WOŁODYMYR SYDORENKO: Związek dziennikarzy walczących…

Narodowy Związek Dziennikarzy Ukrainy (NUJU) to stowarzyszenie, które od ponad dwóch i pół roku walczy o swój kraj. Od początku rosyjskiej agresji na Ukrainę zginęło już ponad 75 dziennikarzy. Ponad 80 redakcji gazet, agencji informacyjnych, rozgłośni radiowych i stacji telewizyjnych przerwało działalność. Pracę straciło około 200 pracowników mediów. Ale na terenach okupowanych udało się już wznowić wydawanie 32 gazet lokalnych…

Oleksij Pasiuga, redaktor naczelny gazety „Worskla”, spędza trzy dni w tygodniu w mieście Wełyka Pysariwka w obwodzie sumskim i osobiście dostarcza czytelnikom każdy nowy numer gazety. „Dostarczamy gazetę czytelnikom, zbieramy materiały do nowych publikacji. I na pewno udamy się do redakcji, żeby uprzątnąć kolejną partię potłuczonego szkła i innych śmieci, które powstały w wyniku regularnych rosyjskich ostrzałów naszego miasta” – mówi Oleksij.

Oleksij Pasiuga, redaktor naczelny gazety „Worskla”, dostarcza pismo swoim czytelnikom i zbiera materiały do kolejnego numeru.

Gazeta „Worskla” skończyła 94 lata. Redakcja zajmowała całe drugie piętro biurowca. Teraz pomieszczenia te została praktycznie zniszczona przez rosyjskie bomby: wybite okna i drzwi, połamane meble, poważnie uszkodzony dach. „Cieszymy się tylko, że udało się ocalić archiwum naszej gazety z 1944 roku” – mówi Oleksij Pasiuga.

Według redaktora, w Wełykiej Pysariwce nie ma teraz prądu, internetu, nie działają telefony komórkowe. Wszystko w mieście zostało zniszczone – poliklinika, biblioteka, poczta, sąd, prokuratura. Pozostało tu jednak kilkudziesięciu mieszkańców i pomimo trudnych warunków redakcja w dalszym ciągu przygotowuje dla swoich czytelników nowe wydania gazety. „Mamy czytelników nie tylko w Wełykiej Pysariwce, ale także w innych miejscowościach. Wszyscy potrzebują informacji i przekonania, że ​​nie zostaliśmy zhakowani, że kraj ich nie porzucił!” – podkreśla Pasyuga.

Zniszczona przez rosyjskie bomby redakcja gazety „Worskla”.

Redakcja gazety „Obrii Iziumszczyna” ukazująca się w Iziumie pod Charkowem. zmuszona została opuścić swój lokal. „Nasza redakcja mieściła się w starym budynku z dużą salą, który przetrwał nawet podczas II wojny światowej. Jednak na początku marca 2022 r. uległ zniszczeniu – rosyjskie bomby wybiły okna i drzwi, uszkodzony został dach” – mówi redaktor naczelny Kostiantyn Grihorenko. – „W czasie okupacji miasta rosyjscy żołnierze mieszkali na naszym terenie przez pięć miesięcy. Zrabowali całą naszą własność…”

10 września 2022 roku ukazał się „Izium”, a „Obrii Iziumszczyna”, po długiej przerwie, tydzień później wydała pierwszy numer. Pierwszą edycję sfinansował rząd, drugą Narodowy Związek Dziennikarzy Ukrainy. Przez pewien czas gazeta była rozdawana mieszkańcom bezpłatnie wraz z pomocą humanitarną. W tym czasie w mieście nie było telewizji ani internetu…

W mieście Orihów w obwodzie zaporoskim budynek redakcji gazety „Trudova Slava” został doszczętnie zniszczony przez rosyjskich najeźdźców. Redaktorka Svitlana Karpenko, stojąca wśród ruin, z bólem wspomina: – „Kiedyś była tu moja praca… A teraz prawie całe miasto zostało zniszczone” – mówi Svitlana. – „Tęsknię za własnym domem, który został zniszczony, tęsknię za tym, na co przez wiele lat tutaj robiliśmy.” Pomimo bliskości Orihowa od linii frontu, Svitlana, wykazując się niesamowitym zaangażowaniem w swoją pracę, nadal dwa razy w miesiącu dostarcza mieszkańcom drukowane egzemplarze gazety.

Takich przykładów na Ukrainie jest wiele. NUJU prowadzi rejestr ataków rakietowych i bombowych na redakcje i drukarnie w Kijowie, Czernihowie, Sumach, Charkowie, Doniecku, Dniepropietrowsku, Zaporożu, Chersoniu, Mikołajowie oraz miastach w obwodach odeskim i żytomierskim.

Odpowiedzialność zawodową i ludzką odwagę wykazuje Wasyl Myrosznyk, redaktor gazety „Zorya” z miasta Złoczowa w obwodzie charkowskim, który co tydzień dostarcza swoją gazetę do osiedli w pobliżu granicy z Rosją. Ludzie chętnie czytają „Zoryę”, gdyż w obliczu braku prądu wielu z nich nie ma praktycznie innych źródeł informacji.

„Straciłem już rachubę, ile razy na redakcję padały bomby” – mówi Myrosznyk. – „Policzyłem do ośmiu i zgubiłem się. Znowu wypadła sklejka, którą wstawiliśmy w miejscu okien. Nie ma chyba sensu jej przywracać. Ale wszyscy wokół za każdym razem odnawiają ruiny i my też to robimy.”

W gminie Złoczowa często nie ma prądu, ale redakcja w dalszym ciągu pracuje na generatorze dostarczonym przez Narodowy Związek Dziennikarzy Ukrainy. „Jestem zachwycony poświęceniem mojego zespołu dla gazety!” – mówi redaktor.

Aby pomóc dziennikarzom działającym na pierwszej linii frontu, Narodowy Związek Dziennikarzy Ukrainy utworzył sześć Centrów Solidarności Dziennikarskiej Jeden z nich znajduje się w Charkowie. Koordynatorka charkowskiego Centrum, znana charkowska dziennikarka Hanna Czernienko, twierdzi, że niszczenie redakcji i drukarń przez Rosjan jest celowym aktem niszczenia kultury ukraińskiej. I tak 23 maja 2024 roku drukarnie Charków Factor Druk i Vivat zostały całkowicie zniszczone przez celowany strzał rakietowy. Zginęło tam 7 osób, 16 zostało rannych.. Niemniej jednak już po miesiącu wznowiono tam wydawanie gazet i książek.

W obwodzie charkowskim zniszczonych lub poważnie uszkodzonych zostało już ponad 200 obiektów dziedzictwa kulturowego, w tym muzeum ukraińskiego filozofa Hryhorija Skoworody. Dokonano ataku rakietowego na teatr „Postscriptum”, Charkowski Akademicki Teatr Dramatyczny, gmach, w którym mieści się redakcja publicznego radia, Uniwersytet Karazin, itp.

