WALTER ALTERMANN: Rosja, Polska, Ukraina albo starcie Zachodu z Dalekim Wschodem (2); Rosja – Mongolskie dziedzictwo

Po 250 latach niewoli, Rusi Moskiewskiej udało się odzyskać wolność. Jednak Mongołowie pozostawili w mentalności Rosjan niezatarte do dzisiaj ślady. Przypatrzmy się im:

 

  1. Boskie pochodzenie władzy.

Spójrzmy na ceremoniał dworski dzisiejszej Rosji. Widzimy jak Putin wchodzi do „sali tronowej” na Kremlu. Przepraszam, jak kroczy, jak zaszczyca sobą przestrzeń. Cały ceremoniał dworski Kremla nie przypomina niczego znanego w Europie. Bo nie pochodzi z Europy. To jest kopia ceremoniału chińskiego Zamkniętego Miasta jeszcze z początków XX wieku. One są właściwie identyczne, bowiem oba stworzyli Mongołowie.

Putin nie mówi, on przemawia. Mówi tak, jakby był medium, jakby przez niego Bóg kontaktował się z ziemianami. Minę ma nieobecną, ale natchnioną. Jego publiczne spotkania z dziennikarzami nie są dialogiem. To jest akt łaski, bowiem udziela on wtedy dziennikarzom łaskawych wskazówek, napomnień, łaskawych sprostowań. Mówią, że jest kolejnym carem. Nic bardziej błędnego. On jest kolejnym Wielkim Chanem.

Władcą, który najpełniej kontynuował dziedzictwo Mongołów i który również odcisnął swe piętno na Rosji był Iwan Groźny (1530-1584). Historycy pomawiają go o szaleństwo, jednak z punktu widzenia państwa miał ogromne sukcesy, poszerzył znacznie granice – przyłączając do Rosji Chanat Kazański i Astrachański, upokorzył inflancką gałąź zakonu krzyżackiego, podjął walkę z Wielkim Księstwem Litewski, zdobył Połock. Znaczeni gorej szło mu z Polską, bo przegrywał kolejne bitwy. Iwan Groźny skutecznie zreformował struktury swego państwa: przeprowadził reformę systemu prawnego i administracji.

A jednak czas jego panowania nazywany jest w Rosji „Wielką Smutą”. Dlaczego? Reformom Iwana Groźnego sprzeciwiali się bojarowie, zawiązywali spiski i knuli przeciw carowi. Wtedy stała się rzecz niebywała w Europie. Iwan Groźny powołał „opryczninę”, swoją gwardię przyboczną. Ci ludzie z niższych warstw społecznych, przemierzali bezkresny kraj mordując bojarów, pozbawiali ich majątków i wymuszali osiedlenie się bojarów w nowych miejscach – wyznaczonych przez cara.

Oprycznicy nosili się na czarno, a u siodeł mieli przytroczone psie głowy. Nieśli z sobą pożogę, morderstwa i strach. Iwan Groźny wiedział, że nie może rządzić sam. A skoro nie mógł liczyć na bojarów, powołał nową grupę społeczną – właśnie opryczników. I sowicie ich opłacał, bo skonfiskowane ziemie bojarów, w znacznej części, przypadały oprycznikom.

  1. Ludzie carów

Również państwo Stalina oparło się na „nowych ludziach”. I dlatego Stalin powołał do życia nowe policje państwowe, jawne i tajne, okrutne i bezwzględne. Przy czym Stalin poszedł dalej niż Groźny – nie pozwalał uwierzyć ludziom ze służb, że są wieczni na swych stanowiskach, i że coś im się należy. Dlatego Związkiem Radzieckim bez przerwy wstrząsały procesy i egzekucje, ludzi, którzy jeszcze wczoraj stawali do fotografii obok Stalina. I co najważniejsze, bali się wszyscy, bo skoro do obozów trafiały nawet żony członków Komitetu Centralnego, to chłop w Wiaźmie, skromny kancelista w Moskwie mieli powody bać się.

Władimir Putin zastał państwo w stanie tragicznym. Właściwie nie funkcjonowało nic, robotnikom miesiącami nie wypłacano pensji, bywał w przedsiębiorstwach, w których pracownikom płacono w naturze – jeśli była to fabryka opon, to oponami, w fabrykach obuwia – butami.

Jednakże pojawiła się w Rosji, nieliczna, ale bardzo obrotna grupa „nowych Rosjan” jak ich nazywano. Ci ludzie  krok za krokiem przejmowali państwowy majątek, bo przecież wszystko w Związku Radzieckim było państwowe. „Nowi Rosjanie” wywodzili się, w przeważającej części, ze służb, z centralnych urzędów państwowych, z ministerstw, ze zjednoczeń przemysłu i handlu.

