WALTER ALTERMAN: Rosja, Polska, Ukraina – starcie Zachodu z Dalekim Wschodem (1) Rosja, czyli pośmiertne zwycięstwo Mongołów

Przedstawiamy część pierwszą cyklu, będącego rysem mentalności trzech narodów. Dlaczego może to być istotne? Bo Rosja najechała Ukrainę, a Polska jest – niestety – najbliższym sąsiadem Rosji.

Paweł Jasienica, będący bardziej historiozofem niż historykiem, w swojej „Polsce Piastów” postawił trudną z pozoru do przyjęcia tezę, że każdy naród koduje się raz na zawsze. I ma to najczęściej miejsce u początków dziejów danego narodu. O ile chodzi o Polskę, ta uważał on, że okres rozbicia dzielnicowego był dla Polaków czasem przyjęcia podstawowych odruchów mentalnych i politycznych. Więcej, bo Jasienica uważał, że był to dla Polaków czas zbawienny. Jak wiemy ten rozdział naszych dziejów trwał od 1138 roku do koronacji Władysława Łokietka w roku 1320. Zwykło się uważać, że tamten czas, gdy Polska nie miała jednolitej władzy centralnej a kraj był rozbity na małe księstwa, był nieszczęściem. Jednak Paweł Jasienica uważał, że było wręcz odwrotnie.

W pierwszym odcinku zaczniemy jednak od Rosji.

Część I.

Rosja czyli pośmiertne zwycięstwo Mongołów

Wołodymyr Zełenski powiedział w szóstym dniu wojny: Rosjanie jesteście dziwni. Jesteście niewolnikami.

Chciał Rosjan obrazić czy też powiedział szczerą prawdę? Uważam, że powiedział prawdę. Zdaje mi się bowiem, że historia ukształtowała Rosjan na idealnych wręcz niewolników. Gdyby jednak ktoś miał wątpliwości, przypatrzmy się podstawowym cechom mentalnym Rosjan i ich źródłom.

Wielu zachodnich analityków i zwykłych obserwatorów wojennej sytuacji na Ukrainie podejmuje się coraz częściej analizy osobowości Putina i mentalności dzisiejszej „klasy panującej” w Rosji. Jedni sięgają do źródeł, czyli KGB-owskiej przeszłości Putina, która miała ukształtować jego osobowość, bo Putin podobno nikomu nie wierzy i jest ogarnięty manią podejrzliwości wobec całego swego otoczenia. Inni wskazują na postępującą chorobę psychiczną osamotnionego przywódcy. Są i tacy, którzy twierdzą, że Putin wierzy w możliwość restauracji imperiów carów, czyli, że jednak oszalał.

Wszystko to być może, wszystko jest po części prawdą. Jednak moim zdaniem dzisiejsza Rosja jest – w sferze mentalnej – spadkobierczynią imperium średniowiecznych Mongołów.

Rosja – normańskie początki

Wędrówka ludów sprawiła, że na miejscach dzisiejszego ich bytowania pojawili się Słowianie. Na początku nie tworzyli jakichś silniejszych organizmów państwowych. Skupiali się w niewielkich grupach rodowych i plemiennych. Zachodnia Europa była, na szczęście dla Słowian, zajęta walką między sobą i pozostawiała terytoria zajęte przez Słowian we względnym spokoju.

Tereny zajęte przez dzisiejszą Rosję, Białoruś i Ukrainę nazywaną Rusią. Początek ich państwowości dali Wikingowie, którzy przez dwa stulecia okrutnie łupili Rusów. Porywali też ich ludzi, których potem sprzedawali w niewolę w Konstantynopolu. Po pewnym czasie plemiona słowiańskie z tych terenów, postanowiły wykorzystać Wikingów (Waregów) do stworzenia przez nich silniejszej organizacji państwowej i tak się stało. Mówiąc inaczej – Rusowie oddali Waregom władzę, a ci stworzyli podstawy organizacyjne ich państwa. Wśród Waregów najsilniejsi i najlepiej zorganizowane było plemię Rusów-Rusinów. W latach 30. IX wieku miało istnieć już pierwsze państwo Rusów. W IX wieku Kijów znany jako Könugard stał się centrum normańskiego handlu na Rusi. Był jednocześnie głównym składem daniny, ściąganej przez Normanów z plemion ruskich. Stąd Normanowie spławiali towary i niewolników szlakiem greckim w dół Dniepru do Morza Czarnego.

Trzeba tu jednak zauważyć, że większość ludów zamieszkujących obszary późniejszej Rusi znajdowała się w strefie wpływów Kaganatu Chazarskiego i płaciło Chazarom (był to lud pochodzenia tureckiego) daninę po srebrnej monecie i po wiewiórce od dymu.

Informacje te podaje Nestor Kronikarz (ur. ok.1050, zm. ok.1114) mnich Monasteru Pieczerskiego.  Był on redaktorem jednego z najstarszych ruskich latopisów „Powieść minionych lat” (ok. 1113 r.), w którym Nestor opisał historię Rusi od IX do XII wieku.

Za założyciela pierwszego państwa uważa się Ruryka, który około 862 roku zjednoczył część Rusi, Słowenów Ilmeńskich, Krywiczan, Połoczan (ludy słowiańskie) oraz Muromę i Weś (ludy fińskie), dając tym samym początek pierwszemu znanemu państwu ruskiemu –Rusi Nowogrodzkiej. Stolicą swego państwa uczynił Nowogród Wielki.

