DAWID WILDSTEIN o próbie zamachu na dziennikarza: W Uśmiechniętej Polsce nie jest problemem, że ktoś chce kogoś zamordować, odstrzelić

W portalu SDP publikujemy często opinie autorów z rożnych środowisk reprezentujących rozmaite poglądy. Zdecydowaliśmy się przybliżać niektóre z wpisów dziennikarza i publicysty Dawida Wildsteina z jego profilu na Facebooku. Felietony zamieszczamy za wiedzą Autora – tytuł i śródtytuły od redakcji

(…) Minęło już kilkanaście godzin i żadna z tub propagandowych Tuska, tfu, żadne z „wolnych mediów” nie zauważyło, że funkcjonariusz ochrony Sikorski chciał zamordować dziennikarza Republiki.

Kochani, może im pomożemy? Będziemy udostępniać o tym info? Razem będziemy jak najgłośniej im o tym przypominać? Przecież to chyba niemożliwe, żeby robili to specjalnie? To by już naprawdę znaczyło, że się sięgnęli dna, dobili do poziomu szczekaczek z Białorusi czy Rosji, wielbiących tamtejszych Umiłowanych Przywódców.

To musi być przypadek

Więc kochani z GW, TVN, Onetu, Polityki, Newsweeka etc.

Otóż, ujawnione zostało właśnie, że ważny funkcjonariusz SOP, odpowiedzialny za ochronę Sikorskiego, w rozmowach groził dziennikarzowi Republiki, Piotrowi Nisztorowi, pobiciem, torturami, polaniem ropą jego zwłok oraz zabiciem dwóch psów w ramach zemsty.

Raz jeszcze. Nie anonim, nie troll internetowy, nie wariat – tylko funkcjonariusz Uśmiechniętej Władzy, człowiek ochrony Sikorskiego.

To chyba istotna sprawa?

Zwłaszcza, że, kochani, to niespecjalnie zaskakujące. Przecież to są kadry Uśmiechniętej Władzy. To są jej standardy. To jest efekt trwającej nie od miesięcy a od lat nagonki, najgorszego hejtu i nienawiści, które są jedynym programem politycznym tego taniego, tępego, Uśmiechniętego Populizmu i jego medialnych cyngli z GW, Onetów i innych TVN-ów.

Bo w Uśmiechniętej Polsce nie jest problemem, że ktoś chce kogoś zamordować, odstrzelić. Ba, ludzie, którzy to robią są potem zapraszani na kawki do ministra Żurka, który sam przecież wsławił się opowiadaniem o tym, jak to można „zamykać posłów opozycji w bagażnikach samochodów”.

Problemy Tuska

Nie są problemem gigantyczne, powiązane z władzą farmy hejterskich trolli, życzące dzieciom przeciwników władzy, żeby umarły albo zostały zgw@łcone.

Nie, to powyżej to nie problem, to jest wręcz nakręcane przez władzę.

Problemem jest emerytka i jeden niewłaściwy komentarz o Owsiaku- wtedy całe państwo i jego służby urządzają wielomiesięczną nagonkę na nią.

Co się jeszcze musi stać…?

No to mamy naturalną konsekwencję tego taniego, infantylnego i, jak dziś widzimy skrajnie przemocowego, populizmu Tuska.

No więc, kochane media na pasku Tuska, ciekaw jest, kiedy i jak to opiszecie.

I będziemy się Wam z tym przypominać, nieważne, jak bardzo wam to przeszkadza, jakie to dla was niewygodne.

I nieważne, jak Tusk się wścieknie.

 

Dawid Wildstein – FB

4 marca 2026 roku

 

PS: algorytmy często tną zasięgi moich wpisów. Jeśli ten post wydaje Ci się ważny – proszę, podaj go dalej.

 

DW

 

 

 

CMWP SDP zapowiada monitoring sprawy red. TOMASZA GRODECKIEGO z PORTALU NIEZALEŻNA.PL po pozwaniu dziennikarza przez likwidatora PAP

Centrum Monitoringu Wolności Prasy Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich będzie bronić red. Tomasza Grodeckiego z Niezależnej.pl. Grodecki – zadeklarowała dyrektor CMWP SDP i prezes SDP dr Jolanta Hajdasz.

Grodecki jego portal są prześladowani przez  likwidatora Polskiej Agencji Prasowej Marka Błońskiego, byłego szefa zakładowej komisji NSZZ Solidarność w agencji. Obecny likwidator, korespondent lokalny PAP na Śląsku, był przez lata podwładnym Grodeckiego, szefa działu a potem z-ca redaktora naczelnego PAP. „Błoński nie może wybaczyć Grodeckiemu serii artykułów o kulisach przejęcia agencji” – podkreślił w rozmowie z sdp.pl pragnący zachować anonimowość jeden z byłych dziennikarzy PAP. „To skandaliczny szantaż, który ma doprowadzić do cenzury w sprawie likwidatora PAP i samej agencji” – dodał.

Chodzi m.in. o sprawię, którą opisywał wielokrotnie Tomasz Grodecki w portalu Niezależna (wraz z m.in. Marcinem Dobskim, Piotrem Nisztorem i Grzegorzem Wierzchołowskim). To duża afera związana z tzw. Grupą Wejście. Skandalem, który toczy środowisko dziennikarskie po bezprawnym przejęciu mediów publicznych przez rząd Donalda Tuska w grudniu 202 roku.

Red. Tomasz Grodecki został pozwany przez kierownictwo PAP. W opinii dziennikarzy, likwidator agencji, bo to on formalnie pozywa swojego byłego szefa – wicenaczelnego, chce zakneblować Grodeckiego i portal, w którym dziennikarz pracuje.

Likiwdator PAP domaga się od Tomasza Grodeckiego 20 tysięcy złotych na Fundację WOŚP oraz publikacji przeprosin przez pół roku w mediach społecznościowych.

Oto fragmenty piątkowego artykułu w sdp.pl:

„Trwa deprecjonowanie PAP poprzez „pomyłki” w relacjach. „Pomyłki” m.in.  z wydarzeń z udziałem Karola Nawrockiego i „niefortunnej zmiany „- w oficjalnym serwisie PAP (!) – imienia obecnego prezydenta na „Karofel” , „nieudane i zbyt szybkie” tłumaczenie prezydenta USA, który „przez pomyłkę” mówił coś innego niż mówił. Kolejne „pomyłki” dotyczące Donalda Trumpa. I wreszcze sprawa Tomka Grodeckiego. Bardzo mnie poruszyła, bo to po prostu, w mojej opinii szantaż byłego pracodawcy wobec dziennikarza. Powie ktoś, no tak były podwładny zwolnił swego szefa, wicenaczelnego agencji. Nic bardziej mylnego. Jeśli Grodecki napisze wszystko, to wróbelki ćwierkają, że kierownictwo PAP może mieć kłopoty.

 

Grodecki to dziennikarz, który pisał i pisze prawdę o tym, co stało się w publicznych mediach ponad dwa lata temu. On i m.in. Wierzchowołwski, Dobski i Nisztor z Niezależnej.pl i TV Republika, Gazecie Polskiej i GPC publikowali wiele artykułów o Grupie Wejście, największym skandalu w polskim dziennikarstwie po 1989 roku.  To oczywiście nie w smak różnym czerwonym cenzorom, którzy zawłaszczenie TVP, PR i PAP chcą zamieść pod polityczny dywan ekipy Tuska. Znając Tomka, to się po prostu im nie uda…” – to były fragmenty artykułu z sdp.pl opublikowanego 30 stycznia 2026 roku.

 

Do sprawy skandalicznej cenzury, która ma wymusić milczenie red. Tomasza Grodeckiego i portalu Niezalaeżna.pl  wobec PAP oraz monitoringu CMWP SDP, wrócimy wkrótce.

 

oprac. hub

 

CENZURA NA ŻYCZENIE PAP – Likwidator atakuje dziennikarza Niezależnej.pl, swojego b. szefa, b. wicenaczelnego agencji

Radość, życzenia i bieżące informacje. Spotkanie opłatkowe WIELKOPOLSKIEGO ODDZIAŁU SDP

Mimo mrozu i  trudnej sytuacji na drogach w Poznaniu i Wielkopolsce w czwartek,  29 stycznia odbyło się noworoczno-opłatkowe spotkanie  dziennikarzy należących do Wielkopolskiego Oddziału  Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. Gościem specjalnym spotkania  była Elżbieta Lachman, rzecznik prasowy ogólnopolskiej inicjatywy społecznej Koalicja na Rzecz Ocalenia Polskiej Szkoły, członek Wielkopolskiego Oddziału SDP. Błogosławieństwa udzielił wszystkim ks. Mariusz Sokołowski, redaktor naczelny Radia Emaus z Poznania. 

Zanim połamiemy się opłatkiem odmówmy modlitwę w intencji życia wiecznego naszego kolegi Andrzeja Karczmarczyka ,który zmarł 29 grudnia ub. roku. Andrzej z pasja i zapałem fotografował i dokumentował oddolne, patriotyczne i religijne inicjatywny społeczne, pełnią funkcję „dziennikarza obywatelskiego” i często, szczególnie przed rokiem 2016 zastępując media publiczne w informowaniu o przemilczanych przez nich wydarzeniach – powiedziała Jolanta Hajdasz prezes WO SDP.  Potem życzenia dobra i pomyślności oraz Bożego błogosławieństwa w 2026 roku złożył ks. Mariusz Sokołowski, a wszyscy zebrani podzielili się opłatkiem. Przygotowania do tegorocznego Konkursu Dziennikarskiego w Wielkopolsce  oraz sytuacja bieżąca oddziału były tematem głównym rozmów, ale najwiecej emocji wzbudziła przygotowana na to spotkanie prezentacja Elżbiety Lachman, rzeczniczki prasowej  ogólnopolskiej inicjatywy społecznej Koalicja na Rzecz Ocalenia Polskiej Szkoły.  Ocena wszystko śledząca już od 1 kwietnia, MEN zapowiedziało wdrażanie do szkół tzw. oceny funkcjonalnej. Ma ona obejmować wszystkie dzieci i ich środowisko rodzinne , pomóżcie nam informować o tym resztę społeczeństwa, jak wielkie jest to zagrożenia  –  apelowała Elżbieta Lachman, pracownik mediów w Wielkopolsce z  ponad 30 letnim stażem oraz  prywatnie mama 7 dzieci, germanistka, dziennikarz i PR-owiec z wieloletnim doświadczeniem zdobytym w prasie regionalnej, wyznaniowej i fachowej. Odbyła wielokrotnie staże w niemieckiej prasie regionalnej, w latach 2013 -2014 była radną Rady Rodziny Dużej powołanej przez Prezydenta Miasta Poznania .