W zeszłym roku kilkudziesięciu fotoreporterów z Charkowa wzięło udział w projekcie UNESCO: dokumentowali skutki ataków na zabytki kultury różnego szczebla. Są to starożytne świątynie, instytucje edukacyjne, budynki mieszkalne, kompleksy pamięci itp.

Szef Narodowego Związku Dziennikarzy Ukrainy Serhij Tomilenko tłumaczy, że związek aktywnie wspiera redakcje, które ucierpiały w wyniku rosyjskich ataków, zapewniając niezbędny sprzęt i doraźną pomoc finansową. Na terenach okupowanych wznowiono wydawanie 32 gazet, a pomoc udzielono tysiącom dziennikarzy. – „Kluczowym narzędziem badania potrzeb i pomocy mediów jest sieć Centrów Solidarności Dziennikarskiej, która została założona przez NSJU wiosną 2022 roku i działa przy wsparciu Międzynarodowej Federacji Dziennikarzy (IFJ) i Europejskiej Federacji Dziennikarzy (EFJ) oraz UNESCO” – mówi Serhij Tomilenko. – „Obecnie istnieje sześć takich ośrodków – w Charkowie, Zaporożu, Dnieprze, Iwano-Frankowsku, Lwowie – Czerniowcach i w stolicy – ​​Kijowie. Wsparcie udzielane przez te ośrodki ma często kluczowe znaczenie dla przetrwania lokalnych mediów w obliczu rosyjskiej agresji. Pomimo wszystkich trudności ukraińscy dziennikarze kontynuują swoją ważną misję, wykazując się niezłomnym duchem i oddaniem zawodowi

Niedawno w Brukseli z udziałem NUJU i EFJ odbył się okrągły stół „Trwałe wsparcie ukraińskich mediów: Dlaczego to ważne podczas wojny?”

„Od ponad dwóch lat ukraińscy dziennikarze wykonują swoją pracę w ekstremalnych warunkach zagrożenia fizycznego i kryzysu gospodarczego” – stwierdził sekretarz generalny Belgijskiego Związku Dziennikarzy (AGJPB-AJP), członek Komitetu Wykonawczego EFJ , Martin Simonis. – „Często mówimy o fizycznym zagrożeniu dla dziennikarzy, ale rzadko o sytuacji gospodarczej, w jakiej obecnie znajdują się środki masowego przekazu na Ukrainie. Ukraińska branża medialna nie ma bazy finansowej do ożywienia ze względu na takie czynniki, jak brak tradycyjnych źródeł dochodów, destrukcja rynków reklamowych, migracja ludności oraz brak instytucjonalnego programu wsparcia środki masowego przekazu. Dlatego większość ukraińskich mediów boryka się z niepewnością co do przyszłości i problemami finansowymi. Organizacje międzynarodowe, w szczególności Fundusz Nadzwyczajny, utworzony przez Europejską i Międzynarodową Federację Dziennikarzy, a także związki i stowarzyszenia dziennikarzy krajów europejskich, w najbardziej krytycznym okresie wspierały ukraińskich kolegów. Wraz z partnerami międzynarodowymi Narodowy Związek Dziennikarzy Ukrainy (NUJU) pomógł ponad 4500 dziennikarzom i przywrócił wydawanie 32 gazet…”

 

Władze TVP w likwidacji cofnęły zawieszenie Przemysława Babiarza. Będzie komentował igrzyska w Paryżu

Przemysław Babiarz wraca do komentowania igrzysk olimpijskich w Paryżu. Dyrektor generalny TVP w likwidacji Tomasz Sygut odwołał zawieszenie dziennikarza.

Władze TVP w likwidacji odsunęły red. Przemysława Babiarza od relacjonowania Igrzysk Olimpijskich i zawiesiły w pracy za jego słowa o piosence „Imagine” Johna Lennona, którą można było usłyszeć podczas ceremonii otwarcia IO w Paryżu. „Świat bez nieba, narodów, religii i to jest wizja tego pokoju, który wszystkich ma ogarnąć. To jest wizja komunizmu, niestety” – stwierdził dziennikarz.

Protest przeciwko tej skandalicznej decyzji TVP od razu wystosował Zarząd Główny Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich TUTAJ.

Później w obronie dziennikarza wystąpili sportowcy oraz jego koleżanki i koledzy z TVP Sport. Interweniował również Rzecznik Praw Obywatelskich Marcin Wiącek (pisaliśmy o tym TUTAJ).

Władze TVP w likwidacji w czwartek, 1 sierpnia postanowiły odwołać zwieszenie red. Babiarza.

„Dziś w Warszawie odbyło się spotkanie dyrektora generalnego Telewizji Polskiej Tomasza Syguta oraz dyrektora TVP Sport Jakuba Kwiatkowskiego z Przemysławem Babiarzem. W wyniku przeprowadzonych rozmów, na wniosek dyrektora TVP Sport, Tomasz Sygut cofnął zawieszenie komentatora w relacjonowaniu Igrzysk Olimpijskich w Paryżu” – poinformowała TVP w komunikacie.

Dalej napisano: „Strony wspólnie ustaliły, że fundamentalną regułą obiektywizmu i etyki dziennikarskiej jest oddzielenie informacji od subiektywnego komentarza. Obowiązuje to każdego reportera, prezentera czy komentatora”.

Powrót Przemysława Babiarza do relacjonowania igrzysk w Paryżu ma nastąpić w piątek przy okazji transmisji zawodów lekkoatletycznych.

opr. jka, źródło: TVP

CEZARY KRYSZTOPA: Niemcy myśleli, że „odzyskali Polskę”, a w istocie stracili Polaków

Ostrożność wobec Niemców jest wbudowana polskie DNA, tak samo jak ostrożność wobec Rosjan. Chyba nikt rozumny nie postawi zarzutu, że bezpodstawnie. A jednak tak z kilkanaście lat temu byłem skłonny uznać „przywództwo Niemiec, które rozliczyły się ze swojej mrocznej przeszłości”. O jakże byłem naiwny.

Pierwsze wątpliwości zasiali we mnie koledzy blogerzy na Salonie24, ale na pewno bym to sobie jakoś zracjonalizował, gdyby nie to, że bodaj w 2012 roku Salon24 wysłał mnie do Niemiec na spotkanie polskich i niemieckich ludzi mediów w Schwerinie. To co tam zobaczyłem wywołało we mnie dysonans poznawczy, który stał się podwaliną zmiany opinii na temat Niemiec i stosunków polsko-niemieckich.