Z przyjściem Putina lud miał nadzieję, że położy on kres tej gigantycznej grabieży. Ale nie, Putin ich wspierał, nagradzał. Bo stali się oni jego zaufanymi ludźmi. Do tego wielkiego biznesu wprowadził tez nowych, swoich ludzi, których obdarzał niewyobrażalnie wielkimi kontraktami, własnością przedsiębiorstw i całych gałęzi przemysłu. W ten sposób Putin swoich budował klasę swoich bojarów. Wiernych, bo bez niego byliby nikim. Więcej, tylko Putin jest gwarantem ich spokoju. Przecież ci ludzie od początku prowadzili kryminalne interesy i w normalnym państwie sądy odebrałaby im majątki. Dlatego oligarchowie stoją wiernie przy Putinie.

Jak to jest, że zaledwie w dwadzieścia lat powstała w Rosji klasa właścicieli państwa, która uwłaszczyła się (właściwie to Putin ją uwłaszczył) na majątku imperium? Na Zachodzie media o nich milczą, lub też zachwycają się bogactwem nuworyszy. Zachodnie media milczą o łajdactwie nowych bojarów, bo ich państwa robią z nimi cudowne interesy.

Amerykański sen o bogactwie przy śnie o bogactwie rosyjskim to jest krótka drzemka w pociągu przy całodobowym wylegiwaniu się w pałacowym łożu.

Ci nowobogaccy Rosjanie mają tylko jeden obowiązek – stać wiernie przy Putinie. Jedynym, który poczuł się zbyt pewnie i zaczął wspierać opozycję jest Chodorkowski. I dlatego spędził kilka lat w łagrze. Jego proces i wyrok był poważnym ostrzeżeniem dla reszty bojarów Putina.

  1. Państwo jako wartość sama w sobie

Państwo dla Rosjanina jest najważniejsze. Musi być rozległe. Ludzie mogą żyć w nim ubogo, tak jakby karmić ich miała jedynie wielkość państwa. Z tej wielkości czerpią dumę dla siebie i pogardę (w najlepszym razie politowanie) dla innych ludzi, z małych państw. Państwo dla Rosjanina jest wszystkim. I to budzi przestrach. Bo kimże są ludzie Rosji poza tym?

  1. Supremacja władzy nad obywatelem

Władza u Mongołów i w dzisiejszej Rosji jest emanacją boskiej, tak jakby władca pochodził od samego Boga. Władza nie podlega żadnej krytyce. Car zawsze był dobry, to jedynie urzędnicy psuli carskie rozkazy. Car był nieomylny. To lud nie rozumiał intencji władcy, a tępi marszałkowie, ministrowie działali bezrozumnie. Władca miał nadprzyrodzone zdolności przewidywania przyszłości. Władca jest co prawda śmiertelny, ale nie umiera całkowicie. Jego duch pozostaje z podwładnymi. Nie przez przypadek w Rosji Radzieckiej balsamowano przywódców. Zupełnie tak, jakby kontynuowano pochówki antycznych władców Chin. Tam wielkość kurhanów i obfitość kamieni szlachetnych, srebra i broni składanych do kurhanu miała świadczyć o wielkości zmarłego.

  1. Uprzedmiotowienie obywatela

Skutkiem prymatu państwa i jego władcy pozycja obywatela była i jest żadna. Właściwie nie istniała. Owszem lud liczył się jako siła robocza, jako żołnierz – ale zawsze w masie. Indywidualizm Mongołom, Chińczykom i Rosjanom jest nieznany. I zawsze traktowali go, i traktują, jako odstępstwo od normy umysłowej, lub działalność agenturalną.

W carskiej Rosji przez wieki nie istniał parlament. Dumę powołano dopiero w roku 1906 i trwała do rewolucji 1917 roku. W sumie miała cztery kadencje i wszystkie były przerywane. Car je rozwiązywał, bo deputowani zbyt często mieli własne (inne niż carskie) zdanie. O rosyjskim parlamencie w czasach Związku Radziecko lepiej nie mówić wcale. A teraz również jest zgromadzeniem z założenia wspierającym władzę. Żadnych konfliktów, żadnego własnego zdania.

Na Rusi i w Rosji, tak jak w państwie Mongołów, właściwie pogardzano ludem. Był potrzebny, ale traktowano go jak niewolników. W czasie II wojny światowej rosyjscy dowódcy przeprowadzali taktyczne „rozpoznanie bojem”. Pod tym terminem kryła się okrutna praktyka wysyłania swoich żołnierzy na ukrytego, okopanego przeciwnika, aby dowiedzieć się jak rozlokowane są jego pozycje. W armii USA na rozpoznanie walką wysyłano co najwyżej pluton (około 30 żołnierzy), w armii ZSRR do rozpoznania pozycji wroga wysyłano nawet pułki – liczące około 2.000 – 3.000 żołnierzy. Problem był w tym, że straty „rozpoznania” sięgały do 80 procent. I wysyłający żołnierzy dowódcy z liczyli się i akceptowali tak duże straty. Ale, jak mawiali sami Rosjanie: „Ludzi u nas dużo”. Obawiam się, że tę taktykę stosują również w wojnie z Ukrainą.

