Zapomnieć o wojnie. Intensywny weekend w Kazimierzu Dolnym

Personel Domu Dziennikarza SDP w Kazimierzu Dolnym i pomagający mu wolontariusze starają się zapewnić jak najlepszą opiekę dzieciom, które musiały uciekać przed wojną na Ukrainie. W miniony weekend najmłodsi mieli sporo atrakcji.  

W Domu Dziennikarza SDP w Kazimierzu przebywa prawie 140 uchodźców, największą grupę stanowią dzieci z domu dziecka w Mariupolu. Personel placówki wraz z wolontariuszami stara się organizować najmłodszym różne zajęcia, aby jak najszybciej mogli zapomnieć o wojennej traumie.

– W piątek mieliśmy ognisko, w kolejnych dniach były zajęcia z zumby, karate i kryminologii – opowiada Dariusz Popławski, dyrektor Domu Dziennikarza w Kazimierzu. Dodaje, że dzieci chętnie korzystają z zajęć i dzięki nim stają się spokojniejsze.

 

 

Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich uruchomiło specjalne konto, na które można wpłacać środki przeznaczone na wsparcie uchodźców wojennych przebywających w Domu Dziennikarza SDP w Kazimierzu Dolnym.

Numer konta „Pomoc SDP dla Ukrainy”:  88 1020 1097 0000 7102 0217 3680

Szczegóły dla płatności zagranicznych

  1. Nazwa banku: PKO Bank Polski, Oddział 9 w Warszawie;
  2. Adres: ul. Nowogrodzka 35/41. 00-950 Warszawa;
  3. BIC (SWIFT CODE): BPKOPLPWXXX;
  4. Numer NRB: 88 1020 1097 0000 7102 0217 3680;
  5. Numer IBAN : PL 88 1020 1097 0000 7102 0217 3680

Reportaż Wołodymira Sidorenki z Kazimierza TUTAJ.

WOŁODYMIR SIDORENKO: Rzeczpospolita Dziecięca w Kazimierzu. SDP ratuje dzieci z Mariupola przed Rosjanami

W rodzinnym mieście dzieci mieszkających teraz w Domu Dziennikarza SDP trwa wojna, którą historycy nazwali już największą wojną w Europie od czasów II wojny światowej. Rosyjscy barbarzyńcy kierowali rakiety w budynki mieszkalne i w szpitale położnicze. Dziennikarze piszą, że Putin zamienia Mariupol w nowe Aleppo.

https://www.radiosvoboda.org/a/novyny-pryazovya-blokada-mariupolya-putin-zhdaniv/31745141.html

Niemal na całym świecie ratowane są ukraińskie dzieci, które doznały zagrażających życiu obrażeń. Poważne są też te psychiczne. Podwójną traumę przeżywają podopieczni domu dziecka w Mariupolu, które znalazły schronienie w domu SDP w Kazimierzu nad Wisłą.

Oglądanie zdjęć ruin miasta po bombardowaniu jest trudne i bolesne.

https://www.bbc.com/ukrainian/features-60710525

W Domu Dziennikarza w Kazimierzu Dolnym jest teraz prawdziwa „dziecięca republika”. Najmłodszych przyjęło tutaj Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich. Pobyt w Kazimierzu został zorganizowany w porozumieniu z Domami Miłości i Rodzin dla Sierot, Kościołem Nowego Testamentu w Lublinie oraz Lubelskim Komitetem Pomocy Społecznej na Ukrainie „Homo Faber”. Ponad 60 dzieci w różnym wieku z sierocińca w Mariupolu przywiozła do Kazimierza amerykańska organizacja Loving Homes and Families for Orphans.

Te dzieci nie wiedzą w co Rosjanie zamienili ich rodzinne miasto, po prostu nie mówi się im się tego, nie pokazuje się im zdjęć ze zbombardowanego miasta. Opiekunowie starają się uchronić dzieciaki przed trudnymi tematami związanymi z wojną. Dzieci są wesołe, interesują się wszystkim, wiele z nich uczy się pożytecznych rzeczy, niektóre dużo czytają. Kazimierz Dolny to małe miasto artystów i niezliczonych galerii sztuki. Ten kurort stał się dla dzieci z Mariupola azylem.

Dyrektor Domu Dziennikarza w Kazimierzu Dariusz Popławski opisuje pobyt najmłodszych gości z Matiupola.

– Opiekunowie i animatorzy dbają o dzieci. Jesteśmy w kontakcie z naszym ośrodkiem zdrowia, pod którego stałą kontrolą są nasi mali goście – podkreśla.

– Niedawna kontrola z Puław w nie wykazała uchybień, w jakości zakwaterowania i wyżywienia. Dzieci z opiekunami mieszkają w przestronnych, dobrze wyposażonych pokojach dwu lub trzyosobowych z łazienką – powiedział Popławski.

– Mamy tu miedzy innymi przestronny pokój artystyczny, kino, pokój gier z grami planszowymi, bilardem, piłkarzykami. Dzieci spędzają wolny czas na siłowni lub, przy sprzyjającej pogodzie, na świeżym powietrzu  – zaznacza dyrektor. Dodaje, że nie ma powodu, aby korzystać z pomocy amerykańskich wolontariuszy w opiece nad dziećmi.

