Nagrody Wielkopolskiego i Lubuskiego Oddziału Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich rozdane!

Wspaniała i podniosła, a zarazem rodzinna i serdeczna atmosfera oraz obecność prawie wszystkich nagrodzonych i wyróżnionych   – to najkrótsze podsumowanie wyjątkowego spotkania dziennikarzy z Wielkopolskiego i Lubuskiego Oddziału SDP, jakim była uroczysta Gala Wręczenia Nagród w Konkursie Dziennikarskim WO i LO SDP 2024. Odbyła się ona 12 czerwca w Zamku Królewskim Przemysła w Poznaniu.

 W konkursie w tym roku było 59 zgłoszeń materiałów dziennikarzy z wielkopolskiego i lubuskiego województwa. Nagrody w konkursie ufundował Zarząd Wielkopolskiego Oddziału SDP, a organizację konkursu wsparł kwotą 5 tysięcy zł Zarząd Główny SDP (każdy oddział Stowarzyszenia, którzy organizuje konkurs otrzymuje wsparcie na tym poziomie).  Nagrody główne to kwota 1000 zł dla laureata, a wyróżnienia mają charakter honorowy, w tym roku wyróżnieni otrzymywali oprócz dyplomu, także książkę z wydawnictwa Biały Kruk.  Uhonorowani tytułem Laur 2024 jako nagrodę otrzymali także vouchery na spędzenie weekendu w Domu Dziennikarza w Kazimierzu Dolnym (dla dwóch osób). Nagrodę dla Młodych Dziennikarzy ufundował Zarząd Regionu Wielkopolska NSZZ „Solidarność”

Wszyscy laureaci szczególnie sobie cenią … uzasadnienia nagród, jakie piszą wszyscy członkowie Jury. W tym roku publikujemy je w całości.

Nagroda Główna Wielkopolskiego i Lubuskiego Oddziału SDP za najciekawsze, najbardziej wartościowe materiały dziennikarskie,  poruszające najbardziej aktualne i najistotniejsze problemy społeczne i polityczne

dla reż. Magdaleny Piejko za film dokumentalny „Naszość  – tylko dla nienormalnych”

 UZASADNIENIE JURY (autor: Jolanta Hajdasz)

 Film dokumentalny w założeniu przedstawia wycinek rzeczywistości, która podlega możliwie najmniejszej ingerencji ze strony reżysera.  Szczególnie taki film, który pokazuje autentyczne nagrania, prawdziwe, a nie inscenizowane obrazy, jakich nie znajdzie się na żadnym youtubie, ani instagramie. Taki, który pokazuje kawałek naszej historii. Historii, której głębi i znaczenia poza dokumentalistą nikt nie chce, ani nie potrafi dostrzec.

Taki właśnie jest film dokumentalny „Naszość – tylko dla nienormalnych” Magdaleny Piejko.  „Naszość” w Poznaniu faktycznie była zjawiskiem pokoleniowym. Gazetka, która pod tym tytułem ukazywała się w naszym mieście zawierała treści, których nigdzie indziej w Poznaniu nie dałoby się wtedy napisać, przynajmniej bez autocenzury lub jej narzucania przez kierownictwo redakcji. Także bez cenzury, gdy chodzi o poczucie humoru a nawet słownictwo – jak po latach przyznał twórca, lider, przywódca szef – każdy wie o kim mówię, jak przyznał Piotr Lisiewicz, główny bohater tego filmu. Trzeba podkreślić, że media w tamtym czasie w Poznaniu bardzo polubiły „Akcję Alternatywną Naszość”, bo to był taki lokalny folklor- happeningi ośmieszające działaczy komunistycznych i zbrodnie Putina, akcje ośmieszające wymiar sprawiedliwości, a raczej nie sprawiedliwości i obnażające bezsilność i bezradność zwykłego obywatela, który czasem musi konfrontować się z  tą machiną państwa rzekomo tak demokratycznego i przyjaznego obywatelom Państwa. Ale prawie nikt nie traktował „Naszości” poważnie Wtedy, gdy to się działo, wielu z nas nie zdawało sobie sprawy jak ważny i istotny był tamten głos sprzeciwu, jak poważna była wymowa tych niby tylko zabawnych happenigów i jak wielkie niosły one przesłanie.

Piotr Lisiewicz obudził wielkopolskie i polskie dziennikarstwo, stał się wyrzutem sumienia, dla tych którzy nie umieli lub nie potrafili wyrazić tego, co robił on swoimi akcjami –  dezaprobaty dla kłamstwa, oszukiwania ludzi, dla manipulacji opinią publiczną.

I to wszystko w piękny trzymający w napięciu, zajmujący dla widza w każdym wieku sposób pokazała Magdalenia Piejko. Gratulacje ogromne! I życzymy kolejnych filmów i kolejnych nagród!

Fot. Robert Woźniak

 

dla red. Macieja Piotrowskiego za cykl reportaży pt. „Szambo Prezesa” i „Ordynator” i „Kto odpowiada za śmierć Teresy Szwed?”  emitowane w programie „Alarm” w TVP 1

 UZASADNIENIE JURY (autor: Jolanta Hajdasz)

Na początek fakty, jak w reportażach redaktora Macieja Piotrowskiego.

Temat nr 1.Mija 5 lat, a organa ścigania nie potrafią ukarać sprawcy dramatycznego wypadku drogowego, w którym ginie jedna osoba, a inne tracą zdrowie. Gdy dziennikarz zaczyna poszukiwać odpowiedzi na pytanie kto jest winien, sprawa robi się jeszcze bardziej tajemnicza, prokurator ucina rozmowę, a prezes sądu odmawia wglądu do akt, choć syn osoby, która zginęła w wypadku mówi do kamery, że nazwisko sprawcy znał już przed pogrzebem swojej mamy. Czy ktoś zada sobie trud, by skonfrontować te sprzeczne relacje, ofiar i wymiaru sprawiedliwości? Tu postawię na chwilę kropkę.

Temat nr 2. Ale smród – mówią ci, którzy muszą mieszkać w pobliżu tych łąk i tych pól.  Mieszkańcy tej gminy w województwie lubuskim mają też problemy z woda pitną, chorują, bo ciągle znajdowane są w niej bakterie coli. Kto i dlaczego toleruje w tej wiosce na pograniczu Polski i Niemiec nielegalne wywożenia szamb i wylewanie ich na tereny zielone? Wszystkie tropy prowadzą do jednej osoby – tam wójt, przewodniczący rady gminy i prezes spółdzielni mieszkaniowej to ten sam mężczyzna. Podobno nie do ruszenia. Czy ktoś odważy się na pokazanie tej patologii? Tu też postawię kropkę.

I temat nr 3. Niby banalny, ale jak bardzo groźny. Lekarz w miejscu pracy pod wpływem alkoholu. Ponad 2 promile. Ktoś jest poszkodowany. Ktoś powinien wyciągnąć konsekwencje. Ale wszyscy umywają ręce, i izba lekarska i prokurator. Ktoś nagle będąc świadkiem w sprawie staje się oskarżonym, a lekarz z promilami pracuje jakby nic się nie stało. Czy naprawdę nikomu to nie przeszkadza? I znowu kropka.

W tym miejscu zaczynają się historie opowiadane przez redaktora Macieja Piotrowskiego. Gdyby to była literatura, to byśmy mogli otrzeć łzę, pokiwać głową nad niesprawiedliwością tego świata i pogodzić się z dramatem. Ale tak nie postępuje dziennikarz. Dodajmy – nie każdy dziennikarz. Dziennikarz śledczy? Nie każdy dziennikarz śledczy. Wielu by ustąpiło, ale nie redaktor Maciej Piotrowski.  Nie boi się zadać trudnego pytania tam, gdzie inni nie mają odwagi podejść, nie waha się iść tam, gdzie zapach odstrasza najbardziej odpornego spacerowicza i gdzie krzyżują się drogi władzy i pieniędzy, a czasem i lokalnej i ogólnokrajowej polityki. Odwaga i reprezentowanie tych, którzy są widzami telewizji, która emituje jego reportaże, a która ma także odwagę stać po stronie biedniejszych i słabszych, a nie boi narażać się bogatym i silnym. To kwintesencja służby innym, którą jest dziennikarstwo. Prawdziwe dziennikarstwo. Bezkompromisowe, czasem ostre i bezpardonowe, ale zawsze oparte na poszukiwaniu i dążeniu do prawdy o otaczającym świecie. Takie jest dziennikarstwo redaktora Macieja Piotrowskiego. Dziękujemy za nie Panu, Panie Redaktorze.

Nagroda Virtuti Civili za szczególną odwagę dziennikarza w podejmowaniu i realizacji trudnych oraz społecznie ważnych tematów: dla red. Ryszarda Gromadzkiego za książkę pt. „Misja Popiełuszko. Kulisy śledztwa w sprawie porwania i morderstwa kapelana Solidarności”

UZASADNIENIE JURY (autor: Barbara Miczko – Malcher)

Odwaga to coś więcej niż demonstracja siły, to przekonanie, że wiemy jak tę siłę ukierunkować. To jest zdanie Davida Hawkinsa – amerykańskiego psychiatry i znawcy ludzkiej natury.

Jak się ma to stwierdzenie do Ryszarda Gromadzkiego?

  1. Młody Ryszard Gromadzki to punkowiec buntownik – członek Anarchistycznego Kolektywu „Zbite Psy” (polecam „Wywiad z chuliganem” Piotra Lisiewicza, w którym wszystko szczegółowo jest przypomniane). W końcu lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych Ryszard Gromadzki to poszukujący drogi do zmian i naprawy III Rzeczpospolitej wokalista, wsparty kolegami z eksperymentalnego, poszukującego zespołu.
  2. Dojrzały Ryszard Gromadzki to wyróżniający się dziennikarz Telewizji Republika, który bez wątpienia zapracował na dzisiejszy sukces stacji. Działał w telewizji Republika w trudnym okresie). Z ogromnym zainteresowaniem oglądaliśmy w rodzinnym gronie Jego rozmowy dotyczące polskiej historii.
  3. Ryszard Gromadzki to autor książki, którą jury Konkursu WO i LO SDP uznało za godną nagrody Virtuti Civili.

W swojej książce „Misja POPIEŁUSZKO -KULISY ŚLEDZTWA w sprawie porwania i morderstwa kapelana Solidarności”. Ryszard Gromadzki rozmawia z prokuratorem Andrzejem WITKOWSKIM, który najdalej to śledztwo poprowadził, także już jako prokurator IPN.

Autor ten wywiad -rzekę rozpoczyna pytaniem: Z jakiego powodu w pana ocenie nie ma woli politycznej, żeby zakończyć dochodzenie …Skąd ta powściągliwość władz, jeśli chodzi o nastawienie do tego śledztwa?

Z odpowiedzi prokuratora wynika, że były powody właśnie natury politycznej, na pewno nie prawnej. Padają nazwiska (na czele z Kiszczakiem i Jaruzelskim), odsłaniane są fakty. Obnażony zostaje peerelowski aparat represji i zbrodniczej machiny zakonspirowanej w strukturach komunistycznego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych.

Takie książki jak ta, wydana przez Wydawnictwo Capitol sprawią być może, że historię PRL i czasów transformacji trzeba będzie pisać na nowo.

Ksiądz Jerzy Popiełuszko porwany został 19 października 1984 roku. Minęło 40 lat.

W kraju nadal ścierają się różne siły. Trwa walka dobra ze złem. I nadal trzeba dużej odwagi, żeby w otwarty sposób bronić suwerenności Polski i swoich przekonań.

Ryszard Gromadzki, który mieszka z rodziną koło Nowego Tomyśla, w sierpniu 2020 roku, z dużym krzyżem w ręku tam bronił wejścia do kościoła przed aktywistami LGBT, którzy zorganizowali tęczowy piknik. To był dla mnie naturalny odruch mówił w rozmowie z Romanem Wawrzyniakiem w Radiu Poznań).) Moją podstawową motywacją była potrzeba wystąpienia w obronie prawdy. Pokazywanie prawdy o historii najnowszej, ukazywanie manipulacji i ideologicznego piętnowania – to dzisiaj jedno z najważniejszych zadań polskich dziennikarzy. Możemy się tego uczyć od Ryszarda Gromadzkiego.