  1. Niepewność czyli strach.

Obywatel Rosji (jak i Mongołów) miał czuć się malutki, nieważny i miał się bać. To były przesłanki utrzymania w tych państwach spokoju. Miał być niepewny jutra, miał bać się o jedzenie, o przyszłość i teraźniejszość. Jego los miał być zawsze zależny od władzy.

Czy są w dzisiejszej Rosji ludzie myślący kategoriami europejskimi? Oczywiści, że są, ale w masie niewolników kochających swe państwo, ich głos jest słaby, bo jest ich niewielu. Ludziom tym należy się jednak wielki szacunek. Dają świadectwo człowieczeństwa.

  1. Tradycyjna łaska państwa

Lubię rosyjskie anegdoty ze starej Rosji, dlatego podzielę się dwoma.

  • Gdzieś niedaleko od Moskwy skazano kupca za złodziejstwo. Poza karą finansową orzeczono również tradycyjną w Rosji karę – wypalono mu na czole literę „W”, co oznaczało „wor”, czyli złodziej. Po roku okazało się, że skazany jest niewinny i dlatego wypalono mu na czole drugą literę „N”, co miało oznaczać „niet wor”.
  • W momencie gdy wprowadzano w Europie uprawę kartofli, były one nowością. Z początku traktowano je jako rośliny ozdobne, dopiero w XVII wieku zaczęto kartofle uprawiać jako warzywa. Państwa były zainteresowane nowym rodzajem pożywienia, ale chłopstwo stawało okoniem. We Francji więc rząd rozprowadził kartofle po kilku prowincjach. Bulwy solidnie okopano, żeby nie przemarzły, a do pilnowania kupców skierowano po kilkunastu żołnierzy. Ich dowódcom powiedziano jednak, że żołnierze nie muszą „tak bardzo” pilnować kartofli. Żołnierze spędzali więc wesoło czas w karczmach a chłopi rozkradli kartofle i zasadzili je u siebie. Rozkradli, bo uważali, że skoro roślin pilnuje wojsko, to muszą być cenne. W Prusach Fryderyka II rozprowadzono kartofle i wydano urzędowy edykt, że maja być posadzone. Natomiast w Rosji Piotra I rozdano chłopom kartofle z przykazaniem, żeby je z wiosną posadzili. Nikt im jednak nie powiedział, że kartofle trzeba na zimę kopcować, więc na wiosnę chłopi nie sadzili przemarzniętych i zgniłych kartofli. Wtedy władza uznała to za bunt. Rozstrzelano więc co piątego chłopa. Skutek był taki, że we wszystkich ze wspomnianych państw kartofle się przyjęły.

 

Konkurs im. Seweryna Pieniężnego. Termin nadsyłania prac 20 marca

Zarząd Warmińsko-Mazurskiego Oddziału SDP przypomina o Konkursie im. Seweryna Pieniężnego. Skierowany on jest do dziennikarzy i publicystów Warmii i Mazur, a także ludzi mediów z innych regionów, którzy w swojej twórczości podejmują tematykę warmińsko-mazurską. Termin nadsyłania prac mija 20 marca.

Do konkursu można zgłosić teksty drukowane, materiały radiowe i telewizyjne oraz opublikowane w Internecie. Każdy uczestnik może zgłosić maksymalnie trzy prace, które ukazały się od 1 stycznia do 31 grudnia 2021 roku.

W ramach Konkursu przewidziane są następujące nagrody: Nagroda Główna, Nagroda Wolności Słowa oraz Nagroda dla Młodego Dziennikarza (żurnaliści, którzy nie ukończyli 30. roku życia).

Kapituła Konkursu może przyznać także specjalne wyróżnienia za publikacje w następujących kategoriach:

dziennikarstwo prasowe/internetowe,
dziennikarstwo telewizyjne,
dziennikarstwo radiowe/podcast,
książka stworzona przez dziennikarza/dziennikarska książka gatunkowa (esej, dziennik, reportaż, autobiografia, książka publicystyczna itp.)

Zgłoszenia (kartę zgłoszenia oraz materiały) należy, w terminie do 20 marca 2022r., przesłać na adres e-mail: [email protected]

Regulamin konkursu można pobrać TUTAJ.

Kartę zgłoszeniową można pobrać TUTAJ.