Za najsilniejszego i najlepszego władcę Rusi uważa się księcia Jarosława Mądrego (1019-1054). Jego wojska w wyprawach docierały na Mazowsze, Litwę i ziemie Estów (Estonię). Za jego panowania rozwijały się miasta, kwitła kultura chrześcijańska, głównie piśmiennictwo w języku starocerkiewnym, wybudowany został sobór Sofijski w Kijowie. Jarosław podzielił w testamencie państwo między swych synów przy zachowaniu senioratu. Za panowania tego władcy sprowadzono ostatnią drużynę wareską ze Skandynawii, po czym odrębność Waregów i podległych im Słowian szybko zanikła, i obie grupy stanowiły już jeden lud.

Mongołowie, czyli Tatarzy

Jednak to nie Wikingowie czyli Waregowie, nie Chazarowie odcisnęli swe trwałe piętno na mentalności dzisiejszych Rosjan. Ludem, który zdefiniował i narzucił Rosjanom rozumienie i reagowanie na świat, zdefiniował ich pojęcie władzy i relacji wzajemnych w społeczeństwie byli Mongołowie, zwani na Rusi Tatarami.

W XIII wieku wschodnia i środkowa Europa zostały zalana przez zdyscyplinowane i nowocześnie, jak na tamte czasy, walczące, nieprzebrane masy Mongołów. Powstrzymała je przed pójściem na Zachód śmierć władcy. Mongołowie wrócili, by wybrać nowego Chana. Zachodniej i Środkowej Europie już nie zagrażali nigdy.

Przed najazdem i podbojem mongolskim Ruś była rozbita na księstwa dzielnicowe i nie stanowiła jednolitego i silnego państwa. Być może dlatego Ruś Kijowska dostała się pod kontrolę Złotej Ordy. Ważne, że Kijów w 1363 roku poddał się zwierzchnictwu Litwy. Moskwa zaś pozostała w rękach Tatarów. Tu warto zaznaczyć, że Rusini kijowscy mieli kulturową przewagę nad ciągle pogańskimi Litwinami. Rusini już od 400 lat byli ochrzczeni, mieli pismo i wiedzę oraz doświadczenie administracyjne. Jeszcze w czasach Jagiellonów buchalteria w Wielkim Księstwie była prowadzona w języku ruskim.

Niewola Moskwy datuje się na lata 1223 – 1380. A jest to czas, kiedy Europa przeobraża się, powoli kończy się „ciemne średniowiecze” i nadchodzą czasy nowego stylu sprawowania władzy. Do głosu dochodzi mieszczaństwo a chłopi uzyskują coraz więcej wolności indywidualnej.

Tatarzy pozostawili na podbitych ziemiach ruskich stare struktury polityczne. Ale wykorzystywali je dla umocnienia swego panowania. Podsycali waśnie i konflikty między książętami ruskimi, a nawet je prowokowali. W 1243 Batu-chan, udzielając zezwolenia Jarosławowi na używanie tytułu wielkiego księcia i pozwalając na sprawowanie przezeń władzy w księstwie kijowskim i rostowsko-suzdalskim, wprowadził obyczaj każdorazowego uzyskiwania odpowiedniego przywileju przez władców Rusi, tzw. jarłyku.

Ci, którzy chcieli otrzymać jarłyk, musieli stanąć przed obliczem chana. I nie wiedzieli, czy czeka ich wspaniałe przyjęcie, poniżająca procedura hołdownicza, czy też śmierć. Te ostatnie przypadki zdarzały się często. W 1245 zabito księcia czernihowskiego Michała, w rok później wielkiego księcia Jarosława II, a jego syn Aleksander uniknął śmierci, nie stawiając się na wezwanie tatarskie.

Wkrótce praktyka chanów przybrała formy zorganizowane. Pojawili się na Rusi poborcy podatkowi i urzędnicy przeprowadzający spis ludności. W miastach osadzono namiestników tatarskich (baskaków), którzy mieli czuwać nad przestrzeganiem terminów składania daniny. Duchowieństwo zwolniono od wszelkich danin i powinności. Dodatkowy ciężar stanowiły zdarzające się niespodziewane branki, uprowadzanie ludności i zmuszanie jej do służby wojskowej. Na Rusinów spadały również świadczenia na rzecz tatarskiej służby łączności: dostarczanie podwód, kwater i wyżywienia dla posłańców. W sytuacji gdy podatki bądź inne trybuty nie były dostarczane, Tatarzy organizowali karne ekspedycje, w czasie których dopuszczali się „wielkich okrucieństw”.

Dopiero w roku 1380, po bitwie na Kulikowym Polu, rozpoczął się proces uniezależniania się Moskwy od zwierzchnictwa Złotej Ordy i budowy państwa rosyjskiego w oparciu o rosnącą potęgę i autorytet Wielkiego Księstwa Moskiewskiego. Zwycięzca, książę Dymitr otrzymał przydomek „Doński” i jest do dzisiaj rosyjskim bohaterem narodowym.

Pamiętajmy jednak, że Ruś Moskiewska była w Mongolskiej niewoli 250 lat, bo Dymitr Doński jedynie zapoczątkował długotrwały proces wybijania się Rusi na wolność.

INFORMACJA WŁADZ SDP z 3 MARCA 2022 ROKU ws. Z. Nowaka, który na konf. prasowych podaje się za przedstawiciela SDP

Zarząd Główny Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, prezes Oddziału Warszawskiego SDP i redaktor naczelny portalu SDP sdp.pl informują, iż osoba podająca się za Zenona Nowaka, która podczas konferencji prasowych przedstawia się, jako „Zenon Nowak – Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich” nie ma pełnomocnictw i upoważnień do działania w imieniu ani Zarządu Głównego SDP, ani Oddziału Warszawskiego  SDP (którego Z. Nowak jest członkiem), ani Redakcji portalu SDP sdp.pl podczas jakichkolwiek spotkań, obrad, czy konferencji prasowych.

