Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji wyraziła sprzeciw wobec łamania prawa przez władze administracji publicznej w związku z licznymi sytuacjami zakazu wstępu przedstawicielom niektórych redakcji na konferencje i briefingi prasowe członków rządu. Chodzi głównie o zachowania administracji państwowej wobec dziennikarzy Telewizji Republika.
Jak zauważyła w komunikacie KRRiT, w ostatnich miesiącach miały miejsce liczne odmowy dostępu do informacji ze strony administracji państwowej wobec dziennikarzy z TV Republika. „Blokowanie dziennikarzom dostępu do informacji o działaniach organów państwowych uniemożliwia im wykonywanie swoich podstawowych obowiązków wynikających z ustawy Prawo prasowe” – podkreśliła rada.
Zauważyła również, że art. 61 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej wyraźnie mówi o prawie obywateli do uzyskania informacji o działalności organów władzy publicznej, a art. 4 ustawy o dostępie do informacji publicznej nakłada na władze publiczne obowiązek udostępniania informacji.
„Ponadto nie wolno utrudniać prasie zbierania materiałów krytycznych ani w jakikolwiek sposób tłumić krytyki, o czym mówi art. 6 ustawy Prawo prasowe.
Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji domaga się równego traktowania wszystkich dziennikarzy i równego dostępu do informacji publicznej, który umożliwi odbiorcom wszystkich mediów zapoznanie się z działaniami organów władzy państwowej” – napisała KRRiT.
Stanowczy protest przeciwko działaniom rządu w stosunku do dziennikarzy TV Republika po raz kolejny wystosowało również Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP TUTAJ.
Zarząd Wielkopolskiego Oddziału SDP wyraża stanowczy protest z powodu odsunięcia przez obecne władze TVP S.A. w likwidacji red. Tomasza Wolnego od prowadzenia koncertu „Warszawiacy śpiewają (nie)zakazane piosenki”. Koncert ten co roku odbywa się 1 sierpnia w rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego. Redaktor Tomasz Wolny związany był z ideą upamiętnienia Powstańców Warszawskich koncertem powstańczych piosenek śpiewanych przez Warszawiaków na Placu Piłsudskiego od kilkunastu lat, był jednoznacznie kojarzony z tą inicjatywą i był osobą powszechnie znaną i cenioną przez uczestników Powstania.
Został odsunięty od tego koncertu z powodów pozamerytorycznych, bez podania opinii publicznej jakiegokolwiek uzasadnienia tej decyzji TVP S.A. w likwidacji. Działanie to jest kolejnym przykładem na niezrozumiałe i nieakceptowalne lekceważenie dziennikarskiego profesjonalizmu i zawodowych osiągnięć dziennikarzy, jakie obecnie ma miejsce w mediach publicznych. Red. Tomasz Wolny pochodzi z Poznania, z Telewizją Polską związany był od 2010 roku, najpierw pracował w oddziale poznańskim TVP 3 Poznań, później był m.in. prezenterem „Panoramy” i gospodarzem programu „Pytanie na śniadanie”. Aktualnie został zmuszony do rezygnacji z pracy dla TVP
CMWP SDP informuje, iż objęło swoim monitoringiem sprawę red. Bożeny Gontarz -Górznej, dziennikarki portalu „Życie Sokołowa”z powodu zagrożenia naruszenia jej praw związanych z wykonywaniem zawodu dziennikarza. Z posiadanych przez nas informacji wynika, że niektórzy przedstawiciele władz Miasta i Urzędu Miasta w Sokołowie Podlaskim dopuszczają się werbalnych ataków na dziennikarkę w związku z treścią opublikowanych przez nią krytycznych materiałów prasowych.
Mimo wielu agresywnych komentarzy, jakie publikowane są w różnych miejscach w Internecie i mediach pod adresem dziennikarki, jej informacje dotyczące m.in. kontrowersji wokół zatrudnienia pracowników w UM Sokołów Podlaski po ostatnich wyborach samorządowych nie zostały do tej pory w żaden sposób zakwestionowane, a ich autorka nie otrzymała żadnego wniosku o ich sprostowanie.
Red. Bożena Gontarz – Górzna jest dziennikarzem od ponad 20 lat, pracowała i współpracowała z różnymi mediami, a od od ponad 10 lat wydawcą portalu ŻycieSokołowa (zyciesokolowa.pl) . 4 czerwca b.r. na łamach Życia Sokołowa dziennikarka opisała skandaliczne w jej ocenie praktyki, mające miejsce w związku z zatrudnianiem urzędników w UM, bez transparentnego trybu naborów oraz sprawdzania niezbędnych kwalifikacji m.in. osób, które były członkami sztabu wyborczego obecnej burmistrz Sokołowa (członek PO). Po publikacji część radnych w swoich mediach społecznościowych w napastliwym tonie zarzuca dziennikarce tendencyjność, prowokację i agresję, przypisano jej także przyczynienie się do wtargnięcia do Urzędu Miasta agresywnego mężczyzny, który domagał się informacji na temat zasad zatrudniania nowych osób w urzędzie. W tej sprawie policja prowadzi postępowanie i objęło ono także dziennikarkę, choć nie ma ona nic wspólnego ze zdarzeniem, co opisują także inne media w Sokołowie, np. Tygodnik Siedlecki .
W związku z powyższym CMWP podjęło monitoring, co jest uzasadnione celami realizowanymi przez Centrum oraz potrzebą ochrony istotnych dóbr chronionych prawem, w tym konstytucyjnych praw i wolności.
Michał Rachoń i Sławomir Cenckiewicz za serial dokumentalny „Reset” zostali laureatami Głównej Nagrody Wolności Słowa w jubileuszowym 30. Konkursie Nagrody SDP przyznawanej za publikacje w obronie demokracji i praworządności, demaskujących nadużycia władzy, korupcję, naruszanie praw obywatelskich i praw człowieka. Nagrody i wyróżnienia przyznano w sumie w dziewięciu kategoriach. Laur SDP 2024 otrzymała Agnieszka Romaszewska-Guzy.
Nagrody Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskiej przyznane zostały po raz 30 . Nic więc dziwnego, że podczas uroczystej gali w Domu Dziennikarza, przy ul. Foksal 3/5 w Warszawie, której gospodarzami byli prezes SDP Krzysztof Skowroński i dziennikarka Anna Popek, panowała jubileuszowa atmosfera. Przypomniano, ze początki Konkursu Nagrody SDP sięgają 1992 roku. Przez pierwszych 6 lat jedynym sponsorem nagród była fundacja the German Marshall Fund of the United States. Dziennikarskie wyróżnienia już od pierwszej edycji wzorowane były na amerykańskiej nagrodzie Pulitzera
Fot. Adam Jankowski
W 1992 roku nagrody przyznano tylko dla dziennikarzy prasowych, w czterech kategoriach: za publikacje o tematyce międzynarodowej, lokalnej, w obronie demokracji i praworządności oraz dla młodego dziennikarza. Trzy lata później pojawiły się nagrody za dziennikarstwo radiowe i telewizyjne. Z każdym rokiem, poszerzała się lista kategorii. W 2000 roku jako odrębną kategorię dołączono dziennikarstwo internetowe. Były to pierwsze nagrody w tej dziedzinie przyznawane w Polsce.
30. edycja Konkursu SDP obejmowała prace opublikowane bądź wyemitowane w polskich mediach w 2023 roku. Dziennikarze mogli startować w ośmiu kategoriach tematycznych. Dziewiąta kategoria skierowana była do fotoreporterów i fotografów.
Do Konkursu wpłynęło 185 zgłoszeń, najwięcej do Nagrody im. Stefana Żeromskiego – 51, Nagrody im. Łukasiewicza – 42 oraz Nagrody im. Janusza Kurtyki – 34 zgłoszenia.
Materiały konkursowe oceniały dwa zespoły jurorów: Jury Selekcyjne oraz Jury Główne. Pierwsze pracowało w składzie: Wanda Nadobnik – przewodnicząca, Maria Giedz – wiceprzewodnicząca, Hanna Budzisz – sekretarz oraz członkowie: Hubert Bekrycht i Agnieszka Szepelak.
Skład Jury Głównego to: Krzysztof Skowroński – przewodniczący, Hubert Bekrycht, Teresa Bochwic, Krystyna Forowicz, Jolanta Hajdasz, Jerzy Jachowicz, Sonia Kwaśny, Wanda Nadobnik, Tadeusz Płużański, Barbara Stanisławczyk, Marcin Wolski, Wanda Zwinogrodzka.
LAUREACI KONKURSU NAGRODY SDP 2023
Główna Nagroda Wolności Słowa
za publikacje w obronie demokracji i praworządności, demaskujących nadużycia władzy, korupcję, naruszanie praw obywatelskich, praw człowieka
W imieniu Michała Rachonia nagrodę odebrał były prezes TVP Mateusz Matyszkowicz. Fot. Adam Jankowski
I Nagroda
Michał Rachoń i Sławomir Cenckiewicz za serial dokumentalny „Reset” pokazywany w TVP1 i TVP INFO
Uzasadnienie werdyktu Jury odczytane podczas Gali przez wiceprezes SDP Jolantę Hajdasz TUTAJ.