Więcej na temat zagrożeń związanych z oceną funkcjonalną w szkołach  – TUTAJ

Specjalne gratulacje zebranych otrzymały dwie koleżanki z oddziału , które wydały w ostatnim czasie swoje książki. To Irmina Kosmala i Krystyna Różańska – Gorgolewska.

Irmina Kosmala z Gniezna jest autorką powieści Spoina”, która opowiada m.in. po raz pierwszy w tak przejmującej formie o akcji „T4” i filozofii szaleństwa.  To pierwsza polska powieść, która wprost podejmuje temat akcji „T4” prowadzonej wobec pacjentów szpitala psychiatrycznego „Dziekanka” w Gnieźnie w okresie II wojny światowej, wpisując ją w szeroki kontekst filozoficzny, etyczny i egzystencjalny. Irmina Kosmala nie rekonstruuje jedynie faktów, interesuje ją to, co dzieje się na styku medycyny, władzy i ludzkiej podmiotowości, tam, gdzie granica między leczeniem, a przemocą staje się niebezpiecznie cienka.

więcej na temat książki Irminy Kosmali:

Krystyna Różańska – Gorgolewska, członkini Wielkopolskiego Oddziału SDP wraz z Moniką Kogut i Pauliną Michalską jest współautorką ksiązki pt.  „Girls’ Guide. Miłość i seks” Jest to niezwykle starannie wydany  rodzaj przewodnika dla nastoletnich i starszych dziewcząt, innego od większości pozycji na rynku. „»Girls’ Guide« nie jest typowym poradnikiem o seksie, redukującym temat do antykoncepcji i instrukcji, jak założyć prezerwatywę. Seks to naprawdę coś więcej” – podkreślają autorki, ponieważ „nie wszystko można przeżyć drugi raz. Na to, co najważniejsze można się przygotować. Poradnik porusza przemilczane tematy i odpowiada na pytania, których dziewczęta wstydzą się zadawać, ale robi to z empatią i szacunkiem dla nich i ich intymności.

Więcej na ten temat:

TUTAJ

 

Galeria zdjęć ze spotkania opłatkowego WO SDP  :

MACIEJ ŚWIRSKI – Ironia jako wata szklana: O wypełnianiu pustki epistemicznej

W naszym portalu zamieszczamy często takie materiały publicystyczne, które nie mieszczą się w klasycznym zakresie tematycznym naszych publikacji, ale stanowią kwintesencji poszukiwań naszego świata. Poszukiwań, które także powinny być obowiązkiem publicystów i dziennikarzy. Dzisiaj kolejny z przyczynków do tych poszukiwań – esej Macieja Świrskiego.

Maciej Świrski: W poszukiwaniu Polski jako kraju sensu – fragment (VII)

Ironia jako wata szklana: O wypełnianiu pustki epistemicznej

Ironia nie weszła do kultury jako kaprys ani jako ozdobnik języka. Pojawiła się wtedy, gdy słowa zaczęły ciążyć bardziej, niż powinny, gdy sens przestawał być czymś wypracowywanym w sporze i namyśle, a coraz częściej stawał się czymś narzucanym. W takich momentach ironia dawała oddech. Pozwalała zatrzymać się o ułamek sekundy wcześniej, zanim język zamknął myśl w gotowej formule.

Ale był też inny rodzaj ironii. Taki, który nie chronił przed sensem nadmiernym, lecz sens wytwarzał przez jego zawieszenie. Ironia nie jako tarcza, ale jako metoda. Nie defensywa, ale epistemologia.

Ta różnica kosztowała miliony istnień.

Dwa gatunki ironii

Przez długi czas ironia pełniła funkcję, której trudno nie docenić. Chroniła przed patosem udającym głębię, a w istocie będącym zasłoną dla przemocy albo intelektualnej pustki. Umożliwiała cofnięcie się o krok, spojrzenie z boku, zawieszenie sądu. By sprawdzić, czy to, co domaga się powagi, rzeczywiście na nią zasługuje.

W tej pierwotnej postaci ironia była formą inteligencji. Zakładała, że świat jest bardziej skomplikowany, niż chcieliby go widzieć ci, którzy mówią najgłośniej. Że każde wielkie słowo wymaga chwili nieufności, a każda deklaracja powinna zostać wystawiona na próbę. Ironia nie negowała sensu. Traktowała go na tyle serio, by nie oddawać go bez oporu w ręce pierwszej lepszej narracji.

Grecy znali ją już w tej postaci. Sokrates nie ironizował po to, by uciec od sensu, lecz by sprawdzić, czy sens rzeczywiście tam jest. Udawana niewiedza była narzędziem rozbrajania fałszywej pewności. Gdy Persowie zagrozili Sparcie, że jeżeli ją zdobędą to zrównają miasto z ziemią, odpowiedź była krótka. Jedno słowo. „Jeżeli”. Nie była to błyskotliwość ani poza retoryczna. Była zgodą na tragizm bez komentarza. Ironia polegała na odmowie przyjęcia logiki strachu, nie na zaprzeczeniu realnemu zagrożeniu.

Rzym dołożył ironię bardziej dworską i polityczną. Klaudiusz pokazał, jak ironia może stać się strategią przetrwania w świecie władzy. Udawana nieporadność chroniła go przed losem tych, którzy brali imperium zbyt serio. Ironia była maską, za którą kryła się trzeźwa ocena rzeczywistości.

Wszystkie te przykłady łączy jedno. Ironia była reakcją na nadmiar i koncentrację sensu w jednym języku, jednej władzy. Chroniła myślenie przed skostnieniem, a człowieka przed zmiażdżeniem przez strukturę niepodważalną. Zawsze była związana z ryzykiem. Często z ryzykiem ostatecznym.

Ale istniała też ironia innego rodzaju. Nie tarcza przed sensem nadmiernym, lecz narzędzie jego wytwarzania. Ironia, która nie odrzucała ani nie ochraniała, ale budowała znaczenie przez nieskończone zawieszenie ostatecznego rozstrzygnięcia.

 

Ironia talmudyczna: epistemologia przez zawieszenie

 

W tradycji żydowskiej ironia nigdy nie była jedynie retoryczną figurą ani gestem dystansu. Była metodą poznawania świata przez odmowę jego zamknięcia. Talmud nie dąży do konkluzji. Składa argumenty obok siebie, pozwala im trwać w napięciu, nie wymuszając rozstrzygnięcia. Prawda nie jest tu tym, co da się ostatecznie wydobyć, lecz tym, co wyłania się z nierozstrzygalności samej.

To nie jest sceptycyzm. To epistemologia oparta na przekonaniu, że Bóg mówi wieloma głosami jednocześnie, a żaden z nich nie może zostać uciszony bez straty. Ironia staje się tu przestrzenią, w której sens może istnieć w wielu wersjach naraz, bez konieczności wyboru jednej z nich jako ostatecznej.

W kulturze jidysz ten mechanizm zszedł na poziom codzienności. Humor, autoironia, podważanie hierarchii języka, to wszystko  nie było gestem nihilistycznym. Było sposobem poruszania się w świecie, który nie oferował stabilności, a mimo to wymagał budowania sensu. Śmiech nie unicestwiał powagi. Chronił przed ją skostnieniem.

Żydowska ironia nie chroniła przed przemocą sensu narzucanego z zewnątrz. Chroniła przed przemocą sensu zbyt pewnego siebie od wewnątrz. Była sposobem zachowania elastyczności myśli tam, gdzie dogmat byłby trucizną. Nie była gestem wykluczającym. Była praktyką inkluzji, w której wszystkie głosy miały prawo zabrzmieć, nawet jeśli się wykluczały.

To była ironia generatywna. Tworzyła sens przez jego zawieszenie. Nie rozbrajała słów, lecz uwalniała je od ciężaru ostateczności. Pozwalała myśleć dalej tam, gdzie inna tradycja kazałaby się zatrzymać i wydać wyrok.

 

Auschwitz: fizyczne zniszczenie epistemologii

 

Po 1943 roku ta tradycja przestała istnieć.  Ci, którzy ją nieśli, zostali fizycznie unicestwieni. Holokaust nie zabił tylko ludzi. Zabił sposób myślenia.

Gdy ginie sześć milionów istnień, giną też wszystkie nienapisane komentarze, nieopowiedziane historie, nierozstrzygnięte spory. Ironia talmudyczna nie przechodziła za pomocą tradycji pisanej. Przechodziła przez gadanie, sprzeczanie się, nieskończone komentowanie komentarzy. Gdy zabija się komentatorów, zabija się samą możliwość kontynuacji.

Po Auschwitz nikt nie mógł już powiedzieć: „Ale rabin Hilel powiedziałby inaczej”. Rabin Hilel nie żył. Nie żył, bo został zagazowany i spalony wraz z całą społecznością, która przez tysiąc lat tworzyła przestrzeń dla jego głosu. Przestrzeń, w której sens mógł istnieć jako nieskończona dyskusja, nie jako zamknięta konkluzja.