W związku z tym apelujemy o unieważnienie jego akredytacji, które otrzymał posługując się nazwą „Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich” i „Oddział Warszawski Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich”.

Podkreślamy, że Zenon Nowak na wspomnianych spotkaniach, obradach i konferencjach prasowych reprezentuje samego siebie.

Krzysztof Skowroński, prezes SDP

Jolanta Hajdasz, wiceprezes SDP

Mariusz Pilis, wiceprezes SDP

Hubert Bekrycht, sekretarz generalny SDP

Aleksandra Tabaczyńska, skarbnik SDP 

Zbigniew Rytel, prezes Oddziału Warszawskiego SDP

Jednocześnie informujemy, że 3 marca 2022 roku ZG SDP postanowił rozpocząć procedurę usunięcia Zenona Nowaka (członka Oddziału Warszawskiego SDP) ze Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.

 Krzysztof Skowroński, prezes SDP

Jolanta Hajdasz, wiceprezes SDP

Mariusz Pilis, wiceprezes SDP

Hubert Bekrycht, sekretarz generalny SDP

Aleksandra Tabaczyńska, skarbnik SDP

 

W TVP ABC 2 będą pasma dla dzieci z Ukrainy

Kanał TVP ABC 2, od środy, 2 marca udostępnił pasma specjalnie dla dzieci z Ukrainy, które przybywają do Polski z terenów dotkniętych wojną.

Jak przypomina Telewizja Polska, codziennie tysiące dzieci z Ukrainy przekracza polską granicę. Wojna to dla nich ogromna trauma i utrata poczucia bezpieczeństwa. Publiczny nadawca postanowił wykorzystać wybrane pasma TVP ABC 2, na prezentacje bajek przygotowanych z myślą o dzieciach uchodźców z Ukrainy. Będą emitowane przez najbliższe tygodnie o godzinach: 6, 12 i 18.

Równolegle w TVP trwają intensywne prace nad przygotowaniem ukraińskich wersji językowych programów takich jak: „Przyjaciele Misia i Margolci”, „Cześć czy mogę cię zjeść?”, „Nela mała reporterka”, „Domisie”, „Zagadki zwierzogromadki”, „Halo, halo”, „Alchemik”, „Licz na Wiktora”.

TVP ABC 2 jest dostępne na stremvod.tvp.pl i w aplikacji TVP GO.

opr. jka, źródło: TVP

TVP World w kablówkach zamiast rosyjskiego kanału

Po tym jak Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji zadecydowała o wykreśleniu z rejestru sieci kablowych i platform satelitarnych rosyjskich kanałów telewizyjnych, w tym Russia Today (RT), operatorzy decydują się zastąpić RT kanałem TVP World.

Anglojęzyczny kanał telewizji publicznej włączyło już około 20 operatorów. Jest on dostępny dla abonentów sieci UPC na pozycji 806 (dekodery Horizon i UPC TV 4K BOX) i 808 (dekoder Mediabox) oraz Orange IPTV na pozycji 783. Poza tym TVP World mogą m.in.  odbierać klienci takich platform jak: Chopin, Evio, Dolsat, JMDI oraz Supermedia.

Kanał TVP World został uruchomiony w listopadzie 2021 roku. Jak podkreśla publiczny nadawca, jego zadaniem jest zwalczanie dezinformacji oraz fake newsów, co jest szczególnie ważne w czasie wojny informacyjnej prowadzonej przez Federację Rosyjską. Misją kanału jest także edukacja i popularyzacja tematyki wschodnioeuropejskiej – od newsów, przez historię, technologię, kulturę i biznes.

opr. jka, źródło: TVP

TRZYMAJ SIĘ UKRAINO! Zełeński: Nieoceniona jest konkretna, codzienna pomoc Polski

Po bandyckiej agresji Rosjiji na Ukrainę, w Polsce trwa akcja pomocy dla walczącego kraju i przybywajacych do nas z terenów objętych wojną uchodźców. Rząd, samorządy i sami obywatele organizują zbiórki pieniędzy i darów. W regionach akcję koordynują wojewodowie.

Ukraina walczy. Obrońcy odpierają ataki na większe miasta i obiekty strategiczne. Kijów przetrwał już kilka rosyjskich bombardowań. Wojsko ukraińskie stawia zacięty opór Rosjanom w wielu miejsach kraju.

Ci, którzy nie wyjechali i nie mają bezpiecznych schronień schodzą do metra – relacjonował mer Kijowa Witalij Kliczko. W atakowanej stolicy jest też prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełeński. Na twitterze przekazuje bieżące informacje z innego choć nie mniej istotnego frontu dyplomatycznego.

Trwają rozmowy o negocjacjach pokojowych, ale nie powtrzymuje to obrony Ukrainy.

„Rozmawiałem telefonicznie premierem Wielkiej Brytanii Borisem Johnsonem. Jestem mu wdzięczny za twarde stanowisko, które miało wpływ na ostetnie decyzje mające na celu zwiększenie zdolności bojowych armii ukraińskiej. Rozmawialiśmy też wpólne przeciwdziałania agresorowi” – napisał prezydent na TT.

„Podziękowałem prezydentowi Polski Andrzejowi Dudzie za osobiste przywództwo w przyznaniu Ukrainie członkostwa w EU . Nieoceniona jest także konkretna, codzienna pomoc Polski dla naszego kraju. Z Polską łączy nas historia i jestem pewien, że wspólna europejska przyszłość” – podkreślił Zełeński.