 Wyróżnienia:

 red. Robert Bagiński za artykuły pt. „Nie hakowałem dla pieniędzy, ale chciałem dojść prawdy”, „Niemieckie śmieci, polski problem” i „Mobbing w gorzowskim szpitalu? Opiekunki medyczne alarmują, że są zastraszane” opublikowane w Gazecie Lubuskiej

 UZASADNIENIE JURY (autor: Wiesław Ratajczak)

W swej pracy dziennikarskiej Robert Bagiński z godną szacunku konsekwencją podejmuje tematy skomplikowane, ważne i niebezpieczne. Gdy niemieccy przemysłowcy, nadzwyczaj troskliwi o dobrostan planety, postanowili swoje śmieci podrzucić polskim sąsiadom, nierzadko korzystając z pomocy lokalnych władz, reporter zepsuł tę doskonale zapowiadającą się współpracę. Ktoś stracił potężne, nielegalne dochody, komuś grożą konsekwencję prawne, a ten, kto ujawnił ten barbarzyński proceder traktowania państwa polskiego jak taniego wysypiska śmieci, naraził się wielu możnym i silnym. Z ogromną dla nas korzyścią.

Wystawił się na ryzyko również wtedy, gdy stanął po stronie tych, którzy pracując w systemie zwanym dawniej służbą zdrowia, zajmują pozycję najmniej uprzywilejowaną.  Robert Bagiński rzucił światło na niesprawiedliwe traktowanie tych pracownic gorzowskiego szpitala, które wykonują wyczerpującą pracę opiekunek medycznych i są bezwzględnie spychane na dno struktury płac. Wydaje się oczywiste, że dziennikarz staje po stronie słabszych. Oczywiste, ale czy częste?

Wspomnieć jeszcze trzeba o wywiadzie z hakerem, który swymi włamaniami do skrzynek z dokumentami najważniejszych ludzi na świecie zdobył niemałą sławę. Oczywiście – w takich przypadkach trudno rozstrzygnąć, kto kogo śledzi, kto się ukrywa tak, by dać się znaleźć, kto rzekomo nie udziela wywiadów, zarządzając sprawnie swą obecnością w mediach, kto udaje szczerość, kto wydaje się samotnym wilkiem itd. Wejście na to niebezpieczne pole gry również świadczy o odwadze dziennikarza i niemałej jego przenikliwości.

Aleksandra Fedorska za artykuł „Ich will keine Schokolade” (tłum. Nie chcę czekolady) i „ Wenn der Retter aus Polen kommt” (tłum. Kiedy ratownik przychodzi z Polski) opublikowane w niemieckim tygodniku Die Welt

 UZASADNIENIE JURY (autor: Wiesław Ratajczak)

Naukowcy i dziennikarze kompetentnie, bez kompleksów i bez zbędnych emocji komentujący sprawy polsko-niemieckie to towarzystwo bardzo nieliczne. Trudno w nim nie dostrzec i nie wyróżnić Aleksandry Fedorskiej. Państwa i narody żyjące w sąsiedztwie i mające tyle spraw wspólnych bardzo potrzebują takiego dziennikarstwa, jakie ona reprezentuje. To, że Aleksandrze Fedorskiej udaje się publikować prace w prestiżowej prasie niemieckiej, zdaje się świadczyć o tym, że tamtejszy system medialny nie jest domknięty i można informować opinię publiczną o ważnych, a nierzadko też niewygodnych dla zarządzających polityką i gospodarką sprawach. Na pewno do takich tematów należą oszustwa, jakie wobec polskiego konsumenta popełnia pewien globalny koncern spożywczy, do współudziału przymuszając polskich pracowników. Oczywiście, nadużyciem byłoby łączenie tego procederu z nazistowskim zaangażowaniem poprzedniego pokolenia właścicieli firmy, jednak trudno nie zastanowić się nad ciągłością kolonialnych praktyk. Ich uświadomienie i zwalczanie leży w interesie obu społeczeństw.

Również drugi artykuł Aleksandry Fedorskiej ma znaczenie ponad doraźnością. Pisząc o planowanym zaangażowaniu polskiego kapitału w działalność niemieckich zakładów petrochemicznych, pomaga odrzucić schemat dominacji kapitału większego państwa i jego gospodarki, a następnie – przemyśleć perspektywę równoprawnych relacji. Dziennikarka może wiele zmienić. I oby tak się stało.

Hubert Jach za audycje i artykuły pt. „Opłacalna współpraca między samorządowcami i politykami” i „Miejska radna zostanie wiceprezesem miejskiej spółki” opublikowane w Radiu Poznań

UZASADNIENIE JURY (autor: Wiesław Ratajczak)

Hubert Jach stał się już specjalistą od psucia dobrego nastroju tym, którzy poszukują prywatnych korzyści na styku lokalnej polityki i spółek samorządowych. Korzystając z wygodnej zasłony dymnej w postaci przekonania, że samorząd lokalny jest niezaprzeczalnym i nieskazitelnym osiągnięciem IV RP, nieuczciwi radni i urzędnicy dyskretnie osiadają na synekurach, których sprawowanie nie wiąże się z wysiłkiem, za to gwarantuje niemałe dochody. Zdarza się, że swymi doświadczeniami w tej materii rzutcy samorządowcy dzielą się z innymi zainteresowani podobnym stylem życia, a nawet tworzą coś, co tak zwane „oszołomy” skłonne są nazywać układem. I wszystko toczyłoby się dyskretnie i zyskownie, gdyby nie… Hubert Jach. Jeśli są dziennikarze, którzy swą misję widzą w podtrzymywaniu dobrego samopoczucia cwaniaków, to redaktor Jach na pewno do nich nie należy. Nie wróży mu to może łatwej kariery, ale przynosi korzyść społeczeństwu, a nam daje satysfakcje uhonorowania dociekliwości i odwagi.

Nagrodę im. Wojciecha Dolaty za dziennikarstwo, które wyróżnia się szczególną rzetelnością i fachowością:

dla red. Mateusza Teski za reportaże „Kryzys migracyjny na granicy polsko –białoruskiej” i „Sędziowie stanu wojennego” emitowane w „Magazynie śledczym Anity Gargas” w TVP 1

UZASADNIENIE JURY (autor: Aleksandra Tabaczyńska)

Oglądając materiały redaktora Mateusza Teski nie ma wątpliwości, że to dziennikarz w pełni świadomy swojej wielkiej misji służenia prawdzie, ale także odpowiedzialności za ludzi, którym tę prawdę przekazuje. W obu nagrodzonych materiałach, wyemitowanych w Telewizji Polskiej, bardzo odważnie pokazał, że jest twórcą nie tylko utalentowanym, ale pracowitym i rzetelnym. To nie pierwsza nagroda przyznana przez Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich temu znakomitemu reporterowi: w 2021 otrzymał Nagrodę im. prof. Stefana Myczkowskiego, a wcześniej i później liczne wyróżnienia, również w zeszłorocznym konkursie Oddziałów Wielkopolskiego i Lubuskiego SDP.

Temat kryzysu na granicy polsko-białoruskiej, nie zniknął i nie znika do dziś, a w ostatnich dniach bardzo boleśnie powrócił do świadomości Polaków. Powrócił także w kontekście festiwalu kłamstw dotyczących obrońców granic, kolportowanych od początku jego zaistnienia w komercyjnych mediach. Warto, wrócić do historii tych wydarzeń, zebranych w materiale redaktora Teski, by przypomnieć sobie również fazy zakłamywania opinii publicznej.

Oprócz rzetelności i fachowości red. Mateusza Teski, Jury doceniło też, w obu przysłanych na konkurs materiałach, dochowywanie wierności prawdzie, sumienność w przekazywaniu informacji, a przede wszystkim wrażliwość na ludzki los i powinność niesienie pomocy.

Fot. Robert Woźniak

Wyróżnienia w kategorii Nagroda im. Wojciecha Dolaty

 Wojciech Wybranowski za artykuły pt. „Mocarstwa świętowały rozejm, a walka Powstańców Wielkopolskich trwała nadal”, „Jak Niemcy polowali na Powstańców Wielkopolskich” i „Obóz krwawej zemsty. Tu Niemcy zaczęli zabijać Polaków” opublikowane w Głosie Wielkopolskim

UZASADNIENIE JURY (autor: Wiesław Kot)

Detal, ułomek, drobinka – z takich cząstek Wojciech Wybranowski odtwarza w swych tekstach historycznych smak i barwę zdarzeń. „Zdarzyć się mogło. / Zdarzyć się musiało/ Zdarzyło się wcześniej. Później. Bliżej. Dalej. / Zdarzyło się nie tobie” -pisała o takich protokolantach Wisława Szymborska. Wielka historia pozwala się przełożyć na słomiane legowisko pod murem Fortu VII, na gruźliczy kaszel, na zrywanie paznokci podczas tortur. Człowiek, który umiera z bólu i nie pamięta nic – poza tym, że nie wolno mu wymienić tych kilku nazwisk – to jest ten Polak, przy którym redaktor Wybranowski przystaje. I zapala świecę. Za nas wszystkich.

Mirosław Łapa za artykuły „Miłosierdzie dla uchodźców z Ukrainy” i „Jak w Kępnieobchodzą narodowe święto?” oraz „Bożnica odzyskuje swój splendor” opublikowane w Tygodniku Kępińskim

 UZASADNIENIE JURY (autor: Wiesław Kot)

Prace dziennikarskie red. Mirosława Łapy zwracają uwagę pogłębioną wrażliwością społeczną. Autor wie, jak pewnie przejść z górnych rejestrów ludzkiej wrażliwości, z miejsc, gdzie współczucie sąsiaduje z odruchem dobra na twardy grunt. A tu liczy się – organizacja, pieniądz, poświęcony czas mierzony zegarkiem. Współczucie bez wymiernej pomocy jest łatwe, ckliwe, czasem obłudne. Z kolei sama pomoc – szybka, odruchowa, na odczepnego – może nie być niczym więcej poza okazją do pozbycia się drobnych z portfela. Tymczasem obie te instancje – wielkoduszna i techniczna – powinny się spotykać w pół drogi. A tam już czeka red. Mirosław Łapa.

Piotr Tomczyk za audycję satyryczną pt. „Kalejdoskop medialny” emitowaną w Radiu Poznań

 UZASADNIENIE JURY (autor: Wiesław Kot)

Jeżeli redaktor Piotr Tomczyk wyraża w swoich felietonach ekonomicznych zaniepokojenie o Europę, warto wziąć je pod uwagę. Ponieważ krytykując niektóre brukselskie dyrektywy, przypomina, że Europa – ten obszarowo ledwie wyrostek robaczkowy ogromnej Azji – jest jednocześnie terenem najbardziej skomplikowanym w skali globu. I należy się po nim poruszać na paluszkach. Nie zadławiać jego nieskończonej rozmaitości regulacjami prostymi jak cięcie szpadlem. Broni więc Pan Redaktor – mówiąc umownie – żurku w wagonie restauracyjnym. I Monteskiusza w szkolnej bibliotece. Może powinno tam figurować zdanie programowe tego francuskiego filozofa, pod którym i redaktor by się pod pisał: „Nie twierdzę – nie rozumiem – nie oceniam – rozważam”.

Barbara Kęcińska– Lempka za artykuł „Szpieg w Collegium Chemicum czyli niezwykłe życie profesora Aleksandra Lempki” opublikowany w Kronice Miasta Poznania

UZASADNIENIE JURY (autor: Wiesław Kot)

Historię, kraju, regionu miasta można – i należy – opowiadać przez historię własnej rodziny. Wówczas liczbę mnogą, jaka rządzi wielką historią, sprowadzamy do liczby pojedynczej. Bo nie tylko żarna mielące dzieje są ważne, istotne jest każde ziarno, które między nie wpada. To z takich, nieraz okrutnie zmielonych, ziaren tworzy się chleb, którym posilamy się, by od nowa pisać wielką i małą historię.