Pełzający „Polacy”

Zobaczyłem tam „Polaków”, urzędników Tuska, którzy w kuluarach żenująco płaszczyli się przed Niemcami. I trzeba przy tym podkreślić, że Niemcy zachowywali się dość normalnie, to „Polacy” z jakichś niezrozumiałych powodów pełzali u ich stóp. Zobaczyłem tam jak podczas jednej z prelekcji jakiś Niemiec opowiedział jakiś paskudny dowcip o Polakach, a urzędnicy Tuska zamiast opuścić salę czy choćby zaprotestować śmiali się do rozpuku jakby był rzeczywiście zabawny. Zobaczyłem tam projekcję filmu dokumentalnego o „kiełkującej autonomii Śląska”, ociekającego taką hipokryzją i podszyty taką żądzą w niemieckich oczach, że z zażenowania rozbolały mnie zęby. Ktoś powie, że to moje subiektywne odczucia i będzie miał sporo racji, warto jednak pamiętać, że były to odczucia kogoś, kto do zbliżenia polsko-niemieckiego był w sumie nastawiony całkiem pozytywnie.

Tak więc ilustrację antyniemieckich tez, które wydawały mi się całkiem szurskie, mogłem sobie zobaczyć na własne oczy. I w powyższym świetle nagle dotarło do mnie, że wcale nie jest tak nieprawdopodobne, że Niemcy kupili i wychowali sobie elity w Polsce, które ukrywają przed nami rzeczywisty kształt stosunków polsko-niemieckich. Że Niemcy nie „zapomnieli” o „swoim” Śląsku i że mają wobec nas raczej dość mało sympatyczne plany.

Polacy „nie mają prawa”

W związku z tym, że zacząłem pracować w mediach, trafiało do mnie coraz więcej informacji na temat tego jak w istocie wyglądają dziś Niemcy i ich mityczne „rozliczenie z przeszłością”. Dotarło do mnie, że współczesne państwo niemieckie zostało w dużym stopniu zbudowane na nazistach na różnych poziomach jego istnienia i za pozwoleniem Amerykanów, którzy po wojnie potrzebowali Niemiec do powstrzymywania Związku Radzieckiego. I, że nie jest takie pewne, szczególnie wobec kierunku w jakim Niemcy dziś zmierzają, że to RFN wchłonął NRD, czy raczej odwrotnie. Mógłbym długo pisać, ile dowiedziałem się z tekstów dr Rafała Brzeskiego na temat potwierdzonej przez niemiecki Trybunał Konstytucyjny ciągłości prawnej Trzeciej Rzeszy w obecnych Niemczech (i to w granicach przedwojennych), ale że jest to raczej krótka forma, odwołam tylko do Tysol.pl, gdzie je publikowaliśmy.

Tak naprawdę jednak kolejnym największym dysonansem poznawczym było zachowanie Niemiec, a szczególnie niemieckich mediów po tym jak Prawo i Sprawiedliwość wygrało wybory w 2015 roku. To było naprawdę odrażające, ten potok kłamstw, obelg, porównywania polityków do psów, a Polski do „kupy”. Okazało się, że demokracja demokracją, ale Polacy nie mają prawa wybrać sobie do rządzenia kogo chcą, bo sąsiedzi mają taką ambicję, żeby ich w związku z ich wyborami karać. W 2015 roku byłem już w dużym stopniu pozbawiony złudzeń, ale to zachowanie Berlina mnie swoją skalą i głębokością bardzo zaskoczyło. I utwierdziło w przekonaniu, że Niemcy w swoim obecnym kształcie nie są państwem wrogim wobec PiS, są państwem wrogim wobec Polski w każdej jej możliwie suwerennej formie.

Niemcy „odzyskują Polskę”

No i wreszcie wygrana Koalicji 13 grudnia w wyborach. Nie Tuska. Tusk nie wygrał tamtych wyborów, tamte wybory wygrał PiS, a Tusk uzyskał władzę, bo znowu jakichś frajerów udało się przekonać do jakiejś „trzeciej drogi” (tak, ma być z małej litery). W każdym razie cmokaniu nie było końca. Niemcy wpadli w ekstazę. No i rzeczywiście, każdy dzień rządów tego w moim przekonaniu niemieckiego gubernatora, przekonuje o tym, że nie rządzi w interesie Polaków, tylko Niemców. W kilka miesięcy dobrze prosperujące państwo z ambicjami udało mu się zamienić w pozbawiony prawnej stabilności bantustan, z którego uciekają inwestorzy. Zlikwidował bądź usiłuje zlikwidować każdą przewagę konkurencyjną jaką Polska mogłaby mieć nad Niemcami. Listę znacie.

A mimo to Niemcy nie są zadowoleni – „Zakładano, że stosunki niemiecko-polskie zyskają nowy początek. Między innymi dlatego, że Tuska tradycyjnie uważa się za przyjaznego Niemcom. Jednak ponad pół roku po objęciu urzędu Tuska widać, że do wielkiego przełomu nie doszło. Gesty pojednania czy partnerstwa? Nic. Nowe, wspólne projekty inwestycyjne, zbrojeniowe czy inicjatywy polityczne w Europie? Nic takiego” – pisze w Die Welt znany ze swojej złośliwej stronniczości w przedstawianiu polskich spraw niemiecki korespondent w Warszawie Philipp Fritz, który martwi się, że Donald Tusk ma związane ręce, bo „Wizerunek Niemiec w Polsce uległ radykalnemu pogorszeniu”. No jak to się stało? Przecież koledzy z Gazety Wyborczej zapewniali, że „wystarczy odsunąć zły PiS od władzy”.

Ano tak Panie Fritz. Bo jednak, mam wrażenie, że większość Polaków to nie te tuskowe „elity”, które sobie kupiliście i wychowaliście. Nie tylko nie pełzają odruchowo przez Niemcami, ale jeszcze uważają, że mają prawo do własnych ambicji nie tylko osobistych, ale również zbiorowych, również jako naród. I w swojej zagrodzie mogą się nawet między sobą kłócić, ale nie lubią, kiedy jakiś sąsiad mówi im co mają robić. Bardzo nie lubią. Nawet jeśli ten sąsiad z poczuciem wyższości usiłuje ich kosztem zrealizować mniej czy bardziej zakamuflowaną ideę kolonialną.

Mówiłem Wam to niedługo po zeszłorocznych wyborach, oczywiście słuchanie takich jak ja jest poniżej Waszej godności, ale być może teraz sami widzicie, że choć wydawało Wam się, że 13 grudnia 2023 roku „odzyskaliście Polskę”, to w istocie ostatecznie raczej „straciliście Polaków”

 

Walter Altermann: POWSTANIE

1 sierpnia tego roku mija 80 lat od wybuchu Powstania Warszawskiego. To wielka i tragiczna rocznica. Historycy spierają się od lat o sens, potrzebę i skutki Powstania. Jednak rocznica nie jest najlepszą datą do podejmowania dyskusji i rozsupływania wątpliwości.

Jest faktem bezspornym, że zryw powstańczy ludności Warszawy w sierpniu 1944 roku jest w naszej historii jednym z najważniejszych wydarzeń. I jednym z najbardziej tragicznych. Dlatego pamięć o bohaterach walki i cywilnych ofiarach musi być stała, nieprzemijająca. I to jest, nas współczesnych, wielki obowiązek, bez jakichkolwiek wątpliwości.