Dwa, a czasem trzy razy w tygodniu w Domu Kreatywności jest lekarz, który udziela konsultacji i w razie potrzeby może przepisać skierowania do innych specjalistów. Medyk pracuje społecznie.

Dzieci z Mariupola przebywających w Kazimierzu odwiedzili greccy dziennikarze z Aten, przygotowujący materiały o inwazji i pomagający ukraińskim dziennikarzom. Delegacja w składzie: Maria Antoniadu, prezes Związku Dziennikarzy Dzienników Ateńskich (JUADN), George Gavalas, drugi wiceprezes, Machi Nicolaro, sekretarz ds. specjalnych i George Votskaris, członek zarządu, przywiozła dzieciom prezenty. Przygotowali też relację o nich dla greckiej telewizji.

Zainteresowanie greckich dziennikarzy dziećmi-uchodźcami z Mariupola tłumaczyli tym, że miasto to zostało założone przez greckich chrześcijan, którzy za panowania rosyjskiej carycy Katarzyny II zostali przymusowo wydaleni z Bachczysaraju przez feldmarszałka Suworowa wraz z ormiańskimi chrześcijanami. Na Krymie mieszkali głównie w osadzie Maryam-dere, więc kiedy przenieśli się do regionu azowskiego, założone przez nich miasto nazywało się Maryampol, a z czasem nazwa ta została przekształcona w Mariupol. Grecy, w pewnym stopniu, uważają obecną populację Mariupola za spadkobierców swoich przodków.

W dniu wizyty ateńskich dziennikarzy w Domu Dziennikarza w Kazimierzu odbyła się niecodzienna degustacja. Organizatorzy dowiedzieli się, że dzieci z sierocińca nigdy nie były w popularnym barze fast food. Zorganizowali więc ucztę – kupili wszystkim zestawy słodyczy, duże burgery i napoje. Kiedy dzieci przyszły na obiad, ucieszyły się, widząc na stołach duże czerwone paczki, a pod koniec obiadu były już tylko puste pudła.

– Z tymi dziećmi nie jest łatwo  – mówią wychowawcy.  – Faktem jest, że wiele z nich doznaje urazów nerwowych z powodu utraty rodziców, tragedii wojny, a czasami ich zachowania nie można po prostu wytłumaczyć – opisywali. Dorośli życzliwie i czule odnajdują drogę do zbolałych dusz – podkreślali opiekunowie.

Dzieci jedzą trzy razy dziennie. To wysokiej jakości i urozmaicone jedzenie, dostosowane do dziecięcych potrzeb. Posiłki przygotowuje się kuchni Domu Dziennikarza, gdzie „dowodzi” szefowa Pani Renata.

Państwo polskie, a także Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich finansują pobyt ukraińskich dzieci. Wiadomo, że Polska przyjęła już blisko 1,8 mln uchodźców z Ukrainy (stan na godz. 9 w poniedziałek, 14 marca 2022 r), a to ogromny koszt i nadzwyczajne obciążenie całej infrastruktury Polski.

Wiceprezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich i dyrektor Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP Jolanta Hajdasz, która zajmuje się organizację pobytu uchodźców w Domu Dziennikarza nie ma odpoczynku nawet przez minutę. Dzwoni do dziesiątków urzędników, kontaktuje się z organizacjami międzynarodowymi.

– Obecnie te dzieci i inni uchodźcy otrzymują wszystko, czego potrzebują. Możliwości SDP nie są jednak nieskończone. Nikt nie wie, kiedy Putin zostanie zmuszony do zakończenia wojny. Dlatego już teraz musimy patrzeć w przyszłość i znaleźć dodatkowe środki nie tylko na pomoc uchodźcom przez miesiąc lub dwa, ale także po to, aby móc ich utrzymać – tłumaczyła Hajdasz.

Oprócz dzieci z Mariupola kazimierski ośrodek SDP gości ponad 40 uchodźców z różnych regionów Ukrainy, którym również zapewniono zakwaterowanie i wyżywienie.

Nadia Liwińska wraz z młodszym bratem i matką została ewakuowana do Polski natychmiast po bombardowaniu ich miasta – Łucka.

– Jest tu kilka rodzin z Łucka. Zostaliśmy bardzo dobrze przyjęci, nawet nie spodziewaliśmy się tak ciepłego powitania. Wszystko jest bardzo dobrze. Wielkie podziękowania dla Polaków za wszelką pomoc Ukraińcom. Rozumiemy, jakie to trudne, ale wiemy, że wszędzie jest tak jak tutaj. Mieszkamy w przytulnych pokojach, jemy zdrowo i smacznie – podsumowała Liwińska.

Uchodźca Dmytro Rahimov również pochodzi z Łucka.

– Można powiedzieć, że tutaj poczuliśmy się bezpiecznie – uratowano nas przed rosyjskimi pociskami i bombami. Troszczą się o nas, martwią. Jesteśmy bardzo wdzięczni narodowi i państwu polskiemu, a także Stowarzyszeniu Dziennikarzy Polskich za udzielenie nam schronienia  – powiedział. Dymytro.