Aleksander Karwowski za artykuł „Gdy przestały kwitnąć palmy” opublikowany w czasopiśmie „Przemiany na Szlaku Piastowskim” oraz audycje z cyku „Dźwięki naszego miasta odcinek pt. „Jazz” i odcinek pt. „Szpaki” opublikowane na kanale Biblioteki Publicznej Miasta Gniezno na YouTube

UZASADNIENIE JURY (autor: Wiesław Kot)

Aleksander Karwowski zdradza w swej pracy dziennikarskiej zacięcie archeologa, któremu nie wystarcza widzieć to, co na powierzchni. Domniemywa – jakże słusznie – że to wartościowe, istotne od lat pokrywa kurz niepamięci. Trzeba go tylko zetrzeć, pójść w głąb, znalezisko wydobyć i ujawnić w pełnym i zasłużonym blasku. Tu nie brakuje mu ani cierpliwości, ani inwencji. I kiedy opisze swoje trofeum na łamach, czytelnik, który przechodził tamtędy przez całe lata i nie miał pojęcia, po czym stąpa, teraz zamyśla się nad tekstem. „Kto by pomyślał -szepce do siebie. Kto by pomyślał…”

Michał Bondyra za książkę „Męskim okiem, czyli o tym co ponadczasowe” wydanej przez wydawnictwo Święty Wojciech

 UZASADNIENIE JURY (autor: Wiesław Kot)

„Wy jesteście światłem świata. Nie może się ukryć miasto położone na górze. Nie zapala się też światła i nie stawia pod korcem, ale na świeczniku, aby świeciło wszystkim, którzy są w domu” (Mat. 5, 14-15). Redaktor Michał Bondyra ujawnia „przed ludźmi” tych bliźnich, którzy ze wspierania innych uczynili stałą skłonność. Szlifują ją jak sportowcy formę przed olimpiadą, a pianiści pasaże przed Konkursem Chopinowskim. To taki gatunek człowieka, który nie myśli w kategoriach: „Chciałbym zostać ofiarnym społecznikiem”, lecz skraca perspektywę do wymiarów: „Żeby się udało załatwić jeszcze tę jedną sprawę… Żeby pocieszyć bodaj tego jednego, który właśnie znalazł się na zakręcie…” I tak się to układa, że „ten jeden” nigdy nie jest ostatnim.

Nagrody dla Młodych Dziennikarzy  im. Wojciecha Cieślewicza w 2024 r.

 Blanka Aleksowska  i Justyna Piasecka za artykuł Blanki Aleksowskiej pt. „Pan Piotr zaciągnął pożyczkę i stracił mieszkanie. Śledczy odmawiają zbadania jego sprawy”, artykuł Justyny Piaseckiej pt. „Bo ofiara nie chciała umierać. Samobójstwo rozszerzone to zabójstwo” oraz wspólny artykuł obu autorek: „Patologia biegłych sądowych. Nierzetelne opinie rzutują na wyroki”.

UZASADNIENIE JURY (autor: Barbara Napieralska, NSZZ „Solidarność” Region Wielkopolska)

Nagrodę przyznano za rzetelność dziennikarską i wnikliwą analizę podejmowanych kwestii

Autorki nie poprzestają na łatwo dostępnych tematach, szukają ciekawych spraw, zgłębiają zagadnienia. Ich prace odznaczają się dużym zaangażowaniem w przedstawianie niełatwych problemów społecznych. Zwracają uwagę na historie i wydarzenia, których każdy z czytelników może być świadkiem a – w skrajnych okolicznościach – nawet uczestnikiem.  Jak przystało na dziennikarki działu śledczego w polu ich zainteresowania są zagadnienia dotyczące przypadków naruszania prawa i problemów z funkcjonowaniem organów ścigania i wymiaru sprawiedliwości. Nie poprzestają jedynie na opisaniu konkretnych historii, umieszczają je w szerszym kontekście i odwołują się do opinii specjalistów, co wzbogaca materiał prasowy o walor poznawczy i edukacyjny i czyni go bardziej interesującym.

Tak jest w przypadku historii pana Piotra od lat zmagającego się z bezduszną machiną systemu prawnego. Wraz z rodzicami zaciągnął pożyczkę pod zastaw mieszkania i w wyniku manipulacji biznesmena wykorzystującego nieporadność i łatwowierność przy podpisywaniu umowy stracił dorobek życia.  Dziennikarki próbują dociec, dlaczego prokuratura odmawia zajęcia się sprawą. Tym bardziej, że nie jest to w kraju odosobniony przypadek wyłudzenia nieruchomości przez nieuczciwych pożyczkodawców.

Tak jest również w przypadku artykułu omawiającego pojęcia „samobójstwa rozszerzonego”, w którym – oddając tragizm sytuacji – wyjaśniają nieadekwatność znaczenia tego pojęcia w sytuacji, gdy ofiara nie chciała pozbawić się życia, a jej zabójstwo kończy się samobójczą śmiercią sprawcy. Tak jest także w przypadku artykułu dotyczącego patologii biegłych sądowych. Dziennikarki dotykają problemu częstego ferowania wyroków sądowych na podstawie nierzetelnych ekspertyz biegłych. Bez pogłębionych ekspertyz materiałów dowodowych. Problem biegłych sądowych, których kompetencje nie podlegają weryfikacji obrazuje skalę zaniedbań w polskim wymiarze sprawiedliwości. Artykuły Justyny Piaseckiej i Blanki Aleksowskiej cechuje profesjonalizm, dociekliwość i duża kultura języka, dzięki czemu rozjaśniają głębsze znaczenia opisywanych faktów.

Na zakończenie warto przywołać „przepis” Julii Hartwig na dobre pisanie: Trzeba słuchać ludzi (…), trzeba nauczyć się uważności. Tę umiejętność posiadają i wykorzystują w swojej pracy laureatki tegorocznego konkursu.

 Nagroda Specjalna

dla Roberta Woźniaka  za fotoreportaże pt. „Trzeba jeszcze być człowiekiem”, „Pies przewodnik” i „Życie za kratami” opublikowane w Głosie Wielkopolskim

 UZASADNIENIE JURY (autor: Jolanta Hajdasz)

Zdjęcie to nie jest artykuł, fotoreportaż jest objętościowo mniejszy niż zwykły, dziennikarski news, ale wszyscy redaktorzy, publicyści, i wydawcy wiedzą, że w czasach nam współczesnych nie ma materiału dziennikarskiego bez ilustracji, bez obrazka jak to zwykliśmy mówić. Mało tego, gdy tych obrazków brakuje, to często „nie ma też tematu”, bo spada z wydania to wydarzenie, którego nie możemy zwizualizować. Jedna z naczelnych współczesnych zasad komunikowania masowego mówi, iż zdjęcie jest warte więcej niż tysiące słów. I nawet jeśli kogoś to oburza, to tak po prostu jest – wszyscy jesteśmy dziećmi epoki obrazkowej.

Dlatego dobrze się stało, że fotoreporter Robert Woźniak zgłaszając się ze swoimi fotoreportażami na konkurs Wielkopolskiego i Lubuskiego Oddziału SDP uświadomił nam wszystkim, jak wielką mamy lukę w Regulaminie, nie mając osobnej kategorii dla zdjęć. I dlatego nie mogliśmy mu przyznać innej nagrody niż Nagroda Specjalna za jego przepiękne artystycznie i wzruszające zdjęcia z takich miejsc, gdzie trudno o piękno jak więzienie czy posługa sióstr zakonnych wśród bezdomnych. Taka fotografia porusza każdego mniej i bardziej wrażliwego człowieka, każe postawić pytanie kim jestem? dokąd zmierzam i w jaki sposób chcę tam dotrzeć? Czyli zmusza każdego do odpowiedzi na te najbardziej egzystencjalne pytania. Takie są fotografie Roberta Woźniaka, które czytelnicy „Przewodnika Katolickiego” , czy „Głosu Wielkopolskiego”, czy rozmaitych lokalnych stron internetowych w Wielkopolsce mogą oglądać już od 25 lat. Dziękujemy za to i prosimy o więcej.

LAUR 2024 Wielkopolskiego Oddziału SDP dla reżyser Wandy Różyckiej-Zborowskiej

 UZASADNIENIE (autor Dawid Jung)

„Nie patrzę na człowieka tylko jako na jego życiorys, na to, co robi, ale głębiej. Mnie bardziej interesuje, co on ma do spełnienia tu, na ziemi, jaka jest jego misja. I póki tego nie odkryję, nie mogę zacząć filmu” – mówi Wanda Różycka-Zborowska.

Laureatka Lauru Wielkopolskiego Oddziału Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich A.D. 2024 jest postacią wyjątkową, Jej dorobek stanowi istotny wkład nie tylko w rozwój polskiego dokumentalizmu, ale także w badania nad historią i kulturą Polski. We współczesnym świecie wybujałej atencji dla relatywizmu, nihilizmu i postprawdy, gdy nawet dziennikarstwo skupia się nierzadko wyłącznie na faktach bez wyjaśniania złożonych kontekstów, znajdzie się na szczęście ktoś tak wrażliwy i uczciwy jak nasza Laureatka, by wciąż odważnie, publicznie zadawać pytanie: „A czymże jest Prawda”?

Bohaterem filmów autorki „Błogosławionej” jest zawsze Dobro. To Dobro nie jest owocem negacji czy dialektyki. To właśnie relacja z drugim Człowiekiem staje się przestrzenią urzeczywistniania naszej ludzkiej natury, a każde spotkanie z innym człowiekiem kształtuje naszą tożsamość.

Bez wątpienia twórczość Wandy Różyckiej-Zborowskiej wpisuje się w filozofię dialogu. Nagrodzona Laurem wynosi swój „intymny komentarz do rzeczywistości” do rangi sztuki, łącząc ją nie tylko z poetyką filmu, z wrażliwością na literaturę, a przede wszystkim z otwarciem się na Piękno, które potrafi ocalać.

Laureatka przekazuje nam współczesnym oraz kolejnym generacjom ważne przesłanie: wartości, którym zaufamy, kształtują to, kim możemy się stać. Mówią: każdego czeka historia, każdego dotyka Miłość, która najwznioślej uczy wierności, bez której tak trudno rozpoznać nadziei.

Dziękujemy, Pani Wando, za Pani nieoceniony wkład w polską i europejską kulturę. Pani prace będą nadal inspirować kolejne pokolenia, pozostawiając trwały ślad w naszej pamięci.

Fot. Robert Woźniak

Rozmowa z Wandą Różycką-Zborowską TUTAJ.

 

LAUR 2024 Wielkopolskiego Oddziału SDP dla Wiesława Kota

 UZASADNIENIE (autor: Barbara Miczko-Malcher)

 Wiesław Kot – człowiek orkiestra. Prasa, radio, telewizja – Pióro mikrofon, kamera.

Jako teatrolog dodam, że z mojego punktu widzenia Wiesław Kot to też aktor!  Posługuje się charakterystycznym głosem, ale i własnym tekstem, który przy tym znakomicie interpretuje. Może dlatego jest taki wiarygodny.

Ma świetne wyczucie czasu, chwili, oczekiwań publiczności.

Na ekranie pojawia się film „W pustyni i w puszczy” – a w księgarniach książka Wiesława Kota „W pustyni i w puszczy – prawda i legenda” (z kategorii popularnonaukowych). Podobnie po „Panu Tadeuszu” – film, a zaraz po nim książka z ilustracjami filmowymi.