Nie tylko w Warszawie

Mogiły uczestników Powstania rozsiane są po całej Polsce. Ja, w mojej rodzinnej Łodzi, odwiedzając cmentarze natykam się na liczne groby powstańców. Nie wiem, czy leżą w tych mogiłach rodowici łodzianie, czy też warszawiacy, których powojenne losy rzuciły do Łodzi.

Wzrusza mnie, że na grobach uczestników Powstania co roku znajduję szarfy, przypominające o ich zasługach i odwadze. Te szarfy zawieszają organizacje patriotyczne – i dzięki im za to. Myślę jednak, że każdego 1 sierpnia powinny się w wielu miastach odbywać uroczystości poświęcone Powstaniu i powstańcom. Nie tylko dlatego, że na miejskich cmentarzach wielu miast spoczywają bohaterowie tamtych walk. Ale głównie dlatego, że Powstanie, pamięć o nim jest sprawą nas wszystkich, nie tylko warszawiaków.

Wychowanie

Znałem wielu powstańców i żaden z nich nie narzekał, nie biadolił nad własnym losem. To byli inni, niż my, ludzie. Byli twardzi, poważni i nie mieli cienia wątpliwości, że zrobili dobrze.

Polska międzywojenna nie była rajem, miała swoje okropne grzechy, to fakt. Ale tych „przedwojennych” łączył szacunek dla własnego kraju. I wynikające z niego najprostsze poczucie obowiązku. A była nim konieczność walki za kraj.

Wielką zasługą tej międzywojennej Polski było patriotyczne wychowanie młodzieży. Ci ówcześni młodzi mieli swoje polityczne poglądy, sympatyzowali z różnymi partiami, ale w chwilach próby – jak się okazało – łączyła ich Polska. Była dobrem najwyższym i niekwestionowanym. Była ponad codzienną walką polityczną, ponad swarami i sporami.

Wtedy nikt nie nawoływał do szacunku dla munduru, bo ten szacunek był oczywistością. Żołnierz w międzywojennej Polsce miał szacunek i cieszył się uznaniem. To był jeden z głównych elementów patriotycznego wychowania.

Władysław Broniewski, obywatel komunizujący, ale przecież nie komunista, bo legionista, uczestnik wojny polsko-rosyjskiej, żołnierz II wojny światowej wyraził najświętszą prawdę o tamtych pokoleniach, gdy pisał:

Są w ojczyźnie rachunki krzywd,
obca dłoń ich też nie przekreśli,
ale krwi nie odmówi nikt:
wysączymy ją z piersi i z pieśni.

Czy jesteśmy gorsi

Oczywiście my „dzisiejsi” jesteśmy gorsi o naszych dziadków i ojców. Dzisiaj zajadłość polityków, wszystkich partii i frakcji, jest tak ogromna, a cele o jakie walczą na śmierć i życie są tak malutkie i śmieszne, że mówienie dzisiaj o patriotyzmie wydaje się donkiszoterią. Jakimś aberracyjnym wariactwem i mysim popiskiwaniem.

Dzisiaj mamy odwrócenie piramidy wartości, bo najważniejsze jest to co nieistotne, co jest drobiazgiem i co nie pozostawi w historii nawet marnego odcisku na piasku. Mam wrażenie, że większość moich współczesnych bierze bibelociki za kredens na którym je ułożono, fundamenty za kurka na dachu, bełkoty polityczne za programy dla kraju.

Demontaż polskości

Coraz częściej reżyserzy (jak w „Zielonej granicy” Agnieszka Holland) okpiwają nie tylko polską armię, ale też podważają w ogóle potrzebę istnienia Polski. Oczywiście w historii naszej kultury najokrutniej smagał rodaków Słowacki. Ale miał do tego prawo, bo – jak pisał – gryzę sercem. Swoje wątpliwości miał też Gombrowicz. Ale oni nigdy nie podważali fundamentów polskości. Poza tym – co wolno wojewodzie…

Są wśród nas tacy, którym śni się świat bez narodów i społeczeństwo świata mówiące jednym językiem. Piękna to utopia, ale w realnie istniejącym świecie jest groźna i złowieszcza, bo demobilizująca.

Przeprowadzono ostatnio badania z pytaniem: „Czy wziąłbyś udział w wojnie?” I oto ponad 60 procent respondentów odpowiedziało, że nie. To nie są dobre prognozy na przyszłość. To jest widomy znak, że jest z nami niedobrze. Najwyższa już pora, żeby członkowie naszych politycznych elit walnęli się w swoje głowy. Może taki wstrząs uświadomiłby im, że nie jest najważniejsze czy Pipsztycki zamiast Dziubasa będzie w Sejmie. Patriotą trzeba być na co dzień – w pracy i traktowaniu innych współobywateli. Inaczej, jak pisał Tadeusz Borowski „Zostanie po nas złom żelazny i głuchy, drwiący śmiech pokoleń.”

Nadzieja

Wielką naszą nadzieją jest nasze poczucie humoru. I nie damy się ogłupić „nowocześniakom”. Opowiadał mi ostatnio znajomy, że podczas stowarzyszeniowego spotkania górników, w jakimś uroczym pałacyku, na tarasie, gdy panowie popijali wódkę (było już po oficjalnym zebraniu) podeszła do nich nieznajoma pani, przysiadła się i powiedziała:

– Ja już nie wiem co robić, gdzie uciekać jak będzie wojna? Nie wiem czy do Szwajcarii czy do Włoch?

– Najlepiej do Argentyny, tam już jest pełno hitlerowców – odpowiedział jeden z uczestników spotkania.

 

Dyrektor Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP o zawieszeniu red. Przemysława Babiarza

Jolanta Hajdasz, dyrektor Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP i wiceprezes SDP, skomentowała dla portalu wPolityce.pl skandaliczną decyzję Telewizji Polskiej w likwidacji o zawieszeniu red. Przemysława Babiarza.

Władze TVP w likwidacji odsunęły red. Przemysława Babiarza od relacjonowania Igrzysk Olimpijskich i zawiesiły w pracy za jego słowa o piosence „Imagine” Johna Lennona, którą można było usłyszeć podczas ceremonii otwarcia IO w Paryżu. „Świat bez nieba, narodów, religii i to jest wizja tego pokoju, który wszystkich ma ogarnąć. To jest wizja komunizmu, niestety” – stwierdził dziennikarz.

„Decyzja o zawieszeniu tak doświadczonego i cenionego komentatora sportowego, jakim jest Przemysław Babiarz za wypowiedzenie słów, które mają oparcie w faktach, jest skandaliczna i jest naruszeniem absolutnym zasady wolności słowa i niezależności dziennikarskiej” — powiedziała w rozmowie z portalem wPolityce.pl dr Jolanta Hajdasz, dyrektor Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP.

Całą rozmowę można przeczytać na portalu wPolityce.pl TUTAJ.

Protest ZG Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich przeciwko decyzji władz TVP w likwidacji o zawieszeniu red. Przemysława Babiarza  TUTAJ.