Społeczeństwo polskie, mimo wszystkich problemów, z otwartymi ramionami przyjęło uchodźców z Ukrainy. Polacy rozumieją, że, podczas gdy ci ludzie uciekają przed rosyjskimi bombami, ukraińscy żołnierze na swoim terytorium walczą z rosyjską inwazją, bo inaczej wojna mogłaby objąć całą Europę. Moskiewcy propagandyści starają się oczernić Polaków. W Internecie krążą szalone kremlowskie dezinformacje, że te dzieci z Mariupola mają rzekomo trudności i nie są pod dobrą opieką. Co więcej, ostatnio rozeszła się fałszywa pogłoska, że ​ mogą być wywiezione do Stanów Zjednoczonych.

Matthew Shea,  rzecznik Loving Homes and Families for Orphans i pastor jednego z kościołów ewangelickich tak skomentował moskiewskie fałszywki: –  Tak fantastyczne kłamstwo mogło powstać  tylko w chorej głowie. Ani my, ani nasi partnerzy nie mamy zamiarów wywiezienia dzieci do USA. Ponadto nie jest to możliwe ani prawnie ani organizacyjnie – podkreślił Shea.

– Pracujemy tutaj, aby ratować bezbronne dzieci przed wojną. Oczywiste jest, że agresorowi się to nie podoba. Nie trzeba zabierać dzieci do Stanów Zjednoczonych, mają w domu SDP w Kazimierzu wszystko, czego potrzebują  – zapewnił.

Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich wsparło misję pomocy humanitarnej dla ukraińskich dziennikarzy

Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich włączyło się w misję pomocy dla dziennikarzy ukraińskich, którą przygotował Związek Dziennikarzy Dzienników Ateńskich (JUADN).

Greccy dziennikarze zorganizowali transport pół tony pomocy dla ukraińskich dziennikarzy, są w nim: sprzęt elektroniczny, śpiwory, plecaki, apteczki, żywność. Dary trafią do dziennikarzy za pośrednictwem Krajowego Związku Dziennikarzy Ukrainy (NUJU) oraz Niezależnego Związku Zawodowego Mediów Ukrainy (IMTUU).

Maria Antoniadou, prezes Związku Dziennikarzy Dzienników Ateńskich (JUADN). Fot. Jolanta Hajdasz

W środę delegacja JUADN, na czele z prezesem związku Marią Antoniadou przyleciała do Polski, w drodze na Ukrainę odwiedziła Dom Dziennikarza SDP w Kazimierzu Dolnym, gdzie przebywają uchodźcy wojenni. W czwartek greccy dziennikarze udali się do Lwowa, tam spotkają się z ukraińskim kolegami i przekażą dary.

– To wyraz naszej solidarności z dziennikarzami z Ukrainy, którzy znaleźli się w bardzo trudnej sytuacji – powiedziała Maria Antoniadou.

Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich pomogło zorganizować wyjazd.

Jest to pierwsza tego typu misja pomocy Ukrainie organizacji dziennikarskich zrzeszonych w Międzynarodowej i Europejskiej Federacja Dziennikarzy (IFJ/EFJ).

 

Delegacja greckich dziennikarzy w drodze na Ukrainę odwiedziła Dom Dziennikarza SDP w Kazimierzu Dolnym

Transport pomocy humanitarnej dla dziennikarzy ukraińskich w czwartek przed przejściem granicznym w Korczowej. Fot. Jolanta Hajdasz

WALTER ALTERMANN: Rosja, Polska, Ukraina albo starcie Zachodu z Dalekim Wschodem (2); Rosja – Mongolskie dziedzictwo

Po 250 latach niewoli, Rusi Moskiewskiej udało się odzyskać wolność. Jednak Mongołowie pozostawili w mentalności Rosjan niezatarte do dzisiaj ślady. Przypatrzmy się im:

 

  1. Boskie pochodzenie władzy.

Spójrzmy na ceremoniał dworski dzisiejszej Rosji. Widzimy jak Putin wchodzi do „sali tronowej” na Kremlu. Przepraszam, jak kroczy, jak zaszczyca sobą przestrzeń. Cały ceremoniał dworski Kremla nie przypomina niczego znanego w Europie. Bo nie pochodzi z Europy. To jest kopia ceremoniału chińskiego Zamkniętego Miasta jeszcze z początków XX wieku. One są właściwie identyczne, bowiem oba stworzyli Mongołowie.

Putin nie mówi, on przemawia. Mówi tak, jakby był medium, jakby przez niego Bóg kontaktował się z ziemianami. Minę ma nieobecną, ale natchnioną. Jego publiczne spotkania z dziennikarzami nie są dialogiem. To jest akt łaski, bowiem udziela on wtedy dziennikarzom łaskawych wskazówek, napomnień, łaskawych sprostowań. Mówią, że jest kolejnym carem. Nic bardziej błędnego. On jest kolejnym Wielkim Chanem.

Władcą, który najpełniej kontynuował dziedzictwo Mongołów i który również odcisnął swe piętno na Rosji był Iwan Groźny (1530-1584). Historycy pomawiają go o szaleństwo, jednak z punktu widzenia państwa miał ogromne sukcesy, poszerzył znacznie granice – przyłączając do Rosji Chanat Kazański i Astrachański, upokorzył inflancką gałąź zakonu krzyżackiego, podjął walkę z Wielkim Księstwem Litewski, zdobył Połock. Znaczeni gorej szło mu z Polską, bo przegrywał kolejne bitwy. Iwan Groźny skutecznie zreformował struktury swego państwa: przeprowadził reformę systemu prawnego i administracji.