„Poinformowałem Prezydenta Gruzji @Zourabichvili_S i premiera Republiki Czeskiej @P_Fiala o aktualnej sytuacji. Jestem  wdzięczny naszym przyjaciołom z Gruzji i Czech za wsparcie.Podziękowałem również Papieżowi Franciszkowi za modlitwy za Ukrainę. Czujemy duchowe wsparcie Waszej Świątobliwości” – zaznaczył.

 

Na całym świecie odbywają się demonstracje poparcia dla napadniętej przez Moskwę Ukrainy. W Polsce codziennie w wielu miastach wspólnie z Ukraińcami, Białorusinami i potępiającymi Putina Rosjanami przeciwko kremlowskiej agresji protestuje wiele tysięcy osób. Są też mniejsze wiece, na przykład kilkudziesięcioosobowa manifestacja przed konsulatem Ukrainy w Łodzi.

Wśród wielu transparentów wyróżniał się ten z napisem „Putin morderca”. Były też dobrze znane już słowa bohaterskich obrońców Wyspy Węży: „Rosyjski okręcie wojenny, spi……jcie!”.

Ukraińcy dziękują Polakom m.in. za pomoc w przyjmowaniu tysięcy uchodźców. „Wasza pomoc przywraca nam wiarę w człowieczeństwo” – powiedziała młoda Ukrainka Oleńka.

HB/red/PAP/TT/ukrt/bl

SŁAWOMIR JASTRZĘBOWSKI: Nasi sojusznicy Niemcy. Znam też inne żarty

Pomyślmy o scenariuszu, do którego oby nigdy nie doszło, ale „chcesz pokoju, szykuj się do wojny”. Oto szalony i groźny bandyta Władymir Putin chcąc odtworzyć Związek Socjalistycznych Republik Radzieckich, którego rozpad uznał za największą katastrofę za jego życia, napada na Polskę.

Oczywiście nie napada tak całkiem sobą i swoimi ludźmi wprost, tak samo jak w 1945 roku wprost to nie Sowieci instalowali się w Polsce sobą, tylko wykorzystywali do tego w dużej części komunistycznych łajdaków z urodzenia częściowo Polaków, albo, żeby chociaż nazwiska mieli polskie, jak Rokosowski.

W czasie takiej napaści mającej na celu obalenie faszystowskiego reżimu w Polsce (Rosjanie tak usprawiedliwiają napaść na Ukrainę) możemy oczywiście liczyć na naszych wiernych, wypróbowanych sojuszników, na przykład na największą gospodarkę Unii Europejskiej i jednocześnie członka NATO, na Niemców. Niemcy przysyłają nam 5000 hełmów, ale niestety nie mogą przysłać broni. Dajmy na to wicekanclerz Niemiec z partii Zielonych (to taka partia, która płacze nad żabkami, ludźmi chyba nie ma czasu się zajmować) Robert Habeck mówi wprost: „Nie będziemy dostarczać broni Polsce.” Ten właśnie Habeck powiedział, że Niemcy nie będą dostarczać broni Ukrainie, więc miałby poniekąd przetartą ścieżkę z tą swoją zieloną gadką.

Ale przecież broń to nie wszystko. Słowo też jest bronią. W Polsce funkcjonują media, które mają niemiecki kapitał i one mogą nas wspierać w tych trudnych czasach. Podtrzymywać ducha swoimi publikacjami. Na przykład jakimś tekstem o smutnych świętach żołnierzy, niekoniecznie polskich, ale w ogóle, że jest smutek. Albo na przykład w tych trudnych chwilach uraczyć nas opowieścią o młodych Polakach, którzy nie będą umierać za Polskę.

Gdyby rosyjskie bomby leciały na Polskę (oby nigdy się to nie zdarzyło) to te media, które mają ten kapitał, który z kapitałem rosyjskim ponad głowami Polaków, Ukraińców i reszty Europy robi geszefty przy użyciu na przykład zakupionego kanclerza, więc te media mogłyby na przykład publikować aktualne materiały, że Polacy to żałosne Janusze w skarpetkach w klapkach z parawanami na plaży i wszyscy mają braki w uzębieniu. Wydaje mi się, że ten kapitał, który robi interesy z tamtym kapitałem mógłby też w czasie ewentualnej wojny napomknąć o działaczach LGBTiQ, którym bardzo ciężko się żyje w Polsce niezależnie od tego czy lecą bomby, czy nie lecą. Niszczeni są przez reżim i koniecznie, że Polacy to antysemici i dlatego muszą oddać majątek, albo część, wtedy będą mniej antysemitami.

Ja wiem, ja mam nadzieję, ja jestem w zasadzie pewien, że w konflikcie z Rosją (oby nigdy do niego nie doszło) pomogliby nam nasi sojusznicy Niemcy, bo komu mieliby pomagać? Rosjanom?

Znam też inne dowcipy. Także gorzkie…

Polskie Radio będzie nadawało serwisy informacyjne w języku ukraińskim

Program 1 Polskiego Radia rozpoczął nadawanie serwisów informacyjnych w języku ukraińskim. Można je usłyszeć dwa razy dziennie przez siedem dni w tygodniu tuż po „Aktualnościach Jedynki” o godzinie 10 i 17 na falach UKF oraz długich, na częstotliwości 225 kHz, które swoim zasięgiem obejmują Ukrainę oraz prawie całą Europę.