Protest CMWP SDP przeciwko skazaniu dziennikarza z Magazynu Anity Gargas za zadanie pytania

Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP stanowczo protestuje przeciwko naruszeniu zasady wolności słowa demokratycznego państwa poprzez skazanie red. Mateusza Teski w trybie karnym z art. 212 kk za skierowanie pytania do rzecznika prasowego jednej z instytucji.  Jest to próba zastraszania dziennikarzy i próba wprowadzenia zakazanej przez Konstytucję RP cenzury prewencyjnej poprzez eliminowanie z przestrzeni publicznej niewygodnych dla niektórych środowisk i osób materiałów  dziennikarskich. CMWP SDP informuje, iż obejmuje tę sprawę monitoringiem i zapewnia, iż udzieli pozwanemu dziennikarzowi wsparcia oraz pomocy prawnej.

Sprawa dotyczy reportera Mateusza Teski, dziennikarza śledczego „Magazynu Anity Gargas”.  17 lipca b.r. został on  skazany przez sędzię Magdalenę Nowakowską z Sądu Okręgowego w Płocku za zwrócenie się do rzecznika prasowego instytucji  publicznej z pytaniami dotyczącymi zatrudnionej w tej instytucji byłej sędzi. Uznała ona, że pytania zadane przez dziennikarza mają charakter zniesławienia i oskarżyła Mateusza Teskę z art. 212 Kodeksu karnego.Sędzia Sądu Okręgowego w Płocku uznała że zadanie pytań dotyczących sędzi w stanie spoczynku narusza prawo i skazała dziennikarza na dwa miesiące ograniczenia wolności z obowiązkiem nieodpłatnej, kontrolowanej pracy na cele społeczne w wymiarze 40 godzin miesięcznie, a także przeprosiny i zwrot kosztów procesu.  Szczególnie bulwersujące jest w tym wypadku także to, że jak zdecydowana większość spraw z art. 212 kk, także ta sprawa toczyła się w trybie niejawnym. W ocenie CMWP SDP utajnianie takich jak opisywana  spraw wbrew woli pozwanych dziennikarzy jest przy tym naruszeniem podstawowych praw wykonywania zawodu dziennikarskiego opisanych i gwarantowanych odpowiednimi przepisami prawa , w tym Prawa prasowego. Utajnienie jest także przyczyną,  dla której nie można opisać dokładnie tej sprawy także w niniejszym Proteście CMWP SDP.

CMWP SDP zwraca uwagę, iż zgodnie z art. 10 ust. 1 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, każdy ma prawo do wolności wyrażania opinii, a prawo to obejmuje wolność posiadania poglądów oraz otrzymywania i przekazywania informacji i idei bez ingerencji władz publicznych i bez względu na granice państwowe. Artykuł 19 Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka stanowi, iż Każdy człowiek ma prawo wolności opinii i wyrażania jej; prawo to obejmuje swobodę posiadania niezależnej opinii, poszukiwania, otrzymywania i rozpowszechniania informacji i poglądów wszelkimi środkami, bez względu na granice.  Zasady te dotyczą także, a nawet przede wszystkim dziennikarzy, którzy mają prawo wykonywać swój zawód w wolny i nieskrępowany sposób, bez obawy, iż samo zadanie niewygodnego dla kogoś pytania skutkować będzie procesem karnym i zagrożeniem ograniczeniem wolności. Skazanie dziennikarza w procesie karnym za to, że za pośrednictwem rzecznika prasowego usiłuje wyjaśnić jakąś sprawę i uzyskać odpowiedź na pytania w związku z materiałem dziennikarskim , nad którym pracuje , jest skandalicznym naruszeniem zasady wolności słowa i w istocie służy jedynie tłumieniu krytyki prasowej. Skutkuje to niszczeniem wolnej debaty i godzi w jeden z fundamentów porządku prawnego Rzeczypospolitej Polskiej, jakim jest wolność słowa. W konsekwencji powoduje  to także tzw. efekt mrożący czyli służyć będzie zastraszaniu dziennikarzy, by nie podejmowali trudnych i kontrowersyjnych tematów z obawy o niebezpieczeństwo uwikłania w żmudny i kosztowny proces karny. Jest to także nie do pogodzenia z aktywnością i profesjonalizmem dziennikarzy, którzy w interesie publicznym mają prawo żądać wyjaśnień, wyświetlać kontrowersyjne sprawy, krytykować polityków i bronić w ten sposób państwa prawa (art. 2 Konstytucji RP).

CMWP SDP informuje, iż obejmuje tę sprawę monitoringiem i zapewnia, iż udzieli skazanemu  dziennikarzowi  red. Mateuszowi Teska wszelkiego wsparcia i pomocy prawnej.

 

HUBERT BEKRYCHT: Jakich prawników ma rząd, czyli śmiech słychać z kosmosu

Ludzie polecieli ponad pół wieku temu na Księżyc a nie zauważyli, że świat się zmienił. A właściwie nieustannie się zmienia. Na przykład dziennikarze poszukując prawdy, dobra i piękna tak zmienili rzeczywistość, że niektórzy z nich tropią sami siebie.

Wszystkie media głównego nurtu, szczególnie te prywatne oczarowane koalicją 13 grudnia i udające bezstronność a w istocie tropiące prawicowe „przekręty” media publiczne wpadły we własne sidła. Pokazywały oto w tym tygodniu zatrzymanie, wyjście i zachęty do ponownego zatrzymania b. wiceministra sprawiedliwości Marcina Romanowskiego posła klubu PiS (Suwerenna Polska). Wiadomo jak to „kumpel Ziobry” to trzeba go zamknąć na lata . A potem na resocjalizację do Chobielina, aby drogi tam budował, bo dużo ludzi tam przyjeżdża ze świata Polskę podziwiać.

Komplikacje w narracji

Nieoczekiwanie dla rządu Romanowski wyszedł. Dzięki wiedzy i refleksowi adwokata, ale i dlatego, że władza tak się spieszyła, iż popełniła istotne błędy w mistyfikacji. Zaczęły się zatem sabaty z udziałem tropicieli trylionów złotych, które „wyciekły” z Funduszu Sprawiedliwości pomagającym finansowo m.in. ofiarom przestępstw i beneficjentom programów resocjalizacyjnych.

FS trzeba było promować, zatem powrócono do listy mediów, które w tym pomagały, co z kolei tropił lewicowy portal OKO Press ziejący nienawiścią do PiS i do wszystkiego, co na prawo od Adriana Zandberga.

Tylko pogłos

I tu niespodzianka. Na liście mediów, którym „fundusz Ziobry” hojnie dawał miliony, oprócz wielu konserwatywnych portali, na pierwszych miejscach są Wirtualna Polska i Onet.pl – w sumie te dwie instytucje otrzymały kilkanaście milionów złotych z FS.