To nie było zniszczenie ironii jako takiej. To było zniszczenie ironii jako epistemologii. Ironii, która nie broniła przed sensem, ale go wytwarzała. Która nie była gestem negacji, lecz praktyką myślenia.

Po Holokauście została ironia inna. Grecka. Rzymska. Obronna. Ale ta druga – generatywna, talmudyczna, jidyszowa – została spalona wraz z tymi, którzy ją nieśli w głowach i w sposobie mówienia.

Europa po 1945 roku nie zdawała sobie z tego sprawy, ale straciła nie tylko ludzi. Straciła metodę. Sposób budowania sensu, który nie wymagał ostateczności. Który pozwalał myśleć dalej tam, gdzie inni musieli się zatrzymać i wydać wyrok.

Gułag: zamrożenie do śmierci

 

Komunizm operował inną logiką. Nie tylko fizycznym unicestwieniem, ale i systematycznym zamrażaniem. Gułag nie zabijał ironii tak, jak to zrobił Auschwitz. Zamrażał ją powoli, przez lata, przez pokolenia.

W Auschwitz śmierć była szybka i totalna. W Gułagu była powolna i częściowa. Ludzie też wracali. Ale wracali zamrożeni. Ironia, która tam przetrwała, była innego rodzaju niż ta, którą tam zanieśli. Nie była już metodą wytwarzania sensu. Była jedynie narzędziem przetrwania.

Sołżenicyn opisuje moment, w którym więźniowie przestają się śmiać. Dlatego, że coś w nich pęka. Przestrzeń wewnętrzna, w której mogłaby istnieć dystans między tym, co mówione, a tym, co pomyślane – ta przestrzeń zostaje stopniowo zmiażdżona przez zimno, głód,  bicie i pracę ponad siły.

Ironia wymaga minimum wolności wewnętrznej. Wymaga, by pozostała jeszcze jakaś szczelina między językiem systemu a językiem własnym. W Gułagu ta szczelina zamarzała. Nie znikała całkiem, bo gdyby znikała, ludzie by wariowali – co też się zdarzało. Ale szczelina stawała się tak wąska, że ironia mogła w niej istnieć tylko jako minimum higieny psychicznej, nie jako metoda poznania.

Po latach trzydziestych, w późniejszym komunizmie, także w Polsce, ironia stała się codziennym narzędziem. Gdy system tracił impet, a ideologia krążyła wokół własnego ogona, ironia pozwalała funkcjonować w świecie, w którym wszyscy wiedzieli, że oficjalny język nie ma związku z rzeczywistością, a mimo to należało się nim posługiwać.

Ale była to już ironia defensywna, nie generatywna. Nie budowała sensu. Chroniła przed jego nadmiarem. Pozwalała zachować przytomność tam, gdzie powaga państwowych deklaracji zamieniła się w farsę.

W obu doświadczeniach i Auschwitz, i Gułagu ironia spotykała granicę. Ale każde z nich odsłaniało inną granicę. Auschwitz pokazał, że ironię można zabić fizycznie, unicestwiając tych, którzy ją nieśli. Gułag pokazał, że ironię można zamrozić, pozostawiając część ludzi przy życiu, ale odbierając im przestrzeń wewnętrzną niezbędną do jej praktykowania.

Europa po 1945 roku dziedziczyła te dwa doświadczenia, ale nigdy ich nie przepracowała. Zachód myślał o Auschwitz, ale nie o Gułagu. Wschód żył Gułagiem, ale nie mógł mówić o Auschwitz inaczej niż w języku propagandy. Ironia, która przetrwała, była ironią okrojoną. Brakowało jej jednej części – tej generatywnej, epistemologicznej, wytwarzającej sens przez zawieszenie.

 

Transformacja: od tarczy do wypełniacza

 

To, co nastąpiło później, nie było prostą kontynuacją. Był to proces, w którym ironia zmieniła funkcję bez świadomości samych ironistów.

W latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych ironia jeszcze chroniła. Chroniła przed ideologią, przed wielkim narracjami, przed językiem władzy. Ale stopniowo zaczęło brakować tego, przed czym miałaby chronić. Wielkie narracje traciły moc. Ideologie się wykruszały. Język władzy stawał się coraz bardziej proceduralny i bezosobowy.

Ironia została bez adresata. Dogmat rozpłynął się w standardach i procedurach. Przemoc stała się bezosobowa. Ironia nie miała już w co celować. Został sam gest, powtarzalny i automatyczny.

I wtedy nastąpiło coś nieoczekiwanego. Ironia nie zniknęła. Zaczęła pełnić inną funkcję. Przestała być tarczą przed sensem nadmiernym. Stała się wypełniaczem pustki po sensie niemożliwym.

Zachodnia kultura po 1968 roku stanęła przed problemem, którego nie umiała nazwać. Wielkie narracje zostały zdyskredytowane. Epistemologia popadła w kryzys. Prawda stała się podejrzana. Ale życie społeczne wymaga operowania w języku. Wymaga mówienia tak, jakby słowa coś znaczyły. Jak mówić, gdy nie ma już pewności co do sensu?

Ironia stała się rozwiązaniem. Nie świadomym, nie deklarowanym. Stała się domyślnym tonem wypowiedzi. Sposobem mówienia, który pozwalał coś powiedzieć bez zobowiązania się do treści. Ironista może mówić, jakby wierzył w to, co mówi – i jednocześnie dać do zrozumienia, że jest ponad tym.

To nie była już obrona przed przemocą sensu. To była technika poruszania się w świecie, w którym sensu zabrakło, ale trzeba było udawać, że jest. Ironia stała się watą. Materiałem izolacyjnym. Substancją, która wypełnia pustkę między słowem a przekonaniem.

Gdy Richard Rorty w 1989 roku pisał o ironiście jako idealnym obywatelu demokracji liberalnej, nie widział jeszcze, co stanie się z ironią pozbawioną przeciwnika. Jego ironista potrzebował dogmatów do rozbrajania. Ale gdy dogmaty rozpuściły się w procedurach, ironia nie zniknęła. Zamieniła się w watę szklaną. Rorty opisywał narzędzie. Nie przewidział, że to samo narzędzie, pozbawione oporu, stanie się atmosferą intelektualną epoki.

 

Wata szklana: izolacja w obie strony

 

Wata szklana chroni przed ogniem. Ale jednocześnie uniemożliwia ogrzanie.

Ta właściwość definiuje współczesną ironię lepiej niż jakiekolwiek inne porównanie. Ironia dziś nie jest ani tarczą, ani metodą. Jest izolacją. Chroni przed spaleniem przez słowa zbyt gorące. Ale jednocześnie nie pozwala, by jakiekolwiek słowo mogło ogrzać.

Wata szklana jest miękka, przyjemna w dotyku, pozornie niewinna. Nie widać w niej agresji. Nie ma w niej przemocy. Jest wszędzie i nigdzie. Wypełnia przestrzeń tak naturalnie, że przestaje się ją zauważać. Dopiero gdy ktoś próbuje się rozgrzać, odkrywa, że jest zimno. I gdy cofnie rękę – zobaczy, że w jego skórę wbite jest tysiące szklanych szpilek.

Podobnie działa ironia epistemiczna. Nie uderza wprost. Nie zakazuje. Nie cenzuruje. Po prostu sprawia, że każde słowo wypowiedziane na poważnie brzmi nieco głupio. Niekoniecznie fałszywie. Po prostu nieadekwatnie. Zbyt pewne siebie. Zbyt nieświadome własnej umowności.

Kto by chciał tak brzmieć?

Ironia staje się tu czymś więcej niż postawą. Staje się atmosferą. Nie trzeba jej już stosować świadomie. Ona jest w powietrzu. W tonie debaty publicznej. W sposobie, w jaki media konstruują przekaz. W automatyzmie, z jakim każde poważne słowo zostaje od razu osłabione przez kontekst, w którym się pojawia.

W tym świecie tragizm staje się nie do zniesienia. Bo tragizm zakłada, że są sprawy, których nie da się rozbroić żartem. Że sens może kosztować. Że słowa wiążą. Kultura wypełniona watą szklaną neutralizuje to napięcie, zanim zdąży się ono ujawnić. Język przestaje oferować formy zdolne unieść ciężar odpowiedzialności.

Nie chodzi tu o śmiech. Śmiech może współistnieć z powagą. Chodzi o niemożliwość powagi. O sytuację, w której samo pojawienie się tonu zobowiązania jest już zagrożeniem. W której ktoś, kto mówi tak, jakby jego słowa miały konsekwencje, wydaje się albo naiwny, albo niebezpieczny.

 

Pustka epistemiczna: co wypełnia wata

 

Wata szklana nie pojawia się w próżni. Pojawia się tam, gdzie zabrakło czegoś innego. Wypełnia przestrzeń, która wcześniej była zajęta, ale stała się pustką bo to co ją wypełniało – znikło.

Co znikło?

Przekonanie, że poznanie jest możliwe. Że rzeczywistość da się w jakimś sensie uchwycić. Że słowa, choć niedoskonałe, mogą coś rzetelnie opisać. Że spór o prawdę ma sens, bo prawda, choć trudna, wielowymiarowa, czasem nieosiągalna,  jednak istnieje jako horyzont myślenia.

Po tym wszystkim, co się wydarzyło w XX wieku,  po Auschwitz, po Gułagu, po kolonializmie, po zdradzie nauki w służbie totalitaryzmów,  trudno było utrzymać to przekonanie. Epistemologia zachodnia popadła w kryzys, dlatego, że straciła niewinność.

Każde wielkie słowo – prawda, wolność, sprawiedliwość – zostało skompromitowane przez sposób, w jaki było używane przez ludzi przekonanych o słuszności swojej sprawy. Auschwitz nie powstał z tylko z niemieckiego cynizmu. Powstał też z przekonania, że pewne prawdy są tak oczywiste, iż nie wymagają dyskusji. I że zadaniem tych ludzi jest wypełnienie ich misji – co doskonale widać po lekturze protokołów konferencji w Wansee.