za publikacje o problemach i wydarzeniach na świecie
W imieniu Macieja Chłopickiego nagrodę odebrał syn Leon. Fot. Adam Jankowski
I Nagroda
Maciej Chłopicki – za reportaż „Andrzej Poczobut”, TVP INFO
II Nagroda
Grzegorz Adamczyk i Tomasz Grzywaczewski – „Polska z oddali”, TVP INFO
Wyróżnienia
Jakub Kowalski – „Pan Musa, czyli rodzina na swoim”, Tygodnik TVP
Mariusz Pilis – „Legion Braci”, TVP INFO
Olga Doleśniak-Harczuk i Antoni Opaliński – „Czerwona Diwa, która mówi, jak AfD. Kto się boi Sahry Wagenknecht”, Tygodnik TVP
Joanna Sikora – „Przy swoim”, Polskie Radio Białystok
Nagroda im. Macieja Łukasiewicza
za publikacje na temat współczesnej cywilizacji i kultury oraz popularyzację wiedzy
Fot. Adam Jankowski
Nagroda
Krzysztof Masłoń, za trzy publikacje: „Boski Witoldo”, „Słowa w krwi skąpane” w tygodniku „Do Rzeczy” oraz „Człowiek o moralności alfonsa” w „Historia Do Rzeczy”
Wyróżnienia
Małgorzata Lachendro-Barbóreczka, Polskie Radio Katowice
Barbara Sułek-Kowalska, za dwie publikacje: „Zaczynał od witraży” oraz „Ja jestem polskim Żydem”, Tygodnik TVP
Hanna Tracz – „Złamane życie Wiery Gran, czyli opowieść o muzie getta w 80. rocznicę powstania w getcie warszawskim”, Radio WNET
Nagroda im. Janusza Kurtyki
za publikacje o tematyce historycznej
Fot. Adam Jankowski
I Nagroda
Mariusz Pilis za film dokumentalny „Historia jednej zbrodni”, TVP1
Karol Wasilewski – „Wojna wojną, a zarabiać na ropie i gazie trzeba. Rosyjsko-ukraińskie interesy kwitną”, Tygodnik TVP
Wyróżnienie
Barbara Sułek-Kowalska – „A ja czekam na atom”, Tygodnik TVP
Nagroda im. Stefana Żeromskiego
za publikacje o tematyce społecznej
Fot. Adam Jankowski
I Nagroda
Piotr Kosiarski – za reportaż „’Jeśli Bóg jest, kopie uran razem z nami’. Na jej rękach umierali więźniowie sowieckich łagrów” opublikowany na portalu DEON.pl
II Nagroda
Antoni Opaliński – Rozmowa z profesorem Hieronimem Gralą z UW o kradzieży cennych rosyjskich druków z XIX wieku ze zbiorów Biblioteki UW, z cyklu „Spojrzenie na Wschód”, Polskie Radio 24
Wyróżnienia
Alicja Samolewicz-Jeglicka – „44 minuty”, Radio Gdańsk
Martyna Aftyka – „Kradzież tożsamości”, TVN UWAGA
Henryk Dedo i Waldemar Kasperczak – „Zabawa w życie”, Radio Centrum
Nagroda im. Erazma Ciołka
za fotografię społecznie zaangażowaną
Beata Zawrzel – za fotoreportaż „Szczęśliwego Nowego Roku!” Agencja Fotograficzna Reporter
Nagroda dla dziennikarzy do 35. roku życia
za publikacje uwzględniające tematykę gospodarki i ekonomii, w szczególności innowacyjności i nowych technologii, publikacje tekstowe (prasa lub Internet), audio (podcast lub audycja radiowa), wideo (podcast lub forma telewizyjna)
Fot. Adam Jankowski
Nagroda
Mateusz Rogala – „Wykluczeni komunikacyjnie”, TVP INFO
Nagroda
Maciej Piotrowski – „Kto torpeduje strategiczne inwestycje Polski”, TVP1
dla zespołu TVP World pod kierownictwem Filipa Styczyńskiego
Fot. Adam Jankowski
Nagroda Specjalna Jury Głównego
dla Marii Przełomiec za autorski program „Studio Wschód” prowadzony nieprzerwanie od lutego 2007 do 19 grudnia 2023 w TVP Info
Nagroda Specjalna Oddziału Gdańskiego SDP
dla Jolanty Roman-Stefanowskiej za reportaż „Szukałem ojca 76 lat”
Laur SDP 2023 roku otrzymała twórczyni i wieloletnia szefowa Biełastu Agnieszka Romaszewska-Guzy.
Ten swoisty doktorat honoris causa Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich przyznaje autorytetom zawodowym. Wyróżnienie to jest wyrazem najwyższego uznania dla tych dziennikarzy, którzy wyróżniają się wyjątkowym profesjonalizmem, dokonaniami, dorobkiem, a także postawą etyczną.
Agnieszkę Romaszewską-Guzy uhonorowano „za niezależność dziennikarską i konsekwencję w tworzeniu Biełsat TV”.
Laudacja Mariusza Pilisa wygłoszona podczas wręczania wyróżnienia TUTAJ.
PARTNERZY i PATRONI KONKURSU
Wydawnictwo Biały Kruk, Fundacja Agencji Rozwoju Przemysłu, Fundator prywatny Nagrody im. Erazma Ciołka, Instytut Pamięci Narodowej, NSZZ Solidarność, Centrum Prasowe Foksal, Dom Pracy Twórczej SDP w Kazimierzu Dolnym, Klub Fotografii Prasowej
Sponsorem gali wręczenia nagród było Fakro Sp. z o.o.
PATRONI MEDIALNI
Tygodnik „Do Rzeczy”, „Gazeta Polska”, Tygodnik „Sieci”, TV Republika, TV Trwam, TV wPolsce.pl, „Tygodnik Solidarność”, miesięcznik „Wpis”, Portal wPolityce.pl, Radio Wnet, portal SDP.PL, „Forum Dziennikarzy”, „Bez Wierszówki”
Twórczyni i wieloletnia szefowa Biełsatu Agnieszka Romaszewska-Guzy otrzymała Laur SDP 2023 . Wyróżnienie przyznano „za niezależność dziennikarską i konsekwencję w tworzeniu Biełsat TV”.
Ten swoisty doktorat honoris causa Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich przyznaje autorytetom zawodowym. Wyróżnienie to jest wyrazem najwyższego uznania dla tych dziennikarzy, którzy wyróżniają się wyjątkowym profesjonalizmem, dokonaniami, dorobkiem, a także postawą etyczną.
Laudacja wygłoszona przez wiceprezesa SDP Mariusza Pilisa podczas wręczania wyróżnienia.
Nasz Laur, Laur Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich jest wyróżnieniem honorowym. Stowarzyszenie przyznaje go od dwudziestu jeden lat. Dzisiaj do wspaniałego grona laureatów dołącza kolejna znakomita osoba, kolejna wielka postać polskiego dziennikarstwa.
Szanowni Państwo, przypadł mi w udziale zaszczyt wygłoszenia krótkiej mowy w związku z przyznaniem Lauru Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, Pani Agnieszce Romaszewskiej-Guzy.
Odpowiadając na pytanie: Kim jest Agnieszka Romaszewska-Guzy najprostsza odpowiedź będzie brzmiała: Niezależną dziennikarką., korespondentką wojenną, twórcą filmów dokumentalnych ze stref konfliktów i wojen. Dziennikarska aktywność Agnieszki Romaszewskiej- Guzy związana jest ze Wschodem, któremu zawodowo oddała swój talent, warsztat i determinację. Ale wszyscy wiemy, że nazwisko Agnieszki Romaszewskiej-Guzy przede wszystkim związane jest z ideą stworzenia, budowy i rozwoju telewizji Biełsat. Z tym dziełem Agnieszka związała swoje zawodowe losy kilkanaście lat temu. Formalnie stało się to 10 grudnia 2007 roku. Wtedy ruszył Biełsat.
Przez ostatnich 17 lat Agnieszka Romaszewska-Guzy, jako dyrektor nowo powstałej białoruskojęzycznej telewizji z powodzeniem rozwijała i kierowała Biełsatem jako jej dyrektor.
W tym czasie projekt okrzepł, wzmocnił się i zajął miejsce jednego z najbardziej opiniotwórczych mediów dostarczających informacji i wiedzy z terenów Białorusi, Rosji i całej postsowieckiej przestrzeni.
Biełsat pod kierownictwem Agnieszki Romaszewskiej-Guzy wypracował sobie na trwałe, znaczące miejsce w systemie medialnym państw Europy Wschodniej. Dzisiaj Biełsat komunikuje się z odbiorcami w języku białoruskim, angielskim, polskim i rosyjskim, tworząc niezliczoną ilość programów, filmów, informacji, które tak jak w zamyśle twórczyni, są ważnym narzędziem realizacji zasady wolności słowa oraz niezależności i pluralizmu mediów w tej części Europy. Za tę pracę, za ten trud, wielu dziennikarzy związanych ze stacją płaci dzisiaj więzieniem, represjami, wygnaniem z ojczystego kraju przez dyktatorski białoruski reżim.
Medium pod nazwą Biełsat, to dzisiaj nie tylko telewizja ale i portal internetowy, streamingi, wielojęzyczna platforma komunikacyjna w którego tworzenie zaangażowanych jest kilkaset osób. Dzisiaj TV Biełsat jest jednym z podstawowych źródeł, z których wolny świat czerpie wiedzę na temat Rosji i całej przestrzeni postsowieckiej. TV Biełsat także jednym z najważniejszych źródeł niezależnej i wolnej informacji dla mieszkańców tej postsowieckiej przestrzeni. To, czym jest dzisiaj Telewizja Biełsat, jest zasługą przede wszystkim jej dyrektor – Agnieszki Romaszewskiej- Guzy. Czy można sobie wyobrazić piękniejszy scenariusz? I do tego taki, który realizuje założoną przez jego twórcę misję?
Ale ta misja została przerwana. Agnieszka Romaszewska-Guzy została zmuszona przez obecną neowładzę Telewizji Polskiej do odejścia z Biełsatu. Usunięto z Telewizji Biełsat jej głównego twórcę, zaangażowanego w walkę z białoruską i rosyjską propagandą w krajach postsowieckich.
Wręczamy dzisiaj Laur Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich nie tylko osobie reprezentującej najwyższe standardy dziennikarskie, ale przede wszystkim osobie, która etyczną i moralną poprzeczkę ma zawieszoną bardzo wysoko. Wykuwały się te wartości w czasach, kiedy odwaga znaczyła odwagę. A odpowiedzialność– odpowiedzialność. To były czasy antykomunistycznego Niezależnego Zrzeszenia Studentów. którego Agnieszka Romaszewska-Guzy była bardzo aktywną.
Agnieszko, w imieniu Zarządu Głównego Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich serdecznie gratuluję zdobytego Lauru i życzę wielu zawodowych aktywności. Szczególnie w czasach, kiedy jest nam to tak bardzo potrzebne. Ty te czasy widzisz i rozumiesz. Gratuluję!
Michał Rachoń i Sławomir Cenckiewicz, autorzy serialu dokumentalnego „Reset”, otrzymali pierwszą Główną Nagrodę Wolności Słowa w 30. Edycji Konkursu Nagrody SDP, przyznawaną za publikacje w obronie demokracji i praworządności, demaskujących nadużycia władzy, korupcję, naruszanie praw obywatelskich i praw człowieka
II Nagroda
Sławomir Koehler – „Kombinacje Operacyjne”, TVP1
Uzasadnienie werdyktu jury odczytane podczas Gali przez wiceprezes SDP Jolantę Hajdasz
Fot. Adam Jankowski
Pokaż mi swoich wrogów, a powiem ci kim jesteś. Ta stara prawda znana wojskowym i politykom, staje się także dniem codziennym dziennikarzy. Twórcy serialu Reset czyli Michał Rachoń i Sławomir Cenckiewicz są tego aż nazbyt wymownym przykładem.