A jednak czas jego panowania nazywany jest w Rosji „Wielką Smutą”. Dlaczego? Reformom Iwana Groźnego sprzeciwiali się bojarowie, zawiązywali spiski i knuli przeciw carowi. Wtedy stała się rzecz niebywała w Europie. Iwan Groźny powołał „opryczninę”, swoją gwardię przyboczną. Ci ludzie z niższych warstw społecznych, przemierzali bezkresny kraj mordując bojarów, pozbawiali ich majątków i wymuszali osiedlenie się bojarów w nowych miejscach – wyznaczonych przez cara.

Oprycznicy nosili się na czarno, a u siodeł mieli przytroczone psie głowy. Nieśli z sobą pożogę, morderstwa i strach. Iwan Groźny wiedział, że nie może rządzić sam. A skoro nie mógł liczyć na bojarów, powołał nową grupę społeczną – właśnie opryczników. I sowicie ich opłacał, bo skonfiskowane ziemie bojarów, w znacznej części, przypadały oprycznikom.

  1. Ludzie carów

Również państwo Stalina oparło się na „nowych ludziach”. I dlatego Stalin powołał do życia nowe policje państwowe, jawne i tajne, okrutne i bezwzględne. Przy czym Stalin poszedł dalej niż Groźny – nie pozwalał uwierzyć ludziom ze służb, że są wieczni na swych stanowiskach, i że coś im się należy. Dlatego Związkiem Radzieckim bez przerwy wstrząsały procesy i egzekucje, ludzi, którzy jeszcze wczoraj stawali do fotografii obok Stalina. I co najważniejsze, bali się wszyscy, bo skoro do obozów trafiały nawet żony członków Komitetu Centralnego, to chłop w Wiaźmie, skromny kancelista w Moskwie mieli powody bać się.

Władimir Putin zastał państwo w stanie tragicznym. Właściwie nie funkcjonowało nic, robotnikom miesiącami nie wypłacano pensji, bywał w przedsiębiorstwach, w których pracownikom płacono w naturze – jeśli była to fabryka opon, to oponami, w fabrykach obuwia – butami.

Jednakże pojawiła się w Rosji, nieliczna, ale bardzo obrotna grupa „nowych Rosjan” jak ich nazywano. Ci ludzie  krok za krokiem przejmowali państwowy majątek, bo przecież wszystko w Związku Radzieckim było państwowe. „Nowi Rosjanie” wywodzili się, w przeważającej części, ze służb, z centralnych urzędów państwowych, z ministerstw, ze zjednoczeń przemysłu i handlu.

Z przyjściem Putina lud miał nadzieję, że położy on kres tej gigantycznej grabieży. Ale nie, Putin ich wspierał, nagradzał. Bo stali się oni jego zaufanymi ludźmi. Do tego wielkiego biznesu wprowadził tez nowych, swoich ludzi, których obdarzał niewyobrażalnie wielkimi kontraktami, własnością przedsiębiorstw i całych gałęzi przemysłu. W ten sposób Putin swoich budował klasę swoich bojarów. Wiernych, bo bez niego byliby nikim. Więcej, tylko Putin jest gwarantem ich spokoju. Przecież ci ludzie od początku prowadzili kryminalne interesy i w normalnym państwie sądy odebrałaby im majątki. Dlatego oligarchowie stoją wiernie przy Putinie.

Jak to jest, że zaledwie w dwadzieścia lat powstała w Rosji klasa właścicieli państwa, która uwłaszczyła się (właściwie to Putin ją uwłaszczył) na majątku imperium? Na Zachodzie media o nich milczą, lub też zachwycają się bogactwem nuworyszy. Zachodnie media milczą o łajdactwie nowych bojarów, bo ich państwa robią z nimi cudowne interesy.

Amerykański sen o bogactwie przy śnie o bogactwie rosyjskim to jest krótka drzemka w pociągu przy całodobowym wylegiwaniu się w pałacowym łożu.

Ci nowobogaccy Rosjanie mają tylko jeden obowiązek – stać wiernie przy Putinie. Jedynym, który poczuł się zbyt pewnie i zaczął wspierać opozycję jest Chodorkowski. I dlatego spędził kilka lat w łagrze. Jego proces i wyrok był poważnym ostrzeżeniem dla reszty bojarów Putina.

  1. Państwo jako wartość sama w sobie

Państwo dla Rosjanina jest najważniejsze. Musi być rozległe. Ludzie mogą żyć w nim ubogo, tak jakby karmić ich miała jedynie wielkość państwa. Z tej wielkości czerpią dumę dla siebie i pogardę (w najlepszym razie politowanie) dla innych ludzi, z małych państw. Państwo dla Rosjanina jest wszystkim. I to budzi przestrach. Bo kimże są ludzie Rosji poza tym?

  1. Supremacja władzy nad obywatelem

Władza u Mongołów i w dzisiejszej Rosji jest emanacją boskiej, tak jakby władca pochodził od samego Boga. Władza nie podlega żadnej krytyce. Car zawsze był dobry, to jedynie urzędnicy psuli carskie rozkazy. Car był nieomylny. To lud nie rozumiał intencji władcy, a tępi marszałkowie, ministrowie działali bezrozumnie. Władca miał nadprzyrodzone zdolności przewidywania przyszłości. Władca jest co prawda śmiertelny, ale nie umiera całkowicie. Jego duch pozostaje z podwładnymi. Nie przez przypadek w Rosji Radzieckiej balsamowano przywódców. Zupełnie tak, jakby kontynuowano pochówki antycznych władców Chin. Tam wielkość kurhanów i obfitość kamieni szlachetnych, srebra i broni składanych do kurhanu miała świadczyć o wielkości zmarłego.