Apel Zarządu Głównego SDP do Międzynarodowej Federacji Dziennikarzy (IFJ) i Europejskiej Federacji Dziennikarzy (EFJ)

W odpowiedzi na  barbarzyńską agresją Rosji na Ukrainę żądamy natychmiastowego uruchomienia procedury usunięcia rosyjskich organizacji dziennikarskich – Związku Dziennikarzy Rosji  (Союз журналистов России, ang. Russian Union of Journalists RUJ) i rosyjskiego Związku Dziennikarzy i Pracowników Mediów (Journalists’ and Media Workers’ Union, JMWU) z międzynarodowych organizacji dziennikarskich – Międzynarodowej Federacji Dziennikarzy (International Federation of Journalists, IFJ) i Europejskiej Federacji Dziennikarzy (European Federation of Journalists, EFJ).  W ten sposób wszyscy możemy wyrazić naszą solidarność z broniącą swej niepodległości i suwerenności Ukrainą i wyrazić nasz sprzeciw wobec pogwałcenia wszelkich norm prawa międzynarodowego przez reżim Władimira Putina.

24 lutego br. wojska Rosji wkroczyły na terytorium Ukrainy rozpoczynając wojnę, która zagraża bezpieczeństwu wszystkich krajów w naszej części świata i grozi konfliktem na skalę globalną. Nie mamy wątpliwości, że mamy do czynienia z bezprzykładnym aktem międzynarodowego bandytyzmu i  zbrodni wojennych. Tragedia niewinnych ludzi, jakiej doświadczają dziś Ukraińcy, wymaga od dziennikarzy przestrzegania najwyższych standardów etycznych i zawodowych. Ich podstawą jest jednak odróżnienie agresorów od ofiar, tych, którzy napadają, od tych którzy się bronią. Dlatego konieczne jest dziś jednoznaczne stanowisko naszych organizacji wobec tych dziennikarzy, którzy wspierają agresorów i którzy współpracują z reżimem Władimira Putina.

Apelujemy, by Międzynarodowa Federacja Dziennikarzy i Europejska Federacja Dziennikarzy  sprzeciwiła  się także  fali dezinformacji i fake newsów, jaka płynie obecnie z rosyjskojęzycznych mediów. Jako wolni i niezależni dziennikarze protestujemy przeciwko bezprecedensowej kampanii dezinformacji Rosji, której działania  niosą dziś śmierć, cierpienie i zniszczenia na skalę niewidzianą w Europie od końca II wojny światowej.

Zarząd Główny Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich  

Warszawa 28 lutego 2022 r.

 

TASS zawieszona w prawach członka Europejskiego Stowarzyszenia Agencji Prasowych

Europejskie Stowarzyszenie Agencji Prasowych (EANA) zawiesiło rosyjską agencję TASS w prawach członka do czasu podjęcia decyzji o wykluczeniu jej z tej organizacji.   

Do usunięcia TASS z European Alliance of News Agencies wezwał w sobotę Wojciech Surmacz prezes Polskiej Agencji Prasowej.  „Rosyjska agencja w sposób bezprecedensowy i na niespotykaną dotąd skalę rozpowszechnia nieprawdziwe informacje na temat agresji Rosji w Ukrainie” – podkreślił w liście do EANA.

„Nie pozwólmy na uwiarygodnianie i legitymizację dezinformacji o zbrodniczym ataku Rosji na Ukrainę” – dodał (pisaliśmy o tym TUTAJ).

W niedzielę EANA poinformowało, że podjęto decyzję o zawieszeniu rosyjskiej agencji w prawach członka do czasu podjęcia przez walne zgromadzenie decyzji o wykluczeniu jej z tej organizacji. W uzasadnieniu podkreślono, że TASS nie będąc w stanie dostarczać bezstronnych informacji, narusza cele European Alliance of News Agencies zawarte w statucie.

opr. jka, źródło: EANA

Prezes PAP: usunąć rosyjską TASS z Europejskiego Stowarzyszenia Agencji Prasowych

Do usunięcia rosyjskiej agencji TASS z Europejskiego Stowarzyszenia Agencji Prasowych (EANA) oraz do aktywnej walki z rosyjską dezinformacją wezwał Wojciech Surmacz (na zdjęciu), prezes Polskiej Agencji Prasowej.

Jak podała PAP, Surmacz w liście do zarządu European Alliance of News Agencies wezwał do uruchomienia procedury oraz natychmiastowe usunięcie TASS z tej organizacji.

„Rosyjska agencja w sposób bezprecedensowy i na niespotykaną dotąd skalę rozpowszechnia nieprawdziwe informacje na temat agresji Rosji w Ukrainie” – napisał prezes PAP.

„Nie pozwólmy na uwiarygodnianie i legitymizację dezinformacji o zbrodniczym ataku Rosji na Ukrainę. Solidarność z naszymi przyjaciółmi z agencji Ukrinform i całym narodem ukraińskim jest dzisiaj naszym obowiązkiem” – podkreślił Wojciech Surmacz.