Ataki słowne i nawet ataki fizyczne polityków Koalicji Obywatelskiej na twórców serialu, zmasowany atak propagandowy medialnego zaplecza obecnie rządzącej koalicji po emisji już pierwszego odcinka filmu, nawet pierwszy w historii Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP pozew o tłumienie przez polityków krytyki po tym jak politycy Platformy Obywatelskiej popychaniem i groźbami pod adresem Michała Rachonia uniemożliwiali mu zadanie pytania na konferencji prasowej. Ale to był dopiero początek. Po bezprawnym zamachu na media publiczne 20 grudnia 2023 roku cenzura likwidatorów TVP usunęła natychmiast wszystkie odcinki tego serialu z Vod. Czy jest to gdzieś jeszcze dostępne do obejrzenia? Czy ktoś zrobił kopie? – padały gorączkowe pytania w sieci i w realu. Padają do dzisiaj, choć klikalność serialu jest na tyle duża, że mimo obawy o naruszenie praw autorskich różne kopie Resetu krążą do teraz po sieci jak ostrzeżenie i przestroga pod adresem Koalicji 13 grudnia. Nie bądź bezpieczny, dziennikarz pamięta. Spisane będą czyny i rozmowy.
A przecież to tylko film dokumentalny. Albo dokładniej to dokumentalny serial. 17 odcinków na trudny i pozornie mało filmowy temat – historia polityki uległości i podporządkowania naszego kraju polityce Moskwy z lat 2007 – 2015. Ale to co dla jednych byłoby przeszkodą , na której by polegli , dla ludzi zdolnych i kreatywnych – jak nasi laureaci – jest tylko trampoliną do nowego wyzwania, a w konsekwencji – do ogromnego, zawodowego sukcesu. Bo „Reset” jest sukcesem. Michał Rachoń i Sławomir Cenckiewicz przedstawiają w nim nieznane dokumenty i informacje na temat szeroko rozumianych relacji polsko-rosyjskich. Podróż do Moskwy i Dokumenty z Waszyngtonu, Bukareszt, Gruzja i Westerplatte, Handel Katyniem i Oddane dowody w Smoleńsku, Linia Wisły, FSB w Polsce i Reset na gazie. To tylko tytuły niektórych odcinków, ale one same układają się już w jedną spójną całość, taki swoisty „Raport Pelikana” i „Aferę Watergate” w jednym. Reset ujawnia to , co miało pozostać ukryte i nieznane nam wszystkim, mechanizmy trzymania władzy i kontroli nad naszym krajem sprawowanej przez państwa zewnętrzne. Takie jak Rosja.
Ale przedstawić tylko treść „Resetu” to jakby nic nie powiedzieć o tym filmie. Dawno nie widzieliśmy tak fantastycznie zmontowanego i narracyjnie świetnie opowiedzianego dokumentu, ze wspaniałymi zdjęciami i muzyką, pomysłami na komputerowe animacje ułatwiające zrozumienie archiwaliów i ujęcia z każdej możliwej strony, z perspektywy innej niż taka zwyczajna , telewizyjna. Dzięki temu w „Resecie” ulice Warszawy intrygują tak samo jak ulice Nowego Jorku w oskarowym filmie fabularnym , a do archiwów MSZ -tu zaglądamy z wypiekami na twarzy, bo dostrzegamy, że jest to miejsce pełne odpowiedzi na najbardziej intrygujące dla nas pytania z ostatnich lat. Katyń, Smoleńsk, seryjny samobójca i to odwieczne pytania niepokornego dziennikarza „dlaczego?” Do tego scenariusz trzymający w napięciu, gra gestem, słowem, obrazowym opisem sytuacji a przy tym dokładność naukowca i precyzja analityka. Od tego filmu nie można się oderwać. Jednego tylko w nim brakuje – nie ma w nim dowcipu i humoru. W „Resecie” wszystko jest poważne. Niestety, śmiertelnie poważne. Wszystko jest rzetelnie prawdziwe i na serio. Czasem paradoksalnie można powiedzieć, że szkoda że to nie jest tylko propagandowa układanka, jak przedstawia to medialny mainstream. Moglibyśmy spać spokojniej. Ale się nie da, Reset to rzetelne i solidne dziennikarskie rzemiosło oparte na faktach, dokumentach i setkach rozmów.
Dlatego w imieniu Jury tegorocznego Konkursu Dziennikarskiego Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich mam zaszczyt powiedzieć całej fantastycznej ekipie serialu dokumentalnego „Reset” na czele z Michałem Rachniem i Sławomirem Cenckiewiczem –gratuluję. W tym roku byliście bezkonkurencyjni. Nagroda Główna Wolności Słowa trafia dzisiaj do Waszych rąk. Dziękujemy za „Reset” .I oczywiście – czekamy na ciąg dalszy.
Mariusz Pilis, autor filmu dokumentalnego „Historia jednej zbrodni” otrzymał pierwszą Nagrodę im. Janusza Kurtyki w 30. edycji Konkursu Nagrody SDP przyznawaną za publikacje o tematyce historycznej.
II Nagroda
Piotr Zarębski – „Sumienie Hioba. Rzecz o ks. Bolesławie Stefańskim”, TV Trwam
Wyróżnienia
Marcin Tulicki – „Czyja Polska? Nocna zmiana 3 dekady później”, TVP1 i TVP INFO
Leszek Wiśniewski – „Z ziemi obcej do Polski”, TVP Historia
Jolanta Rudnik i Bogumiła Żongołłowicz – „Gdynia miała być domem na zawsze”, Polskie Radio Koszalin
Alina Bosak – „Zgoda na ekshumacje to ludzki gest. Wywiad z Ewą Siemaszko”, biznesistyl.pl
Wojciech Wybranowski – „Mocarstwa świętowały rozejm. A walka Powstańców Wielkopolskich trwała nadal”, „Głos Wielkopolski”
Nagrody dla dziennikarzy do 35. roku życia w 30. Edycji Konkursu Nagrody SDP za publikacje uwzględniające tematykę gospodarki i ekonomii, w szczególności innowacyjności i nowych technologii, publikacje tekstowe (prasa lub Internet), audio (podcast lub audycja radiowa), wideo (podcast lub forma telewizyjna) otrzymali:
Mateusz Rogala za „Wykluczeni komunikacyjnie”, TVP INFO
Maciej Piotrowski za „Kto torpeduje strategiczne inwestycje Polski”, TVP1
Nagroda Mateusz Teska za „Afera śmieciowa w Bytomiu”, Magazyn Śledczy Anity Gargas TVP1.
Wspaniała i podniosła, a zarazem rodzinna i serdeczna atmosfera oraz obecność prawie wszystkich nagrodzonych i wyróżnionych – to najkrótsze podsumowanie wyjątkowego spotkania dziennikarzy z Wielkopolskiego i Lubuskiego Oddziału SDP, jakim była uroczysta Gala Wręczenia Nagród w Konkursie Dziennikarskim WO i LO SDP 2024. Odbyła się ona 12 czerwca w Zamku Królewskim Przemysła w Poznaniu.
W konkursie w tym roku było 59 zgłoszeń materiałów dziennikarzy z wielkopolskiego i lubuskiego województwa. Nagrody w konkursie ufundował Zarząd Wielkopolskiego Oddziału SDP, a organizację konkursu wsparł kwotą 5 tysięcy zł Zarząd Główny SDP (każdy oddział Stowarzyszenia, którzy organizuje konkurs otrzymuje wsparcie na tym poziomie). Nagrody główne to kwota 1000 zł dla laureata, a wyróżnienia mają charakter honorowy, w tym roku wyróżnieni otrzymywali oprócz dyplomu, także książkę z wydawnictwa Biały Kruk. Uhonorowani tytułem Laur 2024 jako nagrodę otrzymali także vouchery na spędzenie weekendu w Domu Dziennikarza w Kazimierzu Dolnym (dla dwóch osób). Nagrodę dla Młodych Dziennikarzy ufundował Zarząd Regionu Wielkopolska NSZZ „Solidarność”
Wszyscy laureaci szczególnie sobie cenią … uzasadnienia nagród, jakie piszą wszyscy członkowie Jury. W tym roku publikujemy je w całości.
Nagroda Główna Wielkopolskiego i Lubuskiego Oddziału SDP za najciekawsze, najbardziej wartościowe materiały dziennikarskie, poruszające najbardziej aktualne i najistotniejsze problemy społeczne i polityczne
dla reż. Magdaleny Piejko za film dokumentalny „Naszość – tylko dla nienormalnych”
UZASADNIENIE JURY (autor: Jolanta Hajdasz)
Film dokumentalny w założeniu przedstawia wycinek rzeczywistości, która podlega możliwie najmniejszej ingerencji ze strony reżysera. Szczególnie taki film, który pokazuje autentyczne nagrania, prawdziwe, a nie inscenizowane obrazy, jakich nie znajdzie się na żadnym youtubie, ani instagramie. Taki, który pokazuje kawałek naszej historii. Historii, której głębi i znaczenia poza dokumentalistą nikt nie chce, ani nie potrafi dostrzec.
Taki właśnie jest film dokumentalny „Naszość – tylko dla nienormalnych” Magdaleny Piejko. „Naszość” w Poznaniu faktycznie była zjawiskiem pokoleniowym. Gazetka, która pod tym tytułem ukazywała się w naszym mieście zawierała treści, których nigdzie indziej w Poznaniu nie dałoby się wtedy napisać, przynajmniej bez autocenzury lub jej narzucania przez kierownictwo redakcji. Także bez cenzury, gdy chodzi o poczucie humoru a nawet słownictwo – jak po latach przyznał twórca, lider, przywódca szef – każdy wie o kim mówię, jak przyznał Piotr Lisiewicz, główny bohater tego filmu. Trzeba podkreślić, że media w tamtym czasie w Poznaniu bardzo polubiły „Akcję Alternatywną Naszość”, bo to był taki lokalny folklor- happeningi ośmieszające działaczy komunistycznych i zbrodnie Putina, akcje ośmieszające wymiar sprawiedliwości, a raczej nie sprawiedliwości i obnażające bezsilność i bezradność zwykłego obywatela, który czasem musi konfrontować się z tą machiną państwa rzekomo tak demokratycznego i przyjaznego obywatelom Państwa. Ale prawie nikt nie traktował „Naszości” poważnie Wtedy, gdy to się działo, wielu z nas nie zdawało sobie sprawy jak ważny i istotny był tamten głos sprzeciwu, jak poważna była wymowa tych niby tylko zabawnych happenigów i jak wielkie niosły one przesłanie.