Wiadomo, Wiesław Kot jest znakomitym krytykiem filmowym, a do tego filologiem, z doktoratem! Łączy więc piękne z pożytecznym.Na uczelni niejednego studenta w sposób bezpośredni zaraził swoją pasją. Do innych dociera właśnie poprzez książki, których wydał ze trzydzieści. Związane są one przede wszystkim z filmem i z literaturą. „Sto najważniejszych scen filmu polskiego” z jednej strony, a z drugiej „Poczet pisarzy i poetów świata od Homera do Stephena Kinga”, który w wieku 14 lat napisał, wydał i rozprowadził wśród kolegów 40 egzemplarzy pierwszej książki. – I takich to pisarzy Wiesław Kot tropem podąża.

Dużą popularność zdobyła jego książka opisująca barwne (jak pamiętamy) czasy PRL-u:” PRL – czas nonsensu” (podtytuł: polskie dekady: kronika naszych czasów 1950-1990). Obrazki z tamtej książki pojawiły się ku zadowoleniu słuchaczy Radia Poznań na antenie rozgłośni. Wiesław Kot swoimi błyskotliwymi felietonami, anegdotami jeszcze kilka miesięcy temu regularnie ubarwiał poznański program radiowy.

Humor i ironia. Często się nimi po mistrzowsku posługuje.

Wyrobionych czytelników miesięcznika „Wszystko co najważniejsze” przyzwyczaił do swoich felietonów.

Jeden z nich zatytułowany jest Cyfrowa perfidia. Sztuczna inteligencja na ekranie. Film chętnie i często stymuluje przyszłe wspólne losy sztucznej inteligencji i człowieka. Ale też ostrzega: to wszystko zdarzy się niebawem. Jutro. Za chwilę.

Ale jaką szansę ma sztuczna inteligencja – bezduszna i groźna cyfrowa maszyna przy wrażliwym, z bogatą wyobraźnią, ludzkimi uczuciami i rozmachem twórczym Wiesławie Kocie?

Żadnej!

Laur dla Wiesława!

Fot. Robert Woźniak

Rozmowa z Wiesławem Kotem TUTAJ.

 

LAUR 2024 Wielkopolskiego Oddziału SDP dla miesięcznika KnC  – Króluj nam Chryste

UZASADNIENIE JURY (autor: Aleksandra Tabaczyńska)

 O uhonorowaniu miesięcznika KNC, nagrodą Laur Wielkopolskiego Oddziału Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich w 2024 roku, jednogłośnie zadecydował Zarząd Oddziału, przyznając swoje najważniejsze wyróżnienie jedynemu w Polsce czasopismu dla ministrantów. „Króluj nam Chryste” to nie tylko zawołanie wszystkich ministrantów, ale także zadanie. Ci chłopcy, dają piękne i odważne świadectwo wiary.

O tym jak uboga jest ceremonia kościelna, która odbywa się bez udziału ministrantów, nie trzeba chyba nikogo przekonywać. Dlatego tym większe należy się uznanie dla twórców miesięcznika KNC, którzy tym wydawnictwem, przez dwadzieścia lat, wspierają środowisko ministranckie w całym kraju. Inicjatywa biskupa Grzegorza Balcerka, wieloletnia praca redakcyjna ks. Waldemara Hanasa i red. Michała Bondyry zasługują na docenienie i szacunek również przez środowisko dziennikarskie, którego wyrazem jest Laur 2024. Wyróżnienia wart jest nie tylko nowoczesny, profesjonalny i przyjazny dla oka czytelnika wizerunek pisma – wydawanego przez Święty Wojciech Dom Medialny – ale przede wszystkim jego misja. KNC integruje świat służby liturgicznej, wspiera duszpasterzy ministrantów oraz daje do ręki czytelnika namacalny dowód, że warto być częścią tej społeczności zarówno „w komży” jak i „bez komży”. Tym bardziej, że służba ministrantów, nie ogranicza się tylko do ołtarza, ale wpływa na szkołę, rodzinę i inne dziedziny życia społecznego. Odzwierciedla to bogata tematyka miesięcznika KNC, nie tylko ta formacyjna, także sportowo-rozrywkowa. Warto zwrócić też uwagę na to, że tak powszechna, dla ludzi wierzących, obecność ministrantów w świątyni, okupiona jest często dużym wysiłkiem tych młodych ludzi. A te wysiłki ministranckie, wyrzeczenia, bardzo trafnie potrafi uzasadnić i docenić miesięcznik KNC oraz przekonać młodzież, że absolutnie nic nie stracą, a obowiązki można pogodzić z wypoczynkiem i zabawą.

Z całego serca gratulujemy dziennikarzom KNC, całemu Zespołowi Redakcyjnemu i dziękujemy za Waszą pracę publicystyczną, reporterską, sprawozdawczą za wszystkie pielgrzymki oraz inne inicjatywy formacyjno- sportowe z Mistrzostwami Polski Liturgicznej Służby Ołtarza w Piłce Nożnej Halowej o Puchar KnC, na czele. Szanowna Redakcjo te dwadzieścia lat dziennikarskiej pracy z pewnością już owocuje zarówno w sercach byłych jak i obecnych ministrantów. Dziękujemy za Wasz trud, jeszcze raz gratulujemy i życzymy kolejnych jubileuszy. Króluj nam Chryste! Zawsze i wszędzie!

Rozmowa z Michałem Bondyrą, redaktorem naczelnym miesięcznika KnC TUTAJ.

Fot. Robert Woźniak

 

Chodzę za moimi bohaterami – rozmowa z WANDĄ RÓŻYCKĄ-ZBOROWSKĄ, uhonorowaną Laurem Wielkopolskiego O. SDP

Nie patrzę na człowieka tylko jako na jego życiorys, na to, co robi, ale głębiej. Mnie bardziej interesuje, co on ma do spełnienia tu, na ziemi, jaka jest jego misja. I póki tego nie odkryję, nie mogę zacząć filmu – mówi reżyser Wanda Różycka-Zborowska, uhonorowana nagrodą Laur Wielkopolskiego Oddziału Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich 2024.

Czy reżyser dokumentów jest po trosze publicystą?

 Niezupełnie się z tym zgadzam. Dlatego zaskoczyła mnie nagroda, którą otrzymałam od Wielkopolskiego SDP, bo w zasadzie dziennikarze się mną nie zajmowali. A tu nagle takie miłe zaskoczenie. Zastanawiam się, co takiego zauważono. Czy zatem reżyser rzeczywiście ma coś z publicysty? Myślę, że na pewno musi się orientować w rzeczywistości, musi stać mocno na ziemi, ale to jest trochę inna specyfika niż praca dziennikarza. Wy łapiecie fakty, dokumentujecie je. Ale i tu i tu istotna jest prawda.

To jest spójne…

 A zatem jeżeli widzicie we mnie ten rys, że robię filmy, w których próbuję szukać prawdy, opowiadać o moich bohaterach prawdziwie, to tak. W tym znaczeniu to pokrewne profesje. Ale moje widzenie dotyczy bardziej strony duchowej, to znaczy nie patrzę na człowieka tylko jako na jego życiorys, na to, co robi, ale głębiej. Mnie bardziej interesuje, co on ma do spełnienia tu, na ziemi, jaka jest jego misja. I póki tego nie odkryję, nie mogę zacząć filmu. I to  jest podstawa. Dlatego, że wtedy prawda jest głębsza. I cokolwiek inni powiedzą o moim filmie, to już mnie nie interesuje. Bo ja wiem, że tam jest prawda. I niektórzy odkryją ją od razu, a niektórzy muszą na to poczekać.

Pani filmy są zawsze ważnym głosem. Dlatego wydają mi się bliskie publicystyce.   

To prawda. Rzeczywiście, nie jest mi obojętne to, co się dzieje wokół. I nieobojętny jest mi człowiek. To wszystko, czym żyję, co mnie otacza, w jakimś sensie we mnie się gotuje i przeobraża, i stąd wychodzą pomysły.

Od zawsze „robi” Pani w metafizyce?

Wydaje mi się, że tak, że już jako dziecko miałam takie rozmazane granice, nie wiedziałam, co jest rzeczywiste, a co nierzeczywiste. Wydawało mi się na przykład,  że umiem latać. Skąd takie rzeczy przychodziły mi do głowy? I zachwycała mnie przede wszystkim przyroda, byłam w niej cała zanurzona. Czytaliśmy z rodzeństwem mnóstwo książek, a potem odtwarzaliśmy ich treść w zabawach. W jakimś sensie to była moja reżyseria. Mój brat wspomina: ty nas reżyserowałaś, myśmy się ustawiali według wskazówek w konkretny sposób, w konkretnych sytuacjach.

A metafizyka filmowa? Dlaczego taki kierunek?

Bo to jest nasza dusza, wszystko jest zakryte w nas. I my pomału w to wchodzimy i odkrywamy.

Fascynuje Panią człowiek?

Tak, człowiek, duch i Bóg. Bóg to jest moja wielka fascynacja. Bez spojrzenia oczyma Boga nie możemy poznać w pełni człowieka. To samo mówił Jan Paweł II, że bez Chrystusa nie poznacie człowieka. I to mi się wydaje podstawą, punktem wyjścia.

Ale to się odkrywa etapami, bo na przykład w pierwszym okresie filmowym bardziej interesowała mnie krzywda ludzka, ból, niesprawiedliwość. Na samym początku, kiedy studiowałam już reżyserię filmową, powiedziałam, że nigdy nie zrobię filmu przeciwko sobie.

Mocna deklaracja…

Tu chodzi o moją odpowiedzialność za drugiego człowieka, za to, co powiem, za słowo.

Ale inni widzieli w tym coś więcej. Ostatnio pokazywałam film Kamień. To jest jeden z pierwszych moich obrazów po szkole filmowej, opowieść o Piotrze Szyryńskim, mieszkańcu Suwalszczyzny – historia jego życia, wierności. Właściwie miał to być film o jego matce, która żyła w ogromnej harmonii z przyrodą. Kiedy szła, to wilki chodziły za nią – tak o niej mówiono, a mnie to bardzo interesowało. Oboje chcieli postawić pomnik ojcu, którego hitlerowcy zamordowali i nie mogli tego zrobić, bo to był akowiec.

Ale zastanowiło mnie, że ludzie po obejrzeniu tego filmu mówili, że jest on na wskroś duchowy. A to przecież miał być film o walce z krzywdą, z kłamstwem.

I to dało Pani do myślenia?

Ja też to później zauważyłam, to było w moim filmie. A potem moje podejście ewoluowało. Zrozumiałam w pewnym momencie – wydaje mi się, że po Czarnych baronach – że tamta krzywda była apogeum tych ludzi, z którymi przeprowadzałam wywiady. To była bardzo duża grupa bohaterów, ponad trzydzieści osób, wspólna historia żołnierzy-górników, którzy zostali siłą wcieleni do pracy przymusowej. I ten film zatrzymano, mimo że ci żołnierz-górnicy pisali i do telewizji i do władz, zebrali nawet ponad 50 tys. podpisów, co nam chyba nawet bardziej zaszkodziło niż pomogło.

Ja wtedy zaczęłam się zastanawiać nad tym, czy to jest jednak prawda do końca. Bo z jednej strony myśmy ze scenarzystą, Kazimierzem Boskiem, pokazali prawdę losu tych ludzi, tej krzywdy ofiar komunizmu, ale czy to oddaje całość?

Rzeczywiście, po tym filmie myślałam nawet o zrezygnowaniu z zawodu. I długo się nad sobą zastanawiałam. Ale wtedy nastąpił ten etap, że skierowałam się w stronę kina duchowego. Moja córka mówiła: mamo, Ty się takimi tematami religijnymi zajmujesz, talent swój marnujesz.

Uważała, że kino konfesyjne Panią ogranicza, szufladkuje? 

Tak, że to ograniczenie. A ja mówię – nie, właśnie mówienie o sprawach dobra jest trudniejsze niż zła. Wygrzebywanie z człowieka tego, co jest zakryte.

Ale skazała się Pani przez to na mniejszy krąg odbiorców.  