  1. Uprzedmiotowienie obywatela

Skutkiem prymatu państwa i jego władcy pozycja obywatela była i jest żadna. Właściwie nie istniała. Owszem lud liczył się jako siła robocza, jako żołnierz – ale zawsze w masie. Indywidualizm Mongołom, Chińczykom i Rosjanom jest nieznany. I zawsze traktowali go, i traktują, jako odstępstwo od normy umysłowej, lub działalność agenturalną.

W carskiej Rosji przez wieki nie istniał parlament. Dumę powołano dopiero w roku 1906 i trwała do rewolucji 1917 roku. W sumie miała cztery kadencje i wszystkie były przerywane. Car je rozwiązywał, bo deputowani zbyt często mieli własne (inne niż carskie) zdanie. O rosyjskim parlamencie w czasach Związku Radziecko lepiej nie mówić wcale. A teraz również jest zgromadzeniem z założenia wspierającym władzę. Żadnych konfliktów, żadnego własnego zdania.

Na Rusi i w Rosji, tak jak w państwie Mongołów, właściwie pogardzano ludem. Był potrzebny, ale traktowano go jak niewolników. W czasie II wojny światowej rosyjscy dowódcy przeprowadzali taktyczne „rozpoznanie bojem”. Pod tym terminem kryła się okrutna praktyka wysyłania swoich żołnierzy na ukrytego, okopanego przeciwnika, aby dowiedzieć się jak rozlokowane są jego pozycje. W armii USA na rozpoznanie walką wysyłano co najwyżej pluton (około 30 żołnierzy), w armii ZSRR do rozpoznania pozycji wroga wysyłano nawet pułki – liczące około 2.000 – 3.000 żołnierzy. Problem był w tym, że straty „rozpoznania” sięgały do 80 procent. I wysyłający żołnierzy dowódcy z liczyli się i akceptowali tak duże straty. Ale, jak mawiali sami Rosjanie: „Ludzi u nas dużo”. Obawiam się, że tę taktykę stosują również w wojnie z Ukrainą.

  1. Niepewność czyli strach.

Obywatel Rosji (jak i Mongołów) miał czuć się malutki, nieważny i miał się bać. To były przesłanki utrzymania w tych państwach spokoju. Miał być niepewny jutra, miał bać się o jedzenie, o przyszłość i teraźniejszość. Jego los miał być zawsze zależny od władzy.

Czy są w dzisiejszej Rosji ludzie myślący kategoriami europejskimi? Oczywiści, że są, ale w masie niewolników kochających swe państwo, ich głos jest słaby, bo jest ich niewielu. Ludziom tym należy się jednak wielki szacunek. Dają świadectwo człowieczeństwa.

  1. Tradycyjna łaska państwa

Lubię rosyjskie anegdoty ze starej Rosji, dlatego podzielę się dwoma.

  • Gdzieś niedaleko od Moskwy skazano kupca za złodziejstwo. Poza karą finansową orzeczono również tradycyjną w Rosji karę – wypalono mu na czole literę „W”, co oznaczało „wor”, czyli złodziej. Po roku okazało się, że skazany jest niewinny i dlatego wypalono mu na czole drugą literę „N”, co miało oznaczać „niet wor”.
  • W momencie gdy wprowadzano w Europie uprawę kartofli, były one nowością. Z początku traktowano je jako rośliny ozdobne, dopiero w XVII wieku zaczęto kartofle uprawiać jako warzywa. Państwa były zainteresowane nowym rodzajem pożywienia, ale chłopstwo stawało okoniem. We Francji więc rząd rozprowadził kartofle po kilku prowincjach. Bulwy solidnie okopano, żeby nie przemarzły, a do pilnowania kupców skierowano po kilkunastu żołnierzy. Ich dowódcom powiedziano jednak, że żołnierze nie muszą „tak bardzo” pilnować kartofli. Żołnierze spędzali więc wesoło czas w karczmach a chłopi rozkradli kartofle i zasadzili je u siebie. Rozkradli, bo uważali, że skoro roślin pilnuje wojsko, to muszą być cenne. W Prusach Fryderyka II rozprowadzono kartofle i wydano urzędowy edykt, że maja być posadzone. Natomiast w Rosji Piotra I rozdano chłopom kartofle z przykazaniem, żeby je z wiosną posadzili. Nikt im jednak nie powiedział, że kartofle trzeba na zimę kopcować, więc na wiosnę chłopi nie sadzili przemarzniętych i zgniłych kartofli. Wtedy władza uznała to za bunt. Rozstrzelano więc co piątego chłopa. Skutek był taki, że we wszystkich ze wspomnianych państw kartofle się przyjęły.

 

Konkurs im. Seweryna Pieniężnego. Termin nadsyłania prac 20 marca

Zarząd Warmińsko-Mazurskiego Oddziału SDP przypomina o Konkursie im. Seweryna Pieniężnego. Skierowany on jest do dziennikarzy i publicystów Warmii i Mazur, a także ludzi mediów z innych regionów, którzy w swojej twórczości podejmują tematykę warmińsko-mazurską. Termin nadsyłania prac mija 20 marca.