Piotr Lisiewicz obudził wielkopolskie i polskie dziennikarstwo, stał się wyrzutem sumienia, dla tych którzy nie umieli lub nie potrafili wyrazić tego, co robił on swoimi akcjami – dezaprobaty dla kłamstwa, oszukiwania ludzi, dla manipulacji opinią publiczną.
I to wszystko w piękny trzymający w napięciu, zajmujący dla widza w każdym wieku sposób pokazała Magdalenia Piejko. Gratulacje ogromne! I życzymy kolejnych filmów i kolejnych nagród!
Fot. Robert Woźniak
dla red. Macieja Piotrowskiego za cykl reportaży pt. „Szambo Prezesa” i „Ordynator” i „Kto odpowiada za śmierć Teresy Szwed?” emitowane w programie „Alarm” w TVP 1
UZASADNIENIE JURY (autor: Jolanta Hajdasz)
Na początek fakty, jak w reportażach redaktora Macieja Piotrowskiego.
Temat nr 1.Mija 5 lat, a organa ścigania nie potrafią ukarać sprawcy dramatycznego wypadku drogowego, w którym ginie jedna osoba, a inne tracą zdrowie. Gdy dziennikarz zaczyna poszukiwać odpowiedzi na pytanie kto jest winien, sprawa robi się jeszcze bardziej tajemnicza, prokurator ucina rozmowę, a prezes sądu odmawia wglądu do akt, choć syn osoby, która zginęła w wypadku mówi do kamery, że nazwisko sprawcy znał już przed pogrzebem swojej mamy. Czy ktoś zada sobie trud, by skonfrontować te sprzeczne relacje, ofiar i wymiaru sprawiedliwości? Tu postawię na chwilę kropkę.
Temat nr 2. Ale smród – mówią ci, którzy muszą mieszkać w pobliżu tych łąk i tych pól. Mieszkańcy tej gminy w województwie lubuskim mają też problemy z woda pitną, chorują, bo ciągle znajdowane są w niej bakterie coli. Kto i dlaczego toleruje w tej wiosce na pograniczu Polski i Niemiec nielegalne wywożenia szamb i wylewanie ich na tereny zielone? Wszystkie tropy prowadzą do jednej osoby – tam wójt, przewodniczący rady gminy i prezes spółdzielni mieszkaniowej to ten sam mężczyzna. Podobno nie do ruszenia. Czy ktoś odważy się na pokazanie tej patologii? Tu też postawię kropkę.
I temat nr 3. Niby banalny, ale jak bardzo groźny. Lekarz w miejscu pracy pod wpływem alkoholu. Ponad 2 promile. Ktoś jest poszkodowany. Ktoś powinien wyciągnąć konsekwencje. Ale wszyscy umywają ręce, i izba lekarska i prokurator. Ktoś nagle będąc świadkiem w sprawie staje się oskarżonym, a lekarz z promilami pracuje jakby nic się nie stało. Czy naprawdę nikomu to nie przeszkadza? I znowu kropka.
W tym miejscu zaczynają się historie opowiadane przez redaktora Macieja Piotrowskiego. Gdyby to była literatura, to byśmy mogli otrzeć łzę, pokiwać głową nad niesprawiedliwością tego świata i pogodzić się z dramatem. Ale tak nie postępuje dziennikarz. Dodajmy – nie każdy dziennikarz. Dziennikarz śledczy? Nie każdy dziennikarz śledczy. Wielu by ustąpiło, ale nie redaktor Maciej Piotrowski. Nie boi się zadać trudnego pytania tam, gdzie inni nie mają odwagi podejść, nie waha się iść tam, gdzie zapach odstrasza najbardziej odpornego spacerowicza i gdzie krzyżują się drogi władzy i pieniędzy, a czasem i lokalnej i ogólnokrajowej polityki. Odwaga i reprezentowanie tych, którzy są widzami telewizji, która emituje jego reportaże, a która ma także odwagę stać po stronie biedniejszych i słabszych, a nie boi narażać się bogatym i silnym. To kwintesencja służby innym, którą jest dziennikarstwo. Prawdziwe dziennikarstwo. Bezkompromisowe, czasem ostre i bezpardonowe, ale zawsze oparte na poszukiwaniu i dążeniu do prawdy o otaczającym świecie. Takie jest dziennikarstwo redaktora Macieja Piotrowskiego. Dziękujemy za nie Panu, Panie Redaktorze.
Nagroda Virtuti Civili za szczególną odwagę dziennikarza w podejmowaniu i realizacji trudnych oraz społecznie ważnych tematów: dla red. Ryszarda Gromadzkiego za książkę pt. „Misja Popiełuszko. Kulisy śledztwa w sprawie porwania i morderstwa kapelana Solidarności”
UZASADNIENIE JURY (autor: Barbara Miczko – Malcher)
Odwaga to coś więcej niż demonstracja siły, to przekonanie, że wiemy jak tę siłę ukierunkować. To jest zdanie Davida Hawkinsa – amerykańskiego psychiatry i znawcy ludzkiej natury.
Jak się ma to stwierdzenie do Ryszarda Gromadzkiego?
Młody Ryszard Gromadzki to punkowiec buntownik – członek Anarchistycznego Kolektywu „Zbite Psy” (polecam „Wywiad z chuliganem” Piotra Lisiewicza, w którym wszystko szczegółowo jest przypomniane). W końcu lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych Ryszard Gromadzki to poszukujący drogi do zmian i naprawy III Rzeczpospolitej wokalista, wsparty kolegami z eksperymentalnego, poszukującego zespołu.
Dojrzały Ryszard Gromadzki to wyróżniający się dziennikarz Telewizji Republika, który bez wątpienia zapracował na dzisiejszy sukces stacji. Działał w telewizji Republika w trudnym okresie). Z ogromnym zainteresowaniem oglądaliśmy w rodzinnym gronie Jego rozmowy dotyczące polskiej historii.
Ryszard Gromadzki to autor książki, którą jury Konkursu WO i LO SDP uznało za godną nagrody Virtuti Civili.
W swojej książce „Misja POPIEŁUSZKO -KULISY ŚLEDZTWA w sprawie porwania i morderstwa kapelana Solidarności”. Ryszard Gromadzki rozmawia z prokuratorem Andrzejem WITKOWSKIM, który najdalej to śledztwo poprowadził, także już jako prokurator IPN.
Autor ten wywiad -rzekę rozpoczyna pytaniem: Z jakiego powodu w pana ocenie nie ma woli politycznej, żeby zakończyć dochodzenie …Skąd ta powściągliwość władz, jeśli chodzi o nastawienie do tego śledztwa?
Z odpowiedzi prokuratora wynika, że były powody właśnie natury politycznej, na pewno nie prawnej. Padają nazwiska (na czele z Kiszczakiem i Jaruzelskim), odsłaniane są fakty. Obnażony zostaje peerelowski aparat represji i zbrodniczej machiny zakonspirowanej w strukturach komunistycznego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych.
Takie książki jak ta, wydana przez Wydawnictwo Capitol sprawią być może, że historię PRL i czasów transformacji trzeba będzie pisać na nowo.
Ksiądz Jerzy Popiełuszko porwany został 19 października 1984 roku. Minęło 40 lat.
W kraju nadal ścierają się różne siły. Trwa walka dobra ze złem. I nadal trzeba dużej odwagi, żeby w otwarty sposób bronić suwerenności Polski i swoich przekonań.
Ryszard Gromadzki, który mieszka z rodziną koło Nowego Tomyśla, w sierpniu 2020 roku, z dużym krzyżem w ręku tam bronił wejścia do kościoła przed aktywistami LGBT, którzy zorganizowali tęczowy piknik. To był dla mnie naturalny odruch mówił w rozmowie z Romanem Wawrzyniakiem w Radiu Poznań).) Moją podstawową motywacją była potrzeba wystąpienia w obronie prawdy. Pokazywanie prawdy o historii najnowszej, ukazywanie manipulacji i ideologicznego piętnowania – to dzisiaj jedno z najważniejszych zadań polskich dziennikarzy. Możemy się tego uczyć od Ryszarda Gromadzkiego.
Wyróżnienia:
red. Robert Bagiński za artykuły pt. „Nie hakowałem dla pieniędzy, ale chciałem dojść prawdy”, „Niemieckie śmieci, polski problem” i „Mobbing w gorzowskim szpitalu? Opiekunki medyczne alarmują, że są zastraszane” opublikowane w Gazecie Lubuskiej
UZASADNIENIE JURY (autor: Wiesław Ratajczak)
W swej pracy dziennikarskiej Robert Bagiński z godną szacunku konsekwencją podejmuje tematy skomplikowane, ważne i niebezpieczne. Gdy niemieccy przemysłowcy, nadzwyczaj troskliwi o dobrostan planety, postanowili swoje śmieci podrzucić polskim sąsiadom, nierzadko korzystając z pomocy lokalnych władz, reporter zepsuł tę doskonale zapowiadającą się współpracę. Ktoś stracił potężne, nielegalne dochody, komuś grożą konsekwencję prawne, a ten, kto ujawnił ten barbarzyński proceder traktowania państwa polskiego jak taniego wysypiska śmieci, naraził się wielu możnym i silnym. Z ogromną dla nas korzyścią.
Wystawił się na ryzyko również wtedy, gdy stanął po stronie tych, którzy pracując w systemie zwanym dawniej służbą zdrowia, zajmują pozycję najmniej uprzywilejowaną. Robert Bagiński rzucił światło na niesprawiedliwe traktowanie tych pracownic gorzowskiego szpitala, które wykonują wyczerpującą pracę opiekunek medycznych i są bezwzględnie spychane na dno struktury płac. Wydaje się oczywiste, że dziennikarz staje po stronie słabszych. Oczywiste, ale czy częste?
Wspomnieć jeszcze trzeba o wywiadzie z hakerem, który swymi włamaniami do skrzynek z dokumentami najważniejszych ludzi na świecie zdobył niemałą sławę. Oczywiście – w takich przypadkach trudno rozstrzygnąć, kto kogo śledzi, kto się ukrywa tak, by dać się znaleźć, kto rzekomo nie udziela wywiadów, zarządzając sprawnie swą obecnością w mediach, kto udaje szczerość, kto wydaje się samotnym wilkiem itd. Wejście na to niebezpieczne pole gry również świadczy o odwadze dziennikarza i niemałej jego przenikliwości.