Ja wiem, ale wtedy to jest wybór drogi. Ja taką drogę wybrałam. I nie mam do nikogo o to pretensji. Jestem wdzięczna za wszystko, bo to jest mój wybór i ja za niego odpowiadam. Choć to ciężka droga, bo związana z tym, że nie będę ani pokazywana, ani nagradzana, ani gratyfikowana finansowo. I tak się stało.

Pierwsze i główne skojarzenie z Pani twórczością to chyba Duśka, film o doktor Wandzie Półtawskiej. Przynajmniej dla mnie.

 Jestem zaszczycona, że ktoś to łączy. Jeden z przyjaciół Wandy powiedział kiedyś, że ona jest Kosmosem. A ja się postrzegałam przy niej jak małe ziarenko piasku. Ale nie czułam się przez to upokorzona, gorsza, wręcz odwrotnie. Toczyłam bój, żeby wykrzesać z niej prawdę, bo ona na początku nic nie chciała mówić, mimo że się zgodziła na film. A ja jako ten mały piaseczek mogłam uczyć się przy tym filmie pokory. To był dla mnie ogromny test. Ale dzięki temu otworzyły się drzwi i mogłam zobaczyć Wandę w prawdzie. I ona mogła mówić. Bo gdybym walczyła, sprzeciwiała się, udowadniała, że jako reżyser mam tu coś do powiedzenia, że zrobię, jak chcę, nie udałoby się. Zamiast tego przyjęłam postawę, że na wszystko się zgadzam, a wszystko się działo.

Co na to sama Półtawska?

Ona o tym nie wiedziała. Jeżeli zastrzegała, że nic nie powie o Janie Pawle II, ja odpowiadałam: dobrze. Jeśli mówiła: nie zejdę do podziemi Bazyliki Świętego Piotra, nie uklęknę przed płytą nagrobną Jana Pawła II dlatego, że znałam go jako żywego i chcę go zachować jako żywego; ja: dobrze. Ale potem się okazało, że ona załatwiła dokumenty, żebyśmy mogli zejść do podziemi jako filmowcy. Tyle tylko, że na tym papierku zapisano – o czym Wanda nie wiedziała – że musi wejść z nami. I była tym zaszokowana, zarzekała się, że nie wejdzie, że została oszukana. A ja na to: nie, my nic nie wiedzieliśmy. I kiedy w końcu zeszła do podziemi, powiedziałam tylko do operatora: kręć. A ona uklękła przed grobem.

Pani po prostu za nią „tylko” chodziła.

 Tak, chodziłam za Wandą dlatego, że nie było innej możliwości. Ona mi na wstępie powiedziała, jak wygląda jej harmonogram dnia. Duśka w ciągu jednej doby robiła tyle rzeczy, ile inni ludzie nie są w stanie wykonać w czasie miesiąca. Tak miała wypełniony program.

Przy Duśce wycofywałam się, znikałam. Bo gdybym zaczęła „być”, pokazywać, jaka jestem formalnie utalentowana, co potrafię, to nie mogłabym jej poznać. I w związku z tym powiedziałam: będę za panią chodzić. Zatem te sceny w ogóle nie były inscenizowane.

I teraz kiedy robiłam Błogosławioną, obraz o życiu i duchowości bł. Natalii Tułasiewicz, działałam tok samo.

Fot. N. Tułasiewicz-Wala

Metoda „na Duśkę”?

O, właśnie – metoda „na Duśkę”. I mimo że Błogosławiona to film kreacyjny, fabularyzowany, to jest on wynikiem wspaniałej współpracy. Bo to wszystko się tworzyło jak gdyby w wyniku przyjmowania.

 Główną bohaterkę gra zresztą krewna Natalii Tułasiewicz.

 Zosia w ogóle nie chciała grać. I w końcu zrobiła to dla swojej ciotki, przekonana ostatecznie, że to jest ważne, że trzeba zagrać. A świetnie się sprawdziła. Bo ona się poddała, tak jak ja postawiłam się w sytuacji, że niczego jej nie narzucam. Powiedziałam: masz być, Zosiu, tylko być… A ona się we mnie zasłuchała. I to jest taka piękna pokora.

Zauważyłam, że jak człowiek jest pokorny, to wtedy widzimy jego nieprawdopodobny potencjał, o którego istnieniu on sam nawet nie wie. I w wyniku tego dzieją się niesamowite rzeczy. Natomiast kiedy my zapełniamy wszystko sobą, coś narzucamy, niewiele możemy zobaczyć.

Fot. N. Tułasiewicz-Wala

Podobno  najważniejszy dla Pani był jednak obraz Pójdź za Mną. Testament Jana Pawła II?

Tak i kiedy go oglądam, mam wrażenie, że nie ja zrobiłam ten film. Mój kolega powiedział o nim: wiesz, Wanda, ja go oglądałem 77 razy. Warunek jest jeden: nie możemy zakładać, że my już wszystko wiemy o Janie Pawle II i wtedy ten film nas przyciąga.

Mnie Jan Paweł II fascynował od samego początku. Właściwie moja droga twórcza po części była naznaczona przez jego nauczanie. Poznałam je wcześnie, jeszcze jako studentka, i się zachwyciłam. Naprawdę zachwyciłam. A  później jego List do artystów był dla mnie już takim dopełnieniem.

A w nim zdanie: Uczyń z życia arcydzieło

To w zasadzie program, zdefiniowanie tego, jaką rolę ma artysta. Bo sam Jan Paweł II nim był. Ja wtedy nad tym dużo rozmyślałam: jakie jest moje miejsce, moja odpowiedzialność? I dziś powiedziałabym nawet, że jestem bardziej artystą niż reżyserem. Bo reżyser wypełnia zawód, a mnie nawet nie bardzo pozwalają wykonywać go do końca, bo co składam, to odrzucają. I to jest trudne doświadczenie.

A artysta odpowiada przed Bogiem za to, co robi. I druga rzecz: musi istnieć harmonia między tym, jak żyję, a jak tworzę. Jeżeli jej nie ma, to ten film czy to dzieło, czy ta praca nie zostaje w drugim człowieku. A w harmonii nasze dzieła się nie starzeją. Dlatego, że to jest wzięte ze świata nadprzyrodzonego. To nie jest nasze, my możemy być jedynie inspirowani albo złem, albo dobrem. I co wybieramy?

Faktycznie, bardzo to Wojtyłowe…

Miałam takie uczucie, pracując nad Testamentem. To jest film zrobiony tylko z materiałów archiwalnych. Oglądałam je ponad rok, analizując każdy kadr, i z tych wycinków, z tych ponad stu kaset wybierałam fragmenty. To była modlitwa i trud. Oglądałam twarz Jana Pawła II, dostrzegałam, jak on jest skupiony, kiedy jest sam i kiedy jest w tłumie. Zawsze taki sam. Nieustannie w rozmowie z Panem Bogiem. I ja to widziałam.

Co ciekawe, kiedy w Miami pokazałam Duśkę, wszyscy mówili, że to jest film o … Janie Pawle II. A przecież Wanda mówiła, że ona nic nie powie o nim.

A wyszło na Pani…

Te dwa filmy robiłam jednocześnie, to jest też ciekawe. Jeździłam na zdjęcia z Duśką i oglądałam materiały do Testamentu. I zrozumiałam wtedy, co on chciał nam przekazać, każde słowo, każdą myśl. Wszystko się ułożyło.

Na dodatek uparłam się przy tytule Pójdź za mną. Producent filmu Przemysław Häuser przekonywał, że powinniśmy zostać tylko przy Testamencie Jana Pawła II.

Papież jeszcze wówczas żył i to miało zaskoczyć wszystkich. Mieliśmy być pierwsi. Nie udało się, bo Jan Paweł II odszedł w kwietniu, a my nie mieliśmy jeszcze filmu skończonego.

Do zakończenia potrzebny był mi fragment z pogrzebu. Pamięta pan ,co powiedział kardynał Ratzinger w pogrzebowej homilii?

?…

 Powiedział: Kluczem do zrozumienia Jana Pawła II są słowa Jezusa do Piotra: „Pójdź za mną”Pójdź za mną. I dlatego to nie był mój film. Tak, jakbym czuła, że powinien powstać, a ja byłam prowadzona. I dlatego ciągle do niego wracam, lubię go po prostu, bo on nie jest mój.

Pani się bardzo utożsamia z tymi wszystkimi postaciami – Półtawską, Tułasiewicz, Wandą Błeńską, Janem Pawłem II. Stwierdzam fakt.

Ja kocham swoich bohaterów. I nigdy ich nie zostawiam. Jestem z nimi do końca i nawet po śmierci mam z nimi taką łączność duchową.

Klucz, którym spina Pani swoje filmy?

 Żeby wszystko, co robię, było na chwałę Bożą. Nie na moją.

Rozmawiał Stanisław Muszyński

O nagrodach Laur Wielkopolskiego Oddziału SDP 2024 można przeczytać TUTAJ.

 

Nagrody LAUR 2024 Wielkopolskiego Oddziału Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich przyznane! 

Reżyser Wanda Różycka-Zborowska, redaktor Wiesław Kot i ogólnopolski miesięcznik „KnC  – Króluj nam Chryste” zostali uhonorowani nagrodą Laur Wielkopolskiego Oddziału SDP w 2024 r. Zarząd Oddziału podjął tę decyzję jednogłośnie przyznając swoje najważniejsze wyróżnienie wybitnym i cenionym dziennikarzom z Wielkopolski oraz jedynemu w Polsce czasopismu dla ministrantów, które jest wydawane w Poznaniu, a które obchodzi w tym roku jubileusz XX-lecia swojego istnienia. 

Zarząd Wielkopolskiego Oddziału SDP przyznał to wyjątkowe wyróżnienie już po raz trzeci. W tym roku LAUR WO SDP trafia do  wybitnej poznańskiej reżyserki filmów dokumentalnych Wandy Różyckiej-Zborowskiej, redaktora Wiesława Kota, filmoznawcy i autora setek recenzji filmowych oraz do zespołu redakcyjnego miesięcznika  dla ministrantów „KnC – Króluj nam Chryste”, który w tym roku obchodzi jubileusz XX- lecia swojego istnienia.

Uroczyste wręczenie honorowych statuetek i dyplomów LAUR 2024 WO SDP  odbędzie się 12 czerwca 2024 r.  o godz. 16.30 w Zamku Królewskim Przemysła na Górze Przemysła w Poznaniu podczas uroczystości wręczania nagród w tegorocznym konkursie Wielkopolskiego i Lubuskiego Oddziału SDP.  W tym roku laureaci nagrody LAUR WO SDP otrzymają także vouchery na spędzenie dowolnego weekendu w 2024 r. w Domu Dziennikarza w Kazimierzu Dolnym (dla dwóch osób).


Wanda Różycka-Zborowska  to wybitny reżyser – dokumentalista z Poznania, absolwentka budownictwa na Politechnice Poznańskiej i reżyserii filmowo-telewizyjnej na Wydziale Radia i Telewizji Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach, członkini Stowarzyszenia Filmowców Polskich, jurorka Międzynarodowego Katolickiego Festiwalu Filmów i Multimediów w Niepokalanowie. Jest laureatką wielu nagród na festiwalach filmowych w Polsce i zagranicą . Jako reżyserka znana jest  przede wszystkim z filmu dokumentalnego  „Duśka” o Wandzie Półtawskiej z 2008 r., z którego szeroka opinia publiczna dowiedziała się o przyjaźni i współpracy małżeństwa Wandy i Andrzeja Półtawskich i Jana Pawła II, ale jest ona autorką  kilkunastu nagradzanych filmów dokumentalnych, m.in. „Pójdź za mną – testament Jana Pawla I” i „Przyjaciółki”. W ubiegłym roku zrealizowała dokument  pt. „Błogosławiona” o niezwykłej, poznańskiej nauczycielce Natalii Tułasiewiczównie zamordowanej przez Niemców w Ravensbruek.