Serwisy przygotowują i prezentują dziennikarze Sekcji Ukraińskiej Polskiego Radia dla Zagranicy. Będą informować m.in. o aktualnej sytuacji na froncie walki Ukraińców z agresorem, wsparciu Polski oraz jej sojuszników z NATO oraz UE dla Ukrainy, współpracy polskich i ukraińskich organizacji pozarządowych w celu wspierania ukraińskiego społeczeństwa.

Polskie Radio podkreśla, że konieczne jest dotarcie do możliwie największej liczby odbiorców zagrożonych atakiem informacyjnym reżimu Putina, w tym również słuchaczy z Ukrainy, którzy w niedostatecznym stopniu znają język polski. Andrzej Rybałt, dyrektor Polskiego Radia dla Zagranicy, tłumaczy, że „serwis stanowi również wyraz solidarności z ukraińskimi dziennikarzami, którzy muszą obecnie z narażeniem życia pracować w warunkach wojennych, broniąc tym samych przestrzeń informacyjną Ukrainy oraz cały obszar Euroatlantycki przed skomasowanym atakiem informacyjnym maszyny propagandowej rosyjskiego agresora”.

opr. jka, źródło: Polskie Radio

Zapraszamy do lektury „Forum Dziennikarzy”

Jak zwykle w czasopiśmie SDP przygotowaliśmy wiele ciekawych materiałów tworzonych przez dziennikarzy nie tylko dla dziennikarzy.

Ostatni numer „Forum Dziennikarzy” 2021 w roku rozpoczyna wspomnienie trudnych obrad SDP w Kazimierzu Dolnym widzianych oczyma członków regionalnych struktur stowarzyszenia z północy i południa Polski. „Trudne Obrady”, autorstwa Marii Giedz i Jaromira Kwiatkowskiego.

O roku 2022, jako czasie refleksji pisze Piotr Boroń.

Z zaufaniem do polskich dziennikarzy nie jest tak źle, przekonuje w tekście o takim tytule Alina Bosak.

Nie mogło zabraknąć materiału opisującego ważne dla Polski wydarzenie jakim była beatyfikacja ks. Jana Macha, śląskiego męczennika II wojny światowej. Autorem tego tekstu jest Jaromir Kwiatkowski.

O współczesnej wojnie toczącej się za naszą wschodnią granicą pisze Michal Lebduśka, czeski dziennikarz i analityk międzynarodowy w tekście: Łuna nad Donbasem.

O niezwykłej karierze Tadeusza Dołęgi-Mostowicza – od korektora do pisarza, dowiadujemy się z materiału Piotra Samolewicza.

Jacek Karolonek opisuje cykl spotkań „SDP Cafe – podaj dalej…”, projektu realizowanego przez Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich. Trzydziestominutowe nagrania dostępne na YouTube i na portalu sdp.pl pokazują tych mniej i bardziej znanych dziennikarzy z całej Polski w innej niż ich codzienna rola – jako twórców i animatorów kultury. Ten niezwykle wartościowy i sympatyczny projekt, mimo zakończenia nadal cieszy się dużym zainteresowaniem odbiorców.

W tym numerze „Forum Dziennikarzy” znajdziecie Państwo jeszcze inne, bardzo interesujące artykuły.

Życzę miłej lektury. Do spotkania z Forum Dziennikarzy w końcu lutego 2022 roku

Andrzej Klimczak

Redaktor Naczelny Forum Dziennikarzy

 

Numer można pobrać TUTAJ

 

 

Bruksela jest równie interesująca jak Bałkany. Z DOMINIKĄ ĆOSIĆ rozmawia MAGDALENA UCHANIUK

Najbardziej żal mi jest zwykłych ludzi, którzy byli ofiarami wielkiej polityki. I to jest specyfika wszystkich polityków, że oni podejmują decyzje w imieniu ludzi, a sami często są chronieni przed skutkami tych decyzji. Natomiast zwykli ludzie są ofiarami, oni najwięcej cierpią – mówi Dominika Ćosić, korespondentka w Brukseli, ekspertka od Bałkanów, autorka książek, w rozmowie z Magdaleną Uchaniuk w „SDP Cafe – podaj dalej…”

Moim gościem jest wyjątkowa kobieta, która ma serce podzielone na pół, ma dwie ojczyzny. Z jednej strony mocno kocha Polskę, a z drugiej bardzo związana jest z Bałkanami. A trzecia strona jej serca to troszeczkę Bruksela. Jak tobie, dziennikarce, żyje się z tym, że masz to serce tak podzielone?

Z zawodowego punktu widzenia jest to wzbogacające, bo mam podwójną perspektywę, nie tylko polską, ale też serbską, czy szerzej jugosłowiańską, bałkańską. Przed wyjazdem do Brukseli zajmowałam się Bałkanami, jeździłam po całej byłej Jugosławii, pracując jeszcze w tygodniku „Wprost”, a wcześniej  w „Dzienniku Polskim” w Krakowie. Zatem to pomaga, daje szerszą perspektywę, większą wiedzę, wyczucie i możliwość zrozumienia mentalności bałkańskiej. To potrafi być użyteczne.

Twoja najnowsza, czwarta już, książka jest inna od poprzednich. Przypomnijmy, „Uśmiech Dalidy” to powieść, „Polska droga do Unii Europejskiej” skupiała się na polityce, był też przewodnik po Bałkanach. „Balkan Express”  to również przewodnik po Bałkanach, ale ściśle związany z twoimi podróżami i twoimi ocenami tego co się stało z Jugosławią.  Jak przeżyłaś rozpad Jugosławii?  Wiem, że dla ciebie była to bardzo trudna sprawa, bo jako dziecko byłaś w tej Jugosławii mocna zakorzeniona.