Aleksandra Fedorska za artykuł „Ich will keine Schokolade” (tłum. Nie chcę czekolady) i „ Wenn der Retter aus Polen kommt” (tłum. Kiedy ratownik przychodzi z Polski) opublikowane w niemieckim tygodniku Die Welt
UZASADNIENIE JURY (autor: Wiesław Ratajczak)
Naukowcy i dziennikarze kompetentnie, bez kompleksów i bez zbędnych emocji komentujący sprawy polsko-niemieckie to towarzystwo bardzo nieliczne. Trudno w nim nie dostrzec i nie wyróżnić Aleksandry Fedorskiej. Państwa i narody żyjące w sąsiedztwie i mające tyle spraw wspólnych bardzo potrzebują takiego dziennikarstwa, jakie ona reprezentuje. To, że Aleksandrze Fedorskiej udaje się publikować prace w prestiżowej prasie niemieckiej, zdaje się świadczyć o tym, że tamtejszy system medialny nie jest domknięty i można informować opinię publiczną o ważnych, a nierzadko też niewygodnych dla zarządzających polityką i gospodarką sprawach. Na pewno do takich tematów należą oszustwa, jakie wobec polskiego konsumenta popełnia pewien globalny koncern spożywczy, do współudziału przymuszając polskich pracowników. Oczywiście, nadużyciem byłoby łączenie tego procederu z nazistowskim zaangażowaniem poprzedniego pokolenia właścicieli firmy, jednak trudno nie zastanowić się nad ciągłością kolonialnych praktyk. Ich uświadomienie i zwalczanie leży w interesie obu społeczeństw.
Również drugi artykuł Aleksandry Fedorskiej ma znaczenie ponad doraźnością. Pisząc o planowanym zaangażowaniu polskiego kapitału w działalność niemieckich zakładów petrochemicznych, pomaga odrzucić schemat dominacji kapitału większego państwa i jego gospodarki, a następnie – przemyśleć perspektywę równoprawnych relacji. Dziennikarka może wiele zmienić. I oby tak się stało.
Hubert Jach za audycje i artykuły pt. „Opłacalna współpraca między samorządowcami i politykami” i „Miejska radna zostanie wiceprezesem miejskiej spółki” opublikowane w Radiu Poznań
UZASADNIENIE JURY (autor: Wiesław Ratajczak)
Hubert Jach stał się już specjalistą od psucia dobrego nastroju tym, którzy poszukują prywatnych korzyści na styku lokalnej polityki i spółek samorządowych. Korzystając z wygodnej zasłony dymnej w postaci przekonania, że samorząd lokalny jest niezaprzeczalnym i nieskazitelnym osiągnięciem IV RP, nieuczciwi radni i urzędnicy dyskretnie osiadają na synekurach, których sprawowanie nie wiąże się z wysiłkiem, za to gwarantuje niemałe dochody. Zdarza się, że swymi doświadczeniami w tej materii rzutcy samorządowcy dzielą się z innymi zainteresowani podobnym stylem życia, a nawet tworzą coś, co tak zwane „oszołomy” skłonne są nazywać układem. I wszystko toczyłoby się dyskretnie i zyskownie, gdyby nie… Hubert Jach. Jeśli są dziennikarze, którzy swą misję widzą w podtrzymywaniu dobrego samopoczucia cwaniaków, to redaktor Jach na pewno do nich nie należy. Nie wróży mu to może łatwej kariery, ale przynosi korzyść społeczeństwu, a nam daje satysfakcje uhonorowania dociekliwości i odwagi.
Nagrodę im. Wojciecha Dolaty za dziennikarstwo, które wyróżnia się szczególną rzetelnością i fachowością:
dla red. Mateusza Teski za reportaże „Kryzys migracyjny na granicy polsko –białoruskiej” i „Sędziowie stanu wojennego” emitowane w „Magazynie śledczym Anity Gargas” w TVP 1
UZASADNIENIE JURY (autor: Aleksandra Tabaczyńska)
Oglądając materiały redaktora Mateusza Teski nie ma wątpliwości, że to dziennikarz w pełni świadomy swojej wielkiej misji służenia prawdzie, ale także odpowiedzialności za ludzi, którym tę prawdę przekazuje. W obu nagrodzonych materiałach, wyemitowanych w Telewizji Polskiej, bardzo odważnie pokazał, że jest twórcą nie tylko utalentowanym, ale pracowitym i rzetelnym. To nie pierwsza nagroda przyznana przez Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich temu znakomitemu reporterowi: w 2021 otrzymał Nagrodę im. prof. Stefana Myczkowskiego, a wcześniej i później liczne wyróżnienia, również w zeszłorocznym konkursie Oddziałów Wielkopolskiego i Lubuskiego SDP.
Temat kryzysu na granicy polsko-białoruskiej, nie zniknął i nie znika do dziś, a w ostatnich dniach bardzo boleśnie powrócił do świadomości Polaków. Powrócił także w kontekście festiwalu kłamstw dotyczących obrońców granic, kolportowanych od początku jego zaistnienia w komercyjnych mediach. Warto, wrócić do historii tych wydarzeń, zebranych w materiale redaktora Teski, by przypomnieć sobie również fazy zakłamywania opinii publicznej.
Oprócz rzetelności i fachowości red. Mateusza Teski, Jury doceniło też, w obu przysłanych na konkurs materiałach, dochowywanie wierności prawdzie, sumienność w przekazywaniu informacji, a przede wszystkim wrażliwość na ludzki los i powinność niesienie pomocy.
Fot. Robert Woźniak
Wyróżnienia w kategorii Nagroda im. Wojciecha Dolaty
Wojciech Wybranowski za artykuły pt. „Mocarstwa świętowały rozejm, a walka Powstańców Wielkopolskich trwała nadal”, „Jak Niemcy polowali na Powstańców Wielkopolskich” i „Obóz krwawej zemsty. Tu Niemcy zaczęli zabijać Polaków” opublikowane w Głosie Wielkopolskim
UZASADNIENIE JURY (autor: Wiesław Kot)
Detal, ułomek, drobinka – z takich cząstek Wojciech Wybranowski odtwarza w swych tekstach historycznych smak i barwę zdarzeń. „Zdarzyć się mogło. / Zdarzyć się musiało/ Zdarzyło się wcześniej. Później. Bliżej. Dalej. / Zdarzyło się nie tobie” -pisała o takich protokolantach Wisława Szymborska. Wielka historia pozwala się przełożyć na słomiane legowisko pod murem Fortu VII, na gruźliczy kaszel, na zrywanie paznokci podczas tortur. Człowiek, który umiera z bólu i nie pamięta nic – poza tym, że nie wolno mu wymienić tych kilku nazwisk – to jest ten Polak, przy którym redaktor Wybranowski przystaje. I zapala świecę. Za nas wszystkich.
Mirosław Łapa za artykuły „Miłosierdzie dla uchodźców z Ukrainy” i „Jak w Kępnieobchodzą narodowe święto?” oraz „Bożnica odzyskuje swój splendor” opublikowane w Tygodniku Kępińskim
UZASADNIENIE JURY (autor: Wiesław Kot)
Prace dziennikarskie red. Mirosława Łapy zwracają uwagę pogłębioną wrażliwością społeczną. Autor wie, jak pewnie przejść z górnych rejestrów ludzkiej wrażliwości, z miejsc, gdzie współczucie sąsiaduje z odruchem dobra na twardy grunt. A tu liczy się – organizacja, pieniądz, poświęcony czas mierzony zegarkiem. Współczucie bez wymiernej pomocy jest łatwe, ckliwe, czasem obłudne. Z kolei sama pomoc – szybka, odruchowa, na odczepnego – może nie być niczym więcej poza okazją do pozbycia się drobnych z portfela. Tymczasem obie te instancje – wielkoduszna i techniczna – powinny się spotykać w pół drogi. A tam już czeka red. Mirosław Łapa.
Piotr Tomczyk za audycję satyryczną pt. „Kalejdoskop medialny” emitowaną w Radiu Poznań
UZASADNIENIE JURY (autor: Wiesław Kot)
Jeżeli redaktor Piotr Tomczyk wyraża w swoich felietonach ekonomicznych zaniepokojenie o Europę, warto wziąć je pod uwagę. Ponieważ krytykując niektóre brukselskie dyrektywy, przypomina, że Europa – ten obszarowo ledwie wyrostek robaczkowy ogromnej Azji – jest jednocześnie terenem najbardziej skomplikowanym w skali globu. I należy się po nim poruszać na paluszkach. Nie zadławiać jego nieskończonej rozmaitości regulacjami prostymi jak cięcie szpadlem. Broni więc Pan Redaktor – mówiąc umownie – żurku w wagonie restauracyjnym. I Monteskiusza w szkolnej bibliotece. Może powinno tam figurować zdanie programowe tego francuskiego filozofa, pod którym i redaktor by się pod pisał: „Nie twierdzę – nie rozumiem – nie oceniam – rozważam”.
Barbara Kęcińska– Lempka za artykuł „Szpieg w Collegium Chemicum czyli niezwykłe życie profesora Aleksandra Lempki” opublikowany w Kronice Miasta Poznania
UZASADNIENIE JURY (autor: Wiesław Kot)
Historię, kraju, regionu miasta można – i należy – opowiadać przez historię własnej rodziny. Wówczas liczbę mnogą, jaka rządzi wielką historią, sprowadzamy do liczby pojedynczej. Bo nie tylko żarna mielące dzieje są ważne, istotne jest każde ziarno, które między nie wpada. To z takich, nieraz okrutnie zmielonych, ziaren tworzy się chleb, którym posilamy się, by od nowa pisać wielką i małą historię.