EANA skupia 32 europejskie agencje prasowe, głównym cele organizacji jest działanie na rzecz tworzenia sprzyjających warunków ekonomicznych i prawnych dla funkcjonowania agencji prasowych, m.in. w zakresie praw autorskich i dostępu do źródeł informacji.

opr. jka, źródło: pap.pl

Zełeński: Bronimy się. Nie wierzcie rosyjskiej propagagandzie! Dziękujemy Polakom

Rano w sobotę 26 lutego w ukarińskich mediach podano, że szturm na Kijów został odparty.

Na twitterze prezydenta Ukrainy pojawił się 40-sekundowy film, w którym Wołodymyr Zełeski mówił, że w ostatnich godzinach pojawiło się wiele dezinforamcji rosyjskiej propagandy, m.in o tym, że są apele władz ukraińskich o złożenie broni. „Nie wierzcie w to, jesteśmy tutaj”- podkreślił

http://https://twitter.com/ZelenskyyUa/status/1497450853380280320?s=20&t=M-jivGsEAH1mpXIbNg6wdw

W mediach społecznościowych Zełeński nawiązał do rozmowy z prezydentem Andrzejem Dudą i pomocy, której Polska udziela uchodźcom z Ukrainy. „Rozmawiałem z prawdziwym przyjacielem Ukrainy – Prezydentem Polski Andrzejem Dudą. Jestem  osobiście wdzięczny Jemu i Polakom za skuteczną konkretną pomoc w tak trudnym czasie” – napisał na TT preyzdent Ukrainy.

„Jest nowa ofensywa dyplomatyczna. Broń i wyposażenie od naszych partnerów jest w drodze na Ukrainę” – zaznaczył. „To ważny moment, aby zdecydować o członkostwie Ukrainy w Unii Europejskiej” – mówił w sobotę rano Zełeński.

Zwycięska Nike w trampkach, czyli wielkie kłopoty Clio

Wśród licznych i różnych zbrodniarzy, mordujących wiedzę o przeszłości i nasz język wyróżniają się stacje i kanały, które nieustannie emitują tzw. „programy wiedzowe”. Jest takich stacji kilka, m.in.: Discovery, Planete +, Polsat i TVP. W założeniu programowym działalność ich jest szczytna i powinna cieszyć się powszechnym uznaniem, gdyż propagują wiedzę o przeszłości. A ponieważ, jak powiada łacińska sentencja historia magistra vitae, czyli historia jest matką życia, więc czym więcej historii, tym więcej mądrości.

Tu, na chwilę przerwiemy wywód o programach kanałów historycznych, by ustalić dwie rzeczy.

Czy historia jest przeszłością?

Po pierwsze – utarło się mówić o historii jako o przeszłości samej w sobie. Tymczasem historia jest nauką o przeszłości, a nie samą przeszłością. I nie wiadomo, dlaczego wszyscy już mówią: Historia Polski XIX wieku…; Historia świata ma momenty zatrważające… W historii zdarzały się momenty zadziwiające… Logicznie to błąd, bo historia, będąc nauką (a nawet sztuką) zajmuje się przeszłością – gromadzi udokumentowane fakty, uwiarygadnia je, sprawdza i interpretuje. Grecy mieli nawet muże, która patronowała i opiekował się historią. Była nią Clio – córka samego Zeusa i tytanidy Mnemosyne. Piszę to dla zasady, bo tego zrównania przeszłości z historią nie da się już odwrócić, ale warto wiedzieć, jak było z tymi pojęciami naprawdę.

Po drugie – szanując Greków i Rzymian (z których my wszyscy), nie bardzo daję wiary prawdziwości paremii, że historia może czegokolwiek nauczyć. Ludzkość jest oporna na naukę, tak jakby przez wieki była na nią szczepiona. Od dziecka po starość, kilka razy w roku jak na gigantyczny Covid.

Ostatnie wydarzenia, jakich doświadczamy w związku z polityką Putina i jego agresją przeciw Ukrainie, dowodzą, że być może doraźny spokój, strach lub nadzieja na zysk z interesu z agresorem    są ważniejsze dla władców świata niż rzetelna realizacja dyrektyw płynących z przeszłości?

Matactwa historyczne

Wracając do stacji mających kanały historyczne. Popełniają one dwa grzechy w jednym.

Pierwszym jest przekazywanie historii ad usum Delphini czyli przeznaczonych dla następców tronu – Delfinów. Pojęcie wzięło się stąd, że dla synów Ludwika XIV dzieła klasyków opracowywano, pozbawiając je momentów gorszących, brutalnych, czyli niewłaściwych dla dzieci.  I kanały historyczne traktują nas jak dzieci lub zidiociałych starców, których prawda historyczna mogłaby śmiertelnie zdenerwować lub wypaczyć im charaktery. A stąd już niedaleko do treści tendencyjnych.