Wiesław Kot to znany i niezwykle ceniony publicysta i wykładowca uniwersytecki na studiach dziennikarskich, związany stale z Poznaniem, znawca i krytyk filmowy, aktualnie także jeden z ekspertów PISF. Jest autorem kilkudziesięciu książek, setek (a może już tysięcy)  recenzji filmowych, audycji w radiu i telewizji przede wszystkim o filmach i literaturze, jest doktorem nauk humanistycznych z zakresu literatury współczesnej, wykłada na studiach dziennikarskich w poznańskich uczelniach – Uniwersytecie Adama Mickiewicza, Uniwersytecie Ekonomicznym i Wyższej Szkole Umiejętności Społecznych w Poznaniu. Pracował m.in. w tygodniku „Wprost”, „Newsweek”, Radiu Tok FM, Radiu Poznań, TVP 3 Poznań i w telewizji Kino Polska.

Miesięcznik „KnC – Króluj nam Chryste” to fenomen wśród czasopism dla młodzieży, jest to jedyne w Polsce pismo drukowane adresowane do ministrantów. Wydawane jest  przez  wydawnictwo Św. Wojciecha w Poznaniu od 2004 roku. Czasopismo ma nowoczesną szatę graficzną, ciekawą treść,  organizuje od lat m.in. ogólnopolski turniej piłkarski dla ministrantów o Puchar KnC i ogólnopolskie pielgrzymki ministrantów. Tytuł czasopisma pochodzi od zawołania ministrantów Króluj nam Chryste.

Link do życiorysu reż. Wandy Różyckiej -Zborowskiej TUTAJ.

Link do filmu „Duśka” TUTAJ.

Link do zwiastuna filmu „Błogosławiona” TUTAJ.

Link do życiorysu red.Wiesława Kota TUTAJ.

Link do ich strony internetowej KnC TUTAJ.

 

ZARZĄD GŁÓWNY SDP WSPIERA TV REPUBLIKA W STARANIU O KONCESJĘ NAZIEMNĄ

Zarząd Główny  Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich zdecydowanie wspiera starania Telewizji Republika o koncesję na naziemną telewizję ogólnopolską, czyli o miejsce na tzw. multipleksie 8. Jest to niezbędne dla realizacji zasady wolności słowa i pluralizmu mediów w naszym kraju. 

TV Republika powstała jako sprzeciw grupy dziennikarzy wobec ograniczania wolności słowa. Na starcie otrzymała wsparcie tysięcy Polaków, przez lata, mimo szczupłości środków, rozwijała swoje możliwości i ofertę programową. Po nielegalnym przejęciu mediów publicznych, TV Republika stała się ważnym źródłem informacji dla milionów Polaków.

Starania Telewizji Republika o miejsce na multipleksie wsparli bohaterowie opozycji z czasów komunistycznych: Joanna i Andrzej Gwiazdowie, Krzysztof Wyszkowski i Andrzej Kołodziej oraz wszystkie Akademickie Kluby Obywatelskie im. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego zrzeszające naukowców z Poznania, Warszawy, Łodzi, Krakowa, Gdańska, Katowic, Torunia, Lublina, Olsztyna, Wrocławia oraz im. Jana Pawła II w Szczecinie.  Podobnie jak Oni uważamy, iż nasza demokracja potrzebuje umożliwienia Polakom dostępu do  telewizji reprezentującej ideały „Solidarności” . Dlatego ZG SDP w pełni popiera starania Telewizji Republika o miejsce na multipleksie 8.

 

Krzysztof Skowroński – prezes SDP
Jolanta Hajdasz – wiceprezes SDP
Mariusz Pilis – wiceprezes SDP
Aleksandra Tabaczynska – skrabnik SDP
Hubert Bekrycht – skeretarz generalny SDP
Maria Giedz – członek ZG SDP
Anadrzej  Klimczak – członek ZG SDP
Wanda  Nadobnik – członek ZG SDP
Wojciech Pokora – członek ZG SDP
Grzegorz Radzicki – członek ZG SDP
                                                                                                                                                                                  Warszawa 29.05. 2024 r.

W Prisztinie m.in. o reporterach relacjonujących wojnę i przyszłości EFJ (1)

W stolicy Kosowa Prisztinie od 23 do 24 maja odbywał się coroczny Zjazd Delegatów Europejskiej Federacji Dziennikarskiej (European Federation of Journalists) największej organizacji zrzeszającej media Starego Kontynentu. Przyjechało ponad stu delegatów i obserwatorów z całej Europy. Częśc obrad poświęcono dziennikarzom relacjonującym wojny i starcia zbrojne, m.in. na Ukrainie i konflikt między Izraelem a społecznością arabską ze Stefy Gazy.

Kosowscy działacze miejscowej organizacji dziennikarskiej podkreślali, że pracownicy ich mediów doskonale rozumieją i pamiętają, jak wojna z końca lat 90. zmieniła oblicze m.in. Prisztiny i sytuację jej mieszkańców.

Przewodnicząca EFJ chorwacka dziennikarka Maja Sever podkreśliła, że federacja będzie nadal konsekwentnie zmierzała do zapewnienia bezpieczeństwa korespondentom wojennym i przeciwdziałać aktom przemocy wobec dziennikarzy.

Lider Narodowego Związku Dziennikarzy Ukrainy Serhij Tomilenko podkreślił, że korespondenci, którzy codziennie relacjonują barbarzyńską rosyjską inwazję na Ukrainę, w każdej minucie są narażeni na śmierć.

– Przekazywanie informacji o wojnie to jednak  nasz obowiązek – powiedział Tomilenko.

Delegacja Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich złożyła projekt uchwały w sprawie sytuacji m.in. w polskich mediach publicznych po bezprawnym przejęciu ich przez rządzącą od 13 grudnia koalicję KO, TD i NL. Jest to protest przeciwko niszczeniu Telewizji Polskiej, Polskiego Radia i Polskiej Agencji Prasowej przez rząd m.in. poprzez ustanowienie nielegalnych władz tych instytucji i postawienie ich bezprawnie w stan likwidacji.

 

CMWP SDP na XVIII konferencji naukowej Etyka Mediów w Krakowie

Wybrane procesy przeciwko mediom i dziennikarzom w Polsce jako czynnik zagrażający wolności słowa to tytuł wystąpienia dr Jolanty Hajdasz, dyrektor CMWP SDP i wykładowcy akademickiego, jakie zostanie wygłoszone podczas tegorocznej XVIII konferencji Etyka Mediów na Uniwersytecie Papieskim Jana Pawła II w Krakowie.

Tegoroczna  jej edycja ma szczególny charakter, ponieważ dedykowana jest pamięci zmarłego w ubiegłym roku ks. prof. dr hab. Michała Drożdża, pomysłodawcy  i przewodniczącego tych konferencji od 2006 r.  Ks. Michał Drożdż był także członkiem Krakowskiego Oddziału Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, w poprzedniej kadencji władz SDP pełnił funkcję przewodniczącego Naczelnego Sądu Dziennikarskiego. Konferencja pt. „Troska o media – troski mediów. In memoriam ks. prof. Michała Drożdża” odbywa się w dniach 22 -23 maja b.r. na Wydziale Nauk Społecznych Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II w Krakowie.

Program konferencji jest tu: KEM program 2024

Nie ośmielajcie psychopatów – apeluje do polityków WALTER ALTERMANN: Przypadek premiera Fico

Na sąsiedniej Słowacji został postrzelony tamtejszy premier Robert Fico. Stało się to 14 maja 2024 roku. Teraz premier Fico, po długiej i ciężkiej operacji, jest w szpitalu, a jego stan lekarze określają jako ciężki, ale stabilny. Premier Robert Fico został postrzelony po środowym wyjazdowym posiedzeniu rządu w miejscowości Handlova. Słowackie media przez wiele godzin podawały, że lekarze nie mogli zatamować krwawienia w jamie brzusznej polityka.

Zamachowiec w kilku zdaniach oświadczył, że strzelał do premiera z powodów politycznych. I to jest prawdziwie przerażające. Bo czyż normalny człowiek, w ramach politycznego sprzeciwu, w ramach walki politycznej może sięgać po broń?

Wszystkie agencje podkreślają, że na Słowacji od kilku lat trwa bezwzględna walka polityczna, że Słowacy coraz bardziej są podzieleni na dwa wrogie sobie plemiona. I te agencje – w sumie – nie dziwią się, że do zamachu doszło.

Ale to nie zwykli, przeciętni ludzie, rozkręcają histerie polityczne. A kto to robi? Zastanówmy się.

Komu zależy na podziale społeczeństw

Stara rzymska maksyma powiada, że sprawców trzeba szukać wśród tych, którym przestępstwo mogło przynieść korzyść. W sprawach politycznych zatem, najbardziej podejrzanymi są politycy. To oni żyją walką, to oni mają realne korzyści w przypadku wygranej własnej partii. To oni – wreszcie tworzą i podsycają konflikty plemienne.

Zadziwiające jest to, że im więcej czasu mija od zakończenia II wojny światowej tym bardziej narastają wewnętrzne konflikty i nienawiść w społeczeństwach, które najbardziej dotknęła tamta wojna. Pamięć ludzka jest tak krótka, że sięga najdalej jedno pokolenie wstecz?

Niektórzy określają obecną sytuację na świecie jako „stan przedwojny”. Dając tym samym do zrozumienia, że widmo kolejnego światowego konfliktu wisi nad nami wszystkimi. A ta wojna może przynieść zagładę globalną. Zdawałoby się, na chłopski rozum, że taka sytuacja wymusi na politykach odrobinę rozsądku. Ale nie, walki polityczne na świecie, w ramach każdego z państw, są coraz bardziej bezwzględne i okrutne. Czyżby światowi politycy zbiorowo tracili resztki rozumu? Bardzo to możliwe, o czym pouczają lata przed I i II wojną światową. Wtedy to politycy również liczyli na krótką, elegancką wojnę. Z małymi stratami własnymi.

Czy politycy są normalni?

To jest pytanie retoryczne. Owszem, gdy chodzi im o błyszczenie na świecznikach są jak najbardziej normalni, bo natura ludzka bywa próżną. Gdy natomiast chodzi o odpowiedzialność za słowa i czyny politycy normalni nie są. Głoszą, że biorą odpowiedzialność za losy narodu, że kieruje nimi dobre rozumienie współczesności i przenikliwe odczuwanie historii, ale czyny polityków przeczą ich słowom.

Jeżeli bowiem rzeczywiście wisi nad nami miecz wojny, to oczywiste byłoby szukanie porozumienia między partiami, dążenie do niwelowania wilczych dołów między różnymi ugrupowaniami i  jednoczenie podzielonych społeczeństw. Ale tak nie jest, tak się nie dzieje. Przeciwnie, agresja wewnątrz społeczeństw narasta.

Znam wielu polityków i ośmielę się powiedzieć to, co wszyscy wiedzą, ale milczą. Otóż, uważam, że do polityki wcale nie idą najlepsi z nas. Normalny człowiek chce mieć dobrą rodzinę i sukcesy zawodowe.

Politycy natomiast chcą tym normalnym przewodzić. Większość naszych polskich polityków nie ma żadnych zawodowych sukcesów, a ich rodziny też nie mogą wzorem do naśladowania. Ale, coś za coś. Jeżeli całe życie emocjonalne ulokujemy na Wiejskiej, lub w organach władzy samorządowej, to nie wystarczy już sił i uczuć dla rodzin.

Liczne oddziały Mojżeszów

Owszem, historia zna wybitne jednostki, które przewodziły swym narodom, które prowadziły pobratymców do nowego, wolnego życia. Tu pierwsze miejsce w historii zajmuje oczywiście Mojżesz. Jeżeli jednak patrzę na dzisiejszych polskich polityków, to widzę ich raczej w roli tych, którzy pod nieobecność wodza przywrócili kult bałwochwalstwa. Co skłoniło Mojżesza do rozbicia w pył obu boskich tablic z przykazaniami.