Aleksander Karwowski za artykuł „Gdy przestały kwitnąć palmy” opublikowany w czasopiśmie „Przemiany na Szlaku Piastowskim” oraz audycje z cyku „Dźwięki naszego miasta odcinek pt. „Jazz” i odcinek pt. „Szpaki” opublikowane na kanale Biblioteki Publicznej Miasta Gniezno na YouTube
UZASADNIENIE JURY (autor: Wiesław Kot)
Aleksander Karwowski zdradza w swej pracy dziennikarskiej zacięcie archeologa, któremu nie wystarcza widzieć to, co na powierzchni. Domniemywa – jakże słusznie – że to wartościowe, istotne od lat pokrywa kurz niepamięci. Trzeba go tylko zetrzeć, pójść w głąb, znalezisko wydobyć i ujawnić w pełnym i zasłużonym blasku. Tu nie brakuje mu ani cierpliwości, ani inwencji. I kiedy opisze swoje trofeum na łamach, czytelnik, który przechodził tamtędy przez całe lata i nie miał pojęcia, po czym stąpa, teraz zamyśla się nad tekstem. „Kto by pomyślał -szepce do siebie. Kto by pomyślał…”
Michał Bondyra za książkę „Męskim okiem, czyli o tym co ponadczasowe” wydanej przez wydawnictwo Święty Wojciech
UZASADNIENIE JURY (autor: Wiesław Kot)
„Wy jesteście światłem świata. Nie może się ukryć miasto położone na górze. Nie zapala się też światła i nie stawia pod korcem, ale na świeczniku, aby świeciło wszystkim, którzy są w domu” (Mat. 5, 14-15). Redaktor Michał Bondyra ujawnia „przed ludźmi” tych bliźnich, którzy ze wspierania innych uczynili stałą skłonność. Szlifują ją jak sportowcy formę przed olimpiadą, a pianiści pasaże przed Konkursem Chopinowskim. To taki gatunek człowieka, który nie myśli w kategoriach: „Chciałbym zostać ofiarnym społecznikiem”, lecz skraca perspektywę do wymiarów: „Żeby się udało załatwić jeszcze tę jedną sprawę… Żeby pocieszyć bodaj tego jednego, który właśnie znalazł się na zakręcie…” I tak się to układa, że „ten jeden” nigdy nie jest ostatnim.
Nagrody dla Młodych Dziennikarzy im. Wojciecha Cieślewicza w 2024 r.
Blanka Aleksowska i Justyna Piasecka za artykuł Blanki Aleksowskiej pt. „Pan Piotr zaciągnął pożyczkę i stracił mieszkanie. Śledczy odmawiają zbadania jego sprawy”, artykuł Justyny Piaseckiej pt. „Bo ofiara nie chciała umierać. Samobójstwo rozszerzone to zabójstwo” oraz wspólny artykuł obu autorek: „Patologia biegłych sądowych. Nierzetelne opinie rzutują na wyroki”.
UZASADNIENIE JURY (autor: Barbara Napieralska, NSZZ „Solidarność” Region Wielkopolska)
Nagrodę przyznano za rzetelność dziennikarską i wnikliwą analizę podejmowanych kwestii
Autorki nie poprzestają na łatwo dostępnych tematach, szukają ciekawych spraw, zgłębiają zagadnienia. Ich prace odznaczają się dużym zaangażowaniem w przedstawianie niełatwych problemów społecznych. Zwracają uwagę na historie i wydarzenia, których każdy z czytelników może być świadkiem a – w skrajnych okolicznościach – nawet uczestnikiem. Jak przystało na dziennikarki działu śledczego w polu ich zainteresowania są zagadnienia dotyczące przypadków naruszania prawa i problemów z funkcjonowaniem organów ścigania i wymiaru sprawiedliwości. Nie poprzestają jedynie na opisaniu konkretnych historii, umieszczają je w szerszym kontekście i odwołują się do opinii specjalistów, co wzbogaca materiał prasowy o walor poznawczy i edukacyjny i czyni go bardziej interesującym.
Tak jest w przypadku historii pana Piotra od lat zmagającego się z bezduszną machiną systemu prawnego. Wraz z rodzicami zaciągnął pożyczkę pod zastaw mieszkania i w wyniku manipulacji biznesmena wykorzystującego nieporadność i łatwowierność przy podpisywaniu umowy stracił dorobek życia. Dziennikarki próbują dociec, dlaczego prokuratura odmawia zajęcia się sprawą. Tym bardziej, że nie jest to w kraju odosobniony przypadek wyłudzenia nieruchomości przez nieuczciwych pożyczkodawców.
Tak jest również w przypadku artykułu omawiającego pojęcia „samobójstwa rozszerzonego”, w którym – oddając tragizm sytuacji – wyjaśniają nieadekwatność znaczenia tego pojęcia w sytuacji, gdy ofiara nie chciała pozbawić się życia, a jej zabójstwo kończy się samobójczą śmiercią sprawcy. Tak jest także w przypadku artykułu dotyczącego patologii biegłych sądowych. Dziennikarki dotykają problemu częstego ferowania wyroków sądowych na podstawie nierzetelnych ekspertyz biegłych. Bez pogłębionych ekspertyz materiałów dowodowych. Problem biegłych sądowych, których kompetencje nie podlegają weryfikacji obrazuje skalę zaniedbań w polskim wymiarze sprawiedliwości. Artykuły Justyny Piaseckiej i Blanki Aleksowskiej cechuje profesjonalizm, dociekliwość i duża kultura języka, dzięki czemu rozjaśniają głębsze znaczenia opisywanych faktów.
Na zakończenie warto przywołać „przepis” Julii Hartwig na dobre pisanie: Trzeba słuchać ludzi (…), trzeba nauczyć się uważności. Tę umiejętność posiadają i wykorzystują w swojej pracy laureatki tegorocznego konkursu.
Nagroda Specjalna
dla Roberta Woźniaka za fotoreportaże pt. „Trzeba jeszcze być człowiekiem”, „Pies przewodnik” i „Życie za kratami” opublikowane w Głosie Wielkopolskim
UZASADNIENIE JURY (autor: Jolanta Hajdasz)
Zdjęcie to nie jest artykuł, fotoreportaż jest objętościowo mniejszy niż zwykły, dziennikarski news, ale wszyscy redaktorzy, publicyści, i wydawcy wiedzą, że w czasach nam współczesnych nie ma materiału dziennikarskiego bez ilustracji, bez obrazka jak to zwykliśmy mówić. Mało tego, gdy tych obrazków brakuje, to często „nie ma też tematu”, bo spada z wydania to wydarzenie, którego nie możemy zwizualizować. Jedna z naczelnych współczesnych zasad komunikowania masowego mówi, iż zdjęcie jest warte więcej niż tysiące słów. I nawet jeśli kogoś to oburza, to tak po prostu jest – wszyscy jesteśmy dziećmi epoki obrazkowej.
Dlatego dobrze się stało, że fotoreporter Robert Woźniak zgłaszając się ze swoimi fotoreportażami na konkurs Wielkopolskiego i Lubuskiego Oddziału SDP uświadomił nam wszystkim, jak wielką mamy lukę w Regulaminie, nie mając osobnej kategorii dla zdjęć. I dlatego nie mogliśmy mu przyznać innej nagrody niż Nagroda Specjalna za jego przepiękne artystycznie i wzruszające zdjęcia z takich miejsc, gdzie trudno o piękno jak więzienie czy posługa sióstr zakonnych wśród bezdomnych. Taka fotografia porusza każdego mniej i bardziej wrażliwego człowieka, każe postawić pytanie kim jestem? dokąd zmierzam i w jaki sposób chcę tam dotrzeć? Czyli zmusza każdego do odpowiedzi na te najbardziej egzystencjalne pytania. Takie są fotografie Roberta Woźniaka, które czytelnicy „Przewodnika Katolickiego” , czy „Głosu Wielkopolskiego”, czy rozmaitych lokalnych stron internetowych w Wielkopolsce mogą oglądać już od 25 lat. Dziękujemy za to i prosimy o więcej.
LAUR 2024 Wielkopolskiego Oddziału SDP dla reżyser Wandy Różyckiej-Zborowskiej
UZASADNIENIE (autor Dawid Jung)
„Nie patrzę na człowieka tylko jako na jego życiorys, na to, co robi, ale głębiej. Mnie bardziej interesuje, co on ma do spełnienia tu, na ziemi, jaka jest jego misja. I póki tego nie odkryję, nie mogę zacząć filmu” – mówi Wanda Różycka-Zborowska.
Laureatka Lauru Wielkopolskiego Oddziału Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich A.D. 2024 jest postacią wyjątkową, Jej dorobek stanowi istotny wkład nie tylko w rozwój polskiego dokumentalizmu, ale także w badania nad historią i kulturą Polski. We współczesnym świecie wybujałej atencji dla relatywizmu, nihilizmu i postprawdy, gdy nawet dziennikarstwo skupia się nierzadko wyłącznie na faktach bez wyjaśniania złożonych kontekstów, znajdzie się na szczęście ktoś tak wrażliwy i uczciwy jak nasza Laureatka, by wciąż odważnie, publicznie zadawać pytanie: „A czymże jest Prawda”?
Bohaterem filmów autorki „Błogosławionej” jest zawsze Dobro. To Dobro nie jest owocem negacji czy dialektyki. To właśnie relacja z drugim Człowiekiem staje się przestrzenią urzeczywistniania naszej ludzkiej natury, a każde spotkanie z innym człowiekiem kształtuje naszą tożsamość.
Bez wątpienia twórczość Wandy Różyckiej-Zborowskiej wpisuje się w filozofię dialogu. Nagrodzona Laurem wynosi swój „intymny komentarz do rzeczywistości” do rangi sztuki, łącząc ją nie tylko z poetyką filmu, z wrażliwością na literaturę, a przede wszystkim z otwarciem się na Piękno, które potrafi ocalać.
Laureatka przekazuje nam współczesnym oraz kolejnym generacjom ważne przesłanie: wartości, którym zaufamy, kształtują to, kim możemy się stać. Mówią: każdego czeka historia, każdego dotyka Miłość, która najwznioślej uczy wierności, bez której tak trudno rozpoznać nadziei.
Dziękujemy, Pani Wando, za Pani nieoceniony wkład w polską i europejską kulturę. Pani prace będą nadal inspirować kolejne pokolenia, pozostawiając trwały ślad w naszej pamięci.
LAUR 2024 Wielkopolskiego Oddziału SDP dla Wiesława Kota
UZASADNIENIE (autor: Barbara Miczko-Malcher)
Wiesław Kot – człowiek orkiestra. Prasa, radio, telewizja – Pióro mikrofon, kamera.
Jako teatrolog dodam, że z mojego punktu widzenia Wiesław Kot to też aktor! Posługuje się charakterystycznym głosem, ale i własnym tekstem, który przy tym znakomicie interpretuje. Może dlatego jest taki wiarygodny.
Ma świetne wyczucie czasu, chwili, oczekiwań publiczności.