Prawie spadłem ze śmiechu z trampoliny do kariery, kiedy słuchałem głosów i czytałem teksty liberalnych dziennikarzy, którzy na szkolnej tarczy prymusów mają insygnia rządu Tuska, że „może ten fundusz był potrzebny”… Piękne. Świadczy to dobitnie nie o tym, że ktoś broni FS, ministra Zbigniewa Ziobry i jego kolegów z SP, ale broni po prostu siebie i swojej wiarygodności.

Kosmos hipokryzji

Wiarygodności… W przypadku wielu z tych dziennikarzy, którzy starają się przykryć fakt, że media głównego nurtu wyciągały ręce i dostawały miliony złotych od „złego ministra” Ziobry, wiarygodność brzmi jak poniższa historyjka o lądowaniu 55 lat temu Amerykanów na Księżycu. Astronauta z USA spotyka sowieckiego kosmonautę, który pyta, czy przedstawiciel Stanów Zjednoczonych ma wódkę. Amerykanin zaprzecza. Zrozpaczony kosmonauta z Kraju Rad krzycząc pyta: „To po co w ogóle lecieliście”?

 

Hubert Bekrycht – felieton m.in. z FB i X

HUBERT BEKRYCHT: Polityczka w akcji, czyli – zdaniem TVP – Vance to „amerykański Mastalerek”. Upał na ekranie

Inauguruję nową rubrykę, przepraszam, rubryczkę o zabarwieniu satyrycznym, krytycznym a nawet krytykanckim. Portale społecznościowe pełne są dobrej woli i empatii a media głównego nurtu, szczególnie publiczne a nade wszystko telewizje informacyjne ociekają czystą prawdą i broń Panie Boże, w przeciwieństwie do konserwatywnych i pluralistycznych sprzed 13 grudnia 2023 roku, nie ma tam komentarza sugerującego i manipulacji. Wszyscy pracujący tam dziennikarze, nawet ci, którzy „wysługiwali się PiS”, śpiewają do kamer, że linia Trzech Partii Tworzących Obecny Rząd Tysiąclecia jest najlepsza… Wiecie już czego nie oglądać, ale ja muszę.

Tę rubryczkę sprowokowała Bawołek, właściwie Pani Redaktor Dorota Bawołek, korespondent TVP w Brukseli, ale całkiem jeszcze niedawno pracowała w Polsacie w stolicy Belgii. W Wikipedii w wersji angielskiej, ktoś napisał (może nie wiedział,  że my w Polsce, gorzej niż red. Bawołek, ale jednak znamy jęz. angielski),  że była   prześladowana przez TVP.  Dodano, że bronili jej politycy europejscy, głównie EPP (frakcja PO i PSL), co jest o tyle dziwne, że przecież dziennikarka podkreślała, że jest apolityczna. Czort wie, dlaczego prześladowaną przez „pisowską” TVP red. Bawołek zwolnili z prywatnej telewizji Polsat. Ja nie wierzę, że taki fachowiec, jak ta dziennikarka – jak piszą o niej wraże portale – jest „niesympatyczna”, bo – tu z kolei cytat z angielskiej wersji Wikipedii –  „polski dziennikarz TVP próbował przeszkodzić Bawołek w wywiadzie z Tuskiem i nagrał Bawołek sprzeciwiającą się ich obecności.” Nie wierzę, aby red. Bawołek była nieprzyjemna dla kogokolwiek, to znaczy dla kogokolwiek, kogo lubi. A lubi wszystkich od polityków poprzez operatorów na brukselskich kotach skończywszy.

Zresztą obserwowałem w Brukseli młodą dziennikarkę Dorotę Bawołek ,w pierwszym roku jej pracy dla Polsatu, jesienią 2008 roku. To nieprawda, że z wyższością potraktowała swoją koleżankę, która po kilkunastu latach pracy w ogólnopolskich mediach, przeszła właśnie do Polsat News. Po prostu red. Bawołek tak była przejęta rozmówcą, eurodeputowanym PO – EPP, że na pewno nie poznała koleżanki z redakcji. Zresztą mogła być także przejęta kilkanaście lat później i nie zrozumiała, że TVP nie chce przerywać wywiadu Polsatu z ówczesnym liderem polskiej opozycji Donaldem Tuskiem, a tylko o coś zapytać. Dziennikarze bywają zazdrośni o rozmówców, ale przecież bez przesady. Summa summarum, zły Polsat (teraz już dobry) zrezygnował z usług Bawołek a rok później teraz już dobra TVP (rok temu zła) przyjęła gwiazdę brukselskiego dziennikarstwa przytulając do swego łona i zatrudniając na stanowisku korespondentki.

Polityczka w Brukselce

Ile to się człowiek musi napisać, aby się popisać wiedzą. A chodzi mi po prostu o to, że red. Bawołek miała tzw. reporterskie wejście z Brukseli w TVP Info. A Było to 16 lipca roku Pańskiego 2024, przed godziną 16.00.

Z wypiekami na twarzy owa mistrzyni brukselskich niuansów snuła opowieść o pani Robercie Metsoli, którą ponownie wybrano na stanowisko przewodniczącej Parlamentu Europejskiego. O Metsoli red. Bawołek mówiła „polityczka”. Nie mam nic do tzw. feminatywów, o ile mądre, a większość tych wyrażeń mądra nie jest. Otóż ja się uśmiałem z powodu tej „polityczki”, bo red. Dorota tak pięknie, z godnością popisywała się poprawnością polityczną wymawiając z nienaganną dykcją, podobną prezenterom „Pytania na śniadanie” w TVP, słowo „polityczka”, jakby od tej artykulacji miałyby zależeć: nie tylko przyszłość pani Metsoli, pani red. Bawołek, kochanej naszej jedynej Unii Europejskiej, ale całego świata. Uff…

Tymczasem, dla mnie do końca życia, a mam 55 wiosen, „polityczka” pozostanie małą polityką a nie przewodniczącą PE. Oczywiście w TVP teraz o małej polityce nie mówią, teraz tylko duża POLITYKA, byle robili ją rządowi politycy.

Aha, prowadząca (przepraszam nie znam jeszcze wszystkich nowych neodziennikarek w TVP) jakoś tak poprowadziła narrację, że jasne stało się, że obie panie przestrzegały przed partiami politycznymi o prawicowym charakterze, programie, czy choćby nazwie mieszając wesoło doktryny polityczne z ogólnym znaczeniem nazw ugrupowań.