Gdy jako dziecko ktoś mnie pytał kim jestem, to mówiłam, że pół Polką, pół Jugosłowianką.  Mieszkałam w Belgradzie, chociaż urodziłam się w Krakowie, bo mama jako polska patriotka chciała urodzić mnie w tym mieście. Kursowałam regularnie na trasie Belgrad – Kraków. Czułam się pół Jugosłowianką, pół Polką. Wydawało mi się, że Jugosławia jest jednością, chociaż wiedziałam, że jest Serbia, Czarnogóra, Chorwacja, są różne narodowości, ale postrzegałam to jako jedność. Ten bogaty kraj, który w porównaniu z ówczesną Polską był o wiele bardziej zamożny, kolorowy, kojarzył mi się bardzo dobrze. I nagle w 1991 roku, zdawałam wtedy egzaminy do liceum, mieszkałam w Krakowie, zaczęłam oglądać w telewizji obrazki, które kompletnie nie pasowały… Najpierw Słowenia, później Chorwacja, później inne. Na moich oczach dokonywał się rozpad Jugosławii, w tym momencie przyszły pytania: kim ja jestem? Skoro nie ma Jugosławii, nie jestem pół Jugosłowianką. Dobrze, jestem pół Serbką, ale Serbowie byli przedstawiani wówczas bardzo negatywnie, jako jedyni winni, jako sprawcy wojny, okrucieństwa. I ciężko jest przyjąć do wiadomości to, że jesteś w połowie przedstawicielką narodu oskarżanego o wszelkie zło, przynajmniej w tamtej wojnie. Miałam z tym problem, tym bardziej, że nałożyło się to na czas dorastania, kiedy każdy człowiek szuka swojej tożsamości.  To była dla mnie trauma i jest do tej pory. Wydawało mi się, że wojny w Europie są definitywnie zakończone, że II wojna światowa była ostatnią i teraz ludzie zmądrzeli i nikt nie będzie się zabijał w Europie. Tymczasem na moich oczach moja druga ojczyzna została zniszczona, ten kraj przestał istnieć. Byliśmy świadkami strasznych scen, czy to w Sarajewie, czy w Vukovarze, Srebrenicy, w Kosowie, w Belgradzie. To było naprawdę coś bardzo ciężkiego do oswojenia. Dlatego też wybrałam jako kierunek studiów filologię serbską i chorwacką, mimo że marzyłam o filozofii, bo liczyłam że dzięki poznaniu historii, literatury zrozumiem powód tej wojny.

O tym piszesz w „Balkan Express”.  Mimo to, iż poszłaś na te studia, poznałaś dobrze historię Jugosławii, historię wszystkich republik, które wcześniej funkcjonowały, to jednak jako człowiek, jako kobieta, nie byłaś i nie jesteś w stanie zrozumieć dlaczego do tego doszło.

Z intelektualnego punktu widzenia rozumiem to, bo wiem jakie były przyczyny historyczne, ingerencja krajów ościennych, inne powody. Na poziomie intelektualnym mam to oswojone, natomiast na poziomie emocjonalnym nie jestem w stanie się z tym pogodzić. To jest tak, jak ze śmiercią bliskie osoby – wiemy, że ktoś umarł, wiemy na co chorował, tłumaczymy sobie, że teraz nie cierpi, ale tak naprawdę nie da się z tym pogodzić, to jest rana w sercu. Tak samo w przypadku wojny w Jugosławii. Ciężko się pogodzić z tym, że na naszych oczach, cały świat obserwował to na ekranach telewizorów, dochodziło tam do scen dantejskich.

Bracia zabijali braci…

Najgorsza jest właśnie wojna bratobójcza. Emir Kusturica w „Undergroundzie” kończy ten film taką charakterystyczną sceną – jeden z bohaterów, sparaliżowany, siedzi na płonącym fotelu inwalidzkim, a jego brat biegnie za nim i okłada go kijem próbując go zabić… Tam właśnie padają te słowa: tak długo nie ma wojny dopóki brat nie podniesie ręki na brata.

Jeżeli jest wojna, że obcy kraj wchodzi z czołgami, samolotami na nasz teren, obca armia wkracza, to jest to oczywiście straszne, ale jeśli na tym samym terenie sąsiedzi zabijają sąsiadów, a nawet w tej samej rodzinie, bo przecież było wiele było małżeństw mieszanych, to wówczas jest największe zło jakie może być.

To jest bardzo trudna historia, ale ty po nią sięgnęłaś. Wydaje mi się, że napisanie tej książki to była dla ciebie też taka forma autoterapii, bo mówisz o wielkiej polityce, ale widzianej oczami zwykłych ludzi. A co jest najważniejsze, i to chyba jest największa wartość tej książki, nikogo nie oceniasz. Nie podają oskarżenia, po prostu jest to podróż, jedziemy tym expresem i staramy się zrozumieć co tam się stało.

Tak, poznawałam najczęściej w nocnych pociągach zwykłych ludzi, z różnych byłych republik jugosłowiańskich, Serbów, Chorwatów, Macedończyków, Czarnogórców, Albańczyków z Kosowa. Te spotkania w pociągach są okazją do rozmów o całym życiu. Ludzie się otwierają, mówią takie rzeczy których nawet bliskim znajomym by nie powiedzieli, bo wtedy czują się może trochę skrępowani. A łatwiej powiedzieć komuś, kogo się już więcej nie spotka. Różnych ludzi spotykałam, mówili mi o swoim życiu, traumach. Najczęściej zaczynaliśmy od rozmów na tematy neutralne. Bałam się pytać wprost o wojnę, bo wiem że dla wielu ludzi to bardzo bolesne, ale w którymś momencie ten temat zawsze sam się pojawiał.