Są teraz nadawane filmy dokumentalne o Europie po I wojnie światowej. I pojawia się w nich teza, spotykana dotychczas tylko w niemieckiej historiozofii, że w Wersalu zbyt przykro potraktowano Niemców, nakładając na nich tak ogromne reparacje wojenne. Można by się z tym nawet zgodzić, bo jest faktem, że tym sposobem Francja chciała odzyskać kwoty, jakich udzieliła carskiej Rosji w formie pożyczek. A skoro Rosja Lenina, jako kontynuatorka państwa carów, nie miała zamiaru płacić, więc padło na Niemców. Niestety druga teza jest już zatrważająca.

Te filmy przedstawiają Niemców, którzy na mocy Traktatu Wersalskiego utracili swe rdzenne ziemie, głównie na rzecz Polski. I autorzy pokazują Śląsk, Wielkopolskę i Pomorze jako ziemie niemieckie, które przypadły nam. Nie wspominając ani słowem w jaki sposób Niemcy, jako spadkobiercy Prus, weszli w posiadanie Gniezna, Poznania, Bydgoszczy, Gdyni i Kaszub czy Śląska. Dosłownie ani słowa o rozbiorach Polski. Nic. Tak jakby Niemcy od zawsze żyli na naszych ówczesnych ziemiach zachodnich. Tym sposobem wszystko gładko zmierza do konkluzji, że Niemcy poparli Hitlera, bo byli ciężko skrzywdzeni przez Ententę i Polaków.

Dlaczego takie programy są emitowane w Polsce? A jeżeli już, to dlaczego bez komentarza? Podejrzewam, że dlatego, iż nikt tych programów przed emisją nie ogląda. Dlaczego? Bo oglądającemu trzeba by za jego czas pracy zapłacić! A w dzisiejszym świecie każdy handlarz dąży do „minimalizacji kosztów”, czyli oszczędza na wiedzy krytyka i redaktora. Po prostu – jest towar, to pakujemy go na ladę, a publiczność to kupi, ponieważ lubi produkcje o historii.

Matactwa językowe

W tych programach o historii pojawiają się również perełki niewiedzy historycznej. W filmie o zbrodniach niemieckich oddziałów Einsatzgruppen lektor czyta, że były to oddziały Ajnszacgrupen. A to po polsku należy wymawiać: ajnzacgruppen. Ale cóż, lektor i technik nie znał niemieckiego, a redaktora i historyka nie wpuszczono, bo chcieliby pieniędzy.

W programie o olimpiadach Grecji objawiła się znana grecka bogini najki. Jakby to wytłumaczyć… O oszczędnościach już pisałem, ale też zastanawia, że ani lektor, ani technik nie zauważyli komizmu tej pomyłki. Przecież Nike naprawdę nie chodziła w trampkach.

W programie o współczesnych olimpiadach słyszymy, że zawodnik zachowuje olimpijski spokój. Był olimpijski pokój, ale o spokoju usłyszałem raz pierwszy. Zastanawia mnie czy naprawdę współtwórcy tego programu nie słyszeli, że na czas antycznych olimpiad ogłaszano pokój między greckimi plemionami?

Zdarzają się też upiorki gramatyczne. W dokumencie o lądowaniu wojsk USA na plażach pomiędzy Cannes a Tulonem w 1944 roku słyszymy: straty wynosiły kilkadziesiąt zabitych. Czyli, tłumacz może i zna angielski, ale z polskim idzie mu marnie. Bo te straty wynosiły kilkudziesięciu zabitych.

Myślę, że sporo wyjaśni mechanizm produkcji. Najpierw wyprodukowany gdzieś w świecie film/program dokumentalny/historyczny trafia do Polski. Do filmu załączone są listy dialogowe, które – chciał nie chciał – trzeba przetłumaczyć i zapłacić. Plotka głosi, że ze względu na cenę angażuje się do tłumaczenia studentów anglistyki, germanistyki lub romanistyki – w zależności od kraju producenta. Taki młody człowiek tłumaczy i potem tekst trafia do produkcji, czyli do nagrywania. Następnie angażuje się lektora oraz technika dźwięku. Pierwszy siada z jednej strony szyby studia, drugi z drugiej strony, przy pulpicie. I nagrywają. Choć nie! Lektor ma tuż obok tekstu przycisk, który uruchamia, gdy wydaje mu się, że coś przeczytał źle. I żeby zaznaczyć miejsce, które trzeba nagrać jeszcze raz. Ergo – lektor może sam u siebie zauważyć jedynie pomyłki dykcyjne, wymawianiowe. Ale w tekst nie ma prawa ingerować.