Jak zawieje Trump, czyli amerykański Mastalerek

Po tych językowych łamańcach ubarwionych skomplikowanym życiorysem heroiny polskiego dziennikarstwa, na ekranie i antenie TVP Info pojawił się mój dobry znajomy, Artur Kasprzycki reprezentujący teraz, jak się dowiedziałem, Redakcję Międzynarodową TVP. „O kurczę” – pomyślałem… „Może to nie on?” – odpowiedziało pytając z nadzieją echo w mojej głowie. Dlaczego tak echo w mojej czaszce się zdziwiło? Otóż, całkiem jeszcze niedawno, Artur pracował w ośrodku TVP Łódź, którego miałem przyjemność i zaszczyt (teraz to nie ironia!) być dyrektorem – redaktorem naczelnym przez prawie trzy lata (2016 – 2018). Oczywiście byłem jak najbardziej „pisowskim” szefem, bo już teraz przecież nie napiszę, że mam konserwatywne poglądy, których zresztą nigdy nie ukrywałem, bo nikt w ten konserwatyzm nie uwierzy. Miliony dziennikarzy w naszym kraju orzekły, że ja i mnie podobni byliśmy „pisowcami” to nie będę się z tym autorytetami kłócił.

Ale, ale, wracając do redaktora Artura. Znałem młodego człowieka, jako dobrego reportera telewizji publicznej, który robił wiele dobrych relacji, od miejskich, poprzez polityczne, aż na interesujących opowieściach o muzyce, a wierzcie mi, to akurat niełatwo zrobić.

Jeszcze niedawno, no w ub. roku, kiedy TVP była „pisowska” a teraz z 80 proc. tych samych dziennikarzy jest już dobra „europejska” i „demokratyczna”, Artur przyjeżdżał pod mój blok, aby nagrać mniej lub bardziej udane wypowiedzi sekretarza generalnego Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich Huberta Bekrychta, czyli „kubły nieczystości”, które w końcu doprowadziły, chyba, do mojego dyscyplinarnego zwolnienia z Polskiej Agencji Prasowej, ale o tym sza, sza… Mogę tylko ujawnić, że 94 proc. „powodów” dyscyplinarki, jaką zafundowali mi (określenie nieadekwatne, bo raczej pieniędzy pozbawili) neoszefowie i neokierownicy PAP, uznano za bezzasadne, tzn. uznała bardzo zacna i rządowa instytucja. Tyle tajemnic, a to się dziewczyny i chłopaki zdziwią…

Co ja dziś z tymi dygresjami? Otóż, red. Kasprzycki zasiadł za redakcyjnym biurkiem i wraz z panią prowadzącą tworzyli opowieść o wyborach w USA i niedawnym zamachu na 45. Prezydenta Stanów Zjednoczonych Donalda Trumpa.

Coś tam Artur wspomniał o kandydacie na wiceprezydenta z Partii Republikańskiej. Istotnie,  J. D. Vance nie jest tytanem dyplomacji i plecie głupoty o Ukrainie. Powtarza, że nie wiadomo, co USA będą miały z 200 mld. dolarów pomocy zbrojeniowej przekazanej Kijowowi. Ot jeszcze jeden polityk z Ohio. I nagle red. prowadząca mówi [edit, wcześniej przypisałem to red. Kasprzyckiemu – przepraszam], że senator Vance to taki „amerykański Marcin Mastalerek”, czyli doradca prezydenta RP Andrzeja Dudy a w ogóle i tak wszystko będzie zależało od Trumpa, bo Vance będzie tylko wiceprezydentem.

„Wiele wskazuje na to, że Trump gra tak, jak wiatr zawieje” – powiedział Artur. Szkoda mi Artura, bo może, jako dziennikarz redakcji międzynarodowej TVP będzie świetnym komentatorem, ale jeszcze nie teraz. Zatem, bez sensu podlizywać się nowej władzy, raczej radziłbym Arturowi więcej tematów dotyczącej polityki albo polityczki europejskiej. Łatwiejsze.

 

Hubert Bekrycht – felieton publikowany na FB i X autora

 

 

 

 

Wygrana! Sąd Okręgowy w Warszawie potępił dyskryminowanie TV Republika przez ministra kultury

Sąd Okręgowy w Warszawie orzekł, iż minister kultury i dziedzictwa narodowego dopuścił się naruszenia prawa blokując Telewizji Republika dostęp do informacji publicznych. Sprawa dotyczy odmawiania stacji udziału w konferencjach prasowych organizowanych przez resort kultury na początku tego roku. W okresie łamania prawa funkcję ministra kultury pełnił ppłk Bartłomiej Sienkiewicz. Sprawa odbyła się z powództwa TV Republika, stacja miała wsparcie CMWP SDP. 

Sąd Okręgowy w Warszawie jednoznacznie uznał, iż „powódce [tj. Telewizji Republika – przyp. red.] przysługiwało prawo dostępu do informacji, które zostało jej odebrane na skutek arbitralnej decyzji pozwanego”. W okresie powyższego łamania prawa funkcję ministra kultury pełnił ppłk Bartłomiej Sienkiewicz.

Na pierwszej oficjalnej konferencji zorganizowanej 15 lutego br. przez władze MKiDN – na którą również nie wpuszczono przedstawicieli TV Republika – Bartłomiej Sienkiewicz tak tłumaczył swoje działania: „Telewizja Republika, w czasie kiedy posłowie PiS-u i dawne władze telewizji publicznej siłowo zajmowały gmachy należące do telewizji publicznej, Telewizja Republika korzystała ze sprzętu, z pomieszczeń, ze studiów, a także ze znaków towarowych – nielegalnie – telewizji publicznej. W tej sprawie są wystosowane przedsądowe roszczenia. I co tu dużo mówić? Póki nie będę miał pewności, że ta instytucja to jest instytucja dziennikarska, a nie instytucja złodziei, nie widzę żadnego powodu, żeby zapraszać tych przedstawicieli na moje konferencje. Sprawa się wyjaśni sądownie, będziemy mieć jasność i wtedy zapraszam. Ale póki się nie wyjaśni, to ja nie wiem czy mam do czynienia z przeciwnikiem procesowym, czy z dziennikarzem, czy z instytucją tego typu”.

Uzasadniając nieudzielanie medium akredytacji, minister kultury zarzucił stacji także mowę nienawiści, która – w jego ocenie – jest stały elementem jej przekazu.

Sprawą zainteresował się Rzecznik Praw Obywatelskich i poprosił ministra kultury o złożenie wyjaśnień. W odpowiedzi otrzymał informację, iż blokowanie TV Republika możliwości udziału w konferencjach prasowych jest formą sprzeciwu „wobec nieustającego łamania prawa przez tę stację telewizyjną”. Sędzia nie przychyliła się do tej argumentacji, twierdząc, iż „nie ulega wątpliwości, że strona powodowa nie przedstawiła żadnych dowodów, które w jakikolwiek sposób miałyby honorować bezprawne działania strony pozwanej”. Jednocześnie przypomniała, że „wolność słowa i wolność mediów są fundamentalnymi wartościami, na jakich opiera się demokratyczne społeczeństwo”. O zasadach tych traktuje również Europejska Konwencja Praw Człowieka. W opracowaniu dotyczącym dziennikarstwa znajduje się ustęp na temat wolności informowania – tzn. media mają prawo do gromadzenia i rozpowszechnienia informacji; oraz wolności krytyki – dziennikarze mają prawo do krytykowania działań osób pełniących funkcje publiczne.