W odpowiedzi zachodnia kultura zbudowała system obronny przeciwko pewności. Wszystko, co rościło sobie prawo do ostateczności, zostało objęte podejrzeniem. Także Kościół i prawdy wiary. Każde słowo wymagało cudzysłowu. Każde stwierdzenie – dystansu.

Ironia stała się tym dystansem,  jako domyślne ustawienie. Jako materiał wypełniający przestrzeń między tym, co powiedziane, a tym, w co można by uwierzyć.

Powstała kultura, w której można mówić o wszystkim, ale nic nie waży. W której każde zdanie jest wypowiedziane z lekkim uśmiechem, sygnalizującym: „oczywiście zdaję sobie sprawę z umowności tego, co mówię”. W której powaga stała się podejrzana, bo kojarzy się z fundamentalizmem.

Taka kultura nie potrzebuje już cenzury. Nie musi zakazywać słów. Wystarczy, że sprawia, iż każde słowo wypowiedziane bez ironii brzmi naiwnie. Wystarczy, że dystans staje się dowodem inteligencji, a zaangażowanie i przywiązanie do rudymentów jest objawem prostactwa.

Wata szklana wypełnia pustkę po epistemologii. Nie zastępuje jej. Nie oferuje niczego w zamian. Po prostu sprawia, że życie bez niej staje się możliwe. Można poruszać się w świecie bez przekonań. Można mówić bez wiary w słowa. Można funkcjonować w kulturze bez wspólnego horyzontu sensu.

Ale jest cena.

 

Przemoc braku: nowy rodzaj przemocy

 

Przez długi czas wydawało się, że ironia chroni przed przemocą. Przed językiem, który nie znosi sprzeciwu. Przed sensem narzucanym siłą. Przed ideologiami domagającymi się wiary.

Ale ironia sama może być przemocą. Nie przemocą obecności, lecz przemocą braku. Nie przemocą sensu, lecz przemocą jego nieobecności.

Gdy ktoś próbuje powiedzieć coś na poważnie, gdy próbuje nazwać rzeczywistość bez dystansu, gdy próbuje zobowiązać się do słowa, to kultura ironiczna odpowiada nie cenzurą, lecz uśmiechem. Nie zakazem, lecz zażenowaniem. Nie przemocą jawną, lecz wykluczeniem przez ton.

To jest przemoc subtelna, ale skuteczna. Nie musi nikogo bić ani więzić. Wystarczy, że sprawia, iż nikt nie chce brzmieć jak ktoś, kto bierze siebie zbyt poważnie.

W takim świecie nie da się już powiedzieć: „to jest złe i musi się skończyć” bez ryzyka ośmieszenia. Nie da się powiedzieć: „wierzę w to” bez sygnalizowania naiwności. Nie da się zobowiązać do słowa bez sugestii, że nie rozumie się, jak działa język.

Ironia przestała być wyborem. Stała się warunkiem uczestnictwa w kulturze. Kto mówi bez niej, zostaje wykluczony przez zażenowanie. Przez estetykę.

To jest nowy rodzaj przemocy. Przemoc, która nie mówi „nie wolno”. Mówi: „to nie wypada”. Nie odbiera prawa głosu. Odbiera prawo do powagi. I tym samym odbiera możliwość zobowiązania.

 

Momenty graniczne: gdzie wata się kończy

 

Są sytuacje, w których wata szklana przestaje działać. Gdy pojawia się realne zło, realna krzywda, realna zdrada, ironia odsłania swoją prawdziwą funkcję. Nie chroni już przed patosem. Chroni przed koniecznością zajęcia stanowiska. Pozwala wycofać się dokładnie tam, gdzie słowo nie musiałoby kosztować.

W momencie granicznym wybór staje się widoczny. Albo mówisz wprost – i ryzykujesz. Albo owijasz w ironię – i nic nie ryzykujesz, ale też nic nie mówisz istotnego.

Kultura wypełniona watą szklaną preferuje drugie rozwiązanie. Nie jest to świadome. Po prostu dlatego, że pierwsze wydaje się nieadekwatne. Zbyt proste. Zbyt pewne siebie. Nieświadome własnej umowności.

 

Ale czasem proste słowa są jedynym, co pozostaje. Czasem nie ma miejsca na dystans. Czasem pytanie brzmi: po której jesteś stronie? I odpowiedź „to skomplikowane” nie jest odpowiedzią, ale ucieczką, po której zostaje tylko hańba.

W takich momentach okazuje się, że ironia nie była neutralna. Że chroniła nie przed przemocą sensu, lecz przed odpowiedzialnością za własne słowo. Że wata szklana izolowała nie tylko od cudzego ognia, ale też od własnego ciepła. I od sensu ostatecznego.

 

Co po ironii: powaga jako zdolność cywilizacyjna

 

Nie chodzi tu o zakaz ironii. Nie chodzi tu o powrót do naiwności. Nie chodzi tu o udawanie, że język może być przezroczysty albo że słowa niosą sens poza kontekstem.

Chodzi tu o coś innego. O zdolność rozpoznania momentu, w którym ironia przestaje chronić, a zaczyna unicestwiać. Momentu, w którym dystans przestaje być inteligencją, a staje się tchórzostwem. Momentu, w którym zawieszenie sensu przestaje być otwarciem przestrzeni myślenia, a staje się zamknięciem przestrzeni działania.

Powaga nie jest prostactwem. Jest zdolnością cywilizacyjną. Umiejętnością uznania, że niektórych zdań nie wolno wypowiadać na próbę. Że są słowa, które raz wypowiedziane wiążą. Że są momenty, w których trzeba powiedzieć coś wprost dlatego, że sytuacja tego wymaga.

Kultura, która utraciła tę zdolność, nie rozpada się gwałtownie. Traci zdolność rozróżniania tego, z czego jeszcze wolno żartować, od tego, czego żartem dotknąć już nie wolno. Traci zdolność nazywania zła złem bez cudzysłowu. Traci zdolność zobowiązania.

Po ironii nie zostaje cisza. Zostaje hałas, w którym wszystko brzmi podobnie, bo nic nie waży. Sens staje się opcjonalny. Przyszłość abstrakcyjna. A wspólnota nie ma już wspólnego horyzontu znaczenia.

Być może trzeba się nauczyć mówić inaczej. Nie bez ironii, bo ironia jest czasem konieczna. Ale bez waty szklanej. Bez automatycznej izolacji między słowem a przekonaniem. Bez domyślnego dystansu, który sprawia, że żadne słowo nie może już ogrzać.

Trzeba się nauczyć ryzykować słowem. Mówić tak, by słowa coś znaczyły, dlatego, że jest się odpowiedzialnym.

To nie będzie łatwe. Kultura wypełniona watą szklaną nie przepuszcza już ciepła. Ale można zacząć od jednego słowa. Powiedzieć je wprost. Bez cudzysłowu. Bez uśmiechu.

I zobaczyć, co się stanie.

Może się okaże, że da się żyć inaczej. Że można budować sens bez ironii epistemicznej. Że powaga nie prowadzi automatycznie do totalitaryzmu. Że zobowiązanie nie jest naiwne.

Ale najpierw trzeba zaryzykować jedno słowo. I nie wycofać się.

To kosztuje. Ale alternatywą jest świat, w którym wszystko można powiedzieć i nic to nie znaczy. Świat wygodny. Bezpieczny. Zimny.

Świat wypełniony watą szklaną.

 

Maciej Świrski

 

Były to fragmenty eseju Macieja Świrskiego, obecnie członka KRRiT, b. przewodniczący Rady w latach 2022 – 2025).

Autor zamieścił publikację na swoim profilu w portalu X 30 stycznia 2026 roku.

Maciej Świrski jest założycielem Reduty Dobrego Imienia (Polish League Against Defamation). Celem Reduty jest prostowanie nieprawdziwych informacji na temat historii Polski oraz propagowanie wiedzy na temat historii i kultury polskiej.

Na X o Autorze: „founder of @DobreImiePolski Chairman of the National Broadcasting Council – Poland (contra ius remotus)”.

W tłumaczeniu – Założyciel Reduty Dobrego Imienia. Przewodniczący Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji (tłum. oficjalnej nazwy) – Polska (contra ius remotus).

Z określeń prawniczych: „Contra ius remotus” to łacińska fraza prawnicza oznaczająca „oddalony/odsunięty od prawa”. Sugeruje sytuację lub działanie pozostające w sprzeczności z obowiązującymi przepisami (contra ius), wykraczające poza normy prawne lub nieuznawane przez prawo.

 

oprac. hub

 

Oryginalny wpis na X:

 

W drugą rocznicę bezprawnego przejęcia TVP, PR i PAP – APEL ZG SDP o powstrzymanie niszczenia mediów publicznych w Polsce

Zarząd Główny Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich stanowczo protestuje przeciwko trwającym od dwóch lat destrukcyjnym działaniom podejmowanym przez rząd Donalda Tuska wobec  mediów publicznych.  Działania te naruszały i nadal naruszają standardy wolności słowa demokratycznego państwa.   Mają one negatywny wpływ nie tylko na TVP S.A., Polskie Radio S.A., 17 Rozgłośni Regionalnych Polskiego Radia i Polską Agencję Prasową, ale na cały system medialny w naszym kraju.

Media publiczne są obecnie jedynie narzędziem służącym realizacji celów politycznych rządzącej koalicji. Drastycznie obniża to poziom pluralizmu mediów w Polsce, dostęp do informacji oraz możliwość ich weryfikowania przez obywateli. Brak jest nadal jakiegokolwiek pozytywnego celu i planu działań podejmowanych przez rząd w stosunku do mediów publicznych. Zgłaszane projekty zmian legislacyjnych wprowadzają niekorzystne dla realizacji misji mediów publicznych rozwiązania i w konsekwencji mogą doprowadzić do ich całkowitej zapaści programowej oraz marginalizacji na rynku mediów w Polsce.