To smutne jak bardzo ogólna, a tak podstawowa, wiedza o cywilizacji szerokim łukiem omija programy historyczne. A właściwie ich twórców. Kiedyś producent „spolszczenia dokumentu” angażował do pracy historyków i redaktorów. Teraz już nie, bo „minimalizujemy koszty, czyli minimalizujemy wiedzę”.

 

 

Finał Konkursu o Nagrody SDP pod koniec czerwca

Zarząd Główny Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, który obradował w czwartek 17 lutego, podjął m.in. decyzję o organizacji po raz kolejny Konkursu o Nagrody SDP. Ogłoszenie wyników tegorocznej, 29. edycji zaplanowano na koniec czerwca 2022 roku. Tradycyjnie odbędzie się również uroczysta gala, podczas której wręczone zostaną nagrody SDP w kilkunastu kategoriach. Konkurs obejmuje materiały prasowe, internetowe, radiowe i telewizyjne z 2021 roku. 

W związku z pandemią trwa ustalanie szczegółów organizacyjnych. Wstępnie przyjęto harmonogram, według którego oficjalne ogłoszenie konkursu nastąpi 15 marca. Prace będzie można nadsyłać przez miesiąc do 15 kwietnia. Zgłaszać je będą mogły redakcje lub sami autorzy. Szczegółowe informacje pojawią się na naszym portalu sdp.pl.

ZG SDP wybrało jury selekcyjne 29. edycji Konkursu w składzie: Hubert Bekrycht, Andrzej Klimczak, Wanda Nadobnik, Barbara Pajchert i Agnieszka Szepelak.

Na posiedzeniu ZG SDP 17 lutego dyskutowano również o bieżących pracach stowarzyszenia. Podjęto szereg decyzji formalnych i wstępnie ustalono hierarchię spraw finansowych oraz organizacyjnych, które – w związku z rozpoczęciem nowej kadencji władz SDP i obowiązującymi podczas pandemii przepisami epidemicznymi – należy podjąć w 2022 roku.

red/rw

Nagroda Główna IV Ogólnopolskiego konkursu na rysunek prasowy im. Aleksandra Wołosa dla Andrzeja Czyczyło

Poznaliśmy wyniki IV Ogólnopolskiego konkursu na rysunek prasowy im. Aleksandra Wołosa organizowanego przez Warmińsko-Mazurski Oddział SDP. Wszystkie nagrody i wyróżnienia zostaną wręczone na corocznej Gali Dziennikarzy Warmii i Mazur.

Po obejrzeniu 196 prac nadesłanych przez 42 autorów Kapituła Konkursu przyznała Nagrodę Główną im. Aleksandra Wołosa dla Andrzeja Czyczyło za pracę Zespół ministra Czarnka opublikowaną w Nowej Trybunie Opolskiej. Dodatkowo laureat Nagrody Głównej otrzymuje możliwość zorganizowania wystawy indywidualnej w Galerii Usługa Jazz Bar w Olsztynie.

Nagroda Specjalna ufundowana przez Zamek Reszel Sp. z.o.o trafiła do Pawła Kuczyńskiego za pracę Polexit (Wprost).

Nagrodę Specjalną Wydawnictwa Wers otrzymał Jacek Zygmunt za pracę A Polacy dalej palą węglem (Super Express).

Nagrody Honorowe trafiły do:

Dariusza Dąbrowskiego za pracę bez tytułu (Facebook DD),

Remka Dąbrowskiego za pracę Wybaczamy i prosimy o przeproszenie (Nie),

Mirosława Hajnosa za pracę bez tytułu (Facebook JF),

Janka Janowskiego za pracę Taka zabawa (Facebook JJ),

Sławomira Łuczyńskiego za pracę bez tytułu (Facebook SŁ),

Macieja M. Michalskiego za pracę Nie mogę spać (Tygodnik Solidarność),

Ali Hanny Murgrabia za pracę Kaczuszki zagrali (Angora),

Waldemara Rukść za pracę bez tytułu (Przegląd Techniczny),

Szczepana Sadurskiego za pracę Inflacja (Trybuna),

Włodzimierza Stelamszczyka za pracę Wielki wał (Życie Łodzi),

Ireneusza Szuniewicza za pracę Ministry (Polityka),

Pawła Wakuły za pracę Coś bym obejrzał (Angora).

Nagrody pozaregulaminowe otrzymali:

Sławomir Makal – Nagroda Muzeum Karykatury im. Eryka Lipińskiego za pracę bez tytułu (Forum Akademickie).

Marcin Bondarowicz – Nagroda Stowarzyszenia Polskich Artystów Karykatury za pracę bez tytułu (Polityka).

Jacek Lanckoroński – Nagroda Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej w Olsztynie za pracę Ecce Homo (Facebook JL).