Przeciętność, nijakość, cwaniactwo – to najlepiej określa dzisiejszą klasę polityczną w Polsce i na całym świecie. Swoją drogą – to jest fascynujące jak przeciętni i nijacy osobnicy zawłaszczyli całą scenę polityczną. Owszem, zdarzają się też wyjątki, ale w swej przewadze ta masa jest szara, przeciętna, okropnie nijaka.

Wciąganie w politykę prostych ludzi

Normalny człowiek powinien postępować tak, nawet jeżeli trafi do polityki, żeby w każdej chwili mógł wrócić do swego zawodu. I rzec sobie samemu; „A tam, nie warto było. Było, minęło, mała strata, krótki żal”.

Niestety dla większości współczesnych polityków polityczna władza jest jak narkotyk. Uzależnia i zniewala. Odbiera rozum i uniemożliwia trzeźwe rozpoznanie rzeczywistości. A niestety nie ma skutecznego leczenia tego uzależnienia.

Przeciętni, prości ludzie lubią politykę. Bo polityka to dla nich zastępcze emocje. A bez emocji żyć nudno. I chcieliby być politykami. I w tym zafascynowaniu polityką gubią się, tracą rozum. A zagubieni powtarzają gdzieś zasłyszane, czy przeczytane, opinie po czym publikują je w Internecie jako własne, najczęściej dodając słowa uważane za obelżywe i mocno emocjonalnie znaczące. Te „mocne wypowiedzi” pobudzają kolejnych psychopatów – zarówno tych bliskich politycznie osobnikom, jak ich przeciwników – jawnych czy mniemanych. I w ten sposób rośnie piramida pogardy, nienawiści i niezrozumienia.

Ośmielanie psychopatów

W istocie mamy tu do czynienia z psychopatią na tle politycznym. Psychopaci kierują się zasadą: „Innym tylko śmierć”. Nie akceptują bowiem, że nikt nie ma absolutnej racji. Jak życiu, jedni wolą koty, a inni psy. Jedni mają prawo narzekać na deszcze, a inni na susze. Ale też – zrozumienie, że nie jesteśmy najmądrzejsi, że inni też mają prawo do swoich poglądów, że nic w świecie nie jest proste, łatwe i wygodne… przyswojenie tej wiedzy, kierowanie się zasadą głębokiej tolerancji i zrozumienia innych, to jest dopiero prawdziwym dowodem człowieczeństwa.

O byciu w pełni człowiekiem nie świadczy jałmużna dawana biednym, nie płacz nad ofiarami, ale przyznanie się przed sobą samym, że mogę się mylić. Uznanie, że być może tym, których poglądy polityczne mnie irytują należy dać prawo do swobodnego wypowiadania się, bez moich szalonych reakcji.

I to by, proszę ja was, była prawdziwa demokracja. Bo nie jest nią to, co nam wmawiają, że każdy psychopata – co kilka lat – ma prawo do głosowania na swojego psychopatę.

Zakładam, że do premiera Roberta Fico strzelał psychopata, bo przecież nikt normalny nie wymierzy i nie strzeli do drugiego człowieka.

Dlatego radzę, panom politykom, uważać na to co się mówi. I nie ośmielać szaleńców. Poza tym, naprawdę nie wypada.

 

WIKTOR ŚWIETLIK: Jak tam funkcjonariusze?

Kariery słów, haseł i sloganów potrafią być bardzo zaskakujące, a to co niedawno było modne lub wzniosłe po krótkim czasie potrafi być największym obciachem. Myślę, że najpoważniejszy z tym problem będzie miała ta formacja polityczno-medialna, dla której kategorie trendu i obciachu były zawsze dużo ważniejsze niż jakieś, nomen omen obciachowe, dobro społeczne czy racja stanu.

 Weźmy taką „Julkę”. Kiedy w 2020 roku, na zgubę PiS, upartyjniony jak zawsze Trybunał Konstytucyjny zaczął grzebać przy ustawie aborcyjnej, wybuchły wielkie protesty, w których wzięła udział dzieciarnia. Mało kumata za to wymęczona pandemicznym terrorem. „Liberalne” (czytaj: lokujące swoje interesy w rządach PO) media zaczęły lansować postać młodej rewolucjonistki, która zyskuje coś w rodzaju świadomości klasowej, bo naruszane są jej prawa, a hasła o j… i wyp… to jej najbardziej szlachetna broń. Kilka miesięcy później szacowne jury konkursu na „młodzieżowe słowo roku” ocenzurowało pierwsze miejsce i go nie uznało. Miała wygrać je „Julka”. Ta Julka już nie była tą szlachetną, świadomą siebie polską Marianną, a niekumatym, ale bardzo chcącym „brać w czymś udział”, dziewczątkiem wykorzystywanym przez polityków i wielkie koncerny. W sumie ta Julka została z nami, ku krzywdzie zresztą wielu mądrych Julii, do dzisiaj.

Jeszcze mocniejsze, choć bardziej rozłożone w czasie, zjawisko dotyka czołowych haseł i medialnych graczy antypisowskiej rewolucji. Niedawno przypadkowo spotkałem kilku znajomych, którzy mocno się angażowali w walkę z PiS-owską opresją na każdym kroku, nawet przy rozmowie o pogodzie i pozdrowiłem ich słowami „jak tam jebaćpisy, zadowolone jesteście?” Ależ było oburzenie. Oni nie tacy, i nie byli tacy. Po prostu martwili się o Polskę. A przecież jeszcze niedawno j… PiS-u to był powód do dumy. Czyżby bycie „jebaćpisem” nie było już nim? Zdaje się swoją drogą, że określenia tego, będącego synonimem politycznego zombie, najpierw zaczął używać profesor Stanisław Żerko, wobec PiS zupełnie bezwzględny. Potem podchwycili to inni. A co z „silnymi razem”? Bycie „silnym” do niedawna budowało poczucie przynależności do tuskowej Żelaznej Gwardii, by podobnie jak oryginalni rumuńscy gwardziści, gdy przyjdzie czas wysadzić się ze śpiewem na ustach. I co? Nikt nie chce dziś „silnych razem”. Nawet Bartek Chaciński – nomen omen, ten sam, który swojego czasu jurorował w sprawie Julek – nazywa ich lekceważąco „silniczkami”. Krótko mówiąc bycie „silnym razem” i „jebaćpisem” nie jest już powodem do dumy. Nawet dla politycznych idoli tego towarzystwa. „Silni” stali się obciążeniem. Nie jest też przejawem pełni zdrowia psychicznego.

Ciekawie moim zdaniem potoczą się teraz losy określenia „funkcjonariusz”. Jak wszyscy pamiętamy funkcjonariusze, w najlepszym razie „pracownicy” pracowali w TVP i różnili się tym od prawdziwych dziennikarzy, którzy swą szlachetną misję pełnili w innych redakcjach. Między innymi tych, które dziś wspierają surrealistyczny hejt obozu Donalda Tuska, w dodatku tuż po zamachu na słowackiego premiera. Bezrefleksyjnie powtarzających najbardziej nienawistne tuskowe slogany. Wspierający równocześnie kampanie propagandowe PO zanim one jeszcze ruszą. Ewentualnie strojący się szaty pozornych symetrystów i napominający władzę w stylu: „uważajcie, bo będziecie tak straszni jak wasi przeciwnicy”. I co? Sądzicie, że ludzie nie zaczną mieć refleksji, że może funkcjonariusze są też w „Rzeczpospolitej” lub Radiu Zet, Wp.pl bo akurat w przypadku „Wyborczej” to wiadomo, tam to nawet rodzinne często? Zaczną. Szczególnie, że niedługo część z państwa zacznie bronić podwyżek cen energii i rezygnacji z kolejnych inwestycji, jak terminala zbożowego. Mówiąc krótko, będzie na drugą nóżkę. I bardzo dobrze, znaczy, że język żyje.

 

 

Jedziemy do Polski — 11. fragment książki SERHIJA KULIDY „Bucza. Wiosenny strzał. Krótka kronika okupacji”

Stopniowo przyzwyczajamy się do spokojnego nieba. Obok naszej „bazy” jest remiza strażacka. Kiedy tam zawyje syrena, od razu, instynktownie, chcę się schować —  publikujemy kolejny fragment książki Serhija Kulidy „Bucza. Wiosenny strzał. Krótka kronika okupacji”.

„Bucza. Wiosenny strzał. Krótka kronika okupacji” to książka pisarza i dziennikarza Serhija Kulidy (napisana przy współpracy z Ihorem Bartkivem), poświęcona wydarzeniom na przedmieściach stolicy Ukrainy w pierwszych dniach rosyjskiej agresji. Jest to kronika wydarzeń (dzień po dniu), których świadkami są mieszkańcy Buczy, a także – pamiętnik autora, który trzy tygodnie spędził w piwnicy swojego domu chroniąc się przed ostrzałem. Wstęp i pierwszy fragment można przeczytać TUTAJ, kolejne dostępne są TUTAJ.  Tytuły fragmentów od redakcji portalu sdp.pl.

19 marca 2022, sobota

Godz. 15.18, Osada Werchowina, ulica Żabiowska, 67, kompleks wypoczynkowy „Arkan”. Z dziennika Serhija Kulidy

Dziś Rosjanie uderzyli rakietą w Delatynę. Moje przewidywania się sprawdziły… Powiem szczerze, że moi bliscy drżą od głośnych dźwięków. Nawet Jasza. Jak tylko coś huknie, pies się chowa.

Godz. 20.22, Osada Werchowina, ulica Żabiowska, 67, kompleks wypoczynkowy „Arkan”. Z dziennika Serhija Kulidy

Zadzwonił mój zastępca w gazecie „Literacka Ukraina” Mykoła Iwanow i zaproponował, że 21 marca możemy wyjechać do Polski autobusem z Iwano-Frankiwska, który wynajęli wolontariusze. Za darmo. Porozmawialiśmy i postanowiliśmy jechać. Tym bardziej, że na początku wojny skontaktowałem się z władzami Tuszyna. Zadzwoniłem do tego polskiego miasta partnerskiego i potwierdzili: przyjedźcie, czekamy. Więc decyzja zapadła: jedziemy do Polski. Zdołałem nawet żartobliwie powiedzieć, że wracamy do mojej historycznej Ojczyzny, bo moja babcia pochodziła z Krakowa i nazywała się Helena Więcik. Ta decyzja skłoniła nas do szczegółowego zorganizowania podróży. Zadzwoniłem do Saszy Hryhorijewa. Autobus jedzie do Krakowa, więc musimy gdzieś przenocować. Kolega dał numer telefonu swojej uczennicy — z czasów gdy wykładał na Uniwersytecie Jagiellońskim — Ani Budzeń. Natychmiast zadzwoniłem do Krakowa, a Ania powiedziała, że wraz z mężem Andrzejem będą nas witać na dworcu autobusowym. W końcu skontaktowałem się z Wasylem.

20 marca 2022, niedziela

Godz. 21.00, Iwano-Frankiwsk, ul. Pasichna. Z dziennika Serhija Kulidy

My — ja, Tamara, Nіnusia, wnuk Włodzimierz i oczywiście pies Jasza — znajdujemy się w wygodnym mieszkaniu Wasyla Kuzana i Tatiany Piankowej. Gospodyni przygotowała pyszną kolację i teraz delektujemy się wykwintnymi potrawami. Siły i inspiracji na jakiekolwiek zapisywanie — brak. Chcę tylko zauważyć, że koledzy po piórze wrócili ze swojej podróży na Zakarpacie, aby nas przenocować. Nigdy tego nie zapomnę…

21 marca 2022, poniedziałek

Godz. 2.30, Iwano-Frankiwsk, ul. Pasichna. Z dziennika Serhija Kulidy

Obudziły nas nocne syreny. Było strasznie. Mieszkanie przyjaciół jest na siódmym piętrze. A gdyby, niech Bóg uchroni, trafienie… Zasnęliśmy dopiero o świcie.

Godz. 9.00, Iwano-Frankiwsk, dworzec kolejowy, Z dziennika Serhija Kulidy

Za pół godziny wyruszamy do Polski. Autobus jest tylko w połowie pełny. Cieszymy się, że podróż będzie wygodna.