Centrum Monitoringu Wolności Prasy Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich od lat konsekwentnie stoi na straży przestrzegania tych praw. Dlatego też w styczniu oraz w lutym br. dr Jolanta Hajdasz, dyrektor CMWP SDP, wystosowała oficjalne protesty „przeciwko naruszaniu zasady pluralizmu i wolności słowa demokratycznego państwa przez ministra i urzędników ministerstwa kultury i dziedzictwa narodowego”.

 

Pełna treść protestów tutaj:

Protest CMWP SDP przeciwko niewpuszczeniu TV Republika na konferencję prasową ministra kultury i dziedzictwa narodowego 15.02.24

oraz poniżej:

Protest CMWP SDP przeciwko niewpuszczeniu ekipy TV Republika na konferencję ministra Bartłomieja Sienkiewicza

 

Sprawa zbulwersowała również Krajową Radę Radiofonii i Telewizji, która w przededniu ogłoszenia wyroku opublikowała swoje stanowisko, wyrażając sprzeciw wobec łamania prawa przez władze administracji publicznej: „KRRiT domaga się równego traktowania wszystkich dziennikarzy i równego dostępu do informacji publicznej, który umożliwi odbiorcom wszystkich mediów zapoznanie się z działaniami organów władzy państwowej”.

Pełna wersja tekstu jest dostępna tutaj: https://www.gov.pl/web/krrit/stanowisko-krajowej-rady-radiofonii-i-telewizji-z-2-lipca-2024-r-w-sprawie-rownego-dostepu-do-informacji-publicznej

W przypadku dziennikarstwa i mediów szczególnie istotne jest zagwarantowanie ochrony wolności słowa i ochrony przed cenzurą – stanowi to bowiem istotny element kontroli społecznej. Dlatego też przychylna stacji telewizyjnej decyzja sądu ma bardzo ważne znaczenie dla zabezpieczenia tej wolności mediom. Niedopuszczenie do udziału w konferencji prasowej uniemożliwia dziennikarzom zadawanie pytań w sprawach istotnych z punktu widzenia opinii publicznej, dlatego – w ocenie sądu – zostało uznane za naruszenie wolności, wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji.

Tomasz Sakiewicz, komentując wyrok, stwierdził: „Sąd przyznał, że wyrzucanie dziennikarzy, niezapraszanie na konferencje prasowe jest sprzeczne z interesem publicznym, sprzeczne z polskim prawem, ale też – co podkreślił sąd – sprzeczne z konwencjami międzynarodowymi. Jest to radykalne ograniczenie dostępu do informacji. Ta decyzja sądu, choć dotyczy ministerstwa kultury, ma dużo szerszy zakres, bo przecież tego typu działania są wobec Telewizji Republika podejmowane np. przez kancelarię premiera Tuska. Dlatego mam nadzieję – chociaż w Polsce nie ma prawa precedensowego – że będzie stanowiło to ostrzeżenie, iż nie wolno w taki sposób postępować, nie wolno nie dopuszczać dziennikarzy, bo nie dopuszczając dziennikarzy, nie dopuszcza się części opinii publicznej, którą oni reprezentują”. Zdaniem redaktora naczelnego Telewizji Republika w ślad za łamaniem prawa przez urzędy powinna iść odpowiedzialność urzędników. „I właśnie o taką odpowiedzialność będziemy się upominać” – dodał Sakiewicz.

Do decyzji sądu odniósł się także pełnomocnik w sprawie mec. Andrzej Lew-Mirski: „Wydaje mi się, że to jest wielka nauka dla tych, którzy postępują w podobny sposób – a trzeba zauważyć, że takie przykłady się mnożą. Dzieje się tak dlatego, że Telewizja Republika jest po prostu niewygodna”.

Sąd zobowiązał powoda, czyli Skarb Państwa reprezentowany przez Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego, do usunięcia skutków naruszenia dóbr osobistych powódki, czyli Telewizji Republika, poprzez złożenie pisemnego oświadczenia następującej treści: „Ja, Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego, przepraszam Telewizję Republika S.A. za to, że wielokrotnie odmawiałem Telewizji Republika S.A. udziału w konferencjach prasowych zwołanych przez Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Działania te naruszyły dobra osobiste Telewizji Republika S.A. w postaci dostępu do informacji. Niniejsze oświadczenie składam w wyniku procesu sądowego wytoczonego przez Telewizję Republika S.A. Jednocześnie wyrażam zgodę na publikację niniejszego oświadczenia przez Telewizję Republika S.A. w dowolnym czasie, miejscu i formie. Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego”.

Obecnie funkcję ministra kultury pełni Hanna Wróblewska. W czerwcu ppłk Sienkiewicz uzyskał mandat w wyborach do Parlamentu Europejskiego.Wyrok jest nieprawomocny. MKiDN ma siedem dni na złożenie wniosku o uzasadnienie. Po jego otrzymaniu ma dwa tygodnie na złożenie apelacji w sądzie II instancji.

tekst i zdjęcia : A.M. Szczepaniak

Resort kultury ma przeprosić TV Republika za niewpuszczenie dziennikarzy stacji na konferencję ministra

Sąd Okręgowy w Warszawie uznał, że niewpuszczenie dziennikarzy Telewizji Republika na konferencję prasową ministra kultury i dziedzictwa narodowego Bartłomieja Sienkiewicza było niezgodne z prawem. Resort kultury ma na piśmie przeprosić stację.    

Strona rządowa konsekwentnie utrudnia pracę dziennikarzom TV Republika i często nie wpuszcza ich na organizowane przez siebie wydarzenia. Ostatnio redaktorowi Adrianowi Boreckiemu uniemożliwiono wstęp na konferencję prasową premiera Donalda Tuska i kanclerza Niemiec Olafa Scholza. Przeciwko temu stanowczo zaprotestowało Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP TUTAJ.

W styczniu redaktor Łukasz Żmuda nie został wpuszczony na konferencję ówczesnego szefa resortu kultury Bartłomieja Sienkiewicza. Po tym zdarzeniu szefostwo TV Republika skierowała sprawę do sądu przeciwko ministrowi kultury i dziedzictwa narodowego. W środę, 3 lipca w Sądzie Okręgowym w Warszawie zapadł wyrok.

– Sąd uznał, że niewpuszczanie medium, w tym wypadku Telewizji Republika, na konferencje prasowe stanowi pozbawienie go prawa do informacji, a to prawo może z kolei stanowić dobro osobiste. W związku z tym Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego ma przeprosić Telewizję Republikę na piśmie – opowiadał o wyroku portalowi niezalezna.pl pełnomocnik stacji mec. Sławomir Sawicki.

Prawnik za najważniejsze w tej sprawie uważa stwierdzenie, że „w państwie demokratycznym organy władzy publicznej powinny realizować prawo do uzyskiwania informacji mediom, a zaniechanie tego jest naruszeniem porządku prawnego”.

Wyrok jest nieprawomocny.

opr. jka, źródło: niezalezna.pl