Na ekranie pojawia się film „W pustyni i w puszczy” – a w księgarniach książka Wiesława Kota „W pustyni i w puszczy – prawda i legenda” (z kategorii popularnonaukowych). Podobnie po „Panu Tadeuszu” – film, a zaraz po nim książka z ilustracjami filmowymi.
Wiadomo, Wiesław Kot jest znakomitym krytykiem filmowym, a do tego filologiem, z doktoratem! Łączy więc piękne z pożytecznym.Na uczelni niejednego studenta w sposób bezpośredni zaraził swoją pasją. Do innych dociera właśnie poprzez książki, których wydał ze trzydzieści. Związane są one przede wszystkim z filmem i z literaturą. „Sto najważniejszych scen filmu polskiego” z jednej strony, a z drugiej „Poczet pisarzy i poetów świata od Homera do Stephena Kinga”, który w wieku 14 lat napisał, wydał i rozprowadził wśród kolegów 40 egzemplarzy pierwszej książki. – I takich to pisarzy Wiesław Kot tropem podąża.
Dużą popularność zdobyła jego książka opisująca barwne (jak pamiętamy) czasy PRL-u:” PRL – czas nonsensu” (podtytuł: polskie dekady: kronika naszych czasów 1950-1990). Obrazki z tamtej książki pojawiły się ku zadowoleniu słuchaczy Radia Poznań na antenie rozgłośni. Wiesław Kot swoimi błyskotliwymi felietonami, anegdotami jeszcze kilka miesięcy temu regularnie ubarwiał poznański program radiowy.
Humor i ironia. Często się nimi po mistrzowsku posługuje.
Wyrobionych czytelników miesięcznika „Wszystko co najważniejsze” przyzwyczaił do swoich felietonów.
Jeden z nich zatytułowany jest Cyfrowa perfidia. Sztuczna inteligencja na ekranie. Film chętnie i często stymuluje przyszłe wspólne losy sztucznej inteligencji i człowieka. Ale też ostrzega: to wszystko zdarzy się niebawem. Jutro. Za chwilę.
Ale jaką szansę ma sztuczna inteligencja – bezduszna i groźna cyfrowa maszyna przy wrażliwym, z bogatą wyobraźnią, ludzkimi uczuciami i rozmachem twórczym Wiesławie Kocie?
LAUR 2024 Wielkopolskiego Oddziału SDP dla miesięcznika KnC – Króluj nam Chryste
UZASADNIENIE JURY (autor: Aleksandra Tabaczyńska)
O uhonorowaniu miesięcznika KNC, nagrodą Laur Wielkopolskiego Oddziału Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich w 2024 roku, jednogłośnie zadecydował Zarząd Oddziału, przyznając swoje najważniejsze wyróżnienie jedynemu w Polsce czasopismu dla ministrantów. „Króluj nam Chryste” to nie tylko zawołanie wszystkich ministrantów, ale także zadanie. Ci chłopcy, dają piękne i odważne świadectwo wiary.
O tym jak uboga jest ceremonia kościelna, która odbywa się bez udziału ministrantów, nie trzeba chyba nikogo przekonywać. Dlatego tym większe należy się uznanie dla twórców miesięcznika KNC, którzy tym wydawnictwem, przez dwadzieścia lat, wspierają środowisko ministranckie w całym kraju. Inicjatywa biskupa Grzegorza Balcerka, wieloletnia praca redakcyjna ks. Waldemara Hanasa i red. Michała Bondyry zasługują na docenienie i szacunek również przez środowisko dziennikarskie, którego wyrazem jest Laur 2024. Wyróżnienia wart jest nie tylko nowoczesny, profesjonalny i przyjazny dla oka czytelnika wizerunek pisma – wydawanego przez Święty Wojciech Dom Medialny – ale przede wszystkim jego misja. KNC integruje świat służby liturgicznej, wspiera duszpasterzy ministrantów oraz daje do ręki czytelnika namacalny dowód, że warto być częścią tej społeczności zarówno „w komży” jak i „bez komży”. Tym bardziej, że służba ministrantów, nie ogranicza się tylko do ołtarza, ale wpływa na szkołę, rodzinę i inne dziedziny życia społecznego. Odzwierciedla to bogata tematyka miesięcznika KNC, nie tylko ta formacyjna, także sportowo-rozrywkowa. Warto zwrócić też uwagę na to, że tak powszechna, dla ludzi wierzących, obecność ministrantów w świątyni, okupiona jest często dużym wysiłkiem tych młodych ludzi. A te wysiłki ministranckie, wyrzeczenia, bardzo trafnie potrafi uzasadnić i docenić miesięcznik KNC oraz przekonać młodzież, że absolutnie nic nie stracą, a obowiązki można pogodzić z wypoczynkiem i zabawą.
Z całego serca gratulujemy dziennikarzom KNC, całemu Zespołowi Redakcyjnemu i dziękujemy za Waszą pracę publicystyczną, reporterską, sprawozdawczą za wszystkie pielgrzymki oraz inne inicjatywy formacyjno- sportowe z Mistrzostwami Polski Liturgicznej Służby Ołtarza w Piłce Nożnej Halowej o Puchar KnC, na czele. Szanowna Redakcjo te dwadzieścia lat dziennikarskiej pracy z pewnością już owocuje zarówno w sercach byłych jak i obecnych ministrantów. Dziękujemy za Wasz trud, jeszcze raz gratulujemy i życzymy kolejnych jubileuszy. Króluj nam Chryste! Zawsze i wszędzie!
Rozmowa z Michałem Bondyrą, redaktorem naczelnym miesięcznika KnC TUTAJ.
Nie patrzę na człowieka tylko jako na jego życiorys, na to, co robi, ale głębiej. Mnie bardziej interesuje, co on ma do spełnienia tu, na ziemi, jaka jest jego misja. I póki tego nie odkryję, nie mogę zacząć filmu – mówi reżyser Wanda Różycka-Zborowska, uhonorowana nagrodą Laur Wielkopolskiego Oddziału Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich 2024.
Czy reżyser dokumentów jest po trosze publicystą?
Niezupełnie się z tym zgadzam. Dlatego zaskoczyła mnie nagroda, którą otrzymałam od Wielkopolskiego SDP, bo w zasadzie dziennikarze się mną nie zajmowali. A tu nagle takie miłe zaskoczenie. Zastanawiam się, co takiego zauważono. Czy zatem reżyser rzeczywiście ma coś z publicysty? Myślę, że na pewno musi się orientować w rzeczywistości, musi stać mocno na ziemi, ale to jest trochę inna specyfika niż praca dziennikarza. Wy łapiecie fakty, dokumentujecie je. Ale i tu i tu istotna jest prawda.
To jest spójne…
A zatem jeżeli widzicie we mnie ten rys, że robię filmy, w których próbuję szukać prawdy, opowiadać o moich bohaterach prawdziwie, to tak. W tym znaczeniu to pokrewne profesje. Ale moje widzenie dotyczy bardziej strony duchowej, to znaczy nie patrzę na człowieka tylko jako na jego życiorys, na to, co robi, ale głębiej. Mnie bardziej interesuje, co on ma do spełnienia tu, na ziemi, jaka jest jego misja. I póki tego nie odkryję, nie mogę zacząć filmu. I to jest podstawa. Dlatego, że wtedy prawda jest głębsza. I cokolwiek inni powiedzą o moim filmie, to już mnie nie interesuje. Bo ja wiem, że tam jest prawda. I niektórzy odkryją ją od razu, a niektórzy muszą na to poczekać.
Pani filmy są zawsze ważnym głosem. Dlatego wydają mi się bliskie publicystyce.
To prawda. Rzeczywiście, nie jest mi obojętne to, co się dzieje wokół. I nieobojętny jest mi człowiek. To wszystko, czym żyję, co mnie otacza, w jakimś sensie we mnie się gotuje i przeobraża, i stąd wychodzą pomysły.
Od zawsze „robi” Pani w metafizyce?
Wydaje mi się, że tak, że już jako dziecko miałam takie rozmazane granice, nie wiedziałam, co jest rzeczywiste, a co nierzeczywiste. Wydawało mi się na przykład, że umiem latać. Skąd takie rzeczy przychodziły mi do głowy? I zachwycała mnie przede wszystkim przyroda, byłam w niej cała zanurzona. Czytaliśmy z rodzeństwem mnóstwo książek, a potem odtwarzaliśmy ich treść w zabawach. W jakimś sensie to była moja reżyseria. Mój brat wspomina: ty nas reżyserowałaś, myśmy się ustawiali według wskazówek w konkretny sposób, w konkretnych sytuacjach.
A metafizyka filmowa? Dlaczego taki kierunek?
Bo to jest nasza dusza, wszystko jest zakryte w nas. I my pomału w to wchodzimy i odkrywamy.
Fascynuje Panią człowiek?
Tak, człowiek, duch i Bóg. Bóg to jest moja wielka fascynacja. Bez spojrzenia oczyma Boga nie możemy poznać w pełni człowieka. To samo mówił Jan Paweł II, że bez Chrystusa nie poznacie człowieka. I to mi się wydaje podstawą, punktem wyjścia.
Ale to się odkrywa etapami, bo na przykład w pierwszym okresie filmowym bardziej interesowała mnie krzywda ludzka, ból, niesprawiedliwość. Na samym początku, kiedy studiowałam już reżyserię filmową, powiedziałam, że nigdy nie zrobię filmu przeciwko sobie.
Mocna deklaracja…
Tu chodzi o moją odpowiedzialność za drugiego człowieka, za to, co powiem, za słowo.
Ale inni widzieli w tym coś więcej. Ostatnio pokazywałam film Kamień. To jest jeden z pierwszych moich obrazów po szkole filmowej, opowieść o Piotrze Szyryńskim, mieszkańcu Suwalszczyzny – historia jego życia, wierności. Właściwie miał to być film o jego matce, która żyła w ogromnej harmonii z przyrodą. Kiedy szła, to wilki chodziły za nią – tak o niej mówiono, a mnie to bardzo interesowało. Oboje chcieli postawić pomnik ojcu, którego hitlerowcy zamordowali i nie mogli tego zrobić, bo to był akowiec.
Ale zastanowiło mnie, że ludzie po obejrzeniu tego filmu mówili, że jest on na wskroś duchowy. A to przecież miał być film o walce z krzywdą, z kłamstwem.
I to dało Pani do myślenia?