Godz. 11.30, Lwów, dworzec kolejowy. Z dziennika Serhija Kulidy

W naszym autobusie tłum ludzi. Kijowianie, melitopoleńczycy, charkowianie… Wszędzie widać, że ludzie są zestresowani. Czasami nie panują nad swoimi emocjami… Pomimo tego, dobrze ich rozumiem. Za nami ­—  koszmar, przed nami — niepewność…

22 marca 2022, wtorek

Godz. 2.13, Kraków. Z dziennika Serhija Kulidy

Staliśmy na granicy ileś tam godzin. Pełno prywatnych samochodów i autobusów. Po pewnym czasie dotarliśmy do Krakowa. Tutaj na nas czekali Ania Budzeń i jej mąż Andrzej. Przywieźli nas do swojego domu. Nakarmili, a my, zmęczeni, udaliśmy się spać. Rano będziemy jechać do Tuszyna, miasta partnerskiego Buczy.

Godz. 18.30, Polska, Tuszyn, ul. 1 Maja. Z dziennika Serhija Kulidy

Na dworcu czekała na nas cała delegacja — burmistrz miasta Witold Małewski, szef działu promocji Tuszyna Wojciech Skibiński, kilku radnych. I jeszcze dwie buczanki: Alla i Olena, które pracowały w Buczy w zarządzie socjalnym. Wszyscy są radośni, serdeczni, życzliwi. Przywieźli nas do MOPS-u, w lesistym rejonie miasta. Pod tą „psią” skróconą nazwą kryje się ośrodek pomocy społecznej. Przygotowano tu miejsca dla uchodźców z Ukrainy. Ale jesteśmy pierwsi. Lodówka i spiżarnia pełne produktów spożywczych. Nie mam ochoty jeść. Najważniejsze — jest tu cicho, a powietrze nasycone leśnymi zapachami…

23 marca 2022, środa

Godz. 8.30, Polska, Tuszyn, ul. 1 Maja. Z dziennika Serhija Kulidy

Rano odwiedziła nas delegacja. Pracownicy MOPS-u przynoszą nam różne smakołyki. Proszą, aby opowiedzieć o straszliwościach w Buczy. Współczująco potrząsają głowami i płaczą…

Godz.13.25. Polska, Tuszyn, ul. 1 Maja. Z dziennika Serhija Kulidy

Obiad — nie do przejedzenia. Pyszności… Cieszymy się ciszą. I nie odrywamy się od smartfonów — czytamy wiadomości z Ukrainy. Są smutne. Rosjanie wciąż napadają, zabijają, znęcają się nad naszymi ludźmi. Plugastwo…

24 marca 2022, czwartek

Godz. 15.17, Polska, Tuszyn, ul. 1 Maja. Z dziennika Serhija Kulidy

Polacy przynoszą i przynoszą jakieś ciasteczka, przysmaki… Nasza „ekipa” nie wypuszcza telefonów z rąk. Dzwonimy do krewnych i znajomych, którzy przekazują niepokojące wieści. Jedyny, kto jest całkowicie szczęśliwy — Jasza. Tutaj po raz pierwszy spaceruje bez smyczy. Wolność… I jaka radość gonić zuchwałe ptaszki!

25 marca 2022, piątek

Godz. 13.55, Polska, Tuszyn, ul. 1 Maja. Z dziennika Serhija Kulidy

Zadzwonił Sasza Hryhorjew i przekazał straszną, przygnębiającą wiadomość: zmarł Sławko Żołdak… Mój najlepszy przyjaciel z czasów uniwersyteckich. Płaczę…

26 marca 2022, niedziela

Godz. 21.00, Polska, Tuszyn, ul. 1 Maja. Z dziennika Serhija Kulidy

Nie mogę się uspokoić. Razem ze Sławko umarła moja dusza…

27 marca 2022, niedziela

Godz.16.25, Polska, Tuszyn, ul. 1 Maja. Z dziennika Serhija Kulidy

Stopniowo dochodzimy do siebie… Ale z Buczy dochodzą smutne wieści. Nawet otaczająca cisza już nie działa uspokajająco. Wydaje się, że to sen. Straszny, krwawy… Na duszy —  rozpacz…

28 marca 2022, poniedziałek

Godz. 15.10, Polska, Tuszyn, ul. 1 Maja. Z dziennika Serhija Kulidy

Rodzina siedzi w smartfonach —  śledzimy wydarzenia na Ukrainie… Stopniowo przyzwyczajamy się do spokojnego nieba. Obok naszej „bazy” jest remiza strażacka. Kiedy tam zawyje syrena, od razu, instynktownie, chce się schować.

29 marca 2022, wtorek

Godz.16.15, Polska, Tuszyn, ul. 1 Maja. Z dziennika Serhija Kulidy

Dziś burmistrz Tuszyna powiedział, że prawie przygotowane jest dla nas mieszkanie. Teraz wyposażają je jeszcze różnymi domowymi sprzętami —  prysznic, kuchenka elektryczna, lodówka itp. Więc wkrótce się przeprowadzimy…

30 marca 2022, środa

Godz. 13.25, Polska, Tuszyn, ul. 1 Maja. Z dziennika Serhija Kulidy

Pół dnia siedzę przy telefonie. Próbuję przywrócić druk „Literackiej Ukrainy”. Będziemy wydawać gazetę online. Pojawia się wiele niuansów, ale sobie poradzimy. Teraz jednak nie można liczyć na dobroczynną pomoc…

31 marca 2022 roku, czwartek

Godz. 18.35, Polska, Tuszyn, ul. Parkowa 4. Z dziennika Serhija Kulidy

Dziś uwolnili Buczę!!! Dziś przeprowadziliśmy się do nowego mieszkania. U mnie zdiagnozowano raka (dlaczego nie byłem zaskoczony), potrzebna będzie operacja. Tak więc zaczyna się nowy (niepewny) etap życia. Ale jednego jestem pewny ­—  Ukraina zwycięży!

P.S.

Krótko o dalszym życiu w Polsce. Niedługo po przeprowadzce, dzięki pomocy władz Tuszyna, spotkałem się z wojewodą łódzkim panem Tobiaszem Bocheńskim, który zaproponował mi pracę w dziale prasowym. Jednocześnie przygotowuję wydania „Literackiej Ukrainy”, która, jestem pewien, będzie żyła, ciesząc naszych oddanych czytelników nowymi dziełami ukraińskich pisarzy. I po operacji onkologicznej leczę się z raka. Na to, jak powiedział lekarz, potrzeba trzech lat… A najważniejsze — marzę o szybkim powrocie do Ukrainy.

Kolejny fragment książki wkrótce na naszym portalu.

 

WIKTOR ŚWIETLIK: Czyż więcej wart niż TVP Historia

Jednym z przejawów uśmiechniętej zmiany, którą miała wprowadzać nowa ekipa, miała być promocja wyższej kultury, będącej jej szczególnym emblematem. A przynajmniej intelektualnego haute couture, uszytego przez krawców z TVN, Wyborczej i Instagrama, na miarę podwarszawskiego miasteczka Wilanów lub osławionego wrocławskiego Jagodna. Efekty olśniewają!

 Oczywiście głównym ich producentem jest Ministerstwo Kultury i – tu najbardziej paradoksalna część nazwy – Dziedzictwa Narodowego. Instytucja ta została pozostawiona już szczęśliwie przez prawnuka noblisty. Dla mnie symbolicznym wręcz osiągnięciem pana B. Sienkiewicza było rozsyłanie pytań po rozmaitych komórkach, agendach oraz podległych instytucjach i sprawdzanie między innymi, która z nich śmiała dać pieniądze na Caritas. Niewątpliwie polski ksiądz, którego poznałem rok temu w Charkowie, który dziś jest tam jednym z najsprawniejszych dystrybutorów pomocy humanitarnej, musi być dla państwa polskiego wrogiem numer jeden.

Innym fantastycznym ruchem jest wpakowanie do instytutu mającego dbać o spuściznę Dmowskiego i Paderewskiego kilku radykalnie lewicowych i antynarodowych działaczy. Żeby było jasne, uważam profesora Adama Leszczyńskiego, który zajął miejsce profesora Jana Żaryna, za otwartego człowieka, z którym można porozmawiać, choć o poglądach radykalnie różniących się od moich. Tyle, że wstawienie go do tej instytucji, to jakby Żaryn został kuratorem wystawy poświęconej Róży Luxemburg w zamojskiej synagodze. Albo jakby Ziemkiewicz został prezesem fundacji zajmującej się promocją dorobku Adama Michnika. Albo jakby mnie ktoś zrobił kierownikiem pisma dawnego aktywu PZPR pod tytułem “Przegląd”.

Wydawałoby się, że polska myśl polityczna, przeszłość, jest wielowątkowa, więc może zawrzeć w sobie i kogoś w rodzaju Bronisława  Geremka i ludzi takich, jak Paderewski i Dmowski. Okazuje się, że nie. Paderewskiego i Dmowskiego trzeba po prostu zaorać, zgwałcić, obrzydzić. Skakać po wszystkim co jest nadmiernie patriotyczne, by się ludziom, nie tylko na Śląsku, polskości odechciało raz na zawsze. Leszczyński chyba średnio się do tej zabawy nadaje. Ba, może się nawet szybciej porozumieć z ludźmi o innych poglądach, ale z którymi będzie miał o czym pogadać, niż z autoryzującymi jego władzę troglodytami i karierowiczami. Dlatego on będzie twarzował, a brudną robotę wykonywał jego zastępca, który jest znanym fachowcem od niej, można by rzec, że prostym czekistą, a którego nazwiska nie pomnę i nawet nie chce mi się sprawdzać.

To jednak nie koniec. Na końcu jest wisienka na torcie. Crème de la crème. Ponoć w ramach oszczędzania na pensje panów Czyża, Orłosia i bezprawnie siedzącego w gabinecie prezesa tęgiego likwidatora, czy jak on się teraz nazywa, władze TVP zmierzają do likwidacji kanałów tematycznych. W tym konsekwentnie rozwijanej przez Piotra Legutkę TVP Historia, z którą byłem przez wiele lat związany. Dlaczego? Zapewne dlatego, że “nie ma pieniędzy”. Jakoś na Czyży jest. Może dlatego, że się “nie ogląda”? Już z góry panom uzurpatorom odpowiadam. Niechętny mediom publicznym Nielsen pokazuje, że TVP Historia miała lepszy udział w rynku niż konkurencyjne National Geografic, History, Discovery, Planete+. I osiągała to w sposób inny niż tylko pokazywanie nieustannie filmów o Hitlerze, co jest domeną części konkurencji. Nie chwaląc się, albo i chwaląc, niektóre z odcinków wymyślonego przeze mnie, a realizowanego razem z Agnieszką Żmijewską, talk show “Nie taka prosta historia” osiągały pod 100 tysięcy oglądających, co jest topem jaki może wyciągnąć tego rodzaju telewizja tematyczna. Ale został jeszcze jeden argument – TVP Historia była upolityczniona. Zapewne dowodem na to jest fakt, że przez osiem lat prowadziłem tam audycję poświęconą książce historycznej razem z takim fanatycznym pisowcem jak profesor Antoni Dudek, a omawialiśmy między innymi twórczość tak pisowskich autorów, jak Marcin Zaremba albo wspomniany Adam Leszczyński albo biografie takich faszystów, jak Jan Lityński czy Krzysztof Kozłowski.

I tu jest klucz do wszystkiego tego, co napisałem wyżej. Kulturkampf, który toczony jest dziś w Polsce, przez cyników z PO dla celów politycznych, przez Niemcy dla celów geopolitycznych, przez fanatyków z Czerskiej i okolic także dla celów ideologicznych, to nie walka o pluralizm. Wszystko co się różni im zagraża. Jest to tolerancja i otwartość na miarę Dzierżyńskiego, którego portrety po dziadziach zresztą może jeszcze w niektórych piwnicach zakurzone leżą.