Powiedziałaś wcześniej, że Serbowie byli przedstawiani na świecie, w mediach, jako oprawcy, ty jako Serbka musiałaś się z tym zmierzyć. Jak się czułaś jako ta trochę napiętnowana tą winą?

Pamiętam jak byłam w Paryżu w 1995 roku, pojechałam z koleżanką na pierwszy samodzielny wyjazd na wakacje, po zdaniu matury. Zatrzymaliśmy się u mojego wujka, kuzyna mojej mamy i w telewizji pokazywali obrazki z wypędzenia Serbów z Krajiny. Byłam z wujkiem u jego znajomych Francuzów i ktoś powiedział tak ironicznie: „ale Serbowie są gościnni” i był śmiech. Odezwałam się, że jestem pół Serbką, zapanowała cisza… Później zdarzały się sytuacje na uczelni, że któryś z kolegów na imprezie powiedział: „Wstydziłabyś się Dominika, że jesteś pół Serbką”. Tak, a za co mam się wstydzić? „Bo, Serbowie wymordowali…” Powiedziałam, żeby się zastanowił. Ja nie chcę bronić Serbów, wybielać, że byli całkowicie niewinni. Tylko w czasie tej wojny obraz nie był czarno-biały, właściwe wszyscy byli ofiarami i katami.

Symbol, który mocno poszedł w świat, to były wydarzenia w Srebrenicy…

Myślę, że były trzy symbole: Vukovar, Sarajewo i Srebrenica. Vukovar to jest miasto w Chorwacji, gdzie na samym początku wojny, to była jesień 1991 roku, paramilitarne bojówki serbskie dokonały rzezi w szpitalu mordując personel i pacjentów… (pauza).

To były bardzo trudne czasy…

Później było Sarajewo i Srebrenica i te trzy miasta umocniły obraz Serbów jako jedynych winnych. Nie chcę usprawiedliwiać Serbów,  powiedzieć że to się nie zdarzyło. Ale trzeba też podać przykłady tego co się działo z drugiej strony, np. dochodziło do morderstw na Serbach w Bośni. Bośniaccy muzułmanie mordowali tamtejszych Serbów i Chorwatów. Tam niemal się wszyscy ze wszystkimi mordowali. Ostatnim akordem wojny było w 1999 roku Kosowo, naloty. Ale wcześniej była prowadzona akcja przeciwko bojownikom albańskim przez Serbów, a z kolei Albańczycy mordowali Serbów, ludność cywilną. Najbardziej żal mi jest zwykłych ludzi, którzy byli ofiarami wielkiej polityki. I to jest specyfika wszystkich polityków, że oni podejmują decyzje w imieniu ludzi, a sami często są chronieni przed skutkami tych decyzji. Natomiast zwykli ludzie są ofiarami, oni najwięcej cierpią.

Wielu kojarzy ciebie jednak nie z Bałkanów, tylko z Brukseli, gdzie od wielu lat pracujesz dla różnych redakcji.  Jak się odnalazłaś w tamtej rzeczywistości?

Pamiętam jak w 2005 roku, Marek Król, który był wtedy redaktorem naczelnym „Wprost” i Jerzy Marek Nowakowski, szef działu zagranicznego, zaproponowali mi, abym pojechała do Brukseli jako korespondentka, to było rok po naszym wejściu do Unii Europejskiej. Długo się broniłam przed tą decyzją.

Dlaczego?

Bruksela wydawała mi się nudna. Nawet powiedziałam Nowakowskiemu: panie redaktorze, ale co ja będę robić w tej Brukseli – tam nie ma terrorystów, nie ma zbrodniarzy wojennych, nie ma wojny, nie ma zamachów terrorystycznych, ja tam umrę z nudów. To nie jest dla mnie, są tylko nudni faceci w garniturach, nudni politycy, jakaś nudna Unia Europejska, która mnie kompletnie nie interesuje. A on mówi: „pani Dominiko, pojedzie pani, zobaczy, zacznie się dziać”. No i właśnie, teraz będzie taki trochę czarny humor… W 2016 roku po zamachach w Brukseli w metrze i na lotnisku, napisałam do Jerzego Marka Nowakowskiego i Marka Króla, że zamachy w Brukseli są, zbrodniarze wojenni są niedaleko, w Hadze, terroryści są, okazało się że brukselski Molenbeek jest wylęgarnią islamskiego terroryzmu. Właściwe wszystko mam, żołnierze na ulicach, terroryści na ulicach, UE zaczyna się rozpadać, bo zaraz było referendum w sprawie Brexitu, właściwie misja wypełniona. Usłyszałam: „no tak, pani Dominiko, wszystko pani ma, taka pani zdolna…”

Wracając do tej rzeczywistości brukselskiej,  na początku Unia Europejska wydawał mi się jedną wielką niewiadomą, musiałam się uczyć tego świata, bo wcześniej zajmowałam się Bałkanami. Później poczułam, że to jest równie intersujące jak Bałkany. Wpływ Unii na naszą rzeczywistość jest ogromny. Teraz widzimy to już w dosłowny sposób, jak wielki jest wpływ instytucji unijnych na to co się dzieje w Polsce, na życie gospodarcze, polityczne. Obserwowanie tych procesów w miejscu, w którym powstają jest fascynujące.

W 2005 roku, w grudniu, był mój pierwszy jako korespondentki szczyt unijny, a także pierwszy szczyt dla kanclerz Angeli Merkel. Spotkałam ją na jakiejś konferencji prasowej, wszyscy zaciekawieni patrzyli, pierwsza kobieta na stanowisku kanclerza Niemiec, w dodatku z byłego NRD. I tak się teraz śmieję, kanclerz Merkel odchodzi z polityki, to może też czas na mnie, aby zastanowić się nad jakimś innym miejscem zamieszkania.