Media publiczne w naszym kraju były przykładem pozytywnego przekształcenia mediów totalitarnego państwa po upadku ustroju komunistycznego i związanej z tym procesem transformacji ustrojowej po 1989 roku w Polsce. Przy aktywnym udziale przedstawicieli środowiska dziennikarskiego media te z roku na rok stawały się coraz bardziej istotnym elementem obiegu informacji oraz strażnikiem polskiej historii, kultury, języka i tożsamości.

20 grudnia 2023 roku doszło do bezprecedensowego wydarzenia w dziejach polskich mediów. W siłowy sposób, przy wykorzystaniu policji, wynajętych firm ochroniarskich i  przy całkowitym lekceważeniu obowiązującego prawa rząd Donalda Tuska zainicjował proces likwidowania wszystkich publicznych spółek medialnych w Polsce: Telewizji Polskiej S.A. (TVP), Polskiego Radia S.A. (PR) i 17 rozgłośni regionalnych Polskiego Radia oraz Polskiej Agencji Prasowej S.A. (PAP). Jedynymi argumentami za „likwidacją” publicznych spółek medialnych były subiektywne oceny rządzących dotyczące jakości programów tych mediów. W ten sposób rząd złamał postanowienia Konstytucji RP, wynikające z art. 7, mówiące, że „Organy władzy publicznej działają na podstawie i w granicach prawa”. Proces likwidowania mediów został bowiem wdrożony na podstawie uchwały Sejmu, a nie ustawy. Pominięto przy tym ustawę o radiofonii i telewizji, a wymiana władz w TVP, Polskim Radiu i jego 17 spółkach regionalnych oraz PAP odbyła się bez uwzględnienia ustawy o Radzie Mediów Narodowych, do kompetencji której należał wybór władz mediów publicznych

Mimo upływu dwóch lat od trwania procesu „likwidacji” rządzący nadal nie przedstawili dokumentów ani opracowań merytorycznych, które uzasadniałyby konieczność postawienia w stan „likwidacji” mediów publicznych. Obecnie proces rzekomej „likwidacji” ma charakter pozorny, nie zostały wdrożone żadne procedury, które świadczyć by miały o jego realnej realizacji. W tej sytuacji stałe finansowanie mediów publicznych z budżetu państwa jest zdumiewającym przykładem politycznej hipokryzji rządzących. Krytykowany przez ugrupowania koalicyjne w czasie, gdy nie sprawowali władzy i mimo obietnic wyborczych ich zmiany,  sposób finansowania tych mediów,  wykorzystywany jest nadal, choć osiągane przez media publiczne „w likwidacji”  efekty programowe i finansowe budzą najwyższy niepokój.

Natychmiast po bezprawnych działaniach rządzących w grudniu 2023 roku Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich publicznie zaprotestowało przeciwko temu zamachowi na media publiczne.  Publikowaliśmy specjalne oświadczenia, protesty i  stanowiska, organizowaliśmy konferencje w celu ujawnienia i dokumentowania niszczycielskich działań rządzących w stosunku do mediów.  Nagłaśnialiśmy te problemy na forum polskiego Sejmu i na arenie międzynarodowych organizacji dziennikarskich.

W ocenie Zarządu Głównego SDP siłowe przejecie mediów publicznych przez rząd Donalda Tuska stało się punktem zwrotnym w historii mediów w Polsce. Łamanie prawa i naruszanie zasady wolności słowa trwa nadal przy milczącej aprobacie polityków związanych z rządzącą koalicją i przedstawicieli ich zaplecza medialnego.  Ogranicza to dostęp do informacji i pluralizm mediów w Polsce. Zarząd Główny SDP apeluje do rządzących o natychmiastowe wycofanie się z tych działań niszczących media publiczne w naszym kraju. ZG SDP apeluje również do Prezydenta RP, który jest gwarantem przestrzegania Konstytucji i przestrzegania podstawowych praw obywatelskich o podjęcie działań w celu powstrzymania destrukcji mediów publicznych w Polsce.

 

Zarząd Główny SDP:

Jolanta Hajdasz prezes SDP

Wanda Nadobnik , wiceprezes SDP

Mariusz Pilis, wiceprezes SDP

Aleksandra Tabaczyńska skarbnik SDP

Hubert Bekrycht sekretarz generalny SDP

Maria Giedz, członek ZG SDP

Anna Popek,  członek ZG SDP

Paweł Gąsiorski, członek ZG SDP

Krzysztof Gurba, członek G SDP

Michał Karnowski , członek ZG SDP

Andrzej Klimczak, członek ZG SDP

Krzysztof Skowroński, członek ZG SDP

Janusz Życzkowski, członek ZG SDP

 

 

 

 

 

 

Ugoda w sprawie z powództwa byłej marszałek województwa przeciwko byłym dziennikarzom Gazety Lubuskiej

25 listopada b.r. przed Sądem  Okręgowym w Zielonej Górze  doszło do podpisania ugody w sprawie z powództwa Elżbiety Polak, posłanki Platformy Obywatelskiej, byłej marszałek województwa lubuskiego przeciwko byłym dziennikarzom Gazety Lubuskiej – red. Januszowi Życzkowskiemu, red. Marcinowi Kędrynie i red. Robertowi Bagińskiemu. Tego dnia w tej sprawie jako świadek miała być przesłuchiwana m.in. Jolanta Hajdasz, dyr. CMWP SDP.  W związku z ugodą  sędzia Mirosław Iwanowski odstąpił od przesłuchania świadków i postanowił umorzyć to postępowanie.   

Jako autorzy i osoby odpowiedzialne za cykl artykułów Gazety Lubuskiej z 2022 r. dotyczących sprawy Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu Drogowego w Gorzowie Wielkopolskim pragniemy podkreślić, że naszym zamiarem nie było w żaden sposób podważenie reputacji i dobrego imienia pani Elżbiety Anny Polak. Przepraszamy panią Elżbietę Anne Polak pełniącą w okresie publikacji funkcję Marszałek Województwa Lubuskiego ponieważ błędem było przepisywanie pani Polak odpowiedzialności, osobistych zaniedbań i niewłaściwej postawy w związku z opisywanymi wydarzeniami w gorzowskim WORD.  Niniejsze oświadczenie publikujemy w wykonaniu ugody sądowej  – oświadczenie tej treści podpisali pozwani byli dziennikarze Gazety Lubuskiej, którzy w roku 2022 opisali tzw. aferę WORD-u w Gorzowie Wielkopolskim.  W lipcu 2022 roku w kilku artykułach dziennikarze opisali nieakceptowalne praktyki o charakterze mobbingu i molestowania seksualnego w Wojewódzkim Ośrodku Ruchu Drogowego w Gorzowie Wlkp. Dziennikarze przedstawili także bierność polityków z Platformy Obywatelskiej, którzy pełniąc najważniejsze funkcje we władzach województwa i mając wiedzę o możliwym przestępstwie, nie podjęli zdecydowanych działań. Ich reakcja nastąpiła dopiero po publikacjach Gazety Lubuskiej.  Jedna z nich polegała na tym, że Elżbieta Polak, wtedy marszałek województwa, w specjalnym piśmie zażądała, by redakcja dziennika zakończyła współpracę z dziennikarzem, który opisywał sprawę. W tym ostatnim wątku, ówczesny redaktor naczelny GL, Janusz Życzkowski złożył zawiadomienie do prokuratury, która jednak odmówiła wszczęcia śledztwa. Wtedy sprawą zajęło się również Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP.   – W ocenie CMWP SDP ta decyzja naruszała zasadę wolności słowa demokratycznego państwa, która opiera się na niezależności każdej redakcji. Odmowa śledztwa w tej sprawie sankcjonowała bowiem nieformalne metody dyscyplinowania lokalnych mediów przez władze samorządowe, co jest wyjątkowo nagannym zjawiskiem – napisała wówczas dyrektor CMWP, dr Jolanta Hajdasz.

Początkowo marszałek Elżbieta Polak wystosowała przeciwko dziennikarzom prywatny akt oskarżenia z art. 212 kk. Proces był utajniony.  W czerwcu 2024 r. wyrok zielonogórskiego Sądu Rejonowego  nie potwierdził tez zawartych w akcie oskarżenia. Z 7 postawionych zarzutów karnych, po prawie dwóch latach procesu i przesłuchaniu wszystkich zainteresowanych, w tym dyrektor CMWP SDP dr. Jolanty Hajdasz, nie utrzymał się żaden.  Sąd w Zielonej Górze  uniewinnił wszystkich oskarżonych Janusza Życzkowskiego, Roberta Bagińskiego i Marcina Kędrynę od zarzutu pomówienia Marszałek Województwa Lubuskiego  Elżbiety Polak tj. od popełnienia przestępstwa z art. 212 kk. Elżbieta Polak pozwała dziennikarzy także z powództwa cywilnego domagając się odszkodowania za naruszenie dóbr osobistych. W międzyczasie była pracownica WORD-u pani Magdalena Szypiórkowska, która jako pierwsza opisała sytuację w gorzowskim WORD-zie przegrała proces , jaki wytoczył jej były już dyrektor tego ośrodka. Także ten proces toczył się w trybie niejawnym . Choć opisywała ona szczegóły rozmów i sytuacji, z jakimi miała do czynienia,  sąd nie uznał przedstawianych przez nią dowodów za wystarczające. Dziennikarze, którzy zdecydowali się w tym drugim procesie podpisać ugodę, motywowali to chęcią  uchronienia pani Magdaleny od kolejnych negatywnych przeżyć.   Kontynuowanie procesu dziennikarzy z poseł Elżbietą Polak oznaczałoby dla poszkodowanej   konieczność powrotu do traumatycznych przeżyć z przeszłości.