Ja też to później zauważyłam, to było w moim filmie. A potem moje podejście ewoluowało. Zrozumiałam w pewnym momencie – wydaje mi się, że po Czarnych baronach – że tamta krzywda była apogeum tych ludzi, z którymi przeprowadzałam wywiady. To była bardzo duża grupa bohaterów, ponad trzydzieści osób, wspólna historia żołnierzy-górników, którzy zostali siłą wcieleni do pracy przymusowej. I ten film zatrzymano, mimo że ci żołnierz-górnicy pisali i do telewizji i do władz, zebrali nawet ponad 50 tys. podpisów, co nam chyba nawet bardziej zaszkodziło niż pomogło.
Ja wtedy zaczęłam się zastanawiać nad tym, czy to jest jednak prawda do końca. Bo z jednej strony myśmy ze scenarzystą, Kazimierzem Boskiem, pokazali prawdę losu tych ludzi, tej krzywdy ofiar komunizmu, ale czy to oddaje całość?
Rzeczywiście, po tym filmie myślałam nawet o zrezygnowaniu z zawodu. I długo się nad sobą zastanawiałam. Ale wtedy nastąpił ten etap, że skierowałam się w stronę kina duchowego. Moja córka mówiła: mamo, Ty się takimi tematami religijnymi zajmujesz, talent swój marnujesz.
Uważała, że kino konfesyjne Panią ogranicza, szufladkuje?
Tak, że to ograniczenie. A ja mówię – nie, właśnie mówienie o sprawach dobra jest trudniejsze niż zła. Wygrzebywanie z człowieka tego, co jest zakryte.
Ale skazała się Pani przez to na mniejszy krąg odbiorców.
Ja wiem, ale wtedy to jest wybór drogi. Ja taką drogę wybrałam. I nie mam do nikogo o to pretensji. Jestem wdzięczna za wszystko, bo to jest mój wybór i ja za niego odpowiadam. Choć to ciężka droga, bo związana z tym, że nie będę ani pokazywana, ani nagradzana, ani gratyfikowana finansowo. I tak się stało.
Pierwsze i główne skojarzenie z Pani twórczością to chyba Duśka, film o doktor Wandzie Półtawskiej. Przynajmniej dla mnie.
Jestem zaszczycona, że ktoś to łączy. Jeden z przyjaciół Wandy powiedział kiedyś, że ona jest Kosmosem. A ja się postrzegałam przy niej jak małe ziarenko piasku. Ale nie czułam się przez to upokorzona, gorsza, wręcz odwrotnie. Toczyłam bój, żeby wykrzesać z niej prawdę, bo ona na początku nic nie chciała mówić, mimo że się zgodziła na film. A ja jako ten mały piaseczek mogłam uczyć się przy tym filmie pokory. To był dla mnie ogromny test. Ale dzięki temu otworzyły się drzwi i mogłam zobaczyć Wandę w prawdzie. I ona mogła mówić. Bo gdybym walczyła, sprzeciwiała się, udowadniała, że jako reżyser mam tu coś do powiedzenia, że zrobię, jak chcę, nie udałoby się. Zamiast tego przyjęłam postawę, że na wszystko się zgadzam, a wszystko się działo.
Co na to sama Półtawska?
Ona o tym nie wiedziała. Jeżeli zastrzegała, że nic nie powie o Janie Pawle II, ja odpowiadałam: dobrze. Jeśli mówiła: nie zejdę do podziemi Bazyliki Świętego Piotra, nie uklęknę przed płytą nagrobną Jana Pawła II dlatego, że znałam go jako żywego i chcę go zachować jako żywego; ja: dobrze. Ale potem się okazało, że ona załatwiła dokumenty, żebyśmy mogli zejść do podziemi jako filmowcy. Tyle tylko, że na tym papierku zapisano – o czym Wanda nie wiedziała – że musi wejść z nami. I była tym zaszokowana, zarzekała się, że nie wejdzie, że została oszukana. A ja na to: nie, my nic nie wiedzieliśmy. I kiedy w końcu zeszła do podziemi, powiedziałam tylko do operatora: kręć. A ona uklękła przed grobem.
Pani po prostu za nią „tylko” chodziła.
Tak, chodziłam za Wandą dlatego, że nie było innej możliwości. Ona mi na wstępie powiedziała, jak wygląda jej harmonogram dnia. Duśka w ciągu jednej doby robiła tyle rzeczy, ile inni ludzie nie są w stanie wykonać w czasie miesiąca. Tak miała wypełniony program.
Przy Duśce wycofywałam się, znikałam. Bo gdybym zaczęła „być”, pokazywać, jaka jestem formalnie utalentowana, co potrafię, to nie mogłabym jej poznać. I w związku z tym powiedziałam: będę za panią chodzić. Zatem te sceny w ogóle nie były inscenizowane.
I teraz kiedy robiłam Błogosławioną, obraz o życiu i duchowości bł. Natalii Tułasiewicz, działałam tok samo.
Fot. N. Tułasiewicz-Wala
Metoda „na Duśkę”?
O, właśnie – metoda „na Duśkę”. I mimo że Błogosławiona to film kreacyjny, fabularyzowany, to jest on wynikiem wspaniałej współpracy. Bo to wszystko się tworzyło jak gdyby w wyniku przyjmowania.
Główną bohaterkę gra zresztą krewna Natalii Tułasiewicz.
Zosia w ogóle nie chciała grać. I w końcu zrobiła to dla swojej ciotki, przekonana ostatecznie, że to jest ważne, że trzeba zagrać. A świetnie się sprawdziła. Bo ona się poddała, tak jak ja postawiłam się w sytuacji, że niczego jej nie narzucam. Powiedziałam: masz być, Zosiu, tylko być… A ona się we mnie zasłuchała. I to jest taka piękna pokora.
Zauważyłam, że jak człowiek jest pokorny, to wtedy widzimy jego nieprawdopodobny potencjał, o którego istnieniu on sam nawet nie wie. I w wyniku tego dzieją się niesamowite rzeczy. Natomiast kiedy my zapełniamy wszystko sobą, coś narzucamy, niewiele możemy zobaczyć.
Fot. N. Tułasiewicz-Wala
Podobno najważniejszy dla Pani był jednak obraz Pójdź za Mną. Testament Jana Pawła II?
Tak i kiedy go oglądam, mam wrażenie, że nie ja zrobiłam ten film. Mój kolega powiedział o nim: wiesz, Wanda, ja go oglądałem 77 razy. Warunek jest jeden: nie możemy zakładać, że my już wszystko wiemy o Janie Pawle II i wtedy ten film nas przyciąga.
Mnie Jan Paweł II fascynował od samego początku. Właściwie moja droga twórcza po części była naznaczona przez jego nauczanie. Poznałam je wcześnie, jeszcze jako studentka, i się zachwyciłam. Naprawdę zachwyciłam. A później jego List do artystów był dla mnie już takim dopełnieniem.
A w nim zdanie: Uczyń z życia arcydzieło…
To w zasadzie program, zdefiniowanie tego, jaką rolę ma artysta. Bo sam Jan Paweł II nim był. Ja wtedy nad tym dużo rozmyślałam: jakie jest moje miejsce, moja odpowiedzialność? I dziś powiedziałabym nawet, że jestem bardziej artystą niż reżyserem. Bo reżyser wypełnia zawód, a mnie nawet nie bardzo pozwalają wykonywać go do końca, bo co składam, to odrzucają. I to jest trudne doświadczenie.
A artysta odpowiada przed Bogiem za to, co robi. I druga rzecz: musi istnieć harmonia między tym, jak żyję, a jak tworzę. Jeżeli jej nie ma, to ten film czy to dzieło, czy ta praca nie zostaje w drugim człowieku. A w harmonii nasze dzieła się nie starzeją. Dlatego, że to jest wzięte ze świata nadprzyrodzonego. To nie jest nasze, my możemy być jedynie inspirowani albo złem, albo dobrem. I co wybieramy?
Faktycznie, bardzo to Wojtyłowe…
Miałam takie uczucie, pracując nad Testamentem. To jest film zrobiony tylko z materiałów archiwalnych. Oglądałam je ponad rok, analizując każdy kadr, i z tych wycinków, z tych ponad stu kaset wybierałam fragmenty. To była modlitwa i trud. Oglądałam twarz Jana Pawła II, dostrzegałam, jak on jest skupiony, kiedy jest sam i kiedy jest w tłumie. Zawsze taki sam. Nieustannie w rozmowie z Panem Bogiem. I ja to widziałam.
Co ciekawe, kiedy w Miami pokazałam Duśkę, wszyscy mówili, że to jest film o … Janie Pawle II. A przecież Wanda mówiła, że ona nic nie powie o nim.
A wyszło na Pani…
Te dwa filmy robiłam jednocześnie, to jest też ciekawe. Jeździłam na zdjęcia z Duśką i oglądałam materiały do Testamentu. I zrozumiałam wtedy, co on chciał nam przekazać, każde słowo, każdą myśl. Wszystko się ułożyło.
Na dodatek uparłam się przy tytule Pójdź za mną. Producent filmu Przemysław Häuser przekonywał, że powinniśmy zostać tylko przy Testamencie Jana Pawła II.
Papież jeszcze wówczas żył i to miało zaskoczyć wszystkich. Mieliśmy być pierwsi. Nie udało się, bo Jan Paweł II odszedł w kwietniu, a my nie mieliśmy jeszcze filmu skończonego.
Do zakończenia potrzebny był mi fragment z pogrzebu. Pamięta pan ,co powiedział kardynał Ratzinger w pogrzebowej homilii?
?…
Powiedział: Kluczem do zrozumienia Jana Pawła II są słowa Jezusa do Piotra: „Pójdź za mną”… Pójdź za mną. I dlatego to nie był mój film. Tak, jakbym czuła, że powinien powstać, a ja byłam prowadzona. I dlatego ciągle do niego wracam, lubię go po prostu, bo on nie jest mój.
Pani się bardzo utożsamia z tymi wszystkimi postaciami – Półtawską, Tułasiewicz, Wandą Błeńską, Janem Pawłem II. Stwierdzam fakt.
Ja kocham swoich bohaterów. I nigdy ich nie zostawiam. Jestem z nimi do końca i nawet po śmierci mam z nimi taką łączność duchową.
Klucz, którym spina Pani swoje filmy?
Żeby wszystko, co robię, było na chwałę Bożą. Nie na moją.
Rozmawiał Stanisław Muszyński
O nagrodachLaur Wielkopolskiego Oddziału SDP 2024 można przeczytać TUTAJ.