Zapis fragmentu rozmowy Magdaleny Uchaniuk  z Dominiką Ćosić, która odbyła się w ramach cyklu „SDP Cafe – podaj dalej…”  Całe spotkanie można obejrzeć TUTAJ.

Projekt „Dziennikarze-twórcy kultury” finansowany był ze środków Ministra Kultury, Dziedzictwa Narodowego i Sportu z Funduszy Promocji Kultury.

 

SŁAWOMIR JASTRZĘBOWSKI: Sprawdzać siano w głowie i szkolić

Ja tu wypisuję te słowa na portalu między innymi przede wszystkim dla dziennikarzy, co mam świadomość, że się dziennikarzom może trochę nie spodobać, bo przecież wiemy dobrze, że każde faux pas osobników z sianem, o których sygnalizuję poniżej, to jest temat chwytliwy. A temat dla dziennikarza rzecz jakże pożądana… Tyle tytułem tajemniczego wstępu, a teraz trochę mniej chaotycznie.

Mam taki pomysł dla rządu, całkowicie za darmo: dyplomatów czy osoby reprezentujące Polskę można by wcześniej jakoś tam sprawdzać, w sensie czy na przykład nie mają w głowach siana. Znaczy nie wiem, czy otwierać im czaszkę, czy sprawdzać rozmową wielotematyczną bez otwierania. Szczegóły trzeba by jakoś tam dograć, jakby co pomogę za darmo. Ewentualnie, gdyby okazało się, że siana nie ma, ale jakby jakieś źdźbła kiełkują pod tą czachą, albo że jest niebezpieczeństwo, że zakiełkują, to można by przeprowadzić szkolenie. Że Polska, że dyplomaci i pełnomocnicy reprezentują jednak interes Polski formułowany przez rząd i tego się trzeba trzymać, a jak się by ktoś nie chciał trzymać, to niech sobie nie wsiada na posadę, albo wysiądzie bez hałasu i do widzenia, szczęścia zdrowia, powodzenia.

Czasy mamy oryginalne. Co do zasady zgodzimy się zapewne, że ambasador jest osobą, która na terenie obcego państwa ma prezentować stanowisko rządu swojego państwa. Chyba nie ma tu wątpliwości. Nie, że „powinna” tylko „ma”. Ma mówić językiem, interesem określnym przez rząd. Jest od tego jak aktor od grania, a to drugie nie będę pisać. Co do zasady pełnomocnik rządu jest osobą, która ma pełnomocnictwa rządu do prezentowania i reprezentowania stanowiska rządu w jakichś gronach, sytuacjach, sprawach. Chyba nie ma tu wątpliwości. Jest od tego, jak aktor od grania…

Ambasador Polski w Republice Czech Mirosław Jasiński został odwołany (w zasadzie rozpoczęto procedurę odwołania) po jego wypowiedzi dla niemieckich mediów. Jasiński zajmował się sprawą sensytywną, elektrowni Turów, która to sprawa jest w trakcie międzyrządowych negocjacji. Tenże ambasador pytany o powody sporu polsko-czeskiego był łaskaw powiedzieć Niemcom w czasie wywiadu między innymi: „to był brak empatii, brak zrozumienia i brak chęci podjęcia dialogu, i to w pierwszym rzędzie z polskiej strony”. Upsss. Negocjacje trwają, a tu ambasador obwieszcza światu, że generalnie wina leży po polskiej stronie. Geniusz. Pełna stodoła siana, proszę Państwa, aż normalnie puchnie i pęcznieje. Nie będę tu dociekał skąd się ten pan wziął, ale niech się odweźmie, do widzenia.

Pełnomocnik ministra spraw zagranicznych do spraw kontaktów z diasporą żydowską, Jarosław Nowak udzielił z kolei wywiadu brytyjskiej gazecie „Jewish News”. Tak, tak, brytyjskiej. Dziennikarze z „Jewish News” byli oczywiście zainteresowani sprawą wykoncypowaną przez tęgie głowy, czyli tak zwanego zwrotu mienia bezspadkowego.

Stanowisko polskiego rządu jest jasne, proste i tak zostało wyartykułowane przez premiera Mateusza Morawieckiego: „Tak długo, jak ja będę premierem, Polska na pewno nie będzie płaciła za niemieckie zbrodnie; ani złotówki, ani euro, ani dolara”. Nie mamy za co płacić, nie mamy komu, więc nie będziemy. W związku tym pan Nowak powiedział w wywiadzie: „Myślę, że w pewnym momencie Polska naprawdę będzie musiała dojść do wniosku, że musimy coś z tym zrobić”, czyli, że premier tak sobie tylko mówi, że my zapłacimy, ale jeszcze nie teraz. Niezły pełnomocnik. Do jego złotych myśli dodać możemy słowa: „Przede wszystkim trzeba zdać sobie sprawę, że problem polega na tym, że my Polacy, a nie rząd, nie wiemy dokładnie, co jest dobre, a co złe”. Ciekawe, my Polacy nie wiemy, co jest dobre, a co złe. I co? Czekamy, żeby nam Żydzi powiedzieli? Dramat. Facet został odwołany, ale szkód już niestety narobił.

Tak, wiem, wiem, dał mi też temat do pisania. Jednak w sumie chętnie znalazłbym inny… Kończąc ponawiam swoją propozycję: przed zatrudnieniem sprawdzać kandydatom siano w głowie. I szkolić.