Żaden z pozwanych przez byłą marszałek , a obecną posłankę PO dziennikarzy nie pracuje już w Gazecie Lubuskiej. Stracili pracę po tym, jak na skutek powołania rządu Donalda Tuska 13  grudnia 2023 r.  nastąpiła zmiana kierownictwa koncernu wydawniczego Polska Press, właściciela m.in. Gazety Lubuskiej.

Ugoda zawarta 25.listopada 2025 r.  jest tu : 

Wcześniejsze  informacje na temat tej sprawy :

Wolność religijna na świecie 2025. Polska premiera raportu organizacji POMOC KOŚCIOŁOWI W POTRZEBIE w siedzibie SDP

Blisko 5,5 mld ludzi na świecie żyje w krajach z poważnym lub z bardzo poważnym pogwałceniem wolności religijnej. To mniej wiecej dwie trzecie populacji globu. W 44 krajach  ludzie są zabijani z powodu swojego światopoglądu religijnego,  w 29 – doświadczyli porwań z powodów religijnych, a w 21 media społecznościowe są wykorzystywane do szerzenia nienawiści wobec mniejszości religijnych –  to dane z najnowszego  Raportu  „Wolność religijna na świecie” , którego polska premiera odbyła się w środę 19 listopada w siedzibie Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich przy ul. Foksal 3/5 w Warszawie.  W konferencji promującej polskie wydanie Raportu  wzięli udział ks. dr hab. Jan Żelazny – dyrektor Sekcji Polskiej Pomoc Kościołowi w Potrzebie, Irmina Nockiewicz – współautorka raportu Wolność religijna na świecie 2025 i dr Jolanta Hajdasz, prezes SDP. Konferencję prowadził red. Jan Pospieszalski. 

Raport  „Wolność religijna na świecie” jest jedynym globalnym opracowaniem dotyczącym wolności religijnej przygotowanym przez organizację pozarządową. Jego autorzy analizują sytuację w 196 państwach, dostarczają rzetelnej oceny stanu fundamentalnego prawa człowieka – wolności myśli, sumienia i religii.

Od pierwszego swojego wydania w 1999 roku Raport przyjmuje perspektywę ogólnoświatową. Mimo iż jest tworzony przez stowarzyszenie katolickie, Raport dokumentuje nadużycia, pogwałcenia i restrykcje dotykające wszystkich grup religijnych,  ponieważ jeśli pozbawia się wolności religijnej jednej grupy, nie ma już prawdziwej wolności religijnej dla nikogo . Ujawnienie prawdy o naruszeniach to pierwszy krok do zmiany – mówi ks. dr hab. Jan Żelazny – dyrektor Sekcji Polskiej Pomoc Kościołowi w Potrzebie.

Naj­nowszy raport PKWP (ACNWolność religijna na świcie ukazuje dramatyczny obraz sytuacji wyznaniowej na świecie. Wynika z niego, że dwie trzecie światowej populacji, mieszkańcy aż 62 krajów, doświadczają dyskryminacji lub prześladowań z powodu wiary.

To blisko 5,4 miliarda osób, dla których zagrożone jest podstawowe prawo człowieka: wolność religijna. Szczególnie wstrząsające są dane dotyczące 24 krajów, w których dochodzi do najcięższych naruszeń – od napaści i porwań, przez arbitralne więzienia, aż po zabójstwa. W tych państwach żyje ponad 4,1 miliarda ludzi, codziennie narażonych na brutalne represje – powiedziała  Irmina Nockiewicz, polska współautorka raportu. Raport powstaje dzięki pracy międzynarodowej sieci naukowców, dziennikarzy i ekspertów.

Wolność religijna na świecie. Raport 2025 – plik do pobrania Executive-Summary-2025-PL

Wolność religijna nie jest przywilejem, jest fundamentalnym prawem człowieka. Prawo do życia zgodnie z własnym sumieniem i wyznawaną wiarą jest zapisane w Artykule 18. Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka, przyjętej w 1948 roku przez ONZ. Tak jak walcząc o respektowanie naszego prawa do wolności słowa i wolności wypowiedzi powołujemy się na Artykuł 19 tej deklaracji, tak dziś SDP wspiera upominanie się o przestrzeganie wolności religijnej opisanej wymownie w Artykule 18 – powiedziała Jolanta Hajdasz.

Wyrażam szczere uznanie i szacunek dla działalności organizacji Pomoc Kościołowi w Potrzebie i dla jego aktywnego polskiego zespołu – powiedziała Jolanta Hajdasz, prezes SDP. Cieszę się bardzo, że tak ważne wydarzenie jakim jest premiera polskiej edycji Raportu  „Wolność religijna na świecie” odbywa się właśnie w siedzibie Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich – podkreśliła prezes SDP.

Wraz z międzynarodową premierą raportu opublikowano specjalną petycję. Wzywa ona rządy i organizacje międzynarodowe do skutecznej ochrony artykułu 18 Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka, który gwarantuje wolność myśli, sumienia i religii. W szczególności dokument wzywa rządy oraz organizacje międzynarodowe do:

  • skutecznej ochrony prześladowanych wspólnot,
  • monitorowania naruszeń w krajach wysokiego ryzyka,
  • działań dyplomatycznych i sankcji wobec reżimów łamiących wolność religijną,
  • przeciwdziałania ekstremizmowi oraz wykorzystywaniu religii do celów politycznych.

Petycję może podpisać każdy, kto chce poprzeć międzynarodowe działania na rzecz poszanowania fundamentalnych praw człowieka.

Petycję można podpisać tu : https://pkwp.org/petycja/

Pomoc Kościołowi w Potrzebie to katolicka organizacja charytatywna założona w 1947 r. w. celu pomocy uchodźcom wojennym. Od 2011 roku uznana jest za papieską fundację. PKWP poświęca się chrześcijanom na całym świecie poprzez działania informacyjne i modlitwę, wszędzie gdzie prześladowani, czy uciskani są chrześcijanie. PKWP wspiera każdego roku średnio 5000 projektów w 130 krajach dzięki darowiznom prywatnym, ponieważ organizacja nie otrzymuje żadnych środków publicznych.

Raport z 2025 roku to 17. edycja Raportu na temat wolności religijnej na świecie publikowanego co dwa lata przez stowarzyszenie Pomoc Kościołowi w Potrzebie. Dokument opublikowano w językach: angielskim, francuskim, niemieckim , włoskim, portugalskim i hiszpańskim.

W celu pozyskania dodatkowych informacji na jego temat należy  się skontaktować z regionalnym biurem PKWP  lub bezpośrednio z szefem biura prasowego ACN International Marią Lozano [email protected] .

CMWP SDP jako amicus curiae w sprawie red. RYSZARDA TAŃSKIEGO skazanego z 212 kk

W związku z wyrokiem Sądu Rejonowego Szczecin – Centrum w Szczecinie zapadłym na tle publikacji prasowej red. Ryszarda Tańskiego oraz zainicjowanym postępowaniem apelacyjnym, Centrum Monitoringu Wolności Prasy Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich (dalej: CMWP) zawiadamia, że objęło niniejszą sprawę monitoringiem pod kątem przestrzegania praw człowieka i obywatela w zakresie wolności słowa i prawa do rzetelnego procesu. Skazanie oskarżonego stanowiłoby naruszenie krajowych standardów konstytucyjnych oraz międzynarodowych standardów praw człowieka w zakresie wolności słowa i wolności prasy. Uniewinnienie go jest konieczne dla zapewnienia, że dziennikarze w Polsce mogą wykonywać swoją misję publicznego strażnika demokracji bez obawy przed represjami karnymi za krytykę polityków i innych osób publicznych.

Pan Ryszard Tański, pełniący funkcję redaktora naczelnego lokalnego tytułu prasowego – dwutygodnika Puls Powiatu Pyrzyckiego, został skazany nieprawomocnym wyrokiem Sądu Rejonowego Szczecin-Centrum w Szczecinie z dnia 17 czerwca 2025 r. za popełnienie przestępstwa zniesławienia określonego w art. 212 § 2 Kodeksu karnego. Przedmiotem oskarżenia był artykuł prasowy zatytułowany „Szymkowicz, Wujek Dobra Rada”, opublikowany w wydaniu dwutygodnika Puls Powiatu z dnia 4 lipca 2023 roku oraz zamieszczony w sieci. Artykuł stanowił komentarz dziennikarski do publicznej wypowiedzi pokrzywdzonego Mariusza Szymkowicza, zamieszczonej przez niego na portalu społecznościowym Facebook. Pan Mariusz Szymkowicz jest osobą publiczną, pełniącą liczne funkcje polityczne i administracyjne. Opublikował on na swoim profilu Facebook publiczny komentarz
dotyczący projektu uchwały Rady Miejskiej w Pyrzycach w sprawie wyemitowania papierów wartościowych w celu pozyskania środków na zadania inwestycyjne gminy. W swoim komentarzu skrytykował władze gminy Pyrzyce, zarzucając im złe planowanie wydatków na inwestycje oraz narażenie gminy na zadłużenie.

Artykuł prasowy autorstwa Ryszarda Tańskiego stanowił odpowiedź na publiczny komentarz Mariusza Szymkowicza. W materiale prasowym dziennikarz przedstawił kontekst wypowiedzi polityka i wyjaśnił przyczyny wzrostu kosztów realizacji inwestycji samorządowych wynikające z inflacji i sytuacji geopolitycznej (epidemia COVID-19, wojna na Ukrainie). Sąd Rejonowy uznał, że Ryszard Tański dopuścił się zniesławienia Mariusza Szymkowicza poprzez zamieszczenie w artykule następujących treści:

  • informacji dotyczących rzekomej nieudanej kariery Mariusza Szymkowicza jako radnego gminy Pyrzyce oraz wicewójta Bielic
  •  zarzucenia możliwości bycia „mózgiem operacji" bliżej nieokreślonych inwestycji
  • wskazania, że Mariusz Szymkowicz jest „analfabetą i uczy innych pisać książki”
  • wskazania, że Mariusz Szymkowicz żyje w „bańce PiS” nie wierząc w skutki inflacji oraz nie mając pojęcia o wojnie i jej skutkach dla samorządów
  • zarzucenia braku wiedzy w zakresie realizacji i przygotowania zgodnie z prawem samorządowym inwestycji oraz braku wiedzy na temat kosztorysu inwestorskiego
  • ujawnienia danych osobowych Mariusza Szymkowicza (imienia i nazwiska) oraz zestawienia ich z pełnionymi wcześniej oraz obecnie funkcjami

Od wyroku skazującego obrońca osk. Ryszarda Tańskiego wywiódł apelację.

