciąż trwa postępowanie w sprawie domniemanego organizatora zamachu na dziennikarkę. Jej rodzina i przyjaciele wielokrotnie apelowali o przyspieszenie postępowania.

Zginęła, bo była dziennikarką

Wyrok zapadł po sześciotygodniowym procesie. Stało się to jednak prawie osiem lat po tragicznej śmierci dziennikarki 16 października 2017 roku. Dwaj mężczyźni, będący częścią maltańskiego podziemnego świata przestępczego, zostali uznani za winnych zdobycia materiałów wybuchowych o przeznaczeniu wojskowym i dostarczenia ich płatnym zabójcom, którzy dokonali morderstwa.

Maltańskie media przewidują, że dwie kolejne osoby zamieszane w spisek mający na celu zabicie Galizii z powodu jej dziennikarskiego śledztwa, trafią do więzienia.

Wciąż nie ma wyroku dla domniemanego zleceniodawcy

Dotychczas pięć osób zostało uznanych za winnych udziału w zamachu, jedna osoba przyznała się do winy – to pośrednik, który został ułaskawiony bo złożył zeznania obciążające zleceniodawcę zamachu na Galizi.

Domniemany mózg zamachu na dziennikarkę, Yorgen Fenech, wpływowy maltański biznesmen, oczekuje obecnie na proces. Fenech został zwolniony z aresztu za kaucją w lutym 2025 roku.

hub

 

„Obława Augustowska w oczach świadka” spotkanie w Klubie Publicystyki Kulturalnej

W tym roku obchodzimy 80 rocznicę dramatycznych wydarzeń Obławy Augustowskiej. Była to operacja wojskowa Armii Czerwonej, NKWD raz LWP i UB w lipcu 1945 roku na Suwalszczyźnie. Głównym jej celem była eksterminacja zbrojnego podziemia niepodległościowego i pacyfikacja ludności. To największa zbrodnia komunistyczna w Polsce po zakończeniu II wojny światowej. W czasie Obławy Augustowskiej zostało zatrzymanych około 7 tysięcy osób. Ponad 600 nigdy nie wróciło do swoich domów – zostały zamordowane i pochowane w nieznanym miejscu.

Klub Publicystyki Kulturalnej Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich zorganizował specjalne spotkanie, poświęcone upamiętnieniu tragedii, połączone z zaprezentowaniem książki „Obława Augustowska w oczach świadka”, autorstwa dr Teresy Kaczorowskej.

Rozmowę i dyskusję poprowadziła dr Jolanta Hajdasz, prezes SDP w siedzibie Stowarzyszenia na Foksal.

Spotkanie w Klubie Publicystyki Kulturalnej od prawej: autorka Teresa Kaczorowska i prezes SDP prowadząca spotkanie Jolanta Hajdasz
zdj. Aleksandra Tabaczyńska

Bohaterem publikacji jest ksiądz prałat Stanisław Wysocki – niezłomny kapłan, świadek historii i społeczny bojownik  o prawdę o Obławie Augustowskiej. To właśnie on, między innymi, w lipcu 1945 r. stracił ojca i dwie siostry, których na jego oczach zabrali Rosjanie z pomocą polskich komunistów. Teresa Kaczorowska zaprezentowała działalność duszpasterską kapłana oraz wpływ wydarzeń sprzed lat na całą jego drogę życiową. Zebrani, mogli wysłuchać świadectwa mecenasa Tadeusza Komosy, ucznia ks. Wysockiego. Stwierdził on, że określenie „lekcje” religii, zupełnie nie pasują do gorących dyskusji na temat prawd wiary, podczas których kapłan nauczał.

W wydarzeniu wzięła też udział Maria Lamers z Krakowa, wnuczka katyńska, która akompaniując sobie na gitarze, zaśpiewała kilka autorskich pieśni patriotycznych. Publiczność usłyszała między innymi „Apel ofiar Obławy Augustowskiej”, do której słowa ułożyła bohaterka spotkania, a muzykę Maria Lamers. Artystka opowiedziała, że gdy Teresa poprosiła ją o napisanie muzyki do swojego wiersza, udała się do biblioteki w Krakowie. Aby wniknąć w atmosferę tamtych dni, chciała wypożyczyć wszystkie pozycje jakie są w placówce, dotyczące Obławy Augustowskiej. Wcześniej o tej tragedii nie słyszała. Okazało się, że jedyne książki, które istnieją to tylko autorstwa Teresy Kaczorowskiej. Nikt o tym poza nią nie pisał.

Maria Lamers z Krakowa, wnuczka katyńska, która akompaniując sobie na gitarze, zaśpiewała kilka autorskich pieśni patriotycznych. Publiczność usłyszała między innymi „Apel ofiar Obławy Augustowskiej”, do której słowa ułożyła bohaterka spotkania, a muzykę Maria Lamers zdj. Aleksandra Tabaczyńska

Uczestnicy spotkania usłyszeli też w jaki sposób udało się autorce oczyścić ks. Stanisława Wysockiego z pomówień na temat jego rzekomej współpracy z służbami PRL. Tą ostatnią w swoim życiu bitwę o honor i prawdę leciwy już wtedy prałat, również wygrał. Został formalnie oczyszczony. Dodatkowo Teresa Kaczorowska zaprezentowała list, który otrzymała od Ryszarda Ślizankiewicza, funkcjonariusza SB Wydziału IV KW MO później WUSW. Ślizankiewicz pisze, że według jego wiedzy nie prowadzono wobec księdza żadnych spraw operacyjnych, nie był on tajnym współpracownikiem SB, nigdy nie dostał takiej propozycji, niczego nie podpisał i na nikogo nie donosił.

Dr Teresa Kaczorowska, swoją książkę przesłała Ryszardowi Schnepfowi, synowi Maksymiliana Sznepfa, dowódcy Praskiego Pułku Piechoty, który to pułk wspomagał sowieckie siły w tej największej akcji eksterminacyjnej w Puszczy Augustowskiej. Komentarz jaki otrzymała można zamknąć w słowach: mój ojciec był bohaterem.

Teresa Kaczorowska– dr nauk humanistycznych, badaczka historii najnowszej, reporterka, poetka, członek Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich. Jest autorką 20. książek, w tym o zbrodni katyńskiej, Obławie Augustowskiej, ostatnie to: „Obława Augustowska” wydanej też w języku angielskim „The Augustów Roundup of July 1945”, „Dziewczyny Obławy Augustowskiej” i „Było ich 27” oraz wielu artykułów prasowych i prac naukowych. Uhonorowana wieloma odznaczeniami, m.in. Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski „Polonia Restituta” (2010 r.), Brązowym (2014 r.) i Srebrnym (2023 r.) Medalem „Zasłużony Kulturze Gloria Artis”, Nagrodą Zygmunta Krasińskiego (2025 r.).

Maria Lamers – artystka wszechstronna: śpiewa, gra na gitarze, komponuje, maluje (absolwenta Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie), pisze piosenki, występowała w Piwnicy pod Baranami. Uczestniczka 6. The Voice of Poland (znalazła się w finale). Jej dziadek został zamordowany przez Rosjan w obozie jenieckim w Katyniu.

Link do „Apelu ofiar Obławy Augustowskiej”: słowa: Teresa Kaczorowska, muzyka i wykonanie: Maria Lamers: