Wrzesień 2025 roku: likwidacja TV Republika i TV wPolsce; aresztowania członków Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich; Rada Mediów Narodowych na uchodźctwie potępia ekstradycję do Rosji członków Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji; Sakiewicz, Karnowscy, Ziemkiewicz, Romaszewska, Lisicki, Hajdasz, Gmyz, Skowroński, Krysztopa, Jastrzębowski organizują partyzantkę medialną w Bieszczadach.
Tak może być nawet wcześniej niż za rok. Przesadzam? Oby, ale to wszystko, co robi koalicja PO/KO, TD, NL naprawdę wymyka się spod kontroli. Nie tylko z powodu nadzwyczajnego wzmożenia politycznego. W końcu zemsta rządu 13 grudnia na PiS to nie tylko zemsta na politykach tej partii, wyborcach prawicy, ale i zemsta na mediach konserwatywnych. A to prowadzi do cenzury.
Nie media
Teraz Tusk i jego kompania testują jeszcze nielegalne decyzje, m.in. wątpliwą prawnie konstrukcję prawną PKW w sprawie pozbawienia subwencji wyborczej PiS, choć i wcześniej bawili się tak, jak red. Wysocka-Schnepf w młodości na lekcjach matematyki. Wcześniej doszło do najtragiczniejszego po upadku komuny wydarzenia. W nocy z 19 na 20 grudnia 2023 roku nowa władza nielegalnie przejęła media publiczne, pacyfikując przy pomocy podejrzanych firm ochroniarskich, jak w stanie wojennym, ich siedziby, wyłączając strategiczny sygnał telewizyjny, wyrzucając dziennikarzy, namaszczając bezprawnie intronizowanych na stanowiska tzw. szefów TVP, PR i PAP, którzy utworzyli folkową grupę „Wejście”. Pewnie dlatego ją tak nazwali, że zmieniając tylko jedną literę łatwiej im będzie przy dymisji…
Nie obywatele
Przy ustrojowej przewadze opozycji, bo przecież wywodzący się z PiS prezydent Andrzej Duda, będzie rządził jeszcze blisko rok, Tusk i jego kompania manipuluje prawnie obywatelami. Wszystkimi, bo ci, którzy głosowali na tzw. uśmiechniętą Polskę już ze śmiechu pękają. Wszystkimi, bo rząd usiłuje wmówić Polakom, że może sprawować władzę rozporządzeniami, dekretami, czy co tam jeszcze podpatrzyli u Jaruzelskiego a Prezydent RP odejdzie i nie trzeba będzie wgłębiać się w przepisy tak umiłowanej przez Tuska Konstytucji RP.
To nie jest proste, ale trzeba uznać, że niektórzy z bardziej tchórzliwych obywateli zwrócą uwagę przy kolejnych wyborach, że już nie muszą mówić, że „liberalny rząd Tuska jest wspaniały”. Dlaczego? Bo już nie będą musieli…
Nie dowcipy
Chciałbym, aby wszystko było tak właśnie klarowne jak takie facecje. Ale nie jest. Trudno. Przetrwamy. Czy jako oficjalne media, czy jako podcasty na południowoamerykańskim serwerze? Tego nie wiem, ale wiem, że nie przesadzam. Wystarczy popatrzeć ilu dziennikarzy było szykanowanych w „uśmiechniętych mediach publicznych”. Wiem jedno, są tacy dziennikarze, którzy nie zrezygnują ze swojej misji, nawet jeśli będą musieli za „demokracji” Tuska robić gazetkę ścienną w więzieniu.
Redaktor Mateusz Teska, dziennikarz Magazynu Anity Gargas poinformował na portalu społecznościowym X , że sukcesem zakończyła się zbiórka pieniędzy na apelację od wyroku skazującego go w procesie karnym na ograniczenie wolności za zadanie pytania rzecznikowi prasowemu nt. jednej z sędziów. Na portalu zrzutka.pl udało się zebrać nawet więcej niż zakładana kwota, zebrano czyli 20 175 zł , a planowano 19 000 zł. Zbiórkę wsparły 224 osoby. Przeciwko wyrokowi skazującemu dziennikarza protestowało CMWP SDP, wsparliśmy także jego zbiórkę na zrzutce.pl. dziekujemy wszystkim którzy wspomogli dziennikarza.
Red. Mateusz Teska 18 lipca br. został skazany na 2 miesiące ograniczenia wolności, z obowiązkiem nieodpłatnej kontrolowanej pracy na cele społeczne w wymiarze 40 godzin miesięcznie, przeproszenie oskarżycielki i zwrot kosztów procesu. Skazano go tylko dlatego, że skierował pytania za pośrednictwem rzecznika prasowego do władz jednej z instytucji . Pytania dotyczyły pewnej sędzi w stanie spoczynku. I to właśnie ta sędzia wytoczyła dziennikarzowi proces karny z art. 212 kk.
Na oficjalnym koncie Magazynu Anity Gargas na portalu X 28 sierpnia b.r. napisano cyt. Brawo Wy! Zrzutka na apelację dla red. Mateusza Teski, skazanego na ograniczenie wolności za zadanie pytań rzecznikowi, zakończona sukcesem! Serdecznie dziękujemy wszystkim, którzy dokonali wpłat i w ten sposób wyrazili sprzeciw wobec prób paraliżowania niezależnych dziennikarzy!”. Pod adresem zbiórki na zrzutka.pl jest także informacja o zebranej kwocie i liczbie osób wpłacających.
Informacja o wsparciu CMWP SDP dla red. Mateusza Teski jest tu:
Sąd Rejonowy w Częstochowie umorzył sprawę przeciwko red. Pawłowi Gąsiorskiemu, jaka toczyła się przeciwko niemu z powództwa radnego gminy Rędziny, Jana Polewiaka podczas rozprawy pojednawczej jaka odbyła się 23 sierpnia b.r. Paweł Gąsiorski był pozwany za anonimowe komentarze, jakie zostały opublikowane na prowadzonym przez niego portalu internetowym, mimo iż radny nawet nie wnioskował do niego o ich sprostowanie ani usunięcie.
Podczas rozprawy skarżący wycofał się ze swoich oskarżeń twierdząc, że kierował je pod adresem autorów komentarzy, a nie redaktora naczelnego portalu, na którym się ukazały, co stało się podstawą umorzenia sprawy przez Sąd Rejonowy w Częstochowie. Wcześniej do Sądu została wysłana opinia Amicus curiae („Przyjaciela sądu”) przygotowana przez Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP. W ocenie CMWP SDP oskarżanie red. Pawła Gąsiorskiego za cudze komentarze byłoby naruszeniem zasady wolności słowa demokratycznego państwa i byłoby zbyt daleko idącą interpretacją prawnej ochrony dóbr osobistych funkcjonariusza publicznego, gdyż cyt. możliwość zamieszczania komentarzy przez czytelników artykułów publikowanych na portalach internetowych jest obecnie absolutnie uzasadniona ze względu na funkcję kontrolną, jaką w demokratycznym kraju pełnią środki masowego komunikowania w stosunku do innych podmiotów działających w przestrzeni publicznej i co równie istotne, jest zgodne ze sztuką dziennikarską – czytamy w tej opinii CMWP SDP. Zdaniem Centrum funkcjonariusze publiczni (np. radni) powinni szczególnie dbać o to, aby dla opinii publicznej być jak „żona Cezara” – czyli być osobami bez zarzutu. Jeżeli ich postępowanie budzi wątpliwości i nie jest dla społeczności lokalnej transparentne (abstrahując od trafności takich przypuszczeń lub ocen), we własnym interesie powinni oni dążyć do wyjaśnienia sytuacji np. poprzez prośbę o publikację swojej odpowiedzi na publikację np. komentarzy czy nawet pisemnego wniosku o sprostowanie publikacji, co nie miało miejsca w w/o sprawie.
Dziennikarz miał także wsparcie Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka.
Jeszcze przez dwa tygodnie można przekazać środki finansowe dla red. Sebastiana Morynia z Telewizji Republika, który został prawomocnie skazany z art. 212 kk i który musi zapłacić blisko 70 tysięcy złotych grzywny i tzw. nawiązek. Do tej pory udało nam się już zebrać blisko 38 tysięcy złotych. Wielkie dziękujemy dla wszystkich darczyńców już teraz! Nadal prosimy o wsparcie, liczy się każde złotówka! Na skutek pozwu ruchu „Obywatele RP” i przegranego procesu karnego z art. 212 kk drastycznie pogorszyła się sytuacja życiowa dziennikarza i jego najbliższych – żony i ich czwórki dzieci. Redaktor Sebastian Moryń jest jedynym żywicielem swojej rodziny.
5 czerwca po raz pierwszy w historii Centrum Monitoringu Wolności Prasy Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich zorganizowało zbiórkę pieniędzy dla skazanego (w naszej ocenie niesłusznie) dziennikarza, w procesie karnym, z art. 212 kk. Na skutek przegranego procesu karnego drastycznie pogorszyła się sytuacja życiowa jego i jego bliskich – czytamy w opisie zbiórki na portalu zrzutka.pl. Solidarność dziennikarska w tej tak dramatycznej sytuacji to nasz obowiązek i nasze jedyna szansa na pomoc dla niesłusznie skazanego kolegi – potwierdza Jolanta Hajdasz, dyrektor CMWP SDP.
Na apel CMWP SDP o wpłaty odpowiedziało już 391 osób, które wpłaciły do tej pory 38 179 zł . Zbiórkę planujemy zakończyć po trzech miesiącach od jej założenia, czyli w pierwszych dniach września. Nie możemy opisać szczegółowo okoliczności skazania red. Sebastiana Morynia, proces toczył się z wyłączeniem jawności.
Na jakiej podstawie twierdzę, ze „PiS ukradł sto bilionów”? A wziąłem sobie z sufitu. Wolno rządzącym, to i mnie wolno. Kamaryla Donalda Tuska została z pomocą sił zewnętrznych osadzona w Warszawie nie dla powodzenia Polski czy Polaków – ale że Polska jakimiś resztkami suwerenności, czy demokracji się wykazuje – kamaryla owa przed polską opinią publiczną nie jest w stanie wykazać się żadnymi sukcesami.
Gospodarka leży i kwiczy, inwestorzy uciekają z Polski, nie czytałem jeszcze kompleksowej analizy, ale prawdopodobnie w związku z wynikającym z katastrofalnego tzw. „Zielonego Ładu” szybkim wzrostem cen energii i waleniem się w gruzy wiarygodności otoczenia prawnego, szybko rośnie inflacja, katastrofa unijnej tzw. „procedury nadmiernego deficytu”, zatrzymywany jest każdy strategiczny projekt, który mógłby zbudować jakąś naszą przewagę konkurencyjną nad Niemcami, trwa niepewność wokół kontraktów zbrojeniowych, co jest wyjątkowo groźne wobec wojny za płotem i zagrożenia wojną światową.
Polityka zagraniczna miała być pod rządami Tuska, który „nie da się ograć” pasmem klapsów ze strony jego „europejskich przyjaciół”. Nawet te słynne, oparte na żądzy zemsty „Silnych Razem” rozliczenia PiS, wobec ośmieszenia komisji sejmowych i substytutu prokuratury w jakże wielu przypadkach, prawdę mówiąc wyglądają (choć trzeba pamiętać o tym co się robi ks. Olszewskiemu i byłym urzędniczkom Ministerstwa Sprawiedliwości) bardziej śmieszno niż straszno. Być może jedynym sukcesem Koalicji 13 grudnia jest stanięcie przez Tomasza Lisa murem za polskim mundurem i jego zachwyt nad defiladą w Święto Wojska Polskiego, tą samą defiladą, która w zeszłych latach tak go drażniła.
No ale przecież ludzie Donalda Tuska słyną z talentu do tzw. „polityki przykrywkowej” – Co robić? Co robić? – rozlega się na korytarzach Kancelarii Premiera – Już wiem, ogłosimy że to wszystko to wina PiS – pada genialna propozycja – Wyciągnijmy z nosa jakąś bzdurę i wdrukujmy ją w głowy Polakom. No i wyciągnęli. Ale nie wdrukowali. Bo problem w tym, że i Polacy są inni niż w latach 2007 – 2014 roku, kiedy to Tusk robił z nimi co chciał i osłony medialnej nie ma tak szczelnej jak wtedy.
Zresztą, w gruncie rzeczy Donald Tusk wcale nie powiedział, że „PiS ukradł 100 miliardów”. Tusk powiedział tylko, nie przedstawiając żadnych dowodów zresztą, że „podejrzana kwota wydatków publicznych, ustalona w wyniku kontroli Krajowej Administracji Skarbowej, osiągnęła 100 miliardów złotych”. „PiS ukradł 100 miliardów” usiłowali wdrukować w głowy Polakom wyłącznie jego polityczni i medialni dobosze, którym niespecjalnie się to udało, ponieważ hasztagi, które miały ponieść to coś, zdechły w sieci jeszcze tego samego dnia. A później dobił to minister finansów Domański mówiąc w Polsat News, że „100 mld to kwota, która jest objęta badaniem, 5 mld zł to kwota, gdzie już są ustalone nieprawidłowości, z kolei ponad 3 mld zł to kwota odnośnie, której złożono zawiadomienie do prokuratury”, co potwierdził również szef Krajowej Administracji Skarbowej.
Już sam fakt hucznego podpisywania „porozumienia o współpracy” trzech ministrów Tuska, którzy jako ministrowie jednego rządu są do współpracy zobowiązani, sprowadzał ich do poziomu pajaców skaczących w rytm marnej jakości propagandowej melodii, a po tym jak pękł balonik „100 miliardów”, Andrzej Domański, Tomasz Siemoniak i Adam Bodnar, zostali z tym wszystkim jak Himilsbach z angielskim.
Nie jestem ekonomistą, ale nie jestem również naiwny. Zdaję sobie sprawę z tego, że do każdej władzy i każdej partii władzy w trakcie rządzenia przykleja się coraz więcej cwaniaków i złodziei, ale również jako laik mam prawo zadawać sobie pytanie: „Jak to jest, że PiS tak strasznie kradł i na wszystko wystarczało, a przyszli ci którzy nigdy nie kradli i nie kradną i nagle na wszystko brakuje?”
Narodowy Związek Dziennikarzy Ukrainy (NUJU) to stowarzyszenie, które od ponad dwóch i pół roku walczy o swój kraj. Od początku rosyjskiej agresji na Ukrainę zginęło już ponad 75 dziennikarzy. Ponad 80 redakcji gazet, agencji informacyjnych, rozgłośni radiowych i stacji telewizyjnych przerwało działalność. Pracę straciło około 200 pracowników mediów. Ale na terenach okupowanych udało się już wznowić wydawanie 32 gazet lokalnych…
Oleksij Pasiuga, redaktor naczelny gazety „Worskla”, spędza trzy dni w tygodniu w mieście Wełyka Pysariwka w obwodzie sumskim i osobiście dostarcza czytelnikom każdy nowy numer gazety. „Dostarczamy gazetę czytelnikom, zbieramy materiały do nowych publikacji. I na pewno udamy się do redakcji, żeby uprzątnąć kolejną partię potłuczonego szkła i innych śmieci, które powstały w wyniku regularnych rosyjskich ostrzałów naszego miasta” – mówi Oleksij.
Oleksij Pasiuga, redaktor naczelny gazety „Worskla”, dostarcza pismo swoim czytelnikom i zbiera materiały do kolejnego numeru.
Gazeta „Worskla” skończyła 94 lata. Redakcja zajmowała całe drugie piętro biurowca. Teraz pomieszczenia te została praktycznie zniszczona przez rosyjskie bomby: wybite okna i drzwi, połamane meble, poważnie uszkodzony dach. „Cieszymy się tylko, że udało się ocalić archiwum naszej gazety z 1944 roku” – mówi Oleksij Pasiuga.
Według redaktora, w Wełykiej Pysariwce nie ma teraz prądu, internetu, nie działają telefony komórkowe. Wszystko w mieście zostało zniszczone – poliklinika, biblioteka, poczta, sąd, prokuratura. Pozostało tu jednak kilkudziesięciu mieszkańców i pomimo trudnych warunków redakcja w dalszym ciągu przygotowuje dla swoich czytelników nowe wydania gazety. „Mamy czytelników nie tylko w Wełykiej Pysariwce, ale także w innych miejscowościach. Wszyscy potrzebują informacji i przekonania, że nie zostaliśmy zhakowani, że kraj ich nie porzucił!” – podkreśla Pasyuga.
Zniszczona przez rosyjskie bomby redakcja gazety „Worskla”.
Redakcja gazety „Obrii Iziumszczyna” ukazująca się w Iziumie pod Charkowem. zmuszona została opuścić swój lokal. „Nasza redakcja mieściła się w starym budynku z dużą salą, który przetrwał nawet podczas II wojny światowej. Jednak na początku marca 2022 r. uległ zniszczeniu – rosyjskie bomby wybiły okna i drzwi, uszkodzony został dach” – mówi redaktor naczelny Kostiantyn Grihorenko. – „W czasie okupacji miasta rosyjscy żołnierze mieszkali na naszym terenie przez pięć miesięcy. Zrabowali całą naszą własność…”
10 września 2022 roku ukazał się „Izium”, a „Obrii Iziumszczyna”, po długiej przerwie, tydzień później wydała pierwszy numer. Pierwszą edycję sfinansował rząd, drugą Narodowy Związek Dziennikarzy Ukrainy. Przez pewien czas gazeta była rozdawana mieszkańcom bezpłatnie wraz z pomocą humanitarną. W tym czasie w mieście nie było telewizji ani internetu…
W mieście Orihów w obwodzie zaporoskim budynek redakcji gazety „Trudova Slava” został doszczętnie zniszczony przez rosyjskich najeźdźców. Redaktorka Svitlana Karpenko, stojąca wśród ruin, z bólem wspomina: – „Kiedyś była tu moja praca… A teraz prawie całe miasto zostało zniszczone” – mówi Svitlana. – „Tęsknię za własnym domem, który został zniszczony, tęsknię za tym, na co przez wiele lat tutaj robiliśmy.” Pomimo bliskości Orihowa od linii frontu, Svitlana, wykazując się niesamowitym zaangażowaniem w swoją pracę, nadal dwa razy w miesiącu dostarcza mieszkańcom drukowane egzemplarze gazety.
Takich przykładów na Ukrainie jest wiele. NUJU prowadzi rejestr ataków rakietowych i bombowych na redakcje i drukarnie w Kijowie, Czernihowie, Sumach, Charkowie, Doniecku, Dniepropietrowsku, Zaporożu, Chersoniu, Mikołajowie oraz miastach w obwodach odeskim i żytomierskim.
Odpowiedzialność zawodową i ludzką odwagę wykazuje Wasyl Myrosznyk, redaktor gazety „Zorya” z miasta Złoczowa w obwodzie charkowskim, który co tydzień dostarcza swoją gazetę do osiedli w pobliżu granicy z Rosją. Ludzie chętnie czytają „Zoryę”, gdyż w obliczu braku prądu wielu z nich nie ma praktycznie innych źródeł informacji.
„Straciłem już rachubę, ile razy na redakcję padały bomby” – mówi Myrosznyk. – „Policzyłem do ośmiu i zgubiłem się. Znowu wypadła sklejka, którą wstawiliśmy w miejscu okien. Nie ma chyba sensu jej przywracać. Ale wszyscy wokół za każdym razem odnawiają ruiny i my też to robimy.”
W gminie Złoczowa często nie ma prądu, ale redakcja w dalszym ciągu pracuje na generatorze dostarczonym przez Narodowy Związek Dziennikarzy Ukrainy. „Jestem zachwycony poświęceniem mojego zespołu dla gazety!” – mówi redaktor.
Aby pomóc dziennikarzom działającym na pierwszej linii frontu, Narodowy Związek Dziennikarzy Ukrainy utworzył sześć Centrów Solidarności Dziennikarskiej Jeden z nich znajduje się w Charkowie. Koordynatorka charkowskiego Centrum, znana charkowska dziennikarka Hanna Czernienko, twierdzi, że niszczenie redakcji i drukarń przez Rosjan jest celowym aktem niszczenia kultury ukraińskiej. I tak 23 maja 2024 roku drukarnie Charków Factor Druk i Vivat zostały całkowicie zniszczone przez celowany strzał rakietowy. Zginęło tam 7 osób, 16 zostało rannych.. Niemniej jednak już po miesiącu wznowiono tam wydawanie gazet i książek.
W obwodzie charkowskim zniszczonych lub poważnie uszkodzonych zostało już ponad 200 obiektów dziedzictwa kulturowego, w tym muzeum ukraińskiego filozofa Hryhorija Skoworody. Dokonano ataku rakietowego na teatr „Postscriptum”, Charkowski Akademicki Teatr Dramatyczny, gmach, w którym mieści się redakcja publicznego radia, Uniwersytet Karazin, itp.
W zeszłym roku kilkudziesięciu fotoreporterów z Charkowa wzięło udział w projekcie UNESCO: dokumentowali skutki ataków na zabytki kultury różnego szczebla. Są to starożytne świątynie, instytucje edukacyjne, budynki mieszkalne, kompleksy pamięci itp.
Szef Narodowego Związku Dziennikarzy Ukrainy Serhij Tomilenko tłumaczy, że związek aktywnie wspiera redakcje, które ucierpiały w wyniku rosyjskich ataków, zapewniając niezbędny sprzęt i doraźną pomoc finansową. Na terenach okupowanych wznowiono wydawanie 32 gazet, a pomoc udzielono tysiącom dziennikarzy. – „Kluczowym narzędziem badania potrzeb i pomocy mediów jest sieć Centrów Solidarności Dziennikarskiej, która została założona przez NSJU wiosną 2022 roku i działa przy wsparciu Międzynarodowej Federacji Dziennikarzy (IFJ) i Europejskiej Federacji Dziennikarzy (EFJ) oraz UNESCO” – mówi Serhij Tomilenko. – „Obecnie istnieje sześć takich ośrodków – w Charkowie, Zaporożu, Dnieprze, Iwano-Frankowsku, Lwowie – Czerniowcach i w stolicy – Kijowie. Wsparcie udzielane przez te ośrodki ma często kluczowe znaczenie dla przetrwania lokalnych mediów w obliczu rosyjskiej agresji. Pomimo wszystkich trudności ukraińscy dziennikarze kontynuują swoją ważną misję, wykazując się niezłomnym duchem i oddaniem zawodowi
Niedawno w Brukseli z udziałem NUJU i EFJ odbył się okrągły stół „Trwałe wsparcie ukraińskich mediów: Dlaczego to ważne podczas wojny?”
„Od ponad dwóch lat ukraińscy dziennikarze wykonują swoją pracę w ekstremalnych warunkach zagrożenia fizycznego i kryzysu gospodarczego” – stwierdził sekretarz generalny Belgijskiego Związku Dziennikarzy (AGJPB-AJP), członek Komitetu Wykonawczego EFJ , Martin Simonis. – „Często mówimy o fizycznym zagrożeniu dla dziennikarzy, ale rzadko o sytuacji gospodarczej, w jakiej obecnie znajdują się środki masowego przekazu na Ukrainie. Ukraińska branża medialna nie ma bazy finansowej do ożywienia ze względu na takie czynniki, jak brak tradycyjnych źródeł dochodów, destrukcja rynków reklamowych, migracja ludności oraz brak instytucjonalnego programu wsparcia środki masowego przekazu. Dlatego większość ukraińskich mediów boryka się z niepewnością co do przyszłości i problemami finansowymi. Organizacje międzynarodowe, w szczególności Fundusz Nadzwyczajny, utworzony przez Europejską i Międzynarodową Federację Dziennikarzy, a także związki i stowarzyszenia dziennikarzy krajów europejskich, w najbardziej krytycznym okresie wspierały ukraińskich kolegów. Wraz z partnerami międzynarodowymi Narodowy Związek Dziennikarzy Ukrainy (NUJU) pomógł ponad 4500 dziennikarzom i przywrócił wydawanie 32 gazet…”
Przemysław Babiarz wraca do komentowania igrzysk olimpijskich w Paryżu. Dyrektor generalny TVP w likwidacji Tomasz Sygut odwołał zawieszenie dziennikarza.
Władze TVP w likwidacji odsunęły red. Przemysława Babiarza od relacjonowania Igrzysk Olimpijskich i zawiesiły w pracy za jego słowa o piosence „Imagine” Johna Lennona, którą można było usłyszeć podczas ceremonii otwarcia IO w Paryżu. „Świat bez nieba, narodów, religii i to jest wizja tego pokoju, który wszystkich ma ogarnąć. To jest wizja komunizmu, niestety” – stwierdził dziennikarz.
Protest przeciwko tej skandalicznej decyzji TVP od razu wystosował Zarząd Główny Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich TUTAJ.
Później w obronie dziennikarza wystąpili sportowcy oraz jego koleżanki i koledzy z TVP Sport. Interweniował również Rzecznik Praw Obywatelskich Marcin Wiącek (pisaliśmy o tym TUTAJ).
Władze TVP w likwidacji w czwartek, 1 sierpnia postanowiły odwołać zwieszenie red. Babiarza.
„Dziś w Warszawie odbyło się spotkanie dyrektora generalnego Telewizji Polskiej Tomasza Syguta oraz dyrektora TVP Sport Jakuba Kwiatkowskiego z Przemysławem Babiarzem. W wyniku przeprowadzonych rozmów, na wniosek dyrektora TVP Sport, Tomasz Sygut cofnął zawieszenie komentatora w relacjonowaniu Igrzysk Olimpijskich w Paryżu” – poinformowała TVP w komunikacie.
Dalej napisano: „Strony wspólnie ustaliły, że fundamentalną regułą obiektywizmu i etyki dziennikarskiej jest oddzielenie informacji od subiektywnego komentarza. Obowiązuje to każdego reportera, prezentera czy komentatora”.
Powrót Przemysława Babiarza do relacjonowania igrzysk w Paryżu ma nastąpić w piątek przy okazji transmisji zawodów lekkoatletycznych.
Ostrożność wobec Niemców jest wbudowana polskie DNA, tak samo jak ostrożność wobec Rosjan. Chyba nikt rozumny nie postawi zarzutu, że bezpodstawnie. A jednak tak z kilkanaście lat temu byłem skłonny uznać „przywództwo Niemiec, które rozliczyły się ze swojej mrocznej przeszłości”. O jakże byłem naiwny.
Pierwsze wątpliwości zasiali we mnie koledzy blogerzy na Salonie24, ale na pewno bym to sobie jakoś zracjonalizował, gdyby nie to, że bodaj w 2012 roku Salon24 wysłał mnie do Niemiec na spotkanie polskich i niemieckich ludzi mediów w Schwerinie. To co tam zobaczyłem wywołało we mnie dysonans poznawczy, który stał się podwaliną zmiany opinii na temat Niemiec i stosunków polsko-niemieckich.
Pełzający „Polacy”
Zobaczyłem tam „Polaków”, urzędników Tuska, którzy w kuluarach żenująco płaszczyli się przed Niemcami. I trzeba przy tym podkreślić, że Niemcy zachowywali się dość normalnie, to „Polacy” z jakichś niezrozumiałych powodów pełzali u ich stóp. Zobaczyłem tam jak podczas jednej z prelekcji jakiś Niemiec opowiedział jakiś paskudny dowcip o Polakach, a urzędnicy Tuska zamiast opuścić salę czy choćby zaprotestować śmiali się do rozpuku jakby był rzeczywiście zabawny. Zobaczyłem tam projekcję filmu dokumentalnego o „kiełkującej autonomii Śląska”, ociekającego taką hipokryzją i podszyty taką żądzą w niemieckich oczach, że z zażenowania rozbolały mnie zęby. Ktoś powie, że to moje subiektywne odczucia i będzie miał sporo racji, warto jednak pamiętać, że były to odczucia kogoś, kto do zbliżenia polsko-niemieckiego był w sumie nastawiony całkiem pozytywnie.
Tak więc ilustrację antyniemieckich tez, które wydawały mi się całkiem szurskie, mogłem sobie zobaczyć na własne oczy. I w powyższym świetle nagle dotarło do mnie, że wcale nie jest tak nieprawdopodobne, że Niemcy kupili i wychowali sobie elity w Polsce, które ukrywają przed nami rzeczywisty kształt stosunków polsko-niemieckich. Że Niemcy nie „zapomnieli” o „swoim” Śląsku i że mają wobec nas raczej dość mało sympatyczne plany.
Polacy „nie mają prawa”
W związku z tym, że zacząłem pracować w mediach, trafiało do mnie coraz więcej informacji na temat tego jak w istocie wyglądają dziś Niemcy i ich mityczne „rozliczenie z przeszłością”. Dotarło do mnie, że współczesne państwo niemieckie zostało w dużym stopniu zbudowane na nazistach na różnych poziomach jego istnienia i za pozwoleniem Amerykanów, którzy po wojnie potrzebowali Niemiec do powstrzymywania Związku Radzieckiego. I, że nie jest takie pewne, szczególnie wobec kierunku w jakim Niemcy dziś zmierzają, że to RFN wchłonął NRD, czy raczej odwrotnie. Mógłbym długo pisać, ile dowiedziałem się z tekstów dr Rafała Brzeskiego na temat potwierdzonej przez niemiecki Trybunał Konstytucyjny ciągłości prawnej Trzeciej Rzeszy w obecnych Niemczech (i to w granicach przedwojennych), ale że jest to raczej krótka forma, odwołam tylko do Tysol.pl, gdzie je publikowaliśmy.
Tak naprawdę jednak kolejnym największym dysonansem poznawczym było zachowanie Niemiec, a szczególnie niemieckich mediów po tym jak Prawo i Sprawiedliwość wygrało wybory w 2015 roku. To było naprawdę odrażające, ten potok kłamstw, obelg, porównywania polityków do psów, a Polski do „kupy”. Okazało się, że demokracja demokracją, ale Polacy nie mają prawa wybrać sobie do rządzenia kogo chcą, bo sąsiedzi mają taką ambicję, żeby ich w związku z ich wyborami karać. W 2015 roku byłem już w dużym stopniu pozbawiony złudzeń, ale to zachowanie Berlina mnie swoją skalą i głębokością bardzo zaskoczyło. I utwierdziło w przekonaniu, że Niemcy w swoim obecnym kształcie nie są państwem wrogim wobec PiS, są państwem wrogim wobec Polski w każdej jej możliwie suwerennej formie.
Niemcy „odzyskują Polskę”
No i wreszcie wygrana Koalicji 13 grudnia w wyborach. Nie Tuska. Tusk nie wygrał tamtych wyborów, tamte wybory wygrał PiS, a Tusk uzyskał władzę, bo znowu jakichś frajerów udało się przekonać do jakiejś „trzeciej drogi” (tak, ma być z małej litery). W każdym razie cmokaniu nie było końca. Niemcy wpadli w ekstazę. No i rzeczywiście, każdy dzień rządów tego w moim przekonaniu niemieckiego gubernatora, przekonuje o tym, że nie rządzi w interesie Polaków, tylko Niemców. W kilka miesięcy dobrze prosperujące państwo z ambicjami udało mu się zamienić w pozbawiony prawnej stabilności bantustan, z którego uciekają inwestorzy. Zlikwidował bądź usiłuje zlikwidować każdą przewagę konkurencyjną jaką Polska mogłaby mieć nad Niemcami. Listę znacie.
A mimo to Niemcy nie są zadowoleni – „Zakładano, że stosunki niemiecko-polskie zyskają nowy początek. Między innymi dlatego, że Tuska tradycyjnie uważa się za przyjaznego Niemcom. Jednak ponad pół roku po objęciu urzędu Tuska widać, że do wielkiego przełomu nie doszło. Gesty pojednania czy partnerstwa? Nic. Nowe, wspólne projekty inwestycyjne, zbrojeniowe czy inicjatywy polityczne w Europie? Nic takiego” – pisze w Die Welt znany ze swojej złośliwej stronniczości w przedstawianiu polskich spraw niemiecki korespondent w Warszawie Philipp Fritz, który martwi się, że Donald Tusk ma związane ręce, bo „Wizerunek Niemiec w Polsce uległ radykalnemu pogorszeniu”. No jak to się stało? Przecież koledzy z Gazety Wyborczej zapewniali, że „wystarczy odsunąć zły PiS od władzy”.
Ano tak Panie Fritz. Bo jednak, mam wrażenie, że większość Polaków to nie te tuskowe „elity”, które sobie kupiliście i wychowaliście. Nie tylko nie pełzają odruchowo przez Niemcami, ale jeszcze uważają, że mają prawo do własnych ambicji nie tylko osobistych, ale również zbiorowych, również jako naród. I w swojej zagrodzie mogą się nawet między sobą kłócić, ale nie lubią, kiedy jakiś sąsiad mówi im co mają robić. Bardzo nie lubią. Nawet jeśli ten sąsiad z poczuciem wyższości usiłuje ich kosztem zrealizować mniej czy bardziej zakamuflowaną ideę kolonialną.
Mówiłem Wam to niedługo po zeszłorocznych wyborach, oczywiście słuchanie takich jak ja jest poniżej Waszej godności, ale być może teraz sami widzicie, że choć wydawało Wam się, że 13 grudnia 2023 roku „odzyskaliście Polskę”, to w istocie ostatecznie raczej „straciliście Polaków”
1 sierpnia tego roku mija 80 lat od wybuchu Powstania Warszawskiego. To wielka i tragiczna rocznica. Historycy spierają się od lat o sens, potrzebę i skutki Powstania. Jednak rocznica nie jest najlepszą datą do podejmowania dyskusji i rozsupływania wątpliwości.
Jest faktem bezspornym, że zryw powstańczy ludności Warszawy w sierpniu 1944 roku jest w naszej historii jednym z najważniejszych wydarzeń. I jednym z najbardziej tragicznych. Dlatego pamięć o bohaterach walki i cywilnych ofiarach musi być stała, nieprzemijająca. I to jest, nas współczesnych, wielki obowiązek, bez jakichkolwiek wątpliwości.
Nie tylko w Warszawie
Mogiły uczestników Powstania rozsiane są po całej Polsce. Ja, w mojej rodzinnej Łodzi, odwiedzając cmentarze natykam się na liczne groby powstańców. Nie wiem, czy leżą w tych mogiłach rodowici łodzianie, czy też warszawiacy, których powojenne losy rzuciły do Łodzi.
Wzrusza mnie, że na grobach uczestników Powstania co roku znajduję szarfy, przypominające o ich zasługach i odwadze. Te szarfy zawieszają organizacje patriotyczne – i dzięki im za to. Myślę jednak, że każdego 1 sierpnia powinny się w wielu miastach odbywać uroczystości poświęcone Powstaniu i powstańcom. Nie tylko dlatego, że na miejskich cmentarzach wielu miast spoczywają bohaterowie tamtych walk. Ale głównie dlatego, że Powstanie, pamięć o nim jest sprawą nas wszystkich, nie tylko warszawiaków.
Wychowanie
Znałem wielu powstańców i żaden z nich nie narzekał, nie biadolił nad własnym losem. To byli inni, niż my, ludzie. Byli twardzi, poważni i nie mieli cienia wątpliwości, że zrobili dobrze.
Polska międzywojenna nie była rajem, miała swoje okropne grzechy, to fakt. Ale tych „przedwojennych” łączył szacunek dla własnego kraju. I wynikające z niego najprostsze poczucie obowiązku. A była nim konieczność walki za kraj.
Wielką zasługą tej międzywojennej Polski było patriotyczne wychowanie młodzieży. Ci ówcześni młodzi mieli swoje polityczne poglądy, sympatyzowali z różnymi partiami, ale w chwilach próby – jak się okazało – łączyła ich Polska. Była dobrem najwyższym i niekwestionowanym. Była ponad codzienną walką polityczną, ponad swarami i sporami.
Wtedy nikt nie nawoływał do szacunku dla munduru, bo ten szacunek był oczywistością. Żołnierz w międzywojennej Polsce miał szacunek i cieszył się uznaniem. To był jeden z głównych elementów patriotycznego wychowania.
Władysław Broniewski, obywatel komunizujący, ale przecież nie komunista, bo legionista, uczestnik wojny polsko-rosyjskiej, żołnierz II wojny światowej wyraził najświętszą prawdę o tamtych pokoleniach, gdy pisał:
Są w ojczyźnie rachunki krzywd,
obca dłoń ich też nie przekreśli,
ale krwi nie odmówi nikt:
wysączymy ją z piersi i z pieśni.
Czy jesteśmy gorsi
Oczywiście my „dzisiejsi” jesteśmy gorsi o naszych dziadków i ojców. Dzisiaj zajadłość polityków, wszystkich partii i frakcji, jest tak ogromna, a cele o jakie walczą na śmierć i życie są tak malutkie i śmieszne, że mówienie dzisiaj o patriotyzmie wydaje się donkiszoterią. Jakimś aberracyjnym wariactwem i mysim popiskiwaniem.
Dzisiaj mamy odwrócenie piramidy wartości, bo najważniejsze jest to co nieistotne, co jest drobiazgiem i co nie pozostawi w historii nawet marnego odcisku na piasku. Mam wrażenie, że większość moich współczesnych bierze bibelociki za kredens na którym je ułożono, fundamenty za kurka na dachu, bełkoty polityczne za programy dla kraju.
Demontaż polskości
Coraz częściej reżyserzy (jak w „Zielonej granicy” Agnieszka Holland) okpiwają nie tylko polską armię, ale też podważają w ogóle potrzebę istnienia Polski. Oczywiście w historii naszej kultury najokrutniej smagał rodaków Słowacki. Ale miał do tego prawo, bo – jak pisał – gryzę sercem. Swoje wątpliwości miał też Gombrowicz. Ale oni nigdy nie podważali fundamentów polskości. Poza tym – co wolno wojewodzie…
Są wśród nas tacy, którym śni się świat bez narodów i społeczeństwo świata mówiące jednym językiem. Piękna to utopia, ale w realnie istniejącym świecie jest groźna i złowieszcza, bo demobilizująca.
Przeprowadzono ostatnio badania z pytaniem: „Czy wziąłbyś udział w wojnie?” I oto ponad 60 procent respondentów odpowiedziało, że nie. To nie są dobre prognozy na przyszłość. To jest widomy znak, że jest z nami niedobrze. Najwyższa już pora, żeby członkowie naszych politycznych elit walnęli się w swoje głowy. Może taki wstrząs uświadomiłby im, że nie jest najważniejsze czy Pipsztycki zamiast Dziubasa będzie w Sejmie. Patriotą trzeba być na co dzień – w pracy i traktowaniu innych współobywateli. Inaczej, jak pisał Tadeusz Borowski „Zostanie po nas złom żelazny i głuchy, drwiący śmiech pokoleń.”
Nadzieja
Wielką naszą nadzieją jest nasze poczucie humoru. I nie damy się ogłupić „nowocześniakom”. Opowiadał mi ostatnio znajomy, że podczas stowarzyszeniowego spotkania górników, w jakimś uroczym pałacyku, na tarasie, gdy panowie popijali wódkę (było już po oficjalnym zebraniu) podeszła do nich nieznajoma pani, przysiadła się i powiedziała:
– Ja już nie wiem co robić, gdzie uciekać jak będzie wojna? Nie wiem czy do Szwajcarii czy do Włoch?
– Najlepiej do Argentyny, tam już jest pełno hitlerowców – odpowiedział jeden z uczestników spotkania.
Jolanta Hajdasz, dyrektor Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP i wiceprezes SDP, skomentowała dla portalu wPolityce.pl skandaliczną decyzję Telewizji Polskiej w likwidacji o zawieszeniu red. Przemysława Babiarza.
Władze TVP w likwidacji odsunęły red. Przemysława Babiarza od relacjonowania Igrzysk Olimpijskich i zawiesiły w pracy za jego słowa o piosence „Imagine” Johna Lennona, którą można było usłyszeć podczas ceremonii otwarcia IO w Paryżu. „Świat bez nieba, narodów, religii i to jest wizja tego pokoju, który wszystkich ma ogarnąć. To jest wizja komunizmu, niestety” – stwierdził dziennikarz.
„Decyzja o zawieszeniu tak doświadczonego i cenionego komentatora sportowego, jakim jest Przemysław Babiarz za wypowiedzenie słów, które mają oparcie w faktach, jest skandaliczna i jest naruszeniem absolutnym zasady wolności słowa i niezależności dziennikarskiej” — powiedziała w rozmowie z portalem wPolityce.pl dr Jolanta Hajdasz, dyrektor Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP.
Całą rozmowę można przeczytać na portalu wPolityce.pl TUTAJ.
Protest ZG Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich przeciwko decyzji władz TVP w likwidacji o zawieszeniu red. Przemysława Babiarza TUTAJ.