Analiza artykułu prasowego autorstwa Ryszarda Tańskiego wskazuje jednoznacznie, że dziennikarz działał w dobrej wierze oraz w interesie publicznym:

  • artykuł stanowił odpowiedź na publiczną wypowiedź polityka, który sam zainicjował debatę na temat gospodarowania finansami publicznymi gminy Pyrzyce,
  • tematyka artykułu dotyczyła spraw istotnych dla społeczności lokalnej – realizacji inwestycji publicznych, wzrostu ich kosztów z powodu inflacji i wojny na Ukrainie,
  • przed publikacją dziennikarz podjął starania weryfikacyjne, przeszukując publicznie dostępne źródła informacji (strony BIP, profile społecznościowe) w celu ustalenia, czy Mariusz Szymkowicz posiada doświadczenie w realizacji inwestycji publicznych,
  • artykuł wyjaśniał czytelnikom kontekst wypowiedzi Mariusza Szymkowicza oraz wskazywał na uproszczenia i błędy zawarte w jego komentarzu Facebook
  • dziennikarz działał zgodnie z zasadami rzetelności dziennikarskiej, dążąc do ochrony interesu publicznego poprzez skorygowanie twierdzeń polityka.

Mając na uwadze powyższą argumentację prawną, Centrum Monitorowania Wolności Prasy SDP stoi na stanowisku, że:

  1. W niniejszej sprawie niezbędne jest uwzględnienie przez Sąd standardów ochrony wolności wypowiedzi wypracowanych przez Europejski Trybunał Praw Człowieka oraz Sąd Najwyższy, w szczególności
    w kontekście krytyki polityków i osób publicznych;
  2. Należy przyjąć, że Pan Mariusz Szymkowicz jako aktywny polityk powinien tolerować szerszą krytykę niż osoba prywatna, zgodnie z orzecznictwem ETPC;
  3. Przedmiotowy artykuł prasowy stanowił głos w debacie publicznej dotyczącej spraw istotnych dla społeczności lokalnej (gospodarowanie finansami publicznymi, realizacja inwestycji samorządowych), zainicjowanej przez samego pokrzywdzonego;
  4. Oskarżony działał w dobrej wierze oraz w interesie publicznym, dokonując weryfikacji kompetencji polityka krytykującego władze lokalne w zakresie gospodarowania środkami publicznymi;
  5. Większość inkryminowanych wypowiedzi oskarżonego stanowią opinie i sądy wartościujące, które zgodnie z orzecznictwem ETPC i Trybunału Konstytucyjnego nie podlegają weryfikacji pod kątem prawdziwości;
  6. Należy wziąć pod uwagę efekt mrożący (chilling effect), jaki wywoła skazanie dziennikarza za krytykę polityka, co może zniechęcać dziennikarzy do podejmowania tematów istotnych dla debaty publicznej;
  7. Red. Ryszarda Tańskiego należałoby uniewinnić od zarzucanego mu czynu, jako że działał on w ramach konstytucyjnie gwarantowanej wolności prasy oraz w zgodzie ze standardami ochrony wolności wypowiedzi wynikającymi z art. 10 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka.

W ocenie Centrum Monitorowania Wolności Prasy SDP skazanie oskarżonego stanowiłoby naruszenie krajowych standardów konstytucyjnych oraz międzynarodowych standardów praw człowieka w zakresie wolności słowa i wolności prasy. Uniewinnienie go jest konieczne dla zapewnienia, że dziennikarze w Polsce mogą wykonywać swoją misję publicznego strażnika demokracji bez obawy przed represjami karnymi za krytykę polityków i innych osób publicznych.

Opinie amicus curiae w sprawie Ryszarda Tańskiego jest tu:

Opinia Amicus Curiae SDP

 

<iframe src=”https://www.facebook.com/plugins/post.php?href=https%3A%2F%2Fwww.facebook.com%2Fdwutygodnikpulspowiatupyrzyckiego%2Fposts%2Fpfbid02oTDyDrCpVuLBwFrFCpAmywd2fmTHHoW7zRufiKHyxZGZ3E1QTYiN1DbLHjomKCLKl&show_text=true&width=500″ width=”500″ height=”589″ style=”border:none;overflow:hidden” scrolling=”no” frameborder=”0″ allowfullscreen=”true” allow=”autoplay; clipboard-write; encrypted-media; picture-in-picture; web-share”></iframe>

 

ORDERY ORŁA BIAŁEGO dla dziennikarza ANDRZEJA POCZOBUTA i pisarza WALDEMARA ŁYSIAKA; PRZEMYSŁAW BABIARZ z KRZYŻEM OFICERSKIM OOP 

Prezydent RP Karol Nawrocki wręczył 11 listopada odznaczenia wysokie państwowe wybitnym ludziom kultury, nauki i dziennikarzom. Otrzymali je Waldemar Łysiak, Andrzej Poczobut, Przemysław Babiarz, Konrad Banaszek, Sławosz Uznański-Wiśniewski i Adam Woronowicz.

W komunikacie Kancelarii Prezydenta RP napisano:

ORDEREM ORŁA BIAŁEGO

w uznaniu znamienitych zasług dla kultury polskiej, za wybitne dokonania w działalności literackiej i publicystycznej
WALDEMAR ŁYSIAK
Pisarz, eseista, publicysta, felietonista i znawca epoki napoleońskiej

w uznaniu znamienitych zasług w działalności na rzecz Polaków na Białorusi, w szczególności za walkę o prawa człowieka i niezłomną postawę w konfrontacji z przejawami odradzających się reżimów totalitarnych
ANDRZEJ POCZOBUT
polsko–białoruski dziennikarz, publicysta i bloger związany z Grodnem, Związku Polaków i opozycji na Białorusi, więzień polityczny.
/Order zostanie wręczony w najbliższym możliwym terminie/

KRZYŻEM OFICERSKIM ORDERU ODRODZENIA POLSKI 

za wybitne zasługi dla kultury polskiej, za osiągnięcia w pracy dziennikarskiej, za działalność społeczną
PRZEMYSŁAW BABIARZ
dziennikarz, komentator sportowy, aktor i konferansjer

za wybitne osiągnięcia w działalności naukowo–badawczej, za wkład w rozwój nowych technologii, za popularyzowanie polskiej myśli naukowej na świecie
KONRAD BANASZEK
fizyk, specjalista z zakresu technologii kwantowych, profesor nauk fizycznych, pracownik Centrum Nowych Technologii UW CeNT, członek korespondent PAN.

KRZYŻEM KAWALERSKIM ORDERU ODRODZENIA POLSKI 

za wybitne zasługi dla rozwoju badań kosmicznych, za rozsławianie imienia Polski w świecie
SŁAWOSZ UZNAŃSKI–WIŚNIEWSKI 
inżynier, astronauta Europejskiej Agencji Kosmicznej. Drugi Polak w historii oraz 743. (635. w locie orbitalnym) osoba, która znalazła się w przestrzeni kosmicznej, a także pierwszy Polak, który przebywał na pokładzie Międzynarodowej Stacji Kosmicznej.

za wybitne zasługi dla kultury polskiej, za osiągnięcia w pracy artystycznej i twórczej
ADAM WORONOWICZ
aktor, w latach 1997–2001 i od 2008 aktor Teatru Rozmaitości w Warszawie (TR Warszawa).

 

***

Andrzej Poczobut – dziennikarz, bloger i działacz mniejszości polskiej na Białorusi. Otwarcie i ostro krytykował promoskiewski reżim Łukaszenki. Znane są jego publikacje na temat historii i praw człowieka. Poczobut był wielokrotnie aresztowany.

Przetrzymywany od 2021 roku, został skazany na osiem lat kolonii karnej. Jego stan zdrowia od tego czasu się pogorszył.

Poczobut jest zdobywcą wielu nagród dziennikarskich i za walkę o prawa człowieka. Andrzej to m.in. laureat Nagrody Wolności Słowa SDP z 2021 roku i – wraz z gruzińską dziennikarską Mzią  Amaglobeli – zdobywca Nagrody im. Sacharowa w 2025 roku.

Przemysław Babiarz – dziennikarz, komentator sportowy, społecznik, aktor. Osobowość telewizyjna, mistrz mowy polskiej. Człowiek, który otwarcie mówi o swoiej wierze w Boga i konserwatywnych poglądach.

opr.hub

*

Czy DZIENNIKARZ może być skazany za dokumentowanie nieuzasadnionej interwencji policji? Już 13 listopada wyrok SN w sprawie ważnej dla środowiska

13 listopada Sąd Najwyższy rozpatrzy skargę kasacyjną dziennikarza obywatelskiego  posługującego się w sieci nickiem Tefcio. Został on skazany w dwóch pierwszych instancjach w sądach w Białymstoku za naruszenie  dóbr osobistych policjantów, gdyż opublikował filmik z z dokumentowaniem ich niesłusznej i nieprawidłowo wykonanej interwencji. Miałby  zapłacić za to blisko 10 tysięcy zł kary i kosztów sądowych.  CMWP SDP objęło tę sprawę swoim monitoringiem i przesłało do Sądu Najwyższego opinię amicus curie w obronie dziennikarza. 