Do konkursu można zgłosić teksty drukowane, materiały radiowe i telewizyjne oraz opublikowane w Internecie. Każdy uczestnik może zgłosić maksymalnie trzy prace, które ukazały się od 1 stycznia do 31 grudnia 2021 roku.

W ramach Konkursu przewidziane są następujące nagrody: Nagroda Główna, Nagroda Wolności Słowa oraz Nagroda dla Młodego Dziennikarza (żurnaliści, którzy nie ukończyli 30. roku życia).

Kapituła Konkursu może przyznać także specjalne wyróżnienia za publikacje w następujących kategoriach:

dziennikarstwo prasowe/internetowe,
dziennikarstwo telewizyjne,
dziennikarstwo radiowe/podcast,
książka stworzona przez dziennikarza/dziennikarska książka gatunkowa (esej, dziennik, reportaż, autobiografia, książka publicystyczna itp.)

Zgłoszenia (kartę zgłoszenia oraz materiały) należy, w terminie do 20 marca 2022r., przesłać na adres e-mail: [email protected]

Regulamin konkursu można pobrać TUTAJ.

Kartę zgłoszeniową można pobrać TUTAJ.

Apel Zarządu Głównego SDP do Międzynarodowej Federacji Dziennikarzy (IFJ) i Europejskiej Federacji Dziennikarzy (EFJ)

W odpowiedzi na  barbarzyńską agresją Rosji na Ukrainę żądamy natychmiastowego uruchomienia procedury usunięcia rosyjskich organizacji dziennikarskich – Związku Dziennikarzy Rosji  (Союз журналистов России, ang. Russian Union of Journalists RUJ) i rosyjskiego Związku Dziennikarzy i Pracowników Mediów (Journalists’ and Media Workers’ Union, JMWU) z międzynarodowych organizacji dziennikarskich – Międzynarodowej Federacji Dziennikarzy (International Federation of Journalists, IFJ) i Europejskiej Federacji Dziennikarzy (European Federation of Journalists, EFJ).  W ten sposób wszyscy możemy wyrazić naszą solidarność z broniącą swej niepodległości i suwerenności Ukrainą i wyrazić nasz sprzeciw wobec pogwałcenia wszelkich norm prawa międzynarodowego przez reżim Władimira Putina.

24 lutego br. wojska Rosji wkroczyły na terytorium Ukrainy rozpoczynając wojnę, która zagraża bezpieczeństwu wszystkich krajów w naszej części świata i grozi konfliktem na skalę globalną. Nie mamy wątpliwości, że mamy do czynienia z bezprzykładnym aktem międzynarodowego bandytyzmu i  zbrodni wojennych. Tragedia niewinnych ludzi, jakiej doświadczają dziś Ukraińcy, wymaga od dziennikarzy przestrzegania najwyższych standardów etycznych i zawodowych. Ich podstawą jest jednak odróżnienie agresorów od ofiar, tych, którzy napadają, od tych którzy się bronią. Dlatego konieczne jest dziś jednoznaczne stanowisko naszych organizacji wobec tych dziennikarzy, którzy wspierają agresorów i którzy współpracują z reżimem Władimira Putina.

Apelujemy, by Międzynarodowa Federacja Dziennikarzy i Europejska Federacja Dziennikarzy  sprzeciwiła  się także  fali dezinformacji i fake newsów, jaka płynie obecnie z rosyjskojęzycznych mediów. Jako wolni i niezależni dziennikarze protestujemy przeciwko bezprecedensowej kampanii dezinformacji Rosji, której działania  niosą dziś śmierć, cierpienie i zniszczenia na skalę niewidzianą w Europie od końca II wojny światowej.

Zarząd Główny Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich  

Warszawa 28 lutego 2022 r.

 

TASS zawieszona w prawach członka Europejskiego Stowarzyszenia Agencji Prasowych

Europejskie Stowarzyszenie Agencji Prasowych (EANA) zawiesiło rosyjską agencję TASS w prawach członka do czasu podjęcia decyzji o wykluczeniu jej z tej organizacji.   

Do usunięcia TASS z European Alliance of News Agencies wezwał w sobotę Wojciech Surmacz prezes Polskiej Agencji Prasowej.  „Rosyjska agencja w sposób bezprecedensowy i na niespotykaną dotąd skalę rozpowszechnia nieprawdziwe informacje na temat agresji Rosji w Ukrainie” – podkreślił w liście do EANA.

„Nie pozwólmy na uwiarygodnianie i legitymizację dezinformacji o zbrodniczym ataku Rosji na Ukrainę” – dodał (pisaliśmy o tym TUTAJ).

W niedzielę EANA poinformowało, że podjęto decyzję o zawieszeniu rosyjskiej agencji w prawach członka do czasu podjęcia przez walne zgromadzenie decyzji o wykluczeniu jej z tej organizacji. W uzasadnieniu podkreślono, że TASS nie będąc w stanie dostarczać bezstronnych informacji, narusza cele European Alliance of News Agencies zawarte w statucie.

opr. jka, źródło: EANA

Prezes PAP: usunąć rosyjską TASS z Europejskiego Stowarzyszenia Agencji Prasowych

Do usunięcia rosyjskiej agencji TASS z Europejskiego Stowarzyszenia Agencji Prasowych (EANA) oraz do aktywnej walki z rosyjską dezinformacją wezwał Wojciech Surmacz (na zdjęciu), prezes Polskiej Agencji Prasowej.

Jak podała PAP, Surmacz w liście do zarządu European Alliance of News Agencies wezwał do uruchomienia procedury oraz natychmiastowe usunięcie TASS z tej organizacji.

„Rosyjska agencja w sposób bezprecedensowy i na niespotykaną dotąd skalę rozpowszechnia nieprawdziwe informacje na temat agresji Rosji w Ukrainie” – napisał prezes PAP.

„Nie pozwólmy na uwiarygodnianie i legitymizację dezinformacji o zbrodniczym ataku Rosji na Ukrainę. Solidarność z naszymi przyjaciółmi z agencji Ukrinform i całym narodem ukraińskim jest dzisiaj naszym obowiązkiem” – podkreślił Wojciech Surmacz.

EANA skupia 32 europejskie agencje prasowe, głównym cele organizacji jest działanie na rzecz tworzenia sprzyjających warunków ekonomicznych i prawnych dla funkcjonowania agencji prasowych, m.in. w zakresie praw autorskich i dostępu do źródeł informacji.

opr. jka, źródło: pap.pl

Zełeński: Bronimy się. Nie wierzcie rosyjskiej propagagandzie! Dziękujemy Polakom

Rano w sobotę 26 lutego w ukarińskich mediach podano, że szturm na Kijów został odparty.

Na twitterze prezydenta Ukrainy pojawił się 40-sekundowy film, w którym Wołodymyr Zełeski mówił, że w ostatnich godzinach pojawiło się wiele dezinforamcji rosyjskiej propagandy, m.in o tym, że są apele władz ukraińskich o złożenie broni. „Nie wierzcie w to, jesteśmy tutaj”- podkreślił

http://https://twitter.com/ZelenskyyUa/status/1497450853380280320?s=20&t=M-jivGsEAH1mpXIbNg6wdw

W mediach społecznościowych Zełeński nawiązał do rozmowy z prezydentem Andrzejem Dudą i pomocy, której Polska udziela uchodźcom z Ukrainy. „Rozmawiałem z prawdziwym przyjacielem Ukrainy – Prezydentem Polski Andrzejem Dudą. Jestem  osobiście wdzięczny Jemu i Polakom za skuteczną konkretną pomoc w tak trudnym czasie” – napisał na TT preyzdent Ukrainy.

„Jest nowa ofensywa dyplomatyczna. Broń i wyposażenie od naszych partnerów jest w drodze na Ukrainę” – zaznaczył. „To ważny moment, aby zdecydować o członkostwie Ukrainy w Unii Europejskiej” – mówił w sobotę rano Zełeński.

Zwycięska Nike w trampkach, czyli wielkie kłopoty Clio

Wśród licznych i różnych zbrodniarzy, mordujących wiedzę o przeszłości i nasz język wyróżniają się stacje i kanały, które nieustannie emitują tzw. „programy wiedzowe”. Jest takich stacji kilka, m.in.: Discovery, Planete +, Polsat i TVP. W założeniu programowym działalność ich jest szczytna i powinna cieszyć się powszechnym uznaniem, gdyż propagują wiedzę o przeszłości. A ponieważ, jak powiada łacińska sentencja historia magistra vitae, czyli historia jest matką życia, więc czym więcej historii, tym więcej mądrości.

Tu, na chwilę przerwiemy wywód o programach kanałów historycznych, by ustalić dwie rzeczy.

Czy historia jest przeszłością?

Po pierwsze – utarło się mówić o historii jako o przeszłości samej w sobie. Tymczasem historia jest nauką o przeszłości, a nie samą przeszłością. I nie wiadomo, dlaczego wszyscy już mówią: Historia Polski XIX wieku…; Historia świata ma momenty zatrważające… W historii zdarzały się momenty zadziwiające… Logicznie to błąd, bo historia, będąc nauką (a nawet sztuką) zajmuje się przeszłością – gromadzi udokumentowane fakty, uwiarygadnia je, sprawdza i interpretuje. Grecy mieli nawet muże, która patronowała i opiekował się historią. Była nią Clio – córka samego Zeusa i tytanidy Mnemosyne. Piszę to dla zasady, bo tego zrównania przeszłości z historią nie da się już odwrócić, ale warto wiedzieć, jak było z tymi pojęciami naprawdę.

Po drugie – szanując Greków i Rzymian (z których my wszyscy), nie bardzo daję wiary prawdziwości paremii, że historia może czegokolwiek nauczyć. Ludzkość jest oporna na naukę, tak jakby przez wieki była na nią szczepiona. Od dziecka po starość, kilka razy w roku jak na gigantyczny Covid.

Ostatnie wydarzenia, jakich doświadczamy w związku z polityką Putina i jego agresją przeciw Ukrainie, dowodzą, że być może doraźny spokój, strach lub nadzieja na zysk z interesu z agresorem    są ważniejsze dla władców świata niż rzetelna realizacja dyrektyw płynących z przeszłości?

Matactwa historyczne

Wracając do stacji mających kanały historyczne. Popełniają one dwa grzechy w jednym.