Na wystawie pokonkursowej w Galerii Stary Ratusz w Olsztynie (wystawę można oglądać do 3 marca 2022r.) zostaną pokazane prace 47 autorów:

Mariusz Bocheński, Marcin Bondarowicz, Henryk Cebula, Jerzy Czapiewski, Andrzej Czyczyło, Dariusz Dąbrowski, Remek Dąbrowski, Jacek Frankowski, Jacek Frąckiewicz, Marek Gliwa, Michał Graczyk, Mirosław Hajnos, Jarosław Hnidziejko, Janek Janowski, Nika Jaworowska-Duchlińska, Lech Kotwicz, Izabela Kowalska-Wieczorek, Jarosław Kozłowski, Paweł Kuczyński, Jacek Lanckoroński, Artur Ligenza, Wiesław Lipecki, Dariusz Łabędzki, Sławomir Łuczyński, Sławomir Makal, Maciej M. Michalski, Robert Mirowski, Marek Mosor, Ala Hanna Murgrabia, Dariusz Pietrzak, Czesław Przęzak, Waldemar Rukść, Szczepan Sadurski, Mirosław Stankiewicz, Włodzimierz Stelamszczyk, Ireneusz Szuniewicz, Robert Trojanowski, Maciej Trzepałka, Paweł Wakuła, Jarosław Wojasiński, Jacek Zabawa, Jacek Zygmunt.

Poza konkursem: Aleksander Wołos, Małgorzata Gnyś, Artur Galicki, Zbigniew Kołaczek Zbigniew Piszczako

Tegoroczna Kapituła Konkursu obradowała w składzie:

Paweł Płoski – Dyrektor Muzeum Karykatury im. Eryka Lipińskiego – przewodniczący jury,

Artur Galicki – karykaturzysta – członek jury,

Małgorzata Gnyś – karykaturzystka, – członek jury,

Zbigniew Kołaczek – karykaturzysta, Stowarzyszenie Polskich Artystów Karykatury – członek jury,

Zbigniew Piszczako –karykaturzysta, Warmińsko-Mazurski Oddział Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, Stowarzyszenie Polskich Artystów Karykatury – sekretarz jury.

W poprzednich edycjach Nagrody Główne im. Aleksandra Wołosa otrzymali:

2019 – Grzegorz Bąkowski (Przegląd)

2020 – Sławomir Łuczyński (lodzkie.pl)

2021 – Janek Janowski (Polityka)

Redaktor naczelny „Tygodnika Solidarność” dziękuje SDP za wsparcie i głos rozsądku

Redaktor naczelny „Tygodnika Solidarność” Michał Ossowski podziękował Stowarzyszeniu Dziennikarzy Polskich za oświadczenie w sprawie szykanowania NSZZ Solidarność przez francuskie organizacje związkowe po publikacji w TS wywiadu z Marine Le Pen.

Rozmowa z Marine Le Pen, która ukazał się 24 listopada na łamach „Tygodnika Solidarność”, stała się przyczyną krytyki pod adresem NSZZ Solidarność m.in. ze strony francuskich związków zawodowych oraz mediów francuskich i części polskich. Wszczęto nawet procedurę wyjaśniającą w celu „zastanowienia się nad obecnością NSZZ Solidarność” w Europejskiej Konfederacji Związków Zawodowych i Międzynarodowej Konfederacji Związków Zawodowych. Przeciwko temu stanowczo zaprotestowało Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich. W swoim oświadczeniu podkreśliło m.in., że „publikacja wywiadu z Marine Le Pen jest zgodna ze wszystkimi standardami pracy dziennikarskiej i jest wyrazem stosowania w praktyce przez redakcję i pracujących w niej dziennikarzy zasady wolności słowa, zgodnie z którą każda redakcja ma m.in. prawo przeprowadzać wywiad z dowolnie wybraną przez siebie osobą.” Całe oświadczenie można przeczytać TUTAJ.

Stanowisko SDP skomentował na portalu tysol.pl redaktor naczelny „Tygodnika Solidarność” Michał Ossowski.

„Dziękuję SDP za wsparcie i głos rozsądku w tej sprawie. Wolność słowa, w tym wolność wypowiedzi i publikacji jest jednym z podstawowych praw człowieka, które stanowiły fundament powstania NSZZ Solidarność i w konsekwencji obalenia ustroju komunistycznego w Polsce” – podkreślił.

Jak zaznaczył, „to niesamowite, jak daleko zaszła ingerencja w podstawowe wartości i prawa człowieka o których tyle się mówi w Unii Europejskiej”.

„Tu już nie chodzi nawet o głoszenie poglądów stojących w sprzeczności do dominującej dzisiaj w Europie doktryny społeczno-gospodarczo-politycznej, wszak wywiad o którym mowa, nie był w żaden sposób wartościujący, a miał jedynie na celu przybliżenie poglądów jednego z głównych kandydatów na Prezydenta Francji” – zauważył Michał Ossowski. .

opr. jka, źródło: Tysol.pl