Według CMWP w niniejszej sprawie nastąpiło poważne naruszenie praw obywatelskich dziennikarza  w zakresie wolności słowa oraz prawa do rzetelnego procesu. Skazanie osoby fizycznej na podstawie art. 107 ust. 1 ustawy o ochronie danych osobowych za publikację materiału prasowego dokumentującego interwencję funkcjonariuszy publicznych stanowi bezprecedensowe instrumentalne zastosowanie przepisów o ochronie danych osobowych w celu obejścia konstytucyjnych i konwencyjnych gwarancji wolności wypowiedzi oraz prawa do krytyki działań organów władzy publicznej – czytamy w opinii amicus curie CMWP SDP przesłanej do Sądu.

„Tefcio” (imię i nazwisko znane CMWP SDP) został skazany przez Sąd Rejonowy w Białymstoku wyrokiem z dnia 13 marca 2024 r. na karę grzywny w wysokości 200 stawek dziennych po 10 złotych każda oraz nawiązki na rzecz pokrzywdzonych funkcjonariuszy Policji w wysokości po 1500 złotych na rzecz każdego z nich, a także koszty zastępstwa procesowego i koszty sądowe. W sumie jest to blisko 10 tysięcy złotych kar i kosztów sądowych. Wyrok ten został utrzymany w mocy przez Sąd Okręgowy w Białymstoku w dniu 14 lutego 2025 r. Podstawę skazania stanowił art. 107 ust. 1 ustawy z dnia 10 maja 2018 r. o ochronie danych osobowych. Zarzut dotyczył opublikowania przez skazanego w dniu 15 lutego 2022 r. w serwisach YouTube, Instagram i TikTok nagrania video dokumentującego interwencję funkcjonariuszy Policji przeprowadzoną wobec niego w dniu 23 listopada 2021 r. w związku z nieprzywdzianiem maseczki ochronnej w miejscu publicznym. Nagranie zawierało wizerunki funkcjonariuszy Policji oraz ich dane osobowe (imiona i nazwiska).Według ustaleń sądów obu instancji, funkcjonariusze Policji wyraźnie poinformowali skazanego podczas interwencji, że nie wyrażają zgody na publikację ich danych osobowych i wizerunku. Pomimo tego zastrzeżenia skazany opublikował zmontowane nagranie w serwisach internetowych około 3-4 miesiące po zdarzeniu. Sądy przyjęły, że nagranie zostało zmontowane w sposób mający na celu ośmieszenie funkcjonariuszy, co wywołało falę obraźliwych i prześmiewczych komentarzy użytkowników Internetu.

CMWP podkreśla w opinii przesłanej do Sądu,  że kwalifikacja prawna czynu przyjęta przez sądy obu instancji budzi najpoważniejsze wątpliwości z punktu widzenia konstytucyjnych i konwencyjnych gwarancji wolności słowa. Artykuł 107 ust. 1 ustawy o ochronie danych osobowych stanowi przepis implementujący rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 (RODO) i ma na celu sankcjonowanie bezprawnego przetwarzania danych osobowych. Jednakże zarówno RODO, jak i krajowa ustawa o ochronie danych osobowych przewidują szereg wyjątków i ograniczeń w stosowaniu przepisów o ochronie danych osobowych, w szczególności w kontekście działalności dziennikarskiej i wolności wypowiedzi. Innymi słowy, wskazany przepis który stanowił podstawę skazania powinien być interpretowany z uwzględnieniem aktu prawa unijnego którego wykonaniu miał służyć (RODO), a nie w oderwaniu od niego.

Oskarżony „Tefcio” opublikował materiał dokumentujący interwencję funkcjonariuszy Policji – organów władzy publicznej – w związku z egzekwowaniem przepisów sanitarnych w okresie pandemii COVID-19. Interwencja dotyczyła obowiązku noszenia maseczek ochronnych, który w okresie publikacji nagrania (luty 2022 r.) był przedmiotem szerokiej debaty publicznej, kontrowersji społecznych oraz licznych wątpliwości co do jego konstytucyjności i proporcjonalności. Publikacja materiału miała na celu udokumentowanie sposobu, w jaki funkcjonariusze Policji egzekwują „obowiązek maseczkowy” oraz zainicjowanie debaty publicznej na temat prawidłowości
i proporcjonalności działań organów ścigania w tym zakresie. Tymczasem sądy obu instancji odrzuciły argumentację obrony dotyczącą tzw. wyjątku dziennikarskiego, uznając, że skazany nie jest dziennikarzem zawodowym, a nagranie zostało zmontowane w sposób selektywny i miało na celu ośmieszenie funkcjonariuszy Policji, a nie rzetelne przedstawienie przebiegu interwencji. CMWP w swojej opinii wyraziło głębokie zaniepokojenie takim stanowiskiem sądów, które stoi w rażącej sprzeczności z orzecznictwem ETPCz oraz Trybunału Sprawiedliwości UE. Tzw. wyjątek dziennikarski nie jest zarezerwowany wyłącznie dla dziennikarzy zawodowych, a prawo do krytyki działań organów władzy publicznej obejmuje również prawo do satyry, przesady i prowokacji. Zgodnie bowiem z utrwalonym orzecznictwem ETPCz, osoby sprawujące funkcje publiczne – niezależnie od poziomu hierarchii administracyjnej – muszą liczyć się z szerszym zakresem dozwolonej krytyki niż osoby prywatne. Nie ma decydującego znaczenia, czy dana osoba jest „powszechnie znana” czy też nie. Decydujące znaczenie ma charakter funkcji wykonywanej przez daną osobę oraz kontekst, w jakim dochodzi do publikacji. Funkcjonariusze Policji wykonujący czynności służbowe w miejscu publicznym nie mogą oczekiwać takiego samego poziomu ochrony prywatności, jak osoby prywatne w swoim życiu osobistym czytamy w przesłanej do Sądu opinii amicus curie.

CMWP podkreśla także, że art. 107 ustawy o ochronie danych osobowych nie może być stosowany w sposób instrumentalny w celu obejścia konstytucyjnych i konwencyjnych gwarancji wolności słowa. Artykuł ten stanowi implementację przepisów RODO i ma na celu sankcjonowanie bezprawnego przetwarzania danych osobowych, jednakże – jak wskazano powyżej – zarówno RODO, jak i ustawa przewidują szereg wyjątków i ograniczeń w stosowaniu przepisów o ochronie danych osobowych, w szczególności w kontekście działalności dziennikarskiej i wolności wypowiedzi. Tymczasem w  niniejszej sprawie sądy obu instancji dokonały wykładni art. 107 ustawy o ochronie danych osobowych w sposób całkowicie pomijający wyjątek dziennikarski oraz prawo do wolności wypowiedzi. Taka wykładnia prowadzi do niemożliwych do zaakceptowania konsekwencji: każda osoba dokumentująca i publikująca w internecie działania organów władzy publicznej – w tym interwencje policyjne, posiedzenia sądów, sesje rad gmin, wystąpienia polityków – naraża się na odpowiedzialność karną z art. 107 ustawy o ochronie danych osobowych, o ile osoby występujące w takich nagraniach nie wyraziły zgody na publikację swoich danych osobowych i wizerunku (!). Taka interpretacja prowadzi do faktycznego daleko idącego ograniczenia wolności prasy i wolności wypowiedzi w zakresie dokumentowania i krytykowania działań organów władzy publicznej, mimo braku podstaw konstytucyjnych. Oznacza ona, że funkcjonariusze publiczni mogą arbitralnie decydować o tym, czy ich działania mogą być dokumentowane i publikowane, co stoi w jaskrawej sprzeczności z fundamentalną zasadą demokratycznego państwa prawa, jaką jest transparentność działań władzy publicznej i prawo obywateli do kontroli tych działań. Dodać należy, że bez znaczenia dla wyniku postępowania powinna być okoliczność, czy zachowanie oskarżonego wobec funkcjonariuszy policji może być subiektywnie odebrane jako zbyt asertywne, czy nawet harde. Trudno oprzeć się wrażeniu, że sądy obu instancji tak właśnie oceniły działania oskarżonego, co też przyczyniło się do jego skazania. Należy jednak podkreślić, że fundamentalne prawa i wolności obywatelskie nie mogą być oceniane pod tym kątem, gdyż prowadzi do ich rozmycia i ostatecznie podważenia. Innymi słowy, to czy zachowanie danej osoby byłoby w danym przypadku bierne, czy wręcz prowokacyjne, nie powinno mieć żadnego znaczenia dla oceny stanu prawnego. Zwłaszcza, że ten aspekt w ogóle nie jest objęty dyspozycją art. 107 ust. 1 ustawy o ochronie danych osobowych, gdyż zgodnie z hipotezą tej normy sąd karny powinien zbadać, czy oskarżony przetwarzał dane osobowe, oraz czy ich przetwarzanie było niedopuszczalne albo czy oskarżony do ich przetwarzania nie był uprawniony. Aspekty te umknęły sądom obu instancji, które abstrahowały od kwestii gwarancji wolności słowa przysługujących oskarżonemu, ale również wprzęgnęły do rozumowania prawnego aspekty subiektywne, które nie powinny być wzięte pod uwagę w w/opisanym przypadku.

Dlatego CMWP SDP  stoi na stanowisku, że skazanie osoby za publikację materiału dokumentującego działania funkcjonariuszy publicznych stanowi bezprecedensowe naruszenie wolności słowa oraz instrumentalne wykorzystanie przepisów o ochronie danych osobowych w celu obejścia konstytucyjnych i konwencyjnych gwarancji wolności wypowiedzi. Utrzymanie wyroku skazującego byłoby nie do pogodzenia z fundamentalnymi zasadami demokratycznego państwa prawa oraz naruszałoby zobowiązania międzynarodowe Rzeczypospolitej Polskiej w zakresie ochrony praw człowieka. Opinię przesłaną do Sądu Najwyższego podpisała Jolanta Hajdas, dyrektor CMWP SDP.

Opinia amicus curie CMWP jest tu : 7.11.25 Opinia amicus curie do SN