Pierwszym jest przekazywanie historii ad usum Delphini czyli przeznaczonych dla następców tronu – Delfinów. Pojęcie wzięło się stąd, że dla synów Ludwika XIV dzieła klasyków opracowywano, pozbawiając je momentów gorszących, brutalnych, czyli niewłaściwych dla dzieci.  I kanały historyczne traktują nas jak dzieci lub zidiociałych starców, których prawda historyczna mogłaby śmiertelnie zdenerwować lub wypaczyć im charaktery. A stąd już niedaleko do treści tendencyjnych.

Są teraz nadawane filmy dokumentalne o Europie po I wojnie światowej. I pojawia się w nich teza, spotykana dotychczas tylko w niemieckiej historiozofii, że w Wersalu zbyt przykro potraktowano Niemców, nakładając na nich tak ogromne reparacje wojenne. Można by się z tym nawet zgodzić, bo jest faktem, że tym sposobem Francja chciała odzyskać kwoty, jakich udzieliła carskiej Rosji w formie pożyczek. A skoro Rosja Lenina, jako kontynuatorka państwa carów, nie miała zamiaru płacić, więc padło na Niemców. Niestety druga teza jest już zatrważająca.

Te filmy przedstawiają Niemców, którzy na mocy Traktatu Wersalskiego utracili swe rdzenne ziemie, głównie na rzecz Polski. I autorzy pokazują Śląsk, Wielkopolskę i Pomorze jako ziemie niemieckie, które przypadły nam. Nie wspominając ani słowem w jaki sposób Niemcy, jako spadkobiercy Prus, weszli w posiadanie Gniezna, Poznania, Bydgoszczy, Gdyni i Kaszub czy Śląska. Dosłownie ani słowa o rozbiorach Polski. Nic. Tak jakby Niemcy od zawsze żyli na naszych ówczesnych ziemiach zachodnich. Tym sposobem wszystko gładko zmierza do konkluzji, że Niemcy poparli Hitlera, bo byli ciężko skrzywdzeni przez Ententę i Polaków.

Dlaczego takie programy są emitowane w Polsce? A jeżeli już, to dlaczego bez komentarza? Podejrzewam, że dlatego, iż nikt tych programów przed emisją nie ogląda. Dlaczego? Bo oglądającemu trzeba by za jego czas pracy zapłacić! A w dzisiejszym świecie każdy handlarz dąży do „minimalizacji kosztów”, czyli oszczędza na wiedzy krytyka i redaktora. Po prostu – jest towar, to pakujemy go na ladę, a publiczność to kupi, ponieważ lubi produkcje o historii.

Matactwa językowe

W tych programach o historii pojawiają się również perełki niewiedzy historycznej. W filmie o zbrodniach niemieckich oddziałów Einsatzgruppen lektor czyta, że były to oddziały Ajnszacgrupen. A to po polsku należy wymawiać: ajnzacgruppen. Ale cóż, lektor i technik nie znał niemieckiego, a redaktora i historyka nie wpuszczono, bo chcieliby pieniędzy.

W programie o olimpiadach Grecji objawiła się znana grecka bogini najki. Jakby to wytłumaczyć… O oszczędnościach już pisałem, ale też zastanawia, że ani lektor, ani technik nie zauważyli komizmu tej pomyłki. Przecież Nike naprawdę nie chodziła w trampkach.

W programie o współczesnych olimpiadach słyszymy, że zawodnik zachowuje olimpijski spokój. Był olimpijski pokój, ale o spokoju usłyszałem raz pierwszy. Zastanawia mnie czy naprawdę współtwórcy tego programu nie słyszeli, że na czas antycznych olimpiad ogłaszano pokój między greckimi plemionami?

Zdarzają się też upiorki gramatyczne. W dokumencie o lądowaniu wojsk USA na plażach pomiędzy Cannes a Tulonem w 1944 roku słyszymy: straty wynosiły kilkadziesiąt zabitych. Czyli, tłumacz może i zna angielski, ale z polskim idzie mu marnie. Bo te straty wynosiły kilkudziesięciu zabitych.

Myślę, że sporo wyjaśni mechanizm produkcji. Najpierw wyprodukowany gdzieś w świecie film/program dokumentalny/historyczny trafia do Polski. Do filmu załączone są listy dialogowe, które – chciał nie chciał – trzeba przetłumaczyć i zapłacić. Plotka głosi, że ze względu na cenę angażuje się do tłumaczenia studentów anglistyki, germanistyki lub romanistyki – w zależności od kraju producenta. Taki młody człowiek tłumaczy i potem tekst trafia do produkcji, czyli do nagrywania. Następnie angażuje się lektora oraz technika dźwięku. Pierwszy siada z jednej strony szyby studia, drugi z drugiej strony, przy pulpicie. I nagrywają. Choć nie! Lektor ma tuż obok tekstu przycisk, który uruchamia, gdy wydaje mu się, że coś przeczytał źle. I żeby zaznaczyć miejsce, które trzeba nagrać jeszcze raz. Ergo – lektor może sam u siebie zauważyć jedynie pomyłki dykcyjne, wymawianiowe. Ale w tekst nie ma prawa ingerować.

To smutne jak bardzo ogólna, a tak podstawowa, wiedza o cywilizacji szerokim łukiem omija programy historyczne. A właściwie ich twórców. Kiedyś producent „spolszczenia dokumentu” angażował do pracy historyków i redaktorów. Teraz już nie, bo „minimalizujemy koszty, czyli minimalizujemy wiedzę”.